Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Kierowcy mają dość. „To…
    J o Katolicyzm, kapitalizm i …
    Greg o Wolne tematy (67 – …
    Lily o Wolne tematy (67 – …
    Jack Ravenno o Wolne tematy (67 – …
    Boydar o Wolne tematy (67 – …
    Boydar o Katolicyzm, kapitalizm i …
    Adrian o Wolne tematy (67 – …
    Adrian o Wolne tematy (67 – …
    Mg-42 o Katolicyzm, kapitalizm i …
    Marek Rogalski o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 621 obserwujących.

Krym. Rosja. Na zawsze.

Posted by Marucha w dniu 2016-01-31 (Niedziela)

Takie hasło pod podobizną prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina, wita wszystkich wychodzących z całkowicie przebudowanego lotniska w Symferopolu, stolicy Republiki Krym.

Dla kogoś kto, tak jak ja, był na półwyspie po raz pierwszy, może ono wyglądać jak oświadczenie woli rosyjskiego prezydenta lub groźba w kierunku wszystkich tych, którzy po dziś dzień nie uznają przynależności Krymu do Rosji. Trzeba jednak zagłębienia się w charakterystykę tego regionu i otoczenia, by w tym krótkim zawołaniu odczytać coś zgoła innego. Dlatego na taką skróconą, „tekstową podróż” zapraszam wszystkich Czytelników.

1. Zrozumieć

Oczekuję najgorszego. W końcu siłą rzeczy obserwuję nadające w Polsce media, mówiące o okupacji tego miejsca. Spodziewam się więc patroli, kontroli, mundurów, broni i grup dywersyjnych, walczących o wyzwolenie. Wiadomo wszakże z tego samego źródła, że referendum było fikcją. Nie było na nim przecież obserwatorów z zachodniego establishmentu, a to oni decydują o tym, kiedy wola ludu jest wolą ludu, demokracja demokracją, a prawo prawem. I o ile ukraiński rząd, powołany w wyniku puczu, cieszy się powszechnym uznaniem, o tyle o przyłączeniu się Krymu do Rosji „wiemy”, że było nielegalne.

Wojny jednak brak. Z lotniska, po chwili oczekiwania wsiadamy w autobus, który zawiezie nas na wschodnie wybrzeże półwyspu, do Kerczu. Po drodze mijamy setki, jeśli nie więcej, ciężarówek. Zielone ludziki? Broń? A może transport rannych z frontu ukraińsko-rosyjskiej wojny, o której codziennie informują nas portale w kraju?

Nie, to zaopatrzenie. Ukraina ma bowiem specyficzny sposób na okazanie przywiązania do terytoriów, które uznaje za okupowane. Odcina im dostawy prądu, mieszkańcom nie wypłaca świadczeń, a regiony otacza wojskowym kordonem.

Rankiem ruszamy w objazd po mieście. Kercz jest jednym z dwóch miast Krymu, cieszących się statusem „miasta-bohatera”. To w dowód uznania za walkę mieszkańców przeciwko niemieckiej agresji. Docieramy wreszcie do promu, którym dostarcza się z Kaukazu zaopatrzenie, trochę dalej powstaje wielki most mający połączyć te dwa regiony i tym samym ułatwić funkcjonowanie republiki. Budowali go już Niemcy, potem prowizorka powstała za czasów stalinizmu.

Dopiero teraz, jak to zresztą zwykle bywa, sytuacja zmusiła Rosję do wznowienia prac. Ruch jest tu ogromny. Wieczorem postanawiamy w kilka osób przejść się po mieście. W przypadkowo znalezionej knajpie wiszą flagi różnych państw – to w większości te, które uznały decyzję Krymian z marca 2014 roku za wiążącą. Dopiero pod koniec pobytu w tym mieście trafiamy wreszcie na ukraiński akcent. Dzieci z Kerczu po rosyjsku pytają nas czy damy im trochę pieniędzy, jeśli zaśpiewają nam kolędę. I ta właśnie zabrzmiała po ukraińsku. Dziatwa miała ten język w szkole, ale posługuje się na co dzień rosyjskim.

W Symferopolu mamy otwarte spotkanie z władzami Krymu. Przybywa na nie dwóch wicepremierów, Rosjanin i Tatar. Z tyłu tło z napisem „Rada Ministrów Republiki Krym” w trzech językach: po rosyjsku, krymskotatarsku i ukraińsku. Przewodniczka mówi nam, że to osobista decyzja prezydenta Putina, bo same władze republiki akurat nie chciały już ukraińskiego za urzędowy.

Tatarski wicepremier Rusłan Balbek rusza z nami na spotkanie z liderami społeczności krymskotatarskiej. Tych próbujemy zapytać o to, ilu wyjechało z Krymu po powrocie regionu w skład Rosji. Zaczynają od tego, że z Polakami łączy ich wspólna historia i mają ogromny szacunek do polskiego narodu. Proszą, by poinformować ich braci w Polsce, że na Krymie żadna krzywda im się nie dzieje. W Symferopolu, ze środków rosyjskich władz powstaje właśnie ogromny meczet. To dar rosyjkiego prezydenta dla Tatarów krymskich.

Wreszcie najbardziej łakomy kąsek Krymu – Jałta. Z pozoru to turystyczna część wyjazdu. W liwadyjskim pałacu, gdzie upamiętnione zostało spotkanie Wielkiej Trójki z 1945 roku, jest nawet ekspozycja mówiąca o polskim aspekcie. Krótkie wyjaśnienie, kim byli Bolesław Bierut, Stanisław Mikołajczyk i Tomasz Arciszewski.

Pluralizm etniczny Krymu okazuje się być jednak także pluralizmem politycznym. W tym samym miejscu, gdzie upamiętniono Józefa Stalina i ZSRR, znajduje się antybolszewicka ekspozycja Cerkwi Prawosławnej. Ta wielość dotyczy zresztą także krajobrazu. Góry nurkujące w morzu to naprawdę rzadki i niesamowicie wciągający widok.

Obrazu dopełnia Sewastopol, drugie miasto-bohater. Bez odwiedzenia tego miejsca, ciężko zrozumieć, czym jest Krym dla Rosji i rosyjskości, ale też czym jest Krym w ogóle. To nie tylko unikalne zabytki i kilkadziesiąt zatok w jednym mieście. To po prostu twierdza. Tutaj broniła się Rosja wiele razy przed kilkoma (czasem naraz) agresorami. To Sewastopol stawał na straży rosyjskości i zawsze ostatecznie kończyło się to zwycięstwem.

W mieście znajduje się panorama bitwy z roku 1854. Co ciekawe, doskonalił wtedy swoje umiejętności Romuald Traugutt, późniejszy przywódca Powstania Styczniowego. Tutaj, w przeciwieństwie do reszty półwyspu, ukrainizacja w ogóle nie była tolerowana. Gdy lider neobanderowskiej Swobody, Ołeh Tiahnybok przed paroma laty przyjechał agitować mieszkańców – urządzili mu oni taką awanturę, że później unikał tego miejsca jak ognia.

Zamek Jaskółcze Gniazdo

2. Nie tylko Krym ukraiński

Niczym w filmach Quentina Tarantino, cofnijmy się teraz o ponad 60 lat, do roku 1954. Jest trzechsetna rocznica ugody perejasławskiej, tej która ostatecznie podporządkowała Wojsko Zaporoskie rosyjskiemu carowi, co było nawiasem mówiąc porażką Rzeczpospolitej i jednym ze zwiastunów jej zmierzchu.

Poczuwający się do ukraińskiej narodowości Nikita Chruszczow, sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego przekazuje krymską Autonomiczną Socjalistyczną Republikę Radziecką w skład ukraińskiej SRR. Gest wówczas symboliczny, bo nie mający geopolitycznych konsekwencji, akt dobrej woli Rosjan dla Ukraińców. Uściśnięcie dłoni w rocznicę wejścia na wspólną ścieżkę historii.

Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka powiększa więc po raz kolejny swoje terytorium. Nikt wprawdzie jeszcze nie przewiduje rozpadu ZSRR, ale w jego składzie Ukraina jest po Rosji największym politycznym bytem w Europie. W pełni uzależnionym od Moskwy, ale jednak podmiotem prawa międzynarodowego, bo członkiem-założycielem ONZ.

Radziecka Ukraina to historia wzlotów i upadków. Najpierw okres korenizacji za czasów rządów Włodzimierza Lenina, który wytrącił zachodnim ośrodkom z ręki „ukraińską kartę”. Uznał odrębność Ukraińców i nie tylko jej nie negował, ale wręcz zrobił wszystko, by ukraińska kultura mogła się swobodnie rozwijać. Pod wpływem tej polityki na Ukrainę zaczęli w pewnym momencie wracać socjaliści z URL, wcześniej będący nastawieni antybolszewicko. To pozostałością tego okresu są słynne wyszywanki, noszone dziś przez… etnonacjonalistyczną skrajną prawicę. To jej działacze obalają niewdzięcznie pomniki wodza Rewolucji Październikowej.

Dopiero później przyszedł Stalin i jego projekty. Centralizacja, kolektywizacja oraz industrializacja. Dla Ukrainy kończy się to Wielkim Głodem i milionami ofiar. Ten aspekt radzieckiej historii jest przez dzisiejsze władze Ukrainy uznawany jako kluczowy i umiejętnie podsycany przez antyrosyjskie ośrodki wpływu.

Gwoli ścisłości dodajmy jednak, że decyzje Józefa Wissarionowicza miały też dla Ukrainy wymiar pozytywny. Po II wojnie światowej, w wyniku administracyjnych decyzji Moskwy, dawne kresy wschodnie II Rzeczpospolitej wraz z jednym z polskich centrów kulturalnych – Lwowem, oraz Ruś Zakarpacka, północna Bukowina i południowa Besarabia; stały się ziemiami ukraińskimi.

Ukraina, terytorialnie, wyszła więc z projektu radzieckiego jako jeden z jego największych beneficjentów. W jej granicach znalazło się za to całkiem sporo mniejszości narodowych. W okręgu żytomirskim przetrwała społeczność polska (większa część polonii na Ukrainie została wymieniona z Polską po roku 1945), która wcześniej zamieszkiwała tzw. Marchlewszczyznę. Na Rusi Zakarpackiej dominowała tożsamość rusińska, wzmocniona węgierską diasporą. W graniach USRR znaleźli się też Rumuni, cała paleta społeczności krymskich i przede wszystkim ogromna liczba Rosjan, zamieszkujących głównie region Noworosji, ale także ukraińskie miasta.

Zrządzeniem losu państwo ukraińskie stanęło przed historyczną wielką szansą. W regionie, gdzie przez lata ścierały się głównie interesy Polski, Niemiec, Austro-Węgier i Rosji, powstała ogromna struktura, większa od jakiegokolwiek zachodnioeuropejskiego kraju, z prawie 50 mln mieszkańców. Nienajgorsza infrastruktura, donbaskie kopalnie, zasoby naturalne, słynne żyzne ziemie – to wszystko były argumenty za szybkim rozwojem państwa. Słusznie jego przedstawiciele przejawiali ambicję do odgrywania roli lokalnej potęgi. W końcu, przy kształtującym się nowym podziale Europy, Ukraina siłą rzeczy stała na drodze między wschodem, a zachodem.

Tyle, że od początku niepodległości zaczyna dziać się coś niedobrego. Lokalni bonzowie w dużo szybszym tempie niż w innych byłych krajach demokracji ludowej zaczynają zdobywać ogromne fortuny. Majątek narodowy staje się łatwym łupem, a poziom życia ludności po prostu spada.

Nie znalazł się też żaden „ukraiński Łukaszenko”, który proces by powstrzymał. Szybko odradzają się za to idee banderowskie, które nie gromadzą zbyt dużego poparcia [czy aby? – admin], ale wzrastają w siłę. Ukraina chce być państwem narodowym, jednolitym etnicznie, nacjonaliści domagają się agresywnej ukrainizacji, nie ukrywają, że Rosja jest po prostu wrogiem. To pokłosie ideologii Dmytra Doncowa i Stepana Bandery. Państwo kształtują trzy kruche kompromisy: oligarchiczny, a więc nienaruszalność interesów różnych grup wpływu, które stoją ponad władzą państwową, tożsamościowy, a więc kultywowanie tradycji USRR na wschodzie i banderowskich na zachodzie, oraz status pozablokowy, czyli brak integracji Ukrainy ze strukturami zarówno Unii Europejskiej, jak i lustrzanych projektów Kremla.

Coraz gorsza sytuacja społeczna stwarza podatny grunt do obalania kolejnych władz państwa przez podburzoną ulicę. Radykałowie ze Swobody, a z drugiej strony Komunistycznej Partii Ukrainy, zwiększają swoje poparcie. Rządząca Partia Regionów wraz z prezydentem Wiktorem Janukowyczem decyduje się rozpocząć proces integracji z Unią Europejską, choć wtedy Ukraińcy w większości są raczej za przystąpieniem do alternatywnego projektu eurazjatyckiego.

Jednak nadzieje zostały już rozbudzone, gdy okazuje się, że UE nie ma zamiaru pokryć Ukrainie kosztów związanych z przeorientowaniem kijowskiej gospodarki. Janukowycz odmawia podpisania umowy stowarzyszeniowej z Brukselą. Lawina wydarzeń doprowadza do puczu, w którym naczelną rolę odgrywają siły szowinistyczne. Wkrótce na wschodzie wybucha wojna domowa, bo przeważająca ludność rosyjskojęzyczna nie zaakceptowała zamachowców jako nowej władzy. Donbas zalewa się krwią. W przeciwieństwie do Krymu.

3. Ukraina nie została „małą Rosją” ani „dużym Krymem”

Aby zrozumieć to, co stało się w pierwszej połowie 2014 roku z Ukrainą, trzeba zupełnie wyabstrahować się z naszych rodzimych, polskich warunków. Ukraina nie była państwem jednolitym etnicznie. Im dalej na wschód od Kijowa, tym bardziej powszechna jest poczucie rosyjskości, a w zasadzie „rosjanizmu”, ewentualnie radzieckości. Zwolennicy językowej i kulturowej ukrainizacji tych terenów byli u nas łatwo rozumiani podług zasady „polska Polska to i ukraińska Ukraina”, ale to właśnie było jedną z głównych przyczyn upadku młodej państwowości naszego wschodniego sąsiada.

„Rosjanizm” to zawsze coś więcej niż Moskwa. „Rosjanizm” rozciąga się od Władywostoku przez Syberię, Ural, Kaukaz, aż do bieguna północnego. W „rosjaniźmie” zawiera się prawie dwieście narodowości, multum tożsamości regionalnych, historycznych, zawodowych, językowych i religijnych. Czeczeński muzułmanin jest takim samym Rosjaninem, choć już nie ruskim, jak prawosławny mieszkaniec Petersburga. To właśnie ta „szkatułkowa narodowość” tworzy z Rosji imperium, zamiast rozdartych etnonacjonalizmami Dzikich Pól.

Rosję widać właśnie na Krymie. Krymianie zawierają się w Rosjanach. A to przecież zarówno krymscy Tatarzy, jak i malutki naród Karaimów, mający własną świątynie w Symferopolu. Z tej inkluzywnej wspólnoty nie wyrzuca się także Polaków i ich katolicyzmu, również reprezentowanego na półwyspie.

Krym, to region wielobarwny, multireligijny, są nim tak samo tatarski Bakczysaraj, rosyjski Sewastopol, jak i historyczne miejsca w okolicach Jałty. Krym byłby Rosją w pigułce, nawet gdyby nie było na nim Rosjan. To, co go w ten sposób określa, to wyjątkowy klimat, który pozwala między sobą żyć ludziom o tak różnej tożsamości. Wiedzieli to włodarze Ukrainy, ale najwidoczniej nie wyciągnęli z tego wniosków.

Zwierzęca nienawiść ukraińskich szowinistów do wszystkiego, co rosyjskie, automatycznie wykluczała z ukraińskości mieszkańców Krymu, wschodnich obwodów poradzieckiej Ukrainy, zakarpackich Węgrów i odeskich Rosjan. W imię ideologii, która już raz doprowadziła do masowego ludobójstwa, szaleńcy zniszczyli własne państwo i nie zamierzają odpuścić nawet wówczas, gdy nie cieszą się poparciem.

Bądźmy bowiem szczerzy – siły neobanderowskie na Ukrainie to nie jest większość. To, co tworzy ich potęgę, to ciche wsparcie Zachodu oraz podsycanie antyrosyjskiego szowinizmu przez amerykańskie jastrzębie, chcące jeszcze powiększyć kordon baz NATO wokół Federacji Rosyjskiej. Naród ukraiński masowo ucieka od poboru do wojska, bardzo często do Polski, gdzie wypiera i tak biednych Polaków z rynku pracy. Trudno mieć jednak do tych ludzi pretensje. Szukają bowiem lepszego życia, tak jak i Polacy w Londynie. Szukają, bo nie znaleźli go w ojczyźnie, nawet gdy już uwolniła się od przeklinanej przez neobanderowców Rosji.

Zachodowi nigdy nie zależało na silnej Ukrainie. Neokonserwatyzm w naszym regionie jest wymierzony po prostu przeciw Rosji, a nie „za” Polską czy Ukrainą. Przydatność idei etnonacjonalistycznych jest tu mierzona nie tym, co może zdobyć Ukraina, ale tym jak wiele stracić może Rosja.

Krym nie chwycił za broń tylko dlatego, że Rosja uprzedziła siepaczy Dmytra Jarosza z Prawego Sektora. Półwysep jest w pełni wolny od ukraińskiej dywersji, bo ludność ukraińska składała się tu ze studentów i pracowników sezonowych. Tu po prostu naturalna była i jest przynależność do Rosji. Ukraina akceptowana była o tyle, o ile traktowano ją jako należącą do tej samej geopolitycznej drużyny, co Rosja.

Projekt ukrainizacji Krymu, tak głośno lansowany przez lata przez wszystkich zwolenników opcji prozachodniej, był po prostu wrogi dla ludności tego malowniczego regionu. To raczej Ukraina mogła się od Krymu uczyć. Mozaika religii, narodowości, języków – to coś co Krym czyni modelowym wręcz przykładem wielokulturowości. Zachód tego rozumieć nie może, bo ludność napływową traktuje tylko jako tanią siłę roboczą, którą system neoliberalny wpycha w getta biedy, a później nieuchronnie prowadzi do konfliktu między imigrantami, a autochtonami.

Nam Polakom być może trudno to zrozumieć, bo mniejszości są u nas w ilościach śladowych, a inicjatywy, takie jak Ruch Autonomii Śląska, mają wymiar raczej kabaretowy niż realnego zagrożenia dla integralności terytorialnej państwa polskiego. Niemniej jednak warto się uczyć, także od mniejszych. W naszym żywotnym narodowym interesie jest to, by Ślązak, Tatar czy Kaszub nie czuli się wykluczonymi z polskości. Skandaliczne wypowiedzi, takie jak Jarosława Kaczyńskiego sprzed kilku lat, który śląską tożsamość sprowadził do niemieckiej, to właśnie powtarzanie błędów ukraińskich szowinistów. Niemniej jednak czy to, co stało się z Ukrainą, nie przypomina trochę upadku projektu Rzeczpospolitej w XVIII wieku?

Rozpasanie polskiej szlachty doprowadziło przecież wtedy do rozwoju alternatywnych wobec polskości tożsamości na wschodnich rubieżach państwa, do sytuacji, od której nie było już odwrotu przez co na wszelkie bajania o ekspansji na wschód należy dzisiaj wylewać kubeł zimnej wody.

Nie mi rozstrzygać tutaj, czy dobrze to, czy źle, że Ukraina nie skorzystała ze swojej szansy. Po niemal tygodniu spędzonym na wyjątkowym Półwyspie Krymskim cieszę się jednak z decyzji Krymian. W marcu 2014 roku zagłosowali za tym, by Krym pozostał Krymem. Czyli Rosją. Na zawsze.

Tomasz Jankowski
http://geopolityka.org/

Komentarzy 14 do “Krym. Rosja. Na zawsze.”

  1. Borsuk Polski said

    Angela-groteskowa caryca Europy to NIEMKA. Otacza ją ZGRAJA zręcznych Niemców – z jedną nogą w banku, z drugą w instytucjach unijnych, z tyłkami usadowionymi w prasie. ROSJA nawet w najcięższych czasach NIE UMIERA do końca.Mogą do niej strze­lać lub za­mykać na odludziu embarga, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć. Dlaczego Rosjanie są znienawidzeni? Jest to nieuchronny skutek ich dążenia do SAMOSTANOWIENIA, które jako przejaw sił witalnych narodu, znalazło swe uosobienie w postaci Władimira Putina. Zachodni upadający świat oburza się, że naród rosyjski ośmiela się ujawniać nieprzejednaną NIENAWIŚĆ do tego czym dzisiaj jest ta niby lepsza Europa.

  2. Re: Artykul…
    Lichwiarskie zydostwo NIE MOZE PRZEBOLEC, ze W.Putin wyprzedzil zydowskie zapedy do kontroli calego swiata, gdzie pol swiata ucieklo zydom spod ich nosow.
    (mam na mysli: Rosje, Chiny, Indie, Iran) I jak tutaj maja najemnicy wywolac III zydowska wojne, jesli ich zapedy sa w sposob „dyplomatyczny” I skutecznie neutralizowane przez (glownie) Rosje I Chiny (chinskie statki wojenne w wlasciwych miejscach I bardzo nowoczesna bron Rosji)…

    A wiec panowie z NATO: daleko nie polecicie na swych „latawcach”…a „zadyma” wojenna bedzie bardzo kosztowna dla „wiadomej nacji”…ktora ma wspolna DNA…no I ukryc sie nie bedzie wtedy gdzie…
    ===========================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

  3. Krym to miejsce chrztu wszystkich carów Rosji, więc jest rdzennie rosyjski. Jednak rosyjscy carowie to nikt inny jak również nasi Polscy władcy, ponieważ przed chrześcijaństwem nie było „narodu polskiego” i „narodu rosyjskiego” – byliśmy jedną grupą plemienną zwaną w Indiach Riszi, czyli Ryszy, czyli Rudowłosi, i mówiliśmy jednym językiem. „Staropolski” i „starorosyjski” to był jeden język, a jego dywersyfikacja nastąpiła po rozłamie w chrześcijaństwie i oderwaniu się Lechii Zachodniej. Nigdy nie było państwa „Rosja”, to wszystko było nasze polskie. Tzn. my Polacy, byliśmy w tym tworze kastą rządząca i lud zwał nas ‚Paljaki’, czyli ‚Niebianie’.
    Rosja ma informację, wg której na Krymie narodził się Jezus, jak również swoją historię Jego losów.
    Na Krymie znajduje się opisana w Biblii grota na nabrzeżu Sewastopola.
    Kogo to interesuje może pogooglowac nazwę Mys Fiolent.
    Generalnie Rosja jest wciąż w posiadaniu informacji, której nie ma zachód od czasu schizmy w chrześcijaństwie, ale jest to jej strategiczna broń, której użyję, gdy już przyjdzie czas. Są porzypuszczenia, że ma to nastąpić w latach 2017-2022. Pożyjemy, zobaczymy.

  4. tadeusz said

    Powinniśmy bronić NIEMCÓW przed ŻYDAMI .Oni nie zdają sobie sprawy ,że są zniszczeni ! ! !

  5. tadeusz said

    BOŻE BĄDŻ miłościw mnie grzesznemu ! ! !

  6. grzech said

    Krym rosyjski? Krym winien być tatarski. Tatarów podbili Rosjanie w wojnie z Turcją i od tamtej pory zajmowali te ziemie. Więc teksty o powrocie Krymu do ojczyzny Rosji można między bajki włożyć.

    A Pan to aby zdrowy?
    Admin

  7. Jaro said

    tatarski? a tatarzy to niby rdzenni mieszkańcy Krymu? Przybyli tam w XIV w. jako część hord Timura. Słowianie byli tam znacznie wcześniej. Rosyjskie Imperium podbiło Krym i bardzo dobrze. przez całe wieki ci nasi „przyjaciele” tatarscy najeżdżali Rzeczpospolita powodując w sumie miliony ofiar.

    Z panem „Grzechem” jest coś ostatnio niedobrze 🙂
    Admin

  8. markglogg said

    „Krym, Rosja, Na Zawsze”

    Nie chcę być pesymistą, ale pamiętam, z podróży po Czechosłowacji w 1969 i 1976 roku (mieszkałem już wtedy na Zachodzie) poumieszczane w widocznych punktach tego państwa (bilbordów jeszcze nie było) podobne napisy, które się tam pojawiły po Inwazji Paktu Warszawskiego 21 sierpnia 1968 roku:

    „Na večne časy z Z Sovetskim Svazem”

    Wystarczyło na zaledwie 21 lat. Ale to i dużo.

    I zaczynają żałować tamtych czasów…
    Admin

  9. Czołgista said

    Krym pozostanie z Rosją, bo większość ludności i stacjonujących tam wojsk wykazała lojalność Moskwie. Przeważa tam populacja rosyjska. Równie dobrze można spytać, kiedy Obwód Kaliningradzki odłączy się od Rosji.

    @6 Idąc pańską pokraczną logiką to musielibyśmy oddać spory kawałek Śląska, bo w pewnym momencie posiadali go Niemcy.

  10. revers said

    „Angela-groteskowa caryca Europy to NIEMKA.”. Niemcy z zasadami Bismarcka mowia o niej syjonistka nie niemka.

  11. Nieważny said

    Gdzieś czytałem jak „ktoś” pisał o ziemiach odzyskanych, że powinniśmy je oddać Niemcom bo to spadek po Związku Radzieckim. Przy okazji powinno Nam być przykro itp.

  12. RomanK said

    ad 3. Panie Stanislawie..chce pan uslyszec ten jezyk????na zywo???
    Niech pan zrobi chorek zlozony z Rusiunow, Polakow, Slowakow i Horwatow.Czechow i Serbow…rozda im text piosenki ,.,chyba najstarszej slowianskiej …”Trawo”..ktora zaczyna sie wszedzie :
    Trawo moja trawo , trawo zielona,,,,,
    Kaze im wztskim siewac…kazdemu w swoim narzeczu…..i……
    Uslyszy pan Nasza Mowe….. Nasze Slovo…..:-))))

  13. RomanK said

    Banderowskie scierwa Ukraincy – atakuja i morduja zolnierzy ukrainskich Rusinow :

  14. ad 12.

    Panie Romanie, czemu tylko te nacje? Np. Szwaby i Sławy, to niegdyś też było jedno. Nie było przecież żadnych „Niemców”, „Francuzów”, „Anglików”, „Szwedów” itd itp – to wszystko My.
    Ja wiem, nasz obecny stereotyp nie pozwala nam tej bariery tak łatwo przeskoczyć i zobaczyć to wyraźnie, ale takie są nagie fakty i czysta PRAWDA o POLSKOŚCI. Starożytna POLSKOŚĆ przekracza zdolności postrzegawcze współczesnych Polaków, co stanowi część naszego problemu z tą całą cywilizacją.
    Na prawdę sporo już wody upłynęło w Wiśle, Dnieprze, Labie itd. od czasu, kiedy nasza Mowa Matka była rozpoznawalna przez każdą istotę na Ziemi.
    To jakieś oczywiste niedopatrzenie, że nasza nacja, intensywnie podróżująca i osiedlająca się wedle swego uznania w co atrakcyjniejszych zakątkach tej planety, niestety nie miała do swej dyspozycji choćby komórek, że o laptopach i Skypie nie wspomnę… a w ten sposób pozostająca w izolacji nasza pula genetyczna, ulegała intensywnemu naturalnemu zróżnicowaniu kulturowemu, a poprzez mezalianse z ‚małymi czarnymi’, również genetycznemu, co nie pozwala już dziś na ponowne ich sprawne jednoczenie.
    Gdybyśmy jednak tylko zechcieli wprowadzić w życie taki plan jak Reintegracja POLSKOŚCI, to technicznie jest to wykonalne i po kilku pokoleniach moglibyśmy mieć satysfakcjonujące osiągnięcia.

    Wszystko jest mozliwe, „… ino uny nie kcom kciec”:)

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: