Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

„Antysemici” i „islamiści”, czyli rzecz o Labour

Posted by Marucha w dniu 2016-05-08 (Niedziela)

Ciekawym epizodem zakończonej właśnie kampanii wyborczej na Wyspach – było oskarżenie Labour Party o… antysemityzm. Wątek ten jest kontynuowany także przy analizowaniu wyników głosowania, zwłaszcza słabego rezultatu Partii Pracy w Szkocji.

Biorąc pod uwagę, że cześć polskiej blogosfery ogłosiła równocześnie żałobę w związku z rzekomym wpadnięciem Londynu w łapy islamistów – mogłoby się wydawać, że nudni i przewidywalni do bólu laburzyści to jakiś ciekawe zjawisko polityczne. Oczywiście tak nie jest, nie mniej obie historie rzucają ciekawe światło na przesądy propagandowo-polityczne częste tak w Polsce, jak i w Zjednoczonym Królestwie.

Czerwony Korwin

W oskarżeniach celowały media związane z torysami, a poszło o wypowiedź „Czerwonego Kena” Livingstone’a, który zauważył, że „Hitler zanim na koniec zwariował i wymordował 6 milionów Żydów – popierał syjonizm”.

Konserwatyści i liberałowie rzucili się tropić antysemitów w szeregach laburzystów, ci w panice jeszcze przed wyborami pozawieszali w prawach członków kilku radnych, którym wygrzebano np. krytykujące Izrael stare wpisy w mediach społecznościowych (porównujące politykę Tel-Awiwu wobec Palestyńczyków z działaniami nazistów, doszukujące się związków między Izraelem a ISIS, czy krytykujące „syjonistyczne lobby” w USA).

Jeremy Corbyn usunął K. Livingstone’a z partii i powołał „niezależną komisję do wykrywania przypadków antysemityzmu w Partii Pracy” pod kierunkiem Shami Chakrabarti.

Tylko niezrażony niczym ex-burmistrz Londynu najpierw zauważył, że „nikt mu nie karze przepraszać Francuzów kiedy przypomina, że Normanowie najechali Anglię w 1066 r.”, a potem w stylu dziwnie przypominającym JKM zaczął drążyć temat hitlerowski mówiąc o „bliskich związkach” niektórych prominentnych Żydów z nazizmem, a ponadto podkreślając, że celem Hitlera było początkowo nakłonienie niemieckiej społeczności żydowskiej do opuszczenia kraju i przeniesienia się do Palestyny.

Następnie zaś K. Livingstone wrócił do swego konika, czyli syjonizmu i propagandy izraelskiej podnosząc, że „atak na niego to kolejny przykład świetnie rozgrywanej przez izraelskie lobby kampanii, wg której każdy kto krytykuje politykę Izraela – jest antysemitą”.

– Żyję z tym już 35 lat… – wzruszył ramionami kontrowersyjny laburzysta. Jednocześnie skrytykował też swoich adwersarzy, utożsamiając ich zwłaszcza z „prawym” (czyli socjal-liberalnym) skrzydłem Labour.

Najbardziej oburzona na Livingstone’a wydaje się jednak być przede wszystkim Kezia Dugdale, pechowa przywódczyni Szkockiej Partii Pracy, która musząc jakoś wytłumaczyć się z fatalnego wyniku do Parlamentu krajowego – zwaliła winę właśnie na rzekomy antysemityzm kolegi, wiążąc go m.in. z odpłynięciem od Labour głosów żydowskiej społeczności w Szkocji, licznej zwłaszcza w okręgu Eastwood, a której poparcie uzyskać mieli torysi.

Już jednak w Anglii, gdzie wyniki PP uznaje się za zadowalające – nie sprawdziły się przepowiednie, że „wybryk” K. Livingstone’a przyniesie jakieś większe osłabienie laburzystom – np. w generalnie zwycięskich dla nich wyborach w Manchesterze.

Zarzut antysemityzmu, groźny w realiach zachodniej polit-poprawności bywa używany stosunkowo często właśnie wobec przedstawicieli lewicy (nawet tej establishmentowej, a w każdym razie jej bardziej autentycznego skrzydła) po pierwsze w związku z wyrażaną przez te środowiska krytyką syjonizmu i polityki Izraela (symbole i wystąpienia poparcia dla Palestyńczyków są stałym elementem manifestacji i pochodów związanych z laburzystami central związkowych).

Ponadto zaś zwłaszcza media brytyjskie, jak i torysi reprezentujący interesy międzynarodowego i miejscowego (co nie znaczy bynajmniej dosłownie – rodzimego…) kapitału hasłem antysemickim młotkują konkurencję w związku z przyciąganiem przez lewicę co aktywniejszych przedstawicieli mniejszości etnicznych i religijnych, w tym także brytyjskich muzułmanów. Kogo bowiem łatwiej oskarżyć o antysemityzm, niż wyznawcę islamu?

Polscy islamiści?

Niejako na wszelki wypadek od wypowiedzi K. Livingstone’a odciął się więc wtedy jeszcze kandydat, a dziś już jego następca na fotelu burmistrza Londynu, Sadiq Khan (w dyskusjach internetowych w Polsce przedstawiany jako… „zwolennik szariatu” i „zadeklarowany islamista”, co u wszystkich nawet pobieżnie przyglądających się polityce brytyjskiej może budzić tylko rozbawienie).

Jak się jednak okazało – całe zamieszanie jakoś nie przeszkodziło temu miękkiemu zwolennikowi socjal-liberalizmu (m.in. „małżeństw” jednopłciowych) wygrać wybory i to chociaż jego przeciwnikiem był w nich Zac Goldmisth, dziedzic wielomilionowej fortuny po lansowanym niegdyś i w Polsce swym ojcu, Jamesie (w latach 90-tych założycielu Partii Referendalnej, swego rodzaju antycypacji współczesnej neo-thacherowskiej UKIP).

Jako ciekawostkę można dodać, że S. Khan wygrał nie tylko – co się podkreśla w Polsce – w dzielnicach imigrantów z krajów azjatyckich i afrykańskich, ale także w londyńskiej Borough of Merton, gdzie największą grupę etniczną pośród mniejszości stanowią… Polacy.

Brak jeszcze danych pozwalających ustalić jak głosowali nasi rodacy, niemniej prosta kalkulacja pokazuje, że skoro – wg różnych danych w całym Wielkim Londynie głosować mogło 100-185 tysięcy Polaków, natomiast lansowany nie wiedzieć czemu na „kandydata Polonii” operetkowy „Prince Zylinski” otrzymał 13.202 głosy – to nawet zakładając niechęć Polaków do wyborów jako takich – ktoś przynajmniej część z tego poparcia po prostu musiał otrzymać. I raczej nie był to Z. Goldsmith (choć z takim nazwiskiem i pochodzeniem z pewnością nie może być wzięty za islamistę!) jako zwolennik BREXIT-u.

Na analizy przyjdzie czas, nie mniej już można postawić wniosek, że nasi rodacy w Londynie albo jak zwykle nie głosowali – albo poparli Labour, przyprawiając o ból głowy krajowych tropicieli islamizmu, nie mających większego pojęcia o specyfice politycznej UK.

Partia Pracy, jak to normalne dla wielkiej, systemowej formacji – nie jest ani antysemicka, ani islamistyczna, ani w ogóle wyrazista, choć akurat w zakończonych właśnie wyborach wykrzesała z siebie względnie konkretną platformę programową, zakładającą m.in. wzrost podatków (zwłaszcza od najbogatszych).

O ile jednak będący wprawdzie enfant terrible K. Livingstone wyraził głośno to, co wielu członków i sympatyków nie tylko Labour po cichu myśli i uważa, o tyle z pewnością trudno byłoby dopatrzeć się w zorganizowanej polityce brytyjskiej islamizmu, co nie oznacza z kolei, że go na Wyspach nie ma – bo jest, tylko nie zawraca sobie głowy wyborami.

Z kolei zarówno historyczny, jak i zwłaszcza socjal-ekonomiczny antysemityzm na Wyspach faktycznie istnieje, choć poza marginesem angielskiego nacjonalizmu jest całkowicie wykluczony poza nawias dyskusji publicznej. Jeszcze przyjeżdżając do UK na początku lat 90-tych jako dowód sympatii i zaufania ze strony moich ówczesnych gospodarzy, przedstawicieli zdeklasowanej przez „krwawą Maggie” niższej middle class szeptane wskazówki odnośnie właścicieli popularnych domów handlowych, czy banków „ale to są Żydzi, szzzzzz…!” – przy jednoczesnym obrzydzeniu odczuwanym przez przeciętnego Brytyjczyka do skinów czy innych przejawów nieeleganckiego, nieangielskiego po prostu w samej istocie ekstremizmu.

Skoro jednak we współczesnej szopce wyborczej nie da się nikogo zaatakować wprost ze względu na pochodzenie, zaś (inaczej niż polskiej blogosferycznej piaskownicy) – bezpodstawny zarzut „islamizmu” byłby wciąż raczej przeciwskuteczny i ośmieszający, stary dobry tłuczek anty-antysemicki pozostaje najlepszym co wymyślono dla dyskredytacji politycznego przeciwnika.

Z jednej strony straszy się więc antysemitami, z drugiej islamistami, jałowe raczej spory zyskują dzięki temu pewnego kolorytu – a tylko stojącemu z boku komentatorowi zostaje zgodzić się z milczącą większością wyborców i po prostu wzruszyć ramionami…

Konrad Rękas
http://konserwatyzm.pl

Komentarzy 11 do “„Antysemici” i „islamiści”, czyli rzecz o Labour”

  1. ENKI said

    Co dalej, Wielka Brytanio?
    Brytyjska prasa chwali Khana, a krytykuje ostrą kampanię Goldsmitha.
    Muzułmanie Londynu radują się, dumni z sukcesu, stanowią oni około 13 % ludności miasta.
    Z Londynu Jakub Krupa (PAP):
    „45-letni Sadiq Khan, wybrany w czwartek na burmistrza Londynu, jest od 2005 roku posłem Partii Pracy z imigranckiej dzielnicy Tooting. Urodzony w rodzinie pakistańskich imigrantów – ojciec był kierowcą autobusu
    a matka krawcową – Khan podkreślał w kampanii, że wychował się na osiedlach brytyjskiej stolicy.
    W latach 1996-2005 był lokalnym radnym.
    Khan będzie pierwszym w historii burmistrzem europejskiej stolicy, który jest muzułmaninem. W toku kampanii polityk dostał szerokie poparcie wszystkich społeczności Londynu, jednego z najbardziej różnorodnych etnicznie i religijnie miast Europy.
    KHAN zdobył ponad 1,3 mln głosów i pokonał rywala stosunkiem głosów 56,8 proc. do 43,2 proc.,
    tak uzyskał NAJWYŻSZY MANDAT dla pojedynczego polityka W HISTORII WIELKIEJ BRYTANII.”

    Socjolodzy stwierdzili, że jeśli ilość emigrantów przekroczy 10%, to zaczynają się organizować w celu
    realizacji swoich interesów. Jak się okazało, w Anglii zorganizowali się skutecznie i wyłonili przywódcę w olśniewającym stylu.
    Teraz oczy muzułmanów całego świata zwrócone na Londyn i Wielką Brytanię. Co dalej?

  2. NICK said

    Tytuł.
    Chciałoby się napisać: mały ratlerek ale.
    Póki co. Ośrodek. NWO.

  3. Boydar said

    Nie potrafię ocenić tekstu pod kątem merytorycznej zawartości; trochę przypomina mi to wróżenie z fusów. Jednak muszę przyznać, że sam język artykułu zaskoczył mnie niezwykle pozytywnie

  4. peacelover said

    dla definicji :
    … antysemita, to NIE ten, co zydow nie lubi,
    lecz ten…, ktorego chazarstwo nie cierpi !!

  5. Janek said

    No, gwoli uczciwości nalezy dodać, że wygrał w tzw. drugiej turze, bo w pierwszej żaden z kandydatów nie przekroczył 50%.

  6. NICK said

    Jakie qrva wygrał i w jakiej turze.
    Turze. Od: tur.
    Piszemy: kwoli.
    Prawidłowiej zaś: k woli.
    Ku woli. Wola winna być wolna.

  7. Boydar said

    Nie, Panie NICK’u, piszemy … gwoli. To znaczy, nie wiem kogo „my” ma Pan na względzie. Tylko się Pan na mnie nie jeż.

  8. rdest said

    Khan będzie pierwszym w historii burmistrzem europejskiej stolicy, który jest muzułmaninem.” Oczywiscie Rottrdam nie jest stolicą ,ale waznym miastem ,chocby z faktu dużej koncentracji muzułmanów
    http://natemat.pl/130129,syn-imama-na-prezydenta-europa-uwaza-burmistrza-rotterdamu-za-bohatera

  9. NICK said

    Zatem jestem zbyt stary. Polski, zbyt?
    http://staropolska.pl/renesans/jan_kochanowski/czego_chcesz_Panie.html

  10. Watazka said

    Smaczku dodaje fakt, ze Sadiq jest bardzo ‚zintegrowany’ w angielskiej spolecznosci: urodzony, wychowany i wyksztalcony w Anglii, obywatel brytyjski, a wiec Brytyjczyk, jest z zawodu prawnikiem humanitarnym, ministrem transportu i budownictwa mieszkaniowego w gabinecie ministrow i czlonkiem Partii Pracy.

    Ale jego kariera zawodowa jest traktowana przez hucpe jako wielka konspiracja islamu przeciwko ‚chrzescijanskiej’ Anglii, ktora juz zapomniala jak sie porzadzila ongis w Pakistanie: rozwalajac Indie i Punjab i tworzac niekonczaca sie rane w skreowanym przez Anglikow Pakistanie.
    A „Paki” (pogardliwa nazwa Pakistanczykow w Anglii), zeby sie zesral, zasymilowal, zintegrowal i nawet jak Sadiq zdecydowal zlozyc przysiege jako mer Londynu w Katedrze Londynskiej – to i tak zostanie Paki, islamista, dzihadysta, kozojebca, ktory smial wygrac wybory z zydem Zac Goldsmithem, ktorego rodzna wykupila pol Izby Lordow i ktora to rodzina Goldsmithow trzesie londynskim City. Zac Goldsmith jest wzeniony w rodzine Rotszyldow.

    Faktycznie dla Londynu to tragedia szekspirowska: syn kierowcy autobusu wygral z jego lordowska pejsata moscia.

    Londonistan:

    http://www.informationliberation.com/?id=54770

  11. Boydar said

    I znowu nie, Panie NICK’u. Podany przykład jest dobry ale … zły. Bo kontekst jest inny. Kochanowskie [k woli] oddaje [zgodnie z wolą]; natomiast [gwoli] oznacza/oznaczało [aby]. U Janka (5) zastosowanie było prawidłowe, gdyż (jak domniemam) w rozwinięciu domyślnym – „aby było uczciwie”.

    Zresztą, ja nie jestem Mniodek. Mogę się mylić. Jeśli, to przepraszam.

Sorry, the comment form is closed at this time.