Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Olo o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    podczaszy o Wolne tematy (63 – …
    JW o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    podczaszy o Wolne tematy (63 – …
    NC o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    Piskorz o W rocznicę utworzenia Narodowy…
    Jacek o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    walthemar o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    Dziadzius o Wybór sofisty. Ochrona zdrowia…
    NyndrO o Prof. Horban orbituje. Jego zd…
    NyndrO o Unia blokuje Węgrom wypłatę pi…
    UZA o Nadmiarowe zgony
    NyndrO o Nie żyje Jerzy Targalski
    Peryskop o Wolne tematy (63 – …
    Piskorz o Wolne tematy (63 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 554 obserwujących.

Zasypując liturgiczną przepaść

Posted by Marucha w dniu 2014-11-30 (Niedziela)

Tridentiny nie znałem i bezwiednie wchłonąłem przychodzący z wielu stron przekaz, że dawniej we Mszy świętej wszystko było nie tak, ale reforma to naprawiła. Zmiana perspektywy zaczęła się od studiów liturgicznych na rzymskim „Anselmianum” – mówi dla portalu PCh24.pl ks. dr Maciej Zachara MIC, ojciec duchowny WSD Księży Marianów i wykładowca w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie.

Jest Ksiądz jednym z najbardziej znanych szerokiemu gronu wiernych liturgistów, szczególnie poprzez swoją cenną działalność blogerską. Kiedy Ksiądz zainteresował się bardziej liturgią i faktycznie docenił, że jest ona źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego?

W pewnym sensie jakieś wyczucie liturgiczne miałem już od dziecka. Mam to szczęście, że urodziłem się w rodzinie katolickiej i od najmłodszych lat byłem prowadzony na Mszę świętą. Wcześnie miałem swój mszalik z tekstem liturgii i śledziłem uważnie teksty. Pamiętam, jak gdzieś koło III klasy podstawówki rozmawiałem z moim starszym bratem o Kanonie Rzymskim i zgadzaliśmy się, że jest on znacznie piękniejszy i uroczystszy od Drugiej Modlitwy eucharystycznej. Tak więc jakaś smykałka w tym kierunku była.

Ale powiem teraz coś, co dla bardziej tradycyjnie nastawionych użytkowników portalu będzie raczej zaskakujące i może trudne do przyjęcia. Docenienie liturgii jako szczytu i źródła zawdzięczam w bardzo dużym stopniu Drodze Neokatechumenalnej, z którą zetknąłem się w swojej rodzinnej parafii jeszcze w moich latach szkolnych. [??? – admin]

Duch wieje, kędy chce.

Nie chcę w tym miejscu wchodzić w dyskusje o szczegółach tak zwanej liturgii neokatechumenalnej. Jedynie w zgodzie z prawdą muszę powiedzieć, że to dzięki tej formacji odkryłem liturgię jako miejsce, w którym się uobecnia misterium zbawienia, a zatem jako rzeczywistość egzystencjalnie bardzo ważną, wręcz kwestię życia lub śmierci.

Czy naukowe zajmowanie się liturgiką pomaga, czy może przeszkadza w kapłańskiej pobożności podczas Mszy świętej?

Wydaje mi się, że nauka sama przez się ani nie pomaga ani nie przeszkadza. Ona jest pewnym narzędziem, które ktoś może wykorzystać dobrze lub źle, względnie wcale go nie wykorzystać. Jeśli ktoś nie zintergruje swej pracy naukowej z osobistym życiem wiary, to będzie mógł np. kompetentnie rozprawiać na temat epiklezy eucharystycznej, będąc w swoim życiu zupełnie niewrażliwym na działanie Ducha Świętego. Coś takiego jest możliwe zresztą w każdej dziedzinie teologii, nie tylko w liturgice.

Swój blog na portalu liturgia.pl zatytułował Ksiądz „Zasypywanie przepaści”. Śmiem przypuszczać, że owa przepaść, która winna być zasypana, znajduje się między „zwolennikami” Mszy posoborowej a wiernymi przywiązanymi do tradycyjnej liturgii?

Jak to się mówi po łacinie: „non solum, sed etiam” (nie tylko, lecz także). Wyjaśniłem to zresztą w swoim pierwszym wpisie blogowym. Inspirację wziąłem z książki ś.p. o. Pawła Sczanieckiego „Msza po staremu się odprawia”, gdzie zaraz na początku napisał on, że konstytucja Sacrosanctum concilium wykopała przepaść między dawnym a nowym sposobem celebracji Mszy. A pisał to jeszcze przed promulgacją Mszału Pawła VI. Rzeczywiście więc owo „zasypywanie przepaści” dotyczy w dużej mierze kwestii wzajemnej relacji obu form rytu rzymskiego, ale nie tylko.

Czy Ksiądz od początku był nastawiony do Mszy „trydenckiej” w podobny sposób jak teraz, czy może doszło u Księdza do zwrotu i łaskawszego spojrzenia na tradycyjną liturgię?

Nie, nie od początku. Moje świadome uczestnictwo we Mszy świętej było związane wyłącznie z novus ordo, Tridentiny nie znałem i bezwiednie wchłonąłem przychodzący z wielu stron przekaz, że dawniej we Mszy świętej wszystko było nie tak, ale reforma to naprawiła. Zmiana perspektywy zaczęła się od studiów liturgicznych na rzymskim „Anselmianum”.

Takim pierwszym momentem była analiza porównawcza części stałych Mszy świętej w Mszale św. Piusa V i bł. Pawła VI, w ramach ćwiczeń do wykładu o księgach liturgicznych, zaraz w pierwszym semestrze studiów. Wtedy po raz pierwszy wziąłem do ręki Mszał „trydencki” i wczytałem się w jego modlitwy oraz rubryki. Po raz pierwszy przeleciała wówczas przez głowę myśl, że dobrze byłoby kiedyś odprawić Mszę świętą według tego Mszału. Myśl ta wprawdzie szybko uleciała, ale ziarenko zostało zasiane.

Bardzo ważną rolę odegrał tu w moim życiu jeden z profesorów „Anselmianum”, o. Cassian Folsom, amerykański benedyktyn. To on prowadził wykład o księgach liturgicznych, zadając ćwiczenia wdrażające nas do pracy źródłowej. Potem, na drugim roku, chodziłem jeszcze na jego wykład dodatkowy „Historia Mszału Rzymskiego” i na seminarium „Historia i rozwój ordo missae. Badanie źródeł”. Przez te wszystkie wykłady i seminaria pomagał przezwyciężyć to, co później Benedykt XVI nazwał „hermeneutyką zerwania”. Dodam, że o. Cassian jest od jakiegoś czasu przeorem klasztoru benedyktyńskiego w Nursji, w którym od pięciu lat sprawuje się liturgię w obu formach rytu rzymskiego.

Kiedy zatem odprawił Ksiądz po raz pierwszy Mszę trydencką?

Nieco ponad cztery lata temu, pod koniec września 2010 roku. Uczciłem to zresztą osobnym wpisem blogowym. Ta „prymicja” była w kaplicy mariańskiego seminarium w Lublinie, asystował mi jeden ministrant, który wówczas był głównym ceremoniarzem na Mszach „trydenckich” w lubelskim kościele na Staszica. A miesiąc później udzieliłem pierwszego chrztu w dawnym rycie, to był chrzest dziecka moich znajomych z Józefowa koło Warszawy. Wtedy też po raz pierwszy odprawiłem Mszę niedzielną z ludem.

Sprawuje Ksiądz także liturgię w rycie bizantyjsko-ruskim. Czy mógłby Ksiądz pokrótce porównać Liturgię św. Jana Chryzostoma i nadzwyczajną formę rytu rzymskiego?

Jedno uściślenie: wschodnią liturgię sprawowałem w ramach posługi w neounickiej parafii w Kostomłotach n. Bugiem, pomagając ówczesnemu proboszczowi, memu zakonnemu współbratu ś.p. o. Romanowi Piętce. Teraz już bardzo rzadko mam okazję odprawiać w tym obrządku. A co do porównania, w jakimś sensie są to paralelne wobec siebie formy obrzędowe. Są to liturgie Rzymu i Bizancjum w tych formach, w jakich utrwaliły się one u schyłku średniowiecza jako efekt wielowiekowego rozwoju.

Jest coś pokrewnego w stylu obu celebracji, wskazującym na majestat i transcendencję Boga, także poprzez wspólne zwrócenie sią kapłana i wiernych versus orientem. W obu rytach kapłan przestrzega precyzyjnego i rozbudowanego ceremoniału, przez co ma on poczucie, że nie „prowadzi” liturgii, ale sam jest przez nią prowadzony. Oczywiście są też różnice. W rycie bizantyjskim niemożliwe jest coś takiego jak „cisza Kanonu” w liturgii „trydenckiej”. Wprawdzie kapłan też wypowiada szereg modlitw po cichu, ale w tym czasie śpiewa chór, a po skończeniu śpiewu kapłan natychmiast musi wejść z kolejną modlitwą czy formułą. Ceremoniał liturgii bizantyjskiej jest też bardziej rozbudowany, Rzym zawsze był tu bardziej stonowany, zgodnie ze swoją tradycyjną sobrietas.

Jakie w Księdza opinii były największe „grzechy” posoborowej reformy – albo jak złośliwi mówią „deformy” – liturgii?

Takiej złośliwości radziłbym unikać. Mówimy w końcu o akcie kościelnym, nie o prywatnej inicjatywie grupy ekspertów, którzy chcieli zrealizować swoje hobby [Ależ to właśnie była prywatna grupa ekspertów, z niejakim Bugninim, masonem, na czele – admin]. Potrzeba jakiejś reformy była wówczas odczuwana dość szeroko.

Na długo przed Vaticanum II św. Pius X napisał w jednym z dokumentów, że liturgiczna budowla powinna być „oczyszczona ze smutnych przejawów starzenia się”, na co potrzeba wiele czasu i wiele pracy. Główne linie orientacyjne reformy, zawarte w soborowej konstytucji Sacrosanctum concilium, są bez zarzutu. Problem w tym, że kierownictwo Consilium i wielu ekspertów, pracując nad konkretnymi projektami, zbyt szybko i łatwo uznawało sporo dotychczasowych form obrzędowych za nieadekwatne dla tzw. współczesnego człowieka.

Poza tym kwestia traktowania historii liturgii: sporo ówczesnych liturgistów uznawało okres do VIII w. za złoty okres liturgii rzymskiej, z dystansem traktując jej późniejszy rozwój po renesansie karolińskim jako naleciałości, z których w miarę możliwości należy liturgię rzymską oczyścić. Do tego dochodziły jeszcze takie sprawy jak konflikt Consilium z Kongregacją Obrzędów oraz poczucie presji czasu rodzące pośpiech. Stąd sporo decyzji zupełnie niekoniecznych, nie uzasadnionych wprost zaleceniami soborowymi, decyzji lepszych i gorszych.

Gdy chodzi o Mszę świętą, za problematyczne uważam zniesienie modlitw u stopni ołtarza, zastąpienie dawnych modlitw ofertoryjnych nowymi i zniesienie części modlitw i formuł w obrzędach komunijnych. Nie mam nic przeciwko nowym Modlitwom eucharystycznym, ale bardzo źle się stało, że ich wprowadzenie odbyło się kosztem Kanonu rzymskiego; wprowadzając nowe Modlitwy należało odpowiednimi precyzyjnymi przepisami zabezpieczyć prymat Kanonu w praktyce liturgicznej.

Duża dowolność w doborze Modlitw eucharystycznych jest niezgodna z tradycją obrządków wschodnich, na które przecież powoływano się przy podjęciu decyzji o wprowadzeniu nowych Modlitw obok Kanonu. Jeszcze gdy chodzi o Mszał, za zupełnie niepotrzebne uważam tak duże modyfikacje euchologii, skalę tych zmian ilustruje cykl moich wpisów blogowych sprzed paru lat o kolektach niedzielnych i świątecznych. No i sprawa ustawienia kapłana przy ołtarzu podczas liturgii eucharystycznej, ustawienie versus populum uważam za błąd.

Z innych obrzędów, za najsłabszy uważam posoborowy Obrzęd chrztu dzieci z mocno zubożoną warstwą obrzędową, pozbawiony bardzo głębokiego dialogu wstępnego ze starego rytuału i z bardzo szczątkowym akcentem egzorcystycznym – w kontekście aktualnych ataków na wiarę i ewidentnym wzroście zagrożeń duchowych taka redukcja jest bardzo niefortunna. Redaktorzy nowego rytuału chcieli przeciwdziałać kryzysowi wiary w inny sposób, włączając w kilku miejscach do obrzędu napomnienia dla rodziców i chrzestnych o ich obowiązku przekazywania wiary dzieciom, ale w efekcie obrzęd jest przeładowany dość moralizatorskim dydaktyzmem, który nie jest skuteczny. Zalecenie soborowe co do reformy Obrzędu chrztu dzieci można było wykonać poprzez minimalne korekty rytuału dotychczasowego.

Jak Ksiądz sądzi – uda się zasypać przepaść? Jakie drogi mogą ku temu wieść?

Drogą jest współistnienie obu form rytu rzymskiego, co umożliwił Benedykt XVI przez motu proprio Summorum Pontificum. Odwołam się jeszcze raz do mojego profesora, o. Folsoma. W jednym w wywiadów porównał on obie formy rytu rzymskiego do dwóch osób różnych kultur, które jeśli przez dłuższy czas będą mieszkać blisko siebie, to będą mogły z czasem się zapoznać i zaprzyjaźnić. Podoba mi się to porównanie o. Cassiana, tylko lekko bym je zmodyfikował. Powiedziałbym, że są to jakby krewni, którzy przez długi czas nie chcieli się znać, a mają teraz szansę odkryć i docenić swoje pokrewieństwo. A jak to robić w praktyce? Choćby tak jak w Nursji, gdzie liturgia jest sprawowana w obu formach rytu. Na gruncie polskim mamy krakowskie rekolekcje liturgiczne „Mysterium Fascinans”, gdzie też są obecne obie formy rytu rzymskiego. Pytanie do czego ma doprowadzić to współistnienie obu form, jest otwarte.

Kardynał Koch mówił parę lat temu na sympozjum w Rzymie, że docelowo powinien powstać jeden Mszał. Nie wiem jak miałoby to wyglądać w praktyce, na pewno nie jako jakaś sztuczna hybryda obydwu Mszałów. To jednak sprawa dalszej przyszłości. Na dziś potrzeba, żebyśmy przestali patrzeć na siebie nawzajem wrogo i a priori naklejać na siebie etykietki: po jednej stroni są jacyś nieprzystosowani do współczesności nostalgicy, a po drugiej sami moderniści i heretycy.

Słyszałem o grupie kleryków z pewnego seminarium, którzy zachęceni przez swego liturgistę poszli na Mszę „trydencką” i w różnych momentach ostentacyjnie komentowali i parskali śmiechem. Z kolei na jednym forum internetowym pewien „trads” chwalił się, że przy okazji jakiejś uroczystości rodzinnej poszedł na NOM i przez cała Mszę pisał sms-y, co według niego było czynem chwalebnym i walką o Tradycję. A przecież i tu i tu spełnia się Ofiara Chrystusa, która jest źródłem naszego odkupienia. W którejkolwiek uprawnionej formie liturgii uczestniczymy, uczestniczmy czynnie, świadomie i owocnie, tak żebyśmy mogli się stawać coraz bardziej dojrzałymi chrześcijanami.

Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

KOMENTARZ BIBUŁY:
“Tridentiny nie znałem i bezwiednie wchłonąłem przychodzący z wielu stron przekaz, że dawniej we Mszy świętej wszystko było nie tak, ale reforma to naprawiła.” Dla nas największą zagadką są przemiany tych, którzy Tridentinę znali, kształcili się w seminariach z nieskazitelnych tomistycznych źródeł, często byli już wiekowymi księżmi, a mimo to tak szybko porzucili, nie tylko tradycyjną liturgię Kościoła ale i całą spójną Naukę Kościoła, z taką łatwością przyjmując modernistyczne nowinki.

Mało tego, wielu z nich stało się nagle gorącymi zwolennikami i propagatorami posoborowej de-formy i destrukcji, a swoją postawę zaczęto usprawiedliwiać aberracyjną teorią “hermeneutyki ciągłości”. Naczelnym przykładem takiej tranformacji jest postać ks. Karola Wojtyły, wyświęconego w 1946 roku, a więc kapłana, który przez ponad 20 lat (w tym już jako kardynał) odprawiał Mszę Trydencką, po czym nagle, z dnia na dzień, porzucił Tradycję i – co wiemy z zachowanych źródeł – już nigdy nie odprawił Tridentiny! Właśnie to nagłe odwrócenie się od Chrystusa – w sensie dosłownym, ale i w przenośni – stanowi dla nas zagadkę.

A jeśli chodzi o sam wywiad. No cóż, błędem jest przyjmowanie, iż “Drogą jest współistnienie obu form rytu rzymskiego“. Życzymy dalszego natchnienia, bo podróż Bohatera w/w wywiadu zatrzymała się w połowie drogi.

http://www.bibula.com

Komentarzy 15 do “Zasypując liturgiczną przepaść”

  1. Anteas said

    Trochę prawdy, więcej kłamstw i politycznej poprawności. Ja wiem że jak się jest na kościelnej posadzie to o pewnych żeczach nie wolno mówić.
    Nie dyskutuj, nie podskakuj…

  2. JKowalski999999 said

    „Pamiętam, jak gdzieś koło III klasy podstawówki rozmawiałem z moim starszym bratem o Kanonie Rzymskim i zgadzaliśmy się, że jest on znacznie piękniejszy i uroczystszy od Drugiej Modlitwy eucharystycznej”
    Warto zwrócić uwagę, że w Tridentinie Kanon jest niesłyszalny dla wiernych. Zatem gdyby nie SW II nikt poza księżmi nie byłby w stanie docenić jego piękna i uroczystego charakteru.

  3. Komentarz Pana Maziakowskiego z Bibuły bezcenny, ale według niektórych ukrainofilów jest to anonimowy antyklerykał, polakożerca i cham, bo ośmiela się krytykować postępowanie Santo Subito Wojtyły !!!

  4. marost said

    Nie zamierzam tego ksiedza krytykowac, a raczej chcialbym sie trzymac tego co wynika z tekstu.
    Przychodzi mi na mysl rozmowa z jednym polskich ksiezy z FSSP i francuskim z tegoz bractwa jeden i drugi po seminarium i formacji w Wigratzbad. Zadalem to samo pytanie dot strony „technicznej” celebrowania Mszy sw i ewentualnie nabozenstwa wg NOM.
    Odpowiedz byla dokladnie ta sama: nie wystarczy umiejetnosc i znajomosc liturgii Mszy trydenckiej.
    NB – przynajmniej tak jest w Wigratzbad – ze nie ma osobnego przedmiotu, osobnych wykladow dot celebracji. Tego sie uczy z marszu, z praktyki… poprostu nie ma na to czasu.

    „Nie wystarczy”, bo w sumie nie ona jest najwazniejsza. O wiele wazniejsza jest duchowosc kaplana. Jesli kaplan uformowany jest w duchowosci wg „starego rytu” na pewno jego stosunek do NS bedzie z tej wlasnie duchowosci wyplywal.

    A wiec jaka duchowosc taka msza. Jesli ktos ksztaltowal swoja duchowosc u neonow to na pewno niektore chocby szczatkowe sentymenty do NOM dadza sie zauwazyc badz odczuc. Nic tez dziwnego, ze tenze ksiadz w wywiadzie nie podnosi zasadniczej roznicy pomiedzy Msza sw a tzw celebracja eucharystii wg NOM. Wg niego sa to roznice formy zwyczajnej i nadzwyczajnej.
    Nie zauwaza, ze raz chodzi o ofiare na pamiatke Meki Panskiej a drugi raz o pamiatke tej Ofiary.

    Po drugie – ksiadz niejako docenia istnienie licznych tzw modlitw eucharystycznych NOM. A przeciez co sie tyczy np tzw II modlitwy eucharystycznej, najczesciej odmawianej – jest to modlitwa, ktora w pelni akceptuja protestanci.

    Zas I modlitwa – tzw Kanon rzymski zastosowany w NOM z gory podwaza godnosc o jesli nie waznosc tej celebracji. Liturgia wg NOM nie zawiera Offertorium, w to miejsce wstawiono zydowska modlitwe – nad darami.
    Offertorium wraz z Kanonem stanowia jedna calosc (tzw antycypacja przeistoczenia). Juz w Offertorium (a nie podczas Kanonu) celebrans zwraca sie do Ducha swietego o przyjscie. Zatem wlaczajac I ME kaplan z gory zaklada nieobecnosc Ducha sw podczas przeistoczenia.

    Dokladna analiza porownawcza w tej kwestii znajduje sie tutaj:

    http://m6w.org/traditio/index.php/topic,9540.0.html

    Z tresci ww wywiadu wynika ze ksiedzu chodzi bardziej o eksperymentny na liturgiach niz o sprawowanie bezkrwawej Ofiary Mszy sw…..?

  5. błysk said

    Klerycy są obecnie wychowywani zupełnie w duchu protestanckim i nic dziwnego,ze parskali śmiechem na Mszy trydenckiej. Faktem jest msza Bugniniego, masona, który odszedł z funkcji po zdemaskowaniu, ale nowa msza pozostała. W chwili obecnej rysuje się jednak nowy dramatyczny przedział ,mianowicie na ostatnim Synodzie ogromną większością biskupów np. 118 do 62 uchwalono czyli nie uchwalono ze względu na zapis ,że ważności uchwał potrzebna jest większość 2/3 głosów ,ze ma być Komunia święta dla rozwodników , a także docenienie jakichś tam wartości pedalstwa. To obrazuje stan Kościoła przede wszystkim na Zachodzie .Przewodniczący Episkopatu w Polsce arc Gądecki wypowiedział się przeciwko takiej :reformie” jako sprzecznej z nauczaniem Chrystusa. Zobaczymy co będzie w roku przyszłym ,kiedy będzie następna sesja Synodu. Ksiądz Bartnik opublikował w NDz , w sobotę 29 listopada artykuł sprzeciwiający się wprowadzeniu takich zmian . Spodziewam się najgorszego – przyjęcia rozwiązań rujnujących Kościół na wzór protestancki i narzucenia ich przez Franciszka .To właściwie byłby prawie koniec Kościoła ,choć ja mam nadzieje na odcięcie się Episkopatu w Polsce i podział wśród biskupów.

  6. marost said

    AD5
    choć ja mam nadzieje na odcięcie się Episkopatu w Polsce i podział wśród biskupów

    Niestety, ja nie. Moze byc tak, ze od czasu do czasu pojawi sie biskup, ktory powie cos „do rzeczy”… ale to sa pojedyncze przypadki. Wciaz i jeszcze dlugo bedzie trwal syndrom JPII.
    Musial by jakis „piorun strzelic” w RM i inne TRWAM…. Bo to glownie oni sa sila napedowa „nowej ewangelizacji” = aggiornamento JXXIII i nastepcow a zwlaszcza najwiekszego patrona JPII .

    Tak oto mowil dla TV Kard Glemp (KAI 29.12.98).:

    „Wiemy, że idea wracania do Tridentinum, czy do mszału Piusa V jest anachronizmem. Przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia.
    Jest to po prostu cofanie się. Mozna to sztucznie pobudzać, ale jest to typowe zarażenie się sekciarstwem i nie ma tu szansy na prawdziwy rozwój życia chrześcijańskiego.
    To wszystko, co odcina sie od rozwoju myśli soborowej, jest skazane na wegetację typu sekciarskiego.Nie sądzę jednak, żeby to było zagrożenie dla Polski czy dla Koscioła powszechnego.
    Jest to moda wśród ludzi wrogich Kosciołowi, ktorzy jak zwykle chcą mu przeszkadzać.
    Stąd podsuwanie takiej idei, która może być modna w pewnych kręgach, ale która merytorycznie nie przedstawia żadnych wartości chrześcijanskich, jest powrotem do form już przeżytych.”

  7. Tralala said

    Wierni nie slysza Kanonu ?!

    No i co z tego, moga sobie przeczytac !

    Dobry artykul (francusli lub org.wloski) o Papiezu, ktory nie lubi kaplanow. :

    http://tradinews.blogspot.fr/2014/11/antonio-mastino-le-pape-qui-naime-pas.html

    http://www.qelsi.it/rubriche/antonio-margheriti-mastino/il-papa-che-non-amava-i-sacerdoti/

  8. Joannus said

    Ad 4 Marost
    ” O wiele wazniejsza jest duchowosc kaplana. Jesli kaplan uformowany jest w duchowosci wg „starego rytu” na pewno jego stosunek do NS bedzie z tej wlasnie duchowosci wyplywal.”

    Bardzo dobre, dlatego omijam indulty, gdzie męczy się oddelegowany birytualista.

    Ad 7 Tralala
    ”Wierni nie slysza Kanonu ?!
    No i co z tego, moga sobie przeczytac !”
    Tak.
    Kanon jest tak ważny, że musi być wypowiadany z namaszczeniem po cichu.To nie czytanka dla zgromadzonego ludu.

  9. marost said

    AD8
    dlatego omijam indulty, gdzie męczy się oddelegowany birytualista.

    Ojcem birytualizmu byl sam JPII w 1988r. Uwazam, ze jest to pomieszanie z poplataniem dotyczace tak samo kaplanow jak i wiernych.
    Legitymizacja dwuznacznej postawy wobec NS. Rano (np) odprawia nowusa: po spowiedzi powszechnej (jesli ja lansuje) nie moze udzielic rozgrzeszenia… ale za dwie godziny odprawiajac VOM juz moze.
    Przy podniesieniu nie kleka pierwszy – czeka na wiernych (jakby nie wiedzial co przed chwila zrobil???, ale za dwie godziny przykleka.
    Ale najlepsze… na NOM nie trzyma zlaczonych palcow po konsekracji…ba! pojdzie podac grabulke wiernym na znak pokoju… i potem dopiero dokona ablucji… jesli w ogole ja dokona….. itd itd.

    Pytanie ktore sie stawia to pytanie o jego duchowosc… czym jest dla niego tak na prawde NS?
    Czy tym samym podczas NOM co podczas VOM?
    Przeciez to oczywista kpina – wulgaryzujac mozna by rzec ze ten ksiadz „robi” za kaplana, jak aktor – gra sztuke pt „zgromadzenie wiernych pod przewodnictwem” a innym razem odgrywa kaplana czyli skladajacego ofiare.
    Albo: na NOM podaje komunie sw do raczki, a za dwie godziny tylko na kleczaco i na jezyk…do lapki juz nie! – czy to nie jest demoralizujace?

  10. marost said

    AD8
    Kanon jest tak ważny, że musi być wypowiadany z namaszczeniem po cichu.To nie czytanka dla zgromadzonego ludu.
    To prawda, ale nie zapominajmy: W Wielki Czwartek nie mialo miejsca „zgromadzenie apostolow pod przewodnictwem Pana Jezusa”. To nie do wiernych ale do Pana Boga zwraca sie kaplan slowami Kanonu. Nie do wiernych ani razem z wiernymi ale za nich i za siebie, bowiem za moment urzyczy swoich kaplanskich dloni samemu Panu Jezusowi, ktory zlozy z siebie te sama Ofiare jak wtedy.
    Ojciec Pius z Pietrelciny mowil: „gdyby kaplani wiedzieli co sie dzieje wtedy na oltarzu, to by tego nie wytrzymali”.
    NOM pomyslany jest rowniez pod katem „kaplanstwa wiernych” – wierni wraz z przewodniczacym odprawiaja „tajemmnice smierci i zmartwychwstania”. To z kolei tez jest na miare tajemnicy w sensie tajemnej wiedzy – bo jak mozna za jednym razem obchodzic smierc i zmartwychwstanie????

  11. Joannus said

    Ad 10 i 11 Marost
    Rozwija Pan to co tylko zasygnalizowałem.
    Aby dostrzec różnice w obu wzmiankowanych przypadkach, trzeba wiedzieć czym jest Msza święta, a czym NOM, jak przepaść między nimi.
    Pan to rozumie i wie.
    Pozdrawiam.

  12. parva said

    Dorzucę jeszcze element syndromu JP2 , dotyczący decyzji podjęcia posługi kapłańskiej.Myślę,że cała ta wrzawa wokół „wielkiego Polaka”,cały ten spektakularny zgiełk,kult jakim był otaczany za życia , te stadionowe” szoły”mogły w niejednej ambitnej , naiwnej głowie zamieszać i przyczynić się do błędnego wyboru, żeby pójść tą samą drogą ,jak wielki papież;tym bardziej ,że duchowość była formowana już w „novusie” czyli bez większych wyrzeczeń i dyscypliny przy akompaniamencie gitar.

  13. Tralala said

    ad Marost

    Ma Pan racje, ze odprawianie raz tej, a raz tamtej mszy to kpina. Czy ci kaplani nie dostana schizofreni?

  14. NICK said

    (13) P. Tralala.
    Niech Pani się modli! Żeby Pani nie dostała – schizo…coś tam.
    To nie jest prztyczek.

  15. marost said

    AD14
    Najwyrazniej Sz Pani sie komus narazila…. „prawda w oczy kole…”???? – a moze „uderz w stol a nozyce sie odezwa”?

Sorry, the comment form is closed at this time.