Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czwarte pytanie

Posted by Marucha w dniu 2015-07-01 (Środa)

Samą zmianą ordynacji wyborczej robakowi partyjniactwa urwalibyśmy tylko jedną nóżkę. Odebraniem budżetowych pieniędzy – nieco pasożyta osłabimy Ale trzeba go rozgnieść całkowicie.

Obok tematu

Beata Szydło pozazdrościła Aleksisowi Tsiprasowi i też postanowiła dołożyć własną cegiełkę do historii demokracji bezpośredniej. Propozycja rozszerzenia tematyki wrześniowego referendum nie spodobała się Ewie Kopacz, która przelatując w swym chaotycznym umyśle w pobliżu rzeczywistości rzuciła, że „społeczeństwo nie jest od tego, żeby rozstrzygać w kwestiach, w których wypowiedzieli się już eksperci”, czyli może wyrazić swoją opinię o ordynacji wyborczej i prawie podatkowym, ale już nie np. o systemie emerytalnym i wysyłaniu dzieci (własnych) do szkoły oraz leśnictwie.

Cóż, spór, jak spór, jak to w demokracji mało w nim sensu – jednak cała ta paplanina potwierdza tylko, że faktycznie, aby 6. września faktycznie stało się coś ważnego dla Polski – powinniśmy w głosowaniu udzielić odpowiedzi na jeszcze jedno, fundamentalne pytanie.

Powinno ono brzmieć: „Czy jesteś za całkowitym zakazem istnienia partii politycznych w Polsce?”. Tylko tak uzupełniona reforma prawa wyborczego i innych ustaw – mogłaby przynieść oczekiwany przez swych zwolenników sens. Zniknąłby też podstawowy punkt sporny dzielący antysystemowców debatujących o wszystkich „za” i „przeciw” JOW-ów.

Na razie jedynym argumentem, używanym po stronie jednomandatowców, odpierających zarzut, że ordynacja większościowa zakonserwuje władze partii – jest założenie, że „to będą inne partie!”. Być może, ale czy jeszcze lepszego efektu nie byłoby, gdyby partii… nie było w ogóle?

Akcja afirmatywna

Oczywiście, dziś pomysł wydaje się utopijny, jednak nie bardziej, niż samo przekonanie, że występująca samodzielnie, choćby najzdolniejsza jednostka jest w stanie równoprawnie i efektywnie rywalizować z organizacją, w dodatku nie jednorazowo, ale stale. Aparat partyjny jest wydolniejszy wprawdzie tylko w eliminowaniu konkurencji (głównie wewnętrznej) i dalszym eksploatowaniu kraju i żyjących w nim jednostek niezorganizowanych, jednak w systemie demokracji przedstawicielskiej są to zdolności zupełnie wystarczające.

Cała otoczka, w tym gwarantowane budżetowymi pieniędzmi opowieści o tym, że partia jako forma organizacji politycznej gwarantuje fachowość rządzenia, sięga bowiem (czy w każdym razie powinna…) po ekspertów, legislatorów, może, umie i potrafi kształtować lepsze prawo, czyli faktycznie rządzić, a nie tylko administrować – to przecież mit. Istniejące ugrupowania wcale bowiem tego nie czynią, nie mając na polu rządzenia żadnej konkurencji nie między sobą, ale kwestionującej cały ten pseudo-merytokratyczny system.

Tymczasem nie mogąc rywalizować na polu zdobywania władzy pojedyncza osoba mogłaby nie gorzej ją sprawować. Zdolna jednostka sama umie przeczytać ustawę, a przy odrobinie wysiłku intelektualnego – także ją napisać. Potrafi zrozumieć jaki faktyczny, a nie deklarowany skutek przyniesie dana regulacja prawna (przy przyjęciu podstawowego założenia, że co może pójść źle – to pójdzie).

Słowem – jednostka bywa zdolniejsza od zorganizowanej zbiorowości, która nader często nie jest bynajmniej sumą zbiorowych talentów, ale dysponuje możliwościami intelektualnymi swego najsłabszego członka. Z drugiej strony nawet szermierz natchniony spokojnie może zostać zatłuczony cepami przez gromadę jako tako zorganizowanych kretynów. Potrzeba więc prawdziwego wyrównania szans, akcji afirmatywnej nie dla tych głupszych (jak w zamerykanizowanej oświacie), ale właśnie dla tych zdolniejszych.

Umówmy się zresztą, że samo populistyczne odwołanie się do hasła demokracji bezpośredniej i odwoływanie się do referendum (czyli założenia, że ci sami ludzie, którzy wybierają głupich polityków do podejmowania za nich głupich decyzji – sami postawieni przed tymi samymi decyzjami wybiorą mądrze…) – kwestionuje przede wszystkim właśnie istnienie partii politycznych, jako zupełnie już zbędnego ogniwa pośredniego w procesie decyzyjnym…

Poza partiami czy na ich wzór?

Wszystko to rzecz jasna truizmy, ale konieczne do powtórzenia na marginesie sporu ordynacyjnego i podnoszonych (np. przez JKM) argumentów, że ordynacja większościowa w okręgach jednomandatowych pomóc może tylko zdolnym indywidualnościom, a i to z pewnością nie wszystkim.

Faktem też jest, że hasło JOW popierają w dużej mierze tacy właśnie uzdolnieni outsiderzy, nie odczuwający chęci, potrzeby, czy po prostu nie mający naturalnych skłonności do zrzeszania się, uśredniania swoich poglądów, poszukiwania kompromisów i żmudnego budowania ogólnopolskich struktur, stanowiących mniej lub bardziej udane kopie partii establishmentowych. Naśladownictwa te są zresztą często dość dokładne – mamy bowiem nader często do czynienia z liderem i wąską grupą, dopierającą sobie z musu tło i zaplecze po regionach dla zapełnienia list…

Nieprzypadkowo też antysystemowi przeciwnicy JOW-ów to przeważnie ci, którzy właśnie mimo wszystko skrzyknęli się w partie, stworzyli jakieś zręby organizacji i liczą na „pokonanie systemu jego własną bronią”, a przynajmniej na wykorzystanie możliwości, jakie ten wraży system sam stworzył, z… finansowaniem partii na czele. Spierają się więc ci, którym wystarczyłoby znalezienie się w Sejmie samemu z tymi, którym starczyłoby grupowe 3 proc. i dotacja. Jak widać, obie strony dyskursu nie liczą na zadanie systemowi szczególnie dotkliwego ciosu…

Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby problem nie zamykał się w dylemacie: funkcjonować obok partii – czy na ich obraz i podobieństwo, tylko słabiej. Oczywiście, najlepiej byłoby zrezygnować z demokracji niemal zupełnie, ograniczyć ją do wybierania radnych gminnych, czyli aktu dokonywanego w małych, znających się społecznościach, a wyłanianie dalszych szczebli władzy powierzyć już organom przedstawicielskim i wyborom pośrednim.

Zanim jednak uda się dojść tak głębokiej i pozytywnej zmiany samego myślenia o rządzeniu i władzy politycznej – na dobry początek warto byłoby uwolnić umysły ludzi zaganianych do czegoś tak niezgodnego z naturą, jak wybieranie władzy państwowej – od dyktatu partyjnego.

Czekając na dyktatora…

Partie nieistniejące inaczej, niż jako stowarzyszenia zwykłe, kluby dyskusyjne, bez prawa zgłaszania kandydatów w wyborach – przestałyby być plemionami budowanymi na zasadzie zaspokajania partykularnych potrzeb swych członków, ze szczególnym uwzględnieniem przywódców. Na karcie do głosowania, na obwieszczeniu, na ulotce – nigdzie dany kandydat nie mógłby pisać jakiej to bandy poczuwa się członkiem, musiałby natomiast przedstawić swe prawdziwe życie i poglądy (nawet, jeśli nie własne, to przynajmniej udawane). Tylko i wyłącznie pod takim warunkiem wybory JOW-owskie miałyby sens, jaki przydają im zwolennicy. Że to niewykonalne w drodze reformy oddolnej i że wszelkie bodaj akty antypartyjne były w historii w istocie działaniami dyktatur broniących tyleż praw jednostek, co narodowych solidaryzmów?

Być może. Na razie jednak mamy Polskę na początku lata 2015 r. – a we wrześniu referendum, z dobrym, ale niewystarczającym krokiem w postaci postawienia kwestii finansowania partii. Jedna kwestia po prostu musi przy tej okazji wybrzmieć. Jeśli zatem jeszcze nie na karcie do głosowania – to we własnych umysłach odpowiedzmy sobie na to podstawowe, czwarte pytanie: „CZY JESTEŚMY ZA CAŁKOWITYM ZAKAZEM ISTNIENIA PARTII POLITYCZNYCH W POLSCE?”.

Konrad Rękas
http://konserwatyzm.pl

Komentarzy 9 to “Czwarte pytanie”

  1. adsenior said

    Normalne, dla władzy jesteśmy, tak jak nas określał Bartoszewski: BYDŁEM WYBORCZYM, lub Niesiołowski : PRZYPADKOWYM SPOŁECZEŃSTWEM.

  2. Agat said

    Od dawna twierdzę, że tzw. „partie polityczne”, jeśli w ogóle mają istnieć, to powinny mieć uprawnienia z grubsza takie, jak np. kluby filatelistów, czy jakieś koła gospodyń wiejskich. Tzn. istnieć sobie mogą, należeć do nich można – I TYLE.
    W I RP mieliśmy wybory w JOW-FPTP – i przypomnijmy, że ŻADNYCH „PARTII” NIE BYŁO!

  3. Dictum said

    To by było niezłe pod warunkiem, że taka wybitna jednostka, która doszłaby do władzy, nie ulegnie i dzielnie się oprze (jak Orban) tym wszystkim naciskom i przekupstwu które od 1989 są stosowane z zewnątrz wobec każdej partii. Bo jeżeli nie dałaby rady, znaczyłoby to tylko, że tych zewnętrznych mocodawców (bandytów) sterowanie naszym krajem i rozkradanie go dużo taniej by kosztowało.

  4. RomanK said

    Pan Rekas im wiecej pise tym sie okazuje ze mniej wie:-))))
    Tak zakaz chlopie partii politycznej…i porannego sranka:-))))
    Wystarczy zakaz kandydowania partii…..jako osoby prawnej, anie osoby fizycznej , ktora to tylko i w3ylacznei moze byc podmiotem i przedmiotem praw i obowiazkiw a politycznych pzedewsystkim i wsrod tych praw pisiada prawo zrzeszania sie w partie.
    Idac z atym zakazuje sie partycypacji finsaowej osob prawnych w jakikolwiek kampanie wyborcze. ANi corporacje , ani Fuyndacje ani partie ani zadne inne osoby prawne takiego rpawa nie maja a lamiac taki zakaz podpadaja pod KK.

  5. NC said

    Kopacz: „społeczeństwo nie jest od tego, żeby rozstrzygać w kwestiach, w których wypowiedzieli się już eksperci”
    Społeczeństwo w demokracji nie ma nic do gadania.
    I Kopacz to powiedziała otwartym tekstem.

  6. re1truth2 said

    Aby otworzyć wspaniałą stronę demokracji i pewną nadzieję na lepszą ofertę…

  7. Raynold said

    Pisałem to już dziesiątki razy ale jeszcze powtórzę. Sama wymiana świń przy korycie nie da nic, bo po jakimś czasie nowe świnie zaczną sie zachowywać jak te stare. By cokolwiek zmienić na lepsze, trzeba raz na zawsze porąbać koryto.
    No i zacząć ludzi uczyć od podstaw samo rządzenia się jak to jest np. w Szwajcarii. Tam rządzący są zwykłymi urzędnikami, którzy wykonują tylko to, co zleci im naród. Jak tego nie robią, to w trybie ekspresowym usuwani sa ze stanowiska. Prezydent zaś nie musi mieć dworu równego angielskiemu, a do pracy dojeżdża rowerem 🙂

  8. aaaaaaaaaaa said

    @7

    …..bo Szwajcaria i Norwegia to nie żydo unia ………….i wszystko w temacie …………

  9. mgrabas said

    http://7777777blog.wordpress.com/2015/07/02/o-tym-ze-proponowana-w-referendum-nowa-ordynacja-wyborcza-do-sejmu-oparta-o-jednomandatowe-okregi-wyborcze-to-ukartowane-kolejne-oszustwo-majace-swoj-cel/

Sorry, the comment form is closed at this time.