Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Dlaczego Witos uciekł z Polski?

Posted by Marucha w dniu 2015-05-22 (Piątek)

Wydawać by się mogło, że twórcy niepodległości każdego państwa powinni cieszyć się do końca życia uznaniem, wdzięcznością i szacunkiem zarówno władz, jak i mieszkańców. Do takich, zasłużonych osób w II Rzeczypospolitej można było niewątpliwie zaliczyć Wincentego Witosa.

Ten legendarny działacz chłopski zasłużył się nie tylko swoją działalnością przed i w czasie I wojny światowej. W dużej mierze jego postawie w czasie wojny z bolszewicką Rosją Polska zawdzięczała większe zaangażowanie i wsparcie ze strony wielu obywateli, zwłaszcza chłopów. Chociażby za to, przywódca PSL „Piast” uzyskał znaczące miejsce w historii Polski, by nie rzec górnolotnie – w Panteonie ojczyźnianym.

Ale szkopuł polegał na tym, że po kilku, kilkunastu latach po odzyskaniu niepodległości Witosowi nie wystarczała rola niezaangażowanego w politykę autorytetu, który z pomnika dostojnie obserwowałby kolejne rządy i zdarzenia polityczne. On wciąż chciał być – jak na rasowego polityka przystało – na pierwszej linii frontu kolejnych rozgrywek o władzę. Zapomniał jednak o tym, że na pierwszej linii, niezależnie od wcześniejszych zasług, wciąż się jest narażonym na różne pociski. I niestety zapłacił za to bardzo wysoką cenę.

Przypomnijmy, że Witos był w maju 1926 premierem znienawidzonego przez lewicę rządu „Chjeno-Piasta” i to on właśnie – jako przedstawiciel władzy – został obalony w wyniku zamachu majowego. Kto jak kto, ale przywódca PSL „Piast” tak łatwo nie dawał jednak za wygraną. Przecież świadczy o tym całe jego polityczne życie, w tym skala jego ambicji (uwzględniająca także perspektywę objęcia w 1922 roku stanowiska Prezydenta).

To nie był więc człowiek, którego łatwo można by było usunąć z polityki. Witos więc po zamachu majowym nie szukał żadnego Sulejówka, tylko przeszedł do opozycji wobec sanacji i jej kolejnych gabinetów. Co więcej, jego opozycyjność nie była jałowa, ale obliczona na konkretne skutki i zdarzenia. Powoli zyskiwał nowych sojuszników. Formacje lewicowe, które długo popierały Piłsudskiego, w miarę upływu czasu coraz bardziej niechętnie odnosiły się do nowej władzy. Przed zamachem w roku 1926 zapewne Polska Partia Socjalistyczna, czy Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie” liczyły, że staną się partnerami dla Marszałka w rządzeniu krajem. Przeliczyły się. Piłsudski uważał, że parlamentaryzm jest szkodliwym i złym ustrojem.

A przecież wspierające go partie lewicowe były mimo wszystko tego parlamentaryzmu ważną częścią. Cóż z tego, że w większości dla niego życzliwą? W dłuższej perspektywie współpraca okazała się niemożliwa. Marszałek – zwłaszcza po roku 1926 niechętnie dzielił się władzą z politykami od niego choć trochę niezależnymi. A tymczasem chociażby Herman Lieberman, Norbert Barlicki, Adam Pragier z PPS–u, czy Kazimierz Bagiński i Józef Putek z „Wyzwolenia” zakładali, że głos ich partii będzie wysłuchiwany, że będą mieli wpływ na decyzje rządu, a w przypadku, gdyby dysponowali większością parlamentarną – również poprzez nią będą mogli znacząco wpływać na działania władzy. Może nie w takim stopniu, jak w typowej demokracji, ale też na pewno nie w tak znikomym, jak w systemie autorytarnym. Nie chcieli być listkiem figowym władzy, ale jej partnerem. Tymczasem władza zupełnie takiego partnerstwa nie brała na serio pod uwagę.

*                     *                    *

W 1928 roku odbyły się wybory do parlamentu. Startującą w nim formacja stworzona przez piłsudczyków, czyli Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, nie zdobyła większości mandatów w Sejmie (uzyskując ich tylko około 29 %). Pogłębiło to problem relacji między sanacją a centrolewicą. Gdyby piłsudczycy zdobyli tutaj większość, centrolewica musiałaby się do tego faktu dostosować. A tak, to ona – przynajmniej na polu parlamentu – mogła stawiać swoje warunki. Poczuła się zresztą silniejsza – dostała spory mandat poparcia społecznego.

I tak, na marszałka Sejmu obrano jednego z najbardziej uznanych polityków PPS, Ignacego Daszyńskiego. Rozwścieczyło to Piłsudskiego i jego popleczników. Z miesiąca na miesiąc pojawiały się kolejne konflikty. Już 1 lipca 1928 w głośnym wywiadzie dla „Głosu Prawdy” Piłsudski stwierdzał: „Każdy z posłów ma prawo wrzeszczeć, krzyczeć (…) ma prawo i przywilej zachowywać się jak świnia i łajdak, natomiast ci, co tak ciężko pracują, jak to jest z ministrami, pobierając za szaloną pracę jakieś głupie grosze, muszą zewnętrznie udawać nadzwyczajny dla tej sali szacunek”.

W propagandzie obozu rządowego posłowie byli więc tylko jałowymi gadułami, dbającymi tylko o własne prywatne interesy. Posłowie mieli tylko przeszkadzać rządowi w jego, jakże potrzebnej dla kraju pracy. Diagnozy te dotyczyły siłą rzeczy też posłów lewicy (Piłsudski niezbyt kategorycznie w tym okresie rozróżniał „zasługi” przedstawicieli poszczególnych ugrupowań, sprowadzając ich do wspólnego mianownika).

W takich okolicznościach pojawiła się okazja do pogłębionej współpracy stronnictw sejmowych. Może współpraca ta nie dotyczyła w zbyt szerokim zakresie, z różnych względów, prawicowej (i trochę wtedy pogubionej) endecji, ale już Wincentego Witosa i jego zaplecza – jak najbardziej. Centrowy PSL „Piast” stawał się naturalnym sojusznikiem dla odrzucanej przez sanację lewicy. Ostatecznym tego efektem było utworzenie 14 września 1929 roku zwartego bloku opozycji, czyli Centrolewu, w którym spotkali się między innymi Wincenty Witos, politycy PPS, „Wyzwolenia”, a nawet chrześcijańskiej demokracji.

Centrolew nie grzeszył co prawda nadmierną dynamiką działania. Przez długi czas niektórzy jego przedstawiciele wciąż mimo wszystko liczyli na porozumienie z władzą. Ale władza konsekwentnie, nie była tym zainteresowana – nie chciała dostrzec w lewicy realnego partnera. Tworzenie silnego bloku opozycyjnego traktowała w kategoriach wypowiedzenia politycznej wojny.

Centrolew w oczach sanacji miał być bowiem podjętą próbą przejęcia władzy. O tym, że takie zagrożenie jest realne piłsudczycy utwierdzili się w czerwcu 1930 roku. Odbył się wtedy w Krakowie zorganizowany przez opozycję Kongres Praw i Wolności Ludu, na którym wznoszono antyrządowe hasła i domagano się dymisji prezydenta Mościckiego. W rezolucji kongresu wskazano między innymi: „Polska znajduje się od czterech lat pod władzą dyktatury faktycznej Józefa Piłsudskiego, wolę dyktatora wykonują zmieniające się rządy, woli dyktatora podlega również Prezydent Rzeczypospolitej (…) Bez usunięcia dyktatury nie sposób opanować kryzysu gospodarczego (…) wobec zamachu rządu społeczeństwo będzie wolne od jakichkolwiek obowiązków, obowiązków a zobowiązania wobec zagranicy nielegalnego rządu nie będą uznane przez Rzeczpospolitą (…) Na każdą próbę terroru odpowiemy siłą fizyczną (…) Ignacy Mościcki winien ze stanowiska Prezydenta Rzeczypospolitej ustąpić”.

Słowa były więc dosyć ostre, ale mieściły się w kulturze politycznej parlamentaryzmu. Według opozycji miało to być przygotowaniem do sukcesu w zbliżających się wyborach parlamentarnych – wszystko zgodnie z prawem. Nie myślano o żadnym zamachu. Jeden z opozycjonistów, Adam Pragier próbował to udowodnić, wskazując, że po Kongresie przywódcy opozycji zrobili sobie przerwę wakacyjną. Cóż to za straszliwi zamachowcy – pytał – którzy robią sobie w trakcie realizacji swych planów dwumiesięczne wakacje? Rzeczywiście, raczej chodziło tutaj o mobilizację społeczeństwa i sukces wyborczy.

O braku dynamiki Centrolewu świadczyły nawet niektóre wypowiedzi przedstawicieli obozu rządowego. Konserwatysta Stanisław Cat Mackiewicz (popierający ówczesną władzę i szczególnie niechętny lewicy) sugerował, że Kongres krakowski była to duża klapa frekwencyjna, ale również blamaż pod względem doboru przemawiających. Relacjonując kongres, ogólnie starał się go wykpić, wskazując na przykład, że jednym z głównych prelegentów był „jakiś wyranżowany staruszek, którego zapowiedziano szumnie jako rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, a którego przemówienie, gdyby nie to, że było nastrojone na ton wyraźnie łzawy, uszłoby może na uroczystych chrzcinach”.

Sanacji tak naprawdę jednak do śmiechu nie było. Najprawdopodobniej zaraz po Kongresie na nieformalnych spotkaniach na szczytach władzy (w których poza Piłsudskim uczestniczyli także między innymi Walery Sławek i Stanisław Car) stwierdzono, że jedynym rozwiązaniem problemu Centrolewu może być aresztowanie jego przywódców. Rozpoczęto przygotowania do aresztowań. Także te propagandowe.

26 sierpnia 1930 r. Piłsudski udzielił pierwszego z szeregu najbrutalniejszych chyba w jego życiu wywiadów Bogusławowi Miedzińskiemu. Konstytucję nazwał tam „konstytutą”, a opozycyjnego prawnika Hermana Liebermana z PPS-u „jakimś tam kauzyperdą”. Po wyśmianiu posłów wypowiedział się również na temat ich „nietykalności”: „Opowiem panu jedną śmieszną bardzo anegdotę. Pewien taki niehonorowy pan, w pewnym mieście został obity po buzi i zwrócił się do komendy miasta z żądaniem ochrony. Pan generał, do którego się udał, odpowiedział mu bardzo solidnie i spokojnie, że on nie jest prochownią, ażeby musiał „karauły” stawiać przy nim i dlatego „karaułu” nie postawi. Dlatego też rząd „karakułów” żadnych nie postawi – bądź pan przekonany”.

Opozycyjni posłowie zostali uznani więc za niehonorowych, a nawet takich, których bezkarnie można było „obić”. W czasach II Rzeczypospolitej brak honoru była to jedna z największych zniewag. A skoro politycy ci byli niehonorowi i skoro odpowiadali za nadużycia, to oczywistym stało się to, że należy ich jakoś ukarać.

W nocy z 9 na 10 września 1930 roku aresztowano i osadzono w twierdzy w Brześciu nad Bugiem dziewiętnastu polityków do których po kilkunastu dniach dołączył jeszcze Wojciech Korfanty. Wśród aresztowanych byli przedstawiciele mniejszości narodowych, poseł BBWR oskarżony o nadużycia finansowe, a także jeden poseł endecji. Tak naprawdę chodziło tutaj jednak o najważniejszych polityków Centrolewu, których więzienni kompani mieli jedynie dodatkowo skompromitować.

W ten sposób na przykład Piłsudski wypowiadając się w wywiadach o aresztowanych mógł względem wszystkich sugerować nadużycia finansowe, czy zdradę kraju. Wśród więźniów brzeskich poza Hermanem Liebermanem, Adamem Pragierem, Norbertem Barlickim, Adamem Ciołkoszem, czy Stanisławem Dubois był właśnie Wincenty Witos. Aresztowanie byłego premiera było w tym kontekście największym skandalem.

Owszem, Witos aktywnie działał przeciwko sanacji, ale przecież miał wielkie, niepodważalne zasługi. Zapewne dlatego był traktowany trochę lepiej niż pozostali współwięźniowie – chociaż nie była to różnica kolosalna. Nie bito go (tak jak innych) zmuszając tylko do upokarzających prac. Nawet Piłsudski w jednym z wywiadów na temat aresztowań stwierdził, że tylko Witos przy ich okazji zachował się przyzwoicie. Cat Mackiewicz uważał, że chodziło tutaj o.. zjednanie w ten sposób przywódcy „Piasta”, ale teza ta wydaje się nader ryzykowna. Przekonać się o tym może każdy, kto zapozna się ze wspomnieniami Witosa. Bardzo łatwo zauważyć, jak dużo występuje u autora pasji, złych emocji (zresztą w pełni zrozumiałych) przy okazji opisywania wypadków brzeskich.

Komendantem twierdzy był Wacław Kostek-Biernacki. Znany był (przed i po Brześciu) z dużego sadyzmu i braku skrupułów moralnych. Osadzeni więźniowie wspominali go bardzo źle – jako osobę, która bardzo często bez większej potrzeby nad nimi się znęcała. Na marginesie można wskazać, że ten niewątpliwy oprawca miał też drugie oblicze – był autorem nawet nienajgorszych pod względem literackim opowiadań kresowych.

„O godzinie 6 rano – opowiada Witos – każdego dnia padał rozkaz klucznika: „Pobudka, wstawać, łóżka robić, słomę z siennika poprawić!” Aby się przekonać, czy rozkaz został wykonany, otwierał żandarm okienko, patrząc do środka. Po „zrobieniu łóżka” i zamieceniu celi szliśmy do umywalni, niosąc ze sobą kubeł z odchodami, dzbanek na wodę, ręcznik i mydło. Na umycie się był czas wyznaczony i skrupulatnie przestrzegany. Po uskutecznieniu tej czynności wracaliśmy do celi, zbierali śmiecie do przyniesionej skrzynki i zjadali śniadanie (…). Po zjedzeniu śniadania, umyciu menażki i łyżki siadaliśmy na zydlach, rozmyślając o tym, kto też jest w naszym sąsiedztwie, kto w dalszych celach, starając się złapać każdy ruch i każde słowo”.

Strażnicy uwielbiali szpiegować, podsłuchiwać więźniów i uprzykrzać im życie. W celach było bardzo zimno – więźniowie musieli otulać się brudnymi kocami na pryczach pełnych pcheł. Zawsze dowcipny Adam Pragier komentował tę sytuację słowami: „Pchły, jak makiem zasiał!”,  jednakże jego mniej pogodni współtowarzysze nie podzielali tego poczucia humoru… Niedogodności dotyczyły również pożywienia”. Pragier wspominał: „Gdyśmy trochę wypoczęli, pojawiło się nowe zjawisko, z którym mieliśmy mieć do czynienia przez dalsze dni żywota więziennego: nieznośny głód. Obiad, bez żadnej wartości odżywczej zapełniał na krótki czas żołądek i wywoływał przesyt. Ale już po jakichś dwóch godzinach pojawiał się głód, którego nie było czym zaspokoić. Do kolacji pozostało jeszcze trzy godziny i nie trzeba było zbyt wiele po niej oczekiwać. Istotnie, na kolację pojawiała się niewielka łyżka kaszy – i nic więcej. (…) Dano nam szachy i dwie „książki”, które miano zmieniać co tydzień. Słowo „książki” piszę w cudzysłowie, bo były to broszurki zawierające historię 156 pułków wojska Rzeczypospolitej, pisane zapewne przez adiutantów pułkowych o skłonnościach literackich, przeznaczone dla szkół rekruckich”.

Więźniowie musieli czyścić korytarze i toalety. Nocą sporadycznie organizowano egzekucje – niespodziewanie zabierano i dotkliwie ich bito. Dla odmiany znęcano się też psychicznie. Wyprowadzano więźniów z lochów, sugerując im, że idą na śmierć. W tego rodzaju okolicznościach Lieberman dostał zawału serca (co nikogo z obsługi twierdzy specjalnie nie zainteresowało i główną osobą ratującą socjalistycznego adwokata był sam Witos).

Pobyt w Brześciu trwał ponad dwa miesiące. Więźniów zaczęto wywozić do innych, mniej restrykcyjnych aresztów od 23 listopada, a następnie – sporadycznie wypuszczano na wolność. Na tym jednak nie koniec. Co prawda sanacja zrealizowała swój główny cel, czyli rozbiła i wystraszyła opozycję, przejmując w tych niecodziennych warunkach pełnię władzy w Sejmie, ale trzeba było aresztowania jakoś usankcjonować prawnie. W związku z tym rozpoczął się specjalny proces sądowy w którym między innymi Witos został oskarżony „o dążenie do siłowej zmiany rządu, podniecanie w masach nastrojów rewolucyjnych, podburzanie do nienawiści do władzy oraz publiczne dyskredytowanie i wyszydzanie władz”.

Aby udowodnić tezę oskarżenia wybierano – często wyrwane z kontekstu wypowiedzi różnych opozycjonistów skierowane przeciwko rządowi. Jak jeden z oskarżonych wygłosił więc gdzieś na przykład ostrą opozycyjną mowę, traktowano to jako dowód jego przestępczej działalności. Nic dziwnego, że takie postawienie sprawy spowodowało w społeczeństwie duże emocje (które już wcześniej wywołały informacje o tym, jak skandalicznie traktowano więźniów w Brześciu). Oskarżonych bronili najwybitniejsi polscy adwokaci. Największe zainteresowanie budziła jednak sprawa samego Witosa.

Przykładowo, w akcie oskarżenia przywódca „Piasta” oskarżony został między innymi o to, że „dnia 25 listopada 1928 r. (…) w gminie Słupiec na placu przed kościołem urządził nielegalne zebranie publiczne, gdzie twierdził, że za jego rządów było lepiej i że choć obecny rząd trzyma wszystko w żelaznych rękach, jednak i tak się go nie boją”. Dodajmy, że w Drugiej Rzeczypospolitej polityczne polemiki, czy przemówienia z zasady były bardzo ostre, pełne jednoznacznych, dosadnych oskarżeń. Na tym tle wybrane wypowiedzi Witosa nie różniły się pod tym względem od innych przeciętnych wystąpień przedstawicieli różnych stronnictw politycznych.

Gdy były trzykrotny premier zabrał głos na rozprawie, zwrócił uwagę na pewien paradoks. On sam nie dążył do nielegalnego zamachu stanu – działał zgodnie z regułami parlamentaryzmu. Natomiast w roku 1926 to jego rząd został bezprawnie obalony. Tak więc: „Kto inny robił zamach i spisek – ja siedzę na ławie oskarżonych. Wierzę jednak zawsze, że w Polsce jest prawo i to równe prawo dla wszystkich. Dlatego też, siedząc dzisiaj na ławie oskarżonych, ośmielam się zapytać pana przedstawiciela oskarżenia publicznego, czy nie zna tych ludzi, którzy dokonali zamachu (majowego – M.N.) i czy to było przestępstwem? Bo jeżeli tak jest, to powinna być wielka zmiana i spodziewam się, że ta zmiana nastąpi. Dlatego, siedząc na ławie oskarżonych, nie wdaję się w to, jaki będzie wynik”.

Wyrok sądu mógł być oczywiście tylko jeden – uznanie oskarżonych za winnych udziału w spisku dążącym do obalenia legalnej władzy.

Witos nie chcąc ponownie zostać aresztowanym – zbiegł we wrześniu 1933 roku do Czechosłowacji (której władze delikatnie to ujmując nie przepadały za sanacyjną ekipą).

Do Polski wrócił po kilku latach, 31 marca 1939 r. Władza nawet w tych okolicznościach zbyt szybko mu nie darowała. W więzieniu w Siedlcach spędził trzy dni, a następnie jego karę zawieszono na sześć miesięcy.

31 października 1939 r. już w zupełnie innych warunkach politycznych Prezydent RP na uchodźstwie wydał dekret o całkowitej amnestii dla byłych więźniów brzeskich. Zwróćmy uwagę: chodziło o amnestię, czyli wciąż zakładano, że aresztowania były słuszne a wyrok w procesie brzeskim w pełni uzasadniony. To już jednak nie wpływało znacząco na dalsze losy samego Witosa, którego Niemcy– licząc zapewne na jego rozgoryczenie względem sanacji – próbowali pozyskać do współpracy, ale bez większych efektów.

*                         *                           *

Sprawę aresztowania Witosa najlepiej chyba skomentował Adam Pragier, jeszcze w twierdzy brzeskiej. Otóż jeden z jej żandarmów, Wacław Ryszanek przed politykiem PPS próbował wykpić i poniżyć Witosa. Pragier miał odpowiedzieć: „Powiem panu jedno, co ma starczyć za wszystko. To, że w Brześciu jest Witos i że go pan tutaj pilnuje będzie miało ten skutek, że kiedy już i Witosa i pana nie będzie na świecie, nazwisko pana nie utonie w niepamięci, ale będzie nieraz przez historyków wymieniane. Witos wprowadził pana do historii”.

Pragier miał rację (czego dowodem jest zresztą powołanie powyższego epizodu w niniejszym artykule). Na pewno historia dotycząca aresztowań brzeskich, w tym tak niewłaściwego potraktowania byłego premiera i współtwórcy niepodległości, rzuca się cieniem na dzieje II RP, a na dorobek polityczny Piłsudskiego i sanacji w szczególności.

Szkoda też, że dopiero w okolicznościach wojny rząd polski był zdolny do jedynie połowicznego uchylenia się od złych skutków Brześcia. Takie są jednak często koszty różnych wyborów życiowych. Witos nawet po dużej klęsce politycznej w 1926 roku nie poddał się i nie zrezygnował z dalszego zaangażowania. I dzisiaj to on w historii aresztowań i twierdzy brzeskiej jest jednym z najbardziej pozytywnych bohaterów.

Maciej Nowak
Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2015)
http://www.mysl-polska.pl

Komentarzy 28 to “Dlaczego Witos uciekł z Polski?”

  1. adsenior said

    Proszę porównać Zamach Majowy – ofiary i Stan Wojenny – ofiary. Jeden bohater, drugi morderca??

  2. JerzyS said

    Zlecenie na sprawę Witosa i reszty dostał w Krakowie prokurator Lewicki.
    Znałem pana Lewickiego. Po wojnie był adwokatem w jednym z powiatowych miasteczek Podkarpacia.
    O sprawie opowiadał mi jego syn -Jerzy, który jako mały chłopach był świadkiem olbrzymiego strachu ” co to będzie?”, bo tata odmówił.
    Na szczęście skończyło się na niczym do zadania wyznaczono innego prokuratora
    Widać , że jednak można i warto być uczciwym.

  3. Janka said

    O „superstar” Piłsudskim sz. p. Gajowy pisał wiele razy, ot kolejny artykuł odsłaniający jakim to „imperium” była IIRP sanacyjna. O Bonaparstku można poczytać tu:

    https://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/08/26/w-niewoli-mitu-pilsudyzmu-henryk-pajak/

    oraz co to za stopień wojskowy brygadier który daje kopa od razu na stopień marszałka:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Brygadier

    cyt: W Legionach Polskich u boku Austro-Węgier mianem brygadiera określano dowódców poszczególnych brygad, w tym – płk(???) Józefa Piłsudskiego, dowódcę I Brygady. Była to jednak nazwa funkcji, a nie stopnia wojskowego, nieznanego w armii austro-węgierskiej.

  4. outsiderR said

    Nie tylko Witos uciekał…
    Dlaczego? Pewnie, by nie skończyć jak inny uciekinier, który wrócił, by walczyć z Niemcami:

    „W 1930 aresztowany i wraz z posłami Centrolewu osadzony w twierdzy brzeskiej, jednak z samego procesu brzeskiego został wyłączony. Po uwolnieniu powrócił na Górny Śląsk, gdzie jednak jako polityczny przeciwnik wojewody Michała Grażyńskiego był stale zagrożony następnym aresztowaniem. Zasiadał w Sejmie Śląskim oraz Senacie RP III kadencji. Wiosną 1935 w obawie przed represjami udał się na emigrację do Pragi w Czechosłowacji. Do kraju nie mógł wrócić nawet w 1938 na pogrzeb swego syna Witolda, gdyż rząd premiera Sławoja Składkowskiego odmówił wydania mu listu żelaznego. Po aneksji Czechosłowacji wyjechał przez Niemcy do Francji. Był jednym z założycieli Frontu Morges, a później organizatorem i prezesem Stronnictwa Pracy (połączenie Chadecji i Narodowej Partii Robotniczej). W kwietniu 1939 po wypowiedzeniu przez III Rzeszę układu o nieagresji i niestosowaniu przemocy, powrócił do Polski, jednak mimo chęci walki z Niemcami został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Pomimo protestów opinii publicznej spędził tam prawie 3 miesiące. Ciężko chory, zwolniony został 20 lipca 1939 – prawdopodobnie z obawy, by nie zmarł w więziennej celi.
    Zmarł w szpitalu św. Józefa przy ul. Emilii Plater w Warszawie nad ranem 17 sierpnia 1939[10]. 21 sierpnia 1939, po mszy w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła przy udziale bp. Stanisława Adamskiego i po pogrzebie gromadzącym ok. 5 tys. ludzi, został pochowany w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu przy ul. Francuskiej w Katowicach[11].
    Z jego śmiercią związane jest wiele niejasności. Jedna z hipotez mówi, że otruto go oparami arszeniku, którymi nasączone były ściany jego celi (zeznanie płk. dr Bolesława Szareckiego Londyn 1940”

    Za Wiki – http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_Korfanty

  5. Kojak said

    Jescze jeden dowod ze Pilsudski to zdegenrowany bydlak podrzucany nam przez zydowstwo z maniakalnym uporem na na bohatera ! Kolejny raz mamy dowod ze scerwo Pilsudski raz zawsze jako zyrodnialec byc powinien wyrzucony przez nas smietnik ! Wyrzucic tego chama z Wawelu do ktorego wtargnal na raminach swoich przybocznych bandytow wbrew kard Sapiesze !

  6. ENKI said

    Witos” Moja tułaczka” /fragm. z 1934 r./:
    ” Rządząca dyktatura osłania się cieniem posłusznego parlamentu… A
    A więc państwo depcze i poniewiera własne prawo, doprowadziło ludzi do nędzy, ono robi nadużycia przy wyborach,
    niszczy samorząd…nakłada podatki, aresztuje, więzi i bije…
    A cóż państwo daje? Powinno dawać obywatelowi prawo, wolność, bezpieczeństwo, ochronę życia i zdrowia, możność
    bytowania. Tego nie daje, bo rzekomo w interesie państwa jest deptanie prawa i wolności, w interesie rządzących nędza
    i uległość…Strzelanie do bezbronnych, masakrowanie niewinnych,więzienie tysięcy ludzi naraz, uciekanie całych
    powiatów w lasy i pola…
    Znieczuleni na wszystko dygnitarze nie zastanawiają się nad tym, że rządy obecne w jednym tylko roku zabiły
    kilkudziesięciu chłopów, poraniły kilkuset, do wiezienia zamknęły grube tysiące….Ludzie to pamiętają…”/s.130/

    Na s. 375-6 Witos zamieszcza”opis mordu na gen. Zagórskim, dokonali go major Wenda, podpułkownik Pietr, kapitan
    Myśliszewski, Kowalewski, Łokietek….Przebieg zdradził jeden ze strzelców o słabszych nerwach, pełniący dyżur…
    Od gen. Zagórskiego domagano się wydania lub wskazania miejsca przechowywania kwitów na około 2 tys. koron,
    w nich Józef Piłsudski kwitował odbiór tej kwoty od austriackiego K-Stelle /wywiadu/…Kwity te zabrał gen.
    Zagórski jako oficer austriackiego sztabu generalnego, przy K-Stelle. Owe 2 tys. koron otrzymał Piłsudski za
    współpracę z obcymi agenturami na ziemiach polskich w czasie wielkiej wojny…
    Generał brygady wojsk polskich, Włodzimierz Ostoja-Zagórski został zamordowany. Zwłoki gen. Zagórskiego,
    zmasakrowane i obciążone kamieniami, wrzucono do Wisły pod Wilanowem. Taka jest prawda „o kąpieli” gen.
    Zagórskiego po przybyciu do Warszawy, o której podawał komunikat rządowy.”

    Te historyczne i polityczne szczegóły dobitnie określają klimat i warunki, w jakich żyło polskie społeczeństwo
    i w jakich działał Witos i inni działacze opozycji.
    Klimatu sanacji nie znajdziemy w filmie Wajdy pt. BIGDA IDZIE!”. Film na podstawie powieści Kadena-Bandrowskiego nawiązujących do postaci Witosa.W filmie Wajdy znajdujemy karykatury Witosa i Leppera!
    A pobicia, szantaże, demolowanie drukarni – te metody bandytów od Piłsudskiego – przypisał Wajda endekom, chadekom i ludowcom. W rzeczywistości, to sanacja biła profesorów należących do „większości przedmajowej”.

  7. TomUSAA+ said

    Ad rem: polecam Ziemkiewicza „Jakie Piękne Samobójstwo”. Świetna (według mnie) analiza tamtych (i nie tylko) czasów.

  8. Tekla said

    ) odpowiedzialność (Żydów) za nędzę i cierpienie przebyte, oni ją bowiem (ludność polską) prześladowali, szpiegowali i donosili, prowadząc nieraz pod szubienicę. (…) uchylają się od służby wojskowej, w bezpiecznych miejscach zajmują liczne stanowiska, działając (…) na szkodę ludności polskiej.

    http://pl.wikiquote.org/wiki/Wincenty_Witos

  9. ojojoj said

    Prosze sobie obejrzec Kronike Filmowa z pilsudskim. Prosze zauwazyc jak ten pejs sie zachowuje, jak chodzi, itp. na tle innych wokol cywilow i zolnerzy. Prosze sie dobrze przyjrzec na ta nerwowosc, ten chod jak kaczka, przestepowaniem z nogi na noge kiedy wszyscy stoja normalnie albo na bacznosc, robienie zamieszania i szumu wokol siebie, itd. itp. – typowe pejsate zachowanie. I to wszystko w krotkiej Kronice, przed kamerami. Wiec jak sie zachowywal jak nie bylo kamer?

  10. Reblogged this on Pekok Antylichwiarz.

  11. RomanK said

    :=-))))) prosze zuwazyc- ze jak chodzi to jedna noga stale zostaje z tylu:-)__ najpewniejszy znak…ze to pejsssssssssssss:-)
    Panie Ojojoj..ma pan pod reka luuud????:-))))

  12. RomanK said

    Dlaczego Witos??? Dlaczgo ruchy polityczne tylko typowo chlopskie -polskie???
    Polska Rzeczypospolita upadla w wyniku wwnetrznych knowan nowej kasty politycznej tzw parchatej sarmacji jaka powstala w wyniku herezji Jakoba Franka Dobrodzkiego…
    Ktora stworzyla nowy jakosciowo ruch polityczny dazacy do odegrania wplywowej roli w szybko zmieniajacym sie swiecie. Nastepujace po sobie powstania kierowane przez najlepszych przedstawicieli tego ruchu i szereg rewolucj na skale Europwejska i Swiatowa..spowodowalo opanowanie sfer wladzy zarowno gospodarczej z jej finansowa wierchuszka, jak i polityczna!
    Odrodzenie sie Polski mialo umocnic owa kaste jako nowa elite Polski…powiazna z miedzybarodowka….
    Dobrze zorganizowany chlopski Ruch Polityczny ze swiadomym przywodztwem ..stanowil grzna konkurencje….
    Trzeba bylo ja usunac…..ze skutkami siegajacymi dzisiejszego dnia…
    ta walka z polska konkurencja trwa…nei tylk z polska..z narodowa na skale swiatowa….w kazdym panstwie….z drastycznymi miejscami gdie leje sie krew,…

  13. Boydar said

    Tą diagnozę trzeba dokładnie udokumentować i nagłaśniać aż do bólu. Ludziom należy się racjonalne wyjaśnienie ich sytuacji, Panie Romanie.

  14. RomanK said

    Jezu a co tu jest niejasne ??panie Boydar???

    Ludzie wiedza..prosze pan Stanislaw odrzucil takie stare nawyki i pisze o tym , jak naprawde polski chlop..z jajami…:

    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3391

    On tam zaczal po imieni nazywac to co ukrywano lata pod eufemizmem :wojan polsko polska” a ja z uprem maniaka nazwywam od 30 ponad lat tym czym jest….walka parchatej sarmacji o lepiej z Polakami ,ktorym sie nie chce miec gorzej:-)))

  15. RomanK said

    I jeszcze jedno..nie ma pan racji…!!!!@!
    Nic sie nikomu nie nalezy!!!!! NIC!!!!
    Kazdy na to co ma , pracuje sam…ciezko, uparcie…i…tu pan uwaza -bezmyslnie…i karmi- albo…… pokazuje wala, zjadjac sam i pozwala zdychac….zarazie i glupim jej sponsorom.

  16. Boydar said

    Pan Stanisław z jajami pisze jak jest teraz; mnie się rozchodzi jak do tego doszło, czyli zaczęło.

  17. Boydar said

    Nie mogę się z Panem zgodzić w całości. Za niezawiniony uszczerbek w stanie posiadania spowodowany przez uznanego sprawcę, należy się zadośćuczynienie. Nawet symboliczne. W tym konkretnym przypadku, kto i jak zrobił nas w ch.ja.

  18. RomanK said

    Kto nas robi,,panie Boydar,,,czas terazniejszy…
    Kto robil naszych ojcow..to czas przeszly..a czasu przeszlego nie zmienia nawet Wszechmogacy BOG, a jak widac z nazwy moze ..czyli oczywiscie – nie chce!
    Zadajmy sobie teologiczne pytanie…Dlaczego????..dlaczego nie chce – skoro moze????
    I tu niech pan popatrzy, ze skoro ma pan dar wolnej woli i rozum…. robienie czegos za pana -czegokolwiek – co pan moze zrobic sobie sam..odziera pana , czyli obdarowanego z wyobrazenia Dziecka i Dziedzica Bozego i czyni go bydlaczkiem zdanym na hodowle….

    Poniewaz Pan BOg jest powazny- I JEGO mowa -nigdy danego nie cofa slowa…
    Zostawia panu dary woli i rozumu do wylacznej panskiej dyspozycji…pozwalajac panu nawet na to , zeby skoro juz tak pan chce……dziala sie panu krzywda:-_) i teraz i w czasie przyszlym:-)))

  19. ALI BABA said

    ad 7 A pewnie , że warto to- przeczytać..!!

  20. ojojoj said

    odp. 11- Wacpan RomanK, prosze zobaczyc jak chodzi pejs od 37-ej sekundy. Prosze tez sobie poszukac filmiki z Kwasniewskim – ten to dopiero sie kiwa na boki. A na lud – nie ma sily, jak to mawiali w 80-tym w Opolu. hehehe

  21. Toni said

    Jeden mój znajomy powiedział kiedyś w szerszym gronie pewną złotą myśl, która bardzo mi się spodobała i była swego rodzaju kwintesencją odpowiedzialności politycznej zgodnej ze słowami Chrystusa w Ewangelii: „kto za miecz chwyta, od miecza ginie”.

    Mój znajomy powiedział: Problem Piłsudskiego, to był problem jednej kulki i jednego snajpera. Szkoda, że nikt taki nie znalazł się lub – mówiąc wprost – nikt taki nie został wysłany w pobliże Mostu Kierbedzia, kiedy piłsudczyzna szła na Warszawę, by obalić legalny rząd Polski z Premierem Witosem na czele.

    Piłsudczyzna próbowała przebić się przez most i nie bardzo jej to wychodziło. Oddziały wierne rządowi dzielnie stawiały opór. Prymityw Ziuk załamał się wtedy psychicznie i po prosty płakał. Odsunęły go wtedy od dowodzenia jego własne przydupasy, bo chodziło przecież także o ich głowy, gdyby nie przebili się przez ten most. Rzucili wszystko na jedną szalę…

    Gdyby właśnie wtedy jeden jedyny odpowiedzialny snajper znalazł się na właściwym miejscu i odstrzelił załamanego i płaczącego Ziuka, ileż innych ludzkich istnień zostałoby ocalonych!! Nie chodzi tylko o ofiary zamachu majowego, który rozwinął się w następstwie sforsowania mostu oraz dzięki strajkowi kolejarzy, zorganizowanemu przez socjalistów dowodzonych przez Władzia Gomułkę, co uniemożliwiło oddziałom Wojska Polskiego z Poznania przyjść na pomoc rządowi, ale chodzi także o ludzkie istnienia z całej II wojny światowej, która nie rozwinęłaby się w taki sposób, jak się rozwinęła od inwazji na Czechosłowację a potem na Polskę, gdyby u nas u władzy nie było tej durnej piłsudczyzny…

    Jeśli więc ktoś pierwszy chwyta za miecz, by nim zabijać – niechaj on pierwszy zginie! – Oto najgłębszy sens i wymowa ewangelicznego przesłania: czym szybciej zginie agresor, tym mniej agresji i mniej śmierci innych…

  22. RomanK said

    Panie Toni….poruszyl pan problem tzw Polskiego Syndromu….ktory polega na tym….
    Ze w zasadziewszyscy Polacy doskonale wiedza co trzeba zrobic…ale nie ma zdnego , ktory by to zrobil….

  23. JO said

    ad.22. Moze Pan przestal by tylko gadac a zabral sie robienie…

  24. RomanK said

    ad 21…Panie Toni w 1926 roku Wladyslaw Gomolka mial 21 lat pracowal w Drohobyczu i wtedy nalezal do Niezaleznej Partyii Chlopskiej. Za krytyke wladz partii socjalistycznej wczesniej go wywalili…
    O ..i widzi pan- poruszyl pan delikatnie problem syndromu..a juz dzwoni…. jak blacha na chlewiku:-))))widzi pan przyklad???:-))))

  25. RomanK said

    Z cyklu: „Państwo istnieje formalnie -52”

    Urzędnik nie ma Ojczyzny, jemu wszystko jedno,
    gdzie on jest i co on robi.
    Urzędnik to nawet duszy mieć nie może.
    Bo czy może mieć duszę maszyna do pisania?
    M.R.

    Jak już pisałem, definicja państwa uległa w ostatnim wieku zasadniczej zmianie. Państwo ma być obszarem zamieszkiwanym przez 5 do 10 milionów ludzi, pilnowanym przez aktorów, odgrywających rolę władzy. Wielkość kilku milionów mieszkańców jest podyktowana możliwością szybkiej pacyfikacji takiej grupki, gdyby zaczęła się buntować. Nigdy nie zdąży ona stworzyć realnego zagrożenia dla systemu globalnego. Jedynym celem takiego podziału jest stworzenie warstwy niewolników, wytwarzających po najniższych kosztach dobra niezbędne dla „góry”. Jest już na ten temat nawet kilka filmów fabularnych, mających przygotować społeczeństwa do nadchodzących zmian [Twierdza 1, Twierdza 2, Strażnik czasu]. Jeden z agentów CIA powiedział wyraźnie, że mniejszym kosztem można zmienić taką grupkę lokalnych zarządzających, aniżeli poprawić warunki pracy dołów.

    Widzieliśmy to po 1990 roku, kiedy zamiast stwarzać nowe miejsca pracy, wypłacano zasiłki dla bezrobotnych i dawano zupki, a potem w sprytny sposób jedną ustawą zlikwidowano liczbę bezrobotnych, zabierając uprawnienia.
    Wracając do wyborów.
    Od ćwierć wieku mamy nowe państwo, przynajmniej teoretycznie. Jak zapewne wszyscy pamiętają, wybory po 1944 roku, tj. po wejściu armii sowieckiej, także się systematycznie odbywały. Przez okres dominacji sowieckiej, czyli przez 50 lat, żadne wybory nic nie zmieniły. Zmiany następowały po tzw. kryterium ulicznym.
    I nikogo, jak widać i niczego ta trwająca przez pół wieku sytuacja nie nauczyła!

    Przez ostatnie 25 lat także mieliśmy cała masę rozmaitego rodzaju wyborów i generalnie nic się nie zmieniło.

    1. Wynagrodzenie wybrańców, czyli posłów jest wielokrotnie wyższe, aniżeli średnia płaca w Polsce. Wynagrodzenie to sami sobie przyznają. Nie ma żadnej regulacji ustawowej co do wysokości wynagrodzenia aktorów sceny politycznej.
    2. Wszelkie ustawy dotyczące służb mundurowych są „dobre” dla grupy trzymającej władze, na przykład zakupy broni mikrofalowej, czy ultradźwiękowej. Kamizelki kuloodporne dla policji pracującej w kraju, w którym nie wolno posiadać broni palnej obywatelom. W naszym kraju, jako jednym z nielicznych wśród krajów cywilizowanych, jest zakaz posiadania broni palnej. Wprowadzenie możliwości ściągania sił obcych na teren województwa, w przypadku nawet lokalnych rozruchów, z pominięciem Ministerstwa Spraw Zagranicznych itd.
    3. Bezmyślna produkcja ustaw i szybkie zmiany tych ustaw, jak również bezkarność urzędników, dowolnie interpretujących dane ustawy, powodująca, że praktycznie każdego można oskarżyć o cokolwiek. Vide sprawa Olimpusa pana Romana Kluski. W I kwartale wyprodukowano 6 654 stron przepisów. Wypadałoby czytać z szybkością ok. 100 stron dziennie, a kiedy pracować?
    4. Totalna bezkarność urzędników. Nawet jak urzędnik wydaje błędną decyzję, to nie odpowiada za to, a skutki ponoszą podatnicy.
    5. Pomimo faktu, że już 30% dzieci chodzi do szkół bez śniadania, zamiast poprawy wyżywienia, buduje się stadiony wymagające stałego dofinansowania, powodując wzrost zadłużenia państwa.
    6. Pomimo ciągłego niedoinwestowania służby zdrowia, a przypomnę, że nastąpił spadek budżetu służby zdrowia z 10.5 % PKB w latach 80-tych, do około 6% obecnie, ministerstwo zajmuje się handlem szczepionkami, zamiast dokarmianiem dzieci i młodzieży oraz koniecznym subsydiowaniem witaminą D, zapobiegającą większości zakażeń wirusowych, co było obowiązkowe w poprzedniej epoce.
    7. Zamiast poprawy wyżywienia dzieci i młodzieży Ministerstwo Zdrowia planuje kolejne obcięcie funduszy, przeznaczając pieniądze podatnika na tzw. Zdrowie Publiczne. Jak powszechnie wiadomo, publiczne to są domy, zwane burdelami. Zdrowie zawsze jest sprawą indywidualną, podobnie jak miłość, czy nienawiść. Ale ustawa taka pozwoli na wyprowadzenie i dowolne skonsumowanie 3% budżetu.
    8. Bezmyślne branie udziału i ponoszenie kosztów tzw. misji pokojowych, czyli wdawanie się w arabskie awantury kosztem podatnika. Pomimo, że sejm żadnej takiej ustawy nie podjął, grupa trzymająca władzę bezkarnie uszczupla budżet.
    9. Obecnie rząd pragnie wydać prawie 50% budżetu na zakup broni i od razu mówi się o konieczności przekazania tej broni na Ukrainę.
    10. Wydawanie olbrzymich kwot na inwigilację społeczeństwa przez kamery, radary, liczniki inteligentne, bazy danych ,w sytuacji olbrzymiego bezrobocia i deficytu budżetowego, czyli świadome zadłużanie państwa.
    11. Zakup tych kamer służy tylko i wyłącznie do inwigilowania społeczeństwa. Jak wykazuje doświadczenie, w przypadkach morderstw, szczególnie politycznych, zawsze okazuje sie, że kamery są „zepsute”.
    12. Permanentne obniżanie poziomu edukacji w szkolnictwie podstawowym i średnim.
    13. Redukcje wykształcenia. Tylko 1 promil młodzieży czyta tekst ze zrozumieniem.
    14. Chyba jeszcze gorzej wygląda sytuacja wśród urzędników, dlatego badania tej grupy społecznej nie są publikowane. Najlepszym dowodem na to są odpowiedzi na tzw. skargi obywateli na decyzje urzędnicze. W najlepszym razie nadają się one do kącika w Przekroju.
    15. Stałe obniżanie poziomu programów telewizyjnych. Zmiana charakteru telewizji publicznej w telewizję prania mózgów. Stad te „płyciutkie” seriale z momentami śmiechu, czy klaskania. Jest to tresura, podobna do słynnego doświadczenia Pawłowa z psami.
    16. Obniżenie poziomu edukacji do takiego stopnia, że 99% społeczeństwa nie zna swoich praw, ani obowiązków, za to umie nakładać prezerwatywy już od szkoły podstawowej.
    17. Zamiana pojęcia demokracja, z pojęciem oligarchia. Stworzenie systemu oligarchicznego, czyli typowej piramidy Rothschilda. Przypomnę, że demokracja oznaczała bezpośrednie głosowanie obywateli, coś, co dzisiaj nazywamy referendum. Natomiast głosowanie przez posłów nosiło nazwę oligarchii.
    18. Od ćwierć wieku mamienie społeczeństwa przygotowaniem ustawy o wyborach jednomandatowych i natychmiastowe zapominanie o tym przyrzeczeniu po wyborach.
    19. Uniemożliwienie odwołania posłów zamieszanych w pospolite afery.
    20. Brak możliwości rozliczania posłów przez wyborców.
    21. I na koniec najważniejsze: czy którykolwiek z tych kandydatów, przez ostatnie ćwierć wieku, chociażby wspomniał o katastrofalnym upadku nauki i oświaty w państwie? Czy którykolwiek kiedykolwiek zająknął się o konieczności poważnego podejścia do tematu? Nie, wszyscy reprezentują poziom Bolka.
    A przecież jest faktem bezspornym, że wyjście z kryzysu może się odbyć tylko przez edukację. Innymi słowy, sam już widzisz, kogo oni reprezentują!

    Zauważ Dobry Człowieku, że żaden z kandydatów nie porusza tych tematów. Wszyscy opowiadają tylko na tematy dozwolone przez starszych i mądrzejszych, czyli poprawne politycznie.
    Czy w takiej sytuacji jeszcze jesteś na tyle naiwny, by wierzyć, że jakikolwiek kandydat cokolwiek zmieni?
    Musisz zapamiętać: wolno tobie wybrać każdy samochód, w dowolnym kolorze, byle był czarny.
    Po to potrzebna jest maszynka do głosowania, a twój głos kosztuje tylko 2 złote, czyli mniej aniżeli flaszka kiepskiego piwa.
    Dr Jerzy Jaśkowski
    jerzy.jaskowski@o2.pl
    Gdańsk, 18 maja, 2015

  26. Ad. 9

    Józek, to taki mix Bartoszewskiego i Niesiołowskiego. Z pierwszego parcie na media, czyli on musi błyszczeć na pierwszym miejscu, a z drugiego pogardliwe traktowanie otoczenia.

  27. Boydar said

    „… Jeden mój znajomy powiedział kiedyś …” – Panie Toni, a to czasem nie byłem ja ???

    No ale w sumie, to ja Pana prawie nie znam …

  28. Toni said

    Ad. 27.
    Kto wie, może się znamy z realu pod innymi imionami i prawdziwymi nazwiskami?

Sorry, the comment form is closed at this time.