Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Skradziona tożsamość Polaków

Posted by Marucha w dniu 2016-03-06 (Niedziela)

W roku 1767 ojciec Florian Jaroszewicz z zakonu franciszkanów-reformatów wydał w Krakowie książkę pod wielce znamiennym tytułem Matka Świętych Polska. Było to niemal dokładnie 800 lat po Chrzcie Mieszka I. Książka o. Jaroszewicza zawierała życiorysy prawie 400 osób świętych lub uznawanych za święte (przynajmniej jednej na każdy dzień roku), które w tych ośmiu wiekach pojawiły się na polskiej ziemi.

Ta niezwykła książka została już całkowicie zapomniana, a nazwiska jej autora próżno szukać we współczesnych encyklopediach czy podręcznikach. Gdzieniegdzie tylko dzieło o. Jaroszewicza wspominane jest jako jedno z kuriozów „ciemnogrodu” epoki saskiej.

Ale tak jak zniknęła z polskiej świadomości Matka Świętych Polska (jej ostatnie wydanie ukazało się pod koniec XIX wieku), tak samo próżno dziś szukać śladów pamięci o ogromnej większości bohaterów tej książki. W typowym polskim kościele AD 2016 – czy to w wielkim mieście, czy w małej wsi – króluje kult „największego z rodu Polaków”, czyli Jana Pawła II, co najwyżej dopełniany kultem księdza Jerzego Popiełuszki.

Katolicka pamięć zbiorowa sięga więc jedynie pamięci pokoleń, które żyją tu i teraz. Wielka pompa, jaka ma towarzyszyć obchodom 1050-lecia Chrztu Polski, jawi się zatem nieco karykaturalnie, skoro „polityka historyczna” polskiego Kościoła obejmuje co najwyżej ostatnie półwiecze.

„Przewrót umysłowy”

To oczywiście skutek „posoborowego ducha”, który już chyba całkowicie zawładnął naszym Episkopatem i większością duchowieństwa. Ale ten „posoborowy duch” padł na bardzo podatny grunt, którym była konsekwentna zmiana światopoglądu polskiego społeczeństwa w ciągu ostatnich dwóch i pół stulecia.

Jeszcze przed zmianami soborowymi zwrócił na to uwagę znany katolicko-narodowy publicysta Jędrzej Giertych. W roku 1963 na łamach emigracyjnego pisma „Horyzonty” nawiązał on do nieco zapomnianej książki Władysława Smoleńskiego pt. Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII z 1891 roku, w której ten historyk (bynajmniej nie katolickich przekonań) dokładnie opisał zmiany w mentalności polskiego społeczeństwa w epoce „oświecenia”. Epoka ta przypadła u nas na okres panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego (lata 1764-1795), a więc znacznie później niż w zachodniej Europie, gdzie rozpoczęła się już pod koniec XVII wieku.

Nasze „zapóźnienie” dało nam jeszcze całą epokę saską (lata 1697-1763), w której co prawda elity dworskie stanęły już mentalnie po stronie „oświecenia”, m. in. wstępując do lóż masońskich, lecz ogromna większość polskiego społeczeństwa, w tym szlachty i duchowieństwa, pozostawała wierna trydenckim ideałom kontrreformacji.

To dzięki temu „zapóźnieniu” Polska mogła jeszcze wydać takich autorów, jak wspomniany o. Jaroszewicz, ksiądz Józef Baka – autor wspaniałych zbiorów poezji religijnej, później skutecznie wyszydzony i okrzyknięty symbolem późnobarokowego „obskurantyzmu”, czy, zupełnie zapomniana, Konstancja Benisławska, inflancka szlachcianka, która w 1776 roku w Wilnie wydała tom poezji mistycznej pt. Pieśni sobie śpiewane.

Nieprzypadkowo mówimy tu właśnie o literaturze, która od czasu upowszechnienia druku stała się głównym narzędziem kształtowania mentalności społecznej. Skuteczność owego „przewrotu umysłowego” epoki stanisławowskiej wzięła się bowiem z książek, którymi ideolodzy i propagatorzy „oświecenia” formowali umysły kolejnych pokoleń Polaków.

Wielce pomogła w tym nieszczęsna decyzja papieża Klemensa XIV (podjęta w 1773 r. pod naciskiem masońskich rządów Hiszpanii i Portugalii) o likwidacji zakonu jezuitów. Ten znienawidzony przez wrogów Kościoła zakon przez dwa stulecia prowadził najlepsze w Europie szkoły – sławne kolegia jezuickie – dzięki którym udało się uformować elitę kontrreformacji, skutecznie powstrzymującą rozwój protestanckich herezji w poszczególnych krajach, także w Rzeczypospolitej.

Likwidacja zakonu umożliwiła „oświeconym” (wśród których było też niestety wielu formalnie wyświęconych księży) przejęcie monopolu na nauczanie młodzieży, co w Polsce dokonało się poprzez Komisję Edukacji Narodowej. O tym, że monopol ten nie został już nigdy przełamany, dobitnie świadczy fakt, iż do dzisiaj tzw. dzień nauczyciela obchodzony jest 14 października – w rocznicę utworzenia KEN.

Bonaparte zamiast Bogurodzicy

XVIII-wieczny „przewrót umysłowy” okazał się w polskiej świadomości zbiorowej zmianą na miarę rewolucji francuskiej. Co prawda nie było u nas gilotyn, królobójstwa i rzezi arystokracji (nad czym jeszcze dziś boleją niektórzy literaci, co jakoś nie przeszkadza ich prawicowym „wyznawcom”!), nie było też otwartych prześladowań Kościoła i prób jego upaństwowienia, ale to nie znaczy, że „epoka świateł” nie osiągnęła u nas podobnych efektów jak we Francji. Symbolicznym tego dowodem jest nasz hymn narodowy, z którego kolejne pokolenia Polaków dowiadują się, że „dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy”. Ten sam Bonaparte, który jako rewolucyjny generał przy pomocy polskich legionistów zdobył Rzym i uprowadził papieża Piusa VI!

Pieśń owych legionistów zepchnęła w głęboki cień średniowieczną Bogurodzicę, a w zupełne zapomnienie – tyle wspaniałych pieśni sarmackich epoki kontrreformacji. Podobnie rzecz się ma z całą polską literaturą, którą na każdym etapie nauczania „na poważnie” traktuje się dopiero od epoki „oświecenia”, ze szczególnym naciskiem na pozytywizm i romantyzm (zwłaszcza ten najdalszy katolickiej prawowierności, czyli Mickiewicza i Słowackiego, przy jednoczesnej marginalizacji Krasińskiego i Norwida).

Natomiast wszystko, co było przed „oświeceniem”, nauczane jest zdawkowo, może z wyjątkiem renesansowego poety Jana Kochanowskiego i oczywiście „ojca literatury polskiej”, Mikołaja Reja (nieprzypadkowo przyznano ten nieprawdziwy przecież tytuł fanatycznemu protestantowi!).

Polskie średniowiecze i polski barok – dwie epoki o jednoznacznie katolickim charakterze – miały zostać programowo wykreślone z narodowej literatury jako „obskuranckie” i nie wnoszące żadnych istotnych wartości. I w gruncie rzeczy tak się stało.

Historia bez świętości

Ale – co gorsza – dotyczy to nie tylko literatury. Polska pamięć zbiorowa w gruncie rzeczy została wykastrowana z pierwszych ośmiu wieków naszych dziejów: od Chrztu Mieszka I do końca epoki saskiej. Oczywiście, historii tych ośmiu wieków cały czas uczy się w szkołach, tyle że nauczanie to obejmuje właściwie tylko dzieje polityczne, a więc poszczególnych królów, ich wojny i pokoje, sojusze i traktaty, zdobycze i straty terytorialne.

Pomińmy już to, że dla ogromnej części uczniów (nie tylko płci żeńskiej) taki wykład historii jest po prostu nudny i wręcz zniechęca do dziejów ojczystych. Znacznie ważniejsze jest spustoszenie duchowe wynikające z tak naturalistycznego traktowania przeszłości. Brak odniesienia do Opatrzności Bożej i do zaufania, jakie pokładali w Niej nasi przodkowie, skrajnie zafałszowuje historię Polski. Tym bardziej, że historia pisana „po królach” w jej wymiarze obyczajowym stanowi pokusę do uwydatniania czynów niemoralnych, jako że wśród władców skłonność do grzechu bywała zwykle częstsza niż wśród ich poddanych.

Z polskiej historii – nauczanej w szkołach i przedstawianej przez ogromną większość badaczy i popularyzatorów – zniknęły natomiast setki świętych i świątobliwych mężów i niewiast, duchownych i świeckich, opisywanych nie tylko przez o. Jaroszewicza.

Zniknął także ksiądz Piotr Skarga jako autor Żywotów świętych, które jeszcze w początkach XX wieku były najpopularniejszą książką w polskich domach (co przyznaje nawet tak antykatolicki historyk, jak Janusz Tazbir). Znamienne, że dziś ks. Skarga funkcjonuje tylko jako autor Kazań sejmowych, które do XIX wieku pozostawały praktycznie nieznane.

Taka popularność literatury hagiograficznej w dawnej Polsce nie była oczywiście przypadkowa. Nasi przodkowie nie tracili bowiem czasu na zaczytywanie się w romansach czy wątpliwej wartości traktatach filozoficznych (co stało się specjalnością epoki „oświecenia”), lecz obcowali na co dzień z postaciami, które całe życie poświęciły Bogu. Umacniali w ten sposób swoją wiarę i przywiązanie do Kościoła, a swój ziemski żywot traktowali jedynie jako krótki wstęp do życia wiecznego, na które pragnęli zasłużyć.

Długie trwanie katolickiej Polski

My, Polacy epoki posoborowej, nie potrafimy sobie nawet wyobrazić atmosfery, jaka panowała w naszym kraju przed „przewrotem umysłowym” XVIII wieku. Oczywiście, nie brakowało i wówczas wielkich grzeszników, lecz nawet oni mieli świadomość, że grzesząc obrażają Pana Boga.

Oczywiście, miała i Rzeczpospolita swoją reformację, niekiedy wręcz krzykliwą, lecz na szczęście powierzchowną i krótkotrwałą, bo naśladującą tylko obce wzorce. Oczywiście, nie wszystko w dawnej Polsce było dobre i godne pochwały – choćby liczne wady naszej szlachty czy trudne położenie ludności chłopskiej, którego poprawę obiecywał w swoich ślubach lwowskich król Jan Kazimierz. Lecz mimo tych wszystkich minusów osiem pierwszych wieków stanowiło najwspanialszy okres naszych dziejów – okres Polski katolickiej.

Niestety, nie można tego powiedzieć o epokach, które nastąpiły później. Jak już wspomnieliśmy, nie było u nas rewolucji – ale za to nastąpiła „ewolucja”, czyli powolna zmiana światopoglądu Polaków. W czasach stanisławowskich objęła ona głównie szlachtę i duchowieństwo, w wieku XIX rozszerzyła się na dalsze warstwy społeczne, ale dopiero wiek XX – epoka dominacji sił antykatolickich zarówno w II Rzeczypospolitej, w PRL, jak i w III Rzeczypospolitej – dopełnił tego smutnego dzieła, przekształcając katolicki naród w społeczeństwo obojętne na prawdziwą wiarę i moralność.

Francuski historyk Fernand Braudel sformułował teorię trzech rodzajów „czasu historycznego”: historii wydarzeniowej (czyli poszczególnych, krótkotrwałych faktów), koniunktur (czyli dłuższych okresów, na które składa się wiele wydarzeń) oraz długiego trwania (czyli zjawisk, które funkcjonują przez wieki).

I właśnie w kategoriach długiego trwania należałoby patrzeć na owe 1050 lat historii Polski. Wtedy zrozumiemy, jak łatwo daliśmy sobie amputować ze świadomości zbiorowej pierwsze 800 lat, a więc 3/4 naszych dziejów. Jak łatwo daliśmy sobie zohydzić średniowiecze, czyli dokładnie połowę polskiej przeszłości. Jak łatwo daliśmy sobie narzucić karykaturalny obraz epoki kontrreformacji, czyli dwóch wieków nie tylko największych sukcesów militarnych, ale też najgorliwszej wierności Królowej Korony Polskiej i Kościołowi świętemu.

Jak łatwo daliśmy sobie wtłoczyć do głów oświeceniowo-romantyczną wersję patriotyzmu, która zaczyna się dopiero od Kościuszki i Dąbrowskiego, a wynosi na piedestał rozmaitych rewolucjonistów XIX i XX wieku, najczęściej ateistów, masonów, innowierców itp. Jak łatwo daliśmy się oszukać antykatolickim historykom w rodzaju Pawła Jasienicy, a wyrzuciliśmy na margines tych nielicznych, wiernych Kościołowi, jak Feliks Koneczny.

Zuchwała kradzież

Musimy w końcu uświadomić sobie tę zuchwałą kradzież naszej prawdziwej tożsamości narodowej. Bo tożsamość, jaką siły antykatolickie narzucają nam od dwóch i pół wieku, jest tożsamością sfałszowaną.

Polska bez Pana Boga, bez Matki Najświętszej, bez niezliczonej rzeszy świętych, jest tylko masońską imitacją kraju, który „ochrzcił” Mieszko I. Nazwa kraju jest ta sama, granice mniej więcej też, podobnie jak język, którego używamy. Ale tożsamość jest już zupełnie inna. Skutki tamtego Chrztu są coraz skuteczniej zacierane, hasło „Polak-
-katolik” funkcjonuje już tylko jako szydercza obelga, a przed powrotem idei katolickiego państwa narodu polskiego przestrzegają nawet najwyżsi hierarchowie Kościoła w naszym kraju.

Tym większa zatem musi być odpowiedzialność katolików Tradycji za przywracanie prawdziwej tożsamości Polaków: propagowanie dobrej, katolickiej literatury, prostowanie historycznych kłamstw i półprawd, a przede wszystkim właściwe wychowywanie i kształcenie młodych pokoleń. Za żmudne odzyskiwanie tej tożsamości odpowiedzialny jest każdy z nas!

Paweł Siergiejczyk
http://www.piusx.org.pl

Komentarzy 12 to “Skradziona tożsamość Polaków”

  1. Wimar said

    Jakieś wydawnictwo katolickie ,któremu leży na sercu ciągłość Kościoła Katolickiego w Polsce, jego chlubne karty z okresu średniowiecza, kontrreformacji,oświecenia oraz okresu zaborów powinien uwspółcześnić pisownię ( stylistyke ) i wydać ją na okoliczność 1050 rocznicy Chrztu Polski. Książke ks. F.Jaroszewicza można dostać na allegro: .http://allegro.pl/matka-swietych-polska-zywoty-swietych-jaroszewicz-i6031861715.html

  2. Wimar said

    Za bardzo się rozpędziłem. I wydanie książki jest z 1767 r. a nie 1893r ,a wiec okresu zaborów nie obejmuje.

  3. Dlaczego zaraz ten alarmujący tytuł: „Skradziona tożsamość Polaków”?

    Każdy Polak, który ma głęboko w swej świadomości źródłosłów swojego tytułu narodowego, jest POLAKIEM, i staje się historycznie niezniszczalny. Niezależnie od okoliczności. POLAKOWI (nie mylić z Polakiem) nie grozi pozbawienie tożsamości przez śmiertelników, a Polska to kraj, który przeżył wiele rozbiorów (oficjalnych i nieoficjalnych) i wymazanie z mapy świata. Przez znakomitą większość naszej historii żyliśmy BEZ ŻADNEJ FORMALNEJ STRUKTURY PAŃSTWOWEJ, która do niczego nie była nam POLAKOM specjalnie potrzebna. Za wszystkie przywileje i honory wystarcza nam nasz Tytuł Rodowy przy imieniu – POLAK. A gdzieniegdzie brzmiał/brzmi on PALA, BAAL, BEL, PALAK, PALJAK, itd itp, w setce odmian, ale zmienne to brzmienie, zależne od czasu i regionu, pozostaje przez wszystkie epoki etymologicznie identyczne. Bo my POLACY trwamy od niezliczonych tysięcy lat, od poczatku tej cywilizacji w Kosmosie, a nie tylko na tej planecie! Zbrójmy się w POLSKĄ ŚWIADOMOŚĆ i patrzmy śmiało w przyszłość, bowiem ona, tak samo jak przeszłość i teraźniejszość, jest NASZA! Zmieniają się układy polityczne, zmieniają się epoki i klimaty, a POLSKOŚĆ od niezliczonych milleniów trwa i trwa i trwa i trwa.
    Pozdrawiam Serdecznie

  4. to dobre na nasz hymn: https://www.youtube.com/watch?v=DfgtTCaRyKM

  5. Słowianin said

    skradziona tożsamość Narodu jest owszem, bo „zniknęło” w nadprzyrodzony sposób kilka tysięcy lat naszej historii, ale skradziona ona jest… przez Watykan…
    do rozbiorow chrześcijanie to była garstka – głównie magnateria i szlachta „zwiedzona na pokuszenie” z ramienia kleru – Naród w znakomitej wiekszości wierny był wierze rodzimej i grubo ponad połowa Narodu nie dała się przekabacić – dopiero po zaborach współczynnik „Pokaków – katolików” skoczył na poziom 90 % – takie są fakty… od chrztu Popiela a potem Mieszka I trwa permantny upadek… nazywać to można jak się chce ale fakty są takie, że „odkad spłynął tu duch swiety” tracimy i ziemię i ludność od tamtej pory… a imperium przedchrześcijańskie to tylko wspomnienie… narzucona przemocą niczemu niewinnym „pokuta za grzechy pierworodne żydów” jeszcze żadnemu narodowi się nie przyslużyła.. oprócz narodu przebranego, oczywiscie…
    niestety ale można 24/24 leżeć krzyżem po kościołach i mamrotać różańce w tych krótkich przerwach na pokute i kompletnie nic to nie da oprócz rozdwojenia jaźni… bo nic innego z tego obłędu nie wynika…
    muslimy też klepią pięć razy dziennie baniami o glebę i też mogą tak klepać ten odłam jahwizmu w nieskończoność… wyklepać tam mogą jedynie garsc umysłowych defektów…
    juz nawet nie warto wspominac ze wszyscy papieze… popierali rozbiory – wszyscy, co do jednego!
    kto tu wiec kradnie tozsamosc „Polaków”? kto skoro „Polacy” urodzili sie po rozbiorach dopiero? wczesniej ten lud zwał sie z dumą „Lechici”… „Sarmaci”… „Polanie”…

    ——
    Ależ Pan bzdury pisze…
    Admin

  6. bez kompromisów said

    no to więcej „oliwy” do ognia.
    Oto fragment wiekszej całości, niestety troche więcej jak 10 słów:

    Ograniczę się do punktowego zaznaczenia przegięć i mitomanii, która tak zamula widzenie realiów, że
    Staje się niestety orężem w szeregach – WROGA POLAKÓW !
    Zacznijmy od źródła, z którego się sączy ta trucizna, a jest nim zupełny zamęt w ocenie
    Hierarchii Argumentów, co prowadzi do zamętu tak wielkiego, iż zdrajca staje się większym bohaterem
    Aniżeli męczennik !

    Konkretnie, kilka przykładów tą tezę obrazujących:

    – Papież mówi „totus tuus”, a rzeczywiście stawia się ponad Matkę Bożą decydując, że 3-a Tajemnica nie będzie ogłoszona – to co to jest pytam, cały Twój, czy „cały Jaaa” większy od Boga JP II?!
    – kard Hlond coś tam twierdzi, że tylko Polska, że tylko Maryja (!!!), a tak naprawdę to ks.Hlond te słowa splagiatował od bł. Bronisława Markiewicza, krzycząc w seminarium że Bł. Bronisław jest: „hory na polski patriotyzm”, po czym sam głosił: „całe życie oddaję dla salezjanów” – czy to nie jest jakaś dewiacja psychiczna???
    Potem oddawanie czci Piłsudskiemu (JP I ! ) i jednocześnie granie Katolika, nie jest Delirium Maximum???
    Dalej ucieczka przed Niemcami w 1939 roku pod pretekstem „zdania relacji” takie Bla Bla, by potem
    stawiać się w roli bohatera po 45-tym, i te bałwochwalcze ohy i ahy dla „wielkiego Prymasa” – jaki on Prymas,
    jaki on Interrex!? – Ojciec Narodu, który porzuca go w potrzebie?!
    Proszę mi nie podawać Ks. Hlonda za jakikolwiek przykład do naśladowania, wiem jak został biskupem, by
    potem w kilka miesięcy zostać PRYMASEM!
    Potem jak blokował i żonglował Episkopatem ( opisuje to w książce pt.”Episkopat KK w RP 1918-1939” praca naukowa ks.prof.Stanisława Wilka SDB! z 1992 roku, to dopiero źródło ukazujące korzenie naszych klęsk!!!),
    każdy kto cytuje kard Hlonda jako bohatera jest po prostu: naiwnym, oszukanym, pożytecznym …
    – Co jest dla Polaka Katolika ważniejsze: co tam ktoś powiedział, że Jasna Góra mu samolot i życie uratowała; że gdzieś komuś się ukazała…; że w moim przekonaniu tylko coś tam …
    Czy może jednak dwa uznane w Polsce Objawienia: Wawel 8 Maja AD 1610, i Gietrzwałd AD 1877?!
    Oba są uznane autorytem Papieża, oba są porównywalne tylko z: Gudelupa; Lourd; i Fatimą! – chodzi o rangę UZNANIA! Dopiero potem idą sanktuaria i miejsca kultu gdzie:
    nie stwierdza się niczego co Wierze Świętej by się sprzeciwiało!
    – Majstrowanie przy Uznanych i zatwierdzonych treściach objawień obrazuje nam pięknie jak preparowano Objawienia O. Mancinellego. Najpierw zaginęły dokumenty do kanonizacji!
    Potem cisza, tak że tylko Św.Andrzej Bobola wiedział jeszcze co to znaczy: Jam Jest Królowa Polski – innym
    musiał to dopiero Papież przypomnieć.
    Ks.Skarga, wielki czciciel Królowej Polski, został okradziony ze Świętości pomówieniem godnym tylko Judaszy!
    Potem wymyślono tytuł: Królowa Korony Polskiej – bo Królestwo już zlikwidowali, więc
    co za problem czcić próżnię?!
    Potem wklepano ten tytuł do Jasnej Góry, wbrew ewidentnym sprzeciwom samego Św.Piusa X, bo to nie na Jasnej Górze Tron Swój wzniosła, lecz w Gietrzwałdzie z Nieba został zniesiony! – co za ignorancka żonglerka faktami, co za pycha twórców mitomanów, co za logika zdeprawowana!
    – Ignorowanie: La Salette, Katarzyny Sieneńskiej; Marii z Agredy; Wandy Malczewskiej; Wandy Boniszewkiej – aby zakończyć wyliczankę na Bł. Jerzym Popiełuszce ( którego ostatnia homilia w Bydgoszczy powinna co najmniej raz na tydzień być odtwarzana i komentowana jako głos Boży: Tylko Prawda Nas Wyzwoli! ) , powoduje zamęt doskonały w umysłach współczesnych Katolików na całym Świecie. ( słyszeliście to ostanie kazanie? )

    itd., itp., itd . . .

  7. Listwa said

    @ 5 Słowianin

    Podnosi pan te swoje opowiastki do rangi nauki.
    Było coś takiego jak Imperium Rzymskie, wiele po nim pozostało, pokaż co było w tym samym czasie zanim przyszło do Polski chrześcijaństwo.

    Dziwne że pan tak mało wie o chrześcijaństwie, którego przejawy są namacalne od wieków, a tyle opowiada o jakimś dawnym imperium, po którym jakoś nic nie ma. To chrześcijaństwo nie zniszczyło wszystkiego po Cesarstwie Rzymskim?

  8. Listwa said

    @ 6 bez kompromisów

    Coś chyba panu znowu nie wyszło. Demagogia jedzie.

  9. Wimar said

    Re 8 Listwa. W tym co pisze „Bez Kompromisów” jest trochę prawdy. Gdyby prymas A.Hlond wysłuchał objawień Rozalii Celakówny, byc moze II WŚ mialaby dla nas łagodniejszy przebieg i nie ponieslibysmy takich strat….gdyby ks.prymas nie opuscił owczarni na czas wojny być moze nie doszłoby do Powstania Warszawskiego wraz z konsekwencjami… gdyby JPII poświęcil Rosje tak jak sobie zyczyła tego MB- okres po pierestrojce przebiegalby inaczej a przynajmniej nie byłoby „smoleńska”… Można sobie pogdybać. Ale tylko Pan Bog zna cala prawde. Byc może nie mogli..może sie bali… nie mnie ich oceniać. Pocieszające jest jedynie zapewnienie MB : ” w końcu moje niepokalane serce zatriumfuje!”

  10. Listwa said

    @10 Wimar

    Trochę ma. Ale wydźwięk tekstu pozostaje demagogiczny.

  11. Słowianin said

    @ 7 Jak to nie zniszczylo? to własnie chrześcijańswo w oparciu o fałszywkę tysiąclecia tak zwaną „donację” (prezent) Konstantyna podzieliło na dzień dobry Starożytny Rzym na dwie połowy… rozpoczynając rozpad imperium… a następnie na kilkanaście kolejnych kraików – tylko dzieki tej religii imperium rzymskie się ropadło ostatecznie na nieważne i bardzo łatwe do kontroli małe kraje… do dziś się rozpada… vide Jugosławia, a w kolejce czeka Irlandia, Belgia, Szkocja, Ukraina, Hiszpania… itp itd…
    a co do Rzymian… hm… dostali ze swoimi śmiesznymi drepczącymi na piechotę legionami od naszego imperium (jego konnicy) takie baty ze Juliusz Cezar aby zawszeć wreszcie pokój z Nami dał naszemu królowi starszą rodzoną siostrę za żonę plus Bawarię w posagu… zachowały się do dziś jego wlasne pamiętniki szanowny panie pisane osobiście przez Juliusza Cezara w czasach podboju Galii…
    do dziś herb „niemieckiego” Frankfurtu to kubek w kubek nasze godło narodowe – orzeł biały, w koronie i na czerwonej tarczy… starszy odrobinkę niż Stary Testament… takie są fakty i nie wymysłilem tego aby komuś zrobić przykrość – tak wiele „uznanych” dogmatów okazało się już fikcją… tak wiele upadło „autorytetów”…. nie warto się sprzeczać o stare dzieje ale warto dbać o przyszłość – być mądrym przed szkodą bo jak tu najadą muslimy… to ani słowianie ani chrzescijanie w pojedynkę nie dadzą rady…

  12. Listwa said

    @ 11 Słowianin

    Teraz poproszę odpowiedź na temat, a nie znowu opowiastki obok tematu

Sorry, the comment form is closed at this time.