Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Bitwa o Monte Cassino – bezsensowne zwycięstwo?

Posted by Marucha w dniu 2016-05-19 (Czwartek)

Pod Monte Cassino polscy żołnierze walczyli jak lwy, ale ponieśli ogromne straty. Sam Anders pisał, że ”straty mieliśmy niestety wielkie”, ale podkreślał efekty propagandowe i moralne zwycięstwa. Niestety, najbliższa przyszłość pokazała, że dla międzynarodowej pozycji Polski były one iluzoryczne. Czy warto było dla nich poświęcić życie tylu polskich żołnierzy? – zastanawia się Mateusz Staroń w artykule dla WP.

18 maja 1944 r. na ruinach klasztoru Monte Cassino załopotała polska flaga. Zatknął ją ułan 12. Pułku Ułanów Podolskich Józef Bruliński, a nie ppor. Kazimierz Gurbiel, jak to podał w swoim legendarnym reportażu „Bitwa o Monte Cassino” Melchior Wańkowicz.

Świadkiem tej wyjątkowej chwili był korespondent amerykańskiego dziennika ”Chicago Tribune”, który napisał: ”Staliśmy wszyscy w milczeniu, salutując polskiej fladze, która stała się w tej chwili flagą wszystkich zjednoczonych narodów”. W świat poszła wieść o wielkim zwycięstwie Polaków – przez kilka dni byli oni bohaterami wszystkich mediów.

Zaczęła się tworzyć legenda o Monte Cassino. Opromieniła ona głównie postać dowódcy 2. Korpusu Polskiego, generała Władysława Andersa, który zdecydował się wysłać polskich żołnierzy w to piekło na ziemi, aby zadać kłam sowieckiej propagandzie, że Polacy nie chcą walczyć.

Z wojskowego punktu widzenia angażowanie się w tą niebezpieczną akcję było, używając potocznego języka, ”jazdą po bandzie” i rzuceniem się na bardzo głęboką wodę. Militarny sukces został okupiony ogromnymi stratami. Liczący 45 tys. żołnierzy korpus stracił w ciągu kilku dni walk 4199 ludzi – zabitych, rannych i zaginionych. Była to hekatomba, której można było uniknąć.

”Pióropusz biały Panu się śni”

Prawie dwa miesiące wcześniej, 26 marca 1944 r., doszło do spotkania generała Kazimierza Sosnkowskiego, Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych, z dowódcą 2. Korpusu Polskiego, generałem Władysławem Andersem. Naczelny Wódz przybył na front we Włoszech w celu inspekcji wojska. Spotkała go zaskakująca wiadomość. Trzy dni wcześniej gen. Anders otrzymał propozycję od Brytyjczyków, żeby polski Korpus wziął udział w bardzo ryzykownej akcji – przełamania ”Linii Gustawa” w rejonie Monte Cassino w najbliższej ofensywie aliantów, która wreszcie otworzy drogę na Rzym. Anders przyjął propozycję w ciągu 10 minut, konsultując ją tylko ze swoim szefem sztabu.

Sosnkowski miał powody do niepokoju o życie polskich żołnierzy i słuszności użycia ich w tej karkołomnej operacji. Niemieckie pozycje, pomimo trzech szturmów, nie zostały zdobyte, a poległo, zostało rannych lub zaginęło w tych walkach 52 tysięcy alianckich żołnierzy.

Naczelny Wódz nie chciał bezsensownie szafować krwią swoich żołnierzy w intensywnych walkach – widział w nich kadrę odrodzonego państwa. Nie uważał, że Korpus jest już gotowy na swój chrzest bojowy i od razu do tak ciężkiej przeprawy. Wcześniej uzyskał obietnicę od Brytyjczyków, że będą oni oszczędzać polską krew i uzgodnią z nim ewentualne zaangażowanie Polaków.

Wiedział o tej nieformalnej umowie również generał Anders. Tymczasem ustalenia te zostały przez niego złamane, gdy przyjął – bez konsultacji z Naczelnym Wodzem – brytyjską propozycję. Sosnkowski zrugał Andersa i powiedział mu, że decyzję podjął kierując się tylko osobistymi ambicjami. ”Pióropusz biały Panu się śni” – skwitował.

Naczelny Wódz musiał jednak przełknąć samowolkę Andersa, ponieważ odwołanie go z funkcji mogło wywołać ogromne perturbacje polityczne i spadek morale wśród żołnierzy. Sosnkowski próbował ratować co się da i walczył do końca o zmianę koncepcji bitwy, która oszczędziłaby polską krew.

Prorocze uwagi

Sosnkowskiemu musiały się zjeżyć włosy na głowie, kiedy zapoznał się z brytyjskim planem natarcia. Anders zgodził się na wysłanie swoich żołnierzy do frontalnego, czołowego ataku na silnie umocnione pozycje niemieckie w górującym nad okolicą klasztorze na Monte Cassino.

Dotychczasowe trzy szturmy skończyły się rzeźnią atakujących. Sosnkowski oczywiście skrytykował ten koncept: ‚‚plan dowództwa brytyjskiego wydał mi się wadliwym właśnie w odniesieniu do zadań przydzielonych naszemu Korpusowi: uderzenie frontalne, na wąskim odcinku natarcia, w terenie szalenie trudnym i na pozycję silnie ufortyfikowaną wydawało mi się niepotrzebnym marnowaniem krwi ludzkiej”. Zaproponował własne rozegranie bitwy – związanie Niemców małymi siłami od czoła i głębokie obejście ich lewego skrzydła.

Sosnkowski słusznie stwierdzał, że zadanie jest ponad siły Polaków i wnosił o wzmocnienie ich dodatkową piechotą oraz wsparciem artyleryjskim. Założenie Brytyjczyków było absurdalne – najmniej liczny korpus na włoskim teatrze operacyjnym miał zdobyć najmocniej ufortyfikowane pozycje w bardzo trudnych warunkach terenowych. Na długo przed szturmem wyliczano, czy jednostka jest w stanie osiągnąć sukces. Generał Franciszek Skibiński pisał: ”stwierdzono bez żadnych wątpliwości, że siły i środki Korpusu nie odpowiadają ustalonym i sprawdzonym normom taktycznym”.

Dodatkowo trzeba podkreślić jeszcze kilka istotnych faktów, o których rzadko się mówi. Po pierwsze, bitwa pod Monte Cassino była dla Polaków chrztem bojowym, i to od razu w ekstremalnych warunkach. Po drugie, żołnierze nie byli przygotowani do walki w ciężkich, górskich warunkach. Nie zostali odpowiednio przeszkoleni, nie dysponowali odpowiednim sprzętem i uzbrojeniem.

Wszystkie te rzeczy przekonywały Sosnkowskiego, żeby za wszelką cenę uniknąć frontalnego starcia, ponieważ zakończy się ono niepotrzebnymi stratami. Swoje uwagi mógł przedstawić Andersowi, a ten przekazać je dalej. Dowódca II. Korpusu zlekceważył je i opowiedział się za koncepcją sojusznika. Brytyjczycy zgodzili się jedynie udzielić dodatkowego wsparcia artylerii.

Anders oczywiście nie musiał słuchać zdania Sosnkowskiego, ponieważ podlegał operacyjnie Brytyjczykom i mógł decydować samodzielnie. Niemniej jednak uwagi Naczelnego Wodza w zupełności potwierdziły się w trakcie bitwy i okazały się prorocze. Historycy uważają, że zastosowanie koncepcji Sosnkowskiego na pewno oszczędziłoby życie wielu polskich żołnierzy.

Połowiczne zwycięstwo

Korpus uszykowano do ataku według ugrupowania odpowiedniego dla terenu… równinnego. Podczas walk szwankował system dowodzenia – tak naprawdę poszczególne bataliony piechoty wysłane do boju walczyły samodzielnie, bez żadnej koordynacji. Bez wsparcia ciężkiej broni – artylerii i czołgów – polscy żołnierze byli masakrowani ogniem broni maszynowej niemieckich spadochroniarzy. To było piekło.

Większość strat poniesiono podczas dwóch dni walk – 12 i 17 maja. Pierwsze natarcie z 12 maja zakończyło się totalną klapą, natomiast szturm z 17 maja miał ograniczony sukces. Niektórzy historycy twierdzą, że było to możliwe, ponieważ główny niemiecki odwód (1 Pułk Spadochronowy) został skierowany w inne miejsce, które przełamali alianci.

W nocy z 17 na 18 maja niemieccy spadochroniarze na rozkaz samego feldmarszałka Alberta Kesselringa – naczelnego dowódcy wojsk we Włoszech – opuścili Monte Cassino. Nie zrobili tego z powodu polskiego natarcia, ale z powodu oskrzydlenia ich linii obronnej, którego dokonał Francuski Korpus Ekspedycyjny gen. Juina.

O ostatecznym sukcesie zadecydowało współdziałanie wszystkich sił aliantów i bohaterska postawa żołnierzy. Polacy na drugi dzień opanowali wzgórze klasztorne, ale go nie zdobyli. Pisze o tym Katriel Ben Arie: ”po miesiącach krwawych, daremnych walk miejsce to zostało przez Niemców po prostu opuszczone, co było dla aliantów szczytem upokorzenia. Zażarte zmagania nie zostały po pełnych ofiar walkach ukoronowane prawdziwym zwycięstwem na polu bitwy. Góra klasztorna i otaczający ją teren czekały raczej – w całkowitym spokoju można rzec – na swoje zajęcie, jak gdyby Niemcy chcieli jeszcze po raz ostatni okazać wyczerpanemu i skrwawionemu wrogowi swoją pogardę’‚.

Zachodni historycy nie zostawiają suchej nitki na kampanii włoskiej, a w szczególności na walkach o Monte Cassino. J. F. C. Fuller ocenił, że ta kampania nie miała ”sensu strategicznego”, a John Ellis sukces czwartej ofensywy nazwał ”niewiele wartym zwycięstwem”. Zarzuca się dowództwu aliantów i ich politycznym mocodawcom szafowanie krwią żołnierzy, nieudolność i totalną inercję.

Alianccy generałowie nie mieli pojęcia, w co pakują swoich żołnierzy. Mieli jedną strategię – prężenie muskułów. Jak się dziś ocenia, to właśnie ogromna przewaga materiałowa i ludzka przechyliła szalę na korzyść aliantów na froncie włoskim.

Polscy żołnierze walczyli jak lwy, ale – zgodnie z przypuszczeniami Sosnkowskiego – ponieśli ogromne straty. Sam Anders pisał, że ”straty mieliśmy niestety wielkie”, ale jednocześnie podkreślał efekty propagandowe i moralne. Niestety, najbliższa przyszłość pokazała, że dla międzynarodowej pozycji Polski były one iluzoryczne. Czy warto było dla nich poświęcić życie tylu polskich żołnierzy?

Mateusz Staroń dla Wirtualnej Polski
http://historia.wp.pl

Komentarzy 40 to “Bitwa o Monte Cassino – bezsensowne zwycięstwo?”

  1. akej said

    A co tam znaczyl dla Andersa polski zolnierz?! Dla tego gnojka o wiele bardziej wazne bylo przypodobanie sie Angolom i chwala o jaka pyszalki zabiegaja. A wiadomo, ze Angole to skonczone scierwa, ktore w obronie swego honoru i kraju walczyc beda do … ostatniego nie – angola a uzyja inne narodowosci – jak Czecha, Polaka,Turka, czy jakiegokolwiek innego frajera, ktory nawinie sie im pod reke.
    PS – Za ten „wyczyn” Anders powinien byc porzadnie skopany w dupe i pozbawiony obywatelstwa polskiego.

  2. RomanK said

    Czy cos sie zmienilo????? Polska krew …woda.
    Ten „siwy czub” proponuje wyslanei polskich zolnierzy i lotnikow do …Syrii….

  3. revers said

    „Gen. Anders przyjął od Aliantów zadanie zdobycia Monte Cassino, żeby pokazać, że Polacy walczą skutecznie nie tylko w powietrzu i na morzu, ale również na lądzie – powiedział dr Marek P. Deszczyński z Instytutu Historycznego UW. 18 maja 1944 r. po krwawych walkach żołnierze II Korpusu Polskiego zdobyli ruiny klasztoru.”

    http://dzieje.pl/aktualnosci/dr-deszczynski-anders-przyjal-zadanie-zdobycia-monte-cassino-zeby-pokazac-ze-polacy-walc

    Jeszcze jeden doktorek wysilil sie na probe naprawy i interpretacji historii, tylko jak zawsze w zrodlach nie podaje sie informacji ile pieczenii upieczono na Monte Cassino, na raz, po co bezskuteczne dywanowe naloty na ukryte w kalsztorze wiekowe archiwa watykanskie.

    Druga niemiecka linia obrony przebiegala w pobliżu linii obronnej i walu cesarza Augusta, tak że komandosi niemieccy do końca nie wiedzieli z kim walcza, swoje zadanie wykonali na czas odwrotu i wzmocnienia sie na lini Augusta.

    Po za tym polacy walczyli razem z Nowozelandczykami, tak ze nie wszystkie zdobycze mozna tylko sobie lub Andersowii przypisac.

    Jak zawsze wielkimi zwyciezcami zoastali amerykanie ktorzy tylko tonarzem zrzuconych bomb 1600 ton w pierwszym nalocie i 800 ton w drugim walczyli po swojemu z malymi wlasnymi stratami ludzkimi, albo zero strat.

  4. Kronikarz said

    Tylko piosenka zwyciężyła.

  5. JO said

    Przede wszystkim chodzilo o ZNISZCZENIE miejsca Swietej Tradycji, gdzie Narodzil sie TOMIZM.

    Chodzilo tez o wykrwawienie nas Polakow, tak, by ostatecznie resztki po Armii nie stanowily zadnej sily politycznej i militarnej… cel osiagnieto.

    Bitwa o Monte Cassino – to byla zbrodnia, ktora Talmudycznie odwraca sie gloszac ja jako Zwyciestwo ( zydowsko-Masonskie, to tak…), w tej samej filozofii co …mowa o Powstaniu Warszawskim….Styczniowym, Listopadowym, Kosciuszkowskim, ale i Konstytucji 3 Maja….czy Zwyciestwie Solidarnosci Ruchu „Robotniczego”…

    – Cele byly identyczne…. w „Bitwach”….

  6. Swarożyc said

    Ad1

    Komuchy pozbawily go obywatelstwa polskiego, ale Jaroszewicz przywrocil mu je w 1974 roku.

  7. revers said

    Bomber number 666
    Let us reconstruct the happenings, which have many analogies with the wars and military operations of our own days. It began on 15 February 1944, when, at 9:24 in the morning, the abbey of Montecassino was shaken by a tremendous explosion which shattered the prayers of the small group of Benedictine monks

    Chyba nie trzeba tlumaczys co dla masonerii i sztanistow oznacza nummer 666? zespolu 3 bombowcow B-17 ktorzy o 15 luego 1944 o godz 9:24 zrzucili setki bomb kastowych 250 kg kazda na modlacych sie benedyktynow.

    Do 13 godziny zginelo setki uchodcow i mnichow szukajacych schronienia w klasztorze i modlacych sie do Matki Boskiej. Skad my to znamy czy w Kosowie apalce sie i walace cerkwie nie uszczesliwilo wielu nowczesnych? lacznie z rzucaniem krzyzez cerkiew kosowskich. cdn.

    Zalozony w 640 A.D wielowiekowy pomnik chrystusowej europy legl w gruzach, i tak traw do dzis demotarz europy przez nowoczesnych inaczej amerykanow i eurokolchonikow stylu nowczesna Petru partia.

    http://www.30giorni.it/articoli_id_3554_l3.htm

  8. Andrzej61 said

    Warto było, jeśli ktoś nie rozumie tego, to żadne pisanie w tym temacie
    wp.pl nie jest wiarygodnym źródłem informacji

  9. Archer said

    Szkoda że ten cały Anders nie zdechł w więzieniu na Łubiance. Zaoszczędziłoby to niepotrzebnej śmierci wielu polskich żołnierzy. Niestety, są durnie polskojęzyczne którzy gloryfikują tą podłą kanalię.

  10. Mickiewicz said

    Pod Monte Cassino zginęło prawie 1ooo polskich żołnierzy. Co dało nam to zwycięstwo oprócz przelanej krwi Polaków, otóż gów…no co co dało Polsce.

  11. revers said

    Rownie dobrze mogł by Anders w sierpniu stanac z Berlingiem pod Warszawa w sierpniu 1944 roku i probowac przynajmiej zabezpieczyc prawobrzna Prage, zabezpieczyc ewakuacje powstancow w koncowej fazie powstania wrzesniu, a tak wypenilo sie i Hitlera wyburzenie Warszawy i Syjonistow, powstanie Izraela w Palestynie.

  12. JerzyS said

    ASders słusznie skrytykował powstanie warszawie, ale sam POPEŁNIŁ TĄ SAMĄ ZBRODNIE

  13. błysk said

    Sadzę,ze w porównaniu z bitwą pod Lenino zginęło dużo mniej Polaków,a efekty ..no cóż ,z zachodnimi i dodajmy ze wschodnimi aliantami ,tak bywa. Trzeba jednak przyznać,że nie rzucili wojska polskiego na żer komunistom w Kraju.Ciekaw tez jestem ilu zginęło Niemców pod Monte Cassino? Dodam także że ani Anders ani ,armia kościuszkowska nie mieliby żadnej możliwości ,by wesprzeć powstanie warszawskie .To marzenia ściętej głowy. Niestety ,to są skutki zamachu Piłsudskiego w 1926 roku i zbrojnej agresji na Czechosłowację ,następców „wielkiego wodza „.

  14. kojak said

    Anders to to zwykly zdemoralizowany gnoj ! Juz woczas wedlug realacji owczesnego majora ,kapelana zolnierzy ks prof Jozefa Bochenskiego , on i szereg innych wyzszych wojskowych byli zdecydowanie przeciwni bitwie pod monte Casino i przekonywali go o bezsensie walki ! Byla juz Jalta Poczdam Tehrean i Polska byla spozedana ! Ale ten zdegenrowany bydlak aAnders zrobil z Polakow m masakre ! Ten gnoj wczesnije zostawil zone z dziecmi i skurwil sie bydle z zaoezna Ukrainka ! Z nia wlasnie splodzil ta Irena Anders ktorej jedyny syn nie mowi po polski ! A ta kurwa mowi ze ona sie czuje Polska ! Kurewstwo widac jest dziedziczne

  15. Andrzej61 said

    Jak można zadać pytanie, czy walka z faszyzmem miała sens, bo tak to można odczytać
    jak się czują żyjący weterani tej bitwy lub ich dzieci, po przeczytaniu takich artykułów
    W każdym zakątku ziemi walka z faszyzmem miała i ma sens, i nie jest ważne czy to
    Anders, Sikorski, Berling, Sosnkowski, Maczek czy inni

  16. GRYF said

    Pod Lenino zginęło niecałe 500, pod Monte Casino ponad 1000 naszych rodaków.
    Jedni szli wyzwalać Polskę, drudzy do niej nie doszli…
    Krew Polskiego Żołnierza jest tak samo droga, pod Monte Casino została przelana niepotrzebnie…
    A sam Anders. Nie zginął z kolegami w Katyniu, Ostaszkowie, Starobielsku. Był potrzebny sowietom. Wyprowadził wojska, które mogły walczyć w Polsce, bo oficerowie na zachodzie nie mieli podkomendnych. Do armii Andersa dopchało się przede wszystkim mnóstwo żydów, i to oni glównie uratowali się z ZSRR.
    Później jako dezerterzy od Andersa zakładali Izrael.
    Anders, nie Polak tylko Niemiec pokochał nad wyraz Ukraińców. Miał ukrainkę za żonę i to on właśnie wypuścił bandytów z SS Galizien do Kanady jako polskich żołnierzy.
    A tepy narod wybiera jego córkę jako senator czy poseł…

  17. ENKI said

    Pan Władysław Zagłoba – oficer i artysta

    Spotkaliśmy go w Rzymie, latem 1970 r. w Muzeum Watykańskim. Wyróżniał się w tłumie turystów; wysoki siwy starzec,
    twarz artysty, spod krzaczastych brwi przenikliwie spojrzenie, zamyślony, skupiony.
    Pomyślałam, że to może być Polak. Jakież było moje zdumienie, gdy u wyjścia na nas czekał, podszedł, przywitał
    i przedstawił się. W pierwszej chwili spłoszyłam się, że może zbyt natarczywie przyglądałam mu się
    i to zwróciło jego uwagę, Zaraz jednak na wstępie wyjaśnił, że rozpoznał nas po „polskich dzieciach”.
    – Coś nie tak?- zapytałam zaniepokojona.
    – No właśnie nie. Nawet ta malutka dziewczynka zachowała się w muzeum jak dobrze ułożona panna, grzecznie i z uwagą przyglądała się kolejnym obrazom i rzeźbom. Nad wyraz dorosłe są polskie dzieci. Poszedłem za wami i posłyszałem, że rozmawiacie po polsku.
    Okazało się, że zatrzymaliśmy się tym samym pensjonacie, Polacy przekazywali sobie adres i w rezultacie zebrało się tam nasze spore towarzystwo. Przez kilka dni zwiedzaliśmy Rzym pod kuratelą pana Zagłoby.
    kopiuję wizytówkę /sprzed 46 lat/ : Władysław Zagłoba
    Conservador de Obras Antigas Pictoricas
    Presidente Ass. Cultural Polona-Brasileira e Ass. Ex-Combatentes Poloneses
    Był oficerem i artystą, walczył pod Monte Cassino. Wcześniej pozyskiwał i przekazywał informacje dla wojsk brytyjskich, podróżując po krajach Magrebu /Maroko, Algeria, Tunezja/ niby jako handlowiec.
    Otrzymaliśmy od pana Zagłoby grafikę przedstawiającą bitwę pod Monte Cassino, w której brał udział.
    Po wojnie wyemigrował do Brazylii i tam pracował jako konserwator obrazów.
    Jednocześnie honorowo pełnił funkcje w Stowarzyszeniu Polonii i Kombatantów Polskich.

    Na zawsze pozostał w naszej pamięci, i bohater Sienkiewicza ma – dla nas – twarz Pana Władysława Zagłoby.

  18. Jan said

    gen. Władysław Anders (1892–1970) …..Tauchert, ewangelik.
    We IX/1939 r. Anders odmówił wykonania rozkazu Naczelnego Wodza. Rozkaz ów nakazywał przemieszczenie swojej wielkiej jednostki (Nowogródzka Brygada Kawalerii), dla utworzenia „pomostu” na skraju Puszczy Kampinoskiej, po którym miały przedostać się do Warszawy krwawiące w bitwie nad Bzurą armie „Poznań” i „Pomorze”. W rezultacie jego niewykonania- obie armie zostały rozbite na przedpolach stolicy
    Za namową Stalina oraz jego sojusznika premiera Anglii W. Churchilla, zdradził swojego przełożonego gen. Władysława Sikorskiego. Wbrew rozkazom premiera RP gen. Sikorskiego wyruszył do Iranu by bronić pól naftowych. Rtm. J. Klimkowski, który przez prawie dwa lata, poczynając od 20 sierpnia 1941 r. w Buzułuku, był osobistym adiutantem-sekretarzem Andersa, przygotowania Andersa do ewakuacji wojska wbrew i w tajemnicy przed gen. Sikorskim, oceniał jako zdradę własnego premiera, również jako złamanie umowy, zawartej w lipcu 1941 r pomiędzy rządami polskim i radzieckim.
    Rozwiedziony (co to za oficer, który porzuca żonę dla aktoreczki rewiowej; dał zły przykład żołnierzom II Korpusu we Włoszech); najbliższy jego doradca: Żyd Sakowski. Pomógł wydostać się z ZSRR kilku tys. Żydów (zamiast Polaków), którzy w Palestynie zdezerterowali bez żadnych konsekwencji dyscyplinarnych i zasilili partyzantkę żydowską.
    Po wojnie żołnierze ukraińskiej 14 Dywizji SS nie zostali wydani Stalinowi… nie ponieśli kary za mordowanie tysięcy Polaków… a kto nie pozwolił na to? – Anders . Wystawił im dokumenty obywatelstwa polskiego i mogli pozostać na Zachodzie, kontynuując w USA i Kanadzie struktury i ideologię szowinizmu ukraińskiego.
    Bitwa pod Monte Cassino (V/1944) dla polskiego interesu narodowego była szkodliwa – zginęło ponad 1000 Polaków, gdy było już wiadomo, że Alianci zdradzili nas w Teheranie (XI/1943)!
    Anders finansował pieniędzmi II Korpusu powstanie „Kultury” paryskiej. Bez tej pomocy, ten żydowski organ nie mógłby powstać i rozwinąć się.
    Dwukrotnie żonaty. Pierwsze małżeństwo z Ireną Marią (1894 -1981) z domu Jordan-Krąkowską (rozwódka z dzieckiem); z tego związku było dwoje dzieci: Anna (1919-2006) – autorka wydanych pośmiertnie wspomnień „Mój Ojciec generał Anders”, i Jerzy (1927-1983). Drugie małżeństwo z rozwódką Ireną Renatą z d. Jarosewycz (pochowana obok generała na cmentarzu pod Monte Cassino); z tego związku pochodzi Anna Maria (ur. 1950) Costa vel Anders. Pierwsza żona z dziećmi w 1945 r. dostała się do Włoch, aby połączyć się z mężem, jednak gen. Anders odrzucił ich dla nowej kochanki.
    Zdrajca własnej rodziny nie może być polskim bohaterem.
    Anders jest podejrzewany przez niektórych historyków, że przeszedł na stronę sowietów. Zdaniem gen. M. Boruty-Spichowicza inicjatorem werbuku był ludo-wy komisarz bezpieczeństwa państwowego (…) Mierkułow, jeden z najinteligent-niejszych funkcjonariuszy sowieckich służb. Wiadomo, że uważał Andersa za „oficera armii rosyjskiej, lubiącego dziewczynki i pieniądze”, którym „kierować” i z którym „rozprawić się nie będzie trudno”.
    • Irena Renata Anders (1920 – 2010), z domu Jarosewycz, aktorka rewiowa, pseud. art. Renata Bogdańska, pierwsza żona Gwidona Boruckiego (1912-2009), druga żona gen. Władysława Andersa (ślub w 1948 r.). Wychowana w ukraińskiej rodzinie o tradycjach muzycznych. Jej ojciec Mykoła Jarosewycz był księdzem grekokatolickim, matka Ołena z Niżankiwśkich, pochodziła rów-nież z rodu księży grekokatolickich, była siostrą znanego ukraińskiego kompo-zytora, księdza greckokatolickiego Ostapa Niżankiwśkiego. Jedna z sióstr była aktywnym członkiem OUN – po wojnie mieszkała w USA. Irena Anders należała do komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego przed przyspieszonymi wyborami prezydenckimi 2010. W sierpniu 2010 roku przyjechała na jego zaprzysiężenie.
    • Anna Maria Anders jest owocem związku gen. Władysława Andersa z Ukrain-ką, Iriną Jarosewycz. Była ona urodzoną w Czechach córką duchownego grec-ko-katolickiego i siostrą starszej od siebie Tatiany ( działaczki ruchu banderow-skiego ) a także piosenkarką rewiową. Występując z polską orkiestrą Henryka Warsa w okupowanym przez sowietów Lwowie i na tournées po ZSRR czasu wojny, posługiwała się polsko brzmiącym pseudonimem Renata Bogdańska (odkąd w 1940 r. zawarła związek małżeński z polskim aktorem kabaretowym, Gwidonem Boruckim). To jemu – gdy Borucki już był żołnierzem 2 Korpusu – Anders odbił we Włoszech, już po bitwie pod Monte Cassino, jego ślubną mał-żonkę, posługując się, jako kuplerką, jej koleżanką z teatrzyku 2 Korpusu – po-pularną przed wojną warszawską piosenkarką, Zofią Terné. Mówiono wtedy o nowej miłostce generała, spośród członkiń jego „haremu”. Jednak romans prze-mienił się we wspólne pożycie na oczach całego II Korpusu.
    Na skutek, zaiste, karcianych zagrywek matrymonialno-religijnych, ślub Renaty Bogdańskiej z Władysławem był rzymsko-katolicki, bowiem jako greko-katoliczka, która zawarła pierwszy związek małżeński przed władzami sowieckimi, Bogdańska była w oczach Kościoła katolickiego osobą wolną. Również generał – przyjęty do Kościoła katolickiego przez biskupa Gawlinę w dniu jego imienin 27 czerwca 1942 r. w Jangi Julu w Uzbekistanie – był też „wolny”, bo jego ewangelicki ślub z Ireną Prószyńską, która w oczach Kościoła katolickiego była mężatką, również nie był ważny…
    Anna Maria Costa z d. Anders (1950 – ), ukończyła filologię romańską (jęz. francuski i hiszpański) na Uniwersytecie w Bristolu. Kontynuowała naukę w USA, gdzie na Uniwersytecie w Bostonie uzyskała tytuł MBA (Master of Busi-ness Administration) z ekonomii.
    Była pracownikiem m.in. agendy ONZ w Biurze Prasowym UNESCO w Paryżu. Przez wiele lat pracowała także w jednej z największych na świecie firm naf-towych.
    W 1984 r. wychodzi za mąż za płk. Roberta Costa (1934-2007) (podobno Żyd pochodzący z Rumonii) – amerykańskiego dyplomatę wojskowego w Rzymie, a później pracownika Pentagonu i Sekretarza Obrony USA w administracji prezy-denta Ronalda Reagana. W końcu lat 80-tych ponownie osiedla się w Europie, gdzie mąż objął obowiązki attaché w ambasadzie amerykańskiej w Rzymie, a następnie – po zakończeniu służby wojskowej – pracował w Monachium, jako szef oddziału jednego z największych koncernów zbrojeniowych świata. Posia-da obywatelstwo Polski, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.
    Jedyny syn Robert Władysław (ur. 1993) w 2015 otrzymał pierwszy stopień oficerski w armii amerykańskiej. Syn nie mówi ani nie pisze po polsku (!)
    W wyborach parlamentarnych w Polsce w 2015 roku kandydowała bezskutecz-nie na senatora w okręgu wyborczym nr 44 z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. 15 stycznia 2016 została przewodniczącą Rady Ochrony Pamięci Walk i Mę-czeństwa oraz sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełno-mocnikiem premiera do spraw dialogu międzynarodowego.
    Jej wypowiedzi na tematy polityczne są żenujące. Ona nie ma wypoczucia inte-resów polskich!

  19. rdest said

    „Nikt”, film Andrzeja Kępińskiego o Rządzie RP na uchodźctwie, dużo o Andersie.

  20. rdest said

    Znaczek > postawiłam , ale bez skutku ,byka zrobiłam ,poprawiam ,powinno być na „uchodźstwie”. Mea culpa.

  21. Andrzej61 said

    Możecie pisać co wam jeszcze przyjdzie do głowy, jedno jest pewne, to nie była bitwa o Monte Casino to była bitwa o wolność Polaków Ukraińców Białorusinów i Żydów
    i tego w życiu nie zmienicie

    Ludzi nie można zmienić, ich myślenie o nas – tak!

    Co Pan właściwie ma na myśli? Czy to jakaś ironia?
    Admin

  22. revers said

    By wrocic do korzeni … , jak na załączonym obrazku

  23. Boydar said

    Jeszcze jedna im się gdzieś zapodziała

    No i mamełe pominęli

  24. Siekiera_Motyka said

    Ad. 14 – No jak nie wieżyc że to Polka 🙂

  25. Widzę więc jestem said

    No a wnioski?!

    Gen.Anders został postawiony na czele

    aby tam przypadkiem jakiś Polak nie mieszał szyków i planów.

    Ale to już było, a co jest?

    Przyjżyjcie się kto i jak ten sam schemat raelizuje na naszych oczkach

    i co My na to?!

    Chodzi o właśnie zawiązaną „Nową Endecję” z

    Kukizem i Ziemkiewiczem w roli – Andersa?

  26. revers said

    rola Andersa zarezerwowana jest dla Pani Anders przynajmiej w drugiej izbie parlamentarnej. Ale juz moze pazurki i szpileczki pokazac, a w stanach raperzy z ambicjami , lub nie pro NWO jak 2PAC, pop star Prince juz dawno nie zyją, nawet w zydo mediach nie bylo takiego rozglosu jak po Davida Bovie-go.

  27. Watazka said

    Wedlug Tadeusza Binka – architekta Krakowa:

    Wyjście armii Andersa z ZSRR
    sukces działań Churchila i Andersa

    Po napaści Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 r. i zawiązywaniu się koalicji Związku Radzieckiego z Wielką Brytania i innymi państwami, będącymi w stanie wojny z III Rzeszą, premier polskiego rządu emigracyjnego gen. Władysław Sikorski postanowił nawiązać stosunki dyplomatyczne między Polską i ZSRR, zerwane we wrześniu 1939 r. Kierował się głównie zamiarem roztoczenia opieki nad losem Polaków na terenach ZSRR i utworzenia armii polskiej do walki z Niemcami. Odpowiednie rokowania rozpoczęły się 5 lipca w Londynie, prowadził je Sikorski osobiście z ambasadorem radzieckim Iwanem Majskim, który otrzymał stosowne pełnomocnictwa z Moskwy.
    Od samego początku rokowania te napotykały na sprzeciw i opór licznych członków polskiego rządu emigracyjnego, prezydenta, części stronnictw politycznych i różnych polskich organizacji w Wielkiej Brytanii i USA. Były tez powodem zdymisjonowania Sikorskiego z funkcji premiera rządu przez prezydenta Raczkiewicza. Po kilku dniach musiał on jednakże dymisję tę cofnąć na skutek ostrej interwencji grupy oficerów i Rady Narodowej. Najbardziej skrajne stanowisko zajął wicepremier gen. Sosnkowski, który twierdził, że … „Nie należy z ogóle prowadzić rozmów z ZSRR, gdyż w najbliższych pięciu tygodniach Niemcy rozbiją Związek Radziecki, a wówczas wszelkie porozumienia będą niecelowe”.
    Głównym punktem spornym w rokowaniach było żądanie Sikorskiego potwierdzenia w porozumieniu wschodnich granic Polski zgodnie z Traktatem Ryskim z 1921 roku. Majski zgadzał się jedynie na określenie ich jako granic etnicznych. Po mediacji brytyjskiej sprawa granic została wyłączona z rozmów o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych i przeniesiona na później. Na to nie zgadzała się opozycja, radykalizująca swe stanowisko w haśle: …„Z Moskalami nigdy nie zawierać paktu, ale pokazywać im pięść, a aliantom wciąż palcem wskazywać paragrafy ich zobowiązań. Na nic się nie godzić i czekać.”
    Ostatecznie w dniu 30 lipca gen. Sikorski, mimo braku konstytucyjnego pełnomocnictwa od prezydenta, oraz ambasador Majski, podpisali Układ polsko-radziecki, zwany też potem Układem Sikorski-Majski, tyczący przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Rzeczpospolitą i Związkiem Radzieckim. W pierwszym artykule układu Związek Radziecki uznawał za nieważne swe umowy z Niemcami z sierpnia 1939 r. Trzeci zawierał deklarację, że oba rządy będą się wzajemnie wspierać w wojnie z hitlerowskimi Niemcami, zaś czwarty określał zasady tworzenia na terytorium ZSRR Armii Polskiej, pod zwierzchnictwem rządu polskiego, a operacyjnie podlegającej Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej.
    Przeciwnicy porozumienia jednak nadal walczyli o obalenie Sikorskiego i unieważnienie układu. Sytuacja uspokoiła się i zmieniła dopiero po około miesiącu, po usunięciu z rządu najbardziej zajadłych przeciwników oraz dzięki wielkiemu poparciu układu przez Polaków w kraju i Związku Radzieckim oraz bardzo przychylnym przyjęciem przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone.

    Już od 2 sierpnia rozpoczęło się zwalnianie Polaków z obozów jenieckich i obozów pracy, po dalszych kilku dniach ogłoszona została amnestia dla obywateli polskich, a w Kujbyszewie powstała polska ambasada z siecią przedstawicieli w skupiskach polskich. Natomiast w dniu 14 sierpnia zawarta została Umowa Wojskowa między Polską i ZSRR. Jej projekt, opracowany przez gen. Sikorskiego, przedłożony został w Moskwie stronie radzieckiej 8 sierpnia przez gen. Szyszko-Bochusza. Przyjęta została z niewielkimi poprawkami i podpisana 14 sierpnia. Od razu też przystąpiono do organizacji Armii Polskiej w ZSRR. Umowa przewidywała, że pierwsza jednostka dywizyjna osiągnie zdolność bojową już 1 października 1941, co okazało się później absolutnie nierealne.
    Utworzone zostały 4 obozy mobilizacyjno-szkoleniowe w miejscowościach: Tatiszczewo, pod Saratowem nad Wołgą, oraz Tockoje, Kołtubanka i Buzułuk, 140 km na wschód od Kujbyszewa. W obu pierwszych obozach miały być sformowane dwie dywizje piechoty po 11.000 żołnierzy: 5. Dywizja, pod dowództwem gen. Boruty-Spiechowicza, oraz 6. Dywizja gen. Tokarzewskiego-Karaszewicza. W Buzułuku ulokowana została kwatera dowództwa i sztabu, zaś w Kołtubance grupa techniczna. Planowano jeszcze utworzenie pułku zapasowego – 5.000 żołnierzy, szkoły oficerskiej – 2.000, sztaby i służby pomocnicze – 1.000 ludzi. Razem 30 tys. żołnierzy i oficerów. Dowódcą Armii został gen. Władysław Anders.
    Mobilizacja obejmowała ochotników i rekrutów z poboru wśród obywateli polskich, przebywających na terytorium Związku Radzieckiego. Od 25 sierpnia ochotnicy napływali masowo nawet z najdalszych zakątków ZSRR. Część żołnierzy została przekazana przez Armię Czerwoną spośród roczników wcześniej zmobilizowanych na wschodnich terenach Polski. Pobór realizowany był przez komisje polsko-radzieckie, obejmował wszystkich mężczyzn Polaków, których wiek i zdrowie odpowiadały wymaganiom służby wojskowej. Zakwaterowanie i zaopatrzenie w obozach mobilizacyjnych miało odbywać się według norm obowiązujących w Armii Czerwonej. Zaopatrzenie w żywność i uzbrojenie miały dostarczyć organa radzieckie, umundurowanie natomiast Brytyjczycy, którzy deklarowali też możliwość uzbrojenia kilku polskich dywizji w ZSRR.
    Pobór do Armii Polskiej od początku napotykał na różnorakie trudności. Przede wszystkim władze radzieckie uznawały za obywateli polskich tylko Polaków, a nie Białorusinów, Ukraińców czy Żydów, których jednak wielu znalazło się w wojsku polskim. Liczne były też odmowy zwolnienia Polaków z fabryk i kołchozów z powodu braku pracowników. Dużym problemem było zgłaszanie się do obozów mobilizacyjnych członków żołnierskich rodzin, które z konieczności utrzymywano kosztem etatowych racji żywnościowych dla wojska.
    Obozy tylko częściowo posiadały stałe budynki murowane czy drewniane. Żołnierze kwaterowali w większości w namiotach i ziemiankach, jakie sami budowali. Sami też budowali drogi dojazdowe, pracowali w okolicznych kołchozach przy zbiorach zbóż, ziemniaków, kapusty i buraków dla kuchni wojskowych. Najgorzej przedstawiało się wyposażenie w broń i sprzęt wojskowy, które napływały z dużym opóźnieniem. Umundurowanie, płaszcze, odzież, buty w większości dostarczyli Brytyjczycy dopiero w listopadzie (przez Murmańsk). W każdym bądź razie stan liczebny tworzącej się Armii Polskiej szybko wzrastał i 15 października wynosił 38.173 żołnierzy i oficerów, przekraczając ustalone początkowo limity osobowe dla dwóch dywizji. To też już we wrześniu podniesiono stan racji żywnościowych do 44 tysięcy oraz zdecydowano o formowaniu dalszych do 5 dywizji.
    W miesiącach wrzesień-październik bardzo poważnie pogorszyła się wojenna sytuacja Związku Radzieckiego. Wojska niemieckie zajęły Białoruś i Ukrainę, otoczyły Leningrad, zagrażały Moskwie i republikom kaukaskim. W tej sytuacji ambasada polska została powiadomiona przez Mołotowa, że ZSRR może dostarczyć uzbrojenie tylko dla jednej polskiej dywizji, natomiast następne winny być dozbrojone przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. Równocześnie gen. Anders zgłosił propozycję powiększenia stanu liczbowego Armii Polskiej w ZSRR do 70 tys. ludzi i przebazowania jej na południe. Natomiast premier Sikorski rozpoczął intensywne starania o dostarczenie dla niej broni przez zachodnich aliantów. Przewidywał przy tym ewakuację nadwyżki 10 tys. żołnierzy na Wyspy Brytyjskie, jako uzupełnienie dla polskiego lotnictwa, marynarki oraz I Korpusu Polskiego w Szkocji, a także Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich na Bliskim Wschodzie.

    Wykorzystując trudności w formowaniu Armii Polskiej w ZSRR premier Wielkiej Brytanii Wiston Churchill 24 października 1941 r. zaproponował jej ewakuację na Bliski Wschód dla wzmocnienia tamtejszych garnizonów brytyjskich. Gen. Władysław Sikorski jednakże planował wtedy utworzenie i zachowanie w ZSRR jak najsilniejszej armii polskiej. Uważał bowiem, że jej użycie przy wyzwalaniu Polski miałoby kapitalne znaczenie dla utwierdzenia w kraju prawowitej władzy rządu londyńskiego. Nie przyjął więc propozycji Churchilla i o dalszej ewakuacji wojsk polskich na Bliski Wschód nikt wtedy oficjalnie nie wspominał. Natomiast zamiarem takim kierował się konsekwentnie od dłuższego czasu gen. Anders i jego sztab, współdziałając w tej mierze z brytyjskim oficerem łącznikowym, płk. H. L. Hullsem. W działania te częściowo wtajemniczony był polski ambasador w Kujbyszewie prof. Stanisław Kot, natomiast nic o nich nie wiedział gen. Sikorski.
    Mianowicie gen. Anders od 22 czerwca 1941 r., to jest od dnia agresji niemieckiej na ZSRR, był głęboko przekonany, że Niemcy wygrają tę kampanię wojenną. Prezentował wówczas bardzo prostą wizję dalszego przebiegu wojny: wpierw Niemcy pobiją Rosjan, potem zachodni alianci pobiją Niemców, w czym Polacy powinni im pomóc, miast wykrwawiać się na straceńczych pozycjach nad Donem czy Wołgą. Dodatkowo, motywowany swym ostrym antykomunizmem, był w ogóle przeciwny jakiemukolwiek współdziałaniu z Armią Czerwoną. Dopiero później, po bitwie stalingradzkiej, gdy zarysowało się wspólne zwycięstwo Zachodu i ZSRR, zmodyfikował nieco swe przekonania co do przebiegu wojny, zakładając życzeniowo, że przerodzi się ona w III wojnę światową, w której … „Zachód runie na bolszewika”. Temu przekonaniu podporządkował potem wszystkie swe działania, aż do momentu rozwiązania przez Anglików II Korpusu Polskiego we Włoszech w październiku 1946 roku.
    Tymczasem w październiku 1941 r. Anders zwrócił się do Naczelnego Wodza o instrukcje działania na wypadek załamania się obrony Armii Czerwonej. Sikorski nie miał takich obaw, przeciwnie, był przekonany o wspólnym zwycięstwie aliantów zachodnich i ZSRR nad hitlerowskimi Niemcami. Postanowił też wtedy udać się do Moskwy dla wsparcia sojuszu i omówienia ze Stalinem problemów formowania wojska polskiego i losu ludności polskiej w ZSRR. Spotkanie doszło do skutku z pewnym opóźnieniem dopiero 3 grudnia.
    W międzyczasie w drodze korespondencji i działalności ambasadora Kota, czy też gen. Andersa, załatwionych zostało szereg istotnych problemów. Stalin zgodził się na zwiększenie poboru i sformowanie do pięciu polskich dywizji, pod warunkiem, że tylko jedna dywizja otrzyma uzbrojenie radzieckie, a dalsze zostaną wyposażone i uzbrojone przez Wielką Brytanię. Dalsze jednostki, poza pierwszymi dwoma dywizjami, miały być formowane w południowych regionach ZSRR, ze względu na cieplejszy klimat i krótszy transport broni i żywności brytyjskiej. Postanowiono też o otwarciu wielu delegatur-urzędów opiekuńczo-konsularnych dla opieki materialnej nad obywatelami polskimi i zaopatrywania ich w niezbędne dokumenty.
    W drodze do Moskwy Sikorski przeprowadził inspekcję jednostek polskich na Bliskim Wschodzie, w Egipcie i Tobruku. W Kairze brytyjscy dowódcy sugerowali mu całkowite wycofanie polskich wojsk z ZSRR do Iranu, czemu zdecydowanie oponował. Zasadnicze rozmowy Sikorskiego ze Stalinem odbyły się na Kremlu w dniu 3 grudnia.
    Sikorski i Anders zaproponowali przeniesienie wojsk polskich, na czas ich organizacji, do Persji, gdzie możliwe było wyposażenie i uzbrojenie ich przez Brytyjczyków. Stalin nie zgodził się, argumentując: … „Jeśli do Persji wyjedziecie, to tutaj nie wrócicie. Widzę, że Anglia ma dużo roboty i potrzebuje polskich żołnierzy. … Najbliższa droga do Polski prowadzi z ZSRR”. Stwierdził też, że otrzymał już propozycje Harrimana i Churchilla, żeby polską armię przekazać do ich dyspozycji. Sikorski zdecydowanie zaprotestował i ostatecznie ustalono jedynie, że nowe jednostki polskie formowane będą w południowych rejonach ZSRR. Jedynie 15-25 tys. wojska podlegać miało ewakuacji do Wielkiej Brytanii i na Bliski Wschód, celem uzupełnienia tamtejszych jednostek polskich. Na potrzeby utrzymania Armii Polskiej Sikorski otrzymał pożyczkę w wysokości 300 mln rubli, a na pomoc dla polskiej ludności w ZSRR – 100 milionów.
    Konferencja zakończyła się podpisaniem wspólnej deklaracji, dotyczącej sojuszniczych stosunków polsko-radzieckich w czasie wojny, jak i zasad współpracy po wojnie. W następnym dniu odbył się jeszcze uroczysty bankiet, a zaznaczyć należy, że w tym czasie wojska niemieckie znajdowały się 25 km od Moskwy, z której część urzędów i ludności ewakuowanych zostało na wschód.

    Do lutego 1942 r. sformowano łącznie 5 dywizji piechoty, po 11 tys. żołnierzy każda. Dodatkowo planowano jeszcze organizację 30 tys. wojsk pozadywizyjnych i rezerw. Wtedy też najlepiej wyposażona 5. dywizja uzyskała zdolność bojową i władze radzieckie zażądały, po raz kolejny, skierowania jej na front. Dowódca Armii gen. Władysław Anders nie wyraził jednakże na to swej zgody, argumentując, że dywizja nie posiada jeszcze pełnego etatowego uzbrojenia, gdyż jej część przydzielił dla celów szkoleniowych innym jednostkom. Poza tym argumentował, że Armia Polska powinna wystąpić do walki w całości.
    Zgodnie z ustaleniami podjętymi w Moskwie, w dniach 20 stycznia do 25 lutego 1942 r. cała Armia Andersa przebazowana została do środkowoazjatyckich republik ZSRR, Kirgizji i Uzbekistanu, gdzie wszystkie 6 dywizji rozlokowane zostały w odrębnych obozach szkoleniowych. Głównym ośrodkiem Armii stało się miasto Guzar niedaleko Buchary, a miejscem pobytu sztabu Jangi-Jul pod Taszkentem.
    W nowych rejonach zakwaterowania panowała wtedy epidemia tyfusu i dezynterii. Gdy nadeszły upały w oddziałach polskich szerzyła się dodatkowo żółtaczka i malaria. Według raportów armijnych do sierpnia zmarło na te zakaźne choroby 3,5 tys. żołnierzy, a liczba chorych sięgała 47.500 żołnierzy. Wówczas Anders zaczął otwarcie zabiegać o ewakuację całości wojsk polskich z ZSRR, powołując się zwłaszcza na te złe warunki klimatyczne w rejonie ześrodkowania Armii, który zresztą sam wybrał, wbrew przestrogom władz radzieckich. Na początku 1942 r. wystąpiły wielkie braki żywności w ZSRR wobec utraty zbożowych terenów Ukrainy i przerwaniu przez Japończyków dostaw amerykańskiej pszenicy przez Atlantyk. To też 11 marca gen. Anders został powiadomiony, że z dniem 1 kwietnia racje żywnościowe dla Armii Polskiej zostaną zmniejszone do 26 tys., z przeznaczeniem tylko dla dwóch dywizji (frontowych). Po interwencjach limit ten został ustalony na 44 tys. racji. Stan liczebny jednostek polskich 15 marca 1942 r. wynosił 66.759 żołnierzy i o brakujące racje Polacy mieli zwrócić się do Brytyjczyków. Faktycznie w północnym Iranie gromadzili oni znaczne zapasy żywności, lecz nie kwapili się z jej przysłaniem, tłumacząc się trudnościami transportowymi.
    Gen. Anders zaproponował więc ewakuację „nadwyżek” ludzkich do Iranu, co zostało wtedy przez Stalina zaakceptowane. Rzeczywiście w dniach 24 marca do 5 kwietnia ewakuacja taka została sprawnie i szybko przeprowadzona. Przetransportowano koleją do Krasnowodzka, portu kaspijskiego, a następnie statkami do portu Pahlawi w północnym Iranie 30.030 żołnierzy oraz 3.039 ochotniczek PCK i junaków. W ostatniej chwili, wraz z tymi oddziałami ewakuowano także 10.789 polskiej ludności cywilnej, głównie członków rodzin wojskowych. Łącznie ewaluowano 43.858 osób.

    Pod koniec kwietnia gen. Sikorski przeprowadził narady ze swymi dowódcami w sprawach organizacji i przeznaczenia wojsk przybyłych do Iranu, a także w sprawie dalszego rozwoju i pobytu Armii Polskiej w ZSRR i jej użycia na froncie wschodnim. Zdecydowano, że rekrutacja w Związku Radzieckim będzie dalej prowadzona, przy czym nadwyżki rekrutów miały być wysyłane na Bliski Wschód. Jednakże ich nabór był wtedy już niewielki, 15 czerwca Armia liczyła 45.486 żołnierzy, a więc tylko 1,5 tys. ponad limit. Wtedy została wstrzymana przez władze radzieckie. W sprawie tej interweniował gen. Sikorski bezpośrednio, słał protesty do Moskwy i domagał się od Churchilla dostaw wyżywienie i uzbrojenia dla Armii Polskiej w ZSRR.
    W tym czasie gen. Anders już nieomal otwarcie zaczął zabiegać o pełną ewakuację Polaków do Iranu. W tym celu pojechał do Londynu, przedstawił swe propozycje także Churchillowi, który go bardzo chętnie wysłuchał. Załatwił też u Sikorskiego swą nominację na stanowisko Inspektora świeżo powołanego II Korpusu PSZ na Bliskim Wschodzie. Zaraz potem Naczelny Wódz chciał go zdymisjonować ze stanowiska dowódcy Armii w ZSRR, lecz skończyło się na groźbie, po złożeniu przez Andersa deklaracji lojalności wobec premiera rządu.
    Faktycznie druga, pełna ewakuacja Armii Polskiej w ZSRR została przeprowadzona w sierpniu 1942 r. i stanowi dotąd w Polsce przedmiot sporów i mitów ideologicznych. Znaczna część prawicowych historyków polskich twierdzi, że ewakuacja ta była korzystna dla Związku Radzieckiego i wymyślona i zrealizowana została z premedytacją przez Stalina. Rzeczywiście, ostateczne wyjście Armii Andersa w sierpniu 1942 r. z ZSRR do Iranu, widziane z perspektywy kilku lat późniejszych, było dla Stalina politycznie korzystne. Jednakże w 1942 r. był on bardzo żywotnie zainteresowany w jak najszybszym wykorzystaniu Polaków do walki na swych krwawiących frontach. Wszak Niemcy w połowie lipca 1942 r. dotarli do wielkiego łuku Donu i parli dalej w kierunku Kaukazu i Wołgi, grożąc opanowaniem całego południa ZSRR wraz z ropą baskijską, przyciągnięciem Turcji na swą stronę itd. Dlatego kilka razy domagał się niecierpliwie wydzielenia już jako-tako przeszkolonych polskich jednostek dywizyjnych i skierowania ich na front.
    Tym żądaniom ostro przeciwstawiał się gen. Anders, argumentując że nie dysponuje gotowymi do walki jednostkami i prezentując oportunistyczną, polityczną tezę, że Armia Polska powinna wkroczyć do walk w całości. Przy czym akcentował oraz skarżył się na wielkie braki i opóźnienia w dostawach uzbrojenia i wyposażenia. Mocno denerwował tym Stalina, który tych dostaw w pełni, w istniejącej sytuacji wojennej, abstrahując od jego chęci czy niechęci, po prostu nie mógł spełnić. Gen. Anders replikował, że rozwiązaniem tego błędnego koła mogło by być wyjście tworzonej Armii na Bliski Wschód w zasięg Wielkiej Brytanii, która gwarantowała dozbrojenie wojska. Na to nie zgadzał się Stalin, a także gen. Sikorski, gdyż byłoby to złamanie Układu Sikorski-Majski, zawartego w lipcu 1941 roku.
    Pomysły gen. Andersa nie miałyby zapewne większego echa, gdyby takiego rozwiązania nie życzył sobie również Wiston Churchill. On to właśnie był najbardziej zainteresowany w przybyciu Polaków do jego dyspozycji. W 1941/42 r Wielka Brytania miała bowiem koszmarne problemy na całym Bliskim Wschodzie. Należały do nich: powstanie w Iraku, groźba rebelii w Egipcie, wielkie kłopoty z Palestyńczykami, proniemieckie działania Syrii (pod kuratelą rządu francuskiego w Vichy), zagrożenie utraty tamtejszych złóż ropy naftowej, prące od strony Libii niemieckie zagony pancerne Rommla, które w lipcu 1942 r. wdarły się do Egiptu, obawy o Kanał Sueski, kiepska sytuacja na Morzu Śródziemnym.
    Przy tym wszystkim Brytyjczycy prawie nie mieli własnych wojsk na tamtejszym teatrze wojennym, dysponowali jedynie ograniczonymi kontyngentami wojsk hinduskich, australijskich i nowozelandzkich. Główne siły tych krajów zaangażowane były bowiem przede wszystkim w wojnie z Japonią. W tej sytuacji zastrzyk w postaci kilku potencjalnych, bitnych i lojalnych, dywizji polskich na Bliskim Wschodzie liczył się dla Churchilla na wagę złota. Zrobił więc wszystko, wprost i za kulisami politycznymi, żeby ten cel osiągnąć. I osiągnął, przekonując do tego zamiaru Stalina, oraz tworząc szybko dla Polaków bazy szkoleniowe w rejonie Kirkuku w północnym Iraku. Ostateczne decyzje o ewakuacji Armii Polskiej z ZSRR zapadły w pierwszych dniach lipca 1942 roku. Sikorski dowiedział się o nich po fakcie i nie pozostawało mu nic innego jak wyrazić swą zgodę.

    Gen. Anders depeszę ze zgodą rządu Związku Radzieckiego na pełną ewakuację oddziałów polskich na Bliski Wschód otrzymał 26 lipca. Natychmiast też jego sztab opracował plan ewakuacyjny dla całej armii, który następnie w znacznej części został uwzględniony w protokole ewakuacyjnym przyjętym na polsko-radzieckiej konferencji wojskowej w dniu 31 lipca. Zgodnie z tym protokołem ewakuacja miała objąć do 70 tys. żołnierzy i członków ich rodzin (20-25 tysięcy).
    W protokole Anders zrezygnował z dalszego poboru oraz formowania oddziałów polskich w ZSRR, o co wcześniej bardzo zabiegał, a nawet pisał sam bezpośrednio do Stalina chociaż bez efektu. W protokole znalazło się tez stwierdzenie, że: …”Rząd polski nie uważa za możliwe użycie na froncie niemieckim oddziałów polskich formowanych w ZSRR”. W ten sposób Anders zgodził się z tezą radziecką, że to rząd polski ponosi odpowiedzialność za zerwanie Układu Sikorski-Majski, przez odmowę użycia pojedynczych wyszkolonych już dywizji na froncie wschodnim.
    Tak więc ostatecznie w dniach 5-26 sierpnia 1942 r. nastąpiła pośpieszna, całkowita ewakuacja reszty oddziałów formującej się Armii Polskiej w ZSRR w ilości ok. 70 tys. osób, w tym 44 tys. żołnierzy i 25.500 cywilów. Przeprowadzona została transportem kolejowym i morskim przez Morze Kaspijskie do północnej Persji. Łącznie obie ewakuacje, przeprowadzone w marcu i sierpniu, objęły 114 tys. osób.
    Przedmiotem dodatkowych sporów są w Polsce dywagacje polityczne na temat konsekwencji ewentualnego pozostania Armii Polskiej w ZSRR i jej walk u boku Armii Czerwonej z Niemcami. Zapewne miałoby to znaczący wpływ na utrzymanie się przy władzy w powojennej Polsce rządu londyńskiego, prawdopodobnie nieco inaczej wyglądałyby też nasze granice państwowe. Można „gdybać”, że wtedy Lwów, a być może całe województwo lwowskie, ale chyba nic więcej, przypadłoby Polsce.
    Tak mogło by wyglądać dogadanie się, mimo wszystkich różnic, polskiego rządu londyńskiego i Stalina. Lecz wówczas najprawdopodobniej inaczej wyglądałaby też konfiguracja naszych zachodnich granic (może bez Szczecina, a nawet Wrocławia?). No i mielibyśmy te półtora miliona Ukraińców więcej w powojennej Polsce. Co lepsze? Zapewne w krótkim dystansie czasowym lepsze byłoby posiadanie Lwowa, lecz w dłuższym okresie narastały by wielkie problemy nacjonalizmu ukraińskiego. Chyba więc dobrze się stało, że spełniając życzenia Winstona Churchilla i własne marzenia, gen. Anders ewakuował się wraz ze swym wojskiem w sierpniu 1942 r. z ZSRR na Bliski Wschód.

    P.S.
    Wszystkie książki o Andersie m.in. Byłem adiutantem u Andersa – Jerzy Klimkowski (1959), Jak mi było u Andersa – H. Panas (1966), Tropikalnym szlakiem II Korpusu – A. Olszewski (1970) i Anders spieszony – Ewa Berberyusz (1993) potwierdzają niezłomne przekonanie Andersa o bliskim zwycięstwie niemieckim w wojnie z Rosją i o konieczności wyprowadzenia Armii Polskiej z ZSRR do Persji, pod rozkazy Wielkiej Brytanii. Zwłaszcza szeroko opisał to rtm. J. Klimkowski, który przez prawie dwa lata, poczynając od 20 sierpnia 1941 r. w Buzułuku, był osobistym adiutantem-sekretarzem Andersa.
    Natomiast E. Berberyusz, jako rzeczniczka aktualnej „właściwej” interpretacji historii, odcina się wprawdzie od Klimkowskiego, określając go „… prawdopodobny agent sowiecki, ale przytacza w swej książce mnóstwo wywiadów z najbliższymi współpracownikami Andersa, którzy akurat powiedzieli jej o Andersie to samo.
    Różnica oczywiście w tym, że Klimkowski przygotowania Andersa do ewakuacji wojska wbrew i w tajemnicy przed gen. Sikorskim, oceniał jako zdradę własnego premiera, również jako złamanie umowy, zawartej w lipcu 1941 r pomiędzy rządami polskim i radzieckim. Zaś Berberyusz jako czyn patriotyczny, usprawiedliwiony wrogością do ZSRR, niechęcią współpracy z Armią Czerwoną i zamiarem uratowania wojska przed zagładą na froncie wschodnim.

  28. Zby said

    Bezcelowe wykrwawienie się Polaków, skala trochę mniejsza niż w Powstaniu Warszawskim, ale po co?
    Nikt nie „zdobył” Monte Cassino, zajęto opuszczone stanowiska obrony i garść rannych.
    Bez pomniejszania wkładu tych dzielnych chłopaków, oceńmy ich dowódzwo!
    Ich ambicje, cele i ich obraz „przyszłej Polski”.

  29. revers said

    re13
    ilu zginęło Niemców pod Monte Cassino?

    24 000, przy stratach 55 tys do 107 tys Alliantów.

    Amerykanie wyliczyli że na jednego zabitego Niemca wydali 23,6 tys USD. I takie rozrachunki pasuja najbardziej oprócz bezcennych dzieł sztuki zniszczonych na zawsze w tym fresków św. Benedyktyna, to tak ja by policzyc staty powstale po wyburzeniu Czestochowy po Szwedach, lub Turkach.

  30. brutus141 said

    GLUPI POLAK ZAWSZE BYL W DUPSKO RZNIETY ZWLASZCZA PRZEZ SWOICH SOJUSZNIKOW !!!

  31. JerzyS said

    ad. 24
    „Chodzi o właśnie zawiązaną „Nową Endecję” z

    Kukizem i Ziemkiewiczem w roli – Andersa?”

    Nowa Endecja to Historyczna Grupa Rekonstrukcyjna
    Jej skuteczność można porównać do skuteczności bojowej Bractwa Kurkowego!

  32. Zdziwiony said

    Po bitwie pod Monte Cassino Marokańczycy we francuskich mundurach masowo gwałcili Włoszki. Ich ofiarą padło 20 tys. kobiet

    http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/953583//2

    http://www.konflikty.pl/historia/druga-wojna-swiatowa/bohaterstwo-wstyd-i-hanba-francuski-korpus-ekspedycyjny-we-wloszech/

    Dalej aktualne, choć z 1944 r.

  33. revers said

    re32
    cos musieli zostawic po sobie, przed tem po wyladowaniu we Wloszech wyrzneli caly oddzial Wloski. jak Indyjscy Gurkowie nosili z soba noze lub szable.

    To byli dżejabelsi, to oni w zasadzie od polnocy oskrzydlili pozycje niemeickie i o czym sie nie pisze takze jednostki gorskie z austrii z Salzburga, Wiednia. Jencow do niewoli nie brali, zarzynali na miejscu.

  34. wiosna said

    Ja upraszam czytajacych Gajowke o przczytanie
    @27 Watazka, ktory przytacza fakty podane przez Tadeusza Bruka – architekta Krakowa rok po roku, jak dzielnie i bohatersko polscy oficerowie Wladyslaw Sikorski i Wladyslaw Anders zabiegali o wydobycie z lagrow ZSRR
    Polakow glodujacych, ktorym grozila zaglada
    z niedozywienia przy ciezkich robotach. Ani wyzywienia dostatecznego ani uzbrojenia nie
    zapewniala Polakom wladza radziecka, ale chciala ich uzyc z pomoca W.Anersa do walki
    z najezdzca niemieckim na frontach w ZSRR.
    W.Anders nie zgadzal sie sadzac, ze Niemcy
    pokonaja ZSRR. Skoro tak, to lepiej miec dla
    tworzonych tam Polskich Sil Zbrojnych sojusznikow zdolnych do pokonania Niemcow.
    Tych glodujacych Polakow po wyprowadzeniu ich z ZSRR najpierw dokarmiano
    stopniowo dozujac im racje zywieniowe, zeby nie
    dopuscic do skretu kiszek i stopniowo to wojsko
    stawalo sie zdolne do udzialu jako zolnierze do
    dzialan.
    Natomiast dziennikarze wybiorczo przedstawiaja
    dzialanie W.Andersa i krytykuja za bitwe pod
    Monte Cassino, gdzie poleglo 1.000 Polakow
    i to wowczas, gdy juz alianci zdecydowali o podziale wplywow w Europie, ze zwycieski ZSRR
    obejmie swymi wplywami kraje z nim sasiadujace
    w tym Polske. Ambicje W.Andersa ? a ktory oficer jest ich pozbawiony ? Jednakze sprawiedliwa ocena wymaga calosciowej wiedzy
    dotyczacej Polski i Polakow od 1939 r. od chwili
    napasci na terytorium Polski ageresorow IIWW.
    Latwym piorem dziennikarskim opisany wybiorczo fragment z trudnych momentow tamtego czasu wojny przykro jest czytac lub sluchac samych krytycznych ocen z pominieciem
    calej heroicznej batalii polskich oficerow. Dzieki
    nim liczni Polacy Armii Andersa zachowali zycie
    miast zginac z glodu i wyczerpania w ZSRR na
    „nieludzkiej ziemi”.

  35. JO said

    ad.34. Zgonac pod Monte Casino, niszczac Klasztor Katolicki, rekoma Katolikow czy zginac na Syberii…..?

    Uwiarygadniajac wyjscie Armii Zydowskiej do Palestyny czy tego nie robic i zostac na syberii….?

    Tak, uratowalo sie moze nawet wiecej niz kilka dzieci polskich, ale w sunie jakie byly + a jakie minusy?

  36. revers said

    „Monte Cassino, gdzie poleglo 1.000 Polakow”

    nagrobkow jest ok. 1700 w tym prawoslawne z terenow dzisiejszej ukrainy, i davidowe gwiazdy w tym – nie wszyscy zydzi poszli za Arronem, znanym rzeznikiem palestynczykow od 1944 roku, zazynac kolejne ofiary syjonistow.

    To byla bitwa narodow bo brali w niej udzial niemcy, austriacy, wlosi biernie, amerykanie, nowozelandczycy, brytyjczycy, indyjscy gurkowie i marokanscy dżemelowie.

    Niewiele wnisola bitwa militarnie do sytuacji na froncie poludniowym, wobec glebokiego oskrzydlenia klasztoru od polnocy przez marokanow.

    Za to szlag trafil jedno z najstarszych sanktuariow wiary w europie, cudownie odbudowane w latach 50 tych u.tulecia, ale juz bez dawnych duchownych symboli jak freski na scianach, wywiezione czesciowo archiwa kosciola lub spalone.

    Czesciowo te saktuarium bylo pod ochrona prawa miedzynarodowego z konwencji Genewskich, czy Ligi narodow. Takze po ONZ regulacjach odnoscnie dziedzictwa kultury.

    Al co to robii gdy nadal w Allepo lub Pallmyrach niszczy sie lub wysadza w powietrze za pomoca roznych ISISmanskich bojowej dalej pomniki dziedzictwa kultury w imnie nowoczesnego zdziczenia cywilizacyjnego.

  37. wiosna said

    @35 Pan JO.
    Klasztor katolicki zbombardowaly amerykanskie samoloty.
    Sama tylko Nowa Zelandia przyjela 100 polskich
    dzieci.
    Po IIWW zolnierze Armii Andersa mogli mieszkac
    i zyc w wielu krajach, niektorzy prosci zolnierze wrocili do PRL-u, gdzie zostaly ich rodziny, to
    jedni zamieszkali w gruzach Stolicy, znalezli zatrudienie w ambasadzie brytyjskiej, inni jadacy
    przez Szczecin zostali pozbawieni brytyjskich funtow i zagrabiono im polowe bagazu.

  38. JO said

    ad.37. Znam te historie od Pani Profesr Jozefowicz Czabak i spotkan Wolyniakow w Wegorzewie…To co Pani opisuje, to sa Fakty. Fakty sa tez takie, ze wiekszosc z rzolnierzy Armii Andersa zostalo zabitych fizycznie , lub „zabitych duchowo” na wygnaniu. Przy okazji brali udzial w zniszczeniu Klasztoru w Talmudyczny sposob….

    Armia Andresa z Polakami wprowadzila syjonistyczna armie mordercow do Palestyny – to tez z Polakami…

    Polacy zostali uzyci i zabici…

    To, ze jakas grupa przezyla i ze dzieci dostaly sie do roznych krajow, to jest przez zydo-masonerie traktowane jako „wypadek przy pracy” dla nas pozytywny 🙂

    Takie sa Fakty.

  39. Zdziwiony said

    Vittorio Messori o zburzeniu wspaniałego opactwa benedyktyńskiego na Monte Casino (Czarne karty Kościoła, Katowice 2001): „Z wojskowego punktu widzenia było to szaleństwo, a z kulturalnego – zbrodnia.
    Amerykanie wiedzieli, że na górze i w klasztorze nie było niemieckiego wojska. Wiadomo także, że zadecydowali o zniszczeniu klasztoru nie z powodów wojskowych, lecz dla samego zniszczenia, co można wytłumaczyć jedynie pragnieniem usunięcia z oblicza ziemi jednego z bardziej znaczących symboli tzw. »katolickiego papizmu«. Barbarzyńska operacja miała cele inne od tych, które publicznie ogłoszono w godzinie bombardowania”.
    Prawdziwość tych słów wydaje się potwierdzać rozpętana w USA i Wielkiej Brytanii medialna kampania, w której zajadle atakowano dowódców sprzeciwiających się bombardowaniu opactwa. W nagonce tej roiło się od kłamstw i silnych antykatolickich akcentów. Wielu wrogów Kościoła katolickiego nie ukrywało swojej radości ze zbombardowaniu klasztoru: „Nie przypominam sobie, żeby coś, co widziałem lub zrobiłem, tak mnie uszczęśliwiło jak widok tego zburzonego na wzgórzu opactwa… Z radością patrzyłem na ten symboliczny rozpad Kościoła i skostniałej tradycji”, napisał w swoim dzienniku tuż po bombardowaniu kpt. Sidney Waugh, przed wojną znany jako wybitny rzeźbiarz.

  40. Boydar said

    Niestety, pozwalam sobie zachować zdanie odrębne, od Pana Zdziwionego (39). Nic się bowiem nie dzieje bez przyczyny, a zdarzenia duże mają miejsce z poważnych powodów. Być może i niewątpliwie klasztor na Monte Cassino był symbolem. Tylko czego i dla kogo. Oraz kiedy. Otóż wedle mojej wiedzy, w kręgach zainteresowanych a dobrze poinformowanych, coraz szerzej rozchodziła się wieść, że tam na górze mieści się główne centrum fałszerzy, głównie dokumentów historycznych. Coś z tym zrobić trzeba było, bo sprawa zaczynała śmierdzieć. Okazja się nadarzyła, ręce Polaków pozostające jak żona Cezara przyczyniły się walnie, a pozostali przy życiu przysięgną (i przysięgali) – „wszystko zniszczone, jedno dymiące gruzowisko”. Skoro gruzowisko, w dodatku dymiące, to i zapewne szukać nie ma czego a końce w wodę. Tak dobrze jednak nie ma. Najtrudniej się palą gazety, i ewentualnie inne uwierzytelnione papierzyska. Niedługo przed uzgodnionym przez wszystkie zainteresowane strony „niespodziewanym atakiem” pewna ilość (podobno kilkanaście) niemieckich ciężarówek wojskowych załadowanych pod sam wierzch udała się do Watykanu. Zresztą przez nikogo nie niepokojona. Kiedy bezpiecznie dotarły a przesyłkę potwierdzono, można było już spokojnie bombardować. I to by było na tyle.

Sorry, the comment form is closed at this time.