Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Stefan Czarniecki

Posted by Marucha w dniu 2016-02-17 (Środa)

16 lutego 1665 roku, zmarł hetman polny koronny Stefan Czarniecki. Jeden z największych polskich bohaterów, wsławił się licznymi zwycięstwami podczas potopu szwedzkiego, gdzie często musiał stawiać czoła znacznie liczniejszym oddziałom wroga.
Wielki człowiek i wielki patriota!
To właśnie Jego osobę wspominamy, śpiewając trzecią zwrotkę Mazurka Dąbrowskiego.

*                          *                          *

16 lutego 1665 roku w Sokołówce na Ukrainie zmarł hetman polny koronny Stefan Czarniecki, herbu Łodzia, bohater wojen ze Szwedami i Kozakami, upamiętniony w jednej ze zwrotek polskiego hymnu narodowego.

Dokładna data urodzin Stefana Czarnieckiego nie jest znana, nie można nawet mówić o dacie rocznej. Historycy przyjmują, iż urodził się między 1599 a 1604 rokiem w Czarncy, niedaleko Włoszczowy. Jako jeden z dziesięciu synów niezamożnego szlachcica miał przed sobą dwie drogi kariery: duchowieństwo lub służbę wojskową. Idąc za przykładem czterech starszych braci, wybrał wojsko.

Nie zachowały się żadne źródła mówiące o początkach służby Stefana Czarnieckiego – historycy przyjmują, że jako prosty żołnierz brał udział w walkach z Turkami, bitwie pod Chocimiem (1621) i wojnie ze Szwecją (1626-29), a następnie walczył w służbie cesarskiej jako żołnierz chorągwi lisowczyków.

Czarniecki musiał wyróżniać się talentem wojskowym – już w 1634 roku został porucznikiem chorągwi kozackiej, następnie dowodził chorągwią husarską. Brał udział w tłumieniu powstań Pawluka (1637), Ostrzanina i Huni (1638), sporą sławę przyniosła mu szarża dowodzonej przez niego chorągwi w bitwie z Tatarami pod Ochmatowem (1644).

W czasie powstania Chmielnickiego Czarniecki dwukrotnie dostał się do niewoli kozackiej i dwukrotnie podejmował próby ucieczki. Uwolniony po ugodzie zborowskiej (1649) wziął udział w bitwie pod Beresteczkiem (1651) i przegranej bitwie pod Batohem (1652), a pod Monasterzyskami odniósł ciężką ranę, po której – jak pisał służący pod rozkazami Czarnieckiego Jan Chryzostom Pasek – “wystrzelone podniebienie srebrną do śmierci szpontowal blachą; bo inaczej, kiedy mu ją do przemywania wyjęto, słowa jednego przemówić nie mógł”.

Jako dowódca Czarniecki był typowym przedstawicielem swoich czasów – niezbyt doceniał rolę piechoty czy artylerii, wierzył w siłę jazdy, szybkie manewry i brawurowe wypady za linię wroga. Zdolny „zagończyk” znacznie gorzej radził sobie z wymogami nowoczesnej wojny, często stawiając kawaleryjski impet przed taktyką i ponosząc niepotrzebne straty.

Jako dowódca Czarniecki był typowym przedstawicielem swoich czasów – niezbyt doceniał rolę piechoty czy artylerii, wierzył w siłę jazdy, szybkie manewry i brawurowe wypady za linię wroga. Zdolny „zagończyk” znacznie gorzej radził sobie z wymogami nowoczesnej wojny, często stawiając kawaleryjski impet przed taktyką i ponosząc niepotrzebne straty.

Pełnię swoich wojskowych umiejętności zademonstrował Czarniecki w czasie „potopu szwedzkiego”. Sprawnie dowodził obroną Krakowa, poddając miasto dopiero w obliczu braku jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. Zdając sobie sprawę z siły regularnych oddziałów szwedzkich, unikał wielkich bitew, prowadząc tzw. wojnę szarpaną, opartą na mobilności oddziałów kawalerii i współpracy z miejscową ludnością chłopską.

Stosując taktykę szybkich ataków i odwrotów, Czarniecki niszczył mniejsze oddziały wroga, zmuszając Szwedów do skupiania się w miastach i utrudniając im poruszanie po kraju. Taktyka wojny partyzanckiej była bardzo skuteczna, jednak gdy Szwedom udawało się zmusić Czarnieckiego do przyjęcia bitwy, ta najczęściej kończyła się jego porażką – Czarniecki przegrywał pod Gołębiem, Kłeckiem, Kcynią i Chojnicami.

„Wojna szarpana” przyniosła Czarnieckiemu sukcesy także w starciach z oddziałami Jerzego Rakoczego i w czasie kampanii pruskiej. Doceniając jego talenty król Jan Kazimierz powierzył mu dowództwo polskich oddziałów w wyprawie wojsk antyszwedzkiej koalicji na Danię. Tam również dała znać o sobie kawaleryjska fantazja Czarnieckiego, który szybkim szturmem zdobył twierdzę Kolding i przeprowadził skuteczny desant lekkich chorągwi jazdy na wyspę Als. To właśnie wydarzenie stało się inspiracją dla Józefa Wybickiego przy pisaniu „Mazurka Dąbrowskiego”, choć trzeba nadmienić, że oddziały Czarnieckiego nie „rzucały się przez morze”, ale korzystały z łodzi, za którymi ciągnięto płynące konie.

W 1660 roku dowodząc wraz z hetmanem wielkim litewskim Pawłem Sapiehą 13-tysięcznym regimentem, Czarniecki pokonał pod Połonką niemal dwukrotnie liczniejsze oddziały rosyjskie Iwana Chowańskiego. Ostatnie lata życia spędził na Ukrainie, walcząc z Rosjanami i pacyfikując wybuchające na zapleczu armii Rzeczpospolitej powstania kozackie. W czasie jednej z potyczek, podczas oblężenia miasteczka Stawiszcze odniósł ranę, która stała się przyczyną jego śmierci 16 lutego 1665 roku.

Stefan Czarniecki cieszył się uznaniem Jana Kazimierza, którego był wiernym stronnikiem i którego wspierał w politycznych planach. Za militarne zasługi król nagradzał go wieloma stanowiskami: oboźnego wielkiego koronnego (1652), wojewody ruskiego (1657), wojewody kijowskiego (1664). Marzeniem Czarnieckiego była jednak przez wiele lat buława hetmańska, którą otrzymał dopiero kilka tygodni przed śmiercią.

Czarniecki uważany był za bardzo zdolnego żołnierza, ale jego oddziały często oskarżano nadmierne okrucieństwo i skłonność do grabieży – działo się tak zarówno w przypadku pacyfikacji powstań kozackich, kampanii w Prusach Wschodnich w czasie „potopu” jak i w czasie oblężenia twierdzy Kolding w Danii.

Samego Czarnieckiego pomawiano kilkukrotnie o defraudowanie żołdu przeznaczonego dla dowodzonych przez niego oddziałów. W pamięci historycznej Polaków pozostaje jednak wciąż obraz stworzony przez Jana Chryzostoma Paska i Henryka Sienkiewicza: ambitnego, ale skromnego rycerza Rzeczypospolitej, który „wyrósł z tego, co go boli” i który „umiał zawsze vincere victoria uti; wojska nigdy nie stracił, umiał je konserwować, a choć też czasem i nadwerężył, umiał je restaurować i chlebem nakarmił”.

Andrzej Kałwa
Za: http://dzieje.pl

Komentarze 34 to “Stefan Czarniecki”

  1. Jan said

    Dzielny wódz, wielki Człowiek,nie dla siebie i prywaty łupił /jak tu nasmarkał autor/ ale dla wojska które często głodne szło do boju.

  2. JO said

    „Jako jeden z dziesięciu synów niezamożnego szlachcica..”

    A ilu synow mamy dzis w przecietnej polskiej rodzinie?

  3. JO said

    ” …i pacyfikując wybuchające na zapleczu armii Rzeczpospolitej powstania kozackie. ”

    A powinno byc napisane ..pacyfikowac WYBUCHY REWOLUCYJNE na UKRAINIE, sponsorowane przez Anglie, Prusy i podburzane przez zydostwo….

    Jezeli takie bledy beda w artukulach, to nie zdobedziemy sie na Wolnosc.

    https://marucha.wordpress.com/2016/02/17/stefan-czarniecki/#comment-555558

  4. Wosiu said

    No i ponoć żydy otruły Czarnieckiego.

  5. Zenon K. said

    Czarniecki obrósł w wiele legend, np. świetnego dowódcy. Tymczasem nie był aż tak zdolny. Przede wszystkim był praktykiem, bez przygotowania teoretycznego, o horyzontach jedynie dowódcy jazdy. Był niezwykle groźnym przeciwnikiem, dopóki to on narzucał warunki walki. Ale tylko wtedy- zmuszony do bitwy często ponosił klęski. Nie potrafił wykorzystywać piechoty i artylerii, prowadzić oblężeń (o największym sukcesie tego rodzaju- zdobyciu Koldyngi- zdecydował zaskakujący, wściekły szturm jego żołnierzy, a nie umiejętność stosowania arkanów sztuki oblężniczej). W sumie to dość znacznie ustępował w swych talentach wojskowych Jerzemu Lubomirskiemu (któremu historia zapamiętała z kolei jedynie rokosz przeciw królowi i zwycięstwo w bratobójczej bitwie pod Mątwami).
    Czarniecki był człowiekiem okrutniejszym, niż wymagała epoka w której żył, zarówno wobec własnych żołnierzy, jeńców, jak i cywilów. Jako, że pochodził ze szlacheckiej biedy, był bardzo łasy na tytuły, zaszczyty i przede wszystkim-pieniądze: ograbił niejedną polską wioskę, dwór czy miasteczko; spore kwoty na żołd dla jego dywizji „znikały” kiedy tylko położył na nich rękę (raz Czarniecki ledwo dopadł konia, którym uciekł przed własnymi piechurami). Zgromadzonym majątkiem-ponoć bardzo znacznym- nie zdążył się jednak nacieszyć.
    Czy zasłużył na to, aby śpiewać o nim w hymnie? W sumie to nie. Ale musimy pamiętać, że nasz hymn przez wiele, wiele lat był tylko piosenką marszową polskiej formacji najemnej we Włoszech.

  6. SAP said

    Kolejny „ekspert” od Wielkich Polaków raczył wydalić swoją czosnkową opinię.
    Niech lepiej osoba, kryptonim Zenon K, puszcza swoje bąki w domu.

    Pan Zenon K. wie, co pisze, bo dobrze zna historię.
    Admin

  7. SAP said

    Wolę czyste serce pana Paska:

    Miłaż to jest wojna pod dobrym wodzem, by najcięższe ponosić prace i przykrości; nie straszne rzeczy są ochotnemu sercu przez ognie i miecze, przez srogie Syrtes, Scylle i Charybdy za dobrym przywojcą piąć się ad metam dobrej sławy. Przez to ma Scewola wielką u świata reputacyją, że z swojej własnej czynił sprawiedliwość ręki o to, że ojczystego nieprzyjaciela niedoskonałym umiarkowała sztychem; umiał ten wódz tak swoję akkomodować rękę, że nigdy na karanie nie zarobiła, bo rzadko temu nieprzyjacielowi na zdrowie [wyszło], którego ona swoim dosięgła żelazem. Już przeminęły tot saecula, jako Cynegirus na owę zarobił sobie sławę, która i teraz w częstym jest u ludzi wspominaniu, że nieprzyjacielską zębami chwytał nawę; nierówno świeższe tego zacnego rycerza widzi świat merita, kiedy nieprzyjacielskie tela ore odbierając intrepido, wystrzelone podniebienie śrebrną do śmierci szpontował blachą, bo inaczej, kiedy mu ją do przemywania wyjęto, słowa jednego przemówić nie mógł. O Boże! siłażby na to papiru wyszło, kto by Czarnieckiego z młodych zaraz lat odwagi kawalerskiej chciał wyterminować dzieła należycie! Czegom się sam oczyma swymi napatrzył, a o młodszych zaś jego latach od starych nasłuchałem się żołnierzów, że to i kilka razy na dzień temu polskiemu Hektorowi zginąć było trzeba. Bo jako bitnego syn Gradywa zaraz z młodu nie jako Parys delikatnym złotym, ale Marsowym twardym skronie zdobił szyszakiem: nie w seryjskim jedwabiu albo w sydońskiej purpurze, ale w hartownym pancerzu swoje miał upodobanie; nie śmierć jego, ale on ochotnie zawsze szukał śmierci, słuchając w tym perswazyjej Seneki: Quia incertum est, quo loco te mors exspectet, tu eam omni loco exspecta. Szukał jej z młodych zaraz lat w czeskich, w niemieckich prowincyjach, u rodzonego swego brata chorągiew nosząc; szukał jej w tatarskich, w wołoskich, multańskich, węgierskich, kozackich, moskiewskich, szwedzkich, pruskich, duńskich, olzackich państwach, i za Dnieprem, i za Wołgą, i za Odrą, i za Elbą, i za morzem, ochotnie wszędy za całość ojczyzny swoje ofiarując zdrowie. A przecie śmierć nie porwie się na tego, kogo Bóg w swojej konserwuje protekcyjej do dalszej Majestatu Boskiego swego i ojczyzny usługi. Samę tylko szwedzką, wojnę wziąwszy przed oczy, jako ją propria virtute et consilio utrzymał, kiedy w owych zdesperowanych okazyjach na imię króla, pana swego, w małej garzci wojska pokazał się nieprzyjacielowi na oko, ojczyźnie już konającej stał się pożądanym bezoardem i szczęśliwie ad oboedientiam panu przywrócił; tyranna szwedzkiego z ojczyzny wygnał i jeszcze go za morzem w jego domu szukał. Nuż moskiewskie ekspedycyje; nie piszę o nich, bo to nie kronika, ale tylko dukt życia mego. Mogę jednak temu zacnemu wodzowi owe aplikować słowa: Tuum tam spectatum exemplum, tenaci saeculorum memoriae traditum, in ipsa astra sublime pennata Fama fert. Z których swoich nigdy się on nie wynosił czynów, ale te łaski Bogu i rządcy swemu nim bardziej przypisował, tym bardziej od Boga pomyślnych odbierał szczęśliwości. Sławna jest Achillesowa siła, ale piszą, że go Tetys w takich kąpała wódkach, żeby mu żadne nie szkodziły horęże. Opisują Hektora historyje, że in necessitate ojczyzny swojej, rzeczypospolitej trojańskiej, tak potężnie stawał i zwyciężał. Nie może się Rzym wychwalić męstwa Scypionowego, że in rem Rzpltej zawojował Afrykę. Ale to w ten czas było, kiedy żołnierze kamykami do siebie ciskali; teraz zaś i tym samym sławnym na on czas wodzom, gdyby powstali z martwych, podobno by się przykrzejsza widziała bellandi maniera, kiedy to z kilkudziesiąt tysięcy samopałów zakurzą pod nos, kiedy to z kartanu jako cebrzyk kula zaprószy oko, że choć i dyjaboł sam, choć jest curiosus, nie ma czasu, jako zwykł, pokazać się człowiekowi przy śmierci, kiedy to owe petardy, one bomby, owe kartac[z]e i tak wiele innych na zgubę mizernego człowieka wymyślnych sztuk [lata]. Podobno by i tamci sławni rycerze z teraźniejszym nie zrównali. Kochany nasz wódz już z tymi wszystkimi rozumiał się inwencyjami, umiał zawsze vincere, umiał victoria uti; wojska nigdy nie stracił, umiał je konserwować, a choć też czasem i nadwerężył, umiał je restaurować i chlebem nakarmił. Już tedy złote lata twardym przedziergnęły się żelazem, kiedy dom radości i nadzieje naszej w gorzkie obrócił się nam łzy, takiego pozbywszy hetmana i senatora. Powiedają: Optimum est memorabilem mori aliquo opere virtutis. Aleć imię wodza naszego żyje, ozdobą światu, cnocie i wieczności, lubo zapłacił dług śmiertelności. Omnium animi sunt immortales, sed bonorum fortiumque divini. Zbyliśmy kawalera, jakiego podobno nie zaraz obaczy Polska. Płacze Polska senatora, Mars Hektora; wdzięczna tylko imienia jego w sercach naszych została rekordacyja i pochwała. Decet eos laudare defunctos, qui res arduas praeclarasque fecerunt.

    Jan Chryzostom Pasek
    Pamiętniki
    https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pamietniki.html

  8. .,_ said

    Podczas potopu Czarniecki wpadł do Fordonu (dziś dzielnica Bydgoszczy) i wyrżnął wszystkich zamieszkałych tam żydów.

  9. Boydar said

    Niestety, nie wszystkich.

  10. JO said

    To co bylo ku pokrzepieniu serc, nie koniecznie bylo prawda….w tym literacki obraz Czarnieckiego.
    https://gajowka.wordpress.com/zenon-k/#comment-2220

    —-
    literacki ops „powstania Chlopskiego” – Chmielnickiego, w rzeczywistosci byl Rewolucja organizowana przez Zyda Krzywonosa – Camerona wspieranego jak zwykle angielskimi, pruskimi…pieniedzmi… a Chmielnicki byl rewolucjonista.

  11. kibitz said

    On podobno był z natury okrutny i wyciął żydów w Sandomierzu za zdradę Polski przy potopie szwedzkim.

  12. Boydar said

    Nie był więc okrutny, tylko sprawiedliwy oraz zapobiegliwy. W pewnym sensie zadbał też o dusze tych nieszczęsnych żydów. Tym razem zdradzili, następnym zapewne zrobiliby coś znacznie gorszego za co z pewnością trafia się prosto do piekła. A bliźniemu, nawet żydowi, jeżeli jest okazja a wiele nie kosztuje, trzeba pomóc w drodze do Zbawienia.

  13. NICK said

    Panie SAP. (6). A jakieś konkrety co do Szanownego Pana Zenona? Czy etap epitetów jest ostatnim… .

  14. NICK said

    No tak, Panie Boydar. (12). Nie inaczej!

  15. SAP said

    Panie Nick
    Ten pan nienawidzi szlachty. Odkopuje jej trupa, by pohańbić ją do reszty jak uczyniono to onegdaj z trupem Dymitra Samozwańca.
    Szlachta odegrała już swoją dziejową i stało się w momencie gdy przestała być tarczą, gwarantem bezpieczeństwa i wzorem etycznym dla swojego narodu. Nie trzeba kopać i pluć. To znakomicie robili i robią wrogowie Polski.
    Szlachta padła ale etos szlachecki, etos rycerski istniał przez cały wiek XIX i moim zdaniem to dzięki niemu nadal jesteśmy polakami. Te powstania to nie były próby reaktywacji feudalizmu, ale próby (może naiwne) autorehabilitacji szlachty, zadośćuczynienia za grzechy swojego stanu ale też pokuty w śmierci i w nędzy po konfisktacie majątków. Naigrywanie się z tego to potwarz.
    Gdyby ten pan pozwalał sobie dziś na kpiny z samurajów w Japonii, to jutro jego głowa turlałaby się po chodniku i to nawet nie za sprawą jakiegoś potomka samuraja ale zwykłego Japończyka, bo każdy Japończyk ma we krwi kodeks Bushido.
    A jaki dziś kodeks etyczny mamy w Polsce, skoro można lżyć bohaterów?

  16. Nikita said

    jak uczyniono to onegdaj z trupem……

    Ongiś. Onegdaj to znaczy przedwczoraj.

    A odegnaj to zupełnie co innego.

  17. SAP said

    @16
    Ongiś
    Racja. Dziękuję

  18. NICK said

    No dobrze Panie SAP. Pan Zenon jest uznanym historykiem. Nie tylko gajówkowym… .
    Dyskusji nikt nie broni. Epitety zaś… .
    Wie Pan. Przepraszam za mentorstwo. (?)

  19. SAP said

    Panie Nick
    Proszę zapoznać się epitetami tamtego pana i to w skali całej jego twórczości.
    A co do historyków to mam do ich ocen spory dystans, zwłaszcza jeśli stawiają się w roli obrońców uciśnionych palcem wskazując na winnego. Pan przecież wie kto tak robił ongiś w Jerozolimie.
    Dla pewnych historyków co dziś złoto, jutro błoto i odwrotnie.

  20. Zenon K. said

    Re:15 Panie SAP,
    przeczytałem w życiu wiele dokumentów dot. naszego stanu szlacheckiego. Zwłaszcza pochodzących z naszego „stulecia wojen”. 99% osób, których dokumenty się zachowały, było zupełnie bezbarwnymi hreczkosiejami. Spośród pozostałych część była bohaterami, a część- kanaliami, zdolnymi do różnych zbrodni. To byli zwykli, choć niesłychanie uprzywilejowani i z reguły majętni ludzie.

    Szlachta przestała pełnić rolę obrońcy kraju już w poł. XV wieku. Ostatnim akordem rycerstwa była porażka pod Chojnicami (zawiniona raczej przez niedoświadczone, wieloosobowe dowództwo, niż przez same rycerstwo). Zwycięstwo pod Świecinem pod koniec wojny 13 letniej osiągnęło wojsko zaciężne, złożone w minimalnej części z rycerstwa. Rozstrzygnęła je z resztą plebejska piechota, która wkroczyła w momencie, kiedy nasza jazda załamywała się pod atakiem krzyżackim. W najstarszym spisie chorągwi jazdy zachowanym w Polsce- roty rotmistrza Marka (bodaj 1475r.) nierzadko jeden rycerz przypada na 2-3 innych kopijników i 4-10 strzelców. W mniejszych pocztach rolę „rycerzy” pełniło wielu obcokrajowców: m.in. Serbów i Wołochów, niekoniecznie szlacheckiego pochodzenia. Spis ów dowodzi, że jeszcze u schyłku średniowiecza rycerstwo całkowicie przestało pełnić rolę, do której je powołano.

    Przypomnę, że szlachta stanowiła ok.10% populacji naszego państwa. Załóżmy, że w XVII wieku 10% to ok. 800.000 ludzi. Odrzućmy połowę (kobiety), zostaje 400 tys. mężczyzn. Ówczesne społeczeństwo Rzplitej było społeczeństwem młodym, do służby nadawało się ostrożnie licząc 60 tysięcy potomków rycerzy. Nigdy panowie szlachta nie dobili do 20% liczebności naszych sił zbrojnych, z reguły tragicznie małych. Nie żaden szlachcic, czy karmazyn zmienił przegraną bitwę pod Tczewem w remis. Żaden herbowy nie oddał swego konia ucieczką ratującemu życie królowi Janowi III podczas porażki pod Parkanami. Szlachta i magnaci umykali przed królem, tylko pojedynczy rajtar-plebejusz kładł trupem doganiających monarchę Turków, a kiedy rumak królewski ustał-oddał mu bez wahania swojego i pieszo zagrodził drogę spahisom. Chyba nic więcej dodawać nie trzeba w kwestii „bohaterstwa” szlachty, którym Pan tu całkowicie bezpodstawnie szermuje. Powtarzam: to były jednostki. Nieliczne jednostki, które chyba pod wpływem lektury „Trylogii” bierze Pan za typowych reprezentantów tego stanu. Nic bardzie mylnego.

    Polska szlachta inną rolę wymyśliła dla siebie już znacznie wcześniej, bo podczas bezkrólewia po Ludwiku Andegaweńskim, pod koniec XIV wieku. Widziała siebie w roli władzy, rządzącej krajem i naznaczającej monarchów. Zmianę ustroju-z monarchii w demokrację szlachecką osiągnęła w początkach XVI wieku, czyli w nieco ponad 100 lat. Przez kolejne lata szlachta odbierała stopniowo władzę królom, co nabrało tempa po śmierci ostatniego Jagiellona. Wiele różnych, ciężkich grzechów stało się fundamentem tego ustroju. Kiedyś je wymieniłem, ale na prośbę- mogę przypomnieć.

    „Cudowny” ów ustrój demokracji szlacheckiej był dla Polski (i Litwy) śmiertelną chorobą. Powodował, że potężny i bogaty kraj (dość żyzne ziemie, pracowita, łebska ludność, liczne bogactwa naturalne, niektóre dające w zasadzie monopol w skali kontynentu)-połączony unią z drugim krajem, nie potrafił wykorzystać przez setki lat licznych, często oszałamiających zwycięstw nad niemal wszystkimi sąsiadami, chciwymi jego bogactw. Zwycięstw dokonanych przez bezwstydnie małe armie własne, których wodzowie musieli rachować każdy dzień kampanii, każdy strzał z armaty i każdą furę sieczki- na skutek skąpstwa swej klasy panującej. Wszak w chocimskim obozie A.D. 1621 na kilkadziesiąt tysięcy wojska, przymierającego głodem (w bogatym, rolniczym kraju, gdzie nie tyle o ziemię chodziło, co o ręce do jej uprawy) w momencie zawierania rozejmu -została jedna beczka prochu. Przypomnę, że Polska miała monopol w Europie na saletrę, niezbędną do wyrobu prochu). Sąsiedni obóz kozacki na brak prochów się nie uskarżał… Kraj ten nie dawał rady załatwić problemu słabiutkiego Chanatu Krymskiego (który niemal co roku porywał tysiące Polaków w tragiczną i haniebną niewolę), czy „wewnętrznego” problemu własnego- kozactwa. Każda wojna toczona przez Rzplitą była „wojną kramarską” (jak Rzymianie z przekąsem określili niedostateczne wysiłki przebogatej Kartaginy, która na wszystkim próbowała zaoszczędzić i w rezultacie tych oszczędności została zniszczona).

    Wszystko, co szlachta robiła naprawdę chętnie, to powiększanie swoich przywilejów i bogactwa. W obliczu najazdu szwedzkiego spora jej część zdradziła monarchę (przez siebie obranego) i państwo, które traktowała jako własny folwark. Gdyby nie karygodna głupota Szwedów i nieposkromiona żądza rabunku, szlachta nigdy nie powstałaby w swojej masie przeciw panowaniu Karla Gustawa. Sęk w tym, że po dobrach królewskich i duchownych Szwedzi zaczęli plądrować prywatne wsie herbowego towarzystwa. Dopiero wtedy szlachta rzuciła się na ratunek krajowi (?).

    Reasumując- warstwa w swojej masie próżniacza, by nie rzec- pasożytnicza, wytworzyła jednak własną kulturę. Z właściwym sobie egoizmem- na własny tylko użytek. Wygospodarowane z kraju bogactwa szły w pierwszym rzędzie na zaspokojenie potrzeb (i fanaberii) warstwy szlacheckiej. Na jedwabie, wina, zegary, delicje, powozy, zastawy. Kiedy ten gospodarczy błogostan zepsuły wojny i inne czynniki- szlachta zareagowała jeszcze szybszym wzrostem ucisku poddanych (bo i w owych tłustych latach ów ucisk rósł, tyle, że znacznie wolniej). Później masowo zaczęto puszczać majątki w arendę żydom- żyd dawał gwarancję, że wyciśnie więcej. I wyciskał. Przy okazji rujnował szlachcica, który sprzedawał majątek i wieszał się magnackiej klamki. Na żadnym jednak etapie szlachta nie potrafiła powściągnąć swojego iście kalwińskiego pociągu do bogactwa.

    Oczywiście, istniał nadal pewien pęd szlachty ku wojskowości, zwłaszcza, kiedy w czasach saskich „dowództwo regimentu więcej intraty dawało, niźli dobra wieś”. W chorągwiach, także husarskich, pojawia się podział towarzyszy na „przytomnych” i sowitych”. Ci pierwsi, to służący w wojsku osobiście. Niektórzy mieli 10 lat, inni 80, rzadko który stawiał się w miejscu stacjonowania oddziału, niejeden nie wiedział jak wygląda aktualny dowódca, jeszcze rzadszy- rozumiał kilka podstawowych komend. Pozostali towarzysze- „sowici”-zamiast własną osobą służyli -oddając swe miejsce w szyku (he he -jakim szyku? nie znali żadnych szyków!) pachołkowi- często wiejskiemu niedorajdzie, złodziejowi, starcowi czy zgoła niezdatnemu już do pracy w folwarku inwalidzie. Oczywiście musieli zaopatrzyć takowego żołnierza w konia. To były i konie. W jednej z chorągwi jazdy naliczono ich aż siedem, do walki nadawał się jeden, przy czterdziestu żołnierzach na liście płac tego ‚oddziału kawalerii” (100-200 lat wcześniej chorągwie liczyły 60-300 żołnierzy). Tymczasem regimenty piesze, uszminkowane, upudrowane i w perukach, przedstawiały jednak sobą typowy ówczesny standard zachodnioeuropejski. Niektóre stawały nawet nieco wyżej. Tyle, że gemajnami byli w nich plebejusze, a nie próżniacy z wszelkimi przywilejami a bez żadnych obowiązków.

    Pisze Pan, że „pozostał etos rycerski”. Owszem, Naród go sobie przywłaszczył, bez zgody warstwy szlacheckiej. Tak jak przywłaszczał sobie elementy kultury sarmackiej. W 1812 roku Księstwo Warszawskie zmobilizowało niemal 100 tysięcy żołnierzy na kampanię z Rosją. Korpus Polski na skutek dezercji stopniał o połowę, zanim wziął udział w pierwszych poważniejszych starciach. Wina leżała w „obywatelstwie”, które nazbyt często w miejsce potrzebnego w folwarku parobka-rekruta podstawiało skaptowanego za niewielki datek włóczęgę/ żebraka. W 1830 roku nasze elity były bardzo dalekie od jakiegokolwiek rozwiązania kwestii pańszczyzny. Oczywiście, dyskutowano ten problem namiętnie. Głosowano. Pogardzani rolnicy (owe jeszcze niedawno tylko „mówiące narzędzia”) nie chciały iść do wojska nazbyt ochotnie. Dochodziło nawet do pewnych poruszeń chłopskich, odmowy służby wojskowej itd. „My mamy wojować, a nasze żony i dzieci będą mordowane na pańskim?”-pytali chłopi. Odpowiedź warstwy rządzącej brzmiała: „tak”. Chłopi się ugięli, gdzieniegdzie postraszeni wojskiem ,a sprawę pańszczyzny musieli ostatecznie rozwiązać za szlachtę-rozbiorcy.

    „Pokuta w śmierci”? Pan chyba kpi. Przede wszystkim to mała część szlachty zdecydowała się na udział w powstaniach. W styczniowym- sporą część ochotników stanowili mieszczanie i chłopi. Dochrapywali się nawet dowództw niektórych partii, jak Krysiński, pomocnik ślusarza. Poza tym, cóż to za „pokuta”, kiedy nie próbuje się nagrodzić wyrządzonych krzywd, czy choćby poprawić międzyludzkich relacji, zepsutych z winy przodków i własnej, a zamiast tego, winowajca i potomek winowajców kładzie się pod jadący walec drogowy? W gruncie rzeczy- to tylko chwila strachu, który trzeba przełamać, by dać się zabić. To durne i niechrześcijańskie. Tylko niektórzy zwolennicy „czerwonych” palili dworskie księgi z obrachunkami w dziesiątki lat idącej, zaległej pańszczyzny. Chłopi wciąż płacili „za obronę kraju” przez szlachtę (tym bowiem była zapłata renty feudalnej, także w robociźnie), która to szlachta ten kraj sprzedała sąsiadom 3 pokolenia wcześniej…

    Porównywanie naszej szlachty do samurajów to nadużycie. Samuraje pozostali wierni swemu powołaniu, nie skapcanieli, tylko ich tradycje wojskowe pozostały w tyle za rozwojem wojskowej techniki. U nas szlachta nadawała sobie przywilej, za przywilejem, gdzieś mając przyrodzone obowiązki i sprzedała kraj za zachowanie swojej pozycji społecznej i materialnych przywilejów.

    Drogi Panie SAP, ja nikogo nie wykpiwam, ja tylko krytykuję. Może ostro. Ale znam swoich rodaków i wiem, że jak się z „grubej berty” nie przywali, to nie zaczną myśleć, poprzestając na powtarzaniu haseł z podręczników gimnazjalnych. I dalej podtrzymuję, że nasze elity nie mogą być w żadnym wypadku dziedziczne, bo kiedy zaczną rządzić- po Polsce zostanie tylko smród i chodaki. Obecnie rządzi u nas drugie pokolenie komuny, do władzy dochodzi trzecie. Widać efekt? Właśnie o tym mówię. Żadna zasługa ojca nie może pod tą szerokością geograficzną spadać na syna. A już na pewno- całkowicie nieznanego praszczura z mroków dziejów, na pra-pra-(…)pra-wnuka. To wszystko.

  21. Boydar said

    @ Pan Zenon

    rex Auguste, iudica iuste! …

  22. Zenon K. said

    22. Tę filipikę skierowaną przeciw dziedziczności elit w Polsce popełniłem, aby pan SAP nie wyszedł na gołosłownego, skoro kilka faktów odbrązawiających Czarneckiego traktuje w kategoriach „nienawiści” do szlachty. Dalej uważam, że są osoby w naszej historii zdecydowanie bardziej zasługujące, by śpiewać o nich w pieśniach, nawet w hymnach. Jak choćby inny hetman, Stanisław Żółkiewski (nawet nie szlachcic, a magnat!). Ni wspominając już o królu Władysławie I.
    Z historii należy wyciągać wnioski. Ja z dziejów naszego stanu szlacheckiego wyciągnąłem powyższy, ujęty w ostatnim akapicie. Wszystko, co wyżej stanowi tylko jego uzasadnienie, poparte garścią spośród wielu faktów.

    Re:18 Panie Nick, udzielam się prawie wyłącznie w Gajówce, a i to dość nieśmiało…

    Re:19 Panie SAP, nie jestem „obrońcą uciśnionych”. Najwyżej w ten sposób, że III /IV RP mnie uciska i muszę się przed tym bronić. Jeśli chodzi o system wartości, to zmieniłem go w dorosłym życiu raz, kiedy skończył się w moim życiu okres młodzieżowego buntu. Jestem praktykującym katolikiem i na katolickim systemie wartości staram się opierać. Nie nawołuję do zarzynania potomków naszej byłej szlachty, staram się do radosnego słodkiego popierdywania na temat jej przeszłości, mocno fałszującego faktyczny obraz, dodać nieco prawdy, także tej wstydliwie skrywanej, zamiatanej pod dywan. Tak dla równowagi. Wierzę bowiem, że tylko prawdziwa historia może nas czegoś nauczyć. A nasz naród ma wyjątkowy wstręt do uczenia się na własnych błędach, z wielka szkoda dla siebie.
    Pozdrawiam.

  23. Listwa said

    Pan Zenon K jest dobry. Więcej takich.

    „Cudowny” ów ustrój demokracji szlacheckiej był dla Polski (i Litwy) śmiertelną chorobą.”

    – albo rozwój kraju i narodu albo demokracja.

    Dmowski stwierdził, ze wielu jest takich którzy nawołują do działań dla odzyskania państwa, ale swój patriotyzm i nawoływanie do patriotyzmu ograniczają do odzyskania utraconych przez siebie majątków.

  24. Boydar said

    Ja nie mówię, że nie jest, bo jest; tylko ja bym chciał, żeby był jeszcze lepszy 🙂

  25. SAP said

    @Zenon K.
    Niech się pan tak nie nadyma, żyłka panu od huku pęknie.
    Mówi pan berta, ja mówię, że o widły od gnoju, te same, które jakiś ukaraiński kmiot cisnął w Czarnieckiego śmiertelnie go raniąc. Tego Czarnieckiego, który mawiał „ja nie z soli, ani z roli, ale z tego co mnie boli”. Czyli: Ja nie jestem uszlachcony przez wysokie urodzenie (żupnika, obszarnika), moje szlachectwo to moje blizny i rany za ojczyznę. Taką ranę dziś rozszarpuje mu pan i panu podobni.

    Nie wiem skąd pan bierze swój światopogląd, może z Gombrowicza? cytat:”Gdyby historia literatury przyjęła jako kryterium wpływ sztuki na ludzi, Sienkiewicz (ten demon, ta katastrofa naszego rozumu, ten szkodnik) powinien by zajmować w niej pięć razy więcej miejsca niż Mickiewicz.”

    Pisze pan ja katolik, a ja mówię, zrób pan rachunek sumienia jako historyk-amator-katolik, napisz pan prawdę o tych próżniakach biskupach, o dziesięcinie, świętopietrzu i ucieczce chłopstwa w inną religię. Napisz pan prawdę o braciach arianach, o biskupie od „A wierz sobie nawet i w kozła, byleś mi dziesięcinę płacił”. Napisz pan o tych biskupach co to ich portrety zwieszały się z szubienic na Krakowskim. Napisz pan prawdę o dziedzictwie współczesnych biskupów i ich sprzedajności. Zresztą pisz pan co chcesz, ma pan tu liczne grono klakierów i hipokrytów, łącznie z tutejszym BigBrother’m.
    tu pomoc naukowa:
    http://legaba.6te.net/chlopi_a_biskupi.htm

  26. Marucha said

    Re 25:
    Więc może niech Pan sam napisze, o „tych próżniakach biskupach, o dziesięcinie, świętopietrzu i ucieczce chłopstwa w inną religię…” etc. etc.
    Droga wolna.
    Nb. pan Zenon napisał bardzo spokojnie… a Pan mi tu o jakimś nadymaniu, pękaniu żyłki etc. Może Pan te obrazowe wyrażenia oszczędzi na lepszą okazję?

  27. NICK said

    Paaanie SAP Szanowny. Zna Pan Gajówkę niemal od podszewki. Nie należy się obrażać. Jeżeli zaś ja nadepnąłem Panu na piętę? Przepraszam.
    Niech Pan coś napisze wedle sugestii Gospodarza. (26).
    Tylko cierpliwy i znawca walczy argumentem, słowem, linkiem. Łatwo się obrócić na pięcie i odejść. Proszę nie iść na łatwiznę.

  28. SAP said

    no przecie dałem link:

    Andrzej Nowicki
    Chłopi a Biskupi
    http://legaba.6te.net/chlopi_a_biskupi.htm

    Jak powiedziałem mam rezerwę do prac historycznych. Kieruję się bardzej intuicją, „poznawaniem owoców” i relacjami osób ówcześnie żyjących.

  29. Zenon K. said

    Re:28 Tu cytat z tegoż Nowickiego, na którego się Pan powołujesz:
    „Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa, któ­ra uznała prawo narodów uciskanych przez carat do stano­wienia o sobie i proklamowała prawo narodu polskiego do niepodległości, umożliwiła w listopadzie 1918 roku powsta­nie państwa polskiego.
    Z wewnętrznych przyczyn upadku Polski wynikało dla odrodzonego państwa polskiego wskazanie, że warunkiem rozwoju gospodarczego, społecznego i kulturalnego jest przejście ziemi, fabryk i aparatu państwowego w ręce mas robotniczo-chłopskich.”

    Tenże Nowicki to nikt inny, jak były teść kurwiszcza zwanego Wandą Nowicką, prywatnie również ojciec astrologa 😀

    Wracaj Pan do „Kosher Zeitung” i nie psuj powietrza w Gajówce powoływaniem się na wypociny żydobolszewii z czasów Bieruta.

  30. SAP said

    Panie Nick
    Miałem zaszczyt otrzeć się w swoim życiu o ludzi pochodzenia szlacheckiego, tych prawdziwych, duchowych. Oni nawet nie mieli szlacheckich nazwisk, bo ich rodziny zmieniały nazwiska na chłopskie, by przetrwać. Niejeden Burak to dawny Lubomirski, tak jak dziś niejeden Lubomirski to dawny Srul. Dlatego dziś śmieszy mnie związek szlachty polskiej, bo wolą srula niż buraka. Tą szlacheckość można było nawet fizycznie odczuć jako rodzaj aury, magicznego przyciągania, radości bycia blisko. To byli ludzie niezwykle utalentowani, znający języki, oczytani, o niezwykle szerokich horyzontach i religijni (ale w bardzo głęboki sposób). Wysportowani, empatyczni i koleżeńscy. Niektórzy z nich to potomkowie bardzo ważnych osób w 2RP, sprzed 1926. Jako ludzie inteligentni, dawali sobie radę. Raz byłem gościem na jakieś bibie a tam pianino, na pianinie polskie świeczniki, ryk góralskich i pariotycznych piosenek, nawet nie trzeba było alkoholu, wystarczyła herbata pita z okutych w srebro szklanek. Szukając toalety otworzyłem jakieś drzwi, a tam sterty obrazów XV-XVIII. i oszałamiający księgozbiór. To było ich dziedzictwo. Woleli to trzymać niż sprzedać.
    Dziś jak jestem w jakimś towarzystwie, rozpoznaję, wyczuwam ludzi z tą szlachecką aurą (tak jak srul wyniucha srula) ale jest już ich mało. Także na Gajówce.

  31. SAP said

    @wiadoma osoba
    …a pańskie bąki nie są również z tych czasów?

  32. Zenon K. said

    Re:31 Proszę zapytać swojej intuicji, w końcu nią się Pan kierujesz. I poinformować mnie, co ona Panu w tej kwestii dyktuje.

  33. SAP said

    ,że pana owoc jest zatruty. Ma pan złą wolę, jakiś cel. Taki jak oczernianie Polaków jak w stacji TVN, robienie z nich głupców, pijaków, morderców i złodziei i szargania wielkich ludzi.
    Stefan Wyszyński:
    „Naród, który nie wie­rzy w wiel­kość i nie chce ludzi wiel­kich, kończy się. Trze­ba wie­rzyć w swą wiel­kość i pragnąć jej.”

  34. Zenon K. said

    Czy nazywanie pijaka-pijakiem, miernoty-miernotą a zdrajcę-zdrajcą to tez zatruty owoc i zła wola, dyktowana chęcią osiągnięcia jakiegoś ukrytego celu? Niech Pan sobie przeczyta Eustachego Sapiechy „Tak było”. Dla odprężenia i nabrania dystansu do swojego pogańskiego idola w postaci słuckiego pasa.

Sorry, the comment form is closed at this time.