Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Doradca Putina: poważnie myślicie, że chcemy rozpętać wojnę z NATO? Czy my jesteśmy samobójcami?

Posted by Marucha w dniu 2015-06-22 (Poniedziałek)

Szef administracji prezydenta Rosji Siergiej Iwanow w wywiadzie dla The Financial Times uważa, że stwierdzenia o spodziewanej agresji Rosji na państwa bałtyckie to oznaka zaburzeń psychologicznych.

Jednocześnie krytycznie ocenił kwestię przed składowania ciężkiej broni w krajach Europy Wschodniej.

Według Iwanowa wypowiedzi oskarżające Rosję o militarną agresywność są „zabawne”. „To zaburzenia psychologiczne i obsesja na punkcie pomysłu, że Rosja najedzie kraje bałtyckie. To jest chore” – powiedział doradca Putina.

Jego zdaniem kraje te nagłaśniają tę sprawę, by otrzymać pieniądze z NATO, zaś możliwość inwazji jest zupełnie nieprawdopodobna: „Czy wy poważnie myślicie, że chcemy rozpętać wojnę z NATO? Czy my jesteśmy samobójcami? Po co by nam to było?”

Iwanow dostrzega możliwość przeniesienia przez Rosję uwagi z kwestii zagrożeń zewnętrznych na reformy gospodarcze przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Jednak każde „drastyczne” posunięcie NATO może to uniemożliwić.

„Jeśli w Europie infrastruktura militarna NATO zostanie znacznie umocniona, lub jeśli USA zaczną naprawdę rozmieszczać potężne systemy obrony przeciwrakietowej w Rumunii, Bułgarii, czy w Polsce, my powiemy, że zagrożenie zewnętrzne wzrosło. Uczciwie mówię wam to z góry. Nie wszystko zależy od nas, to zależy także od was” – oświadczył doradca prezydenta Rosji.

Szef administracji Władimira Putina pozytywnie wyraził się na temat ostatniej wizyty sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego w Rosji jego spotkania z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem. Sam jednak podchodzi do takich inicjatyw z rezerwą.

Jak stwierdził, myślenie o umacnianiu stosunków bez rozwiązania konfliktu na Ukrainie byłoby naiwnością, a USA najpewniej zrozumiały, że sytuacja na Ukrainie wymyka się spod kontroli.

Unian.info / PAP / Kresy.pl
http://www.kresy.pl/

Mamy konfrontację tzw. świata zachodniego, w którym władzę niemal bez wyjątku sprawują psychopaci, z Rosją, gdzie do władzy doszli normalni ludzie.
Jak wiadomo, jest rzeczą absolutnie niemożliwą dogadać się z psychopatami. To ludzie pozbawieni duszy i ludzkich odruchów, nawet jeśli potrafią je udawać. Rosjanie powinni czym prędzej przyswoić sobie wiedzę zawartą choćby w „Ponerologii politycznej” Łobaczewskiego.
Admin

Komentarzy 15 to “Doradca Putina: poważnie myślicie, że chcemy rozpętać wojnę z NATO? Czy my jesteśmy samobójcami?”

  1. Reblogged this on Pekok Antylichwiarz.

  2. — To ze nie chcemy nie oznacza ze unikniemy . Psychopactwo jak
    robactwo , nie tepione szybko sie mnozy i nieszczescie przyniesc , sprawic moze .

  3. Boydar said

    Tak off topic; Prezydent Putin w wywiadzie dla CDS użył takiego sformułowania – „… setki ofiar śmiertelnych …”. Trzeba spojrzeć na kontekst. np. tu – https://marucha.wordpress.com/2015/06/21/wywiad-udzielony-przez-prezydenta-putina-wloskiemu-dziennikowi-corriere-della-sera/#comment-492272

    Jak On to policzył, bo jeśli to nie błąd tłumacza, to policzył na pewno.

  4. 15vagabunda said

    „Oczami Polaka — prawda o Krymie.
    Robiąc zakupy w supermarkecie kilka dni temu natrafiłam na mały przewodnik po Krymie. Kupiłam go, chociaż część informacji w nim zawarta jest już zdezaktualizowana i nieprzydatna. Przewodnik „Krym. Półwysep rozmaitości” został wydany w 2010r., w czasach przynależności Autonomicznej Republiki Krymskiej do Ukrainy.
    Minione pięć lat wiele na Krymie zmieniło.
    Kupując, zdawałoby się bezużyteczny przewodnik, zdobyłam wiele informacji o półwyspie. Nie tylko o jego historii, wielonarodowej kulturze, zabytkach, geografii, obyczajach. Ujęte wielopłaszczyznowo niewątpliwie są zaletą tego przewodnika. Tak jak dobre mapy czy wytyczone szlaki turystyczne. Zdobyłam w nim także wiele informacji o relacjach Krymu z Ukrainą na różnych płaszczyznach, w tym też społecznej, co mnie szczególnie zainteresowało.
    Autorem przewodnika jest Artur Grossman, mieszkaniec Górnego Śląska, który jako dziennikarz, tłumacz i analityk rynków wschodnich oraz członek misji OBWE, pracuje i mieszka we Lwowie.
    Co można, zatem, dowiedzieć się o Krymie z 2010r. od Artura Grossmana? O Krymie przed połączeniem z Rosją i sprzed wojny domowej na Ukrainie.
    Po pierwsze — Krym to nie Ukraina
    „Nie ulegajmy złudzeniu, że Krym przynależy do Ukrainy. Krym to nie Ukraina. Krym to ‘prawie Rosja’.
    Język rosyjski jest tu wszechobecny, a ewentualna znajomość ukraińskiego może nam się przydać tylko po drodze” — napisał autor przewodnika cztery lata przed kijowskim Majdanem, dodając — „Warto nauczyć się choćby rosyjskiego alfabetu, może nam to pomóc w wielu sytuacjach. Ludzie znających któryś z zachodnich języków raczej nie znajdziemy, ale naród jest tu miły i zwykle stara się pomóc, szczególnie jak chce coś nam sprzedać”(str. 28).
    Mimo, że Krym leżał w 2010r. w granicach Ukrainy, autonomia gwarantowała mu, że językiem oficjalnym i wykładowym był jęz. rosyjski. W tym języku, jak pisze autor przewodnika, ukazywała się większość gazet, czasopism i książek. „Język ukraiński jest na Krymie niewidoczny — informuje Artur Grossman, — co więcej, postrzegany jest raczej niechętnie i jego użycie może być niekiedy odebrane jako nietakt” (str. 98). Zdaniem autora przewodnika, „kwestia języka jest tym bardziej zawikłana, że większa część ukraińskiej ludności jest również rosyjskojęzyczna”.
    Autor dostrzega próby ukrainizacji Krymu przez wprowadzanie ukraińskich nazw na mapach regionu i na kolei.
    Po drugie — Tatarzy krymscy niezbyt chciani
    W czasach międzywojennych Krym był podzielony na 20 okręgów, z czego aż 11 było okręgami „narodowymi”, w tym 6 tatarskich. Po 1989r. Tatarzy krymscy, represjonowani i przesiedleni w głąb Rosji przez Stalina za kolaborację z hitlerowskim okupantem, mogli wrócić na Krym. Jak się okazało — powroty nie były proste.
    Wg. Artura Grossmana na miejscu czekały ich nowe problemy.
    „Władze Ukrainy nie były przygotowane na przyjęcie 27 tys. przybyszów i patrzyły się na nich raczej niechętnie” (str.101).
    Powracający na Krym Tatarzy byli bez środków do życia. Rozpoczęły się też kłopoty z obywatelstwem, bowiem Ukraina nie honorowała podwójnego obywatelstwa. Prawie połowa Tatarów przybyłych z Rosji — mieszkała na Krymie de facto nielegalnie. Do tego nasiliły się spory o możliwość rozwijania tatarskiej kultury i swobód religijnych. Tatarzy pokojowymi manifestacjami, jak podaje autor przewodnika, starali się wymusić na władzy w Kijowie przychylność.
    Za prezydentury Wiktora Janukowycza sytuacja zaczęła się nieco poprawiać. „Wprowadzono pewne ułatwienia w uzyskiwaniu obywatelstwa”, powstały tatarskie szkoły i placówki kulturalne. Zaczęto wydzielać działki dla przesiedleńców.
    Po trzecie — nieakceptowana kultura ukraińska
    Kultura ukraińska na półwyspie jest mało widoczna, jak zapewnia autor przewodnika. Rozwijała się wokół mniejszości ukraińskiej lub była „celowo podtrzymywana przez władze Ukrainy, chcące podkreślić zależność półwyspu” (str.131) i skupiła się głównie w miastach. W Symferopolu działał Ukraiński Teatr Muzyczny, od czasu do czasu zdarzały się wystawy, prelekcje i inne imprezy przyciągające Ukraińców. Wychodziła też prasa w języku ukraińskim, ukazywały się książki w tym języku.

    „Mimo, iż władze Ukrainy podjęły decyzje o wspieraniu kultury i oświaty ukraińskiej na Krymie, w Symferopolu stoi pomnik Bogdana Chmielnickiego — pisze autor przewodnika — reformy natrafiają na duży opór.” (str. 131-132). Jak podaje dalej, w tym czasie (do 2010r.) udało się otworzyć na Krymie zaledwie 4 szkoły z językiem ukraińskim jako wykładowym, gdzie dzieci i młodzież uczyły się jednocześnie jęz. rosyjskiego i ukraińskiego.
    Po czwarte — dorobek Rosjan na Krymie
    Geneza współczesnej kultury miejskiej wiąże się z „aneksją” Krymu przez Rosjan, jak wyjaśnia autor przewodnika, w czasach Piotra I.
    „Proces przekształcania miast tatarskich w rosyjskie miał charakter jednak dość płynny, a kultura rosyjska zajmowała miejsce kultury islamu, która i tak była już w regresie” (str. 134).
    Autor przedstawia też bardzo interesująco historie wielu miast Krymu, w tym zbudowanych przez Rosjan, jak stolicę Republiki Krymskiej — Symferopol, której nazwę nadal feldmarszałek Gieorgij Patiomkin, książę Taurydy. Pierwsze budynki postawili tam Rosjanie w 1784 r. Podobnie, rzecz ma się z Sewastopolem — gdzie pierwsze budowle miejskie Rosjanie wznieśli rok wcześniej na rozkaz carycy Katarzyny II, która postanowiła, że właśnie tam „powstanie baza Floty Czarnomorskiej oraz siedziba admiralicji, stocznia, twierdza i koszary” (str.243).

    Jest też historia Szcziołkina, miasta zbudowanego w czasach ZSRR, w 1978r., jako zaplecza socjalnego dla powstającej w pobliżu wielkiej elektrowni atomowej. Po rozpadzie ZSRR budowę elektrowni przerwano, a mieszkańcy miasta zostali zostawieni sami sobie. Autor przewodnika podaje, że zahamowano już wyludnianie się miasta przez sprzedaż tanio mieszkań komunalnych, które kupować zaczęli mieszkańcy Kijowa i… Moskwy. Miasto zasłynęło, jako miejsce niedrogiego i spokojnego wypoczynku z piękną piaszczystą plażą. Drogi na Krymie, zwłaszcza te między miastami, jak zapewnia autor przewodnika, są w znacznie lepszym stanie niż na Ukrainie (str. 48).

    Autor wspomina też najlepsze i sławne w ZSRR i zagranicą — kurorty z borowiną w miasteczku Saki, które podczas ukraińskiej administracji Krymu znacznie podupadły. Czas tam, po upadku ZSRR, zamarł i sanatoria nie miały w 2010r. zbyt wiele do zaoferowania. Warunki sanitarne na Krymie, autor przewodnika odnotował, jako generalnie złe, i jak zaznacza, „co więcej, nigdzie nie znajdziemy toalet z sedesem”.(str.56).
    Pytania do polskich władz
    Jeśli odrzuci się informacje dot. funkcjonowania na Krymie administracji ukraińskiej, polskich konsulatów, cenników w hrywnach itp., przewodnik jest znakomitym źródłem informacji o półwyspie. Chociaż jego autor utożsamia się z Ukrainą i odnotował…”ukraińskich marynarzy” budujących na polecenie Katarzyny Wielkiej — Sewastopol, to i tak przemycił wiele interesujących informacji o tym, jak Krym wyglądał pod ukraińską administracją.
    Upadek ZSRR i przyłączenie Krymu do Ukrainy zostawiło na nim swoiste piętno. Wstrzymana budowa elektrowni atomowej, problemy z nawadnianiem, podupadłe sanatoria, bałagan i niedoinwestowanie, nierozwiązane sprawy społeczne z mniejszościami etnicznymi, ukrainizacja prowadzona wbrew woli mieszkańców, na siłę — to Krym 2010r.
    Bogata i atrakcyjna turystycznie w czasach ZSRR Republika Krymska popadała powoli w ruinę.
    Krym „prawie Rosja” — dzisiaj jest już tam, skąd go wyrwano, w Rosji. I na nic wszelkie zabiegi ukraińsko-unijno-amerykańskie, by odwrócić ten stan rzeczy.
    Krym wrócił do Rosji, bo czuł się jej integralną częścią, mimo całej swojej wielokulturowości, wielonarodowości i bujnej historii. To nie tylko wynik referendum, to też skutek sposobu funkcjonowania Krymu w ramach Ukrainy.
    Autonomiczny Krym z Rosją łączą wspólny dla obu obszarów język rosyjski, do którego Krymianie są bardzo przywiązani, wspólna historia i świadomość przynależności do Rosji mieszkańców Krymu.
    Natomiast prawie nic nie łączy Krymu z Ukrainą. Ukraina jest kulturowa obca mieszkańcom półwyspu. I tą obcość doskonale pokazał, pewnie mimo woli, Artur Grossman, Polak zamieszkały na Ukrainie, w przewodniku: „Krym. Półwysep rozmaitości”.

    Rodzą się na kanwie tego wszystkiego proste pytanie, kierowane do polskich władz:
    — Dlaczego politycy, zwłaszcza szefowie polskiej dyplomacji — nie widzieli tego, co dostrzegał, niewątpliwie zauroczony Ukrainą, Artur Grossman?
    — I dlaczego, mimo niewyjaśnionych problemów Ukrainy, tak ochoczo przystąpili do realizacji poronionego pomysłu politycznego, jakim jest „Partnerstwo Wschodnie” i zachęcanie Ukrainy do stowarzyszenia się z UE?
    — Dlaczego podejmując różne, w sumie bardzo kontrowersyjne decyzje w ramach UE wobec Ukrainy, nie rozpoznali dokładnie sytuacji, jaka tam panuje — sytuacji społecznej, ekonomicznej i politycznej?
    — Dlaczego nie oszacowano skutków politycznych, ekonomicznych i przede wszystkim społecznych — swoich, nader lekkomyślnych pomysłów?
    — Skoro autor turystycznego przewodnika o Krymie, w 2010r. dostrzegł i opisał wiele zjawisk, szalenie istotnych dla wewnętrznej integracji Ukrainy, traktowanej, jako jednolite państwo, a nie federacyjne, to dlaczego nie dostrzegali ich polscy „eksperci”?
    — Dlaczego z uporem maniaka polscy politycy nazywają powrót Krymu do Rosji — wrogą aneksją, skoro taka była wola mieszkańców półwyspu, sprzeciwiających się ukrainizacji Krymu od samego początku?
    Ślepi, czytać ze zrozumieniem nie potrafią, mają kłopoty z logicznym myśleniem?”
    http://pl.sputniknews.com/opinie/20150622/553109.html
    Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

  5. wi42 said

    @3 B.

    Gdzie jest ten kontekst? w której części tego dżugiego wywiadu?

  6. Boydar said

    „… W wyniku tego mamy: zamach stanu, wojnę domową, setki ofiar śmiertelnych, zrujnowaną gospodarkę i sferę społeczną …”

  7. Łapka w górę za wpis Pani @4

    Żona rosjanka namawia mnie na wakacje na Krymie… nie wiem… zobaczymy.

  8. Boydar said

    Pisz Pan Żonę Rosjankę z dużej litery, i powiedz Jej Pan przy okazji że w języku polskim, to oznaka szacunku.

  9. Ach, Boydar… Przede wszystkim sprawa gramatyki. Czasem lekko mi się miesza. Po rosyjsku pisząc o narodowości używa się małych liter.

  10. Boydar said

    Znaju, patomu tak i skazał 🙂

  11. ALI BABA said

    …” o spodziewanej agresji Rosji na państwa bałtyckie to oznaka zaburzeń psychologicznych…: RACZEJ CHYBA ZABURZEŃ PSYCHICZNYCH..!!

  12. Jan Rokicki said

    Nie wiem na czym polega „agresywna polityka Rosji” Ja jakoś jej nie widzę. No, ale mamy „obrońców”

    http://www.tvn24.pl/ciezki-sprzet-usa-w-polsce-arsenaly-amerykanskie-na-wschodzie-nato,554002,s.html

  13. Zerohero said

    Są w Polsce s-syny głośno apelujące o rozmieszczenie u nas…amerykańskich rakiet samosterujących, w dodatkku wyposażonych w głowice atomowe. Nijak to się nie nadaje do obrony, ale do ataku jak znalazł. Takie rakiety mogą na przykład niepostrzeżenie wyrąbać korytarz w systemie radarowym przeciwnika. Zupełnie nic nie usprawiedliwia podciągania przez USA do granic z Rosją tego typu broni. Nic poza chęcią rozpętania wojny ostatecznej.

  14. Zerohero said

    …dlatego jest rozpętywana histeria. Jak inaczej przekonać polactwo do umieszczenia w Polsce amerykańskiej armii inwazyjnej? Ano – zagrożeniem! Co złego to nie my. My się bronimy.

    Oczywiście, zwykli ludzie nie chcą wojny, (…) ale w końcu to przywódcy kraju określają politykę i zawsze łatwo jest pociągnąć za sobą ludzi, niezależnie, czy jest to demokracja, faszystowska dyktatura, parlament czy dyktatura komunistyczna. (…) Mając głos czy go nie mając, ludzie zawsze mogą być podporządkowani przywódcom. To łatwe. Jedyne, co trzeba zrobić, to powtarzać ludziom w kółko, że są atakowani, oraz potępić pacyfistów za brak patriotyzmu i narażanie kraju na niebezpieczeństwo. To działa w każdym kraju.

    Hermann Göring, słowa wypowiedziane podczas procesu norymberskiego, 18 kwietnia 1946.

  15. Washington Irving said

    Jakoś nie słychać też za bardzo głosów protestu dotyczących oczywistego zagrożenia jakie nam nasza władza sprowadza na głowy- otóż rozmieszczanie po naszej ziemi baz i ciężkiego amerykańskiego sprzętu to nic innego jak ustawienie się na celowniku i wystawienie nas wszystkich na śmiertelne zagrożenie w razie wybuchu konfliktu…. to będą pierwsze miejsca gdzie polecą rosyjskie rakiety (i nie będzie to atak straszliwego Putina tylko OBRONA własna) ale nasze władze chodzą i mówią że to wszystko zwiększa nasze bezpieczeństwo….. no tak…przecież nic tak nie zwiększa bezpieczeństwa jak możliwie najszybsze włączenie się do strefy konfliktu i sprowadzenie go na swoje terytorium…. ehhh czasem mi się marzy coś na wzór wyroków podziemia wydawanych w czasie wojny na okupantach przez AK za niektóre zbrodnie.

Sorry, the comment form is closed at this time.