Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

W interesie Polski i Rosji

Posted by Marucha w dniu 2014-12-21 (Niedziela)

Polecam kolejne wartościowe rozważania nt. stosunków polsko-rosyjskich pióra Petera S. Rietha, „konserwatysty z wyobraźnią”.

„Czy rzeczywiście w zgiełku bitwy musi zamilknąć głos refleksji?” Tym pytaniem wybitny polski patriota, Major Henryk Krzeczkowski rozpoczął w 1981 roku swoje rozważania nad stanem wojennym. Bieg dramatycznych wydarzeń tamtych lat zdawał się wymuszać, nie po raz pierwszy, by obywatele Polski dokonywali wyboru pomiędzy dwoma koniecznymi cnotami: wolnością a poszanowaniem ładu.

Położenie geopolityczne Polski wraz z jej historią jako swoistą bramą wjazdową do Ruskiego miru tworzą dla polskiej dyplomacji znakomite perspektywy by w ramach zjednoczonej Europy i NATO stanowić rdzeń w relacjach Wschód-Zachód. To przez Warszawę – zdaniem Krzeczkowskiego – winny biec wszelkie drogi kontaktu naszych zachodnich sojuszników z Moskwą. [Czy aby Rosja potrzebuje pośredników? – admin]

Żeby jednak tak było, Polska musiałaby sama mieć doskonałe z Moskwą relacje. Stosunki polsko-rosyjskie nie mogą więc opierać się na importowanych z Zachodu resetach. Muszą wynikać z gruntownego przemyślenia stosunków polsko-rosyjskich i powstawać z polskiej, a nie zewnętrznej inicjatywy. Reset stosunków Warszawa-Moskwa, firmowany przez stronę amerykańską nie miał szansy powodzenia, bo nie był przemyślaną inicjatywą polską, lecz został podyktowany Polsce z zewnątrz. Tymczasem Polska przy jej położeniu nie może pozwalać sobie na to, by o jej stosunkach z Moskwą decydowały cykliczne odwilże i zamrożenia stosunków, jakie od końca drugiej wojny światowej cechują kapryśne relacje rosyjsko-amerykańskie. Polska musi mieć własne, stabilne i dobre stosunki ze swym najsilniejszym wschodnim sąsiadem.

Własnych, dobrych stosunków z Moskwą Polska mieć jednak nie będzie, jeżeli nastąpi tu stałe rozmieszczenie dużych jednostek wojsk niemieckich i amerykańskich na jej terytorium. Obecność obcych, dużych jednostek wojsk zachodnich w ramach NATO na terytorium Polski uzależni III RP od interesów niemieckich i amerykańskich przez najbliższe dekady w stopniu takim samym, jak obecność wojsk radzieckich w ramach Układu Warszawskiego uzależniła Polskę od Rosji. O ile jednak wojska radzieckie znalazły się w Polsce w wyniku tragicznej wojny, o tyle szczytem nieodpowiedzialności za państwo jest zaproszenie wojsk niemieckich i amerykańskich do zajęcia Polski w warunkach pokoju.

Prośbę o masowe zajęcie Polski przez wojsko niemieckie umieścił na łamach New York Times czołowy polski liberał, Sławomir Sierakowski. Umiarkowane wersje tej prośby o niemieckie wojska nad Wisłą wystosowali także niedawny i jeszcze poprzedni minister spraw zagranicznych Polski, bo przecież praktycznym efektem spełnienia ich publicznych próśb o silne przywództwo niemieckie w Europie musi być właśnie niemieckie wojsko w Polsce.

Jedyną kontrą wobec tej drogi politycznej są z kolei słowa lidera największej polskiej partii opozycyjnej, który godzi się tylko na stałą obecność wojska amerykańskiego. Tymczasem, dopóki wśród polskiej elity politycznej nie zapanuje zgoda co do tego, że wolna Polska jest możliwa tylko bez stałej obecności jakichkolwiek obcych wojsk na jej terytorium, dopóty Moskwa nie będzie traktowała państwa polskiego poważnie, bo takim nie jest przecież państwo wołające o powrót niemieckich żołnierzy na jej ziemie.

Zgoda taka powstać może pod warunkiem, że polskie elity zdadzą sobie sprawę z tego, iż uczestniczą w NATO i UE jako sojusznicy i sprzymierzeńcy, a nie jako zakładnicy zachodnich koncepcji geopolitycznych. W Unii Europejskiej, jeśli miałaby ona być związkiem suwerennych narodów, nie może być miejsca na przywództwo większychi silniejszych względem mniejszych i słabszych. NATO zaś nie jest tworem zwalniającym z odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo, a sławny przepis mówiący o tym, że atak na jednego z członków jest w praktyce atakiem na cały sojusz nie gwarantuje bezpieczeństwa największego jego członka. Tym samym nierealnym jest myślenie, wedle którego gwarancję taką miałaby mieć Polska.

Po atakach z 11 Września 2001 roku na Nowy Jork, Niemcy i Francja odmówiły udzielenia Ameryce wsparcia w wojnie przeciwko Irakowi. Zakres i udział każdego z państw paktu północno-atlantyckiego w Amerykańskiej „wojny z terrorem” były przedmiotami politycznych rokowań między sojusznikami. Historia pokazała i pokazuje dalej, że gwarancje wojskowe udzielane przez obce mocarstwa nigdy nie zastąpią własnego systemu obronnego, w tym dobrej własnej dyplomacji.

Powodów błędnej polskiej polityki zagranicznej jest wiele, ale bez wątpienia dużą w tym rolę odgrywają współczesne mętne wizje wskrzeszonego prometeizmu, ożywione głównie za pośrednictwem ośrodków emigracyjnych na Zachodzie, które to ośrodki zdobyły stanowczo zbyt duży wpływ na polską myśl polityczną.

Pan Zbigniew Brzeziński, przez większość swojego życia bezpiecznie i wygodnie z dala od narodu, może sobie snuć rojenia na temat polskiej polityki dążącej do oddzielenia nawet Syberii od Rosji. Pani Anne Applebaum może odgrywać na Zachodzie rolę „znawczyni historii Solidarności” i „eksperta od Wschodniej Europy” mimo, że była co najwyżej uboczną obserwatorką zmian zachodzących w Polsce, a nie ich uczestniczką. Pan profesor Tymothy Snyder pisać może bezkarnie o „ludobójstwie” dokonanym na Ukraińcach przez Polaków w latach 1943-1947.

Ale dla Polaków zamieszkujących od pokoleń ziemie polskie, dla których trwałość bytu narodowego w jego wymiarze fizycznym i duchowym jest kwestią bynajmniej nie przelotną, ważne jest uświadomienie sobie, że w oczach mocarstw, kwestia polska pozostanie na zawsze efemeryczna i ostatecznie względna wobec szerszych geopolitycznych ambicji. Myśl polityczna Henryka Krzeczkowskiego, żołnierza i patrioty zamieszkującego XX wieczną Polskę na dobre i na złe, uczestnika przemian solidarnościowych, a nie ich obserwatora, cieszyć się powinna większym poważaniem aniżeli myśl zachodnich ośrodków emigracyjnych, bo romantykiem można i łatwo być na odległość, lecz w Polsce trzeba być realistą.

Musimy sami wyciągać wnioski z naszej historii i nie ulec jej zachodnim interpretacjom w odruchu reakcji na niegdyś komunistyczną jej interpretację, czyli nie miotać się z jednej skrajności w drugą. Pamiętać musimy, że Polska w czasach II wojny światowej padła ofiarą agresji z Zachodu, i że tylko pierwotna intencyjność tej zachodniej agresji skutkowała agresją ze strony Wschodu. Agresja zachodnia przybierała formę czynną (Niemcy) oraz bierną (Anglia).

Agresja rosyjska była wynikiem szerszej klęski polityki europejskiej, dążącej z każdym rokiem po 1917 r. do wielkiej i rozstrzygającej konfrontacji wrogich sobie ideologii. Znamienny dla Polski pozostać musi jednak fakt, że praktyka wojny zawsze przeczy ideologii i ostateczne jej oblicze dyktowane jest zawsze koniecznością przetrwania. Wojny nigdy nie są „komunistyczne”, ani „demokratyczne”, ani „religijne” ani „etniczne”: wojny są wojnami, wszystkie są do siebie podobne i dla ludzi jednakowo okrutne.

To w imię przetrwania alianci używali polskich żołnierzy na każdym ważnym dla nich froncie, choć przecież sami nigdy nie postawili ani jednego swojego żołnierza na polskiej ziemi w obronie II Rzeczypospolitej. To również w imię przetrwania Związek Radziecki powołał do życia Armię Polską na Wschodzie. Jednakże z przyczyn geopolitycznych, rosyjski żołnierz, aby bronić Rosji musiał walczyć o Polskę, a polski żołnierz, by przywrócić polską państwowość nad Wisłą, swój czyn zbrojny rozpocząć musiał w głębi Rosji. Geopolityczne położenie narodów Polski i Rosji nigdy tej zależności nie podważą chyba, że poprzez rozbiór jednego czy drugiego państwa narodowego.

O winach Rosji wobec Polski rozpisano się obszernie przez ostatnie 25 lat. Czas przypomnieć sobie dokładniej o winach Zachodu. Pisał Henryk Krzeczkowski:
„Zachód natomiast, godząc się bez najmniejszych skrupułów, a nawet z uczuciem ulgi, na usunięcie Polski z grona państw niezawisłych, co więcej, przyczyniając się do tego, na tyle tylko dbał o zachowanie pozorów wierności swym dawnym zobowiązaniom, na ile to mogło być potrzebne dla utrzymania w polskim społeczeństwie napięcia umożliwiającego dokuczenie Rosji, a to jedynie wtedy, kiedy nadarzy się po temu dogodna dla Zachodu i niezbyt niebezpieczna okazja.”

Czy Zachód nie znalazł sobie teraz właśnie „niezbyt niebezpiecznej okazji” na „dokuczenie Rosji” na Ukrainie? Czy nie była to przypadkiem okazja podyktowana między innymi chęcią stworzenia sytuacji kryzysowej w strefie post-sowieckiej po to, by osłabić rosyjskie możliwości odgrywania czynnej roli w polityce bliskowschodniej, gdzie wspiera ona Syrię i buduje pozycję obrońcy prawa i porządku przeciwko amerykańskiej strategii eksportu rewolucji demokratycznej w formie „wiosny arabskiej”?

Czy Polska, łudząca się, że oto nadeszła godzina „wyzwolenia Ukrainy”, nie służy naiwnie Zachodowi jako pionek uderzający w Rosję? Czy Polska, krzykliwa i domagająca się czynu, nie ulżyła tym samym Niemieckim i Amerykańskim ośrodkom władzy, które taki właśnie podział ról zarządziły – nie po raz pierwszy zresztą – że Polska na Rosję krzyczeć będzie w imię Zachodu, po to by później Zachód z Moskwą rozmawiać mógł w imię Polski?

W obliczu widma ponownej zimnej wojny, Polska winna baczyć na fakt, iż cechą jej zasadniczą było to, iż Stany Zjednoczone i Związek Radziecki nigdy nie spotkały się na polu walki jako wrogowie. Wszelki czyn zbrojny podczas Zimnej Wojny był czynem pośrednim mniejszych i głupszych narodów, wykorzystywanych dla dokuczenia wielkiemu przeciwnikowi. Polska, która jest oddzielną cywilizacją od Ruskiego Miru, ale zarazem bratnią cywilizacją słowiańską i chrześcijańską, nadaje się doskonale do tego, by Rosji boleśnie dokuczać.

Dla XIX-wiecznej Polski wszelkie zrywy antyrosyjskie zawsze kończyły się pomniejszoną autonomią Królestwa Polskiego aż do pełnej jego politycznej rusyfikacji. To między innymi dzięki temu, że w czasie wojny rosyjsko-japońskiej Roman Dmowski zahamował Polskie zamiary powstańcze, przerwano pasmo klęsk politycznych i rozpoczęto drogę do pełnej niepodległości.

Także Solidarność mogła zwyciężyć komunizm tylko czynem politycznym, nigdy przemocą. Z kolei, wszelkie zakusy na wolność Polski kończyły się dla Rosjan tragicznie, bowiem bez Polski silnej i niepodległej, Napoleon w XIX wieku i Hitler w XX wieku mieli otwartą drogę na Moskwę. Fizycznymi ofiarami braku porozumienia polsko-rosyjskiego zawsze byli Polacy i Rosjanie, polskie i rosyjskie miasta. Dlatego i Polska i Rosja skazane są na albo współpracę albo współumieranie.

Współpraca ta, wbrew prognostykom apokalipsy, ma teraz najlepszą od lat perspektywę. Polska jest suwerennym państwem, członkiem NATO i Unii Europejskiej oraz jednym z najbliższych sojuszników Stanów Zjednoczonych. Daje to Polsce wiele możliwości by tym razem walczyć o SWÓJ WŁASNY interes w Europie. W Polskim interesie nie leży taka czy inna konfiguracja polityczna Ruskiego miru za pośrednictwem zachodnich interwencji.W Polskim interesie leży święty spokój w Ruskim mirze.Wraz z ostatecznym wygaszeniem idiotycznych mrzonek i urojeń prometeizmu na Ukrainie, Polacy i Rosjanie winni zadbać o dobre i trwałe stosunki w imię europejskiego i euroazjatyckiego bezpieczeństwa.

Bogusław Jeznach
http://jeznach.neon24.pl

Komentarzy 5 to “W interesie Polski i Rosji”

  1. dość said

    Taka właśnie powinna być polityka polska. Niestety wszystkie liczące się środowiska polityczne są opanowane przez różne agentury nie dopuszczające do porozumienia z Rosją. Niemcy, Francja, Stany handlują z Rosją, nam prowadzą dywersję i propagandę antyrosyjską po przez anty polskie media i wredne agentury w partiach politycznych. Rosja to wielki rynek zbytu na wszystko pod ręką. Ludność w Rosji jest Polakom życzliwa bo samą przeżyła okupację żydo-bolszewicką. Dlatego po jednej i drugiej stronie są ośrodki do szczucia w mediach.

  2. wiesdomar said

    Zdenerwowalem sie jak przeczytalem o agresji rosyjskiej na Polskę podczas gdy to byla jednak agresja sowiecka. A to jest zsadnicza roznica..Czyżby dla Jeznacha to było obojętneó, nie robiłó różnicy?

  3. Henry said

    Polacy . gdzie wy jestescie ??
    Kazanie przedswiateczne.
    Bez komentarza.
    Prosze posluchac.

  4. Boydar said

    @ Pan Wiesdomar (2)

    Częściowo podzielam Pańskie zdziwienie i zdenerwowanie. Jedynym wytłumaczeniem wydaje się być okoliczność, że Pan Jeznach jeszcze nie zorientował się, że prenumerata „Gajówki” jest bezpłatna. Kiedy to już nastąpi, będziemy mieli z Niego pełny pożytek.

  5. bticino said

    trochę mnie dziwi idea tekstów sponsorowanych, ja zakłądając bloga raczej myślę, żeby samemu tam publikować, a co do samej treści chyba też po części mogę się zgodzić

    Co Pan ma na myśli pisząc „teksty sponsorowane”? Kto sponsoruje i kogo na tym blogu?
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.