Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Pomóżmy polskim twórcom

Posted by Marucha w dniu 2015-02-14 (Sobota)

Dotarła do mnie wiadomość, iż znana dobrze w gajówce nasza polska poetka narodowa, Lusia Ogińska, napisała bardzo mocną piosenkę patriotyczną – zarówno słowa, jak i muzykę.


Polska czerwoną jest, czy białą?
Rozerwij flagę sam zobaczysz…
W rękach dwie szmaty ci zostaną,
Jedna bez drugiej nic nie znaczy!

Rozrywanie flagi

Teraz należy piosenkę zaaranżować, nagrać, dorobić wideo – i cóż, wszystko rozbija się o brak pieniędzy. Tzn. pieniędzy nie brak – na wspomaganie „bratniej” Ukrainy, na pewną mniejszość narodową, na dofinansowywanie homoseksualistów. Nie ma ich tylko dla Polaków, zwłaszcza narodowców. Choć nie chodzi o aż tak wielką sumę.

Stąd moja osobista prośba do gajówkowiczów: zrzućmy się tę aranżację. Czas jest ważnym czynnikiem ze względu na zbliżające się wybory.

Oto konto, na jakie można dokonywać wpłat:

Bank: PKO SA
Nazwa rachunku: Lusia Ogińska
Nr konta: 81 1240 1053 1111 0000 1169 3620

Dla wpłat z zagranicy:
IBAN: PL 81 1240 1053 1111 0000 1169 3620
SWIFT/BIC: PKOPPLPW

*                         *                          *

UWAGA!

W zamian za opłacenie aranżacji i studia, Lusia Ogińska proponuje reklamę i promocję darczyńcy w postaci przedstawienia go przed wykonaniem utworu. Darczyńcą może być osoba prywatna, firma, portal internetowy, gazeta, stacja RTV itp. Dotyczy to zarówno ewentualnych nagrań piosenki na płycie CD, jak i nagrań umieszczonych na Youtube lub innych portalach.

*                         *                          *

Dla przypomnienia twórczości p. Lusi Ogińskiej zamieszczamy, za jej zgodą, elektroniczną kopię jednego z jej litartów.
Co to jest „litart” możemy dowiedzieć się np. tutaj:
https://marucha.wordpress.com/2011/01/25/litart-reakcja-na-pseudosztuke-i-pseudoliterature/
https://marucha.wordpress.com/2011/08/11/litarty-w-kosciele-nmp-na-piasku/

Zdrajcom (Lusia) 800px

Kliknij, aby powiększyć

Gajowy Marucha

Komentarzy 100 to “Pomóżmy polskim twórcom”

  1. test said

    Kto to jest?

  2. Marucha said

    Re 1:
    Google nie działają?
    To poproś mamę o pomoc.

  3. test said

    Chcę wypróbować kolory u Pana. Nie nadużywając absolutnie tego, i k. nie wychodzi. Nic więcej.

    Proszę używać tagów HTML – a nie BB, z kwadratowymi nawiasami.
    Admin

  4. La Reine Toronto said

    Mocne to slowa i dlatego rania sece. Pani Lusiu dziekuje.

  5. Eliza said

    Serce pęka, a oczy się pocą.

  6. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka pszeczytal:

    „Pomóżmy polskim twórcom”

    i chce powiedziec sze w Ameryka sa jusz petycje aby powiekszyc liczbe analfabetuw.

    Oczywiscie czlowiek, ktury zbieral ta petycja to sobie zartowal, ale ci co podpisywali to nie zartowali.

    Czy ten poziom intelektualny czlowiekuw bedzie ruwniesz idealem w Polsza?

    Wyglada sze tak.

    People Sign „I Support Illiteracy” Petition to „Spread Illiteracy” in America

  7. Filo said

    6
    Mordka Rosenzweig

    I love American illiteracy! They are so good at it!

    Better than NASA:

    http://whatreallyhappened.com/node/390594#axzz3ReGEbPGR

  8. Peryskop said

    Pani Lusia pięknie pisze i zapewne cały utwór ma wspaniałą wymowę patriotyczną jak początkowa zwrotka. Wierzę że znajdą się sponsorzy i utwór uda się zrealizować tak, aby spełnił pokładane nadzieje.

    Ale nie znając jeszcze w jaki sposób autorka wybrnęła z pułapki, jaka się pojawia w ostatniej linii:


    Polska czerwoną jest, czy białą?
    Rozerwij flagę sam zobaczysz…
    W rękach dwie szmaty ci zostaną,
    Jedna bez drugiej nic nie znaczy!

    – ułożyłem zwrotkę posiłkową, którą – jeśli będzie pasowała do koncepcji artystycznej – oferuję do ewentualnego wykorzystania BEZ ZOBOWIĄZAŃ:


    Te szmaty lubią słabeusze:
    Białą – gotowi do poddania,
    Czerwoną – pomioty komusze.
    Żadna do zaakceptowania!

    Z pozdrowieniami dla Autorki 🙂
    No i dla Gospodarza oraz jego zespołu 🙂

  9. Nemo said

    Prawdziwych artystów skazuje się na zapomnienie, a w zamian promuje taką oto chodzącą kupę gnoju:
    http://pikio.pl/rafalala-zapowiada-swoje-show-bedzie-ostro-i-namietnie-video/

  10. bart said

    Panie Peryskop, taka z mojej skromnej strony przyjacielska rada: Albo pisz Pan wszystko od siebie, albo daj pan spokój. Wielkich sie nie poprawia.

    Miłej niedzieli.

  11. Marucha said

    Miłe Panie i Panowie,
    W Polsce nie potrzeba żadnej kampanii wspierającej analfabetyzm. Polska odniosła na tym polu niemal całkowity sukces.
    Ludzie wprawdzie znają litery, ale czytać nie umieją, a jeśli już coś przeczytają – to nie zrozumieją.

  12. Dubaniowski said

    To prawda, Panie Gajowy. Wielu wśród Nas analfabetów. Jak to zmienić? Z takim (nie)rządem RP, jak obecnie, i kiepskim prezydentem, utrzymywanym na siłę, dla celów partyjniackich, a nie dla Narodu polskiego 😦

  13. NICK said

    Zwróćcie Państwo uwagę, że Gospodarz, wielokrotnie, zawsze ciepło i miło, wspomina o Pani Lusi.
    To jest rekomendacja wystarczająca.

    Czy można poprosić o cały tekst utworu?

    P. Peryskop(8). Tak się nie robi… .Zapewne intencje były najczystsze. Ale, tak się nie robi. Wejść między poetkę i jej utwory – ‚dzieci’.

  14. jotem said

    Pani Lusiu, dziękujemy i prosimy o więcej, by wyrwać ludzi z chocholego tańca, a Pani to potrafi

  15. Filo said

    Marucha ma racje
    Pamietam, ze kiedys w Polsce modne byly rozhowory na tematy literackie.
    Czytalismy ksiazki na kopy i zawziecie dyskutowalismy klasykow i zachodnich roznistych autorow.
    W Krakowie urzadzano wieczory poetyckie, Noc poetow ‚pod Adasiem’ (Pomnikiem Mickieiwcza na Rynku).
    W czasie Juwenaliow popisywalismy sie gryzmolami beztalencia i poezji improwizowanej.
    Kazdy sie wyglupial jak mogl ale tez mielismy duzo szacunku dla prawdziwych poetow.
    Nasza klasa w liceum miala wyjatkowe szczescie: naszym polonista byl Jan Majda znany poeta krakowski.
    W Teatrze Starym obowiazkowo trzeba bylo ogladnac kazdego „Mrozka’, a do Teatru Ludowego za czasow Skuszanki i Broszkiewicza wyznaczono specjalny autobus na dowoz widzow spoza Krakowa.
    Zylismy literatura od szkoly podstawowej.
    Juz na studiach i w bardziej snobowatej atmosferze sluchalismy poezji spiewanej w Piwnicy pod Baranami i ogladalismy kabaret Jamy Michalikowej. Za czasow studenckich bawilismy sie w Salamandre (teatr studencki) w Krakowie, jeden z kilku teatrow studenckich. Wyklocalismy sie o klasykow i cytowalismy zawziecie przeczytane madrosci i smieszne teksty. W liceum prawie kazdy znal niemal na pamiec Trylogie i … Szwejka
    Czasami mi sie wydaje, ze te glosne czesto rozhowory w klubach i na ulicach Krakowa do poznych godzin nocnych zastapili teraz rozentuzjazmowani kibice sportowi a nawet kibole i niestety kampanie wyborcze.
    Nie mam nic przeciwko kibicom, denerwuje mnie malpowanie amerykanskich wyborow prezydenckich, ale nic nie zastapi atmosfery awantur na temat wyzszosci literatury iberoamerykanskiej nad amerykanska, i dlaczego rosyjskie klasyki w amerykanskich filmach sa nic nie warte.
    Chyba to obowiazkowe nauczanie jezyka rosyjskiego otworzylo nam okno na swiat Jesienina, Bloka i Wertynskiego.
    Rosyjskiego uczyl nas prof. Szyszko-Bogusz, jakis zdegenerowany hrabia , z tych co to sie rodza z szostym palcem, i mial hyzia na punkcie Oniegina wiec nam kazal wbijac na pamiec cale przydlugie fragmenty. Ale ten zdegenrowany hrabia dyskutowal z nami na lekcji Zbrodnie i Kare i Braci Karamazow.
    Nauczyl nas rozumiec o co Dostojewskiemu sie rozchodzilo. Ciekawsze niz Puszkin.
    Obowiazkowa lacina dala nam pojecie o literaturze starozytnej. Za czasow Ryszarda Gansinca nalezalem jako uczen liceum do Zwiazku Filomatow; probowalismy tlumaczyc lacinskie wiersze na j. polski.
    Pamietam nawet niektore takie probki z Horacego:
    „Na coz nam w zyciu majatek zbyt duzy
    Jakiz niepokoj po swiecie nas wlecze
    czyz sam przed soba w tulaczej podrozy
    umkniesz czlowiecze’

    Nie chce zanudzac ale pamietam taki wiersz Phaedrusa „Calvus et musca”:
    Lysego ugryzla mucha, probowal ja zabic, trzasnal sie w policzek ale mucha odleciala.
    Nie pamietam nazwiska ucznia, ktory to tlumaczyl ale pamietam moral z bajki, w ktorej poeta ostrzega i lysego pogryzionego przez muche co ja chcial zabic, i te muche co gryzie i w koncu ja dosiegnie kara i ktos ja trzasnie na amen:

    „W tej bajce taki jest moral zawarty:
    Przebacz tym, ktorzy przez przypadek grzesza,
    Ten, kto z rozmyslem szkodzi, kazdej kary warty,
    Jak rowniez ci, co sie z cudzej krzywdy ciesza”

    Takie tlumaczenia to bylo to zdrowe gimnastykowanie szarych komorek.

    Pamietam, ze na jakiejs randce z moja obecna polowa wyklocalismy sie czy Proust to geniusz czy idiota.
    Byly to czasy kiedy wstyd bylo czegos nie wiedziec z literatury czy nie przeczytac jakiejs bardzo dyskutowanej ksiazki. Trzeba bylo leciec do domu i szybko uzupelnic braki.

    Byc moze, ze telewizja i SMS-y wykonczyly bezposredni kontakt gromadny. Troche szkoda.
    I kochamy te Ameryke ale nie wiemy dlaczego.
    Pamietam jakiego narobilem zamieszania (co mi sie zdarza) jak mi sie wyrwalo, ze Faulkner pisze wedlug sciagi jak nalezy pisac (nie powiesc) ale ksiazke. Bylo to bluznierstwo. I kij w mrowisko. Ale to bylo dawno temu.
    Wlasciwie szkoda. Juz nie ma z kim sie klocic o pryszczata Szymborska czy rownie pryszczatego Konwickiego..
    (W Krakowie ‚pryszczaty’ pisarz to byl taki co zbieral nagrody literackie i za Stalina i za tzw. obecnej Polski)
    Taki nigdy nie zapomniany cytat z ‚Wladzy’ Konwickiego napisany jeszcze za czasow stalinowskich chyba, na temat kulakow i parcelacji gruntow:
    Gada taki chlop malorolny co sie swiezo zapisal do partii: (cytuje z pamieci)
    Bo to wicie towarzyszu, ja to sie na tym komunizmie nie rozumiem. Ale biere kapital Marksa do reki i od razu mi we lbie swita.

    Tak, zebralo mi sie na wspomnienia.
    Dobranoc

  16. NICK said

    Panie Filo. Może by te wspomnienia jakoś Pan zebrał. Puścił w eter. Niech je przeczyta choćby setka a ze setki choćby pięciu, poważniej się zastanowiło. Czyż nie warto?
    [Może to taki toto-lotek? Nie!] Jak się trafi na odpowiedni umysł, w odpowiednim czasie i z odpowiednim przekazem. To tylko dobro powstać może.

    Ot, wpływ Pani Lusi. Widzi Pan?

  17. JO said

    Warto dodac te Dane do Gajowki-Konta Bankowe. Jestem poza zasiegiem…moze Pan Gajowy wpisze te dane tam by Gajowicze wdpierali Pania Lusie…

  18. bart said

    Panie Filo, Internet nie zastąpił literatury, ale ja uzupełnił.

    Wie Pan, to tak jak z tym publicznym szkolnictwem w USA. Mamy od jasnej anielki materialow, pomocy naukowych, jest dostep do bibliotek, archiwow, liczne programy i granty dla uzdolnionych.

    I co z tego, skoro nauczyciele, a przede wszystkim rodzice nie dają dzieciakom motywacji i one nawet nie wiedzą, co jest w zasięgu ręki, przez co czas spędzają na dłubaniu w telefonikach i na grach elektrycznych.

    Otoczone tymi wszystkimi źródłami uczniowie pobierają nauki w zakresie posłuszeństwa i politycznego poprawniactwa. Przecież im nawet na przerwach nie wolno rozmawiać.

    Prywatne szkolnictwo wprawdzie troche motywuje, ale nie ma tylu możliwości, jakie daje sektor publiczny. (dygresja)

    Takoż podobnie, internet to nieskończone bogactwo informacji i nietrudno oddzielić rzetelne i cenne materiały od bulszytu. Trzeba tylko miec tę motywację, ten „drive” do zgłębiania się w to morze informacji. Trafnie nazwano ten process żeglowaniem po Sieci. Bo internet to nie tylko narzędzie do oglądania portretów kotków i kolekcji butów babskich w kohlsie.

    Uzaleznienie od Internetu bazujące na pragnieniu wiedzy, to rzecz zacna.

    (albo może i nie, bo jak mowiła moja znajoma stara Ukrainka, od wiedzy to tylko łeb boli).

  19. bart said

    To Wy w Krakowie już wtedy rozgryźliście Szymborską?

    A u nas na Midweście Szymborska stanowi coś w rodzaju lektury obowiązkowej w high school.

    Nieświadomość, albo celowe zatruwanie umysłów.

  20. Boydar said

    chłe, chłe, ‚albo’ …

  21. bart said

    Tak sobie postukam w klawiaturę, bo mam w robocie troche wolnego czasu. Mam nadzieję, że nie rozcieńczę wątku, ale niech mi będzie wolno porównać twórcę (twórczynię) z Klasą od jawnego hosztaplerstwa. Na dość aktualnym przykładzie.

    Czytam sobie otóż wieczorami książkę w twardej oprawie autorstwa janusza Głowackiego, zatytułowaną „Z głowy”. Są to wspomnienia autora scenariusza sztuk teatralnych, filmów (na przykład z Piwowskim do Rejsu), felietonów, recenzji. Gościu zajmuje się tak zwaną literaturą współczesną i wydaje mi się, że delikatnie lewicuje. Delikatnie, aby nadmiernie nie obniżać wymiaru czytelnictwa swoich dzieł. Choć trzeba mu przyznac, że przemycił dość uczciwie rzeczywistość w opisie obchodów Jedwabnego.

    Otóż facio czytał Tyrmanda i żywcem rżnie od niego epizody wraz z ich opisami, przyklejając je do swojej osoby. A mianowicie z książki „Rok 1954”. Jemu się wydaje, że ludziska nie czytali Tyrmanda, bo Żyd.

    Warsztat u gościa znakomity, choć też moim zdaniem wzorowany na Łysiaku, ale jeśli chodzi o treść, to sporo sieczki. Jakoś nie potrafię się doczytac przesłania.

    Pani Lusia za to wali młotkiem w łeb, ale czyni to z wielką klasą.
    Mam nieładne skojarzenia, ale powiedziawszy oględnie, moim skromnym zdaniem szkoda młotka, zacna pani Lusiu. I rozbryzguje się…

    Wydrukowałem sobie tego „litarta” o zdrajcach. Mam nadzieję, że mnie nie będą ciągać z powodu praw autorskich. Szkoda tylko, że szlachetnego wilka użyto jako uosobienia zła i zdrady.

  22. bart said

    Z jednej strony „albo”, a z drugiej „i.

    Nie chce mi się po raz któryś szczegółowo relacjonować epizodu z udziałem pani wicedyrektorki szkoły junior high. W każdym razie, konkluzja naszej wymiany zdań było stwierdzenie z jej strony, z pewną dozą zdziwienia pomieszanego z zaskoczeniem: „stąd wniosek, że rząd jest przeciw ludziom??!”. Dziekuje, że nie ja to musiałem powiedzieć.
    Murzyni potrafia upraszczać… Ona była półmurzynką.

  23. Tom said

    Pieśń o fladze

    Jedna była – gdzie? Pod Tobrukiem.
    Druga była – hej! Pod Narvikiem.
    Trzecia była pod Monte Cassino,

    A każda jak zorza szalona,
    biało-czerwona, biało-czerwona!

    czerwona jak puchar wina,
    biała jak gwiezdna lawina,
    biało-czerwona.

    Zebrały się nocą flagi.
    Flaga fladze dodaje odwagi:
    – No, no, nie bądź taka zmartwiona.

    Nie pomogą i moce piekła:
    jam ciebie, tyś mnie urzekła,

    nie zmogą cię bombą ni złotem
    i na zawsze zachowasz swą cnotę.

    I nigdy nie będziesz biała,
    i nigdy nie będziesz czerwona,

    zostaniesz biało-czerwona
    jak wielka zorza szalona,

    czerwona jak puchar wina,
    biała jak śnieżna lawina,
    najukochańsza, najmilsza,
    biało-czerwona.

    Tak mówiły do siebie flagi
    i raz po raz strzelił karabin,
    zrobił dzirę w czerwieni i w bieli.

    Lecz wołały flagi: – Nie płaczcie!
    Choćby jeden strzępek na maszcie,
    nikt się zmienić barw nie ośmieli.
    Zostaniemy biało-czerwone,
    flagi święte, flagi szalona,
    nie spoczniemy biało-czerwone,

    czerwone jak puchar wina,
    białe jak śnieżna lawina,
    biało-czerwone.

    O północy przy zielonych stolikach
    modliły się diabły do cyfr.
    Były szarfy i ordery, i muzyka
    i stukał tajny szyfr.

    Diabły w sercu swoim głupim, bo niedobrym
    rozwiązywały biało-czerwony problem.

    Łkała flaga: – Czym powinna
    zginąć, bo jestem inna?
    Bo nie taka… dyplomatyczna,
    ta od mgieł i od tkliwej rozpaczy,
    i od serca, które nic nie znaczy,
    flaga jak ballada Szopenowska,
    co ją tkała sama Matka Boska.

    Ale wtedy przyszła dziewczyna
    i uniosła flagę wysoko,
    hej, wysoko, ku samym obłokom!
    Jeszcze wyżej, gdzie się wszystko zapomina

    jeszcze wyżej, gdzie jest tylko sława
    i Warszawa, moja Warszawa!

    Warszawa jak piosnka natchniona,
    Warszawa biało-czerwona,

    czerwona jak puchar wina
    białą jak śnieżna lawina
    biało-czerwona,
    biało-czerwona,
    Ohej, biało-czerwona.

    Konstanty Ildefons Gałczyński
    1 X 1944

  24. APA. said

    Tylko male wtracenie się w powyższy temat z jednoczesnym zapytaniem:

    Czy młodzi, Polki i Polacy wiedza cos o potrzebującej pomocy PATRIOTCE L.Oginskiej i oglądali jej dzielo „ZMARTWYCHWSTANIE” ?

    Co do bialo-czerwonej ,to przecież ona dawno została ROZSZARPANA i gdy ja niszczono nikt temu się nie sprzeciwil !!!

  25. Marucha said

    Re 13:
    To niestety niemożliwe. Musimy z tym poczekać, aż ukaże się piosenka… Ale jutro zamieszczę coś innego Pani Lusi.

    Re 15:
    Panie Filo… nic dodać, nic ująć…

    Re 17:
    Się zrobi jeszcze dziś.

    Re 21:
    Ja też lubię wilki. Jest w nich coś z żołnierzy niezłomnych.

  26. RomanK said

    ad 10. Panie Bart…niech pan nie peszy ..bez tego nie byloby tak wyraznego kontrastu pomiedzy prawdziwym talentem a.. beztalenciem z aspiracjami:-))))
    Ciotka Tekla nazywala to cyt..” przytulaniem sie sroca do koloca”:-)))

  27. Ad. 18

    „Trafnie nazwano ten process żeglowaniem po Sieci.”

    – „Surfowanie”, to „ślizganie się”, a nie „żeglowanie”. Więc trafnie nazwano.

  28. bart said

    Surfowanie to czynność specyficzna. Niby slizg, ale napędzany wiatrem, bo wiatr powoduje fale. Ale to są jedynie niuanse.

    Talent pani Lusi jest w ogole poza dyskusją, jako coś oczywistego. I nie czas wchodzic poetce wpół słowa.

    Ale również nie czas na międlenie sprawy, kto jest większym, a kto mniejszym talentem.

    Nie piszę, że wysyłam swoją działke, ale jak juz wyśle, nie omieszkam nadmienić mimochodem.

  29. Eliza said

    Szanowni Państwo dzisiaj mamy promocję sztuki konceptualnej i konceptualizmu w malarstwie. I to nazywamy estetyką, co z estetyką i pięknem nie ma nic wspólnego. Pisuary z dziurkami i dewastacja neurotroficzna mózgu – nie jakość wiedzy a szybki przyrost bezmyślności ( i nie mam na myśli pojęć z kulturystyki). To co się teraz promuje w niektórych środowiskach artystycznych, jest chyba skierowania na walkę z wrażliwością , to śmierć dla sztuki przez duże S..

  30. bart said

    Pani Elizo, niech Pani przestanie, bo mi sie robi słabo.

    Niestety, Pani ma racje.

  31. Nutka said

    Z ciekawości zapytam, jaką kwotę trzeba uzbierać. Jaki jest szacunkowy koszt tej produkcji. Czy są jakieś wieści na ten temat?

  32. Peryskop said

    No proszę, jak z króciutkiego tekstu wyszedł całkiem niezły test na percepcję i sentymenty !

    W #8 ktoś mógł się tu poczuć skonfundowany czerwoną szmatą, a ktoś białą – samo życie !

    #11 …”jeśli już coś przeczytają – to nie zrozumieją.

    Moim zdaniem nie tylko wśród Polaków obniżyła się biegłość w semantyce. Nieprawdaż ?

    A trend ujawnił się także w tej dyskusji skoro zwrócenie uwagi na lapsus historyczno-logiczny w zacytowanej zwrotce wywołało konsternację. Nawet z pouczeniem „Tak się nie robi…

    #13 Panie NICK, proszę nie karcić – i to dwukrotnie – za „zapewne intencje najczystsze” (to racja), bo nie każdy ma wpojone „ruki po szwam i morda na kłódkę”.

    #10 Panie Bart, dziękuję za „przyjacielską” radę i za życzenia. Wzajemnie.

    Ale w którym miejscu „poprawiłem Wielkich” ?

    Zapewne Autorka w kolejnych zwrotkach wyprowadzi(ła) jednak znaczenia z obu barw solo, bo one przecież są – i to dość jednoznaczne w swej symbolice.

    Ale niby dlaczego nie miałbym sobie posnuć inspirującego wątku rozdarcia naszej flagi swoim własnym tokiem myślenia ?

    Verboten ?

    Verboten, tak jak na Marszu Niepodległości i innych patriotycznych demonstracjach, gdy za narodową flagę można oberwać pałą, albo salwą gładkolufową, ewentualnie działkiem wodnym + wyrok ?

    Czy zaingerowałem w tekst oryginału, popełniłem plagiat, albo naruszyłem prawa autorskie, lub kogoś uraziłem, czy może naruszyłem zasady bon ton ?

    A gdzie się podziała nasza asertywność ?

    No właśnie, to jest kolejny wniosek z testu…

    #23 Panie Tom, dzięki za przypomnienie „Pieśni o Fladze”, w której IKG zagrał kolorami bez rozrywania.

    Ale stosunki się pogorszyły i obecnie dosłowne lub w przenośni rozdzieranie flagi narodowej zdarza się w Polsce dość często. Więc tu nie ma już czasu na estetyczne dywagacje, jak w #21, gdy ktoś siedzi gościnnie na „Midweście” i emabluje lokalną mulatkę.

    Barwy narodowe mają wielkie znaczenie – nasze także dla obywateli Monako (ca. 30 tys.) i Indonezji (ca. 300 mln).

    Ale najciekawsza jest flaga Japończyków, bo sprawdziłem na miejscu, że bodaj przez bardziej dopracowaną geometrię łatwiej im się koncentrować, a także definiować priorytety, cele i metody realizacji.

    I czy to nie nasze wspólne barwy skutkują, że po równo z Japończykami cenimy Marię Skłodowską-Curie za intelekt oraz Fryderyka Chopina za artyzm ?

    # 26 Bingo! Przywiązanie do szmaty czerwonej wciąż silne. Czekamy na kontynuację poezji texańskiej z klasyczną już rymowanką „pstrem-bzdrem”.

  33. lolek said

    Uderza we właściwe nuty. Jeśli zadrgają, wiedz żeś Polak.

    „Zmartwychwstanie”

  34. Ad. 29

    „To co się teraz promuje w niektórych środowiskach artystycznych, jest chyba skierowania na walkę z wrażliwością , to śmierć dla sztuki przez duże S..”

    – Inne klimaty:

    https://www.facebook.com/daniel.kempisty/photos

    https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/q83/s720x720/10438579_912620908748560_764694754577149159_n.jpg?oh=ea08b70801ffe19844cf5d9b142ee738&oe=55906708&__gda__=1431007426_5bd3c208f9bcf0d1198e9a6793bdc28e

    https://scontent-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-xpa1/v/t1.0-9/s720x720/10425020_902744336402884_914360212168582173_n.jpg?oh=80638612c8efb9b254cf42870a5c58a0&oe=558F1395

    https://scontent-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/v/t1.0-9/s720x720/1233603_882380625105922_8894802052243469889_n.jpg?oh=a9823819c4fb820d354e2fdfc77d545d&oe=55895BD2

    https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xaf1/v/t1.0-9/q84/s720x720/10525949_882380665105918_8137428064995777906_n.jpg?oh=4176b7b53e5fc9c5147a6cebe87e120b&oe=554F7CA1&__gda__=1431523108_5a744e427fc8066fc23be4530d0af42b

    https://scontent-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/s720x720/1779914_882380601772591_809385287790793165_n.jpg?oh=a00900138ccd5499773d04004edbde37&oe=55943B17

  35. Jak się zamieszcza zdjęcia?

  36. Proszę przekazać Lusi Ogińskiej adres mojej poczty internetowej – znam audio studio w Warszawie, które zmontuje jej nową piosenkę na mój koszt według jej wskazówek: stantym@hotmail.com

  37. NICK said

    Jabym się mocno zastanowił, gdyby ktokolwiek, obcy i pokojowo chciał mnie „zagospdarować”.
    Wojna to co innego.

    A jak darczyńcy? Da radę? Gospodarzu?

  38. Marucha said

    Re 31:
    Pani Nutko, najlepiej skontaktować się z p. Lusią osobiście.
    lusia@lusiaoginska.pl
    Ja nie jestem chyba upoważniony do udzielania takich informacji.

    Re 37:
    P. Lusia napisała mi, że – fakt! – wpłynęły pierwsze darowizny.
    Dziękuję bardzo w Jej imieniu.

  39. Listwa said

    @ 36 Stanisław Tymiński

    Jeden strzał i sprawa załatwiona

  40. Filo said

    20
    Bart
    re: to wy w Krakowie juz wtedy rozgryzliliscie Szymborska?

    Tylko do polowy bo nie wiedzielismy, ze zrobi taka zawrotna nobliwa kariere w posolidarnosciowej Polsce.
    Krakow jednak pamietal Szymborskiej, ze podpisala te haniebna liste dranskich gnojow, ktorzy domagali sie kary smierci dla ‚reakcyjnych’ biskupow katolickich. .
    Bylismy zdziwieni, ze ani lata 56 ani 70-te nie zniszczyly jej kariery.
    Konwicki zas sie nagle zrobil swiatlym ‚przeciwnikiem’ komunizmu.
    Zupelnie zas sie skompromitowal Mala Apokalipsa.

  41. wi42 said

    @36 p. Stanislaw

    Wielkie dzieki od nas wszystkich

    @39 L
    Niezaleznie od oferty pana Stanislawa, wniesmy rowniez swoj wklad , aby wesprzec tworczosc pani Lusi.

  42. bardzo said

    Panie Filo, tę listę podpisał również Karol Bunsch. jeśli dzisiejsza kopia tej listy jest rzetelna, rzecz jasna. Trudno mi znaleźć wytłumaczenie dla Bunscha, ale przecież i Chaczaturian skomponował Odę do Stalina. Włos na głowie staje, jakie wtenczas były czasy, z jakich wspaniałych ludzi system zrobił barachło. (z Szymborskiej nie musiał, ta była konsekwentna).

  43. Minus said

    bardzo proszę, wysłałem 30E, powodzenia

  44. Marucha said

    Zaraz, powoli – o ile wiem, sprawa nie jest jeszcze dograna, w każdym bądź razie p. Tymiński wyraził zainteresowanie.

  45. NICK said

    (44) A kto go o to prosił?
    Apelowałem. Poznajcie życiorys. Dokładnie!
    Te grzybki Peru czy inne takie tam żony i nie żony. Rok ’68. Dopuszczenie!!! do wyborów prezydenckich. Teczka z shit’em. Towiańskość. „Przyjdę, wygram, rozkażę i się stanie” a to chyba właśnie najlepsze… .

  46. Minus said

    przy okazji, gdzieś, nie pamiętam, czytałem anegdotę o mężu Pani Lusi, osobie z jakoby mizernym poczuciem humoru, że w czasach jego aktywności zawodowej, miał jakoby kajet, w którym klasyfikował poukrywanych za swojsko brzmiącymi nazwiskami tfurców, może i twórców i innych takich artystów- ten Żyd taki, tamten owaki. Miał mieć kłopot z zaszufladkowaniem Wojciecha Siemiona. Ponieważ podzielił się tą rozterką z zaufanym znajomym, człowiekiem z poczuciem humoru dla odmiany, ten na odczepne rzucił: Żyd Polny, co aktor miał zapisać. Czasami zastanawiam się czy Pan Gospodarz nie był przypadkiem aktorem? 😉

  47. Minus said

    i jeszcze dodam z wyrazami podziękowania dla Pani Lusi- moja siostrzenica w wieku przedszkolnym przeżywała historie roztoczańskich krasnali emocjonalnie i empatycznie, co cieszyło rodziców i wuja, pomysłodawcę lektury nie bez współudziału gajówki 🙂

  48. Arkadiusz said

    Pani Lusiu,proszę o kontakt.Chętnie pomogę w realizacji.Arkadiusz Suder

    Czy Pana adres email jest poprawny?
    Adres p. Lusi: lusia@lusiaoginska.pl
    Admin

  49. Marucha said

    Re 45:
    A to musiał go ktoś poprosić? Sam nie może wykazać zainteresowania?
    Poza tym: albo Pan coś wie konkretnego, albo insynuuje. Oczekuję od Pana czegoś więcej, niż cienkich aluzji. Dla mnie niezłą rekomendacją była wściekła nagonka na p. Tymińskiego połączona z kampanią kłamstw.

    Re 46:
    Zapewniam Pana, że mąż p. Lusi, Ryszard Filipski, ma ogromne poczucie humoru, a nie w każdą anegdotę musimy wierzyć,

  50. Eliza said

    Mam nadzieję, że Pan Stanisław Tymiński nie nawali a Pani Lusia Ogińska skorzysta z Jego propozycji.
    Jeszcze przydałby się kontakt z radiowymi rozgłośniami regionalnymi.

  51. NICK said

    Panie Szanowny Gospodarzu (49). O zainteresowaniu pisałem we (37). Inaczej mówiąc chce zagospodarować polską poetkę. Drzewiej napisałem, mniej więcej tak: ‚niech mi jeszcze ktokolwiek napisze, że Tymiński, w jakimkolwiek sensie, jest „zbawicielem” Polski, niech dokładnie pozna życiorys, ze wszelkich źrodeł’. We (45) zapodałem tylko hasła, mające ułatwić poznanie tego pana, spodziewając się, że moja opinia, bez haseł-odnośników, będzie ignorowana. Więc?
    Czy Pani Lusia, skorzysta? Z „pomocy”?

  52. Marucha said

    Re 51:
    Panią Ogińską już niejedni chcieli zagospodarować, ale to duża dziewczynka i się nie dała.
    Nie sądzę zresztą, żeby właśnie o to chodziło p. Tymińskiemu, który – wbrew Pana sugestiom – za żadnego zbawcę Polski się nie podaje ani do żadnych zaszczytów nie kandyduje.
    Czekam na konkrety zamiast „haseł”.

    Do innych:
    Ja już ze sprawą p. Lusi nie mam nic wspólnego, oprócz życzliwego zainteresowania. Co ze wszystkiego wyniknie, poinformuje nas zapewne p. Lusia.

  53. NICK said

    Dobrze, Szanowny Gospodarzu. Pobieżna i zapodana opinia, w tym hasła – odnośniki, co by se poszperać, nie wystarcza? A, czy Pan reprezentuje Tymińskiego? Michalkiewicza? Wrzodaka? RomanaK?
    Dość mam. Naturszczyk. Jestem.

  54. Marucha said

    Re 53:
    Panie NICK, reprezentuję tylko siebie samego. Wszelkie insynuacje, jakoby było inaczej, uważam za obraźliwe.

    Co zaś się tyczy innych osób, to lubię konkretne wobec nich zarzuty, a przynajmniej zarzuty uprawdopodobnione.
    Aluzje mało mnie interesują. Nie mam zresztą czasu na sprawdzanie, co by miały one oznaczać.

  55. NICK said

    Szczerze pisząc? To też nie mam czasu uprawdopodobniać. Fizycznie. Nie mam czasu.
    Tak czy owak, na końcu, i tak przyznam Panu rację. Gdyby było inaczej? Mnie by tu nie było. Z woli Pana lub mojej.
    P.S. Nie zapodam gotowca. Każdy sam musi poznać, różne postaci.

  56. Nutka said

    Re 38
    Panie Gajowy, dziękuję za info. Ciekawa ta Pani Lusia Ogińska; taka forma ekspresji swojej wrażliwości, swoich poglądów. Niedużą zapewne kwotę, ale na pewno wpłacę.

  57. Marucha said

    Re 55:
    No cóż, Pan zapodał jakieś aluzje – wypadało by je przynajmniej uprawdopodobnić.
    Bo chyba Pan wie o czym pisze?
    Czy może najpierw pisze, a dopiero potem szuka możliwości uprawdopodobnienia?

  58. Maciejasz said

    A gdyby tak do projektu dołączył się zespół De Press? Gdy sobie przypomnę ich wykonanie Pieśni Konfederatów Barskich to mi ciarki przechodzą…

  59. JO said

    Ad.58. Romantyzm ztdowski a Religia uzyta a nie rozumiana I Wdrazana…

  60. sfgaswg said

    15.jpg

  61. NICK said

    Pan Marucha (57).
    Stanisław Tymiński urodził się 27.01.1948 w Pruszkowie. (…) Ukończył Technikum Elektroniczno-Mechaniczne w Warszawie.
    Jako 20-latek, w 1969 roku, poprzez Szwecję, wyemigrował do Kanady wraz z pierwszą żoną-Finką [kto – wówczas, dostawał paszporty?]
    Do 1975 roku, gdy założył firmę komputerową – brak danych.
    W 1981 roku, wypalony zawodowo,dotarł do peruwiańskiej Amazonii i poślubił Peruwiankę-Żydówkę (troje dzieci). Prowadził biznes, głównie telewizyjny. Jakiś czas przebywał wśród plemienia Indian, którzy nauczyli go „wkraczania w Czwarty Wymiar”; pomocne było spożywanie halucygennego napoju – ‚ayahuasca’ [gdzieby tam oczyszczanie katolickie]. Po ‚oczyszczeniu’ wewnętrznym, w przenośni i dosłownie, wstąpił do „Libertarian Party of Canada”(1988), będąc, krótko jej przewodniczącym.
    W 1990 roku był kandydatem na urząd Prezydenta RP, przechodząc do II tury, jako – dosłownie, człowiek znikąd, wraz ze słynną ‚czarną teczką’. Nomen omen ówczesna wiara Polaków w zawartość teczki, do rąk przyspawanej świadczy o Nas ale i traktowaniu Nas przez St.T. . Kampanii towarzyszyły różne epizody. Np. ten, gdy 1-go Maja, ukrzyżował [sic!] literata Romana Samsela liną okrętową. Sam Samsel oceniał Tymińskiego jako „całkowitego mistyka, w dużym stopniu pod wpływem ‚zen’ „. Analiza wyników głosowania wykazała, że trafił do ludzi młodych z wykształceniem podstawowym, z małych i średnich miast. Nie zaufali mu emeryci, renciści i inteligencja. W kampanii pomagali mu: część esbecji i „Chamy”. Stworzył Partię X, bez powodzenia, uważając, że służby stworzyły jego sobowtóra – ś.p. Andrzeja Leppera. Przegraną tłumaczył na wiele innych sposobów, m.in. ujawnieniem dość grubej kartoteki leczenia psychiatrycznego. W partii X, niebagatelną rolę odegrał Józef Kossecki – cybernetyk społeczny.
    W nawiązaniu do Leppera. Cieszył się z jego śmierci a, nawet, dziękował za nią Bogu [sic!], rozsyłając mail’e tej treści.

    Do wyborów w 1995 roku nie zdołał zebrać 100 tysięcy podpisów.
    W wyborach 2005 uzyskał 0,16% poparcia (23 545 głosów). Spalił się.
    1 września 2010 roku wycofał się z działalności politycznej, niestety tylko werbalnie. Co widać.
    Jego trzecią żoną jest Chinka, 20 lat młodsza, wybrana z 350 tysięcy Chinek, po opłacie wstępnej 10 $ [ot, wybryk].

    Jego firma produkuje dla przedsięwzięć żydowskich, głównie energetycznych. Foruje kapitalizm i wolny rynek w sposób bliski J.K.M. i S.M. (temu przyznaje kapitulne ‚nagrody’). Dobrze wyraża się o ‚kuniu’ (R.G.). Jest jedynym, obok Tuska człowiekiem z polskim paszportem, odznaczonym orderem Słońca Peru. Marginalizuje sprawę i liczbę Żydów w Polsce.[„wystarczy przegnać te kilkadziesiąt osób”]. Cytuje idola, Wodza, Marszałka Piłsudskiego.
    Dość chętnie próbuje nagradzać, sponsorować, jak kij we szprychy. A to 10 tys. $ za jakąś książkę a to na jakiś filmik. Większość to odrzuca – mądrze.
    Wybory. Generalnie. Nie wie co one są warte?
    Jest sterowanym populistą, kreowanym na mistyka z domieszką mesjanizmu. Trafia na podatny grunt. Toć większość Romantyków Nas przygotowała.
    Coraz częściej powołuje się na Boga, w którego „chce wierzyć”. Podobnie, ostatnio, umiejętnie, jak imiennik – S.M., podpina się pod główny prąd, ten prawdziwie opozycyjny. Nie pisząc nic rewolucyjnego. Artykuły są zbitkiem prawd, ogólnie znanych. Przyznać trzeba – umiejętnie skomponowanych. Mieliśmy ‚tenorów trzech’. Powiodło się. To powtórzmy. Np. JKM, SM, ST [niby Płażyński].
    Porzucił Starą Ojczyzną – 46 lat temu! Jest obywatelem świata z trzema paszportami ( o czwartym mi nie wiadomo). Polski patriota? Katolik?
    Patrioci emigrują? Zostawię furtkę dla kilku… .
    Reszta pojechała. Tu – My – giniemy. Ileż już było fal emigracyjnych. Miliony Polaków, mądrych, przedsiębiorczych, porządnie wykształconych ( w Macierzy).

    Zebrane. Multum źródeł i własnej pamięci. Starałem się. Więcej nie mogę. Prawnik tak orzekł.

    No cóż, wiele tu opinii, wartościowania i osądów, mało faktów.
    Coś podobnego dało by się napisać np. o gajowym Marusze, choć nikogo oczywiście „tajny życiorys” Maruchy by nie obchodził. Ale dało by się.
    Koleżance z IIa podstawił nogę.
    Palił papierosy w krzakach koło szkoły na przerwach.
    Oblał chyba ze dwa egzaminy w czasie studiów.
    Pracował w PRL popierając ustrój komunistyczny.
    Teraz udaje patriotę… ale często pisze bardzo negatywnie, wręcz wrogo o Polakach (lemingi, żydopolacy, debile…) i tu wychodzi jego prawdziwa natura.
    Admin

  62. NICK said

    Jednak. Moderacja?(61). Właściwie to słusznie.

  63. NICK said

    Dziękuję za komentarz.
    To już lepiej My się złóżmy na P. Lusię. Jak i na dzieła P. JO.

  64. rafal z said

    NICK said
    2015-02-17 (wtorek) at 19:54:59

    „My”, wy, oni …………. FANATYZM! się to nazywa.

    Zamiast się cieszyć, że ktoś chce dać SWOJE!!! pieniądze na szczytny cel, to TWORZY Pan problem gdzie go wcześniej nie było!

    Baa, zgodnie z Pana twierdzeniem niektórym nie powinno się pozwalać finansować pewnych projektów. Zakładając, że dana osoba jest kimkolwiek nawet agentem to czy nie lepiej pozwolić takiej osobie sfinansować ów projekt? Jeśli agent wykłada pieniądze na Pana projekt, to de facto oznacza iż ta osoba tak naprawdę pracuje dla Pana. Ja bym w zasadzie chciał, żeby każdy agent płacił jak najwięcej na cel, który mu wskażę 🙂

  65. Marucha said

    Re 62:
    Ja, powtarzam, Pana NIE moderuję, Panie Nick.
    Jak mogę Z GÓRY coś Panu nie przepuścić?

  66. NICK said

    Brawo Panie Rafale (64). Bolek wskazał cel – własny dobrobyt a ponieważ zawsze jest coś za coś… .Chyba, że Pan uważa, że np. jewrounia Nas dotuje. KaPeWu?

  67. Boydar said

    Panie NICK;u, pozwolę sobie pologogryfić.

    Jest takie stare powiedzonko, które mało kto obczaja – „poznasz Stachu po zapachu”.

    Jak Pan chcesz znaleźć prawdziwa dupę po ciemku, musisz Pan powąchać. Na Macajewa nie da rady. Możesz Pan trafić na manekin, prawie identyczna. Prawdziwa dupa, zawsze trochę jedzie. Inaczej, to się Pan zdziwisz, Komentarz Pana Gajowego pod (61) jest tego dobitnym przykładem. Tak się składa, że dwudziestoletnia kupa nie śmierdzi.
    Jeśli szukać, to tu i teraz, albo relegować Pawła.

  68. Marucha said

    Re 66:
    Pana komentarz nie ma wiele wspólnego z wypowiedzią p. Rafała (#64).

  69. NICK said

    Panowie. Oki.
    Poza jednym (jakżeby inaczej). Tu, na gościnie wspólnie łysiejemy, poznając się jak konie jeszcze nie łyse. To jest trochę inaczej niż zawieść się nie mając świadomości i wiedzy o innych.
    Z tą dupą to średni szczał, zwłaszcza, że dupa-pretendent musi być widzialna. Wszystkimi zmysłami.
    Pozdrawiam Was.

  70. NICK said

    Ma. Są pieniądze, które śmierdzą, których brać nie należy. W najlepszym razie mogą się odbić czkawką.
    Bolek to wałęsa. Wziął, bierze i służy jak pies. Dla własnego dobrobytu bo wyższych celów to on, z założenia, mieć nie może. Jewrounia dotuje [powiedzmy, bo nie per saldo] i służymy jak psy.
    Donator, mecenas? Prawie zawsze coś za coś. Może okazać się s.synem? Może, za lat kilka, powiedzieć: jaki ze mnie s.syn, sponsorowałem patriotów, przecież?

  71. Marucha said

    Re 70:
    No cóż. Pan uparł się, żeby czuć smród od pieniędzy p. Tymińskiego. Upór Pana opiera się na dość wątłych podstawach. Nic mi nie wiadomo, aby p. Tymiński owe pieniądze ukradł czy zdobył dzięki układom w WSI.

    O ile wiem, sama zainteresowana, raczej znana z nieprzejednanej postawy, nie widzi nic zdrożnego w przyjęciu pomocy od p. Tymińskiego.

  72. wanderer said

    Drogi Panie Nick,

    Pewnie znasz Pan cytat; ” Kto nie jest przeciwko nam, jest z nami”
    Ktos, kto nie byl Synem Boga, ani nawet jego uczniem, chodzil i uzdrawial w Imie Jezusa ludzi. Byl prawdopodobnie zwyklym czlowiekiem ktory sie nawrocil, zrozumial, pokochal Dobro i Boga i zaczal uzdrawiac na wlasna reke. Prawdopodobnie przed Jezusem byl zwyklym czlowiekiem ktory moze bladzil jak kazdy.
    Wiec ja sie pytam, czy gdyby gajowy Marucha czy Pan Tyminski mial w swoim zyciu okresy bladzenia, wspolpracy ze sluzbami, ale teraz po latach obraliby wlasciwa sciezke, zmieniliby sie i kierowali dobrem co byloby widoczne po ich owocach, to czy nadal odrzucalby Pan ich owoce?

  73. z sieci said

    Guła said

    2015-02-18 at 11:14
    Toż to oczywistym jest; gdyby nie działalność Marszałka to po konferencji wersalskiej istnieli byśmy w granicach Kongresówki, a najprawdopodobniej w ogóle.

  74. Guła said

    A najprawdopodobniej wogóle nie istnieli byśmy jako Kraj.

  75. Guła said

    Jeżeli już, to – na całe szczęście, pani Lusia wybierze sponsorów.

    O panu Stanisławie Tymińskim, więcej informacji:

    http://www.goniec.net/goniec/inne-dzialy/lektura-gonca/siedem-dni-ze-stanem-tymińskim-codzienność-z-szokową-transformacją-w-tle-22.html

  76. Ad. 73

    Sorry, ale tak, jak Bartoszewski jest „ksywa profesor”, tak Józek bandzior jest „ksywa marszałek”. Dobra, może być kompromis – „zwany marszałkiem”.

    Przeczytajcie biografię gen. Rozwadowskiego pióra Mariusza Patelskiego, to się wam na PPS, Józka i całą sanację oczy otworzą… Ale to ciężkawa lektura, trzeba czytać dokładnie także przypisy – a tych jest sporo.

  77. Ad. 71

    Jeżeli to jest „miłe Bogu” i prowadzi do dobra, to nawet jeśli ta kasa jest ze wsparcia WSI, to zadziała na korzyść Polaków.

  78. Guła said

    @76
    Nawet gdyś się …, znaczy nie zdążył do WC, to co prawda – Bartoszewski to ksywa profesor, ale J. Piłsudski był i zostanie marszałkiem. Sejm jemu nadał tę rangę, a senat poparł w odróżnieniu od profesury Bartoszewskiego. Widzisz pan różnicę.
    A poza tym mowa jest o przyczynach odzyskania wolności. A nie o sile słowa pisanego.

  79. NICK said

    No dobrze już, dobrze. Bo nabawię się jakiejś nerwicy. Natręctw na przykład. Pozdrawiam Państwa. HUK.

  80. Ad. 78

    Przyczyny odzyskania wolności były dwie: Narodowa Demokracja i system edukacji (kolejność przypadkowa).

  81. Guła said

    ” Nigdy nie chciałem być prezydentem dla stanowiska, czyli takim, który tylko pilnuje żyrandola. Chciałbym być prezydentem skutecznym, który może zmienić kraj na lepszy aby Polacy mogli się radośnie rozwijać i czuć się u siebie w domu. Niestety w obecnym czasie nie jest to możliwe.

    Przede wszystkim obywatele naszego państwa muszą być gotowi do zaakceptowania takiego prezydenta, który wprowadzi drastyczne zmiany w polityce, co z kolei będzie miało wpływ na gospodarkę i budżet państwa. Tylko prezydent z silnym poparciem może tego dokonać. Stać mnie na opłacenie kosztów zebrania podpisów poparcia w celu rejestracji mojej kandydatury ale tego nie zrobię, ponieważ nie chcę być kandydatem za własne pieniądze bo to nie jest udokumentowane poparcie.”

    http://wirtualnapolonia.com/2015/02/18/stanislaw-tyminski-nie-jestem-kandydatem-na-prezydenta/

  82. Boydar said

    Pieprzenie w bambus, Panie Guła szanowny. Nie, nie Pańskie, tych wszystkich pretendentów.
    Gdyby któremuś starczyło odwagi, i oświadczył by, że nie wie jaką politykę będzie prowadził,
    i nie ma żadnego programu, bo każdy oficjalny program to farsa przedwyborcza,
    ale uważa, że długi zaciągnięte pod presją, wbrew prawu i na szkodę Polski, uważa za niebyłe,
    to wygrywa w pierwszej turze. Nic więcej nie musi mówić.
    Ma wtedy za sobą i Polaków i Żydów. A to już poważna siła. Ukry i Werwolf same się zwiną.
    I nawet nie musi mu się udać „wygrać” żywym 🙂 , ważne żeby TO zostało powiedziane głośno i publicznie.

    Żeby sobie ktoś nie pomyślał, że ja jakiś prosemitnik jestem; ale realnie rzecz biorąc, nie da się pozbyć 10 milionów jewrei i szabesgojów ot tak, na pstryk ! To trzeba Panu Bogu zostawić, On od początku świata wiedział, jak się to skończy.

  83. Guła said

    Jakby Pan śledził publikacje Pana Tymińskiego, Panie Boydar szanowny. W których omawiane jest wszystko to, o czym Pan „gdyba”.

    Rzecz jest w poparciu o którym mówi sam zainteresowany, do kogoś, kogo te wywody nie za bardzo interesują. Nie interesują, boć pod nosem, w innej opcji, przygotowany jest gotowiec wyborczy i wystarczy tylko wsadzić nos w, kto jeszcze ma, TV i konsumować ten informatyczny przekaz przegryzając hod dogiem.

    Nawet bez konieczności wyjścia z domu i oddania, zgodnie z wyborczą zasadą, swojego głosu.

    Po co psuć ten komfort.

  84. revers said

  85. Boydar said

    @ Pan Guła

    Słucham Pana Gułę, proszę o materiał. Ja Panu Tymińskiemu, ani nikomu innemu po kieszeniach nie grzebię, a na wierzchu nie zauważyłem.

    Wie Pan, zawsze może się zdarzyć, że ktoś powie „sprawdzam”.

  86. AC said

    Pomyslalem, ze pani Lusia Oginska juz pare razy probawala zechciec cos wtracic tu.
    Bez powodzenia.
    Nikt by uwagi juz nie zwrocil.

  87. Atanazy said

    Mocne utwory.
    Tylko dlaczego poetka posługuje się zdrobnieniem imienia? To nie licuje z tematyką poezji, choć kto zrozumie artystę…

  88. Marucha said

    Re 87:
    To nie zdrobnienie. Pani Lusia Ogińska otrzymała imię Lusia na Chrzcie Świętym.
    Lusia.
    Nie Ludwika, Ludmiła, Jadwiga itp.

  89. Guła said

    @ Pan Boydar

    Bardzo proszę:

    http://www.rzeczpospolita.com

  90. Boydar said

    @ Pan Guła

    Pane, ja nie jestem ciekawy potwór z lemowego opowiadania. Co mi Pan Guła za różowy szum tu zapuścił !
    Proszę mi wskazać, gdzie Tymiński oświadcza w programie naprawy państwa, że długi zaciągnięte przez jednych jewrei u drugich, nie mają związku z Narodem Polskim i spłacane nie będą.
    Ino gibko, bo przestanę Pana Gułę traktować poważnie.

  91. ? said

    Podaję do kolekcji p. Gajowego, to co przez lata zebrałem z poezji p. Lusi Ogińskiej: OGIŃSKA LUSIA – WIERSZE WYŁAPANE Spis treści 01. Gdy się zbliży czas końca 02. Ślubowanie 03. Jesienna bieda 05. Luli 06. Jakże łatwo 07. Pamięci Leona Mireckiego 09. Kościółek 10. Prawda 11. Nie wierzę 12. Bóg nam dał wolną wolę 13. Nieurodzajne drzewo 14. Mamo 15. Wniebowzięcie Marii Panny 17. Łudzenie samego siebie 18. Światło lampy 19. Przewrotni rolnicy 20. Syn marnotrawny 21. Umierać. 22. Wizyta. 23. Świętej pamięci ks. abp Kazimierzowi Majdańskiemu 24. Nawrót do grzechu 25. Pegaz 26. Boże Narodzenie 27. Perły przed wieprze 28. Gdy anioł smutnie płakał nad kołyską 29. W naszym domu 30. Kot 31. Drzewo i owoce 32. Ziarno gorczycy 33. Krąpiec 34. Maki czerwone 35. Władza 36. Pobojowisko płonie 37. “Solidarność” 38. Laszka 39. Veritas 40. W pszenicznym łanie 41. A miało być pięknie 42. Błogosławiony Zygmunt Szczęsny Feliński 44. Dobry Samarytanin 45. Piąta kolumna 46. Po wyborze R. Giertycha na Ministra Oświaty 47. Dzień i noc 48. Puszcza jesienną porą 49. Fotografie z powstania 50. Przyjaciel 51. Bunt i kołysanka 52. Tato. 53. Fin de siecle 54. Nad grobem Andrzeja Trzebińskiego 55. Po prostu Lusia 56. Sałdat Watikana 57. Podkochiwać się w Tobie nie wolno 58.Wąż 59. Prymas Wyszyński 60. Śpiewać będą 61. Tryptyk Grunwaldzki 62. Matka Boża Malborska 63. Oblężenie Malborka 64. Dobra trwałe 65. Pchli targ 66. Grunwald 67. Pusty dom 01. Gdy się zbliży czas końca… Gdy się zbliży czas końca, proch się wokół zrodzi, zimna jasność na niebie pośród gwiazd zawita, nikt się dziwić nie będzie, i nikt nie zapyta czy Pan Bóg sprawiedliwy w człowieka ugodzi? Wszystek gad, zwierz najlichszy nie będzie mógł płodzić, a toń morska spieniona stanie krwią obszyta, zadrży serce pegaza, zatętnią kopyta – rycerz o smoczym pysku noc ze dniem pogodzi. Ten czas już niedaleki, choć się zda otchłanią, bezimienną wiecznością, klepsydry odpryskiem. Pójdą wraz z niewiernymi ci co w wierze trwają, świat się stanie areną – bez widzów igrzyskiem! Ostrzeże krzyk dziecięcy i w ciszy zawiśnie… Ocaleją jedynie ci, którzy kochają… 02. Ślubowanie Ojczyzno, moja Matko, polska ziemio! Ślubowanie składam chyląc siwe skronie, Zechciej je wysłuchać i zechciej je przyjąć Matko Moja Polsko, wieczysta w koronie! Ślubuję pamiętać o polskiej historii! Ślubuję ja chronić, by nie skamieniała Tej co z ran rycerskich rodziła się w glorii, I pamiętać o tej, co nam cześć zabrała! Pamiętać o grobach zaprószonych łzami, Pamiętać o ludziach, co za nas ginęli! Śniących o wolności gdzieś pod kurhanami, Bo im zawdzięczamy wolność polskiej ziemi! Ślubuje pamiętać o żyjących znoju, Pamiętać o dzieciach, ojcach i matkach, Tych, co nie zaznali szczęścia i spokoju, Którzy tonąc w biedzie, trwają do ostatka! Ślubuje na Godło, które naszym znakiem I na chleb pszeniczny i krzyże przy grobach, Nigdy nie zapomnieć, że jestem Polakiem Nie zapomnieć Polski! Nie zapomnieć Boga! 03. Jesienna bieda Firanki pocerowane kłaniają się wietrznym oddechom. Kot śni o podróży w nieznane, bociani oddala się klekot. Oddala się letni poranek, już jesień niechciana – choć nowa – już liście żółte, niechciane, rocznica niechciana – wrześniowa… O biedo, matko żebraków! Przychodzisz ty porą jesienną, i rodzisz wciąż nowych biedaków, i kochasz miłością niezmienną. Czemu nas nie osierocisz? Czemu nam nie dasz spokoju? Gdzieś w dali cielec się złoci a tu trzeba dziergać nić znoju! Czy ciebie szatani nasłali? Czy anioł podrzucił na ziemię? Myśmy i Boga pytali – lecz Bóg odpowiadał milczeniem… Zaprawdę tyś gorzka jak piołun! Nie matka tyś – ale macocha! Nie pójdziesz precz, więc dla spokoju należy cię biedo pokochać! 02.08.2000 r. 04. Życzenia dla Mamy Dam ci Mamo słońca promień, dam ci Mamo szczęścia chwilkę, czarodziejski dam ci domek, bukiet kwiatów, wraz z motylkiem. Może bilet dam ci złoty do krainy szczęśliwości, gdzie trosk nie ma, a kłopoty zamieniają się w radości. Chcę byś była uśmiechnięta i przenigdy nie płakała, a w dni zwykłe i od święta zawsze Mamo mnie kochała! Oddam nawet swego misia byś nie była nigdy samą… Cztery słowa dam ci dzisiaj: – Kocham Ciebie moja Mamo! 05. Luli… Boję się synku o twój świat, – staje się coraz bardziej zły – wiem, że nadejdzie taki czas – że ty do niego pójdziesz mi! Myślę, gdy ciebie tatuś tuli, siostrzyczka śpiewa, kot ci mruczy, ten świat syneczku… luli, luli… ciebie niczego nie nauczy! Dziś znowu niebo krwawą wstęgą nad ziemią się złowrogo tli, boję się synku, bo na pewno… do tego świata pójdziesz mi! Wciąż jeszcze cię dla siebie mam… co noc się do mej piersi tulisz, ja ten świat znam, syneczku znam! Nie płacz mi synku… luli, luli… 06. Jakże łatwo… Jakże łatwo jest odejść – jak trudno powrócić. Jak łatwo zdjąć sukienkę – nie oblać się wstydem. Jak łatwo śmiać się sztucznie – nieszczerze zasmucić, w lustrze włosy poprawić, i siebie nie widzieć. Łatwo sobie wybaczyć grzechy zbyt soczyste, a tak trudno zapomnieć zbitą szklankę z kawą. Jakże łatwo roztrząsać życie wiekuiste, a jak trudno zrozumieć co dzisiaj się stało… 07. Pamięci Leona Mireckiego Wielu po wojnie żołnierzy na UB w kazamatach, stało w karcerze, przez lata! Oni się dzisiaj pomodlą za Boga, za Polskę, za kata… Szczur się przytulił do stopy, karcer był taki mały, gdzieś ksiądz się modlił i chłopiec… A dziś nad grobem jasności, bo ich modlitwy przetrwały! A w oknie obłoki jak skrzydła anielskie, puchate… A w celi wyroki: ktoś był i Bogiem, i katem, i wrogiem… Ten ktoś był katem i Bogiem! Ojczyzna się Boga wyrzekła, i Bóg – kat poszedł do piekła… Ich pogrzeb, pogrzeb był niemy, śnieg się osuwał i chrzęścił, a ci powojenni żołnierze, po śmierci już są, już po śmierci! Nie boję się więc, wiary nam nikt nie odbierze, wieczności i Boga wolności… Ta pamięć, nie pójdzie w niepamięć… Póki nas trochę na świecie … póki nas nie zabijecie! 08. Prymas Wyszyński (Arcybiskupowi Stanisławowi Wielgusowi, w chwilach jego cierpienia….) Gdy sierotą został wziął różaniec w ręce i w modlitwie zamknął cały ból i troskę, Matce Boskiej oddał swe sieroce serce, a później Jej oddał całą, całą Polskę! Matkę Boską prosił o wsparcie, do nieba: – Trzeba nam żołnierzy, i aniołów trzeba! Naród swój znał dobrze, znał słabości jego, kochał go, jak ojciec, oceniał jak sędzia. Wiedział: póty naród nie odegna złego, póki sam zła swego nie zacznie zwyciężać. Korzył się – lecz tylko przed upokorzonym; bolał wraz z cierpiącym, bo poznał cierpienie; klękał przed skazańcem wyrokiem sądzonym, bo pamiętał wyrok… gdy Bóg zszedł na ziemię! Wyszyński przez ludzi kiedyś był sądzony, potem ludzkie dłonie pomnik mu stawiały! On, choć ślepym służył, nie był niewidomym, widział oczy puste, które pustką łkały… Płaczesz mój narodzie, sam nie wiesz dlaczego; oddychasz narodzie, lecz serce bez siły! Słowa Włodkowica, Skargi, Wyszyńskiego czego cię mój narodzie… czego nauczyły?! Ja także dziś proszę o wsparcie do nieba! – Matko! Nam żołnierzy i aniołów trzeba! 09. Kościółek. W drewnianym kościółku, wśród sosen szarych, gdzie nawet słońce złote zdaje się biedne, wśród pajęczyny stoją organy – tam czas staruszek nigdzie nie biegnie. Wychudły kornik kornie głoduje, wie, że łakomstwem grzeszyć nie można, ramy okiennej nie posmakuje – święta głodówka kornie pobożna! Kot mruczy sobie do snu piosenki, naiwne świątki bardzo zdziwione, że świat w prostocie jest taki piękny, a szczęście tak nieskończone! Ptaszki śpią, kwiatki śpią i słońce śpi, kot w śnie poluje, bo smacznie mlasnął. Kościółek senny żywicą lśni, razem z świątkami stary czas zasnął… Gdzie ten kościółek? Gdzie takie świątki? Czas tak cierpliwy, jak bardzo stary?! Gdzie sosny szare? Zręczne pajączki?! – W sercu prostoty… w prostocie wiary! 5.10.2000 r. 10. Prawda Nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce, abp Józefowi Kowalczykowi W lochu więziennym, pośród nocy otwarły się przed Prawdą drzwi… Ktoś wołał Boga, ktoś pomocy, a inny tylko liczył łzy. Wiatr zachichotał, potem załkał, kropla po murze skapywała… We drzwiach stanęła naga prawda, w źrenicy naga łza błyszczała. Za biurkiem siedział on, notował, nie spojrzał nawet w Prawdy stronę. Wiatr się unosił i wciąż wołał, poniósł cierpienie nieskończone… – Nazwisko!? – Prawda! – Kłamiesz suko!- Nazwisko!? – Prawda! – Ot zeznanie…Bykowiec w celi zabrzmiał głucho: – Nazwisko!? – Prawda! – Kłamiesz!… Kłamiesz! On miał skórzaną czapkę ciemną, bykowiec też skórzany był. Wiatr wbił się w niebo, w nieśmiertelność i żalił się, i łkał, i wył! A on z kabury wyjął broń: – Nazwisko!? – Prawda… Przecież wiesz! Wysyczał mierząc prosto w skroń: – Ty podła suko, ciągle łżesz! Kropla po murze skapywała, gdy naga prawda umierała… On tylko krzyknąć zdążył jeszcze: – To za to… że ty suko… jesteś!!! A dziś tak samo. W środku nocy, przed prawdą się otworzą drzwi! Boga zawoła ktoś! Pomocy! Znów zalśnią Prawdy krople krwi… 11. Nie wierzę… W ekumenizm nie wierzę, i w dialogi szczere. Nie wierzę, że w huśtawkę dziś się jeszcze zmieszczę. Nie wierzę ministrowi, że jeździ rowerem, Ani w życie za krótkie – nie zaczęte jeszcze. Nie wierzę polnym trzmielom, że ja je obchodzę. Nie wierzę Desdemonie – jej wierności stałej, i, że szatan był kiedyś najpierwszym aniołem. Tylko Tobie Jezu wierzę z duszy całej! 12.06.1998 r 12. Bóg nam dał wolną wolę… Bóg nam dał wolną wolę, nie wiadomo czemu… Czy dlatego, by z troski broda Mu zsiwiała? Czy też po to by dusza w niepewności trwała!? Czemu dał wolną wolę stadu człowieczemu! Bóg dał wolę, a człowiek skłonił się ku złemu, zły zdał mu się boginką, która go wezwała w przystań bez żadnych pytań, a spokój zabrała… Szatan pytań nie zada, tylko niewinnemu! Nie sprawuje człek służby, która z życiem dana, nie rozmyśla o Bożym rozliczeniu sumień, bo nad uchem mu świszcze ciągły szept szatana: -Ten twój Bóg cię zniewolił, czy ty nie rozumiesz? Twoja wolność polegnie wśród podgniłych trumien, to nie wolność się liczy, ale wybór pana! 18.01.2003r 13. Nieurodzajne drzewo (Łk-12 , 16-20) W pewnym ogrodzie rosło drzewo, gałęzie miało rozłożyste, dumnie wznosiło się pod niebo, rozpościerało piękne liście To drzewo nie owocowało, choć lat minęło bardzo wiele, chociaż piękniało, promieniało, pycha się wplotła w jego zieleń. Do ogrodnika Pan powiada: – To drzewo mnie napełnia gniewem, próżniacze jest, i soki zjada, jest bezowocnym, pustym drzewem! Ogrodnik litościwy, prosty, zmęczoną dłoń na korze kładzie: – O Panie wielki, bądź miłościw, choć jeszcze rok niech rośnie w sadzie! Dam mu nawozu i z zieleni pychę żywiczną zeń wytoczę. To drzewo Panie się odmieni miodowe zrodzi nam owoce! I człowiek bywa jak to drzewo gdy swoją pychą ogród psuje, i z siebie nie chce dać niczego, bo życiem swym nie owocuje! Choć ogrodnicy się wstawiają: Maryja, święci, aniołowie Z nadzieją Boga zapewniają: – Wyda owoce próżny człowiek. W końcu umilknie nawet niebo, gdy miłosierdzia czas odliczy zostanie bezowocne drzewo Zapłaczą boży ogrodnicy! 14. Mamo Gdzieś krwawa łuna się wznosi, strach lepki ciemność przyzywa… i noc, noc płacze i prosi, i tylko śmierć nieszczęśliwa mówi mi, że to już, że nie zobaczę tych zórz, że nie zobaczę słońca i wierzby co płacze, że nie zobaczę rumianków i maków i róż, bo… nie ma mnie już! Wydarłaś, wyrzekłaś się mnie, i chcesz zapomnieć, że byłem, a ja przecież tak kocham cię… Utuli mnie Bóg, żyć będę, choć przecież, nie żyłem. Żal, że nie spojrzę ci w oczy, że nie przyniosę ci kwiatów, że pozostałem wśród nocy, że nigdy cię nie przytulę, żal, że byłem w ogóle… Nigdy, już nigdy, już nigdy! Żal, że zostawiam cię samą! Naprawdę, naprawdę mi żal, że nigdy nie powiem ci… mamo… 15. Wniebowzięcie Marii Panny Jutrzenka blaski rozsiała urocze, chwiały się sennie kielichy kwiatowe, jak złote dzwonki, jak złote warkocze Królowej Marii – Matki Chrystusowej! Śpiewaj mi słowiczku, zagraj na dzwoneczkach, wonnością ziołową sen powieki skleja. Nadszedł czas by odejść, odejść do Syneczka a ty mi ptaszątko na drogę zaśpiewaj! Pochyliła głowę, jakby zadumana. Z nieba rozświecone anioły spłynęły i zaniosły Pannę do Synka i Pana ! Świętą Matkę Boską w niebo… wniebowzięty! Zioła zapłakane rzewnie szeleściły, wiatr umilkł i nagle schował się w łopianach, bo anioły Boże świat osierociły, a słowiczek śpiewał – i pocieszał Jana… Matka Boska w niebie jest już przebudzona, urodziła Boga, świat diabłu wydarła. Matka Boska Zielna co pamięta o nas, jedna na tym świecie – nigdy nie umarła! Mój ukochany Cóż dać Ci mogę Narodzie, cóż mogę dać, oprócz słowa? Cóż mogę dać oprócz wiary, cóż mogę Ci ofiarować? Wiem, wiem to tylko jest miłość i wiara, że nie zginiemy, bo moje słowo ożyło, a naród bez wierszy… jest niemy! Mój Naród – to ludzie słabi! Mój Naród – to bohaterzy! Mój naród – to święte diabły, które wciąż w Boga chcą wierzyć! Cóż jeszcze dać Ci Narodzie? Dam wszystko, wszystko co mogę, do słów skrzydlatych i pieśni, jeszcze swe serce dołożę… Nic więcej nie mam Narodzie, nic więcej, mój ukochany! Tylko ten wierszyk o Tobie, sercem, sercem… pisany! Lusia Ogińska 17. Łudzenie samego siebie (Ewangelia św. Mt7 21-23) Nam wolną wolę z nieba dano. Przekleństwem ona jest, czy łaską? Czy to dla duszy wieczne wiano, z którym nam źle… a czasem straszno! Jak wicher szponem łamie drzewa, tak grzech gałęzie woli łamie, by dusza nie pragnęła nieba. Choć człowiek woła:- Panie! Panie! Choć prorokuje, czyni cuda, diabły wygania w Imię Boże… Lecz tkwi w nim kłamstwo i obłuda, która do nieba wejść nie może! Ci na łańcuchu własnej woli, w doczesnym blasku utopieni, oni naprawdę są w niewoli! Niewoli, świata, ludzi, ziemi… Wolność przez Boga jest nam dana, bez Niego, cóż więc może znaczyć? Prowadzi prosto do szatana …i do rozpaczy! 18. Światło lampy (Mk 4 21-23) Światło rozbłysło w lampie starej, sycząc knot topił się w oliwie, jasność rozlana w izbie całej, ogień zatańczył w lampie siwej. Wysoko lampę ustawiono, aż trzepotały ćmy skrzydlate. Płomień rozjaśniał nieskończoność, blask się unosił ponad światem. Wracali ludzie, utrudzeni zatrzymywali się przed domem, bo dzięki lampie tej widzieli, błogosławili lampy płomień! Lampa świeciła im ochotnie, iskry strzelały na ogarkach, świat jaśniał, jaśniał, mocniej, mocniej, diabły zadrżały w zakamarkach, i zasłaniały żółte oczy! Jęk się dobywał z krtani gadzin: – Jakże nam dobrze było w nocy, to światło boli, światło razi. Lampa świeciła z całej mocy, by nikt do domu się nie spóźnił, by nie zagubił się wśród nocy: wędrowiec, tułacz, czy podróżny. Promienie lampy są zaklęte. Człowiek ugasić ich nie może. Bo lampa ta. to Pismo Święte, a ogień to. nauki Boże! Przeklęty ten, kto lampę chowa, kto światłem jej się nie podzieli. Bo w lampie płoną Boże słowa, by ludzie dobrze świat widzieli. 19. Przewrotni rolnicy. (Ewangelia świętego Mateusza 21 33-42) Gospodarz winnicę założył. Otoczył ją murem, poszerzył, gdy tłocznię w winnicy otworzył to całość rolnikom powierzył. Nadchodził czas zbiorów w winnicy, posłał więc sługi po plony, lecz sługi… obili rolnicy, i odrzucili zhańbionych. Posłańców wysłanych powtórnie, znów bili rolnicy-oprawcy i śmiali się hardo, jak durnie.: – Twe wino dziś piją dzierżawcy! Więc posłał gospodarz dziedzica, posłał pierworodnego: – To przecież jest jego winnica, nie ważą się porwać na niego! A oni pijani się śmiali: – Nie ważne kto ojcem – kto synem! A potem go ukrzyżowali, krew jego mieszała się z winem! …………………………………… Nadejdzie czas sprawiedliwości na nędznych, co podle służyli! Nie będzie już dla nich litości, bo miłość wysłaną – zabili! Nadejdzie czas plonów w winnicy! Czyście gotowi – nędznicy?!! 20. Syn marnotrawny (Ewangelia św. Łukasza 15 11-32) Wiatr zaszeleścił. W pnączach wina drgały srebrności księżycowe, zmierzchem budziła się pustynia, gdy on rozpoczął swą opowieść: – To było dawno. Byłem młody, miałem dwadzieścia kilka lat, serce się rwało do swobody, pociągał mnie nieznany świat! Ojciec podzielił swój majątek, rzekł do mnie dając złota trzos: – Powiem ci synu na początek …lubi przewrotnym bywać los! Ja do podróży już gotowy, nie chciałem słuchać starca rad, tyle czekało wrażeń nowych, tam czekał na mnie cały świat… Czas płynął słodko i beztrosko, jak miód co w dzbanie brzegi pieści, żyłem bezmyślnie, głupio, prosto… Zwyczajnie tak jak ludzie grzeszni! Poznałem wiele cudów świata, lecz dobra nie znalazłem w nim! Mijały lata, tłuste lata… W końcu nadeszły chude dni! Żebraczy kostur wziąłem w dłonie szyderczy wicher śmiał się w głos, chichotał, jęczał, mówił do mnie: – Czasem przewrotny bywa los… Pasałem świnie, jadłem z nimi, wicher wciąż szydził, ciągle wył: – Ty wiedziesz życie brudnej świni, tak kończy marnotrawny syn! Bywało, że o ojcu śniłem, dusił mnie ciężar moich win: – Ojcze mój, ojcze, wiem grzeszyłem, dziś żyję życiem brudnych świń… Pozwól mi wrócić, pozwól wrócić, takiemu życiu już nie sprostam! Pozwól do stóp się twoich rzucić i choćby twoim sługą zostać! Wróciłem! Ojciec mnie zobaczył przywitał mnie z miłości łzami. Przytulił mnie i mi wybaczył szepcąc: – Syneczku ukochany!… Ogrzeję twe zmarznięte dłonie! Dam szatę nową i sandały! Całował me zsiwiałe skronie: – Synku mój z grzechu zmartwychwstałeś! Wiatr zaszeleścił w pnączach wina… A ty?! Czy szukasz dróg powrotu? Czy jeszcze wiedziesz żywot syna, co nie znał przewrotności losu? Pamiętaj Ojciec ciągle czeka, jak wymarzony brzeg, jak przystań! Wracaj więc, wracaj – już nie zwlekaj! Wracaj więc, wracaj – i zmartwychwstań! 21. Umierać. Poecie Władysławowi Broniewskiemu w 45 rocznicę śmierci. A kiedy znów będziesz umierał, skoro umierać masz, pamiętaj o tym, że teraz na umieranie nie czas! Twe wiersze w trumnie zamknięto – ja byłam na tym pogrzebie – lecz nie umieraj poeto, bo właśnie dziś trzeba… ciebie! Ptaszki nad trumną śpiewały a w głębi lasu ktoś szlochał – to twój zardzewiały karabin, który do dzisiaj cię kocha! Kiedy ja będę umierać to zabierz poezję moją, i nie stój przy niej, nic nie radź …wiersze się śmierci nie boją! Niech nam przywieją wiatry brzęczenie dalekich pszczół… Jedno mi dzisiaj wystarczy: żeś kochał, żeś był i żeś czuł!! Mój dobry, dobry poeto! W trumnie poezję zamknięto! Poeto, wiesz… tęsknie po tobie dziś, gdy twe wiersze są w grobie! 22. Wizyta. Śp. Księdzu Prałatowi Zdzisławowi Peszkowskiemu To była noc. Wróżyły sowy, ku ziemi księżyc chylił czoło, wilk cichym kłusem biegł na łowy… w blasku księżyca mech zapłonął… W noc taką przyszedł on, i siadł… Popatrzył na mnie… wreszcie rzekł: – Już… już minęło tyle lat, nawet się nie obejrzał człek… Na skroni miał zakrzepłą krew, spróchniały guzik spadł na ziemię… Mundur poprawił i znów rzekł: – Przyszedłem, by zapytać ciebie, odpowiedź twoją tam poniosę, tam… do mogiły pełnej łez… Co słychać w waszej wolnej Polsce? Czy lepiej jest? Czy Polska jest? Wyciągnął ku mnie dłonie martwe kolczastym drutem oplecione: – Czy Polska jest? Powiedz mi prawdę! Bo my czekamy na odpowiedź! Tam każdy z nas się śmierci bał, lecz z wiarą marli tam Polacy! Nic nie odrzekłam, więc on wstał: – Taka odpowiedź za nasz Katyń? Za oknem liść spóźniony spadł, jesień otarła złote łzy. On westchnął: – To już tyle lat! Trzeba mi iść, trzeba iść… Jesienna noc. Wróżyły sowy a ja liczyłam krople łez… Cóż rzec zmarłemu żołnierzowi … że dzisiaj Polska lepsza jest?… 23. Świętej pamięci ks. abp Kazimierzowi Majdańskiemu Tam Józef Święty ramiona otwiera, tam już nie cierpisz…nic nie boli teraz. * * * Boskim wyrokiem piach w klepsydrze zastygł… W motylim drganiu dusza ulatuje do światła, w niebo, do jedynej prawdy, gdzie Cię Rodzina Święta wypatruje. O! Męczenniku pomódl się za nami, my tu będziemy Twoimi świadkami! Bez słów pożegnań odszedłeś w milczeniu… Tam skąd wołała tajemnica Boża, gdzie Cię czekano w miłości, w stęsknieniu, z błogosławieństwem czekał Michał Kozal! O! Męczenniku pomódl się za nami, my tu będziemy Twoimi świadkami! Piasek w klepsydrze łez już nie odlicza, zmęczone serce już się nie zawaha, bez śmiertelnego lęku tam kaplica, gdzie krew zakrzepła na kamieniach z Dachau… O! Męczenniku pomódl się za nami, my tu będziemy Twoimi świadkami! 24. Nawrót do grzechu. (Ewangelia św. Mateusza 12 43-45) Gdy demon opuści człowieka, gdy duszę zgnębioną opuści to musi przed światłem uciekać i błądzić wśród bagien, po puszczy… Do grzechu on szuka natchnienia wciąż krążąc po miejscach bezwodnych, i wciska się w ciemne schronienia, okrutny, ohydny, niegodny… Aż w końcu strudzony zawoła: – Już niemal świat cały przebiegłem, do domu powrócić mi pora – do tego z którego wyszedłem. Dom czysty jest i wymieciony, otwarty i niezamieszkany, zabiorę ze sobą demony, złośliwsze ode mnie szatany! I wchodzą w człowieka demony, w człowieka co pewny był swego a ten własną pychą uśpiony, nie przeczuł, nie dostrzegł już złego! Tam wściekle królują szatany, gdzie człowiek je w dom swój zaprasza! Tak było z narodem wybranym, gdy świadom odrzucił Mesjasza! 25. Pegaz Niechże się pani nie unosi, ja pani wszystko wytłumaczę, wiersz brutto… tyle… no… wynosi, no… albo tyle… niech ja stracę! Ja wiem, ja wiem, poetka pani taka powiedzmy delikatna, co łatwo jej uczucia zranić, ale w uczuciach też niełatwa… Dziś trzeba myśleć postępowo, i pisać trochę tak… współcześniej. Do wierszy podejść reklamowo, popyt jest słaby na poezję… Ja wiem, że pani, jak motylek chciałaby sobie zwiewnie latać. O kilka zwrotek krzyku tyle, a tu się liczy biznes świata! Pani chce pląsać po błękicie, w trele morele wiązać serce. Ja wiem, że dziś okrutne życie, że pieniądz liczy się najwięcej. Ja też mam duszę, proszę pani, czasami serce mi doskwiera, poetów wiem, nie wolno ranić, tak sobie często myślę… nieraz… Ja wytłumaczę to spokojnie, ja pani wszystko wytłumaczę, za wiersze te zapłacę hojnie, i za czytanie ich… dopłacę! Ja się nie męczę pytaniami, pytaniem żadnym się nie zrażę no śmiało, śmiało proszę pani… Chce pani wiedzieć, co z pegazem?… Kłopoty tylko nam przynosił… Wie pani, to nie koń zwyczajny, ciągle w powietrzu się unosił, i wcale nie chciał wejść do stajni… Spętany? No, bo wciąż uciekał! Nie koń to, ale dziecko widma, i bida straszna, bo kaleka, wie pani, on… miał przecież skrzydła! Tośmy obcięli… skrzydła znaczy …ale to jeszcze wyszło drożej, padła szkapina nam z rozpaczy, oddała duszę pieczy bożej… I co? Smakuje to salami? Gatunek, trzeba przyznać – pierwszy, lecz może wróćmy proszę pani …do naszej sprawy… pani wierszy… 26. Boże Narodzenie Dzieciąteczko usnęło na sianku, owinięte w chuścinę Matczyną. ledwo tli się oliwa w kaganku świat w ciemności wciąż nie chce Go przyjąć. Grota ciemna jak czeluść nieznana, zastukało kopytko oślątka, choć zmęczona uśmiecha się Panna, policzyła paluszki Dzieciątka. Tu już były pastuszki zlęknione, to przynieśli co mogli, co mieli. Bóg im pierwszym zdjął z oczu zasłonę, oni pierwsi widzieli, widzieli. Stary świat dziś odchodzi, umiera, o tym wie tylko jedna Madonna! Pochylona, skupiona jest teraz, bo w sianeczku śpi prawda bezbronna! Rozmodlone anioły na niebie, cicha grota świat cały zaprasza! Boże Dziecię już czeka na ciebie! Jesteś gotów by spotkać Mesjasza? 27. Perły przed wieprze. (Ewangelia św. Mt 7 1-6) Nie dajcie psom tego co święte, Nie rzucajcie pereł przed świnie! Im wystarczy jadło przeklęte, im wystarczą ochłapy, pomyje! Perły zdepczą nogami złe wieprze, a psy wściekłe poszarpią wam ciała. Nie dajcie im tego co święte, by ta świętość się w was ratowała. Gdy nadejdzie czas łkania, pokuty oni padną we łzach, na kolana! Choć zwycięstwo dziś – pychy i buty, nie rzucajcie im pereł – słów Pana. Warczą wściekle przez diabła poszczuci! Chłepczą chciwie nieprawość i nędzę; trwają w błocie bluźnierstwa i chuci! Nie rzucajcie im tego co święte! W tabernakulum świętość i serce, wokół krążą: pies-diabeł, wieprz-człowiek! Nie kładź Boga w plugawe ich ręce, bo obróci się to przeciw tobie! 28. Gdy anioł smutnie płakał nad kołyską. Gdy anioł smutno płakał nad kołyską, spoglądał ku mnie, oczy miał zlęknione… On wiedział wszystko, on już wiedział wszystko, spozierał ku mnie i tak płakał przy tem …bo widział dłonie do krzyża przybite, bo widział Boga w cierniowej koronie… Ja Cię do piersi mocno przytuliłam, serce jak ptaszę zlęknione w uwięzi, łza się w anielskim oku zaświeciła …on ćwierć człowieka, pół ducha i ptaka, on patrzał tylko i tak bardzo płakał… On narodzenie znał i znał dzień śmierci… W noc, gdy jęczały pustynne wietrzyska anioł otworzył oczy Józefowi: – Bierz Matkę, Dziecię! Uciekaj! Śmierć bliska …gdy łzy anioła mieszały się z deszczem, to szloch się jego unosił na wietrze. Och, jakże byłam wdzięczna aniołowi… Mijały lata, lata tylko nasze! Praca spokojna, modlitwa szczęśliwa. Czasem kwiliło me serce, jak ptaszę, coś przeczuwałam budząc się o świcie, że to nie wszystko – to nie tylko życie, że kołowrotka śmierci nie zatrzymam… A dziś aniele, czemuś mnie nie ostrzegł? Nie zbudził nocą słowem, ni wyrazem… Ranek wstał złoty z promieniem jak ostrze …czemuś mi oczu w nocy nie otworzył? Czemuś pogardził bólem Matki Bożej …o mój aniele, dziś zapłaczem razem… 29. W naszym domu… W naszym domu schowanym w cieniu modrzewiowym, stara babcia historia znalazła schronienie. I usiadła w fotelu ciemnym, wiklinowym – i tak już od kilku wieków w nim staruszka drzemie… Uwolniła z kołatka anioły lipowe, rzekła im przed podróżą, by się nie lękały, bo są wpół złotouste, białe na połowę, ale one nie chciały… odlecieć nie chciały! W naszym domu schowanym z daleka od gwaru śnieżne duchy olejne rozczesują przeszłość, a na ścianach utkanych ze wspomnień i czarów całe pułki, legiony i armie się zmieszczą! Zagniewany zegarek sekundy pochował, szuka śladów złocenia najwspanialsza z pater, a łyżeczka wciąż tęskni, chce wrócić do Lwowa, by styczniowym powstańcom zamieszać herbatę! W domu naszym natury wcale nie są martwe! Spoglądają ze ściany sekretne okruszki, gdy zatrzymasz się u nas zobaczysz naprawdę cicho śpiącą historię… cyt… nie budź staruszki! 30. Kot Mój kot zamruczał mi do ucha, że słońce grzeje bardzo miło, że lubi śpiewu ptasząt słuchać, że mu się ciepłe mleczko śniło… Kot mi się skarżył też na futro, bo mu kołtuny spać nie dają i, że mu nocą strasznie smutno, bo nocą ptaszki nie śpiewają! Ja także kotu chciałam wyznać, jakie się we mnie budzą troski, że ginie Naród i Ojczyzna, aż szkoda skołtunionej Polski! Kot zmrużył ślepia bursztynowe, i zaczął śnić o śpiewie ptaków, i pewnie wszedł na mleczną drogę, bez ojczyzn, bólu, i rodaków… – Nie mam pretensji, mój futrzaku, ty przecież kocią ścieżką chodzisz… Nie dziwię się, bo i… Polaków, Polska dziś mało co obchodzi… 31. Drzewo i owoce (Ewangelia św. Łk.6 43-45) Drzewo co wyda złe owoce to drzewo złe jest, i niegodne, choć świat okrzyknie, że jest mocne! Pan powie: – drzewo nie jest dobre! A inne choćby słabe było, na skrawku życia, tuż pod niebem, to jeśli wyda owoc-miłość, Pan powie, że jest dobrym drzewem! Sam drzewo poznaj i je oceń! Owoc jest prawdą i dowodem; złe drzewo wyda złe owoce, a dobre drzewo wyda dobre! Czy to jest mocarz, czy kaleka, to po owocach zobaczycie! Dlatego patrząc na człowieka patrzcie na czyny i na życie! Choćby świat krzyczał, wołał, chwalił że ten jest godny, wielki, mocen, choćby w mosiądzu hymn wypalił! Patrz na owoce, na owoce! Innego, choćby lżono, bito i go stawiano pod pręgierzem… Ty o owoce z życia pytaj, i świata krzykom – nie dowierzaj! Nie ten co blaski wokół prószy, o którym pieśni ludzkość śpiewa… Lecz ten z miłością cichą duszy, podobny do dobrego drzewa! 32. Ziarno gorczycy. (Ewangelia św. Marka 4, 30 – 32) Maleńkie ziarnko w sercu leży i śpi pokornie całe lata, nie czuje wiatru, słońca, śnieżyc bo nie zna ziarnko twego świata. Ogromna miłość w ziarnku drzemie, potężna wiara i nadzieja, a ty człowieku nie chcesz wiedzieć, że ziarnko może cię odmieniać. Gdy z ziarna wzrośnie kwiat gorczycy, a ptaki znajdą w nim schronienie, to poznasz owoc tajemnicy: wiarę, kochanie i nadzieję… Maleńkie ziarnko w sercu rośnie …posiał je Ten, kto ciebie stworzył! Ziarnko niewielkie, szare, proste, a ile w nim tajemnic Bożych… 33. Krąpiec Umilkły karły i karlęta, milczenie karłów syczy w ciszy, chcą Cie zapomnieć, nie pamiętać. Lecz Naród słyszy… Ciebie słyszy! Tam rządziciele na obroży obżarci pychą bezrozumia… Choć dziś do grobu Cię położą To Tyś nie umarł, tyś nie umarł. Naród sierocy przy Twym grobie, modlitwa ułożona z łez, a karły zmilczeć chcą o Tobie! – Nie było Go! Non est! Non est! Umilkły karły – dusza krzyczy Za jej wołaniem naród rusza, za tę ich niepamięć ich rozliczy myśl Krąpca, Skargi i Hozjusza. Z Tobą różaniec spracowany, maj taki smutny, jak zielony! Tam w Niebie uśmiech Marii Panny: – Odpoczniesz synku utrudzony! * * * Ja zapamiętam Twoje słowa, zamknięte we mnie z trumny wiekiem że: „- trzeba kochać i pracować, a nade wszystko być… człowiekiem” 34. Maki czerwone On się zataczał, był pijany, po chwili usnął obok baru, z małym kundelkiem pewna pani rzekła: – No właśnie, to jest naród! Przylezie taki… się upije, – nosek tej pani zbladł i zbrzydł – że ja w tym kraju jeszcze żyję, że mieszkam tutaj – toż to wstyd! Odeszła szybko, piesek za nią, nad nią się uniósł świergot ptaków, z pieskiem zgadzały się i z panią, kwiląc, że wstyd im za Polaków! Odeszła… odfrunęły ptaki, gdzieś za horyzont, gdzieś na szczyt, tylko przydrożne, polne maki szemrały cicho: – Nam nie wstyd, bo naród nasz to też ta pani, co wstydzi się, że w Polsce żyje, bo naród nasz to ten pijany, który z rozpaczy może pije?! Nam polnym makom nie jest wstyd! Bo naród nasz… To my! To ty! Razem rośniemy z polskiej krwi!… 35. Władza W żółtych ślepiach władzy błyska jad trucizny! Kto w to oko spojrzy, ten się trupem staje, temu już nie trzeba, Boga, ni Ojczyzny, bo pod ślepiem władzy na zawsze zostaje… Żółte ślepie truje, truje i spoziera! Kto w te ślepie wierzy – swe serce wydziera, potwór z żółtym ślepiem, w swoje wnętrze liche, bierze serce trupa – karmi tłustą pychę… 36. Pobojowisko płonie… Pobojowisko płonie, a na prochach ludzi rosną nowe różańce z łez, które nie wyschły. Wisi łuna nad światem, i gwiazdy zawisły dając znać, że nasz wszechświat nowa rozpacz budzi. Pobojowisko płonie, lecz kto je ostudzi, czyje ręce ugaszą, i jakie umysły znajdą lek na nienawiść, znajdą pokój czysty?… Czy ktoś wskrzesi tę ludzkość? Czy się warto trudzić? Gdybyś przyszedł Jezusie jeszcze raz z oddali… Gdybyś zechciał wyciągnąć ku nam dłoń skrwawioną, zechciał gasić źrenice w których szatan pali, różom dzikim wraz z lasem nie pozwolił spłonąć, wejrzał w duszę człowieczą w ciele uwięzioną… To byśmy Cię o Chryste… znów ukrzyżowali… Lusia Ogińska 13.01.2002 37. “Solidarność” Kto was osądzi – oszuści narodu?! Zjadacze chleba, któregoście nie godni! Wy coście z ludzi na wilki wyrośli, wy ciągle żywi, i wy ciągle głodni… Dziś krwawa paszcza historię pożera, i mlaska głupio, uśmiecha się głupio, szatan ją wodzi tropem Robespierre’a, obu ich łączy jedno – nieprzekupność! Kto was osądzi? Ostrze gilotyny? Ono bez mocy, dawno zardzewiałe! Wy już nie znacie skutków ni przyczyny, wy… wy nieludzie… W was serca za małe byście ludźmi byli …byście się wstydzili! Wyście zostawili walczących bez broni, w nich znów dusza gore! Im Bóg do nieba wstępu nie zabroni! Dziś boję się o nich! To ptaszki szare, proste, zwykłe, czyste, na skrzydłach niosły jedyne marzenie, by wolność padła na ziemie ojczyste, i odrodzenie, ale to życzenie im się nie spełniło, pozostało w grobie, nigdy nie ożyło. Ten was osądzi, i ten was pokona… Kto w wilczym ślepiu, dostrzeże Dantona! Wy to jesteście zdrajcy własnych braci! Wyście przegrali, wolność, Polskę, wszystko… Was będą sądzić poeci i kaci. A wyrok wyda … polska rzeczywistość! 38. Laszka. O Polsce tyś mi opowiadał, o Polsce jeszcze przedwojennej. Mówisz, że dzisiaj śpiąca, blada, że serce Polski smutne, senne. Polsko z tych dawnych opowieści: Nasza potężna przed wiekami! Polsko tyś żywa, Polsko nie śpij! Czemu powieki tulisz snami? O Polsce tyś mi opowiadał, Juliusza Polsce, Polsce świętej. Czemuż ta dumna Laszka blada pokornie oczy ma zamknięte? 5.12.1996 r. 39. Veritas Stokrotki, maki zadeptane, w pyle przydrożnym giną łzy, więdnie maciejka i rumianek, i więdną nam o prawdzie sny. Złośliwe karły klecą trumnę, polską historię włożą w nią, chociaż jej serce żywe, dumne … historia ma już trumnę swą! Duchy na pogrzeb zaproszone mówić nie mogą, więc za trumną idą drogą! Złośliwe karły trumnę niosą, chociaż historia z wnętrza krzyczy, otwarty grób skropiony rosą, maki się palą zamiast zniczy… Nie rozumieją karły mściwe, że w trumnie leży serce żywe, że żywe dusze za tą trumną żywe zostaną i nie umrą! Z zdeptanych ust wypłyną słowa, z nich zrodzi się historia nowa! Nie będzie prawda szczędzić łez, gdy w trumnie serce żywe jest! 40. W pszenicznym łanie. . . W pszenicznym łanie Chrystus siadł zafrasowany i w błękicie źrenicy zrodził łzę serdeczną nad miłością ulotną, nienawiścią wieczną, nad człekiem zniewolonym o sercu drewnianym. Wiatr targał Chrystusowe, lipowe łachmany, krople rosy wsiąkały w twarz z drewna – człowieczą, a On marzył, że ludzie, jak anioły wzlecą, zapragną serc prawdziwych, i dusz zmartwychwstałych! Łza żywiczna na świątka policzku się budzi: – Wracaj Chryste do domu, nic tutaj po Tobie, nasz świat odszedł od Ciebie, i nie prędko wróci! Cienie kwiatów lipowych ozłacają głowę, mech wilgotny otula gałązki cierniowe: Wracaj Chryste do domu… tu nie znajdziesz ludzi! 41. A miało być pięknie… Miało być pięknie… czy jest? Ktoś znowu przysięgę złamał, ktoś posłał… ot, pusty gest; Na pierwszym piętrze jest chłopiec, snuje się smutny i blady, choć nie powinien być smutny, za darmo je w szkole obiady… A jego mama i tata, nie mają nawet czterdziestki, tylko pretensje do świata, że niesie zbyt wiele udręki; zaś pani z trzeciego piętra, co dzień z różańcem klęka, wierzy, że córkę obroni, w nędzy jej nie da utonąć, córka też obiad je w szkole, ojczyzna troszczy się o nią. Miało być w Polsce uczciwie, tak, by nie było już łez. Miało być tak sprawiedliwie, miało być pięknie… a jest? 2005 wrzesień 42. Błogosławiony Zygmunt Szczęsny Feliński W piersi mu biło współczujące serce złoconą nicią przyszyte do nieba, bardziej wierzyło, kochało goręcej, dziś bożym hymnem w nas wiarę zagrzewa! Miłował Boga i oddychał Bogiem, wygnańcem został, by okiem stęsknionym patrzeć na polskie żywoty ubogie; a, że krzyż własny zwał błogosławionym, dziś pamięć o nim wciąż nad trumny wiekiem… On był aniołem… i on był człowiekiem! O, mój poeto! Ty któryś był mocen potężną pieśnią przebijać kurhany, – twój duch nad świecą jak jętka dygoce – co mi wywróżysz w wosku zapłakanym?… W nieśmiertelności już wasze spotkanie… Poznałeś brata – dziś nieśmiertelnego – troski, niewola – nie poszły w niepamięć? Jakbyś poeto opisał Szczęsnego? Czy twe natchnienie poniosłyby czarty? Czy aniołowie odkryliby karty? On, przez trzy matki był wychowywany! Pierwszą los zabrał i rzucił w niewolę car wydarł dzieciom i zesłał w kajdany – samo na świecie zostało pachole. Druga mać jego, to ojczysta ziemia, także tę matkę dusiła pięść wroga, widząc to młodzian często z bólu niemiał, milczące modły słał do Pana Boga… Nie chciał już prosić, błagać, ani wołać trzeciej swej matki – świętego Kościoła! Gorące serce, choć zbyt młode jeszcze, zbudziło z razu młodzieńca – żołnierza! Szarpały Polskę wichry złe, złowieszcze, krwią malowały herby na puklerzach – zostały po nich dzikie psy na szańcu, najlepsze syny śpią w grobie ogromnym. On, młody żołnierz, łzy gubiąc w różańcu powracał do dom, chociaż był bezdomnym – od swej ojczyzny oczu nie odwrócił, obiecał matce, że wróci… i wrócił! Bóg go powołał, on poszedł za głosem, ziarno siał na kresach, nie patrzył chwały tylko łzę ronił nad sierocym losem, ulgę niósł cierpiącym, ubogim i małym… Duchem rozpalał i umacniał w wierze, w nim szukał pociechy najgorszy zbrodzień! On był przez Boga wybranym pasterzem, zaszczepił Polskę w zimnym Piotrogrodzie… Wiedział – gdy ludzi do Boga zapraszał – że gdzie Bóg jest, tam i wolność nasza! „Polakiem jestem i umrę Polakiem! Tego chce boskie i chce ludzkie prawo!” -Tak mówił biskup! Szedł ojczyzny szlakiem, drogą Kalwarii przez się miłowaną! – Choćby z niechęcią przyjęli rodacy, chociażbym stał się swoich nieszczęść sprawcą, tam będę zawsze, gdzie będą Polacy, nie zegnę karku przed carem – oprawcą! „Non possumus”: rzekł w liście carowi… Kajdany za to dano biskupowi! Dwadzieścia lat na ziemi obcej, groźnej – gdzie nawet chmury nie mają nadziei – żył nad brzegami Wołgi rzeki mroźnej, trwał lat dwadzieścia, na nieludzkiej ziemi! Marzył, by stanąć u ojczyzny granic, cały lud polski powitać jak braci… Modlił się biskup, modlił z aniołami za to co zyskał i o to co stracił. Błogosławieni ci, którzy się smucą, albowiem oni do ojczyzny wrócą… Boże Jedyny, Ty prowadzisz serce, gdzie nawet umysł obawia się marzyć, ku nam wyciągasz poranione ręce, kto Twych ran dzisiaj dotknąć się odważy? Choćby śnieżyce szlaki wybieliły, choćby dom matki pustką się zaśnieżył, kto za Tobą pójdzie – ten odzyska siły, nigdy nie zbłądzi ten, kto w Ciebie wierzy! Biskup Feliński trwał w cudzie oddania, biskup Feliński powrócił z zesłania! We wsi Dźwiniaczce zamieszkał, jak kleryk, nie chciał dusz liczyć, nie chciał być ciężarem, tylko lud prosty mówił: – On jest szczery, bo on święty jest, on ma w sobie wiarę… Liście spadały, już zakwitły głogi, ostatni bocian do wędrówki gotów, ze Szczęsnym patrzał swej dalekiej drogi, tej ostatecznej, skąd nie ma powrotu! Błogosławieni umarli wśród cierni, błogosławieni cisi – nieśmiertelni! Wrzesień obsypał złocistym dywanem, aleje w parkach, Wawel, Sukiennice, palą się place złotem obsypane, rynek jesienny, jesienne ulice. Za mężem wielkim szedł kondukt powoli, za Szczęsnym poszedł ten kto go ukochał. Już go nie dręczy i już go nie boli, ten naród płochy, co za trumną szlocha… Odszedł… i więcej przestrogi nie powie – zmarł Zygmunt Szczęsny Feliński w Krakowie! Odszedł, zostawił: „non possumus” braciom, by pamiętali także swoje winy! Aby Polak wiedział, aby nie tracił, Swej Matki polskiej – Maryjnej Rodziny! Rzekł: – Nie przeklinaj, choćby cię przeklęli, choć klątwy rzuca car i ludzie podli, choćby w kajdany samego cię wzięli, choćbyś wolności Polski nie wymodlił! Pamiętaj, Bóg czuwa i nie zostawi Ojczyzny naszej… Ojczyznę nam zbawi! 43. Dwudziesta pierwsza trzydzieści siedem Moje niebo wygląda tak, że się do niego tęskni, mój pies, i kot, a nawet liść, chcą do takiego nieba iść.. czekają i wypatrują śmierci… To niebo wcale nie jest różowe ani błękitne, ani ciche, to niebo nie jest seledynowe, beztroskie, bo niebo to, jest aniołowe i… Boskie. Gdyby kanarek chciał wejść z jakąś damą do tego nieba, trzeba by było rozgrzeszyć tę panią, kanarka rozgrzeszać, nie trzeba. Tam w niebie siedzą całe prawdy, na ćwierć i w pół prawdy nie ma miejsca, i tylko jedne są drzwi – frontowe! Tylko jedne jest serce otwarte, i miłość jest, i szaleństwo i tylko jedna jest spowiedź. Do nieba kiedyś psa wprowadzę, i kota, i listek z brzozy, i tam na pewno nikt nie każe kagańca psu nałożyć! I będzie czekał tam Jan Paweł Wielki, i wtedy przestanę płakać, i koniec to będzie tęsknoty, i koniec to będzie udręki i dłoń ucałuję Polaka… Ból uleci jak motyl, bo on tam, on patriota, on świadek, uczestnik Golgoty, i ten, który wielu ukochał… Wejdą w to niebo wszyscy… którzy by chcieli w nie iść… i będzie kot, i pies, i liść Dlatego zaczynam tęsknić i wypatruję śmierci… 44. Dobry Samarytanin (Ewangelia świętego Łukasza.10  30-36) Zbójcy napadli raz wędrowca, obdarli go i go obili! Pośród pustyni, żaru, słońca na wpół martwego zostawili… Przechodził drogą kapłan pewien on pierwszy dostrzegł pobitego, odwrócił głowę, rzekł do siebie: – trzeba pomodlić się za niego! I ruszył mocno rozmodlony nie patrząc na wędrowca wcale. Wiatry zawyły, jak demony, śmiały się hieny i szakale! Z Jerozolimy szedł lewita, on też ominął postać w mroku leżącą cicho, krwią obmytą… Lewita ów przyśpieszył kroku. Zaśmiały się szakale, hieny, wiatry zawyły jak demony: – My się zajmiemy nim… zajmiemy, Idź, idź… lewito zamyślony! Samarytanin był w podróży, widząc człowieka pobitego, zapłakał nad nim – i się wzruszył, oliwą przetarł rany jego, Posadził na jucznego osła, dodawał ducha mu, i wiary… I do gospody wiódł wędrowca… Dwa miłosierne dał denary! Umilkły hieny i szakale, wicher zatrzymał się w złym pędzie, tylko demony wyły dalej: – O bądź przeklęte miłosierdzie!… Kto był naprawdę miłosierny? Kto był naprawdę Bogu wierny? Czy kapłan ów tak rozmodlony? Czy ów lewita zamyślony? Czy ten nad człekiem pochylony, który się w modłach swych nie gubi, a nad cierpieniem umie szlochać, ten co nie musi wiele mówić, bo chce i umie mocno kochać! 45. Piąta kolumna. Konferencjonistom episkopalnym ku rozwadze i dla dodania ducha. Patrzysz na tłumy ludzi w kościele, widzisz jak naród się modli, znasz jego wiarę i znasz zwątpienie, znasz ludzi świętych i podłych… Ty widzisz wszystko, bo jesteś wszystkim, jesteś miłością bez granic… Lecz diabeł nie śpi i plącze myśli wraz z nim niektórzy kapłani. W nawie pod świętym obrazem słyszą modlitwy, skargi i płacz, lecz nie chcą z narodem być razem… Boże! Czy takich pasterzy znasz? Stoją w ornaty święte ubrani, lecz to nie święci, tylko biskupy… Boże! Chroń Polskę przed biskupami, którzy tak wierzą, jak żyją trupy… Dzisiaj poeta modli się za nich, z narodem modli się razem! Niech się nawrócą nasi kapłani, w nawie pod świętym obrazem! Lusia Ogińska 46. Po wyborze R. Giertycha na Ministra Oświaty Stokrotki, maki zadeptane, w pyle przydrożnym giną łzy, więdnie maciejka i rumianek, i więdną nam o prawdzie sny. Złośliwe karły klecą trumnę, polską historię włożą w nią, chociaż jej serce żywe, dumne … historia ma już trumnę swą! Duchy na pogrzeb zaproszone mówić nie mogą, więc za trumną idą drogą! Złośliwe karły trumnę niosą, chociaż historia z wnętrza krzyczy, jej grób skropiony ranną rosą, maki się palą zamiast zniczy… Nie rozumieją karły mściwe, że w trumnie leży serce żywe, że żywe dusze za tą trumną żywe zostaną i nie umrą! 47. Dzień i noc Niech się dzień polski modlitwą zaczyna, niech z nami modlą się mogiły jasne, na tego spadnie kara – kogo wina, kto zasnął teraz – ten zaśnie na zawsze! Takich oblepią pajęcze wrzeciona, którzy nie znają piękna marzycieli, oni zamknięci w tchórzliwych kokonach, wszyscy posnęli, na zawsze zasnęli Nas dziś porusza myśl co w Boga mierzy, myśl przeciw Niemu, lecz z Niego zrodzona, by ten co wierzył, jeszcze raz uwierzył, by ten co umarł, znów za Niego skonał! My pod chorągwią Trójcy będziem wołać, nawet gdy larwy gnić będą pod czaszką, nawet gdy czerwie zlegną w oczodołach wołać będziemy tak, aby nie zasnąć! 48. Puszcza jesienną porą . . . Puszcza jesienną porą w złotej tkwi jasności. Tuli zmęczoną ziemię rosą opłakaną, niesie słotę, jak chustę z mgły wyhaftowaną, i wśród nocy się zwierza, z dawnej dziewiczości… W jodłowej aureoli, w ziołowej mądrości słucha skargi jelenia miłosnej co rano, babim latem prostuje bezdroża bocianom, i zaklina w żywicy smutki jesienności. Słońce promień ukrywa i zza chmury ziewa, lisom złoto słoneczne brązowieje w spadku, wiatr się budzi i czule czochra się o drzewa; z grzybów opadł testament, jak proch na ostatku… Puszcza pieści dziecięce, senne głowy kwiatków: – Jak nam dobrze człowieku… gdy tu ciebie nie ma 49. Fotografie z powstania Pamięci Eugeniusza Lokajskiego, pedagoga, bohatera, kronikarza Powstania Warszawskiego Te fotografie czarno– białe, Jak czarno-biały tamten czas, mówią – przegraliśmy powstanie kolejny niepotrzebny raz! Głupio, na pewno niepotrzebnie… Wylały rzeki polskiej krwi, dziś ludzie są mądrzejsi pewnie, gdy godzą się w niewoli żyć. Te fotografie oddychają! Biegnie powstaniec wprost ku śmierci; dziewczęta włosy zaplatają, wstążki w warkoczach, ku pamięci… W radio wciąż słychać wiadomości, na Starym Mieście zakwitł grób, i fotografia jest miłości, i ksiądz – na gruzach daje ślub. Zdjęcia to ukradzione chwile, jak krople rosy zamarznięte, jak zatrzymany lot w bursztynie, jak niespełnione ludzkie szczęście… Ta śmierć na zdjęciach nas dotyka, bo wciąż otwiera wspomnień wrota… Lokajski żołnierz i kronikarz Utulił chwilę… tak jam kota 50. Przyjaciel Mój pies przedwczoraj umarł! Ktoś mnie poprawił, że zdechł! I jeszcze dodał – ot, durna, że też nie wstydzi się łez! Nie. Ja nie wstydzę się łez, gdy mi przyjaciel umiera, a umarł druh, przyjaciel pies, lepszy od ludzi nieraz… Święty Franciszku… Ty wiesz, boś od nich wszystkich mądrzejszy! Dla nich zdechł zwykły pies.. A dla mnie umarł… brat mniejszy… 51. Bunt i kołysanka W martwej ciszy idą ulicami tłumy… Idą rozmodlone, są pełne goryczy, czy ktoś je pozbawił godności i dumy? Dlaczego nie płaczą? Czemu nikt nie krzyczy! Kiedyś ci wszystko opowiem, słowa odnajdę, pochwycę. I znów zakocham się w tobie …jak w dzikiej pszenicy. Idą ulicami, ktoś kamieniem rzucił, idą ulicami milczący i głodni. Czy Bóg ich prowadzi, czy też się odwrócił? Czy zbłąkany anioł wśród tłumu się modli? A we mnie drzemie marzenie, że nas beztroska pochwyci i znów zakocham się w tobie, jak w dzikiej pszenicy… Idą ulicami, śnieg pod stopą chrzęści, transparenty błyszczą, jak wojenne tarcze, w górę uniesione zaciśnięte pięści, i serca zduszone, i dusze wydarte… A ja odchylam firankę, i widzę cię na ulicy, i nucę ci kołysankę, o dzikiej pszenicy… 52. Tato. Księdzu Arcybiskupowi Kazimierzowi Majdańskiemu zacnemu opiekunowi Polskiej Rodziny Za oknem świt nie pytający… – czy zaraz, znowu wzejdzie słońce? – czy wraz z księżycem gwiazdy zgasną? …Dlaczego ty nie możesz zasnąć? Choć nie pytałeś, znasz odpowiedź! Ty wiesz, że On to Bóg i Człowiek, ty wiesz… bo anioł mówił tobie, że to Bóg – Człowiek! Cisza! A może ci się zdaje, że Ona czysta, pachnie majem, jak kwiaty, te pomarańczowe?! …A On Bóg – Człowiek? Szatan ponawia wciąż pytanie, lecz noc nie odpowiada na nie! Panna zasnęła, i spod powiek łza gorzka spływa: – To Bóg – Człowiek! Mijały zimy i jesienie… Mróz śnieżnym pyłem zdobił skronie. Odeszła pustka i zwątpienie, gdy On twój hebel ujął w dłonie, a w Jego oczach bursztynowych łza odbijała moc skrzydlatą, gdy dał ci krzyżyk oliwkowy, i pierwszy raz powiedział: – tato! Byłeś Mu wierny, jak On tobie! … boś święty- tato, święty człowiek! Święty Józefie! Opiekunie! Tyś cieniem drzewa, domu, Syna! Ty jeden możesz, jeden umiesz miłość zatrzymać! Józefie Święty… Domy płoną, a świtem już nie widać słońca, nie pozwól spłonąć naszym domom! Tyś cieniem Boga, Syna, Ojca – Józefie Święty… Za oknem zmierzch nie pytający.: – Czy w dymie zginie jasność słońca? – Czy wraz z księżycem gwiazdy zgasną?… – Dlaczego świat, nie może zasnąć?! 53. Fin de siecle Tu się zebrały czarne anioły! W przekrwione dusze wpijają usta, w krąg zastawione padliną stoły, dobiega końca szatańska uczta! – W dłonie kielichy! Bracia krwiożercy! Czas naszym bratem! Świat naszym synem! Góra złodzieje, dziwki, mordercy… Ci już są spici! A resztę… spijem! Ludzkość bełkoce nietrzeźwą myślą, pod nasze stopy kładzie nadzieje! Zdrowie wypijcie za ludzka przyszłość, i za to jeszcze, że nie trzeźwieje! To rzekłszy diabeł zasnął na mięsie. żółcią spłynęły muchy spod powiek… Przez sen zacharczał coś o bezsensie, i w wymiocinach mamrotał: – człowiek… A oni pili za ojców, matki, za zdrowie dzieci Schopenhauera, za inkwizycje i koloratki, za podłych dawniej, a świętych teraz! Pili, i uczcie nie było końca! Gdzieś nad polami śnieg cicho prószył, uschnięta łkała wierzba plącząca… Człowiek na ziemi, nie chce mieć duszy! Przygasło życie w diabelskiej sali. Pycha wszechwładzy, ludzkości ściek! Diabli skrwawione wino spijali: – Za was współczesnych, i… fin de siecle! Ostatni toast w gardle uwiera, skulona biegnie przez sale trwoga: Ten wiek dwudziesty w diable umiera, więc ten następny zrodzi się… z Boga?! 31.12.2000 r. 54. Nad grobem Andrzeja Trzebińskiego…. O mój żołnierzu, czemuś zapomniany?… Jeno kwiat zwiędły leży na twym grobie. Poeto wojny, nie zapamiętany, czemu nikt dzisiaj nie płacze po tobie?… Jednak żałobna poświata miesiąca łzą srebrną spływa i na krzyżu tańczy… Mogiła twoja martwa, lecz gorąca, bo choć umarłeś, przecie ciągle walczysz… O mój żołnierzu, niewinny rycerzu, twojej odwagi śmierć ci zazdrościła, i wiary rytej na serca puklerzu… Czyżby dlatego Polska cię zabiła? Dzieci by chciały położyć na grobie z zamglonych bagien żółtawe kaczeńce, i podziękować, i Polsce, i Tobie… gdyby cię znały i wiedziały więcej… Zostaniesz żywy Trzebiński – poeto, bo z twego prochu moje rosną siły, a Twoje wiersze wraz z moimi wzlecą, chociaż tchórz – Polak kradnie kwiat z mogiły! 1.08.2004 55. Po prostu Lusia W szkatułce mojej pochowałam pamiątki z pierwszych chwil szczęśliwych, jest w nich historia nasza cała i zawsze mogę ją ożywić… Są tu skrzydełka srebrnej muchy, które snom naszym pożyczyła, słoń z porcelany – jak pień głuchy, i wielka, głucha słonia siła. Jest siódmy, siwy włos ze skroni – te pierwsze sześć odeszło w ogień – jest dzwonek, który już nie dzwoni, bo chore serce ma, niemłode. Jest pajęczyna zbita w kłębek, co moc ma bardzo niezwyczajną, zgubione serca w nitkę wprzędziesz, i zaraz serca się odnajdą… Jest pierwszy liść z pierwszego lasu, i pocałunek na nim pierwszy, i zegar co nie liczy czasu, i pióro co nie pisze wierszy. Jest fiolka deszczu z jarzębiny, nieba kawałek – cerowany, nos Mikołaja całkiem siny, naleśnik pierwszy – nieudany. Pierwsze zmarszczenie brwi ze złością, i gwiazdka z twoim monogramem, i skrzat zdziwiony maleńkością, i pierwsze wstydy pochowane… Aha! Są jeszcze suche głogi, te pierwsze kwiaty na rocznicę, są i przysięgi, i przestrogi, i zasuszone tajemnice… Jest diabli pazur, łza anioła, jesienny wiatr zaczarowany, i głos co na tym wietrze woła za odchodzącym wilkiem białym. Jest pierwsze „kocham”, „nienawidzę”, pierwsza jaskółka jest – niedoli, i orle pióro z orlich skrzydeł… I Polska, która ciągle boli… Jest coś, co pierwsze się przyśniło… Ta pierwsza i ostatnia miłość 56. Sałdat Watikana o. Biskupowi Stanisławowi Padewskiemu Tam, gdzie burzanów ostrowy stepowe, gdzie rzewne dumki kołyszą się w trawie, tam go wołały słowa Chrystusowe: – Pójdź za mną… Wołam Ciebie Stanisławie! Ziarno zasiewaj, choć burza szaleje, idź, bo tam grabią mój zagon królewski, niech z tego ziarna garstka ocaleje! Nieś Słowo Boże… Wołam cię Padewski! I poszedł w stepy, poszedł nad ruczaje, jak dawni polscy samotni tułacze. Z troską się chylił nad znękanym krajem, tam, gdzie wiatr śpiewa i gdzie serce płacze?! Tam byli ludzie i było cierpienie, miłość ojczyzny, wiara ukrywana. A inni plwali, wołali: – Szaleniec! Z nami nie wygra „sołdat Watikana”! Nie rzucił nigdy swej chwalebnej roli, habit lśnił na nim, jak rycerska zbroja, powiewał sztandar Andrzeja Boboli: „- Tam gdzie jest wiara, tam ojczyzna moja!” 57. Podkochiwać się w Tobie nie wolno… Trzeba kochać Cię wprost, dziś i już teraz, wiarę prostą wlać w serce bezwolne, bo choć jesteś Wszechmocny i wielki W ludzkich dłoniach Tyś pisklę bezbronne. Tobą trzeba się zaopiekować, nie pozwolić, by Ciebie krzywdzili, choć Ty jesteś sam w sobie potęgą, w ludzkiej dłoni jak ptaszę zakwilisz. Podkochiwać się w Tobie nie wolno, wiary w Ciebie zostawiać „na potem”, bo Ty jesteś Dzieciną bezbronną, którą wyśle nasz świat na Golgotę! Lusia Ogińska 58. Wąż Z zachodu ognisty wąż pełznie zdradziecko, naszych gniazd, ziem łaknie, tak jak przed wiekami… Jego żądze trwałe, jak trwała jest wieczność – ptasią krwią się karmi i się poi łzami. A lechickie orły patrzą w niebo jasne, nadzieją mamione – wybaczać gotowe, wierząc, że jad żmii dziś nie taki straszny, a te nowe czasy, są naprawdę… nowe.! Gdy nam rozum ginie w współczesnym zamęcie, gdy nas rządy łudzą, że czasy nie takie. Trza wiedzieć, że przyjaźń tej żmii z orlęciem tyle samo warta, co Niemca z Polakiem. Lusia Ogińska 2009 grudzień 59. Prymas Wyszyński (Arcybiskupowi Stanisławowi Wielgusowi, w chwilach jego cierpienia….) Gdy sierotą został wziął różaniec w ręce i w modlitwie zamknął cały ból i troskę, Matce Boskiej oddał swe sieroce serce, a później Jej oddał całą, całą Polskę! Matkę Boską prosił o wsparcie, do nieba: – Trzeba nam żołnierzy, i aniołów trzeba! Naród swój znał dobrze, znał słabości jego, kochał go, jak ojciec, oceniał jak sędzia. Wiedział: póty naród nie odegna złego, póki sam zła swego nie zacznie zwyciężać. Korzył się – lecz tylko przed upokorzonym; bolał wraz z cierpiącym, bo poznał cierpienie; klękał przed skazańcem wyrokiem sądzonym, bo pamiętał wyrok… gdy Bóg zszedł na ziemię! Wyszyński przez ludzi kiedyś był sądzony, potem ludzkie dłonie pomnik mu stawiały! On, choć ślepym służył, nie był niewidomym, widział oczy puste, które pustką łkały… Płaczesz mój narodzie, sam nie wiesz dlaczego; oddychasz narodzie, lecz serce bez siły! Słowa Włodkowica, Skargi, Wyszyńskiego czego cię mój narodzie… czego nauczyły?! Ja także dziś proszę o wsparcie do nieba! – Matko! Nam żołnierzy i aniołów trzeba! 60. Śpiewać będą Choć w mojej Polsce karły tkwią na tronach Lechickie mleko chłepczą jak bękarty Choć Polka klęczy naga pohańbiona z piersią rozdartą …to jeszcze żyją dzieci prawowite co nie pozwolą pomiatać Ojczyzną ki znajda zemstę w godzinie wybitej i pierś zabliźnią. Choć w mojej Polsce anioły szatańskie przyodziewają się w krzyże biskupie i oczy maja pyszne, gęby pańskie i usta trupie. …to wśród nic widać garstkę sprawiedliwych ci życie dadzą za naród – szczęśliwi lecz żeby śmierć przyjąć naprzód trza być żywym – są jeszcze żywi. Choć mojej Polsce glosy zasypano tańczą na ciele przebrzydłe mamidła Choć mojej Polsce, Polsce ukochanej – wydarto skrzydła …to ja nie płacze i nie żądam kary i pogrzebowej nie odziewam bo to z mych wierszy zrodzą się Ikary i będą śpiewać 61. Tryptyk Grunwaldzki Grunwald Tuman kurzu opadał na pobojowisko, oddech udręczonych i jęk konających… W tej światowej krucjacie brała udział przyszłość, użyźniała się ziemia truchłami zaborcy. To krzyżackie rozstanie z Bogiem i z rozumem kładło się okrucieństwem na lechickie ziemie, Polak wydarł to ostrze, okrył je całunem i jak łany kąkoli wrzucił je w płomienie. Pycha, buta niemiecka legła na tym polu! Ujawniła się wola – Boża nie człowiecza, – to przestroga płynąca w cierpieniu i w bólu, że gdy mieczem nawracasz – to zginiesz od miecza. Europejskie chorągwie legły u stóp króla, gdy on klęczał w modlitwie przed krwawym ołtarzem… Wywyższona pokora, poniżona duma… Król Jagiełło wyszeptał: „Tak Bóg pysznych karze!” Z kolan wstaje ponownie – straszy cień Ulricha; żądza władzy teutońskiej potokiem trucizny! Znów nad ziemią słowiańską dłoń drapieżna czyha na Wschód prących germańskich zaborców ojczyzny. Dzisiaj Krzyżak przed nami nie zdejmie przyłbicy, – zagarniając nam ziemię, czyniąc gest przyjazny – on w tej wojnie podstępnej na Boga nie liczy, bo miast krzyża na płaszczu błękitnym – ma gwiazdy. Lusia Ogińska 15 VII 2010r 62. Matka Boża Malborska Wizerunek Twój święty na rozstajnych drogach chronił przed nagłą śmiercią, przed pogańskim gniewem. Tobie ślemy modlitwy – Rodzicielko Boga, Drogowskazie tułaczy, Latarnio przed niebem! Matko! Ziemia Słowianów Ciebie znała wcześniej, zanim komtur krzyżacki przyłbicy uchylił, by nam gardło rozerwać, godzić w polskie serce, by postawić tu Malbork – zamek z naszej gliny! Krzyżak mieczem ogłosił wyłączność na wiarę, tu podpalał osady, gniazda pokrwawione… Falkenberga wołanie tu się stało ciałem, pierwszy krzyk: – „Polonorum … exterminacjonem!” Ty nas Matko obronisz, do Ciebie idziemy! Pókiś Polski Królową – póty my żyjemy! 15 VII 2010 r 63. Oblężenie Malborka Proporzec z orłem lechickim powiewał – zaległo polskie rycerstwo na trawie. W czeluściach twierdzy lęk się rozpościerał , a zamek milczał, jak zgarbiony starzec! Mnich zwyciężony darł swe szaty białe, w głębinie lochów, w ponurej gardzieli. Duchem już martwy – jeszcze żyw był ciałem. Wciąż pragnął rządzić i ciągle chciał dzielić! Klęska ciężarem dusiła mu piersi, gdy sprawiedliwy grot w pancerz go trafił – wciąż się szamotał, jak w agonii rzęził, bo nie mógł skonać, a żyć nie potrafił! Bóg mu pozwolił zostać ku przestrodze, gdyż pomnik pychy ma gliniane serce, jeśli go wznosi człek bez łaski bożej, to dzieło takie przyniesie nieszczęście! Słowa Bismarcka ciągle powracały że: cała „Polska to jest stan przejściowy”! A dziś w komnatach i w Malborku całym rozbrzmiewa echo dźwiękiem polskiej mowy. Poeta słowa kreśli własną ręką – ona zastygnie i w mogile zgnije, lecz w jego słowach zmartwychwstaje wielkość zwycięstwa Polski – która tutaj żyje! 15 VII 2010 64. Dobra trwałe. (Ewangelia św. Mateusza 6 19-21) Pomyśl co stanie się, co będzie, gdy twoją trumnę piach zaścieli, czy w niebo weźmiesz swoje serce, czy też pozwolisz zgnić mu w ziemi?! Nie gromadź skarbów tu na ziemi, gdzie rdza i czas je może zniszczyć, gdzie mogą łupem paść złodziei, zginąć wśród ruin i wśród zgliszczy. Gromadźcie swoje dobra w niebie, gdzie skarbiec szczodrze wypełniony. Tam na twój skarb i tam na ciebie, czekają święci i anioły. Pytaj już teraz! Pytaj siebie, póki tu jesteś, póki żyjesz czy twoje serce będzie w niebie, Czy w trumnie doczesności zgnije? Lusia Ogińska 65. Pchli targ Na tragach pchlich nie bywam wcale. Cóż, nie iść tam, to żadna sztuka; a jednak poszłam tam tchnięta żalem, że w życiu jeszcze czegoś szukam. Weszłam w ten targ, historii zamieć; Widziałem szkaplerz cały w łzach i mieczyk wyszczerbiony w bramie, konia co na podwórcu padł. Był tam gramofon, zdarta płyta, radość staruszka, że wciąż gra, była Rzecz Druga Pospolita i radość starca, że wciąż trwa. Była kabura partyzanta i kula, która w piersi tkwiła, i pierś wciąż żywa choć rozdarta, na tym zapchlonym targu była. Był też więzienny drewnik – jeden – drugi zginał na Ube – na karcie Sobieskiego Wiedeń – skąd on tam się wziął, sam diabeł pewnie wie Leżał tam krzyż, weń wbity gwóźdź – mienił się w słońcu, we krwi świeżej Obok różaniec z krzewu róż dla tych, co jeszcze trwają w wierze Czego szukałam? Lampy starej, by budzić bestie, co grzech sieją, jeśli oświeci mą niewiarę żyć będzie łatwiej z beznadzieją. Tu odnalazłam diabła ślad, on także szukał duszy bratniej, gdy w beznadziei tonie świat, to z diabłem … może będzie łatwiej. Ludzi na targ
  92. ENKI said

    Pani Lusia Ogińska- wraz z Jej niepowtarzalnym imieniem i nazwiskiem grającym poloneza – pozostaje w pamięci i sercu od pierwszego spotkania; ta poezja pozostaje w nas, „rozmowa z Wyspiańskim” i całe bogactwo motywów polskich a jednocześnie uniwersalnych czyli człowieczych.
    Postawa Ogińskiej, poetki i człowieka jest wyjątkowa; ilu to polonistów odważy się – wbrew modzie – iść za Kochanowskim, Słowackim, za Konopnicką, za Wyspiańskim? I z nimi rozmawiać o klęskach i marzeniach naszych trudnych czasów? A Lusia Ogińska idzie i rozmawia…w swoim i naszym imieniu, pyta, odpowiada, dzieli włos na czworo, uczucia na miliony…
    „Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi iść?”…
    Lusia Ogińska pozostaje w towarzystwie najlepszych; bo najbardziej lekceważeni przez „elity wpływu” są przecież Matejko i Konopnicka, oskarżani o kicz. Ale to właśnie oni są twórcami zbiorowej wyobraźni. To ich dzieła są ulubione wśród zwykłych (czytaj: normalnych) ludzi. Patriotyczni artyści są nisko oceniani, wyśmiewani, lekceważeni, atakowani za obronę religii, kultury, narodu. Każdego narodu.
    I to jest nie do zniesienia dla kosmopolitycznych elit poprawnościowych, realizujących intratne zadania propagandowe.

  93. Eliza said

    Polecam

    ze strony
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/02/wielopoziomowe-objasnienie-konfliktu-na-ukrainie/, jak wspomnieno przed prezentacją filrm dla ludzi z otwartym umysłem i mających odwagę myśleć samodzielnie

  94. JO said

    ad.92. To nie tylko przyklad jak powinni zachowywac sie i przyjmowac Artysci ale cala Ekipa Nauczycieli Akademickich, Urzednikow, Sejm, Senat, Prezydent, Polski Episkopat…kazdy z nas.

    Patrzac na Pani Lusi Postac, my widzimy kim jestesmy sami.

    Kazdy widzi kim jest i niech przed lustrem sobie to powie glosno.

  95. Guła said

    Szanowny panie Boydar, ostatni z czynnych polityków który głośno i publicznie niniejsze ogłosił (ŚP A. Lepper) w Kraju, leży zakopany 1,5 m w ziemi. I co komu z takiego kandydata. A?

    „Nie byłem nawet zaskoczony, kiedy się dowiedziałem dwa lata później w 1992 roku, że ten „cudowny” ekonomista J. Sachs wraz ze swoimi kolegami z Uniwersytetu Harvarda, jako faktyczni najemnicy George Sorosa, zmontowali amerykańsko – żydowski zespół doradczy dla prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. A B. Jelcyn ich kolejny plan ” terapii szokowej „, wprowadził w życie dekretami prezydenckimi. I wbrew protestom rosyjskiego parlamentu. Dodam, że opór rosyjskiej Rady Najwyższej wobec „terapii szokowej”, skończył się w 1993 roku jej rozwiązaniem przez B. Jelcyna. Doszło do krwawej rozprawy wojska z protestującymi deputowanymi, w której zginęło oficjalnie 156 osób, a nieoficjalnie 700 do 800. Po raz pierwszy w historii i Rosji, i Europy, parlament ostrzeliwały czołgi”

    http://wirtualnapolonia.com/2013/01/08/stanislaw-tyminski-rosja-najwieksza-grabiez-xx-wieku/

    Rosja i Polska ma do uregulowania sprawy z tymi samymi i to powinno posłużyć za bazę wyjściową działalności.

  96. NICK said

    Nie ma, że ino gibko, P. Boydar. Nie wolno zakreślać ram. Czasowych. Adwersarzom. Ze względów obiektywnych. A, nawet, mają prawo milczeć. Co, może być, odpowiedzią.

  97. Boydar said

    @ Pan NICK (96)

    Cicho być ! 🙂

    Ja nie muszę studiować programów, ja WIEM, czego w nich nie ma.

  98. Siggi said

    ad.76 i 78.
    Ten uzurpator i faktyczny dyktator po maju’26 sam się ogłosił w marcu 1920r „mieszałkiem”.Ot tak.
    Będąc „internowanym” w Magdeburgu władze Rzeszy zrobiły go brygadierem,co przekładając na nasze znaczy generał brygady.On nigdy nie odbył służby wojskowej,trochę umiał ujeżdżać konia,to i miał owsiane pojęcie o wojsku,co odcisnęło się na stanie wojska w okresie międzywojnia.W budżecie na obronę największe pozycje stanowiły płace i…zakupy owsa.Ponura postać …

  99. z sieci said

    „13 kwietnia 1923 prezydent Rzeczypospolitej, na wniosek ministra spraw wojskowych gen. Kazimierza Sosnkowskiego i premiera, gen. Władysława Sikorskiego mianował Ferdinanda Focha marszałkiem Polski. 15 kwietnia 1923 generał Sosnkowski wręczył mu nominację.”
    Wikipedia

  100. NICK said

    Gospodarzu. Jak darczyńcy? Z Polski?

    P. Boydar. Sorry. Za szybko zareagowałem. „Fuckt me”. Ciiiichooszaa. Nawet nie bulgocę.

Sorry, the comment form is closed at this time.