Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czym jest dla mnie konserwatyzm

Posted by Marucha w dniu 2015-11-09 (Poniedziałek)

„Nie jest przypadkiem, że nigdy nie zajmowałem się polskim konserwatyzmem i prawie nic na jego temat nie opublikowałem. Polski konserwatyzm nigdy nie był filozofią polityczną, ale tylko umiejętnością powolnego zmieniania świata, czyli umiejętnością praktykowania powolnej zmiany. Po rewolucji jaką była demokratyzacja, komunizm i raz jeszcze demokratyzacja III RP, polska tradycja konserwatywna nie istnieje” – mówi prof. Adam Wielomski dla „Myśli Konserwatywnej”.

Czym jest dla Pana konserwatyzm? Postawą polityczną, ideologią, rzeczywistością transcendentną…?

– Z wymienionych w Pańskim pytaniu możliwości zdecydowanie odrzucam rozumienie konserwatyzmu jako ideologii, a to dlatego, że dosłownie wszystkie ideologie powstawały od XVII po XX stulecie – czyli od Johna Locke’a po Włodzimierza Lenina – w opozycji do świata tradycyjnego, którego podstawą była religia i obyczaj. Każda ideologia ex definitione jest przeto projektem antyreligijnym, para-religią, religią zsekularyzowaną, surogatem religii, etc. (w zależności jak to zjawisko nazwiemy).

Każda ideologia przedstawia holistyczny (kompletny) obraz rzeczywistości i właśnie dlatego siłą rzeczy musi wejść w egzystencjalny spór z tradycyjną religią, ponieważ zawierając pogląd kompletny na rzeczywistość nosi w sobie także twierdzenia moralne i definiuje cele ludzkiej egzystencji w tym świecie. Religia czyni to samo. Z tego powodu, konserwatyzm może co najwyżej być, i jest, doktryną, czyli niepełną wizją świata. Niepełną, ponieważ np. pojęcia moralne nadaje tej doktrynie katolicyzm rzymski, rzadziej inne konfesje. Nie zawaham się powiedzieć, że konserwatyzm to uzupełnienie tradycyjnego katolicyzmu w kwestiach politycznych i społecznych, gdzie nauka Kościoła wizji takiej szczegółowej nie przedstawia, co najwyżej charakteryzując jej podstawy etyczne i rzucając hasłowo pewne idee.

Tak, konserwatyzm jest pewną rzeczywistością transcendentną, czyli doktryną opisującą naturalny porządek prosperującego społeczeństwa, a więc ład oparty na tradycji, obyczaju, autorytecie, hierarchii, własności, religii etc. Aby zrozumieć istotę transcendentnego charakteru konserwatyzmu trzeba czytać pierwszego wielkiego konserwatystę w dziejach, a mianowicie Platona. W 7 księdze „Państwa”, w znanym fragmencie o jaskini, znajduje się najgenialniejszy fragment w dziejach transcendentnie pojętego konserwatyzmu. Trzeba ten fragment czytać raz po raz. I nie wolno Platona odczytywać nazbyt literalnie, mieszając świat idei z empirią, w wyniku czego widzi się w nim jakiegoś komunistę (tradycja poczęta przez Arystotelesa, a uwieńczona przez Karla Poppera). Tutaj z kolei potrzebna jest lektura 7 listu Platona.

Wspominam list nr 7, poświęcony konieczności odróżnienia świata idei od świata empirycznego, ponieważ konserwatyzm jest także postawą polityczną, opartą na świadomości czym są idee, ale i na umiejętności odróżnienia doskonałej teorii od koniecznie niedoskonałej rzeczywistości empirycznej, gdzie implementacja idei w czystej formie jest niemożliwa z powodu ograniczeń, które Platon uważał za wynikłe z niedoskonałości materii, a które chrześcijanie definiują mianem skutków grzechu pierworodnego.

Dlatego uważam konserwatyzm za doktrynę czy też – osobiście wolę to słowo – za filozofię polityczną o której wiadomo, że można się do jej ideału zbliżać, ale ze świadomością, że nigdy ideału nie zbudujemy, gdyż Królestwo Boże „nie jest z tego świata”. Dlatego konserwatyzm ma silny instynkt czepiania się tego, co empirycznie istnieje, nawet jeśli jest to dalekie od poglądów samych konserwatystów, szczególnie na polu aksjologicznym.

Konserwatysta, który nie rozumie listu Platona nr 7 jest konserwatywnym doktrynerem, konserwatywnym rewolucjonistą, konserwatywnym sekciarzem, rodzajem kontrrewolucyjnego mesjanisty-bolszewika. To kontestator w imię konserwatywnego świata idei. Ten zaś, kto poszedł wyłącznie za empirią i utracił widok, który Platon opisał po wyjściu z jaskini, ten jest zwykłym politycznym oportunistą, który siedzi w jaskini i komentuje cienie przesuwające się po ścianie, padające od ogniska będącego symbolem ludzkiej wiedzy.

Konserwatyzm jest gdzieś po środku i nie zawsze łatwo jest wytyczyć kontury tego, co musi się zmieścić pomiędzy światem transcendentnym, a empiryczną rzeczywistością, która od tejże idei tak bardzo odbiega, szczególnie w świecie współczesnym.

Stosunkowo często mówi się i pisze o konserwatyzmie; idea konserwatywna, myśli konserwatywna, partia konserwatywna…. Ale czy publicyści, politycy lub najzwyczajniejsi obywatele rozumieją za czym się opowiadają?

– Ludzie tak rozumieją terminy jak nauczono ich je rozumieć, ewentualnie w stanie chaosu informacyjnego rozumieją je zupełnie indywidualnie i dowolnie. Oto „echo” w jaskini pojawiające się, gdy ludzie komentują cienie przesuwające się od ogniska, echo o którym pisze Platon.

W Polsce mówi się o konserwatystach często wtedy, gdy mowa o obrońcach aktualnie istniejącego status quo. W tym rozumieniu Leszek Miller ma świętą rację nazwawszy się kiedyś „konserwatystą PRL” (wbrew temu, co myśli wiele osób, to nie jest moje określenie). Takim też konserwatystą byłby śp. gen. Wojciech Jaruzelski. Jest to konserwatyzm obrony status quo, bez wymiaru transcendentnego.

W Polsce często mówi się także o chrześcijanach, że to konserwatyści, a wiarę miesza się z prawicowością. To także budzi moje wątpliwości. Nie każdy chrześcijanin jest konserwatystą. Purytanie, posoborowe ruchy charyzmatyczne i oazowe – to ruchy rewolucyjne, ale posługujące się religijną narracją. Właśnie w opozycji do chiliazmu religijnego David Hume stworzył swoją wizję „konserwatyzmu bez Boga” (wyrażenie prof. Tomasza Tulejskiego), którą rozwijał potem Edmund Burke, stosując jego kategorie myślowe wobec Rewolucji Francuskiej.

Rewolucjonistą jest każdy, kto nastaje na rzeczywistość – czy to transcendentną czy to empiryczną – i panujące w niej prawa, a konserwatystą każdy, kto broni którejś z tychże rzeczywistości. Zamieszanie wynika stąd, że pojęcia „rzeczywistości” są rozmaite. Dla jednych to status quo, dla innych ta transcendentna, dla innych tradycyjna, a podniesiona do roli prawa naturalnego.

Żyjemy w epoce po rewolucji nominalistycznej, czyli w takiej, gdzie każdy nazywa rzeczy tak jak chce, a nie tak jak ponazywali je Adam i Ewa w czasie przechadzki z Bogiem po rajskim ogrodzie. Nominalistyczne gry językowe są jednym z elementów rewolucyjnej dezintegracji otaczającej nas rzeczywistości.

Czy narodowe różnice w tradycjach konserwatywnych są na tyle istotne, że nie ma czegoś takiego jak europejski konserwatyzm, albo ogólnoświatowy konserwatyzm? Czy możemy mówić o czymś takim, jak polskie tradycje konserwatywne?

– Konserwatyzm europejski oczywiście istnieje i jego uniwersalny logiczny archetyp został opisany w „Teologii politycznej” Carla Schmitta, a jeszcze wcześniej w tomie II „Władzy politycznej i religijnej” Louisa de Bonalda. Archetypem myślenia konserwatywnego jego katolicka teologia polityczna oparta na analogii jeden Bóg na Niebie i jeden monarcha na ziemi. To istota konserwatyzmu europejskiego, którego fundament stanowi tradycyjny katolicyzm, a którego refleksem jest konserwatywna teoria władzy monarszej (niegdyś) i konserwatywne autorytaryzmy (w XX i XXI wieku).

Nie istnieje jednak coś takiego jak konserwatyzm światowy, ponieważ katolicyzm nigdy nie opanował całego świata. Tam, gdzie nie zapanował, tam konserwatyzm nie ma i nie może mieć charakteru transcendentnego (a przynajmniej katolicki konserwatysta nie ma prawa w fakt taki wierzyć, bo nie jest to przecież pogląd empirycznie weryfikowalny). Tam, gdzie katolicyzm nie dotarł, tam konserwatyści muszą odwoływać się do lokalnej tradycji, czyli do porządku, którego uprawomocnieniem jest czas i zadawnienie. Nie ma on charakteru transcendentnego. Mogliby też odwołać się do porządku natury, ale pojęcie to istnieje tylko tam, gdzie dotarła scholastyka, czyli znów tylko w świecie katolickim.

O myśli zbliżonej do konserwatywnej można mówić, w moim przekonaniu, także wtedy, gdy mamy do czynienia z systemem autorytarnym czy bliskim autorytaryzmowi, który odwołuje się do religii, realizując w ten sposób – acz bez katolicyzmu – katolicką wizję teologii politycznej i jej analogii jeden Bóg – jeden suweren. Taki system mamy obecnie w Putinowskiej Rosji. Dlatego jest paradoksem, że zniszczona przez bolszewizm i przymusowy ateizm prawosławna Rosja jest dziś bliższa katolickiej teologii politycznej niż kraje do niedawna katolickie, które kłaniają się przed – jak to mawia prof. Jacek Bartyzel – „bałwanem demokracji”. Zresztą sprawa z prawosławiem też jest wyjątkowa, gdyż jest to raczej schizma wyrosła na tle filozoficzno-kulturowym niż herezja dogmatyczna. To ułatwia akceptację prawosławia jako fundamentu dla konserwatyzmu.

Konserwatyzm polski, na tym tle, zawsze był specyficzny, ponieważ polska tradycja polityczna dawno zagubiła element monarchiczny, a więc i katolicką teologię polityczną. Nasza tradycja próbowała przeto pogodzić monarchiczną religię katolicką z republikanizmem. I udawało się to tylko dzięki temu, że niedouczona szlachta nie czytała i nie rozumiała Katechizmu. Nie jest przypadkiem, że szlachta wykształcona hołdowała w Rzeczypospolitej kalwinizmowi czy arianizmowi, czyli republikańskiej i demokratycznej teologii politycznej, będącej politycznym odpowiednikiem organizacji protestanckiego zboru. Z tego też powodu polski konserwatyzm mógł odwoływać się tylko do zastanej tradycji i obyczaju politycznego, nie mogąc wypracować tego, co nazwał Pan mianem „konserwatyzmu transcendentnego”. Nie można być poddanym Boga i obywatelem w państwie, gdyż porządek autorytarny i republikański do siebie nie przystają.

Nie jest przypadkiem, że nigdy nie zajmowałem się polskim konserwatyzmem i prawie nic na jego temat nie opublikowałem. Polski konserwatyzm nigdy nie był filozofią polityczną, ale tylko umiejętnością powolnego zmieniania świata, czyli umiejętnością praktykowania powolnej zmiany. Po rewolucji jaką była demokratyzacja, komunizm i raz jeszcze demokratyzacja III RP, polska tradycja konserwatywna nie istnieje, gdyż brak jej tego transcendentnego źródła, a porządek tradycyjny już od dawna jest wspomnieniem. To wyschnięte źródło w porównaniu z wiecznie płodnymi intelektualnie Louisem de Bonaldem, Josephem de Maistrem, Juanem Donoso-Cortésem czy Charlesem Maurrasem, których myśl ma charakter meta-historyczny dla konserwatyzmu.

A co ze stosunkiem teorii do praktyki? Z oddziaływaniem konserwatyzmu w sferze praxis?

– Raz jeszcze powtórzę: wszystko jest w liście nr  7 Platona. Trzeba odróżniać sferę teorii od praktyki. W teorii mamy teologię polityczną z jej analogię jeden Bóg – jeden suweren. W praktyce, niestety, ponieśliśmy porażkę w starciu z innymi światami ideowymi, wynikłymi z niekatolickich teologii politycznych.

Nie wiem dlaczego Bóg rzucił nas w świat tu i teraz. Ale wiem, że nie rzucił nas po to, abyśmy dziś siedzieli i płakali, czego skutkiem jest albo apatia (będąca wyrazem depresji), albo świadome wycofanie się do metafizycznego i meta-politycznego bunkra. Nie, przyszło nam żyć i działać w takim świecie, jakim on jest, nawet jeśli wydaje się nam, że Bóg cofnął swoją rękę i Jego łaska nie opromienia już świata stworzonego. Życie nie jest nam dane, lecz zostało nam zadane i musimy żyć i działać w takim świecie, jakim on empirycznie jest.

Dlatego sfera praxis jest nie mniej ważna, niż świat idei. W tym ostatnim winniśmy być platonikami, którzy mają przed oczami Wielką Ideę Porządku. Ale żyjemy także (niestety) w rzeczywistości empirycznej, gdzie spory nie toczą się pomiędzy zwolennikami cesarza a papieża czy też zwolennikami tej czy innej dynastii. Tamte spory nie są już dla nas istotne, chyba, że jesteśmy historykami.

Czy się to nam podoba czy też nie (mnie nie), nastała nowa rzeczywistość empiryczna, gdzie musimy wybierać pomiędzy kulawym autorytarnym porządkiem gen. Jaruzelskiego, a anarchiczną „Solidarnością” zdominowaną przez trockistów i działaczy KOR-u. To rzeczywistość, gdzie musimy wybierać pomiędzy sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi i ich „demokratycznymi i prawo-człowieczymi wartościami”, a autorytarną Rosją Putina. Przykłady takich wyborów możemy mnożyć i zawsze musimy wybierać przysłowiowe „mniejsze zło”, gdy tylko rozumiemy list nr 7 Platona i będziemy rozumieli, że świat idei nigdy nie ziści się na ziemi. Dlatego musimy zawsze wybrać to, co jest bliższe konserwatywnej wizji katolickiej teologii politycznej opartej na analogii jeden Bóg – jeden suweren nad to, co wynika z protestanckich teologii politycznych, gdzie deistycznemu obrazowi Boga odpowiada brak zasady porządku i autorytetu.

W wielu moich tekstach nauczam raz po raz: rewolucja jest teologicznym wyrazem Antychrysta, a władza rewolucję zwalczająca zawsze ma charakter katechoniczny. Carl Schmitt w swoim „Glossarium” ma rację twierdząc, że istotą problemu jest prawidłowe zidentyfikowanie, kto jest Katechonem, czyli tym, który powstrzymuje rewolucję. Nie zawsze jest to proste i nie zawsze to, co aksjologicznie wydaje się nam bliższe ma katechoniczne cele. Nie każdy jest Katechonem, kto mówi o Bogu, ale nie realizuje nic z Boskiej wizji świata. Czasem były komunista może okazać się Katechonem powstrzymującym falę permisywizmu i liberalizmu płynącego z „wolnego świata”.

Czy można stworzyć coś w rodzaju konserwatywnego międzynarodowego porozumienia ponad granicami? Czy też raczej podstawą powinno być silniejsze zaangażowanie w Kościele, nawet jeśli jest to kościół posoborowy?

– Z Kościołem katolickim mamy poważny problem, ponieważ po Soborze Watykańskim II przeszedł na stronę rewolucji. Kontrrewolucja epoki Benedykta XVI nie udała się, ponieważ sam Suwerenny Kapłan nie jest zdolny przeprowadzić kontrrewolucji, gdy nie ma wsparcia ani pośród większości biskupów, ani pośród posoborowego kleru, który już nawet nie zna dzieł nauki tradycyjnej. Wierni są albo zlaicyzowani i z Kościołem utrzymują więzi wyłącznie formalne, albo zostali poddani liberalnemu praniu mózgów i ulegają modernizmowi (racjonalizm), albo wreszcie rozmaite ruchy charyzmatyczne i oazowe oduczyły ich myśleć poprzez tresurę fideistyczną i literalne odczytywanie Biblii. Żadna z tych grup nie mogła być wsparciem dla Benedykta XVI. Papież Franciszek jest prostym i logicznym uwieńczeniem soborowej i posoborowej destrukcji.

Mimo to w Kościele posoborowym trwamy i trwać będziemy, często i gęsto go krytykując, a to dlatego, że żaden pojedynczy wierny, ani grupa wiernych nie ma przywileju obiektywnego osądzenia czy Kościół i jego Suwerenny Kapłan popadli w herezję czy też nie. Trzeba szanować świat empirycznie zastany i działać w takim, w jaki rzucił nas Bóg, nawet jeśli podejrzewamy, że Stwórca nie oświetla już świata stworzonego Swoją łaską. Uwaga ta dotyczy także Kościoła. Mając przed oczami świat idei, działajmy pragmatycznie w świecie empirycznym. Konserwatywna międzynarodówka? Nie mam nic przeciwko. Najpierw jestem Europejczykiem, potem dopiero Polakiem.

Podstawą Christianitas był uniwersalizm. Uniwersalizm ten z jednej strony wynikał z podstawowych zasad religii katolickiej, z drugiej zaś z metafizycznej koncepcji logosu i prawdy. Idee te zostały zanegowane w nowożytności, i to zarówno na płaszczyźnie religijnej (przede wszystkim przez Reformację), jak i filozoficznej i naukowej. Punktem dojścia nowożytnych prądów było powstanie ideologii nacjonalistycznych, natomiast Unia Europejska jest projektem, za pomocą którego próbuje się przywrócić jedność rozbitej Europie. Jaki powinien być stosunek konserwatystów zarówno do tej konkretnej próby budowania europejskiej jedności jak również ideologii nacjonalistycznych?

– Nie jestem nacjonalistą i powtarzałem to wielokrotnie, ponieważ nacjonalizm jest świadomością rewolucyjną u podstaw której tkwi pra-błąd w postaci idei suwerenności ludu. Tyle tylko, że wedle nacjonalistów lud ma mieć charakter jednolity etnicznie i językowo. Nacjonalizm głosi, że naród winien stać ponad wspólnotą katolicką, która konstytuuje moje pra-pierwotne poczucie, że jestem Europejczykiem. W XIX wieku nacjonalizm był wehikułem rewolucji, demokratyzacji, sekularyzacji i antyklerykalizmu. Był bezbożnym dzieckiem Rewolucji Francuskiej. Wyznaniem laickiej wiary ludu, który wyparł się Boga. [Hmmm… – admin]

Jednakże nacjonalistyczna destrukcja świata tradycyjnego miała swoje granice, głównie dzięki podkreślaniu narodowych partykularyzmów i niechęci do mechanicznego małpowania cudzych idei i rozwiązań. Nacjonalizm, będąc wizją rewolucyjną, zawsze pozostawał w granicach narodowej wspólnoty. Dzięki temu mógł w pewnym momencie okazać się narzędziem dla konserwatywnej obrony świata zastanego przed ideologiami i nurtami rewolucyjnymi, które przychodzą z zagranicy i które są bardziej rewolucyjne, niż rodzime.

Taka też jest funkcja idei narodowych w Unii Europejskiej, w sytuacji gdy główny ośrodek prądów rewolucyjnych znajduje się w instytucjach europejskich, które rodzą się pośród wykorzenionych ze wspólnoty narodowej intelektualistów, a które propagowane są przez internacjonalistyczne koncerny medialne.

Nie jestem nacjonalistą, choć kiedyś nim byłem (dopóki nie napisałem książki o nacjonalizmie francuskim, co pozwoliło mi zrozumieć jego istotę). Jestem jednak gotowy posługiwać się umiarkowaną frazeologią narodową, aby powiedzieć NIE idei europeizacji Polski, czyli wyrugowania jej katolickiego dziedzictwa na korzyść rządów międzynarodowych korporacji i ich politycznych ekspozytur w naszym kraju. Z takiego rozumienia idei narodowej wynika jej całkowite podporządkowanie konserwatywnej wizji porządku. Narodowcami możemy bywać instrumentalnie i koniunkturalnie. Gdyby z Brukseli i Berlina przychodziły do nas idee i postulaty kontrrewolucyjne, to nigdy bym się im nie sprzeciwiał w imię obrony polskości. Najpierw jestem tradycyjnym Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem. [A co to jest „Europejczyk”? Co ma wspólnego np. Albańczyk z Polakiem? Holender z Portugalczykiem? – admin]

W jednym z wywiadów prof. Jacek Bartyzel stwierdził, że winę za współczesny kształt cywilizacji ponosi m. in. „dokonana przez nowożytną demokrację detronizacja Boga jako ostatecznego źródła poznania – także zasad ładu politycznego”. Czy Europa ma szansę na powrót do tego ładu pomimo wszechwładnej laicyzacji?

– Bardzo bym chciał takiego powrotu, ale – jeśli mam być szczery – nie bardzo w to wierzę. Dlatego tak silnie podkreślam realistyczne podejście do empirycznej rzeczywistości i traktowania jej jako rzeczywistości danej nam. Zadanej nam. Jesteśmy grupą mniejszościową, bardzo niewielką mniejszością i musimy przetrwać, nie tracąc naszych idei. Zachód jest już skończony i nie widzę tu silniejszych nurtów restauracyjnych. Trzeba dziś szukać obrońcy chrześcijaństwa znajdującego się na zewnątrz świata zachodniego. Spójrzmy na to, co dzieje się dziś w Syrii. Zobaczmy kto realnie broni tam dziś interesów Zachodu? To Putinowska Rosja bombardująca islamskich terrorystów. Kraje zachodnie, nominalnie chrześcijańskie, takie jak Stany Zjednoczone, wspierają islamistów dostarczając im broń wespół z Arabią Saudyjską.

Kościół posoborowy przejął wiele modernistycznych prądów, którym konserwatyści się sprzeciwiają. Na ile więc budowanie nowej Christianitas jest możliwe w sytuacji, gdy sam Kościół znajduje się w kryzysie?

– Nie jest możliwe, aby zbudować nową Christianitas bez Kościoła. Tymczasem Kościół ulega szybkiej dezintegracji. Dziś nie mamy katolicyzmu po Soborze Watykańskim II, ale jakby po III. To jakiś postmodernizm katolicki, a nie modernizm z początku XX wieku. Jestem bardzo, ale to bardzo sceptyczny co do możliwości ozdrowieńczych zrodzonych we wnętrzu Cywilizacji Zachodu. Mieszkamy dziś w otchłani, która cały czas się zapada. Musimy zrozumieć, że ratunek może przyjść raczej tylko z zewnątrz, chyba, że liczymy na cud. Ja nie potrafię, gdyż jestem skrajnym politycznym realistą i racjonalistą, dlatego wolę obstawiać opcje empirycznie i racjonalnie realne. W polskiej myśli jako pierwszy zrozumiał to Henryk Rzewuski i opisał swój pomysł na ratunek polskości w cyklu artykułów „Cywilizacja i religia”, wywołując wielki skandal i upadek pisma, w którym publikował swoje teksty. Ale to były artykuły profetyczne, które dziś zachowują swoją aktualność.

Laicyzacja i odejście od transcendentu na rzecz podejścia materialistycznego i utylitaryzmu to nie tylko polityka. Czy możemy prosić o Pana opinię w zakresie laicyzacji nauki – zwłaszcza nauk humanistycznych, a także postępującej degeneracji roli uniwersytetu? Jaka jest rola nauki w procesie przywołanej w poprzednim pytaniu sekularyzacji i odrzucenia transcendentu? A także jaki wpływ odrzucenie transcendentu ma wpływ na rolę nauki?

– Transcendencja znikła z nauki w II połowie XIX wieku, wraz z pojawieniem się tzw. metodologii pozytywistycznej, szczegółowo skodyfikowanej przez Maxa Webera. Metodologia ta głosi rozdzielenie faktów od wartości, czyli możemy jedynie opisywać zjawiska, ale nie wolno nam ich oceniać z perspektywy aksjologicznej. Czyli możemy opisywać wpływ wiary katolickiej np. na poglądy polityczne, ale nie wolno się nam wypowiedzieć w kwestii czy Bóg istnieje.

Gdy metodologia pozytywistyczna wchodziła na uniwersytety, to stanowiła przysłowiowy gwóźdź do trumny dla idei i wartości konserwatywnych i chrześcijańskich. Powiedzmy sobie zresztą szczerze: właśnie po to liberałowie ją obmyślili, aby wygnać wiarę z uniwersytetów i zamknąć ją w seminariach. Aksjologiczna pustka to esencja liberalizmu, gdzie nigdy nic nie jest pewne, a wszystko jest wątpliwe. Zwalczanie tego pomysłu 120 lat temu było obowiązkiem katolika i konserwatysty.

Dziś sytuacja się zmieniła. Jestem obrońcą zasady oddzielenia faktów od wartości w świecie naukowym i krytykuję tych, którzy tego rozdzielenia nie dokonują. Dlaczego? Dlatego, że mamy dziś do czynienia z rażącą dysproporcją sił pomiędzy konserwatystami a liberałami i postmodernistami. Dziś ta weberowska metodologia pozwala nam spokojnie pracować na uniwersytetach i pisać nasze rozprawy, o ile tylko np. opisujmy idee konserwatywne czy katolickie, ale nie prowadzimy ich otwartej apologii. Gdyby metodologię weberowską skasować, to nauka zostałaby natychmiast totalnie zawłaszczona przez demo-liberałów i postmodernistów, którzy wymuszaliby na nielicznych konserwatystach kapitulację, prowadząc nagonki na „faszyzm”, „fanatyzm” i „skrajną prawicę”, pod groźbą pozbawienia pracy na uniwersytecie lub uniemożliwienia awansu naukowego poprzez uzyskanie kolejnych stopni i tytułu naukowego.

Dlatego od lat, konsekwentnie, stoję na straży weberyzmu, ponieważ widzę, że wielu, szczególnie młodych, badaczy chętnie chciałoby pomylić język nauki z narracją Szkoły Frankfurckiej. Dziś można ich jeszcze krytykować za język „nienaukowy”, gdyż „politycznie zaangażowany”, a oni nie znajdują na ten zarzut merytorycznej odpowiedzi. Weberyzm jest dla frankfurtczyków bezwzględny.

Traktuję to jako jeden z elementów realizmu zawieszonego pomiędzy „konserwatyzmem transcendentnym”, a empiryczną rzeczywistością, która daleko odbiega od Platońskiego świata idei.

Czy można uznać, że konserwatysta ma prawo zasiadać w sejmie w jego obecnym, jakże moralnie zdegenerowanym kształcie, a przy tym pozostać wierny temu, czym w swej istocie jest konserwatyzm? Wiemy, że uczestnictwo w życiu politycznym zdominowanym przez demokratyzm jest często sprawą kontekstu i indywidualnej oceny, ale czy nie zostają dziś przekroczone pewne granice, poza które wyjść nam nie wolno?

– Jeśli programowo nie będziemy zasiadać w Sejmie, to zasiądą tam sami demo-liberałowie i przedstawiciele skrajnej lewicy. Oczywiście, że za pomocą instytucji parlamentarnych żadnej kontrrewolucji nie przeprowadzimy – gdyby to było możliwe, to nie byłoby w Polsce żadnego parlamentu – ale starajmy się choć cokolwiek rewolucyjnego blokować. To jest, kolejny raz, to napięcie między „konserwatyzmem transcendentnym” a konserwatywnym realizmem politycznym. Musimy powstrzymywać rewolucję, a nie oddawać jej wolne pole.

Oczywiście, ja rozumiem intencję Pańskiego pytania. Wszyscy znamy konserwatystów, którzy tak pokochali Sejm i diety poselskie, że zapomnieli, iż kiedyś byli konserwatystami i wznosili toasty za Wiarę, Monarchę, Prawo. To właśnie ci, którzy ugięli się przed potworną siłą empirycznej rzeczywistości i zaparli się konserwatywnych idei. Lekarstwem na dżumę oportunizmu nie jest jednak cholera politycznej abstynencji.

Konserwatyzm, powtórzę raz jeszcze, tkwi pośrodku. Polega na tym, aby wpatrywać się w „rzeczywistość prawdziwą”, a funkcjonować w „rzeczywistości empirycznej”. Powiem szczerze, że nie rozumiem i nigdy nie rozumiałem poglądu o nieprzekraczalnej opozycji pomiędzy ideą, a rzeczywistością. Uważam ten pogląd za doktrynerski. Pomiędzy dwoma rzeczywistościami jest kładka, może nawet cały most, dający spore możliwości manewru. Trzeba bronić naszej wizji świata działając pragmatycznie.

Rafał Ziemkiewicz uważa, że w Polsce spór lewica-prawica, to spór komunizm-antykomunizm, a słowo konserwatywny jest synonimem pojęcia anty-lewicowy. Czy to nie anachronizm? A może emocjonalna i umysłowa indolencja Polaków? A może jedno i drugie?

– W odróżnieniu od wielu prawicowców w Polsce, nigdy nie zachwycałem się pisarstwem Ziemkiewicza. Uważam go za publicystę płytkiego, którego deklaracje różnią się od rzeczywistych intencji. To publicysta pozujący na „niezależnego”, gdy w rzeczywistości jest dziennikarskim żołnierzem Jarosława Kaczyńskiego.

Właśnie zamazywanie sporu lewica-prawica na korzyść komunizm-antykomunizm to cel polityczny Kaczyńskiego. PiS nie jest partią prawicową i nigdy nią nie będzie, gdyż wyrasta z mentalności lewicowej, pepesowskiej charakterystycznej dla żoliborskiej inteligencji, która ukształtowała się między Józefem Piłsudskim a Janem Józefem Lipskim. Jej źródła intelektualne i polityczne tkwią w KOR-ze. Zarazem jest to partia konsekwencje podszywająca się pod katolicką, konserwatywną i narodową prawicę, posługująca się niektórymi hasłami prawicy, ale marginalizująca i usuwająca inne, często bardziej istotne. Nie wspominam o tym, że partia ta nie realizuje nic z tego, co głosi. To patriotyczna demagogia.

Aby ukryć to polityczne szalbierstwo politycy PiS i sympatyzujący z tą partią publicyści (sami siebie zwący, nie wiedzieć czemu, mianem „niezależnych”) dokonują na naszych oczach gigantycznej manipulacji zastępując słowo „prawica” terminem „antykomunizm”, a „lewica” słowem „komunizm”. W ten sposób powstaje łże-prawica, która twierdzi, że socjalista może być prawicowy, gdyż jest antykomunistą, a autentyczny prawicowiec może stać się – odwrotnie – lewicowcem, gdyż np. z rozsądku kolaborował z PRL-em.

Bez tej manipulacji Jarosław Kaczyński nigdy nie zabrałby prawicy jej naturalnego elektoratu i walczyłby dziś o istnienie na lewicy, spierając się z Adam Michnikiem i Ewą Kopacz o tradycję solidarnościową. Niestety, Ziemkiewicz ma wielki udział w skutecznym dokonaniu tej manipulacji, choć sam niegdyś pisał (z czym się zgadzam), że Kaczyński powinien był walczyć o polityczne przywództwo nad Unią Demokratyczną.

A co do samego podziału na komunizm i antykomunizm, to w ćwierć wieku po upadku PRL uważam go za anachroniczny. Nigdy nie ukrywałem, że wolę prawicowych heglistów z betonu eseldowskiego niż tych wszystkich populistycznych i warcholskich „prawdziwych patriotów”, stojących w opozycji do Państwa Polskiego takiego, jakim ono empirycznie było. PRL ewoluował od swojego powstania, do 1989 roku, w kierunku coraz bardziej konserwatywnym, narodowym i prawicowym, zrzucając powoli jarzmo ideologii internacjonalizmu. To w końcu śp. gen. Jaruzelski był ostatnim polskim dyktatorem.

Tymczasem tradycja solidarnościowa reprezentowała bunt, polityczne warcholstwo i negację jakiegokolwiek zastanego porządku w imię antypaństwowej utopii „socjalizmu samorządowego” lub „syndykalistycznego”. Solidarność atakowała PRL od lewej strony. Żałuję bardzo, że PZPR nie wybrała w 1989 roku „drogi chińskiej” i nie przekształciła się w partię nacjonalistyczno-wolnorynkową lub drogi putinowskiej, stając się partią państwową, reprezentującą suwerennie pojętą polską rację stanu. W Chinach i w Rosji postkomuniści stali się siłą państwowotwórczą i hierarchiotwórczą, czyli konserwatywną.

Czy możemy prosić o krótki komentarz odnośnie obecnej próby politycznej reaktywacji partii narodowej, jaką podejmują członkowie Ruchu Narodowego? Jak zdaniem Pana Profesora ma się ona do tego, co reprezentowali narodowcy pokroju nieżyjącego już profesora Chrzanowskiego?

– Prawdę mówiąc, to ja nie dostrzegam żadnej próby „reaktywacji partii narodowej”. To, że paru młodych ludzi zrobi raz do roku marsz na którym powywieszają znaki przedwojennego SN czy ONR nie czyni z nich spadkobierców Romana Dmowskiego. Formacja ta jest obca mentalności politycznej przedwojennej endecji. Dam prosty przykład: endecja nigdy nie uznałaby się za partię antysystemową, będącą w opozycji do państwa takiego, jakim ono jest. Nigdy nie ceniłem Dmowskiego jako ideologa, ale zawsze ceniłem go jako myśliciela pro-państwowego, ponieważ widziałem w nim, jakże mi bliski, element realistycznego myślenia o polityce. Ruch Narodowy jest odwróceniem Dmowskiego: łączy polityczny nie-realizm, zabawy w Żołnierzy Wyklętych czy fanaberie antykomunizmu z odwołaniami do nacjonalistycznej symboliki. Wolałbym aby ci młodzi ludzie pochowali Mieczyki Chrobrego, a zaczęli myśleć jak wzmocnić Państwo Polskie inaczej niż krzycząc na ulicach.

Dwie dekady temu Francis Fukuyama oznajmił „koniec historii” i zapowiedział rozwój oraz prosperity liberalnej demokracji. Wydarzenia ostatnich lat pokazują nam, że nie miał on racji. Co to może oznaczać dla konserwatyzmu?

– Fukuyama nie jest naukowcem, nie jest filozofem, ale ideologiem amerykańskiego imperializmu. To były urzędnik w Waszyngtonie. Tenże „koniec historii” miał polegać na eschatologicznym zwycięstwie amerykańskiej demokracji, amerykańskiego kapitalizmu i amerykańskich praw człowieka. Historia nie ma końca, ponieważ każde imperium musi kiedyś upaść, a schyłek amerykańskiego jest już widoczny. Rozrost Rosji i Chin oznacza koniec amerykańskiej hegemonii. Putin otwarcie i skutecznie sprzeciwia się tej tyranii waszyngtońskiego demoliberalizmu i wyrasta do rangi Katechona chrześcijaństwa i systemów nieliberalnych.

Co oznacza to dla konserwatyzmu? I szansę i zagrożenie. Szansę, gdyż teoretycznie rzecz biorąc w chaosie może pojawić się dla nas szansa, szczególnie jeśli umiejętnie wpiszemy się w dyskurs narodowy. Ale to i zagrożenie, ponieważ podupadający świat zachodni może ulec radykalizacji ideologicznej, wyrażającej się w rozwoju i dojściu do władzy partii skrajnie lewicowych. Widać to np. w Grecji. Europejczycy już nie myślą w kategoriach konserwatywnych, dlatego alternatywą dla demo-liberalizmu jest, w ich oczach, jedynie radykalna lewica, np. Syriza w Grecji.

Z jednej strony, jako przeciwnik zachodniego demokratyzmu, czekam na upadek Unii Europejskiej i amerykańskiej hegemonii z zaciekawieniem. Ale, z drugiej strony, świat demoliberalny jest mi znany. Co wyłoni się po jego upadku? Bóg jeden raczy wiedzieć czy Niemcy nie sprowadzą ze Szwajcarii jakiegoś Lenina?

Dlatego trzeba uciekać z zapadającej się nierzeczywistości Zachodu i wejść we wschodnie systemy bezpieczeństwa. Wschód przetrwa upadek Zachodu i, miejmy nadzieję, nie zostanie wessany w czarną dziurę po zmierzchającej cywilizacji.

Czy istnieją stronnictwa konserwatywne w krajach takich nam bliskich geograficznie? Czechy, Słowacja, Węgry, Litwa, Ukraina…? Czy Polskie stronnictwa zachowawcze mogą tu znaleźć sprzymierzeńców?

– Jest taki kraj, gdzie rządzą ludzie myślący w kategoriach bliskich konserwatyzmowi, choć genetycznie pochodzą ze skrajnej lewicy. Mam tutaj na myśli współczesną Rosję. Nie jest przypadkiem, że Węgry Orbana prowadzą politykę prorosyjską, że Front National we Francji jest pro-rosyjski. Gdy w Paryżu trwały protesty w obronie rodziny, brutalnie pałowane przez policję, to w końcu ludzie zgromadzili się pod ambasadą rosyjską. Gdy Syria walczy z terroryzmem islamskim, też zwraca się o pomoc do Putina. Nadszedł czas na porządną, teologiczno-polityczną relekturę „Drugiego listu św. Pawła do Tessaloniczan”.

Jaka powinna być Pana zdaniem strategia ugrupowań zachowawczych AD 2015?

– Strategię mogą mieć znaczące ugrupowania polityczne. Portale Myśl Konserwatywna i Konserwatyzm.pl mogą tylko szerzyć pewne idee. Polityczny cel jest prosty dla polskiej prawicy: dostać się do parlamentu, odbierając PiS-owi monopol na „prawicowość”. Cel dalekosiężny? Zrealizować przesłanie pracy „O papieżu” Josepha de Maistre’a.

Rozmawiał: Mariusz Matuszewski
http://myslkonserwatywna.pl/wywiad-z-prof-adamem-wielomskim-cz-i/

http://myslkonserwatywna.pl/wywiad-z-prof-adamem-wielomskim-cz-ii/

Komentarzy 16 to “Czym jest dla mnie konserwatyzm”

  1. Maćko said

    Polski konserwatyzm nigdy nie był filozofią polityczną, ale tylko umiejętnością powolnego zmieniania świata, czyli umiejętnością praktykowania powolnej zmiany. …

    DOKLADNIE! Tylko powolne zmiany oraz silne sprzezenie zwrotne z rzeczywistosci sa zródlem postepu prawdziwego, tzn takiego który „zwieksza moc swobodna” ludnosci – czyli nasza WOLNOSC

  2. Maćko said

    Auto pisze: Takim też konserwatystą byłby śp. gen. Wojciech Jaruzelski…

    Trudno sie zgodzic. Jaruzelski byl „rewolucjonista” – nie konserwowal przeszlego stanu rzeczy tylko zmienial go gwaltownie, odsuwajac PZPR od wladzy i przekazujac kontrole nad Polska w rece „imerializmu zachodniego” – wspomina o tym Kossecki dosc precyzyjnie, ale, o ile pamietam, nie wspomina o rozmowach Jaruzelskiego z takimi szychami sterownia globalnego, jak Rockefeller czy Soros.
    Naweto gdyby poddac pod watpliwosc info o spotkaniach czy zamiarach Jaruzelskiego, to analiza wyników jego dzialania jest klarowna, nieprawdaz?

  3. akej said

    @ 2
    Jaruzelski byl za glupi aby byc rewolucjonista lub konserwatysta. Byl zwyczajna swinia – prawdopodobnie matrioszka podstawiona nam przez Sowiety.

  4. Czołgista said

    Przecież Jaruzelski uczestniczył w rozmontowaniu PRL i za to uzyskał nietykalność, czyli żył sobie w ciepełku nie niepokojony. Więc nie można mówić o tym, że mieliśmy wybór, taki jak Rosjanie. Nikt nas nie pytał o zdanie.

  5. Czołgista said

    @3
    Raczej był za cwany. Ustawił się do końca życia w sposób o jakim nie jeden Polak może tylko pomarzyć.

  6. NICK said

    Cwany. Głupi. Podobne.

  7. Maćko said

    odp 3 . Akej – Slepy NA PEWNO nie byl agentem sowieckim. Troche faktów z jego dzialalnosci wystarczy aby sie o tym przekonac. Natomiast bardzo prawdopodobnie wyglada teza, ze byl albo agentem albo glupia kukielka ( jak Balcerowicz, na przyklad ) sterowana z zapadu. Prosze zwrócic uwage, no to KTO przejal w Polsce wladze i KTO na przemianach zarobil. Pozdr

  8. NICK said

    Maciusiu. On we parafii mej rodziny był chrzczony. We Kurowie. Było na Gajówce. Tam ma „papiery”. Zapodajesz coraz bardziej agenturalnie.

  9. Maćko said

    Odp.8 – Nick.
    Jakie ma znaczenie gdzie sie urodzil i kto go trzymal do chrztu?
    To mial byc argument na poparcie czy odparcie konkretnie jakiej tezy?
    Macko

  10. NICK said

    Maćku Drogi. Takoż nie ma znaczenia gdzie się urodził? Do czego był naznaczon? Gdzie i w jaki sposób był chrzczony??? Mam wiele więcej pytań. Co do których… .

    Wisz Pan. To, że odpowiadam, wynika z tego, że i tak Przegrasz.

  11. […] odnosi się do wypowiedzi prof. Wielomskiego:   https://marucha.wordpress.com/2015/11/09/czym-jest-dla-mnie-konserwatyzm / […]

  12. Macko said

    Odp. 10 – Nick – ja nie moge przegrac, juz Wasci to pisalem.

    Zawsze wygram, albowiem jesli nie mam racji to sie dowiem o swoim bledzie i wygram nowa wiedze.
    A jesli mam racje to tez wygram.

    Win-Win. Dla mnie. Dla prymatów usilujacych stwierdzic kto sika dalej wyglada to inaczej.
    Ale cóz, Homo sum. I Sapiens na dodatek. A to zobowiazuje.

    Albowiem, m. czlowieku, liczy sie tylko prawda. Rzeczywistosc. To co jest.
    Liczy sie energia i informacja.
    Czekam wiec na to last but not least.
    pozdrówka

  13. Maćko said

    3. Po przeczytaniu 4 stron maszynopisu, dalej nie mamy porzadnej defnicji „konserwatyzmu”. Uniwersalej.

    Np. takiej:
    Konserwatyzm polega na zachowaniu najlepszego z istniejacego porzadku rzeczy a powolnego i silnie sprzezonego z wynikami modyfikowania procesów uznanych za niedoskonale czy perfekcyjne.

    Chetnie wezme pod uwage poprawki do powyzszej definicji. Merytoryczne.

  14. Czołgista said

    @6
    Głupek nie awansowałby tak wysoko. Dla mnie to jest taki typowy cwaniak, który wie za kim nosić teczki i kogo wygryźć. Cwaniak w sensie negatywnym.

  15. NICK said

    A cóż ja mam Waści odpowiedzieć?
    Maćko we (12).
    Wróć do (8 i 9). I (10).

    Liczą się: Prawda. Fakty. A nie wynurzenia jak we (12).
    Memłania. Temat porzucam. Kto chce zgłębić Prawdę? Zgłębi.

  16. Tomahawk said

    Konserwatyzm to postawa, która ma na celu zachowanie tego co prawdziwe i niezmienne; co – na przestrzeni wieków – nazywa się Tradycją.

    „Nie znam innego Jezusa, jak z naszej tradycji katolickiej, i nie wyrzeknę się jasnego porządku Ojców, Soborów i Papieży, oraz wszystkich wielkich ludzi współczesnej elity, dla zaufania pismom czterech ciemnych Żydów. ” – Charles Maurras

Sorry, the comment form is closed at this time.