Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O poezji księdza Jana Twardowskiego

Posted by Marucha w dniu 2015-12-06 (Niedziela)

Ksiądz Jan Twardowski należy do grona tych, co znaczyli wierszami kształty naszej epoki. Urodził się 100 lat temu, 10 lat dobiega od jego śmierci 18 stycznia 2006 roku.

Poezja była dla księdza Jana międzyosobowym dialogiem, w którym traktował swego rozmówcę-czytelnika, jako kogoś bliskiego. Rozmawiał z nim językiem Ewangelii, nazywając wprost prawdę, którą odkrywał.

Ksiądz-poeta dobrze wiedział, że człowiek jest skazany na słowo, ale też był świadom swej ułomności, tego, że nie może w słowach wyrazić istoty Boga i pełnej prawdy o miłości, cierpieniu, milczeniu. Sztuka poetycka bowiem nie jest w stanie zastąpić prawdy ludzkich doznań i przeżyć. Przyzna to ksiądz Jan w znanej formule z wiersza „Pisanie”: „Pisze się trochę tak jak nie jest”.

Wielu znawców poezji księdza Twardowskiego dowodziło, że była ona możliwa w Kościele posoborowym. Istotnie, obecne w jego wierszach nawiązania do Lasek, „Kółka” księdza Korniłowicza, poezji Jerzego Lieberta, umiłowanie piękna przyrody, humor w ukazywaniu Boga, mają w sobie posmak posoborowego pojmowania sensu chrześcijaństwa.

Sam zresztą ksiądz Jan wskazywał na takie właśnie rozumienie sensu chrześcijaństwa na jednym ze spotkań autorskich: „Człowiek kochający musi stale walczyć o wiarę. Nie ma wiary gotowej, już oprawionej w ramki (…) Sobór Watykański II starał się odformalizować wiarę, wydobyć nie tyle jej literę, co ducha, zwracając uwagę na osobiste przeżycie Boga, oddalając się od terroryzmu pojęć – może to ogromnie ułatwić powstawanie chrześcijańskiej liryki religijnej”.

Ksiądz Jan wyniósł z dziecięcych spotkań z przyrodą w majątku Duchowo koło Płocka swego wuja doświadczenie bliskiego obcowania z przyrodą, zachwyt otaczającym światem, kolorami, dźwiękami, zapachami. Stąd zdaje się płynąć w jego wierszach tyle zachwytu dla nad szpakiem, wilgą, zającem, chrząszczem, mrówką, biedronką, szczypawką, świerszczem. To dlatego „piorun co w kościół trafił, by pszczołę ominąć.” I wydaje się to ze wszech miar uzasadnione w poetyckim świecie księdza Jana. Tym doświadczeniem wiedziony mniej pisze o katedrach gotyckich, więcej o drzewach, w których dostrzega coś z raju, jak w wierszu „drzewa”:

„Brzozo nazbyt wieśniacza aby rosnąć w mieście
dyskretny grabie w sam raz na szpalery
jarzębino dla drozdów dzwoniących i szpaków
akacjo z której nie złote tylko białe miody
olcho, co jedna masz przy liściach szyszki
głogu co chronisz gajówkę krewniaczkę słowika
jesionie co pierwszy tracisz liście zbliżając nam jesień
Poproście Matkę Bożą, abyśmy po śmierci
w każdą wolną sobotę chodzili po lesie
bo niebo nie jest niebem jeśli wyjścia nie ma”

Ksiadz-poeta wskazuje, że bliski kontakt człowieka z roślinnością, zwierzętami sprawia, że wchodzi w krąg działania łask Bożej, wszak, jak pisze w wierszu „Na wsi” przyroda nigdy nie zgrzeszyła przeciw swemu Stwórcy. Sam zaś Bóg widziany przez stworzone dzieło, jest lepiej widoczny na wsi, gdzie mniej ucywilizowania, jak napisał ksiądz Jan w „Pożegnaniu wiejskiej parafii”.

Niezwykle wzruszające są wiersze o dzieciach. „dziecko stale biega, bo chciałoby fruwać” pisze ks. Twardowski. To obcowanie z dziećmi pozwoliło mu spojrzeć na Matkę Boską, jak na małą dziewczynkę. O dziecięcej wierze powie zastanawiające słowa: „Gdyby można było wrócić do naiwnej świętości dzieciństwa i modlić się, kiedy wkracza się w słowa odwiecznego pacierza, jak do tajemniczej świątyni budowanej przez pokolenia.”

Szuka ksiądz Jan wiary, o którą można by się oprzeć, jak o kamień, jak w wierszu „O wierze”:

Jak często trzeba tracić wiarę
urzędową
nadętą
zadzierając nosa do góry
asekurując
głoszoną stąd dotąd
żeby odnaleźć tę jedyną
wciąż jak węgiel jeszcze zielony
tę, która jest po prostu
spotkaniem po ciemku
kiedy niepewność staje się pewnością
prawdziwą wiarą bo całkiem nie do wiary

W wierszu „Wyjaśnienie” przywołuje zaś znamienne słowa św. Pawła z Drugiego Listu do Koryntian: „Przymierze nie ma litery, lecz Ducha. Litera bowiem zabija, Duch ożywia”.

W licznych wierszach maryjnych Matka Boska jawi się, jako orędowniczka człowieka przed swoim Synem. Tu znajdujemy wyznanie, że ucieka Ona od „obrazkowych ikon”, „papierowych abstrakcji”, nie ceni sobie „chodzenia koło Niej „na wysokich obcasach metafor”. Ona jest, bowiem Matką wszystkich: tych z Katynia, i tych niewierzących, rozpaczających, szukających miłości. Ona nie płacze, ale wszystkich nas rozumie, przekonuje w poetyckich strofach ksiądz Jan.

To jest Matka Boska znana nam z obrazów, figur, z Częstochowy, Lichenia, Ostrej Bramy, Woli Gułowskiej. Ale i ta nie mająca kaplicy, pątniczka podążająca szlakiem ludzkich cierpień, towarzysząca Synowi w ucieczce do Egiptu, w czasie Jego działalności publicznej, przebywająca z nim Drogę Krzyżową i stojąca pod Jego Krzyżem na Golgocie, jak z wiersza „Bez kaplicy”:

jest taka Matka Boska
co nie ma kaplicy
na jednym miejscu pozostać nie umie

przeszła przez Katyń
chodzi po rozpaczy
spotyka niewierzących
nie płacze
rozumie

Ksiądz Jan nie uczestniczył w naszych sporach i dysputach, ale był wyczulony na dramat codzienności rozgrywający się w naszej epoce. Dlatego w jego wierszach pojawi się Katyń i deszcz padający w Komańczy.

Z humorem pisze o „cudownych nawróceniach lat 80., a o rozwiązaniu partii komunistycznej powiedział z przekornym humorem: „na końcu zbaraniała”. Niedowiarek zaś z jego wiersza zwraca się do Matki Bożej z prośbą:

niech Cię za rękę choć potrzymam
w Noc szczęśliwego rozwiązania

Ksiądz Jan Twardowski jest być może ostatnim poetą, co potrafi wiązać nowoczesną lirykę ze staroświeckością mądrze odczytywana z tradycji. Porusza się w kręgu odwiecznych prawd, zamyka je w tym Słowie, które było na początku i nadal budzi miłość i nadzieję. Wie, że żyjemy w świecie odkupionym i dlatego wątpiących zapewnia, że nie ma na ziemi sytuacji bez wyjścia. To w jego wierszu czytamy:

nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka to otwiera okno

Pozostając w kręgu spraw ważnych w każdym miejscu i czasie, prowadzi nas ksiądz Jan do prawdy poprzez ciszę milczenia. Nawet w śmierci zdaje się nie dostrzegać grozy, w krzyżu i cierpieniu widzi szczęście:

Nie płacz to tylko krzyż
przecież tak trzeba

nie drzyj to tylko miłość
jak rana w przylepce chleba

I ty jak zabawny kos
co się kosowej spodziewa
łatwiej kiedy się nie wie

zamyślił się anioł
chciał zabrać głos
lecz poszedł do nieba

To odwieczny przywilej poetów, że z rzeczywistości ludzkiej często sięgają do nieskończoności i tam odnajdują sens, który trudno nieraz dostrzec. Ale właśnie przez to wypełniają rzeczywistość ufnością i nadzieją. Tej ufności i nadziei powinniśmy szukać i znajdować prowadzeni poetycką drogą wytyczaną przez księdza Jana Twardowskiego. Na końcu tej drogi jest Bóg Stwórca naszego świata i nas, jak o tym przekonuje w przejmującym wierszy „Wyjaśnienie”:

Nie przyszedłem pana nawracać
zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
jestem od dawna obdarty z błyszczenia
jak bohater w zwolnionym tempie
nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
pytając co pan sądzi o Mertonie
nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
z czerwoną kapką na nosie
nie wypięknieję jak kaczor w październiku
nie podyktuję tez które się do wszystkiego przyznają
nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

po prostu usiądę przy panu
i zwierzę swój sekret
że ja ksiądz
wierzę panu Bogu jak dziecko

Zdzisław Koryś
fot. Elżbieta Lempp
Myśl Literacka, nr 90/grudzień 2015
http://www.mysl-polska.pl

Nie mogę nie dodać chyba najbardziej znanego wiersza ks. Twardowskiego.

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

Admin

Komentarzy 7 to “O poezji księdza Jana Twardowskiego”

  1. błysk said

    Hm…Mam wątpliwości co do tego zachwytu nad księdzem Janem Twardowskim .Słyszałem ,że tak naprawdę nazywał się Daniel Rufayzy.

  2. zetef said

    Panie Błysk
    Jasna sprawa żyd.
    To straszne – czy pan jesteś pojeb?

  3. Stolnik said

    W zażyłych relacjach z Żydami, przyjaźnił się z J. Korczakiem, „….wzruszały go pamiątki z Izraela…”. Zwalczał „antysemicką” księgarnię ANTYK.

  4. Dictum said

    Mnie ta poezja nie zachwyca.
    Znam lepszą.

  5. zetef said

    Jasne Panie Dictum ze Pana nie zachwyca. poezja z doliny Yordanu i Jerozolimy Pana zachwyca, co?
    A jakąż to lepszą Pan znasz? Może króla Davida, co?

  6. zetef said

    To ciekawe – w artykule na temat surogatek nie można wstawiać komentarzy. Gajowy coś z tym zrobił? Czy po prostu sowiecki inicjatywy z definicji są nieomylne.
    Co Panie Gajowy???
    Z tymi rublami to wcale nie jest takie niemożliwe.

    ——
    Nie pisz Pan wulgaryzmów, to system przepuści. – admin

  7. ego said

    ksiadz twardowski to ulubiony poeta adasia
    michnika ,kumpla antka macierewicza z k.o.r.W biografji ksiedza napisanej przez babe z gazety wyborczej ,ksiadz powtarza taką dobra rade,dawaną mu przez jego matke.”trzymaj sie zydow, a z głodu nie umrzesz”.

Sorry, the comment form is closed at this time.