Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Co wskrzesić z ekonomii średniowiecznej?

Posted by Marucha w dniu 2014-11-29 (Sobota)

Tysiączne są sprawy ludzkie i tysiączne ich powikłania, skomplikowane coraz bardziej w miarę postępującego rozwoju; dadzą się jednak ująć wszystkie w pięć kategorii ludzkiego bytowania: dobra, prawdy, piękna, zdrowia i dobrobytu.

Nie ma takiego przejawu życia czy to z dziedziny czynu, czy to myśli, czy też uczucia, który by nie pozostawał w jakimś stosunku do jednej z tych kategorii, często do dwóch i więcej. Pozostają one w nieustannym ze sobą związku, wywierają na siebie bez ustanku wzajemne wpływy, zahaczając wciąż o siebie, a nieraz wkraczając jedna w drugą. Od harmonii między nimi zależy pomyślność społeczeństw, narodów, państw.

W systemach filozoficznych i w światopoglądach naszych utarło się, żeby kategorii dobrobytu wyznaczać rolę kopciuszka; umysły zaś naiwne i głowy niedouczone mieszają na dodatek dobrobyt z materializmem. A tymczasem cóż bardziej pożądanego jak to, żeby idealiści rozporządzali znacznymi środkami do urzeczywistnienia ideałów? Jakieś nieugięte prawo bytu sprawia, iż musimy się doskonalić w obu sferach: duchowej i cielesnej, albo też w obu upadać.

Dobrobyt przymnaża zdrowia, czyni nam przystępniejszym piękno, ułatwia służbę dobru, daje nam czas i możność, by się poświęcać szukaniu prawdy. W miarę jak się usuwa z życia zbiorowego dbałość ekonomiczną, popada się w tym samym stopniu we frazeologię, która jest matką nieszczęść publicznych.

Pośród narzędzi gospodarki społecznej handel wyróżnia się wszechstronnością, najdalszym zasięgiem i precyzyjnością. Społeczeństwa typowo rolnicze nie wydały z siebie nigdy teatru, wielkiej muzyki ani poważniejszego ruchu naukowego, ani udoskonaleń technicznych, gdy tymczasem kupiecka Wenecja i przemysłowa Florencja zdobyły się na wszystko. Niejedna dziedzina kultury kuleje w krajach typowo rolniczych, o ile nie wytworzą one także mieszczaństwa. Na przykład czyż dzieje kultury polskiej nie biegną całkiem równolegle do dziejów rozwoju i upadku miast polskich? Miasta zaś zawdzięczają swoją pomyślność handlowi, a wciągają w dziedzinę handlową także wieś.

Gdyby ekonomia zajmowała się wyłącznie handlem, zdarzałyby się wprawdzie pomyłki, ale suma błędów byłaby niezawodnie mniejszą, niż w razie, gdyby zajmowała się najskrupulatniej wszelkimi gałęziami dobrobytu, ale oprócz handlu. Handel wchodzi bowiem we wszystkie pory ciała zbiorowego, wszystko ogarnia, ze wszystkim i we wszystko się miesza, bez względu na to czy ci i owi życzą sobie tego, czy też odżegnują się od niego.

Trudno mówić o rozwoju nauki i literatury bez handlu księgarskiego, a najlepszym materiałem na uczonych i artystów bywają młodsi synowie wielkich firm patrycjatu miejskiego. Niczego też nie dokaże rolnictwo, gdy zawiedzie handel zbożowy. A cóż znaczy przemysł bez handlu? Zawisłby doprawdy w powietrzu i musiałby upaść. Gdyby jaki naród nie posiadał warstwy handlowej, na próżno dbałby o przemysł.

Toteż kwestia handlu nadaje się w zupełności do tego, by na nim zaznaczać kontury ekonomii; a jeżeli chodzi o to, by jakieś rozważania ogólniejsze z dziedziny ekonomii przedstawić – jak się mówi w malarstwie – “w skrócie”, handel ułatwi to najlepiej. On bowiem jest najbardziej twórczem narzędziem gospodarki społecznej. Kalekie są społeczeństwa nie posiadające stanu kupieckiego w należytym stosunku do ludności i obszaru; niedostatek taki pociąga za sobą następstwa ujemne we wszystkim, tam nawet gdzie pozornie nie może być związku ze sprawą handlu. Nie tylko dziennikarstwo, ale nawet literatura zyskuje koloryt, przedstawiając kwestie handlowe. Czyż to w Polsce nie dość może widoczne?

Handel jest dwojaki: lokalny i uniwersalny. Nie jest to podział tylko ilościowy, lecz zarazem jakościowy, albowiem każdy z nich trzyma się innych metod i operuje innymi środkami. Zacząć można i od tego, i od tamtego. Na przykład Żydzi w Polsce zaczęli od uniwersalnego jako agenci wielkiej ekspansji handlu arabskiego, jako członkowie handlowych wypraw eksploracyjnych, a znacznie później, bo dopiero w drugiej połowie wieku XVI poczęli zagarniać polski handel lokalny; znacznie też wcześniej uprawiali handel pieniężny niż detaliczny towarowy.

Podobnie na uniwersalizmie handlowym opierał się dobrobyt Fenicji i Babilonii, następnie pogrążony w gorączkowej gonitwie za ekspansją handel państw hellenistycznych i rzymski doby cesarskiej.

Po upadku imperium rzymskiego zaniknął wielki handel powszechny tak dalece, iż w Europie Zachodniej zaginęła nawet pamięć o związkach handlowych pomiędzy krajami od Morza Balearskiego i Liguryjskiego do dawnej Batawii, od ujścia Rodanu do ujścia Renu. Aż dopiero w wieku VIII po Chr. wysunęły się tu macki nowego handlu międzynarodowego, który posuwał się od Lewantu ku zachodowi wraz z “Saracenami” aż do Hiszpanii, skąd następnie żydowscy “radanici”, kupcy wędrowni towarów zbytkownych, prawdziwe obieżyświaty handlowe, zapuścili się aż nad Wisłę w poszukiwaniu nowych możliwości kupieckich.

Dwory Karolingów, przenoszące się wciąż z miejsca na miejsce, stały się ogniskiem radanitów i wszędzie od dworu królewskiego zaczynał się handel kosztownym towarem orientu. Nigdy z takiego handlu nie byłby się mógł rozwinąć rodzimy – lokalny francuski, niemiecki czy polski – handel wyrobami krajowymi. Te dwa rodzaje działalności były tak odmienne, iż zupełnie nie wchodziły sobie w drogę, nie stanowiły dla siebie żadnej konkurencji.

Średniowieczny handel mieszczaństwa europejskiego ma pochodzenie rzemieślnicze. Towary spożywcze nie wchodzą w rachubę aż do wieku XIV, a to z powodu wysokich kosztów transportu. Dopiero w handlu morskim zmieścił się zbożowy, znajdując tam warunki przewozu odpowiednio tańsze. Różne okolice zawsze mają swoje specjalności, także rzemieślnicze; albo w związku z większą obfitością w danym miejscu pewnego surowca, albo z powodu większej liczebności specjalnej klienteli. Dlatego też odbywała się wymiana produktów rzemieślniczych między pobliskimi krainami, dlatego urządzano potem targi i jarmarki.

Ale to jeszcze nie handel. W rozważaniu tych spraw trzeba trzymać się z całą bezwzględnością faktu, jako bezpośrednia styczność konsumenta z producentem nie stanowi jeszcze handlu i tylko wyjątkowo za handel może być uważana. Handel występuje dopiero tam, gdzie pojawia się kupiec, tj. pośrednik pomiędzy konsumentem a producentem, i to pośrednik taki, który działa na rachunek własny. Jest to teza zasadnicza.

Dopiero gdy nadmiar wyrobów pewnego rzemiosła zaczął docierać do okolic dalszych, dokąd nie można było przy ówczesnych środkach komunikacyjnych dojechać i powrócić stamtąd w ciągu dwóch do trzech dni. Dopiero kiedy rzemieślnik-producent nie mógł już jeździć z towarem swym osobiście, bo zabrakłoby mu czasu na produkcję, kiedy musiał wyręczać się kimś do dalszych jazd, dopiero wtedy powstawały stosunki, na których tle pojawiali tacy wyręczyciele zawodowi, biorący towar na wywóz na dalsze targi od kilku i kilkunastu majstrów naraz. Taki wyręczyciel zaczął potem towar skupować dla siebie i jeździł z nim na własny już rachunek; wtedy stawał się kupcem.

Według dzisiejszych pojęć nie jeździł on daleko. Aż do drugiej połowy XIII wieku nie przekraczało się granic własnego państwa, a obszar własnego rzadko który przemierzył. Ale handel lokalny może rozkwitać doskonale bez gonitwy za ekspansją bez końca. Postępowano właśnie przeciwnie, ograniczając umyślnie każdy rodzaj handlu do pewnych szlaków, wytkniętych na stałe. Tzw. prawa składu oraz przestrzegana wielce surowo zasada, że nie wolno handlować “gościowi z gościem”, miały właśnie na celu to, żeby kupiec nie zajechał zbyt daleko. Dochodziło sukno flandryjskie do Nowogrodu Wielkiego, ale sprzedawał je tam kupiec inflancki, nie flandryjski, którego nie puszczono poza Bremę.

Z reguły znali się dobrze osobiście uczestnicy takiego handlu. Do kredytu odwoływano się tylko w granicach krain bliższych. Równało się to jakby spokojnemu handlowi komisowemu, przy którym nikt nie ryzykował. Przy dalszym wywozie przechodził towar przez tyle miejsc “składu” i przez tyle rąk, iż w tym wypadku obrót musiał być gotówkowy. Im dalej szerzył się ten handel, tym bardziej musiał stawać się bezkredytowy, z ograniczeniem kredytu tylko do sąsiednich ognisk handlowych. Przy takim handlu nie mógł żadną miarą powstać handel pieniądzem. Mieszczaństwo zachodnio-europejskie na ogół nie wiedziało aż do XIV wieku, że pieniądz mógłby być towarem.

Tak produkcja rzemieślnicza, jak również handel nią posiadały ustrój nader misterny, dostosowany do dwóch ekonomicznych zasad średniowiecza: żeby było w kraju jak najwięcej osób niezależnych materialnie, “stojących na własnych nogach”, oraz żeby słabszy nic był pożerany przez silniejszego. Obie te zasady wynikały z pojęć etyki katolickiej, a przestrzeganie ich wytwarzało niezrównane podłoże pod wszechstronny rozwój cywilizacji łacińskiej. Dobrobyt podnosił się wielce, bo cóż może temu sprzyjać bardziej, jak wzrost liczby osób ekonomicznie samodzielnych, aktywnych? Jest to pomnażanie ognisk ekonomicznych.

Z nieznacznych zawiązków, ale na fundamentach arcytrwałych odbywa się powolny dalszy rozwój tego handlu. W XIII wieku przekracza on granice państwowe, staje się z wolna międzynarodowym, a w XIV bierze rozmach prowadzący do uniwersalności, zdobywając rynki nawet azjatyckie. Pod koniec wieku XIII pojawia się we Florencji weksel. Na północy rozkwita Hanza, a na wschodzie druga gałąź handlu międzynarodowego wciąga w swe kręgi Ormian. Otwarty przez Kazimierza Wielkiego nowy szlak handlowy sięga już w połowie wieku XV od Lwowa do Kaffy. Z jednej strony przez Polskę, z drugiej przez Adriatyk i morze Egejskie dociera handel europejski do rynków bałkańskich, następnie wstępuje na szlaki czarnomorskie, a z tamtej strony na wyspy greckie, zmierza z obu stron do Azji Mniejszej i dalej ku Centralnej i mongolskiej – ażeby sprowadzać stamtąd ów cenny towar orientalny, ten sam, który stanowił podstawę handlu radanitów i ich następców.

Zanosiło się na współzawodnictwo dwu rodzajów handlu: tego, który wyrósł z lokalnego rzemieślniczego i poczynał stawiać kroki ku uniwersalności – z tym, który od samego początku był uniwersalny. Wiek XIV był przełomowy w historii walk o byt materialny w Europie, a przesilenie zakończyło się wstrzymaniem dalszego rozrostu handlu rodzimego.

Przesilenie pochodziło stąd, iż handel pragnący stać się uniwersalnym, musiał zmienić swe metody. Handel taki ma swe prawa nieuchronne bez względu na to, kto go uprawia, kiedy i gdzie. Cechuje go niezmordowowane poszukiwanie ciągłej ekspansji, dążenie do wolności handlowej, zamiłowanie do obrotu bezgotówkowego (w czym tkwi niebezpieczeństwo niemal nie dające się usunąć: przerost kredytu), wreszcie niezbędne wszystkich okoliczności następstwo: handel pieniądzem. Staje on się czymś nieuniknionym i niezbędnym z powodu zmian walutowych, konieczności wymiany pieniędzy itp., a z tego pierwszego szczebla handlu pieniądzem wyłonią się i samę nasuną dalsze konsekwencje. Politycznie musi handel uniwersalny dążyć do tego, by zmniejszała się ilość granic państwowych; toteż już w XIV wieku miasta były poplecznikami rozległych państw dynastycznych.

Najważniejszą jednak sprawą jest obrót bezgotówkowy, Fundament rzeczy sianowi tutaj tzw.. papier na okaziciela. Jest to wynalazek babiloński, i z Babilonu przejęty przez Żydów w czasach już “golusowych”, prawdopodobnie w IV wieku naszej ery. Muszę zaprzeczyć utartemu od czasu Sombarta poglądowi, jakoby znali go Żydzi palestyńscy. Powoływanie się na Księgę Tobiasza (I 16, 17 i IV 21, 22) polega na pomyłce, boć Tobiasz przedstawia zwykły skrypt dłużny Gabelowi, osobisty jego papier (Sombart zresztą czytał te ustępy bardzo powierzchownie, skoro mógł wziąć anioła Rafała za syna Tobiaszowego!).

Natomiast najzupełniej posiada cechę papieru na okaziciela dokument cytowany w Talmudzie w traktacie Baba-batra, trzecim rozdziale sederu czwartego Nesikin. W kolegium sądowym rabbiego Hony złożono skrypt orzekający: “Ja N, syn N., pożyczyłem od ciebie minę”. Otóż Hona zawyrokował: od ciebie, także od egzarchy; od ciebie, także i od króla Sapora. Widocznie papier ten przeznaczony był na to, by przechodzić mógł z rąk do rąk. Zwyczaj rozpowszechnił się i przyjął – jak wiadomo aż nazbyt dobrze – powszechnie, ze wszystkimi swymi stronami dodatnimi i ujemnymi. Wytworzyły się rozmaite odmiany; w Polsce tzw. membran. Należy go odnieść przynajmniej do wieku XV, jeśli nie do XIV, w każdym razie do czasu przed użyciem papieru do sporządzania dokumentów, skoro nazywa się “pergaminowym” (membraneus). Nazwa “membran” występuje jeszcze w aktach z wieku XVIII. Nawiasem mówiąc, zdziwienie ogarnia czytelnika, jak mógł Sombart oprzeć się na skorumpowanym widocznie “mamre”. Ten wyraz znany jest tylko jako nazwa dąbrowy pod Hebronem, z rzekomymi grobami patriarchów! […]

Papier na okaziciela jest narzędziem kredytu nie krępowanego przestrzenią ni czasem. Tym bardziej musiało się tu wyłonić zagadnienie wynagrodzenia za kredyt, czyli kwestia procentu. Znali ją dobrze Babilończycy, bo handel uniwersalny nie może się obejść bez tego. Stary Testament nie pozwala pobierać odsetek od współwyznawców; Talmud zakazuje procentu od pożyczek konsumpcyjnych, zezwala nań przy produkcyjnych.

Geneza procentu przedstawia mi się historycznie nieco odmiennie, niż powszechnie przyjęto. Przede wszystkim mniemałbym, że procent stanowił zasadniczą ulgę dla dłużnika, zagrożonego w razie niewypłacalności przymusowym odrobkiem u wierzyciela, czyli niewolą za długi. A niewola ta mogła nie tylko jego samego dotykać dożywotnio, ale mogła być rozszerzona na żonę i dzieci (jak to dziś jeszcze bywa w cywilizacji turańskiej, nawet w chińskiej). Procent stanowił wykup od takiej niewoli i najstarszy, a długo jedyny sposób prolongaty długu poza termin pierwotny, umowny. W ten sposób stawał się procent dobrodziejstwem dla dłużnika, dając mu wyjście z najcięższej sytuacji. Praktyka pouczyła, że zależy to od wysokości procentu, że w danym razie odsetki mogą prowadzić do tym większej ruiny. Pierwotnie jednak stanowił procent przejaw etyczny w życiu ekonomicznym. Kiedy średniowieczna nauka katolicka, badając iustum pretium, musiała też zająć się procentem, miała już do czynienia z nadużyciami rzeczy w zasadzie dobrej.

W międzynarodowym handlu na wielkie odległości powstawał procent inną jeszcze drogą – jako produkt spółki handlowej. Handel taki wymaga wielkich wkładów wnoszonych z góry, a łączy się ze znacznym ryzykiem; ponieważ nikt nie chce ryzykować całego majątku, powstają więc spółki. Wielce była skomplikowana sprawa transportu (zwłaszcza morskiego) i zbytu towaru w obcym kraju, a kontrola zazwyczaj niemożliwa; wspólnik wolałby wówczas zysk mniejszy, ale zagwarantowany bez względu na wyniki wyprawy handlowej. Taki wspólnik zamieniał się stopniowo w wierzyciela otrzymującego stosowny procent. Ponieważ pożyczka szła na cele produkcyjne, była zatem w myśl Talmudu procentową. Przypomnijmy sobie, że Żydzi byli w Europie z początku wyłącznie pionierami handlu uniwersalnego, popularyzowali więc także metody tego handlu, a między nimi także prawo do pobierania procentu […].

Kościół nie chciał pierwotnie uznać skryptu dłużnego, a zastaw ograniczał do ruchomości, wyłączając bezwzględnie człowieka (wykluczając przeto możliwość niewoli za długi). Ponieważ chrześcijanom zakazano pobierać procenty, otrzymali tym samym Żydzi na to monopol. Odtąd żaden chrześcijanin nie zaniósłby zastawu do chrześcijanina; lepiej było udać się z tym do Żyda, bo za pomocą procentu można było uzyskać prolongatę zastawu, gdy tymczasem chrześcijanin nie mógłby prolongować.

I tak pomyłka w teorii ekonomicznej, usunąwszy chrześcijan od obrotów procentowych, usunęła ich w konsekwencji od dalszego rozwoju sprawy, na której końcu był… handel pieniądzem. Cała przyczyna fatalnej pomyłki i naiwnej nieświadomości tkwiła mym zdaniem w tym, że obracając się w granicach handlu lokalnego, nie umiano orientować się w warunkach i wymogach uniwersalnego. Potępiono procent na długo przed tym, zanim kupiectwo europejskie poczęło przechodzić na szlaki uniwersalistyczne.

Rozwój chrześcijańskiego handlu uniwersalnego obywał się najzupełniej bez pomocy żydowskiej; była to naturalna rozbudowa i nadbudowa. Za najlepszych czasów Genui i Pizy nie ma tam wcale Żydów, a w Wenecji nie odgrywają żadnej roli w dobie właśnie największej ekspansji handlowej królowej Adriatyku. A jednak po długich zmaganiach to upadło; a tym cięższy był upadek Hanzy niemieckiej.

Przyczyny różne znane są z każdego podręcznika historii. Handel oceaniczny – dodam od siebie – wymagał następnie tym bardziej kredytów, obrotu bezgotówkowego i wielkich spółek na procenty, które członkom swoim gwarantowały oprocentowanie włożonego przez nich kapitału. Dorzucę też przyczynę, na którą dotychczas nie zwrócono uwagi.

Jak już wspomniałem, trzeba było zmienić metody handlu. Nie sposób prowadzić handlu uniwersalnego metodą lokalnego! Prawo składu i wykluczenie handlu “gościa z gościem” tamowało ekspansję i wiodłoby do zamienienia handlu uniwersalnego w długi szereg lokalnych; w tym wypadku szereg ten byłby tak długi, iż trudno byłoby się doczekać ostatecznego terminu przywozu towarów. Stosowanie w handlu międzynarodowym przepisów średniowiecznego handlu europejskiego byłoby wprost absurdem. Kto nie próbował handlu wolnego, ten nie mógł marzyć o wytrzymaniu konkurencji. Występowały nowe dwa postulaty: ułatwiać ekspansję i zbliżać się szybko do wolności handlu. W rzeczywistości rodzimy handel europejski mógł był przemieniać się na trwałe w uniwersalny tylko drogą nielegalną. W tym jego fatalność i zarodek upadku.

Metody nie zmienia się tak łatwo; trzeba przejść przez doświadczenie. Miało ono pouczyć, jak nowe postulaty pogodzić z dawnymi ideałami ekonomicznymi, żeby nie uronić korzyści cywilizacyjnych dawnych urządzeń. Zabierano się do odszukania złotej drogi, która nie tamując nowego pędu ku uniwersalności, a więc godząc się z prawami handlu uniwersalnego, nie burzyłaby jednak dotychczasowego porządku etycznego w gospodarce społecznej, porządku opartego o te dwie zasady: żeby powiększać ilość jednostek ekonomicznie niezawisłych i żeby silniejszy nie pożerał słabszego.

Kiedy zgodzono się wreszcie na postulały handlu uniwersalnego, tak sprzeczne z dotychczasowym prawem handlowym, było jednak już za późno! Tymczasem nastał tak wielki rozkwit i taka przewaga handlu niechrześcijańskiego (uniwersalistycznego od początku!), iż chrześcijanom nie wypadło nic innego, jak przystąpić do dróg przez innych utorowanych, przekraczając zarazem prawa krajowe, aż wreszcie poglądy niechrześcijańskie stały się prawem w państwach chrześcijańskich. Przestano myśleć o jakiejś złotej drodze; po prostu poddano się. Nauka katolicka nie obmyśliła zawczasu kwestii zmiany metody, toteż nieocenione owe średniowieczne ideały ekonomiczne nie dały się utrzymać.

A oto dziś opanowuje nas na nowo tęsknota za nowymi ideałami. Nie umiemy jeszcze wysłowić tego należycie. Na przykład traci się wiele czasu na podkreślanie, iż niegdyś chodziło o to tylko, żeby mieć z czego żyć według swego stanu, ażeby osiągnąć stosowny stopień dobrobytu, że żądza bogacenia się była dawnym pokoleniom obca. Jako historyk, uśmiecham się, gdy to czytam. Nigdzie w źródłach nie spotkałem się z tym, żeby ogół mogących wzbogacić się nie wyzyskał był tej sposobności; natomiast mógłbym na poczekaniu wypełnić arkusz druku przykładami tego, co współcześni nazywali wyzyskiem, zdzierstwem, brakiem sumienia itd. Za Zygmuntowskich czasów narzekano na kupców krakowskich, że wykupili już całą niemal szlachtę województwa krakowskiego, a znakomity Sebastian Petrycy (antysemita!) twierdził w pierwszych latach XVII wieku, iż namnożyło się lichwiarzy chrześcijańskich i że gorsi są o wiele od żydowskich!

Cóż my dzisiaj na to? Czy może wymyślimy jaką formułę, na mocy której będzie można ścigać sądowo dochody przekraczające przyzwoity dobrobyt? Całym sercem stoję przy Kochanowskim i doprawdy “nie dbam o kasztelana”, ale nie widzę sposobu, jak to ująć prawniczo, ażeby sędzia, urząd podatkowy, władza administracyjna itd. mogli dojrzeć, kiedy kto przekracza granicę poczciwych zarobków (kierując się ich wysokością). Gdybyśmy chcieli postanowić, ile komu wolno mieć, ile nadal zyskiwać, stanęlibyśmy wobec absurdu, a gdyby się to przemogło, doszlibyśmy do murzyńskiej etyki ekonomicznej, skazującej wszystkich na nędzę, pilnującej ażeby nikt nie miał zbyt wiele.

Lepiej i bezpiecznej określać cel nasz, mówiąc, że chodzi o jak największe pomnożenie samodzielnych ognisk ekonomicznych; a przy znacznym ich przysporzeniu czyż mogą być wielkie? Jeżeli jednak będzie komuś fortuna łaskawa ponad jego zasługę, cóż z takim począć? Przypuszczam, że pozostawimy go w spokoju? Wszelkie ustawowe ograniczenia możności wzbogacenia się, to bańki mydlane, to wszystko na nic, a zatem po co się tym zajmować, po co zaprzątać głowy problemem granic między dobrobytem a bogactwem? Gdyby się spopularyzował pogląd, iż należy przeszkadzać bogaceniu się, konsekwencje byłyby z tego niewyobrażalne, a straszliwie ujemne. Debatujmy raczej o czymś na pozór mniejszym: jak się urządzić, żeby silny nie mógł pożerać słabego? Zdaje mi się, że w tych dwóch punktach można najlepiej ująć tak ideologię średniowieczną, jako też nasze obecne tęsknoty ekonomiczne do tamtych czasów.

Historyk nie ma tu nic więcej do powiedzenia. Dobrze jest zdawać sobie sprawę, gdzie znajduje się czyjś punkt zaczepienia, a gdzie koniec przy poszukiwaniach syntezy nauk pokrewnych, nauk uzupełniających się. Nie wątpię, że tak pojmowany historyzm spraw ekonomicznych będzie uznawany coraz bardziej, ale też im chętniej sam go propaguję, tym bardziej pragnę zachować ostrożność, by nie przekroczyć właściwej granicy w formułowaniu sądów.

Wydaje mi się, iż dzisiaj ciężko byłoby dzielić u nas handel na lokalny i uniwersalny, dziś bowiem każdy przekupień sprzedający kawę i herbatę na grosze jest agentem handlu uniwersalnego, i do tego zamorskiego. Zaznacza się natomiast coraz dobitniej odrębność handlu detalicznego i engrosowego, sprzedaż drobna i hurtowna. Czy oba te rodzaje kierują się tymi samymi zasadami i w jaki sposób dobrać się do hurtu – to już rzecz ekonomistów. Podobnie ekonomiści muszą roztrząsać kwestie, czy i o ile ograniczać papier na okaziciela, jak wybrnąć z nadużyć handlu pieniężnego, który doprowadził aż do handlu wojną i pokojem, albo jak normować kredyt? To są aktualne ściśle ekonomiczne kwestie […].

Miejmy więc przed oczyma owe dwie zasady wieków średnich, ze świadomością jednakże, że środki do ponownego ich zastosowania musi nam nasunąć samo życie, to życie dzisiejsze, współczesne. Historia zaś ostrzega, że jeśli ktoś się z pracą swą spóźni, wówczas jest tak, jak gdyby wcale nie pracował i w końcu musi się poddać prądowi przeciwnemu, wzmagając swą dokładnością jeszcze bardziej ten przeciwny nurt.

Ma też historyk obowiązek zwrócić uwagę na to, że w zbiorowym życiu ekonomicznym handel wyprzedza przemysł, a decyduje o znacznych partiach wszelkich kategorii bytu. Własny handel jest największem dobrodziejstwem każdego narodu, stanowiąc nadzwyczaj silne źródło wszelakiej twórczości, od politycznej aż do artystycznej, bo źródło dostarczające środków.

Prof. Feliks Koneczny
(Tekst pochodzi z książki: Feliks Koneczny, O sprawach ekonomicznych, Kraków 2000, ss.65-75)
Za: Organizacja Monarchistów Polskich – Oddział Lublin
http://www.bibula.com

Komentarze 24 to “Co wskrzesić z ekonomii średniowiecznej?”

  1. Listwa said

    Prof. Feliks Koneczny jest super, kwintesencja Polskości i jej emanacja.
    Jest pochowany na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

    Jest on przykładem jak polskość i myśl Polska może wchodzić na wyżyny intelektualne i duchowe w sposób lekki, naturalny, swobodny. Dopiero na wyżynach pokazuje się w pełni siła i piękno Polskości.

  2. towarzysz0 said

    Czy na prawde dla herbaty i kawy nalezalo zdradzac idealy Sredniowiecza w kwestii ekonomicznej? Czy nie nalezalo lichwe i kredyty, jako narzedzie prowadzace nieuchronnie do zla, zakazac dla wszystkich obywateli, rowziez Zydow?

  3. Dictum said

    ad. 2 – głównie, przede wszystkim, a zasadniczo tylko dla żydów, bo inne rasy nie stosowały w aż tak diabelski sposób tej metody w interesach.

  4. Eliza said

    „……..w zbiorowym życiu ekonomicznym handel wyprzedza przemysł, a decyduje o znacznych partiach wszelkich kategorii bytu. Własny handel jest największem dobrodziejstwem każdego narodu, stanowiąc nadzwyczaj silne źródło wszelakiej twórczości, od politycznej aż do artystycznej, bo źródło dostarczające środków ” – ta prawda znana była od lat, ale babilońscy najemnicy w pełni z niej korzystali kosztem narodów, w których osiedli, i tak zostało do dziś, co szczególnie też w pełni widać naszym kraju pełnym absurdów inwestycji junijnych.

  5. Re 4 Eliza
    Tworczosc I handel zostalo oprocentowane I opodatkowane przez lichwiarski syndykat I nie praktycznie zadnej mozliwosci wysjscia z tego lichwiarskiego impasu, jak wprowym asadzenie Programu Kredytu Spolecznego (narodowego),, ktory calkowicie likwiduje zydowski proceder zadluzania panstwa I tym samym poszczegolnych obywateli …….
    ==========================
    jasiek z Toronto

  6. Boydar said

    „… Lud nie wierzy w Żydów. Przeciwnie, głęboko wierzy, że Żydzi w ogóle nie istnieją, że Żydzi to podła tendencyjna baj­ka, to złośliwy wymysł ssących ludzką krew „nazistów”…”

    W artykule topicowym, prof. Konieczny także nie całkiem wierzy. Niechby przeczytał dla równowagi to – http://gazetawarszawska.eu/2014/07/06/louis-ferdinand-celine-pogromowe-drobiazgi/

  7. Birton said

    WANTED!!!
    POSZUKIWANI POLITYCY ZDRAJCY NARODU POLSKIEGO – spowodowali oni swoimi działaniami : 2,5 mln bezrobocie, 2 mln umów śmieciowych, 2 mln emigrację, 950 mld dług, wyprzedaż 80% majątku narodowego, wiek emerytalny 67 lat – kara Caucescu ich nie minie ( oczywiście i ile sąd w sprawiedliwym wyroku tak orzeknie, oczywiście po przywróceniu kary śmierci)!

  8. Boydar said

    Caucescu nie został zweryfikowany penitencjarnie tylko prewencyjnie.

  9. Marucha said

    Mnie osobiście trochę dziwią poglądy Profesora w temacie odsetek (lichwy) oraz powiązanie ich z możliwością prolongaty długów.

  10. Ktoś said

    Innowacyjność w miastach wzięła się z konieczności, a nie z wyższości mieszczan nad ludnością wiejską. Wieś była samowystarczalna to też nie potrzebny był jej progres. Co innego miasto,
    które uzależnione żywnościowo od wsi musiało wytężać się w celu usamodzielnienia.

  11. towarzysz0 said

    Powtorze swe pytanie – czy przedmioty handlu swiatowego ( np herbata, kawa – do rzeczy, dla nas znacznie lepsza herbate robili nasi przodkowie z ziol rozmaitych) byly tak dla nas niezbedne?
    Przeciez, gdyby powszechnie bylby zakaz (ten zakan/nakaz dotyczyl tylko nas, gojow) stosowany do wszystkich obywateli, czyli przede wszystkim zydow, odczulibysmy watpliwa strate w postaci braku nowinek kulinarnych (zreszta, rosliny rosnace nie u nas nie przysparzaja nam zdrowia, a kukurydza, ziemniak i pomidor rosna tez u nas).
    A rownolegle sily zla stracili by moc finansowych instrumentow, bedacych czesto skutecznym kamuflarzem zlodziejstwa.

    Innymi slowy – nie rozumiem, dlaczego takie sa peany poswiecone handlowi.

    Bardzo ladnie to opisuje O. Henry
    Я принципиально никогда не брал у своего ближнего ни одного доллара, не дав ему чего-нибудь взамен — будь то медальон из фальшивого золота, или семена садовых цветов, или мазь от прострела, или биржевые бумаги, или порошок от блох, или хотя бы затрещина.

    — «Совесть в искусстве»

  12. NICK said

    (11) Towarzyszu. Niech się Pan nie zniechęca.
    Dojrzą i dojrzeją.

  13. towarzysz0 said

    Panie Nick.
    Zniecheca mnie przede wszystkim ta wirtualnosc, brak zywych rozmow z zywymi ludzmi.

  14. Ktoś said

    Towarzysz @ Panu dokucza wirtualność, a ciekawe co na ten temat twierdzą dzieciaki i młodzież? Kiedyś podwórka były pełne dzieciaków. Dziś siedzą tylko z głową przed komputerem przeglądając facebooka. To swoiste wirtualne ogłupianie młodego pokolenia.

  15. RomanK said

    ad 9..ooo ooooo,,panie Gajowy,,niech pan nie popadnie w schizme,,,,
    TO co napisal prof Koneczny musi pan bezwglednie przyjac i do wierzenia podac zstepnym:-)))
    Tradycja panie Gajowy..Tradycja obok pism Profesora to- filary polskosci prawdziwej….pan nie zapomina.. ani przez chwilke…

    Profesor Koneczny prawie zawsze miał rację. Może miał i rację też w przypadku odsetek? Wydaje mi się, że nie miał, bo Kościół czego innego chyba nauczał.
    Może co innego rozumiał przez odsetki, niż ja.
    Admin

  16. TadKo said

    ad.1 Prof. Feliks Koneczny jest pochowany na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie. http://www.tygodniksalwatorski.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=2646

  17. NICK said

    Panie Towarzyszu.
    Nic Pan nie pisze – brak stosunku – o Dziełach P. JO.
    ?

  18. Mordka Rosenzweig said

    re artykul,

    Co wskrzesić z ekonomii średniowiecznej?

    Ja pan Mordka tak czyta te wypowiedzi od domorosle ekonomisty i sie smieje do duszy rozpuk.

    Ja pan Mordka powie w wielka tajemnica sze wystarczy wskszesic Swieta Inkwizycja tylko prosze tego nie powtaszac.

  19. towarzysz0 said

    Panie Nick
    W ksiazce „Мече́ть Парижской Богома́тери” pani Jelena Czudinowa opisuje mozliwe scenariusze dla Europy Zachodniej. Czarny scenariusz. I ten mozliwy scenariusz byl mozliwy, bo tak malo ludzi poszlo za Bractwem Piusa X. Ta autorka cieplo sie odzywa tez o tradycyjnych katolikach z Polski (co jest rzadkoscia w przypadku pisarzy rosyjskich prawoslawnych).

    A przeciez o to chodzi Panu Jo! Sprawa jest pierwszej wagi.

    Ale ja od poczatku mowilem o tym, ze Internet moze byc tylko zrodlem do technicznych ustalen, inaczej ja rozmawiam z jakas maszyna. Nie ufam nowinkom technicznym. Wazny jest prawdziwy kontakt z prawdziwymi ludzmi. A tu sie nie udaje, jak widze.
    Pytanie dlaczego? Przeciez sluzby, gdyby chcialy, dokladnie wiedza – kto my i gdzie.

    Bractwo Piusa X tez znam w zasadzie slabo. To byl tez jeden z powodow, dlaczego uczestniczylem w Pielgrzymce miedzynarodowej w tym roku. Niestety, dla kontaktow ludzkich nie zostalo zbyt duzo czasu i sily.

    — роман-антиутопия российской писательницы Елены Чудиновой. События романа происходят в 2048 году во Франции, власть в которой захватили мусульманские иммигранты. Книга написана с анти-исламских и, как утверждает автор, православных позиций. Чудинова, называющая себя убеждённой христианкой, определила жанр книги как «роман-миссия».
    Dokladnie w rosyjskim badz francuskim mozna odnalezc.

  20. JerzyS said

    Lekcje chińskiej ekonomii z 2007roku

    dziś mamy koniec 2014 roku

    =======================================================================================================
    Lekcje chińskiej ekonomii
    05.01.07 r
    Robiąc świateczne zakupy nietrudno było zauważyć, że większość ozdób choinkowych czy prezentów wyprodukowana była gdzieś zagranicą, najczęściej w Chinach,
    bez względu na to, czy zakupy odbywały się w tanim Wall Marcie, czy w eksluzywnych centrach handlowych. Nie jest to oczywiście nowe zjawisko.
    Od lat większość produkcji dóbr konsumpcyjnych sprzedawanych na rynku amerykańskim znajduje się poza granicami Stanów Zjednoczonych.
    Cieszymy się z niskich cen, ale tak naprawdę tracimy fortunę na polityce globalizacji. Od czasu do czasu szef jakiegoś związku zawodowego albo lewicowy polityk narzeka na ten stan rzeczy i atakuje przy okazji Chiny za duży deficyt handlowy z USA, tanią walutę, naruszanie praw człowieka etc. Zamiast jednak atakować Państwo Środka, może warto się od niego czegoś nauczyć?
    Po pierwsze, władze Chin zdają sobie sprawę z tego, że gospodarka oparta na taniej sile roboczej i tanim eksporcie nie stwarza dobrych perspektyw dla rozwoju. Przyznają też, że Chinom daleko jest do osiągnięcia poziomu prawdziwej potęgi przemysłowej. W wywiadzie dla „People’s Daily” z listopada 2006 r., profesor Liu Jingciu z Chińskiej Akademii Nauk przyznał, że Chiny muszą polepszyć swoją „zdolność do innowacji i rozwoju swoich własnych technologii”. Powiedział też, że „Wiele osób określa Chiny mianem fabryki świata, co nie jest zgodne z prawdą. Chiny są tylko taśmą produkcyjną i mają przed sobą daleką drogę”. Profesor Jingciu zauważył też, że elementy, od których zależał wzrost gospodarczy Chin w ostatnim okresie, już nie wystarczają, tzn. napływ obcego kapitału i inwestycje zagraniczne.

    Infrastruktura a nie tania siła robocza
    Po drugie, tak naprawdę dotychczasowe najważniejsze osiągnięcia gospodarki chińskiej pochodzą z rozbudowy podstawowej infrastruktury, nie zaś taniej siły roboczej.
    Najbardziej spektakularnym tego przykładem jest osławiona Zapora Trzech Wąwozów na rzece Jangcy. Jej budowa posuwa się szybciej niż planowano i przewiduje się, że główny zbiornik wodny zostanie wypełniony w 2008 r. Zapora będzie miała ponad 2 kilometry długości i prawie 200 metrów wysokości. Jej zbiornik wodny pomieści 31 miliardów metrów sześciennych wody.
    Zapora nie tylko pozwoli na opanowanie powodzi lecz również poprawi nawigację na rzece Jangcy, a elektrownia wodna dostarczy ogromne ilości energii dla sąsiadujących z nią regionów.
    Eksperci przewidują, że za pomocą 26 generatorów będzie w stanie wytworzyć 85 miliardów kilowatów energii, czyli tyle mocy co 19 elektrowni atomowych. Na skutek budowy zapory zalane zostanie około 60 tysięcy hektarów ziemi, w tym 160 miast, dlatego ponad milion Chińczyków zostało przesiedlonych.
    Należy jednak pamiętać, że częste powodzie w dolinie Jangcy powodowały śmierć tysięcy ludzi i masowe ewakuacje. W czasie ostatniej powodzi w 1998 r. zginęło około 4 tys. osób, życie 290 milionów osób zostało zrujnowane, zalanych było aż 22 miliony hektarów ziemi uprawnej.
    Przy budowie kanałów, tam i hydroelektrowni na rzekach dopływowych w basenie Jangcy, szczególnie rzece Han-ciang wpadającej do Jangcy w przemysłowym mieście
    Wuczang współpracują z Chińczykami amerykańscy inżynierowie z Doliny Tennessee, sławnej z wielkiego projektu regulowania rzek zainicjowanego w latach 30-tych, tzw. TVA.
    Dolina Tennessee od lat jest inspiracją dla krajów rozwijających się. W wydanej w 1948 r. książce pt. „Stany Zjednoczone i Chiny” autor John Fairbanks napisał: „Spośród największych osiągnięć amerykańskich najbardziej insteresuje Chińczyków jako amerykański model do naśladowania regionalny program rozwoju doliny rzeki Tennessee, Tennessee Valley Authority. TVA może zdać egzamin w Chinach. Wykorzystanie funduszy publicznych na finansowanie dużych projektów infrastrukturalnych, w tym regulacji rzek, współpraca między rządem a indywidualnym obywatelem w zastosowaniu nowoczesnej technologii, by rozwiązać odwieczne problemy ziemi, państwo wspomagające przeciętnego człowieka, by mógł pomóc sobie – to jest ideał demokratyczny przemawiający w Azji.
    W naszych stosunkach z gospodarczo zacofanymi krajami, TVA jest naszym głównym atutem”. Można zadać w tym miejscu pytanie, dlaczego w ciągu ostatnich 30 lat nikt tutaj w Stanach Zjednoczonych nie czytał tej książki,
    czy innej publikacji na temat prawdziwej historii rozwoju gospodarczego Stanów Zjednoczonych, i w konsekwencji musieliśmy przeżyć katastrofę wywołaną huraganem Katrina czy powodzie na północy kraju w 2006 r.?

    Inne przełomowe osiągnięcie Chin to pierwsza komercyjna linia pociągu napędzanego polem magnetycznym otworzona dla ruchu pasażerskiego w 2004 r. na odcinku między stacją Long Jang w Szanghaju a lotniskiem w Pudong. Trasę tę o długości 30 km przemierzyć można maglevem w 7 minut 20 sekund. Na ceremonii otwarcia linii poinformowano o budowie kolejnych 300 kilometrów pociągu „maglev” w rejonie Szanghaju. Był na niej obecny minister transportu Niemiec, który wyraził nadzieje, że budowa komercyjnego pociągu maglev zacznie się i w jego kraju. Istniejący tam od lat projekt został zablokowany z powodu paktu stabilizacyjnego będącego częścią Traktatu z Maastricht, który uniemożliwił rządowi niemieckiemu emisję kredytu na 1,5 mld USD na budowę linii Berlin-Hamburg. Sytuacja w Stanach wygląda jeszcze gorzej, gdyż nie ma tu nawet linii testowej, tak jak w Niemczech i Japonii, co zakrawa wręcz na skandal, wziąwszy pod uwagę fakt, że to dwaj amerykańscy naukowcy, James Powell i Gordon Danby, opracowali technologię pociągu o napędzie magnetycznym i w 1968 r. otrzymali patent na swój projekt. W ramach ustawy o szybkim transporcie naziemnym z 1965 r., federalna administracja kolei (FRA) sfinansowała szereg programów badawczych nad szybkim transportem na początku lat 70-tych. Sponsorowny przez FRA program umożliwił w tym okresie rozwinięcie liniarnego silnika elektrycznego stosowanego do dzisiaj w prototypach magleva. W 1975 r. z powodów czysto ideologicznych obcięto całkowicie federalne pieniądze na badania nad maglevem, co doprowadziło do porzucenia projektów budowy tego systemu w Stanach Zjednoczonych, a badania nad technologią zamknięto ostatecznie w 1986 r. I w taki sposób pierwsza linia komercyjna pociągu maglev powstała w Chinach.

    Kolejny ważny aspekt rozwoju Chin to energetyka. W artykule pt.
    „Chiński plan rozwoju energetyki jądrowej w XXI wieku” opublikowanym w tygodniku „EIR” (2.25.05) Marsha Freeman pisze o planach budowy 30 nowych elektrowni jądrowych w ciągu 15 lat. Pierwsze reaktory zostały importowane z Rosji, Francji i Kanady. Jednocześnie Chiny rozpoczęły program szkolenia swoich własnych inżynierów i operatorów, a obecnie planują przygotowanie własnych zdolności produkcyjnych do budowy reaktorów jądrowych oraz ich eksportu, koncentrując się na nowej generacji reaktorów wysokotemperaturowych chłodzonych gazem. Niemcy i Stany Zjednoczone przetestowały tego rodzaju generatory już w 1985 r., ale histeria skierowana przeciwko energetyce jądrowej, kampanie zielonych i powolny upadek gospodarki spowodowały i w tej dziedzinie zastopowanie postępu. Choć i na Zachodzie widać ożywienie w tej branży, plan rozwoju energetyki jądrowej administracji Busha przedstawia się żałośnie w porównaniu z ambicjami Chin – jedna nowa elektrownia w ciągu dziesięciu lat. Firmy energetyczne budujące elektrownie ratują się zamówieniami lokalnych władz oraz kontraktami zagranicznymi, m.in. właśnie z Chin. W grudniu 2006 r. amerykańska firma Westinghouse Electric Company podpisała umowę z chińską Państwową Korporacją Technologii Energetyki Jądrowej na produkcję czterech elektrowni jądrowych z generatorami AP-1000 trzeciej generacji.
    Każda elektrownia kosztować będzie ponad miliard dolarów i zagwarantuje około 6 tys. miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych.
    Wszystkie cztery elektrownie będą oddane do użytku w 2013 r. Długoterminowe plany przewidują, że w 2050 r. Chiny będą miały 150 elektrowni jądrowych. Stany Zjednoczone mają obecnie 103.

    Czego można nauczyć się od Chińczyków?

    Okazuje się, że nie tyle jakichś zaskakujących mądrości Wschodu,
    ale wypróbowanej już dawno na Zachodzie efektywnej ekonomii,
    dzięki której gospodarka Stanów Zjednoczonych była kiedyś potęgą,
    zanim uwierzono tu, że spekulacja finansowa i tania siła robocza zastąpić mogą inwestycje w naukę,
    nowe technologie, infrastrukturę etc.

    Takiej ekonomii uczą się Chińczycy.

    Na przykład, jeden z odcinków emitowanego w Chinach pod koniec 2006 r. serialu dokumentalnego na temat wielkich narodów świata poświęcony był Fryderykowi Listowi,
    niemieckiemu ekonomiście, który przyczynił się nie tylko do rozwoju Niemiec w wieku XIX, ale też Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkał w latach 1825-32.

    List był zagorzałym oponentem teorii wolnego rynku Adama Smitha i stworzył podstawy amerykańskiego systemu ekonomii politycznej.

    Czas na odnowioną starą ekonomię
    Chińczycy śledzą też uważnie analizy amerykańskiego ekonomisty, Lyndona LaRouche’a. Pod koniec 2006 roku po raz kolejny chińskie mass media opublikowały jego wypowiedź.
    Tym razem „Dziennik Chińskiej Nauki i Technologii” z 4 grudnia wydrukował wywiad z LaRouchem, który ostrzegł przed rozkładem globalnego systemu finansowego
    i odpowiedział na szereg pytań dotyczących słabnącego dolara i chińskiej waluty. Pod koniec lat 90-tych Chiny odwiedziła kilkakrotnie żona LaRouche’a, Helga Zepp-LaRouche.
    Przedstawiła wtedy na forum wielu instytucji program Eurazjatycki Most Lądowy, opisujący właśnie takie przedsięwzięcia jak regulacja rzek, szybkie koleje, energetyka jądrowa.
    Jak pokazuje przykład Westinghouse Electric Company, realizacja takiego programu oznacza też korzyści dla Ameryki.
    Emitowane przez Internet 11 stycznia br. seminarium zorganizowane przez Pakt Akcji Politycznej LaRouche’a zatytułowane jest
    „Stara ekonomia nie żyje, czas na nową ekonomię”
    , ale tak naprawdę chodzi o to, by Amerykanie wrócili do zasad, które w przeszłości umożliwiły rozkwit tego kraju i dostosowali je jedynie do nowych warunków.
    Chiny są dowodem na to, że zasady te są nadal prawdziwe. (obrady seminarium dostępne na stronie http://www.larouchepac.com )

    Anna Kaczor

  21. Anzelm said

    Tej nauki nigdy dość:

    Prof.Feliks Koneczny – POTRÓJNA WALKA O BYT

    Wybrańcami losu są tacy, którym dano walczyć o dobrobyt to znaczy nie tylko o zaspokojenie głodu lecz o stałą poprawę warunków bytu. Powinno się zarabiać więcej, niż się koniecznie potrzebuje! Dobrobyt zaczyna się dopiero wtenczas, gdy się ma na takie wydatki, bez których można by się obejść. W Polsce większość ludności wysila się żeby się tylko utrzymać przy życiu, żeby nie umrzeć z głodu. Niestety jesteśmy najuboższym narodem w Europie. Trudno ojcu rodziny spełnić obowiązek względem żony i dzieci, żeby im dostarczyć dostatecznego utrzymania. Żony muszą dźwigać materialny ciężar życia na równi z mężem i zarabiać poza domem. Zamiast pilnować dzieci, domu i rodziny one muszą codziennie odrywać się od własnych dzieci i gonić po mieście za groszem. – Walka o sam byt materialny nie powinna zajmować za dużo miejsca. Z reguły gonią też ludzie za dorobkiem w celach wcale nie materialnych. Nawet tacy, których całe życie zamknięte jest w ciasnym kole własnych tylko osobistych interesów, widzą prawie zawsze w pieniądzu tylko środek do innych celów. Utrapiona gonitwa za groszem zmierza często do tego żeby mieć za co posłać dziecko do szkół, coraz częściej do najbliższej szkoły zawodowej. Za granicą stoją rzemiosła znacznie wyżej niż u nas, bo tam więcej jest takich rodzin które stać na to, żeby ich synowie kończyli nawet szkołę średnią zawodową.
    Dobrobyt zamienia się w oświatę i nawzajem oświata pomaga dobrobytowi. Działa tu tzw. przemienność sił. Jedna siła zamienia się w drugą; podobnie jak w przyrodzie np. siła wodna zamieniać się może w prąd elektryczny ten zaś w ciepło itp. Staczają tedy ludzie często długoletnie, a ciężkie boje w materialnej walce o byt dla tego, że właściwie toczą walkę o byt oświatowy, umysłowy. Ten rodzaj walki o byt nie jest bynajmniej lżejszy od tamtego! – Wypadnie niejednemu lata całe nie dojadać, żeby móc skończyć szkoły. A czy życie profesorów jest może jaką łąką ukwieconą? Uczeni prowadzą z reguły życie ascetyczne. – Borykają się ludzie z losem, żeby sobie zdobyć pewną pozycję w świecie, jakieś większe „uważanie” u bliźnich. Nie chce się być popychadłem, jakąś „hetką-pętelką”. Zarobkiem, dorobkiem, oświatą i ogładą zdobywa się szczebel po szczeblu w górę, ażeby coś znaczyć między ludźmi.
    Jest to trzeci rodzaj walki o byt: o byt moralny. – Czasem wypada staczać ją w ściślejszym znaczeniu tego słowa. Spowiednicy wiedzą ile zmagań z samym sobą dokonuje wielu żeby pozostać moralnymi, żeby odrzucić pokusę zła. Wcale nie należeli do rzadkości i tacy którzy cierpieli za to że się skusić nie dali; bo ponosili szkody, straty, i nawet narażali się na prześladowania. Przecierpieli to wszystko, byle wygrać walkę o byt moralny. – Czasem wypadnie walkę taką toczyć gromadnie, wszyscy razem ramię przy ramieniu. Cały naród polski pokazał jak wysoko potrafi wznieść się w takiej walce, lecz nie zaprze się ni wiary ni ojczyzny. Choćby Niemcy i dłużej byli panowali w Polsce, nie byliby dali rady naszemu katolicyzmowi ni polskości naszych serc i umysłów. Czyż nie była to najwznioślejsza walka o byt moralny?
    A zatem walka o byt jest trojaka materialna, umysłowa, i moralna. Lecz powiem, że nie tylko trojaka, ale potrójna. Użyję tego wyrażenia ponieważ każdy z nas prowadzi zazwyczaj wszystkie te trzy rodzaje równocześnie a skutkiem tej trojakiej równoczesności niesie potrójny ciężar, potrójny znój, boryka się potrójnie z przeszkodami, nieraz z niebezpieczeństwami. – Bądźmy dumni z tego że jesteśmy Polakami, że należymy do narodu który znosił tyle cierpień lecz nie załamał się w swej ciężkiej walce o byt umysłowy i moralny. – Pokazaliśmy, jak umiemy walczyć o oświatę. Długo zaborcy nie dopuszczali całkiem do otwierania szkół polskich. W rosyjskim zaborze w szkołach wiejskich nauczano tylko grażdanki, tj. abecadła rosyjskiego. Ze szkoły średniej wypędzano ucznia, który by odezwał się słówkiem po polsku do kolegi. W uniwersytecie i wykłady i egzaminy były tylko po rosyjsku. A kto nauczał polskiego abecadła, dostawał się do więzienia za „tajne nauczanie” Jeszcze gorzej było pod rządem niemieckim. Wtedy sławny Dr Marcinkowski stał się przodownikiem polskiej walki o byt. Pod rosyjskim zaborem szerzyły się rozmaite tajne stowarzyszenia, żeby szerzyć oświatę. A kiedy w latach 1906 – 1908 zawitała tam na półtora roku wolność stowarzyszania się i wolność nauczania, wtedy założono w Warszawie „Macierz Szkolną” jako najpilniejszą potrzebę społeczeństwa. Ani podczas tych carskich lat „wolnościowych” nie było mowy o tym, żeby rząd miał utrzymywać szkoły polskie z polskich podatków, ale pozwolono przynajmniej zbierać składki na zakładanie polskich szkół. I oto w ciągu półtora roku nasza „Macierz” otwarła przeszło 400 szkół powszechnych, 211 ochronek (przedszkoli) trzy seminaria nauczycielskie i kilka gimnazjów, sporo kursów dla dorosłych analfabetów, rozległy „uniwersytet ludowy”, kilkanaście „domów ludowych” z czytelniami, teatrami amatorskimi itp. Powstały wtenczas rozmaite fundacje a groszami zebrano składek przeszło 800000 rubli. Ci wszyscy ofiarodawcy stanęli do narodowej walki o byt umysłowy.
    Wzięli udział w walce o oświatę, bo sobie to uważali za obowiązek. Tak im kazały ich pojęcia o moralności w życiu nie tylko prywatnym, lecz również, w publicznym. Trzymać się z dala od „Macierzy” byłoby niemoralnym. Albowiem przy moralności jest zwierzchnictwo nad wszystkimi kategoriami życia. Ona kierownicą naszego bytu, naszych myśli, mowy, i uczynków. – Jakżeż wobec tych wszystkich okoliczności i faktów można przypuszczać że materializm rządzi życiem jednostki, i tak samo życiem zbiorowym społeczeństwa i narodu w całej historii? Socjaliści uznają tylko materializm historyczny; twierdzą, że wszystkie czyny i porywy historyczne pochodzą z pobudek materialistycznych. W takim razie np. król Jan III Sobieski wybrał się w r. 1683 z najwaleczniejszym wojskiem nie po to, by „ocalić Wiedeń i chrześcijaństwo” lecz pewnie specjalnie po łupy z namiotów tureckich? A w imię jakiego materializmu historycznego wybuchło ostatnie powstanie warszawskie?
    Nie wytłumaczy nikt historii z materializmem.
    Historyczna walka o byt jest także trojaka z potrójną odpowiedzialnością i potrójnym mozołem. A każdy krok przejęty być musi moralnością. My chcemy etyki totalnej i tylko tam, gdzie ona panuje, dopatrujemy się dobra i prawdziwej korzyści dla siebie.
    Jest oczywiście w historii także walka o byt materialny. Zwłaszcza my, Polacy musimy się do niej zabrać energicznie, boć nie można dopuścić, żebyśmy stali zawsze na szarym końcu Europy z pustą kaletą, jakby na pośmiewisko. My musimy się wzbogacić, oświecić, i podnieść bez uszczerbku dla poziomu moralnego dobrego Polaka. – Innymi słowy; my musimy pielęgnować naukę o dobrobycie tzw. ekonomię społeczną. Zajmował się nią nie mało kościół już w wiekach średnich. Do ciekawych tych spraw warto zajrzeć choćby żeby wiedzieć, jakie zasady przyświecały już wówczas miłości bliźniego w skali historycznego życia publicznego i jakie cele wytknęła sobie od bardzo już dawnych czasów katolicka ekonomia społeczna.
    O tym następnym razem.

    A tymczasem pamiętajmy o naszym haśle etyki totalnej!

  22. Boydar said

    dostałem mailem 🙂

    Pewien bardzo stary Indianin potrzebował pożyczki w wysokości $500. Udał się do lokalnego banku. Bankier wyciągnął formularz i zaczął zadawać pytania:
    – Na co zamierza pan przeznaczyć pieniądze?
    – Na podróż do miasta, żeby sprzedać to, co wykopałem z mojej ziemi.
    – Jaki proponuje pan zastaw?
    – Nie wiem co to zastaw – odpowiedział Indianin.
    – To jest coś wartościowego, co pozwoli pokryć koszty pożyczki, gdyby pan jej nie był w stanie spłacić… Może ma pan jakieś pojazdy?
    – Mam pickupa Chevy z 1949 r.
    Bankier potrząsnął głową…
    – A może ma pan jakiś żywy inwentarz?
    – Mam konia…
    – Może być – powiedział bankier i przyznał pożyczkę pod zastaw konia. Kilka tygodni później starzec przyszedł ponownie do banku. Wyciągnął gruby zwitek banknotów, odliczył $500 i naliczone przez bankiera odsetki…
    – Tu są pieniądze, które pożyczyłem – powiedział wręczając je bankierowi.
    – A co zamierza pan zrobić z resztą pieniędzy? – spytał bankier.
    – Włożyć do kieszeni – odparł Indianin.
    – A może złożyłby je pan w depozycie w naszym banku?
    – Nie wiem co to depozyt…
    – Cóż, wpłaca pan pieniądze do naszego banku, my się o nie troszczymy, pilnujemy ich, a jak ich pan potrzebuje, to je pan wypłaca…
    Stary Indianin pochylił się w stronę bankiera, spojrzał na niego podejrzliwie i spytał:
    – A jaki pan proponuje zastaw?

  23. Re: RomanK.
    Mysle, ze Feliks Koneczny NIGDY nie napisal, ze kapitalem sa tworcy i uslugodawcy, czyli ludzie, ktorzy tworza, produkuja i swiadcza uslugi na podstawie ktorych (dzieki pracy ich rak i maszyn) powstaja dobra materialne sluzace spolecznosci i na podstawie ktorych, sa emitowane „pokwitowania” (banknoty i monety), ktorymi oni sa de facto wlascicielami i moga (powinni) robic z nimi co im sie tylko zewnie podoba do czego rzad w zadnym wypadku nie powinien sie wtracac, a tymbardziej banksterzy….

    Re: 22 Boydar…
    Doskonaly komentarz. Nie mam pytan do k….wskiego lichwiarskiego procederu, ktory pasoZYDuje na tworcach i uslugodawcach (Indianach, Polakach, Amerkaninach, czy innnych)….
    =========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com
    („demon-kratyczna” Australia wciaz przetrzymuje Jerzego Ulickiego od ponad 10 miesiecy bez ZADNEGO wyroku sadowego (sady w Australii sa lustrzanie podobne do „sondow” w Polsce… (Ci „sami straszni bracia” w talmudycznej wierze….

  24. Re: Artykul…
    I jeszcze jedno, o czym Feliks Koneczny nigdy nie wspomnial, a mianowicie: Polityke Narodowa ustala TYLKO jeden, a nie dwoch czy stu, ktorzy po „przelupieniu oczet” maja kazdego dnia inna koncepcje…
    Dowod na to: „Czy szefem firmy (przedsiebiorstwa, fabryki, itd…lub malego biznesu) jest jeden czlowiek (pomyslodawca lub rzadzacym) czy kilku z ambicjami do kierowania???
    Ano wlasnie!!!.
    Polityke Narodowa w/g Narodowej Racji Stanu (Etyki, moralnosci, uczciwosci i milosci) ustala TYLKO jeden!!!!. I trzeba Go wreszczie odszukac!!!. (poki nie jest za pozno).
    =========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

Sorry, the comment form is closed at this time.