Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Neoliberalizm wprowadził zachodnie gospodarki na ścieżkę samozniszczenia

Posted by Marucha w dniu 2015-08-28 (Piątek)

Korporacje w majestacie prawa mogą kupować sobie wybory oraz rządy. Mówię to poważnie jako emerytowany waszyngtoński insider – ostrzega Paul Craig Roberts, amerykański ekonomista uważany za jednego z architektów reaganomiki.

Będzie pan przepraszał za Ronalda Reagana i jego reaganomikę?

Nie. Ale jest mi bardzo wstyd z powodu tego, co wydarzyło się potem.

To znaczy?

Wstyd mi za neoliberalizm. Ten niewiarygodnie patologiczny kult wolnego rynku, który wprowadził zachodnie gospodarki, w tym USA, na ścieżkę samozniszczenia.

Chwileczkę! Przecież to nie kto inny, tylko Ronald Reagan był ojcem neoliberalizmu! Pan jako jeden z jego najbliższych współpracowników powinien to chyba wiedzieć najlepiej.

Ronald Reagan był ojcem reaganomiki. Była ona dokładnym przeciwieństwem reform neoliberalnych.

To musi pan sam wyjaśnić, bo nikt mi nie uwierzy, jak zacznę opowiadać, co usłyszałem z ust architekta reaganomiki.

My, reaganowcy, przejmowaliśmy władzę na przełomie lat 70. i 80. Był to moment, w którym przestała działać stosowana od lat 30. keynesowska polityka pobudzania popytu. Ekonomiści i politycy działali dotąd według bardzo prostego schematu: gdy gospodarka zwalniała i pojawiały się problemy z bezrobociem, to oni zajmowali się pobudzaniem popytu. Starali się na przykład, by konsumenci znowu mieli trochę więcej pieniędzy i stymulowali gospodarkę swoimi wydatkami. A gdy gospodarka przyspieszała, powodując ryzyko inflacji, ograniczali popyt.

Aż do momentu, gdy pojawiła się stagflacja. Czyli zabójcza mieszanka recesji, bezrobocia i wysokiej inflacji.

Ten problem trawił Amerykę i Europę przez całe lata 70. Nawet najbardziej zatwardziali keynesiści czuli, że walą głową w mur. Coś musiało się zmienić. A my wymyśliliśmy, na czym ta zmiana ma polegać. To była tzw. rewolucja podażowa.

Czyli?

Już w czasie kampanii wyborczej Reagan powiedział, że problem polega po prostu na tym, iż zbyt wiele dolarów goni za zbyt małą ilością dóbr. I to było bardzo celne stwierdzenie. Bo pokazywało nasz główny cel. To znaczy: dość manipulowania przy popycie. Czas zająć się zwiększaniem podaży.

Co konkretnie zrobiliście?

Zaczęliśmy od podatków osobistych oraz od zysków kapitałowych. Obniżyliśmy wszystkie stawki. Tu nie chodzi tylko o to, by ludzie w sumie płacili mniej. Naszym celem było stworzenie takiej sytuacji, w której opłaca się pracować i produkować więcej niż dotychczas. Bo dotąd każdy dodatkowy dolar był opodatkowany na tyle wysoko, że nie warto było pracować więcej. A jak nie pracowano więcej, to było mniej oszczędności i mniej pieniędzy na inwestycje.

Logiczny wniosek, że taki system promował bierność zamiast pracy i konsumpcję zamiast inwestycji. Więc myśmy tę sytuację odwrócili. Niższe podatki od wyższych dochodów sprawiały, że brak pracy i konsumpcja stały się nagle bardziej kosztowne. A inwestycje bardziej opłacalne. Keynesistom się to nie podobało, ale gdy zobaczyli, że nasza recepta działa, musieli złożyć broń. Bo nagle amerykańska gospodarka ruszyła z miejsca. Pojawiła się też praca. Dobra, solidna praca dla zwyczajnych Amerykanów. A stagflację udało się w końcu przełamać. I to było nasze wielkie zwycięstwo.

Jak dotąd wszystko było, jak rozumiem, w porządku. A czy pamięta pan moment, w którym zauważył pan, że rewolucja podażowa, którą rozpoczęliście w czasach Reagana, skręca w niewłaściwym kierunku?

Kłopoty zaczęły się w momencie upadku Związku Radzieckiego. To była kompletna katastrofa dla amerykańskiej gospodarki.

Nie wierzę. Reaganowiec żałuje zwycięstwa w zimnej wojnie.

Kiedy to prawda! Wraz z upadkiem ZSRR dotychczasowe reguły gry wywróciły się do góry nogami. I nie mówię tu tylko o sytuacji geopolitycznej. Chodzi przede wszystkim o gospodarkę. Chcąc nie chcąc, reszta świata musiała bowiem ugiąć kark przed zwycięzcą. I otworzyć się na zachodni kapitał, udostępniając mu ogromne zasoby swojej niesamowicie taniej siły roboczej. Choćby w komunistycznych Chinach czy socjalistycznych Indiach. Towarzyszyło temu powtarzane jak mantra przekonanie, że nie ma alternatywy dla zachodniego kapitalizmu.

Amerykańskie korporacje musiały z tej okazji skorzystać. Szybko zauważyły, że neoliberalizm daje im niesamowite możliwości maksymalizacji zysków. Czyli również maksymalizacji premii dla najwyższej kadry menedżerskiej. To był bezlitosny proces, bo nawet gdyby amerykański biznes nie chciał uciekać z kraju, to i tak zostałby do tego… zmuszony.

Zmuszony? Przez kogo?

Przez Wall Street. Bo inwestorzy powiedzieli do firm: zobaczcie, tam są niesamowite szanse na krociowe zyski. Nadal ich nie widzicie? To my zaraz pójdziemy do waszych konkurentów i sfinansujemy im przejęcia waszego biznesu. Więc i tak wasze firmy trafią do Chin. Ale już niestety bez was na pokładzie. Więc lepiej zróbcie to, co wam mówimy! Ta presja działała również w branżach, które z pozoru nie podlegają outsourcingowi. Weźmy sieci handlowe takie jak Wall Mart. One mogły postawić swoich dostawców przed dosadnym ultimatum. Stawki w Chinach są takie i takie. Chcecie, żebyśmy zostali z wami? To zbliżcie się do ich poziomu! W ten sposób nakręcał się ten piekielny wyścig do samego dna.

Zaraz, przecież to powinno pana cieszyć! Czy reaganowcy nie twierdzili, że rynek najlepiej alokuje zasoby?

To nie tak. Dla nas rynek nigdy nie był celem samym w sobie. On miał być drogą do osiągnięcia pewnych celów. Już panu mówiłem, że w naszym wypadku tym celem było odtworzenie amerykańskich miejsc pracy, które zabijała stagflacja. Chcieliśmy wprowadzić do gospodarki zasadę, że firmy walczą o uzyskanie przewagi konkurencyjnej. A nie przewagi absolutnej. Powtarzam, to nie miał być wyścig do samego dna!

Jaki był skutek tego wyścigu?

Pamiętam, że przyglądałem się wtedy regularnie miesięcznym statystykom dotyczącym amerykańskiego rynku pracy. I patrzyłem ze zgrozą, jak na moich oczach znikają solidne miejsca pracy w sektorze produkcji, potem w usługach biznesowych, projektowaniu, logistyce, badaniach. Czyli wszystkich tych dziedzinach, w których pracę znajdowali kiedyś absolwenci amerykańskiego systemu edukacyjnego. To przecież były dokładnie te miejsca pracy, o których stworzenie walczyła reaganomika! I to przez nie wiodły tradycyjne ścieżki awansu społecznego w amerykańskim społeczeństwie. A więc to, z czego Ameryka była przez dziesiątki lat taka dumna i na czym opierał się ten słynny „amerykański sen”. Bez nich USA nie są już krajem obietnicy wielkich nieograniczonych możliwości. To się skończyło.

Globalizacja i niczym nieograniczona swoboda kapitału prowadzą więc w prostej konsekwencji do skostnienia relacji społecznych. W praktyce dobrą pracę mogą więc dostać tylko ci, którzy wywodzą się z dobrych rodzin. Natomiast ci na dole z coraz większym prawdopodobieństwem na tym dole pozostaną. Podobnie jak ich potomkowie. Smutne, ale prawdziwe.

A nie jest tak, jak przekonują zwolennicy wolnego rynku? Że globalizacja, owszem, niszczy stary porządek, ale w jego miejsce buduje nowy i lepszy.

Bzdura. Wystarczy rzut oka na statystyki. Owszem, w ciągu ostatnich dwudziestu lat w USA pojawiły się nowe stanowiska pracy. Ale głównie w najsłabiej płatnym segmencie usług. Wśród kelnerów, sprzedawców, barmanów albo sprzątaczek. I owszem, profity z globalizacji też się pojawiły. Ale zgarnął je wyłącznie wielki biznes. A rachunek został wystawiony i przesłany rodzimej sile roboczej. I dlatego wszędzie zasada jest taka sama. Im bardziej neoliberalna gospodarka, tym wyższy poziom bezrobocia.

Według najnowszych statystyk 40 proc. amerykańskiej populacji zarabia mniej niż 40 tys. dol. rocznie. A granica biedy w tym kraju to jakieś 24 tys. 3 proc. populacji w ogóle nie ma pieniędzy na żadne wydatki prócz pokrycia najbardziej podstawowych potrzeb. Oni właściwie nie uczestniczą w obrocie gospodarczym i są na dodatek potężnie zadłużeni. Rosną tylko dochody absolutnie najbogatszych. Tego symbolicznego już jednego procenta. Tylko czy to jest powód do radości w rzekomo najbogatszym i najpotężniejszym gospodarczo kraju na ziemi? Przecież w tej sytuacji nie ma absolutnie żadnych szans na ożywienie gospodarcze. Bo skąd ono ma się wziąć?

Ale tak z ręką na sercu. Kiedy zaczął pan dostrzegać te wszystkie procesy, o których mówimy? Jeszcze przed wybuchem obecnego kryzysu czy już po nim?

Pisałem o tym już w latach 90. Kiedy zacząłem dowodzić, że outsourcing to przekleństwo, pierwszą reakcją były zaprzeczenia. Mówiono, że tak wygląda przyszłość, że trzeba się dostosować i że nie ma alternatywy. Niestety, obecny kryzys tylko potwierdził te czarne scenariusze. Stany Zjednoczone mają dziś najwyższe od lat bezrobocie. A i tak te statystyki są mylące, ponieważ nie biorą pod uwagę ludzi, którzy porzucili poszukiwanie stałej pracy, chwytając się prac dorywczych, niedających im niestety żadnego bezpieczeństwa.

Pytam o kryzys, bo jak się szuka praprzyczyn jego wybuchu, to można znaleźć wiele tropów prowadzących do was, reaganowców. To wy jako pierwsi rzuciliście przecież hasło, że gospodarkę trzeba deregulować.

To, co mieliśmy na myśli, mówiąc o deregulacji, z dzisiejszej perspektywy wydaje się trudne do uwierzenia. Nam chodziło raczej o eliminację tej całej niepotrzebnej papierkowej roboty dla biznesu. Zwłaszcza dla przedsiębiorców drobnych i średnich. Zapewniam pana, że absolutnie ostatnią rzeczą, jakiej chcieliśmy, była deregulacja systemu finansowego. Nie przypominam sobie ani jednej rozmowy na ten temat z czasów, gdy pracowałem w Departamencie Skarbu. Ani jednej! Owszem, były pewne kosmetyczne zmiany (czasowa zmiana tzw. regulacji Q – red.). Ale jedynie jako reakcja na politykę monetarną szefa Fedu Paula Volckera. Jeśli szukać autorów liberalizacji amerykańskiego sektora finansowego, to trop wiedzie tutaj wprost do dwóch nazwisk.

Po pierwsze, demokrata Bill Clinton.

Tak jest! Weźmy słynną ustawę Glassa-Steagalla z lat 30. którą uchwalono po to, żeby ukrócić poziom spekulacji i pokusę nadużycia na rynkach finansowych. W 1999 r. za czasów Clintona to prawo zostało ostatecznie zmienione. Od tamtej pory każdy bank mógł zacząć działać w branży inwestycyjnej i używać depozytów swoich klientów do finansowania nawet bardzo ryzykownej działalności.

A potem nastał republikanin George W. Bush.

I deregulacyjne szaleństwo ruszyło pełną parą. Już na samym początku jego administracja zniosła regulacje derywatów (czyli instrumentów pochodnych, np. kontraktów terminowych albo swapów – red.) znajdujących się w obrocie pozagiełdowym. Potem bushowcy zdecydowali, że w ogóle nie interesuje ich ograniczanie działalności spekulacyjnej. I tak zmienił się świat finansów. Bo jeszcze w latach 80. operacje o charakterze czysto spekulacyjnym szacowane były na jakieś 15 proc. rynku. A dziś w wielu dziedzinach dominują. Kulminacją tej orgii zniszczenia było zniesienie wszelkich ograniczeń dotyczących relacji długu do kapitału. Banki mogły więc lewarować jeszcze bardziej niż dotychczas.

Trudno mi uwierzyć w to, co słyszę. Głównie dlatego, że bushowcy chętnie i często odwoływali się do dziedzictwa Reagana.

Nazywanie polityki bushowskiej kontynuacją reaganomiki to wielkie i nieuprawnione nadużycie. Po pierwsze, bushowcy dopuścili do tego, że z Ameryki uciekły najlepsze miejsca pracy dla klasy średniej, a wszystkie zyski z tego tytułu trafiły do najbogatszych korporacji. W tej sytuacji nie zadziałają już żadne obniżki podatków czy ułatwienia dla przedsiębiorców. I ta banda chciwych republikanów to wiedziała! Po drugie, nawet ich reformy podatkowe były sprzeczne z duchem reaganomiki. Bo oni podatki obniżyli. Ale tylko dla najbogatszych. Twierdząc na dodatek, że to jest ekonomia strony podażowej. Nonsens! Ale największą zbrodnią tamtej administracji była ich durna imperialna polityka zagraniczna.

Sądziłem, że to by się Reaganowi spodobało. Wojna z terroryzmem jako kontynuacja wojny z radzieckim imperium zła.

Dokładnie odwrotnie! Uważam, że nie tylko w gospodarce upadek ZSRR okazał się dla naszego kraju kompletną katastrofą. Brak przeciwwagi doprowadził do tego, że amerykańskie elity polityczne poczuły się po prostu bezkarne. Zaczął się etap hegemonicznej dominacji Stanów Zjednoczonych. Na jej potrzeby wymyślono sobie papierowego wroga w postaci rzekomego terroryzmu islamskiego. Rozdmuchano jego znaczenie, by uzasadnić wiele haniebnych posunięć. To był dramat nie tylko dla nas, ale i dla całego świata. Również dla kilku dużych krajów muzułmańskich. Taka inwazja na Irak nigdy nie miałaby miejsca, gdyby istniał Związek Radziecki.

Wróćmy do gospodarki. Mówi pan o zwycięstwie ideologii wolnorynkowej. Dlaczego właściwie ona wygrała? Dlaczego amerykańskie elity i społeczeństwo uwierzyły, że rynki same się uregulują?

Przyczyna jest prozaiczna. Wielki kapitał, a zwłaszcza sektor finansowy, zainwestował wiele w to, by do globalizacji dorobić opowieść pod tytułem „To jest w interesie każdego z nas. Nikt na niej nie straci, a wszyscy zyskają”.

Jak to zrobili?

Pieniędzmi. Wielki kapitał po prostu kupił sobie amerykańską klasę ekonomiczną. Uczynił z niej swoich lobbystów. Stworzył sieć grantów badawczych, think tanków. Niektórzy ekonomiści przechodzili wręcz do biznesu, zasiadając w zarządach spółek finansowych. Ekonomia w latach 90. i na początku XXI wieku przestała być nauką. Stała się propagandą.

Brzmi to jak jakaś teoria spiskowa.

To nie ma nic wspólnego ze spiskiem. To przejaw degeneracji amerykańskiego życia publicznego. Ameryka stała się państwem lobbingowym.

Lobbing to część demokracji.

Tak. Ale może też przemienić się w jej śmiertelne zagrożenie. W USA kampanie wyborcze są finansowane z datków prywatnych. Kilka lat temu Sąd Najwyższy tylko to utwierdził, uznając, że prawo do wspierania kampanii wyborczych przez korporacje nie może być ograniczone. Bo byłoby to – uwaga, uwaga – naruszenie ich „prawa do wolności wypowiedzi”. W efekcie nie mamy więc dziś żadnych ograniczeń na tym polu. I efekt jest taki, że korporacje w majestacie prawa mogą kupować sobie wybory oraz rządy.

Bez przesady.

Mówię to poważnie jako emerytowany waszyngtoński insider. W Stanach niezależnie od politycznego rozdania rządzi więc kilka potężnych organizacji lobbystycznych. Najważniejsza z nich to Wall Street, a więc banki i instytucje finansowe. Drugą jest sektor militarny oraz bezpieczeństwa. Wyjątkowo groźny dla reszty świata, co pokazały wypadki sprzed dekady. Trzeci blok to potężne lobby izraelskie. Potem jeszcze lobby górniczo-naftowe. Szczególnie wpływowe od czasów George’a W. Busha, który postawił wielu nafciarzy na czele powiązanych z rządem ogranizacji zajmujących się środowiskiem.

Na tym przykładzie dobrze widać, jak działa ta „neoliberalna deregulacja”. To znaczy nafciarze w imieniu rządu regulują swój własny sektor. I niech pan zgadnie, w którym kierunku to regulują! Oczywiście robią to w taki sposób, żeby większa część kosztów ich działalności została przerzucona na innych. W tym przypadku na środowisko. W ten sposób ich produkty mogą być śmiesznie tanie.

A sektor bankowy? Dokładnie ta sama historia. Pozwolono bankom w imię wolności rosnąć do rozmiarów, gdy stały się zbyt duże, by upaść. I teraz rząd musi je ratować za każdym razem, gdy wpadną w kłopoty. I to nie tylko poprzez bailouty. O wiele częściej odbywa się to w sposób dużo bardziej zakamuflowany. Przez dłuższy czas Fed musiał wpuszczać w gospodarkę ciężkie miliardy dodatkowych dolarów. W efekcie na Wall Street panuje niespotykana hossa. A realna gospodarka jak tkwiła, tak tkwi w kłopotach. Na rynek wewnętrzny to się w ogóle nie przekłada. To nie jest żadna deregulacja. To jest samoregulacja.

Gdy się tego słucha, to aż trudno uwierzyć, że Amerykanie nie wyszli jeszcze masowo na ulice.

Szczerze? Bo nie ma w tym kraju żadnych wolnych mediów.

Aż tak?

Rynek medialny to również rynek. I jego nie ominęły wielkie procesy konsolidacji kapitału z ostatnich dwóch dekad. Mieliśmy kiedyś w Ameryce tysiące niezależnych od siebie tytułów. Wzajemnie się uzupełniających i niezależnych. I to był prawdziwy pluralizm. Dziś całe amerykańskie media są skoncentrowane w mniej więcej pięciu kluczowych megakoncernach. Wiem, co mówię, bo współpracowałem kiedyś blisko z „Wall Street Journal”. Dziś ten szacowny tytuł należy do… megakoncernu Ruperta Murdocha. Tymi tytułami nie rządzą już dziennikarze, tylko specjaliści od marketingu i reklamy. Zniknął też słynny mur oddzielający pion biznesowy od merytorycznego. Rząd zaś zabezpiecza się przed nadmierną krytyką ze strony tych tytułów, kontrolując system licencji na nadawanie. Jeśli pan nie wierzy, mogę dać przykład.

Proszę.

Jeszcze w latach 70. media były w stanie zmusić do rezygnacji prezydenta Richarda Nixona. I to za co? Bo kręcił, w którym właściwie momencie dowiedział się o mało istotnym włamaniu do siedziby partii demokratycznej. Z którym – dodajmy – nie miał nic wspólnego.

Trzy dekady później prezydent George Bush rozpoczyna wojnę, opierając się na kłamstwie dotyczącym broni masowego rażenia. Dość szybko wszyscy się orientują, że on kłamie. W Iraku nie ma żadnej broni. I co się dzieje? Nic. Absolutnie nic.

Podobnie jest teraz. Amerykańskie służby naruszają własne prawa, a nawet łamią konstytucję USA, stosując tortury i podsłuchując całą resztę świata. I znów nikomu nawet włos z głowy nie spada. Przecież Obama powinien być za to wszystko pociągnięty do odpowiedzialności. Jest chyba tylko jedno przestępstwo, które może w tym kraju złamać karierę polityka.

Chyba się domyślam…

Oczywiście skandal seksualny. Jeśli masz żonę i idziesz do łóżka z inną kobietą, to wypadasz z gry. W innym wypadku potężne siły nie dadzą ci zginąć. Oczywiście dopóki robisz to, co ci każą.

Paul Craig Roberts – amerykański ekonomista uważany za jednego z architektów reaganomiki, w latach 1981–1982 zastępca sekretarza skarbu USA. Wykładał później na wielu czołowych amerykańskich uczelniach. Ceniony również jako publicysta i autor kilkunastu książek, m.in. słynnej „The Supply Side Revolution: An Insider’s Account of Policymaking in Washington” („Rewolucja podażowa. Wspomnienia waszyngtońskiego insidera”) z roku 1984. Jego ostatnia książka to „The Failure of Laissez Faire Capitalism and Economic Dissolution of the West” („Upadek kapitalizmu leseferystycznego i ekonomiczna dezintegracja Zachodu”).

http://forsal.pl

Komentarzy 17 to “Neoliberalizm wprowadził zachodnie gospodarki na ścieżkę samozniszczenia”

  1. jacenty said

    He he facet udaje że coś wie, łudzi się że mogli inaczej 🙂 a to w kapitalizmie naturalne i nieuniknione „przecież Marks dawno to opisał” trzymało się to tylko dlatego że był blok wschodni więc się bali i udawali.

    Polecam przeczytać Marka nieźle się zdziwicie to jak by czytać przepowiednie które na naszych oczach się sprawdzają.

  2. revers said

    przeciez ten proceder trwa na oczach lemmingow na Ukrainie , gdzie cena miejsca w parlamencie, wysokim urzedzie po Prezydenta UA wacha sie od 5 mln do 10 mln $$$$, ale wszyscy i tak do ostaniego Polaka pojda walczyc o neoliberalna wolnosc Ukrainy.

  3. RomanK said

    Powoli…corporacja to fikcja prawna..czyli osoba prawna. TO twor prawny nadajacy organizacji gospodarczej pewne scisle wyliczone prawa, ktore poprzez to nadanie prawa staje sie „osoba” dl aodroznienia od osoby zwana prawna! Zrobiono to dla wygody i bezpieczenstwa…dla wiekszej operatywnosci i efektywnosci dzialania. I od zarania owe osoby prawne staraly sie stac coraz bardzej osoba fizyczna poprzez przejmowanie coraz to wiekszej ilosci praw przyslugujacych tylko i wylacznie Czlowiekowi. GOlem zaczal sie humanizowac…w tym samym czasie dehumanizujac Czlowieka…
    I mamy co mamy.
    Wzorujc sie na corporacjach Marks stworzyl pojecie Partii typu corporacyjnego.,.udoskonalil to Lenin i dlatego przyjela sie nazwa Partia Typu Leninowskiego…. Te dwa Golemy stworzone przez ten sam Kahal DIntoiry…zaczynaja doskonale ze soba wspolpracowac…przejmujac kontrole nad…..LUDZMI!
    OTo pisze pan Kukiz na Fecebooku..co zauwazyl… powiada tak..wybory….prawa polityczne przynaleza Czlowiekowi i bierne i czynne…zobaczcie poprosilem o zglaszanei kandydatow w obecnej Ordynacji….zglosilo sie ponad 4600 ludzi chetnych do skorzystania przynaleznych im praw….ALE..mozemy wystawic tylo 1300 kandydatow….Teraz jestesmy zmuszeni dokonac selekcji…ktora de facto jest wyborem!!!! TO my musimy bo jestesmy zmnuszeni prawem wyborczym wybrac kto moze , a kto nei moze brac udzial w glosowaniu… MY…nie obywatele…Ja – My nei chcemy wybierac za kogokolwiek….ale zmusza nas do tego partyjniacka Ordynacja Wyborcza….
    I tak jest od dziesiecioleci…..

  4. RomanK said

    Paul Craig Robersts… wygodnie zapomnial przez 30 lat…ze to wlasnei on i reszta doradzali Reganiwi zeby zlikwidowal zakazy prawne trzymajace corporacje w klacie….i wypuscili GOlema na szerokie wody…..Reganomics to miedzy innymi jego zasluga….

  5. Boydar said

    „… Chcieliśmy wprowadzić do gospodarki zasadę, że firmy walczą o uzyskanie przewagi konkurencyjnej. A nie przewagi absolutnej. Powtarzam, to nie miał być wyścig do samego dna! ”

    No przecież chcieli qurwa dobrze ! To nie ich wina …

    „Nie chce mi się z tobą gadać” 🙂

  6. Boydar said

    A, po oberwaniu szóstej nóżki, mucha ogłuchła.

  7. AlexSailor said

    Nie doczytałem do końca.
    Moim zdaniem stek wierutnych bzdur.
    Powodem zapaści gospodarczej jest rozrost administracji, różnych agend rządowych i samorządowych, kretyńskie przepisy z wymiarem niesprawiedliwości pozwalającym na talmudyczny rozrost sekty prawniczej, niepotrzebne zbrojenia, tak zwana zbiorowa konsumpcja z emeryturami, lecznictwem i bezsensowną edukacją na czele.
    A to wszystko polane propagandą niczym nie ograniczonej konsumpcji, niemoralności i wyścigu szczurów.
    No i radykalne ograniczenie dzietności będące logiczną konsekwencją powyższego.

    Jeśli obecnie, np. w Polsce, żeby zabić świnie trzeba ów fakt najpierw na stosownym druku zgłosić weterynarzowi na urzędzie, to co tu więcej mówić.
    Podobnie z wycięciem drzewa, pomalowaniem dachu, wykopaniem studni, czy postawieniem jakiegokolwiek szałasu.

    Jeśli wymiana skorodowanej rury przyłącza wodnego w mieście na plastikową przy okazji robót miejskich wykopkowych, gdzie materiał i robocizna kosztuje 100 zł i zajmuje 20 minut, zmusza do opłacenia kosztów administracyjnych, projektów, map, w kwocie 1500 zł oraz poświęcenia na to 3 godzin czasu z 1-4 tygodniowym oczekiwaniem na „pieczęcie”, to już wiadomo dlaczego Europa i myślę, że podobnie Ameryka, muszą utonąć.

    Genialnie pasuje tu termin Grzegorza Brauna – „talmudyzm biurokratyczny” – obrazowo pokazany w dowcipie o wkręcaniu żarówki w pięć osób.
    To jest jedna wychodzi na stół, łapie żarówkę, a cztery podnoszą ów stół i chodzą w kółko.

    Na koniec tylko wspomnę, o zakazie sprzedaży przez rolników przetworzonej przez siebie, swojej żywności.

  8. RomanK said

    Cieplo , cieplo panei Alex…a co to wszystko jest co pan wymiania?????
    To socjalizacja…czyli golemizacja…odhumanizowywanie sytemow i zastepowanie Czlowieka Golemem przez przejmowanie ludzkich praw…..przez Tvory- GOlemy.
    I wybvaczy pan- gdzie tu genialnosc… w pojeciu Talmudytzm biurokratyczny….brzmi dobrze…ale dla laika magika…ktory emocjami zastepuje rozsadek. Niech mi pan powie ze sie myle,!

  9. lwp said

    Kapitalizm jest systemem zamknietym i finalnym produktem zawsze jest chaos i krach na rynku.
    Po pierwsze, wolny rynek jest tylko dla bogatych: Monsanto, Bill Gates wielkie korporacje pobija wszelka konkurencje i nie dopuszcza do rynku.
    Kumulacja kapitalu zawsze prowadzi do kryzysu bo pieniadz martwy zabija rozwoj gospodarczy.
    Lichwiarskie banki tez nie znosza konkurencji dlatego trzeba bylo wprowadzic banki Rotszylda do lLbii, Egiptu a teraz probuja zalozyc lichwiarskie banki w Syrii, Iranie
    Lichwa ubija systerm oszczednosciowy . Lichwa ubija wszelka infrastrukture.
    Bogatemu nic nie zrobi bo demokracja jest tylko dla bogaczy.

  10. Zerohero said

    Bardzo przytomne i mądre słowa pana Paula Craiga Robertsa. tzn…. wyjątkowo blisko prawdy jak na słowa padające w głównym nurcie. 🙂 Brakuje tu oczywiście sedna, tzn. słówka o kreacji pieniądza światowego. Ta sztuczka pozwala USA mieć gigantyczny deficyt w handlu a mimo to prosperować. Przerosty w administracji są tego oczywistym dopełnieniem. Wszak trzeba stworzyć rynek amerykanskich konsumentów. Żeby był konsument musi być pracownik. A czy to musi być pracownik produkcyjny? Nie musi. Może przekładać papierki z jednej kupki na drugą. Oczywiście można po prostu zwiększyć liczbę zasiłków, ale nie ma to jak „praca”.

    USA wystarczy, że zachowa zdolności produkcyjne w hi-tech, zbrojeniach. Blisko 4% PKB na badania i naukę, więc nieźle. Rządzący Ameryką nie potrzebują kraju szczęśliwości, idealnej gospodarki. Oni potrzebują realizować własne cele, np. wystawić armię.

    Oczywiście jeśli zawali się dolar, to system posypie się szybko, więc oni temu przeciwdziałają. Równolegle zapewniają USA jako mocarstwu miękkie lądowanie poprzez alternatywę w postaci uogólnionej waluty światowej (rozwinięcie SDR gdzie USA zajmą godne miejsce?). Hongbing pisał, że upadek dolara jest zaplanowany i ja mu przyznaję rację. To są procesy, których nie można było nie przewidzieć.

    …i tu leży główna słabość „spowiedzi” Paula Craiga Robertsa. On to opisuje jako sekwencję wypadkow oraz chciwość korporacji. Mimo wszytsko lubię gościa za wskazanie trzech lobby. Nie wymagam by podkreślał, że Wall Street i syjonistyczne to jedno i to samo, a z kolei zbrojeniówka od dawna była przejęta przez Wall Street. I tak powiedział dużo jak na typka z tych sfer. Ma przecież dzieci. Chyba?

  11. Re: 10 Zerohero…
    Czyzby p. Paul Craig nie wiedzial o tym, ze zydowski federal reserve drukuje pieniadze „25 godzin na dobe” a zydowskie banki kreuja kredyty z „powietrza???’…
    Nie Panie Zerohero…Ja tego nie kupuje…Ten stary facet skrupulatnie mowi to co ma „miec” do powiedzenia…
    ===========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  12. Boydar said

    Ależ oczywiliście, że „… ten stary […] mówi to, co ma „mieć” do powiedzenia…”.

  13. Zerohero said

    @Jasiek z Toronto

    Nie trzeba mówić wszystkiego co się wie, zwłaszcza gdy nie chce się zostać ocenzurowanym prewencyjnie i narazić rodzinę na przykrości. PCR powiedział publicznie i tak więcej niż wielu biernych słuchaczy jest w stanie przyjąć do wiadomości. np. Polacy. Jeśli w wynurzeniach nie ma centralnego master minda w postaci Putina i KGB, to potraktują rewelację jako teorię spiskową, w dodatku antysemicką!

    Senator Lawrence Patton McDonald (z rodziny gen.Pattona zamordowanego przez wyższe czynniki USA) stanął kiedyś na roju ulicy i wykrzyczał całą prawdę o rządach światowych popartą dokumentami. Stał na rogu, bo „poważne” media nie chciały go słuchać. A potem wsiadł na pokład Korean Air Lines Flight 007, który nie wiedzieć czemu władował się głęboko w przestrzeń powietrzną ZSRR na Dalekim Wschodzie gdzie został zestrzelony.

    Lawrence Patton McDonald nie ma nawet polskiego hasła na wikipedii. A Pan tu siedzi jak w fotelu kinowym, trzyma popcorn i pyta: „za co my płacimy? Ja chcę by PCR powiedział: żydostwo kontroluje FED.” Rozumiem zawód, film okazał się nudny, ale co poza narzekaniem?

  14. zk said

    @1
    To oczywiste aż do bólu, choć są tacy co przeciw faktom wybazgrolą wymysły z paca od nogi wyssane lub co im tam ślina na język

  15. Ad. 3

    „zglosilo sie ponad 4600 ludzi chetnych do skorzystania przynaleznych im praw….ALE..mozemy wystawic tylo 1300 kandydatow….Teraz jestesmy zmuszeni dokonac selekcji…ktora de facto jest wyborem!!!! TO my musimy bo jestesmy zmnuszeni prawem wyborczym wybrac kto moze , a kto nei moze brac udzial w glosowaniu… MY…nie obywatele…Ja – My nei chcemy wybierac za kogokolwiek….ale zmusza nas do tego partyjniacka Ordynacja Wyborcza….”

    – Nie pchaj się na afisz, jeśli nie potrafisz. 🙂 … nie potrafisz dokonać wyboru, nie znasz się na ludziach, nie masz sztabu, który by cię rzetelnie informował. 🙂

  16. Ad. 9

    „Po pierwsze, wolny rynek jest tylko dla bogatych: Monsanto, Bill Gates wielkie korporacje pobija wszelka konkurencje i nie dopuszcza do rynku.
    Kumulacja kapitalu zawsze prowadzi do kryzysu bo pieniadz martwy zabija rozwoj gospodarczy.”

    – Wielki polski uczony prof. Feliks Koneczny w książce „Dzieje Polski” pisał o tym, wprowadzaniu przez Jagiellończyka prawa rzymskiego, towarzyszyła likwidacja średniowiecznych barier na drodze do nieograniczonego bogacenia się.

    I to był początek końca…

  17. Joe said

    Panie Roman K…Golemow to w kazdym niby kraju jest PO dwa…sejm i senat.Ale ludziska jak durnie nic nie mowia tyko ida i wrzucaja kartki do urn na z gory juz wybranych Golemow…Golemy POtem ida na kolanach do ZYDA ktory czeka na aport…
    Tak bylo i jest…a „udoskonalanie” Golemow POstepuje z rozwojem Techniki…..Bozi cos sie welna POplatala przy szydelkowaniu!!

Sorry, the comment form is closed at this time.