Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jak umierał Chopin?

Posted by Marucha w dniu 2015-10-22 (Czwartek)

17 października 1849 roku w Paryżu odchodził z tego świata Fryderyk Chopin. Z okazji kolejnej rocznicy śmierci genialnego kompozytora, warto przypomnieć okolicznościowy list księdza Aleksandra Jełowickiego. Finis coronat opus!

List ks. Aleksandra Jełowickiego do Ksawery Grocholskiej

Paryż, 21 października 1849 r.
I. M. J.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Przezacna Pani!

Jeszcze pod wrażeniem śmierci Chopina piszę o niej słowo. Umarł 17 października 1849 roku o godzinie drugiej z rana.

Od lat mnogich życie Chopina było jak na włosku. Ciało jego, zawsze mdłe i słabe, coraz bardziej się wytrawiało od ognia jego geniuszu. Wszyscy się dziwili, że w tak wyniszczonym ciele dusza jeszcze mieszka i nie traci na bystrości rozumu i gorącości serca. Twarz jego jak alabaster zimną była, białą i przejrzystą; a oczy jego, zwykle mgłą przykryte, iskrzyły się niekiedy blaskami wejrzenia. Zawsze słodki i miły, i dowcipem wrzący, a czuły nad miarę, zdawał się już mało należeć do ziemi.

Ale niestety, o Niebie nie myślał. Miał on niewiele dobrych przyjaciół, a złych, tj. bez wiary, bardzo wielu; ci zwłaszcza byli jego czcicielami. A triumfy jego w sztuce najwnikliwszej zagłuszyły mu w sercu Ducha Św. jęki niewypowiedziane. Pobożność, którą z łona matki Polki był wyssał, była mu już tylko rodzinnym wspomnieniem. A bezbożność towarzyszów i towarzyszek jego lat ostatnich wsiąkała coraz bardziej w chwytny umysł jego i na duszy jego jak chmurą ołowianą osiadła zwątpieniem.

I tylko już mocą wykwintnej przyzwoitości jego się stawało, że się nie naśmiewał głośno z rzeczy świętych, że jeszcze nie szydził.

W takim to opłakanym stanie schwyciła go śmiertelna piersiowa choroba. Wieść o tym, blada zbliżającą się śmiercią Chopina, spotkała mię więc przy powrocie moim z Rzymu do Paryża. Wnet pobiegłem do tego od lat dziecinnych przyjaciela mego, którego dusza tym droższa mi była. Uścisnęliśmy się wzajem, a, wzajemne łzy nasze wskazały nam, że już ostatkami gonił. Nędzniał i gasł widocznie; a jednak nie nad sobą, ale nade mną raczej zapłakał użalając się morderczej śmierci brata mego Edwarda, którego też kochał.

Skorzystałem z tej tkliwości jego, aby mu przypomnieć Matkę… i jej wspomnieniem rozbudzić w nim wiarę, której go była nauczyła. „Ach, rozumiem cię, rzekł mi, nie chciałbym umrzeć bez Sakramentów, aby nie zasmucić Matki mej ukochanej; ale ich przyjąć nie mogę, bo już ich nie rozumiem po twojemu. Pojąłbym jeszcze słodycz spowiedzi płynącą ze zwierzenia się przyjacielowi; ale spowiedzi jako Sakramentu zgoła nie pojmuję. Jeżeli chcesz, to dla twej przyjaźni wyspowiadam się u ciebie, ale inaczej to nie”.

Na te i tym podobne słowa Chopina ścisnęło mi się serce i zapłakałem. Żal mi było, żal mi tej miłej duszy. Upieszczałem ją, czym mogłem, już to Najświętszą Panną, już Panem Jezusem, już najtkliwszymi obrazami miłosierdzia Bożego. Nic nie pomagało. Ofiarowałem się przyprowadzić mu, jakiego zechce, spowiednika. A on mi w końcu powiedział: „Jeśli kiedy zechcę się wyspowiadać, to pewno u Ciebie”. Tego się właśnie po tym wszystkim, co mi powiedział, najbardziej lękałem. Upłynęły długie miesiące w częstych odwiedzinach moich, ale bez innego skutku. Modliłem się wszakże z ufnością, że nie zaginie ta dusza. Modliliśmy się o to wszyscy zmartwychwstańcy, zwłaszcza czasu rekolekcji.

Aż oto 12 bm, wieczorem przyzywa mię co prędzej doktor Cruveiller mówiąc, że za nic nie ręczy. Drżący od wzruszenia stanąłem u drzwi Chopina, które po raz pierwszy przede mną zamknięto. Jednak po chwili kazał mię wpuścić, lecz tylko na to, aby mi rękę uścisnąć i powiedzieć: „Kocham cię bardzo, ale nic nie mów, idź spać”. Wystaw sobie, kto możesz, jaką noc przebyłem!

Nazajutrz przypadł dzień św. Edwarda, patrona ukochanego brata mojego. Ofiarując za jego duszę Mszę świętą, tak prosiłem Boga: O Boże, litości! Jeżeli dusza brata mego Edwarda miłą jest Tobie, daj mi dzisiaj duszę Fryderyka! Więc ze zdwojoną troską szedłem do Chopina. Zastałem go u śniadania, do którego gdy mię prosił, ja rzekłem: „Przyjacielu mój kochany, dziś są imieniny mego brata Edwarda”. Chopin westchnął, a ja mówiłem tak dalej: „W dzień mego brata daj mi wiązanie”. „Dam ci, co zechcesz”, odpowiedział Chopin, a ja odrzekłem: „Daj mi duszę twoją!”. „Rozumiem cię, weź ją!”, odpowiedział Chopin i usiadł na łóżku.

Wtedy radość niewymowna, ale oraz i trwoga ogarnęły mię. Jakżeż wziąć tę miłą duszę, by ją oddać Bogu? Padłem na kolana, a w sercu moim zawołałem do Pana: „Bierz ją sam!”. I podałem Chopinowi Pana Jezusa ukrzyżowanego, składając Go w milczeniu na jego dwie ręce. I z obu oczu trysnęły mu łzy. „Czy wierzysz?”, zapytałem. Odpowiedział: „Wierzę”. „Jak cię matka nauczyła?”. Odpowiedział: „Jak mię nauczyła matka!”.

I wpatrując się w Pana Jezusa ukrzyżowanego, w potoku łez swoich odbył spowiedź świętą. I tuż przyjął Wiatyk i Ostatnie Pomazanie, o które sam prosił. Po chwili kazał dać zakrystianowi dwadzieścia razy tyle, co zwykle się daje, a ja rzekłem: „To za wiele”. „Nie za wiele — odpowiedział — bo to, com przyjął, jest nad wszelką cenę”.

I od tej chwili przemieniony łaską Bożą, owszem, samym Bogiem, stał się jakoby innym człowiekiem, rzekłbym, że już świętym. Tegoż dnia poczęło się konanie Chopina, które trwało dni i nocy cztery. Cierpliwość, zdanie się na Boga, a często i rozradowanie towarzyszyły mu aż do ostatniego tchnienia. Wpośród najwyższych boleści wypowiedział szczęście swoje i dziękował Bogu, że aż wykrzykiwał miłość swą ku Niemu i żądzę połączenia się z Nim, co prędzej. I opowiadał swe szczęście przyjaciołom, co go żegnać przychodzili, a i w pobocznych izbach czuwali.

Już tchu nie stawało, już się zdawał, że kona, już jęk nawet był umilkł, przytomność odbiegła. Strwożyli się wszyscy i tłumem się do pokoju jego byli nacisnęli czekając z biciem serca już ostatniej chwili. Wtem Chopin otworzywszy oczy i ten tłum ujrzawszy, zapytał: „Co oni tu robią? Czemu się nie modlą?”. I padli wszyscy ze mną na kolana, i odmówiłem Litanię do Wszystkich ŚŚ., na którą i protestanci odpowiadali. Dzień i noc prawie ciągle trzymał mię za obie ręce, nie chcąc mię opuścić, a mówiąc: „Ty mnie nie odstąpisz w tej stanowczej chwili”. I tulił się do mnie, jak zwykło dziecię czasu niebezpiecznego tulić się do matki. I co chwila wołał: „Jezus, Maria!”, i całował krzyż z zachwytem wiary i nadziei, i wielkiej miłości.

Niekiedy przemawiał do obecnych, z największą tkliwością mówiąc: „Kocham Boga i ludzi!… Dobrze mi, że tak umieram… Siostro moja kochana, nie płacz. Nie płaczcie, przyjaciele moi. Jam szczęśliwy! Czuję, że umieram. Módlcie się za mną! Do widzenia w Niebie”.

To znowu do lekarzów usiłujących przytrzymać w nim życie powiadał: „Puśćcie mię, niech umrę. Już mi Bóg przebaczył, już mię woła do siebie! Puśćcie mię; chcę umrzeć!”. I znowu: „O, pięknaż to umiejętność przedłużać cierpienia. Gdybyż jeszcze na co dobrego, na jaką ofiarę! Ale na umęczanie mnie i tych, co mnie kochają, piękna umiejętność!”. I znowu: „Zadajecie mi na próżno cierpienia srogie. Możeście się pomylili. Ale Bóg się nie pomylił. On mię oczyszcza, O, jakże Bóg dobry, że mię na tym świecie karze! O, jakże Bóg dobry!”.

W końcu on, co zawsze był wykwintnym w mowie, chcąc mi wyrazić całą wdzięczność swoją, a oraz i nieszczęście tych, co bez Sakramentów umierają, nie wahał się powiedzieć: „Bez ciebie, mój drogi, byłbym zdechł — jak świnia!”.

W samym skonaniu jeszcze raz powtórzył Najsłodsze Imiona: Jezus, Maria, Józef, przycisnął krzyż do ust i do serca swego i ostatnim tchnieniem wymówił te słowa: „Jestem już u źródła szczęścia!…”. I skonał.

Tak umarł Chopin! Módlcie się za nim, ażeby żył wiecznie.

Uniżony wasz w Chrystusie sługa Z. A. Jełowicki.

Źródło (tekst przytoczony z niewielką korektą):
http://pl.chopin.nifc.pl/chopin/letters/detail/text/imienin/page/2/id/401

http://sacerdoshyacinthus.com

Komentarzy 49 to “Jak umierał Chopin?”

  1. galaszek said

    Nie mogl Go Bog oddac szatanowi …. bo nie jest pieklo miejscem na Jego mazurki polonezy walce nokturny ballady etiudy…..nie moze nie czuc Boga w sercu ktokolwiek wslucha sie w w ponadczasowe piekno Jego poezji pisanej nutkami…. tym miejscem moglo byc tylko niebo….niech czyni nam go na Ziemi w Duszach Jego muzyka….by po przekroczeniu linii zycia mialo w sobie Niebo te Dusze, ktore za zycia mialy w sobie Niebo

  2. veri said

    Polonez A-dur op.53 powinien być grany na fortepianie z biało-czerwonymi klawiszami.

  3. zetef said

    Veri – to może u ciebie. Ale na razie zostawmy klawisz tak jak są.

  4. maria said

    muzyka z samego nieba.

  5. Listwa said

    Fryderyk i jego muzyka są wyjątkowe.

  6. TomUSAA+ said

    SIedemnasty Konkurs Chopinowski – uczta intelektualna i muzyczna najwyższego sortu, wszyscy bez wyjątku uczestnicy na najwyższym poziomie tak muzycznym jak i (w przeważającej wiekszości) pianistycznym. Delektuję się transmisjami codziennymi na TVP Kultura, tudzież słuchając „Dwójki”. Wracam do USA przekonany, że Internet, ta potęga sama w sobie itd., a tu …! ANi słowa nigdzie, na portalach w jez. polskim o wyborach, pojedynkach i innych sprawach ostatecznych, a o konkursie ani mru-mru. Próbuję gorąco polecane Chopin Radio, strona wg mnie kompletnie bez sensu. Za każdym otwarciem ta sama data 1 pażdziernik, itd., itp.
    A mówią, że muzyka łagodzi obyczaje. Szkoda słów!

  7. Tekla said

  8. NICK said

    „Ale niestety, o Niebie nie myślał. Miał on niewiele dobrych przyjaciół, a złych, tj. bez wiary, bardzo wielu; ci zwłaszcza byli jego czcicielami. A triumfy jego w sztuce najwnikliwszej zagłuszyły mu w sercu Ducha Św. jęki niewypowiedziane. Pobożność, którą z łona matki Polki był wyssał, była mu już tylko rodzinnym wspomnieniem. A bezbożność towarzyszów i towarzyszek jego lat ostatnich wsiąkała coraz bardziej w chwytny umysł jego i na duszy jego jak chmurą ołowianą osiadła zwątpieniem.”

    Na szczęście się opamiętał, pojednał z Bogiem. Niech bóg Mu wybaczy.

    Źli jego czciciele (czcij ciało) przejęli praktycznie całą jego spuściznę. Organizują np. Konkursy Chopin’owskie. Geszeft, gdzie większość zwycięzców to źli jego czciciele.

    Dlaczego Pan tak uważa?
    Admin

  9. Qwerty said

    Re 1. As-dur, A-dur to ten:

  10. Dictum said

    ad. 3.
    Akurat to jest bardzo marne. Po jakiego grzyba przerabiać i dokładać tak tandetne słowa do tak wielkiej muzyki?

  11. NICK said

    P. Adminie .(8).
    We największym skrócie.
    Jak zrozumiałem do ostatniego akapitu.
    Krystian Zimerman zwyciężył w Konkursie w 1975 roku. Uczyłem się wówczas we szkole muzycznej; klasa: klarnet. Początki. Nauczycieli tej szkoły doskonale pamiętam i bardzo uważam. Byli to, z perspektywy, polscy nauczyciele. Zapamiętałem ich ówczesną, zasłyszaną, opinię. „Znowu żyd, wybrany przez swoich”
    Pan Krystian ‚znormalniał’ dopiero w roku 2009, gdy opuścił USrael, poznając ostatecznie współbraci „po genach”. Chwała! Jak i Chopin’owi.

    Jakżebym nie miał zwrócić uwagi na Pana R. Blechacza, skoro wygrał Konkurs w 2005. Ten już nie ma takich oporów. Może dojrzeje? Tu moje zdanie podeprę częścią opinii bydgoskiego środowiska muzycznego. Akademii Muzycznej i Filharmonii Bydgoskiej. On też ‚z nadania’.

    Konkurs Chopin’owski jest nieco podobny do ‚wytwórni’ Hollywood (nomen omen) i zdyskredytowanej ‚Nagrody Nobla’.

    Najlepsi wirtuozi mają tu poprzeczki. Poprawno-polityczne.
    Czy jest „na sali” jakiś muzyk-Polak? Bo moja edukacja skończyła się dość wcześnie.

  12. Marucha said

    Re 11:
    Bez względu na narodowość i poglądy Krystiana Zimmermana, zwyciężył zasłużenie i merytorycznie, czego dowodzi jego późniejsza kariera i obecna pozycja w świecie pianistyki.
    Że znormalniał?
    Tym bardziej chwała mu za to, że dokonał rzeczy niemal niemożliwej: odciął się od bagażu żydowskości,
    A i przedtem nie był znany z opluwania Polski, jeśli się nie mylę.

    Konkurs Chopinowski powstał w roku 1927 i trudno dopatrywać się tu jakichś wpływów Hollywood czy Telawiwu.

    Qrwa, nie srajmy na wszystko, co jeszcze w Polsce ma jakiś poziom!

  13. Boydar said

    Polska akurat nie ma tu nic do rzeczy, Drogi Panie Gajowy. Aktorów i muzyków mają najlepsiejszych na świecie. Bądźmy obiektywni w tej nagonce.

  14. NICK said

    Ach tam. Raz sobie pozwolę. Najwyżej „coś tam, coś tam”.
    1927.
    Nie było Holly-Wood’a. Choć początki to 1886. Tel Awiw-Jaffa? Też nie było. We kształcie obecnym. A „une”? Byli.

  15. NICK said

    Co do ‚srania’ to une na nas srają. Np. „konkursem”.

    No to po mnie. Trudno.

  16. Ad. 12

    Może i coś nie tak z tym konkursem… Czas na zmiany przyjdzie później. Jeśli przyjdzie.

  17. Ad. 15

  18. Boydar said

    Panie NICK’u, jest reguła i są wyjątki. Nawet nie ważne czy ją potwierdzają. Co do reguły, masz Pan rację; ale to jest wyjątek, nie jedyny zresztą. Paweł był, i jeszcze wielu.

  19. Boydar said

    A Młynarski następny, w sumie to porządny gość, aż szkoda …

  20. Polskie Lasy Panstwowe said

    Ad 12

    W Polsce DUZO Ludzi i spraw ma NAJWYZSZY poziom…tylko nie wszyscy to widza…bo jedni daleko od polski, a inni moze „krotkowzroczni” a jak wiadomo, by dobrze widziec jest potrzebna perspektywa.

    Z szacunkiem wielkim.
    P.L.P.

    Ok, a co konkretnie?
    Admin

  21. Marucha said

    Muszę powiedzieć, że dziwi mnie chęć zgnojenia Konkursu Chopinowskiego.
    Dalej nie ciągnę sprawy.

  22. Polskie Lasy Panstwowe said

    Ad 20

    Panie Admin…
    To:

    PAMIETAJCIE!

  23. Polskie Lasy Panstwowe said

    Ad 20

    …i TO , Panie admin:

    Krzesimir Dębski- Polonez Husarii

  24. Polskie Lasy Panstwowe said

    …i TO:

  25. Polskie Lasy Panstwowe said

    …i TO

    Krzesimir Dębski – Polonez Husarii

    VIVAT Krzesimir Dębski , Vivat Jego Rod slawny i dawny!!!
    Wiwat Polska ! Wiwat Kresy !

  26. Boydar said

    Wszyscyśmy przewrażliwieni, Pana Gajowego też nie ominęło. Moim zdaniem Konkurs jest w porządku i jako jeden z niewielu błyszczy klasą i uczciwością. O biorących udział też nic złego powiedzieć nie można; oceniamy ich kunszt i artyzm. A jury wygląda od lat na obiektywne i fachowe. Meandry dyskusji na jakie nieopatrznie wpłynęliśmy (no, może nie wszyscy) nie dotyczyły meritum a jedynie stanowiły odprysk ogólnej frustracji. Co do której zdziwienia wyrażać nie jest zasadnym. Tak że, jak to mówią, spoko majonez.

  27. Polskie Lasy Panstwowe said

    …prosze posluchac…

    Tu jest i cud i narodzenie, nadzieja i strach czasem…tu jest Rod nasz i gwiazdy matczyne, tu jest i Duch Czysty i cialo ulotne, tu jest Matki Kochanej spojrzenie…tu jest Ojca reka , ktora BLOGOSLAWI…

    TU JEST NASZ ROD !

  28. Polskie Lasy Panstwowe said

    Pana Krzesimira uratowal cud…

  29. Boydar said

    Czy to nie „pan Adam” się przenickował całkiem przypadkiem ? Przecież vel Mokrzycki mogło spokojnie pływać aż do poniedziałku … po co się tak śpieszyć nerwowo.

  30. Zdziwiony said

    Stefan Kardynał Wyszyński o Chopinie.

    W czasie kolejnego pobytu Ojca w Rzymie – a było to w 1971 r. – zgłosiła się do niego, do Instytutu Polskiego na Pietro Cavalini, pewna arystokratka francuska ze swoją dame de compagnie. Niełatwo było dostać się do Księdza Prymasa w Rzymie, gdyż zgłaszało się do niego mnóstwo interesantów, zwłaszcza ze światowej Polonii. Niezrażona tym markiza postarała się o audiencję. Rozmowa toczyła się, oczywiście, w języku francuskim. Na pytanie Ojca: „Czym mogę Pani służyć?” – padła odpowiedź: „Przychodzę do Księdza Prymasa z ogromną prośbą, aby Ksiądz Prymas zechciał rozpocząć proces beatyfikacyjny Fryderyka Chopina, którego muzyka porywa cały świat, a zwłaszcza nas, Francuzów”. Zdumiony Ojciec zapytał: „A czy Pani zna życie Chopina?”. „Oczywiście! Znam bardzo dobrze” – odpowiedziała markiza. „Czy prosząc o jego beatyfikację, nie przeszkadzają Pani niektóre fakty z jego życia, np. historia z George Sand?” – zapytał Ksiądz Prymas. – „To nie ma nic do rzeczy” – odpowiedziała markiza. Zdumiony jeszcze bardziej Ojciec tłumaczył, że to nie jest możliwe. Chopin – wielki, prawdziwy geniusz – swoim życiem nie spełnia warunków wymaganych do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, czyli do wyniesienia go na ołtarze Pańskie. „Księże Prymasie – powiedziała dama z przekonaniem – ktoś, kto tworzył taką muzykę, takie wprost Boskie piękno, musiał być święty!”.
    Ojciec z wielką miłością i cierpliwością tłumaczył, że wszczęcie procesu beatyfikacyjnego jest jednak niemożliwe, chociaż argumenty pani markizy są niezwykle trafne, gdy chodzi o związek piękna ze świętością, z tą jakąś wewnętrzną świętością, którą wielki Fryderyk na pewno posiadał. Ale ona nie musi być wynoszona na ołtarze.
    Za rok pani markiza ponownie przyjechała do Rzymu, do Księdza Prymasa, z tą samą prośbą. Ojciec był wzruszony jej miłością do Chopina i zachwytem nad jego muzyką, która doprowadzała ją wprost do religijnej czci i uwielbienia samego Boga.

    Maria Okońska

    http://www.niedziela.pl/artykul/78247/nd/Ostatnie-chwile-Chopina

  31. NICK said

    Co Wyście? „Konkurs” nie jest Nasz.
    A Szopen owszem. Nasz. PółPolak, który się zdecydował na polskość(wcześniej) i katolickość. Pod koniec życia. Ja nie rozumiem tej dyskusji.

    Trza było napisać prawdę? Napisałem. Teraz wklepcie ‚Chopin’. I się delektujcie. MUZYKĄ. Sza… .

  32. Marucha said

    Re 31:
    Dlaczego konkurs nie jest nasz?
    Przetrwał przez trzy różne ustroje.
    Czego ja nie wiem?

  33. NICK said

    A żydzi trwają przez wszystkie „ustroje”. Także a jakże nie tyle przywłaszczając Szopena, co, ‚kupony’ od niego odcinając. Cóż dopiero „konkurs” żydowski. Meritum? Ano to, że ‚jury’, we większości nie jest polskie. I, wcale, nie jestem Zdziwiony(30)
    Biedny Szopen.
    „a co polska telewizja pokazuje, tego ja nie szanuję”

  34. jerzyczek said

    W tym konkursie najważniejszy jest F. Chopin! To co jego geniusz pozostawił dla potomnych, jego Polski (nie półpolski) geniusz, o czym świadczy każda nuta. Młodzi wybitni, bywa że także genialni pianiści, dzięki swemu kunsztowi ten skarb nam słuchaczom przekazują. Biali, czarni, żółci, żydzi, Japończycy czy Rosjanie, bez znaczenia, im bardziej utalentowani tym bardziej pokorni wobec geniuszu F. Chopina. Szacowne Jury nie jest idealne jednak do socjalistycznej czy jakiejkolwiek innej wydmuszki propagandowej daleko. Zachęcam do wysłuchania 27 relacji Pana Marka Dyżewskiego „Chopin w ogniu Konkursu” na Youtube, które same są arcydziełami chopinologii, retoryki i muzykologii.

  35. Ehze said

    R 9:

    Ciekawa postac ten Tzvi Erez :

    https://en.wikipedia.org/wiki/Tzvi_Erez

  36. Miet said

    Re.21.
    Panie Gajowy, podziwiam Pana cierpliwość. Za gnojenie takich polskich pereł, jakich już nie wiele pozostało, należałoby dawać w mordę a nie dyskutować.
    Dzięki za ten wpis o śmierci tego genialnego Polaka. Konkurs Szopenowski to wspaniała wizytówka Polski na cały świat.
    Dlatego jest przemilczana przez „światowe” media.
    Każdy wysokiej klasy muzyk twierdzi, że ten kto potrafi grać Szopena, potrafi grać wszystko.
    Dlatego wszystkim pianistom, którzy wygrali w Warszawie, Konkurs Szopenowski otwiera bramy do światowej kariery.
    Dyletant tego nie pojmuje, no bo taka jego natura.
    ————
    Wybitnym pianistą, czy w ogóle artystą, nie można zostać za samo pochodzenie. Oczywiście tzw. krytycy mogą zdrowo namieszać w głowach publiczności pozbawionej własnego zdania i rozsądku, np. lansować zamalowany na fioletowo kwadrat jako „dzieło sztuki”, ale na dalszą metę tak się nie da. A szczególnie w muzyce. Nikt nie kupi nagrań marnego pianisty, nie pójdzie na jego koncert.
    Admin

  37. saxtenor said

    Dziękuje, panie Galaszek, (nr 1) że Pan tak ładnie i mądrze napisał.

    (Sax Tenor, od ś.p. prof. Żelaznego, Warszawa).

  38. stah said

    …za okupacji muzyka szopenowska byla zabroniona, bo… hipnotyzowala Polakow (niewolnikow!). Wielu tez chcialo sobie przywlaszczyc Szopena: byli i Francuzi i zydzi, bo mieszkal we Francji albo mial nos za dlugi itd. Szopen ujal w swej muzyce polskosc np: „LULAJ ZE JEZUNIU”, skad on to znal?

  39. Joannus said

    Ad 38
    ”……za okupacji muzyka szopenowska byla zabroniona,”
    Za Gomułki były tylko dwa programy radiowe, chcąc nie chcąc słuchało się często muzykę Szopena. Chociaż dzieckiem będąc nie rozumiałem jej, jednak na tyle nasiąkłem aby posiąść umiłowanie tej muzyki.Dlatego Szopen jawi się od lat jednym z trójki największych kompozytorów
    A nadmienię, że był to czas wielkiego zniewolenia, jak twierdzą bohaterzy i ich zwolennicy – ”odzyskania wolności”.
    Cała pociecha, że był chociaż wtedy wolny rząd londyński.

    Spośród wielu zamieszczonych tutaj komentarzy, najbliższy mi jest Pana Miet Nr 36.

  40. Tekla said

    Kocham muzykę F.Chopina ,twarzyszyła mi od dziecka ,ale nienawidze wódki Chopina ,jak można było na cos takiego pozwolic..!!!!!!!!!!!!!!!!!

  41. Boydar said

    Paradoksalnie, Pani Teklo, to bardzo dobry wyznacznik. Słyszała Pani o np. Selmanówce ? Sama gorzała niczego sobie zresztą 🙂

  42. Qwerty said

    Panie NICK daj sobie spokój bo zaczynamy podejrzewać żeś pan „nie nasz”.
    A od Zimermana wara, on jest warty więcej niż wszyscy tu razem wzięci.

  43. Ja z Hajnowki said

    Ad 38,

    Prosze NIGDY nie uzywac dewaloryzujacych slow, gdy pisze Pan o POLAKACH lub naszych Bratnich narodach: Rosjanach, Czechach, Slowakach,Bialorusinach…itd…wiadomo : Slowianach!

  44. Boydar said

    Pan NICK nasz, tylko charakter ma jak młody prokurator.

  45. Ja z Hajnowki said

    Ad 42..

    Ni wiecej , ni mniej…wartosc Czlowieka nie okresla sie slawa. Jak jest uczciwy , jak pan jest uczciwy …to jestescie siebie warci..;takie JEST PRAWO Wszechswiata !

  46. Pochodzenie F. Chopina (vel Szopena)-kiedys bardzo poularna pisownia 🙂

    http://portalhistoryczny.org/upload/materialy/13/51349f3d6691a_04pochodzenie-chopina.pdf

  47. Ad. 46

    Jakoś w tym pdf-ie nie znalazłem dowodu na związek Chopina z domniemanymi przodkami ze Szwajcarii. Oczywiście badań genetycznych na pokrewieństwo nikt nie prowadzi, bo i po co? Czerwoni wiedzą swoje. 🙂

  48. Miet said

    Temat Konkursu Szopenowskiego 2015 już całkowicie zniknął w TV Polonia.
    Jeszcze wczoraj moja żona posłuchała sobie koncertu galowego zwycięscy, Koreańczyka Seong-Jin Cho, ale ja dzisiaj już nie miałem takiej możliwości.
    Różne pierdoły na TVP siedzą całymi miesiącami a ten koncert zniknął jak błyskawica – nie wiem co o tym sądzić.
    No cóż, to nie „heavy metal”, więc czego ja się czepiam???

  49. NICK said

    Przekazałem li tylko opinie mych nauczycieli muzyki a także, aktualne, kilkoro profesorów z Akademii Muzycznej, z której „wyszedł” p. Blechacz.
    Jak widzę niepotrzebnie zboczyłem.

    Co do osoby i MUZYKI Szopena jest oczywistym, że to jeden z największych kompozytorów i wirtuozów fortepianu!
    Podobnie jak to, że jego DZIEŁA tchną polskością, z którą się w pełni identyfikował.

    Do odnośNICKów się nie odniosę.
    Pozdrawiam koneserów muzyki.

Sorry, the comment form is closed at this time.