Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    Gość o Tożsamość Ukrainy
    Andre Chmi. o Czy tragiczne losy gwiazd świa…
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    NC o Tożsamość Ukrainy
    ojojoj o Ławrow: nazywanie NATO sojusze…
    ojojoj o Upały i irracjonalizm z b…
    ojojoj o Prawdziwa Europa szuka azylu w…
    Marcin o Wolne tematy (48 – …
    I*** o Upały i irracjonalizm z b…
    I*** o Upały i irracjonalizm z b…
    Mietek o Prawdziwa Europa szuka azylu w…
    revers o Syria uznaje republiki lu…
    Bezpartyjna o Wolne tematy (48 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Złoto, czy uran w orbicie Marsa?

Posted by Marucha w dniu 2015-06-23 (Wtorek)

Żeby nie zaczynać od Adama i Ewy, lepiej cofnąć się w czasie trochę bliżej, to znaczy – do 15 sierpnia 1971 roku, kiedy to amerykański prezydent Ryszard Nixon ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofują się w porozumienia z Bretton Woods.

Konferencja w Bretton Woods odbyła się w lipcu 1944 roku, a jej celem było ustanowienie nowego ładu finansowego na świecie, ponieważ dotychczasowy ład finansowy został zniszczony na skutek II wojny światowej. Wojna bowiem powoduje spustoszenia we wszystkich dziedzinach życia, a zwłaszcza w dziedzinie finansowej, ponieważ jest przedsięwzięciem szalenie kosztownym.

Dzisiaj oczywiście żadnych wojen już nie ma, chyba, że prowadzi je znienawidzony zimny rosyjski czekista Putin. Zgodnie bowiem z odpowiedzą, jakiej udzieliło w swoim czasie Radio Erewań słuchaczowi pytającemu, czy będzie wojna (wojny oczywiście nie będzie, natomiast rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu), dzisiaj wojen już nie ma. Są tylko „operacje pokojowe”, „misje stabilizacyjne”, a w najgorszym razie – „kinetyczne operacje militarne”, kończące „rewolucje” podjęte w celu obalenia tyranów jakichś takich nie naszych.

Bo tyranowie nasi, to znaczy – „nasze sukinsyny” w rodzaju np. Piotra Poroszenki, Arszenika Jaceniuka, czy władcy Arabii Saudyjskiej, Jego Wysokości Salmana ibn Abd al-Aziz Al Su’uda, są naszymi najukochańszymi duszeńkami i wszelka krytyka ich poczynań, aczkolwiek teoretycznie dozwolona, jest głęboko niesłuszna i bardzo źle widziana zarówno na tym świecie, jak i na tamtym.

Te „operacje pokojowe” też są szalenie kosztowne, prawie tak samo kosztowne, jak wojna, ale nie ulega wątpliwości, że wojna jest jeszcze kosztowniejsza, zwłaszcza wojna światowa, więc nic dziwnego, że dotychczasowy ład finansowy na świecie uległ zniszczeniu i na okres powojenny trzeba było przygotować jakiś ład zastępczy. Jego fundamentem została waluta amerykańska, na co złożyły się co najmniej dwie ważne przyczyny. Po pierwsze, dolar był światową walutą transakcyjną, z czego Stany Zjednoczone nie tylko czerpały, ale i nadal czerpią spore korzyści i bardzo pozycji dolara pilnują.

Ilustracją tej czujności jest choćby los straszliwego Saddama Husajna. Obwiniany był on o wyprodukowanie broni masowej zagłady, której wszelako nie można było nigdzie znaleźć. Pojawiły się spekulacje, że ta broń została ukryta na pomalowanym na czarno okręcie, który pod osłoną nocy pływa po morzach i oceanach – ale tego okrętu też nie można było nigdzie zlokalizować – aż dopiero pan red. Bronisław Wildstein, nie ruszając się z Warszawy, jednym rzutem oka spenetrował prawdę – że mianowicie straszliwy Saddam Husajn ukrył tę broń „w miejscach niemożliwych do wykrycia”.

Od razu wszystko stało się jasne – ale, powiedzmy sobie szczerze – nie to zgubiło Saddama Husajna, tylko to, że zaczął się odgrażać iż w transakcjach eksportu ropy odejdzie od dolara na rzecz innych walut: japońskiego jena, albo europejskiego euro. Takiej zbrodni miłujący pokój świat nie mógł już tolerować, więc Saddam Husajn został schwytany i powieszony przez siły pokojowe – oczywiście na podstawie wyroku niezawisłego sądu, zorganizowanego przez dowództwo operacji pokojowej.

Drugą przyczyną, dla której dolar stał się fundamentem ładu finansowego z Bretton Woods była okoliczność, że przynajmniej częściowo respektował on standard złota. Standard złota jest to zobowiązanie, jakie zaciąga emitent pieniądza papierowego, że na każde żądanie wymieni banknoty na złoto według ustalonego parytetu – w przypadku dolara – uncję złota za 35 dolarów. Wprawdzie od roku 1933, kiedy to zasoby złota w USA zostały znacjonalizowane przez prezydenta Franklina Roosevelta, dolar przestał być wymieniany na złoto w stosunkach detalicznych, ale zachował wymienialność w wielkich transakcjach międzynarodowych, więc respektował standard złota przynajmniej częściowo.

Ład finansowy ustanowiony w Bretton Woods funkcjonował sprawnie do połowy lat 60-tych. W połowie lat 60-tych coraz dotkliwiej zaczęło dawać się we znaki zjawisko w postaci rosnących ilości waluty amerykańskiej poza granicami Stanów Zjednoczonych – tak zwanych „eurodolarów” i „petrodolarów”.

Eurodolary wzięły się stąd, że po zakończeniu II wojny światowej, rząd amerykański wystąpił wobec rządów z ofertą pomocy w odbudowie gospodarek ze zniszczeń wojennych w postaci tzw. Planu Marschalla. Plan ten składał się z dwóch zasadniczych elementów: po pierwsze – rząd amerykański stawiał do dyspozycji rządów państw objętych tą ofertą wielkie ilości amerykańskich towarów. Z ich sprzedaży rządy czerpały środki na odbudowę gospodarek, a przy okazji ten handel nakręcał koniunkturę. Drugim elementem planu było stworzenie całego systemu przywilejów w dostępie towarów pochodzących z krajów objętych planem, na rynek amerykański.

W rezultacie gospodarki krajów objętych Planem Marschalla nie tylko szybko odbudowane zostały ze zniszczeń, ale wkroczyły w okres burzliwego rozwoju. Zatem nie tylko strumień towarów amerykańskich płynął do Europy przez Atlantyk, ale coraz zwiększy strumień towarów europejskich płynął przez Atlantyk do USA – a odwrotnie płynęła do Europy rzeka dolarów. To właśnie były „eurodolary”.

Petrodolary natomiast wzięły się stąd, że pod koniec II wojny, a zwłaszcza po jej zakończeniu, nastąpił gwałtowny rozwój motoryzacji i komunikacji lotniczej. W rezultacie skokowo wzrosło zapotrzebowanie na ropę naftową, a ponieważ transakcje importu ropy rozliczane były w dolarach, w posiadaniu krajów naftowych znalazły się wielkie ilości waluty amerykańskie – petrodolary.

Eurodolary i petrodolary stwarzały problem dla USA, bo w miarę wzrostu ich ilości, gwoli podtrzymania parytetu dolara, Ameryka musiała rzucać na rynek coraz to nowe partie złota. Budziło to głosy krytyki w Ameryce. Krytycy podnosili, że chociaż cały świat korzysta z tego, że ustanowiony w Bretton Woods ład finansowy jest stabilny, to tylko Ameryka musi ponosić tego koszty. Najwyraźniej korzyści czerpane przez USA z fakty, że dolar jest światowa walutą transakcyjną, traktowali jako „oczywistą oczywistość”, w związku z czym konieczność sprzedaży złota nie była już uważana za rodzaj inwestycji, tylko -niesprawiedliwego obciążenia.

I kiedy w 1971 roku Francja zagroziła, że zażąda wymiany wszystkich swoich eurodolarów na amerykańskie złoto, prezydent Nixon uznał, że zabawa posuwa się za daleko i wycofał Amerykę z porozumienia w Bretton Woods.

Ta decyzja doprowadziła do odejścia świata od standardu złota. W obiegu pojawiły się puste waluty o płynnych kursach, czyli tzw. pieniądz fiducjarny. Definicja pieniądza fiducjarnego jest taka, że ma on wartość, ponieważ ludzie myślą, że ma wartość. W rezultacie upadła ostatnia bariera hamująca chciwość banków emisyjnych i w ogóle banków.

Żeby lepiej zrozumieć w jaki sposób banki czynią zadość swej chciwości, musimy postawić głupie pytanie: co to jest bank. Czasami warto zadawać głupie pytania, ponieważ bywają one szalenie inspirujące. XVIII-wieczny niemiecki astronom Henryk Olbers postawił głupie pytanie, dlaczego właściwie w nocy jest ciemno? Odpowiedź pozwoliła na ustalenie, że Wszechświat nie jest nieskończenie wielki.

Ośmieleni tym precedensem wracamy do głupiego pytania: co to jest bank. Każdy wie, co to jest bank. To jest magazyn do przechowywania cudzych pieniędzy. Wyobraźmy sobie, że mamy 100 kg złota. Nie chcemy trzymać go w domu, bo złodzieje tylko na to czekają, więc zanosimy je do wyspecjalizowanego magazynu, który wydaje nam kwit magazynowy. Jeśli potem chcielibyśmy kupić sobie samochód, czy dom, to moglibyśmy odebrać z banku nasze złoto, zanieść je sprzedawcy, ale możemy tego nie robić i wręczyć sprzedawcy ów kwit, a on już sobie dalej z nim poradzi. Ten kwit nie jest pieniądzem, bo pieniądz cały czas leży w piwnicy banku. On jest tylko substytutem pieniądza, ale to nic nie szkodzi, skoro za jego pośrednictwem można regulować zobowiązania, czyli – mówiąc potocznie – można nim płacić.

I jeśli banki wydają tylko tyle kwitów, ile mają depozytów, to to się nazywa systemem stuprocentowej rezerwy bankowej. Banki jednak uważają, że skoro kwitami magazynowymi można płacić, to dlaczego miałyby sobie żałować – i wypuszczają znacznie więcej kwitów, niż maja depozytów. Nazywa się to elegancko systemem częściowej rezerwy bankowej.

Banki pracujące w systemie częściowej rezerwy – a obecnie w tym systemie pracują wszystkie banki – wypuszczają kwity fałszywe. Problem polega na tym, że nie wiadomo, które są fałszywe, bo wszystkie są jednakowe. Żeby sprawdzić, które są fałszywe, trzeba by zgromadzić wszystkich posiadaczy kwitów z jednym miejscu w jednym momencie – a wtedy ktoś stojący na końcu kolejki nic by za swój kwit nie dostał i wtedy by się wydało, że to kwit fałszywy.

Jednak taka możliwość jest tylko teoretyczna. Ludzie może nie chcieliby przyjmować kwitów co do których mają wątpliwości, czy aby są prawdziwe – ale są do tego zmuszani przez rządy na podstawie przepisów o prawnym środku płatniczym. Musimy w walucie emitowanej przez bank, którego rząd przeważnie jest właścicielem, płacić podatki, wnosić rozmaite opłaty i kary, rozliczać transakcje itd. Mamy zatem do czynienia z przestępczą formą zmowy rządów z bankami – ale na czyją szkodę?

Dotychczasowy mechanizm kreowania przez banki pieniądza z niczego sugerowałby, że banki wypłukują złoto z powietrza. Ale złota w powietrzu nie ma – w każdym razie tak nam podpowiada doświadczenie życiowe. Inna sprawa, że i na doświadczeniu życiowym do końca polegać nie można, bo na przykład podpowiada nam ono, że zawsze umiera kto inny. W tym jednak przypadku doświadczenie życiowe chyba nas nie zawodzi; złota w powietrzu nie ma.

W takim jednak razie tym bardziej intrygująca staje się kwestia, skąd właściwie banki wypłukują złoto – bo że wypłukują, to rzecz pewna. Na trop tego miejsca naprowadza nas zjawisko zwane inflacją. Zgodnie z prawem podaży i popytu, jeśli na rynku gwałtownie przyrasta ilość jakiegoś towaru, a ilość innych towarów albo wcale nie przyrasta, albo przyrasta, ale nie tak gwałtownie, to pogarszają się proporcje wymiany towaru, którego jest na rynki nadmiar, na wszelkie inne towary. Z tego punktu widzenia pieniądz jest takim samym towarem, jak każdy inny, zatem jeśli na rynku pojawia się coraz więcej pieniędzy, to pogarsza się proporcja wymiany pieniądza na wszelkie pozostałe towary, czyli mówiąc potocznie – rosną ceny wszystkich towarów, bo wszystkie one wyrażone są w jednostkach pieniężnych. I to właśnie jest inflacja.

Jeśli, dajmy na to, mówimy, że inflacja wynosi 10 procent rocznie, to znaczy, że banknot 100-złotowy, który 1 stycznia wart był 100 – 31 grudnia wart będzie już tylko 90. To znaczy, że każdemu posiadaczowi każdego banknotu 100-złotowego – i odpowiednio innych nominałów – ktoś ukradł 10 złotych bez przerywania snu. I to jest odpowiedź na pytanie, skąd banki wypłukują złoto; nie z powietrza, bo go tam nie ma, tylko z portfeli i kieszeni ludzi zmuszonych przez rządy do posługiwania się walutą przez nie emitowaną na podstawie przepisów i prawnym środku płatniczym.

Ale samo wyprodukowanie pieniądza fiducjarnego przez bank, jeszcze nie daje mu dochodu. Pojawia się on w dopiero momencie wprowadzenia pieniądza do obiegu gospodarczego, to znaczy – w momencie znalezienia osoby fizycznej, albo prawnej, która ten pieniądz przyjmie, zaciągnie z tego tytułu zobowiązanie – a wtedy już go mamy, już musi pracować dla nas aż do śmierci.

Najprostszym sposobem wprowadzenia pieniądza do obiegu gospodarczego jest pożyczenie go. Ludzie chętnie pożyczają, bo pożycza się cudze, a dopiero oddać trzeba własne. Rządy o niczym innym nie myślą, tylko jakby tu obywatelom przychylić nieba, to znaczy – żeby byli szczęśliwi. A kiedy są szczęśliwi? Wtedy, kiedy mają pieniądze. Wprawdzie wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają, ale każdy dlaczegoś chce przekonać się o tym osobiście. Wreszcie banki dławiące się od nadmiaru pieniądza, jeden przez drugiego szukają kogoś, komu by mogły go wtrynić i uczynić w ten sposób swoim niewolnikiem, a przynajmniej – wyrobnikiem.

Wydawałoby się tedy, że łańcuszek szczęścia jest zamknięty, gdyby nie pewna nieprzyjemna okoliczność – że mianowicie są ludzie, co pożyczają, a potem nie chcą oddać. Gdyby ryzyko „złych długów” obciążało jedynie banki, to w pewnych sytuacjach mogłoby okazać się nie do udźwignięcia. Dlatego w 1938 roku w USA powstała instytucja potocznie nazywana Fannie Mae – początkowo jako rządowa, potem została sprywatyzowana, ale nawet jako prywatna, korzysta z pieniędzy publicznych. Jej celem jest zdejmowanie z banków ryzyka złych długów i rozkładanie go na wszystkich podatników.

W 1970 roku powstała druga taka instytucja, potocznie zwana Freddie Mac. Dzięki rozłożeniu na wszystkich podatników ryzyka złotych długów, nic już nie hamuje banków przed rozszerzaniem oferty kredytowej. W ten sposób, dzięki odejściu od standardu złota i kolaboracji z rządami, które w zamian za pożyczki na sfinansowanie deficytów budżetowych zastawiają dochody z przyszłych podatków, banki zdobyły nie tylko władzę polityczną, pozostawiając z demokracji tylko pustą skorupę, ale w dodatku są na najlepszej drodze do stopniowego przejmowania własności milionów ludzi.

„Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży, amunicję przenoszą czarni przemytnicy, naradzają się szeptem berlińscy bankierzy, dzwoni tajny telefon w warszawskiej bóżnicy” – pisał Julian Tuwim w wierszu „Anonimowe mocarstwo”.

Miała to być satyra na Adolfa Nowaczyńskiego – że bełkot i oszołomstwo – ale oto minęło kilkadziesiąt lat i oto co się stało. W październiku 2009 roku przetoczyła się przez portale internetowe wiadomość, że Chiny kupiły w USA 5 700 sztabek złota. Nie byłoby w tym może nic osobliwego, gdyby nie to, że po zbadaniu owych sztab, pochodzących ze sławnego Fortu Knox okazało się, że to nie żadne złoto, tylko pozłocony po wierzchu wolfram. Dochodzenie wykazało, że już przed kilkunastu laty w jednej z amerykańskich fabryk przetopiono na sztabki 16 ton wolframu i pozłocono. 640 tys. tych sztabek miało być zdeponowanych właśnie w Forcie Knox, a pozostałe 840 tysięcy zostało sprzedane na światowych rynkach.

Czy to wszystko prawda, czy nie – trudno zgadnąć, bo Amerykanie nałożyli na tę informację surdynę, a i wykiwany nabywca też nie będzie się chwalił, jak to został wyrolowany. Przeciwnie – będzie udawał, że naprawdę ma złoto. Jednak z obfitości serca usta mówią i wychodząca w Warszawie pod redakcją Adama Michnika żydowska gazeta dla Polaków, a więc mająca do takich spraw specjalnego nosa „Gazeta Wyborcza”, w numerze z 18 listopada 2010 roku, ni stąd ni zowąd zamieściła notatkę pod tytułem: „Złoto coraz droższe. Czas na obrączki z wolframu”.

Ciekawe skąd żydowska gazeta dla Polaków dowiedziała się, że przyszedł czas na obrączki i to właśnie akurat z wolframu? Czyżby stąd, że jeszcze w czasach sławnego Alana Greenspana, co to został obcmokany jako finansowy Wunderkind, mając wiedzę o światowej gospodarce w małym palcu, dwa banki „złotego kartelu” czyli JP Morgan i Goldman Sachs, „pożyczyły” od FED 15 tys. ton złota. W jakich podziemiach je schowały i kto pilnuje interesu?

Co jeden człowiek próbuje zakryć, to drugi wkrótce odkryje. Dlatego też w kwietniu 2011 roku Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA zawarły porozumienie pod nazwą BRICS, którego celem jest stworzenie nowego systemu finansowego w skali światowej, powrót do standardu złota, a tym samym – zdetronizowanie fiducjarnego dolara z funkcji światowej waluty transakcyjnej.

Pamiętając, jaki los spotkał Saddama Husajna, który tylko się na ten temat odgrażał, czegóż można spodziewać się w sytuacji, kiedy nie pojedynczy dyktator, tylko grupa państw o poważnym, jeśli nie bardzo poważnym potencjale gospodarczym i militarnym, deklaruje identyczny zamiar?

Wprawdzie USA nadal mają najwyższy budżet wojskowy, wynoszący około 640 miliardów dolarów, ale nie jest to już więcej, niż budżety wojskowe wszystkich pozostałych państw świata razem wziętych, a co ważniejsze – ta przewaga z roku na rok stopniowo się zmniejsza. Dlatego najbliższe 10 lat mogą okazać się decydujące dla przyszłych losów nie tylko systemu finansowego, ale w ogóle – przyszłych losów świata, a polityczny przewrót na Ukrainie, dla którego USA w 2013 roku zapaliły zielone światło i wyasygnowały około 5 mld dolarów, może byś zwiastunem nadchodzącego zamętu.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl

Komentarzy 21 do “Złoto, czy uran w orbicie Marsa?”

  1. RomanK said

    Panie Jasiu….o plagiat pan skarzyc nie moze:-)))) bo calkiem niepodobne i wloski ma krecone:-)))..rzadkie, ale krecone:-))))

  2. Zerohero said

    Dla starych wyjadaczy nic nowego, ale tekst niezmiernie wartościowy jako gładko napisany wstęp do tematu „jak działa świat”.

    Oczywiście wielu ludzi wzgardzi tekstem Michalkiewicza, ponieważ ich wizja świata jest znacząco inna. Jedna z wersji: Ziemia ma postać płaskiego dysku spoczywającego na barkach 4 tytanów: pana Żyda, pana Amerykanina, pana Niemca i pana Ukraińca. Tytani stąpają po bagnach kumunistycznej Kacapii i dopóki ona jest na dole, a oni na górze – świat będzie szczęśliwy i bezpieczny. Wokół dysku krąży mały żydowski cherubinek i zrzuca dolarki. Ludzie godni dostają plon, a niegodnym pies mordę lizał. W centrum dysku leży Polska, a w centrum Polski stoi świątynia najwyższego architekta w której dwaj katoliccy rabini oddają się dyspucie pt: „czy goje mają dusze”.

  3. Sowa said

    Re 2:
    A nad dyskiem lata tu i tam duch, co miał odnowić oblicze tej ziemi. Zgodnie z prośbą najwybitniejszego naszego polskiego papieża, świętego już za życia.

  4. Jack Ravenno said

    @2 ZEROHERO – ładne wyjaśnienie.

  5. vortex said

    Fajnie się czyta te ekonomiczne dyrdymały Michalkiewicza, gdyby nie to że są tacy którzy nie wierzą.
    Tak coś o złotym pieniądzu, akurat o złotym rublu (jak ktoś zna rosyjski), zwanym też „złota pułapka”. Zresztą podobną pułapką okazał się też złoty złoty po sławnej Reformie Grabskiego. Polskie władze tryskały optymizmem z powodu magicznej mocy promieniującej ze złotego polskiego pieniądza ( była to moc złotego cielca, jak nietrudno zgadnąć), gdy Europa śmiała się z polskiej nędzy powszechnej, poza wąską garstką beneficjentów.

    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9E%D0%B1%D1%81%D1%83%D0%B6%D0%B4%D0%B5%D0%BD%D0%B8%D0%B5:%D0%97%D0%BE%D0%BB%D0%BE%D1%82%D0%BE%D0%B9_%D1%80%D1%83%D0%B1%D0%BB%D1%8C

    „Автор сам не замечает, как он начинает противоречить обычной логике. Например, всем известный факт – развитие страны замедлилось с принятием Золотого стандарта, почему-то ускользнул от автора статьи. Да, действительно, золотой рубль стал возможен благодаря невероятному экономическому развитию в России во второй половине 19 века, но кризис капитализма в России совпал с введением в обращение золотого рубля. Фактически введение золотого рубля стало не ВЕНЦОМ, а КОНЦОМ экономических достижений России.

    С точки зрения современной экономики „ЗОЛОТОЙ СТАНДАРТ” это самоубийство, тем не мене многие псевдоэкономисты продолжают повторять чушь времен Витте и Николая Второго.

    Скажу больше, введение золотого стандарта в России напрямую связанно с произошедшей через пять лет после денежной реформы первой русской революцией. Потому что русские товары стали неконкурентноспособны на международном рынке, а промышленники, желая сохранить свои доходы, увеличили эксплуатацию рабочих.”

  6. NICK said

    Piszemy zatem P. Vortex.
    Niezrozumiałym jest by tzw. ekonomia światowa opierała się na złocie. Jego pieprzonych parytetach i innych podobnych.
    Ale, spoko. Jestem nie-dziwnie przekonany, że Pan Gajowy to wytłumaczy.

  7. Zerohero said

    @5, Vortex

    Mam wrażenie, że SM nie agitował za standardem złota (choć być może jest jego zwolennikiem), ale skupił się na krytyce rezerwy częściowej. W ogóle to wprowadzenie dobrego pieniądza jest chyba nietrywialne. np. wartość tezauryzacyjna może stać w sprzeczności z zachęcaniem do krążenia pieniądza. Pieniądz łatwo wymienialny może podlegać atakom z zewnątrz…Ja bym się chyba skłaniał do pieniądza fiducjarnego, ale inaczej pomyślanego. Na pewno nie jako pieniądz dłużny.

    @6, NICK

    a czemu nie. Opierała się kiedyś. Oczywiście z punktu widzenia państwa niedysponującego kopalniami złota pomysł będzie kiepski, bo aby mieć sensowne ilości pieniądza taki kraj musi być wybitnym eksporterem. Oczywiście typowy liberał postrzega sprawy z punktu widzenia swojego końca nosa i nie obchodzi go, że ojczyzna dusi się z powodu braku pieniądza.

  8. NICK said

    Mając różne pomysły na odpisanie. Odpiszę tak: dawniej, większość gmin, wsi i sołectw, była samowystarczalna. Także z najprostszymi narzędziami. Choć były: piekarnia, masarnia, mleczarnia, rozlewnia wody, oranżady, czasem piwa, czasem gorzelnia. Sprzęt silnikowy remontowano we gminie. Była stacja paliw. Szkoła, lekarz, fryzjer, weterynarz. Sklepy wielu branż. Wiele cukrowni, zakładów meblarskich a nawet maszynowych, drzewnych i chemicznych. I, wiele, wiele innych. GMINNYCH.
    Każda, prawie, gmina mogłaby być samowystarczalna. Bez ZŁOTA. Rolnik się wyżywił, dał licznym dzieciom schedę, kupił we gminie lub na jarmarku co mu potrzeba. Złoto było traktowane jako uboczna inwestycja.
    To było niedawno. Za „socjalizmu”. Za erą PGR-ów. Zaniosłeś 20 jajek – naturalnych do sklepu? Miałeś bochen pysznego, miejscowego chleba. Znakomite masło, twaróg i śmietanę, dobrą kiełbasę, mięso naturalne, choćby w taniej jatce. Złoto jest Nam wciskane. Na pohybel. Jak kredyty.

  9. Boydar said

    A taki Midas, to on pod koniec chciał całkiem zrezygnować z parytetu złota. Musi jednak ówczesny FED się wtrącił i jakoś nic z tego nie wyszło.

    Swoją drogą, jak się wczytać nawet tylko w https://pl.wikipedia.org/wiki/System_waluty_z%C5%82otej , to racja jest po NICK’owej stronie.

  10. RomanK said

    Tak powinno i tak moze byc ..panie Nick..trzeba tylko to zrobic…
    To = na co cierpi POlska to brak elity narodowej..co poznajemy po tzw. Niezdolnosci organizacyjnej Polakow.
    Kiedy odrodzi sie elita= pierwsza oznaka bedzie Zdolnosc Organizacyjna Polakow….
    Kiedy pojawili sie w Polsce tacy ludzie, jak Stefczyk , Kraziewicz,Stypulowski.Wyczolkowski, Stryjenska i inni….wiadomym bylo, ze Polska sie odrodzi….ONi ja zorganizowali zanim powstala…Kolka ROlnicze, Spoldzielnie i Zwiazki Przemyslowe , Kupieckie..rzemieslnicze…..stworzyly struktury, na ktorych rozstawiono namiot Panstwa.
    Na co czekacie..wykorzystajcie moment tworzcie najpierw komitety referendalne..zeby sie zobaczyc ..skrzyknac wymienic mysli i zrobic liste potrzeb i od czego zaczac…..Nic wam nei zrobia ..bo to komitety referendalne na wsi ,,gminie w powiecie wojewodztwie…a potem moga wam nagwizdac…..

  11. NICK said

    Ha! Panie Romanie. Właśnie – zrobić.
    Pisałem i wydawało mi się, że mamy na wsi niezłą grupkę. Ja, dwoje nauczycieli, artysta-malarz, radny gminny, sołtys, pleban, elektryk i małorolny zarazem oraz dwóch ‚większych’ gospodarzy.
    Pozostał elektryk po zawodówce i jeden gospodarz… .
    Pozostali, jak się wydaje, byli jednak bici. W ciemię.

  12. Niby dlaczego miałbym iść do banku i żądać wydania złota za moje kwity magazynowe? Złoto nie jest mi do niczego potrzebne.

  13. Zerohero said

    Kwity Panu też nie są potrzebne, pieniądz też nie. Wystarczy gitara i dobre towarzystwo :). No bez jaj. Będzie Pan nas tu częstował truizmami w stylu „złotem nie najesz się”? 🙂

  14. Rafał Z said

    Krzysztof M said

    2015-06-24 (środa) @ 15:57:49

    Banki doskonale zdają sobie sprawę z Pana potrzeb i złota nie wydadzą.

  15. NICK said

    No to P. Zerohero.
    Ile ma Pan tych uncji?
    A ile gram dziennie należy spożyć? Żeby tak pisać? Jak we (13)?

  16. No tak taka samowystarczalna gmina to fajna rzecz, tylko jak tu iść do przodu z postempem, jak tu obmyslić jako komórke albo coś podobnego? Teraz ludziska nie muszą już mówić do siebie tylko piszą jakieś posty albo komentarze; wszystko takie wydajne i fajne , że aż strach; no i to wszystko przez tych bankierów chyba? Sam nie wiem co lepsze – kiedyś się siedziało pod gołym, czerwcowym niebem i butelką piwa w ręku dyskutowało o polityce, a teraz jakies kometarze zostały tylko. Jak ja nienawidze tych bankierów!!!

  17. Zerohero said

    @15, NICK

    W komentarzu nr. 13 liczyłem na odrobinę dobrej woli i inteligencji czytelnika. Zjeżdżaj trollu.

  18. Zerohero said

    …moja babcia w czasie okupacji kupowała na wsi jedzenie za złoto (była biedna, ale posiadanie odrobiny złota nie oznacza wcale bycia bogatym). To tyle w kwestii alkoholowego poziomu żartów pana Nicka. Wyjątkowo nie na miejscu w obecnych czasach.

  19. NICK said

    Smacznego. Dokładkę? (17) Zerohero.
    E, nie będę… .

  20. Złoto jest potrzebne albo po to, żeby uniknąć spadku wartości pieniądza, albo żeby „zarobić”, czyli doczekać wzrostu cen złota.

    Ani jedno, ani drugie mnie nie interesuje.

  21. NICK said

    Motasz Pan. Dokumentnie. P. Zerohero. Jak wyżej.

    Wówczas, biedne babcie [a moją żeś Pan obraził dawno temu. Na tym forum.], to miały obrączki ze srebra albo metalu, byle jakiego. Może to oznaczać, że jesteś Pan ‚wypasiony’
    złotem. Od pokoleń. Alkoholu nie polecam. Przejdź Pan na meliskę. Lub garść makowin.
    I, przysiądź Pan na dooopie własnej. Czasem. Porzucając wywyższanie. Się. Dobra to rada.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: