Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    marcinxw o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Enya o Wolne tematy (10 – …
    Listwa o Wolne tematy (10 – …
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    Liwiusz o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Peryskop o Dlaczego kobiety w średnim wie…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Zapomniane zwycięskie powstanie we Lwowie

Posted by Marucha w dniu 2014-11-11 (Wtorek)

Gdy w li­sto­pa­dzie 1918 r. w War­sza­wie, Kra­ko­wie i Lu­bli­nie swo­bod­nie ło­po­ta­ły już bia­ło-czer­wo­ne flagi, oznaj­mia­ją­ce od­zy­ska­nie nie­pod­le­gło­ści, to we Lwo­wie mło­dzi chłop­cy i dziew­czę­ta z bro­nią w ręku (a czę­sto bez niej) wal­czy­li o każdą ulicę, o każdy dom. Ich zryw oka­zał się zwy­cię­ski, ale obec­na Pol­ska ze wzglę­du na tzw. po­li­ty­kę wschod­nią nie za bar­dzo chce o tym pa­mię­tać.

Na­ro­do­we Świę­to Nie­pod­le­gło­ści ko­ja­rzy się z datą 11 li­sto­pa­da 1918 r., kiedy to w Compiègne we Fran­cji pod­pi­sa­no ro­zejm, pie­czę­tu­ją­cy osta­tecz­ną klę­skę Nie­miec. W tym samym dniu z kolei w War­sza­wie bry­ga­dier Józef Pił­sud­ski prze­jął wła­dzę od Rady Re­gen­cyj­nej.

Nie­wie­lu jed­nak współ­cze­snych pol­skich po­li­ty­ków chce dzi­siaj pa­mię­tać, że od­ro­dze­nie się Rze­czy­po­spo­li­tej było moż­li­we także dla­te­go, iż kil­ka­na­ście dni wcze­śniej, do­kład­nie 1 li­sto­pa­da, do­szło do wy­bu­chu we Lwo­wie po­wsta­nia, które jak mało które oka­za­ło się zwy­cię­skie. Po­wsta­nie to było spon­ta­nicz­ną re­ak­cją miesz­kań­ców mia­sta – no­szą­ce­go dumne miano „Sem­per Fi­de­lis” – na za­ję­cie ko­szar i in­nych waż­nych obiek­tów przez od­dzia­ły skła­da­ją­ce się z żoł­nie­rzy au­stro-wę­gier­skich na­ro­do­wo­ści ukra­iń­skiej. Odzia­ły te do­dat­ko­wo wspar­te zo­sta­ły przez Le­gion Ukra­iń­skich Strzel­ców Si­czo­wych, któ­rym do­wo­dził jeden z ar­cy­ksią­żąt au­striac­kich, Wil­helm Habs­burg, zwany „Wa­sy­lem Wy­szy­wa­nym”. Ary­sto­kra­ta ów, wy­wo­dzą­cy się z ro­dzi­ny ce­sar­skiej, w pla­nach wielu śro­do­wisk miał być głową przy­szłe­go pań­stwa ukra­iń­skie­go, ści­śle po­wią­za­ne­go z Wied­niem, a obej­mu­ją­ce­go swym za­się­giem nie tylko Ga­li­cję Wschod­nią, ale i Łem­kowsz­czy­znę, Bu­ko­wi­nę i zie­mię prze­my­ską.

Walki roz­po­czę­ły się od szko­ły im. Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza i Domu Aka­de­mic­kie­go, w któ­rych to bu­dyn­kach za­ba­ry­ka­do­wa­li się człon­ko­wie kon­spi­ra­cyj­nej Pol­skiej Or­ga­ni­za­cji Woj­sko­wej. Pierw­szą z pla­có­wek do­wo­dził kpt. Zdzi­sław Ta­tar-Trze­śniow­ski, a ca­ło­ścią obro­ny mia­sta kie­ro­wał kpt. Cze­sław Mą­czyń­ski. Z kolei na czele Pol­skie­go Ko­mi­te­tu Na­ro­do­we­go sta­nął hr. Ta­de­usz Cień­ski.

Do sta­wia­ją­cej opór garst­ki obroń­ców szyb­ko do­łą­czy­li inni. Licz­ba wal­czą­cych po stro­nie pol­skiej zwięk­szy­ła się w ciągu na­stęp­nych dni do kilku ty­się­cy osób. Broń zdo­by­wa­no na wrogu lub z roz­bi­ja­nych ma­ga­zy­nów au­striac­kich.

W owym cza­sie męż­czyź­ni byli wciąż w armii au­striac­kiej – i to na róż­nych fron­tach, bo wojna wciąż trwa­ła. Do walki sta­nę­li więc mło­dzi lu­dzie – ucznio­wie, stu­den­ci, har­ce­rze, też dziew­czę­ta i ko­bie­ty. Naj­młod­szy z po­wstań­ców miał za­le­d­wie dzie­więć lat. A naj­młod­szy, który za mę­stwo otrzy­mał order Vir­tu­ti Mi­li­tar­ni, uczeń gim­na­zjal­ny Antoś Pe­try­kie­wicz, wal­czą­cy na „Re­du­cie Śmier­ci” (Górze Stra­ceń), miał za­le­d­wie 14 lat. Innym zna­nym po­wstań­cem był jego ró­wie­śnik, Jurek Bit­chan. Po­legł on na Ły­cza­ko­wie. Jego matka, Alek­san­dra Za­gór­ska, ko­men­dant­ka Ochot­ni­czej Legii Ko­biet, także brała udział w wal­kach. Ze wzglę­du na wiek, jak i wa­lecz­ność, hi­sto­ria nada­ła po­wstań­com miano „Orląt Lwow­skich”.

Boje były nad­zwy­czaj za­cię­te, o każdą ulicę, o każdy dom, a nawet o po­szcze­gól­ne kon­dy­gna­cje. Wzno­szo­no ba­ry­ka­dy, a do od­cię­tych dziel­nic prze­do­sta­wa­no się ka­na­ła­mi. W końcu 20 li­sto­pa­da na­de­szła od­siecz woj­sko­wa z Kra­ko­wa i Prze­my­śla. Przy­by­ła ona ko­le­ją, bo Ukra­iń­cy zlek­ce­wa­ży­li prze­ciw­ni­ka i nie wy­sa­dzi­li ani torów, ani mo­stów. Od­sie­czą do­wo­dził płk Mi­chał Ka­ra­sze­wicz-To­ka­rzew­ski.

Na­stęp­ne­go dnia o świ­cie roz­po­czę­ła się de­cy­du­ją­ca ba­ta­lia. Cięż­kie walki to­czy­ły się w dziel­ni­cy Za­mar­sty­nów i wokół Cy­ta­de­li, a także na Pod­zam­czu i Wy­so­kim Zamku oraz w wielu in­nych punk­tach. Suk­ce­sem było okrą­że­nie po­zy­cje ukra­iń­skie od po­łu­dnia i wscho­du. Z tego po­wo­du od­dzia­ły wroga, mimo swej wy­raź­nej prze­wa­gi w sprzę­cie i lu­dziach, aby nie zna­leźć się w kotle, mu­sia­ły się wy­co­fać z mia­sta. Dru­gie dnia, 22 li­sto­pa­da 1918 r. o godz. 5:40 rano, na wieży lwow­skie­go ra­tu­sza za­ło­po­ta­ła bia­ło-czer­wo­na flaga. Za­tknę­li ją żoł­nie­rze rot­mi­strza Ro­ma­na Abra­ha­ma, do­wód­cy obro­ny Góry Stra­ceń. Cały Lwów był w pol­skich rę­kach, ale walki wokół mia­sta, jak i ostrzał ukra­iń­ski ze wzgórz, trwa­ły jesz­cze do maja 1919 r.

Wielu spo­śród „Orląt” wzię­ło udział w woj­nie pol­sko-bol­sze­wic­kiej, a zwłasz­cza w bi­twie pod Za­dwó­rzem. Wielu także uczest­ni­czy­ło w obro­nie grodu przed Niem­ca­mi w 1939 r., a także w wy­zwa­la­niu go w 1944 r., w ra­mach akcji „Burza”.

Co się stało z głów­ny­mi bo­ha­te­ra­mi po­wsta­nia? Antoś Pie­try­kie­wicz, w dwa mie­sią­ce po wy­zwo­le­nia mia­sta, zmarł w szpi­ta­lu z od­nie­sio­nych ran. Jego do­wód­ca, Roman Abra­ham, zo­stał ge­ne­ra­łem; bił się dziel­nie w 1939 r. jako do­wód­ca Wiel­ko­pol­skiej Bry­ga­dy Ka­wa­le­rii. Ge­ne­ra­łem zo­stał też Ka­ra­sze­wicz-To­ka­rzew­ski, po klę­sce wrze­śnio­wej objął funk­cję ko­men­dan­ta pierw­szej pod­ziem­nej or­ga­ni­za­cji, jaką była Służ­ba Zwy­cię­stwu Pol­sce; aresz­to­wa­ny przez NKWD, tra­fił przez Sy­be­rię do armii gen. An­der­sa. Zmarł aż w Ca­sa­blan­ce w Ma­ro­ko. Z kolei Cze­sław Mą­czyń­ski zo­stał puł­kow­ni­kiem i po­słem na Sejm RP. Ka­rie­rę po­li­ty­ka wy­brał także Ta­de­usz Cień­ski, za­pa­lo­ny spo­łecz­nik. Na­wia­sem mó­wiąc, jego wnuk, Sta­ni­sław Pru­szyń­ski był współ­za­ło­ży­cie­lem Fun­da­cji im. Brata Al­ber­ta w Ra­dwa­no­wi­cach.

Tra­gicz­nie po­to­czy­ły się losy Ta­tar-Trze­śniow­skie­go. W wy­ni­ku kon­flik­tu per­so­nal­ne­go za­strze­lił w 1921 r. swego do­wód­cę, a na­stęp­nie sie­bie sa­me­go.

Smut­ny los spo­tkał także ar­cy­księ­cia Wil­hel­ma Habs­bur­ga. Po po­wro­cie do Wied­nia nadal snuł uto­pij­ne plany po­li­tycz­ne, wią­żąc się z nie­miec­ki­mi na­zi­sta­mi i ukra­iń­ski­mi na­cjo­na­li­sta­mi. W 1947 r. zo­stał aresz­to­wa­ny przez NKWD. Zmarł w ra­dziec­kim wię­zie­niu w Ki­jo­wie, w tym samym mie­ście, w któ­rym chciał być ko­ro­no­wa­ny na króla.

Pa­mięć o po­le­głych po­wstań­cach pie­lę­gno­wa­na była bar­dzo w cza­sach Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej. W 1920 r. Lwów jako je­dy­ne mia­sto pol­skie otrzy­mał order Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri, a pięć lat póź­niej ciało jed­ne­go z „Orląt” zło­żo­no w Gro­bie Nie­zna­ne­go Żoł­nie­rza w War­sza­wie. W tym samym cza­sie wznie­sio­no wspa­nia­ły Cmen­tarz Obroń­ców Lwowa na Ły­cza­ko­wie. Ne­kro­po­lia ta, znisz­czo­na w ka­tach 70. przez wła­dze ra­dziec­kie, zo­sta­ło obec­nie od­bu­do­wa­na, ale bez wielu wcze­śniej­szych ele­men­tów, bo na ich przy­wró­ce­nie nie zgo­dzi­li się na­cjo­na­li­ści ukra­iń­scy. Blo­ko­wa­li oni także przez długi czas po­now­ne zło­że­nie nie­któ­rych tru­mien, w tym or­miań­sko­ka­to­lic­kie­go ar­cy­bi­sku­pa Jó­ze­fa Teo­do­ro­wi­cza, posła i se­na­to­ra z listy Na­ro­do­wej De­mo­kra­cji.

Dziś pa­mięć o bo­ha­te­rach przy­po­mi­na­ją tak po­mni­ki m.​in. na cmen­ta­rzu na Sę­pol­nie we Wro­cła­wiu oraz w Czę­sto­cho­wie i Ża­rach, jak i nazwy (co naj­bar­dziej cie­szy) szkól w Gli­wi­cach, Opolu, Kę­dzie­rzy­nie-Koź­lu, Świd­ni­cy i in­nych mia­stach. Nie­ste­ty es­ta­bli­sh­ment Trze­ciej RP nie chce pa­mię­tać o bo­ha­te­rach. Nad­ska­ku­jąc ukra­iń­skim pre­zy­den­tom, naj­pierw Wik­to­ro­wi Jusz­czen­ce, a obec­nie Petro Po­ro­szen­ce, nawet nie wy­mie­nia ich imion w cza­sie uro­czy­sto­ści pań­stwo­wych. Pro­te­sto­wał prze­ciw­ko temu w 2008 r. Świa­to­wy Kon­gres Kre­so­wian z By­to­mia. Wy­stę­pu­jąc w jego imie­niu Da­nu­ta Skal­ska na­pi­sa­ła w li­ście otwar­tym do ów­cze­sne­go mi­ni­stra obro­ny na­ro­do­wej Bog­da­na Kli­cha:

„Z ubo­le­wa­niem stwier­dza­my, że od pew­ne­go czasu, pod­czas uro­czy­sto­ści pań­stwo­wych (m.​in. ubie­gło­rocz­ne­go Świę­ta Nie­pod­le­gło­ści i te­go­rocz­ne­go dnia Woj­ska Pol­skie­go) w cza­sie apelu po­le­głych przy gro­bie Nie­zna­ne­go Żoł­nie­rza – nie są wzy­wa­ni do apelu Obroń­cy Lwowa i żoł­nie­rze wal­czą­cy o Pol­skę na Kre­sach Wschod­nich Rzecz­po­spo­li­tej. Nie przy­pusz­cza­my, aby czyn­ni­ki od­po­wie­dzial­ne za przy­go­to­wa­nie listy pól bi­tew­nych nie po­sia­da­ły sto­sow­nej wie­dzy hi­sto­rycz­nej. Tej wie­dzy do­star­cza­ją umiesz­czo­ne wokół Grobu Nie­zna­ne­go Żoł­nie­rza ta­bli­ce, na któ­rych wy­szcze­gól­nio­ne są miej­sca chwa­ły pol­skie­go oręża; – rów­nież te, za naszą obec­ną wschod­nią gra­ni­cą. Wid­nie­je na nich także Krzyż Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri przy­zna­ny za naj­wyż­sze za­słu­gi w obro­nie Oj­czy­zny zbio­ro­we­mu bo­ha­te­ro­wi: mia­stu Lwów.

Czy za­słu­gi te w czym­kol­wiek umniej­szać może fakt, ze Lwów znaj­du­je się obec­nie poza gra­ni­ca­mi Pol­ski? Po­zo­sta­je nam do­mnie­my­wać, że przy­czy­ną obec­ne­go stanu rze­czy i wy­biór­cze­go po­trak­to­wa­nia po­le­głych pod­czas uro­czy­stych apeli, są ni­czym nie­wy­tłu­ma­czal­ne dla nas za­bie­gi o po­praw­ność po­li­tycz­ną za wszel­ką cenę, nawet jeśli tą ceną mia­ły­by być: praw­da hi­sto­rycz­na i sza­cu­nek dla ofia­ry życia na­szych przod­ków wal­czą­cych o Pol­skę.” Jak bę­dzie w tym roku? Zo­ba­czy­my.

Ob­cho­dząc Świę­to Nie­pod­le­gło­ści pa­mię­taj­my żoł­nier­zach i le­gio­ni­stach, a zwłasz­cza o po­wstań­cach, tak wiel­ko­pol­skich i ślą­skich, jak i lwow­skich, bo wszy­scy oni od­da­li swe młode życie za naszą wol­ność.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
http://pl.novorossia.today

Komentarzy 10 do “Zapomniane zwycięskie powstanie we Lwowie”

  1. błysk said

    Z tego co pamiętam bardzo dużej pomocy wojskowej udzieliło powstańcom poznańskie ,same świeżo ,co po zwycięskim powstaniu wielkopolskim ,albo nawet i jego trakcie. Warto by o tym wkładzie wspomniał ksiądz Zalewski ,takze o tym kim był kpt. Czesław Mączyński.

  2. Jotjot said

    Autor: Stanisław Michalkiewicz

    WSPOMNIENIA Z CIEKAWYCH CZASÓW

    Podobno, gdy uprzejmy Chińczyk chce komuś złorzeczyć, życzy mu, by „żył w ciekawych czasach”. Ciekawe czasy to takie, nad którymi historiografowie zatrzymuje się dłużej. O czasach nieciekawych piszą zwykle krótko: „rozwijał się handel i przemysł, a nauka i kultura przeżywały okres nadzwyczajnego rozkwitu”. I tyle. Bo i cóż ciekawego można napisać o czasach spokojnego dobrobytu? Tymczasem czasy ciekawe – to rewolucje, powstania, wojny, a w ostateczności – powojenne ustalanie granic.
    Właśnie o takich ciekawych czasach opowiada książka Franciszka Salezego Krysiaka Z dni grozy we Lwowie. Te „dni grozy” to okres od l do 22 listopada 1918 roku. l listopada generał Pfeiffer, wojskowy komendant Lwowa, wydał miasto Ukraińcom, którzy utworzyli milicję, opanowali strategiczne obiekty, jak dworzec kolejowy, pocztę i magazyny oraz gmachy publiczne i wystawili uzbrojone patrole i warty. W taki właśnie sposób stwarza się polityczne fakty dokonane, które później rzucane są na stół jako argument na konferencjach pokojowych. Politycy ukraińscy wyciągnęli wnioski z rzymskiej sentencji beatus qui tenet, podczas gdy przywódcy tamtejszej społeczności polskiej jak zwykle sądzili, że „jakoś to będzie”. Dokładnie tak samo, jak obecnie, gdy stoimy w przededniu Anschlussu.
    Z pewnego punktu widzenia byłoby to może nawet zabawne, gdyby nie okoliczność, że za to safandulstwo, niedołęstwo, lekkomyślność, głupotę, a wreszcie i zdradę ludzi dorosłych i odpowiedzialnych, krwią własną musi potem płacić młodzież, a nawet dzieci, żeby odwojować wolność i dla tamtych. Tak właśnie było we Lwowie. To miasto odzyskały wtedy dla Polski dzieci, Orlęta Lwowskie, z których jedno, bezimienne, spoczywa w Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie po dziś dzień.
    Zaletą „kartek z pamiętnika” Franciszka Salezego Krysiaka jest to, że przemawia do czytelnika nie tylko świadek naoczny, ale świadek wszędobylski. Mamy tam zatem nie tylko obrazki z ulicy, ale zaglądamy do mieszkań, podsłuchujemy rozmowy, by poznać nastroje panujące w polskiej społeczności Lwowa, w salonach uczestniczymy w rozterkach polityków, asystujemy duchowieństwu obydwu obrządków, uczestniczymy w utarczkach… Autor zdaje się wszystko oglądać, wszędzie być i ze wszystkimi rozmawiać, a relacje swoje podaje, chociaż raczej bez emfazy i patosu to jednak sugestywnie.
    Oto fragment proklamacji, jaka ukazała się l listopada: Z dniem dzisiejszym Ukraińska Rada Narodowa objęła rząd w stołecznym mieście Lwowie i na całym terytorium państwa ukraińskiego. (…) Wzywa się ludność do spokoju i posłuchu tym zarządzeniom. Bardziej wylewne były gazety, drukujące podziękowania za oswobodzenie narodu ukraińskiego z niewoli lackiej co jednocześnie wyznaczało perspektywę polityczną dla Polaków, których rozwój wydarzeń zaskoczył w tym miejscu. Wkrótce jednak okazało się, że te podziękowania były przedwczesne, bo byli legioniści polscy stawili opór, a nawet zaatakowali składy amunicji. Dołączyli do nich wkrótce polscy kolejarze i w ten sposób nawiązana została w miarę równorzędna walka.
    Krysiak w swoim pamiętniku wspomina mimochodem o „haniebnej roli Żydów”: Żydzi tutejsi coraz haniebniejszą odgrywają rolę, coraz jawniej odkrywają karty. Tak zwana milicja żydowska pełni, jak stwierdzono, służbę wywiadowczą dla wojska ukraińskiego. (…) Miarę wszelkiej przyzwoitości przebrali Żydzi tutejsi, wysyłając telegram do Wilsona i do biura syjonistów w Kopenhadze ze skargą na Polaków, że mimo ogłoszonej przez nich neutralności Polacy po drugiej stronie frontu rekrutują Żydów i zmuszają ich, by walczyć przeciw Ukraińcom. Jest to oczywisty fałsz i nonsens, ale jest w tym metoda.
    Ilustracją skuteczności tej „metody” były reakcje „prasy międzynarodowej”, wtedy jeszcze zwyczajnie nazywanej żydowską. „BerlinerTageblatt” 27 listopada doliczył się 600 zabitych Żydów, opierając swoje doniesienia na informacjach, jakże by inaczej, „naocznych świadków”. Wprawdzie dzień wcześniej „naoczni świadkowie” z… Wrocławia donosili o 1000 zabitych Żydów we Lwowie, ale po panu Grossie i jego „naocznych świadkach” już nic w takich sprawach zdziwić nie może. Zresztą pan Gross miał swego poprzednika i wtedy. Niejaki E. Nacht, „austriacki pisarz” i naturalnie „świadek naoczny” doliczył się aż 1200 zabitych Żydów i 12 tysięcy pozbawionych dachu nad głową. Ma się rozumieć, że pan, Nacht w ogóle się do Lwowa nie fatygował, tylko dodawał dramatyzmu z własnej inicjatywy i fantazji.
    Nie byłoby najmniejszego powodu, by zajmować się tymi głupstwami, gdyby nie fakt, że w roku 1984 prof. Jerzy Tomaszewski opublikował w „Przeglądzie Historycznym” artykuł poświęcony „pogromowi Żydów” we Lwowie w listopadzie 1918 roku. Oczywiście winowajcami byli Polacy. Ten artykuł prof. Tomaszewskiego jest przytoczony w całości w „Dodatku” do książki F. S. Krysiaka, wraz z polemiką Leszka Tomaszewskiego, przedrukowaną z „Dziejów Najnowszych” z roku 1993. Bo trzeba nam wiedzieć, że pan prof. Jerzy Tomaszewski hołduje żydowskiemu szowinizmowi i nie przepuszcza najmniejszej okazji do spaskudzenia każdej polskiej legendy. Z tego zapewne powodu trafił do rady programowej żydowskiego czasopisma „Midrasz” i pełni obowiązki redaktora żydowskiego pisma „Polin”, wspierającego polityczne cele diaspory żydowskiej w Polsce. W związku z tym lepiej docenimy smakowitość faktu, że właśnie prof. Tomaszewski został zaangażowany w charakterze biegłego do śledztwa prowadzonego z donosu jakiegoś funkcjonariusza warszawskiej gminy żydowskiej przeciwko panu Dybowskiemu, oskarżanemu o sprzedawanie „antysemickich książek”. Na podstawie dotychczasowej działalności prof. Tomaszewskiego nie ma najmniejszej wątpliwości, że potrafi on doszukać się antysemityzmu nawet w książce telefonicznej.
    Ale mniejsza już o to, chociaż z drugiej strony jednak trudno pogodzić się z myślą, że granice wolności słowa, granice swobody badań naukowych i wreszcie – obiekty narodowej dumy, będzie nam wyznaczała jakaś grupką żydowskich szowinistów.
    Wracając do książki Franciszka Salezego Krysiaka, wypada pochwalić wydawnictwo „Dextra” za staranne jej wydanie. Okładki zdobią reprodukcje obrazów Wojciecha Kossaka Młody obrońca i Obrona Lwowa. Na szczęście Kossak przy malowaniu tych obrazów nie musiał jeszcze słuchać wskazówek redaktorów „Midrasza”, bo Polska była wolna. Dlatego i dzisiaj budzą one wzruszenie każdego polskiego serca, bo przedstawiają męstwo Lwowskich Orląt, z których dzisiaj wrogowie naszego narodu chcą zrobić… sprawców żydowskiego pogromu. Okładkę zdobi też fotografia posągu lwa, dłuta mego znajomego z lat szkolnych, Witolda Marcewicza z Bełżyc, przez co książka jest dla mnie podwójnie bliska.

    Franciszek Salezy Krysiak Z dni grozy we Lwowie (1-22 listopada 1918 r.) ze wstępem dr Dariusza Ratąjczaka. Wydawnictwo Dextra, Rzeszów-Rybnik AD 2003

    NASZA POLSKA nr 50 (373) 10 XII 2002

    Link do strony www. z książką Z dni grozy we Lwowie w księgarni TE DEUM
    http://www.tedeum.pl/tytul/1322,Z-dni-grozy-we-Lwowie

  3. Kresowiak said

    Franciszek Salezy Krysiak, Z dni grozy we Lwowie (1-22 listopada 1918) Wydawnictwo DEXTRA Józef Jakubowski Rzeszów-Rybnik 2003, str. 224
     
    W 85. rocznicę obrony Lwowa
    „Z dni grozy we Lwowie” to książka szczególna. Składa się na nią pamiętnik Franciszka Salezego Krysiaka, pisany we Lwowie w dniach jego obrony (1-22 listopada 1918), uzupełniony świadectwami i dokumentami z tamtego czasu.
    Krysiak nie był Lwowianinem; urodził się w 1865 r. w Poznaniu. Był dziennikarzem. Na początku XX w. objął stanowisko redaktora „Dziennika Berlińskiego”  i przez następne 11 lat był jednym z najbardziej prominentnych działaczy Poloni w stolicy Niemiec. W połowie października 1918 r. znalazł się we Lwowie i pozostał w nim w czasie walk o miasto (efektem jego dziennikarskiej dociekliwości jest niniejsza książka). Zmarł w 1924 r.  Tuż przed śmiercią został odznaczony orderem Polonia Restituta.
    W swoim pamiętniku Krysiak nawiązał do zaburzeń, jakie miały miejsce we Lwowie 22 listopada 1918 (po wyrzuceniu Ukraińców z miasta), a których ofiarą padło kilkudziesięciu Żydów. Odpowiedzialność za tę zbrodnię próbowano obarczyć Polaków, zwielokrotniając liczbę ofiar. Posuwano się nawet do zamieszczania zdjęć przedstawiających masowość mordu, które – jak się później okazało – przedstawiały skutki pogromu Żydów … w Kiszyniowie za czasów carskich. Krysiak udowadnia, że Żydzi padli ofiarą działalności wielonarodowego elementu przestępczego, otrzymanego w spadku po rozpadających się rządach austriackich, ale inspiracji ze strony polskiej nie było.
    Dodatkową zaletą książki jest jej wysoki poziom edytorski.

    Jaromir Kwiatkowski
    Dziennik NOWINY nr 227, 21-23.11.2003

  4. jerzy said

    Gdzie kupić dni grozy we Lwowie?

  5. Kresowiak said

    Link do strony www. z książką Z dni grozy we Lwowie w księgarni TE DEUM
    http://www.tedeum.pl/tytul/1322,Z-dni-grozy-we-Lwowie

  6. Klub Inteligentów Gazety Polskiej said

    Powstanie we Lwowie leży poza zakresem zainteresowań struganego przez nas patrioty-idioty.

  7. kresowiak said

    ciekawe ilu żydom wręczył dzisiaj ordery

  8. akej said

    @ Kresowiak
    Przeciez wiadomo, ze wowczas zydzi staneli po stronie Ukraincow.

  9. Marcin said

    Ad 7
    „Podziękowania”,też należą się austryjakom.

  10. Marek said

    Ks Isakowicz-Zaleskiemu należą się podziękowania za propolską postawę, demaskowanie obłudy polskojęzycznego sejmu i rządu zw polskim, za pamięć o ofiarach banderyzmu. Pomimo że nie Polakiem, a Ormianinem.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: