Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Redukcje jezuickie w Ameryce Południowej

Posted by Marucha w dniu 2015-12-09 (Środa)

Żaden zakon nie spotykał się w dziejach chrześcijaństwa z taką niechęcią, a nawet nienawiścią, co Towarzystwo Jezusowe, czyli jezuici.

Ich ojcem założycielem był św. Ignacy Loyola (1491-1556) – Bask, rycerz, mistyk, asceta, a nade wszystko pielgrzym, który zaszczepił swym uczniom niezwykłą gorliwość apostolską połączoną ze sprytem i przemyślnością w dążeniu do osiągania celu. W 1540 roku papież Paweł III bullą Regimini Militantis Ecclesiae zatwierdził powstanie nowego zakonu. Jezuici, którzy w chwili śmierci Loyoli liczyli tysiąc zakonników, odegrali wiodącą rolę w potrydenckiej kontrofensywie Kościoła, zwanej niekiedy katolicką reformacją.

Misjonarze jezuiccy docierali do Japonii, Indii, Etiopii, Ameryki Łacińskiej, zakładali szkoły powszechne i średnie w krajach katolickich, jak Hiszpania, Polska czy Włochy, nawracali na katolicyzm rejony zdominowane przez protestantyzm, zdobywali wpływy na dworach królewskich oraz wśród prostych ludzi. Dewiza zakonu brzmiała: Ad maiorem Dei gloriam (Dla większej chwały Bożej).

W wieku oświecenia, w przeddzień wybuchu rewolucji francuskiej, coraz silniejsze wpływy zaczęli zdobywać ludzie i środowiska, dla których zakon bezgranicznie oddany Bogu i Kościołowi, stanowił poważną przeszkodę. Władcy świeccy, pragnący ograniczyć znaczenie Kościoła, znaleźli sprzymierzeńca wśród ludzi programowo wrogich Kościołowi.

Splot wielu okoliczności sprawił, że jezuici coraz częściej stawali się personae non gratae: w 1759 roku zostali wygnani z Portugalii, w 1767 z Hiszpanii, a w 1773 roku papież Klemens XIV został zmuszony do wydania brewe o kasacie zakonu. W szczątkowej postaci jezuici przetrwali jedynie w Rosji.

Dopiero w 1814 roku Pius VII podjął decyzję o restytucji zakonu. Na jego apel odpowiedziało 700 eksjezuitów, głównie z Rosji. Odrodzone Towarzystwo nadal wchodziło w konflikty z liberalnymi katolikami i często ponosiło konsekwencje swej działalności w postaci ponownego wygnania z Portugalii i Hiszpanii, a także z Meksyku, Niemiec czy Austrii.

Bez wątpienia największym i budzącym największy podziw dziełem jezuitów były zakładane w Ameryce Łacińskiej osady indiańskie, zwane reducciones (redukcje).

Najsławniejsze i największe były redukcje paragwajskie, zwane Republiką Jezuicką, a przez samych jezuitów określane mianem „Boskiego tworu”. Jednakże podobną działalność zakonnicy Towarzystwa Jezusowego prowadzili na rozległym obszarze rozciągającym się od dzisiejszego Ekwadoru, poprzez Boliwię, Paragwaj, Brazylię, aż do Argentyny i Urugwaju.

Pierwsze redukcje powstały w 1609 roku (San Ignacio Guazu), najznaczniejsze z nich wybudowano wzdłuż rzeki Parana (dzisiejsza Argentyna i Paragwaj). W szczytowym okresie rozkwitu, na początku XVIII wieku, w co najmniej kilkudziesięciu redukcjach mieszkało – według rozmaitych szacunków – od 100 do 300 tysięcy Indian.

Osady cieszyły się praktyczną niezależnością, podlegając jedynie królowi hiszpańskiemu. To, czym były, wyjaśnia, dlaczego do dziś niewiele o nich wiemy. Jako wyjątkowy w dziejach eksperyment ustrojowy naruszyły zbyt wiele ustalonych norm i nie mogły zyskać akceptacji ani obrońców starego porządku, ani rozmaitych rewolucjonistów.

Przykład reducciones dowodzi, że zakonnicy Towarzystwa Jezusowego, przekraczający utarte szlaki w dążeniu do „większej chwały Bożej”, zwyczajnie nie pasowali do ówczesnego świata. Trwający przez blisko 160 lat eksperyment, zakończył się z chwilą likwidacji osad przez Portugalczyków oraz wygnania jezuitów na mocy decyzji króla hiszpańskiego z 1767 roku.

Redukcje powstawały z dala od głównych szlaków historii, geograficznie znajdowały się na peryferiach świata, a ich mieszkańcami byli skromni zakonnicy oraz ich podopieczni, „dzicy” Indianie. Nie znalazł się żaden wybitny dziejopis, który opisałby je i przybliżył światu. Dopiero w XX wieku, dzięki filmowi Rolanda Joffe „Misja” (1986) z Robertem De Niro jako odtwórcą roli głównej, przeciętny mieszkaniec Europy mógł dowiedzieć się o jezuickich osadach istniejących niegdyś w selwie, czyli dżungli amerykańskiej. Zastosowany w nich ustrój niekiedy błędnie określa się mianem komunizmu, ze względu na wspólny podział wytworzonych dóbr oraz praktyczną równość ekonomiczną.

Redukcje miały jednak z komunizmem tyle wspólnego, co klasztory katolickie. Jednak w społecznym odczuciu to, co łączyło redukcje z programem głoszonym przez komunistów, mogło mieć decydujące znaczenie. Przeciwnicy komunizmu woleli więc skazać redukcje na zapomnienie. Sami komuniści również nie powoływali się na dziedzictwo jezuickie. Wszak zakonnicy Towarzystwa Jezusowego stworzyli w Paragwaju prawdziwe państwo Boże, a więc coś, co stało w całkowitej sprzeczności z komunistycznym ideałem państwa bez Boga.

Na czym polegała niezwykłość redukcji? Otóż Indianie, uwolnieni z poddaństwa narzuconego przez hiszpańskich kolonizatorów, zorganizowali życie wspólnotowe, harmonijnie łączące aspekty ekonomiczne, kulturalne i religijne. Pod wieloma względami jezuici wyprzedzili o setki lat epokę, w której działali. W Republice Jezuickiej całkowicie zlikwidowano analfabetyzm, wprowadzono system opieki społecznej, uszanowano miejscowe tradycje i język guarani, ograniczono czas pracy do 6 godzin (dla porównania w Europie przekraczał on 12 godzin).

Wprost niewiarygodne, że w peryferyjnych lasach tropikalnych zorganizowano wysokowydajne rolnictwo, zaspokajające lepiej niż w dzisiejszych czasach potrzeby mieszkańców. Rozwinęło się przetwórstwo drewna, a wytwarzane zeń wyroby: meble, łodzie, instrumenty muzyczne cieszyły się sławą na całym kontynencie. Na rzece Parana wodowano statki większe, niż te, do których budowania były zdolne ówczesne stocznie… brytyjskie!

Dzięki sprzyjającej polityce kulturalnej, Indianie Guarani rozwijali umiejętności grania na instrumentach, komponowania, śpiewu. Rozwinęły się takie dziedziny jak tkactwo, snycerstwo, garncarstwo, ludwisarstwo, przemysł cukrowniczy, cegielnie, piekarnie, szwalnie, a nawet warsztaty zegarmistrzowskie, jubilerskie i drukarnie, w których wydawano książki w języku guarani.

San Ignacio Mini

O poziomie ówczesnej cywilizacji świadczą zachowane do dziś liczne ruiny redukcji z pozostałościami solidnie zbudowanych i bogato zdobionych budynków. Najważniejsze z nich, jak San Ignacio Mini (Argentyna) i Jesus de Tavarangue (Paragwaj) zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Większość z nich znajduje się wzdłuż granicy paragwajsko-argentyńskiej, w Brazylii oraz w Boliwii. Przetrwały dzięki temu, że wznoszono je na uboczu. Miały chronić mieszkańców przed zepsutym światem cywilizacji „białego człowieka”. I chroniły.

Redukcje niejednokrotnie odpierały ataki „paulistów”, kolonizatorów z Sao Paulo, organizujących polowania na niewolników. Dopiero w latach 50. XVIII wieku większość redukcji uległa przemocy ze strony wojsk portugalskich, które zlikwidowały ich niezależność.

Zdrada, czyli wygnanie jezuitów decyzją króla hiszpańskiego, ostatecznie przypieczętowała upadek Republiki Jezuickiej, choć niektóre redukcje przetrwały nawet do lat 20. XIX wieku.

Eksperyment jezuicki w Ameryce Południowej został brutalnie i nieodwracalnie zniszczony. Ale nie wszystko uległo zatracie. Historycy podkreślają, że dzięki jezuitom Indianie Guarani nie tylko zdołali przetrwać, ale ich język w Paragwaju zachował status drugiego oficjalnego języka. Gdy w 1984 roku do dawnej redukcji jezuickiej w San Ignacio de Moxos (dystrykt Beni w Boliwii), po 217 latach nieobecności powrócili zakonnicy z Towarzystwa Jezusowego, okazało się, że po dawnych czasach świetności pozostała nie tylko jedyna zachowana w tych okolicach świątynia, ale również wiele śladów w pamięci zbiorowej, w postaci – na przykład – obchodzonego przez Indian od 300 lat festynu ku czci św. Ignacego.

Wojciech Turek, Dzieła Boże, 2006, s. 162.
http://www.gdynia.piusx.org.pl

Komentarze 52 to “Redukcje jezuickie w Ameryce Południowej”

  1. Parva said

    „Jednym z prelegentów międzynarodowych dni misji jezuickich jest ks. prof. Piotr Nawrot SVD z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Mówił on o muzyce i ewangelizacji w dawnych redukcjach i obecnie. Polski werbista jest teologiem i muzykologiem, znawcą i edytorem barokowej twórczości powstającej wśród południowoamerykańskich Indian.

    „Ci prości ludzie zachwali niesamowite kolekcje manuskryptów. Tylko w dżungli boliwijskiej Indianie Chiquitos zachowali ponad 5,5 tys. stron muzyki barokowej, Indianie Moja 7.200 stron. Jest to w sumie prawie 13 tys. stron muzyki. Kiedy pierwszy raz wziąłem to do ręki wiedziałem, że jest to unikalny materiał. Z wszystkich lat moich studiów nie znałem żadnego miejsca na świecie, ani w Polsce, w Rzymie, Anglii czy Francji, gdzie tylko z dwóch parafii z okresu 80 lat pochodziłaby tak rozległa dokumentacja muzyczna. Ponad 80 mszy polifonicznych, opery sakralne, motety, muzyka na organy, sonaty i koncerty barokowe oraz cały repertuar muzyki, której używano w misjach. Po latach nauczyłem się poprawnej interpretacji tego fenomenu, a mianowicie, że muzyka w Ameryce była używana jako narzędzie ewangelizacji. Jest w historii taki moment, że zamiast recytować Credo zaczynamy je śpiewać, zaczynamy odprawiać solenne pobożne liturgie i widać w archiwach, jak rośnie repertuar muzyczny i jak zarazem rośnie liczba chrztów”.

    Z perspektywy swej ponad 20-letniej pracy nad barokową muzyką z redukcji boliwijskich ks. Nawrot podkreśla, że także i dziś muzyka może być doskonałym narzędziem ewangelizacji. „Kiedy zastanawiam się nad tym, co mogłoby przyciągnąć na nowo ludzi do Kościoła w Europie, który przeżywa swe trudne chwile bez wahania odpowiadam postawmy na znakomite liturgie i piękny śpiew” – podkreśla polski werbista.”

  2. Dictum said

    Wszystko się udaje i kwitnie, dopóki parch do tego nie dotrze.

  3. Easy Rider said

    http://ryuuk.salon24.pl/584148,gdzie-mina-jezuicka-i-uklon-niski-tam-honor-sliski

    „Gdzie mina jezuicka i ukłon niski, tam honor śliski”.

    Takie właśnie powiedzonko było bardzo popularne w dawnej Rzeczypospolitej. Szlachcic, gdy chciał podkreślić uczciwość swych intencji, zwykle też mawiał: Jam nie jezuita i kwita! Niewątpliwie jezuici, czyli Towarzystwo Jezusowe założone przez Ignacego Loyolę w 1534 roku, byli najbardziej znienawidzonym zakonem w historii. Jeśli ich skądś przeganiano, to wracali tam niczym remisja najgorszej choroby.

    A wyganiano ich z wielu miejsc. Z Francji wygnano ich po raz pierwszy w 1594 roku, po próbie zamachu na króla Henryka IV (zamachowcem był wychowanek jezuitów, Jean Chatel). Wrócili już w 1605 … względy polityczne. Po raz drugi, gdy wyszły na jaw ich nadużycia i wybitnie szkodliwa dla kraju polityka, wygnano ich w 1763 … znowu wrócili, potajemnie. W 1830 znowu ich wygnano i znowu wrócili:) Wyganiano ich też z Hiszpanii, Portugalii, Imperium Rosyjskiego (!), nawet z Chin. Cesarz Jung Czing przepędził tą zarazę, bo wywoływała liczne akty nietolerancji.

    Ten polip odrósł i lud wyssał blady
    Wygnać go była kiedyś wielka praca
    Ma nas za trupa ten szakal i wraca

    Juliusz Słowacki

    Dlaczego ich tak nienawidzono? Już w XVI wieku jezuici okazywali się prześladowcami, podżegaczami i chciwcami. Realizowali papieską politykę, według której słońcem całego świata miał być właśnie papież, a wszyscy inni posłusznie wykonywać jego polecenia. Dostarczali religijnego uzasadnienia pogardy dla państwa i prawa, jeśli stanęły w sprzeczności z teokratycznym despotyzmem.

    „Abyśmy byli pewni wszystkiego, musimy zawsze
    trzymać się następującej zasady: niechaj to co naszym
    oczom jawi się jako białe, będzie czarne,
    jeśli tak postanowi Kościół hierarchiczny”

    Założyciel Towarzystwa Jezusowego, Ignacy Loyola

    „Kompleksy, mierne zdolności, nieprawdopodobny upór oraz ideologiczne tępogłowie” – tak Jasienica charakteryzował pierwszego króla z dynastii Wazów. Zygmunt III był powszechnie nazywany królem jezuitów, i nie da się ukryć, że jezuici naprawdę w ogromnym stopniu wpływali na jego politykę. Wszystkie te absurdalne i szkodliwe dla nas wojny ze Szwecją, Moskwą i Turcją był w dużym stopniu inspirowane przez zakon, podobnie jak żałośnie uniżona polityka wobec Habsburgów. Nie trzeba być historykiem, by wiedzieć jakie owoce wyda ta jezuicka polityka zagraniczna.

    Ale i na arenie krajowej jezuici byli zasłużeni, oni zapewnili zwycięstwo kontrreformacji i nietolerancji, o czym doskonale zaświadcza:

    Noc jezuitów – 17 kwietnia 1606 roku posłowie na sejm przedstawili gotowy projekt ustawy o procesie. Ustawa nakazywała urzędom i sądom karać sprawców wszelkich zaburzeń na tle religijnym … tylko tyle, żadnego radykalizmu, jedynie żądanie przestrzegania prawa. „Najpobożniejszy„ król Zygmunt III jednak miał wątpliwości, więc przekazał projekt do zbadania komisji ideologicznej … czyli dwóm jezuitom, spowiednikowi nadwornemu Bartchowi i Piotrowi Skardze! Był to prawdziwy skandal, gdyż król tak naprawdę przekazał ustawę sejmową do oceny osobom prywatnym …

    Nastąpiła wówczas jedna z najhaniebniejszych nocy w historii Polski, niesławna noc jezuitów. Dwaj fanatycy religijni odkryli rzecz w ich mniemaniu straszliwą – ustawa nakazywała bronić znienawidzonych kacerzy przed prześladowaniami! Dla nich było to wręcz nie do pomyślenia – złodzieje, mordercy i podpalacze mieli być karani za swe zbrodnie przeciwko heretykom? Pobożni ojcowie nie zamierzali tolerować zamachu na ich prawo do nienawiści, rozpoczęli zatem nocne skrzykiwanie co żarliwszych posłów i do rana obeszli też sypialnie biskupów.

    Nazajutrz, 18 kwietnia rozpoczął się sejmowy cyrk. Próbowano zablokować projekt wszelkimi metodami. Prymas Maciejowski gardłował w sprawie skazanych w kryminalnych procesach księży, o ich prawo apelacji do papieża. Co ciekawe, wielu świeckich posłów opamiętało się, w końcu doszedł do ich świadomości fakt, że ta ustawa jest po prostu mądra i sprawiedliwa, zaś jej blokowanie rzeczą nad wyraz haniebną. Kler jednak był uparty. Gdy doszło do finału … biskupi bez podania żadnej przyczyny po prostu ustawę odrzucili. Koniec. Sejm, który miał szanse naprawić wiele spraw (m.in. kwestię głosowania większością), został unicestwiony. A dokonało tego dwóch jezuitów …

    W 1606 roku ukazała się w Polsce broszura: Consilium de recuperanda et in posterum stabilienda pace in regni Poloniae, autorstwa prawdopodobnie Jana Zbaraskiego. Autor twierdził, że państwo nie uzyska spokoju, dopóki nie wypędzi wszystkich jezuitów. Utwór ten był niezwykle popularny w całej Europie, doczekał się mnóstwa wydań, lecz ani jednego w Polsce … cenzura już działała:)

  4. Wimar said

    Bardzo ciekawy artykuł a film „Misja” R. Joffe rzeczywiście kapitalnie oddaje realia tamtej epoki i ukazuje kryzys, który już wtedy pukał do drzwi Kościoła Katolickiego. Osobom zainteresowanym polecam książkę Malachi Martina „ Jezuici. Towarzystwo Jezusowe i zdrada ideałów Kościoła rzymskokatolickiego” oraz poniższy artykuł. Być może Admin wstawi go na stronę jako odrębny wątek do dyskusji.

    „ Misje Jezuickie w Ameryce Południowej ”

    Spoglądając na budynek niejednego kościoła pojezuickiego przychodzą mi na myśl losy wielu podobnych pojezuickich katedr, kościołów ,klasztorów i innych budowli sakralnych pozostawionych samym sobie w dżungli Ameryki Południowej na pograniczu Argentyny, Urugwaju i Brazylii w drugiej połowie XVIII stulecia.

    Pozostałości po zrujnowanych świątyniach i ludzkich cywilizacjach zawsze wywierają niezwykłe wrażenie na przybyszach, którzy po wiekach trafiają na miejsce dziejowej katastrofy. Uruchomiona raz wyobraźnia wskrzesza bowiem kontury dawnych dramatów i stawia przejmujące pytanie: dlaczego nie można było w porę zapobiec tej tragedii?

    To, co kryją tereny Ameryki Łacińskiej na ogromnym obszarze pomiędzy dzisiejszą południową Brazylią, Paragwajem, Argentyną oraz Urugwajem – a jest to przestrzeń rozciągająca się na setki i tysiące kilometrów, na której można byłoby zmieścić dziś całe południowoamerykańskie państwo – skutecznie przekracza wyobraźnię przybysza-turysty. Tak rozległa była tymczasem dawna „Republika Jezuicka” tzw. Republika Guarani , która w dodatku trwała przez niemal półtora wieku, od 1609 do 1768 r., zanim nie zniszczono jej ostatecznie z zawiści i przez intrygi dwóch monarchii – Portugalii i Hiszpanii, nie wahających się przed podjęciem nawet tak drastycznych kroków jak kasata całego zakonu jezuitów i wygnanie go z granic Półwyspu Iberyjskiego. Ta skomplikowana polityczna gra, której ofiarami stały się zarówno pełne zapału i entuzjazmu dla swej misji wspólnoty jezuitów, jak również społeczności tubylców, cywilizowane przez zakonników całe pokolenia, aby zostać nagle „cofnięte” do punktu wyjścia dokonywanego tam postępu humanitarnego, nie była szerzej znana. Dziś tamten eksperyment z XVII i XVIII wieku, nie tyle religijny, ile przede wszystkim cywilizacyjny, jest przedmiotem rozległych studiów i badań, głównie w młodych społeczeństwach Ameryki Łacińskiej, które piszą dopiero teraz swoją własną historię…

    Nowe osady

    Niedaleko od stolicy prowincji Misiones (ok. 60 km) znajduje się jedna z największych i najlepiej zachowanych misji jezuickich, San Ignacio Mini, podobnie jak dalsze – Santa Ana i Loreto. Kiedyś było ich ponad 30, i to tylko pomiędzy Corrientes i Posadas, a drugie tyle w dzisiejszych granicach Paragwaju i Brazylii. Osada San Ignacio należy do najstarszych, została założona już w pierwszym rzucie jezuickiej akcji misyjnej, w roku 1611. Na jej losach i przykładzie można zarysować ogólny schemat tego, co się tutaj zdarzyło i działo przez półtora wieku.
    Powołany do życia przez św. Ignacego Loyolę w roku 1534 zakon jezuitów od samego początku postawił przed sobą wielkie cele misyjne. Zakonników posyłano w wielu kierunkach z zadaniem tworzenia nowych wspólnot wiary. Jezuici wyruszyli już wtedy do Azji, do odległych Filipin, Indii, Chin, a nawet Japonii. Kolejnym kierunkiem musiał się stać Nowy Świat odkryty przez Krzysztofa Kolumba.
    Misje jezuickie tworzono w Brazylii od 1549 r., w Peru od 1568, a w Meksyku od 1572 r. W 1607 r. powstała jezuicka prowincja Paragwaju, na której czele stanął Diego del Torres Bollo. To właśnie z jego inicjatywy rozpoczęto akcję wkraczania do niedostępnych wcześniej enklaw indiańskich w dżunglach, gdzie ani Hiszpanie, ani Portugalczycy nie kierowali wcześniej swoich ekspedycji, nie mając w tym interesu.
    Model nowego życia w rolniczych wspólnotach był piękny i szlachetny, oparty na klasycznych wzorach – „Republiki” Platona, „Nowej Atlantydy” Bacona i „Telemacha” Fenelona. Dodajmy, że „Utopia” Tomasza Moora i „Miasto słońca” Campanelli należały również do ówczesnych źródeł inspiracji. Misjonarze nie tylko pragnęli ochrzcić i nawrócić na wiarę katolicką „ludy z dżungli”, pragnęli również otworzyć im oczy na nowe życie i wszystkie zdobycze własnej cywilizacji – dobrze zorganizowane społecznie wspólnoty, murowane domy, szkoły uczące pisania i czytania, higienę osobistą, rozwój własnych talentów, wydajną pracę na roli. Uderza dziś fakt, jak mało w praktyce misjonarzy stawiało na nogi nowe osady, jak wielki był w tym natomiast udział samych tubylców. Wygląda na to, że szczepy Indian z Guairy, ale także z Tape i Itatin, dość chętnie słuchały przybyszy w sukniach zakonnych i dawały się łatwo prowadzić. Rezultaty były widoczne dla wszystkich. Utopia zdawała się bliska zmaterializowania w Ameryce Łacińskiej…

    Handlarze niewolników

    Jednak od początku rzeczywistość raz po raz budziła ze snu marzycieli. W tamtej części Ameryki Południowej kwitł wciąż handel niewolnikami, prym wiedli w tym brazylijscy „bandeiras” albo „paulistas” (bandyci z Săo Paulo), grupy najemników porywające Indian i sprzedające zniewoloną siłę roboczą plantatorom w Brazylii bądź właścicielom kopalń w Boliwii i Chile. Misje stały się dla nich wręcz smakowitym kąskiem – po jednym napadzie na kościół czy misję bandyci zdobywali teraz daleko więcej więźniów, niż przynosiły im wcześniej „polowania” w dżungli czy napaści na osady Indian. Rajdy „bandeiras” już w pierwszych latach tworzenia misji zaczęły dewastować całą pracę i dorobek misjonarzy, często niszczyły egzystencję osad na długie lata.
    Pierwszą reakcją jezuitów stała się ucieczka na zachód, jak najdalej od granicy brazylijskiej, często połączona z dramatycznym exodusem mieszkańców misji. Do historii przeszła ewakuacja rzeką Paraną, gdy tysiące Indian zginęły w przełomach rwącego nurtu na wodospadach Guaira. Po tych doświadczeniach zmieniono taktykę, tworząc i uzbrajając oddziały militarne Indian, gotowe do walki i obrony nowych osad. To zaczęło przynosić rezultaty i tak potrzebną stabilizację misji.
    Nie inaczej było z San Ignacio. Po powtarzających się napadach handlarzy niewolnikami misja została spustoszona i przestała istnieć na parę dziesięcioleci. Wskrzeszono ją z dużym rozmachem na nowo po roku 1696, kiedy skończyły się wojny misji z „bandeiras” (szczególnie krwawe w latach 1628-1640). Powstała teraz wspaniała, zdobiona, barokowa katedra długa na 72m i 24 m szeroka, tradycyjnie stanowiąca serce każdej misji, tak jak obszerny klasztor i jeszcze większa część mieszkalna osady dla tubylców. Dziś szacuje się, że zamieszkiwało ją ok. 4 tys. Indian Guarani, zaś zachowane zagrody gromadziły przypuszczalnie 32 tys. sztuk bydła, a także 64 tys. owiec i kóz. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby zdać sobie sprawę, że kiedy tylko panował spokój, misje, których powstało już kilkadziesiąt, dysponowały ogromnym potencjałem rolnym i gospodarczym, a tym samym i bogactwem. Świadczy o tym choćby architektura, zachowane rzeźby i malowidła.
    I tu zaczyna się cały rozdział, o którym z wielką dumą piszą dziś argentyńscy badacze. Misjonarze uczyli też rzemiosła i sztuki, pojawiły się oficyny drukarskie i wytwórnie produkujące instrumenty muzyczne. Tubylcy ujawnili wszechstronne talenty, chóry i soliści w kościołach byli powodem do dumy misjonarzy, którzy chwalili się tym, nie bez racji, zwierzchnikom kościelnym w zachowanej korespondencji.

    Donosy i oskarżenia

    Materialne dobra, posłuch i autorytet, jakim cieszyli się jezuici, wreszcie poziom życia w misjach szybko stały się dla wielu właścicieli posiadłości, tak Portugalczyków, jak i Hiszpanów, solą w oku. Nasiliły się donosy i oskarżenia. Do Madrytu na dwór królewski szły coraz większe skargi na „intrygujących za oceanem, z dala od kraju, jezuitów”. Przestrzegano też monarchię przed stale rosnącą siłą militarną i finansową, jaka skumulowana była teraz w rękach zakonu jezuitów i jego misji. Sądzono przez długi czas, że wszystkie te próby „podkopywania” jezuitów nie przyniosą oczekiwanego skutku, tym bardziej że przez lata podjęto nie jedno, ale aż pięć śledztw. Królewskie komisje badające oskarżenia kursowały nieustannie pomiędzy misjami a Madrytem. W grudniu 1743 r. Filip V, władca Hiszpanii, oraz król Francji Ludwik XV wydali w tej sprawie „Cedula grande”, świadectwo i wyrok, ogłaszające wszem i wobec, że działalność zakonu jezuitów w prowadzeniu misji katolickich na terenach Ameryki Południowej pozostaje zgodna z oczekiwaniami i szlachetnym ich powołaniem. Monarchowie wręcz gwarantowali i umacniali zarazem swoje wcześniejsze postanowienia podjęte w związku z tym.
    Intryganci ponieśli porażkę, ale bynajmniej nie zrezygnowali z dalszych wysiłków. Pomógł im prawny pretekst, wynikający z zawartego w roku 1750 traktatu w Madrycie, który nie zapowiadał wcale nadchodzącej burzy, zaledwie zachęcał monarchów Portugalii i Hiszpanii do wytyczenia realnych granic pomiędzy Brazylią a Argentyną, co wcześniej, z uwagi na trudne warunki naturalne, było prawie niemożliwe do przeprowadzenia. Teraz wprowadzono na tereny dzikiej dżungli, rwących rzek i wodospadów specjalny korpus ekspedycyjny, który miał powbijać słupy graniczne i wydać rekomendacje co do ostatecznego „uporządkowania dobytku”.
    W pamiętnym dniu 12 stycznia 1751 r. o. Joseph Berreda, prowincjał zakonu, oraz o. Mathias Strobel, zwierzchnik misji, ku swemu zdumieniu otrzymali list zwracający im uwagę, że aż 7 ich placówek znalazło się na nowo oznaczonym terytorium Portugalii i że pod karą grzechu ciężkiego, a w duchu zakonnego posłuszeństwa mają szybko i bez oporu wycofać się z misji, usuwając z nich wszystkich mieszkańców, czyli Indian. Władze zakonu jezuitów postanowiły zgromadzić wszystkich zainteresowanych, 70 ojców misjonarzy stojących na czele funkcjonujących misji – i po odbyciu z nimi długich dyskusji – skierowały w odpowiedzi pismo do króla Hiszpanii oraz zwierzchników Kościoła. Wyłożyły w nim dobitnie swoje racje, że o ile jezuici sami nie mają problemów z przeniesieniem w inne miejsce, o tyle pozostaje zasadniczy problem odpowiedzialności za Indian, których osiedlili w misjach i do ochrony których moralnie się zobowiązali. Apelowały zatem, w imię respektowania także ich praw, o zmianę decyzji i pozostawienie miejscowej ludności tam, gdzie się ona znalazła.

    Zniszczenie misji

    Korespondencja trwała przez następne miesiące, ale ton listów z Madrytu stawał się coraz bardziej twardy, bezwzględny i nieustępliwy. Już wtedy przyjęto w stolicy Hiszpanii wersję, i zaczęto ją w praktyce upowszechniać, że jezuici w istocie sabotują układy z 1750 r. i jeszcze podburzają Indian do nieposłuszeństwa! To nie mogło już zostać bez konsekwencji. Los nie tylko południowoamerykańskich misji, ale także ich twórców, misjonarzy jezuickich, został ostatecznie przesądzony.
    Nadal nic nie zwiastowało tragedii: polecenie likwidacji misji zostało z ciężkim sercem przyjęte przez jezuitów stojących na czele sporych placówek. Część z nich, kierując się zakonną dyscypliną, podporządkowała się bez słowa decyzji zwierzchników, bez podejmowania jakiejkolwiek dyskusji. Wielu nie mogło się jednak pogodzić z tym jawnym uderzeniem w dzieło i interes misji. Niektórzy, zdając sobie sprawę z nadchodzącej konfrontacji, podjęli zgodne z własnym sumieniem postanowienie, że bez względu na konsekwencje pozostaną do końca z ludnością „redukcji”.
    Zemsta monarchii na jezuitach była wyjątkowo dotkliwa. Portugalia wygnała oficjalnie zakon w 1759 r., Francja uczyniła to w roku 1764. Król Hiszpanii, Karol, solidarnie dorzucił swój podpis pod tym cyrografem. Dobra zakonów zostały skonfiskowane, a gorzki finał nastąpił 31 marca 1767 r., kiedy to wojska królewskie w Madrycie oraz w głównych miastach hiszpańskich otoczyły kolegia jezuickie i zarządziły ich ewakuację do Państwa Kościelnego. Finał był jednak nie do uniknięcia. Jezuici dobrowolnie bądź siłą zostali wyprowadzeni z misji i zmuszeni do wyjazdu. Mieli swój zakon i swoją ojczyznę. Natomiast ludność Guarani została zdradzona, opuszczona, pozbawiona wszystkiego, na co sama pracowała przez lata. Bez praw, miejsca zamieszkania stała się znów łatwym łupem dla band handlarzy niewolników… Misje, głównie dewastowane przez nowych posiadaczy, szybko pustoszały i rozsypywały się w gruzy. Tragiczny finał misji południowoamerykańskich przypieczętowała kasata Towarzystwa Jezusowego w 1773 roku.

    Film
    W 1986 r. na kanwie wydarzeń opisanych powyżej nakręcono film „ Misja ” w reżyserii Rolanda Joffe’a. Film otwiera ceremonia przywiązywania rzemieniami do krzyża misjonarza, który spuszczony zostaje na wodę przez Indian. Krzyż dryfuje z nurtem nabierającego coraz to większej prędkości strumienia, zmierzającego, jak się okaże, do gigantycznego kotła głównego wodospadu Iguazu. Ta symboliczna śmierć zakonnika, który przybył tu z najlepszymi intencjami, aby krzewić wiarę, a nie znalazł ani posłuchu, ani zrozumienia, okazuje się paradoksalnym mottem dla historii z połowy XVIII wieku, która prowadzi do zupełnie nieoczekiwanego, choć absolutnie historycznie prawdziwego finału.
    Posługując się pewnym artystycznym skrótem historii opisanej powyżej, Joffe pokazał narastanie konfliktu pomiędzy misjami jezuickimi – „redukcjami”, a siłami politycznymi zainteresowanymi ekonomiczną eksploatacją miejscowej ludności. Pokazuje Europejczyków w habitach, którzy nawracali Amerykę Łacińską, i w mundurach, którzy na rozkaz swoich mocodawców zadawali głębokie, fizyczne i moralne, rany całej ludności zastanej w Nowym Świecie. Rany, które nie dały się potem zasklepić przez wieki i trwają, na dobrą sprawę, po dziś dzień. Film opowiada o niezasłużonej zagładzie całych plemion Indian, którym w jezuickich misjach najpierw stworzono wizję lepszego życia i umocniono w nich te nadzieje, by skonfrontować ich potem z lufami muszkietów i armat skłóconych ze sobą militarnych potęg, niosących śmierć i masową zagładę. „Misja” jest też przejmującą opowieścią o indywidualnej klęsce trzech różnych bohaterów, barwnych charakterów. Najpierw zapalonego misjonarza, idealisty, który uwierzył w stworzenie utopii na ziemi, właśnie na nowym kontynencie, a zginął od kul, z monstrancją w rękach, wychodząc z płonącej świątyni na czele bezbronnego tłumu swoich wiernych… Znalazł się tam też wątek próby odkupienia własnego życia przez klasycznego awanturnika, który postanawia jako misjonarz pracować w jezuickiej „redukcji”, by ulżyć życiu innych. Kiedy przybywa do wspólnoty, Indianie już na wstępie zabierają mu szpadę i topią w rzece jego zbroję. Nadchodzi jednak czas, że ci sami tubylcy wyławiają ten rynsztunek i wręczają mu go z powrotem, oczekując, że będzie ich bronił… Wreszcie głównym jakby nurtem filmu była misja wysokiego dostojnika Kościoła, przysłanego tu z zadaniem, aby dokonać ostatecznej oceny i podjąć decyzję dotyczącą przyszłości całego eksperymentu jezuitów oraz powierzonych im tubylców. Widząc ogrom sukcesów misji i będąc przez chwilę pod ich wrażeniem, ulega ostatecznie pieniądzom i perswazji polityków, przypieczętowując tym samym wyrok śmierci na mieszkańców jezuickich „redukcji”.
    Film zdobył wiele nagród i wyróżnień w tym Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Otrzymał siedem nominacji do Oscara, z czego jedna zamieniła się na statuetkę Akademii. Był kilkakrotnie emitowany przez TVP. Jeśli mimo to ktoś go przegapił, film w formacie DVD ( jako dodatek do gazety) można nabyć przez Internet za symboliczne kilka złotych.

    Dzień dzisiejszy

    Ktoś kto dzisiaj wędruje po najbardziej wysuniętej na północ prowincji Argentyny, noszącej charakterystyczne miano Misiones, raz po raz natrafia na tajemnicze szczątki świątyń i dużych osad, w których mieszkały kiedyś tysiące ludzi lub zrujnowane fragmenty barokowych kościołów wzniesionych z charakterystycznej, ciemnobrunatnej cegły (bo jest to region słynący z czerwonej gleby „tierra colorata”). Wszystkie te kawałki dziejowej mozaiki składają się w pewnej chwili w jakże dramatyczny obraz cywilizacyjnego eksperymentu, który miał tu miejsce przed paroma stuleciami. Jego konsekwencje nie dają wciąż spać ani tubylcom, ani przybywającym tu z Europy badaczom tamtej tragedii, podobnie jak wrażliwym na jej ludzki aspekt licznie napływającym tutaj turystom albowiem większość z nich zniknęła pod naporem dżungli. Zachowane ruiny kilku większych misji, takich jak wspomniane San Ignacio Mini, Candelaria, Trinidad na terenie dzisiejszego Paragwaju czy San Miguel na terytorium Brazylii, stanowią monumenty świadczące o wielkiej wizji ich twórców i budowniczych. Historia potwierdziła tylko truizm, że jak zawsze tej wizji nie byli w stanie sprostać rządzący wielkimi mocarstwami, władcy i politycy…
    Coraz liczniejsi dziś badacze sztuki, kultury życia i cywilizacji Indian Guarani dochodzą do wielu ciekawych wniosków. Piszą, że kilkupokoleniowy eksperyment współżycia z białymi Europejczykami, zwłaszcza z jezuitami w misjach, nie był wcale doświadczeniem negatywnym ani straconym czasem, niezależnie od ogromu poniesionych strat ludzkich i cierpień tysięcy przodków. Legenda o „kechuita” (która odnosi się oczywiście do Ojców Jezuitów) wciąż trwa. Podsyca tęsknotę za zapowiedzianym im „lądem bez Zła, na drugiej stronie Ziemi”. Utrzymuje też nostalgię za ojcami, którzy ich kochali, ale zostawili ich dawno, dawno temu…

    Na szczęście na początku lat osiemdziesiątych organizacja UNESCO objęła patronat nad tymi cmentarzyskami kultury, kryjącymi w sobie wciąż tyle nurtujących pytań. Mam nadzieje, że dzięki finansowemu wsparciu UNESCO te wspaniale zabytki odzyskają swój dawny blask.

    Wiesław Bojarczuk

  5. Dictum said

    ad. uwaga końcowa:
    „Na szczęście na początku lat osiemdziesiątych organizacja UNESCO objęła patronat nad tymi cmentarzyskami kultury, kryjącymi w sobie wciąż tyle nurtujących pytań. Mam nadzieje, że dzięki finansowemu wsparciu UNESCO te wspaniale zabytki odzyskają swój dawny blask”.

    Mała to pociecha, że będzie patronat, bo jest to już tylko cmentarzysko, ale lepsze to niż nic. Może zabytki odzyskają jakiś blask, ale to będą tylko zabytki, muzeum, skansen, a nie pulsująca życiem osada prawowitych właścicieli tej ziemi, którą dał im Bóg.

  6. Maćko said

    Easy Rider po raz kolejny uwypukla swoja dzialanie agenturalne.

    Co do Jezuitów, to glówne przyczyny ich rozwiazania byly ekonomiczne. Ich naczelny wróg w Portugalii mial z nimi klopoty w Brazylii, gdzyz przeszkadzali mu w interesach. Ideologie dorobiono do eliminowanie konkurencji. Oslawiony Pombal: Jako premier rozpoczął e Melo otwartą polemikę z jezuitami, wysuwając wobec zakonu zarzuty mające często niewiele wspólnego z prawdą. Spór był uważnie obserwowany przez ówczesne środowiska intelektualne Europy i sprowokował międzynarodową debatę na temat problemu jezuitów.
    W Portugalii za panowania Jana V Jezuici wywierali ogromny wpływ. Zmieniło się to za jego syna Józefa I, który był pod wpływem Markiza de Pombala, który faktycznie rządził państwem. Wykorzystał on patronat królewski uznany w Portugalii przez Benedykta XIV do całkowitego uzależnienia Kościoła od państwa. Natknął się na opór Jezuitów i postanowił ich zniszczyć. Członkowie Towarzystwa Jezusowego byli sukcesywnie usuwani z dworu królewskiego, ze szkół i innych stanowisk. Zamach na życie króla, Pombal przypisał Jezuitom. Następnie zakazał dalszej działalności zakonu na terenie Portugalii, skonfiskował jego dobra, wtrącił do więzienia kilkuset członków i deportował ponad tysiąc do Państwa Kościelnego, wysadzając ich na brzegu morza.

    Bardzo trudno jest znalezc dane o konflikcie ekonomiczyny Pombala z Jezuitami w Brazylii.

    Bylem tam, w Paragwaju, i rozmawialem z tubylcami – byli bardzo dumni z rozwoju jaki osiagneli za Jezuitów.
    Misiones liczyly wówczas wiecje mieszkanców niz Lutecja.

    Do eliminacji Jezuitów przyczynila sie równiez ich sila finansowa i przemyslowa. Na poczatku „rewolucji przemyslowej” Jezuici posiadali siec warsztatów, które rozwijaly produkcje juz pólprzemyslowa i zagrazaly nia zydowskim przedsiebiorcom.

    Mozna sobie tylko wyobrazic, o ile lepszy bylby nasz swiat, gdyby Jezuici rozwineli przemysl wedlug zasad sprawiedliwosci katolickiej. Pracujac w harmonii z ludzmi i przyroda.
    Macko

  7. piwowar said

    Pierwsze pytanie odnośnie Jezuitów.
    Gdzie leży prawda? Czy należy ich cenić za wkład w kulture swiata, czy potępiać za quazikomunizowanie?

    Drugie pytanie: Jak to się dzieje, że gdziekolwiek powstaje jakiś społeczny system gdzie sprawiedliwość oznacza bliskość do naturalnych praw, zawsze musi wkroczyć zywilizacja i wypalić to z korzeniami? Jak u Prasłowian, czy w południowoamerykańskich jezuickich miastach? (pytanie retoryczne???)

    Film Misja wygląda bardzo realistycznie. Nie znając historii, można było odnieść wrażenie, że to współczesna propaganda przeciw ówczesnemu systemowi europejskiej monarchii. Powyższy artykuł rozjaśnia sytuacje i motywy twórców filmu. Jednak końcówka tego kinematograficznego dzieła sugeruje, jakoby w ciągu pół pokolenia kilkusetletnia praca społeczna poszła wniwecz i ciemny lud powrócił z łukiem w krzaki. Skąd zatem relikty kultury miejscowych, które pozostały do dziś?

  8. NICK said

    Wolałbym. By jezuici zachowywali się ewangelicznie. Nie agenturalnie.
    Inaczej: tak?-tak!; nie?-nie!
    Komu ja to piszę???
    Wiemy.

  9. Ehze said

    Rozprzestrzenianie wrogosci do Jezuitow zaczeli portugalscy i hiszpanscy kolonisci Ameryki Poludniowej, ktorym Jezuici, poprzez zakladanie „redukcji” bruzdzili w interesach.
    Bruzdzili bo chronili Indian przed ich kolonialna kompletna eksploatacja . A wiec: poniewaz przez Jezuitow kolonisci nie mogli totalnie eksploatowac rdzennej poludniowej ludnosci , trzeba bylo te przeszkode usunac.
    Te sily polityczne mialy dostateczne wplywy aby w koncu wywrzec nacisk na papieza Klemensa XIV by Jezuitow w 1773 zlikwidowal .
    Jak wiemy Jezuici zostali zlikwidowanii wszedzie, poza Rosja, .

  10. KOR said

    Zygmunt III Waza uniemożliwił objęcie tronu Rosji przez swojego syna Władysława IV, który był ówczesnym najlepszym wyborem dla Rosji, Rzeczpospolitej i Skandynawii. Warunek jaki postawił krół-ojciec to zamiana prawosławia na katolicyzm, co było nie do przyjecia przez bojarów. To był fatalny błąd króla, bo Europa Północno-Wschodnia byłaby potęgą w ówczesnych czasach – …bez rewolucji 1917 r.

    Uprzejmie proszę zwrócić uwagę na kraj trochę większych rozmiarów, o wiele mniejszych zasobach naturalnych jak Polska, na Paraguay. Krajem tym rządził twardą ręką przez 34 lata rząd prezydenta Alfredo Stroessnera. Z internetowych informacji wynika, że z kraju rolniczego można było utworzyć bogate nowoczesne państwo, które EKSPORTUJE energie elektryczną do sąsiadów, mrożone mięso do Federacji Rosyjskiej, produkty rolne do obu Ameryk, Chin i Europy. Wszelkie próby zainfekowania „solidarnością” były tępione wspólnie z CIA w zarodku, stąd płacz i zgrzytanie zębów zafałszowanych światowych mediów, a między nimi i polskich.


    https://www.google.pl/search?q=images+for+paraguay&client=browser –ubuntu&hs=fAs&sa=G&channel=fe&hl=en&tbm=isch&tbo=u&source=univ&ved=0CCEQsARqFQoTCKvNgI_SnMcCFciJLAod8PQKeg&biw=1844&bih=961#channel=fe&hl=en&tbm=isch&q=images+for+paraguay%2C+asuncion


  11. Dictum said

    ad. 7 – P. Piwowar, do prawdy należy dochodzić posługując się takimi źródłami, które przemawiają do nas swoją logiką.
    Jeśli historia współczesna, dziejąca się na naszych oczach, jest bezczelnie fałszowana i my mając o niebo lepsze narzędzia techniczne do sprawdzenia wielu informacji i tak jesteśmy nabierani, to proszę sobie uzmysłowić, jak łatwe zadanie miała antykościelna propaganda w czasach, gdzie komunikawanie między ludźmi było bardzo ograniczone.
    A walka z Kościołem była od zawsze.
    Dam przykład tego mechanizmu stosowanego dziś. Przez osiem lat obserwowaliśmy, jak PO likwiduje wiele pożytecznych rzeczy np. szkoły, sanatorium dla dzieci z trudnościami oddechowymi itp. ,itd. I argumentem było – źle gospodarują, niepotrzebne, za drogie i inne bzdury. Już nie mówiąc o niszczeniu polskich przedsiębiorców – dlaczego? Dlatego, że interesy ma robić parch, a nie Polak.
    Tak też było z jezuitami. Tyle, że oni nie robili interesu dla siebie, ale parch zwąchał, że tam jest interes i ten interes ma być wyłącznie dla parcha!

  12. jazmig said

    Jezuici obecnie to skrajna lewica, a co do ich komun, nazywanych redukcjami, to jak znam życie, upadły, ponieważ tego rodzaju twory mają sens jedynie tam, gdzie ludzie są gotowi pracować dla idei, a nie dla zysku swojego i rodziny.

    Ludzie mają ręce do siebie, a nie od siebie, więc w każdej społeczności więcej będzie różnych cwaniaków, którzy chcą żyć kosztem innych, niż ludzi, którzy chcą pracować dla siebie i innych.

    Nie wmawiajcie mi, że tak nie było w jezuickich redukcjach. Indianie wcale nie są aniołami, więc pracowali wtedy, kiedy musieli. Jakiś przymus musiał być stosowany: ekonomiczny, siła fizyczna itp.

    Ja żyłem w PRL, w czasach późnego Gomółki już pracowałem, więc widziałem jak wygląda taka praca. Kiedy lekceważy się związek między pracą, a płacą i płaci się nie za pracę, ale ponieważ ktoś ma ileś tam dzieci, to ci pracowici nie mają motywacji do rzetelnej pracy i zaczynają się obijać.

    Nie bez powodów zbankrutował cały obóz socjalistyczny, a w państwach, gdzie te idee nadal funkcjonują, panuje bieda.

  13. NICK said

    (12) „Indianie wcale nie są aniołami, więc pracowali wtedy, kiedy musieli” I… co? Mieli pracować pod żydem? Chcąc czy nie chcąc? Na niego?

  14. z tymi Jezuitami, to dokładnie tak samo jak i z żydami…niby nie tacy źli, ale wszyscy i zawsze ich nienawidzili…może dlatego, że jedni i drudzy, to ten sam lud…

    https://uderzwfalsz.wordpress.com/2015/10/31/zalozyciele-zakonu-jezuitow-byli-hiszpanskimi-marranos-krypto-zydami/
    https://marucha.wordpress.com/2013/07/28/katolickie-skrzydlo-libertarianizmu/

  15. Regułą jest znajdywanie tu tematów niezwykle ciekawych. Ten wyjątkowy. Dzięki. I za poziom dyskusji. Parę osób spoza też zachwycone. Nie mówiłem, że poziom u Maruchy wzrasta? 😉

    Już bardziej wzróść nie może…
    Admin

  16. Dictum said

    ad. 15.
    Czyli chwała Panu Gajowemu!
    (pomimo ujawniającej się niekiedy jednej „drobnej” wady, o której On wie, a ja nie wspomnę).

  17. Macko said

    Panie Jakubowski ( wszyscy Jakubowscy jakich znalem byli zydowskiego pochodzenia choc niektórzy dobrze i uczciwie pracowali… chwalac i faworyzujac jednak ZAWSZE swoich wspólplemienników )

    Jezuici uczynili wiele, wiele dobrego w Ameryce Poludniowej. Kropka.
    I dalej czynia. Przeciwnie niz masoni.
    O kazdym dobrym pisze sie ze zyd… nawet JPII, wielki Patriota, który zawsze i wszedzie Polakami sie zajmowaj jest podejrzewany o Katzowskie korzenie…

    Podane zródlo.piszace ” W 1539 r. przeniósł się do Rzymu i założył tam Zakon Jezuitów, który stał się najbardziej krwawym i najbardziej prześladującym zakonem” jest malo wiarygodne. Spolaryzowane anty.

    Jak sie mawia u nas na wsi: hazte ver!

  18. Marucha said

    Czarnej legendy Inkwizycji, mrocznego Średniowiecza, Wypraw Krzyżowych, Zakonu Jezuitów itp. nie sposób zwalczyć – albowiem bzdurą jest, że „prawda sama się obroni”.
    Zanim prawda założy buty, kłamstwo obiegnie świat.

    Trzymanie się prawdy jest trudniejsze, niż bezmyślne powtarzanie żydowskich rzygowin. Udowadnianie i argumentowanie jest trudniejsze, niż michnikówniarskie popierdywanie.

  19. NICK said

    „O kazdym dobrym pisze sie ze zyd… nawet JPII, wielki Patriota,” (16). Nie wierzę! Tak łatwo poszło?

  20. Marucha said

    Re 12:
    Nie upadły – zostały zniszczone przez tych, którzy nienawidzą wszystkiego, co dobre i zgodne z prawem Bożym.
    Obóz socjalistyczny nie „zbankrutował”. Został podstępnie obalony przez kurwoliberałów i ich mocodawców metodą podburzania ludzi i obiecywania złotych gór, kiedy już pozbędą się całego majątku narodowego.

    Pan to tak z siebie pisze, te bzdety?

  21. Marucha said

    Re 19:
    Może przykład z JP2 nie był najszczęśliwszy, ale wymowa wypowiedzi p. Maćka (16) jest jak najbardziej słuszna.

  22. NICK said

    Oczywiście. (21).

  23. Boydar said

    I właśnie dlatego postanowiono Jezuitów za.jebać, starymi i sprawdzonymi metodami, Powoli i konsekwentnie, mając sporo czasu i nieograniczone możliwości. Teraz Pan Piwowar ma dylemat – „Gdzie leży prawda?” W dupie na półce. Obecnie Prawda leży dokładnie tam, gdzie i ludzie Prawdy; przeciętnie dwa metry pod ziemią. W odróżnieniu od nich jednak, jest nieśmiertelna. Kiedy gleba nieco skruszeje i się rozluźni, prawda wyjdzie na jaw. Z tym, że oczywiście, niektórzy z nas mogą nie doczekać.

  24. NICK said

    Niektórzy to zeza dostaną, Lubelaku.
    W najlepszym przypadku tylko zeza.

  25. Easy Rider said

    Ad 6 – Macko.

    Easy Rider po raz kolejny uwypukla swoja dzialanie agenturalne.

    Jestem niezmiernie wdzięczny za awansowanie mnie do rangi agenta, ponieważ na żadnym z dotychczasowych kilkunastu for, w których brałem udział, nikt nie chciał mnie w ten sposób dowartościować.

    Jednak, jeżeli mówi się o agencie, to wypadałoby dodać: kogo lub czego? Bo inaczej, to mamy nowomowę stanu wojennego, gdzie funkcjonowało określenie „przeciwnik” – też nie wiadomo było: kogo lub czego?

    Ad 14 – Zygmunt Jakubowski.

    Trafił Pan w sedno, utożsamiając Jezuitów z żydostwem. Chciałem to samo powiedzieć, ale nie wprost, aby zbytnio nie rozsierdzić Gajowego, ale skoro się już stało, to nie będę jedyną czarną owcą Gajówki. Bo czy jest lepszy sposób kontroli gojów niż przy pomocy ich religii? Czy ONI odpuściliby tego rodzaju kontrolę? Jeszcze taka ciekawostka – podobno SS wzorowało się właśnie na strukturze organizacyjnej Jezuitów, co oznacza, że jest w tej formacji jakaś dziwna siła, atrakcyjna dla systemów despotycznych i totalitarnych.

    P.S. Dzięki za link do strony „Uderz w Fałsz”, której nie znałem.

  26. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka ma inne zdanie na temat indianski w poludniowa ameryka.

    Te czlowieki nic nie potrafily i szeby zagrac robily jakie dziurki w kijkach i w to dmuchaly, a ta muzyka to bez szadna melodia.

  27. Marucha said

    Re 25:
    Co to za argument, „wzorowanie się”?
    Świeckie, ateistyczne ceremonie z PRL, jak nadawanie imienia, ślub czy pogrzeb – też były wzorowane na kościelnych.
    Krzyż scjentologów jest wzorowany na krzyżu chrześcijańskim.
    Itd.

    Trafił Pan w sedno, utożsamiając Jezuitów z żydostwem.

    Chciałbym widzieć jakiś cień dowodu. Wewnętrzne przekonanie mi nie wystarcza.

    A strona Uderz w fałsz https://uderzwfalsz.wordpress.com jest po prostu niepoważna. Obok antykościelnych smaczków serwuje np. artykuł:
    Okultystyczna symbolika w logo partii „Jedinaja Rossija” Putina – wprowadzenie do znaku bestii
    gdzie rozwodzi się nad wizerunkiem niedżwiedzia oraz oznajmia, że „… władza w Rosji jest szatańska i ze swojej istoty i z charakteru. Jest okrutna, podstępna, chytra i nieludzka…”.
    Pogratulować doboru źródeł…

  28. Marucha said

    RE 26:
    Muszę się z Panem zgodzić, nasz kochany Panie Mordko.
    No bo kto słyszał, żeby na czymś takim grać?

  29. jerzyczek said

    @ 27
    No, wypędzali tych Jezuitów srogo…, prawie jak żydów. Prof. Veith wystawia im jednoznaczną cenzurkę (w „Tajemnica tajemnych stowarzyszeń” – jeśli dobrze pamiętam), choć o żydach przy tej okazji nic nie wspomina. Sam Veith jako ADSowiec (od Adwentyści Dnia Siódmego) jest kontrowersyjny dla wielu, szczególnie Chrześcijan. Pomijając tę jego uporczywość w identyfikowaniu się z ADSowcami, swoją sponiewieraną profesorską głową zebrał/strawersował biblijne źródła, wg prawdziwego wg siebie klucza. Zrobił to w dość imponującym pod względem merytorycznym i erudycyjnym stylu. Zatem mówiąc o babilońskiej ladacznicy nie wspomina w ogóle o żydach, „dowodzi” zdrady Rzymu. Jest dostępnych co najmniej 30 jego wykładów w necie, które może nie są „biblią”, maja jednak wartość. A wracając do Jezuitów, to coś jednak na rzeczy musi być. Z tym, że najprawdopodobniej ta nazwa ma wiele znaczeń (podobnie jak np. żyd albo Żyd itd.) i przebiegły z kopytkami snadnie tym żongluje. Trudno rozstrzygnąć czy Loyola to wszystko przewidział…(?). Wydaje się, że fakty wypędzeń i ich powody raczej źle świadczą…
    W podchodzeniu do tematu trzeba by też się uporać z tęgo zapisanymi w paru książkach stronicami M. Martina (byłego Jezuity).
    To nie opinia tylko w zasadzie pytania szaraczka jako głos w dyskusji 😉 .

  30. Macko said

    25 ER – jak ktos wstawia, i TO NIE PO RAZ PIERWSZY, falszywki oczerniajace dobrych ludzi, poprawne zachowania Polaków czy KK to jest albo agentem wplywu albo uzytecznym ignorantem. W obu przypadkach SZKODNIKIEM. Tercium non datur. To ze nikt tego jeszcze otwarcie nie napisal, jesli to prawda, znaczy tylko i wylacznie to, ze nikt tego nie napisal. Tylko tyle. Wcale nie znaczy ze ER nie jest agentem.
    Czyim? Na tym etapie wszystko jedno, sajan czy inny bies, jaka róznica. Szkodnik.

    7 Piwowar – prawda gdzie lezy?.. nigdzie nie lezy, to nie piwo. Natomiast jest wartosciowa kiedy odzwierciedla wiernie rzeczywistosc. A to co jest, mozna wiec oceniac na podstawie zachowanych faktów. Np. Indianie sie masowo do Misiones garneli. Wygodnie mieszkania, opieka na dziecmi, zapasy zywnosci, dobry Bóg co milowal swoje dzieci, nauka nowego. Szansa wielka i lapczywie ja lapali w rece. 150 lat! ilu ich bylo, tych jezuitów? 100??? A Indian? Do 15000. W jednej Mision.
    Widac od razu, ze podbijali jezuici jak Polacy pogan z pólnocnego wschodu – dobrem i przykladem.
    Co do „komunizmu” – jedno to idee sprawiedliwosci i solidarnosci a drugie to „—izmy” wymyslone przez Banksterów aby wyzyskiwac narody. Rosja po rewolucji to przeciez byla jeden wielki obóz pracy przymusowej a zyski szly do kieszeni Kapitalistów. Nikt tam nie budowal …izmu. Kolonia karne raczej.
    Mamy do czynienia z powaznym pomieszaiem pojeciowym.

    9 Ehze – dokladnie. Mniejsze zyski jak sie dzieli zyski sprawiedliwie.

    Marucha – JPII – czy zna Pan jeden przyklad antypolskiego zachowania sie Papieza? Ja nie.
    Ze popelnial bledy to jasne, ale dlaczego to juz mniej oczywiste.

  31. Macko said

    29 Jerzyczek – cos na pewno musi byc. Zysk. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze.
    Pisalem, Jezuici zaczynali tworzyc przemysl na wysokim poziomie. W calej AmPld sa wyroby z ich warsztatów dzialajace do dzisiaj: drzwi, wrota, zamki i klódki, organy, meble, budynki, dywany… Gdyby ich nie zniszczono to zydowski handel i przemysl by mial powaznego konkurenta.

  32. Easy Rider said

    Ad 27 – Marucha.

    Udowodnić coś, co miało miejsce wieki temu – jest trudno, jednak trudność ta w równym stopniu, a może bardziej dotyczy odległego kontynentu południowoamerykańskiego, niż Europy i Polski.

    Zasada follow money ma charakter uniwersalny i ponadczasowy, stąd też należałoby przede wszystkim zadać pytanie, skąd ojczulkowie mieli kasę na to wszystko, bo chyba nie byli aż tak bogaci sami z siebie? Ten, kto wykłada kasę, robi to w określonym celu i na nic zdadzą się różnego rodzaju konfesyjne zaklęcia. Skąd zatem wiemy, że budowa tych różnych osad i szkół w Ameryce Płd. nie była systemem szkolenia kompradorskich kadr, a przy okazji – eksperymentem socjologicznym „Mędrców Syjonu”, który zaowocował później takimi dokonaniami jak kibuce czy kołchozy?

    W Europie jezuici nie tworzyli komun, a jedynie szkolnictwo i również tutaj pozostaje aktualne pytanie: skąd kasa? Czyżby również od „Mędrców Syjonu”? Bo stawką była kontrola całych populacji, w długiej perspektywie czasowej. Chociaż nie można zapewne pominąć hojności władców – pożytecznych idiotów, ale czy to odpowiada do końca na pytanie o źródła „filantropii” jezuitów?

    Przy okazji, zastanawiam się nad samą nazwą zakonu. Wszystkie inne zakony noszą nazwę od założyciela, rodzaju wykonywanej posługi lub związaną z różnymi okolicznościami powstania. Natomiast tutaj – mamy przywołanie samego Jezusa. Czy to nie jest zwyczajnym bluźnierstwem i pychą, bo czy można używać imienia Jezusa w tak instrumentalny sposób, jednocześnie prowadząc zgoła nieświętą działalność, którą można by w skrócie określić jako „watykańskie SS”?

  33. Boydar said

    @ Pan Gajowy (28)

    Jeśli już pasać ptaszydła, to czymś konkretnym

    http://www.ipla.tv/Must-be-the-music-7-odcinek-5/vod-5917690 od 45:23 do 46:10

  34. Maćko said

    32 Easy Rider – i dalej z tym sabotazem.
    Jedna osoba dobrze pracujac, oszczedzajac i inteligentnie inwestujac moze byc milionerem po 20 latach pracy.
    W dolarach. Znam takich wielu. Uczciwi normalni ludzie, bez pomocy innej niz dobre wychowanie i dobre wyksztalcenie. Uczciwi.

    A co dopiero kilku czy kilkunastu zapalenców myslacych o pracy dla Boga i dobru/dobrobycie przechodzacych na katolicyzm tysiecy Indian. Ludzie dobrej woli sobie pomagaja. Sajan kazdy to rozumie a co dopiero dobry katolik?

    Dla dobres sprawy biedni poswieca swój czas i energie a bogaci pieniadze bez mrugniecia okiem.
    Zydzi tylko dla gesheftu, my, lacinnicy, dla przyjemnosci zrobienia dobrego uczynku i stworzenia czegos nowego, pieknego i Ludziom pozytecznego.

    Pan to moze zrozumiec?
    Macko

  35. Marucha said

    Re 30:
    Wątpliwym patriotyzmem było wyraźne faworyzowanie Żydów oraz naganianie Polski do Unii Europejskiej.

    Re 32:
    W ten sam sposób można by spytać, skąd wzięły się pieniądze na budowę wszystkich dzieł Kościoła – świątyń, klasztorów, szkół, uczelni, szpitali etc.
    Ja Panu odpowiem: głównie z ciężkiej, bezinteresownej pracy wielu ludzi w służbie Bogu. Ja wiem, że niektórym bezinteresowność nie może pomieścić się w głowie….

    Skąd zatem wiemy, że budowa tych różnych osad i szkół w Ameryce Płd. nie była systemem szkolenia kompradorskich kadr…
    Nooo, na takie pytanie nie da się odpowiedzieć inaczej, niż: a co nam daje podstawy do takich przypuszczeń?

    Skąd wiemy, że Marucha nie jest żydem? Znikąd.

    Nie wiem, co złego Pan widzi w nazwie zakonu jezuitów. A co Pan powie o chrystusowcach?

  36. Maćko said

    Aby zmniejszyc ilosc „uzytecznych ignorantów” oraz otumanionych massmeNdialna papka koszerna przypomne, ze Katedre Westminster wybudowano w 80% CZYNEM SPOLECZNYM!

    Tak. W wolnym czasie praca wolnych ludzi. Dla dobra, piekna i Bozej chwaly.
    Fakt.
    W sredniowieczu w Anglii pracowano okolo 22 tygodni na zycie, reszte czasu poswiecajac na wizyty u rodziny, polownie, lowienie ryb ORAZ na prace spoleczne.
    Britons, zreszta, to piekny Naród. Nie do konca sa winni, ze wygnani z Hiszpanii psychopaci, po opanowaniu Holandii i oszukaniu Holendrów na gieldzie
    http://histmag.org/Anatomia-kryzysow-historia-lubi-sie-powtarzac-3814
    zebrali fundusze aby wyposazych armie Cromwella i zagarnac sobie Wielka Brytanie z jej ludem walecznym i honorowym który potem uzyli do podboju Swiata poprzez opanowanie handlu na Oceanach.
    Britons, jesli nie sa sterowani przez banksterskich psychopatów z The City sa niesamowicie solidarni, uczciwi i wierzacy. BBC2 zawsze konczy madre pogawedki milym dla ucha „God bless”.

    Sajana nie zmienie, ale ludzi dobrej woli, których jest wiecej, wyposaze w orez do walki informacyjnej z wrogiem.
    MAcko

  37. Maćko said

    35 Marucha. Swoja droga, to jest niesamowite, ze przy dzisiejszych mozliwosciach zdobywania i analizowanie informacji nie ma 100% pewnosci, czy JPII mial czy nie zwiazek krewny z zydami czy nie oraz czy dla nich pracowal czy nie.
    Jesli takiej pewnosci nie ma, to biorac pod uwage, ze oskarzony nie jest winny az do okazania jego winy bylbym sklonny do tlumaczenia jego postepowania presja zewnetrzna czy dobrym aczkolwiek niemadrym sercem.
    Moze nie przerabial nauki o cywilizacjach Konecznego?
    Macko

    Może… – admin

  38. Boydar said

    A może przerabiał jakieś starsze „podręczniki” …

  39. Marucha said

    Panie Maćku,
    Czy jest Pan pewien, że jest ateistą. czy to tylko takie plotki?
    Pięknie Pan broni Kościoła.

  40. NICK said

    Teraz to już ja zeza dostałem.
    Chwilowego.

  41. jerzyczek said

    @31
    Panie Maćko.
    Dwubiegunowa analiza w tym przypadku może wyprowadzić na manowce. Jedna z kategorii bytu, ekonomiczna, i owszem wpływa na pozostałe lecz przede wszystkim zależy od IDEI. Ona stoi najwyżej i ekonomią posługuje się w swoich celach najsprawniej. Dlatego min. „jezuici” i „żydzi”, choć w kontrastujące poubierani szaty, mogli/mogą być pożyteczni wolnomularskiej ideologii. Oni, choć zdenominowani dziś na wiele części, działają zgodnie w jednym generalnym aspekcie. Mianowicie relatywizując etykę, prawo, poznanie, religię, zwalczają wszelki dogmatyzm. Zatem przede wszystkim Chrześcijaństwo jest u nich na ostrzu noża. Tak przynajmniej niektórzy uważają, min. prof. L. Hass (najtęższa polska głowa jesli chodzi o wolnomularstwo) i śp. doc. J. Kossecki ;).

  42. Maćko said

    Panie Marucha, prawda, dobroc, zdrowie, piekno to pojecia podstawowe dla zycia ludzikiego. W tych domenach KK jest niezastapiony w naszej cywilizacji i kulturze. Wiara pomaga ludziom byc lepszymi. Ba! Nawet tego od nich wymaga!
    Wiec jestem laickim jej zwolennikiem i obronca.

    Niesprawedliwosc, falsz, machinacje wzbudzaja we mnie obrzydzenie i sklaniaja do ich zwalczania.

    Z Fides et Ratio zostawie innym obecnym czesc Fides a zajme sie chetnie strona Ratio w duchu tej Encykliki:

    Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek — poznając Go i miłując — mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie.

    Pozostajac ateista.
    Uklony
    Macko

    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/fides_ratio_0.html

  43. Boydar said

    @ Pan NICK (40)

    „Bardzo też pożytecznie bywa najsamprzód zdzielić świadka, ledwo wejdzie, mocno kijem po głowie, od czego ten bardzo zdumiony bywa, a przeto i do kłamstwa nieskory.” – ukaz cara Piotra I Wielkiego, podobno

    To zawsze działa, sam Pan widzi …

  44. NICK said

    W obie strony, Panie Boydar (43).
    Zasadnicze wnioski pozostawię dla użytku własnego.

    Jedziemy dalej, temat ten zostawiwszy.

  45. Maćko said

    41 Jerzyczek.
    Swego czasu poruszalem temat z Sp. J.Kosseckim, ale ani on sie nie dal przekonac o pierwszoplanowej wadze pieniadza w sterowaniu ani ja o tegoz pieniadza drugorzednosci. 😉

    Markiz Pombal, przyklad w temacie, zapalal nienawiscia do Jezuitów gdyz obnizali mu zyski jego brazylijskich plantacji.

    Dalej, jesli IDEA, a nawet idee fix, jest materialne wzbogacenie sie to znowu wracamy do zysku jako korzenia zla.

    Jeszcze dalej, jesli celem ma byc opanowanie Ziemi i jej kontrolowanie to narzedziem podstawowym jest bogactwo, czyli cel posredni konieczny choc niewystarczajacy.

    Pisze Pan: Dlatego min. „jezuici” i „żydzi”, choć w kontrastujące poubierani szaty, mogli/mogą być pożyteczni wolnomularskiej ideologii. Oni, choć zdenominowani dziś na wiele części, działają zgodnie w jednym generalnym aspekcie. Mianowicie relatywizując etykę, prawo, poznanie, religię, zwalczają wszelki dogmatyzm. Zatem przede wszystkim Chrześcijaństwo jest u nich na ostrzu noża.

    Pomine to, co uwaza X czy Y bo opinie sa drugorzedne w stosunku do faktów.

    Wazne jest pytanie, czy jezuici: relatywizując etykę, prawo, poznanie, religię, zwalczają wszelki dogmatyzm.???
    Oraz czy jezuici: relatywizowali etykę, prawo, poznanie, religię, zwalczali wszelki dogmatyzm.??

    Wydajem mi sie nie do utrzymania Pana opinia na temat Jezuitów w przeszlosci a i na dzisiaj nie jest taka prosta.
    To ze jezuici „komunizowali” to jest propaganda USA z jednej strony a poszukiwanie sojusznika z drugiej.
    Pan wie jaki horror rozpetali Amerykanie w Ameryce Centralnej? Ile setek tysiecy LUDZI wymordowali? Bedac na miejscu jezuici i normalni ludzie szukali pomocy jakiejkolwiek aby przezyc…
    Pan sobie moze wyobrazic, co to znaczy zywic sie surowym przez cale lata? A taka gehenne przezywali ludzie w selvie. Kazdy zapalony ogien przyciagal rakiety samonaprowadzalne na cieplo i ginela cala grupa. Ludzie sie wykruszali, szli do miast i konczyli na plantacjach bananów za dolara za dzien… umierali mlodo, bo monodieta bananowa dziala jak trucizna po paru latach. Dla nich pierwsza opoka byla wiara. Druga zas Rosja. Innych nie mieli.
    uszanowania
    Macko

  46. Easy Rider said

    Ad 43 – Boydar.

    To jest możliwe, bo inny, w podobnym stylu ukaz tegoż Piotra Wielkiego z grudnia 1708 r. przeszedł do historii:

    Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.

  47. Maćko said

  48. Pitagoras said

    Temat jest bardzo ciekawy, choć odpowiedzieć nie jest łatwo, czy dobrze się stało, że rozgoniono Jezuitów?
    Ludzie zawsze są tacy sami, inne realia są dziś – inne były wtedy, ale jedno jest niezmienne!
    Dobro – zawsze tak samo wygląda i zło również!
    Ziemia kastylijska wydała bandytów, którzy za wszelką cenę chcieli się wzbogacić w Nowym Świecie, przyczyniając się do
    morza łez i krwi, niektórzy nosili nawet sutanny niczym biskup Cusco.

    Ale Kastylia wydała też dobrych ludzi, którzy pracowali ramię w ramię z rdzennymi mieszkańcami Ameryki Południowej.
    Dając prawdziwe świadectwo Ad maiorem Dei gloriam. (Na większą chwałę Bożą)

    Rdzenni mieszkańcy, którzy już żyli z misjonarzami, ani razu nie zbuntowali się, to jest ogromny dowód na dobre zarządzanie
    i wspólną pracę, wzbogaconą o naukę jak też nie zakazywano używania języka ani rytuałów.
    Może była to Utopia – ale nazywam to piękną Utopią.

    Mimo wszystko, że politycy rozwalili praktycznie wszystko, co wspólnie stworzyli z misjonarzami rdzenni mieszkańcy, to sam fakt,
    że został beatyfikowany przez papieża Pawła V w dniu 27 lipca 1609 wywiera na mnie wrażenie, że wiedziano doskonale,
    jak bardzo skrzywdzono dobrych ludzi.

  49. Najpierw Pan Marucha, a teraz Macko wytyka mi, że nazwisko Jakubowski jest żydowskie, co jest i kłamstwem i kompletną bzdurą. Jakubowski jest polskim i szlacheckim nazwiskiem, co jest oczywiste. Powstało od Jakubowic i po raz pierwszy jest notowane pod koniec XIV w i jako szlacheckie. Obecnie Jakubowskich w Polsce jest ponad 17 tys.To, że bodajże 11 żydów frankistów w XVIII i w XIX w przyjęło to nazwisko, (i tzw. własne herby, czyli inne niż mieli je polscy Jakubowscy), to nie znaczy, że jest ono żydowskie. Jednak większość z frankistów w IIWŚ przeszła na łono Abrachamowe. Może po 1945 r kilkadziesiąt, a może i kilkaset żydów przyjęła nazwisko Jakubowski, bo im kojarzyło się z Jakubem, to i tak wyjdzie, że 99% Jakubowskich, to Polacy, a może 1%, to krypto żydzi.
    Moi przodkowie uważali się za szlachtę i ja osobiście kultywuję tę tradycję. I mam trochę ziemi i mam dwór (choć poniemiecki, bo mieszkam w „Prusiech” Książęcych) no i jako hobby mam 2 klacze…, a jak wcześniej mawiano Lach bez konia, to tak jak…itd. Pozostali moi dziadkowie mieli również szlacheckie nazwiska…Paluch, Otocka i Bagińska…
    Jednak to, że jacyś żydzi przyjęli szlacheckie i polskie nazwisko Jakubowski przyjmuję z największą pokora…

  50. Maćko said

    49 – Panie Zygmuncie, mnie tam wystarczy aby Pan pisal jak Polak.

  51. miś said

    Panie Easy Rideer najpierw poczytaj jak to się stało że zakon jezuitów został skasowany,
    czemu nie miał pieniędzy by się obronić i kto miał pieniądze by go pokonać?????

    Bo temat ten jest całkowicie utajniony a wzminki o zakonie SI wołają o pomstę do nieba!!!!

    SI są znienawidzeni za heroiczną obronę KK przed reformacją, czyli judeoinwazją.
    Sukcesy są połowiczne, i zachód został podzielony na część judeo bandycką i Katolicką,
    powstrzymywał też wywrotowe prądy we Francji i próbował scentralizować władzę w Polsce, potem chronił Polskę przed zupełnym upadkiem,
    co w pełni tłumaczy wściekłe oskarżenia o ciemnotę itp.

    NA arenie między narodowej ich sukcesy były, albo niewielkie i tymczasowe albo żadne, słabi jak na organizację rządzącą światem.

    A kiedy już zaczeły się pojawiać w Ameryce Pd.
    to zostali skasowani!!!!
    W jednej chwili! i nikomu nie przeszkadza to pisać o ich wszechmocy!!!!

    Do SS upodabnia ich tylko to że byli tam dwunożni i dwuręczni mężczyźni ubrani na czarno, poza tym różni ich wszystko!
    A Himlerowi nie imponowali Jezuici, ale ich czarna legenda pisana przez bandę kłamców skurwysynów i przedewszystkim agentów!!!! Napisana dla niezliczonych idiotów!!!!

    Pisze Pan:
    Jestem niezmiernie wdzięczny za awansowanie mnie do rangi agenta, ponieważ na żadnym z dotychczasowych kilkunastu for, w których brałem udział, nikt nie chciał mnie w ten sposób dowartościować.

    Otóz nie jesteś żadnym agentem, ale kompletnym kretynem, ten awans na agenta jest zupełnie niezasłużony, poza tym agenci są już niepotrzebni, spelnili swoją rolę,
    teraz potrzebni są kretyni tacy jak Pan, by zachłystywali się tym, co oni dawno temu za niemałe pieniądze sobie z tyłka wyjmowali (głowy w to nie mieszajmy).
    W dupie jesteś więc gówno wiesz!!!

  52. Maćko said

    51 – Mis – kretyn to by ogladal kopana w tivi, pogawedki w telawizji czy czytal GWno… najgorsi sa agenci, potem nadgoliwi ignoranci a dopiero potem ida kretyni.
    Uklony
    Macko

    P.S. SS i Gestapo byli tak elegancko ubierani przez Hugo Boss. Mam nadzieje, ze nikt nie kupi nic u tego kramarza !
    Bojkot, Panowie!
    Kazdy moze, kazdy powinien.

Sorry, the comment form is closed at this time.