Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Zbigniew Kozioł o Wolne tematy (11 – …
    revers o Wolne tematy (11 – …
    Dziennik 1925 Andre… o Walka z wiatrakami – wal…
    revers o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    Krzysztof M o Wolne tematy (11 – …
    Ale dlaczego? o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    Siekiera_Motyka o Walka z wiatrakami – wal…
    revers o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    revers o Jak były rektor KUL ułożył mod…
    Carlos o Wolne tematy (11 – …
    Szczepan Zbigniewski o Kultura przeciw tradycji
    revers o W domu wisielca
    UZA o Walka z wiatrakami – wal…
    Marek o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    osoba prywatna o Wolne tematy (10 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Oddział porucznika „Podkowy”: Uciekali 1000 km do wolności. Amerykanie wydali ich komunistom.

Posted by Marucha w dniu 2016-04-26 (Wtorek)

21 czerwca 1945 roku z centrum Polski, ze Zwierzyńca pod Szczebrzeszynem, wyruszyła niezwykła wyprawa. Zdobytą na komunistach ciężarówką odjechali na zachód polscy partyzanci dowodzeni przez por. Tadeusza Kuncewicza ps. Podkowa.

Por. Tadeusz Kuncewicz pseud. Podkowa (pierwszy z prawej) z batalionem zbornym 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, Szczebrzeszyn, 30 lipca 1944 r.
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Trasa miała zakończyć się w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec, a jej długość mogła wynosić aż 1000 km. Co skłoniło tych ludzi, wywodzących się z AK, do tak ryzykownego i desperackiego rajdu? Kim był przewodzący im porucznik „Podkowa”?

„Umrzeć w bitwie, z rąk KBW lub agentów bezpieki? To groziło im na każdym kroku. Także śmierć na torturach w czerwonej katowni. I bezimienny pochówek w zbiorowej, anonimowej mogile” – tak los tych ludzi podziemia, którzy nie godzili się na nową rzeczywistość Polski, narzuconą przez Związek Radziecki, opisuje Szymon Nowak w książce „Oddziały Wyklętych”, opublikowanej przez Wydawnictwo Fronda. Przedstawiamy jej fragmenty.

Ucieczka ku wolności. Oddział Armii Krajowej por. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy”

Tadeusz Kuncewicz urodził się w 1916 roku w Fastowie niedaleko Kijowa. Był synem maszynisty kolejowego Stanisława i Anny z domu Mijakowskiej. Po zakończeniu I wojny światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości rodzina Kuncewiczów przeniosła się do Stanisławowa.

W 1935 roku Tadeusz wstąpił do wojska, ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 27. Dywizji Piechoty oraz kurs kolejowy. Po zakończeniu służby pracował na kolei w Ruskich Piaskach. Nie brał udziału w walkach we wrześniu 1939 roku, ale już jesienią wstąpił do konspiracji, przybierając pseudonim Kmicic.

Od 1940 roku był adiutantem komendanta ZWZ-AK Obwodu Zamość Stanisława Prusa oraz oficerem do zadań specjalnych. Następnie Tadeuszowi Kuncewiczowi zostało przydzielone zadanie odbudowy struktur konspiracyjnych w zachodnich rejonach obwodu oraz stworzenie oddziału dywersyjnego.

Kiedy Niemcy przystąpili do wysiedlania ludności Zamojszczyzny, oddział Kuncewicza, który zmienił wtedy swój pseudonim na „Podkowa”, przeprowadzał liczne akcje dywersyjne, takie jak np. wysadzanie mostów kolejowych, niszczenie pociągów, podpalanie wież ciśnień na stacjach. Grupa dowodzona przez „Podkowę” liczyła wówczas nawet do 120 ludzi. Walki z Niemcami prowadzone były pod wsią Lasowce, na szosie Zwierzyniec – Józefów, na stacji Zwierzyniec-Biały Słup, w rejonie wsi Rozłopy, w Sułowie.

5 czerwca 1943 roku oddziały AK (w tym oddział „Podkowy”) i AL przeprowadziły wspólną akcję na zamieszkaną przez niemieckich kolonistów wieś Siedliska. Podczas akcji zginął niemiecki major SS oraz dwóch jego żołnierzy. 19 czerwca przeprowadzono atak na fabrykę terpentyny i kalafonii „Alfa”, a we wrześniu akcję w Janowie Lubelskim w celu zdobycia zaopatrzenia (żywności, butów i tkanin). 27 września zdobyto niemieckie więzienie w Biłgoraju, z którego uwolniono 78 osób. 15 października przeprowadzono akcję na zamieszkaną przez Niemców wieś Brody Duże, a 24 października bez skutku atakowano posterunek policji ukraińskiej w Księżpolu.

W związku z nadciągającą zimą dowództwo postanowiło częściowo rozpuścić ludzi i w lesie pozostał jedynie oddział Kuncewicza, skupiający spalonych u okupantów Polaków. W październiku do grupy Kuncewicza czasowo dołączył „cichociemny”, ppor. Hieronim Dekutowski ps. Zapora, dla którego „Podkowa” wydzielił osobny pluton ze swoich żołnierzy. W tym czasie w polskim oddziale znajdowała się także drużyna Ormian, którzy porzucili służbę niemiecką i przeszli na stronę polskich partyzantów.

Zimę planowano przetrwać w specjalnie pobudowanych bunkrach i ziemiankach na Łyścu niedaleko Hoszni Ordynackiej. Jednak w styczniu kwaterujących tam partyzantów wypłoszył krążący niemiecki samolot, który wróżył niezawodnie początek obławy. Grupa udała się do Puszczy Solskiej, gdzie zajęła opuszczoną wieś Maziarze.

Tutaj dotarły wieści o maszerującym wielkim oddziale partyzantów radzieckich. Na spotkanie z dowódcami sowieckimi udali się ze strony polskiej: kpt. Janusz Pruszkowski ps. Wacław, Edward Błaszczak ps. Grom, Tadeusz Kuncewicz ps. Podkowa, Adam Piotrowski ps. Dolina, Czesław Bończa-Pióro ps. Colt i Mieczysław Skwarczyński ps. Leszcz. Okazało się, że radzieccy partyzanci są z oddziału im. Kowpaka, a jego dowódcą jest ppłk Petro Werszyhora.

Na spotkaniu obie grupy uzgodniły współdziałanie przeciwko Niemcom, a „Podkowa” dodatkowo zaplanował wspólną akcję z Rosjanami na most kolejowy pod Wólką Orłowską. Akcję tę wykonano w nocy z 18 na 19 lutego 1944 roku. Po operacji ppłk Werszyhora w dowód uznania osobiście wręczył Tadeuszowi Kuncewiczowi pepeszę z wygrawerowanym napisem: „Por. Podkowie w znak drużby ruskogo i polskogo narodow – od kowpakowcew”.

W tym samym czasie oddział radziecki został przemianowany na 1. Ukraińską Dywizję Partyzancką im. Kowpaka. Partyzanci radzieccy i polscy przeprowadzili wówczas wiele wspólnych akcji, np. na początku marca, dzięki informacjom przekazanym przez Kuncewicza, oddział sowiecki wyszedł obronną ręką z niemieckiego okrążenia. W maju przeprowadzono zasadzkę na Niemców na drodze Zwierzyniec – Biłgoraj, wysadzono tory i pociąg na odcinku Zwierzyniec – Krasnobród oraz most kolejowy nad rzeką Wieprz w Zwierzyńcu.

Pod koniec maja 1944 roku oddział por. „Podkowy” otrzymał rozkaz, aby wydzieloną grupą wyjść naprzeciw okrążonej 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK i umożliwić jej oddziałom przeprawę przez Bug. Po nawiązaniu kontaktu z oddziałem 27. WDP, dowodzonym przez por. Tadeusza Persza ps. Głaz, patrol powrócił na swój teren, staczając zaraz potyczkę z Niemcami na drodze Rudnik-Gorzków. Podczas niemieckiej akcji przeciwpartyzanckiej „Sturmwind II” oddział Kuncewicza umiejętnie lawirował i przebijał się przez okrążenia z minimalnymi stratami.

W ogóle „Podkowa” był znany na terenie Zamojszczyzny jako taki dowódca, w którego oddziale ginęło najmniej ludzi. Miał takie powiedzenie: „Broń, żywność, sprzęt wojskowy można zdobyć zawsze, ale ludzkiego życia nie zdobędzie się i nie przywróci się go”. Dlatego był bardzo szanowany i lubiany przez swych podkomendnych, a partyzanci chcieli służyć pod jego rozkazami.

Na początku lipca miała miejsce seria potyczek z grasującymi po okolicy kałmuckimi kawalerzystami, będącymi na służbie u Niemców. Po tych walkach oddział por. Kuncewicza, który oficjalnie nazywał się już wtedy II batalionem 9. pp AK i liczył około 200 żołnierzy, zakwaterował w okolicy Topólczy. W tym czasie „Podkowa” zaopiekował się zbornym batalionem 27. WDP, który został przydzielony do II baonu na czas przetoczenia się frontu. Partyzantom z Wołynia przydzielono broń, amunicję i umundurowanie.

Bliskość frontu wschodniego sprawiła, że walki partyzanckie nasiliły się. 24 lipca polskie bataliony przeprowadziły wiele zasadzek, w wyniku których wzięto do niewoli 10 jeńców i zdobyto kilkanaście wozów taborowych. Także następnego dnia Polacy stoczyli kilka potyczek z wycofującymi się Niemcami.

Kiedy w nocy z 25 na 26 lipca Niemcy wysadzili mosty na Wieprzu i ustał ruch uciekających okupantów, por. „Podkowa” zarządził marsz na Szczebrzeszyn. Wczesnym rankiem 26 lipca polskie oddziały wyruszyły do miasta, a pierwsi, którzy do niego weszli, zastali ciszę i opustoszałe ulice.

Dopiero kiedy na ratuszu załopotała wielka biało-czerwona flaga, mieszkańcy radośnie wyszli z domów, witając kwiatami polskich żołnierzy. Odbyła się uroczysta defilada, do miasta wjechały tabory partyzantów i przyprowadzono niemieckich jeńców. Partyzanci „Podkowy” zajęli poniemieckie koszary i zabezpieczyli magazyny zbożowe. Do miasta wkroczyły także inne okoliczne grupy partyzanckie wraz z działaczami podziemnego państwa.

W tym czasie Sowieci naprawili most na rzece i w Szczebrzeszynie zjawili się przedstawiciele Armii Czerwonej, ogłaszając przez megafon o zajęciu miasta. Por. Kuncewicz służbowo zameldował oficerom radzieckim o swoim wcześniejszym zdobyciu miasta oraz o dowodzonym przez niego partyzanckim oddziale, stacjonującym w tym miejscu.

Polskie oddziały partyzanckie znajdowały się w Szczebrzeszynie do 30 lipca, kiedy to kpt. „Wacław” odczytał rozkaz o złożeniu broni przed Sowietami. Rozbrojeniu towarzyszyło ogromne rozgoryczenie i zdziwienie, że zamiast kontynuować walkę o pełne wyzwolenie Polski, żołnierze muszą oddać broń, a ich przyszłość pozostaje nieznana. W związku z tym partyzanci ukrywali większość broni, a zdawali tylko starą i uszkodzoną.

Oddział por. „Podkowy” tuż przed rozbrojeniem, Szczebrzeszyn, 30 lipca 1944 r. (fot. z książki Szymona Nowaka „Oddziały Wyklętych”) /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Zdesperowany rozkazem przełożonych i własną bezsilnością por. „Podkowa” roztrzaskał swój pamiątkowy automat, otrzymany od dowódcy radzieckiej partyzantki i… przeszedł do konspiracji obróconej teraz przeciwko „wyzwolicielom” ze wschodu. Jeszcze w sierpniu próbował iść na pomoc walczącej Warszawie, jednak nasycenie terenu oddziałami sowieckimi było tak wielkie, że plan okazał się niemożliwy do zrealizowania.

Kiedy w styczniu 1945 roku został dowódcą dywersji Obwodu Zamość, rozpoczął pracę w terenie poprzez stworzenie siatki konspiratorów. Udało mu się to i na wiosnę dysponował grupą, której liczebność na określone akcje mogła wzrosnąć do 50-60 ludzi. W lutym wykonano wyroki śmierci na sowieckim donosicielu Szurmie, komendancie MO w Zwierzyńcu Żydzie Bibermanie, a w marcu ludzie „Podkowy” rozbili posterunek milicji w Skierbieszowie.

W kwietniu oddział przeszedł na teren sąsiedniego powiatu biłgorajskiego i tam wspólnie z grupą ppor. T. Borkowskiego ps. Mat przeprowadzono akcje na posterunki milicji we Frampolu i Zakrzewie. 27 kwietnia połączone polskie oddziały „Podkowy”, „Mata”, Antoniego Sanetry ps. Mściciel oraz miejscowe oddziały ROAK i NSZ przeprowadziły spektakularną akcję i opanowały na kilka godzin Janów Lubelski, uwalniając z więzienia 15 aresztowanych oraz rozbijając komendę MO. Interesującą sprawą jest to, że na jednym z uwolnionych natychmiast wykonano wyrok śmierci za napady rabunkowe i podszywanie się pod AK. Dodatkowo zarekwirowano artykuły ze spółdzielni i zabrano z Urzędu Skarbowego ponad 400 tys. złotych i sporo rubli. Ponadto w akcji zdobyto cztery samochody i zabrano czterech radzieckich jeńców, których po rozbrojeniu puszczono wolno.
Po akcji w Janowie oddział Kuncewicza rozdzielił się z „Matem” i zaraz 29 kwietnia rozbił posterunki milicji w Biszczy i Łukowej. We wszystkich akcjach na komisariaty MO podkowiacy zabierali mundury i broń. Przed opuszczeniem terenu biłgorajskiego i zakończeniu rajdu, grupa próbowała bezskutecznie zdobyć budynek milicji w Tarnogrodzie.
12 maja zgrupowanie partyzanckie w liczbie około 100 żołnierzy planowało wielką akcję na Krasnystaw, jednakże, wobec informacji o przybyciu do miasta wojsk komunistycznych z bronią pancerną, odstąpiono od ataku. Następnie grupa por. „Podkowy” zajęła posterunek milicji w Żółkiewce, gdzie rozstrzelano funkcjonariusza UB i sekretarza PPR, a w kolonii Borówek zlikwidowano dwóch braci Ksiedraków – milicjanta i PPR-owca. Jeszcze w maju ciągle aktywna grupa przeprowadziła akcje na komisariat MO i Urząd Gminy w Izbicy oraz na transport więźniów przewożonych drogą Zwierzyniec-Biłgoraj. Pod koniec maja partyzanci starli się z obławą UB w Czystej Dębinie, a na początku czerwca wykonali kilka wyroków śmierci na ubeckich donosicielach.
Mimo wielu przeprowadzonych akcji na ludzi komunistycznego aparatu terroru, chyba wtedy Tadeusz Kuncewicz uzmysłowił sobie, że pomimo ogromnego nakładu czasu i energii nie jest w stanie zwalczyć tego systemu. Na miejsce zabitych ubeków przychodzili nowi, rozbrojonych milicjantów wyposażano w coraz lepszą broń, a rozbite więzienia z powrotem zapełniały się polskimi patriotami. Za całym działaniem sytemu komunistycznego w Polsce stał wszechpotężny ZSRR, z wielką i znakomicie wyposażoną armią, gotową w każdej chwili udzielić pomocy „bratniemu narodowi”, czyli zaprzedanym polskim komunistom.
Nadzieja na wybuch wojny między aliantami zachodnimi a sowiecką Rosją stawała się zupełną mrzonką. Dlatego też w czerwcu 1945 roku por. „Podkowa” zgłosił swoim przełożonym propozycję, aby wraz z zaufanymi ludźmi spróbować przedrzeć się do amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec i dołączyć tam do polskiej armii gen. Władysława Andersa. Kiedy „Podkowa” otrzymał zgodę na tę ryzykowną wyprawę, rozwiązał oddział, a do rajdu wybrał jedynie 22 ochotników. Byli to młodzi nieżonaci mężczyźni, nielękający się podjąć wielkiego ryzyka, częściowo znający się na samochodach i motoryzacji. Wśród uczestników planowanego rajdu był podobno także oficer dezerter z ludowego Wojska Polskiego o nieustalonym nazwisku. Wszyscy żołnierze przebrali się w mundury armii polskiej gen. Berlinga, mieli fałszywe dokumenty i przepustki i uzbrojeni byli w broń radziecką.

Szymon Nowak „Oddziały Wyklętych”, Wydawnictwo Fronda /materiały prasowe

Pod Zwierzyńcem grupa zatrzymała samochód ciężarowy Studebaker z dwoma propagandzistami PPR. Pojazdy tego typu używane były masowo w czasie II wojny światowej przez Rosjan (i pośrednio także przez LWP), a otrzymywane były z Zachodu w ramach amerykańskiej pomocy Lend-Lease.

Zabrawszy zatrzymanych propagandzistów ze sobą, 21 czerwca podkowiacy ruszyli zdobycznym samochodem na zachód, kierując się od Zwierzyńca na Stalową Wolę. Po przekroczeniu Wisły w Sandomierzu, zlikwidowano w lesie PPR-owców.

Grupa kierowała się teraz na Katowice. Po przejechaniu przez Dolny Śląsk, 5 lipca ciężarówka dotarła w okolicach Zgorzelca do granicy polsko-niemieckiej, którą udało się przekroczyć. Lecz zaraz potem, nie posiadając map tych terenów, grupa zbłądziła i zamiast kierować się na zachód, nieopatrznie skręciła na południe, w stronę Czechosłowacji.

Nie zauważono, kiedy przejechano granicę i dopiero pod miejscowością Šluknov partyzanci zorientowali się, że jadą w złym kierunku i są na terenie Czechosłowacji, a nie Niemiec. Na szczęście jeden z partyzantów znał te tereny oraz mieszkającą w Šluknovie polską rodzinę Kłusowskich. Zdzisław Szyndzielarz ps. Lotnik, bo tak nazywał się ten partyzant, zaprowadził grupę do domu Kłusowskich.

Na miejscu okazało się jednak, że z Kłusowskimi mieszkała 18-letnia Niemka Margit Maszkova, u której przebywał właśnie jej narzeczony Czech. Najgorsze z tego wszystkiego było to, że ów Czech, Josef Sindelar, był porucznikiem czechosłowackiego wywiadu, a wizyta u Niemki to była nie tylko randka, ale także spotkanie z agentką w celach rozpracowywania niemieckiej organizacji dywersyjnej Werwolf.

Mający słabość do pięknych kobiet porucznik „Podkowa” podobno za bardzo adorował młodą Niemkę, co nie spodobało się por. Sindelarowi. Zresztą i tak widok polskich żołnierzy na ziemi czeskiej musiał wzbudzić zrozumiałe podejrzenie u oficera wywiadu. Tak też się stało i por. Sindelar opuścił towarzystwo, wracając po kilku godzinach samochodem z kierowcą oraz nakazem stawienia się „Podkowy” w najbliższej komendanturze sowieckiej.

Polacy nie zgodzili się na rozdzielenie oddziału i uzgodniono, że z Czechami pojedzie cała grupa. Czesi i Niemka jechali przodem samochodem osobowym, a za nimi w ciężarówce Polacy.

Przy podjeździe pod stromą górkę por. „Podkowa” nakazał zatrzymać samochód. Kiedy Tadeusz Jankowski ps. Żbik udawał, że majstruje coś pod maską, trzech Polaków zaczaiło się. Kiedy Czesi zawrócili i wyszli sprawdzić, co się stało, sprawnie ich rozbrojono. Oddział „Podkowy” pojechał dalej, przy czym samochodem osobowym kierował teraz „Żbik”, a ciężarówką „Lotnik”.

Po około godzinie jazdy Marian Mijalski ps. Maf zlikwidował w lesie por. Sindelara i jego kierowcę. „Maf” nalegał, by zastrzelić także Margit Maszkovą, lecz „Podkowa” stanowczo sprzeciwił się temu. Po drodze kobietę zostawiono w lesie przywiązaną do drzewa. Od Šluknova Polacy kierowali się na Děčín, a w dalszej kolejności trasa miała przebiegać przez Ústi nad Łabą, Teplice i Klášterec nad Ohrzą.

W międzyczasie, kiedy podkowiacy podążali na zachód, młoda Niemka zdołała się uwolnić i powiadomiła czeską bezpiekę. Bezzwłocznie na nogi postawiono wojsko i milicję, na drogach stanęły posterunki sprawdzające samochody, a po szosach zaczęły krążyć liczne patrole. Oddział „Podkowy” zorientował się, że coś jest nie tak i ukrył się w lesie.

W nocy bocznymi drogami Polacy ruszyli dalej, lecz po drodze musieli porzucić ciężarówkę, którą wepchnięto do Łaby. Samochód osobowy pozostawiono już wcześniej w lesie. Dalej ruszono marszem. Tak partyzanci przebyli jeszcze dwie doby, najczęściej klucząc lasami. Dotarli w okolice miasta Loket, gdzie samotnie mieszkający Niemiec zgodził się przeprowadzić ich do miasta, do Amerykanów.

Kiedy grupa przechodziła przez kładkę na rzece, w oddali widać było most i radzieckich wartowników. Następnie ukazało się miasto, zajęte przez wojska amerykańskie. Dwóch partyzantów, „Maf” i „Żbik”, wyruszyło do miasta, pozostali czekali niecierpliwie i przygotowywali się nawet do ewentualnej obrony.

Rankiem około godziny 8 do ukrywających się Polaków podjechał amerykański dżip, którym oprócz „Mafa” i „Żbika” przybył amerykański oficer z kierowcą. Wśród ludzi „Podkowy” zapanował nieopisany entuzjazm i radość, że po wielu dniach tułaczki i niebezpieczeństw wreszcie dotarli do celu. Wydawało się, że ucieczka do wolności powiodła się. Był 10 lipca 1945 roku. Szczęście potęgowała informacja przybyłych, że Polacy zostaną wcieleni do wojsk polskich gen. Andersa i niebawem będą wśród swoich.

W mieście Amerykanie poczęstowali Polaków jedzeniem, papierosami i gumą do żucia. Polacy zdali całą posiadaną broń, ale wydawało się to normalne w tych okolicznościach. Kiedy Amerykanie zabrali „Podkowę” na rozmowę, także nikt nie przewidywał kłopotów – ot, normalny wywiad: skąd, dokąd, kto i jak. Jednak w dowództwie garnizonu amerykańskiego znana już była informacja z Czechosłowacji o „terrorystach” z Polski należących do SS, którzy przedarli się przez Czechosłowację, po drodze mordując obywateli tego kraju. Wszystkich z oddziału „Podkowy” aresztowano i wydano w ręce służb czechosłowackich.

Zatrzymanych przewieziono do więzienia w Karlowych Warach, gdzie uprowadzona wcześniej Niemka rozpoznała Polaków, a Czesi bili ich do nieprzytomności. Kiedy zmasakrowanych więźniów przewożono do Pragi, porucznik Kuncewicz postanowił zaryzykować i spróbować ucieczki. Poinformował dyskretnie o swych zamiarach innych więźniów. Plan zakładał likwidację konwojentów, opanowanie samochodu i powrót do strefy amerykańskiej. W ciężarówce przewożącej Polaków było w sumie sześciu uzbrojonych strażników: trzech jechało w szoferce, a trzech na pace razem z zatrzymanymi, choć byli oddzieleni zakratowanymi drzwiami.

Po jakimś czasie uwięzieni Polacy zaczęli pukać i prosić o wodę. Kiedy samochód zatrzymał się i wartownicy otworzyli zakratowane drzwi, więźniowie rzucili się na nich, a kilku wyskoczyło z samochodu. „Żbik” zaczął strzelać ze zdobytego automatu, celując w szoferkę, jednak kule szły za wysoko. Czesi znajdujący się w kabinie kierowcy także odpowiedzieli ogniem, strzelając przez małe okienko.

W wyniku tego ostrzału zginęło aż ośmiu więźniów: Zdzisław Szyndzielarz ps. Lotnik, Wacław Węgliński ps. Ryś, Zygmunt Kuncewicz ps. Podkówka (brat porucznika „Podkowy”), Marian Wodyk ps. Szabelka, Jan Chwiejczak ps. Żwirko, Władysław Olechowicz ps. Żuraw, Stanisław Olczyk, Augustyn Poździk ps. Korsarz.

Wkrótce Czesi pochwycili uciekających Mariana Mijalskiego ps. Maf, Seweryna Błaszaka ps. Szczygieł i Tadeusza Jankowskiego ps. Żbik. Bito ich tak bardzo, że Maf został zakatowany na śmierć. Kilku uciekinierów, w tym dowódcę grupy, złapano w ciągu dwóch dni. Wśród ujętych byli: Tadeusz Kuncewicz ps. Podkowa, Piotr Radziejowski ps. Gwiazda, Henryk Jóźwiakowski ps. Żmijka, Witold Lew ps. Azja, Tadeusz Juściński ps. Lew, Zbigniew Hyckiewicz ps. Szczerbaty, Tadeusz Wiatrowski ps. Nevada.

Ucieczka udała się tylko czterem osobom. Henryk Marczeski ps. Jurand, Wacław Mączka ps. Wierny i Stanisław Bizior ps. Eam przedostali się z powrotem do Polski, a Jan Chwiejczak ps. Wrzask – tak jak planowali – trafił do amerykańskiej strefy i następnie do polskiego II Korpusu.

Zatrzymanych niedoszłych uciekinierów czechosłowacka służba bezpieczeństwa poddała torturom. Bito ich gumowymi i drewnianymi pałkami, a „Podkowie” pod paznokcie wbijano zapałki, które potem podpalano. Wskutek katowania w czeskim więzieniu zmarli „Azja” i „Gwiazda”. Torturujący Polaków Czesi chcieli wymusić absurdalne przyznanie się do przynależności do „polskiej SS”.

Dopiero po dwóch latach, w lipcu 1947 roku, służby czechosłowackie przekazały więźniów polskiemu UB. W Polsce wtrącono ich do więzienia na zamku w Lublinie. Dzięki amnestii sześciu podkomendnych „Podkowy” zostało wypuszczonych z więzienia w grudniu 1947 roku. Tadeusza Kuncewicza skazano w pokazowym procesie na 10 lat. Z więzienia wyszedł w 1955 roku, potem pracował na kolei. Zmarł w 1991 roku w Warszawie.

Ogromne jest pragnienie wolności i chęć ucieczki za wszelką cenę od morderczego, niszczącego wszystko komunizmu. To była także desperacka konieczność przekazania na Zachód informacji zza żelaznej kurtyny o tym, co naprawdę działo się w Polsce i jak wyglądała wprowadzana sierpem i młotem, kajdanami i kulą w głowę „demokracja ludowa”.

Podczas przesłuchań „Podkowa” tak przedstawiał motywy swego postępowania: Obserwując rozwój wypadków w Polsce, nie byłem z tego zadowolony. Zdecydowałem się więc przedostać do kół polskich na Zachodzie, aby przedstawić im całą sprawę. Po to zebrałem dwudziestu trzech najlepszych ludzi. Wziąłem ze sobą broszurki i dokumenty stwierdzające sytuację w Polsce i autem ciężarowym wyruszyłem na zachód dnia 21 czerwca 1945 roku.

Dramat polskich partyzantów polegał na tym, że kiedy osiągnęli już cel swego rajdu i dotarli do amerykańskiej strefy okupacyjnej, zostali wydani przez Amerykanów z powrotem komunistom, swoim oprawcom i katom.

Opublikowany fragment pochodzi z książki: Szymon Nowak „Oddziały Wyklętych”, Wydawnictwo Fronda

http://nowahistoria.interia.pl/

Komentarzy 19 do “Oddział porucznika „Podkowy”: Uciekali 1000 km do wolności. Amerykanie wydali ich komunistom.”

  1. Szprot1 said

    Czeskie sluzby bezpieczenstwa, polskie UB hmm, gen Anders nie wstawil sie za nimi jak za ukraincami z SS Galizien?

  2. Birton said

    smutna sprawa, żydowskie czeskie służby bezpieczeństwa maltretowały i zabijały Polaków, żydowskie rosyjskie służby bezpieczeństwa maltretowały i zabijały Polaków, żydowskie polskie służby bezpieczeństwa maltretowały i zabijały Polaków

  3. Jasiek said

    To nie Amerykanie, Rosjanie, Niemcy czy Czesi nienawidzą Polaków, tylko żydzi pochodzący z tych państw. Im bardziej nas nienawidzą, im częściej nas mordują, oszukują i okradają, tym bardziej przed nimi merdamy ogonkami i łapkami prosimy o jeszcze. Co to za dziwna choroba, na którą zbiorowo cierpimy, która każe nam kłaść głowy pod żydowski topór i jeszcze się z tego cieszyć? Jak znaleźć lekarstwo?

  4. JerzyS said

    „Po około godzinie jazdy Marian Mijalski ps. Maf
    zlikwidował w lesie por. Sindelara i jego kierowcę.
    „Maf” nalegał,
    by zastrzelić także Margit Maszkovą,
    lecz „Podkowa” stanowczo sprzeciwił się temu.
    Po drodze kobietę zostawiono w lesie przywiązaną do drzewa. Od Šluknova Polacy kierowali się na Děčín, a w dalszej kolejności trasa miała przebiegać przez Ústi nad Łabą, Teplice i Klášterec nad Ohrzą.”

    Eleganckie słownictwo
    – Zlikwidował, a nie zastrzelić!

  5. AlexSailor said

    „Dopiero po dwóch latach, w lipcu 1947 roku, służby czechosłowackie przekazały więźniów polskiemu UB. W Polsce wtrącono ich do więzienia na zamku w Lublinie. Dzięki amnestii sześciu podkomendnych „Podkowy” zostało wypuszczonych z więzienia w grudniu 1947 roku. Tadeusza Kuncewicza skazano w pokazowym procesie na 10 lat. Z więzienia wyszedł w 1955 roku, potem pracował na kolei. Zmarł w 1991 roku w Warszawie.”

    Proszę zauważyć, że po odsiedzeniu 5 miesięcy zostali wypuszczeni przez SB/UB na wolność na mocy amnestii.
    I nie ma wzmianki o tym, że powtórnie ich aresztowano.
    A to pewnie dlatego, że jako wydani na tortury Czechom przez Amerykanów, uznani zostali za niegroźnych, to jest nie pracujących dla Amerykanów lub Brytyjczyków.

    Kolejna sprawa, to fakt, z jaką łatwością Amerykanie wydali Polaków.
    A przecież w tym czasie polski wywiad i kontrwywiad solidnie i w pocie czoła pracował dla nich.
    Na zachodzie stały też Polskie Siły Zbrojne, z dowództwem i całym oprzyrządowaniem.
    Jakoś nie bardzo troszczyli się oni o uciekinierów z Polski, a przecież wystarczyło kategorycznie domagać się konsultacji przed wydaniem kogokolwiek na Wschód.
    Tym bardziej, że w ten sposób można było wyłowić wiele niemieckich szych – zbrodniarzy wojennych.
    Po prostu, to już latało i zwisało „Rządowi Londyńskiemu” i polskim siłom na Zachodzie.

  6. anonim said

    PPRowców rozwalić znaczy zlikwidować żaden problem…czeskiego ubola (dziwić się że tak ich potem katowali) żaden problem ale ładnej niemki szkoda.
    Ot i załatwiła ich ta…Esterka
    Duraki

  7. anonim said

    ad.5
    Ale niech Pan komuś powie że to powinnością Rządu Angielskiego było zajmowanie się swoimi żołnierzami w Polsce (im przysięgali) to Pan zostaniesz ruskiem.
    Olano ich, okłamano i wystawiono a teraz jeszcze każą nam świętować wynikłą z tego Ich niezłomność.

  8. AlexSailor said

    @JerzyS

    Pozdrawiam.
    Też zwróciłem na to uwagę, to jest nie etyle na słownictwo, ale na faktyczne działanie.
    Likwidacja czeskiego oficera wywiadu tropiącego Werwolf (śmiertelnie niebezpiecznego również dla Polski) na terenie Czechosłowacji, z którą Polska nie była w stanie konfliktu (ani rząd Benesza, ani komunistów czeskich), po wtargnięciu na to terytorium w zorganizowanej grupie zbrojnej.
    Nie oceniam, ale zauważyć trzeba.

    Jak widać sprawy nie są proste takie.
    Pewnych rzeczy Polacy w 1947r. mogli nie wiedzieć, innych nie rozumieli, ale zdrowy rozsądek powinien obowiązywać.

  9. AlexSailor said

    @Anonim
    Proszę pamiętać, że oni działali w sytuacji bez wyjścia, sytuacji, której nie potrafili najczęściej zrozumieć.
    Po latach prostych wyborów, wróg – swój, sytuacja się skomplikowała.

    Na marginesie, ciekawe, że zwróciłem niezależnie uwagę na to, co Pan.

  10. Kronikarz said

    , – )

  11. Glock said

    Jasiek poprostu musimy przestac milowac narod wyprany.Tylko walic prosto w leb.

  12. Joannus said

    Ad 7
    ”Olano ich, okłamano i wystawiono a teraz jeszcze każą nam świętować wynikłą z tego Ich niezłomność.”

    Za tragedię wyklętych trzeba również winić podpuszczaczy londyńskich i hamerykanskich.

  13. Krzysztof M said

    Ad. 3

    „Co to za dziwna choroba, na którą zbiorowo cierpimy, która każe nam kłaść głowy pod żydowski topór i jeszcze się z tego cieszyć? Jak znaleźć lekarstwo?”

    – Ta choroba to Otumanienie. Nie wiemy, kto jest kim.

  14. Krzysztof M said

    Niezłomni dziś mają dobrą prasę, bo walczyli z komunistami, czyli z Rosjanami. To guzik prawda, bo walczyli z sowietami, a nie z Rosjanami. Ale przeciętny słuchacz, czy widz tak to pojmuje.

    Kult niezłomnych służy dziś władzy do podsycania nastrojów antyrosyjskich.

  15. szlak bojowy i losy oddziału „Podkowy” są mi znane z opowiadań w rodzinie, stryj mojego ojca – sierżant Łukasz ps. „Szczecina” był w oddziale Śmiecha ps. „Ciąg” z Skierbieszowa – inspektorat Zamojski AK. – trzeba wiedzieć, że na skutek bandycko – rabunkowej działalności „Podkowy” (już po ujawnieniu i złożeniu broni) w odwecie UB aresztowało i osądziło, za rzekomą współpracę z bandą „Podkowy” (napad na posterunek w Skierbieszowie w celu zrabowania pieniędzy przechowywanych z składek spółdzielni się organizującej) wielu Akowców, część z nich wypuszczono po amnestii, ale też wielu zamordowano na Zamku w Lublinie w tym z mojej rodziny (Paczosa z Małochwieja)…..jeśli już piszemy o „żołnierzach wyklętych”, to piszmy też o skutkach ich działalności po zakończeniu działań wojennych…
    ps. a wiadukt kolejowy na trasie Krasnystaw – Zamość k/Izbicy wcale nie był wysadzony przez oddział „Podkowy”….

  16. JerzyS said

    „[„każdy kto miał karabin i naboje a także trochę determinacji rządził wsią.”

    np przychodzi meldunek do komendanta placówki AK mówiący , że wsi przyjechała bogata kobieta więc można by sie obłowic.

    Często tego typu działania były kooperacja ludzi z AK i BCH jak np napad na zarządce dworu w Jasienicy R.
    Zasada była taka ,
    że AK rabowało tam gdzie byli zwolennicy BCH , BCH rabowało tam gdzie byli zwolennicy AK ,
    Oczywiście wchodziły jeszcze rabunki związane ze stronami Sanu.
    Zdyscyplinowanie tych ludzi było trudne , a nawet niemożliwe.
    Np, na bogatszego gospodarza Lecha w D. zrobiono napad.
    Po rabunku stwierdził on , że rozpoznał jednego z napastników , bo mu sztuczna broda odpadła.
    Skończyło sie to śmiertelnym pobiciem . Lech wkrótce po tym zmarł.
    Tak więc motywacje i inspiracje Soboty , to najważniejsza i najtrudniejsza do ustalenia sprawa.

    Podobnie sprawa tragedi na Strzałkówce – tragedia sprowokowana przez pijanych partyzantów
    (Pan doktor Władysław ładnie to zbeletryzował w swojej książce)
    i zakończona złapaniem przez straż wiejska i wydanie Niemcom i zastrzeleniem Kozłowej na cmentarzu przez komendanta Ajla Ejchla?
    ( Austryjak służący przed I w św. w Przemyslu)
    Po zastrzeleniu jej powiedział , Musiałem to zrobić ,
    bo baba uciekać nie chciała, a gdybym oddał ja do Gestapo to pół wsi by zaaresztowano.
    Po wojnie prowadzono przeciw niemu dochodzenie.

    Nadgorliwość i bezinteresowność podczas II w św była wyjątkowo duża.
    Przedstawiciele okupanta stacjonując na obcej ziemi myśleli o szybkim i bezpiecznym powrocie do rodziny.

    Na tamtym terenie nastąpiła też likwidacja 3 zrzutków partyzantki sowieckej.
    Pretekstem było , że Podobno mieli przy sobie podczas rewizji rozpracowana liste AK.
    Zaraz po wkroczeniu Sowietów posuwała sie grupa SMIERSZ pod przykrywka orkiestry wojskowej
    Po „Wyzwoleniu ” za to wywieziono chyba z szesnastu AKowcow z Bliznego.
    Jeden z wywiezionych z Lutczy po powrocie skończył studia i w 72 do 81 roku ,
    był rektorem jednej z krakowskich wyższych uczelni.

    Innym bochaterskim wyczynem był ostrzelanie z Góry Chyb sowieckego konwoju.
    Z taktycznego i strategicznego punktu widzenia to była głupota!
    Na dodatek „Myślano ,że można to robić bezkarnie.”

    Taktyka rożni sie od strategi.
    Spotkałem jednego z uczestników tej akcji.
    Przeszedł wiezienie i mieszkał na Śląsku, nie miałem ochoty pytać go,
    – czy warto było?
    Wspominał jednak , że podczas przesłuchań próbowano udane akcje przeciw Niemcom , przypisywać partyzantce prosowieckiej.

    Tak więc ciekawe są motywacje i cele Soboty.
    czy wszystkie czyny przypisywane mu,
    to jego robota
    , bo wiadomo
    „Dezinformacja , to oręż wojny”]”

    „[Własnie to są ciekawe informacje, szczególnie niemieckie akcje odwetowe na zakładnikach.
    Na przykład za taka akcje jak poniżej, kto powinien dostać order, a kto czapę?

    „8 października 1942
    Akcja „Wieniec”.
    Oddziały AK przeprowadziły dywersję, w wyniku której uszkodzono tory na sześciu liniach kolejowych wokół węzła warszawskiego.
    Patrole biorące udział w akcji nie poniosły żadnych strat. Była to pierwsza tak duża operacja Armii Krajowej na terenie okupowanej Polski
    skierowana przeciwko transportowi niemieckiemu.

    W nocy z 15/16 października 1942 r. Niemcy w odwecie za przeprowadzoną akcję ustawili
    w pięciu miejscach w Warszawie szubienice, na których stracono łącznie 50 więźniów Pawiaka.”

    Na terenie działań Swidy tez Niemcy w celu zapewnienia spokoju, stosowali odpowiedzialność zastępczą,
    mordując zakładników , za bohaterskie czyny „patriotycznych partyzantów”

    Oczywiście pisarze i historycy unikają tych tematów jak ognia!]”

  17. JerzyS said

    Posterunkowy Eihel mówił:
    trzeba wyznaczyć na wywózkę na roboty do Niemiec
    Wien qurwe i zwei stara baba”, ” bo qurwa da tam sobie rade ,
    a stara baba zostanie zwrócona z punktu przeładunkowego w Krakowie.
    jednej tak to się spodobało, ze wysyłali ja kilka razy
    i za każdym razem wracała z Krakowa na swoja wies
    ,bo miała żylaki i to dyskwalifikowało ja na roboty do Niemiec!:)

    Tereny gdzie była silna partyzantka po wojnie,
    do dziś należą do najsłabiej rozwiniętych,
    bo albo po wojnie za ich nad aktywność po 1945 roku władza się nimi zaopiekowała
    , albo musieli uciekać na Ziemie Odzyskane.

    Bo to były tereny leśne, panie Jerzy. I do dziś takimi są.
    Admin

  18. JerzyS said

    Sadzę , że Austryjak Eichel, znał język polski, bo służył w Twierdzy Przemyśl,
    ale podczas okupacji go zapomniał.
    Z moim dziadkiem rozmawiał zawsze tylko po niemiecku!
    Myślę , że doskonale wiedział też , że syn mojego dziadka małolat – mały Staś ,
    który kręcił się kolo nich znał język niemiecki

    i dlatego na głos czytał otrzymane rozkazy!:)

    Szwagier mojej babci „granatowy policjant ”
    zawsze szedł na posterunek
    bez płaszcza,
    a dopiero po niego wracał do domu jak mieli kogoś aresztować!
    Oczywiście nigdy nie zdążyli , bo rower był zawsze szybszy od butów!

  19. JerzyS said

    Jak lojalni wobec okupacyjnej władzy tambylcy rzymokatolicy,
    donosili o tajnym nauczaniu,
    to Eichel strofował swojego zastępcę

    – ” a gówno cie to obchodzi!”

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: