Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Dlaczego Sowieci zabili Banderę?

Posted by Marucha w dniu 2015-06-20 (Sobota)

Była to właściwie robota dla Polaków. „Ruskie” zrobili ją za nas. – admin

Jego nazwisko do dziś budzi grozę, także w Polsce. Lider ukraińskich nacjonalistów Stepan Bandera, zdaniem wielu, uczciwie zasłużył na złą sławę. Śmierć, którą poniósł na uchodźstwie, do dziś skrywa wiele tajemnic.

15 października 1959 roku przerażeni sąsiedzi z kamienicy przy Kreitmayr Strasse 7 w Monachium zaalarmowali panią Popielową, że jej mąż Stefan przewrócił się na półpiętrze klatki schodowej, a z jego ust, nosa i uszu cieknie krew.

Nie mieli pojęcia, że ten sympatyczny starszy pan nie był żadnym pisarzem, jak powszechnie uważano. Pod fałszy­wą tożsamością ukrywał się Stepan Bandera – jeden z najważniej­szych przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, w czasie II wojny światowej współpracującej z hitlerowcami i odpowiedzial­nej za masowe zbrodnie na Polakach, Żydach, Rosjanach i samych Ukraińcach. Stepan Bandera – ikona skrajnego ukraińskiego nacjo­nalizmu – zginął z rąk rodaka i agenta KGB Bohdana Staszyńskiego.

Nagrobek Stepana Bandery w Monachium (2014)

ZAWIEDZIONE NADZIEJE

Koniec II wojny światowej zastał Banderę w okupowanych Niemczech. Rok wcześniej lider ukraińskich nacjonalistów (po rozpadzie organizacji przewodniczący frakcji OUN-B) opuścił obóz hitlerowski w Sachsenhausen, gdzie odbywał karę m.in. za proklamowanie bez zgody Niemców niezależnego ukraińskiego państwa w 1941 roku.

Nadzieje, jakie ukraińscy nacjonaliści wiązali z Hitlerem, okazały się jedynie iluzją. III Rzesza w żadnym stopniu nie zakładała powstania niezależnej Ukrainy, a grupami ukraińskich nacjonalistów instrumentalnie się wysługiwała, wykorzystując ich zarówno prze­ciwko Polakom, jak i Sowietom. Fiihrer zamierzał uczynić z Ukrainy kolonię, do której mógłby przesiedlić obywateli państw Beneluksu i Skandynawii. Słowiańscy mieszkańcy tych ziem, niezależnie od narodowości, mieli stać się wyłącznie siłą roboczą dla III Rzeszy.

Gdy skończyła się wojna, Bandera wraz z rodziną rozpoczął tułaczkę po Bawarii. Wrogowie mogli czaić się wszędzie – ze względu na kolaboracyjną przeszłość nie było wiadomo, w jaki sposób odniosą się do uciekinierów alianci; zagrożenie stanowili też oczywiście Sowieci oraz sami Ukraińcy – z innych frakcji i grup emigracyjnych.

Przez długi czas Bandera z żoną i trójką dzieci krył się w bawarskich lasach w pobliżu Sternbergu. Egzystowali tam w skrajnie trudnych warunkach, w drewnianej szopie, pozbawionej elektryczności i wody. W 1950 roku pod przybranym nazwiskiem Popiel (wcześniej także Karpiak i Kaspar) przenieśli się do małej bawarskiej wioski Breitbrunn nad jeziorem Ammersee, gdzie żyli do 1954 roku. Następnie przeprowadzili się do Monachium.

Grupa Bandery w oczekiwaniu na III wojnę światową, która miała wreszcie wyzwolić Ukrainę, zajmowała się głównie napadami, zastraszaniem i ograbianiem rodaków z obozów dla uchodźców oraz eliminacją konkurencji politycznej. Bandera tracił zresztą wpływy, stał się kimś w rodzaju przywódcy symbolicznego, dlatego wystąpił z szeregów OUN-B i założył własną – choć niezbyt liczną formację – Zcz-OUN. Ta była mu podporządkowana bezwzględnie, a jej działalność trwała kilka lat.

Amerykański wywiad wojskowy już wtedy określał przywódcę skrajnych nacjonalistów jako postać szczególnie niebezpieczną, a organizację – jako skłonną do metod przestępczych. Ludzie Ban­dery traktowali go jak żywą legendę, ale w sensie politycznym był bankrutem. Konflikt aliancko-sowiecki, czyli III wojna światowa, nie nadchodził.

„Pod koniec lat 50. mało kto wierzył w III wojnę światową. W ukraińskim środowisku emigracyjnym Bandera zaj­mował coraz bardziej marginalne miejsce. Amerykanie od początku nie mieli do niego zaufania, ostrzegali nawet brytyjski wywiad przed współpracą z nim jako awanturnikiem i człowiekiem niewiarygodnym. Ludzie wysyłani przez Banderę na Ukrainę szybko wpa­dali w ręce KGB. Organizacji brakowało pieniędzy, co odbijało się też na jego rodzinie. Żyli biednie, z dnia na dzień, co było kolejnym powodem frustracji” – tłumaczy Wiesław Romanowski, dyplomata i dziennikarz, autor książki „Bandera – terrorysta z Galicji”.

Brak perspektyw i chęć powrotu do legalnej działalności pchnę­ła banderowców do założenia w 1953 roku wydawnictwa z siedzibą w Monachium oraz niepodległościowej gazetki „Szlak Zwycięstwa”. Sam Bandera pod przybranym nazwiskiem Popiel przeniósł się do Monachium. Chciał uciec do USA. Za pośrednictwem niemieckiego wywiadu starał się o amerykańską wizę. Dzień przed śmiercią uzyskał nawet zapewnienie, że wszystko jest na dobrej drodze.

15 października 1959 r. Stepan Bandera pojechał do biura czasopisma „Szlak Zwycięstwa”. Tam spotkał się ze współpracownikami, później – około południa – wybrał się wraz ze swoją współpracownicą i kochanką Eugenią Mack (w rzeczywistości Eu­genią Matwiejko) na giełdę warzywną.

Na prośbę żony Jarosławy kupił trochę winogron, zielonych pomidorów i śliwek. Wieczorem zamierzali robić z nich powidła. Około 15 wrócił do domu. Był sam. W ostatnim czasie coraz częściej rezygnował z ochrony organizacji. Tak robił zwłaszcza, kiedy spotykał się z kochanką.

Gdy zaparkował swojego Opla Kapitana przed garażem, z okna dostrzegła go żona. Sądziła, że za chwilę Stepan pojawi się w drzwiach, jednak mijały minuty, a mąż nie nadchodził. Nagle z klatki schodowej dobiegł ją przeraźliwy wrzask. Po chwili w mieszkaniu zjawiła się sąsiadka z wiadomością, że pan Popiel leży na półpiętrze i krwawi. Jarosława Bandera momentalnie zbiegła po schodach. Mąż leżał w kałuży krwi płynącej z ust, uszu i nosa. Nie dawał żadnych oznak ży­cia. Wezwany lekarz nawet nie próbo­wał reanimacji. Jedyne, co mógł zrobić, to stwierdzić zgon.

W pierwszej chwili sądził, że przyczyną śmierci był upadek i złamanie podstawy czaszki, a wcześniej zapewne zawał serca. Jego uwagę zwróciły jednak drobinki szkła, które zauważył na twarzy ofiary i na ^ podłodze. Ponieważ hipoteza zawału nie do końca go przeko­nywała, zlecił wykonanie sekcji zwłok. Dała zaskakujący wy­nik – powszechnie łubiany pisarz Stefan Popiel został otruty tzw. kwasem pruskim, czyli cyjanowodorem.

Policja odnotowała w protokole, że denat miał pod prawą pachą kaburę z zabezpieczonym pistoletem. W kieszeni mary­narki znaleziono natomiast wytrych. Podobny wytrych, tylko większy, funkcjonariusze odkryli w samochodzie Stefana Popiela, gdzie znaleziono też zaostrzony metalowy pręt. Po co pisarzowi takie narzędzia?

Przez pierwsze dni oficjalne śledztwo prowadzono w spra­wie morderstwa Stefana Popiela, ale wkrótce nazwisko to zaczęto zmieniać na Bandera. Taką zmianę w policyjnych aktach musiał zainspirować niemiecki wywiad. Jednakże śledztwo dotyczące zamordowania lidera ukraińskich nacjonalistów szybko utknę­ło w martwym punkcie. Żona Bandery stanowczo zaprzeczyła, by mąż mógł popełnić samobójstwo, zresztą nie nosił przy sobie ampułki z trucizną. Wrogów miał na pewno, ale jakich – nie wie. O działaniu organizacji z mężem nie rozmawiała.

Przez jakiś czas w gronie podejrzanych była kochanka Ban­dery Eugenia Mack oraz kilku innych jego współpracowników, ale wszyscy mieli stuprocentowe alibi. Rok po zabójstwie Jarosława Bandera dostała oficjalne pismo informujące, że śledztwo w spra­wie śmierci jej męża zostało umorzone. Taki stan rzeczy utrzymał się kolejny rok, aż tajemnica – dosłownie – ujawniła się sama.

 

NOWE UKRAIŃSKIE POKOLENIE

W gorące letnie przedpołudnie 12 sierpnia 1961 roku na po­sterunku policji w Berlinie Zachodnim stawił się przystojny 30-letni mężczyzna. Domagał się widzenia z amerykańskim wywiadem. Urzędujący w budynku policjanci wpadli w osłupienie po tym, co usłyszeli. Człowiek przedstawił się jako Bohdan Staszyński, oficer KGB. To on dokonał zamachu na Stepana Banderę, a wcześniej na innego działacza ukraińskiego podziemia – Lwa Rebeta.

Staszyński pochodził ze Lwowa, z patriotycznej rodziny. Nie przejął jednak tradycji rodzinnych – reprezentował już nowe po­kolenie Ukraińców, dorastające w sowieckiej republice. Został zwerbowany przez KGB w 1950 roku, gdy rozpoczynał studia na Uniwersytecie Lwowskim.

Współpraca zaczęła się banalnie – od jazdy na gapę autobusem. Przyłapany na gorącym uczynku młody chłopak wzbudził zainteresowanie oficerów – uznano, że mógłby być cennym źródłem informacji, pochodził bowiem z rodziny po­wiązanej z nacjonalistycznym podziemiem. W UPA jako łączniczki służyły dwie jego siostry. W tamtych czasach Sowieci ciągle jeszcze walczyli z oddziałami partyzantki ukraińskiej, wiadomo już jednak było, że podziemie jest skazane na klęskę. Staszyński twierdził później, że KGB postawił mu propozycję nie do odrzucenia: albo pójdzie na współpracę, albo rodzinę czeka wywózka na Sybir. Czy tak było w rzeczywistości?

Z relacji byłych sowieckich przełożonych wyłania się obraz wręcz przeciwny – gorliwego konfidenta, zadowolonego z nowej pra­cy. Nie miał skrupułów przy denuncjowaniu sąsiadów ani członków rodziny. Szybko awansował w strukturze sowieckiego wywiadu. Ko­muniści szykowali go do działań poważniejszych niż lokalne szpie­gostwo. „KGB potrzebni byli tacy ludzie, bez ideowych i moralnych wątpliwości. Przerobienie ich na morderców było tylko kwestią czasu. To nie oni wybierali organizację, to organizacja wybierała ich” – sądzi Romanowski.

Po kilku latach intensywnego szkolenia oraz nauki języków: polskiego i niemieckiego Staszyński został przerzucony do NRD. Cel – zabić Lwa Rebeta, głównego teoretyka ukraińskiego nacjo­nalizmu, osobę liczącą się w światku ukraińskiej emigracji i kon­kurenta Stepana Bandery Morderstwo Rebeta miało stanowić preludium do wykonania wyroku na samym Banderze.

STALIN WYSYŁA MORDERCÓW

Sowieci mordowali wrogów po­litycznych praktycznie od samego początku, czyli od wojny domowej w 1918 roku. Z czasem jednak zasięg ich poczynań się rozszerzał. Co naj­mniej od końca lat 20. funkcjonowała specjalna grupa zamachowców, któ­rej zadaniem było usuwanie wrogów przebywających za granicą. Tzw. grupa Jaszy (nazwa pochodzi od imienia jej dowódcy – pułkownika Jakowa Sieriebriańskiego) działała na terenie wielu państw europejskich, ale nie tylko. Sam Sieriebriański przez kilka lat przebywał m.in. z misją w Palestynie. W Paryżu w 1930 roku porwał Aleksandra Kutiepowa, byłego car­skiego generała armii rosyjskiej, który po rewolucji październikowej wyemigrował na Zachód i czynnie przeciwstawiał się bolszewikom.

Kutiepowa wystawił jego bliski współpracownik generał A.A. Ignatiew. W rzeczywistości co najmniej trzy osoby z najbliż­szego otoczenia ofiary pracowały dla NKWD. Na umówiony sygnał generała po prostu „ściągnięto” z ulicy, przykładając mu do twarzy szmatkę nasączoną chloroformem. Miał być dostarczony do stolicy ZSRR, gdzie zapewne czekałyby go tortury, ale dawka substancji okazała się za duża. Generał się nie obudził.

Już w latach 30. w Moskwie funkcjonowało specjalne labo­ratorium, w którym przygotowywano nowe narzędzia zbrodni: trucizny, pociski, zamaskowaną broń palną. To właśnie tam po­wstało narzędzie zamachu na Jewhena Konowalca, do 1938 roku przewodniczącego Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Zamordował go jeden z jego bliskich znajomych Paweł Sudopłatow, w rzeczywistości agent sowiecki. Podczas spotkania 23 maja 1938 roku w Rotterdamie przyniósł mu prezent – bombonierkę.
Łasy na łakocie ukraiński pułkownik przyjął podarunek. Po krótkiej rozmowie Sudoplatow odjechał, a kilka­naście minut później potężny ładunek wybuchowy rozerwał Konowalca na strzępy. Zasada działania bomby była bardzo prosta – wystarczyło położyć poziomo bombonierkę, by aktywować ładunek. Później zamachowiec miał pół godziny na opusz­czenie miejsca zbrodni.

Stalin słusznie zakładał, że usunięcie chary­zmatycznego przywódcy doprowadzi do chaosu i walki frakcji w OUN. Tak rzeczywiście było. Po zabójstwie Konowalca, w krótkim czasie OUN rozpadła się na dwie zwalczające się organizacje (przywódcą OUN-B został Bandera).

ZAMACH DOSKONAŁY

W 1953 roku umarł Stalin, a władzę w związ­ku radzieckim objął Nikita Chruszczów. Władzom ZSRR zależało na pozorowaniu odwilży po czasach stalinowskiego terroru. Kreml kładł duży nacisk na wizerunek ZSRR za granicą – szczególnie w za­chodnich mediach. Dlatego należało zadbać o nowe metody zabójstw, które nie pozostawiały śladów. Popularnością cieszyły się zwłaszcza trucizny.

W tzw. moskiewskim laboratorium X za cza­sów dr. Grigorija Majranowskiego, zwanego czasa­mi radzieckim Mengele, testowano je na ludziach – więźniach, których wyprowadzano z celi pod po­zorem szczepień. Jedną z badanych substancji był również kwas pruski, którym posłużył się Bohdan Staszyński. Aby wykorzystać kwas w trakcie zama­chu, przygotowano specjalne urządzenie – rodzaj pistoletu, przypominający kształtem cygaro bądź wieczne pióro. W środku znajdowała się ampułka z trucizną. Po naciśnięciu spustu ampułka pękała, uwalniając chmurę ze śmiercionośnym ładunkiem.
Wystarczyło, aby roztwór dostał się w okolicę twa­rzy. Najlepszym miejscem do przeprowadzenia zamachu były schody – wchodząca po nich ofiara lepiej wdychała truciznę. Rozpylony cyjanek trafiał do układu oddechowego i powodował błyskawicz­ny zgon, przypominający zawal serca.

Staszyński otrzymał pierwsze egzemplarze pistoletu w 1956 roku. Przetestował je w Berli­nie Wschodnim, zabijając psy. Wkrótce wykonał pierwsze poważne zadanie. Pod przybranym na­zwiskiem Hansa Joachima Budajta przedostał się do Monachium.

W 1957 roku zginął Lew Rebet. Znaleziono go leżącego na schodach, tuż przy drzwiach re­dakcji pisma niepodległościowego, w której pra­cował. Kilka minut wcześniej nieznany mężczyzna, schodzący na ulicę, psiknął mu trucizną w twarz.

Rebet natychmiast upadł, śmierć nastąpiła w ciągu 20 sekund. KGB dokonała zbrodni doskonalej. Lekarz wezwany na miejsce uznał, że mężczyzna po prostu dostał zawału.

Po zamordowaniu Rebeta Staszyński stal się numerem je­den wśród radzieckich zawodowych morderców. Wkrótce dostał kolejne poważne zadanie – tym razem miał zlikwidować ikonę ukraińskiego nacjonalizmu, czyli Stepana Banderę. Staszyński długo przyglądał się obyczajom ofiary, śledził ją, opracowywał warianty morderstwa. Raczej nie działał sam. „Jest niemal pewne, że w naj­bliższym otoczeniu Bandery był współpracownik KGB” – uważa Wiesław Romanowski.

Staszyński przeprowadził zamach według tego samego schematu, co wcześniej. Morderca czekał na Banderę na klatce schodowej. Następnie minął go na schodach, psikając trucizną w twarz. Bande­ra zapewne upadł i uderzył głową w podłogę, stąd cieknąca krew z uszu, nosa i ust. Prawdopodobnie próbował jeszcze wczołgać się na górę, zostawiając smugi krwi na ścianie. Nie udało mu się. Śmierć przyszła w ciągu kilkunastu sekund. Staszyński był już wtedy na ulicy.

Tym razem jednak zamach nie przebiegi tak idealnie jak poprzedni. Lekarz znalazł przy zwło­kach pozostałości szklą po rozbitej ampułce. Sek­cja wykazała w organizmie ślady trucizny. Mimo to Sowieci mogli świętować. Śledczym niczego więcej nie udało się ustalić. Wykonawca wyroku, a więc również zleceniodawca – pozostali nieznani. Ra­dzieckie gazety sugerowały, że śmierć Bandery to wynik porachunków wśród Ukraińców

Na Zachodzie natomiast zamach zaczęto ko­jarzyć z niemieckim ministrem demokratycznego rządu Konrada Adenauera Theodorem Oberlanderem, którego w tamtym czasie oskarżono o zbrod­nie wojenne we Lwowie w 1941 roku. Pojawiły się nawet glosy, że to on, albo ktoś z jego otoczenia, mógł stać za zabójstwem Bandery. Sowietom ta zbieżność wydarzeń bardzo odpowiadała.

Za wywiązanie się z zadania Rada Najwyż­sza ZSRR odznaczyła Bohdana Staszyńskiego Or­derem Czerwonego Sztandaru. Wzorowy agent uprosił coś jeszcze – zgodę na ślub z Ingą Pohl, niemiecką fryzjerką, w której zakochał się podczas pobytu w NRD.

UCIECZKA Z FRYZJERKĄ

Staszyński poznał urodziwą fryzjerkę we wschodnim Berlinie. Pracował wówczas jako tłoczarz w fabryce. Inga z czasem zaczęła domyślać się, co tak naprawdę robi jej ukochany. Uświado­miła sobie, że ich życie będzie się toczyć pod dyk­tando tajnych służb. Bohdan często był śledzony, na ulicach chodzili za nim zagadkowi mężczyźni. Kobieta przypuszczała też, że w ich domu znajduje się podsłuch.

Postanowiła uciec do Berlina Zachodnie­go. Długo przekonywała męża, by zbiegi razem z nią. Przełomem okazała się śmierć ich jedynego dziecka. O tej tragedii Staszyński dowiedział się w trakcie rocznego szkolenia w Moskwie. KGB przygotowywała go do kolejnych zadań; w obliczu tragedii rodzinnej Sowieci nie mogli mu jednak odmówić wyjazdu na pogrzeb. Małżeństwo wykorzystało ten mo­ment. Tuż po uroczystości przedostało się potajemnie do RFN. Był 12 sierpnia 1961 roku, dzień przed zamknięciem granicy między Berlinem Wschodnim i Zachodnim.

Kreml nie mógł przeboleć nie tylko faktu, że jeden z najlep­szych ludzi wywiadu zdradził. O zbrodniczych metodach postę­powania KGB dowiedział się cały świat. Proces zabójcy Bandery był szeroko relacjonowany w zachodnich mediach. Staszyński ze szczegółami opowiadał o przygotowaniu zamachów, sposobie dzia­łania, a nawet o orderze, jaki dostał od Chruszczowa za zabójstwo Bandery. Fikcja postalinowskiej odwilży wyszła na jaw.

Morderca uciekinier przeliczył się – samo ujawnienie się nie oznaczało rozgrzeszenia zbrodni, które popełnił. Został skazany w RFN na 8 lat więzienia. Odsiedział cztery, później w tajemni­czych okolicznościach wywieziono go do USA. Prawdopodobnie ostatecznie doceniła go amerykańska Centralna Agencja Wywia­dowcza (CIA). Być może uznała, że nadal stanowi przydatne źródło informacji. Co się stało dalej, nie wiadomo.

Według niektórych plotek zabójca Bandery żyje do dziś w Republice Południowej Afryki. Inni twierdzą, że Staszyński miał w USA przejść operację plastyczną i nawet pojawiać się cza­sem w rodzinnych stronach. Z własną twarzą nie miał tam czego szukać… Po ujawnieniu personaliów zabójcy najbliższa rodzina Staszyńskiego stała się bowiem obiektem nienawiści. Matka zamachowca dostała obłędu, ojciec w krótkim czasie zmarł. Rodzina przez lata żyła na uboczu, zaszczuta przez sąsiadów. Pamięć o hań­bie, jaką Staszyński okrył wieś, żyje tam do dziś, choć obecnie mieszkańcy coraz częściej są skłonni rozgrzeszać mordercę i wie­rzą, że KGB postawiła go w sytuacji bez wyjścia.

Po zamachu postać Bandery obrosła jeszcze większą legen­dą w środowisku ukraińskich nacjonalistów. „Męczeńską śmierć” z rąk Sowietów odczytywano jako dowód, że nawet na emigracji stanowił dla nich poważne zagrożenie.

Marcin Moneta
http://sledczy.focus.pl/

Komentarze 22 to “Dlaczego Sowieci zabili Banderę?”

  1. Boydar said

    Ten krzyż nad grobem wygląda na dość ciężki. Postawienie go tam dla takich właściwości jest kompletnie bez sensu; z ziemi Bandera nie wylezie.

  2. Dictum said

    I tak łagodnie los się obszedł z tą bestią. Dobrze by było, żeby wszystkie bestie na tej ziemi wymordowały się nawzajem.

  3. AlexSailor said

    Inaczej mówiąc.
    Nie polski wywiad, nie polskie służby specjalne, te z Warszawy, ub/sb czy informacja wojskowa, nie słynna i tak ponoć doskonała przedwojenna „dwójka”, nie wywiad lub kontrwywiad Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie (czy to co po nim zostało), ale Stalin z ZSRR oraz jego następcy regulowali polskie rachunki krzywd.
    Jak wyglądałaby dziś sytuacja, gdyby nie działania stalinowskiego państwa radzieckiego wobec bandziorów?

  4. Przecław said


    Polacy zbezcześcili grób bandery.

  5. Przecław said


    banderłogi na kolanach przed mieszkańcami Charkowa

  6. Przecław said


    antybanderowski protest w Krakowie

  7. Przecław said


    Powitanie banderowców przez ludność Charkowa.

  8. Przecław said


    Osobista odpowiedzialność Bandery za ludobójstwo.

  9. akej said

    @ Przeclaw
    Dzieki, ogladalem z satysfakcja.

  10. Kar said

    re:5

    …gdyby urzadzic podobny sadny dzien dla polskich rzadowych zlodziei, jak oni czolgali by sie skomlac o litosc..? (okazuje sie, ze bydle-czlowiek w skrayjnych sytuacjach jest tylko malutkim lichym czlowieczkiem)

  11. Czołgista said

    @8
    Prowadzący programu próbował zwracać uwagę, że rodzinę Bandery dotknęły prześladowania. Tylko co z tego, skoro prześladowali go Niemcy i Rosjanie, a Polacy i zaprzyjaźnieni Ukraińcy obrywali i to jeszcze zanim te „prześladowania” się zaczęły !!!
    Nie jest to też okoliczność łagodząca w przypadku dokonywania morderstw z zimną krwią.
    Zupełnie niepoważne jest tłumaczenie, że on nie był tchórzem. Kogo to obchodzi ? Morderca jest mordercą. Nie ważne czy działa z podniesionym czołem i nie wypiera się swojej zbrodniczej ideologii, czy załamuje się i donosi na kolegów.

    Zawsze odwrócić kota ogonem. Standard w polskojęzycznych mendiach.

  12. Naprzod said

    Tak trzeba zalatwiac bydlo ukrainskie.

  13. Siekiera_Motyka said

    Panie Preclaw, jak te banderowskie zwierzęta tam się znalazły ? „Narzędzia” które mieli przy sobie są naprawdę dzikie.

    Jeden komentarz z kom. # 7,

    ” Paulina Maksymiak 7 months ago
    +Olek Koz
    Ja jestem Polka o ukraińskich korzeniach, ale też wspieram i kocham Ukraińców, a nie Rosjan. A Polacy to mają jakąś obsesję na punkcie UPA i Bandery, bo inaczej się tego nie da wytłumaczyć.
    Slava Ukrajini, herojam slava! „

  14. Cała akcja inspirowania Uqrainców Banderą, a następnie konfrontowanie tego wobec Polaków to stara zagrywka, rodem z 19 wieku. Nie ma niestety dobrego wyjścia z tej pułapki – polityka wschonia w gruzach…

  15. Boydar said

    Pamięta ktoś nazwę „Banderlog” ? (tylko bez zaglądania do wiki !)

  16. czarny kanarek said

    „Jako i my odpuszczamy…..”

    Ja nie potrafię. Może HDKK jest w stanie przebaczyć Wołyń. Ja nie.

    Dlatego i mnie nie będzie odpuszczone.

    Wcale mi nie szkoda tych głupków co sławią banderyzm.

  17. RomanK said

    Nie panie Czarny Kanarek..niech pana nie mecza niepokoje o spokoj wieczny.
    Pan poprostu nei odroznia pojec..wybaczyc…od pojednac…
    Wybaczyc to sprawa pomiedzy panem a Bogiem..pan w sercu swoim ze wzgledu na Milosierdzie Boze wybaczyl swym przesladowcom i poniechal pomsty..nie zyczy im pan zlego ..i nie mowi o tym nikomu zwlaszcza im,,,nie musi pan si ez nimi jednac,,,wcale..tym bardziej ze na to nei zaluguja, gdzyz nie widac w nich poprawy….
    Tak Jezus wybaczyl swoim opraWCOM….
    gDYB JEDNAK CHCIAL PAN I WYBACZYC I POJEDNAC…musi i m pan o tym powiedziec i dac swiadectwo ,ze nie chowa pan urazy…nie pamieta zlego..
    TO te4z jest mozliwe..ale nich pan pamieta tylo wtedy ma sens jesli ta druga strona na to zasluguje i dowiodla…. ze zasluguje mysla , mowa i uczynkiem…. Wtdey wykazujemy wobec nich to co Grecy nazywaja Agape , a nawet Fileo….

  18. Nutka said

    Re 6, 8

    Wypowiedź ks. Zaleskiego i prof. Partacza – zasłuchałam się.
    Kresowianie, jak Was odarto ze wszystkiego, jak długo dojrzewa się do zrozumienia Waszego losu.
    Dziękuję za te nagrania.

  19. ALI BABA said

    ad 12…”Tak trzeba zalatwiac bydlo ukrainskie.”..POWIEDZIAŁBYM RACZEJ BYDŁO BANDEROWSKIE..!!

  20. czarny kanarek said

    Pan Chrystus jest jedna z postaci Najwyższego. To absolutna doskonałość. On umiał wybaczyć swoim oprawcom w trakcie egzekucji.

    Ja jestem zwykły człowiek. Prawdopodobnie nawet mniejszy umysłem niz większość z nas. Ani nie potrafię przebaczyć bestialstwa bandersynów, ani nie jestem w stanie sie pojednać z nimi, tym bardziej, że oni wciąż marzą o zrobieniu nam tego, co zrobili ich dziadkowie. Warunkiem pojednania jest przebaczenie.

    Modlitwa Pańska nie uwzględnia warunków przebaczenia. Powiada wprost: My odpuszczamy i prosimy o takie samo odpuszczenie. Kropka. To przekracza naszą zdolność rozumienia, szczególnie moją. Gdy kot jest w trakcie konsumpcji czarnego kanarka, to ofiary nie stać zeby mu powiedzieć smacznego.

    Oglądając ten film przedstawiający lincz, wyobraziłem przez chwilę siebie w tym tłumie, zwracającego się do Ukraińców (pojęcie umowne, bo moja ukraińska ciotka Ena z Wisconsin mówiła o sobie krajska) w te słowa. Pażałsta, nie ubiwajtie ich. Dajtie ich mnie. U mienia ani oni o smiert’ prosit’ budut.

    I na tym polega moja osobista słabość (i z pewnością dotyczy to wielu z nas). Na szczęście zaraz udało mi się forsownie przestawić tok myśli na sprawy praktyczne.

    Potrafie przebaczac i pojednać sie,ciesząc się, że winowajca przeprasza. Gorzej z zapominaniem, z uwagi na, powiedzmy, kresowe korzenie, ale potrafię. Jednak ten przypadek jest szczególny, co wcale mnie nie usprawiedliwia w oczach Adresata modlitwy Ojcze Nasz.

    Przy okazji proszę mi wybaczyć, jeśli kogoś niechcący uraziłem.

  21. czarny kanarek said

    Gorzej z zapominaniem, z uwagi na, powiedzmy, kresowe korzenie.

    Tak miało być.
    Błąd wynikał z przeoczenia dwóch słów do kasacji w trakcje czynienia poprawek (po polsku: edycji).

    Bo Czarny Kanarek usiłuje pisac starannie i czyta swoje bazgroły przed wysłaniem, a to za przyczyną szacunku do Gajowego i jego gości.

  22. czarny kanarek said

    W trakcie. Cholerna starość.

Sorry, the comment form is closed at this time.