Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kreszczenska woda

Posted by Marucha w dniu 2016-03-13 (Niedziela)

(Po cudach kapitan uwierzył w Boga)

To było w 1989 roku. Przyszedł do mnie kapitan drugiej rangi, dziennikarz, literat, mój dawny przyjaciel, Borys Fieodorowicz Kożuchów. Wiosną, latem i jesienią on prowadzi statki na północy, a zimę, kiedy morze okrywa się lodem, spędza w domu z rodziną.

Nie widzieliśmy się parę lat. Opowiedziałem mu, jak po cudach uwierzyłem w Boga i zacząłem chodzić do cerkwi. I oto już od czternastu lat nie przepuszczam ani jednego Nabożeństwa. Udowadniałem mu, że Bóg jest, że Bóg pomaga mi we wszystkim, odpowiada na modlitwy, uzdrawia choroby, kiedy modlisz się z całego serca.

Ale kapitan słuchał nieufnie. Wszystkie moje dowody istnienia Boga przyjmował za literacką twórczość, artystyczny wymysł.

Po kilku prawie bezskutecznych rozmowach powiedziałem mu:

– Bóg stale czyni cuda w prawosławnej Cerkwi. Cud trwa już prawie dwa tysiące lata, każdego dnia.
– Jaki cud? – zapytał kapitan.
– Cud przeistoczenia chleba w Ciało Chrystusa a wina w Krew Chrystusa.
– A jak to sprawdzić? Przecież Ciało i Krew Chrystusa, jak mówisz, mogą spożywać, doświadczać tylko wierzący?
– Jest i inny cud, który też trwa już dwa tysiące lata: w Cerkwi święci się wodę i ta uświęcona woda nie psuje się, stoi lata, dziesięciolecia. Widziałem najczystszą wodę, która stała 70 lat. Inna woda dawno już stęchłaby, a święta woda nie psuje się.
– Rzeczywiście – powiedział Borys – to najbardziej przekonujący dowód, jeśli tylko tam… nie używają chemii? Tam prawdopodobnie zanurzają do wody srebrny krzyż? Albo woda płynie w srebrnych rurach?
– Nie. Po pierwsze, po rewolucji 1917 roku bolszewicy wycofali z cerkwi wszystkie drogocenne krzyże, zdarli z ikon ornaty. Tak, że ani złotych, ani srebrnych krzyży nie zostało. Po drugie, krzyż, którym wyświęcają wodę, może być dowolny: i żelazny, i miedziany, i drewniany, i kamienny. Po trzecie, krzyż opuszczają do wody zaledwie na kilka sekund. Przez ten czas żadne srebro nie podziała.
– A woda skąd? Czy nie ze świętej studni? Może ona już jest poświęcona?
– Nie, wodę możesz przynieść ze sobą. Weź bidon, można aluminiowy, można słoik, nalej wody z kranu, przynieś do cerkwi (właściwie, na Bogojawlenije «Objawienie Pańskie» wody często nie wystarcza, niektórzy przynoszą ją z sobą), i twoją wodę poświęcą przy tobie.
– I ona nie zepsuje się?
– Nie, jeśli twoje naczynie było czyste i woda nie z bagna, to na pewno wyświęci się.
– Wydaje mi się – znowu zwątpił Borys – to wierzący swoimi modlitwami, swoim nastawieniem, swoim biopolem jakby „ładują” wodę?
– Nie, to nie ludzie wyświęcają wodę i nawet nie kapłan, a Sam Bóg wyświęca wodę Swoją łaską. Bóg jest nieśmiertelny, niezniszczalny i te Swoje właściwości udziela wodzie, dlatego i woda staje się niezniszczalna, nie psuje się. Właściwie i relikwie świętych dlatego są niezniszczalne, bo łaska Boża udzieliła ciałom świętych ludzi, jeszcze podczas ich życia, właściwości nieśmiertelności, niegnicia i one według łaski Bożej są źródłem cudów uzdrowienia. Nie cud to – martwe ciała już dawno umarłych ludzi uzdrawiają choroby żywych, ożywiają umierających i nawet wskrzeszają zmarłych!
– Nie, wróćmy do wody – do tego, co można sprawdzić…
– Jeśli nie wierzysz – weź i sprawdź: o północy przed Chrztem Chrystusowym nalej wody, można z rzeki, z jeziora, ze studni, z kranu wodociągowego… I ta woda nie zepsuje się, nawet jeśli nie przynosiłeś jej poświęcić do cerkwi. Ponieważ w to wielkie święto wyświęca się cała wodna natura na ziemi, wyświęca się cała woda. I nawet bez twojej modlitwy i bez pogrążenia krzyża. Sam Bóg poświęca całą wodę.
– A cóż potem z nią się dzieje?
– A potem znowu zaczynają działać prawa natury, tak, że tylko ta woda, wzięta o północy przed Chrztem Pańskim, pozostaje uświęcona i stoi przez dziesięciolecia.
– Trzeba sprawdzić – powiedział kapitan.

On poszedł. Nadeszło święto Bogojawlenija – tak nazywają Chrzest, ponieważ w ten dzień objawił się Bóg, objawiła się Trójca Święta: Jezus Chrystus, Bóg Syn, chrzcił się w wodach Jordanu, Bóg Ojciec głosem z niebios świadczył o Synu i Bóg Duch Święty, w postaci gołębia, zstąpił na Jezusa Chrystusa. Tego dnia znowu przyniosłem do domu poświęconej wody. Zrobiłem zapasy na cały rok, około stu litrów.

Po Chrzcie Chrystusowym minęło około miesiąca i oto znów przyszedł do mnie kapitan, radosny, rozpromieniony.

– Rzeczywiście, jest Bóg – powiedział – są cuda: święta woda to rzeczywiście święta woda! Ona rzeczywiście nie psuje się! I opowiedział mi następujące. On zdecydował się sprawdzić moje słowa. O północy przed Chrztem nalał wody z wodociągu. Potem w dzień nalał wody z uzdrawiającego źródła. I nalał jeszcze wody z tego samego wodociągu. Wszystkie trzy wody postawił w szklaneczkach w jednym miejscu, w celu przechowania. Minął czas i woda z kranu, nalana w dzień, stęchła, jej kolor zmienił się, stała się mętna, nawet brudna, z nieprzyjemnym zapachem. Woda ze źródła też stęchła, ale nie tak mocno, w niej pojawił się mętny osad i źle pachniała. I tylko woda, wzięta z kranu o północy przed Chrztem, pozostała czystą.

– Przekonałeś mnie: Bóg jest, to rzeczywiście cud. I czyż to trwa dwa tysiące lat? Każdego roku?!

– I każdego dnia, i każdą godzinę, i każdą minutę. Wodę można poświęcić w świątyni i w domu w dowolnym czasie. Tylko wierz.

Władimir Gubanow
http://www.parafia.sidcom.pl

Komentarzy 18 to “Kreszczenska woda”

  1. RomanK said

    http://sacerdoshyacinthus.com/

  2. RomanK said

  3. bart_w said

    (Po cudach kapitan uwierzył w Boga)

    „Błogosławieni ci, co nie widzieli, a uwierzyli.”

    Kiedyś już opowiadałem ten epizod. Był to rok prawie na pewno rok 2006, późny maj. Wtenczas moi Rodzice żyli jeszcze oboje i postanowiłem ich odwiedzić, zdając soboe sprawę, że wkrótce nie będę w stanie wsiąść do samolotu z uwagi na postępujący problem z nogami. Wtedy poruszałem się nieco szybciej, niż elektryczna kolejka dla dzieci, która jak zmierzyłem, jeździ z szybkością jednej mili na godzinę.

    Aby nie przynudzać, będziemy się streszczać. Brat mnie zabrał do swojej daczy w Białostockiem i trochę mogłem połazic po prawdziwym lesie, podpierając się własnoręcznie wyciętym i uformowanym kosturem, bodaj czy nie z jałowca. Popaliliśmy ognisko, popili piwa, a u sąsiada naprzeciwko zakupiliśmy kilka flaszek przewybornego bimberku z bukwicą, wprzódy zadegustowawszy pod szczypiorek prosto z grządki i boczek krojony na grubość palca.

    W drodze powrotnej, postanowiliśmy zajechac do Grabarki. Co to jest Grabarka, powiedzmy w uproszczeniu to jest prawosławna Częstochowa. Z tym miejscem wiąże się interesujący zwyczaj. Każdy kto odwiedza sanktuarium, powinien pozostawić w lasku dookoła cerkiewki krzyż, najlepiej wbity w ziemię. Ale nie ma to być taki zwyczajny krzyż. To musi być krzyż zrobiony własnoręcznie. Może być prawosławny, może byc rzymski, ale trzeba go samemu wykonać. Gdy sie tam ten krzyż pozostawi, wraz z krzyżem pozostawia się kłopoty, zmartwienia, problemy, troski. Można to zrobic w jakiejs intencji, i można wiele razy w dowolnych odstępach czasu.

    Tam się również chodzi na kolanach z krzyżem w rękach, ale nie przynudzajmy nadmiarem szczegółów. To jest bardzo piękne miejsce, gdzie dominuje spokój, skupienie, cisza. Mniej więcej jak w Gietrzwałdzie w dzień powszedni.

    Niewiele myśląc, pokuśtykałem do lasu i wyszukałem zwalona brzózkę, a której wyciąłem siekierką zgrabny kij o średnicy może sześciu centymetrów. Z kija powstała fasada i poprzeczka, w każdym z tych elementów wykroiłem wgłębienie, w środku okrągły otwór (brat miał tam wiertarkę) i połączyłem na kołek, nie pamiętam, czy umocniłem jakims łykiem, chcąc sporządzić krzyz bez części metalowych. Niestety, czasu zabrakło na wyrycie jakiejś odpowiedniej inskrypcji.

    I zajechaliśmy do Grabarki. Ja nie mam oporów, żeby sie modlić w prawosławnym miejscu i przed prawosławna ikoną i palić cieniutkie prawosławne świeczki. Umieściłem swój krzyż w ziemi niedaleko wejścia i poszedłem do jedynego straganiku z pamiątkami. Tam mi szwagierka nabyła specjalna chusteczkę, którą się przemywa chore miejsce w strumyku i wiesza na krzaku. Tak zrobiłem, czemu nie. Bez specjalnego zaangażowania emocjonalnego.

    Dzień był ciepły, późne popołudnie. Nieopodal stała ładnie obudowana studnia z zimną wodą, pompą i kubeczkiem blaszanym, zdaje się że nawet nie na łańcuchu. Woda ze studni, podobnie jak ta w rzeczce uchodzi za uzdrawiającą. Pić mi się chciało, więc zacząłem tę wodę pić bez umiaru i mi bardzo smakowała. Wyżłopałem tej wody dobrze ponad litr i widzę że brat sie patrzy na zegarek. Dobrze, dość tego dobrego, jedziemy.

    Ale po kilku kilometrach ta woda w żołądku zaczęła bulgotać. A raczej w pęcherzu. Zatrzymajmy się na chwilę, bo mi płuca urwie, powiadam i szurnąłem w krzaki. Gdy mi juz ulżyło, konstatuję, że przecież poleciałem za potrzebą jak wicher. Wracam do samochodu równym krokiem, szybkim a sprężystym. Po powrocie w pielesze sąsiedzi nie mogli uwierzyc że to ja. I Pies się ucieszył, bo wreszcie mógł mnie wyprowadzać na spacer w swoim normalnym tempie.

    Ja tam nic nie wiem. Wiem tylko, że nie chodziłem, a chodzę. Podobne słowa wypowiedział niewidomy spod studni w Betesdzie.

    Podkreślam z pełna powagą i odpowiedzialnością, że powyższy tekst jak najrzetelniej odzwierciedla owo zdarzenie i nie jest to żaden cytat, a oryginał, z mojego własnego doświadczenia.

  4. Rafał said

    Dlaczego ludzie są głupi ?

    Światowej sławy filozof ,dla mnie MĘDRZEC
    ,dominikanin Józef Maria Bocheński mówił ,że filozofia to jest bardzo
    niepotrzebna, niby nauka ,sieje tylko zamęt i nie wnosi nic nowego
    .Najlepiej by polscy ,,filozofowie ,,pokazali światu ,że najważniejsza jest – MĄDROŚĆ ! ! !.

    (…)

    ———————–

    Po jaką jasną cholerę wrzuca Pan, niemal codziennie, ten sam fatalnie sformatowany tekst obrażający zasady polskiej interpunkcji w sposób wręcz niesłychany?
    Admin

  5. Yah said

    Trzeba Panu Bogu pozwolić działać, ale jest to możliwe tylko wtedy gdy Mu uwierzymy. Jak na razie ludzie bardziej wierzą ludziom niż Bogu. Co ciekawe, pomimo, że widząc jak na dłoni, ze człowiek bez Boga nic nie może i jest bezradny, ludzie i tak wierzą ludziom. I pamiętajmy, nie może być tak, że ” i Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek” ….

  6. fred. said

    Miałem nie więcej niż 5 lat i z siostrą 15letnią wybrałem się przed Wielkanocą pod kościół po wodę
    święconą i popiół.Siostra po drodze się zagadała z koleżanką i przyszliśmy za późno.Nabraliśmy tylko
    trochę poświęconych węgielków i wracamy do chaty.Siostra się martwi,co powie ojciec na brak wody.
    Na to ja – Nabierzmy wody do butelki ze strugi,ojciec się nie pozna.Tak i zrobiliśmy.
    Przyszła wreszcie ta chwila,gdy ojciec wziął kropidło i zaczął święcić tą fałszywą wodą całe obejście,
    a ja już nie mogłem wytrzymać z wyjawieniem prawdy.Wreszcie skończył,-Tato! a ta woda to nie byla
    święcona,tylko ze strugi,bo się spóźniliśmy! Na to ojciec się roześmiał i rzekł.-Syneczku,wszystka woda
    na świecie jest święta i ta ze strugi też była.
    polecam MIASTO ZAKAZANE NA FREDROMAN.BLOGSPOT.COM

  7. Dziad Wernyhora said

    Św. Jan od Krzyża mówi, że cuda tak naprawdę przeszkadzają w wierze – odwracają uwagę od głównych źródeł wiary, po jakimś czasie mogą powodować wątpliwości.
    Nieomylne źródła wiary to:
    – Stary testament i prorocy wskazujący i dokładnie przepowiadający Chrystusa
    – Nauka Chrystusa i Jego działalność (Ewangelie)
    – Męka i zmartwychwstanie Chrystusa
    – Cuda uznane przez Kościół

    Prywatnych cudów jest mnóstwo, ale nie należy traktować ich jako głównych motywów wiary ani nadmiernie przywiązywać się do nich.
    Do wiary nie trzeba żadnych cudów – wystarczy żyć w „rzeczywistości nadprzyrodzonej” a nie w „rzeczywistości świata”.

    Słusznie i zgodnie z Magisterium – admin

  8. Boydar said

    Bez szerszego spojrzenia na całość, nawet wnikliwa i rzetelna analiza poszczególnych przypadków do niczego konstruktywnego nie doprowadzi. Trzeba patrzeć inaczej.

    Ten świat jest materialny. Fizyczny i zdefiniowany. Takie było i jest założenie Stwórcy. Stopień komplikacji, a co za tym idzie zależności pomiędzy elementami są dosłownie i w przenośni niebotyczne. Fakt zaistnienia cudu, nie musi i na ogół nie wiąże się ze złamaniem obowiązujących praw fizyki a w dalszej konsekwencji biologii i chemii. Z reguły jest to wyłącznie złamanie tabu naszej ich nieznajomości. Panując bowiem niepodzielnie nad wszystkim stworzeniem, Bóg nie musi posługiwać Się nadzwyczajnymi uprawnieniami Administratora w celu osiągnięcia określonego efektu. ON wie, jak „to” spowodować bez „cudów”, my raczej niekoniecznie.

    Kiedy jednak uświadomimy sobie, że każda jedna dusza jest z jednej strony „nasza” ale z drugiej „innostranna” i Boska, sprawa komplikuje się co do zrozumienia wpływu jeszcze bardziej. Pan Jezus powiedział – „gdybyście mieli tyle wiary co ziarnko gorczycy …”. Coś na względzie mieć musiał. Łącząc zbożną duchowość z prawym celem, człowiek może mieć ponadnormatywny wpływ na otaczającą rzeczywistość fizyczną. W tym głównie na procesy przyrody ożywionej a także w szczególnych przypadkach, nieożywionej. O ile chrześcijanin, katolik zaś w szczególności, przeważnie nie potrzebuje do osiągnięcia celu swego ziemskiego bytu (Zbawienia) żadnych „sztuczek”, o tyle duszę ma praktycznie każdy człowiek (pewności nie posiadam, za to wątpliwości mnóstwo) i ustanowione zasady wpływu obowiązują niezmiennie. O takiej konfiguracji doskonale wiedzą np. kabaliści, czarodziej czy szamani, od setek a może i tysięcy lat szukający obejścia sprzętowego klucza jaki założył Pan Bóg na przedstawiony mechanizm – owo ponadnormatywne działanie musi powiązane być z wiarą pokładaną w Stwórcy i prawym celem. Jest także inny, dodatkowy „drobiazg”; potencjalny efekt nie może znacząco niweczyć ogólnego „planu dla świata”. Przykładem takiego przypadku jest np. prośba do Boga aby raz na zawsze uwolnił nas od parchów. Piękne to i zbożne, ale nie mieści się w konwencji. Akurat tą sprawę musimy więc załatwić sami i metodami klasycznymi.

    Wracając do wody święconej stanowiącej leit motiv artykułu, pragnę zwrócić uwagę na pewną zbieżność. Otóż od wieków albo jeszcze wcześniej, wiele naturalnych źródeł posiadało i posiada nadal „cudowne” właściwości, mające zbawienny wpływ na stan naszego zdrowia. Ale to nie są właściwości cudowne, one są normalne w szerszych ramkach pojmowania świata. Tyle tylko, że rzadko występują. Woda święcona natomiast i każda jedna poddana presji duchowej w ramach udzielonej Boskiej kompetencji, takie właściwości uzyskuje niejako w sposób jako cudowny. Jednak mechanizm pozostaje ten sam; być może zakres oddziaływania wody uświęconej naszą modlitwą (uprawnionego sakramentem kapłaństwa człowieka) oraz innymi zadziwiającymi czynnościami (zanurzenie krzyża) jest prawdopodobnie nieporównywalnie większy i bardziej wszechstronny niż tej z „cudownego źródełka”.

  9. bart_w said

    Nasza wiedza, panie Boydar, obejmuje maleńką cząsteczkę rzeczywistości. Nasza zdolność percepcji prawdopodobnie jeszcze mniej. Nasza zdolność rozumowania być może trochę więcej. Człowiek cywilizacji używa mniej niz pięć procent (umownie) swoich możliwości psychicznych.

    Siły Wyższe mogą nam pomóc w zwalczaniu przeciwności losowych, albo tak pokierować życiem, aby występowanie owych zredukować do minimum. Duch Święty, innymi słowy.

    Kto wie, czy „cudowne źródełko” nie działa za pośrednictwem świadomości albo podświadomości samego człowieka? Pochłaniając łapczywie tę wodę, wcale nie myślalem o reperacji kolan, tylko mi się po prostu pić chciało, a woda była dobra. A z tym obmyciem, to też raczej przez szacunek dla miejscowych obyczajów.

    Ja tam nic nie wiem. Wiem tylko, że nie chodziłem, a chodzę.

    Na drugi rok odwiedziłem Grabarkę, żeby wyrazić wdzięczność za ułatwienie życia. Chyba wypadało.

  10. A ja dorzucę następny „kamyczek”do tego „ogródka”…otóż dawno temu moja znajoma uparła się,żeby zabić dziecko w swoim łonie…powód był oczywiście bzdurny…wymyślony na poczekaniu…żeby usprawiedliwić tą zamierzoną zbrodnię…
    Ja ją wiozłem do „kliniki”(raczej miejsca kazni)w której wykonywało się wyroku śmierci na niewinnych dzieciach…i jednocześnie odwodziłem od zamiaru dokonania morderstwa…kobieta jednak była odporna na moje argumenty…Więc zostawiłem ją pod tą pseudokliniką i odjechałem…
    Byłem bardzo poruszony zaistniałą sytuacją…najpierw pojechałem na rodzinną działkę gdzie przebywały moje nieletnie(11 letnie wtedy siostrzenice)…Poprosiłem je żeby pomodliły się w zbożnym celu…i one to zrobiły…
    Następnie wróciłem do domu i zacząłem się modlić najszczerzej i najgoręcej…jak nigdy…o życie niewinnego dziecka…Ale stwierdziłem że chyba jest już za późno…bo przyjaciółkę zawiozłem na „zabieg”wiele godzin wcześniej…zgnębiony usnąłem…
    Następnego dnia rano obudził mnie telefon…od mojej znajomej…powiedziała że w ostatniej chwili zrezygnowała z zabicia dziecka…A oto opis jak to się stało:otóż anestezjolodzy w żaden sposób nie mogli jej uśpić(przed zabiegiem)…po kilku nieudanych próbach kobietę coś tknęło…powiedziała że musi iść do toalety…a tam znalazła szczątki innego zabitego dziecka…tak nią to wstrząsnęło,że wróciła i powiedziała że rezygnuje…
    A więc dziecko urodziło się(chłopiec)”i los tak zdarzył,że zaczął do mnie lgnąć…zostałem jego ojcem chrzestnym a później całkowicie przejąłem wychowanie…A dzięki temu co się stało nauczyłem się kochać i doświadczać miłości ze strony dziecka…
    Teraz to uratowane dziecko jest szczęśliwym dorosłym człowiekiem…

  11. Boydar said

    Drogi Panie Bart, nic innego niż Pańskie „… nasza wiedza /…/ obejmuje maleńką cząsteczkę rzeczywistości …” na względzie wszak (8) nie miałem. I kto jak kto, ale Pan nasz Jezus Chrystus wiedział o tym najlepiej. Dlatego też postępując zgodnie z Jego wskazaniami i receptami, możemy mieć pewność, że mimo wspomnianych braków dopłyniemy szczęśliwe do portu przeznaczenia. Tak zupełnie off topic przypomniało mi się takie stare polskie powiedzonko – „kto drogi prostuje, ten w domu nie nocuje”. To tak a’propos tych wszystkich poszukiwaczy skróconych instrukcji obsługi świata materialnego. Życzę Panu utrzymania stanu zdrowia, a jeśli możliwe, dalszej poprawy.

  12. Boydar said

    Jednym z obszarów jakie pozostawił Pan Bóg do Swej wyłącznej dyspozycji jest władza nad czasem. Kiedy sobie „to” uświadamiamy (a wielu z nas tego doświadczyło), nasza wiara umacnia się a w odszczepieńcach budzi się furia. Cieszę się, że Pan Semperperatus przytoczył (10) taki właśnie przykład.

  13. NICK said

    Dobrze powiedziane. Pan Boydar. (11). Władza nad czasem, który jest dla Nas abstrakcją. Był taki artykuł. To ten? „Czas nie istnieje, to iluzja – twierdzą (niektórzy) fizycy”. No i P. Maćko tam się udzielał… .

  14. Boydar said

    Wierzę, że dobrze, Panie NICK’u, choć nie na temat. W temacie artykułu mój (11) się mieścił, ale w kontekście (9) Pana Barta był gwałtownym skrętem w lewo, świadomym zresztą z mojej strony. Pan Bart wskazał bowiem brak bezpośredniego związku właściwości wody z Jego chwilowa intencją, czyli, pominął wpływ duchowości. Tyle że własnej i w tej konkretnej sprawie. Nie zmienia to ogólnej sytuacji, którą ja określam słowami w (8) – właściwości są fizyczne i zupełnie nie „cudowne”. Zgodnie z postulatami Pana Gajowego (zawartymi zupełnie gdzie indziej i przy innych okazjach) nauka jeśli jest prawdziwą nauką a nie balansowaniem po krzywej prawdopodobieństwa, powinna dawać powtarzalne wyniki powiązanych doświadczeń/eksperymentów. Tak było w przypadku Pana Bart’a – intencja czy predyspozycje nie odegrały znaczącej roli, puszczone wolno jabłko spadło konsekwentnie na ziemię, kolana się naprawiły. Przyczyny dla których akurat ta woda ma taką moc, pozostały nieznane. Mogły mieć źródło naturalne lub intencjonalne. Np. z woli człowieka (ludzi) którzy kiedyś, nie znając zupełnie Pana Barta (czy tysięcy innych schorowanych) użyli Daru i zmienili wodę w Wodę.

  15. NICK said

    Ho, ho. To się nie da. (14). Tak prosto.

  16. Boydar said

    http://wsjp.pl/index.php?id_hasla=2998.

  17. akej said

    @ Bart_w … (3)
    Spojrzalem na mape-szukacz. Znalazlem 4 Grabarki. Podejrzewam, ze ta o ktorej Pan mowi to jest Grabarka – klasztor (gmina Nurzec – Stacja) w powiecie siemiatyckim. Moze to tez byc Grabarka w tej samej gminie polozona nieco na poludniowy wschod. Jesli nie mam racji to prosze mnie sprostowac.

    Chodzi o tę przy Nurzec-Stacja. Parę lat temu byłem tam na największym święcie prawosławia.

    Zob. też: https://marucha.wordpress.com/2014/09/18/fotki-z-wedrowek-po-polsce-9/
    Admin

  18. bart_w said

    Pan Bart wskazał bowiem brak bezpośredniego związku właściwości wody z Jego chwilowa intencją,

    Mozliwy albo przypuszczalny brak. Może w podświadomości jakaś intencja była. A może nie. Nogi zaczęły nagle chodzić.

    Sześć kilometrów od Bugu na północ, cztery km od Siemiatycz. To ta Grabarka. W sierpniu obchodzi się tam swięto Przemienienia Pańskiego. Wtedy przybywa cała rzesza luda, rzymskich katolików też i straganów też przybywa (nie widziałem, bo z uwagi na pewną formę ochlofobii raczej unikam większych tłumów i sklepów departamentowych). To nie tylko święte, ale i piękne miejsce, pięknie położone i w pobliskim Bugu są ryby i grzyby. Warto zatrzymać sie tam na kilka dni. Wsztskich atrakcji nie będziemy opisywać, bośmy nie są agencja turystyczną.

Sorry, the comment form is closed at this time.