Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Głos Prawdy o Wolne tematy (46 – …
    Piskorz o Żydowski dybuk zawładnął …
    NyndrO o Wolne tematy (46 – …
    . o Przyczyny zwiększających się w…
    Marucha o Mądry głupiemu (niestety)…
    bryś o Wolne tematy (46 – …
    bryś o Wolne tematy (46 – …
    . o Przyczyny zwiększających się w…
    AlexSailor o Przyczyny zwiększających się w…
    bryś o Wolne tematy (46 – …
    bryś o Przyczyny zwiększających się w…
    . o Przyczyny zwiększających się w…
    UZA o Przyczyny zwiększających się w…
    bryś o Wolne tematy (46 – …
    brys o Przyczyny zwiększających się w…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 516 obserwujących.

O tym czego pragniemy i co nas czeka

Posted by Marucha w dniu 2015-11-24 (Wtorek)

Jak donoszą rozmaite niemieckie media, polskie społeczeństwo oczekuje od nowego rządu Prawa i Sprawiedliwości spełnienia najważniejszych z obietnic wyborczych, czyli obniżenia wieku emerytalnego i przyznania po pięćset złotych na każde dziecko.

Świadczy to dogłębnie o tym, iż Polacy w niczym szczególnym nie różnią się od pozostałych Europejczyków i masowo stosują jeden z mechanizmów obronnych w naszym umyśle zwanym powszechnie wyparciem.

Polega ono na tym, iż chociaż dopuszczamy do naszej świadomości pewne bolesne myśli, to bagatelizujemy ich znaczenie i wkładamy wiele wysiłku w to, by je przed nami w pewnym stopniu ukrywać. Gdyby nie ten mechanizm, najprawdopodobniej nie moglibyśmy spać nocą, analizując najstraszniejsze ze scenariuszy.

Zdołałem dostrzec, iż im bardziej rozwinięta technologiczne jest cywilizacja, tym też na większą skalę zmuszeni jesteśmy korzystać z mechanizmu wyparcia. Kompletnie inną metodę walki z rzeczywistością wybierają prymitywne plemiona i ludzie z mniej rozwiniętych regionów świata. Nie chcąc jednak, by artykuł traktował o moich teoriach z zakresu psychologii, pominę tym razem opisywanie przyczyn tejże obserwacji i przejdę do meritum:

Mieszkańcy półkuli północnej żyją obecnie takimi pragnieniami jutra: mniejszy wiek emerytalny, mniej podatków, lepsza opieka zdrowotna, nowoczesna infrastruktura, dobrze płatne miejsca pracy i poczucie bezpieczeństwa. To ostatnie jest najbardziej interesujące, gdyż chociaż pragniemy czuć się bezpiecznie, to jednocześnie nie robimy niczego co mogłoby nam pomóc w zwiększeniu osobistego bezpieczeństwa. Pokładamy zatem nadzieje w instytucjach rządowych, które po macoszemu traktują wszystko z zakresu ochrony obywateli, co wykracza poza kompetencje policji i sądów.

Dlatego też choć do pewnego stopnia jest jeszcze zrozumiała, to mimo wszystko naiwna pozostaje wiara w to, że policja i sądy ochronią nas w każdej sytuacji. Kompletnie niezrozumiały jest brak zainteresowania obywateli wszystkim tym, co w znacznie większym stopniu świadczy o naszym poczuciu bezpieczeństwa, niźli kradzieże batoników w sklepiku osiedlowym, bądź też ilość złodziei aut. Nie interesuje nas zatem wypieranie naturalnej przyrody przez monokultury, szkodliwość wspierania produkcji biopaliw, nielegalne karczowanie lasów na całym świecie, monopolizacja przemysłu spożywczego, masowy wykup ziemi przez przestępcze korporacje, prywatyzacja zasobów wody pitnej, ani oszukiwanie konsumentów odnośnie pochodzenia żywności.

Nie miałoby to większego znaczenia jeszcze osiemdziesiąt lat temu, lecz obecnie dochodzimy do punktu najwyższego ryzyka i nie dostrzega się u mieszkańców półkuli północnej niczego, co świadczyłoby o ich zwiększonej świadomości. Mówi się oczywiście wiele o ekologii, lecz prostego człowieka zadowala oszczędzanie prądu w mieszkaniu, jeżdżenie rowerem i dotacje państwowe dla turbin wiatrowych. O niskiej skuteczności tak pojmowanej ekologii, a często nawet o jej szkodliwych skutkach, nie mówi się nic.

Argentyna jest obecnie krajem, którego znaczną część terytorium pokrywają uprawy soi należące do zbrodniczej korporacji Monsanto. Gdzie okiem nie sięgnąć, tam rośnie soja, a rolnicy zmuszani są do stosowania wysoce szkodliwego (również dla ludzi) roundupu. Ci, którzy sprzeciwiają się polityce Monsanto, są wypędzani z należących do nich ziem i prowadzi się wobec nich prewencyjne aresztowania. Mieszkający w pobliżu upraw soi są wystawiani na opryski szkodliwych herbicydów, czego efektem są nowotwory i deformacje u nowo narodzonych dzieci, a nawet ich śmierć.

Genetycznie modyfikowana soja przenika także do Brazylii, Paragwaju, Urugwaju i do Boliwii. Rząd Argentyny nie widzi problemu w tym, iż zniszczono naturalne rolnictwo, a jego miejsce zajmują miliony hektarów należące do jednej korporacji, która dzięki temu dostarcza tanie biopaliwa dla „uświadomionych ekologicznie” Europejczyków i Amerykanów. Rzeż ludzi, zwierząt i roślin nie obchodzi tam nikogo.

Niestety, lecz podobna sytuacja ma miejsce w Indonezji, Papui-Nowej Gwinei, Malezji, a także w wielu krajach Afryki i Azji. Miejscowi są zastraszani przez najemników i żołnierzy, a miejsce lasów i dżungli zajmują uprawy Monsanto i im podobnych korporacji o profilu przestępczym.

Półkula północna żąda jednak genetycznie modyfikowanej soi, kukurydzy i oleju palmowego. Jednocześnie dziwi się, że w tej sytuacji nie będzie można utrzymać najtańszych w historii cen żywności. Rolnicy w krajach obu Ameryk i Europy również nie chcą dostrzegać problemu, czego efektem może i jest tania żywność, lecz pozostanie ona taka na niezbyt długo, a jej cena ma się nijak do jej jakości.

Wbrew twierdzeniom organizacji rządowych, niezależnych instytutów i rzekomych ekologów, konsument nie jest jednak świadomy. Dlatego też woli nie być informowany o tym jaki wpływ na jego ciało może mieć obecnie produkowany miód, kukurydza, a smród chemicznego kurczaka zasypuje kilogramem ulepszanych przypraw.

Nigdy w historii ludzkości jedzenie nie było tak tanie, a zarazem tak toksyczne. Zbrodnicza działalność Monsanto, a także wielu korporacji z sektora spożywczego i przemysłu pozostaje bezkarna. Nic zatem dziwnego, że nie zadowala ich jedynie uzyskiwanie monopolu na produkcję żywności, a swe zalepione brudem i krwią łapska wyciągają także w kierunku wody pitnej. Wody, którą niegdyś kontrolowały jeszcze samorządy, a która dziś dzięki prywatyzacji wodociągów trafia w podejrzane ręce ludzi z Bliskiego Wschodu.

Półkula północna sama pozbywa się swej władzy nad ziemią i nad tym, co się na niej uprawia. Ma to o tyle istotne znaczenie, że bezlitośnie wytrzebiono wiele gatunków ryb, zatem nie będą one mogły stanowić alternatywy dla genetycznie modyfikowanych warzyw i mięsa. W dodatku pod pozorem szeroko pojmowanej ekologii, rządy wielu państw i instytucje międzynarodowe wspierają proces produkcji i pozyskiwania energii, która w ostatecznym rozrachunku szkodzi przyrodzie najbardziej z wszystkich alternatywnych źródeł.

Mimo wszystko przeciętny Europejczyk i Amerykanin jest zadowolony. Na jego produkcie spożywczym ze sklepu nie jest napisane, że coś było poddawane genetycznym manipulacjom. Mięso dzięki rozmaitym przyprawom nie śmierdzi chemią. Norweskie łososie są ładnie zabarwione na różowo. Miód smakuje jak dawniej, choć nie jest już miodem. Nikogo nie obchodzą rolnicy z Malezji czy Argentyny. Nikt nie przejmuje się lasami w Brazylii, na Sumatrze i w Borneo. Co prawda niektóre gatunki zwierząt wymierają, lecz bogaty mieszkaniec półkuli północnej przekaże darowiznę dla organizacji, która wystawia zielone certyfikaty Monsanto, DuPont i Shellowi. Oczywiście nie za darmo, a w zamian za hojne dofinansowanie z Goldman Sachs i z JPMorgan.

Co warto odnotować na marginesie, od wielu lat ma miejsce proceder wywozu elektronicznych śmierci z Europy do Chin, Ghany i Nigerii. Na miejscu śmieci te są składowane w skandalicznych warunkach, a miejscowi biedacy przetapiają je i przerabiają w ten sposób, by wyglądały one na nowe. Te elektroniczne komponenty wystawione miesiącami na deszcz i rozmaite chemikalia trafiają potem z powrotem do naszych telefonów i komputerów. Europa obudzi się jednak dopiero wtedy, gdy trafią one do samolotów, pociągów i elektrowni atomowych. Jedynie ogromna tragedia może sprawić, że lobbyści z Brukseli zainteresują się tym przestępstwem na skalę światową. A może i nie?

Możemy zatem być dalej truci w jedzeniu, piciu i z powietrza. Będzie powoli kończyć się ziemia przeznaczona na hodowle zwierząt, a ceny toksycznej żywności wzrosną. Rolnicy będą uprawiać ziemię dla Monsanto i odprowadzą większość zysku w zamian za dostęp do opatentowanych nasion i pestycydów. Nikt nie będzie kontrolować procederu oczyszczania wody i w efekcie nie wiemy co trafi do plastikowych butelek, ani do naszych kranów. Być może będzie miało nawet miejsce globalne ocieplenie, skoro pozwoli się na wycinkę 80% lasów na całym świecie. Będzie to nawet wina człowieka, a Al Gore dostanie kolejnego Nobla za nowy wielomiliardowy przekręt handlu powietrzem. Nie będziemy zdawać sobie sprawy z tego, że stary komponent w naszym rzekomo nowym telefonie może lada chwila wybuchnąć i w efekcie wyrzucimy w błoto wiele tysięcy. Zapomnimy o smaku ryb i o widoku zieleni. ONZ zapewni nas, że dzięki genetycznie modyfikowanej żywności zlikwidujemy głód i ubóstwo. Oczywiście, chemia także wypełnia żołądek. W tym samym czasie będziemy rozprawiać o tym czy imigranci są, czy nie są zagrożeniem dla naszego kontynentu. Tak jakby w tej sytuacji było to faktycznie najważniejsze.

Zgoda na toksyczną modyfikowaną genetycznie żywność jest także zgodą na dalszy proces, jakim będzie transhumanizm. O ile wszystko pójdzie po myśli ogromnych korporacji, miliarderów i rządów, ludzkość pozostanie przekonana, że to wszystko w celu walki z ociepleniem, głodem, przeludnieniem i biedą. Pozostajemy ślepi na największy szwindel, oszustwo i geszeft w dziejach naszej planety.

Pierwsza kobieta zmieniła już swe geny. Kto teraz wchodzi do transkolejki?

Robert Grunholz
https://rgrunholz.wordpress.com

Komentarzy 31 to “O tym czego pragniemy i co nas czeka”

  1. Czołgista said

    Dobrze, że Pan wspomniał o tych zielonych certyfikatach wystawianych za łapówy przez organizacje, które w założeniach miały ratować przyrodę:
    http://www.globalresearch.ca/monsanto-teams-up-with-world-wildlife-fund-wwf-to-convert-amazon-into-giant-gmo-plantation/5476826

  2. NICK said

    Bardzo ładny wykład Panie Robercie. Zawarł Pan najważniejsze problemy około ekologiczne.
    Także nie muszę czytać ‚encykliki’ bergolniętego na ‚dzień dobry’.

  3. Zar said

    Artykuł tyleż sensowny, co nonsensowny. Nie wskazuje uwagi na fakt, że cała ta „ekologia” jest największym przekrętem obecnego świata. Pakiety klimatyczne, handel CO2 i równie wypłukane z powietrza jakieś normy ISOxxx to kajdany dla gospodarek frajerskich państw, co nie mają się prawa rozwijać w imie „ratowania naszej planety”. Pisze o tym, bo wspomniane patologie można uzasadnić tezami właśnie z tego artykułu. Rolnik nie może wyhodować/wyprodukować: swinki, pszenicy, ziemniaka… po swojemu i sprzedać chętnemu bo: kafelki, duperelki, paszporty dla krów, licencjonowane ubojnie, przepisy sanitarne itp. itd. Tylko 2 postulaty wydaja się sensowne: 1/ oszukiwanie klientów ws pochodzenia/składu żywności i/ 2/ genetyczna modyfikacja niszcząca ekosystem.

    Nie wiem, czego Pan się czepia. P. Robert nie raz wyrażał swoje stanowisko w sprawie „ekologii”, Monsanto etc.
    Admin

  4. Boydar said

    Kiedy czytam o skarmianiu ludzi GMO, zupełnie nie wie czemu przypomina mi się (może to bujda, nie wiem) jak protestanccy osadnicy sprzedawali Indianom olej ropopochodny jako tłuszcz do potraw. Czerwonoskórzy mimo całej swej mądrości na taki podstęp nie byli w żaden sposób przygotowani. Marli jak muchy. Ale to pewnie urban legends.

  5. Ad.3

    Pan Zar nie musi znać mnie ani moich artykułów, lecz gdyby dokładnie przeczytał powyższy tekst to zauważyłby, że tak pojmowaną „ekologię” definiuję jako szkodliwą i nabijam się z handlu powietrzem.

    Nie moja wina w tym, iż rozmaite Greenpeace i WWF mają monopol na ochronę przyrody, której szkodzą. Nie uważam jednak, by był to powód do całkowitego odrzucenia ochrony środowiska. Dlaczego mamy oddawać pole naszym wrogom? Jest „ekologia” i ekologia.

    Tak jak rasizmem nie jest domaganie się od uchodźców dokumentów, za to rasizmem jest rozdawanie im zasiłków, które nie należą się rodowitym Europejczykom. Kwestia poprawnie stosownej terminologii.

    Środowiska zwane „prawicowymi” bardzo chętnie ustępują wrogom. Oddają im władzę nad językiem, nie walczą ze zmianą pewnych pojęć i jeśli coś uznają za „lewackie” to ani myślą się tym zajmować. Chyba nie muszę pisać, że jest to głupie i szkodliwe?

    Zakaz GMO służy ludzkości i przyrodzie.
    Stosowanie naturalnych nawozów jest ekologiczne.
    Ochrona lasów służy planecie.
    Rozsądna polityka przemysłowa rozwija kraj.
    Drakońskie kary za zatruwanie rzek i zaśmiecanie powinny być stosowane powszechnie.

    Mógłbym tak długo. Ochrona środowiska to temat przez tzw. „patriotów” kompletnie zaniedbany, bo kojarzy im się to grupką cyklistów z dredami, piercingiem i jointami w kieszeniach.

    Tymczasem ekologia to zdroworozsądkowa polityka wydobycia i produkcji, a także ochrona naszej przyszłości. Jej brak to krótkowzroczność typowa dla pewnych opcji politycznych. Najchętniej wycięliby wszystkie drzewa na meble, wydobyli by wszystkie metale, a dopiero po tym jak zostalibyśmy bez drzew i kopalin zastanawialiby się co teraz należy uczynić.

    Dopóki ekologia będzie nam się kojarzyć z Co2 i limitami unijnymi, dopóty Monsanto i inne korporacje będą bezkarnie przejmować setki milionów hektarów ziemi, będą wycinać lasy, zabijać zwierzęta i będą nas truć.

    Weźmy nasz polski skarb, Puszczę Białowieską. Miast wesprzeć ten ostatni klejnot, wolimy nie rozprawiać o „lewackiej ekologii”, w efekcie czego wycina się starodrzew, usuwa się martwe pnie, ma miejsce kłusownictwo, nie tworzymy korytarzy ekologicznych, nie nawadniamy dolin rzek, pozwalamy na śmiecenie itd.

    Ponad to, na terenie całej Polski ma miejsce nielegalny wywóz śmieci do lasów. Pominę już zanieczyszczanie rzek… Ma Pan pojęcie na jaką skalę prowadzi się ten proceder? Co też pominę, to powszechna już nielegalna wycinka. Zaśmiecanie lasów nie obchodzi jednak burmistrza, sołtysa, wojewódzkiego inspektora, ani urzędnika z Ministerstwa. To ostatnie nie powinno dziwić, lecz nadal mamy pewien wpływ na sprawy lokalne. Lecz kogo to obchodzi? Niech wywożą… Albo niech spalają. Niech trują dzieci. Niech wycinają. Wszakże ekologia jest dla dzieciaków z bogatych liberalnych rodzin.

  6. Panie Boydar, ale czy na pewno? 🙂

    Panów NICKa i Czołgistę pozdrawiam. Akurat WWF to organizacja założona przez angielskich arystokratów (kłusowników), sponsorowana przez Monsanto, naszych bankierskich znajomych, przemysłowców, rodziny królewskie… Co ciekawe, cieszą się ogromnym zaufaniem. Ja apeluję, by nie dawać im ani grosza.

  7. Marucha said

    Re 5:
    P. Zar należy chyba do tych osób, które jeszcze do końca nie zrozumiały o co chodzi, nie doczytały… ale już wyrywają się z własnym zdaniem.

  8. NICK said

    Pan Zar doczyta, Gospodarzu. Zrozumie, że każde słowo w każdym zdaniu ma swoje znaczenie.
    Sprawa jest rozwojowa.

  9. Zar said

    Ad 5 Pan bełkocze i swoim wpisem potwierdza w całej rozciągłości to, co napisałem. Niech mi Pan wyjaśni na jakiej zasadzie mielibyśmy np. nie usuwać starodrzewu i martwych pni, za to nawadniać doliny rzek? Jak brak ingerencji, to konsekwentny. „Środowiska zwane „prawicowymi” bardzo chętnie ustępują wrogom”. To Pana dotyczy, nie mnie. Jak będziemy w pocie czoła segregować smieci, albo tropić przez tygognie drania, co wywalił odpady domowe do lasu ( problem estetyczny) to osiągniemy w porywach wzrost gospodarczy w granicach 1% i pochwałę z Brukseli i Berlina. Na nic więcej nie starczy nam czasu. Ja mam gdzieś ekologię która Pan promuje, jak i te, którą Pan zwalcza. Jestem patriotą gospodarczym i nie chcę nad Wisłą żadnego skansenu. Jeszcze dodam oczywistość: jestem za ochroną środowiska, ale uważam, że chroni się je obecnie ZA BARDZO, i nie tam gdzie trzeba. Nakłady sa za duże, flekujące gospodarke i wykluczające rozwój państw-frajerów, które biorą tę całą „ekologię” poważnie. Pozdrawiam.

  10. Zar said

    Ad Admin Doczytałem zanim „wyrwałem się” ze swoim zdaniem.

  11. NICK said

    Myliłem się we (8). Niestety.

  12. „Ecologia” jak np. „Gender” stala sie pseudo-nauka i narzedziem politycznego i ekonomicznego terroru NWO. Kiedys mowilo sie o Ochronie Srodowiska. Wystarczylo..gdy oparta byla na racjonalnch decyzjach….Niestety nie da sie miec ciastko i zjesc je rownoczesnie. Juz samo nasze istnienie jest przyczyna konfliktu z Natura. Ale po to posiadamy nadana nam przez Boga swiadomosc by roztropnie korzystac ze skarbow Natury dla wlasnych cywilizacyjnych potrzeb.Globalne „anomalie” jakie obserwujemy maja charakter NATURALNY. Zniszczenia jakich dopuszcza sie czlowiek w swoim srodowisku sa lokalne i to czlowiek zaplaci za to swoim istnieniem. Natura zas nie dba o to czy czlowiek zniknie z powierzchni planeta Ziemia. Baba z wozu koniom lzej:-))) Dalej i tak beda ginely pewne gatunki a inne zaczna dominowac lokalnie. Brdziemy mieli „globalne ocieplenie”, „CO2”, erozje gleby, zmiane systemow wodonosnych, putynie stana sie lasami a na miejscu tundry bedzie pustynia lodowa.Tylko nas juz nie bedzie i czego sobie zycze, takze naszych przywodcow politycznych , bankierow i ich NWO.

  13. Maćko said

    Powyzsze i inne problemy z jakimi borykamy sie w zyciu mozna rozwiazac wprowadzeniem i stosowaniem 3 zasad Etyki:

    1. Szanowac zdrowie
    2. Szanowac mienie
    3. Szanowac dane slowo.

    Dlatego Etyki sie nie uczy, dlatego Etyki sie nie propaguje, dlatego sie relatywizuje i toleruje.

    Na wszelki wypadek rozwine:
    To co wyrabia Monsanto jest sprzeczne z 1 i 2 zasada. Czyli nie powinno byc tolerowane. Gdyby ludzie mieli co do tego jasnosc to latwiej mozna by zorganizowac opozycje i dac opór.

    Grupy ludzi, narody cale jednocza sie dookola paru prostych idei. Dowodzi tego psychologia tlumu oraz socjocybernetyka.
    Mysle, ze warto rozpowszechniac, ze podstawa harmonijnego zycia wszystkich ludzi na Ziemi jest stosowanie tych 3 zasad.
    Wydaje mi sie, ze jest to zbiór zasad konieczny i wystarczajcy, choc zastanawiam sie, czy nie dorzucic obowiazku szanowanie wolnosci osób…
    Macko

  14. robertgrunholz said

    Ad.9

    „Niech mi Pan wyjaśni na jakiej zasadzie mielibyśmy np. nie usuwać starodrzewu i martwych pni”

    W zasadzie to usuwamy je z Puszczy tylko dlatego, że miejscowi chcą darmowego drewna. Nie ma to żadnego ekologicznego sensu, bo w wyniku tego spadła chociażby populacja głuszców.

    „za to nawadniać doliny rzek”

    Polska od lat cierpi na niedobór wody w różnych rejonach i ma to znaczenie nie tylko dla rolników czy wędkarzy.

    ” Jak brak ingerencji, to konsekwentny. ”

    Nikt nie pisał o kompletnym braku ingerencji, tylko o ingerowaniu w sposób, który pomaga, a nie szkodzi.

    „Jak będziemy w pocie czoła segregować smieci”

    W pocie czoła? Daleki jestem od prawnego nakazywania segregacji każdego wyrzucanego śmiecia, lecz mi ich segregacja zabiera tylko parę dodatkowych minut tygodniowo, gdy trzeba coś mało standardowego wyrzucić do kontenera oddalonego o pięćdziesiąt metrów. Recykling jest poza tym często sensowny z ekonomicznego punktu widzenia, lecz potrzeba do tego dobrych chęci.

    Podobnie ma się sprawa z marnowaniem jedzenia. Wiele restauracji zamiast wyrzucać resztki produktów, których nie wykorzystano danego dnia i które nie będą nadawać się do tego jutro, przygotowuje jako proste dania dla ośrodków dla biednych. Robią tak też niektóre sklepy. Każdego dnia zalegają w nich tony normalnego jedzenia, a to tylko dlatego, że obecny konsument nie toleruje plamki na skórze od banana.

    „albo tropić przez tygognie drania, co wywalił odpady domowe do lasu ( problem estetyczny)”

    Inaczej tropi się i karze drania co wywozi worek ze śmieciami ido lasu, a jeszcze inaczej firmy, które wyrzucają tony odpadów. Jeśli dla Pana jest to problem estetyczny to proponuję przeprowadzkę do miejscowości, gdzie stale pali się odpady i wdychają je wszyscy mieszkańcy. Niech Pan też się napije wody z zatrutych rzek. Zobaczymy czy będzie to dalej problem estetyczny.

    „to osiągniemy w porywach wzrost gospodarczy w granicach 1%”

    Widać dobrze Pana oceniłem, skoro pisze Pan teraz o tym mitycznym wzroście gospodarczym. Obecnie Polska ma go tylko dzięki zaciąganym kredytom, podoba się to Panu? Może ma Pan na myśli Chiny z 7% wzrostu PKB? Kosztem trucia milionów ludzi, bo tam jawnie wylewa się ścieki do rzek i zalegają tam miliony ton śmieci, między którymi krąży biedota zbierając co bardziej wartościowe, na chwałę wzrostu.

    „Jestem patriotą gospodarczym i nie chcę nad Wisłą żadnego skansenu.”

    Ależ my to dobrze znamy! Polega to mniej więcej na tym, że jeśli Polska ma ogromne złoża jakichś rzadki metali, to trzeba je natychmiast wydobyć i sprzedać. Po co myśleć o przyszłości, skoro liczy się obecny wzrost gospodarczy. Tylko Rosja ma to szczęście i posiada rezerwy złóż na setki lat. My z kolei w ramach patriotyzmu gospodarczego powinniśmy wyciąć każdy las i puszczę dla tartaków, zatruć wody gruntowe wydobyciem łupków, a recykling pozostawić jakimś wariatom, bo przecież można odpady wywieźć np. na Giewont. Będzie trochę wyższy.

    „Jeszcze dodam oczywistość: jestem za ochroną środowiska, ale uważam, że chroni się je obecnie ZA BARDZO”

    Niech mnie Pan nie rozśmiesza. O jakiej ochronie środowiska mowa? W Polsce każda firma może wywozić odpady do lasu, zrzucać beczki z toksynami do rzek i psa z kulawą nogą ten fakt zajmuje. Recykling na większą skalę nie ma miejsca, marnuje się tysiące ton żywności każdego dnia (w sytuacji gdy parę milionów żyje na granicy ubóstwa), nasze elektroniczne śmieci wywozi się kontenerowcami do Nigerii, a za punkt honoru każdy obywatel stawia sobie posiadać samochód i zasmradzać pół miasta.

    Handlowanie limitami Co2 i limity mleka nie chronią środowiska.

    „Nakłady sa za duże”

    Ile procent polskiego PKB?

    „wykluczające rozwój państw-frajerów”

    Dziękuję za taki rozwój jaki ma miejsce w Etiopii czy w Ghanie. Polega na tym, że robi się z 90% biedotę żyjącą na śmieciowiskach, no ale przemysł chemiczny i naftowy zarabia krocie, więc mamy wzrost.

  15. Zar said

    Ad 14 @robertgrunholz 1/ chce Pan nawadniać doliny rzek woda z wysychających rzek? – jest gorzej niż myślałem. Taka ingerencja ewidentnie szkodzi. 2/ Recycling domowy zabiera domownikom czas i pieniądze, bo wywóz śmieci z x kontenerów jest droższy niż z jednego. Gdyby był uzasadniony ekonomicznie, to opłacałby się na poziomie wysypiska. Jak chce Pan wypchać kieszeń sąsiadowi zza Odry kosztem „paru minut w tygodniu” i narazić przyrodę na wyziewy z 3 śmieciarek zamiast jednej, to Pana sprawa. ja nie zamierzam za to płacić. I nie mam do tego żadnych chęci. (Oczywiście mówimy o śmieciach domowych, a więc nietoksycznych) 3/ jeśli chodzi o marnowanie jedzenia, to pełna zgoda. Nie rozumiem tylko dlaczego „podobnie ma się sprawa…” bo ja analogii nie widzę 4/ przyrodzie jest naprawdę wszystko jedno ile butelek i opakowan po jogurcie zalega w lesie. Takie nietoksyczne odpady drażnia nasze (moje też) oczy. Gwarantuje Panu, ze na populacje Głuszca to nie wpłynie. A co do stale palących się odpadów i zatrutych rzek, to cos mi Pan imputuje. Uważam, ze pod względem czystości wód i powietrza jest wystarczająco dobrze i nie ma potrzeby iść ani o krok dalej kosztem gospodarki. 5/ „Widać dobrze Pana oceniłem, skoro pisze Pan teraz o tym mitycznym wzroście gospodarczym”- można kogoś dobrze ocenić na podstawie fałszywych przesłanek? Niewiele Pan zrozumiał. 6/ Jestem przeciwny rabunkowej gospodarce leśnej, uważam, że na każdy hektar wyciętego lasu powinien przypadać PRZYNAJMNIEJ hektar posadzonego. Problem szybkości wydobycia złóż metali i kopalin jest WYŁĄCZNIE problemem ekonomicznym. Czyli: czy to się opłaca? Wydobycie łupków jest warunkiem naszej niezależności energetycznej, nawet kosztem ograniczonej degradacji środowiska na niewielkim obszarze. Kto uważa inaczej, szkodzi Polsce. 7/ recycling bezwzględnie należy zostawić „jakimś wariatom” 8/ Pan woli nie wywozić śmieci do Nigerii i zostawić je u nas? 9/ Pan jest przeciwnikiem transportu samochodowego? 10/ „„Nakłady sa za duże”- Ile procent polskiego PKB?” – przynajmniej 10% PKB, który jest tak niski dlatego, że dzięki takim jak Pan niczego się u nas nie da wyprodukować. 11/ „Dziękuję za taki rozwój jaki ma miejsce w Etiopii czy w Ghanie” – za taki jak w Chinach już Pan nie podziękuje? Niech się Pan pożegna ze swoja utopia, albo jakimkolwiek rozwojem. W te, albo wewte. 12/ Dziekuje za rozmowę. Nie przekonał mnie Pan.

  16. robertgrunholz said

    „1/ chce Pan nawadniać doliny rzek woda z wysychających rzek? – jest gorzej niż myślałem. Taka ingerencja ewidentnie szkodzi.”

    Po to istnieją zbiorniki, których budowy zaprzestano.

    „Recycling domowy zabiera domownikom czas i pieniądze, bo wywóz śmieci z x kontenerów jest droższy niż z jednego.”

    No tak. Pisałem o NORMALNEJ sytuacji, gdy człowiek nie płaci za wywóz określonej ilości śmieci. W III RP jeszcze na to nie wpadli i nadal obowiązuje system zależności pan-parobek.

    „Gdyby był uzasadniony ekonomicznie, to opłacałby się na poziomie wysypiska.”

    W niektórych krajach się opłaca.

    „Jak chce Pan wypchać kieszeń sąsiadowi zza Odry kosztem „paru minut w tygodniu” i narazić przyrodę na wyziewy z 3 śmieciarek zamiast jednej, to Pana sprawa.”

    To już Polacy nie potrafią obsługiwać śmieciarek? Jakoś nie widzą problemu kraje, gdzie przed dom wyrzuca się dowolną ilość nieposegregowanych śmieci (płacąc za ich wywóz zawsze tyle samo), pozwalając śmieciarzom na wzięcie wszystkiego co im się podoba i gdzie dalej śmieci się sortuje oraz przetwarza. Fakt, że istnieje coraz więcej prywatnych firm oferujących tego typu usługi świadczy o tym, że to może być opłacalne.

    „jeśli chodzi o marnowanie jedzenia, to pełna zgoda. ”

    Proszę Pana, sytuacja jest podobna z tego względu, że wystarczyłoby zaangażowanie Państwa, prywatnych osób i firm. Odrobina współpracy np. dogadania się sklepów i restauracji z państwową opieką społeczną na dzielenie się resztkami zdatnego do spożycia jedzenia. Przy wywozie i recyklingu śmieci może mieć miejsce podobna współpraca korzystna w ostatecznym rozrachunku dla wszystkich.

    „przyrodzie jest naprawdę wszystko jedno ile butelek i opakowan po jogurcie zalega w lesie. Takie nietoksyczne odpady drażnia nasze (moje też) oczy. Gwarantuje Panu, ze na populacje Głuszca to nie wpłynie.”

    To w zasadzie czemu wszyscy nie wyrzucamy śmieci do lasów? Do nowej estetyki można się przyzwyczaić 🙂

    „A co do stale palących się odpadów i zatrutych rzek, to cos mi Pan imputuje. Uważam, ze pod względem czystości wód i powietrza jest wystarczająco dobrze i nie ma potrzeby iść ani o krok dalej kosztem gospodarki.”

    Czystość wód i powietrza nie jest nawet wystarczająco dobra. Nie rozumiem skąd myśl, że karanie przemysłowców za zatruwanie toksycznymi odpadami rzek jakoś szczególnie wpłynie na zahamowanie rozwoju gospodarczego. Bo firma wyda milion na wywóz i w efekcie zarobi nie miliard, tylko 999 milionów? Podobny argument słyszymy z ust rozmaitych ekonomistów, kiedy mówi się o opodatkowaniu zagranicznych korporacji i banków.

    „Jestem przeciwny rabunkowej gospodarce leśnej, uważam, że na każdy hektar wyciętego lasu powinien przypadać PRZYNAJMNIEJ hektar posadzonego. ”

    Tu się chyba zgodzimy.

    „Problem szybkości wydobycia złóż metali i kopalin jest WYŁĄCZNIE problemem ekonomicznym. Czyli: czy to się opłaca? ”

    Później będzie problem pod tytułem: skąd brać surowiec na produkcję? Bo nikt zawczasu nie pomyśli o alternatywie.

    „Wydobycie łupków jest warunkiem naszej niezależności energetycznej”

    Teoretycznie rzecz biorąc energia geotermalna również, a ewentualne szkody byłyby podobne w rozmiarach. Więc czemu nie jedno, a drugie?

    „Pan woli nie wywozić śmieci do Nigerii i zostawić je u nas?”

    Widzi Pan, tutaj mam taki problem, bo jestem katolikiem (w porównaniu do masy liberałów, którzy się katolikami i konserwatystami nazywają). Dlatego też rachunek ekonomiczny nie jest dla mnie jedynym istotnym i zwracam uwagę także na aspekty prawne, moralne…

    „Pan jest przeciwnikiem transportu samochodowego?”

    Jestem zwolennikiem zrównoważonego transportu, czyli rozłożonego na drogi, kolej, samoloty i rzeki. Ponad to w paru większych miastach widziałbym zakaz poruszania się samochodami w ścisłym centrum, lecz są to kwestie lokalne. Inne postępowanie sprawia jedynie, że męczymy się w korkach, a na korkach traci obywatel i państwo. Rocznie ileśtam miliardów. No ale czemu się dziwić, skoro postawiono centra handlowe w centrach miast, a nie na ich obrzeżach. Wszakże pszczoły lęgną do miodu. Chętnie widziałbym taki Kraków po którym w centrum można by się było poruszać tramwajami, może też metrem i pieszo na deptakach, zamiast wdychać spaliny. A ile na turystach można wtedy zarobić 🙂

    „przynajmniej 10% PKB, który jest tak niski dlatego, że dzięki takim jak Pan niczego się u nas nie da wyprodukować. ”

    Może Pan podać jakieś źródło? Bo pierwszy raz widzę taką liczbę i wydaje mi się ona wzięta z kosmosu. Gdyby tacy jak ja rządzili w tym kraju to by Pan produkował sto razy więcej niż można obecnie, zapewniam. Jakoś przemysłowcy w Polsce nie narzekają na utrudnienia ze strony Ministerstwa Środowiska, tylko na niesprawiedliwy Urząd Skarbowy, na ZUS…

    ” za taki jak w Chinach już Pan nie podziękuje? Niech się Pan pożegna ze swoja utopia, albo jakimkolwiek rozwojem. W te, albo wewte. ”

    Chiny to zupełnie inny przykład. Kraj ten był kompletnie nierozwinięty i miał zaplecze w postaci setek milionów taniej siły roboczej. Mógł przejść przyspieszony proces industrializacji, który Europa miała za sobą wiek temu i sprawić, że Naród w szybkim tempie osiągnie godziwe zarobki i warunki życia. Europejczycy są gnuśni i leniwi.

  17. robertgrunholz said

    Nie wiem skąd się bierze to dziwne przeświadczenie, że teraz ekologia blokuje rozwój przemysłu i ochrona środowiska może gospodarce jedynie zaszkodzić.

    Prawie żaden zakład pracy w Polsce nie przestrzega żadnych ekologicznych norm. Niezgodnie z prawem wywozi się śmieci do lasów, odpady toksyczne wylewa się do rzek, a dokumentacja jest fałszowana. Można jedynie czepiać się limitów Co2, lecz jest to wymysł unijny i nie ma on nic wspólnego z prawdziwą ochroną środowiska.

    Oczywiście nie jesteśmy jako kraj w tej kwestii wyjątkiem, Chiny także nie. W Stanach Zjednoczonych od blisko czterdziestu lat mają miejsce procesy przeciwko przemysłowcom, którzy niszczą przyrodę, bo nie chcą wydać 0,001% zysków na wywóz czy recykling. Nawet jeśli te procesy przegrywają (co jest rzadkością), to płacą jakieś grosze. Mimo to przemysł w USA w znacznym stopniu upadł, nie dzięki ekologom.

    Tak czy inaczej brak chęci przemysłowców do prowadzenia bardziej ekologicznej polityki nie jest kwestią jej ogromnych kosztów, a ich zwyczajnej chciwości i bezkarności. Skoro prawo ich chroni, to czemu mają to robić? Najwyżej zapłacą jakieś śmieszne „kary”, które będą nieporównywalnie mniejsze do tych (i tak małych) kosztów wywozu odpadów.

    Efekt jest głównie taki, że ludzie się zatruwają, a Państwo (argument ekonomiczny) wydaje później krocie na ich wieloletnie leczenie.

    Problemy przemysłu w Polsce to ogromna biurokracja, niechęć rządzących do krajowych inwestorów, głupie przyzwyczajenia, brak wykwalifikowanych pracowników, brak chęci do modernizacji, kiepska infrastruktura, idiotyczne przepisy podatkowe i równie głupie podejście tak pracowników jak i pracodawców. Pierwsi robotę „olewają” (głównie przez niskie zarobki, co jest winą tych drugich), a pracodawcy kierują się przeświadczeniem, że nie trzeba w Polsce produkować niczego porządnego, skoro gówno w złotym papierku też się sprzedaje. Dlatego też żadna firma z polskiego przemysłu odzieżowego nie weszła na półkę marek luksusowych, a wiszą gdzieś między tą półką niską i średnią.

    Gdyby zlikwidować niepotrzebną biurokracje, wspierać krajowe inwestycje z naszych środków, gdyby zmienić system emerytalny, podatkowy i podejście administracji, a także pracować nad zmianą mentalności Polaków, to można by egzekwować do pewnego stopnia ekologię np. w kwestii wywozu i recyklingu śmieci, a firmy miałyby zyski dziesięć razy większe niż obecnie. Dlatego też Pańskie argumenty o hamowaniu wzrostu mnie nie przekonywały.

  18. ojojoj said

    Prosze panstwa, zadnych przemyslen czy walk na argumenty nie potrzeba. Monsanto sramto, rakiety bzdety. Trzeba stworzyc partie ktora w danej kolejnosci:
    1) zlikwiduje zadluzenie – na wzor Islandi, calkowite zadluzenie (Islandia zlikwidowala tylko „wewnetrzne”)
    2) powiesic psotnikow, a na pal wbic zdrajcow (w pierwszym rzedzie ci co podpisywali pozyczki)

    Po wykonaniu tych 2-uch punktow, wszystko sie samo ulozy, a takie monsanto same bedzie spier… w podskokach.

  19. Isreal said

    ad17
    monsanto nie będzie spie…lało, monsanto jest w Polsce mocno obstalowane (szczególne zasługi zsl-owców), jesteśmy w ich łapach i będziemy jeszcze bardziej (jak choćby Ukraina – wielki eksporter do Polski oprócz zboża różnych niby prozdrowotnych ziółek itp)

  20. Isreal said

    ad1 dzięki za linka

  21. ... said

    Jednym z głównych problemów ekologii to towar niskiej jakości ( jedno razowego użytku ) jak np. gazówki 10 lat i do wyrzucenia.Za dawniejszych czasów taka wyprodukowana gazówka hulała – 20-30 lat.Dzisiejsze po 10 latach szrot.Film na YT – Spisek żarówkowy – dziękuję za uwagę 😀 do widzenia

    O ile admin wklei według mnie cenną info.

  22. ... said

    c.d. no i do każdego jednego bubla jednorazowego użytku zużywa się materiał (zasoby ) i energię,a zdaje się że nie mamy w/ w nadmiarze

  23. Zar said

    Ad 16-17 @Robertgrunholz problem w tym, ze ja nie zgadzam się z panem kierunkowo. Czyli: Pan błądzi w sprawach zasadniczych. Nie dziwi Pana fakt, że żaden (no, może niewielu, łagodniej) Polak nie otworzył w ostatnich latach/dziesięcioleciach żadnej większej fabryki, elektrowni, nawet jakiegoś parku rozrywki czy w ogóle czegoś większego? To oczywiście nie tylko problem „ekologiczny, także fiskalny i ogólnego, państwowego braku przyzwolenia na taka działalność. Zapewniam Pana, że wszyscy przedsiębiorcy z którymi rozmawiałem narzekają na przepisy ekologiczne. To raczej mikro-przedsiębiorcy, bo nie jestem jakimś tuzem, ale na pewno nie ci co wywalają coś do lasu, ani w ogole produkują cos toksycznego. Znajomi pracujący w przemysle ( nie-polskich korporacjach, a jakże) ciągle opisują jakieś eko-inwestycje: przebudowy hali, filtry, kominy, wyburzanie kominów, budowanie kominów etc. Zawsze jest to dokładnie to, co się robi w macierzystym kraju korporacji, i bardzi rzadko wpływa na jakośc wody i powietrza, czyli tego, co chce Pan za wszelką cene chronić. Ja uważam, że kompromis pomiędzy rozwojem gospodarczym a stopniem ochrony środowiska jest konieczny. Jak stężenie jakichś pyłów zawieszonych wzrośnie w powietrzu o 1%, a wszyscy zarobimy na tym 10% więcej, to raczej się opłaca. Jak energia z łupków i węgla jest tańsza o 50%, a degraduje środowisko o 3% bardziej niż ta ze zlóz termalnych, to też się opłaca. Oczywiście przykłady przykładowe 🙂 Żeby nie być gołosłownym, podam przykład konkretny. Jeden ze znajomych handlujący quadami chciał udostępnić dla klintów do jazd próbnych kawałek własnej ziemi najniższej kategorii, oddalonej od domostw przynajmniej ze 100 metrów. Zrobic taki mini-tor. Zapewniam Pana, że liczba szczegółowych przepisów, to była całkiem spora książka. Opłat też sporo. A jakby Pan chciał otworzyć fabrykę? … Do rozważań zostawiam Panu kwestie, czy mamy iść tą droga, czy z niej zawrócić. Pozdrawiam.

  24. Zar said

    Jeszcze raz przeczytałem, i zauważyłem, że nie dodałem: przepisy znajomego od quadów, to były przepisy ekologiczne. Pozdrawiam.

  25. wanderer said

    To prawda, w Polsce przewazaja przepisy idiotyczne ktore nikomu nie sluza a raczej ograniczaja inwencje – bo „przepisy zabraniaja”.
    Recykling – ludzie zbieraja a potem przyjezdza smieciarka i zgarnia wszystko do jednego kontenera. Ale ludziom nie moze sie nudzic.
    Kiedys byly normalne smietniki – miales smieci szedles je wyrzucic. Oplacane z naszych podatkow. Teraz? Nie ma pieniedzy. Kiedys na ulicach przy chodnikach byly smieniki, przechodziles mogles wywalic smieci jak cos niosles. Teraz?
    I to jest ekologia? A skad te smieci w lesie?To jest celowe frustrowanie ludzi, przeciez kazdy widzi co sie dzieje.
    Chce wybudowac sobie na wsi na mojej dzialce oczko wodne. Do 5×6 m zgoda. Wieksze? Pozwolenie budowlane. Czyz to nie chore? Zeby tylko tubylec nie rozmarzyl sie za wiele i nie chcial rybki sobie zlowic na wlasnej ziemi..
    I tak dalej konca nie widac.
    A ja tu wcale nie mowie o czyms wielkim co dotyczy przedsiebiorcow.

  26. Marcin said

    Diabelskie koło się zamyka: zatrute pasze i żarcie (Monsanto żydzi) -choroby-„leczenie” (big pharma – żydzi). Na czele Greenpeace powinien stanąć Książem Karolu z Wielkiej Brytanii.

  27. Boydar said

    Też mam wątpliwości, Panie Robercie; to przecież niemożliwe żeby protestanci nie znali „nie morduj”.

  28. robertgrunholz said

    Panie Zar, Pan podaje przykłady działań rządzących, których celem NIE JEST ochrona środowiska, a jak największe utrudnianie nam życia. Naprawdę kompromis między ochroną przyrody, a wzrostem gospodarczym da się osiągnąć bez tysięcy idiotycznych przepisów i nakazów.

    ——-
    Dokładnie.
    P. Zar wydaje się nie rozróżniać przepisów mających na celu rozsądną ochronę środowiska – i przepisów, które nic wspólnego z nią nie mają, a są skierowane przeciwko polskim inwestorom (zagranicznym wolno jest olewać polskie prawo).
    Admin

  29. Zar said

    Ad 28 Ad Admin Problem w tym, że pomysły uważane przez Pana Robertgrunholz’a za rozsądne, ja uważam za nierozsądne. Przykłady: segregacja śmieci, nawadnianie dolin rzek, ograniczanie ruchu samochodów. Pan Robertgrunholz uważa, że „Prawie żaden zakład pracy w Polsce nie przestrzega żadnych ekologicznych norm”. Jak można budować idee na podstawie fałszywych przesłanek? Przepisy ekologiczne generują koszty każdej gałęzi gospodarki, inne gałęzie gospodarki sa likwidowane, albo w ogóle nie powstają, bo przepisy ekologiczne (jakieś normy) to uniemożliwiaja. Późniejsze wpisy Pana Robertgrunholz’a sa już bardziej stonowane, dlatego poniecham daleszej retorycznej walki. Najbardziej ujmujące: ” Widzi Pan, tutaj mam taki problem, bo jestem katolikiem (w porównaniu do masy liberałów, którzy się katolikami i konserwatystami nazywają). Dlatego też rachunek ekonomiczny nie jest dla mnie jedynym istotnym i zwracam uwagę także na aspekty prawne, moralne… ” Pod tym ja też mogę się podpisać. Pozdrawiam

  30. robertgrunholz said

    Segregować śmieci może obywatel albo śmieciarz i odpowiedni zakład. Dla mnie jest to kwestia społecznego kompromisu. Może chodzi o to, że wychowany jestem w Szwecji? Zjeżdżam na dół windą, wchodzę do soprum, tam mam kontener na gazety, na metal, na plastik… A wcześniej w domu wszystko wyrzucam oddzielnie. Do tych typowych śmieci ma zsyp. Nikt nie liczy ile czego wyrzucam i nie wystawia mi na tej podstawie rachunków za wywózkę. A butelki oddaję za pant. Naprawdę nie kosztuje mnie to wiele czasu.

    Nawadnianie jest może i ingerencją w przyrodę, lecz bywa konieczne w okresach suszy. Jego brak równa się i tak jakiejś naszej ingerencji, a w ten sposób naprawiamy część szkód.

    Ograniczenie ruchu samochodów jest dla mnie oczywiste. Większości europejskich miast nie budowano z myślą o sześciopasmówkach w centrum i o miejscach parkingowych 🙂 Można oczywiście budować drogi obok, nad, pod… Kwestie techniczne. Mimo wszystko korki nadal będą, a nowa generacja nie uważa już za konieczność posiadania własnego samochodu i preferuje nowy system wspólnego użytkowania. Wiem, że ciężko zmienić mentalność, lecz naprawdę korzystnym jest wrzucić „tiry na tory”, tak jak i na rzeki. Podobnie jak korzystnym dla wielu naszych miast byłby brak samochodów w ścisłym centrum, które tworzą tylko ogromne korki, hałas i smród. Centra handlowe można budować niekoniecznie przy Pałacu Kultury, a na drugiej stronie Wisły. Komunikacja publiczna może być punktualna, czysta i przyjemna. Polecam Singapur.

  31. Zar said

    Ad 30 1/ Ja nie widzę innego powodu do segregacji nietoksycznych śmieci, niż ekonomiczny. Czyli: czy jest to opłacalne? Nie sądzę, bo wtedy to mi płacono by za odbiór przynajmniej jakiejś części odebranych śmieci. Na pewno miejsce zamieszkania ma wpływ na Pana poglądy. Nie postrzega Pan tego problemu w kategoriach: koszt-zysk. Zysk ekologiczny z tego, że butelka czy opakowanie po jogurcie zostaną ponownie wykorzystane, czy też zalegną kilka metrów pod ziemia jest ŻADEN. Zysk ekonomiczny prawdopodobnie tez, bo inaczej… jak już pisałem. Dla Pana może nie jest to problem, ale ma Pan chyba na tyle wyobraźni, żeby stwierdzić, że dla dużej firmy jest to duzy problem i duży koszt.
    2/ „Nawadnianie jest może i ingerencją w przyrodę, lecz bywa konieczne w okresach suszy. Jego brak równa się i tak jakiejś naszej ingerencji, a w ten sposób naprawiamy część szkód.” – tu absolutnie się nie zgadzam. Nawadnianie nie jest konieczne ( gdyby było, to nie mielibysmy czegoś takiego jak „przyroda”) i samo w sobie jest ingerencją, być może czasami pożyteczną (sam czasem podlewam ogródek).
    3/ Ograniczenie ruchu samochodów w pewnych miejscach nie jest dla mnie oczywiste. To taka elitarność – tego nie wpuszczamy, tamtego tak. Pomysł „tiry na tory” jest dla mnie absurdalny z tych samych powodów, co segregacja śmieci. Dostrzegam u pana charakterystyczną dla lewicowców fascynacje kolektywnymi formami transportu („Polecam Singapur”), ja osobiście jako wsteczniak wolę „ciasne, ale własne” i nie sądzę, że z ujma dla środowiska, Za to z zyskiem dla zamożności obywateli. Pozdrawiam

Sorry, the comment form is closed at this time.