Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Adam Doboszyński o Konstytucji 3 Maja

Posted by Marucha w dniu 2015-05-02 (Sobota)

„Dramat 3-go Maja w świetle najnowszych badań. Cztery przestrogi z XVIII-go wieku” – odczyt Adama Doboszyńskiego, wygłoszony 24 maja 1939 roku w sali Stowarzyszenia Techników w Warszawie staraniem redakcji tygodnika literacko-społecznego „Prosto z Mostu”.

„Projekt włoskiego przybłędy”

Rok temu, w więzieniu lwowskim, wpadła mi w ręce książka wypożyczona jednemu z moich współwięźniów z biblioteki więziennej, napisana przez Józefa Bielińskiego w r. 1905 pod tytułem: „Żywot ks. Adama Czartoryskiego”.

Przypadkowo wziąłem tę książkę do ręki i zwróciłem uwagę na pewien niezmiernie charakterystyczny ustęp. Autor książki wspomina o memoriale, który ma się znajdować w archiwum Czartoryskich w Krakowie, memoriale podyktowanym w Paryżu w r. 1788 młodemu ks. Czartoryskiemu przez ks. Piattolego, włoskiego przybłędę, wówczas wychowawcę młodego Lubomirskiego, a następnie sekretarza Króla Stanisława Augusta i jedną z najwybitniejszych osobistości Polski w okresie Sejmu 4-letniego.

Ks. Piattoli podyktował młodemu Czartoryskiemu schemat poczynań konspiracyjnych, które miały na celu przeprowadzenie w Polsce reform. Na czele tej konspiracji miał stać Quatuorvirat – czterech mężów, związanych przysięgą i tajemnicą. Mieli to być ludzie bardzo wpływowi, dobrzy patrioci, bogaci, światli. Do pomocy tym Quatuorvirom miano wybrać 8 członków, również wpływowych i możnych.

Ta dwunastka stanowiłaby Kongres patriotyczny, który miał przeprowadzić zmianę ustroju w Polsce. Pierwszym zadaniem tego Kongresu byłoby skonfederowanie wszystkich województw, zawładnięcie wojskiem przy eliminowaniu zupełnym ówczesnego rządu, następnie przeprowadzenie wyborów do sejmu skonfederowanego. Sejm ten powinien był postanowić stworzenie stutysięcznej armii, wyznaczyć dwóch regimentarzów, jednego dla Korony, drugiego dla Litwy i wreszcie ustanowić Komitet Nadzwyczajny, który by kierował sprawami publicznymi na prawach dyktatorskich. Zamierzano poza tym utworzyć komisję, która zażąda od obywateli państwa przedstawienia sobie planów, projektów, myśli dotyczących przyszłej reformy.

Z tych referatów miał się wyłonić projekt przyszłej konstytucji, która miała być uchwalona przez Sejm. Poza tym mieli Quatuorviri w tajemnicy przed królem i rządem rozesłać swoich zaufanych mężów do wszystkich państw Europy w charakterze nieoficjalnych ambasadorów Polski. Na tych ambasadorów kwalifikowaliby się ludzie wyższych sfer, światli, towarzyscy i odpowiednio pod względem dyplomatycznym przygotowani. Wreszcie Komitet ten miał zawrzeć odpowiednie traktaty i ustalić politykę zagraniczną.

Masońskie kariery

Przeczytawszy o tym projekcie Piattolego puściłem wodze wyobraźni i starałem się odtworzyć dzieje tego tak brzemiennego w następstwa czterolecia, 1788 do 1792. Wyobrażałem sobie postać Piattolego, który stał się z czasem sekretarzem królewskim, a wówczas był wychowawcą młodego Lubomirskiego. Że Piattoli w ogóle dostał się do Polski i na to stanowisko dowodzi tylko, iż musiał należeć do masonerii.

Znamy z dzieła K. M. Morawskiego analogiczną karierę Lucchesiniego, również włoskiego przybłędy, który się dostał do masonerii, został powołany do Berlina, wkradł się w łaski Fryderyka i został posłem pruskim w Warszawie. Kariera Piattolego szła podobnie: dostał się do Warszawy, dostał się na dwór polski i jako preceptor jednego z młodych Lubomirskich wyjechał do Paryża. W Paryżu nastąpiło zapewne wtajemniczenie go do wyższych stopni masońskich. I wówczas Piattoli w tej stolicy ówczesnego świata, w której przygotowywała się rewolucja, podyktował młodemu Czartoryskiemu plan opanowania Polski, przeprowadzenia analogicznej imprezy, jaką masoneria zamierzała wykonać we Francji.

Bo uprzytomnijmy sobie, kiedy to było.

Jest to rok 1788. O dwa lata wcześniej we Frankfurcie odbył się zjazd zakonu masońskiego Illuminatów, na którym to zjeździe, jak to dzisiejsi historycy stwierdzają, zapadła uchwała zniesienia we Francji monarchii i jakoby zapadł również wyrok śmierci na Ludwika XVI. Nie będzie zapewne dalekie od prawdy przypuszczenie, iż równocześnie z postanowieniem wywołania we Francji rewolucji musiano postanowić wywołanie analogicznej rewolucji i w Polsce. Świadczy o tym zupełna synchronizacja rewolucji francuskiej i bezkrwawej rewolucji, jaką był Sejm Czteroletni.

W roku 1788 – a więc w dwa lata po frankfurckiej decyzji wywołania rewolucji – czynione są we Francji przygotowania do zwołania Stanów Generalnych, a w rok później zostały zwołane te Stany, poprzedzone zarządzeniem przedłożenia przez wszystkie gminy tzw. „cahiers de doleances”, zażaleń i wniosków poprawy. Rzecz ciekawa, iż Piattoli w swoim memoriale proponuje również zażądanie od obywateli Rzpltej przedstawienia Komisji projektów dotyczących przyszłej reformy.

Widzimy daleko idącą analogię. Jest rzeczą zupełnie jasną nie tylko dziś, ale musiało być jasne i wówczas, iż żądanie od każdej gminy w kraju przedstawienia projektów naprawy konstytucji jest rzeczą całkowicie utopijną i może mieć jedynie na celu wywołania nastrojów rewolucyjnych.

Quatuorvirat

Zastanawiałem się, kto mógł należeć do tego Quatuorviratu, kierującego losami Polski i skojarzyłem sobie w głowie projekt Piattolego z jednym ze sprawozdań, które w czasie Sejmu Czteroletniego wysłał do króla pruskiego jego wysłannik w Warszawie Lucchesini. Otóż Lucchesini pisze, że ówczesna Polska, jej polityka, a w szczególności działalność Sejmu Czteroletniego zależy od ściśle zakonspirowanej czwórki ludzi, do których należą Potoccy Ignacy i Stanisław, marszałek Stanisław Małachowski, i reprezentant Małopolski, będącej pod zaborem austriackim, Ignacy Morski.

Tych czterech ludzi było tak zakonspirowanych, iż o tej czwórce kierującej nie wiedział król polski…, ale wie o nich ambasador króla pruskiego Lucchesini. Lucchesini zawiadamia swego monarchę, jakie będą posunięcia tych zakonspirowanych Quatuorvirów, daje im rady i wskazówki i nawet w liście skierowanym do króla pruskiego zapowiada, jakie będą przyszłe posunięcia tych zakonspirowanych władców Polski.

Szczegół ten zaczerpnąłem z książki Jędrzeja Giertycha, który wziął go z Kalinki piszącego przed pięćdziesięciu laty. Giertych wyciąga wniosek, iż ludzie ci obdarzali Lucchesiniego swoim zaufaniem dlatego, iż był to ambasador sprzymierzeńca Polski. Mam wrażenie, iż podstawy zaufania rządzących Polską Quatuorvirów do Lucchesiniego nie tworzył fakt, iż Lucchesini był ambasadorem Prus, tylko, że Lucchesini był wysokiego wtajemniczenia masonem.

Tak czy owak możemy stwierdzić fakt już dzisiaj niewątpliwy, ustalony historycznie, iż Polską z czasów Sejmu Czteroletniego kierowało, może mówię za silnie, w każdym razie w tej Polsce decydującą rolę odgrywało dwóch przybłędów, nie mających z Polską nic wspólnego: jednym z tych ludzi był Lucchesini, drugim był Piattoli. Doszło do tego, iż projekt Konstytucji 3-go Maja spisano po francusku, gdyż Piattoli językiem polskim nie władał i potem dopiero przetłumaczono ten projekt na język polski.

Czy obalać mit?

Tyle jako wstęp do tych rzeczy, które chciałbym Państwu dziś wieczorem powiedzieć.

Przyznaję się, iż przemyśliwując te dziwne okoliczności Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3-go Maja popadłem w poważną rozterkę. Zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle posuwać się po tej drodze, czy interesować się kulisami tych zdarzeń, czy też raczej stanąć na stanowisku, na jakim Polska stoi od lat stu, na stanowisku nie tykania mitu 3-go Maja. Przecież na tym micie chowało się w Polsce szereg pokoleń, ten mit za czasów rozbiorów zagrzewał ludzi do wysiłków, ten mit rozgrzewał zesłańców wędrujących na Sybir – i wielu, wielu jest ludzi w Polsce, dla których ten mit stanowi rzecz bardzo szacowną i drogą. Mówię tutaj oczywiście o ludziach dobrej woli. Poza tym jest wielu ludzi, dla których ten mit stanowi broń, którą z pełną świadomością i cynizmem operują. Że ten mit działa, to widzimy co roku w dniu 3-go maja.

Zastanawiając się nad rolą Lucchesiniego i Piattolego, zastanawiałem się nad tym, czy należy ten mit obalać, czy należy iść dalej po drodze, którą szło w Polsce wielu badaczy: i Kalinka przed 50 laty, i K. M. Morawski, po części prof. Skałkowski i wielu innych. Zastanawiałem się, czy my mamy dziś po odzyskaniu niepodległości burzyć ten mit, czy powinniśmy go zachować. Warunkiem zachowania tego mitu jest zaprzestanie wszelkich dalszych badań na ten temat i zaprzestanie popularyzowania rewelacyjnych wyników tych badań.

I tu uprzytomniłem sobie dwa rodzaje zarzutów, które wysuwają przeciwnicy burzenia mitu 3-go Maja. Jeden zarzut klasyczny, znany wszystkim, o którym wie każda służąca i każdy dorożkarz, tj. zarzut szargania świętości: święto 3-go Maja, to święto narodowe. Nie wolno tego tykać.

Zarzut ten łączy się w bardzo ciekawy sposób z tak żywą w ostatnich czasach dyskusją na temat bronzowienia i odbronzawiania wielkich ludzi i wielkich zdarzeń. Bywają mity pewnych faktów historycznych i bywają mity ludzi, i tak jak bronzowić i odbronzawiać można ludzi, tak również można ubronzawiać i odbronzawiać pewne fakty historyczne. Weźmy na przykład mit Unii lubelskiej, mit również działający potężnie na umysły i wyobraźnię. Nie trudno byłoby przypuszczam ten mit w takiej czy innej formie odbronzować i wiem, iż w tym kierunku przedsiębrane są próby.

Można by zbadać, jak to było w Lublinie, można by spróbować ten fakt historyczny umniejszyć, odbrązować, ośmieszyć. Czytałem niedawno książkę, która wprowadza za kulisy wyprawy wiedeńskiej. Ale jeżeli chodzi o kwestię ubronzowania pewnych faktów historycznych, to zdaje mi się, że sprawa 3-go Maja stanowi tutaj wypadek zupełnie klasyczny. Naród stoi dziś wobec dylematu, czy dalej bronzować akt 3-go Maja, czy puścić snop światła i starać się wykryć prawdę, prawdę historyczną, tyczącą się Sejmu Czteroletniego, w szczególności aktu 3-go Maja.

Jest jeszcze druga strona tego medalu. Chodzi o rzecz bardzo dziś modną w psychologii i to zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej: o kwestię kompleksu niższości. Pytanie wygląda tak: czy należy w narodzie, który cierpi chronicznie od lat 200 na kompleks niższości, ten kompleks niższości pogłębiać przez dewaluowanie pewnych zdarzeń, które przywykliśmy uważać za zdarzenia wielkiej miary w życiu narodu?

Czy nie jest niezręczna taktycznie chęć, by ten wspaniały zryw patriotyczny, tę wspaniałą reformę, którą zwykliśmy wielbić, nagle detronizować?

Czy nie dojdzie wówczas naród do tego wniosku, iż skoro nawet tak wzniosły fakt okazuje się w rezultacie faktem ujemnym, i skoro największe nasze zrywy, że tak powiem, państwowotwórcze zostały w ciągu ostatnich dwustu lat inicjowane i wyreżyserowane przez ręce obce, ręce przynajmniej obojętne, jeżeli nie wrogie – czy uświadomienie sobie przez naród takiego faktu nie pogłębi w nim tej rozterki duchowej, w której naród polski od dwustu lat się znajduje? Czy w chwili, kiedy prężymy się do skoku, w chwili skupienia wszystkich sił psychicznych, moralnych i intelektualnych, tego rodzaju podważanie pewnych wszczepianych w umysły Polaków pojęć nie jest rzeczą po prostu karygodną?

Wiem, iż wychodząc z tej sali będziecie się Państwo w rozmowach swoich nad tym zastanawiali, czy jest rzeczą dobrą czy złą, że ten temat dziś poruszam? Jestem przekonany, że zdania na ten temat będą rozbieżne. Jednak chcę stwierdzić, że zdaję sobie sprawę z tego, iż te próby odbronzawiania aktu 3-go Maja mogą tylko wówczas być usprawiedliwione, jeśli potrafi się wykazać, że ten mit w życiu narodu stał się szkodliwy. I to jest celem dzisiejszego odczytu.

Szkodliwy mit

Jestem najgłębiej przekonany, iż mit 3-go Maja, mit tego masowego zrywu, którym naród polski zadokumentował jakoby przed światem swoją wolę do samoistnego bytu i swą umiejętność stworzenia nowych form życia państwowego, stał się dziś szkodliwy. Uważam, iż w miejsce tego mitu powinna przyjść prawda. Dlaczego?

Przyznam się, iż już dość dawno, może od lat dwudziestu, nie rozumiem w pełni ludzi, którzy mówią, że to jest takie niesłychanie krzepiące dla naszej świadomości narodowej poczucie, iż na dwa lata przed upadkiem zdobyliśmy się na tak wspaniały zryw. Przyznam się, że to rozumowanie nie trafia mi do przekonania. Gdybym wiedział, że Polska upadła w chwili największej depresji, największego wyczerpania sił twórczych, gdybym mał przekonanie, że Polska upadła dlatego, bo wszyscy wielcy ludzie w narodzie byli zgnici, bo Polska nie miała ani ludzi ofiarnych, ani dobrej woli, to wówczas można by powiedzieć, że była to rzecz nieunikniona: Polska musiała upaść.

Ale ta myśl, iż znalazło się wielu ludzi światłych, ofiarnych, że znalazła się elita, grono wybrane, które zdobyło się na to, by naród wprowadzić na drogę świetlanego rozwoju i że naród zdobył się nawet na rzecz wiekopomną, którą zaimponował całemu światu, a w półtora roku później Polska upadła i to upadła w sposób haniebny, nie bójmy się tego wyrazu – kampania Poniatowskiego i Kościuszki, którzy mieli bronić Konstytucji 3-go Maja, miała przebieg niesłychanie żałosny; król i Kołłątaj w haniebny sposób zgłaszają swój akces do Targowicy – ta myśl o niechlubnym końcu niepodległego bytu Polski jest potworna.

Odpowiada się na to: zrehabilitowało nas powstanie Kościuszki. Powstaniem Kościuszki Polska jakoby zadokumentowała, iż broni nie tylko swojej niepodległości, ale i idei wyrażonych w Konstytucji 3-go Maja. Czy to twierdzenie jest aby słuszne?

Dla mnie cały problem naszych powstań łączy się psychologicznie ściśle z problemem Konstytucji 3-go Maja. Wielbię i podziwiam twórców, inicjatorów i wykonawców naszych powstań, uczestników powstania Kościuszki, uczestników Legionów, uczestników powstania w r. 1830, uczestników powstania w r. 1863, uchylam czoła również przed krwią ofiarnie przelaną w r. 1905, nie kwestionuję faktu, że z najtragiczniejszych nawet klęsk naród wyciągał duże korzyści moralne, krzepiące go do dalszej walki, ale te wszystkie zdarzenia historyczne pogłębiają we mnie jeszcze ten kompleks niższości.

Ja mówię sobie: jeżeli tylokrotnie najlepsi członkowie naszego narodu, najbardziej ofiarni, najbardziej bohaterscy zdobywali się na walkę o niepodległość – tyle razy z takim poświęceniem, z taką ofiarą, i jeżeli zawsze ta rzecz paliła na panewce, jeżeli nasze powstania nie dały nam niepodległości, mimo iż niekiedy byliśmy od tej niepodległości bardzo niedaleko, to mam wrażenie, że bronzowanie tych wszystkich mitów jest niecelowe. I jest celowe i pożądane oświetlenie, dlaczego wysiłki najlepszych synów narodu polskiego na przestrzeni 150 lat prowadziły z reguły do przegranej.

Uważam, że jeżeli się da to oświetlenie, i jeżeli w mózgi ogółu Polaków wrazi się myśl, iż był jakiś powód konkretny, wyraźny, dla którego wysiłki najlepszych synów narodu przez 150 lat nie doprowadziły do zwycięstwa, uważam, że jeżeli się myśl taka w umysłach ogółu Polaków wryje, to wówczas nasz kompleks niższości nie tylko się nie pogłębi, ale przeciwnie zniknie: poczujemy się na siłach do stawiania czoła niebezpieczeństwom, gdy będziemy wiedzieli, czego unikać, by zamiast tryumfu wszelkie nasze wysiłki nie kończyły się tragicznie.

Problem bronzowienia

Mówi się o szarganiu świętości, o symbolach, mówi się o autorytetach. Pamiętamy wszyscy niedawną dyskusję na temat bronzowienia Mickiewicza, na temat odbronzawiania Sobieskiego – opinia publiczna doszła wówczas mniej więcej do takiego wniosku:

Każdy wielki człowiek ma swoje małe strony, ma swoje śmieszności, miał w życiu chwile, których się wstydzi, ma swoje zakamarki, do których nierad zagląda. Problem wygląda w ten sposób: czy te ujemne momenty, w życiu wielkiego człowieka nieuniknione, czy te ujemne strony równoważą jego zasługi, które w opinii polskiej zostały ubronzowane? Innymi słowy, czy zasługi Mickiewicza, o których wie każdy dwunastoletni czy czternastoletni Polak, czy te zasługi nikną w porównaniu z pewnymi ujemnymi cechami charakteru czy epizodami życia?

Weźmy postać Sobieskiego. Sobieski w umyśle ogółu Polaków jest postacią rycerską, symbolizującą rolę Polski jako przedmurza chrześcijaństwa, Sobieski to jest wielki wódz, to jest nieustraszony rycerz, to jest wielki katolik. I pamiętamy wszyscy niedawno wydaną książkę, oświetlającą życie zakulisowe, oświetlającą od tyłu życie Sobieskiego. Książka ta napsuła bardzo dużo krwi. I znowu wyłania się pytanie: czy pewne ciekawostki z życia Sobieskiego, które mogą rzucić na niego światło nieprzychylne, podrywają kontury postaci Sobieskiego, jakie się wyryły w mózgach i przede wszystkim w sercu każdego Polaka? Mam wrażenie, że nie podrywają. Tak samo, jeżeli chodzi o rewelacje o Mickiewiczu mam wrażenie, że nie podrywają bynajmniej zasadniczego obrazu tego najgenialniejszego moim zdaniem człowieka, którego wydały dzieje Polski.

Problem bronzowienia czy odbronzowiania łączy się więc ściśle z problemem narastania pewnych świętości, pewnych autorytetów w życiu narodu. I może ustalimy tutaj pewne zasady: możemy powiedzieć, że jeżeli pewne mity osnuły się dokoła wielkich postaci i zdarzeń historycznych, jeżeli jakiś mit mający wielkie walory jest w ogólnych zarysach prawdziwy, wówczas mamy prawo żądać, by zbyt natarczywie nie szukano dziur na całym, by zbyt natarczywie nie zaglądano za kulisy ludzi i wypadków.

Ale bywają wypadki, kiedy mity są w swym ogólnym zrębie nieprawdziwe, jak to jest z mitem 3-go Maja. Uważam, że skoro badania historyczne doprowadzają do wniosku, iż dany mit w ogólnym swoim zarysie jest nieprawdziwy, to nie jest celowe i nie jest wskazane ten mit bronzowić, przeciwnie – należy dążyć do prawdy.

Przez lat 150 z Sejmu Czteroletniego i z Konstytucji 3-go Maja tworzono pewien symbol. Cel był podwójny. Jeden był cel, który przyświecał ludziom dobrej woli, aby naród w swej walce o niepodległość miał siłę motoryczną, która by zagrzewała serca i wyobraźnię. Drugi był cel jeszcze wyraźniejszy, cel masoński.

Sejm Czteroletni i Konstytucja 3-go Maja, to typowe osiągnięcia masonerii, to nie tylko tryumf masonerii jako takiej, ale tryumf ducha masońskiego i metod masońskich w życiu polskim. Jest rzeczą jasną, iż masoneria, która rządzi Polską od lat dwustu, była zainteresowana w tym, by ten mit podsycać – i jest nadal zainteresowana. I ostrzegam Państwa przed wszelkimi próbami, czynionymi już od lat wielu, podważenia, podrywania i ośmieszenia wszelkich usiłowań, dążących do rzucenia światła na kulisy 3-go Maja.

Powtarzam jeszcze raz: jest w Polsce dużo ludzi, którzy w dobrej wierze starają się ten mit galwanizować i utrzymywać. Ale mit ten stał się zupełnie wyraźnie określoną bronią i jednym z narzędzi masonerii dla utrzymania jej wpływów w Polsce. W tym sensie mit ten jest narzędziem bieżącej polityki i narzędzie to musi być z rąk masonerii wytrącone. (Oklaski).

Reformy Czartoryskich czy 3-ci Maj?

Antyrosyjski sojusz Rzeczypospolitej z Prusami, wspieranymi przez Wielką Brytanię (29.03.1790) był samobójczym błędem Polaków.

Spośród Polaków najbardziej wpływowym działaczem był w epoce Sejmu Czteroletniego ks. Kołłątaj. Obok Kołłątaja znamy wiele nazwisk myślicieli, publicystów, działaczy politycznych i społecznych, widzimy imponującą plejadę ludzi dążących do naprawy Rzeczypospolitej. I utarło się u nas mniemanie, że Konstytucja 3-go Maja, że cały dorobek Sejmu Czteroletniego, to był przewrót, to był przełom w duchowym życiu Polski. Uczono nas, że po dwustu latach nierządu dopiero w latach 1788/92 skierowano wreszcie nawę Rzeczypospolitej na tory odrodzenia i odrzucono to wszystko, co w Polsce było zgniłym i rozszarpano wreszcie te węzły ustrojowe, które przeszkadzały narodowi w duchowym renesansie.

W moim przekonaniu mniemanie to jest błędne. Nasze oficjalne dziejopisarstwo waha się z zajęciem stanowiska na ten temat. Mógłbym się jednak powołać na profesora Uniwersytetu Poznańskiego, Skałkowskiego, który rzucił tę myśl – myśl, którą podchwytuję, i która moim zdaniem powinna się stać w Polsce własnością szerokiego ogółu, myśl, że okres, w którym Polska weszła na drogę przełomowych reform, to był okres wcześniejszy o ćwierć wieku od Konstytucji 3-go Maja, okres reform Czartoryskich w latach 1764-1768.

Ponieważ rzecz tę uważam za niezmiernie ważną, więc pozwolę sobie trochę szerzej na ten temat tutaj pomówić.

Choroba saska

Musimy sięgnąć do czasów saskich, do czasów najgłębszego upadku. Polska jest wówczas ciężko chora. Trawi ją od stu lat gorączka złotej wolności, choruje na demokratyzm, zanik władzy i autorytetu, choruje na nieodłączny od liberalnej demokracji pacyfizm, który zabija w narodzie cechy rycerskie i naród towarzyszów pancernych przemienia w naród hreczkosiejów. Choruje Polska na materializm – ciężkie niedomaganie, prowadzące do rozhartowania charakterów i do zaniku cnót obywatelskich.

Prawda, że w tych ciężkich czasach zacieśniają się więzy, łączące polskość z katolicyzmem. Ale nie jest to już, niestety, katolicyzm Oleśnickich i Hozjuszów, a tym bardziej nie jest to surowy i zdobywczy katolicyzm średniowiecza, wiara gorąca jak płomień, w której ogniu przetapiają się przywary osobiste i niesprawiedliwości społeczne. Katolicyzm XVIII wieku jest chory. I to jest jednym z powodów, dla których tak ciężko chora była w XVIII wieku i Polska.

Skończyła się już ofensywa kontrreformacji; podgryzany racjonalizmem, w rozbracie ze schodzącą na manowce wiedzą, podminowany masonerią, zagnieżdżającą się nawet w szeregach duchowieństwa, Kościół katolicki wchodzi w XVIII wieku w okres słabości, z którego zaczyna się tryumfalnie dźwigać dopiero w naszych czasach. Nawiasem mówiąc, w chwili, gdy katolicyzm tryumfalnie się dźwiga, dźwiga się również i Polska.

Osłabiony w XVIII wieku katolicyzm nie mógł się stać dźwignią, która by dopomogła Rzpltej do poniesienia się z upadku. Pijana tradycjami dawnej świetności, pijana rozpasaniem demokracji szlacheckiej, pijana małmazją i węgrzynem, Rzeczpospolita staje się bezwładna i bezbronna. Dokoła warują uzbrojeni po zęby i żarłoczni sąsiedzi. Jeszcze 6 dziesiątków lat hamuje króla pruskiego Rosja, licząc na to, że cała Polska stanie się jej łupem.

W wyczerpanym organizmie Polski zagnieżdżają się bakcyle masońskie. Masonem jest nie tylko August II, nie tylko bigot August III, ale stanie się nim również i Stanisław Poniatowski. Pierwszy ślad istnienia masonerii w Polsce spotykamy pod datą 1729. Im dalej w wiek XVIII, tym większy w Polsce zasięg wpływów masońskich.

Z ducha i potrzeb narodu

Ale epoka saska nie jest tylko epoką upadku i marazmu. Zawsze tak bywa, że gdy naród osiągnie dno upadku, wówczas widzimy już narastające siły, które mają, o ile naród nie jest przeznaczony na zagładę, wyprowadzić go z powrotem na drogę wielkości. W upadku saskim budzi się w narodzie polskim świadomość klęski i potrzeba odrodzenia. Dwu braci Czartoryskich, Michał i August, organizują stronnictwo zwane „familią”, stronnictwo, które niewątpliwie wypływa z ducha narodu polskiego, stronnictwo, które nie szukało inspiracji z zewnątrz, które co prawda szukało nieraz pomocy na zewnątrz kraju, które pod koniec swojej działalności sprzymierzyło się nawet z Rosją, ale które było wyrazem ducha i potrzeb narodu.

Obok Czartoryskich wysuwają się na czoło w tym stronnictwie kanclerz Zamoyski i ks. Konarski. Idee ich krążą po kraju, zastępy ich zwolenników są zwarte i liczne.

I wreszcie przychodzi chwila pomyślna, w której Czartoryscy mogą przystąpić do wykonania swoich reform. August III umiera, Stanisław August Poniatowski, siostrzeniec Czartoryskich, zostaje królem. I wówczas to na sejmie r. 1764 Czartoryscy przystępują do reform zdaniem moim głębszych, dalej sięgających niż reformy, których dokonał Sejm Czteroletni. Przede wszystkim do reform przemyślanych, do reform dojrzałych. Reformy Czartoryskich są dojrzałe, przeprowadzane ręką mistrzowską. Nie będę się tutaj wdawał w szczegółową historię. Muszę stwierdzić, iż w najważniejszych dla życia polskiego sprawach, a więc w sprawie mieszczańskiej, w sprawie żydowskiej i w sprawie ustroju – Czartoryscy rzucili podwaliny pod odrodzenie Polski.

Weźmy kwestię Żydów, tak chętnie przemilczaną przez naszych historyków. Czartoryscy przeprowadzili w r. 1764 na sejmie rozwiązanie sejmu żydowskiego, tzw. sejmu czterech prowincji, który od lat 150 rządził żydostwem w Polsce. Trzeba pamiętać, iż w latach minionych większość sejmów polskich zerwano za poduszczeniem Żydów. Czartoryscy położyli kres rozwojowi żydowskiej potęgi: rozwiązali sejm żydowski, skasowali automatyczną nobilitację chrzczonych Żydów, nałożyli na Żydów pogłówne. Wreszcie w r. 1763 wyszedł dekret, który mógł był rozwiązać problem żydowski: wydano nakaz zawierania przez Żydów paktu z każdym miastem polskim, przy czym jeżeli miasto paktu nie zawrze, to Żydom nie wolno działać i mieszkać w danym mieście. Jak widzimy, problem żydowski wszedł w reformach Czartoryskich na drogę radykalnego załatwienia.

To samo, jeśli chodzi o sprawę mieszczan. Nie będę się wdawał w szczegóły. Muszę stwierdzić tylko, że renesans miast polskich datuje się już od reform lat 1764-68. Sejm Czteroletni przychodzi do gotowego, zastaje miasta zregenerowane, a jednak dopuszcza przedstawicieli miast do Sejmu tylko z głosem doradczym. Można powiedzieć, iż Sejm Czteroletni na punkcie mieszczan, ich prerogatyw okazał się o wiele mniej śmiałym i odważnym niż książęta Czartoryscy, pomimo, iż za czasów Sejmu Czteroletniego przewodnicy mieszczaństwa polskiego zorganizowali się w masonerii i dzięki temu mogli liczyć na większe uwzględnienie swoich dezyderatów.

Jeżeli chodzi o kwestię chłopów, to w r. 1767 uchwalił sejm karę śmierci na szlachcica, zabijającego chłopa. Jest to bodaj od czasów Kazimierza Wielkiego pierwsza ustawa na korzyść chłopa w Polsce, ustawa, która bierze chłopa pod opiekę prawa, która daje mu prawa ludzkie. Należy stwierdzić, iż Sejm Czteroletni, w szczególności Konstytucja 3-go Maja nie zrobiły dla chłopa nic.

Wreszcie kwestia ustroju. Liberum veto jak rak toczyło Polskę do stu lat. Należy stwierdzić rzecz bezwarunkową i w naszej historii dziwnie mało podkreślaną, iż właśnie Czartoryskim zawdzięcza Polska faktyczne zniesienie liberum veto.

Na sejmie elekcyjnym w r. 1764 Czartoryscy przeforsowali, iż wszystkie następne sejmy będą nadal odbywały się pod węzłem konferencji. Ustrój polski wymagał, jak wiadomo, do uchwał sejmowych jednomyślności, ale przewidywał instytucję konfederacji. Gdy naród polski był w niebezpieczeństwie, kiedy groziła mu katastrofa, wówczas zawiązywał konfederację, a w tej konfederacji obowiązywała zwykła większość głosów. Z reguły stawało się to z chwilą śmierci króla. Sejmy tzw. konwokacyjne, a następnie elekcyjne odbywały się od czasów Zygmunta Augusta pod węzłem konfederacji, tzn. decydowała większość głosów.

Czartoryscy przeprowadzili swą reformę ustroju w sposób klasyczny, usuwając zło, a pozostając w ramach tradycyjnego ustroju Rzpltej. Zwalczyli liberum veto w ten sposób, że na przyszłość wszystkie sejmy miały się odbywać pod węzłem konfederacji, tym samym na przyszłość wszystkie sejmy miały rozstrzygać większością głosów.

Najgłębsza tragedia naszych dziejów

Gdyby ta reforma się była utrzymała, wówczas konstytucja polska, ustrój Polski, byłby w 95 % raz na zawsze uzdrowiony. Niestety, wróg czuwał. Katarzyna zorientowała się poniewczasie do czego dążą Czartoryscy i zażądała wycofania głównych reform, a w szczególności zażądała rozwiązania konfederacji.

I tutaj następuje tragedia, jedna z najgłębszych tragedii naszych dziejów, tragedia, do której opisania nie wziął się do tej pory żaden pisarz, nie znalazł się dramaturg, który by ją wniósł na deski teatralne. Tragedia, z której płynie dla nas bardzo głęboka nauka.

Tragedia tym większa, iż król Stanisław August, człowiek słabego charakteru, wiotki jak trzcina, człowiek, o którym historycy wydają jak najbardziej ujemny sąd, jednak zdecydował się na otwarty konflikt z Katarzyną i wydał odpowiednie rozkazy wojsku. Niestety, Czartoryscy ustąpili i przyjęli gwarancję Katarzyny.

Obaj Czartoryscy, starcy liczący już wówczas grubo powyżej 60 lat, ludzie krwi jagiellońskiej, fortun ogromnych, przyzwyczajeni od lat kilkudziesięciu do rzucania swego głosu na szalę wszystkich wydarzeń w Polsce, ludzie, za którymi szła większość patriotów polskich, ludzie, którzy dla przeprowadzenia w Polsce reform nie wahali się posłużyć Rosją wbrew własnym interesom Rosji, wielcy politycy, którzy własnymi rękoma położyli zrąb swoich reform, którzy wprowadzili Polskę na drogę wiodącą do odrodzenia – natknąwszy się na sprzeciw Katarzyny załamali się i ustąpili.

Pierwsza przestroga

Są to rzeczy zbyt mało znane i dlatego uważałem za mój obowiązek szeroko Państwu tu o nich opowiedzieć, gdyż płynie z nich pierwsza przestroga, jaką musimy wynieść z tych bolesnych czasów, przestroga jakże aktualna dla dzisiejszej epoki. Okazuje się, iż nie wystarczy jasny pogląd na potrzeby kraju, bo tego Czartoryskim nie brakowało.

Nie wystarczą dobre chęci, nie wystarczy zapał i patriotyzm – potrzeba hartu. Ludzie, stojący na czele narodu, muszą być twardzi i nieustępliwi, bohaterscy i ofiarni, nie zdemoralizowani posługiwaniem się zagranicznymi ideami i zagranicznym oparciem. Kierownicy narodu muszą mieć charaktery hartowne! Tylko wówczas naród może być pewny dobrej przyszłości, jeżeli ma to przekonanie, iż ludzie kierujący nim są hartowni jak stal! (Oklaski).

Ostatni zryw

Na gwarancję Rosji, która najbardziej ślepym z Polaków otworzyła wreszcie oczy, na dokonaną już faktycznie utratę niepodległości, odpowiedział naród konfederacją barską. Zapamiętajmy to sobie dobrze: Bar, to ostatni niezależny zryw narodu aż po nowożytny, obecny ruch narodowy. Ostatni.

Podkreślam jeszcze raz to, o czym mówiłem na początku mego odczytu, iż uchylam jak każdy Polak czoło przed bohaterstwem i ofiarnością ludzi, którzy do bojów o niepodległość Polski w tylu heroicznych zrywach powstawali, ale stwierdzam, iż ostatnim zrywem podyktowanym duchem czysto polskim, nie skażonym obcymi ideami, a w szczególności ideami masońskimi, iż ostatnim czysto narodowym zrywem aż po czasy nowoczesnego ruchu narodowego, to był Bar.

Wszystko, co się dziać będzie z Polską między epoką księdza Marka Karmelity, a czasami Romana Dmowskiego, to poczynania wyrosłe z ideologii obcej duchowi polskiemu, po części i z inspiracji obcej, choćby te poczynania były jak najbardziej ofiarne i bohaterskie. Polska była heroiczna, ale inspiracja, ale sposób myślenia, ale duch był obcy.

Bar, to po nasze czasy ostatni samodzielny poryw ducha narodowego, poryw tak trudny do rozgryzienia dla masońskich historiografów, bo irracjonalny, nie usiłujący realizować jakiegoś programu, ale samozachowawczy, poczęty z najgłębszego ducha duszy polskiej, chcącej bronić swej swoistości, swej najgłębszej narodowej więzi psychicznej i swej wiary przed brutalnym dotykiem łap azjatyckiego najeźdźcy.

I może dlatego, że walka ta szła nie o materialną stronę życia, ale o jego treść najgłębszą, zrozumieli do gruntu u nas epokę barską jak dotąd tylko poeci. Nie mogę czytać bez wzruszenia pieśni konfederatów, przypominających raczej hymny religijne, niż piosenki bojowe. Iluż poetów natchnęła promienna postać księdza Marka!

Czasy te tak silny rzucają urok, że nie znam dziś nawet historyka, który by potrafił ustosunkować się do nich z beznamiętnym obiektywizmem. Jeśli kiedy, to niewątpliwie wówczas mogła Polska nagłym zrywem nawrócić na drogę, wiodącą do naprawy i zachowania niepodległości bytu. Nie 3-go Maja, bo wówczas Polska nie była już sobą, duch narodu był skażony. Nie 3-go Maja, nie w czasie Sejmu Czteroletniego, lecz w czasie Baru mieliśmy ostatnią szansę ratunku.

Czytając te dzieje, widzi się to, czuje przez skórę. Przecież ówczesna Polska to jeszcze po obu stronach barykady ludzie myślący naprawdę narodowymi kategoriami: z jednej strony obóz Czartoryskich, którzy wzięli na swe barki ciężki trud wyprowadzenia z błota ugrzęźniętego wozu Rzeczypospolitej, z drugiej strony Pułascy, Krasiński, ludzie dążący, choć może chwilami po omacku, do tego samego celu. Niech się te dwa zwaśnione obozy ze sobą pogodzą, niech dojdzie rzeczywiście do zjednoczenia narodu na platformie wspólnej walki z Rosją, a zwycięstwo wydaje się niewątpliwe. Kilkakrotnie w ciągu tych długich czterech lat bojów konfederackich zjednoczenie to wydaje się tak bliskie, że tylko rękę wyciągnąć: zjednoczenie wydaje się być kwestią miesięcy czy tygodni.

Ręka masońska

Niestety, wówczas jak i dziś, wróg czuwa. Na podstawie najnowszych badań nie wolno nam wątpić, że to masońskie intrygi, konszachty i zabiegi udaremniły zgodę między konfederatami, a obozem króla i Czartoryskich. Badania Kazimierza Mariana Morawskiego wykazały, iż dwukrotnie w czteroletnich dziejach konfederacji barskiej zdawało się już dochodzić do zjednoczenia narodu, do zjednoczenia króla i Czartoryskich z Barem.

W trzecim roku istnienia konfederacji przyjeżdża z Paryża płk. Dumouriez, delegowany przez rząd francuski na politycznego doradcę i wodza konfederacji. Płk. Dumouriez dostaje oficjalne polecenie doprowadzenia do zgody między królem a konfederacją. Przyjeżdża do Polski, i nagle z jego wpływu Generalność konfederacji ogłasza detronizację króla. Grom z jasnego nieba, niszczący w zarodku wszelkie możliwości porozumienia.

Przez półtora wieku fakt ten był niezrozumiały. Obecnie Kazimierz Marian Morawski wyjaśnił, że poza oficjalnym ministerstwem spraw zagranicznych działał w Paryżu jeszcze tzw. „sekret królewski” Ludwika XV, instytucja obsadzona przez masonów. Ten „sekret królewski” wydał Dumouriez’owi polecenie doprowadzenia do detronizacji Stanisława Augusta, a tym samym do śmiertelnego skłócenia narodu polskiego.

Widzimy więc tutaj rękę masonerii, łapiemy ją in flagranti, widzimy jak niechętnie patrzała na wszystko, co zmierzało do zjednoczenia. A chęć do zjednoczenia się u Polaków była tak silna, że w rok później i konfederaci mimo dawniejszej urazy wydają się dochodzić ponownie do zgody i porozumienia. I tu znów pada grom: tajemnicze i nieudane porwanie króla Stanisława Augusta przez konfederatów. Kazimierz Marian Morawski twierdzi, że i tu działała inicjatywa masońska. Ten drugi epizod nie jest może tak dalece wyświetlony jak pierwszy z „sekretem królewskim”, mamy jednak uzasadnione wątpliwości, czy i tutaj nie była w grze ręka masońska.

Przypatrzmy się czteroletnim dziejom konfederacji barskiej, które każdy z Państwa studiował w szkole. Przypominamy sobie, że przedstawiają się one chaotycznie, jakoś dziwnie bezplanowo. Dla mnie dzieje konfederacji barskiej stanowią analogię do dziejów powstania 1830-31 r. Nie znam bardziej tragicznej i niepokojącej lekcji, jak dzieje powstania w 1830-31 r.

To samo jest z konfederacją barską: jakiś chaos, jakaś tragiczna bezplanowość. Ludzie energiczni skądinąd i zdecydowani nagle zamieniają się w kunktatorów. Co chwila przestaje się rozumieć, o co chodzi, przestaje się rozumieć te wszystkie zwłoki, nie rozumie się dlaczego ludzie mądrzy robią rzeczy głupie, dlaczego ludzie porządni robią rzeczy podłe.

Słyszałem niedawno zdanie – wydaje mi się – słuszne: jeżeli się widzi, że ktoś mądry robi rzeczy rażąco głupie, ktoś porządny robi jakieś świństwo, to wtedy można na pewno przypuszczać, iż tym kimś kieruje loża czy konspiracja. Pamiętając o tej zasadzie, zrozumiemy dzieje konfederacji barskiej i dzieje powstania 1831 r. Te rzeczy, których się uczymy w szkole, to jest jakby zewnętrzna fasada.

Jeśli chodzi o konfederację barską, to niewątpliwie był to zryw powstały z najgłębszych pokładów ducha narodu. Cóż, kiedy wśród bohaterskich i szlachetnych ludzi zaczęła działać szeroko intryga masońska. Wielu masonów znajduje teren działania w konfederacji barskiej: obok licznych Polaków, spotykamy tam jubilera Poncet, Francuza, następnie Heykinga, Niemca, inicjatora loży „Cnotliwy Wędrowiec” w Preszowie, wywierającej decydujący wpływ na Generalność konfederacji. Niewątpliwie zdarzają się tarcia i między ludźmi ofiarnymi i ideowymi, ale masońska intryga działając konsekwentnie przez 4 lata toczących się bojów spaczyła przebieg i ducha konfederacji.

Druga przestroga

Stąd wynika dla nas przestroga druga, zasadnicza, niesłychanie aktualna. Naród polski wciśnięty pomiędzy dwu potężnych sąsiadów dążył do zjednoczenia, dążył widomymi wysiłkami swoich najlepszych synów, ale nic z tego nie wyszło, bo nie umiano się ustrzec tych ciemnych rąk, które zrywały nić zjednoczenia z chwilą, gdy zaczynała się nawiązywać. Więc przestroga druga, niesłychanie aktualna nauka z dziejów XVIII stulecia: jeżeli chcemy, by naród polski w obliczu niebezpieczeństwa się zjednoczył, patrzmy bacznie, komu powierzamy dzieło tego zjednoczenia. (Oklaski).

150 lat rządów masonerii

Po Barze nastąpił pierwszy rozbiór, ale gorzej jeszcze niż rozbiór, bo katastrofa ducha narodu. Od r. 1772 aż po dojrzenie nowoczesnego ruchu narodowego w ostatnich latach, przypomina naród polski ciało bez ducha. Upadek konfederacji barskiej to koniec na wiek cały idei narodowej, idei samodzielnej drogi polskiego narodu.

Naród wpada w stan zupełnej prostracji [załamania, zwątpienia], w stan wyjałowienia psychiki narodu z elementów rodzimych. W powstałą po wywiezieniu na Sybir konfederatów i po usunięciu się Czartoryskich próżnię wciśnie się teraz duch masoński. Droga dla niego wolna. On to opanuje niepodzielnie serca i umysły Polaków. Najlepsi synowie Polski stają się teraz masonami.

Nie da się tego zaprzeczyć, jest to faktem stwierdzonym, iż przez 150 lat od pierwszego rozbioru wszyscy najlepsi synowie narodu polskiego byli masonami. I masoni próbują ten argument obrócić na swoją korzyść. Argument ten jednak nie jest na korzyść masonerii, bo możemy stwierdzić, iż te czasy, kiedy najlepsi synowie narodu polskiego wyznawali ideały masońskie, były najtragiczniejszą epoką w tysiącletnicn dziejach Polski. To jest fakt. Jeżeli chcemy, aby naród polski rozwinął skrzydła do lotu, by wzbił się na drogi wiodące ku wielkości, to musimy zerwać z tym, co kaziło duszę narodu przez 150 lat, musimy w miejsce idei masońskiej wziąć ideę narodową. (Oklaski).

Po Barze staje się rzecz tragiczna: nie tylko starsi, dojrzali mężowie tracą ducha narodowego, ale dzieje się rzecz szczególnie groźna dla przyszłości narodu: jego młode pokolenia zaczynają chować się w duchu obcym, a nawet wrogim wszystkiemu, co długie wieki zwykły uważać za istotę polskości.

Weźmy Komisję Edukacji Narodowej. Pozwolę sobie zatrzymać się przez chwilę nad tą instytucją. Głoszono nam, ze dopiero od tej chwili, kiedy zaczęliśmy czerpać wzory od encyklopedystów masońskich, kiedy duchem Woltera i Rousseau zaczęliśmy przepajać wychowanie młodzieży, zaczął się renesans Rzpltej. Niestety widzimy, iż renesans ten był tragiczny.

Dlatego pozwolę sobie zacytować sąd Mickiewicza o Komisji Edukacji Narodowej, wypowiedziany w Wykładach o literaturze słowiańskiej:

„Ale cała ta popiętrowana budowa oświaty (Komisja Edukacyjna) czyli instrukcji publicznej, nie miała podstawy w żadnej prawdzie moralnej, w żadnym dogmacie ogólnym. Nasprowadzano z zagranicy dzieł, które miały służyć za elementarne. Książki te, pisane przez filozofów encyklopedystów, znajdowały się w dziwnej sprzeczności z wychowaniem religijnym, zostawionym jeszcze w rękach duchowieństwa. Logika, umiejętności ścisłe i wszystko, czego uczono w szkołach, było już wykładane podług widoków materializmu. Podrzędne zbiory historii, wyciągane z dzieł cudzoziemskich republikanów, wpajały maksymy, tchnące nienawiścią przeciw monarchiii, a obok tego starano się wystawiać uczniom dziedziczną władzę królestwa jako jedyny środek zbawienia Rzeczypospolitej”.

Dziwna to była nauka. Z jednej strony starano się najmłodsze pokolenie polskie przerabiać w szkole na republikanów, z drugiej strony mówiono, iż tylko dziedziczna monarchia może uczynić Polskę silną; z jednej strony kazano młodzieży być gorliwymi katolikami, z drugiej strony przepajano ją duchem racjonalizmu.

Czytając monografię Collegium Nobilium widzimy, iż księża pijarzy w pocie czoła tłumaczą wszystkie tragedie Woltera i każą je odgrywać wychowankom. Patrząc na to oczyma dzisiejszego człowieka ma się wrażenie jakiejś aberacji.

Nic dziwnego, że oba pokolenia wychowane w takiej szkole (to jest pokolenie Sejmu 4-letniego i pokolenie powstania 1830 r.) to ludzie zupełnie zdezorientowani, pozbawieni busoli intelektualnej i moralnej, ludzie, którzy własnymi rękami wbrew swym najlepszym chęciom grzebali własną Ojczyznę.

Trzecia przestroga

Tutaj nasuwa się znów przestroga płynąca z tych czasów, przestroga, by wychowywać młodzież, która ma w przyszłości ująć w swe ręce los narodu zdala od wpływów obcego ducha. Przypomnijmy sobie dzieje wychowania w Polsce w ciągu ostatnich lat dziesięciu. Jeżeli Komisja Edukacji Narodowej łączyła się z nazwiskami takimi, jak ks. Kołłątaja, ks. Piramowicza, jak Czackiego, Ignacego Potockiego i innych, to reforma wychowania ostatnich lat dziesięciu łączy się z nazwiskami ks. Żongołłowicza i braci Jędrzejewiczów.

Uważam, iż przestrogi płynące z głębi naszych dziejów są niezwykle aktualne. Uważam, iż rozpamiętywanie żałosnej historii pokolenia, które wyszło ze szkół Komisji Edukacji Narodowej powinno nas nakłonić do walki o to, by wychowanie w dzisiejszej Polsce przepojone było ideami i duchem narodowym. (Oklaski).

W dyspozycji masońskiej

Dochodzimy z powrotem do Konstytucji 3-go Maja. Konstytucję tę stworzyło – jak wiemy – pokolenie wychowane w duchu masońskim, ludzie ujęci w karby konspiracji masońskiej, kierowani przez masońskich przybłędów, którzy robią przymierze z królem pruskim nie tyle w przeświadczeniu, iż król pruski jest rzeczywiście przyjacielem Polski, ale dlatego, iż król pruski był masonem i że obowiązuje ich solidarność masońska.

Fryderyk II, zwany Wielkim, był jak wiemy, jednym z najwyższych członków zakonu Illuminatów; masoni całego świata byli do jego dyspozycji. Nic dziwnego, że masoni polscy byli również do jego dyspozycji.

Próbowano operować argumentem, że po stronie zwolenników Rosji znaleźli się również masoni. Zjawisko to normalne. Masoneria dąży zawsze do rozszczepienia swoich sił, do rzucenia swoich ludzi na obie strony barykady. Jest jednak faktem dowiedzionym, że w chwili, kiedy rozstrzygnęły się losy narodu polskiego, to co było w narodzie polskim najlepszego sprzymierzyło się z królem pruskim. To Polskę musiało prostą drogą doprowadzić do katastrofy. Na szczęście nie ma tutaj analogii z dzisiejszymi czasami, gdyż Polska na 5 minut przed dwunastą zawróciła z drogi, na której doszłaby ponownie do katastrofy rozbioru.

Konstytucja 3-go Maja uczy nas jeszcze czegoś innego. W jaki sposób doszło do uchwalenia tej konstytucji? Rzeczy te są ogólnie znane. Wszyscy już wiemy o tym, że Konstytucja 3-go Maja została uchwalona przez zaskoczenie. Konspiracja była ścisła, reżyseria była staranna. Obrano datę 3-go maja jako leżącą tuż po świętach Wielkiej Nocy i korzystając z tego, iż większość posłów była poza Warszawą, ucieknięto się do oszustwa, fabrykując z pełną świadomością ich nieprawdziwości depesze zagraniczne, mające wpływać na wahających się posłów i nakłonić niezdecydowanych do uchwalenia reform.

Zaniedbano przeprowadzić głębszej agitacji w kraju, w szczególności zlekceważono wolę bardzo wyraźną narodu, wyrażoną w sejmikach, tam gdzie chodziło o kwestię dziedziczenia tronu. Bezpośrednio przed Konstytucją 3-go Maja zwrócono się do sejmików z propozycją przyjęcia tronu dziedzicznego i wyboru następcy po Stanisławie Auguście za jego życia. Sejmiki odrzuciły dziedziczność tronu, lecz zgodziły się na wybór vivente rege jego następcy. Był to niesłychany wyłom w polskiej tradycji konstytucyjnej, równie może wielkiej wagi, jak swego czasu rozciągnięcie konfederacji na wszystkie sejmy. Sejm Czteroletni, zamiast na tym poprzestać, uchwalił wbrew wyraźnej woli narodu tron dziedziczny.

Gdy się patrzy dziś na te posunięcia, na uchwałę o dziedziczności tronu wbrew woli sejmików i wbrew woli dynastii saskiej, na uchwałę o 100.000 wojsku, co do której było jasną rzeczą dla wszystkich polityków, iż w ówczesnych warunkach polskich zrealizować się nie da, gdy widzi się jak podstępnymi metodami narzucono narodowi te reformy, dochodzi się do wniosku, że przywódcy Sejmu Czteroletniego albo działali niesłychanie lekkomyślnie, albo popychały nimi jakieś ręce, które ryzykując te wszystkie karkołomne posunięcia dążyły nie do naprawy Rzeczypospolitej, ale do jej ponownego rozbioru, do tej ostatecznej zguby.

To, że ludzie mądrzy robili źle, że ludzie stateczni robili lekkomyślnie, bo przecież reżyseria Sejmu Czteroletniego, będąca w rękach ludzi mądrych, była niesłychanie lekkomyślna, budzi podejrzenie, iż działały tutaj siły, którym zależało na zgubie Rzeczypospolitej. I rzeczywiście zguba ta nadeszła rychlej niż się spodziewano. Polska zginęła. Ginąc zostawiła nam nauki, przestrogi.

Dziedzictwo historii

Jeżeli mówimy dziś otwarcie o tym, jak te rzeczy działy się na Sejmie Czteroletnim, jak powstała Konstytucja 3-go Maja, to mówimy o tym dlatego, by wykorzystać te nauki, aby nie popaść z powrotem w dawne błędy. Jest to rzecz bolesna, jest to rozdrapywanie ran, które wolelibyśmy widzieć zabliźnione, ale jest to zabieg konieczny.

Roman Dmowski w słynnym ustępie, zaczynającym się od słów: „Jestem Polakiem”, wyjętym z książki pod tytułem: „Myśli nowoczesnego Polaka” – pisał:

„Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia…, to znaczy, że czuję swą ścisłą łączność z całą Polską: z dzisiejszą…, z przeszłą – z tą, która przed tysiącleciem dźwignęła się dopiero…, i z tą, która w połowie przebytej drogi dziejowej rozpościerała się szeroko…, i z tą, która później staczała się ku upadkowi, grzęzła w cywilizacyjnym zastoju, gotując sobie rozkład sił narodowych i zagładę państwa…

Wszystko, co polskie, jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to, co jest w nim marne”.

Jesteśmy dziedzicami i spadkobiercami nie tylko Grunwaldów, nie tylko Kircholmów, Kłuszynów, Chocimów, Wiedniów, ale jesteśmy również spadkobiercami ponurych chwil upadku, chwil poniżenia. Nie możemy się od nich oddzielić. Jesteśmy ich spadkobiercami, ale jesteśmy spadkobiercami nie tylko hańby, ale i nauki, która płynie z tych czasów.

Czwarta przestroga

Nauka, która płynie z Sejmu Czteroletniego jest następująca: Naród nie może być oddany pod zależność ani obcych podszeptów, ani rozkazów, ani nie może być uzależniony od obcego ducha. Naród musi wytyczyć swoją własną drogę i tylko po niej może dążyć do wielkości.

Ta nauka, choć może bolesna, jest nauką krzepiącą. Trzeba z tych przeżyć narodu polskiego umieć wyciągnąć należyte wnioski i odnieść z tego korzyści wielkie, korzyści szczególnie aktualne w dzisiejszej epoce.

Stoimy bowiem w przededniu wielkich wypadków, w obliczu zawieruchy dziejowej, na początku wielkiego dramatu dziejowego, właśnie zaczynającego się rozgrywać, dramatu, o którym wiadomo, jak się zaczyna, ale nie wiadomo, jak się skończy. Naród polski przypomina w tej chwili okręt miotany burzą wśród mroków, okręt, który chcąc utrzymać właściwy kurs, musi mieć pewnych sterników i niezawodną busolę. Busolą tą, która nas przeprowadzi przez burze i zawieruchy dziejowe, może być tylko idea narodowa. (Oklaski).

Armia i idea narodowa

Jeżeli ludzie, którzy starali się uratować Polskę w epoce Sejmu Czteroletniego, doprowadzili ją do zguby i upadku, to dlatego, że nie potrafili zrealizować dwóch podstawowych rzeczy w życiu narodu: nie potrafili zorganizować armii i nie potrafili wytworzyć idei narodowej. My jesteśmy dziś w tym szczęśliwym położeniu, że mamy obie te rzeczy, których brak było naszym przodkom. Mamy silną armię i mamy ideę narodową. (Oklaski).

I dlatego w chwili, gdy zaczyna się dramat dziejowy, naród polski mając armię i mając ideę narodową może być przekonany, że ten dramat nie zakończy się dla niego tragicznie, jak się zakończył tragicznie dramat 3-go Maja, ale dramat, który zaczynamy przeżywać, zakończy się finałem zwycięskim! (Burzliwe oklaski).”

„Prosto z Mostu” nr 31(252)/1939, z dn. 30.07.1939 r.
Adam Doboszyński (1904-1949) – polityk narodowy, pisarz, członek Obozu Wielkiej Polski i Stronnictwa Narodowego, personalista, krytyk socjalizmu liberalnego i zwolennik zastąpienia kapitalizmu dystrybucjonizmem, skazany na śmierć i zabity strzałem w tył głowy w komunistycznym więzieniu w Warszawie.

http://naszeblogi.pl

Komentarzy 28 to “Adam Doboszyński o Konstytucji 3 Maja”

  1. hawo said

    a wykonczyli go za to ze przyjechal i agitowal za wyprowadzeniem partyzantow z lasów ,, cytat za doc. Kosseckim

  2. Budziwoj said

    Jakże na czasie treść tego artykułu.

  3. Barbara chojnacka said

    Dokładnie takie stanowisko prezentuje Grzegorz Braun w swoich gawędach !!!

  4. Cracovia Pany! said

    Jedynie prawda może być i jest niezłomnym fundamentem szczęścia tak poszczególnych ludzi jak i całej ludzkości.

    autor: Maksymilian św. Kolbe

    Święty Maksymilianie, módl się za nami, abyśmy umieli odróżnić prawdę od masońskiej propagandy.

  5. Pigmej o Adamie Doboszyńskim

    Adam Doboszyński konserwatywny, zachowawczy, anty industrialny antyglobalista

    Infonurt2 : autor zapomniał dodac że AD podstępnie sprowadzono do PRL i katował go osobiscie Zyd „Światło” a jeden polaczek z plutonu egzekucyjnego powiedział o nim : „trzymał się chłop dzielnie” O takich jak autor to mjr Mercha na SW- PP mówiła ” jaja ogolić i do piaskownicy!”

    Zagrożeniem dla Polski prócz ulegania jednoznacznie lewicowej indoktrynacji jest też bezkrytyczne przyjmowanie wszelkich idei wywodzących się z ruchu narodowego (w którym występowały odmienne wizje tego co dobre dla Polski). Dziś odpowiedzialny patriotyzm wymaga zachowania z dziedzictwa myśli endeckiej tego co wartościowe i odrzucenia tego co szkodliwe i utopijne. Gdy większość dziedzictwa Romana Rybarskiego powinna być intelektualnym fundamentem programu gospodarczego ruchu narodowego, to wobec spuścizny Adama Doboszyńskiego należy zachować daleko idącą ostrożność.

    Doboszyński a ruch narodowy
    Adam Doboszyński został zabity po II wś przez komunistów, jak tysiące innych polskich narodowców. Dziś fakt ten nie przeszkadza, lewicowcom ubierającym swe zabobony w narodowe hasła, odwoływać się do idei Doboszyńskiego i gloryfikować PRL.
    Adam Doboszyński nie miał wykształcenia ekonomicznego, był inżynierem budownictwa. Brak naukowego przygotowania do zajmowania się gospodarką i sprawami społecznymi, zaowocował tym że Doboszyński wraz z wieloma współczesnych mu działaczami politycznymi uległ anty rynkowemu duchowi epoki. Anty rynkowa postawa Doboszyńskiego była powodem intelektualnego sporu między nim a profesorem Romanem Rybarskim (politykiem ruchu narodowego i pro wolnościowym ekonomistą). Co jest dowodem że jak dziś, tak i drugiej RP, były różne idee narodowe, jedne mądre, inne niebezpieczne. Ważne jest też to że wolnościowy Rybarski był ważnym politykiem obozu narodowego, a Doboszyński popularnym ideologiem wśród zradykalizowanej młodzieży. Doboszyński przez swą krytykę społeczeństwa industrialnego, zyskał sympatię Chestertona, i części dzisiejszych antyglobalistycznych ekologów.
    Anty industrializm i niechęć do rynku, nie były jedynymi dziwnymi pomysłami Adama Doboszyńskiego, chciał on też federacji środkowo wschodnich Słowian. Pomimo że Doboszyński w swoich pracach nie przejawił zbytniej przenikliwości intelektualnej, unikał realizmu i był targany obsesjami, prace jego, pozwalają dostrzec zgubność podawania się emocjom w polityce i ucieczki od faktów. Nie znaczy to że w publicystyce Doboszyńskiego nie ma tez cennych, wartych wprowadzenia w życie. Niestety Adam Doboszyński nie uczciwie twierdził że istnieje jeden program narodowy, na który tylko on ma monopol, nie dostrzegając że odmienne od niego idee głosili wolnościowy Roman Rybarski.

    Pseudo chrześcijańskie idee
    Adam Doboszyński wbrew faktom przypisuje swoim pomysłom chrześcijańskie korzenie. O wartości tych zapewnień niech świadczy to że w „Gospodarce Narodowej” z 1934 roku (str.6) pisał że „hitleryzm wypływa również z zasad chrześcijańskich a nie socjalistycznych”. W tym czasie Kościół Katolicki potępiał narodowy socjalizm za idee i praktykę nie do pogodzenia z Chrześcijaństwem.

    Ustrój gospodarczy
    Adam Doboszyński słusznie twierdził w „Gospodarce Narodowej” że ustrój narodowy oparty być musi na upowszechnieniu własności, przedsiębiorczości, i daleko idącej swobodzie gospodarczej. Miał też racje Doboszyński dostrzegając że gospodarka nie może funkcjonować bez moralności (norm budujących relacje między przedsiębiorcami).
    Niestety Doboszyński propagował model stosunków gospodarczych i społecznych który prowadzi do regresu cywilizacyjnego. Regres ten miał umożliwić powrót do stosunków społecznych z średniowiecza. Utopijna idea Doboszyńskiego odrzucała realia polityczne. Regres cywilizacyjny powodował to słabość państwa, w wypadku Polski otoczonego przez imperialistycznych sąsiadów (Polska na słabość taką nie mogła sobie pozwolić). Kosztem słabości Polski była utrata niepodległości, wolności i biologiczne zniszczenie narodu. Niestety konsekwencje globalne umykały analizie Doboszyńskiego.

    Interwencjonizm
    Adam Doboszyński miał racje gdy dostrzega patologie życia społecznego i gospodarczego, mylił się widząc w interwencjonizmie państwa rozwiązanie tych patologii. Interwencjonizm zamiast zlikwidować stare patologie, wzmocni stare patologie i stworzy nowe, bardziej niszczące. Rynek czyli władza konsumentów (narodu, odpowiedzialnego społeczeństwa) wypleniają patologie z życia społecznego i gospodarczego. Doboszyńskiego głosił fałszywa teza że rynek kreuje patologie, podczas gdy to rynek (jako produkt naturalny ład spontaniczny) uruchamia dane od Boga normy moralne usprawniające relacje między ludźmi. Doboszyński błądził negując zagrożenie automatycznej eskalacji interwencjonizmu (tezy te w swej książce adresował jako polemikę wobec profesora Rybarskiego przeciwnika interwencjonizmu). Doboszyński domagał się państwowego interwencjonizmu wypływającego z moralności (nie bacząc na to że interwencjonizm państwa niszczy moralność, będącą fundamentem narodu). Doboszyński nie przyjmował do wiadomości że jego szkodliwie utopijne pomysły były zabójcze dla bytu narodowego.
    Doboszyński domagał się by arbitraż państwa określał sprawiedliwą płace. Poglądy takie sprzeczne z naturalnym ustalaniem płacy na rynku, prowadzą do eskalacji żądań płacowych, strajków, niedostępności towarów i usług, nierentowności przedsiębiorstw, bankructw, bezrobocia i nędzy pracowników.

    Zysk
    Adam Doboszyński negował zysk i potrzebę dążenia do niego, krytykował mechanizm uzależniania produkcji od zysku. Doboszyński nie dostrzegał że mechanizm zysku pozwala produkować jak najtaniej, jak najlepiej, tylko te dobra i usługi których konsumenci pożądają.
    Doboszyński nie dostrzegał że instytucje cenione w naszej cywilizacji takie jak rodzina, są ekonomicznie o wiele bardziej efektywne, od dziś niezwykle modnego życia w samotności. Doboszyński nie dostrzegał jak najbardziej ekonomicznego zysku, jakim dla rodziców jest potomstwo, a dla państwa rodzina.
    W swych pomysłach Doboszyński żerował na nieznajomości Ewangelii. Doboszyński twierdził że w społeczeństwie chrześcijańskim nie może być dochodu z innych źródeł poza pracy (co jest całkowicie nie zgodne z nauczaniem Jezusa). Doboszyński twierdzi że płaca ma nie przynosić dochód, a pozwalać tylko na życie, że ludzie pracują nie po to by mieć więcej (jest to teza głupia i szkodliwa, brak zysku z pracy de motywuje do pracy i efektywności, praca bez korzyści prowokuje do zaprzestania pracy). Dodatkowo Doboszyński domagał się zakazu czerpania zysku nie z pracy fizycznej, a na przykład z wynajmu (czym Doboszyński neguje prawo własności i dysponowania nią). Konsekwencją braku zysków jest brak środków na nowe przedsięwzięcia. Konsekwencją poglądów Doboszyńskiego jest zastój, stagnacja, regres i upadek (bez witalności gospodarczej państwo umiera).

    Anty industrializm
    Anty industrialna karykaturalna fobia Doboszyńskiego razi brakiem realizmu i odpowiedzialności. Polsce, otoczonej przez agresywne, żądne mordu, imperialne, uprzemysłowione Niemcy i Rosje sowiecką, Doboszyński radził budowę rowerów w domowych warsztatach, by zachować relacje międzyludzkie niszczone przez uprzemysłowienie. Niewątpliwie uprzemysłowienie niszczy pierwotne relacje międzyludzkie, miasta staja się nienaturalnym zoo kreującym patologie gatunku homo sapiens. Niestety zachowawcza alternatywa Doboszyńskiego, utopia nowego średniowiecza, kończy się tym, że czołgi uprzemysłowionych Niemiec i Rosji, miażdżą warsztaty anty rynkowej gospodarki (pożądanej przez Doboszyńskiego). W nieustającej walce narodu polskiego o przetrwanie nie można pozwolić sobie na brak realizmu i utopie.
    Dla Doboszyńskiego alternatywą dla uprzemysłowienia było (str.84) „narodowe rzemiosło”. Według Adama Doboszyńskiego Polska nie powinna była uczestniczyć w rozwoju cywilizacji technicznej, państwo powinno wykupywać ziemi i dawać ją rolnikom (w zamian odbierając im świadczenia socjalne).
    Proces dezindustrializacji stał się faktem. Cywilizacja naukowo techniczna doszła do sytuacji w której istnienie ogromnych fabryk stał się często anachronizmem. Proces odchodzenia od społeczeństwa przemysłowego jest powodem niepokojów społecznych. Likwidacja ograniczeń wolności gospodarczej pozwoliła by na czerpanie korzyści całemu społeczeństwu z tego procesu. Doboszyński nie dostrzegł tego, zagubił się przytłoczony rzeczywistością. Chciał powrócić do relacji średniowiecznych. Nie do ducha chrześcijańskiego ale formy ustrojowej. Ten wrogi żydom nacjonalista, sam przejawił podstawowy błąd cywilizacji żydowskiej. Forma, skorupa ustrojowa, przysłoniła mu treść. Prawo stało się karykaturą swej treści. Cywilizacja łacińska, trwa niewzruszenie przy normach danych od Boga, normach które realizowane są w zmieniającej się rzeczywistości. Zasadach stałych nie zależnie czy dotyczą rzeczywistości post industrialnej czy średniowiecza.

    Kapitalizm
    Doboszyński postrzegał kapitalizm jako system koncentracji kapitału w niewielu rękach, utożsamia kapitalizm nie z jego naturą ale patologiami (w rzeczywistości wolność gospodarcza wymaga i przede wszystkim chroni od dekoncentracji kapitału). Adam Doboszyński miał niewątpliwą racje postulując jak najszerszy dostęp do środków produkcji (niestety Doboszyński nie dostrzegał że poziom rozwoju dobrobytu, który osiągnięto, często wymaga koncentracji kapitału dla inwestycji).
    Doboszyński dowodził że bolszewizm jest ostatecznym stadium kapitalizmu. Teza ta jest po prostu głupia. Wieszczył też Doboszyński klęskę wolności gospodarczej i zwycięstwo ustroju gospodarczego który dziś nazwalibyśmy trzecią drogą. Futurologia ta sprawdziła się w wyniku upowszechnienia powszechnej interwencji państwa we wszelkie przejawy życia. W brew tezom Doboszyńskiego zaowocowała jednak powszechną demoralizacją i zdziczeniem, oraz regresem gospodarczym i biedą. Kraje które zachowały jak najwięcej wolności gospodarczej pozostały bardziej moralne i obywatelskie.
    Doboszyński oskarżał kapitalizm o zniszczenie więzi społecznych, bezrobocie i kryzysy. Tezom tym zaprzecza rzeczywistość. Przyczyną bezrobocia są wysokie koszty pracy (podatki, ubezpieczenia społeczne, koszty biurokracji i przepisów) i bariery w dostępie na rynek (koncesje, przywileje korporacyjne i decyzje urzędników). Więzi społeczne, ulegają zniszczeniu w wyniku interwencjonizmu państwa. Nic tak nie rozbiło rodziny jak ubezpieczenia emerytalne (dzieci przestały być zabezpieczeniem na przyszłość, więc rodzice przestali je rodzić i wychowywać) i publiczne szkolnictwo (instrument masowej demoralizacji, niszczenia charakterów i totalnego ogłupiania). Przyczyną wszelkich kryzysów jest interwencjonizm państwa, szkodliwa wiara w zabobon że urzędnik wie lepiej o narodu.

    Praca fizyczna
    Adam Doboszyńskiego uważał że wszyscy powinni pracować fizycznie, bo praca fizyczna buduje moralność człowieka. Doboszyński postulował też aby rodzice byli mieli wiele dzieci. Dzięki wielodzietności spadki po rodzicach będą mniejsze i zmuszą dzieci do pracy fizycznej. Teza ta przejawia niezwykłą, wręcz wyrosłą z dziedzictwa porewolucyjnego francuskiego oświecenia, postawę pogardy dla najbardziej zdrowego i naturalnego instynktu rodziców chcących zapewnić jak najlepsze życie własnemu potomstwu. Doboszyński w imię swoich utopii atakował ekonomiczne fundamenty rodziny, rozbija jej solidarność, niszczy fundament społeczeństwa.
    Praca fizyczna ma dawać dostęp do władzy. Doboszyński tym samym wykluczał ze społeczeństwa nie pracujących fizycznie. Utopie tą najpełniej realizowano w państwach komunistycznych. Wykluczenie nie pracujących fizycznie zakończyło się niewyobrażalnym ubóstwem, zdziczeniem i terrorem.

    Ceny
    Według Adama Doboszyńskiego cenę miało wyznaczać mniemanie chłopa lub sędziego, a nie sprzedawca zdeterminowany wolą konsumenta i realiami rynku. Doboszyński tym samym negował prawo własności sprzedawcy i kupca (sprzedawca gdy ma narzuconą przepisami cenę nie może swobodnie decydować o swojej własności, kupujący nie może swobodnie decydować o swoich pieniądzach). Mechanizm kontroli cen propagowany przez Doboszyńskiego był niemoralny, nieefektywny i prowadzi do nędzy. Doboszyński nie rozumiał że pieniądz jest podstawowym towarem i tak jak inne towary przynosi najwięcej korzyści gdy swobodnie można nim operować na rynku.
    Doboszyński nie widzi zagrożenia ze strony inflacji (będącej procesem okradania narodu z wartości jaką maja pieniądze będące własnością narodu).

    Banki
    Adam Doboszyński chciał nie oprocentowanych pożyczek. Nie dostrzegał niestety tego, że nie oprocentowane pożyczki skłaniały by do nie potrzebnych inwestycji czyli do marnowania pieniędzy z pożyczek.
    Doboszyński krytykował współczesny system pożyczkowy, nie przedstawiając jakiejkolwiek alternatywy dla niego. Doboszyński nie wyjaśnia skąd pol likwidacji obecnego systemu Polacy mieli brać kapitał na inwestycje (było to typowe dla Doboszyńskiego ignorowanie realiów gospodarczych i nie dostrzeganie zabójczych konsekwencji swoich pomysłów). Doboszyński domagał się też wprowadzenia przepisów ustalających maksymalną wysokość stóp procentowych. I ten pomysł był by szkodliwy. Banki nie pożyczały by kapitału na nowe ryzykowne przedsięwzięcia (co spowodowało by regres cywilizacyjny i utrzymanie niskiej pozycji Polski na arenie międzynarodowej).
    Doboszyński domagał się też likwidacji banków prywatnych. Banki według Adama Doboszyńskiego miały być tylko państwowe lub społeczne. Upaństwowienie banków, zgodne z poglądami Doboszyńskiego, skutkuje pozbawieniem konsumentów, czyli narodu, dostępu do tanich, powszechnych i dobrych usług bankowych. Trzeba pamiętać też o tym że kolektywny zarząd bankiem obciążony jest syndromem rozproszenia odpowiedzialności, skutkującym podejmowaniem szkodliwych i kosztownych decyzji. Dyrektor każdego publicznego przedsiębiorstwa, nie odpowiada za swoje decyzje własnymi pieniędzmi. Dzięki temu może dbać o interesy swojej sitwy kosztem firmy. Konkurencja między podmiotami prywatnymi, np. bankami. Wymusza świadczenie powszechnych, tanich i dostępnych usług. Ograniczenia wolności gospodarczej, monopole, koncesje i gwarancje państwa, uniemożliwiają konkurencje i kreowanie korzyści dla narodu.
    Doboszyński w dłużnikach dostrzegał ofiary systemu bankowego, nie dostrzegał że dłużnicy często płacą za własną bezmyślność, a patologie w systemie bankowym są owocem regulacji tego sektora przez państwo.

    Własność
    Adam Doboszyński miał racje domagając się upowszechnienia własności. Niestety mylił się co do przyczyn dla których upowszechnienie własności jest niezbędne. Uważał bowiem że upowszechnienie własności uchroni przed rewolucją. Błąd Doboszyńskiego polega na tym że brak własności wcale nie determinuje niepokojów społecznych. Brak własności działa wręcz odwrotnie, bieda powoduje konformizm, rezygnacje i zgodę na rzeczywistość. Dlatego też mieszkańcy krajów socjalistycznych są tak bardzo bezwolni wobec władz, a mieszkańcy krajów kapitalistycznych skłoni do walki o swoje prawa. Własność jest potrzebna by ludzie nie zgadzali się na zło w otaczającej rzeczywistości. Własność potrzebna jest by walczyć ze złem. Gdyby Doboszyński znał ekonomie klasyczną czy katolicką naukę społeczną miał by dobre argumenty na rzecz upowszechnienia własności. Niestety argumenty Doboszyńskiego w tej i innych sprawach są nieadekwatne, a przez to dla szkodliwe.
    Doboszyński postulował uspołecznienie własności. Niestety i ten pomysł był szkodliwy. Społeczeństwo nigdy nie zadba o własność, tak jak dbał by o nią prywatny właściciel. Właściciel chcący osiągać zysk, czyni swą własność społecznie użyteczną. Naród bardziej korzysta na prywatnej niż uspołecznionej własności.

    Etatyzm
    Adam Doboszyński hołdował zabobonowi że kolektyw wyrażający się w urzędasie jest mądrzejszy od jednostki. Dlatego Doboszyński uważał że pewne formy własności muszą być kolektywne, bo są zbyt skomplikowane dla głupich jednostek, a urzędnik z racji bycia urzędnikiem w magiczny sposób jest zdolny je postrzec i zrozumieć lepiej. Doboszyński twierdził że dyrektor państwowego przedsiębiorstwa, ma taką sama przestrzeń działania jak prywatny przedsiębiorca. Doboszyński mylił się. Prywatny przedsiębiorca jest uzależniony od woli konsumentów. Dyrektor przedsiębiorstwa publicznego może bezkarnie marnować, nie swoje, publiczne pieniądze na nikomu nie potrzebną produkcje i inwestycje. Deficyt publicznego przedsiębiorstwa i tak pokryje państwo.

    Rola państwa
    Według Adama Doboszyńskiego państwo miało nie dopuszczać do rozwarstwienia ekonomicznego. Tym samym Doboszyński doprowadził by do usunięcia podstawowego motywu pracy i degeneracji społeczeństwa. Ludzie pracują by osiągnąć lepszy status społeczny, którego wyznacznikiem jest majątek. Większy majątek jest nagrodą za większy wysiłek, cięższą prace, dostarczanie konsumentom dóbr i usług o wysokiej jakości i niskiej cenie. Brak nagrody, skutkował by tym że konsumenci, byli by pozbawieni tego czego potrzebują. Tracił by na tym cały naród. Pomysły niedopuszczania do rozwarstwienia ekonomicznego realizowane są przez socjaldemokratyczne reżimy za pomocą progresywnej skali podatkowej. Pomysły taki skutkują nędzą i patologiami społecznymi.

    Bariery prawne w rozwoju gospodarki
    Adam Doboszyński (realnie na szkodę Polski) domagał się wprowadzenia prawnych barier w rozwoju gospodarczym.
    (str.110) „Konieczny jest przeto ustawowy zakaz zakładania nowych wytwórni w istniejących już ośrodkach miejskich i przemysłowych.”
    Doboszyński chciał by ład gospodarczy kreowało państwo. Pomysły taki w Polsce i na całym świecie zawsze kończyły się nędzą i upadkiem państwa.
    Doboszyński chciał aby ustrój gospodarczy opierał się na korporacjach zawodowych. Pomysł ten jest szkodliwy. Korporacje zawodowe dbają o swój interes kosztem konsumentów. Solidarność zawodowa skłania do tolerowania w środowisku zawodowym osób dokonujących czynów sprzecznych prawem. Ludzie zdolni z poza środowiska korporacji zawodowej nie są dopuszczani na rynek by chronić monopol na zyski członków korporacji. Korporacje zawodowe odpowiadają za zawyżanie cen, niedostępność towarów i usług dla konsumentów (czyli narodu który odnosił by korzyści z wolnego rynku dóbr i usług, z konkurencji i walki między podmiotami świadczącymi usługi). Doboszyński uważał że celem korporacji jest uspołecznienie warsztatów pracy. Pomysł te oznacza że realnym właścicielem warsztatu pracy miała by być korporacja. Realne uprawnienia właścicielskie ma ten kto dyktuje warunki. Tracić będą na tym będą i konsumenci i producenci. Korzystać kadra zarządzająca korporacją. Ludzie pobierający profity od bycia we władzach korporacji, bez ponoszenia kosztów czy ryzyka tak jak przedsiębiorcy.
    Doboszyński domagał się ceł. Szkodliwość tego pomysłu polega na tym że cła nie pozwalają narodowi korzystać z taniej zagranicznej produkcji. Tym samym przy życiu utrzymuje się przedsiębiorstwa anachroniczne, nie pozwalając na rozwój krajowego przemysłu nowoczesnych technologii. Polska otoczona cłami pogrąża się w stagnacji i regresie gospodarczym. Polska otoczona cłami staje się krajem słabym i podatnym na agresje. W wypadku Polski otoczonej agresywnymi, imperialistycznymi krajami dążącymi do likwidacji Polski i Polaków, cła i inne przejawy etatyzmu czy interwencjonizmu są aktem głupoty albo świadomego sabotażu.
    Miał racje Adam Doboszyński gdy pisał że rząd ustawami o ochronie lokatorów uderzył w interesy polskich katolickich kamieniczników. Piłsudczycy żydom dali przywilej nie podlegania tej szkodliwej ustawie.
    Miał też racje Doboszyński gdy przeciwstawiał się standaryzacji domów i uniformizacji mieszkań w duchu lewicowego egalitaryzmu. Doboszyński był zwolennikiem samodzielnego budowania przyjaznych domów zgodnych z indywidualnymi upodobaniami. Idea ta pozwala unikną destruktywnej roli blokowisk w kreowaniu patologii społecznych.

    Dekoncentracja
    Doboszyński domagał się także by to nie rynek a instytucje publiczne określały kto i co ma produkować. Miały by takie rozwiązania uniemożliwić koncentracje kapitału. Dekoncentracja kapitału była potrzebna według Doboszyńskiego do zachowania pożądanych relacji moralnych w społeczeństwie, ze względów obronnych i dla uniknięcia ukrytej władzy w spółkach akcyjnych.
    Z dekoncentrowane miało by być hutnictwo i energetyka. Doboszyński już w 1934 roztaczał wizje powszechnej, zdekoncentrowanej energetyki atomowej i słonecznej. Zapewne reaktory atomowe mieli byśmy wyklepywać w przydomowych warsztatach.
    Dekoncentracja sprzeczna jest też z interesem ekonomicznym narodu. Często dzięki dużej produkcji (korzyści skali) można produkować dużo, tanio, zachowują wysoką jakość i dostępność, towarów i usług.

    Uspołecznienie przedsiębiorstw
    Uspołecznienie przedsiębiorstw nie było dla Doboszyńskiego równoznaczne z upaństwowieniem i rządami biurokracji. Doboszyński postulował kolektywny zarząd przedsiębiorstwem. Błąd Doboszyńskiego polega na tym że uspołecznienie przedsiębiorstw jest odebraniem prawa własności przedsiębiorcom, co skutkuje brakiem odpowiedzialności za zakład i jego zniszczeniem (czego koszty ponosi cały naród). Ludzie troszczą się bardziej o swoje mienie niż o społeczne (czyli w odczuciu społecznymi niczyje). Mienie publiczne ulega zniszczeniu lub rozkradzeniu. Doboszyński popełnił ogromny błąd nie dostrzegając że zarząd (władza kolektywna) jest mniej efektywna i bardziej nieodpowiedzialna od władzy jednostki. We władzy kolektywnej dochodzi do rozproszenia odpowiedzialności, a przez to do podejmowania szkodliwych i kosztownych decyzji (za które nikt nie odpowiada). Uspołecznione miały by być według Doboszyńskiego spółdzielnie, spółki akcyjne. Akcjonariat nie mógł by być anonimowy.
    Doboszyński, wbrew np. Konecznemu czy Rybarskiemu domagał się upaństwowienia kolei, poczty, telefonów, przemysłu wojennego i portów. Upaństwowienie miało służyć nie dopuszczeniu do powstania prywatnych monopoli. Pomysłu Doboszyńskiego były szkodliwe bo najskuteczniej przed monopolami chroni wolny rynek. Szkodliwość monopoli dla społeczeństwa jest niezależna czy są to monopole prywatne czy państwowe. Monopole uniemożliwiają konsumentom dostęp do tanich, różnorodnych, zgodnych z oczekiwaniami, dóbr i usług o wysokiej jakości.
    Doboszyński domagał się by samorządy posiadały wodociągi, kanalizacje, gazownie, elektrownie. Niestety Doboszyński nie zauważał że własność samorządowa obciążona jest takimi samymi wadami jak własność państwowa.
    Drogą do uspołecznienia przedsiębiorstw miało by być ich unarodowienie. Czyli przejecie na drodze drobnych odszkodowań. Proces taki przeprowadzony przez NSDAP w Niemczech, zakończył się przejęciem przedsiębiorstw nie przez naród niemiecki ale przez klikę rządzącą NSDAP.
    Celem ruchu narodowego winno być by Polacy byli wolnym narodem, a gwarancją wolności jest tylko własność prywatna. Własność kolektywna jest zawsze zagrożeniem dla własności prywatnej i wolności.

    Ubezpieczenia społeczne
    Adam Doboszyński zgodnie z rzeczywistością, uważał że ubezpieczenia społeczne są zbyt duże. W „Gospodarce narodowej” pisał
    (str.127) „dziś ubezpieczenia te [przymusowe daniny dla instytucji publicznych] są zamaskowaną formą podatku, mającego na celu utrzymanie jak najliczniejszej rzeszy zwolenników rządzącego w danej chwili reżimu”.
    Doboszyński chciał innej formy ubezpieczeń społecznych (nie pisał jednak jak by ta inna forma ubezpieczeń miała wyglądać). Podstawowym błędem Doboszyńskiego było to że nie dostrzegł on destruktywnej roli ubezpieczeń dla narodu (ubezpieczenia pozbawiają ludzi zarobionych przez nich pieniędzy, ludzie nie mogą rozsądnie inwestować tych pieniędzy, urzędnicy, w zgodzie ze swoją naturą marnują te pieniądze na budowanie totalitaryzmu państwowego, skutkiem czego jest nędza i demoralizacja). Ubezpieczenia emerytalne uniemożliwiają biologiczne przetrwanie narodu. Rodzice miast mieć dzieci i inwestować w nie jako zabezpieczenie na starość, pokładają wiarę w mrzonki o opiece emerytalnej ze strony państwa. Dodatkowo wysokie koszty ubezpieczeń uniemożliwiają posiadanie dzieci i są przyczyną bezrobocia. Jedna patologia jest przyczyną następnych.
    Doboszyński miał racje głosząc że własny kapitał zainwestowany w przedsiębiorstwo lepszy jest od emerytury.

    Podatki.
    Adam Doboszyński miał niewątpliwie racje że wysokie, nie ustanie rosnące, progresywne podatki to wymysł żydo masońskiej bolszewi. Miał też racje twierdząc że podatki są potrzebne tylko oszołomionej zabobonami i leniwej pasożytniczej klasie próżniaczej żerującej na narodzi (pachołkom judeo masonerii -biurokratom i inteligencji utrzymywanej z podatków).
    Doboszyński twierdził że
    podatkowa (str.213) „progresja niszczy rdzenne warstwy średni, bez których nie może istnieć zdrowe społeczeństwo”
    (co jest celem masonerii), służy niewolniczej eksploatacji narodów. Według Doboszyńskiego (i zgodnie z prawdą) ściąganie podatków według skali progresywnej jest nie efektywne i prowadzi do nadużyć. Doboszyński (bardzo realistycznie) uważał że podatki (tak jak monopole) szkodzą całemu narodowi, niszczą podatników, uderzają tylko w uczciwych i nie dają zysków państwu. Doboszyński (w trosce o Polskę) akceptował tylko niskie podatki. Uważał (słusznie) że przedsiębiorcy przerzucają podatki na konsumentów. Adam Doboszyński domagał się likwidacji haniebnego podatku spadkowego (instrumentu likwidacji ekonomicznego fundamentu rodziny). Doboszyński twierdził (str.219)
    „główny skutek wysokich podatków to przesuwanie się własności w ręce żydowskie”.
    Podatki w upragnionym przez Doboszyńskiego państwie narodowym miały być: proporcjonalne nie progresywne, pobierane tylko w takiej wysokości by zaspokoić podstawowe potrzeby państwa, stałe bez wprowadzania coraz to nowszych, różnorodne, niskie. Doboszyński pisał że
    (str.220) „niskie podatki rozkładają się sprawiedliwie, wysokie zaś podatki są zawsze niesprawiedliwe”.
    W państwie Doboszyńskiego, dzięki temu że państwo oddało by swoje funkcje organizacjom poza rządowym, podatki mogły by być niskie
    (str.220) „Podatki nie tylko dla tego muszą być niskie, by były sprawiedliwe; muszą być również niskie i dlatego, by społeczeństwu pozostawić do dyspozycji pewne środki, którymi mogło by dysponować na potrzeby zbiorowe, ale dysponować niezależnie od władzy czy to państwowej czy samorządowej, i nie zależnie od wszelkiego przymusu.”
    Doboszyński przypominał że daniny przymusowe stanowiły przed I wś. kilka procent. Najwyższe podatki były we Włoszech 8%, Belgii 8%, we Francji i w WB kilkanaście %. Za te pieniądze WB utrzymywała imperium a Francja subsydiowała swoich obywateli. W II RP obciążenia podatkowe wynosiły kilkadziesiąt procent. Gdy
    (str.221) „10% stanowi optimum podatkowe […] górną granice nieszkodliwego opodatkowania”.
    Podatki, według Doboszyńskiego, mogą być ograniczone dzięki: odciążeniu (str.220) „państwa i samorządu z szeregu funkcji, które do nich absolutnie nie należą”, powrotowi do „pięknej staropolskiej tradycji bezpłatności pewnych urzędów”, kasacji „szeregu instytucji, które służą u nas interesom różnych międzynarodówek”, oczyszczeniu gospodarki publicznej „z jawnych i ukrytych subsydiów na rzecz rozlicznych protegowanych ludzi i organizacji”, radykalnemu zmniejszenia liczby funkcjonariuszy publicznych. Doboszyński (słusznie) uważał że niskie podatki i ograniczenie wydatków publicznych spowoduje rozwój gospodarczy Polski. Niestety, potrzebne Polsce, propozycje podatkowe Doboszyńskiego nie znalazły zrozumienia w oczach dyktatury piłsudczyków niszczących Polskę.

    Władza elit
    Jednocześnie Doboszyński głosząc hasła uspołecznienia władzy w przedsiębiorstwach i upowszechnienia własności domagał się by to elity rządziły w gospodarce. Władza elit miała by być alternatywą dla masonerii. Zapewne (całkiem przypadkowo) elitę miał by stanowić Doboszyński, jego przyjaciele i rodzina. Propozycja Doboszyńskiego jest nie do za akceptowania. Tylko wolne społeczeństwo, suwereni konsumenci są realną alternatywą dla władzy masonerii czyli tajnych zgromadzeń czerpiących korzyści z krzywdy społeczeństwa, z możliwości ingerowania w życie jednostki.
    Doboszyński domagał się jednocześnie reaktywacji społeczeństwa stanowego. Idea ta nie, dziś realizowana w trzeciej RP, skutkuje niedopuszczeniem do dobrobytu większości społeczeństwa. Państwo, naród, społeczeństwo traci zdolności jednostek z marginalizowanych klas. Pasożytnicza klasa rządząca monopolizuje dostęp do edukacji, zdrowia, rekreacji, rynku i pracy przynoszącej dochód. My społecznie i ekonomicznie upośledzona większość, my Polacy, my prawdziwi Katolicy, bierzemy udział w grze, której warunki na starcie skazują nas na klęskę i życie w ubóstwie.
    Doboszyński przeciwstawiał się istnieniu inteligencji jako odrębnego stanu społecznego.

    Natura społeczeństwa
    Publicystyka Doboszyńskiego pokazuje jak autor był oszołomiony otaczającą go rzeczywistością, jak emocje i ignorancja w wielu dziedzinach (przy wielkim pobudzeniu emocjonalnym) pozwalały mu pisać naraz rzeczy głupie i szkodliwe, mądre i bezdyskusyjne. Publicystyka taka utrudnia polemikę, wymaga żmudnego oddzielania ziarna od plew. Doboszyński twierdził że leseferyzm wyzwala w ludziach bestie, gdy naprawdę jest odwrotnie. Bóg wyposażył naszą naturę w cnoty moralne, którym wolność pozwala rozkwitać. Brak wolności, stan sprzeczny z wolą Boga, powoduje odrzucenie moralności i przemianę ludzi w bestie. Doboszyński miał racje twierdząc że tam gdzie nie ma moralności jest zniewolenie, niestety nie dostrzega że tam gdzie nie ma wolności i moralności próżno szukać.
    Doboszyński chciał zmieniać najpierw naturę społeczeństw a potem obyczaje i kulturę, by na końcu zmienić rzeczywistość. Dostrzegał potrzebę propagowania wartości nie obecnych w życiu społecznym. Można dostrzec w publicystyce Doboszyńskiego chęć stworzenia nowego narodu, wolnego od cech uważanych przez Doboszyńskiego za niepożądane. Środkiem zmiany narodu miało być zniszczenie jego dotychczasowej tożsamości i wykreowanie nowej.

    Jan Bodakowski
    Bibliografia:
    Adam Doboszyński „Gospodarka narodowa” Nortom 2004 (źródło cytatów w pracy)
    „Adam Doboszyński o ustroju Polski” Wydawnictwo Sejmowe w 1996
    Więzienie, proces, stracenie

    W tym czasie Doboszyński napisał swoją ostatnią pracę zatytułowaną „W pół drogi”. Zawarł w niej syntezę swej myśli politycznej, ocenę ówczesnej sytuacji politycznej Polski, prognozy na przyszłość oraz wskazania dla ruchu narodowego. Nie zdążył wykonać ostatecznej redakcji tekstu swego ostatniego dzieła. Funkcjonariusze UB aresztowali go w Poznaniu 3 lipca 1947. Śledztwo prowadził osobiście płk Józef Różański, przy zastosowaniu szeregu wymyślnych szykan i tortur. 18 czerwca 1949 rozpoczął się pokazowy proces przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Doboszyński został oskarżony o współpracę z wywiadem hitlerowskich Niemiec i Stanów Zjednoczonych, co było absurdalnym fałszem. Na sali sądowej Adam Doboszyński odwołał zeznania złożone w śledztwie i publicznie obnażył metody, jakimi posługiwało się UB w celu ich wymuszenia.

    W mowie końcowej podczas procesu Doboszyński wypowiedział słynne słowa – Mogłem w życiu popełnić wiele błędów, ale zamiary moje były uczciwe i byłem człowiekiem czystych rąk.

    11 lipca sąd wydał wyrok, skazując Doboszyńskiego na karę śmierci. Wyrok ten został utrzymany następnie przez Najwyższy Sąd Wojskowy, a prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok został wykonany strzałem w tył głowy w dniu 29 sierpnia 1949 w więzieniu mokotowskim. Grób symboliczny znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie w Kwaterze „Na Łączce”.

    Także po śmierci postać Doboszyńskiego była atakowana zarówno w prasie oficjalnej jak i w publikacjach drugiego obiegu z kręgów opozycyjnej tzw. lewicy laickiej.

    Po latach starań rodziny i przyjaciół 29 kwietnia 1989 Sąd Najwyższy ostatecznie oczyścił ze wszystkich powojennych zarzutów i pośmiertnie zrehabilitował Adama Doboszyńskiego.
    Upamiętnienie

    W Krakowie, w Dzielnicy I Stare Miasto, przy ulicy św. Anny nr 3 znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona pamięci Adama Doboszyńskiego (seniora) oraz Adama Doboszyńskiego (juniora)

  6. JerzyS said

    Spawdźcie w ilu miatstach jest ulica im, Doboszyńskiego, Rybarskiego, Zdizechowskiego, lub pomordowanych przez JPI po wojnie domowe w 1926 j generałów!

  7. JerzyS said

    Polecam lekturę:
    Adam Doboszyński – Proces

    Jak znajdę czas to podrzucę urywki

  8. JerzyS said

    Anglia rekami swoich agentów wymordowała polska elitę, -generalicję i oficerów, i działaczy politycznych
    Najpierw po wojnie domowej 1926 w II RP
    , później w Rosji, następnie rekami swojego agenta zwerbowanego w Persji Berii w Katyniu
    , następnie razem z Niemcami w PRL
    Po śmierci Stalina (1953) nadal mordowała do 1956 i zrzucała winę na nieżyjącego już Stalina.
    W Rosji zaraz po śmierci Stalina więźniowie zaczęli opuszczać łagry,W Polsce dopiero po październiku 1956.

    Poczytajcie o Afera Berg

    Oglądnijcie wszystkie odcinki Albina Siwaka

  9. Boydar said

    „… Anglia rekami swoich agentów wymordowała polska elitę …” – Pan JerzyS (8)

    Wprawdzie nie Anglia, tylko wrośnięci w te nieszczęsne Wyspy od ponad 1000 lat jewreje, i nie tylko polską elitę bo każdą jedną jak stała na im drodze, ale TAK WŁAŚNIE BYŁO. I JEST !

  10. Racjonalista said

    Nie wierzę w to, że Konstytucja 3 Maja jest dziełem masońskim. Natomiast uważam, że masoneria starała się wywrzeć jak największy wpływ na to dzieło. Ponieważ im się to nie udało, a Konstytucja istotnie mogła naprawić Polskę, a przez wzmocnienie Polski wspomóc Katolicyzm w Europie, postanowili ją zniszczyć razem z Polską. Stąd dziwne przeszkody w rozbudowie armii, a potem jeszcze dziwniejsza kapitulacja króla, którego armia w wojnie z Rosją odnosiła same zwycięstwa, a cofała się tylko dlatego, że z niepojętych powodów większość sił Polski w ogóle nie wzięła udziału w walkach, i stała sobie bezczynnie aż do końca tej dziwnej wojny. Gdyby nie przystąpienie króla do Targowicy, wojna ta dla Rosji (której armia straciła w walkach 1/3 stanu osobowego) mogła skończyć się katastrofą, przypominającą klęski Rosjan z okresu XVII wieku. Niewykorzystane szanse na zwycięstwo i związana z tym rozpacz żołnierzy to był łatwopalny materiał. Masonom wystarczyło wtedy tylko podłożyć ogień i poczekać na wybuch. Ale powstańcy musieli wtedy walczyć już z trzema zaborcami na raz, i to w zdecydowanie gorszych warunkach.

  11. JerzyS said

    Boydar said
    2015-05-02 (sobota) at 12:45:01

    „… Anglia rekami swoich agentów wymordowała polska elitę …” – Pan JerzyS (8)

    Wprawdzie nie Anglia, tylko wrośnięci w te nieszczęsne Wyspy od ponad 1000 lat jewreje, i nie tylko polską elitę bo każdą jedną jak stała na im drodze, ale TAK WŁAŚNIE BYŁO. I JEST !

    No , ale z Czechami to im nie wyszło.
    Zlecenia morderstwa czeska partyzantka nie przyjęła
    Wysłano zabójców z Londynu

    prowokowane powstanie nie wybuchło!
    Zamach na Reinhardta Heinricha miał zapoczątkować ten proces, ale Mądrzy Czesi olali Anglię i nie dali się sprowokować!

    Uratowali ludność i elity
    dziś widać to po polityce Czech!

  12. Siekiera_Motyka said

    Ad. 10 – „Stąd dziwne przeszkody w rozbudowie armii, a potem jeszcze dziwniejsza kapitulacja króla, którego armia w wojnie z Rosją odnosiła same zwycięstwa, a cofała się tylko dlatego, że z niepojętych powodów większość sił Polski w ogóle nie wzięła udziału w walkach, i stała sobie bezczynnie aż do końca tej dziwnej wojny. Gdyby nie przystąpienie króla do Targowicy, wojna ta dla Rosji (której armia straciła w walkach 1/3 stanu osobowego) mogła skończyć się katastrofą, przypominającą klęski Rosjan z okresu XVII wieku. ”

    Czy mógł by Pan podać tytuł książki która dobrze opisuje okres przez Pana opisany.

    „Tak zwany – Najazd myślenicki

    Na Myślenice Doboszyński ruszył w nocy z 22 na 23 czerwca. Bojówki zerwały łączność telefoniczną z Myślenicami, rozbiły posterunek policji. Zaplanował również chłostę ówczesnego burmistrza Myślenic, ten jednak zdołał się ukryć. Najazd miał na celu spopularyzowanie idei handlu narodowego, opartego na polskich kupcach. Doboszyński chciał zarówno sterroryzować żydowskich kupców, jak i zmusić myśleniczan do wyboru polskich sklepów. Uważał, że państwo dyskryminuje polski handel.

    Za najazd na Myślenice Doboszyński został skazany na trzy i pół roku więzienia, został pozbawiony praw publicznych. Po wybuchu II wojny światowej walczył jako saper, zbiegł z niewoli i zdołał przedostać się do Wielkiej Brytanii. Został odznaczony Krzyżem Walecznych i Croix de Guerre. Wielokrotnie krytykował rząd Sikoroskiego za zabytnią ugodowość wobec Rosji. Po opublikowaniu listu otwartego nawołującego do obalenia gen. Sikorskiego został aresztowany i wyrzucony z wojska. Nagłaśniał zbrodnię katyńską, przestrzegał również przed zrywami powstańczymi.”
    https://narodowyjawor.wordpress.com/2013/06/04/adam-doboszynski/

    Teraz sobie przypomniałem ten fragment z poniżej podanego linku,

    http://ciborowski.host247.pl/nowomowa.htm#Dekada

    „[4]
    20 marca 1936 strajkujące kobiety pracujące w fabryce krakowskiej „Semperit” zostały brutalnie usunięte i pobite przez oddziały policji. Skutkiem tego był strajk powszechny Krakowa 23 marca. 20 tysięczna mianifestacja kierująca się pod budynek władz wojewódzkich została „przywitana” salwą z pistoletów automatycznych odziałów policji pod Barbakanem. Doszło do starć. Według oficjalnych danych zabito 6 osób, kilkadziesiąt zostało rannych, a kilkaset aresztowano. Na te wydarzenia w kwietniu w całym kraju przygotowano jednogodzinne strajki ostrzegawcze. 14 kwietnia zaatakowano z użyciem broni palnej demonstrację bezrobotnych we Lwowie, a 16 kwietnia kondukt pogrzebowy żegnający zabitych robotników z innych demonstracji. Zginęło dalsze 50 osób, a 300 zostało rannych [Historia2.313] Równie gęsto słał się trup wśród chłopów. Tylko w trakcie wystąpień w Pawłosiowie zginęło 41 osób. Ogólem w trakcie akcji pacyfikacyjnych w Krakowie, Tarnuniu, Warszawie, Bochni, w województwach południowych, w powiatach rzeszowskim, przeworskim, limanowskim, brzozowskim, jarosławskim i Małopolsce wschodniej policja zastrzeliła ponad 1000 osób. Liczbę osób rannych szacuje się na kilka tysięcy. Liczbę poddanych represjom i aresztowaniom ocenia się na 150 tysięcy osób”

    Nie znając historii tych czasów nie wiem w jaki sposób (czy w ogóle) są te wydarzenia powiązane. Czy ktoś wie ?

  13. Boydar said

    Przypuszczam, że któryś z rezydentów się w ostatniej chwili nawrócił. I wyjaśnił komu trzeba jak się sprawy naprawdę mają. Ciekawe który i czy długo pożył.

  14. Boydar said

    To (13) do Pana Jerzego było.

  15. Siekiera_Motyka said

    Ad. 11 – „Uratowali ludność i elity
    dziś widać to po polityce Czech!”

    Oj, widać to dosyć wyraźnie !!!

    „Czech President Zeman: Deputy PM of Kosovo Is a War Criminal”

    http://russia-insider.com/en/zeman-deputy-prime-minister-kosovo-war-criminal-recognition-country-has-opened-pandoras-box/6303

  16. Siekiera_Motyka said

    To
    „W trzecim roku istnienia konfederacji przyjeżdża z Paryża płk. Dumouriez, delegowany przez rząd francuski na politycznego doradcę i wodza konfederacji. Płk. Dumouriez dostaje oficjalne polecenie doprowadzenia do zgody między królem a konfederacją. Przyjeżdża do Polski, i nagle z jego wpływu Generalność konfederacji ogłasza detronizację króla. Grom z jasnego nieba, niszczący w zarodku wszelkie możliwości porozumienia.”

    przypomina mi amb. Noela i jego działalności w Warszawie przed II WS.

    „Ambasador francuski Leon Noel już raz „przysłużył” się Polsce w tej wojnie. To na jego interwencję marszałek Śmigły – Rydz opóźnił powszechną mobilizację o jeden dzień. ”

    „22 września Sikorski z ambasadorem Noelem wyjechał pociągiem z Bukaresztu do Paryża, dokąd dotarł 24 września. Leon Noel doręczył też dnia list od prezydenta, ambasadorowi Juliuszowi Łukaszewiczowi. Przesyłka zawierała dwie koperty, jedną zaadresowaną do Łukaszewicza, drugą do ambasadora w Rzymie gen. Wieniawy-Długoszowskiego, który wezwany przybył do Paryża 25 września 1939 roku. List do Wieniawy zawierał dekret desygnujący go na urząd prezydenta RP.

    Generał przyjął propozycję Mościckiego, przystąpiono więc do składania „Monitora Polskiego”, aby opublikować stosowne dokumenty. Jednak Francuzi złożyli protest wobec tej kandydatury. Łukaszewicz wyraził zdziwienie takim oświadczeniem francuskiego MSZ, uznając go za ingerencję w sprawę leżącą w wyłącznym zakresie władzy suwerennej prezydenta RP. Minister Champetier de Ribes zaznaczył, iż wobec tego, że prezydent RP będzie korzystał z gościny francuskiej, należało omówić sprawę kandydata z rządem francuskim. Ponadto podkreślił, iż obawia się, że Wieniawa nie będzie dobrze przyjęty przez Polaków na emigracji. Zarzucił także ambasadzie nielegalne (sic!) wydanie „Monitora Polskiego”. Wydaje się oczywiste, iż krok ten został uzgodniony z najważniejszymi politykami opozycji antysanacyjną, którzy znajdowali się wówczas w Paryżu. Do Wieniawy przylgnęła swego czasu opinia alkoholika i hulaki, jednak po przyjeździe do Rzymu całkowicie zerwał z nałogiem, o czym było wszystkim powszechnie wiadomo. Nie przeszkodziło to gen. Sikorskiemu twierdzić, iż Wieniawa przyjechawszy do Paryża opuszczał pociąg w stanie nietrzeźwym. Jego wyznaczenie na urząd prezydenta, wzburzony Sikorski nazwał katastrofą i nie chciał się z nim spotkać.”

  17. Eliza said

    Dawno nie miałam tak dużej dawki historii i przemyśleń. Dzięki.

  18. Siekiera_Motyka said

    Ulotka jest dalej aktualna.

    Po lewej stronie dał bym listę sklepów, takich jak Tesco, Liddel, Rossman itd.

  19. Jacek said

    Bardzo dobry tekst. Wymaga szerszego omówienia.

  20. Zdziwiony said

    Re. 16
    Perypetie „Rodziny Koneckich”. Jak Bolesław Wieniawa-Długoszowski nie został Prezydentem RP
    We wrześniu 1939 roku, po internowaniu w Rumunii rządu Felicjana Sławoja Składkowskiego i prezydenta Ignacego Mościckiego, Polska praktycznie nie miała legalnych władz. Konsekwencje mogły być fatalne, łącznie z przerwaniem ciągłości istnienia państwa polskiego. Dlatego kryzys trzeba było zażegnać jak najszybciej.

    http://portalwiedzy.onet.pl/4869,1581,1597090,3,czasopisma.html

  21. Zdziwiony said

    Doboszyński był organizatorem głośnego w przedwojennej Polsce „marszu na Myślenice” (23 czerwca 1936 r.). Dowodzona przez niego grupa kilkudziesięciu narodowców opanowała nocą na kilka godzin leżące na Podhalu miasteczko, rozbroiła posterunek policji, obrabowała mieszkanie starosty oraz rozbiła dwa żydowskie sklepy. Było to następstwo decyzji starosty myślenickiego, który uniemożliwił – wygrany przez tutejszych kuśnierzy przetarg na dostwę kożuchów dla Krakowskiej Dyrekcji Kolei. Decyzja o podłożu politycznym (starosta zwalczał narodowców) oznaczała utratę poważnego zamówienia, co miało ogromne znaczenie w dobie kryzysu gospodarczego.
    Za zorganizowanie „marszu” Doboszyński skazany został w 1938 r. na trzy i pół roku więzienia.
    Po kampanii wrześniowej 1939 r., w której został ranny, przedostał się do Francji, gdzie zgłosił się do służby w Wojsku Polskim. Odrzucił propozycję objęcia ministerialnych urzędów, gdyż uważał, że walka jest najważniejsza. Nie zgodził się na współpracę SN z rządem Sikorskiego i wystąpił ze stronnictwa.

    Jesienią 1946 r. Doboszyński postanowił wrócić do kraju w celu przeciwdziałania grożącemu powstaniu, które mogło grozić Polsce całkowitą zagładą resztek substancji narodowej. Siostra Doboszyńskiego, Jadwiga Malkiewicz, z którą spotkał się w Polsce, tak wspominała rozmowę z bratem: „Stwierdził, że nie przychodzi z żadną misją od kogokolwiek, a tylko po to, aby wyperswadować młodym ludziom tkwiącym jeszcze ciągle w lesie, aby wyszli, ujawnili się i rozpoczęli studia i normalne życie. Mówił, że nie zdają sobie oni wcale sprawy z tego, że nas alianci zdradzili w Jałcie, oddając Polskę de facto na pastwę Rosji. Tłumaczył, że wojna Zachodu z Rosją, na którą czekają, powinna mieć miejsce przed rokiem 1950, czyli przed prawdopodobną datą, kiedy Sowieci będą już mieli własną bombę atomową”. Doboszyński nawiązał kontakt z wieloma znanymi osobami, głównie z kręgów przedwojennego i okupacyjnego Stronnictwa Narodowego, a także chadecji. Większość z nich spotkała się z nim na procesie w charakterze współoskarżonych.

  22. Zdziwiony said

    Jędrzej Giertych, list do Prymasa Józefa Glempa z prośbą o wszczęcie kampanii w sprawie rehabilitacji zamordowanego przez żydów Adama Doboszyńskiego.

    List wysłany w roku 1986 pozostał bez odpowiedzi do dnia dzisiejszego.

    http://gazetawarszawska.eu/2012/08/28/jedrzej-giertych-list-do-prymasa-jozefa-glempa/

  23. […] https://marucha.wordpress.com/2015/05/02/adam-doboszynski-o-konstytucji-3-maja/ […]

  24. […] https://marucha.wordpress.com/2015/05/02/adam-doboszynski-o-konstytucji-3-maja/ […]

  25. Joannus said

    Ad 10
    ”Nie wierzę w to, że Konstytucja 3 Maja jest dziełem masońskim. ”

    Tak głoszą bracia, a im ”można” wierzyć.
    Jak Pan dojdzie kiedyś do poznania prawdziwego celu tej nieszczęsnej konstytucji to przełamie się i pewnie uwierzy.

  26. Jacek said

    Powyższy tekst należy bardzo uważnie przeczytać. Zawiera on bowiem szereg stwierdzeń o wartości historycznej, które pokazują doskonale siły i mechanizmy zaangażowane w unicestwianiu Narodu Polskiego i jego państwa również i dzisiaj.

    Wadą tekstu ( i wadą polskiej myśli politycznej do dzisiaj) , jest to, że nie opiera się on o jasno ukształtowaną realistyczną ( w sensie tomistycznym, a więc katolicką , a więc prawdziwą) teorię państwa. Teorię, która musi definiować prawidłowe wewnętrzne działanie państwa, ze względu na dobro narodu państwo tworzącego, jak również konieczne działanie państwa wobec czynników zewnętrznych i wzajemne powiązanie tych dwu aspektów działania państwa.

    Przykładem skutków takiego braku odniesienia, jest rażąco nieprawdziwa ocena stanu IIRP jako Państwa Polskiego, umieszczona na końcu omawianego tekstu:

    „I dlatego w chwili, gdy zaczyna się dramat dziejowy, naród polski mając armię i mając ideę narodową może być przekonany, że ten dramat nie zakończy się dla niego tragicznie, jak się zakończył tragicznie dramat 3-go Maja, ale dramat, który zaczynamy przeżywać, zakończy się finałem zwycięskim! (Burzliwe oklaski).”

    Opinia o stanie Państwa Polskiego wyrażona w tym cytacie jest opinią nie opartą na rzeczowej analizie siły Państwa Polskiego względem sił temu państwu zagrażających.

    Wracając do głównej części tekstu, przyjmuję jako faktyczny przedstawiony w nim opis łańcucha spisków masońskich. Chce jednak zwrócić uwagę na brak właściwej diagnozy przyczyn pokazanej przez Doboszyńskiego, powtarzającej się, słabości wobec tych spisków najlepszych elementów narodu polskiego, w jego warstwie przywódczej. Słabości najwyraźniej opisanej w odniesieniu do Konfederacji Barskiej:

    „Przypatrzmy się czteroletnim dziejom konfederacji barskiej, które każdy z Państwa studiował w szkole. Przypominamy sobie, że przedstawiają się one chaotycznie, jakoś dziwnie bezplanowo. Dla mnie dzieje konfederacji barskiej stanowią analogię do dziejów powstania 1830-31 r. Nie znam bardziej tragicznej i niepokojącej lekcji, jak dzieje powstania w 1830-31 r.
    To samo jest z konfederacją barską: jakiś chaos, jakaś tragiczna bezplanowość. Ludzie energiczni skądinąd i zdecydowani nagle zamieniają się w kunktatorów. Co chwila przestaje się rozumieć, o co chodzi, przestaje się rozumieć te wszystkie zwłoki, nie rozumie się dlaczego ludzie mądrzy robią rzeczy głupie, dlaczego ludzie porządni robią rzeczy podłe.”
    Konfederacji, którą autor tekstu jak najbardziej trafnie opisuje jako „ostatni niezależny zryw narodu aż po nowożytny, obecny ruch narodowy”:
    „Na gwarancję Rosji, która najbardziej ślepym z Polaków otworzyła wreszcie oczy, na dokonaną już faktycznie utratę niepodległości, odpowiedział naród konfederacją barską. Zapamiętajmy to sobie dobrze: Bar, to ostatni niezależny zryw narodu aż po nowożytny, obecny ruch narodowy. Ostatni.”
    i dalej:
    „Bar, to po nasze czasy ostatni samodzielny poryw ducha narodowego, poryw tak trudny do rozgryzienia dla masońskich historiografów, bo irracjonalny, nie usiłujący realizować jakiegoś programu, ale samozachowawczy, poczęty z najgłębszego ducha duszy polskiej, chcącej bronić swej swoistości, swej najgłębszej narodowej więzi psychicznej i swej wiary przed brutalnym dotykiem łap azjatyckiego najeźdźcy.”

    Takie wytłumaczenie istnieje i jest niezwykle istotne dla zrozumienia tragicznej historii Polaków i upadku ich państwa do dzisiaj. To wytłumaczenie brzmi: penetracja przywódczych warstw narodu polskiego przez frankistów ( od Jakuba Franka). Oczywiście, pytanie brzmi również, dlaczego do tej penetracji dopuszczono, ale aby, na te część pytania, odpowiedzieć trzeba by się cofnąć najprawdopodobniej do czasów Kazimierza, ostatniego z Piastów, a może i wcześniej. Warto by również przyjżec się uważnie historii opanowania Turcji przez sektę ataturka i ludobójstwa Ormian.

    Drugą, niezwykle ważną, obserwacją przedstawioną przez Doboszyńskiego, jest równoległość losów Narodu i Państwa Polskiego z losami Kościoła Katolickiego:

    „Musimy sięgnąć do czasów saskich, do czasów najgłębszego upadku. Polska jest wówczas ciężko chora. Trawi ją od stu lat gorączka złotej wolności, choruje na demokratyzm, zanik władzy i autorytetu, choruje na nieodłączny od liberalnej demokracji pacyfizm, który zabija w narodzie cechy rycerskie i naród towarzyszów pancernych przemienia w naród hreczkosiejów. Choruje Polska na materializm – ciężkie niedomaganie, prowadzące do rozhartowania charakterów i do zaniku cnót obywatelskich.

    Prawda, że w tych ciężkich czasach zacieśniają się więzy, łączące polskość z katolicyzmem. Ale nie jest to już, niestety, katolicyzm Oleśnickich i Hozjuszów, a tym bardziej nie jest to surowy i zdobywczy katolicyzm średniowiecza, wiara gorąca jak płomień, w której ogniu przetapiają się przywary osobiste i niesprawiedliwości społeczne. Katolicyzm XVIII wieku jest chory. I to jest jednym z powodów, dla których tak ciężko chora była w XVIII wieku i Polska.”

    Pierwszy fragment powyższego cytatu opisuje stan Państwa Polskiego po długim, bo sięgającym czasów Jagiellońskich, odchodzeniu od stosowania Prawa Naturalnego w praktyce sprawowania władzy. Natomiast drugi fragment pokazuje uwarunkowanie tego stanu upadku przez słabość katolicyzmu, zwłaszcza w przywódczych warstwach Narodu Polskiego. Niestety autor nie przedstawia tych uzależnień w ramach rozumienia państwa jako realizatora Prawa Naturalnego w skali narodu. Dlatego, przedstawiona przez niego analiza stanu Państwa i Narodu Polskiego jest przyczynkowa, a nie podstawowa.

    Ta słuszna, chociaż niestety jedynie przyczynkowa, analiza jest zastosowana przez autora również w stosunku do dynamiki odrodzenia Państwa i Narodu Polskiego:

    „Skończyła się już ofensywa kontrreformacji; podgryzany racjonalizmem, w rozbracie ze schodzącą na manowce wiedzą, podminowany masonerią, zagnieżdżającą się nawet w szeregach duchowieństwa, Kościół katolicki wchodzi w XVIII wieku w okres słabości, z którego zaczyna się tryumfalnie dźwigać dopiero w naszych czasach. Nawiasem mówiąc, w chwili, gdy katolicyzm tryumfalnie się dźwiga, dźwiga się również i Polska.”

    W tym miejscu można już przedstawić rozszerzenie diagnozy historycznego upadku Narodu i Państwa Polskiego na najnowszą historie i dzień dzisiejszy. Dzisiaj również Polacy przeżywają kryzys duchowy i intelektualny, a co za tym idzie kryzys woli i zdolności do skutecznego działania, wynikający z upadku katolicyzmu i to zarówno wśród samych Polaków, jak i w skali światowej. Wzmocnienie Kościoła Katolickiego, zwłaszcza w jego roli nauczycielskiej, jakie opisuje Doboszyński, zakończyło się na papieżu Piusie XII . Z chwilą objęcia władzy w Watykanie przez Roncalliego następuje tam demontaż Kościoła Katolickiego i instalacja talmudyczno- masonskiej sekty dążącej do ustanowienia „religii światowej” na potrzeby „nowego porządku światowego”.
    Zasadniczym aktem tej sekty było, poprzedzające sw ii, sumaryczne „rozgrzeszenie” bolszewizmu we wszystkich jego postaciach. Już sam ten fakt musiał mieć, miał i ma, zasadnicze znaczenie dla kontynuacji po-bolszewickiej antypolskiej władzy w Polsce. Te wydarzenia wyjątkowo mocno dotknęły Polaków, którzy zostali w dodatku duchowo, moralnie i intelektualnie rozbrojeni przez wybór „największego z rodu Słowian ” jako „”papieża” sekty watykańskiej. Mówiąc w skrócie, polski frankista został Polakom przedstawiony jako ich duchowy autorytet i przywódca w imieniu Kościoła Katolickiego. Doboszyński w swoim przesłaniu uzasadnia bardzo trafnie konieczność odbrązowienia masońskich mitów otumaniających Polaków. Obecnie mitem wymagającym odbrązowienia, aby Polacy, a wraz z nimi Państwo Polskie, mogli podźwignąć się z upadku, jest mit „największego z rodu Słowian”.

  27. Jacek said

    Krekta;

    oczywiscie powinno byc: odbronzowienia, a nie odbrązowienia

  28. Andrzej B. R. said

    Ad. 5 – Bodakowskiemu za ten paszkwil należy się nieustanna profilaktyka

    oparcia kości ogonowej o nogę od krzesła . . .

    Aż pojmie swą nędzę kretyna na żołdzie Judasza!

    Bodakowski, Adam Schamir, Głgoczowski i Łoboda – to ta sama proza ZBRODNI na RP!

Sorry, the comment form is closed at this time.