Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    NyndrO o Wolne tematy (59 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (59 – …
    Zbigniew Kozioł o Wolne tematy (59 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (59 – …
    Marucha o Wolne tematy (59 – …
    Zbigniew Kozioł o Wolne tematy (59 – …
    osoba prywatna o Duda: Jesteśmy państwem i naro…
    osoba prywatna o Wolne tematy (59 – …
    Boydar o Wolne tematy (59 – …
    Carlos o Sytuacja geopolityczna na koni…
    NICK o Parlamentarna głupota ma się…
    Carlos o Sytuacja geopolityczna na koni…
    Boydar o Wolne tematy (59 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (59 – …
    NICK o Portki w dół?
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 496 obserwujących.

Nowaczyński o polsko-czeskim pojednaniu

Posted by Marucha w dniu 2016-01-12 (Wtorek)

Praha w 1925 r.

Z okazji 100. rocznicy urodzin Adolfa Nowaczyńskiego, znanego raczej jako cięty publicysta, dramaturg i krytyk – przypomniany jeden z jego artykułów poświęconych relacjom polsko-czeskim.

Mało kto wie, że Nowaczyński był zagorzałym zwolennikiem sojuszu Polski i Czechosłowacji przeciwko Niemcom, w myśl starej koncepcji Romana Dmowskiego. Geopolityka była jego pasją, choć mało się o tym pamięta.

Jednym z ostatnich wielkich aktów przedwakacyjnych, rozjeżdżającego się po ciężkiej i owocnej pracy sejmu, było ratyfikowanie na pierwszym miejscu całego szeregu umów handlowych, arbitrażowych i innych z Czechosłowacją. Pozostaje jeszcze do zlikwidowania przelotne i przypadkowe nieporozumienie nafciane, po czym, gdy senat zatwierdzi, ustawy staną się obowiązujące; opóźnienie pewne w scementowaniu całej ugody zachodzi jeszcze tylko z powodu przedwczesnego rozpuszczenia sejmu czeskiego.

W każdym razie pokój i zgoda na całej linii już istniały, i miejmy nadzieję trwać będą po wieczne czasy. To są fundamenty. Dopiero na tych fundamentach trzeba będzie budować wielki, szeroki i jasny gmach przyjaźni, wspólnoty i pobratania. W każdym razie dokonano już bardzo wiele, ale dwa narody czeka jeszcze mozół niemały.

Widomym znakiem tego przedwstępnego likwidowania sporów uzgadniania celów, dążeń i sentymentów jest specjalny polski numer, dany przez redakcję „Narodnich Listów” z datą 13 lipca. Jeszcze pół ku temu taki numer byłby czymś nie do pomyślenia, niemożliwością, cokolwiek bowiem kierownictwo polityczne pisma leżało w rękach bardzo sympatycznie do nas odnoszącego się, świetnego publicysty, p. V. Cervinki, to jednakże kierunek i koloryt tego najpotężniejszego organu praskiego był wybitnie rusofilski, tak jak zresztą cały program stronnictwa narodowo-demokratycznego, którego „Narodni Listy” są generalnym organem.

Toteż ten fakt, że chronicznie i dziedzicznie rusofilskie „Narodni Listy” zdecydowały się dać numer specjalny poświęcony Polsce, to jest najwymowniejszym symptomem tych zmian i przeobrażeń, jakie zaszły ostatnio w mentalności politycznej naszych pobratymców i zarazem dowodem, jak daleko i głęboko zaszły te zmiany. Sądzić o tym może najlepiej ten, kto miał sposobność jeszcze w marcu br. rozmawiać z p. dr. Karolem Kramarzem, jak wiadomo leaderem nacjonalizmu czesko-słowackiego, który jest „Narodni Listów” spiritus rector i genius loci.

Pan Kramarz od lat sześciu nie rozmawiał i nie dopuścił do siebie żadnego polskiego publicysty; z Polaków zetknął się tylko z p. [Erazmem] Piltzem i naszym posłem p. Lasockim. Dał zatem dowód wyjątkowej uprzejmości zapraszając mnie do siebie i przyjmując w swym wytwornym Cottage na Hradczanach. Mówił mi atoli jeszcze wówczas rzeczy tak przykre i roztaczał poglądy polityczne tak niesamowite, że wolałem treść tego wywiadu ze względu na dobro i zbliżenie obu narodów raczej przemilczeć.

I dziś jeszcze tylko tyle rąbka mogę uchylić, że scharakteryzuję idee p. Kramarza jako cokolwiek antyczne, przekorne, cerkiewno-panslawistyczne, Katkowowskie, nienowoczesne i antysłowiańskie. Dr Kramarz nie zawahał się wspomnieć coś o śp. Curzonie i jego granicach, a o jednym z bardzo starych i zaprzałych wielkich książąt mówił z zapałem jako o Gradiuszczym pretendencie… Całkiem słusznie wyrażał się z przekąsem o rozmaitych krakauerach i macherach, ale bardzo niesłusznie wyraził jakiś żal głuchy do najwybitniejszych członków naszego Komitetu Narodowego w Paryżu.

W każdym razie jednak był lojalnie szczery, otwarty i nieskrywający ani swych antypatii, ani sympatii, ani kultów, ani nadziei. Dziwić się bardzo nie dziwiłem, gdyż willa dr. Kramarza na Hradczanach to była po prostu centrala czy prytaneum dla emigracji rosyjskiej rozmaitych politycznych odcieni. Do tradycyjnej, staroczeskiej, powszechnej, zbożnej dla potęgi i ogromu przepotężnego, słowiańskiego oceanu etnicznego teraz dołączyło się jeszcze szczere i głębokie współczucie dla ich tragedii i niedoli tułaczej; dla ich emigranckiej nędzy i rozpaczy.

A trzeba tu przyznać, że w Pradze koncentruje się najszlachetniejszy typ emigracji rosyjskiej, bo uczeni, profesorowie, literaci, publicyści, a wśród nich bywali tacy jak Niemirowicz, Danczenko, Awerczenko, Czirikow, Bereszkowskaja, córka Tołstoja, córka Dostojewskiego, elita intelektualna. Toteż psychologicznie biorąc wzmożony afekt p. Kramarza (ożenionego nadto z Rosjanką Nadieżdą Aprikosową) był całkowicie wytłumaczalny i w swym sentymentalizmie, i charity, nawet sympatyczny.

Nie tak łatwo też przyszło przekonywać znakomitego sprzed wojny działacza i twórcę idei neoslawizmu do polskiego punktu widzenia, do polskich racji stanu i polskich „konieczności państwowych”, nie mówiąc już o tym, że w danych warunkach i w gabinecie czeskiego statysty trzeba było nawet różne wariactwa Piłsudskiego brać w obronę i usprawiedliwiać.

Nie tak łatwo też dr Kramarz przekonał się do programu ugody z Polską przenikliwego i przewidującego dr. [Edwarda] Benesza. Tuż przed niezapomnianą wizytą dr. Benesza w Warszawie, bo 20 kwietnia, wygłosił p. Kramarz w Bratysławie, w Towarzystwie Rosyjskim mowę, w której jeszcze dość twardo i nieprzejednanie występował przeciwko nam, a wysławiał przyszłą Matiuszkę; mowę tę, w spaczonym i nieścisłym tłumaczeniu, podał jeden brukowiec warszawski, a nadto wybito to i rozdawano tajemniczo jako ulotkę po mieście.

Toteż z tym większą satysfakcją, ulgą moralną, otuchą i wiarą w definitywne zaprzyjaźnienie obu narodów bierze się teraz do ręki nowy numer „Narodnich Listów”. Qualis mutatio rerum! Qucmdum mutatus ab illo! Jak solidnie, głęboko, wszechstronnie i lojalnie biorą czechosłowaccy politycy tę ugodę z Polską, jeżeli nawet takie „Narodni Listy” wydają numer specjalnie Polsce poświęcony.

Tu trzeba jeszcze dodać, że tenże sam dr Kramarz, sternik „Narodnich Listów”, nadal wierzy jeszcze w trzecią Rosję, że świeżo wydał książkę pt. „Przesilenie rosyjskie”, w której nadal upiornie przepowiada upadek bolszewizmu i sugeruje opinii możliwość powrotu jakiegoś liberalnego, demokratycznego, parlamentarnego cesarstwa. [I miał rację – admin]

I jeszcze trzeba przydać, że kult wszystkiego co ruskie idzie w społeczeństwo czechosłowackie nie tylko od tej silnej grupy Kramarzowców, tradycyjnie rusofilskiej, ale że jest też w Czechosłowacji przeszło 70 tys. legionarzy, to jest tych eks-wojskowych, eks-jeńców, co kilka lat w Rosji bytowali, nauczyli się języka i rozkochali się w języku, w kulturze, w ogromie, w bogactwach, w ziemi, w pejzażu i w charakterze rosyjskim, a teraz opanowawszy dużo miejsc i stanowisk i dostojeństw w swym kraju, nadal żyją reminiscencjami szerokiej natury i przyrody rosyjskiej, i mimo woli, czasem może podświadomie są apostołami i orędownikami wschodniej słowiańszczyzny.

A nadto jeszcze jest dość silna grupa czeskich sympatyków obecnej Sowietarchii, wydają nawet swój tygodnik „Nowe Rusko”; kieruje nimi prof. Zdenko Nejedly, a należą tu tak wybitni pisarze, jak np. Fisher, Salda i inni. Przydać do tego i te 40-60 000 rosyjskiej emigracji, a wtedy pojmiemy, że tu od Dalekiego Wschodu wiatry wieją. I żyje jeszcze stary patriarcha Holeczek, z długą, wspaniałą, siwą brodą, apostoł „Ruska”, jeszcze zaciętszy rusofil niż sam dr Kramarz, czuwający nad ortodoksją rusofilską „Narodnich Listów”.

Tym więcej należy tedy uznać, że sztab „Narodnich Listów” wydał ten specjalny numer poświęcony Polsce, a na szpaltach jego zabierają głos w pięknym ordynku z Czechów: dr Fousek, dr Fruhrich, Mirosław Zelenka, prof. Ignat Hanusz, z Polaków: Kiedroń, Korfanty Wartalski, Wieniawski, Bunikiewicz, Siedlecki i przezacny weteran, i chorąży idei neosłowiańskiej, Dionizy Królikowski z Poznania.

Jest to znów jeden krok naprzód, jedna cegła w gmachu. Teraz musi się zacząć już budować gmach, ale nieco z większym tempem i obopólnym wysiłkiem.

Przede wszystkim więc musi się skończyć ten sabotaż ugody polsko-czeskiej, jaki uprawia na politycznej parafii nadal zaciekła i zapamiętała prasa krakauerska, a w niej szczególnie dwa pisma, to jest „Czas”, zabawnie patetyczny organ byłych enkaenitów, ale zarazem organ opiekuńczy p. A. Skrzyńskiego oraz „Kurierek” Ilustrowany (ale nie illustre) p. Dąbrowskiego, a zarazem organ tego stronnictwa, do którego przynależy nasz poseł polski w Pradze, hr. Lasocki, niezmordowany, a tak zasłużony w dojściu do skutku ugody polsko-czeskiej dyplomata. Ujadanie i malicje tego pisemka, tak popularnego w niższych ten tousand i w dulszczyźnie, powinny stanowczo wejść w przyzwoitsze stadium.

Trzeba też wyperswadować staremu Stańczykowskiemu kamerdynerowi „Czasu” jego afekty do czardasza, gulasza, tokaju i korony Św. Stefana; dużym nietaktem, jak na aktualny moment, był też jakiś uroczysty na Zielone Świątki numer jakiegoś „Magyar-Orszagu”, w którym obok grafa Andrassyego i oberlei-tnanta Divekyego rozmaite polskie politykastry (galilejskie) uważały za stosowne wzdychać za Anną Csillag i integralnością krajów korony Św. Stefana; stanowczo jest też już nie na miejscu protegowanie niepodległości nowego państwa druciarzy, skoro się zważy choćby na to, że na jedenastu posłów słowackich Hlinkowców i decentralistów jest 35 posłów patriotów słowackich, będących za najdalszą konsolidacją z Czechami; powtarzanie zaś frazesu, że Czesi „opanowali” Słowiańszczyznę ma tylko tyle racji, ile by miał np. frazes, że Polskę opanowali krakauerzy…

Obecnie zaś, skoro „Narodni Listy” nawet wydają odświętny numer polski, wypadałoby wprost, ażeby krakowskie, bratnie organy wydały wspólnie jakiś „Czas Czerwony Ilustrowany:, poświęcony Czecho-Słowacji; skomponowania i zredagowania takiego numeru mógłby się podjąć np. prof. [Marian] Zdziechowski, który na ten sezon podobno na nowo nawrócił się do neoslawizmu, jest znów czechofilem i studiuje podobno Komeniusza…

Adolf Nowaczyński
„Polski numer „Narodnich Listów”, „Kurier Poznański”, nr 175 z 31.8.1925 r., s. 4-5.
http://mysl-polska.pl

Komentarzy 19 to “Nowaczyński o polsko-czeskim pojednaniu”

  1. Wedrowiec said

    Czechoslowacja byla panstwem bardzo nowoczesnym juz przed 1938. Miala zmotoryzowana armie (Panzer 35 i Panzer 38 to czolgi czeskiej produkcji). W sojuszu z Czechoslowacja przed 1938 Polska moglaby realnie wytrzymac razem atak Niemiec w razie scenariusza wspolnej obrony…

  2. akej said

    @ 1
    I co z tego, kiedy nie bylo prawdziwej ochoty do wspolpracy. Czesi popsuli wszystko swoja glupawa zaborczoscia oraz klamstwami w sprawie Zaolzia, Orawy i Spisza oraz bardzo wrogim stosunkiem do nas gdysmy walczyli z bolszewikami na smierc i zycie. A pozniej wszystko tylko rozkrecalo sie.

  3. Wedrowiec said

    @ Akej, Ja uwazam , ze to tez przez polityke angielsku i ich tajna dyplomacje, zeby Niemcy poszly n’a Rosje wiec przez Polske i Czechoslowacje…

  4. P. Wedrowiec: Wiele przesłanek wskazuje na to, że dobrze Pan uważa; Poruszał konkretnie i rozbierał na części pierwsze ten wątek (celów tajnej polityki angielskiej w stosunku do Europy Środkowej) m.in. śp. doc. Józef Kossecki w swej bardzo interesującej książce „Tajemnice mafii politycznych” (jesli nie pomyliłem tytułu).

    P. Akej: Ogólnie ma Pan rację, ale z tym „rozkręcaniem się”, to sprawa jest nieco bardziej złożona. Aż do zamachu majowego stosunki polsko-czechosłowackie były nienajlepsze, delikatnie mówiąc, niemniej powoli normowały się i stabilizowały. Gdyby nie było tego zamachu (albo się nie udał) i gdyby u władzy utrzymał się obóz narodowy i siły mu pokrewne, to przy konsekwentnie prowadzonej polskiej polityce względem Czechosłowacji, sprawy mogłyby pójść w znacznie lepszym kierunku, i to mimo wielkich sprzeciwów oporu Masaryka, Benesza i wspomnianego Kramarza, bo istniały też w czeskiej polityce siły dużo bardziej Polsce i współpracy z nią przychylne, przede wszystkim partia ludowa (agrariusze), no i co rozumniejsi wojskowi.
    Zresztą, co tu gadać: już samo przyjęcie propozycji Skody przeniesienia jej zakładów do Polski w końcu 1918 r. ustawiłoby te stosunki w całkiem innym kierunku. No ale był już na miejscu „Ziuk” i czuwał;…

  5. oldman said

    Ad 1-3
    Wędrowiec ma rację, w innym wątku pisałem to samo. Nie ma sensu gdzieś daleko szukać fikcyjnych sojuszy i twierdzę nadal że zajęcie Zaolzia w 1938 r to był największy błąd polityczny ówczesnego rządu, który szybko się zemścił. Nic przez to nie zyskaliśmy, Czesi brzydko zachowali się w latach 1919-1921, fakt, ale trzeba wiedzieć kto naprawdę rozdawał karty, Wędrowiec słusznie zauważył- Anglicy. Polityka to nie jest zabawa dla małych dziewczynek, polityk musi być przede wszystkim skuteczny a nie sentymentalny. Niemcy po zajęciu Czechosłowacji uzbroili czeskimi doskonałymi czołgami uzbrojonymi w armaty dwie dywizje, trzonem niemieckich czołgów były czołgi Panzer 1 i 2, uzbrojone w karabiny maszynowe (Panzer 2 miał jeszcze działko) ale to był słaby sprzęt. Sojusz polsko -czeski był szansą. Ale tak jak wtedy tak i dzisiaj Niemcy zrobią wszystko by podgrzewać między nami antagonizmy i nie dopuszczą do jakiejś zażyłości.

  6. Plausi said

    „o polsko-czeskim pojednaniu”

    elity w Polsce w 1938 roku.

    http://pppolsku.blogspot.com/2012/01/kiedy-przestepczosc-zorganizowana-jest.html#Drole

    I kiedy widzę tych polskich patriotów

    http://pppolsku.blogspot.com/2013/08/hos.html

    na Majdanie w Kijowie, to wiem, to recydywa sanacyjnej elity.

  7. RomanK said

    Z Czechami neni zadnych problemow….to Slowianie chlapy- sedlacy ..jedngo nie zniosa neosarmatow..maja na nich wysypke… To praktyczni ludzie…i zalatwi z nimi wszecko. Lubie Czechow, parki, knedlicki i pivo

  8. akej said

    @ Plausi (6)
    Zadnej wspolpracy polsko – hitlerowskiej nie bylo. Rzad polski nie napadl a tylko zrobil Czechom to samo, co oni zrobili nam w 1919r. Nie wspolpracowal z Hitlerem. Wzial tylko Zaolzie oraz skrawki Orawy i Spisza ktore wyrwane zostaly nam przez Czechow przemoca, klamstwem i podstepem. Te ziemie nalezaly sie nam jak psu buda.

  9. akej said

    @ 7
    Widac, ze pepiczki poczestowaly kogos rozpustna kava.

  10. Milan said

    1. Republika Czechoslowacka to bylo panstwo przesiakniete radykalnie antykatolickim wolnomularstwem. Jakakolwiek wspolpraca katolickiego narodu z takim tworem jest trudna do wyobrazenia. A slowa o druciarzach moglby sobie darowac.

  11. Ad.p. Akej (kom. nr. 8): Ma Pan rację: żadnej współpracy polsko-hitlerowskiej w sensie ścisłym faktycznie nie było. Więcej nawet, Niemcy byli wyraźnie niezadowoleni, że Polska wzięła sobie za dużo i zajęła ważny strategicznie węzeł kolejowy w Boguminie.
    Jednakże ewidentnie proniemiecka polityka Becka i spółki wydatnie ułatwiła Hitlerowi likwidację Czechosłowacji – temu nie da się zaprzeczyć. W kontekście ożywionych kontaktów dyplomatycznych polsko-niemieckich jest bardzo prawdopodobne, że Beck wiedział o wszystkim (w ogólnym zarysie) z dużym wyprzedzeniem, a Berlin miał cichą gwarancję (wnosił to z dotychczasowego rozwoju kontaktów), że Polska nie będzie w żaden sposób protestować i mu przeszkadzać.
    Co więcej, w kręgach narodowych i narodowej prasie sugerowano, że kierownictwo sanacyjne miało wręcz do Niemców jakby cichy żal za nie zaproszenie (niedopuszczenie) do Monachium (w roli „mocarstwa” – a jakże). Czy tak było naprawdę, nie podejmuję się rozstrzygać, w każdym bądź razie Zaolzie można było odzyskać także na innej drodze, na drodze dyplomatycznych układów z Czechami (przyciśnięty do muru, m.in. przez własnych generałów, Benesz oferował taką możliwość), a nie wbijać Czechosłowacji przysłowiowego ciosu w plecy – bo tak to w sensie propagandowym zostało własnie odebrane przez międzynarodową, a głównie zachodnią opinię publiczną.

  12. Plausi said

    Respekt

    @11, Krytyczny Komentator

    Nie każdego w tym forum stać na rzeczową krytyczną refleksję.

    Sprawa Zaolzia jest mało znana, to jest tabu, i była też tabu, trochę to dziwne, w PRL.

    Utratę Polaków z Zaolzia na rzecz Czechosłowacji zawdzięczamy nie tylko powojennemu rządowi w II Rzeczypospolitej, ale też naszym sojusznikom Francji, W.Brytanii, USA, którzy przychylili się do argumentacji dyplomacji czeskiej, że bez Zaolzia ich kraj nie jest w stanie funkcjonować z uwagi na brak przemysłowego zaplecza, inna część przemysłowego zaplecza, zamieszkała przez ludność polską została przyznana Niemcom, Śląsk. Czy dyplomacja polska była w stanie przebić argumentację czeską a jeszcze bardziej niemiecką wówczas, nie potrafię ocenić. Rząd polski nie okrył się chlubą ani w przypadku Czech a cóż dopiero Niemiec.

    Nie wiem, czy można sobie obiecywać, że „Zaolzie można było odzyskać także na innej drodze, na drodze dyplomatycznych układów z Czechami“, tym nie mniej, podstawy wkroczenia polskiej armii do Zaolzia były prawnie podobne, jak wkroczenia ZSRR na wschodnie tereny polskie, były oficjalnie motywowane ochroną bliskiej etnicznie ludności. O ile wkroczenie sił ZSRR na ziemie polskie przyniósł poważną poprawę sytuacji obronnej kraju, o tyle zajęcie Zaolzia na parę miesięcy było dla obrony Polski bez większego znaczenia.

    Rząd polski nie wyciągnął żadnych konsekwencji z oskrzydlenia przez Niemcy od południa (październik 1938), najwidoczniej koncentrował się na przygotowanie odwrotu po drodze na Zaleszczyki. Wg. raportu ppłk. Banacha z polskiego Sztabu Głównego z sierpnia 1938, było polskim ówczesnym władzom znakomicie wiadomo, że nastąpi agresja ze strony Niemiec i Włoch, jest w nim mowa o wojnie europejskiej.

  13. akej said

    @ 12
    Przesadza Pan z ta proniemieckoscia Becka. W mojej opinii najwieksza wine za swoj upadek ponosi sama Czechoslowacja. Przez swoja zaborcza polityke zantagonizowali sobie dwoch najwazniejszych sasiadow – Polske i Wegry oraz Slowakow, ktorych zmajoryzowali. Powsadzali do wiezienia swoich generalow, ktorzy chcieli walczyc z Hitlerem i oddali mu za darmo swoj wielki potencjal wojenny – kraj sudecki doskonale ufortyfikowany, mase broni, czolgow i lotnictwo. Bluff Hitlera zadzialal w 100%! Przeciez sam Goering (przed oddaniem „Sudetenlandu”) nazywal hitlerowski plan najazdu na Czechoslowacje zielonym szalenstwem.

  14. akej said

    @ 12
    Przeciez w sprawie Zaolzia Polska prowadzila z Czechami rozmowy. Przewal je najazd Hitlera.

  15. Ad. 12 (p. Plausi): Podstawy „prawne” wkroczenia WP na Zaolzie w październiku 1938 r. i ACZ na Ziemie Wschodnie RP 17 września nie były bynajmniej aż tak podobne, bo państwo czechosłowackie nie było wcale jeszcze w stanie całkowitego, nieodwracalnego rozkładu – mimo narastającego separatyzmu słowackiego; a rząd Czechosłowacji nie tylko istniał, ale najzupełniej normalnie funkcjonował – by odwołać się do argumentacji zawartej w sowieckiej nocie przekazanej polskiemu ambasadorowi w Moskwie Grzybowskiemu w nocy z 16 na 17 września. Nie było też żadnego niebezpieczeństwa zajęcia obszaru Zaolzia przez armię niemiecką, zresztą Niemcy były jeszcze wtedy dla II RP państwem oficjalnie w zasadzie przyjaznym i tak też odbieranym i uznawanym przynajmniej przez Becka, i to jest ta zasadnicza różnica występująca pomiędzy obydwoma przypadkami.

    Ad. 14 (p. Akej): Żadnych poważnych rozmów z Czechami nie było, przynajmniej z tego co mi wiadomo. Polska postawiła zwyczajnie ultimatum, władze w Pradze je przyjęły – chociaż tyle, ale nie zmieniło to sytuacji ogólnej.

  16. Ad. 10 (p. Milan): tak, Republika Czeska była faktycznie państwem przesiąkniętym radykalnym wolnomularstwem, i to bardzo negatywnie odbijało się na wzajemnych stosunkach, szczególnie gdy chodzi o postawę czeskich elit rządzących.
    Ale z drugiej strony które liczące się europejskiej państwo tej doby nie było przesiąknięte wpływem masońskim.
    Nie trzeba daleko szukać – Francja, której przychylności zawdzięczaliśmy w lwiej części dyplomatyczne zwycięstwo na paryskiej konferencji pokojowej (w Wersalu), była praktycznie całkowicie zdominowana politycznie przez masonerię (no, może pomijając skrajną prawicę w postaci rodzącej się Action Francaise, ale ona nie miała prawa głosu i decyzji, zwłaszcza w sprawach polityki zagranicznej), i ci francuscy oficjele- w wielu wypadkach masoni działali na korzyść polskich postulatów terytorialnych (akurat z wyjątkiem Cieszyna – niestety), bo taka postawę dyktował im francuski interes państwowy i francuska racja stanu – to nie była jeszcze obecna doba tzw, globalizacji, gdzie interesy narodowe i państwowe, nawet gdy chodzi o kręgi ścisłej, twardej masonerii.
    Niewiele mniejszy był wpływ masoński także np. w sojuszniczej Rumunii, Jugosławii, na Węgrzech, ale nawet i w samej II RP – dotyczy to nie tylko piłsudczyzny i stronnictw lewicowych, a nawet samego obozu narodowego, przynajmniej gdy chodzi o jego reprezentację parlamentarną, tzw. generację starych, w postaci tzw. Związku Ludowo-Narodowego – wynika tak przynajmniej z publicystyki Adama Doboszyńskiego.
    W związku z powyższym, gdyby stosować ostre kryteria wyznaniowo-ideologiczne, właściwie nie byłoby z kim w ogóle współpracować: pozostałoby odgrodzić się chińskim murem, tylko że zwyczajnie nie było przedwojenną Polskę na niego stać.
    Ponadto musimy sobie przypomnieć jeden zasadniczy fakt – o ile właściwe Czechy były krajem o obliczu wyraziście antykatolickim, to Słowacja była krajem autentycznie, a nawet żarliwie katolickim, I to samo dotyczyło jej politycznej reprezentacji we wspólnym państwie z Czechami, przecież przewodzili jej właściwie księża, najpierw Hlinka, później Tiso. I te kartę można było rozgrywać, rzecz jasna bardzo umiejętnie.

  17. akej said

    @ 15 i 16
    Nie bylo ultimatum – bo te wydaje sie tylko raz. Byly pertraktacje przewane najazdem Hitlera.
    To, ze nie dostalismy calego Cieszyna oraz Zaolzia odbylo sie glownie za sprawa zyda Lloyda George’a i USA. Francja byla w mnieszosci.

  18. P. Alej: Przykro mi bardzo, ale Pan się myli. Ultimatum, owszem, miało miejsce. Polski rząd sanacyjny wystosował je do rządu w Pradze dn. 30 września 1938 r., żądając wyrażenia zgody na oddanie (zwrócenie) Polsce obszaru Zaolzia zamieszkałego w większości przez ludność polską w terminie 12 godz. Rząd czechosłowacki po krótkich targach przyjął je następnego dnia, tj. 1 października. Dopiero w następstwie tegoż WP, a dokładniej Grupa Operacyjna gen. Bortnowskiego, wkroczyło na Zaolzie dnia 2 października. Jeśli Pan nie wierzy, proszę sobie sprawdzić choćby w Wikipedii.

    Bez tego ultimatum i jego formalnego zaakceptowania, wkroczenie WP na obszar tzw. Zaolzia byłoby aktem jawnej, niczym nie skrywanej agresji i w oczach całej światowej opinii publicznej byłoby nieporównanie czymś gorszym niż zajęcie przez Niemcy tzw. Sudetenlandu na mocy układu monachijskiego.

    Tak niejako na marginesie dodam, że znajdujemy tam również (w Wikipedii) następujący zapis:”W 1938 r., korzystając z nacisków, które Adolf Hitler wywierał na Czechosłowację, władze polskie rozpoczęły realizację przygotowywanych od 1934 r. planów rozwiązania siłowego (kwestii Zaolzia)”. Wydaje się to potwierdzać, to co zawarłem w swych powyższych komentarzach, zwłaszcza w kom. nr 11, a mianowicie ewidentnie proniemiecki charakter polityki zagranicznej sanacji, zwłaszcza po objęciu sterów polskiej dyplomacji przez Becka w miejsce A. Zaleskiego i podpisaniu z Hitlerem co najmniej kontrowersyjnego paktu o nieagresji. Także cichy współudział z tym samym Hitlerem w rozbiorze Czechosłowacji. W tym kontekście zarzuty wysuwane m.in. przez stronę rosyjską czy twierdzenia w rodzaju „Polska jest sama sobie winna” nie są, niestety, wcale do końca wyssane z palca, czy to się nam podoba, czy nie.

    Co do Lloyda Georgea, to nie ma chyba raczej danych, że był on sam Żydem – wystarczało, że miał żydowskie otoczenie występujące oficjalnie w roli brytyjskich doradców, rzeczoznawców i sprawa była już odpowiednio załatwiona – oczywiście wybitnie na niekorzyść Polski.
    Niestety jednak i Francja przyłożyła rękę do niekorzystnego dla Polski rozstrzygnięcia kwestii Zaolzia (Śląska Cieszyńskiego), mając na względzie własne nieformalne układy i interesy z Czechami.
    Dość powiedzieć, że po słynnym, znakomitym wielogodzinnym wykładzie Dmowskiego w obecności tzw. Rady Najwyższej paryskiej konferencji pokojowej na temat pożądanego (i uzasadnionego) kształtu polskich granic, francuski premier Clemenceau powiedział mu na koniec sam na sam nadzwyczaj jasno: „Pańskie expose było znakomite, ale w sprawie Cieszyna nie ma Pan racji”.

  19. W nawiązaniu do powyższego, polecam wszystkim bliżej zainteresowanym zagadnieniem tekst pt. „Zmarnowana szansa Sojuszu polsko-czechosłowackiego w 1938 r.”:
    http://npwmag.pl/archiwum/2012/10-11-12.pdf

Sorry, the comment form is closed at this time.