Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O historii polsko-rosyjskiej sprzed stu lat

Posted by Marucha w dniu 2015-04-08 (Środa)

O sprawie gen. Antona Denikina i o winnym tej „Największej zbrodni XX wieku”.

Tak naprawdę gen. Denikin, który latem 1919 r. miał w swoim ręku niemal całą Ukrainę wraz z Kijowem, nie mógł składać na temat granicy polsko-rosyjskiej żadnych zobowiązań. To mógł uczynić tylko i wyłącznie prawowity rząd rosyjski, powołany po rozgromieniu bolszewickiej hołoty. Uczciwość generała armii rosyjskiej (nie bolszewicko-anarchistycznej hordy) nakazywała mu nie czynić żadnych obietnic bez pokrycia.

O ile Piłsudski, a nawet jego polityczni oponenci, także panicznie bojący się „caratu”, w owym czasie mogli się jeszcze łudzić co do bolszewickich deklaracji o prawie narodów do samostanowienia – to dzisiaj już wiemy, ile te deklaracje były warte. Wówczas sądzono, że sąsiadowanie z Bolszewią, a nie Rosją, jest dla Polski bezpieczniejsze, bo apetyty bolszewików są mniejsze (sic!). I sympatie Zachodu w razie konfliktu będą po naszej stronie.

Stwierdzić jednak należy, że z perspektywy historycznej, był to karygodny błąd. „Nasza” klasa polityczna z Piłsudskim na czele dała dowód tego, że gotowa jest poprzeć choćby diabła, by nie dopuścić do odrodzenia się znienawidzonego „caratu”. Nie zachwycała jej może rewolucja bolszewicka, ale o wiele bardziej od niej obawiała się powrotu Rosji carskiej z nacjonalistycznym zawołaniem: jedinaja niedzielimaja (jedna niepodzielna).

I to była rusofobia, „choroba na Moskala” — w wielu przypadkach nieuleczalna. Przerażały naszych rusofobów apetyty „białych” Rosjan, ale mieli za nic (dużo większe!) apetyty kosmopolitycznej Bolszewii (to nie kto inny, tylko bolszewicy śpiewali: „Jutro może (…) zdobędziemy cały świat…”).

Za tego typu błędy i grzechy płaci się wcześniej czy później. I zapłaciliśmy! Skorośmy nie chcieli wspólnie z gen. Denikinem tępić hord anarchistyczno-bolszewickich, to mieliśmy później sami na własnej skórze doświadczyć, czym jest bolszewik i czym się różni od Rosjanina. Gdy złodziej-morderca plądruje mieszkanie mojego sąsiada, jeśli nawet go nie lubię, to nie pozwolę, żeby robił to bezkarnie. Moralność i zwyczajna uczciwość obowiązuje nas także w stosunkach międzynarodowych. To powinni wiedzieć — zwłaszcza konserwatyści (także liberalni).

Przymykanie oczu na zbrodnię, okrucieństwo i niegodziwość — i nieudzielenie pomocy w ich zwalczaniu — wcześniej czy później odbije się na nas samych. Obojętność wobec masowych zbrodni bolszewików bestialsko mordujących znienawidzonych przez „nas” Rosjan, musiała i dla Polski skończyć się Katyniem. Złoczyńców bowiem należy tępić! Tutaj żadne rachuby są nie na miejscu. W przeciwnym razie stajemy się ich wspólnikami. I taki był wybór Piłsudskiego (bez epitetów).

A gros polskich „polityków” mieniących się (tu śmiech mnie zżera) prawicowo-patriotycznymi wrzeszczy antyrosyjsko… Bo Polak tym się szczyci, że Moskalów ma w ży**.
Jako żywo przypomina XIX-wieczną — postyczniową atmosferę bojkotu wszystkiego, co rosyjskie.

Skąd się u nas bierze ta rusofobia?

Niewątpliwie ma ona długa tradycję. Złożyły się na nią różnice cywilizacyjne i religijne (cywilizacja łacińska — z jednej, a cywilizacja bizantyjsko-turańska — z drugiej strony), całkiem odmienne systemy polityczne (samodzierżawie w Rosji i „demokracja szlachecka” w państwie polsko-litewskim). Nasze powstania i zrywy rewolucyjno-niepodległościowe pogłębiały tylko te antyrosyjskie repulsje.

Apogeum nastąpiło po powstaniu styczniowym, kiedy to polsko-rosyjskie stosunki kulturalne gwałtownie się pogorszyły. Przeciwstawiając się naporowi rusyfikacji likwidowano — jak tylko się dało — wpływy kultury rosyjskiej na ziemiach polskich i to akurat w okresie jej największego rozkwitu!

Kiedy więc Europa przeżywała wielką fascynację rosyjską literaturą i sztuką — u nas kulturę tę deprecjonowano, traktowano tak jakby jej w ogóle nie było. Ruch biernego oporu zapoczątkowany na początku lat 60. w ciągu blisko półwiecza określał zasady współżycia Polaków i Rosjan w Królestwie. Postępowano dokładnie jakby wg scenariusza broszury wydanej w Lipsku (sic!) w roku 1863, gdzie zakazywano Polakom: „bywać na ich widowiskach”, zalecano „pism ich publicznych nie prenumerować”, a nawet „spalić książki rosyjskie, jeśli takie są w bibliotece”. Mało tego broszura ta nakazywała zerwać wszelkie kontakty z Rosjanami — towarzyskie i gospodarcze (sic!), usuwać służbę rosyjską, bojkotować „składki dobroczynne przez nich zbierane”.

Rozwojowi polskiej rusofobii sprzyjały podobnie żywiołowe nastroje antypolskie w Cesarstwie Rosyjskim. Polaków uznano za wiecznego wroga Rosji (zwłaszcza szlachtę polską), którego nie można niczym pozyskać — pozostaje więc Polaków istriebit! Odpłacano więc pięknym za nadobne.

Mieszkańcy zaboru rosyjskiego uchylali się od wszelkich kontaktów z zaborcą. W polskich domach z reguły nie przyjmowano Rosjan. W Warszawie Polacy nie bywali w Klubie Rosyjskim, zaś Rosjanie w obu resursach — kupieckiej i obywatelskiej. Jedynym miejscem spotkań wyższych sfer polsko-rosyjskich stał się — specjalnie do tego celu powołany — Klub Myśliwski. Małżeństwa mieszane były rzadkością. Polacy strzegli się przed przejmowaniem rosyjskich obyczajów. Nawet warszawskie przekupki nie ułatwiały sobie życia — na znak protestu domagały się należności w złotówkach, choć wymagało to uciążliwego przeliczania z obowiązujących rubli i kopiejek.

Literatura rosyjska tego okresu nie pozostała dłużna wobec polskich buntowszczikow, a miała na tym polu pewne tradycje. Aleksander Bestużew-Marliński, ów „wieszcz i żołnierz” ze słynnego wiersza Mickiewicza (Do przyjaciół Moskali), będąc już na zesłaniu, z wielkim oburzeniem przyjął wiadomość o wybuchu powstania listopadowego, które dla niego było tylko „warszawską zdradą”.

Dla takich jak on (a tacy byli w większości po Nocy listopadowej 1830 r.): „Polacy nigdy nie będą szczerymi przyjaciółmi Rosjan. Natura zawsze ciągnie wilka do lasu…”.

Także i jeden z najwybitniejszych prozaików rosyjskich pierwszej połowy XIX stulecia, Mikołaj Gogol, nie pominął tematyki polskiej w swoich historycznych powieściach. W Strasznej zemście (1831) odmalował Polaków — Lachów w niekorzystnym świetle — jako tych, którzy „szydzą z prawosławia, naród ukraiński nazywają swoimi parobkami”. W Tarasie Bulbie (1834-1842) przedstawił natomiast „pozytywnego” bohatera — uosobienie wartości kozackich, ów „hulał po całej Polsce ze swoim pułkiem, spalił osiemnaście miasteczek, około czterdziestu kościołów”. Gogol był szczególnie niepopularny w zaborze rosyjskim, młodzież polska zmuszana była do czytania jego Tarasa Bulby — lektury obowiązkowej w zrusyfikowanych szkołach.

Po roku 1863 — podobnie jak po powstaniu listopadowym — pisarze rosyjscy sięgnęli do tematyki historycznej — zwłaszcza z czasów „smuty” i panowania Iwana IV Groźnego. Mikołaj Czajew w swojej Smucie, 1608-1612 (1867) przedstawił Polaków jako chciwych i pełnych „jaśniewielmożnej” pychy wrogów, którzy chcą zgubić prawosławną Ruś. Aleksander Ostrowski — autor Koźmy Zacharycza Minina Suchorukiego (1861-1866) charakteryzuje Polaków jako heretyków i wrogów Rusi. Natomiast we współczesnym ujęciu Fiodora Dostojewskiego Polak — to zwykle złodziej, wyrafinowany oszust, podający się za człowieka innego stanu niż ten, z którego pochodzi w rzeczywistości.

W polskiej literaturze postyczniowej bohater rosyjskiego pochodzenia jest prawdziwą rzadkością. Jak słusznie zauważył Stanisław Mackiewicz: „Polska literatura zachowywała się tak — jakby o okupancie nic nie wiedziała, nie znała go”. Wymownym świadectwem tego ignorowania Rosjan i kultury rosyjskiej może być przykład miesięcznika „Ateneum” — współredagowanego przez Spasowicza — gdzie publikowano przekłady ze wszystkich liczących się literatur świata. W ciągu 25 lat „Ateneum” nie zamieściło ani jednego tłumaczenia z języka rosyjskiego. Znakomite powieści Dostojewskiego i Tołstoja (który notabene był przeciwnikiem polityki rusyfikacyjnej i nie przyłączał się nigdy do ataków na naród polski – tu warto przeczytać opowiadanie Za co?) ukazywały się w przekładzie polskim z opóźnieniem sięgającym od 20 (np. Zbrodnia i kara) do 40 lat!

Warszawscy krytycy okazywali jedynie zainteresowanie literaturą rosyjską na wieść o entuzjastycznych wystąpieniach krytyków zachodnioeuropejskich (sic!). Takim pośrednikiem w odnotowywaniu popularności literatury rosyjskiej na Zachodzie był w Królestwie (zamienionym na Priwislienje) przede wszystkim prorosyjski Paryż.

Ignorancja ta nie ograniczała się tylko do literatury. Repertuar rosyjski został całkowicie wyrugowany ze sceny Warszawskich Teatrów Rządowych. Bojkotowano gościnne występy rosyjskich artystów. Nie budziły też większego zainteresowania nieliczne wystawy malarstwa rosyjskiego.

Wszystko to jednak było na pokaz. W rzeczywistości wielu Polaków dobrowolnie, acz skrycie czytało dzieła rosyjskich autorów — i to w oryginale! Maria Kuncewiczowa wspomina na przykład, jak zachwycała się — nie bez poczucia grzechu — Wojną i pokojem Tołstoja, zgadzając się w końcu ze „wszystkim, czegokolwiek pragną Moskale, wrogowie „naszego” Napoleona”. Co zakazane nęci — w tajemnicy rozczytywano się więc w dziełach Moskali, oficjalnie protestując przeciwko wszystkiemu co „rossyjskie”. Także listę Polaków piszących pod wpływem rosyjskim można wydłużać w nieskończoność, poczynając od: Dąbrowskiej, Prusa, Orzeszkowej, Żeromskiego, Micińskiego… Niewielu jednak było takich „renegatów”, którzy odmówili podporządkowania się tej obowiązującej ogół polski hipokryzji i nienawiści do wszystkiego, co rosyjskie.

Zmiany nastąpiły na początku XX wieku, kiedy coraz większą popularnością cieszyła się idea jedności Słowian — wśród Polaków (zachowawcy i endecy) i wśród samych Rosjan. Ludzie pióra — Rosjanie — jak Piotr Boborykin postulowali (1908 r.) przyznanie Polsce autonomii i powołanie ligi zbliżenia rosyjsko-polskiego. Były to jeszcze dość rzadkie głosy w germanofilskiej i antypolskiej Rosji. Lecz śladem Bobyrykina poszli wkrótce także rosyjscy politycy.

Książę — dyplomata Grzegorz Trubiecki w swej pracy Rosja jako wielkie mocarstwo (1913) postulował nadanie Królestwu autonomii — wolności religijnej oraz języka polskiego w szkole i samorządzie. Wtórował mu minister spraw zagranicznych Sergiusz Sazonow (w memoriale z 20 stycznia 1914 r.). Publicyści rosyjscy, jak np. Aleksander Pogodin, Eugeniusz Trubiecki, Paweł Milukow, Paweł Dołgorukow przekonywali o konieczności nawiązania przyjaznych stosunków z Polakami — braćmi Słowianami; zjednoczenia się w obliczu germańskiego zagrożenia. Podobne głosy pojawiły się i w Królestwie.

Niemal identycznie, tj. negatywnie, oceniano (w prasie prorosyjskiej w Królestwie i propolskiej w Rosji) działalność proniemiecką Piłsudskiego i jego Legionów. Uczucie goryczy z powodu zdobycia Polski przez Niemców w 1915 r. udzieliło się Grzegorzowi Iwanowowi, który w swym wierszu Polska ostrzegał nas, by nie wierzyć Niemcom, bo im (Tjewtonam) potrzebna nasza krew, a ich miłość — gorzką trucizną. O Polakach pisano wówczas jak o „bratnim narodzie”, Polskę nazywano „młodszą siostrą”.

Przyjaźń polsko-rosyjska, jaka narodziła się w dobie starcia z „odwiecznym wrogiem Słowiańszczyzny” — Germanią, nie przerodziła się jednak w stałe uczucie. Sami zresztą nie daliśmy powodów inteligencji rosyjskiej do wdzięczności za próbę choćby ratowania sojuszniczej Rosji od bolszewickiej zagłady. Po stronie rosyjskiej mieliśmy wyraźne zapowiedzi ekspiacji — Eugeniusz Trubiecki na przykład „historycznym grzechem Rosji” nazywał jej udział w rozbiorach Polski. Podobnie Mikołaj Bierdiajew wyraźnie podkreślał winy Rosji wobec Polski. W swoim artykule Dusza rosyjska i polska wyraził myśl, że „naród rosyjski powinien odkupić swoją historyczną winę wobec narodu polskiego”.

Nam tylko wydaje się, że jesteśmy w porządku wobec narodu rosyjskiego — bez winy. Chyba tylko Józef Mackiewicz (Lewa wolna) odważył się zauważyć, jak to „nasz mąż Opatrznościowy”, Józef Piłsudski, wstrzymując ofensywę przeciwko Bolszewii — w momencie jej największego zagrożenia — na froncie wschodnim, nie udzielając wsparcia Denikinowi, przyczynił się do pogrążenia „białej” Rosji. Potem — jak wszystkim wiadomo — mieliśmy i wzloty — „cud nad Wisłą”, i upadki — 17 września 1939 r. Ale także Katyń – bolszewickie „podziękowanie” — zbrodnię jakiej nigdy nie dopuściłaby się na nas carska Rosja.

Błąd Piłsudskiego, bezmyślnie zaślepionego wroga „caratu”, kosztował nas rządami czerwonego tyrana Stalina, rzezią kwiatu polskiej inteligencji i komunistyczną niewolą. Błąd ten podyktowany był chorobliwą nienawiścią do Rosji i wszystkiego co rosyjskie, słowem – rusofobią.

Jednym z kardynalnych błędów polityki zagranicznej międzywojnia – tej u zarania naszej odrodzonej państwowości — było przekonanie, że Rosja „czerwona” jest słaba i lepsza niż ta dawna — „carska”. Czy II Rzeczpospolitej lepiej się rozmawiało z bolszewikami, czy lepiej rozmawiałoby się z rządami oligarchii rosyjskiej — powiązanej z kołami przemysłowo-handlowymi? Czy bolszewicy mieli rzeczywiście mniejsze apetyty niż Rosjanie? Nie wierzę, to przecież nie jest prawda.

Bolszewicy patrzeli na nas, jak na potencjalny łup, który wcześniej czy później wpadnie im w łapy. Dla Rosji „czerwonej” byliśmy śmiertelnym wrogiem, stojącym na drodze do panowania nad Europą. Z Rosją kapitalistyczną — moglibyśmy się prędzej dogadać, bo łączyłyby nas wspólne interesy (np. wspólne zwalczanie zagrożenia komunistycznego). Sprawa granic też nie byłaby tak do końca przesądzona. Rosja — jako już państwo dominujące — dawała nam zawsze tyle, na ile nam ufała. Zabierała nasze mienie — po powstaniach — kiedy traciła zaufanie. Nawet nasze znakomite wojsko utraciliśmy na skutek głupiego powstania listopadowego — w interesie nie naszym (tylko rewolucji na Zachodzie Europy). Czyż nie sami się o to prosiliśmy (w chwili wybuchu powstania stosunek sił był jak 1:10!)?

Mieć pretensje do Rosji za to, że prowadziła antypolską politykę, bo my chcieliśmy ją wcześniej pokonać w polu, to coś, czego nie można zrozumieć. Rozbiory też były konsekwencją tego, że wpadaliśmy w objęcia Prus — z własnej i nieprzymuszonej woli. Inicjatorami rozbiorów były Prusy, a nie Rosja — o tym nie wolno nam zapominać. Lepiej więc było zachować całość, integralność terytorialną pod hegemonią Rosji, aniżeli spiskując przeciwko niej (bratać się ze zdradzieckimi Prusami) gotować własnej ojczyźnie rozbiór (i to było następstwo naszej antyrosyjskiej polityki)! Czy lepsze więc były rozbiory (przez trzy wrogie nam potęgi), czy może hegemonia jednego tylko państwa (nawet tej nie lubianej Rosji)?

A może by tak z powodu tragicznej przeszłości naszych wzajemnych polsko-rosyjskich stosunków zadekretować na mocy układów dwustronnych Warszawa-Moskwa zerwanie wszelkich stosunków między Polską i Rosją?

Jakie stąd dla nas wyniknęłyby korzyści? Wiadomo, że z tego skorzystałby tylko Berlin. Jak wielokrotnie korzystały Niemcy z naszych antyrosyjskich resentymentów, fobii i zrywów etc. Przypomnieć tu wypada mądre spostrzeżenie, że tylko głupiec szuka przyjaciół daleko, a wrogów blisko.

Poza tym cóż to za fatalizm wiecznotrwałej wrogości, na którego zmianę nie mamy żadnego, ale to żadnego wpływu? Kiepskie to daje on nam świadectwo — przedmiotu dziejów, a nie dziejów podmiotu. Jeśli my już w ogóle nie mamy żadnego wpływu na politykę naszych sąsiadów — to po co te frazesy o niepodległości? Powiedzmy sobie, że nic nie możemy, i wymyślajmy naszym „odwiecznym ciemiężycielom”, bo tylko to, jak na razie, wychodzi nam najlepiej. To zdają się nam sugerować wszyscy „chorzy na Moskala” rusofobowie-fataliści. Albo szukajmy sobie pana — jeszcze bardziej spragnionego naszych ziem (a jakie dziś Rosja ma pretensje terytorialne do Polski?);  są to niewątpliwie Niemcy – i Ukraińcy, którym zawsze mało. Tak — trzeba to odważnie i głośno powiedzieć.

Nad. „Zdziwiony”.
Wykorzystano teksty zawarte w:
http://www.racjonalista.pl/pdf.php/s,3467
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3467/k,2

Komentarzy 41 to “O historii polsko-rosyjskiej sprzed stu lat”

  1. Janka said

    Przyznaję, mocne, jak zwykle w gajówce. Ale do rzeczy: konsekwence działania Piłsudskiego dziś wydają się oczywiste; w 1920 wcale takie nie były. Przekonanie o „sezonowości” Bolszewii były dość rozpowszechniowe w całym świecie. Nie zdawano sobie sprawy, kto finansuje ten „eksperyment” społeczny i jak bardzo trwały będzie to system. Ponadto artykuł trochę tendencyjny, rusofobia i polonofobia wpisuje się w wielowiekową rywalizację Polski i Rosji, rywalizację którą jak niedawno napisała jedna rosyjska gazeta, Polska przegrywa(przegrała). Nie sądzę, aby ww. punkt widzenia zdobył szerokie zrozumienie. Odkrycie, że Niemcy korzystają na konflikcie na osi Polska-Rosja nie jest niczym nadzwyczajnym.
    „a jakie dziś Rosja ma pretensje terytorialne do Polski?” – coś takiego to już idiotyzm. Rzeczpospolita Obojga Narodów była jednym z większych państw w Europie. Obecna Polska to Pole-Land, kraj Polaków, nowa wersja księstwa warszawskiego – lekko przesunięta na zachód.Twór tow. Stalina, enticzny Pole-Land, z zarządem starszych braci JP2. Roszczenia wobec takiego tworu państwowego to już przesada – no chyba że Polska to twór od Siedlec do Skierniewic a reszta…to milczenie.

  2. Przecław said

    „Także i jeden z najwybitniejszych prozaików rosyjskich pierwszej połowy XIX stulecia, Mikołaj Gogol”
    Ten „jeden z najwybitniejszych” naprawdę nazywał się Janowski,, ale wykalkulował sobie, że z polskim nazwiskiem to kariery w Rosji nie zrobi. Jednak połasił się na tytuł szlachecki i przedstawił rzekome nadanie szlachectwa z podpisem Króla Jana Kazimierza, tyle, że data na nim był w sześć lat po abdykacji króla, ale kto by się takimi szczegółami przejmował, na pewno nie rosyjski urząd heraldyczny, zwłaszcza wobec zasłużonego polonofoba. Gogol jest niepoprawny rosyjskim wariantem, prawidłowo powinien się pisać Chochoł, ale to mu najwyraźniej nie leżało, więc udał że był Hohoł. „Taras Bulba” to stek niepoczytalnych bredni, do dziś dnia robiących za „arcydzieło rosyjskiej literatury”, pomimo swoich „antysemickich” akcentów, chętnie promowane przez starszych braci, gdyż perfekcyjnie skłóca ze sobą słowiańskich gojów. Naprawdę Chochoł nie cierpiał Rosjan i Rosji, niektórzy twierdzą, że nienawidził, zależało mu jednak na pieniądzach i pozycji w kręgach petersburskich, gdzie żył, nie nacieszył się jednak za bardzo tymi dobrami, gdyż zmarł w wieku 41 lat, a jak się później okazało, pochowano go w trumnie żywego.

  3. jerzyS said

    Broniliśmy interesów Watykanu, a nie Polskiej Racji Stanu!

    Zapłacimy za to największą cenę
    Płacimy do dziś!

  4. Boydar said

    Grzeszymy pierwej myślą, mową, a na końcu uczynkiem. Jeśli nawet było tak jak Pan Jerzy pisze (2), zdecydowana większość tkwiła w nieświadomości. I Bóg o tym wie najlepiej.

  5. Nie tylko mocny, ale i dobry, bardzo na czasie tekst. W tym samym temacie pozwolę sobie polecić:
    http://npwmag.pl/archiwum/2010/7-8-9.pdf

    Chodzi konkretnie o tekst pt. „Bitwa Warszawska w świetle faktów”, zwłaszcza od s. 7

  6. Agat said

    Odniosę się tylko do dwóch kwestii, bo tekst jest długi:

    1. „Gdy złodziej-morderca plądruje mieszkanie mojego sąsiada, jeśli nawet go nie lubię, to nie pozwolę, żeby robił to bezkarnie. Moralność i zwyczajna uczciwość obowiązuje nas także w stosunkach międzynarodowych.” – ja przepraszam, ale takimi właśnie górnolotnie brzmiącymi hasłami wrabia się nas obecnie w „pomoc Ukrainie” (czyli banderowcom). Poza tym porównywanie państwa – tworu bezosobowego – do kogoś bliskiego („sąsiada”), to zwykła demagogia.

    Ja nie uznaję masońskiego hasła „za wolność waszą i naszą”. Polacy wielokrotnie bili się za cudzą wolność – za polską wolność jakoś nikt nie chciał. Zatem zapomnijmy to hasło. Zaś moralność w polityce obowiązuje nas jedynie w takim zakresie, w jakim pokazał Piłsudski: „ja was, panowie, przepraszam, nie tak miało być”. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie stwierdzi, że powinien był wtedy bić się o Ukrainę do ostatniego Polaka.

    2. Cytat: Dla takich jak on (a tacy byli w większości po Nocy listopadowej 1830 r.): „Polacy nigdy nie będą szczerymi przyjaciółmi Rosjan. Natura zawsze ciągnie wilka do lasu…” – a czego się tacy spodziewali? Że można Polakom zabrać pół państwa – resztę rzucić na pożarcie dwóm innym – w międzyczasie urządzić jeszcze coś tak pamiętanego, jak rzeź Pragi, i potem „zafundować grabę” ze słowami: „no, teraz już zgoda i przyjaźń między nami”?

    Wychodzi na to, że nie tylko Polacy mają niejakie trudności z byciem realistami.

  7. Boydar said

    Agat, dobry człowieku, jesteś Dzieckiem Kwiatem, i nie masz pojęcia „o co kaman”. Może lepiej żebyś nie wiedział, bo ta wiedza mogła by Cię zaprowadzić niechybnie do Tworek.
    Żebyś sobie kochany nie pomyślał, że Cię tu poniewieram bezpodstawnie, zaproponuj rozwiązanie problemu :

    Jesteś Kierownikiem dużego państwa, i w pewnym momencie konstatujesz, że 1/4 mieszkańców ma cię głęboko w dupie, a Ty im możesz naskoczyć. Żeby tylko Cię miała, to pół biedy; ale ona się mnoży jak króliki, i za 10 lat nie będzie to 1/4 tylko 50%. Mało tego, owa ćwierć robi wszystko aby pozostałe 3/4 miało tak samo gów.no do powiedzenia w Twoim państwie jak Ty. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że lada moment im się to uda.

    Jak już to rozkminisz, możemy gadać dalej.

  8. Agat said

    Nie, nie będziemy gadać – bo z trollami nie gadam. Proste?

    Nazywać Boydara trollem?
    Panu coś się po…myliło.
    Admin
    .

  9. Boydar said

    Jak tam już uważasz, ja głupszy nie umrę.

  10. Re: Artykul…
    O tym, jak kretyn „bolek” vel walesa straszy Moskwe nuklearnymi rakietami, ktore jewRopejski land pt: „polin” wogole nie posiadal I nie posiada…

    O tutaj na stronie:

    http://wakeupfromyourslumber.com/west-must-scare-russia-with-nukes-lech-walesa/

    ============================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

    P.S. „koktail” molotowa to juz chyba dla tych polsko-jezycznych sk…synow nie bedzie wystarczajacym pod wzgledem uwolnionego ciepla…

  11. markglogg said

    Bolszewicy patrzeli na nas, jak na potencjalny łup, który wcześniej czy później wpadnie im w łapy. Dla Rosji „czerwonej” byliśmy śmiertelnym wrogiem, stojącym na drodze do panowania nad Europą. Z Rosją kapitalistyczną — moglibyśmy się prędzej dogadać, bo łączyłyby nas wspólne interesy (np. wspólne zwalczanie zagrożenia komunistycznego).

    A teraz, po likwidacji „zagrożenia komunistycznego”, najlepiej widać, że i z WOLNEJ POLSKI i z jakiejkolwiek NARODOWEJ WŁASNOŚCI wyszła po prostu GIGANTYCZNA DUPA – Solidarność sobie nawet w Gdańsku zrobiła MUZEUM LIKWIDACJI STOCZNI GDAŃSKIEJ przez tych strasznych „bolszewików” – w ramach oczywiście łupieży Narodu Polskiego – zbudowanej.

  12. adsenior said

    Ja napiszę tak, nie stać mnie na zakupy w małych osiedlowych sklepikach, mimo iż oboje z zona pobieramy emerytury. To nie patriotyzm lub jego brak zmusza nas do zakupu w zagranicznych sieciach dyskontowych.

  13. piwowar said

    No i widzisz pan, panie Boydar, wyszło na to, że pan robisz za trolla.

    Wszystko jest kwestia definicji (Piwowar)

  14. semperparatus said

    Zaniechanie pomocy Denikinowi we wrześniu 1919 roku i układy z bolszewikami były zarówno zbrodnią jak i kardynalnym błędem z punktu widzenia naszych polskich interesów…Zbrodnią-bo torowało drogę do władzy żydowskiej bolszewii…która później eksterminowała nie mniej niż 60 mln chrześcijan(głównie Rosjan),błędem-bo „biała”Rosja…po ew.zwycięstwie-byłaby idealnym kandydatem na sojusznika Polski w celu trzymania Niemców w ryzach…Ten niedoszły sojusz polsko-rosyjski byłby gwarantem pokoju i stabilności we wschodniej Europie…gdyby powstał i działał skutecznie to wywołanie wojny przez Niemcy…a nawet zdobycie władzy w Niemczech przez Hitlera nie byłoby możliwe…W takim przypadku historia Europy potoczyła by się zupełnie inaczej…zapewne lepiej…Wszystko to zaprzepaścił agent i antypolak-Piłsudski i jego kamaryla…Która zresztą…w 20 lat później-doprowadziła do upadku samą Polskę…Polecam wszystkim świetną pracę Lecha Mażewskiego „Powstańczy szantaż”traktującą m.in o tej sprawie…

  15. AlexSailor said

    Ad. 1 @Janka

    To nie chodzi o Piłsudskiego, który był tylko niechlubnym, przełomowym epizodem.
    Problemem jest kompletne niezrozumienie, brak wyczucia własnego interesu, działanie z obcej inspiracji i dla cudzych celów w Zaborze Rosyjskim, a później w Królestwie Polskim wskrzeszonym osobiście rękoma cara Aleksandra I i jego brata, Wielkiego Księcia Konstantego.
    Przesiąknięta rusofobią, nawet nie – nie wiem jak to nazwać, głupotą i lekkomyślnością, mentalność.
    Skażona samonamnażającymi się, śmiertelnymi dla Polski i jej interesów, memami przestrzeń świadomości społecznej.

    I tak jest do dziś.
    Zakłamana historia rodzi brak orientacji i złe, samobójcze działania.

    Oto przykład.
    Jako wzór łagodnej i oświeconej monarchii, wzór zaboru, gdzie Polacy mieli prawa, w którym monarchę należało kochać, uważa się Austrowęgry.
    Tymczasem był to obiektywnie NAJGORSZY, NAJSTRASZNIEJSZY, dla Polaków zabór.
    Gorszy nawet od Pruskiego, bo to właśnie do Prus do Wielkiego Księstwa Poznańskiego, emigrowali Polacy z tego tak fajnego zaboru austriackiego.

    Gdy dziś przeanalizuje się chłodno fakty, to widać, że największe szanse i najlepiej mieli się Polacy w Królestwie Polskim i na Ziemiach Zabranych.

    Jak można było tego nie zrozumieć przez 123 lata?????
    Ano przy obcej inspiracji można było.

    W którym zaborze ( o ile KP można nazwać zaborem) do Polaków władca wyciągał rękę wielokrotnie mimo buntów i zdrady, bo komu przysięgali żołnierze KP???

    Zaś Królestwo Polskie było dla carów i Rosji takim przekleństwem, że w trakcie Powstania Styczniowego poważnie w Petersburgu zastanawiano się czy po prostu z Polski się nie wycofać i zostawić nas we własnym piekiełku i głupocie.
    Nie uczyniono tego tylko z powodów prestiżowych (by nie ośmieszać mocarstwa) oraz by nie wzmacniać Prus, które tylko na to czekały.
    Przecież Rosja, przeciw której wybuchło Powstanie, nie mogła po wycofaniu się z KP jeszcze bronić jego niepodległości przeciw Prusakom.

  16. AlexSailor said

    Ad. 3 @JerzyS

    Jak czytam takie brednie, to nie wiem, od czego mam zacząć.
    To właśnie Watykan odradzał Powstania, nawet potępiał Powstania na ile to było możliwe, zalecał lojalność i posłuszeństwo wobec króla i cara.

  17. AlexSailor said

    Ad. 6 @Agat
    Co do punktu pierwszego zgoda.

    Co do drugiego, to właśnie jest myślenie polskie, dziecinne.
    Kto stworzył Królestwo Polskie????
    Kto stworzył i wyćwiczył silną armię polską w tym KP????
    Kto był namaszczonym królem KP, któremu żołnierze winni byli wierność????
    Czy do podchorążówki brano z łapanki czy może zgłaszali się ochotnicy????

    Posłuchaj Pan tego co o Powstaniu Listopadowym mówi Grzegorz Braun na podstawie
    dokumentów i zasobów rodzinnych.
    Włos się jeży na głowie na wspomnienie naszej głupoty.

  18. AlexSailor said

    Ad. 13 @semperparatus

    Napiszę więcej.
    Z dużym prawdopodobieństwem po pobiciu przez Denikina (matka Polka spod Włocławka) i zorganizowaną armię oraz kształtujące się Państwo Polskie bolszewii, utargowalibyśmy w Rosji bardzo dużo, tym bardziej, że to właśnie my między innymi radowalibyśmy karty, a na wdzięczność Rosjan też można byłoby liczyć – pierwszy raz mieliby pożytek z Polski i to jaki.
    Myślę, że uzyskalibyśmy granice znacznie dalej niż po pokoju z bolszewią i do tego część „pribałtyki”.
    Jeśli zaś z jakichś względów pełna niepodległość nie byłaby możliwa, to mielibyśmy nie wiele mniejszą od niej autonomię z własnym rządem, olbrzymi rynek zbytu, a granice zachodnia CO NAJMNIEJ na Odrze ze Szczecinem i całym wybrzeżem Bałtyku.
    Zaś na konferencji pokojowej po I WŚ reprezentowałyby nasze interesy dwa zwycięskie państwa – Rosja i Francja, które nie musiałyby się z nikim i niczym liczyć.
    Przypomnę, że tak zwana „rewolucja” wybuchła w przeddzień rosyjskiej kontrofensywy.

  19. P. Semperparatus: Podpisuję się obydwoma rękami pod Pańskim jakże celnym komentarzem. Dodam tylko, także w odniesieniu do kom. nr 14 p. AlexSailora, że – co jest wiadomym już dość powszechnie – te samobójcze w gruncie rzeczy odruchy były niemalże zawsze inspirowane i podsycane przez przechrztów przebranych starannie w szlacheckie kontusze (głównie tzw. frankistów) w łączności z strukturami masońskimi, też z biegiem czasu coraz bardziej zażydzonymi. Obnaża to chociażby dziełko autorstwa, jeśli dobrze pamiętam nazwisko autora i tytuł, Stanisława Didiera pt.”Neofici w dziejach Polski”.
    I tak do wywołania nieszczęsnego powstania listopadowego bardzo wydatnie przyczynili się m.in. następujący „marani”: prof. Joachim Lelewel – główny mentor stumanionej i wciąganej w rożne kółka rewolucyjne, polskiej młodzieży studenckiej, literat M. Mochnacki, wzbogacona rodzina Wołowskich i szereg pomniejszych person z tego kręgu.
    Jeśli idzie o powstanie styczniowe, to frankiści (czy postfrankiści) wiedli rej tak wśród „białych”, jak i „czerwonych” z absolutnie wiodącą rolą Kronenberga.
    Co ciekawe, także marani rosyjski, których już wtedy nie brakowało w carskiej administracji i aparacie skarbowym, a zwłaszcza w w rosyjskiej gospodarce, robili co tylko mogli, aby cały czas wytwarzać nowe zadrażnienia polsko-rosyjskie.
    Nie miejsce tu na szczegółowe rozwijanie tematu – w każdym jednak bądź razie nieracjonalny stosunek do Rosji miał w dużej mierze wcale nie autentycznie polskie podłoże.

  20. semperparatus said

    Re.17 Alex Sailor…To się prawie całkowicie zgadzamy…jedno co mogę u Pana zakwestionować to zwątpienie,czy Polska mogła wtedy być całkowicie niepodległa…oczywiście…wtedy nie było innej możliwości… ta pełna niepodległość byłaby dodatkowo gwarantowana przez zwycięskie mocarstwa:Rosję i Francję…a granice. na zachodzie…przesunięte-być może-na Odrę i Nysę Łużycką…Natomiast co do wschodnich granic to Rosja-zgodziłaby się zapewne na linię Dmowskiego…Wszystko to popsuł tow.Ziuk….wyjątkowo szkodliwa i obmierzła postać…chociaż przez wielu dzisiaj-kreowana na męża opatrznościowego i ojca niepodległości…

  21. semperparatus said

    Aha…przyczynkiem do powyższej tematyki jest także świetna praca Jana Engelgarda „Klątwa generała Denikina”którą szczerze polecam…

  22. Przecław said

    @AlexSailor
    Nie ulega wątpliwości, że tylko orientacja na Rosję daje gwarancje istnienia Polski. Udowodnił to Dmowski i jego poprzednicy i jemu właśnie udało się odtworzyć Polskę, do tego w przyzwoitych granicach.
    Jednak musi Pan pamiętać jak kruchym tworem jest Rosja, jak niejasnym jest kto tam rządzi i kto pociąga z sznurek. Przecież zarówno Aleksander, jak i jego brat Konstanty, których wspomina Pan jako kreatorów Królestwa Polskiego /prawdę mówiąc to odtwarzaczy schedy po Księstwie W, i to bez Ziem Zabranych/, obaj „zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach”, pierwszy w wieku 48 lat. A jak skończyła się „dynastia Romanowów” /nazwisko przybrane przez Gotthropów/, czy ktoś to wyjaśnił, dlaczego tak mało o tym słychać i mało kto zadaje to pytanie ? Podobno dwóch ludzi pewnego dnia odwiedziło Mikołaja II i ten natychmiast, bez realnych powodów zgodził się zakończyć byt 300 letniej dynastii i „III-go Rzymu”, „wielkiego” imperium rosyjskiego. Dlaczego ?

  23. JO said

    ad.16. Uwazam, ze to nie byla NASZA glupota a glupota niewielkiej ilosci ludzi sponsorowana przez agenture.

    PRL Bis jest przykladem. Powtarzam, ze wiekszosc Polakow zdaje sobie sprawe ze jest zle I ze jestesmy oszukani. Tak bylo I wczesniej…

    A czemu RP upadla? Czemu Upadla Rosja? Ospowiedzi udzielil Pan Przeclaw – zdrada „glowy” Panstwa – w przypadku Polski to zdrada Magnaterii. W Rosji podstawiano Panujacy Rod – dynastie.

  24. Zdziwiomy said

    Mikołaj Berg ‚Zapiski o polskich spiskach i powstaniach”:

    To też biedną Polskę pod rosyjskim zaborem, trzęsie chroniczna febra powstań: nakształt nieuleczalnej choroby. – Hrabia Fryderyk Skarbek w dziele swojem Dzieje Polski część III, str. 183 powiada:
    „że febra powstańcza powtarza się w Polsce co lat szesnaście mniej więcej, to jest, gdy podrośnie pokolenie, które nie zaznało na sobie wszystkich nieszczęść powstania”. Rosyanie patrzą na ten wiekowy przebieg dziejów porozbiorowych, jako na złe nieuniknione i nawet nie szukają środka skutecznego ku zapobieżeniu złemu. Owszem, częstokroć jakby dopomagali działaniom niszczącym. Wywołują powstania do spółki z Polakami i do tego stopnia nieraz serdecznie i gorliwie, że gdyby Polacy nie byli Polakami, tj. gdyby byli zgodniejsi i nierozpadali się na tyle różnorodnych stronnictw, gdyby w swych dzialaniach politycznych okazywali więcej ładu organicznego i wytrwałości, jużby się Polska dawno wyzwoliła. Nieraz Polakom kładziono do ust wolność chodziło tylko o to, by rozgryżć i przełknąć dawkę.
    Słabe, chorowite dzieci i tego uczynić nie były w stanie i nie umiały!…

    http://kpbc.ukw.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=24534&from=&dirids=1&ver_id=&lp=9&QI=

  25. Marucha said

    Re 6:
    W zasadzie zgadzam się z bezsensem nastawiania dupy za innych, choć są wyjątki – gdy owo nastawianie dupy leży w naszym interesie. A tak właśnie było z wojną czerwonych i białych w Rosji…

    Natomiast: „Polacy nigdy nie będą szczerymi przyjaciółmi Rosjan. Natura zawsze ciągnie wilka do lasu…”
    – a czego się tacy spodziewali? Że można Polakom zabrać pół państwa – resztę rzucić na pożarcie dwóm innym – w międzyczasie urządzić jeszcze coś tak pamiętanego, jak rzeź Pragi, i potem „zafundować grabę” ze słowami: „no, teraz już zgoda i przyjaźń między nami”?

    jest wyjątkowo kurewskim przekłamaniem historii. Pan tak pisze z niewiedzy? Czy celowo, żeby wkurwić admina?

  26. Agat said

    Proszę Pana:

    1. Czasami faktycznie zdarza się, że „jest wspólny interes” z kimś-tam. Niemniej jednak nawet w takim wypadku to zwykle TEJ DRUGIEJ STRONIE bardziej powinno zależeć. Więc nawet w takim przypadku nie należy silić się na „bezinteresowną pomoc” – gdy jednak nie chodzi o „sąsiada”, ale o sąsiednie państwo, na przykład.

    2. Jakie „przekłamanie”? To Admin nie wie, że Rosja była jednym z trzech zaborców?

    Czy Agat umie czytać, do kurwy nędzy? Czy mało było tu artykułów wyjaśniających rolę Prus i Rosji?
    Czy Agat nie wie, że to dzięki Rosji przetrwała polskość?
    Admin

  27. Agat said

    @17 jeszcze trochę, a dojdzie Pan do wniosku, że „zaborów dokonano dla dobra Polski i Polaków”.

    Bardzo dobrze się stało, że Rosji udało się wyszarpnąć choć część polskich ziem z prusackich łap. Szkoda, że nie więcej…
    Dzięki temu chociaż przez pewien czas mieliśmy najlepszą od tamtych czasów formę Państwa Polskiego – Królestwo Polskie, z kwitnącą kulturą i gospodarką.
    A zaborów nie dokonali obcy. To polskie kurwy, w jakie nasz kraj zawsze obfitował, sprzedały Polskę.
    Admin

  28. karlik said

    Ad 6 „Że można Polakom zabrać pół państwa – resztę rzucić na pożarcie dwóm innym”

    Proszę wymienić jedno duże miasto polskie, które przypadło Rosji w rozbiorach…

  29. karlik said

    Prosiłem o jedno, jest to trudne?

  30. Agat said

    Nie „trudne” – ale bezsensowne, bo niczego nie dowodzi. Pańskim zdaniem, gdyby Rosjanie zagrabili Polsce np. tereny zupełnie niezamieszkałe, to „wolno im, i nie należy mieć o to pretensji”?
    To, że Pan Szanowny „prosi” – to wcale jeszcze nie znaczy, że ja jestem zobowiązany w podskokach takie „prośby” spełniać.

  31. Agat said

    Panie Admin: Pan ma widać swoje zdanie n/t stosunków polsko-rosyjskich – dość oryginalne – a ja mam swoje.
    Nie uważam, że Rosjanie wzięli udział w zaborach „z dobrego serduszka”, i w chęci „przychylenia nieba Polakom”.
    O roli Prus i Austrii nie było mowy – była mowa o Rosji, więc na tym się skupiłem.

  32. Marucha said

    Panie Agat,
    Z chęcią zamieniłbym III RP (a także II RP) na Królestwo Polskie. Co tam, nawet na twór o połowę gorszy od Królestwa Polskiego.
    I myślę, że tego samego zdania jest większość osób tu obecnych.
    Pan reprezentuje historię wykładaną przez żydów.

    Kilku carów rosyjskich było autentycznie przyjaznych Polakom.
    Niech Pan mi pokaże bodaj jednego takiego Szwaba albo austryjacką mendę.

  33. Agat said

    Czy należy rozumieć to tak, iż Żydzi mówią, że „Rosja była jednym z zaborców Polski” – zaś historycy nieżydowscy obecnie twierdzą, że „Rosja wzięła sporą część polskich ziem pod opiekę” („w depozyt”, „pod ochronę” – niepotrzebne skreślić)?
    Czy tak?

  34. Agat said

    „Kilku carów rosyjskich było autentycznie przyjaznych Polakom.” – chyba tylko jeden: Paweł, bo nie znosił swej matki, Katarzyny – nie to, żeby akurat tak bardzo Polaków lubił. Suponowana życzliwość innych była raczej „neutralnością” wobec Polski, niż sprzyjaniem jej.

    „Niech Pan mi pokaże bodaj jednego takiego Szwaba albo austryjacką mendę” – ale co to ma do rzeczy? Czy nie było takich, czy byli – nie o tym mowa przecież. Ich brak lub obecność niczego po stronie rosyjskiej nie tłumaczy, ani nie usprawiedliwia.

  35. Marucha said

    Re 33:
    Panie Agat,
    Każdy średnio rozgarnięty osobnik wie, że historią można manipulować – nie zmieniając twardych faktów, lecz odpowiednio je interpretując.
    Bitwę pod Grunwaldem można opisać jako wielką klęskę zachodniej cywilizacji i subtelnej kultury w konfrontacji z barbarzyńską dziczą na pół pogańskich plemion z Europy Środkowo-Wschodniej.

    Mnie niespecjalnie obchodzi, czy Rosja wzięła sporą część ziem polskich „pod opiekę”. Do mnie przemawia fakt, że wyszło to właśnie tak, jak opieka.
    To w zaborze rosyjskim rozkwitała polska kultura. To tu mieliśmy silne wojsko i pełen skarbiec.

    Nie chcę dalej dyskutować z Panem. Było w gajówce pełno artykułów i wpisów odkłamujących rolę Rosji w „rozbiorach”, włącznie z tym, że nie ma sensu mówić o żadnym „rozbiorze” ze strony Rosji. Wie Pan dlaczego? Nie wie Pan? To niech Pan sobie poszuka. Dla ułatwienia dodam, że nie ma sensu mówić o kradzieży, kiedy sami sprzedajemy towar.

  36. NICK said

    Agat.
    Wielobarwny, blady, półszlachetny minerał, nigdy nie ewoluuje do diamentu.

  37. Zdziwiomy said

    Ile musiało się zmienić by pozostało po staremu…

    Na początku uwaga – dla zrozumienia teraźniejszości wskazana jest cierpliwość dla przeczytania pewnego przydługiego fragmentu, choć to tylko 5 minut. Nie ma zbyt wielu takich okazji, więc warto. Może niektórym to potrzebne… a przytaczam go w związku z niedawną sprawą Drogiego Bronisława.
    Tak więc – trzy, dwa, jeden – start!

    Wspomniany fragment jest wyjęty z: Mikołaj Berg „Zapiski o polskich spiskach i powstaniach” cz.I, Warszawa 1906, str. 80,81,82 i nakreśla warunki społeczne przed wybuchem powstania Styczniowego.
    „/…/ Ludność żydowska po dawnemu stanowiła coś odrębnego w kraju. Obyczajem i dążnościami była narodem w narodzie. O jakiemkolwiek zbliżeniu między Polakami a Żydami nie było jeszcze żadnej wzmianki.
    Na dowód, jak obcą była jeszcze podówczas myśl wszelkiego zbliżenia się, może posłużyć następujący szczegół: W styczniu 1859 roku, w sprawozdaniu o koncercie sióstr Neruda, redaktor König w Gazecie Warszawskiej napisał, że koncert ten nie powiódł się dlatego, że artystki „nie posiadają orlich nosów, smagłej twarzy i kruczych włosów, że wymawiają dobitnie literę r, i że ich nazwisko nie ma zakończenia na blatt, kranz lub stern; słowem, że nie posiadają tych koniecznych przymiotów dodatkowych, któreby im mogły zapewnić opiekę i poparcie koteryi, która całą Europę, szczególniej zaś Polskę trzyma w swym uścisku, a działając wszędzie i zawsze z dziwną zgodą i jednomyślnością, stara się każdego ze swoich wypchnąć na pierwsze plany, czy to bankiera, czy skrzypka, tenora, czy też najzwyklejszego spekulanta”… /Gazeta Warszawska z r. 1859, Nr 4, str. 4/.
    Artykuł ten wywołał straszliwe krzyki oburzenia między całą żydowską inteligencją Warszawy. Żydzi, gdyby mogli, utopiliby Gazetę Warszawską z całą jej redakcyą. Kilkunastu młodych przedstawicieli wyższego żydowskiego towarzystwa, wystosowało do naczelnego redaktora Gazety list obelżywy, grożący mu wprost obiciem. Lesznowski zażądał opieki sądowej, autorowie listu musieli odpokutować swój wojowniczy animusz kilkudniowym aresztem, a w dodatku przeprosić Lesznowskiego ¹/. Wzburzyło to jeszcze bardziej Żydów. Wyszukano cięte pióra, które stanęły w obronie Żydów, wszczęły gwałtowną polemikę, wykazując ich zasługi i przedstawiając, że miękka i leniwa słowiańska ludność Polski stanowczo nie mogłaby się obyć bez Żydów. Przytaczano: że gdy w szabas żydzi pozamykają sklepy, chrześcijanie pozostają bezradni; że Polska duchowy jej rozwój zawdzięcza przeważnie, jeżeli nie wyłącznie, żydom; że najlepsze drukarnie prowadzą żydzi, najznakomitsze patryotyczne wydania wychodzą nakładem żydów, że redaktorzy licznych dzienników są żydowskiego pochodzenia, że nawet Pismo Święte, starego i nowego zakonu, wydane we wszystkich językach świata, sprzedaje się wyłącznie tylko w żydowskiej księgarni; że nakoniec żydzi w Królestwie są tak dobrzy polacy, jak i inni jego mieszkańcy, że zawsze w ciężkich chwilach byli gotowi i nieśli wraz z innymi wszelkie ofiary na rzecz wspólnej ojczyzny, na co mogą przytoczyć mnogie dowody.
    Nie tylko pozyskana część prasy warszawskiej, lecz i organa zagranicznej prasy stanęły zgodnie w obronie Żydów. Brukselski Nord wystąpił z polemiką przeciw Gazecie Warszawskiej, a nawet Herzen w Kołokole wypowiedział słów kilka w ich obronie. /Nr 39, str. 322/.
    W Warszawie w pierwszej linii występowali bracia Natansonowie, których przezwano rodziną Machabeuszów.
    Odpowiadano im, że nikt nie zaprzecza zasług, położonych dla kraju przez żydowską inteligencyę, lecz że obok tej, istnieje jeszcze druga, daleko znaczniejsza część żydowskiego społeczeństwa, ciemna, brudna licha; zdolna do wszelkiego rodzaju podłych, nikczemnych i obrzydliwych czynów; na wszelkie oszustwa, szpiegostwo, przemytnictwo, fałszerstwo dokumentów i pieniędzy, wyzyskująca społeczeństwo najniesprawiedliwszymi i najbardziej godnymi potępienia środkami. Część ta żydowstwa zaciężyła na dobrobycie wszystkich stanów, lecz najbardziej przygniotła i zatruła ekonomiczny byt warstw niższych, tych podwalin każdego społeczeństwa. Musi się więc każdemu nasuwać pytanie, co robić? Czy żyć obok narodu w narodzie i dać się mu wyzyskiwać, czyli też dążyć do jak najprędszego oswobodzenia się od tej zarazy?
    Żydzi wnet się spostrzegli, że polemika sprowadzona na te tory, wytrąca im oręż z ręki… /…/ Organa, które im dotychczas stały do dyspozycji, mogły w każdej chwili odmówić swych usług. Dla dalszego działania, czy to w obecnej chwili, czy, co ważniejsza, w przyszłości, potrzebowali koniecznie zdobyć się na własny organ, swój moralnie i materyalnie, swój dziennik. Owczesny wódz i kierownik całego ruchu żydowskiego w kraju, bogaty bankier Leopold Kronenberg, postanowił założyć taki dziennik w Warszawie. Przede wszystkim wszakże chodziło mu o zmuszenie do milczenia swych wrogów, chociażby na ten krótki przeciąg czasu, nim nie załatwi swej sprawy i nie uzyszcze koncesyi na wydawnictwo dziennika. W tym celu użył ostatecznego środka: broni słabszych. Zaskarżył niespokojnych przeciwników przed Enochem, starszym prokuratorem jednego z departamentów warszawskiego rządzącego senatu, który, jak już samo nazwisko wskazuje, posiadał orli nos i krucze włosy, a właśnie w owym czasie zaczynał zdobywać ogromny wpływ u ks. Gorczakowa. Ten już we wszelkich ważnych i nieważnych sprawach, zasięgał rady nie Muchanowa lecz Enocha… /…/ Enoch przyrzekł Kronenbergowi, że postara się rzecz tę jakoś załatwić; w najbliższym więc czasie, Kronenberg w jednej z poufnych rozmów z namiestnikiem, zwrócił uwagę na /…/ Namiestnik ze swej strony zwrócił na to uwagę cenzury, czyli Muchanowa i… polemika ucichła. Kronenberg mógł spokojnie jechać do Petersburga i tam czynić starania o uzyskanie tyle pożądanej koncesyi.
    Redakcya Gazety Warszawskiej, pozbawiona przez cenzurę możliwości prowadzenia dalszej walki… /…/”
    Stop. 4 minuty 45. Może wystarczy…
    A może jeszcze raz?

    http://kontrowersje.net/tresc/ile_musialo_sie_zmienic_pozostalo_po_staremu

  38. karlik said

    Ad. 31
    „O roli Prus i Austrii nie było mowy – była mowa o Rosji, więc na tym się skupiłem.”
    Być może , słabo się Pan skupił..Rosja co prawda zabrała co nieco z Polski , ale to były bardzo małe ilości ziemi i tak mało znaczące, że trudno bez przekopania sterty książek odpowiedzieć co to były za ziemie i czy było tam jakieś miasto..
    Powielanie kłamstwa nie oznacza , że tak było..

  39. Filo said

    Stosunki polsko-rosyjskie sprzed ponad stu lat? Bardzo przyjazne.
    I bardzo owocne:
    Adam Czartoryski. Syn pani Czartoryskiej i genialnego Riepina.

    Nam troche ta zachodnia propaganda narobila w mozgu balaganu. Wcale tak sie nie awanturowalismy z Rosja caly czas jak nas pouczaja rozne podejrzane mocno zrodla historyczne.
    Pamietam jak kiedys Rysiek Filipski sie darl na cala Polske, ze podreczniki do historii nam zydzi pisali.
    Ale to bylo kiedys.
    Teraz Szymek Peres z Izraela w ogole zabronil Polakom uczyc historii.

    Teraz ten sam zestaw naukowcow historycznych co pisali historie Polski przeniosl sie na Ukraine i wlasnie drukuja kolejna nowa wersje historii Ukrainy.

  40. karlik said

    Ad.40 Z Rosją nie było tak tragicznie jak podają Filipski miał może trochę racji..
    Mieliśmy carycę, przecież Kasia to rodowita Polka (?)..
    Uniwersytet warszawski to też car
    „W listopadzie roku 1816 król Polski Aleksander I przychylił się do inicjatywy Stanisława Kostki Potockiego i Stanisława Staszica, podejmując decyzję (Postanowienie naznaczające założenie Szkoły Głównej pod imieniem Królewskiego Uniwersytetu z dnia 7 (19) listopada 1816 r. – Dz.Pr.K.P. Tom XIII, Nr 51, s. 90-95) o utworzeniu Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego – przez połączenie Szkoły Prawa i Nauk Administracyjnych (zał. 1808) oraz Szkoły Lekarskiej zwanej też Akademickim Wydziałem Lekarskim (zał. 1809).”

    Jak pomnik Mickiewicza w Warszawie na 100 urodziny też za cara..
    A w okresie międzywojennym w Wilnie nie postawiono pomnika wieszczowi.,.. zawsze zapominam potoczną nazwę Wilna – może ktoś przypomni..

  41. karlik said

    Już wiem :

    http://www.rp.pl/artykul/130128.html

    pozdrawiam

Sorry, the comment form is closed at this time.