Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Olo o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    podczaszy o Wolne tematy (63 – …
    JW o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    podczaszy o Wolne tematy (63 – …
    NC o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    Piskorz o W rocznicę utworzenia Narodowy…
    Jacek o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    walthemar o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    Dziadzius o Wybór sofisty. Ochrona zdrowia…
    NyndrO o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    NyndrO o Unia blokuje Węgrom wypłatę pi…
    UZA o Nadmiarowe zgony
    NyndrO o Nie żyje Jerzy Targalski
    Peryskop o Wolne tematy (63 – …
    Piskorz o Wolne tematy (63 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 553 obserwujących.

Ceny ropy. Kto wierzy w żydowską propagandę „wolnego rynku”?

Posted by Marucha w dniu 2014-11-30 (Niedziela)

Obniżenie cen ropy nie jest sankcją, czy uderzeniem w Rosję. Jest rozpaczliwą odpowiedzią Międzynarodowego Żyda na powstanie grupy BRICS i obroną przed ciosem – przed zapowiedzianym odejściem od $ USA w rozliczeniach transakcji międzynarodowych.

Powszechne żydo-media przedstawiają ostatnią obniżkę cen ropy jako kolejną, tym razem skuteczną, sankcję wobec Rosji w odpowiedzi na jej agresję na Ukrainę.

Hipokryzja i kłamstwo Międzynarodowego Żyda, jak widać, nie znają granic. Żydo-media tryumfalnie obwieszczają, że jest to potężne uderzenie w Rosję, w jednego z największych światowych producentów ropy, której gospodarka pod wpływem tak silnego ciosu winna się załamać, co w konsekwencji spowoduje pozbawienie W. Putina władzy.

Porażka kapitalistycznego leseferyzmu

Międzynarodowy Żyd liczy – a żydo-media podtrzymują propagandowo jego rachuby, chcąc osłabić w nas nadzieje na likwidację totalitarnych żydo-reżimów –  że wtedy Rosja może znów wkroczy na drogę demokracji, z której wypadła w 2000 r., od momentu objęcia władzy przez W. Putina. Powrót na drogę demokracji należy oczywiście rozumieć jednoznacznie, jako powrót do demontażu Rosji przez Międzynarodowego Żyda z USA i z Wlk.Brytanii.

Jak widać cele światowej polityki Międzynarodowego Żyda względem Rosji są niezmienne. I tak jak doprowadził do I i II wojny światowej, tak chce doprowadzić do III wojny światowej.

Celem I i II wojny było osłabienie rosnących europejskich potęg gospodarczych, Niemiec i Rosji (ZSRR) oraz Japonii, których funkcjonowanie podkopywało światowy finansowy prymat Międzynarodowego Żyda.

Zarządzone przez Międzynarodowego Żyda obniżenie cen ropy nie jest sankcją, czy uderzeniem w Rosję. Jest rozpaczliwą odpowiedzią Międzynarodowego Żyda na powstanie grupy BRICS i obroną przed ciosem, jaki ma otrzymać od BRICS – przed zapowiedzianym przez tę grupę państw odejściem od $ USA w rozliczeniach transakcji międzynarodowych – czyli przed eliminacją banków Międzynarodowego Żyda i pozbawieniem go nieuzasadnionych i nieuprawnionych korzyści.

Współczesna pozycja Międzynarodowego Żyda jest nieporównanie słabsza od tej z pierwszej połowy XX w. Doprowadzenie USA do gospodarczej ruiny, do finansowego zawału, stawia Międzynarodowego Żyda w sytuacji bez wyjścia, dlatego sięgnął po najsilniejszą broń jak mu została: zagrać na osłabienie rosyjskiego rubla i walut państw grupy BRICS. Niestety – niestety dla Międzynarodowego Żyda, dla nas bardzo dobrze – jest to broń obosieczna, ponieważ w cenie ropy, której handel kontroluje Międzynarodowy Żyd, upychano puste, wirtualnie wykreowane $ USA. Spadek cen ropy to także spadek wartości $ USA, to dramatyczny wzrost zadłużenia USA, których długi są denominowane w $ USA. Cóż, tonący brzytwy się chwyta.

Międzynarodowy Żyd powinien tę wojnę przegrać.

Mam nadzieję, że wygra ją także społeczeństwo USA pozbawiając Międzynarodowego Żyda totalitarnej dyktatury i tego społeczeństwu USA szczerze życzę, ale na to trzeba czasu. W każdym razie dla Międzynarodowego Żyda zbierają się nieprzychylne wiatry.

Dariusz Kosiur, http://wiernipolsce1.wordpress.com/
http://wps.neon24.pl.neon24.pl

Komentarzy 56 do “Ceny ropy. Kto wierzy w żydowską propagandę „wolnego rynku”?”

  1. ot to ot said

    najwieksze od czasow kuszenia Ewy przez diabla w raju co robil za weza interesy robimy my przekrety swiata zwodniczy rzydzi zlodzieje waszych pieniedzy ciulacze procentow od procentow mocodawcy wszelkiej wojny nieszczescia i zbrojen to my wywieszamy we wszelkich swiatyniach nasze cenniki i kroimy was gojow na wesolo i golo zmuszajac na poniewierke emigracji trzymamy caly system wladzy za pysk a ze dzis niedziela wolno wam o tym wiedziec

  2. slowianin said

    Z międzynarodowym żydem tak łatwo się nie wygrywa.W latach 30-stych pewien kapral z wąsikiem wypowiedział im wojnę totalną no ale jak się okazało spartolił ją prawie pod koniec. To walka jak z chwastami-wystarczy by pozostał jeden i pole uprawne jest niewydolne,Pozostaje nam nadzieja- liczyc na potwierdzone przekonania że….historia kołem się toczy….oj już blisko-coraz bliżej

  3. aa said

    zyd nie ma juz szans Rosja na dzien dzisiejszy to juz nie tylko dostawca ropy. Zreszta takze za rope zydowstwo zmuszone jest bulic zlotem dlatego kradnie gdzie popadnie-ostatnio zgarneli resztki z Ukrainy ale to juz ostatnie podrygi. Nadzieja ze Rosjanie rozumieja z jakim gadem maja rozgrywke a takze reszta wolnego swiata tez budzi sie z letargu. Czym wczesniej tym lepiej -nie ma juz wyjscia trzeba zatluc kanalie

  4. Ad. 2

    „W latach 30-stych pewien kapral z wąsikiem wypowiedział im wojnę totalną no ale jak się okazało spartolił ją prawie pod koniec.’

    – W latach 30-tych międzynarodówka finansowa zrobiła z pewnego kaprala z wąsikiem wodza sporego państwa. Potem ta międzynarodówka finansowała zarówno kaprala, jak i jego niby-wrogów.

    Kapral miał tylko tyle do powiedzenia, na ile mu pozwolono.

  5. Oni są bardzo zdesperowani. Obniżając ceny ropy wzmacniają w pierwszej kolejności swojego głównego wroga, czyli Chiny. Indie też bardzo zyskują na tej obniżce.

  6. NyndrO said

    Ad 2.* Panie Słowianinie,powinno być : „Wraz z międzynarodowym żydem tak łatwo się nie wygrywa.” To dotyczyło Adiego,a teraz potwierdza się na ukrainie.

  7. NyndrO said

    Takie pytanie.Czy gdyby wypowiedział pan „wojnę totalną” -dajmy na to – ludziom z odstającymi uszami,to wziąłby se pan uszola na osobistego lekarza a płacił mu pożyczonymi od innego uszola piniążkami? * Żeby nie było,uważam znanych mi uszoli za wspaniałych,z poczuciem humoru ludzi.I jak się teraz zastanawiam,to doszedłem do wniosku,że wszyscy znani mi uszole włącznie z jedną uszolką są ponadprzeciętnie inteligentni.

  8. NyndrO said

    …ciekawe też,czy po wypowiedzeniu mu „wojny totalnej”,uszol pożyczyłby panu piniążki.I jeszcze liczył,że pan odda!

  9. Kazek said

    To że uszole są ponadprzeciętnie inteligętni (teza do dyskusji) nie oznacza ,że mamy im się poddawać.

  10. NyndrO said

    Nie napisałem,że uszole są ponadprzeciętnie inteligentni.Stawiam,że gdyby pan poznał Paulinę,moją znajomą uszolkę,chętnie pan by się poddał.

  11. Szanowni Państwo,
    z góry przepraszam za komentarz nie na temat.

    Strona źródłowa, z której pochodzi powyższy tekst to: http://wiernipolsce1.wordpress.com/

    Jest to kolejna, ponownie od nowa utworzona przez Stowarzyszenie WPS internetowa strona. Służby żydo-reżimu zablokowały poprzednią – więcej tu: http://wiernipolsce1.wordpress.com/2014/11/24/zamiast-wstepu-zydo-rezim-nie-ma-zadnych-argumentow/

    Dariusz Kosiur

  12. Kazek said

    Ad.10 Chyba ,że tak , to zmienia postać rzeczy

  13. Filo said

    Czy Putin da rade Rotschildom??:

  14. semperparatus said

    Szwajcarzy zagłosowali na „nie”w sprawie złota…co za kretyni…w ten sposób działają wbrew swoim interesom…złodziejski banksterski system będzie ich nadal okradał…Oto naoczny przykład siły propagandy…szczególnie tej idącej z góry…i popartej wielkimi pieniędzmi…

  15. Re: Artykul…
    Jak dawno napisalem, ze zydzi „przegapili” obecna sytuacje porozumienia Rosji z Chinami, a tym samym „przesrali” kwestie Ukrainy, ktora miala byc zydowskim przyczolkiem do wrot Rosji, czego skutkiem jest to, ze, zydowski „nowy porzadek swiata” (wg/ zydowskiego talmudu) spalil na panewce, co moze byc (i powinno byc) ostatnia szansa dla nas Polakow pozbycia sie zydowskiego jarzma polityczno-ekonomiczno-medialnego w naszej Ojczyznie.
    Pytanie tylko: Kto podniesie realna wladze, ktora doslownie lezy dzisiaj na ulicy????.
    =============================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com
    http://ojczyzna.pl

  16. jowram said

    Do urn Rodacy bufetowa znów mataczy, a budyń tężeje!

  17. @ jasiek z toronto

    Panie Jaśku, to nie zupełnie tak jest, że „realna wladze, ktora doslownie lezy dzisiaj na ulicy”.

    Załóżmy, że naród przejmuje władzę – zorganizował się i przejął ją w wyborach organizowanych przez żydo-reżim lub przy pomocy demokracji bezpośredniej. Wszystko odbyło się w istniejącej sytuacji politycznej, czyli IIIRP jest członkiem UE i NATO.

    Nowa władza nie posiada:
    banków, mediów, terenowej administracji, wojska, służb wywiadu, policji, telekomunikacji – słowem niczego.
    Załóżmy, że USA i UE zachowują spokój i nie wprowadzają swoich wojsk.
    Pojawiają się jednak zamachy terrorystyczne (cały czas funkcjonują w IIIRP organizacje pozarządowe), które destabilizują porządek publiczny, nad którym nie jest w stanie zapanować nowa władza z powodu wymienionych braków.
    Z pomocą przychodzą zaprzyjaźnione państwa UE wprowadzające swoje oddziały porządkowe.
    Nowa władza, która nie poradziła sobie z bałaganem traci znaczne poparcie społeczne.

    Panie Jaśku,
    jeszcze jest za wcześnie, jeszcze USA nie opuściły Europy.

  18. Re: 16 Jowram
    „Kazde” wybory wygra talmudyczny szakal, jesli w komisjach wyborczych beda zasiadac zydowskie marionetki bedace na lichwiarskiej smyczy finansowej. Oni zrobia wszystko, by urzymac sie przy lichwiarskim „korycie” wbrew wszystkiemu i wszystkim. Czy to tak trudno pojac???.
    Kto placi ten wymaga…
    Czasami zadaje sobie pytanie: Jak dalece jestemy my Polacy s….wieni zydowskim talmudyzmem, by uprawiac skorupmpowana doktryne politycznego judaizmu???” (ktora de facto nas samych liwiduje jako Narod).
    =============================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  19. Re: 17 Dariusz Kosiur.
    Panie Dariuszu, prosze sobie uzmyslowic (o czym pisalem na panskim blogu) czym jest realna wladza???.
    Powiem Panu w sekrecie: realna wladze posiadal Kardynal Wyszyski, kiedy przemawial do naszego polskiego ludu. To on byl realnym zagrozeniem dla zydowskiej oligarchii i dlatego zostal uwieziony. Podobnie ma sie z Panem,, Gajowym Marucha, Jerzym Ulickim, „jaskiem z toronto”, i innymi, ktorzy sa bezkromisowymi Polakami, a sa realna patriotyczna wladza do ktorej nasz narodowy lud jeszcze nie dojrzal. Nie mozna zrywac owocow, kiedy sa jeszcze „zielone”….
    Wierze, ze jesli nasz Narod przejrzy na oczy, sam znajdzie (dzieki nam) konkretne i sukceswne rozwiazania. My nie jestesmy po to, aby wkladac „pierwszy garnitur”, ale po to, aby ustalac kierunek narodowej racji stanu Narodu Polskiego ktorego jestesmy czescia.
    I dzieki Bogu, ze wciaz zyjemy i dzieki Bogu ze mozemy cos zrobic choc w 1% dla Chwaly Boga. My nie jestesmy po to, aby (nasze zycie jako chwila) zmieniac, ale po to, aby nie dac sie skorumpowac „wladcy tego swiata”.
    My potrzebujemy Boga i Bog potrzebuje nas w tym rzadzonym przez diabelskie moce swiecie.
    Nie wono nam tylko jednego: nie dac sie skorumpowac przez slugi ciemnosci. Nic wiecej!!!!.
    A reszte (przez modlitwe) zostawmy Samemu Bogu. Ta wojna nie jest miedzy Czlowiekem a Bogiem, a miedzy Bogiem a lucyferem, a my ludzie jestesmy TYLKO odzwierciedelniem Samego Boga i nie dajmy sie wprzegnac (skorumpowac) przeciwko Bogu i Jego Prawom. Nic wiecej.
    My mamy pisac o tym, co faktycznie sie dzieje i jakie sa tego konsekwencje, by uratowac tyle ile sie da…I z tego bedziemy rozliczeni, bo dane jest nam wiedziec. Taka jest nasza odpowiedzialnosc….
    =============================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  20. Filo said

    Ojejku,
    Jeszcze nie wiemy jak sie pozbyc obecnej wladzy a marzy nam sie nowa.
    Narody juz od dawna nie sa zorganizowane. Pan Dariusz Kosiur ma racje.
    W naszej epoce spontaniczne odruchy sa zdrowo sterowane przez tych, ktorzy maja pieniadze, media i organa scigania.
    Jesli pan Jasiek wyjdzie na ulice – ile osob za nim pobiegnie?
    Ilu Polakow popieralo Lepera? I to wtedy gdy prasa izraelska robila mu opinie debila i antysemity?
    My sie nawet nie mozemy domagac dochodzenia w sprawie katastrofy pod Miroslawcem! Kto wie co sie tam stalo i dlaczego? Nawet na ruskich nie mozemy zwalic wiec zagadka jest nie do rozwiazania.
    Oficjalne media maja ogromny wplyw na sposob myslenia obywateli.
    Ogladam ten sklad polskiego sejmu: przewaznie same magistry, lekarze, prawnicy…
    Potem takie glupawe panienki co udaja sawantki maja z nimi prawie uczone wywiady w TV. Panowie dziennikarze TV nie sa duzo lepsi.
    I ta blazenada traktowana bardzo powaznie wywoluje niejednokrotnie bardzo burzliwe dyskusje, ktore nie sa warte funta klakow.
    Bardzo trudno o swiadomosc narodowa w swiecie masowej i kosztopwnej propagandy oglupiania.
    No bo co nam sie w Polsce nie podoba? Mamy biedronki, galerie, telewizory, komorki, plazme, zagraniczny samochod a nawet rasowego psa.
    No to co nam sie nie podoba? Wybory?
    Jedna taka pani wprost mi powiedziala:
    Polacy to tylko lubia narzekac. Nie wiadomo o co im chodzi. Demokracja im w glowach poprzewracala.
    Widac taka jest rola demokracji.

  21. ALI BABA said

    ropa…ropą…ALE STRACH POMYŚLEĆ, BO CHINY W NIEBEZPIECZEŃSTWIE…POD TAKIM TYTUŁEM JEST KSIĄŻKA F.W. ENGDAHLA…na razie wystarczy mi, że przeczytałem tylko skrótowe omówienie treści, gdzie opisane są zamiary Usraela wobec państwa chińskiego..

  22. Zerohero said

    i po co wolny handel międzynarodowy? Tylko po to by narody wyspecjalizowały się wąsko i w razie sankcji umierały w 3 miesiące, bo np. robią samochody a nie mają rolnictwa.

  23. NICK said

    (22) P. Zerohero.
    Tak, krótko, zwięźle i na temat!
    No, poza tym „wolny handel”.

  24. Guła said

    Nooo zmiana władzy w formie demokratycznej rzecz jasna, o czym wspomina S. Tymiński w wywiadzie którego udzielił A. Kumorowi. Zanim nastaną ci, już jawnie, których ni ma a o czym z kolei informuje na swojej stronie w kolejnym felietonie S. Michalkiewicz.
    A co do „piniondzów” o których wypowiada się p. NyndrO to ten „piniondz” wcale nie jest ich co dokumentnie wywiódł już niejaki Luter kiedy tylko opatrzył się, ze posłużono się nim instrumentalnie:

    ” 1543 opublikował pamflet Von Juden und ihren Liigen (O Żydach i ich kłamstwach). (…) szczególnie ostro Luter napiętnował Żydów za lichwiarstwo, głosząc, że posiadane przez Żydów bogactwo nie jest ich własnością, lecz zostało „wydarte nam lichwiarsko”: wg Lutra lichwiarz „jest farbowanym lisem: złodziejem i mordercą (…) Każdy, kto pożera, niszczy czy kradnie pożywienie drugiego, dopuszcza się równie wielkiego morderstwa … jak ten, kto głodzi człowieka, i mimo tego siedzi na stołku bezpieczny, chociaż powinien wisieć na szubienicy i powinno go zjeść tyle kruków, ile ukradł guldenów” – Johnson „Historia Żydów

    Za Analitykiem said

  25. Guła said

    Łatwo domyśleć się, że ten pamflet – tak jak i pierwsza Biblia na potrzeby Lutra, został napisany w jidisz.

  26. Boydar said

    Panie Guła

    Luter pieprzył głupoty i akurat jego oszukać to i dziecko by potrafiło, żydowskie. Co mu kruki złego zrobiły do jasnej cholery !?!?

  27. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka pszeczytal u pan Kosiur:

    „Międzynarodowy Żyd powinien tę wojnę przegrać.”

    He,he,he…do duszy rozpuk.

    All I Have To Do Is Dream……..- (wszystko co moge to pomarzyc).

  28. Mordka Rosenzweig said

    re 27,

    Ja pan Mordka chcialby uzupelnic swuj komentasz do te domorosle ekonomisty, kture pszeczytaly pare artykuluw i jusz sie staja eksperty od ekonomii, a potem sie nawzajem masuja swoimi naukowymi opiniami.

    Within the city of London, there is one mile square area that is referred to as „The City”.

    This is headquarters of the Rothschilds – the jewish family dynasty and their jewish cabal, a group that owns the Money Supply through the Central Banks of almost every nation on earth – including BRICS

  29. Mordka Rosenzweig said

    re 20

    Szanowny pan Filo,

    Ja pan Mordka pszeczytal:

    „Jesli pan Jasiek wyjdzie na ulice – ile osob za nim pobiegnie?”

    Ja pan Mordka chcialby dodac, sze nie tylko ile osub za nim pobiegnie, tylko po co i dokad?

  30. Mordka Rosenzweig said

    re 29

    Acha, pan Mordka jusz wie po co i dokad.

    Bedziemy robic znowu Powstanie Listopadowe tak jak zrobil podprucznik Wysocki tylko tym razem bedziemy walczyc z kaszda demokratyczna waluta.

  31. jowram said

    PIS I osobiście Jaworski załatwili kolejną wygraną Budyniowi.Taka prawda
    Niezależny,inteligentny kandydat wygrałby w cuglach z Adamowiczem.Budyń wyślij kwiaty JarKaczowi…

  32. NICK said

    Do kilku uprzednich wpisów – wyrażam: ???

  33. jowram said

    Nowy prezydent miasta Słupska ze swoją żoną…

  34. Krzysztof P said

    kto ma MEDIA…ten ma W Ł A D Z Ę / ciach /

  35. NICK said

    (33).
    Sympatyczny.
    INACZEJ.
    Sodoma i Gomora. TFU.

  36. przemądrzałe bydlę said

    @21 ALI BABA
    „ropa…ropą…ALE STRACH POMYŚLEĆ, BO CHINY W NIEBEZPIECZEŃSTWIE…POD TAKIM TYTUŁEM JEST KSIĄŻKA F.W. ENGDAHLA…na razie wystarczy mi, że przeczytałem tylko skrótowe omówienie treści, gdzie opisane są zamiary Usraela wobec państwa chińskiego..”

    W tym kontekście polecam wywiad ze Zbigniewem Brzezińskim, przeprowadzony przez „GW” w marcu 2009 r. Wywiad nosi znamienny tytuł: „Brzeziński: Albo się porozumiemy, albo się pozabijamy”. Oto całość:

    „Brzeziński: Albo się porozumiemy, albo się pozabijamy

    ~Marcin Bosacki: Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że żyjemy w czasach przełomowych. Że od upadku komunizmu po 11 września 2001 r. i w czasie kryzysu globalnego tworzy się nowy świat. Ale nie bardzo wiemy jaki. Pan wie?

    -Zbigniew Brzeziński: W polityce światowej najważniejsze są dziś dwa procesy. Po pierwsze, przebudzenie polityczne ludzkości. Nie było w historii momentu takiego jak ten – zdecydowana większość ludzkości chce brać udział w szeroko rozumianej polityce. Stało się to dzięki zmniejszeniu analfabetyzmu, telewizji, internetowi, procesom demokratycznym. Do II wojny światowej rozpowszechniona świadomość polityczna, narodowa była domeną Zachodu, Rosji, w pewnym tylko stopniu Dalekiego Wschodu.

    Mówiąc obrazowo: przez całe tysiąclecia łatwiej było kontrolować milion ludzi, niż ich zabić. Dziś jest odwrotnie. Nie tylko dlatego, że istnieje broń masowego rażenia. Także dlatego, że ten milion ludzi ma dostęp do informacji, świadomość wspólnoty, godności i praw jednostek. Był moment, gdy Imperium Brytyjskie władało ogromnymi Indiami przy pomocy ledwie 4 tys. oficerów i urzędników! Dziś to niemożliwe, dużo trudniej być imperium czy siłą kolonialną. Te czasy minęły. A użyteczność broni atomowej przeciwko politycznie przebudzonym masom jest ograniczona przez hamulce moralne i pragmatyzm.

    Owe przebudzone politycznie masy w Azji, Afryce, Ameryce Południowej, na Bliskim Wschodzie nie tylko mają świadomość narodową. Mają też głębokie poczucie sprawiedliwości społecznej i niesprawiedliwości. Widzą na ekranach telewizorów, jak wielkie są różnice w świecie – w dochodach, zamożności, wolności.

    Wreszcie, traktują jako głęboko poniżające czasy kolonializmu i dominacji Zachodu. Tkwi to w nich jak cierń i przekłada się na odruchy radykalne, nierzadko podsycane, w części świata islamskiego wiarą religijną. To daje gotowość do osobistego zaangażowania militarnego czy np. samobójstw terrorystycznych.

    Piętnaście lat temu napisałem: „Dla ludzkości przepaść między zwiększonymi oczekiwaniami a rzeczywistymi możliwościami ich zaspokojenia być może nigdy w historii nie była tak wielka jak dziś”. W roku 2009 te słowa są jeszcze prawdziwsze. A skutki tego dramatu – jeszcze potencjalnie groźniejsze.

    ~Jaki jest drugi proces kierujący dziś ludzkością?

    – Przesunięcie, przynajmniej częściowe, centrum politycznego świata na wschód. Przez pół tysiąclecia świat zdominowany był przez kolonialne potęgi atlantyckie: Portugalię, Hiszpanię, Francję, Wielką Brytanię; w ostatnich dziesięcioleciach – przez kolejną wielką siłę Zachodu – Stany Zjednoczone.

    Dziś coraz większą rolę odgrywają i będą odgrywać potęgi Wschodu – Chiny, Japonia. Japonia już jest drugą potęgą gospodarczą świata, Chiny – trzecią, czwartą. Obie mają coraz większe ambicje i możliwości geopolityczne. W kolejce stoją Indie i być może Rosja, choć ta ostatnia nie jest pewna ani własnej tożsamości, ani swej roli w świecie.

    ~Mamy globalny kryzys. Pan był współautorem strategii Ameryki, gdy trawił ją poprzedni duży kryzys ekonomiczny lat 70. Wówczas też nastroje były podłe. Wśród Amerykanów, jak dziś, dominowało zwątpienie w przyszłość kraju. Pan porównuje oba te kryzysy?

    – I tak, i nie. Analogie istnieją, ale w obecnej sytuacji jest coś zdecydowanie nowego. To, co dziś robi Obama, ten program stymulacyjny, wyciągnąłby Amerykę z tradycyjnej recesji. Gdyby to był prosty problem koniunktury, za pół roku czy rok bylibyśmy na fali wzrostowej.

    Ale to nie takie proste. Mamy do czynienia z zasadniczym załamaniem systemu finansowego Ameryki. I to, po pierwsze, w okresie rekordowego zadłużenia Stanów, a po drugie – gdy wśród Amerykanów poczucie dobrobytu, a nawet satysfakcji z życia stało się kwestią de facto całkowicie materialną. Wielu Amerykanów nie ma żadnej potrzeby samoograniczania.

    Na tym polega dylemat – czy możemy sobie poradzić z tym kryzysem bez przemiany całego stylu życia. A co za tym idzie – przebudowy systemu finansowego. To niezwykle skomplikowane, pociąga za sobą wielkie konsekwencje dla Europy, Azji, właściwie całego świata. Konieczność budowy nowego systemu, w którym dużą rolę grają regulacje ponadnarodowe, nawet ogólnoświatowe. To jest warunek sine qua non. Czy Obama zdoła aż tak zmienić Amerykę? Sądzę, że w końcu zdoła, ale nie szybko.

    Być może pierwsze wydobędą się z dołka Chiny, ich program stymulacyjny już jest bardziej ambitny niż nasz. Dlaczego Ameryce jest trudniej? Bo my jesteśmy demokracją. Tu jest konflikt zasad i wartości, konkurs na to, jak system amerykański powinien funkcjonować. Z takimi dylematami Chińczycy się w ogóle nie borykają. A Obama musi…

    ~Bo już myśli o wygranej w wyborach za trzy i pół roku?

    – Też, ale nie tylko. On musi myśleć o głosowaniu w Izbie Reprezentantów i Senacie w przyszłym miesiącu! Stąd te wahania, pewien zastój, niewystarczająca inicjatywa, co oczywiście podminowuje zaufanie publiczne do niego.

    Wysunięcie przez Obamę ambitnego projektu budżetu z szeregiem reform wzmacniających rolę państwa już dało początek zażartej debacie ideologicznej. Na czym system amerykański się opiera? Na kapitalizmie. Ale co to znaczy? Czy każdy bankier ma mieć prawo do szachrowania, bo się stara wzbogacić? Chęć wzbogacenia się to podstawa kapitalizmu. I to, rzeczywiście, wytwarza bogactwo. Owszem, są ofiary po drodze, ale to jest taki system – o sukces prowadzi się zawody!

    Dotąd wierzyliśmy, że w sumie ten sukces najambitniejszych przynosi korzyść ogółowi. Ale może to już przeszłość? Może w świecie coraz bardziej powiązanym nie może już istnieć taka Ameryka, której system był najbardziej drapieżny, zasadniczo odmienny od reszty globu?

    ~Czego więc Amerykanie powinni się nauczyć z tego kryzysu?

    – Konieczności światowej współpracy oraz umiaru w definicji własnych ambicji.

    ~Zgadza się pan z autorami niezliczonych już książek o „końcu świata amerykańskiego” czy „końcu ery USA”?

    – Nie. Proszę spojrzeć na ten kryzys. Można sobie wyobrazić, że Ameryka ozdrowieje, ale inne ważne części świata, np. Europa, długo jeszcze będą zmagać się z recesją. A pewne jest, że świat jako całość nie powróci na drogę wzrostu gospodarczego bez Ameryki.

    USA są nadal kręgosłupem świata. Gospodarczym, wojskowym i politycznym. Nie widać żadnego kraju czy nawet grupy krajów, które mogłyby zastąpić Amerykę w tej roli. W tej chwili alternatywą dla przywództwa Ameryki jest chaos.

    Ale to przywództwo musi być inne niż w ostatnich latach. Mądrzejsze, bardziej pokojowe, bardziej skłonne do konsultacji i negocjacji z innymi potęgami. Wreszcie – otwarte na rozszerzenie obecnych struktur koordynacji polityki światowej – Rady Bezpieczeństwa ONZ i G8.

    ~One już się przeżyły?

    – Tak. Ale zmienić np. Radę Bezpieczeństwa ONZ jest bardzo trudno, to wymaga jednomyślności. Łatwiej z G8. To ciało nie jest już klubem najważniejszych państw świata, bo nie ma tam Chin. Nie jest też klubem państw demokratycznych, bo jest tam Rosja. Moim zdaniem musi powstać nowe G14, może G16, złożone z państw silnych gospodarczo i mających status mocarstw regionalnych. Oprócz tego nieodzowne są mniej formalne, ale częstsze regularne konsultacje między prezydentem USA a głowami państw europejskiej trójki, która ma ambicje globalne, czyli Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji, a także przywódcami Japonii, przede wszystkim Chin, może Rosji i Indii.

    ~Które z tych konsultacji będą najważniejsze?

    – Po pierwsze, te wewnątrz Zachodu. Dialog USA z Europą komplikuje to, że Unia Europejska nie jest politycznie zjednoczona. Można teoretycznie liczyć, że po przyjęciu traktatu lizbońskiego stanie się inaczej, ale byłoby to zaklinanie rzeczywistości. Europa jest niespójna na dwóch płaszczyznach. Tworzą ją kraje zarówno potężne, jak i niewielkie.

    Po drugie, różne kraje różnie definiują odpowiedzi na podstawowe pytania strategiczne. Moim zdaniem USA nie mają wyboru – muszą na razie skupić się, jak powiedziałem, na dialogu z „europejską trójką” – Wielką Brytanią, Niemcami i Francją. Ale żeby to przyniosło jakiekolwiek efekty, te trzy państwa też przynajmniej co do głównych spraw muszą ustalić konsensus.

    ~Powiedział pan, że stosunki USA z Europą to jedna z dwóch nóg nowego porządku światowego. A druga?

    – Partnerstwo Ameryki z Chinami. To najważniejsze z państw wdzierających się dziś na scenę globalną. Bez Pekinu wielu konfliktów nie da się rozwiązać.

    Kłopot z Chinami jest taki, że jest to kraj mocno nacjonalistyczny, zwłaszcza gospodarczo. Ale z drugiej strony Chiny, które od ćwierćwiecza odbudowują swą potęgę, najpierw wewnętrzną, potem regionalną, wreszcie globalną, robią to pokojowo, ostrożnie i z wielką cierpliwością.

    Zaproponowałem ostatnio stworzenie nieformalnego G2 – częstych osobistych rozmów prezydenta Baracka Obamy z prezydentem Chin.

    ~To od razu wywoła zaniepokojenie Japonii i innych ważnych krajów Azji.

    – Niekoniecznie. Dziś nasze stosunki z Japonią to trochę odpowiednik stosunków z Wielką Brytanią w Europie. Ale nikt przecież nie mówi, że z tego powodu nie mamy mieć bezpośredniego i bliskiego dialogu z Niemcami czy Francją…

    ~Koncepcję amerykańsko-chińskiego G2 przedstawił pan na wykładzie w Pekinie tuż przed inauguracją Baracka Obamy. Pana tekst wydrukowała oficjalna gazeta rządowa „China Daily”. W dniu inauguracji Obamy, co niektórzy odebrali jako odpowiedź, ministerstwo obrony Chin przedstawiło dokument, w którym proponuje „poprawę i rozwój współpracy wojskowej między USA i ChRL”. Co to wszystko znaczy?

    – Ja znam Chińczyków bardzo dobrze od lat 70. W 1978 r. prezydent Jimmy Carter wysłał mnie do Pekinu, by doprowadzić do normalizacji stosunków dyplomatycznych. Udało się. W rozmowach z Teng Siao-pingiem szybko doszliśmy do porozumienia, że mamy wspólny interes strategiczny – przeciwstawić się dominacji ZSRR w Eurazji. Współpraca wywiadowcza i strategiczna Pekinu i Waszyngtonu w efekcie zmieniła losy zimnej wojny i przyczyniła się do upadku ZSRR.

    Od 30 lat odwiedzam Pekin i Chiny regularnie. To, co się tam dzieje, jest niewyobrażalne. Gdy przyjechałem pierwszy raz w 1978 roku, w całym ogromnym Pekinie było 1200 obcokrajowców. Dziś jest 150 tysięcy, w samej ambasadzie USA pracuje 1100 urzędników.

    To najszybsza i najszersza przemiana społeczna wielkiego kraju w historii. On zaś sam w sobie ma najbardziej imponującą nieprzerwaną historię, jaką zna ludzkość…

    Od kilku lat Chińczykom przyświecają hasła „pokojowego wzrostu” i harmonii zarówno w stosunkach wewnętrznych, jak i międzynarodowych. Oczywiście, w dużej mierze jest to propaganda, Chiny nie są rajem na ziemi. Ale trzeba docenić to, że Chiny zachowują się w świecie odpowiedzialnie, poważnie, inaczej niż np. Rosjanie w Gruzji. Trzeba zauważyć, jak to się różni od postulatów rewolucji światowej kiedyś głoszonej przez twardogłowych komunistów w ZSRR i także w Chinach.

    Już ponad dekadę temu w „Wielkiej szachownicy” pisałem, że USA i ChRL to naturalni sojusznicy. Dlatego dziś uważam, że prezydent USA powinien zawiązać z Chinami całościowe partnerstwo globalne, równoległe do naszych stosunków z Europą i Japonią. Powinien się z prezydentem Chin regularnie spotykać, by szczerze dyskutować nie tylko o podejściu do spraw dwustronnych, ale i do najważniejszych problemów świata – od Bliskiego Wschodu i Iranu po kryzys ekonomiczny.

    ~Czy pana nie odstręcza od takiej wizji sama natura reżimu chińskiego? Owszem, zmiany są tam ogromne – i to na lepsze. Ale to nadal dyktatura. ChRL nie jest państwem prawa, nie szanuje praw jednostek, konflikty tłumi się siłą, co widzieliśmy nie tylko rok temu w Tybecie, ale przy okazji setek protestów pracowniczych etnicznych Chińczyków. Panu to nie przeszkadza?

    – Oczywiście, będą tematy, jak Tybet, co do których nie będziemy się zgadzali. Czy to oznacza, że nie mamy prowadzić dialogu, negocjacji, starać się rozwiązywać innych problemów świata? Mamy stosować logikę „starcia cywilizacji” czy też, co ja proponuję, rozmowy między cywilizacjami?

    Musimy się z Chińczykami zgodzić, że nie we wszystkim będziemy się zgadzali. Ale sytuacja coraz lepszego dialogu, większej współzależności wielkich państw i całej ludzkości ułatwi rozwiązywanie takich, nierzadko bolesnych spraw. Współzależność pociąga za sobą konsekwencje społeczne i polityczne i utrudnia jednostronne postępowanie.

    Sami Chińczycy też zaczynają poważnie rozważać, czym jest demokracja, czym jest system prawa i na czym on się powinien opierać. Ważnym faktem jest również to, że setki tysięcy Chińczyków studiują lub pracują za granicą. To także przyczynia się do rozwodnienia dogmatów i do przemian w stosunkach między władzą a społeczeństwem.

    ~Pana pomysł partnerstwa Ameryki i Chin już ostro zaatakował zaniepokojony Michaił Gorbaczow, pisząc w „International Herald Tribune”, że „takie gry geopolityczne należą do przeszłości”.

    – Jego reakcja wynika częściowo z niezrozumienia pozytywnego znaczenia dla świata bliskiej współpracy między USA i Chinami, a częściowo z tradycyjnej niechęci rosyjskiej wobec Chin. I również z zazdrości.

    ~W przeciwieństwie do Chin, które uważa pan za „odpowiedzialnego udziałowca ładu światowego”, o Rosji wypowiada się pan ostatnio pesymistycznie.

    – W odróżnieniu od Pekinu dążenia Moskwy do przebudowy porządku świata i odbudowy swojej pozycji nie są cierpliwe ani z założenia ugodowe. Są nostalgiczne, pełne frustracji i nawet gróźb. Niektórzy przywódcy rosyjscy, a zwłaszcza Putin, nie pogodzili się z tym, że czas imperiów minął. Niemniej w interesie i Ameryki, i Europy jest zaangażowanie Rosji, np. w sprawach takich jak zagrożenie ze strony Iranu czy dalsza redukcja arsenałów nuklearnych.

    ~Jaki to zaangażowanie ma mieć koszt? Wielu ekspertów w Waszyngtonie mówi, że trzeba – jeśli nie oficjalnie, to po cichu, de facto – uznać strefę wpływów Rosji obejmującą były ZSRR, może oprócz państw nadbałtyckich, które już są w UE i NATO.

    – To błąd. NATO musi powtórzyć, że zapewnia Ukrainie i Gruzji niepodzielność terytorialną i jest gwarantem ich ustroju demokratycznego. Jednocześnie powinniśmy wytrwale tłumaczyć Rosjanom, że te kroki nie są skierowane przeciwko nim, że to budowanie szerszego systemu bezpieczeństwa w Europie. W dłuższej perspektywie, jeśli kraje takie jak Ukraina i Gruzja wejdą do struktur europejskich, Rosja będzie musiała podążyć za ich przykładem. To będzie korzystne dla wszystkich.

    ~Jest mały kłopot – Rosja na razie nie chce być częścią Zachodu. Wierzy w swą odrębność i wielkość. Nie chce być z jakąś tam Ukrainą w jednym klubie. Chce mieć Ukrainę w swojej strefie wpływów.

    – Dlatego musimy wspierać gospodarczo i politycznie Ukrainę, by zakorzenić niepodległościową świadomość Ukraińców. Ta świadomość już istnieje i nie sadzę, by powrót do statusu prowincji pociągał wielu Ukraińców, zwłaszcza z elity.

    Zresztą we wszystkich byłych republikach sowieckich elity są zadowolone z niepodległości i nawet tam, gdzie dziś są od Rosji częściowo zależne, na pewno nie zgodzą się na powrót do roli niższych urzędników prowincji imperium, jaką 20 lat temu pełnili oni czy ich poprzednicy.

    ~Naprawdę nie obawia się pan powrotu mocarstwowej, a może i imperialnej Rosji, odbudowy jej strefy wpływów „w bliskiej zagranicy”?

    – Takie niebezpieczeństwo do pewnego stopnia istnieje. Kryzys gospodarczy zwiększa dziś prawdopodobieństwo dużej zapaści na Ukrainie. A to mogłyby wykorzystać bardziej nacjonalistyczne elementy rosyjskie – w Moskwie i zwłaszcza na Krymie. Wyobraźmy sobie – spekuluję na chwilę – wybuch niezadowolenia społecznego w Sewastopolu, który przemienia się w deklarację części tamtejszych polityków, że to miasto albo nawet część Krymu „wraca do macierzy”, czyli Rosji. Jak na to reaguje Ukraina? Jak Zachód – USA, Unia Europejska?

    Mam jednak nadzieję, że rozsądek przeważy i nic takiego nie nastąpi. A gdyby nawet na Ukrainie takie ruchy się pojawiły – że przywódcy Kremla okażą się OSTROŻNI. Ostatecznie oni muszą sobie zdawać sprawę z tego, że nawet gdyby nie doszło do bezpośredniego spięcia wojskowego Rosji z Zachodem – ich poparcie dla separatyzmów na Ukrainie zamknęłoby im na długie lata drogę do współpracy gospodarczej ze światem. Reakcja byłaby dużo ostrzejsza niż w sprawie Osetii i Abchazji. Poza tym opór Ukraińców mógłby się stać dla Rosji katastrofą. To by przekreśliło szanse odbudowy Rosji i jej pozycji w świecie.

    ~Wiek XX był wiekiem dominacji ruchów narodowych, patriotyzmów i nacjonalizmów. Co będzie cechować wiek XXI?

    – Współzależność światowa albo globalny chaos. To jest zasadniczy wybór. Ludzkość ma wspólne interesy. Możemy się różnić co do traktatów handlowych, kursów walut, standardów praw człowieka, nawet granic państw… Ale w sumie przyszłość to osiąganie konsensusu w stosunkach międzynarodowych, wznoszenie się ponad wąskie interesy narodowe.

    Gdyby interesy narodowe, rozumiane tak jak w XIX czy XX wieku, miały i w nowym wieku zwyciężyć, wiek XXI byłby wiekiem straconym. Upraszczając: albo stworzymy coś w rodzaju społeczności globalnej, albo zahamują nas coraz gorsze konflikty, a może i pochłoną wojny.

    ~Co będzie napędzało stosunki międzynarodowe, jeśli nie nacjonalizm? Wpływowi za Busha neokonserwatyści deklarowali, że dążenie jednostek i narodów do wolności – jeśli Ameryka im zbrojnie czy pokojowo pomoże – spowoduje, że zwrócą się ku USA. Realiści zaś powtarzają, że to mrzonki, że świat, tak jak w XIX wieku, będzie działał na zasadzie ważenia interesów, być może nawet koncertu mocarstw. Jakie jest pana zdanie?

    – Przede wszystkim odrzucam koncepcje neokonserwatystów. Nie wierzę, że na serio mówili o tym szerzeniu wolności i demokracji. Uważali to raczej za dobrą taktykę propagandową w zwalczaniu państw islamskich, zwłaszcza przeciwników Izraela. Nie sądzili chyba, że z dnia na dzień Palestyna czy Egipt staną się demokracjami. Chodziło im o wciągnięcie Ameryki na Bliski Wschód, zniszczenie Iraku Saddama Husajna. Teraz zaczyna się nowa kampania, by tego samego spróbować z Iranem.

    Realiści częściowo mają rację. Świat jest skomplikowany. Jego rozwój odbywa się na wielu płaszczyznach. Jedną z nich, w wypadku różnych konfliktów na przykład, jest rozgrywka, negocjacje między mocarstwami globalnymi i regionalnymi. Ale one już nie mają monopolu. Mocarstwa nie mają tej decydującej kontroli nad rzeczywistością, którą miały w dużym stopniu do II wojny, a jeszcze w większym stopniu w wieku XIX czy XVIII. Właśnie z powodu tego globalnego przebudzenia politycznego ludzkości.

    W wielu regionach społeczeństwa po prostu nie dadzą się już kontrolować z zewnątrz. Na przykład na „globalnych Bałkanach”, jak nazywam ogromny i niespokojny region świata od północnej Afryki po Pakistan.

    ~Jaka ma być rola USA?

    – Przez najbliższe dziesięciolecia – primus inter pares, pierwszego wśród równych. W niektórych sprawach Ameryka powinna być inicjatorem, np. budowania koalicji państw do rozwiązania problemu Afganistanu ale – podkreślam – tak by uniknąć powtórki błędów, jakie popełnili tam Sowieci. W innych – rozjemcą, np. w kluczowym sporze Izraelczyków i Arabów.

    Jestem przekonany, że po fatalnym błędzie wojny w Iraku i związanego z nim zmęczenia imperialnego USA wraz z prezydentem Obamą nadchodzi nowa era amerykańskiego przywództwa w świecie, ale innego. Przywództwa, które bardziej inspiruje, niż twardo egzekwuje swą wolę. Zresztą większość krajów nadal takiego przywództwa od Ameryki oczekuje, a nawet wymaga.

    Ale musimy unikać katastrofalnych błędów, za jaki uważam wkopanie się Ameryki w globalne Bałkany za George’a W. Busha. Nie jesteśmy w stanie militarnie podbić tego regionu, gdzie jest 30 krajów i przeszło 550 milionów ludzi, w większości muzułmanów, którzy w USA widzą coraz częściej głównego przeciwnika. Nie jesteśmy tam w stanie wyeliminować wojskowo wszystkich wrogów – chyba że zrezygnujemy z naszych założeń etycznych i wymordujemy prawie wszystkich Afgańczyków i Pakistańczyków, czyli 200 milionów ludzi. Oni, nawet jeśli z nami nie walczą, to odnoszą się do naszej tam obecności wrogo. Ale tego na szczęście nie zrobimy.

    ~A co możemy zrobić?

    – Musimy starać się o rozwiązania polityczne, uwzględniając specyfikę Afganistanu oraz różnice między tym, czym są Talibowie, a czym jest al Kaida.

    ~Pan uważa, że Bush celowo wyolbrzymiał zagrożenie terroryzmem islamskim. Ale przecież mieliśmy 11 września, zamachy w Madrycie i Londynie. Co USA i Zachód powinny robić, by się nie powtórzyły?

    – Zamachy mogą się powtórzyć, ale to nie uzasadnia twierdzenia, że terroryzm jest czymś specyficznie islamskim. Większość krajów islamskich zwalcza terroryzm ekstremistów muzułmańskich. Poza tym chcę podkreślić, że nie można ignorować tego, jak konsekwencje zbyt długo tolerowanego konfliktu izraelsko-arabskiego wpływają na nastroje na Bliskim Wschodzie.

    ~Mam wrażenie, że w naszej rozmowie, podobnie jak w pana książkach, bardzo często padają słowa „gra mocarstw”, „sojusze”, „strefy wpływów”. Ale pana wspomnienia z Białego Domu są zatytułowane „Power and Principles” („Siła i zasady” ). Czy w stosunkach międzynarodowych w XXI wieku jest jeszcze miejsce na zasady?

    – Oczywiście, ale nie w formie jednostronnych dogmatów, narzucanych przez Zachód. W obecnym wieku współpraca w skali światowej wymaga konsensusu opartego na podstawowych zasadach: integralności terytorialnej państw, suwerenności, prawa do niezawisłości, szacunku dla odmiennych kultur.

    ~Dla wielu krajów Azji i Afryki Chiny promujące głównie stabilność są bardziej atrakcyjne niż promująca demokrację Ameryka.

    – Pierwsze może prowadzić do drugiego.

    ~Czy więc Amerykanie powinni porzucić głęboko zakorzeniony w swej tradycji koncept „Świecącego Miasta na wzgórzu”, Ameryki niosącej innym wolność, prawa człowieka, demokrację?

    – Bynajmniej. Ale ten koncept wymaga całkowicie innego postępowania niż za Busha – wstrzemięźliwości, ostrożności. Zarówno w rzucaniu sloganów, jak i w bezpośrednim zaangażowaniu – zwłaszcza wojskowym. Jak mówiłem, my wszystkich nie pokonamy militarnie, a kontrolować ich też nie jesteśmy w stanie. Od większości ludzi na świecie jesteśmy po prostu kulturowo, religijnie, cywilizacyjnie odmienni.

    ~Pozostaje kwestia tych społeczeństw, które cierpią pod różnymi dyktaturami. Darfur, Kuba albo Birma, gdzie brutalny reżim trzyma się dzięki pomocy chwalonych przez pana Chin. W takich miejscach społeczeństwa często nie widzą w Zachodzie czy Ameryce kolonizatorów tylko odwrotnie – jedyną nadzieję na zmiany.

    – Pytanie: czy tak myślą społeczeństwa, czy elity opozycyjne, ludzie, którzy mentalnie i intelektualnie są już częścią zglobalizowanego świata? Co Ameryka, Zachód mają w takich miejscach robić? Moja odpowiedź brzmi: być ostrożnymi.

    Birmą rządzi naprawdę straszny reżim, wcale tego nie neguję. I pewnie jest tam wielu ludzi, którzy tęsknią za wolnością i demokracją. Ale czy nawet oni przyjmą z radością np. interwencję zbrojną Ameryki? Mam mnóstwo wątpliwości. A czasem bez interwencji zbrojnej stanu rzeczy po prostu zmienić nie można. W sprawie Birmy na pewno nie pójdziemy na konflikt z Chinami, bo mamy – niestety – zbyt wiele wspólnych z nimi spraw.

    ~Jak to się ma do pana deklaracji o przebudzonej politycznie ludzkości? Birmańczycy nie mogą być przebudzeni?

    – Przede wszystkim, przebudzenie polityczne nie oznacza jednomyślności w poglądach. Jak mówiłem – świat jest skomplikowany, wielopłaszczyznowy. Ta nowa płaszczyzna świata politycznie pobudzonego musi również koegzystować z płaszczyzną bardziej tradycyjną – gdzie są interesy państw, mocarstw, ich siła, gdzie liczy się stabilność i równowaga.

    ~Jakie na globalnej szachownicy jest miejsce małych i średnich? Jakie dla Polski?

    – Polska ma wyjątkową szansę. Poprzez współudział w budowie wielonarodowej Europy, a jednocześnie powiązania polityczne z Ameryką, Polska wyzwala się z historycznie tragicznej pozycji geopolitycznej, w której tkwiła od wieków.

    ~W Polsce, po ujawnieniu listu Baracka Obamy do Dmitrija Miedwiediewa w sprawie tarczy antyrakietowej, znów słychać głosy: wielcy, jak zwykle, dogadują się ponad naszymi głowami. Niektórzy dodają nawet: naszym kosztem.

    – To nie do końca poważne. Nie można wykluczyć, że w wyniku rozmów USA – Rosja i nacisku na Iran powstanie nowa sytuacja, w której konieczność budowy tarczy się zmniejszy albo nawet zniknie. Nikt dziś nie może zagwarantować, że tarcza powstanie. I nie jest to dowód złej woli nowego rządu USA. To dowód, że być może Rosjanie zaczynają rozumieć, iż w ich interesie jest nie grozić rakietami z Kaliningradu, co tylko scementowało dążenia do tarczy, lecz raczej iść z Ameryką ręka w rękę w sprawie Iranu. Czy wtedy Waszyngton powinien to odrzucić? Absurd…

    Co do samej tarczy – minister Radek Sikorski powiedział w Waszyngtonie słusznie, że decyzja należy do USA. Przecież tarcza nie jest potrzebna Polsce czy Czechom bardziej niż Ameryce. Polsce zostaną wypożyczone rakiety Patriot, które są dla niej czymś bardziej konkretnym, zwiększającym bezpieczeństwo niż tarcza. Ona oparta jest na systemie nie do końca sprawdzonym i chroni USA oraz Europę Zachodnią przed zagrożeniem z Iranu, które powstanie może za 10 lat. A patrioty dają Polsce obronę przeciwlotniczą, której dziś polskie wojsko nie ma.

    Jeśli Polska chce dbać o swe interesy, musi się jak najgłębiej zakorzenić w Europie, wzmacniać sojusz z Ameryką i robić tak wiele, jak może, by Ukraina nie upadła. Dla bezpieczeństwa Polski jest to działalność potencjalnie najbardziej skuteczna.

    ~Panie profesorze, kim pan dziś w Ameryce jest? Analitykiem prestiżowego ośrodka badawczego czy – jak twierdzą niektórzy – jednym z najbardziej wpływowych nieoficjalnych doradców nowego prezydenta?

    – Za takiego się nie uważam – nie tylko ze skromności, ale z powodu chłodnej oceny sytuacji. Nie jestem tajnym doradcą prezydenta Obamy. Czy mam wpływ na jego poglądy? Nie wiem, naprawdę. Choć mam nadzieję, że może trochę…

    Jak sam definiuję tu moją rolę? Jeśli znaczący ludzie w Ameryce mają skłonność do poważnego traktowania tego, co piszę i mówię – np. gdy będę jutro zeznawał przed komisją spraw zagranicznych Senatu – to mam obowiązek przedstawiać to, w co wierzę. A wierzę, że Ameryka musi w pewnych zasadniczych sprawach zmienić postępowanie, więcej – swój kurs historyczny.

    W 1993 roku, tuż po wielkim historycznym zwycięstwie USA nad ZSRR, napisałem książkę „Out of Control”. Nie zrobiła wielkiej kariery, może dlatego, że wówczas już pisałem, iż wbrew pozorom i ówczesnym triumfalistycznym nastrojom w Ameryce świat zaczyna się burzyć, tracić kontrolę nad samym sobą. Że Ameryka samodzielnie i środkami militarnymi nie jest w stanie tej kontroli sprawować. Że wchodzimy w erę, którą trudno będzie pojąć, nakreślić w kategoriach ideologicznych, religijnych czy nawet zdrowego rozsądku.

    Pisałem wówczas też o wadach Ameryki, które przeszkadzają jej odgrywać rolę przywódcy świata. Ostatnio do tego spisu wad zajrzałem i stwierdziłem, że większość z nich – kłopoty gospodarcze, nadmierny konsumpcjonizm, powolna utrata autorytetu moralnego w świecie – jest dziś jeszcze bardziej aktualna niż 16 lat temu. Jeszcze bardziej komplikują rolę USA w świecie.

    Uważam – mam nadzieję, że to nie zabrzmi nieskromnie – że moją rolą jest inspirowanie dyskusji, czym powinna być Ameryka i co powinna w świecie robić. Chcę pomóc Ameryce zrozumieć świat i światu zrozumieć Amerykę i jej pozytywną rolę. Chcę przełamać pewną zaściankowość USA, która – w momencie gdy świat naprawdę potrzebuje Ameryki – bardzo jej przeszkadza tę rolę odegrać. Przeszkadza prowadzić mądrą, realistyczną, moralnie uzasadnioną politykę. Większość Amerykanów wie o świecie bardzo mało, rozumie go jeszcze mniej i dlatego jest skłonna ulegać demagogii. Na przykład takiej, jaką propagował prezydent George W. Bush.

    Czy to, co piszę, ma wpływ na prezydenta Obamę? Nie wiem. Ale wiem bezpośrednio, że podobała mu się moja wydana w 2007 roku książka „Druga szansa”, z czego wynikły pierwsze nasze kontakty i moje poparcie dla niego w kampanii wyborczej.

    ~Jak to się właściwie stało, że pan, imigrant, który do USA przyjechał na studia, zaszedł w polityce zagranicznej Ameryki tak wysoko?

    – Po pierwsze, napływ nieanglojęzycznej inteligencji z Europy w XX wieku sprawił, że takie kariery były możliwe. Zagrożenie, najpierw nazistowskie, potem komunistyczne, sprawiło, że Amerykanie zaczęli doceniać ludzi z europejskimi korzeniami, którzy mogli pomóc USA zmagać się z tymi zagrożeniami.

    Po drugie, miałem szczęście, dostałem się na najlepszy uniwersytet w USA i na świecie – Harvard – i jakoś mi się tam udało. Zostałem naukowcem. Dużo pisałem i występowałem w telewizji. Jako jeden z pierwszych oceniałem ZSRR jako imperium złożone z różnych narodów i twierdziłem, że tendencje narodowe mniejszych narodów temu imperium zagrożą.

    W latach 60. brałem udział w kampanii wyborczej Johna Kennedy’ego, a potem Lyndona Johnsona. W roku 1968 byłem w wyborach prezydenckich głównym doradcą ds. zagranicznych senatora Huberta Humphreya.

    Po najeździe wojsk ZSRR i innych państw Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku głosiłem, że komunizm jako idea globalna jest martwy, że jedynie rosyjski nacjonalizm jeszcze trzyma imperium w kupie. A jako doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Cartera starałem się robić, co w mojej mocy, by te tendencje odśrodkowe w obozie komunistycznym wzmacniać przez penetrację ideologiczną, pomoc bezpośrednią dla ruchów wolnościowych, rozmiękczanie reżimów komunistycznych przez pozornie normalne stosunki z władzami i przez utrzymanie równowagi zbrojnej w rywalizacji z ZSRR.

    ~Ale jak pan, człowiek, u którego Amerykanie czasem wykrywają ślad obcego akcentu, został szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego, współtwórcą polityki zagranicznej i strategii supermocarstwa? Zadzwonił Carter: „Zbig, widziałem cię w telewizji, przeczytałem kilka twoich artykułów, chodź do rządu”?

    – Już w roku 1974 lub 75 poparłem kandydaturę Cartera i wkrótce stałem się jego doradcą w dziedzinie polityki zagranicznej. Podróżowałem z nim, pomagałem w debatach wyborczych i po prostu jakoś wzajemnie sobie pasowaliśmy.

    ~Nigdy nie był pan tu traktowany jako ktoś „nie do końca amerykański”? Nigdy przeciwnicy polityczni nie atakowali pana argumentem: tu się nie urodził, nie wychował, więc nie ma prawa decydować o naszej polityce?

    – Oficjalnie nie. Ale w walkach propagandowych przeciwko mnie – owszem. Wystarczy zobaczyć mnóstwo blogów w internecie. Bardzo często wypomina mi się polskie pochodzenie. Co ciekawe, to nie odnosi się do wielu moich „rywali” na arenie publicznej, którzy też często są pochodzenia zagranicznego, a nawet pochodzą z innej, niechrześcijańskiej religii. Takie ataki wobec nich, wypominanie im pochodzenia, traktowane jest jako coś niestosownego. Ale wobec kogoś z Polski można najwidoczniej takie chwyty stosować.

    ~Czy niechęć, a nawet ataki wielu wpływowych Rosjan na pana nie mają związku z pana polskością? Z tego, że trudno im było, zwłaszcza za czasów komunizmu, zaakceptować, że człowiek, który wpływa na strategię supermocarstwa, jest Amerykanin pochodzenia polskiego?

    – Na pewno. Oni patrzą na mnie często z prowincjonalnej perspektywy sąsiedztwa z Polską. A że tego sąsiada traktowali w sposób nie zawsze piękny i w dodatku, w odróżnieniu od Niemców, wciąż się do końca nie potrafią do tego przyznać… Jest w tym jakiś kompleks Rosjan. Uważają, że jeśli w USA ktoś dosyć ważny jest pochodzenia polskiego, to musi być uprzedzony wobec Rosji. Takie rozumowanie w istocie potwierdza ich dylematy – oni podświadomie zdają sobie sprawę, że może są podstawy, by być uprzedzonym wobec nich. Wystarczy użyć słowa „Katyń”.

    Niektórzy z ważnych Rosjan czasem mówią mi to wprost: – Pan jest do nas nieprzychylnie nastawiony, bo polskiego pochodzenia. Odpowiadam wówczas: – No, być może, moje polskie pochodzenie ma wpływ na mój ogląd Rosji, ale w takim razie jak to jest, że około 80 proc. Amerykanów podziela mój stosunek? Przecież oni nie są pochodzenia polskiego. A też są krytyczni wobec Rosji! Może więc ja też mam je nie dlatego, że jestem pochodzenia polskiego, tylko dlatego, że są uzasadnione przyczyny, by tak na Rosję patrzeć.

    Na to Rosjanie nie mają odpowiedzi. W czasach walki USA z komunistycznym ZSRR byli też Amerykanie, którzy używali wobec mnie argumentu: Pan jest zbyt krytyczny wobec Moskwy z powodu swej polskości. Ale większość Amerykanów się ze mną zgadzała!

    Nigdy nie miałem obsesji Rosji. Prawdę mówiąc, zacząłem się nią na serio zajmować dopiero podczas studiów doktoranckich na Harvardzie. I tam nauczyłem się naukowego, chłodnego podejścia do Rosji, opartego na historii, ekonomii, socjologii. Choć oczywiście, fakt, że II wojna światowa zakończyła się dla Polski inaczej, niż moi rodzice się spodziewali, na pewno na mnie wpłynął. Ja tego nie neguję, ale się tym nie przejmuję.

    Często ludzie na ulicy zaczepiają mnie okrzykami: Miło pana oglądać w telewizji! Jeśli Obama jest naturalnym prezydentem Ameryki, to ja może mam prawo uważać się za nieco wpływowego Amerykanina polskiego pochodzenia, którego nazwisko przestaje tu brzmieć obco…

    ~Pan często, jak w tym wywiadzie, krytykuje Amerykanów. Za poziom edukacji, wiedzy o świecie, za popadanie w zbiorowe histerie, konsumpcjonizm. Ale z drugiej strony ma pan ogromną wiarę w ten kraj. Jak to pogodzić?

    – Ameryka nie jest cudowną utopią. Ale jest nadal krajem najbardziej otwartym na innowacje, kreatywność, także na przewartościowania własnych dogmatów.

    Ale mimo wszystko ważniejsze jest to, że Henry Kissinger [strateg amerykański pochodzenia żydowskiego, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Richarda Nixona i szef dyplomacji Henry’ego Forda] mógł odgrywać rolę, którą odgrywał. Że ja to też mogłem robić.

    Zarówno jako doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, jak i później, po odejściu ze stanowisk, już w mniej oficjalnych rolach ekspertów wpływaliśmy na debatę w tym kraju i jakoś na jego losy. I poważni ludzie w tym kraju traktują to jako coś normalnego. To jeden z powodów, dlaczego Ameryka jest krajem wciąż tak dynamicznym i tak spontanicznie dostosowującym się do coraz to nowych wymogów historii.

    ~Wybór Obamy jest tego dowodem?

    – Absolutnie. Coś mnie w nim zaintrygowało od pierwszego spotkania. Jego ojciec nie był amerykańskim Murzynem, tylko afrykańskim Murzynem, matka – typem przebojowej wędrowniczki, która zaprowadziła małego Baracka do Indonezji. To jest facet, który ma inną świadomość, inne polityczne DNA, rozumie świat w innych kategoriach niż wielu polityków amerykańskich. Ja to wyczułem podczas naszej pierwszej rozmowy. Obama jest nowym Amerykaninem. Światowym Amerykaninem. I to w okresie, gdy Ameryka jest właściwie prototypem świata. Albo będzie prototypem udanym, albo nieudanym, dlatego jej losy i rola są tak ważne.

  37. Boydar said

    Tam zaraz Gomora, Słupsk, Panie NICK’u, Słupsk.

    Najwyraźniej Werwolf uznał, że Konwiński z racji przynalezności partyjnej i tak jest w najbliższym czasie do utylizacji. A p. Biedroniem też, a może jeszcze lepiej, da się manipulować. Zresztą, Ten cały Konwiński to też mi tak jakoś sympatycznie wygląda. To w sumie co za różnica. Dyskusje przedwyborcze w kuluarach mogą stanowić wzór dla innych polityków – ani jednego brzydkiego słowa – http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20141124/WYBORYSAMORZADOWE/141129926

    I ksiądz proboszcz przychylnie patrzy – http://m.trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,106540,17008940,Robert_Biedron_walczy_o_Slupsk___Synu__czy_bedziesz.html

    Będzie spoko. Tylko chodzić po mieście trzeba będzie w gumowcach, no, żeby się czasem komu sznurówka nie rozwiązała.

  38. przemądrzałe bydlę said

    A tu wywiad „Rzeczpospolitej” z sierpnia 2008 r. z niejakim Stevenem Mosherem, autorem książki o Chinach pt. „Hegemon”. Wywiad (o znamiennym tytule „Musimy powstrzymać Chiny”) oczywiście należy czytać biorąc poprawki na poglądy przepytywanego. Wywiad jest o tyle wartościowy ze względów poznawczych, bo pokazuje stosunek unych do Chin i tego, jak une próbują straszyć Chinami innych, w tym przypadku nas:
    https://7dni.wordpress.com/2008/08/23/rosnaca-potega-chin/
    http://www.rp.pl/artykul/9160,180361_Musimy_powstrzymac_Chiny.html

  39. Mordka Rosenzweig said

    re 32

    Szanowny pan Nick,

    Pana Mordke troche ponioslo. Niepotszebnie.

  40. Filo said

    29
    Mordka Rosenzweig
    Szanowny pan Mordka znow raczy sobie dworowac.
    Przeciez pan Mordka bardzo dobrze wie jak odpowiedziec na pytanie gdzie lezy wladza i gdzie nalezy jej szukac. I panu Mordce wiadomo: po co?.
    Proletariat szuka wladzy na ulicy – a elity w kuluarach palacow i rezerw
    bankowych.
    Dlatego Polacy polecieli na ulice za wodzem proletariackiej rewolucji.

  41. Boydar said

    No widzisz Pan, Panie Filo, od czego by nie zaczął, to na braku etyki i moralności zawsze się kończy. Gdyby masy nie zostały wcześniej pozbawione chrześcijańskiego rozumienia świata, nie uwierzyły by tak łatwo w fenomen zalegania władzy na ulicy. Też się dałem nabrać, mea culpa. Ale ja gówniarz byłem !

  42. Re: 29 Mordka Rozenkrantz…
    Jesli Narod nie chce isc za Chrystusem i nie chca uczynic Go Krolem Polski (wraz z Jego Prawem), to jakze byloby to mozliwe, aby Polacy pobiegli za jakims „jaskiem z toronto???”…
    Dzisiaj Polacy chca sluchac tylko mile rzeczy, o kasie, o dobrej robocie, o duzej „plazmie” na scianie, jak lekko i przyjemnie spedzac czas przy „grilu” itd., itd.,itd…
    Co sie z nami Polakami stalo? (pyta ks. Piotr Natanek).
    „Fura, skora i komora???”

    Czy jeszcze nie widac jak lichwiarskie zydostwo nas Polakow „wysterowalo?” (na duchowe manowce, na emigracje za chlebem i totalny ekonomiczy tragizm)…
    =============================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  43. vigil said

    ad;41
    Czytam pana wpisy z wielkim zainteresowaniem, zyczylbym sobie aby takich Polakow jak pan bylo jak najwiecej, ba aby tylko tacy byli Polacy.
    Mam dla pana lekture forun St.M. http://www.forum.michalkiewicz.pl/viewtopic.php?f=6&t=23681
    Czy moglby pan poczytac i dac tu swoj komentarz lub tez zamiescil swoj artykul moze pan Gajowy by go opublikowal, podobnego tematu gdzie fabula bylby temt;Jak religia pomaga i jak przeszkadza czlowiekowi zyc na ziemi.

    Przecież ten wpis na forum to stek bredni – admin

  44. Guła said

    Panie Boydar, Szanowny.
    Luter nie głupoty pieprzył (jak leciało) ino to, co jemu starsi i mądrzejsi naraili.

    A co do lichwy to pono żadna praca nie hańbi – jak stare ludzie, od wiek wieków, powiadają.
    Źle zrozumiałem?

  45. Boydar said

    Z Panem Gułą (44) się zgodzę, z Panem Gajowym (komentarz pod 43) nie do końca.

    Brednia, to jest coś kompletnie bez sensu. A to, jak zaczynam kojarzyć, sens ma.

    Z jednej strony mamy p. Stanisława, „znakomitego publicystę”, który wzorem tytanów demokracji także jest za a nawet przeciw. Poczytność owoców pióra i uznanie czytelników gigantyczne. Wprawdzie z tego pióra żadna grochówka nie spływa, prędzej już woda sodowa, ale wygląda naprawdę imponująco.

    I strona druga, tym razem adresowana do określonych grup – forum SM. Tu już tak różowo nie jest. Choć co do koloru można się spierać. Autorytet mentora nieustannie oświetla prowadzone na forum uczone dysputy. Brak negacji zwie się aklamacją. Niby drobiazg, ale jakże znaczący. I tu jest ów sęk, czy sens, jak kto woli. To nie jest tak, że wszyscy mają zostać natentychmiast indoktrynowani. To znaczy wszyscy, ale nie od razu, nie z jednego powodu i nie w jednym miejscu.

    Parafrazując geniusza zakrzyknę „Strategia, głupcze !”. Nie do Pana Gajowego naturalnie, ale tak tylko, na puszczę.

  46. Marucha said

    Re 45:
    I znów stoję przed ograniczeniami mego rozumu wobec wpisu p.Boydara, bo chyba nie do końca go rozumiem.
    Wyłowiłem jedno: Brak negacji zwie się aklamacją. Niby drobiazg, ale jakże znaczący
    Ten sam zarzut, nie całkiem słuszny, może bowiem dotyczyć i gajowego.

  47. Boydar said

    No nieeee ! Pan Gajowy na ich nieszczęście, jest jak żona Cezara. Miałem na myśli brak sprzeciwu „myśli przewodniej” wobec „jawnych herezji” tam, na inkryminowanym w (43) forumnie.

  48. Boydar said

    Skromność Pana Gajowego może stawać w szranki jedynie z Matką Teresą 🙂

    „… nie całkiem słuszny …” – niech Pan to powie „naszemu” cynglowi od Misesa …

  49. Marucha said

    Re 47, 48:
    W gajówce jej administrator (może zbyt) aktywnie uczestniczy w dyskusjach, więc oczekuje się, iż zabierze głos w sprawach wymagających interwencji.

    Na forum red. Michalkiewicza sam redaktor M., o ile wiem, chyba w ogóle w dyskusjach nie uczestniczy, a rządzi tam moderator. Nie wiem, kto nim jest aktualnie, ale mam jakieś niejasne wspomnienia z jego wpisów u nas, w gajówce (chyba Zapinio?).

  50. Boydar said

    Tiaaa, zaczynam sobie wyobrażać format Gajówki, gdyby z nadania Gajowego Maruchy rządził np. Pan Fran… (przykład z sufitu)

    „Nie ma róży bez ognia” !

  51. Boydar said

    Wie Pan co ? To by było jak w tym powiedzonku – „Kaśka to naprawdę porządna dziewczyna, tylko ma p..dę łajdaczkę”.

  52. Marucha said

    Re 51:
    Trochę racji, a trochę i nie.
    Osobom bardziej zajętym może nie być łatwo mieć pod kontrolą wszelkie poboczne inicjatywy wyrosłe wokół jego idei.
    Nie tłumaczę. Próbuję zrozumieć.

  53. Filo said

    Marucha
    Prosba:
    Ja wiem ze gajowy jest bardzo zajety.
    Czy jest szansa, zeby poruszyc sprawe Narodowcow? Ja nie wszystko wiem i umiem, ale wydaje mi sie, ze sa lepsi ode mnie, ktorzy moga miec wiecej do powiedzenia. A tez chcialbym sie wiecej dowiedziec.
    Chodzi mi o generala Grudniewskiego. Ja przepraszam, ze do tej pory malo o nim wiedzialem. Tyranny of distance.
    Co mysla inni gajowkowicze? czy panstwa musza byc narodowe i co to znaczy?.
    Ja wiem, ze temat byl poruszany na gajowce (Marucha zaraz mi to wypomni) ale mi chodzi o definicje „narodu” – czy tak jak w Izreleu ma to byc genetycznie/labolatoryjnie stwierdzona genetyczna lojalnosc narodowa, czy wspolnota systemu wartosciowania i przynaleznosci do tego systemu:
    Przyklad Ukrainy jest dla mnie papierkiem lakmusowym. A dla innych?
    Czy Szwajcaria to narod czy zespol wartosciowania?. Czy Ukraina moze byc narodem? Czy Kanadyjczycy to narod?

    Sensacja!!! General Grudniewski za zmniejszeniem terytorium Ukrainy!!!! :

  54. Marucha said

    Re 53:
    Pojęcie narodu/narodowości to czysta genetyka – i nie ma ono NIC wspólnego z lojalnością wobec państwa czy narodu ani nawet z patriotyzmem.

    Można być Polakiem z narodu pra-Polaków, a zarazem zdrajcą, łachudrą i szabesgojem.
    Można być z pochodzenia Niemcem, Żydem czy Hiszpanem – a być wiernym polskości, lojalnym wobec Polski i czcić jej historię. Być dobrym obywatelem i polskim patriotą.
    Choć oczywiście na ogół jest zupełnie odwrotnie.

    Naród to ludzie mający wspólnego przodka.

    Każda inna definicja narodu to poetyckie popierdywanie, mające na celu rozmycie pojęcia przynależności narodowej i doprowadzenia do sytuacji, kiedy zwrot „prawdziwy Polak” prowokuje bluzgi oburzenia na rasizm o faszyzm.

    PS. Z góry przewiduję repliki, dowodzące niezrozumienia prostego tekstu, jaki napisałem powyżej.

  55. Siekiera_Motyka said

    No to będzie ciekawe. Nowy rurociąg i zniżka ceny gazu dla Turcji (6%).

    http://rt.com/news/210511-russia-turkey-gas-pipeline/

  56. NICK said

    Re: 39, ad 32;
    Panie Mordka Szanowny.
    Tu nie ma za co przepraszać bo, równie dobrze, powinienem ja – Pana przeprosić [mniejsza o co].
    Uwaga [???] dotyczyła nie tyle Pana – osobiście, co wszystkich, poprzednich ocen.
    Przyznaję, Pańskich, trochę, też. :).

Sorry, the comment form is closed at this time.