Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o To Wojna
    minka o O pożytkach z sentencji
    Jack Ravenno o To Wojna
    Jack Ravenno o „Exxpress”: Terror przeciwko…
    Waldemar Bartosik o „Exxpress”: Terror przeciwko…
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    Waldemar Bartosik o O pożytkach z sentencji
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    dr TS o Wolne tematy (68 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    dr TS o Polska przygotowuje się na „in…
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    kontra o Za pontyfikatu Piusa XII nasil…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 620 obserwujących.

Smoleński bumerang

Posted by Marucha w dniu 2015-04-09 (Czwartek)

Po pięciu latach od katastrofy, wypłynęły nowe odczyty nagrań z czarnych skrzynek Tu – 154. Dokonało się to za pośrednictwem często ostatnio używanego kanału tj. przecieku poprzez dobrze poinformowanego dziennikarza.

Moment nieprzypadkowy – dwa dni przed rocznicą katastrofy w Smoleńsku i równocześnie miesiąc przed wyborami prezydenckimi. Cel oczywisty – rozgrzać do maksimum polityczne emocje. Skutek jest stuprocentowo pewny.

Smoleńsk dla PIS-u jest tym, czym czerwona płachta na byka. Wściekłość członków PIS zostanie spotęgowana przez drażnienie posłem Niesiołowskim. Przy zamkniętym śledztwie, pojawia się wiadomość o kolosalnej wadze dla tegoż śledztwa – 30 proc. nowych nagrań, w stosunku do już posiadanych.

Poraża styl działania prokuratury wojskowej. Przy profesjonalnym i odpowiedzialnym działaniu tej instytucji, w sytuacji braku chęci współpracy ze strony Rosjan i przy braku dostępu do dowodów, należało uczciwie stwierdzić, nie ma warunków do przeprowadzenia rzetelnego śledztwa i będzie ono kontynuowane w miarę zmian sytuacji na bardziej sprzyjającą.

Trzeba było wykazać się odpornością na naciski ze strony władzy, mediów i powoływanie na rzekome żądania tzw. opinii publicznej.

Prokuratura wojskowa jest w tej chwili instytucją skrajnie skompromitowaną. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w przypadku śledztwa smoleńskiego, dała się zaprzęgnąć do działań politycznych i jest przez władzę traktowana instrumentalnie. Stała się przez to źródłem destabilizacji politycznej, stanowiąc zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Gdy powyższe zestawimy z już od dawna pasożytniczym jej funkcjonowaniem, wniosek może być tylko jeden – prokuraturę wojskową należy zlikwidować. Nie ma już w tej chwili znaczenia, czy omawiany materiał wyciekł na czyjeś polecenie z naszej prokuratury wojskowej, czy został podrzucony przez Rosjan.

Ten, kto wypuszcza te informacyjne szczury, nie ma najmniejszego szacunku dla inteligencji dorosłych Polaków [No nie wiem. Moim zdaniem całkiem poprawnie ocenia inteligencję i rozum całej rzeszy dorosłych Polaków, tzn. nisko – admin]. Zdaje się zakładać brak istnienia szczytu naszej naiwności. Chce sprowadzić dyskurs, jedynie do zajadłego sporu pomiędzy PO i PIS.

Dlatego należy odmówić ujawnionym materiałom jakiejkolwiek wiarygodności. Zaprzestać dyskusji o katastrofie smoleńskiej w aspekcie politycznym. Skonstatować fakt, że katastrofa, będąca groźnym wstrząsem dla bezpieczeństwa państwa, miała miejsce przy prezesie rady ministrów wywodzącym się z PO i prezydencie z PIS. Należy postawić pytanie – czy biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, władza leżąca w rękach tych partii, jest dla Polski korzystna i bezpieczna?

Tomasz Pióro – wiceprezes Unii Polityki Realnej.
http://www.mysl24.pl

Komentarzy 29 do “Smoleński bumerang”

  1. Agat said

    Końcowa uwaga bardzo słuszna – a co do samej katastrofy: jest takie państwo, którego służby specjalne specjalizują się w tzw. „operacjach pod fałszywą flagą”. Otóż tak się składa, że kilka lat temu funkcjonariusze właśnie tychże służb „przejęli w wyłączny użytek” lotnisko Okęcie coś na całe 24h.
    Co tam robili przez ten czas? Nie wiadomo. Ale można domniemywać, że mogli np. „zainstalować coś w jednym z samolotów”? Albo pozostawić do późniejszego dokonania „instalacji”?

  2. Trak said

    Nie sądziłem, że mamy takich debili, że analizy taśm z czarnych skrzynek dokonywano na podstawie zdigitalizowanych kopii. Owszem, wiadome było, że kopii, bo oryginałów nie dali ale do takiej analizy dokonanej z kopii, kopię wykonuje się analogowo na sprzęcie bardzo wysokiej klasy ze stabilną charakterystyką przy wysokiej rozdzielczości zapisu.
    Kopię cyfrową można o kant d… potłuc, bo wycięte z niej jest to co cenne dla analityka i za każdym razem można co innego w niej usłyszeć.
    W przeszłości zajmowałem się rekonstrukcją i oczyszczaniem nagrań ze starych zniszczonych płyt, ćwiczyłem to w praktyce, bo zajmuję się muzyką.
    Dodam, że nadal wykwintną muzykę najlepiej i najtaniej nagrać na sprzęcie analogowym świetnej klasy, by dalej z nią robić w studio co się chce i różnie digitalizować.

  3. Józef Piotr said

    #1
    A dlaczego zburzyli dokładnie Hangar na Okęciu w którym „garażował TU 154
    Dlaczego zamienili się w wizjonerów w podawaniu informacji o „katastrofie” przepowiadając to co następowało póżniej ?
    Dlaczego nie ma jakichkolwiek informacji relacjonujących ostatnie chwile pobytu na Polskiej ziemi tych co zostali uśmierceni (informacje np. : od bliskich odprowadzających …)
    Dlaczego silom militarno -policyjnym „wysiadły monitoringi” działające normalnie w strefie militarnej lotniska?
    Dlaczego Obama – Przyjaciel oraz jego CIA oraz współpracujący Mossad uchodzący za najoperatywniejszy wywiad na świecie nic nie puszczają „farby ? Czyżby brały udział ? Nie mówię już o Putinie który ze 100 % pewnością zna przebieg wypadków ?
    A satelity szpiegowsko – wywiadowcze ?

    Sądzę również to co mam prawo podejrzewać że czołówka polityczna PiS’u też zna szczegóły wydarzenia chociażby z racji kontaktów i umocowania na arenie politycznej i nie muszą raczej jechać pod „ścianę płaczu”

    Wszechwielki Jasnowidz Jackowski co to ma zdolności odkrywania tajemniczych zgonów poprzez transmisje „z zaświatów” też nie chce się sprawdzić ?

    Jest jeszcze do cho…ry różnych wróżek , wróżbitów co to posiedli umiejętność zaglądania do szklanej kuli też milczą ?
    A telewizje to co nie stać je na transmisję z „sabatu” na łysej Górze ?

  4. kfakfa said

    Kto ostrzegł 2 rabinów – Szudricha i Kadliczka by nie „lecieli – wylądowali w Hali Odlotów ” ?

    Bajki o tzw. „święcie” nietrafione ,bo chazarstwo od początku znało termin „lotu”.

  5. 15vagabunda said

    Tu jest ukryte między wierszami sedno sprawy : „Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej nie może podjąć ostatecznej decyzji procesowej w sprawie katastrofy samolotu prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego, ponieważ Polska nie wypełniła szeregu wniosków od rosyjskiej strony, oświadczył rzecznik Komitetu Śledczego FR Władimir Markin.
    „Oceniamy współpracę z polskimi organami śledczymi w ciągu całego okresu dochodzenia jako konstruktywną i owocną. Niemniej jednak na chwilę obecną polscy koledzy nie wypełnili wniosków rosyjskiej strony, co jest jednym z powodów, dlaczego nie może zostać wydana ostateczna decyzja procesowa w tej sprawie”— powiedział…”
    http://pl.sputniknews.com/swiat/20150409/226218.html
    W sprawie Smoleńskiej jedno jest pewne, gdzieś wcięło kilka osób mających niewygodną wiedzę a może i w planach chęć wyzwolenia Polski bo nie wszystkich dało się upchnąć do Casy.
    A że poświęcili paru swoich lub wysłali ich prosto z Litwy do Kaliforni na zasłużoną emeryturę… tak się sprząta po akcji od wieków.
    PiS [ PO] i Waszyngton skutecznie namieszali że nikt nic nie wie. Żaden komitet śledczy nie ukończy pracy jeśli jest zasypywany tonami materiału do którego musi się ustosunkować. Z jednej strony bombardowanie komitetu śmieciowym materiałem przez zgraję Kaczyńskiego z drugiej chowanie dowodów [ choćby z satelitów ] przez amerykańską stronę. Smoleńsk to był wstęp do awantury jaką USA pichciło wokół Rosji i wpasowuje się w szereg wypadków które regularnie zdarzały się w czasie kiedy żydowska agentura POPiS przejmowała kontrolę nad Polską.
    Może niektórzy uczestnicy lotu których nikt nie widział wsiadających ani wybierających się na ten lot [ kamery w województwie padły?] pokażą się za kilka lat gdzieś na egzotycznej plaży niczym zmartwychwstali synowie agenta Kuklińskiego, no ale wtedy to już będzie po herbacie dla Polaków.

  6. jaworscy said

    Dziennikarze pytają na konferencjach o te nowo-odczytane dane. Żadna rewelacja. W „zamach” nie wierzy przecież nawet Antoni Macierewicz – On tylko tak gada, bo wierzy w to 22% naiwniaków. Na spotkaniach nie pyta o to NIKT – bo sprawa jest dawno wyjaśniona. A za samolot odpowiada WYŁĄCZNIE pilot. I nawet gdyby sam papież zadzwonił i powiedział: „Synu, postaraj się wylądować!” – to i tak odpowiedzialny byłby pilot, a nie papież! Cała ta gadanina o roli śp.gen.Błasika to tylko przedwyborcze bicie piany. Oczywiście: moralną odpowiedzialność ponosi – ale przecież już nie żyje – i to nie my możemy robić Mu wymówki… O dziwo na spotkaniu w Szczytnie o tej potwornej godzinie (10.40) przyszło prawie 200 osób. W ogromnej większości, jak zwykle, młodzi mężczyźni 23-25 lat. (Nic dziwnego – skoro na Mazurach i w Warmii zapraszają takie dziewczyny, jak na obrazku). Zapewniali, że jeśli ONI znów sfałszują wybory – rozniesiemy to „państwo”. JANUSZ KORWIN-MIKKE W SUWAŁKACH 9-IV, godz. 17:00 PWSZ W Suwałkach T. Noniewicza 10, 16-400 https://www.facebook.com/events/652427514863185/ JANUSZ KORWIN-MIKKE W EŁKU 9-IV, godz. 20:00 Hotel Rydzewski, ul. Armii Krajowej 32, 19-300 https://www.facebook.com/events/1560916980834828/

  7. Dzonyy said

    „Na Warmii”, „na”, nie „w” Szanowni PP. Jaworscy 🙂

  8. Filo said

    Od jednego idotyzmu do drugiego.
    Pamietam, chyba ze dwa lata temu dostalem kilka razy naglaca poczte na e-mailu, ze mam natychmiast podpisac petycje do ” We, the people” do prezydenta Obamy o pomoc USA w dochodzeniu przyczyn katastrofy smolenskiej.
    Uwazalem to za zupelny idiotyzm, bo Amerykanie maja szczegolne klopoty z rozwiazywaniem przyczyn wlasnych katastrof.
    Dostalo mi sie od znajomych, ze nie jestem dobrym Polakiem (zawsze mocny argument) i ze mam w dupie dobro ojczyzny i zagrozenie tejze ze strony Rosji.
    Wlazlem na tresc tej petycji napisanej po angielsku (podobno) i sie przerazilem. Kto ten belkot bedzie czytal?
    Probowalem wytlumaczyc znajomym zasady przygotowywania petycji i konsultowania sie z prawnikami konstytucyjnymi, ( bo przeciez trzeba znac zasady skladania patycji w obcym kraju do obcego rzadu) zeby wszystko mialo rece i nogi.
    Na to mnie zwyzywali, ze nie ma czasu na zadnych prawnikow ani zmiane tekstu (tekst byl prymitywny i z bledami) bo zostalo jeszcze tylko dwa dni a petycje musi podpisac cos cwierc miliona ludzi i juz nie ma czasu na zawracanie glowy; mam podpisac, i juz!.
    Nie podpisalem, i do tego jeszcze probowalem tlumaczyc, ze ta petycja pojdzie do kosza.
    Bo co to za petycja w sprawie dochodzenia katastrofy, ktorej wynik byl juz znany bo stalo w tej petycji jak byk, ze odpowiedzialnosc za te zbrodnie ponosi Rosja, a my zwracamy sie do Prezydenta USA o pomoc w wykryciu winnych.

    Naturalnie, zepetycja poszla do kosza a Obama odpisal, ze nie ma zamiaru sie tym zajmowac.

    A to lot Tupolewa w Sewiernym na 3 dni przed katastrofa samolotu prezydenckiego:

  9. wi42 said

    Link na temat, łącznie z komentarzami

    http://news.yahoo.com/pilots-pressured-land-polish-presidential-jet-crash-report-135825587.html

  10. MatkaPolka said

    OSZUSTWO KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ

    Dla śledczego badającego katastrofy lotnicze nie ma najmniejszych dowodów i podstaw na to, aby wyciągnąć jakiekolwiek wnioski i wydać jakąkolwiek ekspertyzę

    Brakiem ciał na miejscu katastrofy –ciało przypięte do fotela na miejscu katastrofy – to dowód –
    ciało (nagie bez munduru) w prosektorium w Moskwie – to nie jest dowód

    Brak kokpitu – kokpit i unikalna awionika to linie papilarne samolotu – każdy samolot jest trochę inny

    Brakiem danych nt. odlotu samolotu i dowodów na obecność pasażerów na lotnisku przed odlotem.
    Nie można mówić o locie, skoro nie dowodów o odlocie!

    Brak dowodów, ze samolot przeleciał nad Białorusią – to sa rutynowe zapisy kontroli lotów w każdym państwie

    Brakiem świadków rozbicia samolotu.

    – Niezdolnością wieży kontroli lotu do zareagowania na błędy pilota.
    – Niespójnymi informacjami nt. losów czarnych skrzynek.
    – Nieprawdopodobną fragmentacją samolotu, przy dobrze zachowanych pewnych innych fragmentach samolotu.
    – Nieprawdopodobnym rozkładzie szczątków na ziemi.
    – Nieprawidłowo rozbitym silnikiem.
    – Brakiem pożaru na ziemi.
    – Brakiem widoku ciał na miejscu katastrofy.
    – Brakiem widoku ciał wywożonych z miejsca zdarzenia.
    – Akcja ratownicza dotyczyła katastrofy samolotu rozbitego na obcym terenie jurydycznym.

    Kilka wersji katastrofy – „Broza” , Wybuch w powietrzu” (w takim razie ładunek podłożony w Warszawie?)

    Półbeczka samolotu nad ziemią po uderzeniu w Brzozę z urwanym skrzydłem – w ogóle niemożliwe
    Wysokość lotu w krytycznych ostatnich sekundach – nie ma zapisu, a wiec nie ma dowodu
    Bo Tupolew to duży obiekt prawie 50mx50m, a wysokości 12m
    Dlaczego te 26 metrów opowiadane od pół roku nagle przechodzą na 14 metrów? Bo na dziś Tupolew leci na 14 metrach i tam ma te wstrząsy. A jutro? Na jakiej wysokości będzie ten lot?

    Skoro dokumentacja jest w rękach Rosjan! To skąd wiadomo jak jest, że została ona sfałszowana lub jest prawdziwa?

    Oszuści utrzymują, że dokumentacja została sfałszowana, a mimo to czerpią z niej „prawdę” – i to pełnymi garściami. Zachowanie oszustów jest uwiarygodnianie tytułami międzynarodowych fachowców. Kiedy fakty przez nich głoszone są niespójne, to, aby ukryć bladość golizny ich krętactw i niefachowości, wprowadza się nawet zakłócenia konferencji z ich wywodami, czego niedawno byliśmy świadkami.

    A wcześniej:
    – skąd wiadomo, że samolot na wysokości 26 metrów doznał wstrząsów?
    – skąd wiadomo, że wstrząsy doprowadziły do rozpadu płatowca w powietrzu?

    Skąd to wszystko?

    Skoro – powtarzam- materiały są sfałszowane, a oryginały leżą u Anodiny? Kim są niezależni eksperci, jak duże jest ich grono? Skąd wzięli tę tajemną wiedzę o parametrach lotu?

    Rosjanie kilkakrotnie oferowali zwrot wraku ze Smoleńska – strona Polska nie przyjęła tej propozycji oskarżając Rosje o trzymanie wraku, i wysyłając swoich ekspertów do Rosji
    ( wrak Malezyjskiego Boinga MH17 Holendrzy przewieźli do Holandii na kilku platformach w ciagu paru dni)

    Obstrukcja władz polskich w prowadzeniu śledztwa – Tajemnicze zgony osob, które mogłyby ujawnić prawdę
    Koncentrowanie się na rozbieżnościach Raportu MAK Anodiny i Raportu Millera – żaden nie jest prawdziwy

    RAPORT MAK CELOWO JEST GŁUPI

    MAK – jednak – prowokacyjnymi, przerysowanymi błędami swego raportu ukazuje prawdę: katastrofy nie było! Czyni to poprzez wykazanie braku zapisu lotu, który kończy się z chwilą uderzenia w brzozę, a więc nie podaje zapisu samego przebiegu katastrofy. W procesie dowodowym brak dowodu zdarzenia świadczy o tym, że zdarzenia nie było. Aby ten trywialny fakt podkreślić, MAK podał szkice manewru półbeczki Tupolewa, już po uderzeniu w brzozę i utracie części skrzydła lewego. Szkic ten wykazuje TU-154 w pełnej krasie z kompletnym (!) skrzydłem. Samolot utracił cześć skrzydła, ale ono pozostaje na miejscu, czyli nic się nie stało. Tak, więc katastrofy nie było

    Sam raport MAK ma dwa aspekty systemowe:
    1. Wymawia współpracę zamachowcom w Polsce, Rosja swoje zrobiła i to, co dalej, nie jest jej problemem.
    2. MAK pokazuje absurd dowodowy, czym oświadcza, że prawdy trzeba szukać tam gdzie jest logika, a nie jej brak. Czyli nie szukać dalej w bredniach raportu czy zapisu lotu.

    Szukać u źródeł, bo tylko tam można ułożyć prawdę, to znaczy szukać w Polsce

    Dowody oszukańczej inscenizacji – ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie.
    (ciąg dalszy; „Samolot bliźniak” oraz „Katastrofa, której nie było”)

    Cześć Siódma

    Porwania i likwidacje Członków Delegacji,
    sygnał akcji w Polsce godz. 22.00, piątek 9 kwietnia 2010

    .
    http://zamach.eu/120308/Untitled_1.htm

    (…)

    Dowody oszukańczej inscenizacji – ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów
    wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie.
    (ciąg dalszy; „Samolot bliźniak” oraz „Katastrofa, której nie było”)

    Cześć Ósma

    Nasilenie akcji Planu B; łapówka dla naukowców z Gdańska, rekonstrukcja „zamachu”

    Bomba zamiast Brzozy
    (kontynuacja; Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej 100821)
    120405R.1.0
    Wstęp
    http://zamach.eu/120406/Untitled_1.html

  11. Anteas said

    Ja już dawno, to znaczy w dniu rozpoczęcia śledztwa, doszłem do wniosku, że celem śledztwa nie jest ujawnienie, lecz ukrycie prawdy. Do tego wniosku nie doszłem bynajmniej dla tego że jestem prorokiem, lecz dla ego, że w naszej ojczyźnie, Trzeciej Rzeszy Pospolitej chyba wszystkie śledztwa którymi emocjonują się media i większość naszych biednych rodaków (potocznie zwanych lemingami) służyło temu właśnie celowi.

  12. NICK said

    Inny aspekt.
    Pamiętacie Państwo jak, praktycznie wszyscy, przeżywali „katastrofę”.
    Faktycznie wydarzenie bez precedensu. Była tam zarówno elita jak i „elita”. Byli prawi i szubrawcy.
    Teraz Nam to spowszedniało. Skutecznie jesteśmy przyzwyczajani do podobnych „katastrof”. Następna będzie mniej bolesna… .

    Pytania czy, kiedy, kogo i jak załatwiono nie znajdują odpowiedzi… .

    Szczególnie, nie wiedzieć czemu, nurtuje mnie pytanie o Kalkstein’a.
    Leży pod lazurem nieba, nad lazurem wody z wypasionym brzuchem.
    Czy – rzeczywiście – zalega obok Selmana, wawelskiego potworka…

  13. MatkaPolka said

    SMOLEŃSK – Wcześniejsza wiedza o Katastrofie

    • „GW” podała informację o katastrofie
    W s24 jest informacja, że portal gazeta.pl podał informację o katastrofie już o 8:38 od razu informując, że wszyscy zginęli.
    Michnik na portalu GAZETA.PL
    – 3 MINUTY PRZED katastrofą

    • Wypowiedz Komorowski – prezydent poleci, a wszystko może być inaczej

    • Urban – piątkowe wydanie „Fakty i Mity”z karykaturami Gosiewskiego siedzącego na nurkującym samolocie.
    Kolejny „przypadek”

    • Ambasador Barh – 16 minut przed Katastrofa – wszyscy zgieli
    • Komorowski Orendzie „W tych trudny chwilach bądźmy razem” opublikowane na TVP.INFO o godz. 5:57
    3 godziny PRZED katastrofą

    Dla tych, którzy nie wierzą:

  14. MatkaPolka said

    KATASTROFA SMOLEŃSKA

    Z jednej strony wypadałoby pochylić głowy i uszanować dostojeństwo śmierci i zawołać
    „ Ciszej nad tymi trumnami”

    Tak jednak nie jest. Nie jest dlatego, bo ofiarami katastrofy były osoby publiczne i cała frustracja i dyskusja wokół katastrofy przeniosła się przeniosła się( i nabrała wymiaru) ze sfery prywatnej (- uszanować śmierć i ból po stracie najbliższych dla ofiar katastrofy) – na sferę publiczną

    Bo też katastrofa stała się NAJWIĘKSZĄ FRUSTRACJĄ , życia publicznego w Polsce i nie tylko.
    Rodziny ofiar należy prosić o wybaczenie i zrozumienie tego, że właśnie tak jest.

    Chciałoby się wierzyć, że to wypadek i katastrofa – zbyt wiele jednak wskazuje, że tak nie jest.

    *Inne samoloty jakoś wylądowały wcześniej i bezpiecznie – dlaczego nie TU154 -101 ?

    *Nie interesują mnie, jak to nazywam „Technikalia Fekalia” – interesuje mnie WCZEŚNIEJSZA WIEDZA O KATASTROFIE.

    *Wszystkie „Teorie Spiskowe” – kierują uwagę publiczna na winę i zaangażowanie Rosji.

    *Ten zrobił, kto skorzystał (Es fecie qui prodest), ale skorzystał przecież ktoś inny – pytanie kto?
    – PO, Międzynarodowy Fundusz Walutowy – Belka, a nie Skrzypek, Unia Europejska ( przede wszystkim Niemcy, dla których UE to przykrywka dla roszczeń terytorialnych, i zniewolenia Polski przez wprowadzenie waluty Euro)

    A nie Rosja, a nie Polska. !!!

    Perfidia prusacka/krzyżacka bardzo dobrze skryta i skuteczna – i zawsze kierowała złość Polaków, a to na Ruska, a to na tzw. ŻYDA.

    Istnieje bardzo wiele ukrytych warstw tej perfidii krzyżackiej i tego zakłamania. !!!!

    Fragment książki H. Pająka „Ostatni transport do Katynia”

    Ujawniający role kancelarii Premiera Tuska w przygotowaniu wizyty prezydenta Lecha Kaczynskiego w Katyniu. Rozdzielenie wizyt. Rola Tomasza „Arabskiego” jedynego semity w Kancelarii premiera oraz Tomasza Turowskiego , Edmunda Klicha i innych –

    OSOBNYM LOTEM PO ŚMIERĆ W SMOLEŃSKU – DOKUMENTACJA FAKTÓW.

    http://www.aferyprawa.eu/Artykuly/Osobnym-lotem-po-smierc-w

    Od grudnia 2009 roku, w związku ze zbliżającą się siedemdziesiątą rocznicą masakry polskiej inteligencji w Katyniu, Miednoje i Charkowie, rząd Tuska i „trzecia siła” sterująca Putinem i Miedwiediewem, rozpoczynały koronkowe intrygi dyplomatyczne. Chodziło o wyeliminowanie prezydenta L. Kaczyńskiego z głównych uroczystości. Powodzenie tej intrygi, jak się okaże w krwawym finale, miało polegać na zorganizowaniu dwóch odrębnych uroczystości. Pierwsza miała się odbyć z udziałem dwóch głównych judaszy polsko-rosyjskich. Ta druga, z udziałem Lecha Kaczyńskiego i najwyższych dowódców wojska, posłów, działaczy politycznych, miała wyruszyć do Smoleńska kilka dni później, zmarginalizowana do statusu niemal prywatnej wycieczki.

    Nigdy chyba nie wyjaśni się, czy ten odrębny lot dwóch delegacji mógł być realizacją planu zbrodni przygotowywanej z jeszcze bardziej dalekiego rozbiegu – od czasu targów o miejsce prezydenta Kaczyńskiego w samolocie rządowym w podróżach do Brukseli.

    Chronologię intryg zmierzających do odrębnego lotu prezydenta i jego ekipy opisała „Gazeta Polska” /7 października 2010/.

    Zacząć wypada od prawa każdego prezydenta Polski do przewodniczenia wszystkim państwowym uroczystościom, z których ta właśnie miała być wyjątkowa, wręcz nadzwyczajna. Spinała okrągłą klamrą czasową pamięć niespotykanego w cywilizacji chrześcijańskiej mordu na elicie sąsiedniego państwa, dokonanego przez chazarskich okupantów Rosji w 1940 roku.

    Organizatorem uroczystości miała być z urzędu Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, ale przygotowania były oficjalnie obowiązkiem rządu.

  15. MatkaPolka said

    (…)
    Oficjalnie, intrygę o eliminację delegacji z L. Kaczyńskim ze wspólnej z Tuskiem wyprawy do Katynia, rozpoczyna pierwsze spotkanie organizacyjne polsko-rosyjskie 11 stycznia 2010 roku. Wzięli w nim udział przedstawiciele Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Komitetu Politycznego Rady Ministrów, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, MON, MSWiA, Komendy Głównej Policji, Biura Ochrony Rządu, Federacji Rodzin Katyńskich i duchowieństwa. Obozowi Tuska chodziło głównie o rozpoznanie determinacji prezydenta i jego Kancelarii w sprawie wyjazdu.

    Jako termin uroczystości przyjęto 10 lub 11 kwietnia.

    – 22 stycznia: rosyjski minister spraw zagranicznych S. Ławrow unika odpowiedzi na pytanie, czy można się spodziewać obecności prezydenta Dmitrija Miedwiediewa i premiera Władimira Putina na uroczystościach katyńskich. Jednocześnie Ławrow już wtedy przyznał, że „strona polska” nieoficjalnie zapoznała Rosję /nie „Rosję” tylko rządzącą klikę rosyjskich „matrioszek”/ ze swoimi planami wobec tej rocznicy.

    Ławrow oznajmił: Jesteśmy zainteresowani, by udzielić pomocy w zorganizowaniu uroczystości na naszym terytorium.[1]

    Ławrow tym samym przyznał, że „Rosja” nie zamierzała wtedy – w styczniu – być organizatorem uroczystości, jedynie deklarowała swoją „pomoc” w jej zorganizowaniu. Byli tym „zainteresowani”. Mogło to oznaczać, że plan intrygi jeszcze nie dojrzał do krwawego schematu – dwóch odrębnych wypraw polskich do Katynia

    – 27 stycznia: Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Mariusz Handzlik /poległ w Smoleńsku/, oficjalnym pismem informuje ambasadora rosyjskiego w Polsce Władimira Grinina, że prezydent Lech Kaczyński chciałby /dlaczego chciałby, a nie chce?/, wspólnie z prezydentem Federacji Rosyjskiej „pochylić się nad grobami polskich i rosyjskich ofiar”. W tym sformułowaniu, naszym zdaniem, tkwiła typowa dla L. Kaczyńskiego tania prowokacja, która mogła „zjeżyć” Putina. Oto prezydent Kaczyński chce się spotkać w Katyniu tylko z prezydentem Miedwiediewem! A co z Putinem, rzeczywistym carem Rosji? Może on przybyć, ale jakby „na dostawkę”. Jako asysta? Czy Kancelaria L. Kaczyńskiego nie mogła zająknąć się o nieodpartym pragnieniu prezydenta spotkania z obydwoma – Miedwiediewem i Putinem, wspólnie z Tuskiem i jego ferajną?

    Gdyby potraktować ten wątek jako przypadek dyplomatycznej niezręczności, to pół biedy, ale było to chyba świadome wysłanie Putina na ten dzień gdzieś na ryby!

    Ten sam 27 stycznia: Mariusz Handzlik informuje ministra spraw zagranicznych Polski, Wielkiej Brytanii, USA i Izraela czyli Radosława „Sikorskiego” z siedzibą w Polsce, Warszawa, że Pan Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej planuje oddać hołd ofiarom /etc./ na polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu.

    Podobne pismo M. Handzlik pchnął do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, na ręce sekretarza generalnego Rady – Andrzeja Przewoźnika /poległ w Smoleńsku/ oraz podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Andrzeja Kremera /poległ w Smoleńsku/.

    29 stycznia: Mariusz Handzlik zwraca się do sekretarza Rady A. Przewoźnika o: „przekazanie informacji nt. aktualnego stanu przygotowań do obchodów”.

    Podsumujmy styczeń: „Rosjanie” wiedzą o woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego, co do spotkania z prezydentem Miedwiediewem nad mogiłami katyńskimi, nasze ministerstwo spraw zagranicznych także już o tym wie, podobnie Rada Pamięci.

    Drugiego lutego w siedzibie Rady Ochrony Pamięci i Męczeństwa odbywa się spotkanie w sprawie scenariusza obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej. Obecni są przedstawiciele: Rodzin Katyńskich, Komitetu Politycznego Rady Ministrów, MSZ i BOR. W jednym z rozważanych wariantów obchodów przewiduje się wspólny udział polskiego prezydenta i premiera. W drugim wariancie – wyłącznie prezydenta.

    To z kolei, naszym zdaniem, jest afrontem dla premiera Tuska – czyżby Tusk miał tego dnia zostać w Polsce i jechać na mecz z „Orlikami”?

    Reakcja „strony rosyjskiej” jest natychmiastowa. Już nazajutrz premier Włodzimierz Putin w rozmowie telefonicznej z premierem Tuskiem „nieoczekiwanie” zaprasza Tuska na uroczystości katyńskie w połowie kwietnia. Tak zwana „opinia publiczna” w Polsce została poinformowana przez medialne środki masowego rażenia, że z inicjatywą wystąpił premier Putin, ale my staramy się nie należeć do frajerów, którym da się wmówić, że Putin miał tylko łączność telepatyczną z „Tuskinem” i tuż po przespanej nocy rzucił prestiżowi „Tuskina” koło ratunkowe w postaci propozycji wspólnej wycieczki do Katynia z pominięciem prezydenta Kaczyńskiego. Na poparcie naszych przypuszczeń o uprzednim tajfunie telefonów międzyrządowych w tej sprawie, posłużmy się ponadczasową sentencją słynnego George’a Orwella:

    Tylko inteligent może w coś takiego uwierzyć – żaden zwykły człowiek nie mógłby być takim durniem.

    Ma się rozumieć, opakowano tę propozycję w plan wspólnego spotkania obydwu premierów, celem omówienia „stanu stosunków dwustronnych” i „perspektywy współpracy handlowo-gospodarczej i energetycznej”. Rzekomo uzgodnili w tej rozmowie „sprawę zorganizowania kolejnego posiedzenia Polsko-Rosyjskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej w kwietniu br w Kalingradzie”. Dopiero w tym opakowaniu Putin miał przypomnieć sobie o Katyniu i zaprosić „Tuskina” do Katynia.

    Tego samego dnia błyskawicznie reaguje minister R. „Sikorski” oświadczając, że on ma „nadzieję”, iż te „wspólne uroczystości będą kolejnym krokiem ku…” – ple-ple, ble-ble.

    W tym sztampowym bełkocie wyrwało się „Sikorskiemu” intrygujące zdanie: Należą się słowa uznania dla osobistej dyplomacji premierów…

    A, to już jakiś konkret, choć bardzo niekonkretny! Oznaczało to, że obaj premierzy prowadzą między sobą „osobistą dyplomację”, niezależną od oficjalnej. Dałoby się tę dwutorowość dyplomacji usprawiedliwić ich „osobistą dyplomacją” w sprawach rzeczywiście bieżących, np. gospodarczych, ale tu chodziło o Katyń, a to już wykraczało poza ich „osobistą dyplomację”, zwłaszcza mającą zakończyć się finałem na lotnisku smoleńskim.

    Czas przyśpiesza: nazajutrz, czwartego lutego prezydent Lech Kaczyński w oczywisty sposób czując, że inicjatywa w sprawie scenariusza uroczystości wymyka mu się z rąk, oświadcza oficjalnie, że podtrzymuje swój zamiar udziału w uroczystościach. Dodaje, iż cieszy go obecność premiera Tuska. Jednocześnie szef Kancelarii Prezydenta RP Władysław Stasiak /poległ w Smoleńsku/ oświadcza, iż prezydent Lech Kaczyński: „chciałby być w Katyniu razem z prezydentem Miedwiediewem”.
    (…)

  16. MatkaPolka said

    (…)
    Klamka zapadła, teraz następuje etap przygotowawczych.

    Reaguje oficjalnie sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Paweł Wypych /poległ w Katyniu/. Podtrzymuje on pragnienie uczestnictwa prezydenta w Katyniu w 70-tą rocznicę mordu. Przypomina również:
    Minister Sikorski doskonale wiedział już od 27 stycznia, że prezydent Kaczyński chce wziąć udział w tych uroczystościach

    Tu nasza uwaga: 10 kwietnia to tradycyjny dzień tamtych uroczystości. Nadto miała to być sobota, dzień wolny od pracy, a w niedzielę, po powrocie, czas na odpoczynek. Sobota jest zarazem dniem żydowskiego szabatu, a to nie pozwalało ortodoksyjnym Żydom podróżować! Zapewne ta okoliczność /pretekst?/ uratowała życie np. rabinowi Schudrichowi i innym „orto”, ale to nasza spiskowa teoria. Powracamy do realiów.

    – 19 lutego: do gry wkracza marszałek „Kne-Sejmu” Bronisław Komorowski, nota bene zaciekły przeciwnik lustracji, rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych, swego czasy zwolennik usunięcia tzw. „krzyża papieskiego” z Auschwitz, a po latach „krzyża smoleńskiego” sprzed pałacu prezydenckiego.

    W tym czasie Komorowski /”Komoruski”/ jest już oficjalnym kandydatem Platformy Obywatelskiej na prezydenta. W wywiadzie dla „mendiów” oświadczył, że „prezydent L. Kaczyński nie może się publicznie domagać, aby go gdzieś zaproszono”. To kolejna dawka politycznego nietaktu i osobistego chamstwa. Prezydent L. Kaczyński wszak nie domagał się zaproszenia na darmowy obiad do Komorowskiego, Putina czy Tuska, tylko na uroczystość siedemdziesiątej rocznicy wymordowania elity narodu polskiego.

    Do akcji wkracza ambasada „rosyjska”. Udaje, że dotychczas nie otrzymała z Kancelarii Prezydenta informacji o tym, że Lech Kaczyński pragnie wziąć udział w uroczystościach. „Nie widziałem takiego pisma” – mówi ambasador Grinin. Oświadczenie jest zapowiedzią licznych potem matactw w przepływie oficjalnych pism dyplomatycznych, bo przecież Mariusz Handzlik już 27 stycznia wysłał ambasadzie sow… – pardon – rosyjskiej, wspomniane pismo Kancelarii Prezydenta, a Grinin nadal udaje nie tyle przysłowiowego Greka, co ruskiego duraka.
    Ambasador dodaje także, iż „na razie” nie jest planowany przyjazd prezydenta Federacji Rosyjskiej do Katynia. Czytaj – tym samym obecność prezydenta RP staje się jeszcze bardziej kłopotliwa, zbędna, bo naruszałaby symetrię: prezydent Rosji – prezydent Polski.

    Urzędnikami Kancelarii Prezydenta chyba „zatrzęsło”, bo dyrektor Biura Spraw Zagranicznych w Kancelarii Prezydenta RP – Kazimierz Kuberski, 21 stycznia śle do ambasadora Grinina pismo, w którym zaprasza pana ambasadora do Pałacu Prezydenckiego na 22 lutego godz. 1000 „celem wyjaśnienia zaistniałych niejasności” oraz „ponownego przedstawienia stanowiska Prezydenta RP w sprawie uroczystości”.
    (…)

  17. MatkaPolka said

    (…)
    W związku z błędną interpretacją przez polskie media odpowiedzi Ambasadora Rosja na pytanie dziennikarzy podczas Dnia Otwartego Ambasady w dniu 20 lutego 2010 r., Służba Prasowa Ambasady oświadcza:

    W swojej odpowiedzi Ambasador Rosji powiedział, że Ambasada Rosji nie otrzymała żadnych konkretnych propozycji w sprawie udziału Prezydenta Polski w uroczystościach w Katyniu. Jak również nie było ich w piśmie Kancelarii Prezydenta Polski. Co dotyczy zamiaru L. Kaczyńskiego złożenia wizyty w Katyniu, o tym, oczywiście, wiemy. Wszystkie inne interpretacje są wolną i nieodpowiedzialną interpretacją słów Ambasadora Rosji w Polsce. Ubolewamy nad tym, że te komentarze są powodem do ogłoszenia dalekosiężnych i nieuzasadnionych oświadczeń.

    Mariusz Handzlik 8 marca sporządził notatkę informacyjną, w której m.in. wyraża „zdziwienie wypowiedzią Ambasadora z soboty 20 lutego”. Informuje Grinina, że przygotowaniem obchodów zajmuje się Sekretarz Generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa pan Andrzej Przewoźnik, „który w ostatnich dniach przebywał na konsultacjach w Rosji”.

    Ambasador odpowiedział, że nic nie wie o wizycie Sekretarza Generalnego A. Przewoźnika w Rosji (!), ani o wyznaczeniu przedstawiciela rosyjskiego rządu, odpowiedzialnego za uroczystości katyńskie.

    Szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak ponownie potwierdza w imieniu Kancelarii gotowość prezydenta L. Kaczyńskiego do udziału w uroczystościach prezydenta L. Kaczyńskiego.

    – 2 marca: Marszałek Komorowski wystosował do Prezydenta pismo informujące, iż „kluby parlamentarne zgłosiły zainteresowanie udziałem w uroczystościach” i proszą o: „umożliwienie posłom skorzystania z wolnych miejsc w samolocie, którym będzie Pan prezydent udawał się na te uroczystości”.

    – 3 marca: dyrektor Zespołu Obsługi Organizacyjnej w Kancelarii Prezydenta Janusz Strużyna informuje szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego o „konieczności zabezpieczenia przelotów samolotów specjalnych Tu-154M” na trasach Warszawa – Smoleńsk, Smoleńsk – Warszawa. Podaje datę: 10 kwietnia.

    Tymczasem już tego samego dnia pojawia się w polskich „mendiach” informacja, że prezydent i premier nie pojadą razem, bo Donald Tusk wraz z rosyjskim premierem Putinem wezmą udział w uroczystości 7 kwietnia. I dalej – że prezydent Lech Kaczyński pojedzie tam trzy dni później. To w przyszłych konsekwencjach – oznaczało wyrok śmierci.
    (…)

  18. MatkaPolka said

    (…)
    Mało tego – premier Tusk tego samego dnia oświadcza, że pytał wiceministra spraw zagranicznych Andrzeja Kremera, „co jest z tą organizacyjną stroną rocznicy katyńskiej”. Dodał, że strona rosyjska wie, iż prezydent L. Kaczyński chce wybrać się na tę uroczystość, zna datę. Przyznaje jednak, że „odpowiednia nota” będzie wysłana „wtedy, kiedy będziemy znali pełny skład polskiej delegacji”.

    Wylazło szydło z worka: okazuje się, że „polskie” MSZ nie wysłało Rosjanom oficjalnej noty, choć było to ich rutynowym obowiązkiem.

    Rosyjskie „Wriemia Nowosti” uzyskują wywiad z ambasadorem Grininem. Powiedział wtedy: Premier Polski przyjął zaproszenie z wdzięczności. Prezydent Polski również przyjął zaproszenie do Katynia, co sprawiło, że służby protokolarne doznały bólu głowy. Jeszcze raz udowodniono rywalizację polityczną z premierem. Wreszcie w Warszawie znaleziono wyjście z tej kłopotliwej sytuacji: premier i prezydent jadą do Katynia osobno

    Ambasador stwierdza, że Moskwa jeszcze nie otrzymała potwierdzenia przylotu polskiego prezydenta, czyli nadal „rżnie głupa”. Tytułem komentarza, Grinin zaprzecza „pogłoskom”, iż zaproszenie D. Tuska przez Putina jest „niejako intryżką” Moskwy, jakąś głęboko przemyślaną akcją mającą na celu poróżnienie prezydenta Polski z premierem Tuskiem: Wydaje mi się, że tego rodzaju mędrkowanie świadczy albo o niezrozumieniu tego co się dzieje, albo o umyślnej chęci „podstawienia nogi” rozwojowi stosunków polsko-rosyjskich, oczerniania tego szlachetnego gestu uczynionego przez stronę rosyjską. Niech to obciąża sumienie tego, kto takie oświadczenia produkuje.

    A my zapytajmy: czyje sumienia obciąża konsekwencja tego podziału na dwa loty z 10 kwietnia 2010 roku?

    16 marca podsekretarz stanu Mariusz Handzlik w piśmie do ministra „Sikorskiego” kolejny raz potwierdza: „Prezydent RP Pan Lech Kaczyński będzie przewodniczył polskiej delegacji…” Jednocześnie zdecydowanie dodaje w tym piśmie:

    W związku z pojawiającymi się wypowiedziami MSZ Federacji Rosyjskiej, jak i spekulacjami medialnymi, zwracam się z uprzejmą prośbą o niezwłoczne notyfikowanie przyjazdu Prezydenta RP stronie rosyjskiej.

    Skutek jest taki, że dwustronny jazgot na ten temat wzajemnie się wyklucza i znosi. Rzecznik MSZ „Paszkowski” informuje, że ministerstwo już przekazało stronie rosyjskiej formalną notyfikację w sprawie wizyty prezydenta w Katyniu, jednocześnie wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer pisze do szefa kancelarii prezydenta – Władysława Stasiaka, że polska ambasada w Moskwie już notyfikowała udział prezydenta w Katyniu. To demaskuje oświadczeniu „Tuskina” z 12 marca, że nieustalenie ostatecznego składu delegacji nie było rzeczywistą przeszkodą we wcześniejszej notyfikacji.

    Intryga leci za intrygą: tego samego dnia – 16 marca Mariusz Handzlik informuje pisemnie ministra „Sikorskiego”, że w dniach 18-19 marca przybędzie on (Handzlik) do Moskwy w celu omówienia szczegółów uroczystości.

    Tego samego dnia „polski” ambasador w Moskwie Jerzy Bahr[3] wysyła do Mariusza Handzlika pismo informując go, że nie jest możliwa realizacja przyjazdu M. Handzlika do Moskwy, gdyż w dniach 17-18 marca zamierza udać się do Moskwy delegacja z Tomaszem Arabskim i Andrzejem Kremerem, a w dniu następnym przyjedzie jeszcze grupa przygotowawcza.

    A przecież obydwa pobyty – grupy Handzlika i grupy Arabskiego-Kremera można było połączyć! W rzeczywistości było to niemożliwe. To była coraz bardziej brutalna wojna podjazdowa.

    – 17 marca szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak śle do ministra Bogdana Klicha pismo z zaproszeniem dla najważniejszych dowódców Wojska Polskiego. W piśmie wymienia ich nazwiska i funkcje, co w skutkach zamienia się na nieświadome wyroki śmierci dla każdego z nich!

    Tego samego dnia Mariusz Handzlik prosi ministra „Sikorskiego” o „udział Pana Ministra w delegacji towarzyszącej Panu Prezydentowi”.

    – 18 marca: min. „Sikorski” odpowiada pisemnie jednym gburowatym zdaniem informując Kancelarię Prezydenta, że nie weźmie udziału w delegacji towarzyszącej prezydentowi. Żadnego wyjaśnienia przyczyn odmowy.
    Tego samego dnia dyrektor Biura Spraw Międzynarodowych Sejmu śle do Kancelarii Prezydenta listę 12 przedstawicieli klubów parlamentarnych, którzy mają reprezentować polski parlament w Katyniu.

    – 19 marca Minister B. Klich zawiadamia szefa Kancelarii Prezydenta W. Stasiaka, iż 10 kwietnia jednak zamierza towarzyszyć delegacji prezydenta w Katyniu. Dodaje uprzejmie, iż „z satysfakcją” przyjął zaproszenie do tego wyjazdu.

    Ostatecznie B. Klich nie poleciał. Miał „nosa”? Dostał jakiś „cynk”? Może przeszkodził mu dzień szabatu? W każdym razie przeżył. Natomiast po katastrofie bezczelnie kłamał mówiąc, że on nie wiedział, iż dowódcy sił zbrojnych znajdą się w tym samolocie – trumnie. Wszyscy w jednym samolocie, niemal cały Sztab Generalny! Zwłaszcza dwa lata po katastrofie /?/ samolotu Casa, gdzie upchnięto 20 wysokiej rangi dowódców lotnictwa i wszyscy zginęli.

    – 25 marca: rzecznik rosyjskiego MSZ Niestierienko wreszcie potwierdza, że otrzymali oficjalną notę stronę polskiej. Doszła. Na piechotę?
    – 31 marca: zastępca Kancelarii Prezydenta J acek Sasin przesyła wiceministrowi MSZ Kremerowi ostateczny skład delegacji.

    Tego samego dnia zostaje anulowany wniosek dowództwa 36. Pułku dotyczący tzw.”liderów” rosyjskich w samolocie prezydenckim, gdyż „załogi znają język rosyjski”. To ważne, bo przez wiele tygodni po „katastrofie” Rosjanie utrzymywali, że rozmowy załogi z kontrolerami lotu były spowolnione z powodu nieznajomości języka rosyjskiego przez załogę Tu-154M.

    – 6 kwietnia: wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS M Kuchciński zwraca się pisemnie do Marszałka Komorowskiego „z uprzejmą prośbą o przesunięcie bloku głosowań z piątku 9 kwietnia na czwartek 8 kwietnia, gdyż 60 posłów tego Klubu wyjeżdża 9 kwietnia na obchody rocznicowe”. Chodziło o planowany wyjazd pociągiem.

    Komorowski odmawia, toteż posłowie PiS pełniący ważne funkcje w Sejmie decydują się pozostać w Warszawie i lecieć samolotem. To oznaczało dla nich wyrok śmierci. Czy oni śnią się teraz towarzyszowi „Komoruskiemu”? Chyba nie.

    – 7 kwietnia w Katyniu odbywają się uroczystości z udziałem Putina i Tuska.

    – 10 kwietnia, godzina 7.27: spóźniony na samym starcie /z jakich powodów?/ prezydencki Tupolew unosi się w powietrze…

    A my musimy poinformować jednych, a przypomnieć innym Czytelnikom złowieszczą wypowiedź marszałka Komorowskiego dla TVN: No nie, nie pretenduję do roli wieszcza czy roli proroka, ale wie pan… Przyjdą wybory prezydenckie, albo prezydent będzie gdzieś leciał – i to się wszystko zmieni.]
    (…)

    KIM JEST TOMASZ ARABSKI?

  19. MatkaPolka said

    KIM JEST TOMASZ ARABSKI?

    Tamci lecą po śmierć, a my pozostajemy na ziemi w Polsce. Czas przyjrzeć się roli /misji/ niejakiego Tomasza Arabskiego – szefa Kancelarii premiera Tuska. „Gazeta Polska” z 7 października 2010:

    Tomasz Arabki jest blisko związany z byłym metropolitą gdańskim abp Tadeuszem Gocłowskim. Nazywany „człowiekiem arcybiskupa” z racji swoich znajomości /przyjaźni się m.in. z ks. Kazimierzem Sową i o. Maciejem Ziębą[5], jest też członkiem Krajowej Rady Katolików Świeckich/. Arabski jest uważany za łącznika premiera Tuska z kręgami kościelnymi. Należy też do najbardziej zaufanych osób premiera i do najważniejszych jego „pijarowców”. Szef PO prywatnie mówi o nim „Arab”.

    Wzmianka o abp „Gocłowskim” i dominikaninie Macieju Ziębie, byłym prowincjale zakonu dominikanów, otwiera szerokie pole do przyjrzenia się tym postaciom. Zacznijmy od arcybiskupa „Gocłowskiego”. Jako dziecko żydowskie został przygarnięty i ocalony przez siostry zakonne. Otrzymał tam formację katolicką, toteż później poszedł „w tym kierunku” czyli do seminarium duchownego, stając się bardzo wpływowym kryptożydem w kręgach „polskiego” Episkopatu.

    Nadchodzi 1989 rok: „Gocłowski” wchodzi w skład tzw. „wielkiej szóstki” do rozmów w Magdalence przygotowującej „Okrągły Żłób” na całe następne dwadzieścia lat. Ta „wielka szóstka” to: W. Jaruzelski, Cz. Kiszczak, sekretarz PZPR M. „Rakowski”, Lech Wałęsa – „Bolek”, B. „Geremek” i T. „Mazowiecki”. Zostaje ustalony pakt zdrady nie tyle narodowej, bo nie było tam żadnych narodowców, tylko kryminalnej zdrady zadań wynikających z ich oficjalnych funkcji.

    W uznaniu tych zasług, po latach, ” Gocłowski” nie ponosi żadnej konsekwencji za swoją gangstersko – mafijną działalność wraz z innymi Żydami kurii w ramach jego działalności w tzw. Fundacji „Stella Mairs”. Były to malwersacje sięgające stu milionów złotych, skutkujące wyniszczającym zadłużeniem Kurii. Na pokrycie zasądzonych strat „Gocłowski” musiał sprzedawać drogie meble kurii, samochody, a głównie 80 hektarów podarowanym kurii przez ks. prałata Henryka Jankowskiego – spadek po jego ciotce. Rozpoczął się końcowy akt niszczenia prałata.

    Żydowskie /innych nie było i nie ma/ „mendia” miały „Gocłowskiego” – wszak ich pobratymca – w garści: Gdy tylko „Gocłowski” zwlekał z usunięciem prałata, „mendia” przypominały mu aferę. Gdy ustępował obiecując „pogonienie” prałata, afera cichła.

    Strategicznym zadaniem „Gocłowskiego” było dokonanie wraz z innymi Żydami „transformacji” spontanicznie powstałej pierwszej „Solidarności” w pseudo – „Solidarność” – pomiot „Okrągłego Żłobu”.

    „Gocłowski” brał udział w otwarciu koszernej stołówki /zob. – jak Putin na Kremlu!/, głośno wyrażał radość z wyremontowania w krótkim czasie centralnej synagogi w Gdańsku, co stało się w 1998 roku.

    Biskup „Gocłowski” staje się etatową „gadającą głową” Kościoła wraz z abp J. „Życińskim” i T. Pieronkiem. Stają się oni autorytetami „polskiego” episkopatu. Ich opinie są wyrokami. Wywiady i publikacje tej trójki ukazują się w ich okręcie flagowym – „Gazecie Wyborczej”[6].

    „Gocłowski” próbował doprowadzić do ugody dwóch post-koszernych polit-gangów, czyli PO z PiS po wyborach 2005 roku. Nic z tego nie wyszło, bo międzynarodowy żydostan zaplanował inne rozwiązanie – rozpędzenie Kne-Sejmu przez Kaczyńskich pozostających w sojuszu sejmowym z Samoobroną A. Leppera i Ligą Polskich Rodzin.

    W ten kontekst wymownie wpisuje się rola osobnika o wyjątkowo oryginalnym nazwisku: Arabski![7].

    Komitywa ” Arabskiego” z o. M. Ziębą także jest wymowna. O. Zięba to kryptomason z najwyższych kręgów, swego czasu członek słynnej Komisji Trójstronnej skupiającej wielkich tego świata. Jego gwiazda zaczęła jednak gasnąć na skutek wyczynowego podnoszenia ciężarów o wadze około 50 gramów. Wiadomo nie od dziś, że suma takich wysiłków potrafi nadwątlić siły Goliata.

    O M. Zięba nadal jednak obraca się w wysokich kręgach polskojęzycznej i międzynarodowej masonerii, bo stamtąd nigdy się nie odchodzi. Na zakończenie tej glossy o tym byłym prowincjale polskich /?/ dominikanów, zamieszczam serię fotografii z pewnego „party” w siedzibie gdańskiej masonerii. Przy okazji dostrzeżemy tam bywalczynię tej loży, prestiżową postać tego towarzystwa – byłą prezydentową „Kwaśniewską” /Konty/. Na tym spotkaniu o. Maciej Zięba jest gościem honorowym. Załączony tu zestaw fotografii długo, ostentacyjnie był eksponowany w witrynie siedziby loży. Teraz już wszystko jest jawne. Prezydent I. Mościcki zdelegalizował „tajne stowarzyszenia” w 1938 roku. Prezydent L. Kaczyński nazwał ten akt „niefortunnym”, kiedy radośnie witał otwarcie w Polsce filii światowej loży żydowskiej Bnai Brith, która nakazała Kaczyńskiemu rozwiązać Kne-Sejm.

    Siedziba loży mieści się w Gdańsku przy ulicy Świętego Ducha /Stare Miasto/, toteż i nazwa loży brzmi: „Spiritus Sanctus”.

    Może dzięki takim znajomościom Tomasz „Arabski” robił i robi niezłe interesy, niestety niezbyt legalne. Z biogramu tego szefa Kancelarii premiera Tuska zamieszczonego w „G.P.” wybierzmy taki np. fragment:

    BIZNESOWE KONTAKTY SZEFA KANCELARII

  20. MatkaPolka said

    BIZNESOWE KONTAKTY SZEFA KANCELARII

    W lutym 2010 r. „Gazeta Polska” informowała, że Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, nabył w 2008 r. akcje przedsiębiorstwa Bomi, którego radzie nadzorczej przewodzi biznesmen Wojciech Kaczmarek. Według „Rzeczpospolitej”, nazwisko Kaczmarka pojawia się m.in. w aktach zabójstwa groźnego olsztyńskiego gangstera Dariusza R. „Rz” dotarła także do stenogramów rozmów zarejestrowanych przez CBŚ. Wynika z nich, że Wojciech Kaczmarek szczególnie interesował się śledztwem w sprawie zamordowania Krzysztofa Olewnika. Kiedy w maju 2006 r. zapadła decyzja o przekazaniu akt sprawy Olewnika do Olsztyna, prowadzący ją prokurator Piotr Jasiński zadzwonił do biznesmena, mówiąc: „Mamy tę sprawę”.

    „Wojciech K. to dawny rezydent Pruszkowa w Olsztynie. Bardzo niebezpieczny człowiek. Szanowany gangster” – powiedział w „Superwizjerze” TVN Jarosław S. ps. „Masa”, świadek koronny w sprawie gangu pruszkowskiego. Sam Kaczmarek, któremu w lutym 2010 r. wysłaliśmy pytania dotyczące jego działalności, nie odpowiedział „G.P.”, grożąc nam jedynie sądem.

    Z oświadczenia majątkowego Tomasza Arabskiego, które zostało złożone 25 marca 2009 r., wynika, że posiadał 11 500 akcji Bomi wartości 119 600 zł. W 2009 r. wysłaliśmy pytania do ministra dotyczące posiadanych przez niego udziałów, jednak nam nie odpowiedział.

    Związki Arabskiego z Bomi i Kaczmarkiem nie są raczej przypadkowe. „W lipcu 2008 r. spółka Bomi, której akcjonariuszem także jest dom maklerski DMSA, postanowiła, że przejmie Rabat Pomorze” – pisała w październiku 2009 r. „Niezależna Gazeta Internetowa”. Co ciekawe, akcje Rabatu, które zamieniono potem na walory giełdowe Bomi, zaproponowano 35 prominentom ze świata biznesu, m.in. członkom zarządu giełdy i żonie Jacka Sochy, byłego ministra skarbu.

    „NGI”: „Wśród akcjonariuszy Rabatu, którzy stali się właścicielami akcji Bomi, jest wiele innych wpływowych osób (np. Piotr Kamiński, były wiceprezes GPW, Marek Małecki, adwokat Lwa Rywina). Na liście znalazła się też Dorota Arabska, żona Tomasza Arabskiego, szefa Kancelarii Premiera Donalda Tuska. Wkład akcji Rabatu Doroty Arabskiej wyceniono przy zamianie, na 372 tys. zł. (…) 30 września 2009 r. KNF wydała komunikat >>w sprawie niezgodnego z prawem działania PPH Bomi<<. Ujawniono, że w prospekcie Bomi prawo naruszono aż 37-krotnie, poprzez zatajenie lub podanie nieprawdziwych informacji, głównie w kwestii powiązań osób nadzorujących z innymi podmiotami". Zdaniem Mariusza Zielke, autora tekstu w "NGI" wątki poboczne tej sprawy prowadzą do afery stoczniowej, ponieważ Bomi zataiło w prospekcie emisyjnym, że Jan Woźniak, jeden z członków rady nadzorczej, jest wspólnikiem spółek Euro-Guard i Europlazma Serwis, których prywatyzacją interesowało się CBA w związku z podejrzeniem wyprowadzania majątku ze Stoczni Gdynia.

    T. "Arabski" pojechał do Moskwy już pod koniec stycznia 2010 r. Spotkał się tam z przedstawicielami władz rosyjskich. Przypomnijmy, że wcześniej Kancelaria prezydenta L. Kaczyńskiego poinformowała "polską" ambasadę w Moskwie i ambasadora rosyjskiego w Warszawie o woli prezydenta wyjazdu na uroczystość w Katyniu. Nagły wyjazd "Arabskiego" do Moskwy mógł być reakcją na tę zapowiedź Kancelarii prezydenta Kaczyńskiego.

    "Mógł być" czy był? Raczej to drugie.

    Pytano również Kancelarię premiera Tuska, po co "Arabski" poleciał do Moskwy na czas 17-18 marca. Nieformalnymi kanałami ustalono /"G.P."/, że "Arabski" spotkał się z przedstawicielami strony rosyjskiej w restauracji, a rozmowy trwały dwie godziny. Nagle, przed wyjazdem W. Stasiaka, szefa Kancelarii prezydenta do Moskwy, ambasador Jerzy Bahr zawiadomił Kancelarię prezydenta, że wyjazd Stasiaka nie może dojść do skutku, gdyż na ten sam czas jedzie tam "Arabski", co wcale nie kolidowało z wyjazdem "Araba". Koordynatorem wizyty prezydenta był szef Kancelarii Tuska, posiadał on całą wiedzę o stanie przygotowań, a zwłaszcza metod torpedowania wizyty prezydenta w Katyniu. Po „katastrofie”, ten „organizator” wizyty, czyli „Arabski”, przez 12 godzin nie mógł nawet ustalić listy pasażerów Tupolewa! On, „koordynator” wizyty!

  21. MatkaPolka said

    cd..

    Przez 10 miesięcy po „katastrofie”, „Arabski” nie został przesłuchany przez „polską” prokuraturę – tu znów dajemy wykrzyknik! Dwa wykrzykniki!!

    Wojacy z prokuratury wojskowej do końca 2010 roku nie przesłuchali także szefa Biura Ochrony Rządu gen. Mariana Janickiego. To on przecież był odpowiedzialny za logistykę zabezpieczania wizyty prezydenta. Kiedy samolot prezydencki rozpadał się na lotnisku smoleńskim, nie było tam ani jednego funkcjonariusza BOR, a przez wiele miesięcy trwała karuzela matactw – byli tam BOR-owcy, czy nie byli? Było kilku, ale lecieli w samolocie prezydenckim.

    Do końca roku 2010 „Arabski” został przesłuchany tylko w sprawie śmierci Grzegorza Michniewicza, dyrektora Generalnego Kancelarii premiera. Michniewicz miał pieczę nad wszystkimi dokumentami i sprawami tajnymi, w tym także NATO-wskimi certyfikatami bezpieczeństwa. Przez ręce Michniewicza przechodziła niejawna korespondencja między stronami rządowymi Polski i Rosji. To wiedza na temat tajnych spraw mogła zabić Michniewicza. Mógł on dowiedzieć się, tuż przed swoim „samobójstwem” lub nieco wcześniej, o czymś przerażającym, o czym wcześniej nie wiedział. Tuż przed „samobójstwem” był roztrzęsiony, zwłaszcza po tekstowym telefonie komórkowym między nim i „Arabskim”. Na spacerze z psem coś mu jeszcze „doładowało” do systemu nerwowego, bo wrócił całkiem już roztrzęsiony. Było tych telefonów kilka tego popołudnia, ale ten ostatni mógł go „dobić”. Czego dotyczył? – do dziś nie wiadomo. Powtórzmy – odczyt bilingowy takich rozmów jest zabiegiem prostym dla służb dochodzeniowych.

    Informacje o tym, że „Arabski” spotkał się z towarzyszami radziec… pardon – rosyjskimi nie w gabinecie rządowym jego rosyjskiego odpowiednika, tylko w knajpie, „G.P.” uzyskała od oficera BOR, a jak, to już ich sprawa. Czy w rosyjskim gmachu rządowym nie ma restauracji na stosownym poziomie, gdzie można dyskretnie wypić kawę, strzelić po kilka „dalekobieżnych” sztakańców? Nie, oni wybrali knajpę w mieście. Jej podstawową zaletą musiało być chyba to, że nie ma tam podsłuchu. Albo inaczej – podsłuch jest, ale selektywny, na użytek wąskiego grona zainteresowanych. Nawet patrząc na sprawę „po obywatelsku” czyli naiwnie, należy wyrazić wielkie zdziwienie, że sprawy wagi międzypaństwowej, konkretnie szczegóły przyjazdu polskiego prezydenta do Katynia, były omawiane w knajpie, a nie w stosownym urzędzie.

    Michniewicz „powiesił się” dokładnie w dniu, kiedy z Samary wrócił z remontu Tu-154M o numerze 101. Tu i tam mówi się, że jego numer został przemalowany, co jest powtórzeniem przestępczego triku z samolotem, który miał się rozbić o wieżowiec WTC! Czy może ta wiedza zabiła Michniewicza? Dokładniej: że wrócił nie ten Tu-154M, który potem leżał „sproszowany” w Smoleńsku?

    Ta „spiskowa teoria” może mieć potwierdzenie w analizie inż. lotnictwa Krzysztofa Cierpisza pochodzącego z Chełma, ale mieszkającego w Szwecji i pracującego w zawodzie wyuczonym na Politechnice Warszawskiej. Już w sierpniu 2010 opublikował on fachową, zgodną z jego wiedzą analizę „katastrofy” smoleńskiej i opublikował to w Internecie. Potem jeszcze zamieścił w Internecie nowe analizy porównawcze, m.in. dwóch innych przymusowych lądowań Tupolewów w analogicznych warunkach, gdzie tylko w jednym przypadku zginęło dwóch pasażerów. Zamieszczamy dalej serwis stosownych fotografii, na które powołuje się inż. K. Cierpisz.

    Intrygująca w najwyższym stopniu hipoteza o przemalowaniu numeru tupolewa skłania mnie, z autorskiego obowiązku, do zamieszczenia dużych fragmentów studium inż. K. Cierpisza pt. „Katastrofa, której nie było”. Wierzyć – nie wierzyć, przeczytać warto. A może jednak, za jakieś 50 lat /!/, teza o „podstawce” samolotów wzorowanej na zbrodni Ameryki na Ameryce w Nowym Jorku – okaże się prawdą?

    „Arabski” czuł się dość nieswojo w roli koordynatora Ostatniego Transportu do Katynia, bo na początku listopada 2009 zapewnił sobie stałą obstawą Biura Ochrony Rządu. Jest więc ochraniany w sposób nadzwyczajny na tle jego kancelaryjnych obowiązków. Dlaczego i przez kogo poczuł się zagrożony już na pół roku przed Ostatnim Transportem?

    „Arab”, kumpel Tuska osadzony przezeń na stolcu szefa Kancelarii Premiera RP, samą tą funkcją wykazuje, że jest człowiekiem najwyższego zaufania. Przez Kancelarię przechodzi dosłownie wszystko z tego co jest poufne, tajne, super-tajne, etc. Przypomnijmy, że kiedy 23 września 2009 roku rzekomo powiesił się Grzegorz Michniewicz, pełnomocnik do spraw informacji niejawnych, podwładny Tomasza „Arabskiego”, był to ten sam dzień, kiedy z Samary powrócił Tu-154M po remoncie!

    „Wprost” pisało potem, że kilka godzin przed tym błyskawicznym obrzydzeniem sobie życia przez Michniewicza, choć wybierał się na kolację wigilijną do swojej żony na Wybrzeżu, Michniewicz odbył kilka rozmów komórkowych z „Arabskim”. Potem Michniewicz wyszedł na spacer wieczorny z psem i po powrocie powiesił się na kablu odkurzacza. Rzecz jasna, odczytanie tzw. bilingów z tych i innych rozmów Michniewicza, technicznie łatwe, w praktyce nie jest możliwe dopóty, dopóki siedziby Rady Ministrów nie opuści na stałe D. Tusk, ale nawet i wtedy jest to mało prawdopodobne. Pozostają więc domysły. Najważniejszym wątkiem byłaby próba połączenia tego nagłego stresu Michniewicza albo z przylotem latającej trumny o nazwie Tu-154M do Polski, albo z treścią tych rozmów komórkowych. Nie jest też wykluczone, że na Michniewicza już czekało wewnątrz domu kilku nieproszonych dżentelmenów. Pozostaje jednak dręczące pytanie: jeżeli to oni byli sprawcami tego „samobójstwa”, to czymże sobie na to zasłużył ten wyjątkowo dyskretny cerber największych tajemnic państwowych z kilkunastoletnim stażem na tej funkcji?

    Do rozważań o roli „Araba” w montowaniu dwóch oddzielnych ekskursji do Moskwy, dorzućmy jego reakcję na pismo Rodzin Katyńskich z postulatem, aby Kancelaria premiera /czyli ” Arabski” i Tusk/ doprowadziła do umiędzynarodowienia śledztwa w sprawie „katastrofy”. Pismo wysłali 12 X 2010 r. „Arab” odpowiedział po dwóch miesiącach! Istotny passus /raczej lapsus/ tej odpowiedzi miał brzmienie następujące:

    Właściwe instytucje międzynarodowe prowadzą to śledztwo i działają w oparciu o przepisy międzynarodowe /…/ powołanie takiej komisji oznaczałoby zakłócenie współpracy Polski i Rosji.

    Pani Zuzanna Kurtyka, wdowa po szefie IPN, tak skomentowała tę odpowiedź:

    Pan Arabski zapomniał dodać, że to właśnie wybrane przepisy międzynarodowe pozbawiły polskie komisje podstawowych dowodów rzeczowych. Czyżby to było pierwsze w historii śledztwo, do którego takich dowodów nie potrzeba? Na pewno jedno zdanie tego pisma jest prawdziwe: „powołanie takiej komisji oznaczałoby zakłócenie współpracy Polski i Rosji”.

    Wszystko co wiąże się z D. Tuskiem, obecnym prezydentem Komorowskim, ich sitwą błyskawicznie uzupełnioną przez ludzi, którzy w rządzie i Sejmie wypełnili luki po pasażerach Tu-154, obraca się w polu magnetycznym usytuowanym gdzieś daleko na wschód od Bugu. Tego już nie ukryją. Fakty mówią same za siebie. Układają się one w oczywistą prawidłowość, w której, jak późnej wykażemy, centralną postacią okaże się Tusk wspierany przez „Komoruskiego”.

    Tomasz Turowski
    jednoosobowa soczewka spec-band PRL i „Trzeciej RP

  22. MatkaPolka said

    Tomasz Turowski
    jednoosobowa soczewka spec-band PRL i „Trzeciej RP

    Nosiciel nazwiska: „Tomasz Turowski” nagle wypłynął na szerokie wody środków masowego rażenia w związku z „dochodzeniem” w sprawie „katastrofy” smoleńskiej. Okazało się, i to całkiem oficjalnie, czyli niepodważalnie, że ten tajemniczy dżentelmen był kluczowym organizatorem wizyt prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska w Katyniu z okazji rocznicy 70-lecia tej żydobolszewickiej zbrodni ludobójstwa na polskich oficerach.

    To zdumiewać musi nawet przeciętnego naiwniaka, nie tylko maniaka spiskowej teorii. No bo jakże: agent PRL-owskiego wywiadu /według dokumentów IPN/, czyli Tomasz Turowski został przydzielony w lutym 2010 roku do organizowania obchodów katyńskich. Tak stwierdził europoseł Ryszard Czarnecki. Co więcej, tę „misję” /raczej bez cudzysłowu/ „wyczarterował” Turowskiemu nie kto inny, tylko obecny prezydent Komorowski, wtedy jeszcze marszałek Kne-Sejmu.

    Co jeszcze bardziej zdumiewa, mówiąc pospolicie – zwala z nóg – że Kancelaria prezydenta Lecha Kaczyńskiego zwróciła się do ówczesnego ambasadora „Trzeciej PRL” Jerzego Bahra z prośbą /”z uprzejmą prośbą”/ o „uczestniczenie w rozmowach Ambasadora Tytularnego Pana Tomasza Turowskiego”.

    Pismo tej treści wysłał do J. Bahra Mariusz Handzlik – podsekretarz Stanu, szef Kancelarii prezydenta L. Kaczyńskiego. Uprzedzając późniejsze fakty dodajmy, że przed Sądem Okręgowym w Warszawie, 21 lutego 2011 r. odbyło się pierwsze posiedzenie Sądu w sprawie wszczęcia postępowania lustracyjnego wobec Tomasza Turowskiego, tak jeszcze niedawnego „Ambasadora Tytularnego” Polski w Moskwie. Jest on „podejrzany” o kłamstwo lustracyjne, czyli o zatajenie w oświadczeniu lustracyjnym, iż był on tajnym współpracownikiem służb specjalnych, formalnie PRL-owskich, ale jak wiadomo, tak naprawdę to KGB-owskich, bo właśnie KGB był światową dyspozytornią agentury „proletariuszy wszystkich krajów”.

    Rutynowa frazeologia publikacji o takich agentach, na razie tylko podejrzanych, posługuje się zbitką słowną „miał on być” agentem, a nie „był”, co stanowi niezbędną asekurację przed oskarżeniem o „naruszenie dóbr osobistych” takich Turowskich i legionów jemu podobnych. W każdym razie po stwierdzeniu, że miał on być ale jeszcze nie wiadomo czy takowym był, media podały, że przesyłał on meldunki „odrębnymi kanałami”, a meldunki nosiły konspiracyjny numer „9596” , potem zaś były podpisywane pseudonimem agenturalnym.

    Skąd one napływały? To kolejny smaczek: z Watykanu! Dlaczego stamtąd? Bo pan Tomasz Turowski był pracownikiem wywiadu /pracownikiem, a nie jakimś tam „TW” – „Tajnym Współpracownikiem/ osadzonym jako tzw. „nielegal”, od 1975 roku w Watykanie, a ściślej – w zakonie jezuitów. Był wtedy oficerem wywiadu PRL, jednocześnie „terminował” jako kandydat do tego zakonu. Dzięki poczynionym tam koneksjom – czytaj – dzięki pomocy rezydującym tam agentom w sutannach i bez sutann, miał dostęp do kulis polityki wschodniej Watykanu, co było o tyle ułatwione, że funkcję papieża pełnił wtedy – do 1978 roku agent Kremla Paweł VI, co opisałem w pierwszym tomie książki „Lękajcie się”.

    Tuż przed święceniami towarzysz Turowski wystąpił z zakonu jezuitów i powrócił do kraju. Powrócił w 1993 roku i dzięki jego nieprzebranej wiedzy został pracownikiem w „resorcie” spraw wewnętrznych i zagranicznych w departamencie zajmującym się Europą Wschodnią. Był tam początkowo „doradcą”, potem wicedyrektorem. W tej funkcji, wcale się nie kryjąc, miał liczne i otwarte kontakty z I sekretarzem ambasady rosyjskiej w Polsce, Grigorijem Jakimiszynem. Turowski „obserwowany” przez Urząd Ochrony Państwa właśnie z powodu tych „otwartych i licznych kontaktów”.

    Poszerzmy te uwagi o realia ówczesnych, już sprywatyzowanych za darmo, Polski i Rosji. W Rosji rządzi Żyd „Jelcyn”. W październiku 1993 roku organizuje on rzeź Rosjan, którzy na czele posłów do Dumy, rosyjskich patriotów, zabarykadowali się w budynku parlamentu, nazywanym przez Rosjan „Białym Domem” – aby uniemożliwić przegłosowanie ustawy o „prywatyzacji” resztek majątku narodowego Rosjan. Jelcyn skierował przeciwko obrońcom Dumy kilka doborowych oddziałów komandosów, milicję, agentów żydowskiego KGB i odpowiednika naszego ZOMO. Na odsiecz deputowanym pośpieszyło około 200 tysięcy nieuzbrojonych Rosjan. Zostali oni zmasakrowani salwami. Zginęło – według różnych szacunków, od 800 do około półtora tysiąca Rosjan. Budynek został zdobyty przez atakujące siły chazarów. Grabież Rosji odtąd odbywała się już bez przeszkód i w piorunującym tempie. Do głosu dochodzili żydowscy szabrownicy z gatunku Chodorkowskich, Gusinskich, Abramowiczów, Fridmanów, Bierezowskich i kilkuset innych przedstawicieli chazarskich Żydów.

    W 1994 roku odbyła się Trzecia „rewolucja październikowa” – krach rubla zorganizowany przez „dywizje” G. Sorosa i jego mocodawców zachodnich. Rubel stracił trzykrotnie swoją wartość. Wykorzystując tę różnicę, za dziadowskie ruble, rodzimy i zachodni żydostan przytomnie wykupił – decydowały dosłownie dni – setki miliardów dolarów.

    W tym właśnie okresie 1993-1994 Tomasz Turowski stał się niezastąpionym pracownikiem ministerstwa spraw zagranicznych „na kierunku wschodnim„. Nic to dziwnego – Polską rządzili wtedy postkoszerni agenci z pierwszego rozdania przy okrągłym korycie. W latach następnych do głosu dochodzili młodsi biesiadnicy Magdalenki i Okrągłego Koryta, m.in. Pawlak, Kaczyńscy i Tusk, ale polityka wschodnia nie ulegała zmianie, a tacy jak Tomasz Turowski trzymali się nad wyraz dobrze na tej scenie.

    Trzymali się aż do czasu organizacji wyjazdu Tuska i Kaczyńskiego do Katynia. Wyjazdów rzecz jasna osobnych, bo o to właśnie chodziło. Organizowano je z niesłychaną konsekwencją i determinacją, tak, aby były właśnie osobne, z przedziałem zaledwie trzech dni, do tego samego Katynia, ale koniecznie osobne.

  23. MatkaPolka said

    Dodajmy, że w tym czasie Tomasz Turowski, niedoszły jezuita już od dawna nie był formalnym pracownikiem MSZ, a jednak 14 lutego przywrócono Turowskiego do pracy w MSZ. Zestawmy dwie daty: 11 lutego zapada oficjalna decyzja o dwóch odrębnych wyprawach prezydenta i premiera do Katynia, a trzy dni później Tomasz Turowski wraca do MSZ jako etatowy pracownik.

    Tempo come back Turowskiego na polityczne salony jest oszałamiające. Już nazajutrz po przywróceniu go do pracy, czyli 15 lutego Tomasz Turowski został „oddelegowany” do Moskwy. Przez kogo? Przez MSZ, ma się rozumieć, czyli przez Radosława ” Sikorskiego”.

    Komunikat w tej sprawie miał brzmienie następujące:

    Od 15 lutego 2010 r. pan Turowski piastował funkcję kierownika wydziału politycznego Ambasady RP. Decyzję o powierzeniu mu tej funkcji kierownictwo MSZ podjęło kierując się jego bogatym doświadczeniem politycznym, w tym pobytem w latach 90. na placówce właśnie w Moskwie /…/ pan Turowski otrzymał od ówczesnego ambasadora zadanie udziału w przygotowaniu wizyt w Katyniu zarówno premiera Donalda Tuska, jak i prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r.

    Osiem dni po objęciu przez T. Turowskiego funkcji kierownika wydziału politycznego ambasady „Trzeciej PRL” w Moskwie, wiceminister spraw zagranicznych, teraz już śp. Andrzej Kremer, ponaglił Kancelarię prezydenta o potwierdzenie udziału prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu.

    Trzeciego marca szef Kancelarii prezydenta L. Kaczyńskiego potwierdził w rozmowie z przedstawicielami środków masowego rażenia udział prezydenta 10 kwietnia w wyprawie do Katynia, a już nazajutrz Tomasz „Arabski” oznajmił publicznie, iż premier Tusk nie pojedzie razem z prezydentem, tylko odrębnie, siódmego kwietnia.

    Dalej już wiemy: 17 marca „Arabski” jedzie do Moskwy na spotkanie z „Rosjanami”, ale spotka się z nimi nie w gmachu rosyjskiego MSZ, tylko w dyskretnej restauracji. Jak pisała „G.P”:

    Według naszych informacji, Arabski spotkał się tam z Jurijem Uszakowem – „prawą ręką” Władimira Putina. Uszakow to absolwent słynnego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych – MGIMO, kuźni kadr wywiadu zagranicznego KGB. Był m.in. ambasadorem Rosji w USA, ministrem spraw zagranicznych i sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Rosji za prezydentury Putina.

    Dodają: Ciekawe, że to właśnie Putin wyznaczył, jako pełnomocnika do organizacji obchodów w Katyniu swojego zaufanego człowieka, a nie rosyjski MSZ, który zwyczajowo tym się zajmuje.

    Ten nietypowy sposób załatwianie transportu prezydenta Kaczyńskiego na śmierć, teraz już nas dziwić nie może.

    Ogniwa intrygi zamykają się jeszcze szczelniej z chwilą, gdy dowiadujemy się, że przyszły prezydent Komorowski i Jakimiszyn znają się, od co najmniej pięciu lat – informował europoseł R. Czarnecki /”Czarnecki”/. Co więcej – obaj – Komorowski /”Komoruski”/ i Jakimiszyn są na „Ty”. Tak pisał „Czarnecki” na swoim blogu 19 grudnia 2010 roku. I to, że come back do MSZ załatwiał Turowskiemu nie kto inny, tylko właśnie marszałek Kne-Sejmu B. Komorowski.
    Tomasz Turowski pracował dla elitarnego wydziału XIV Departamentu I SB, czyli wywiadu PRL, ściśle przecież nadzorowanego przez sowieckie KGB.

    Potem „Rzeczpospolita” ujawniła, że niedoszły jezuita Turowski obradował nie tylko w Rzymie, ale również w Paryżu. W Watykanie rozpracowywał duchowieństwo, głównie otoczenie Jana Pawła II. Działacz opozycji „demokratycznej” – Piotr Jegliński wyznał, że znał osobiście Turowskiego w latach osiemdziesiątych, gdy ten był rzekomym jezuitą. Jegliński wysunął przypuszczenie /w wywiadzie radiowym/, że Turowski był w Rzymie feralnego 13 maja 1981 roku, kiedy Ali Agca strzelał do Jana Pawła II. Jegliński dodał: „zamachu zorganizowanego przez sowieckie specsłużby”. Tego wykluczyć się nie da, że przez sowieckie specsłużby.

    No cóż – tego dnia w Rzymie przebywało kilka milionów obywateli Wiecznego Miasta i pielgrzymów, tudzież turysto-pielgrzymów. Jednak obecność tak nietuzinkowej postaci niby jezuity i wytrawnego funkcjonariusza służb bardzo specjalnych, to nie to samo co obecność świadków strzałów na placu św. Piotra 13 maja.

    Kiedy prezydencki tupolew rozbijał się w zaroślach lotniska, Tomasz Turowski – ambasador tytularny w Moskwie był obecny na lotnisku w Smoleńsku. Chciał to widzieć?

    Pańskie oko konia tuczy?

    Wprost dręczy nas pytanie o powody, a zwłaszcza decyzyjne kanały, przez które z tajnych służb, via Tusk i Komorowski, przepłynęła pilna prośba Kancelarii prezydenta L. Kaczyńskiego skierowana do MSZ czyli do duetu „Sikorski” – Tusk, o wyznaczenie Turowskiego na organizatora lotu prezydenta do Katynia! Czyżby Turowski był w opinii obydwu Kancelarii człowiekiem niezastąpionym w tej funkcji? Czyżby wywiad i kontrwywiad RP w czasach, kiedy obaj Kaczyńscy byli niepodzielnymi sternikami polskiej polityki: Lech prezydentem, Jarosław premierem, nie posiadał stosownej wiedzy o tym dżentelmenie? Przecież koneksje Turowskiego z sowieciarzami były rozległe i niemal jawne i nie sprowadzały się tylko do znajomości z Jakimiszynem, tajnym oficerem rosyjskiego wywiadu. Jakimiszyn przyjaźnił się ze sławnym sowieckim szpiegiem Ałganowem, sławnym wkrótce z racji afery „Olina”, potem jeszcze z aferą Orlenu – z pamiętnym spotkaniem Ałganowa w Wiedniu z A. Kuną i A. Żaglem /”Żaglem”/.

    W listopadzie 1997 roku ówczesny dziennik „Życie” opublikował listę pracowników ambasady rosyjskiej w Polsce, którzy mieli się zajmować szpiegostwem. W rewanżu, w styczniu 1998 roku „Niezawisimoje Wojennoje Obozrienije /”NWO”/ – sobotnio-niedzielny dodatek do „Niezawisimoj Gaziety”, opublikowały listę dziewiętnastu pracowników ambasady „Trzeciej PRL” w Moskwie, którzy spełniali „funkcje wykraczające poza ramy działalności dyplomatycznej”. Na tej liście znalazł się Tomasz Turowski, którego określano tam jako”najwyższego rangą urzędnika Ambasady” – minister pełnomocny, nieformalny zastępca ambasadora. „Gazeta Wyborcza” z 31 stycznia 1998 roku „dementowała”, że cztery wymienione tam osoby niby od dawna nie pracują w ambasadzie”.

    Ta głośna afera z wzajemnym ujawnianiem agentów, nie spotkała się z żadną reakcją MSZ w Polsce. Nie odezwał się także T. Turowski. Ważniejsze jest w tym co innego: Turowski po ujawnieniu jego podwójnej roli nie wyjechał z Moskwy, nie spotkały go żadne nieprzyjemności ze strony służb specjalnych Rosji i rosyjskiego MSZ. Strona internetowa MSZ zawierała jego nazwisko jako pracownika ambasady polskiej w Moskwie w okresie 1996-2001.

    Zwykle bywa tak, że „spalony” agent nie ma już co szukać w miejscu jego „postoju” i jest „zwijany” do innych zadań na innym obszarze. Turowski pozostał. Naturalnie, były to czasy rządów PRL – bis i takich afrontów obydwie strony – rosyjska i „polska” sobie nie robiły, żeby wzajemnie wydalać „spalonych” agentów.

    Czy wywiadowi „polskiemu” w czasach rządów braci Kaczyńskich to nie przeszkadzało? Nie dysponowali dostatecznymi wpływami, aby odesłać Turowskiego jak najdalej od Moskwy, albo gdzieś do innego „zakonu”?

    Tak docieramy do poranka 10 kwietnia 2010. Turowski był na lotnisku smoleńskim w trakcie przylotu tupolewa. Co więcej, po „katastrofie” udzielił wywiadu rosyjskim mediom. Już po katastrofie, kiedy autokar wiozący Jarosława Kaczyńskiego wreszcie dowlókł się do Smoleńska, został zatrzymany na 40 minut już przed szlabanem lotniska. To wtedy urzędnicy Kancelarii nieżyjącego już prezydenta dzwonili nie do kogo innego, tylko do T. Turowskiego z prośbami o interwencję w sprawie tej blokady autokaru.

    Turowski odpowiedział, że dopóki na miejscu „katastrofy” znajdują się premierzy Putin i Tusk, żadne „postronne” osoby nie mogą tam przebywać!

    Brat zabitego prezydenta Lecha Kaczyńskiego okazał się dla tych nikczemników – zwłaszcza dla Putina, gospodarza terenu – „osobą postronną”.

    Kiedy zaś minister Jacek Sasin miał wieczorem odlatywać do Warszawy, stawiano liczne formalne przeszkody, aby ten odlot opóźniać. Znów proszono o interwencję Turowskiego. Nie zrobił nic w tej sprawie – on, oficjalny organizator tej śmiertelnej wyprawy prezydenta do Katynia, zakończonej w zaroślach smoleńskiego lotniska.

  24. MatkaPolka said

    I wreszcie wątek najbardziej intrygujący, wciąż nierozstrzygnięty. Chodzi o film wykonany przez operatora TVP Sławomira Wiśniewskiego tuż po „katastrofie”. Wiśniewski zeznał w prokuraturze:

    Chcę zeznać, że gdy funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa próbowali mi wyrwać torbę z kamerą, którą schowałem do środka, w grupie funkcjonariuszy rosyjskich był przynajmniej jeden Polak. Ci, co mnie zatrzymali, zapytali się czy [on] mnie zna. On odpowiedział po polsku – ja nie znam tego człowieka, a następnie po rosyjsku, żeby mnie aresztować i zniszczyć sprzęt /…/. Ja kojarzę z twarzy tego człowieka, wydaje mi się, że jest to jakiś pracownik ambasady albo konsulatu polskiego. Rozpoznałbym go, był wysoki, szczupły, krótko obcięty szatyn, w długim brązowym płaszczu. Miał na pewno więcej niż 50 lat. Jestem przekonany, że był to Polak, mówił po polsku bez akcentu, twardo, bez zmiękczeń.

    Sławomir Wiśniewski powiedział o tym człowieku – szereg miesięcy później, że rozpoznaje go jako p. Cyganowskiego, a jest to drugi sekretarz ambasady w Moskwie. „Drugi sekretarz”, to rutynowa przykrywka oficerów wywiadu…

    Znam sprawę, ale z pewnych powodów, o których nie będę mówił, nie chcę się na razie wypowiadać na ten temat.

    Pozostaje nam nadzieja, że Sławomir Wiśniewski w jakimś nieokreślonym czasie nie zginie w wypadku samochodowym, albo nie popełni samobójstwa.

    Nam pozostaje wyrazić nie tylko uznanie, lecz wręcz respekt wobec, „sił trzecich”, które tak szybko zdołały nakłonić tego operatora telewizyjnego do rozsądnej powściągliwości…

    Edmund Klich
    dyletant, krętacz, miernota

    Polskim akredytowanym przy Moskiewskim „Międzypaństwowym” Komitecie Lotniczym był z nadania rządu Tuska Edmund Klich. Popisywał się przed mediami swoją rzekomą fachowością, rzekomym obiektywizmem, nawet krytycyzmem wobec niektórych rosyjskich tez o wypadku. Przede wszystkim konsekwentnie dyskredytował załogę samolotu Tu-154M jako sprawców „katastrofy” smoleńskiej. Ten festiwal kłamstw, krętactw, a także autoreklamy trwał przez dziesięć miesięcy. Dziesiątki lotników i specjalistów różnych dziedzin lotnictwa podważały jego tezy, dyletanckie gawędy, bufonady, ale rząd Tuska trzymał go na tym stanowisku do końca kadencji Klicha w tej funkcji – do stycznia 2011 roku. Był im bardzo potrzebny. Konsekwentnie kłamał dla potwierdzenia rzekomej winy pilotów, którą lansował od samego początku rosyjski MAK, jak i służalcze wobec Putina okupacyjne władze Polski. Putin i Tusk osobiście nadzorowali ten festiwal oszustw.

    Wreszcie dobrali się do Klicha specjaliści. „Nasz Dziennik” w numerze z 28 grudnia 2010 opublikował ich głosy w sprawie popisów Edmunda Klicha. Większość jego krytyków – lotników i ekspertów, pozostała w anonimowym bezpiecznym cieniu. Oni wiedzieli, kto stoi za Edmundem Klichem, a także za ministrem obrony narodowej, także Klichem tylko Bogdanem – choć obydwu podobno nie łączy pokrewieństwo.

    Okazuje się, że w istocie to Rosjanie mianowali go przedstawicielem strony rzekomo polskiej. Klich w zeznaniach przed Sejmową Komisją Infrastruktury nie ukrywał, że to generał Aleksiej Morozow – wiceprzewodniczący oszukańczej szajki pod nazwą MAK, po prostu wezwał Klicha do Smoleńska, a Władimir Putin i „generał” Tatiana Anodina zadecydowali, według jakich procedur będą badane okoliczności katastrofy. Oni także zadecydowali, a nie „polski rząd”, iż to Edmund Klich będzie reprezentował „stronę” polską, jak się potem okazało „stronę” w praktyce nieistniejącą.
    E. Klich potwierdził, że to generał Aleksiej Morozow mianował go na reprezentanta Polski: jechał wtedy z Garwolina do Warszawy, gdy:

    W połowie drogi dostałem telefon od pana Aleksieja Morozowa – to jest obecnie przewodniczący Komisji Federacji Rosyjskiej, zastępca pani Anodiny, szefowej Mieżdonarodnej Awiacionnej Komisji…

    Dlaczego generał Morozow wybrał akurat tego „speca” na reprezentanta „strony polskiej”? Pozostanie to tajemnicą obydwu tych panów, ale chyba nie tylko ich. Skąd Morozow wiedział, natychmiast po katastrofie, że to właśnie MAK będzie prowadziła dochodzenie? Bo tak zadecydował „car” Putin? Dlaczego gen. Morozow jednoosobowo zdecydował, że „stroną polską” ma reprezentować płk Klich? Czy dlatego, że to stary komuch?

    Nie miał do takiej decyzji żadnych uprawnień.

    Już na początku swojej „misji”, Klich zderzył się z artykułem 129 Kodeksu Karnego RP stanowiącym, iż

    Kto będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa /…/ działa na szkodę Rzeczpospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

    E. Klich bowiem milcząco zgodził się na dyktat strony rosyjskiej, aby katastrofę badano według tzw. załącznika 13 do Konwencji o Międzynarodowym Lotnictwie Cywilnym. Załącznik automatycznie ograniczał rolę Polski w dochodzeniu. E. Klich o tym wiedział i na to się potulnie zgodził. I o tym, że badanie „katastrofy” w oparciu o tę Konwencję i jej załącznik, jest bezprawnym dyktatem strony „rosyjskiej”. Sam to przyznał w zeznaniach w Sejmie. Samolot był cywilny, ale załoga wojskowa, lotnisko smoleńskie – wojskowe.

    – W związku z tym dotyczy to lotnictwa państwowego, którego nie obejmuje załącznik 13 do Konwencji o Międzynarodowym Lotnictwie Cywilnym.

    Wiedział, ale nie sprzeciwił się temu w imieniu Polski. „Ruscy” potem przez całe miesiące międlili dywagacje o tym, czy był to lot wojskowy czy cywilny. Nasze „mendia” także.

    Stosowny zapis tej Konwencji mówi:

    Niniejsza Konwencja stosuje się wyłącznie do statków cywilnych, nie stosuje się do wojskowych statków powietrznych.

    I dalej:

    Statki powietrzne używane w służbie wojskowej, celnej i policyjnej uważa się za statki powietrzne państwowe.

    „Statek” wiozący delegację polską do Katynia via Smoleńsk, był więc „statkiem” wojskowym. Miał znakowanie „M”. W związku z tym, a także z umową podpisaną w 1993 roku przez Polskę i Rosję – to polska strona, w przypadku katastrofy polskiego statku powietrznego, ma prawo badać katastrofę na terenie Rosji. Nieprzyjęcie zasad tej umowy, radykalnie szkodliwe dla dobra strony polskiej – to właśnie „hak” na Klicha z art. 129.

    Kiedy jeszcze nie było wiadomo, według jakich procedur będzie badana „katastrofa”, E. Klich arbitralnie zadecydował, że Polska będzie miała tylko jednego akredytowanego przedstawiciela przy MAK, podczas gdy załącznik do umowy z 1993 roku mówił o „wielu” przedstawicielach.

    Morozow wybrał więc „właściwego” przedstawiciela Polski. Znał E. Klicha. Spotykali się na konferencjach międzynarodowych.

    Porażające jest zachowanie tego przedstawiciela „strony polskiej”, czyli płk E. Klicha podczas jego spotkania z prezydentem Putinem. Wspominał:

    Jako pierwszy głos zabrał premier Putin, później jego zastępca pan Iwanow i jako trzecia, pani Anodina – szefowa MAK, która jasno powiedziała, że będzie procedowała według załącznika „13”.

    Klich przyjął tę decyzję mając przecież świadomość, że polski rząd nic o tym jeszcze /?/ nie wie.

    Dalszy monolog pułkownika Klicha:

    W związku z tym zorientowałem się… Aha, i Morozow mi mówi… od teraz ja jestem szefem. Więc już został wycofany ten przedstawiciel wojskowy…

    W ten arbitralny sposób, na dyktat Morozowa, bez wiedzy i akceptacji polskiego rządu, Klich pozbył się m.in. szefa grupy polskich ekspertów – płk inż. Mirosława Grochowskiego – uznanego autorytetu lotniczego, kierownika Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów. E. Klich przejął kierowanie polskim zespołem.

    Dalej, E. Klich mówił, że po jego zgodzie na zapis 13 Konwencji Cywilnej, już nie było sporu z Morozowem. Chwilę później powiedział /w Sejmowej Komisji/, że rząd nadal nic nie wie o prowadzeniu dochodzenia według załącznika „13”, eliminującego partnerstwo polskich przedstawicieli w pracach dochodzeniowych.

    Klich po tej milczącej zdradzie interesu i praw Polski, relacjonował:

    I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu, no, powiedziałbym dosyć ostro – powiedział mi, że ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem… przyjąłem jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski. /…/ Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow…

    Ten Szwejk w stopniu pułkownika WP nie potrafił sklecić ani jednego składnego zdania w rozmowach przed kamerami.

    W ramach „procedowania” według zasad umowy polsko-rosyjskiej z 1993 roku, Klich od początku wieszał psy na polskich lotnikach wojskowych. Jako „złe nawyki” Klich traktował np. awaryjne, czyli wymuszone lądowania wojskowych pilotów. Te „złe nawyki” to m.in. mistrzowskie lądowanie polskich lotników wojskowych samolotem cywilnej linii Exin Air. Samolot pilotowany przez lotników krakowskich, w pełnym obciążeniu wylądował na tafli zamarzniętego jeziora Ülemiste: na jednym tylko silniku i po awarii podwozia!

    Drugi taki „zły nawyk” wspomniany przez płk. E. Klicha, to nagłe zapadnięcie się podwozia przy bardzo dużej prędkości na rozbiegu do startu. Nikt z członków załogi nie został ranny.

    Oto te dwa „złe nawyki” polskich pilotów w ocenie E. Klicha! Gdyby się grzecznie rozbili na płycie lotniska lub zapadli pod lód, nie byłyby to „złe nawyki”.

    Te obelgi Klicha rozwścieczyły krakowskich pilotów.

    To jest oburzająca mowa nienawiści! Jeśli my musimy przerwać zadanie i siadać awaryjnie, to jest to dla Edmunda Klicha zły nawyk, nieodpowiedzialność i wojskowe łamanie procedur. Jeśli to zrobią piloci cywilni, to mamy do czynienia z dbałością o bezpieczeństwo, kunsztem pilotażu i ratowaniem życia pasażerów.

    Tak to ocenił pilot Pułku Lotnictwa Transportowego. Szkoda, że zachował anonimowość w relacji dla „Naszego Dziennika”, ale to zrozumiałe.

    E. Klich potwierdził przed sejmową komisją swój dyletantyzm w badaniu katastrof lotniczych: „Ja nigdy nie brałem udziału w badaniu takiej katastrofy w lotnictwie cywilnym”. To w jakiej roli, po co jechał do Smoleńska? Dlaczego zgodził się na rolę głupawego, dyletanckiego „przedstawiciela”? Kto mu pozwolił tam jechać? Kto na to wyraził zgodę? Czy jego alter ego – minister z wykształcenia psychiatra Bogdan Klich?

    Inny pilot z Komisji Badania Wypadków Lotniczych, niestety także zastrzegający anonimowość, w rozmowie dla „Naszego Dziennika” nie zostawił suchej nitki na kwalifikacjach Klicha:

    Klich zajmował się raczej bzdetami, typu np.: w aeroklubie startuje mała cessa i urządzenie wyważające jest źle przypięte. Albo że pilot szybowcowy drugiej klasy źle przyziemił i mu trochę skrzydło uciekło, tak, że nastąpił tzw. cyrkiel /…/ Potem biorą kogoś z aeroklubu jako eksperta, jakiegoś tam instruktora i piszą raport z szablonu.

    E. Klich zabrał się do „badania katastrofy Tu-154M nie mając pojęcia o jego budowie i systemach. Oto jedna z jego wpadek. W jednym z jego licznych wywiadów w roli gwiazdora „katastrofy” oświadczył, że bez systemu ILS /precyzyjnego podejścia do lądowania/ – nie da się odejść na drugi krąg z pomocą autopilota.

    W reakcji na to odkrycie, piloci nie mogli wyjść z szoku:

    System ten jest pomocny jedynie w czasie podejścia do lądowania, a nie podchodzenia – Ten przycisk, wyjaśnia pilot – jest niezależny od ILS. Wielokrotnie wykonywałem tym samolotem podejścia.

  25. MatkaPolka said

    Po prostu on wiedział wszystko. Ogłaszając, że „katastrofę” spowodował błąd pilota, także popełnił przestępstwo. Złamał kilka artykułów prawa, które pozwala na ujawnienie opinii publicznej szczegółów prowadzonego śledztwa tylko w uzasadnionych przypadkach przed orzeczeniem sądu.

    Natychmiast radośnie podchwyciła to rosyjska „komisja” i trzymała się tego „błędu pilota” jak rzep psiego ogona. Klich zawsze wypowiadał się po myśli Rosjan. Wyprzedzał je. Jakby był ich posłańcem, ich tubą: agentem wpływu.

    Po raz kolejny, po serii kilkudziesięciu wywiadów, tuż przed Bożym Narodzeniem Klich ponownie oskarżył pilotów tupolewa o błędy. Był to sadystyczny cios wymierzony w dobre imię pilotów oraz w ich rodziny. Rodziny, dla których te Święta miały być pierwszymi bez udziału mężów, ojców, synów…

    Sadystyczne kłamstwa „ministerki”
    Ewy Kopacz

    Ewa Kopacz jako lekarz składała kiedyś przysięgę Hipokratesa. Etyka lekarska nie przeszkodziła jej w wypluwaniu kłamstw o procedurach rzekomo towarzyszących obdukcji, sekcji zwłok, ich identyfikacji i wkładania do trumien.

    Oto ten makabryczny serial kłamstw „ministerki” zdrowia /własnego/ – Ewy Kopacz Kopacz.
    * * *
    – Kiedy przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokość jednego metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny, każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie /Kne-Sejm, 20 kwietnia/.
    * * *
    – W nocy z 10 na 11 kwietnia odbyły się wszystkie sekcje zwłok.
    * * *
    – Sekcje wykonywali specjaliści polscy i rosyjscy.
    * * *
    – Wyniki sekcji bliskich otrzymały rodziny.
    * * *
    – Wszystkie szczątki osób poległych w katastrofie trafiły do Polski.
    * * *
    – Każdy skrawek materii został przebadany genetycznie.
    * * *
    – Dysponujemy wszystkimi zapisami czarnych skrzynek.
    * * *
    – Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów przez pierwsze godziny[10].

    Kończymy te plugawe łgarstwa „ministerki” Ewy Kopacz przypomnieniem, że w październiku polscy archeolodzy wreszcie otrzymali pozwolenie Rosjan na wejście na miejsce „katastrofy”. Profesor A. Buko, kierownik polskiej grupy archeologów powiedział: „To technicznie niemożliwe” /przekopanie terenu „na głębokość jednego metra” – słowa Kopacz/, tym bardziej, że ziemia jest w tym terenie gliniasta/. Kopacz nie tylko tę ziemię przekopała, ale nawet „przesiała”.

  26. NICK said

    Piszę tylko po to by „odświeżyć” temat i zwrócić uwagę Czytelników na to, co MatkaPolka napisała powyżej.
    Poświęćcie nieco czasu. Czytajcie.

  27. Parch said

    Bardzo, bardzo ciekawy materiał Pani „Matko Polko”.
    Wiele szczegółów i faktów. Czy to rozwali III RP.
    Wątpię, ale…

  28. NICK said

    „Odświeżam”.

  29. awkzim said

    Pozwolę sobie kilku lub kilkunastu osobom podpaść i wprowadzić odrobinę racjonalizmu. Nie będę komentował wcześniej ujętych
    w niektórych wypowiedziach bzdur. Jako bzdury przyjmuję te wypowiedzi których nie można zweryfikować. Zajmowanie się mini jest bezproduktywną stratą czasu.

    Mój punkt widzenia jest spaczony blogiem prowadzonym przez zawodowców – piloci, kontrolerzy i inny personel naziemny.

    Pozwolę sobie zwrócić uwagę na klika aspektów tej sprawy. A zacznę od cytatu: „Podsumujmy styczeń: „Rosjanie” wiedzą o woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego, co do spotkania z prezydentem Miedwiediewem nad mogiłami katyńskimi, nasze ministerstwo spraw zagranicznych także już o tym wie, podobnie Rada Pamięci.” Należy podziwiać głupotę analityków prezydenta Kaczyńskiego wyobrażających sobie możliwość odstawienia cyrku antyrosyjskiego w obecności Prezydenta Federacji Rosyjskiej i na terenie Federacji. Naprawdę trzeba być zadufanym w sobie dupkiem aby coś takiego wykoncypować.

    Ma to swoje konsekwencje praktyczne, mianowicie ze statusem samolotu prezydenckiego. Podróż ta miała status prywatnej wycieczki Pana Kaczyńskiego. I dlatego na lotnisku w Smoleńsku czekał na niego tylko gubernator a nie Prezydent Federacji Rosyjskiej.

    Dalsze przygotowanie wizyty to już totalny cyrk:
    – brak przygotowanej załogi ( na 4 członków załogi tylko jeden miał aktualne uprawnienia);
    – brak aktualnej prognozy pogody na lotnisku docelowym;
    – w dokumentach nie było oznaczone jako lotnisko jedynie teren przygodny czyli kartoflisko, od 10 lat było wiadomo, iż lotnisko jest nieczynne;
    – błędne wyznaczenie lotnisk zapasowych;
    – źle ustawiony harmonogram czasowy, jeśli poważnie potraktować lotnisko zapasowe to wylot winien nastąpić kilka godzin wcześniej.

    Podobnie z samą realizacją zadania:
    – kto był dowódcą samolotu ( jest to istotne ponieważ dowódca samolotu podejmuje decyzje i za nie odpowiada )
    – pilot przekroczył swoje uprawnienia w znaczeniu możliwości wynikające z jego umiejętności;
    – na dłuższy czas przed lądowaniem wiadomo było o braku możliwości lądowania w Smoleński i co i się rozmazali na ziemi.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: