Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    lewarek.pl o Szymowski prześwietla premiera
    walthemar o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    gnago o Szymowski prześwietla premiera
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Marucha o Prof. Mearsheimer: „To Zachód…
    walthemar o Pierwszy pozew za zmuszenie do…
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Krystian Szeliga o Szymowski prześwietla premiera
    revers o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Szymowski prześwietla premiera
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    Marucha o Wolne tematy (10 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Kapłani kultu cargo (o psychologii i psychoterapii)

Posted by Marucha w dniu 2016-04-22 (Piątek)

Rozmowa z dr. Tomaszem Witkowskim o ciemnych i niebezpiecznych stronach psychologii i psychoterapii.

Marcin Rotkiewicz: – Znów idzie pan na wojnę z psychologami?
Tomasz Witkowski: – Wojną bym tego nie nazwał, tylko gruntowną krytyką.

Bardzo ostrą. Właśnie ukazał się drugi tom pańskiej książki „Zakazana psychologia” i już we wstępie porównuje pan psychologów do kapłanów „kultu cargo”, czyli szamanów wierzących w bzdury.

– Określenie to zapożyczyłem od nieżyjącego już słynnego amerykańskiego fizyka i noblisty Richarda Feynmana.

W 1974 r. wygłosił on wykład, w którym nauki społeczne – a psychologię i pedagogikę w szczególności – porównał do kultu cargo z wysp południowego Pacyfiku. Otóż tubylcza ludność, szczególnie podczas drugiej wojny światowej, obserwowała wojskowe samoloty przywożące najrozmaitsze dobra niezbędne dla powstających tam baz. Tubylcy szybko doszli do przekonania, że latające maszyny są darem od bogów i zaczęli sami budować atrapy pasów startowych, wież kontrolnych, radiostacji, a nawet samolotów z dostępnych im materiałów, czyli głównie drewna i wikliny. Wierzyli (i nadal wierzą), że w wyniku tych zabiegów znów przylecą maszyny wypełnione pożądanymi dobrami. Kult miał swoich kapłanów, a tubylcy ochoczo budowali „lotniczą infrastrukturę”.

Jaki to ma związek z psychologią?

– Nauki społeczne, w tym psychologia, często tylko naśladują metodologię dyscyplin przyrodniczych – np. fizyki, chemii czy biologii. Przedstawiciele nauk społecznych gromadzą dane, projektują badania i często wydaje im się, że uprawiają poważną naukę. Tymczasem w wielu przypadkach budują tylko atrapy.

Główny zarzut Feynmana był bowiem taki, że niewiele z tych nauk, poza produkcją teorii i publikacji, wynika. Że psychologia nie przyczynia się do rozwiązywania realnych problemów, np. przestępczości, obniżającego się poziomu edukacji, wzrastającej liczby samobójstw itp.

Mocno i chyba przesadnie powiedziane. Zgadza się pan z Feynmanem?

– W znacznej mierze, chociaż na końcu mojej nowej książki umieściłem rozdział w formie listu do tego wybitnego fizyka. Podaję w nim przykłady pozytywnych i praktycznych osiągnięć psychologii, rozwiązujących wiele naszych problemów.

Np. trzecie światło stop w samochodach to pomysł właśnie psychologa, przetestowany w amerykańskich taksówkach zgodnie z rygorami nauk empirycznych. Dwóch innych amerykańskich psychologów opracowało trening dla pilotów samolotów (tzw. CRM), który znacznie ograniczył błędy załóg – jest on dziś obowiązkowym elementem szkolenia w 185 krajach. Nie tylko zresztą w lotnictwie. Za sprawą tylko tych dwóch „wynalazków” udało się ocalić tysiące istnień ludzkich.

Zaś dzięki podjęciu badań w ramach podejścia evidence based (postępowania, m.in. w medycynie, opartego na najlepszych dostępnych dowodach naukowych – red.) nad skutecznością różnych rodzajów psychoterapii dowiedzieliśmy się, że terapia poznawczo-behawioralna rzeczywiście pomaga ludziom w odróżnieniu od wielu innych nurtów, np. tych czerpiących pełnymi garściami z freudowskiej psychoanalizy.

To może nie jest z psychologią tak źle?

– Niestety jest. Jeśli weźmie się pod uwagę rosnącą liczbę psychologów i psychoterapeutów, produkowanych publikacji, to sukcesy okażą się skromne, a liczba działań mających charakter rytualny – ogromna. Co mnie samego mocno zaskoczyło, kiedy zacząłem przed kilku laty pisać pierwszy tom „Zakazanej psychologii”.

Skąd w ogóle taki tytuł pańskiej książki?

– Chodziło mi o zwrócenie uwagi na kwestie, o których na ogół nie mówi się studentom tego kierunku i o których nie wspominają podręczniki akademickie. Bo są wstydliwe – jak np. udział psychologów w rozwoju eugeniki, czyli ulepszaniu rasy ludzkiej. Fałszerstwa naukowe dokonane przez Zygmunta Freuda, którego korespondencja znajdująca się w bibliotece Kongresu USA nie ujrzy światła dziennego do połowy tego wieku albo i jeszcze dłużej. I to są przykłady naprawdę zakazanej psychologii.

Pan postanowił to ujawnić?

– Początek był bardzo niewinny i skromny. Będąc psychologiem – i naukowcem, i praktykiem – zacząłem dostrzegać sporo związanych z tą dziedziną nauki mitów, funkcjonujących na zasadzie bezrefleksyjnie powtarzanych „prawd”. Postanowiłem więc napisać demaskującą je książkę.

Początkowo chodziło o drobne, wręcz banalne rzeczy. Jest np. taki słynny wykres amerykańskiego psychologa Alberta Mehrabiana, który pokazuje, że zaledwie 7 proc. treści komunikatów werbalnych dociera do nas poprzez samą treść słów, ok. 38 proc. poprzez sposób, w jaki je wypowiadamy, reszta zaś drogą wizualną. Okazało się to ogromnym uproszczeniem.

Ale im dalej zagłębiałem się w las, tym bardziej byłem przerażony tym, co widziałem. Uznałem, że jeśli zechcę pokazać wszystko, co zobaczyłem, to nigdy nie skończę książki. Część materiału włożyłem więc do segregatorów i postanowiłem zostawić na drugi tom. Ale i tak wyjdzie z tego co najmniej „psychologiczna trylogia”.

W 2007 r. przeprowadził pan prowokację wobec znanego miesięcznika „Charaktery”, popularyzującego psychologię. Wielu psychologów ostro pana za to skrytykowało, a niektórzy wręcz się obrazili. Było warto?

– Nie byłem w stanie przejść obojętnie obok tego, że na łamach „Charakterów” (gdzie sam pisywałem) drukowano publikacje promujące różne pseudonaukowe i szkodliwe bzdury. A pismo to ma przecież radę naukową, w której zasiadają znani profesorowie. Wśród jego redaktorów są ludzie z doktoratami z psychologii, a jedna osoba ma habilitację.

Postanowiłem więc sprawdzić, jak działa sito selekcyjne „Charakterów”. W tym celu powołałem do życia całkowicie fikcyjną postać – Renatę Aulagnier, psychologa i psychoterapeutę specjalizującego się w zastosowaniach neuronauki w terapii. Pani ta studiowała we Francji i przebywała na stypendium w Strasburgu, a drogą e-mailową przysłała do redakcji tekst dotyczący zastosowania tzw. pola morfogenetycznego w psychoterapii.

Istnieje coś takiego jak pole morfogenetyczne?

– A skąd! To stara niepotwierdzona naukowo hipoteza, takie czary-mary przypominające telepatię. Otóż z artykułu Renaty Aulagnier wynikało, że wystarczy diagnoza za pomocą tomografu komputerowego analizującego zaburzenia owego pola i proste zalecenia, np. wizyta na stadionie piłkarskim lub słuchanie oper Wagnera, by pacjenta skutecznie wyleczyć. Chcąc nadać pozory naukowości, okrasiłem mój tekst „faktami” wskazującymi na związek z twardą nauką, m.in. fizyką kwantową.

Sam do końca nie wierzyłem, że się uda – takie to były bzdury, a na dodatek wystarczyło sprawdzić w Internecie, czy pani Aulagnier ma na swoim koncie jakiekolwiek publikacje naukowe i gdzie pracuje.

Tymczasem nie dość, że obszerny artykuł został wydrukowany w „Charakterach” pod tytułem „Wiedza prosto z pola”, to jeszcze redakcja uzupełniła go fragmentami bzdurnego tekstu o polu morfogenetycznym krążącego w Internecie, popełniając w ten sposób plagiat.

Słyszałem, że od tamtego czasu redakcja mocno pilnuje wiarygodności tekstów i skrupulatnie sprawdza autorów.

– Szkoda, że robią to dopiero po mojej akcji, chociaż i tak nadal publikują pseudonaukowe bzdury. Przykro mi też, że spotkałem się z bardzo agresywną reakcją z ich strony oraz części psychologów.

„Charaktery” podpadły panu, m.in. publikując teksty popularyzujące NLP, czyli neurolingwistyczne programowanie. Zajął się pan nim także w pierwszym tomie swojej książki.

– NLP to jedno z tych szkodliwych pseudonaukowych oszustw w psychologii, które służą do wyciągania pieniędzy od ludzi w trakcie różnych kursów, terapii czy szkoleń. Niestety, również skierowanych do studentów psychologii. Jednym z jego założeń, mówiąc w uproszczeniu, jest przekonanie, że ludzie posiadają „podstawową reprezentację zmysłową”, czyli dominujący rodzaj zmysłu i da się go zidentyfikować na podstawie tego, jak mówią. Np. wzrokowiec będzie częściej używał słów związanych z kolorami czy patrzeniem. Jeśli więc chcemy się z nim dobrze porozumieć lub na niego skutecznie wpłynąć, to powinniśmy rozpoznać „podstawową reprezentację zmysłową” i dostosować się do niej.

Czy pojawienie się artykułów w „Charakterach” na temat NLP było rzeczywiście szkodliwe?

– Tak, bo uwiarygodniało tę pseudonaukową koncepcję w renomowanym piśmie. Chociaż znacznie bardziej niebezpieczne jest to, że zajęcia na temat NLP znalazłem w sylabusach najlepszych uczelni państwowych kształcących psychologów. Nie tylko zresztą NLP, bo studenci uczyli się również na temat tzw. ustawień rodzinnych Berta Hellingera. To niemiecki psychoterapeuta, który wymyślił, że więzy rodzinne są zapisywane w tzw. wiedzącym polu. Jeśli w trakcie terapii odtworzy się np. pańskie więzy rodzinne i w miejsce pańskiej matki wstawi zupełnie obcą osobę, to dzięki owemu „wiedzącemu polu” będzie ona miała takie same odczucia jak pańska rodzicielka.

Brzmi jak czary-mary.

– Bo tym jest. I cieszy się sporą popularnością, choć przed metodą Hellingera ostrzega m.in. niemieckie stowarzyszenie psychoterapii systemowej. A Polskie Towarzystwo Psychologiczne ma nie tylko w swoich szeregach hellingerowców, ale również ludzi stosujących NLP i inne pseudonaukowe metody. Powiem więcej – organizacji tej niemal w ogóle nie interesuje walka z pseudonauką w psychologii ani to, na jakim poziomie świadczone są usługi przez psychologów tam stowarzyszonych.

Pisze pan też dość krytycznie o niemal wszystkich psychoterapeutach. Dlaczego?

– Bo to jest rozwijający się dynamicznie w Polsce biznes, przy czym pacjenci prawie w ogóle nie są chronieni przez prawo. Martwa ustawa o zawodzie psychologa sprzyja prowadzeniu terapii przez ludzi bez jakiegokolwiek specjalistycznego wykształcenia. Nie ma też rzecznika praw pacjentów psychologów, a osoby decydujące się na terapię nie znają swoich praw. Nie mają również pojęcia, które rodzaje psychoterapii – a jest ich już kilkaset – są skuteczne w świetle badań naukowych.

Co by pan zatem radził osobom chcącym skorzystać z pomocy psychoterapeuty?

– Po pierwsze, pamiętać, że psychoterapia może zmienić jego system wartości. Dlatego radziłbym wybierać takich psychoterapeutów, którzy są bliscy światopoglądowo.

Po drugie, pacjent i terapeuta powinni ustalić konkretny cel terapii, a nawet wstępnie określić długość jej trwania – np. 10 czy 20 sesji. Innymi słowy, podpisać, mówiąc językiem biznesowym, kontrakt, w którym zostaną ustalone podstawowe zasady współpracy obydwu stron. Jeśli więc mam np. fobię i boję się jeździć środkami komunikacji miejskiej, to po pół roku terapii mam wsiąść do autobusu, tramwaju czy metra. Bez babrania się w całym życiu, wracania do dzieciństwa czy analizowania snów.

Po trzecie, szukałbym psychoterapeuty poznawczo-behawioralnego, bo ten kierunek opiera się na podstawach empirycznych i ma udowodnioną naukowo skuteczność. Oraz, co ważne, zakłada pomoc pacjentowi w jak najkrótszym czasie. W pierwszym tomie „Zakazanej psychologii” starałem się obszernie napisać, co psychoterapeuci powinni robić, a czego nie, by wykonywanie ich zawodu było etyczne.

Kodeks etyczny psychologów to chyba kolejny problem?

– Zgadza się. Lekarze składają przysięgę Hipokratesa. Tymczasem nie dość, że psychoterapeutą może zostać w Polsce każdy, to na dodatek nie obowiązuje go żadne prawo nakazujące podporządkowanie się jednolitym zasadom etycznym.

Przecież istnieje coś takiego, jak „Kodeks etyczno-zawodowy psychologa”?

– Tyle że został on stworzony przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne. Wprawdzie w ostatnim punkcie dokument ten stwierdza, iż jego zasady obowiązują wszystkich polskich psychologów, ale to czysta fikcja. Dotyczy on bowiem wyłącznie członków PTP. I kolejne kuriozum – gdybym był członkiem tego towarzystwa, to rozmawiając z panem, łamałbym ten kodeks. Dlatego że jeden z jego punktów zakazuje formułowania krytycznych ocen pod adresem innych psychologów w obecności osób postronnych, gdyż podważa to zaufanie do przedstawicieli tego zawodu i samej psychologii.

Co ciekawe, w tym roku kilkoro znanych psychologów, członków PTP, jawnie złamało powyższy zapis kodeksu. Podpisali się pod publicznym oświadczeniem ostro krytykującym pewnego profesora psychologii, który w mediach diagnozował słynną „matkę Madzi”, nie widząc jej na oczy.

Jakim kwestiom poświęcił pan drugi tom „Zakazanej psychologii”?

– Jedną z nich są pseudonaukowe terapie dzieci chorych lub niepełnosprawnych umysłowo. Uważam to za coś wyjątkowo okrutnego i skandalicznego, bo osoby nim poddawane nie mają jak się bronić. Ktoś przecież decyduje za dzieci, i na ogół są to rodzice, że będą w tego typu terapiach uczestniczyć, nieraz przez całe swoje życie. Z różnymi negatywnymi konsekwencjami, nie wyłączając śmierci.

Co ma pan na myśli?

– Na przykład tzw. metodę Domana-Delcato, która rzekomo daje szansę na wyleczenie dziecięcego porażenia mózgowego, autyzmu czy zespołu Downa. Opierając się na pseudonaukowych podstawach, stosuje się w tej terapii np. maseczkowanie, polegające na zakładaniu dziecku plastikowej maski na twarz i zmuszaniu go do wdychania mieszaniny powietrza ze zwiększoną zawartością dwutlenku węgla. Ma ono m.in. poprawiać krążenie i opanowywać mimowolne ruchy.

Proponuje się również podwieszanie dzieci do góry nogami, stanie na głowie i tzw. bitowanie, czyli wielokrotne pokazywanie dziecku odpowiednich obrazków. To ostatnie podobno znacznie zwiększa iloraz inteligencji, np. można nauczyć nawet dwuletnie upośledzone umysłowo dzieci czytania i pisania. Do tego dochodzi jeszcze reżym dietetyczny, również oparty na nienaukowych podstawach. W książce opisuję jeszcze inne rodzaje terapii dla dzieci, niemające udokumentowanej skuteczności, za to udowodnioną szkodliwość.

W mediach, przy okazji publikacji materiałów o dzieciach autystycznych, bardzo często pojawiają się wzruszające obrazki maluchów pływających z delfinami.

– Tak, to tzw. delfinoterapia. Nieskuteczna i niebezpieczna.

U nas chyba niedostępna?

– Na razie nie, więc stać na nią jedynie bardzo zamożnych rodziców mogących wysłać dzieci za granicę. Ale powstało już Górnośląskie Centrum Delfinoterapii, które chce uruchomić w naszym kraju delfinarium, a na swojej stronie internetowej dowodzi, iż delfiny nie tylko pomagają autystycznym dzieciom, ale leczą również z depresji, nowotworów, wielu chorób genetycznych, reumatologicznych i zakaźnych. Czyli niemal ze wszystkiego.

Jednak wbrew pięknym obrazkom dzieci pływających z tymi bardzo inteligentnymi morskimi ssakami nie jest to ani metoda skuteczna, ani bezpieczna, bo może dojść do wzajemnego zarażania się chorobami czy pasożytami, a nierzadkie są również obrażenia dzieci poddanych terapii, będących wynikiem ataku tych drapieżników. Jest jednak bardzo dochodowy biznes – w USA 10 sesji kosztuje ok. 5,5 tys. dol.

Jak się ustrzec przed tego typu szkodliwymi terapiami?

– Nie da się odpowiedzieć kilkoma zdaniami, bo to zależy od choroby dziecka czy dorosłego. W książce poświęcam temu sporo miejsca, m.in. w rozdziale „Poradnik pacjenta terapii eksperymentalnych”.

Czy od czasu publikacji pierwszego tomu pańskiej książki obserwuje pan jakieś pozytywne zmiany w polskiej psychologii?

– Zmiany są powolne, ale następują. Bo obecna sytuacja w psychologii, a szczególnie w psychoterapii, przypominająca wolnoamerykankę, jest na dłuższą metę nie do zaakceptowania.

Rozmawiał Marcin Rotkiewicz

Dr Tomasz Witkowski – psycholog, pracował w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, a także na Uniwersytecie w Hildesheim w Niemczech. Obecnie współwłaściciel firmy Moderator, prowadzącej szkolenia dla biznesu.

Jest autorem kilkudziesięciu artykułów naukowych, z których część opublikował w renomowanych czasopismach, takich jak „British Journal of Social Psychology” i „The Scientific Review of Mental Health Practice”. Napisał również wiele tekstów popularnonaukowych i książek – m.in. „Psychomanipulacje”, „Inteligencja makiaweliczna”, „Psychologia kłamstwa” i „Zakazana psychologia”, której drugi tom właśnie się ukazał (wyd. CiS, 2013). Współzałożyciel Klubu Sceptyków Polskich.

http://www.polityka.pl

Komentarzy 18 do “Kapłani kultu cargo (o psychologii i psychoterapii)”

  1. Zbyszko said

    Jeszcze przed przeczytaniem artykułu, chciałbym zwrócić uwagę na liczne już chyba publikacje typu : „ty jesteś środkiem świata, ty jesteś bogiem, ty musisz być szczęśliwy, bo po to żyjesz, bóg jest wszędzie, bóg (celowo piszę słowo bóg z maje litery) cię kocha niezależnie od tego kim jesteś i co robisz (możesz gwałcić, mordować, kraść a bóg i tak da ci rozgrzeszenie… itd, itp”. Niestety takie plwociny wypisują także ludzie w sutannach i habitach z tytułami naukowymi, co tym bardziej jest groźne.
    Jak wielu młodych ludzi ci psychopaci wysłali już w ręce i otchłań szatana, to chyba jedyny Pan Bóg wie,

  2. Wosiu said

    Psychiatria i psychologia to nie są nauki ścisłe. 10 psychiatrów/psychologów może dać 10 różnych diagnoz. Dlatego psychologowie i psychiatrzy nie powinni występować jako biegli sądowi.

  3. Swietowit said

    Poniewaz psychologia czy psychoterapia daje szerokie pole do manipulacji czlowiekiem/ludzmy, to jakie plemie osiedlilo sie w Polskim Zwiazku Psychologicznym?
    tak, tak macie panstwo racje – zmijowe…

  4. Zerohero said

    Robienie Z.Freuda wybitnego naukowca jest typowym przykładem pompowania żydowskiego balona. Potem krążą argumenty na ich wyższość rasową, bo przecież „tylko naukowców, tylu noblistów, tyle nagród, tyle nazwisk…”.

    Taki sam oszust, jak McKinley, jak dr Spock etc.
    Admin

  5. TomUSAA+ said

    1. Jak wiadomo ekonomia, psychologia, meteorologia i wróżbiarstwo należą do czołówki nauk ścisłych.
    2. Już Stanisław Lem doszedł do wniosku, że nawet z konklawe kardynałów można zrobić ludożerców. Wystarczy tylko postępować metodycznie i cierpliwie.
    @4, Zerohero: zgadzam się w stu%

  6. Swietowit said

    Proponuje poczytac „Kulture krytyki” Kevina Macdonalda a w niej rozdzialy poswiecone Freudowi i Szkole Frankfurckiej. Miodzio.

  7. Ehze said

    Mowiac o kulcie „cargo”:
    Jaki wglad w ludzka psychike i psycho-logie to daje?

    .https://www.youtube.com/watch?v=qmlYe2KS0-Y

  8. Ehze said

    Cargo Kult jest wykorzystywany przez OSWIECONYCH (ZILUMINOWANYCH ) madrali do krytyki WSZYSTKICH religii , w tym naszej: Chrzescijanstwa.
    Twierdza, ze dzialaja one na tych samych psychologicznych przeslankach co „cargo” kult.
    Uwazaja, ze wszystkie, tak jak cargo kult sa czystym wytworem takich a nie innych cech i potrzeb ludzkiej psychiki.
    I z tego powodu sa wrecz niewyobrazalnie szczesliwi, ze natkneli sie na cos takiego wlasnie jak „cargo:” kult.

  9. Drapichrust said

    @4 Freud. Syjonizm i seksualna rewolucja! https://youtu.be/36Sa-xg2vtc (Napisy – „cc”)

  10. Zbyszko said

    Wosiu @2 bardzo słuszna uwaga. Tak samo, sms czy email nie powinny być dowodem w sądzie, bo każdy może z naszego numeru telefonu czy adresu email wysłać np jakieś pogróżki, czy fałszywe oświadczenia. Są już programy, które to umożliwiają,

  11. NICK said

    Myśli Pan. (10). Zbyszko?
    Że tego to zweryfikować!!! się nie da???
    NIE jest Pan anonimem.

  12. eremita Maksymilian said

    Psychologia nie opiera się na prawdzie, tylko na urojeniach, czyli na kłamstwach. Żeby być psychologiem, trzeba być albo chorym psychicznie albo upośledzonym umysłowo albo zboczonym seksualnie. Jest z czego wybierać. Psychologia, to kult człowieka, jego ego, jego nieomylności. Po co nawrócenie, po co spowiedź, po co żal za grzechy, po co zmiana życia? Wystarczy psychologia. Nieomylna psychologia, Wszak to nauka, i to nauka akademicka.

    Od kilkunastu lat walczę z psychologami jako oszustami, i jak na dzień dzisiejszy, jeszcze żaden ze mną nie wygrał – niezależnie od od posiadanego tytułu naukowego. To albo ja mówię prawdę albo wciąż trafiałem na wyjątkowych matołów płci obojga. Opieram się tylko na Biblii i na psychiatrii, i to ze spokojem wystarcza aby odeprzeć każdy psychologiczny bełkot naukowców od urojeń swoich i cudzych.

    Jak to powiedziałem pewnej pani psycholog, wykładowcy uniwersyteckiemu: „Pan Bóg stworzył Mądrość a diabeł psychologię”. Oburzyła się, ale nie była wstanie tego podważyć. Jak rzekła: „Niech Pan nie zasłania się Biblią, to księga religijna a nie naukowa!” Odpowiedziałem jej: „Skoro tak, to proszę mi udowodnić, że prawda zawarta w księgach mądrościowych, takich jak, Księga Przysłów, Mądrość Syracha, Księga Koheleta, Księga Mądrości, zostały napisane przez ludzi, bez natchnienia Bożego i dlatego się mylą.”

    Widząc, że robi się purpurowa, zadałem pytanie: „Pani przeszkadza Bóg, który stworzył człowieka i wie o nim wszystko i opisał to w Biblii poprzez autorów natchnionych i bez pomocy psychologii, czy sama psychologia, którą Pani wyznaje i kultywuje, a która to nauka ma problemy z udowodnieniem swojej naukowości?”

    Myślałem, że zemdleje.

    Dodałem jeszcze: „Psychologia to religia, psycholodzy to kapłani.”

    Najgorsze jest jednak to, że psychologią jako nauką, posługują się kapłani w trakcie kazań, myśląc, że w ten sposób trafią do ludzi i coś zmienią w ich życiu czy postępowaniu. Nie znam jednak kapłana, który bawiąc się w psychologa lub stosując psychologię, komukolwiek w czymś pomógł. Z mojego doświadczenia zawsze jest odwrotnie. Ludzie, szczególnie młodzi właśnie od psychologów i psychologizujących kapłanów, zwracają się do mnie o pomoc w swoich problemach i dopiero korzystając z Biblii pomagam im w różnych sprawach.

    Szczęść Boże!

  13. Marucha said

    Re 12:
    Pan bardzo uogólnia. Uogólnienia biorą się, jak zgaduję, z osobistych, nie najlepszych doświadczeń.

    Zdziwiłby się Pan bardzo, gdyby wiedział, jakie osiągnięcia ma psychologia (i nauki pokrewne) chociażby w programowaniu ludzi, praniu im mózgów, wciskania im dezinformacji, wywoływania nastrojów itp.
    Tak, tak, Pana to też dotyczy.

  14. Boydar said

    A ten erem to tak bardziej w Łodzi czy raczej w Nadarzynie ?

  15. eremita Maksymilian said

    Re 13.
    Panie Gajowy. To nie są uogólnienia. Jeżeli psychologia jest rzeczywiście nauką, to dlaczego nie zgadza się ona z neurologią i psychiatrią?

    Moją walkę z psychologia i psychologami zacząłem, gdy wraz z grupą osób, w tym neurologów i psychiatrów badaliśmy zjawisko czysto fizjologiczne zwane potocznie hipnozą. Wtedy to przekonaliśmy się, że to co głosi psychologia w konfrontacji z medyczną wiedzą o człowieku, jest totalną bzdurą.

    Z hipnozą skończyłem, ale nabyta wiedza o człowieku (jeśli można tak to nazwać) i nabyte w trakcie tych badań doświadczenie procentuje.

    Dr. Tomasz Witkowski w swojej dwutomowej książce pt: „Zakazana psychologia”, również potwierdza, być może nie zdając sobie z tego sprawy, że fizjologia człowieka całkowicie zaprzecza podstawom istnienia psychologii.

    A osiągnięcia, o których Pan wspomniał, to nic innego jak wykorzystywanie wspomnianych procesów czysto fizjologicznych, stosowanych i wykorzystywanych przez neurologię i psychiatrię, oraz odkrytych poprzez badania właśnie nad hipnozą.

    Psychologia to są tylko i wyłącznie urojenia, zaś wspomniana przez Pana dezinformacja i wywoływanie nastrojów, to nic innego jak zwykłe prostackie kłamstwo. Psychologii w tym nie ma żadnej. Psychologia nie mieści się nawet w definicji nauki.

    Co do programowania ludzi, to właśnie hipnoza i zjawiska hipnotyczne są niestety najskuteczniejszymi metodami do tego celu. I tego się najbardziej obawiam, bo poznałem najmroczniejsze sposoby wpływania na ludzi i wiem, co można z człowiekiem uczynić, gdy „wprowadzi się” do jego mózgu „nowe współrzędne”. A wprowadzenie w stan hipnozy poza świadomością jest bardzo łatwe.

    Re 14.
    W Poznaniu.

  16. Marucha said

    Re 15:
    Nie wiem, w jaki sposób psychologia „nie zgadza się” z neurologią i psychiatrią.
    Nie rozumiem, dlaczego „fizjologia człowieka całkowicie zaprzecza podstawom istnienia psychologii”.

    Nie akceptuję też Pańskiego tłumaczenia konkretnych osiągnięć psychologii (tych dobrze i tych źle wykorzystywanych), których Pan zresztą nie neguje – ponieważ są to tłumaczenia niemerytoryczne i odwołujące się do Pana przekonań, a nie faktów.

    Myślę, że zna Pan postać wspaniałego polskiego psychologa, Kazimierza Dąbrowskiego. I co, zaliczy go Pan do oszustów? Nieuków?

    Psychologia nie jest nauką ścisłą, a człowiek jest istotą b. skomplikowaną i dlatego łatwiej jest opisać statystycznie dużą zbiorowość ludzką (co czyni np.psychologia tłumu), niż konkretną jednostkę.

    Z tego powodu, jak i w wielu innych naukach, istnieje duże pole manewru dla szarlatanów, oszustów czy zwykłych nieuków. Nie możemy wylewać dziecka z kąpielą i w ogóle negować psychologię.

  17. eremita Maksymilian said

    Re 16
    Krótko, bo muszę już kończyć.

    To, że Pan czegoś nie wie lub nie rozumie, nie oznacza, że coś nie istnieje. W krótkich postach nie jestem wstanie tego Panu wytłumaczyć. Zresztą to jest temat bardzo obszerny.

    Również to, że Pan nie akceptuje mojego tłumaczenia, nie ma wpływu na fakty, których albo Pan nie zna, albo których – gdyby je Pan poznał – to i tak być może, by ich nie zaakceptował, z różnych, sobie tylko znanych powodów.

    Co do Kazimierza Dąbrowskiego, no cóż. Czyż nie studiował neuropsychiatrii i psychiatrii? A że się zapędził w psychologię… Szukał prawdy. Podobnie jak ja. Nim zacząłem uczestniczyć w badaniach nad hipnozą byłem „wyznawcą” psychologii. Tak to można nazwać. I co? Dzięki Bogu, poznałem prawdę.

    Co do pozostałych dwóch akapitów. Broni Pan psychologii, na podstawie ogólnych zarysów, które mogą wydawać się Panu dobre, ale nie są. Nie mam też zamiaru wylewać dziecka z kąpielą, ale niech ktoś mi w końcu udowodni, że się mylę, ktoś z tych wszechwiedzących psychologów. Wtedy uznam, że się pomyliłem i zmienię zdanie.

    W trakcie rozmów z jednym psychologiem, powiedziałem do niego: „Gdyby psychologia była nauką, to nie dostałyby się do niej żadne bzdury, bo nie miałyby ani gdzie ani przez kogo.”
    „Przecież psychologia, należy do nauk społecznych!”
    „Owszem, dlatego jest społecznie badana. Co kto odkryje, to wrzuci to tego worka i wszyscy z niego wyciągają i stosują jako prawdę. A im większy ktoś idiotyzm wymyśli, tym bardziej go na piedestał nauki wynoszą.” Ale nim trzęsło gdy to usłyszał. Miał mi dać kontrę. Zaproponowałem profil psychologiczny Jezusa Chrystusa. Dla psychologa i katolika nie powinno to stanowić żadnego problemu.

    Do dzisiaj czekam, a było to z dobre pięć lat temu. Podobno ma o mnie bardzo złe zdanie, ale nikomu nie potrafi uzasadnić dlaczego. Profilu też nie otrzymałem. Dlaczego? Psychologia jako nauka boi się prawdy o człowieku (a Jezus był człowiekiem), czy brednie których uczy się studentów, nie mają nic wspólnego z otaczająca nas rzeczywistością i stąd problem ze zastosowaniem ten „nauki” w życiu?

    Niech Pan, zrobi to samo. poprosi jakiegoś psychologa lub kilku aby zrobili taki profil dla Pana. Może to, co Pan usłyszy albo otrzyma w formie pisemnej, otworzy oczy na to czym naprawdę jest psychologia.

    Jedną studentkę psychologii wyleczyłem ze studiowania tej „nauki” zadając jej proste, aczkolwiek dosadne pytanie: „Czy kobieta, która zamieniła pieluchy na podpaski powinna pouczać ludzi o wiele starszych od siebie, być może w wieku swoich rodziców czy dziadków, jak mają żyć, i to tylko dlatego, że skończyła studia?” Otrzeźwiło ją. Złożyła dokumenty na polonistykę

    I na koniec coś, co spostrzegłem i co wielu psychiatrów potwierdziło, dziękując mi na zwrócenie na to uwagi.

    Depresja oraz wiele chorób psychicznych nie występują lub występują tylko w promilach wśród ludzi: niewidomych, ociemniałych, głuchoniemych, okaleczonych fizycznie, żyjących w slamsach, będących w więzieniach. Niech Pan popyta psychiatrów o to, o statystyki i o przyczyny takiego stanu rzeczy. Może wtedy zrozumie Pan choć częściowo to, o czym napisałem.

    Pozdrawiam!
    Szczęść Boże!

  18. Marucha said

    Re 17:
    No cóż, wciąż mnie Pan niczym nie przekonał.

    Pan oczekuje najwyraźniej, że psychologia da Panu pełny, bezbłędny opis każdej jednostki, pozwoli przewidzieć co owa jednostka zrobi, jak się zachowa w określonej sytuacji etc.
    A tu nie ma tak dobrze. To są trudne sprawy i być może nigdy nie będziemy w stanie dowiedzieć się wszystkiego o ludzkiej psychice..

    Swoją drogą w każdej nauce istnieją pseudonaukowcy. Z tym, że w matematyce czy fizyce łatwo jest zidentyfikować ich nieuctwo, a w takiej psychologii mogą sobie grasować przez wiele lat. I to o to głównie chodzi w artykule, a nie o wykazanie, iż psychologia nie powinna w ogóle istnieć.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: