Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Zwierzęca intuicja – cud Matki Natury

Posted by Marucha w dniu 2016-05-29 (Niedziela)

Odkąd tylko zwierzęta zaczęły towarzyszyć człowiekowi, zadziwiają one swoją wiernością i spostrzegawczością. Od bardzo wielu lat słyszy się od ludzi historie o niezwykłych i niecodziennych zachowaniach zwierząt tuż przed nadchodzącą katastrofą.

Czy rzeczywiście potrafią one przewidzieć tsunami, trzęsienia ziemi, powodzie i inne klęski żywiołowe?
Jeśli tak, to jak one to robią? Czy używają do tego telepatii? Czy mają one dar jasnowidzenia, czy bardzo wrażliwy instynkt? „Zwierzęta wiedzą, kiedy ma się wydarzyć coś złego. Istnieje wiele dowodów na telepatyczny dar stworzeń” przekonuje dr Rupert Sheldrake, biolog i autor wielu publikacji.

[Najprawdopodobniejsze jest najprostsze wyjaśnienie: zwierzęta mogą mieć dużo doskonalsze zmysły, niż człowiek i dlatego odbierają sygnały dla człowieka niedostrzegalne – admin]

Potężne tsunami u południowo–wschodnich wybrzeży Azji, które miało miejsce w grudniu 2004 roku zabiło setki tysięcy ludzi, a tylko nieliczne zwierzęta. Wielka ściana wody zaatakowała także całe rodziny. Już wiadomo, że mało kto ocalał z tego kataklizmu. Oprócz zwierząt. Dlaczego? Bardzo prawdopodobnym jest, że świat zwierząt wyczuł to ogromne zagrożenie swoim szóstym zmysłem. W jednej z miejscowości zginęło ponad trzy tysiące osób, a co ciekawe – ani jedno zwierzę.

Wielu ludzi uważa, że wszystkie zwierzęta mają jakiś system wczesnego ostrzegania i wyczuwają, że nadciąga coś niedobrego. Po tej tragedii jeden z biologów będący prezesem Towarzystwa Ochrony Dzikiej Przyrody na Sri Lance postanowił spytać ludzi, czy słyszeli jakieś informacje o zatonięciu słonia. Nie było żadnych. Dziś wiadomo, że w Tajlandii na chwilę przed uderzeniem fali słonie w pewnej nadmorskiej miejscowości zerwały się z łańcuchów i uciekły w głąb lądu. Wynika z tego, że musiały one wiedzieć, o czymś, czego nie spodziewali się ludzie.

Istnieje bardzo dużo takich opowieści – o górskich zwierzętach, które uciekają z alpejskich stoków przed lawinami; o tym jak w 2004 roku oznakowane rekiny na Florydzie w jednej chwili uciekły w otwarte morze, tuż przed tym jak uderzył huragan Charley.

Oczywistą sprawą jest więc fakt, że zwierzęta mają jakąś tajemniczą moc, jaką nie dysponują ludzie – słonie mają między innymi w stopach czujniki sejsmiczne, dzięki którym wyczuwają one nawet najmniejsze wibracje; rekiny posiadają czujniki elektromagnetyczne, które potrafią wykryć najmniejszy ruch przyszłej ofiary. Jeśli chodzi o zwierzęta, które są bardziej udomowione, takie jak na przykład psy, które mają zmysł węchu nawet o sto razy lepszy i wrażliwszy od człowieka, czy koty, które matka natura wyposażyła w czterokrotnie lepszy słuch od nas.

O swoich pupilach najchętniej opowiadają sami właściciele. Obie historie, opisane poniżej miały miejsce 28 lutego 2001 roku w Stanach Zjednoczonych. Trzęsienie ziemi w stanie Waszyngton miało siłę 6,8 w skali Richtera.

Po tym kataklizmie głośna stała się historia pewnej suki o imieniu Jade. „Usłyszałem jak szczeka. Popiskiwała jakby chciała mi coś powiedzieć. Słyszałem jak kręci się po patio w tę i z powrotem, ale myślałem, że po prostu domaga się jedzenia. A potem zatrząsł się dom. Okazało się, że było to trzęsienie ziemi” wspomina właściciel Jade.

Druga, bardzo podobna historia wydarzyła się zaledwie 100 kilometrów dalej w tym samym dniu. To historia właścicielki dwóch kotów. „Jeden z moich kotów jest wielki i tłusty i bez przerwy je. Wtedy od 2-3 dni nic nie jadł i nie pił. Schował się w piwnicy, bardzo ciemnej i wilgotnej. Tego samego dnia zatrzęsła się ziemia”.

Również w Stanach Zjednoczonych w Kalifornii, gdzie wstrząsy są bardzo częste żyje pewien człowiek, który twierdzi, że może przewidzieć, kiedy te wstrząsy nastąpią. Do obliczeń tego służą mu zwierzęta. Jak? Otóż zauważył on, że przed trzęsieniem ziemi gwałtowanie wzrasta liczba zaginionych zwierząt, przykładowo z 2 do 27. Jego prognozy sprawdzają się w 75 procentach.

Dr Rupert Sheldrake wie, jak zwierzęta przewidują katastrofy. Uważa on także, że nie jest to sposób naturalny. „Przeczucia u zwierząt wydają się związane bezpośrednio z zagrożeniem, kataklizmami i katastrofami. Chodzi o nieustanną czujność. To jednak nie wszystko. Człowieka z jego pupilem łączy pewien rodzaj telepatycznej autostrady. Należy mieć tylko otwarty umysł”.

Teoria telepatii u zwierząt nie jest jednak niczym nowym. W XVIII wieku o zjawisku jasnowidzenia u zwierząt zaczęto wspominać już na salonach. Ulubienicą Londynu była wtedy jasnowidząca świnka, która rzekomo potrafiła czytać w myślach wskazując odpowiednie karty z napisanymi na nich słowami. Najprawdopodobniej zwierzęta zostały wyposażone w umiejętność wykrywania najmniejszych zmian w polu elektromagnetycznym Ziemi, który występuje wszędzie. Uważa się, że kataklizmy nawiedzające naszą planetę powodują w nim zakłócenia. I to właśnie te zakłócenia są wyczuwane przez zwierzęta.

A czy wy zauważyliście kiedyś jakieś dziwne zachowania swoich pupili? Czy ich przeczucia się sprawdziły? Podzielcie się z nami swoimi przeżyciami!

Autor: Kasia Okarmus
http://www.tajemnice-swiata.pl

Komentarzy 37 do “Zwierzęca intuicja – cud Matki Natury”

  1. errorous said

    Najprawdopodobniejsze jest najprostsze wyjaśnienie: zwierzęta mogą mieć dużo doskonalsze zmysły, niż człowiek i dlatego odbierają sygnały dla człowieka niedostrzegalne –

    Jeżeli mieć zaufanie to tych danych, to Panie Gajowy, tego nie da się tak wytłumaczyć, np:

    Gdy Sheldrake podsumował wyniki eksperymentu, okazało się, że aż 85 proc. psów ożywia się i okazuje, że czeka, w momencie kiedy właściciel zaczyna myśleć o powrocie do domu. Często zwierzę uaktywnia się, zanim samochód, taksówka czy autobus z jego panem czy panią ruszy z miejsca. – W swoich badaniach staram się dowieść, że telepatia jest możliwa między członkami jednej grupy, powiązanymi z sobą silną więzią. – Okazuje się, że bliskość emocjonalna, a nie geograficzny dystans odgrywa tutaj największą rolę – mówi dr Sheldrake.
    http://www.psy.pl/archiwum-miesiecznika/art6678,szosty-zmysl.html

  2. NICK said

    Artykuł i uwaga Admina. Słuszna.
    Nieco rozszerzę.
    Człowiek miał zmysły prawie doskonałe. Nie zmysł pojedyńczy. Całość zmysłów.

    A co się stało z człowiekiem i jego zmysłami?

    Nie ma, że boli.
    Każdy z Nas swe zmysły zatępia, wytępia, tępi, porzuca wręcz.

    Są ludzie. Niewielu.
    Mają ‚zmysły’… .

  3. Maverick said

    Mnie się wydaje ze porostu mają umiejętność otwierania furtki do innych wymiarów.

    Ja sam osobiście miałem wiele razy takie objawienia, rozmowy ze zmarłymi, dzień przed Tsunami w Indonezji miałem sen, o miejscu lokacji, i ogromnej ilości ofiar, byłem we wnętrzu feralnego polskiego samolotu do Smoleńska, byłem w kabinie i w śnie widziałem białą mgłę i brak widoczności oczywiście w innym wymiarze, nie wiem czy to jest time travel czy telepatia. Nie będę pisał że objawiła mnie katastrofa Columbi i Challangera czasami jest to w śnie, drzemki, a czasami twój umysł dryfuje i gdy nie narzucasz mu myśli sam ciebie informuje, Sztuką jest umieć tego słuchać.

  4. Marucha said

    Re 1:
    Wydaje mi się, że nawet opisane przez Pana zjawiska można wyjaśnić wyostrzonymi zmysłami zwierząt, np. dostrzeganiem minimalnych zmian pozycji ciała człowieka, napięcia mięśni, wyrazu twarzy, barwy głosu itd.
    Bardzo możliwe, że chodzi też o wyczuwanie zmian w polu elektromagnetycznym człowieka.

  5. Jurek said

    Żona i dzieciaki zawsze wiedziały, że za 1,5 min. będę w domu, gdyż nasz piesek Ares ( Retriver ) zrywał się do okna i szczekał, by mu otworzyć wyjście na ogród. Obliczyliśmy, że zrywał się na ok 300 m zanim podjechałem pod dom. ( Mieszkaliśmy w dzielnicy pełnej drzew i innych zabudowań, co na pewno uniemożliwiało dostrzeżenie auta pierwej)
    Musiał zapamiętać wibracje naszego auta ( wszak często nim podróżował ) i potrafić wyróżniać te dźwięki spośród innych pojazdów.

    Domyślam się, że zwierzaki zapamiętały trwale wibracje górotworów zwiastujące nadejście zagrożenia.

  6. anonim said

    Mówią że psy albo szerzej zwierzęta widzą aurę człowieka stąd czasem zupełnie obca osoba może podejść do obcego psa i ten nic mu nie zrobi i ten sam pies innemu obcemu człowiekowi za nic na to nie pozwoli.

  7. anonim said

    A i zapomniałem dodać o czymś co nazywają pamięcią genetyczną.
    Bo skąd zwierzę które żyje krócej niż odstępy między jednym groźnym trzęsieniem a drugim wie że takie wibracje oznaczają coś groźnego i trzeba z takiego miejsca uciekać?

  8. errorous said

    Re. 4 No tak, tego nie wiem, ale dla mnie telepatia jeżeli istnieje, też musi być czymś naturalnym co ewentualnie da się wyjaśnić. Tyle, że nie przez naukę która bada obiektywne rzeczy takie jak materia, a moim skromnym zdaniem umysł który przez zmysły poznaje rzeczy jest czymś więcej niż mózgiem.

    Zresztą po co przywoływać zdolności zwierząt, pewni Ojcowie Pustyni dzięki praktyce otrzymywali dar widzenia umysłów innych ludzi, mogli poznać czy ktoś osiągnął doskonałość czy też ciągle zmaga się z pokusami. W to oczywiście wierzę, ale nie wierzę by takie zdolności były sprzeczne z naturą. Tak naprawdę to bardzo mało wiemy o ludzkim umyśle i jeżeli chcemy się czegoś dowiedzieć, to wydaje mi się, że właśnie przez modlitwę i kontemplację, a nie przez śledzenie pracy układu nerwowego.

  9. snag said

    Nie mam watpliwosci co pisze autor obserwujac trzecie pokolenie miniaturowego jamnika, np. wszystkie przespaly caly weekend w czasie jazdy na wycieczce w aucie i niezaleznie od pory dnia budzily sie pol mili przed zjazdem z autostrady do domu. Kiedy moja naj pracowala poza domem pare minut po jej wyjsciu z pracy budzila sie i czekala w oknie, kiedy ktokolwiek w domu mial jakis problem ze zdrowiem to go nie odstepowala, kiedy dzieciaki walily w pieluchy to zaciagaly rodzica za nogawke do dziecka po czym patrzyla na tateczy mame jakby chciala powiedziec zeby zmienic pieluche, podobnie jak dzieciak wyszedl na ulice czy w niebezpieczne miejsce na backyard kablowala do rodzicow dajac znac wzrokiem gdzie dzieciak jest z przodu czy z tylu domu albo ze cos nie gra. ,…

    Ostatnia, ‚Penny’ ktora urodzila sie pare dni przed synem uwaza sie za starsza siostre, np. mnie w zabawie czy jak ja draznie pozwala na wiecej niz jemu ,…

  10. AniaK said

    „A czy wy zauważyliście kiedyś jakieś dziwne zachowania swoich pupili? Czy ich przeczucia się sprawdziły? Podzielcie się z nami swoimi przeżyciami!”

    Dziwne zachowania u mojego kocurka zauważyłam, ale przeczucia skubany jeszcze nie ma. Raz się pół dnia pucował i panna nie przyszyła.

  11. Peryskop said

    Ostrzejsze zmysły u zwierząt to obiektywnie udowodniony fakt.

    Podobnie mają przedstawiciele ludów „prymitywnych”, jak Aborygeni.
    Znajomy lekarz Australijczyk nazwał to wprost :

    U siebie są inteligentniejsi od nas !

    Stąd nasuwa się smętna konkluzja, że życie „cywilizowane” coś nam daje i jednocześnie coś odbiera.

    Moim zdaniem Sheldrake nieco upiększa teorię pola morfogenetycznego.

    Instynkt ? – OK. Algorytm pozwalający im i nam przeżyć.

    Ale skąd u diaska jeśli nie z genów zwierzęta izolowane znają tak dziwne odruchy, jak kopulacyjne ?

    No i ten niepokojący intelektualnie dylemat – czym właściwie jest INTELIGENCJA ?

    Gdy lata mi przed oczami i kręci ewolucje maleńka muszka, to zastanawiam się gdzie ona ma miejsce na „móżdżek” – z pamięcią! – jeśli w małym łebku mieszczą się jeszcze m.in. DWA BŁĘDNIKI ?

  12. piwowar said

    Po to zwierzęta żyja przy ludziach, żeby ich uzupełniać pod wieloma względami. Człowiek odszedł od Natury i nie słyszy, nie widzi. Zwierzę nie odeszło od Natury, widzi, słyszy i chce sie swoimi spostrzeżeniami podzielić z człowiekiem, ale człowiek albo spersonifikował zwierzaka i oczekuje od niego ludzkiej mowy, albo traktuje zwierze jako rzecz bezmyślną. Ale nawet wśród ludzi jest tak, że jak ja sie nie nauczę po chińsku, to sie z chińczykiem nie dogadam, a jak sie Chińczyk nie nauczy po polsku lub angloamerykańsku, to sie i ze mna nie porozumie. Podobnie, zwierzę troche się uczy po człolwieczemu i za nogawke potrafi nas zaciągnąć w miejsce krytyczne, tak i my, gdy nauczymy sie rozumieć Psa, nasze dostrzeganie świata poszerzy sie wielokrotnie. Nie pamiętam tytułu noweli Jacka Londona o starym niewidomym człowieku, który uprawiał poletko na bezludnej wyspie i przybłąkał sie do niego pies-rozbitek. Ten sie tak z nim skumał, że puszczał psa na rekonesans, a pies mu potem opowiadał, co widział.

    Moja córka (dorosła) do niedawna bała sie rozmawiac w obecności Pikusia (akita amerykańska), bo była przekonana, że on wszystko rozumie. Przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Ten pies, jako mieszaniec akity japońskiej i owczarka niemieckiego, łączy niesamowitą mądrość alzatczyka z azjatycką wredotą.

    Nasz dobry, sędziwy Pikuś dozywa lat swoich. Już nie będzie więcej u nas Psa i będziemy znów jak dawniej ludźmi ułomnymi wobec otaczającego świata.

  13. snag said

    Senor Piwowar

    Moja Penny ma ponad 13 lat a jeszcze wskoczy na lozko poza tym musi koszerna je tylko wolowine w wiekszosci watrobke a wieprzowiny nie ruszy, tudziez puszki, no sir – Wszystkie pieski byly b. terytorialne nie bylo tygodnia zeby nie zagryzla krolika u mnie czy u sasiadow i przyniosla do domu zeby ja pochwalic, pare razy przyniosla zagryziona mysz ktora miala zwyczaj podrzucac corce na poduszke – Mam ‚kumpla’ wrone (wdowca) ktory wpada czasem i je z reki, Penny go nie ruszy a inne goni a kiedy jej cos odbije to prosi zeby ja posadzic na parapet w kuchni i obserwuje kolibry. Wiem kiedy jakis przyleci obserwujac jej ogon ,…

    Jedyny klopot to dziury w trawie bo jak nie spi to kopie tak ze przed kazdym koszeniem trawy musze wyrownac, fajne psisko niestety nie mogla miec dzieci ,…

  14. piwowar said

    Pikuś przynosił w prezencie zagryzione wiewiórki, a koty tez lubił, nawet bez keczupu. Ma na sumieniu też groundhoga i szopa. Natury nie zmienisz.

  15. snag said

    Moje wiewiorki byly za cwane i szybkie wiedzialy nawet kiedy drzwi na patio byly zbyt zasuniete zeby pes mogl sie wcisnac i pogonic to ja wkoorwialo najbardziej. Racoon’a nie zaczepiala choc mial zwyczaj chodzic na skroty przez moj backyard ,…
    Tez nie wiem czy sie zdecyduje na innego mialem 3 pokolenia a z obcy z farmy to nie to ,…

  16. Pelagia said

    wracałam z Radomia do Warszawy. Pociąg startował ok 14-tej z minutami. W domu mama mówi: Kubuś zaczął wariować, latać do drzwi i z powrotem ok. 13-tej 50. Wtedy własnie wsiadałam do pociągu. Znajoma przyjeżdżała z Warszawy do domu (odległość ok. 100 km.) i wszyscy już byli gotowi na Jej przyjazd. Skąd wiedzieli, że będzie – bo koty cały dzień sie myły. Gdy koty siedziały spokojnie, nie myły się, to rodzina wiedziała, że znajoma nie przyjedzie

  17. Greg said

    http://pytanienasniadanie.tvp.pl/24437235/pingwinek

  18. Yah said

    ad 2

    Tak Panie Nick, od kiedy z pewnych rzeczy zrezygnowałem, pewnymi rzeczami się zająłem , w lesie dym z papierosa czuję z odległości 5km, to że przechodził człowiek lub zwierzę tez wyczuwam węchem nawet pól godziny po fakcie.Ale coś za coś – zapach jakichkolwiek perfum jest dla mnie nieznośny. Tak że każdy ma takie możliwości tylko zmysły przytępia. Ponadto człowiek ma zmysł, którego żadne zwierze nie posiada – duszę. Jak się tego nie przytępi to pozwala wyczuć dobro i zło …… na odległość

  19. Dziad Wernyhora said

    Oczywiście ostrość zmysłów u zwierząt jest bezdyskusyjna.
    Ale p*przenie o telepatii i innych, za przeproszeniem, aurach to symptom nadmiaru telewizji i kolorowych czasopism.

    Są Anioły Stróże, które mogą inspirować zwierzęta do pewnych działań, mogą to robić także duchy nie mające z Niebem nic wspólnego.

  20. Boydar said

    Dziadku (19), zróbcie sobie płatki owsiane. Mogą być i na spirytusie. Ale Aniołów Stróżów do zagadnień instynktu zwierząt nie mieszajcie.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Stan_spl%C4%85tany

    Najmniejsza pczoła ma zabudowany na pokładzie kompas, o którym pod względem wymiarów i dokładności ludzkość może jeszcze długo marzyć. A co jeszcze ma ? Dziadek pewnie wie, tylko powiedzieć nie chce …

  21. Dziad Wernyhora said

    @20 – A czy słyszałeś synu ten fragment z Pisma Świętego jak to 2k świń utopiło się w Jeziorze Genezaret? Tam jest napisane nawet z czyjej inspiracji.
    Jeśli mogły się dać zainspirować do „samobójstwa”, to czemu nie innych spektakularnych trików żeby „głupie goje” utwierdzały się w new-ageowym przekonaniu że zwierzęta myślą tak jak oni?

    No a pszczoły – kto mówi, że nie mają specyficznych zmysłów nieznanych człowiekowi.

  22. Wimar said

    Na pierwszym miejscu stawiałbym tu o wiele lepiej przystosowane zmysły np wzrok u kotowatych , sów .. i słuch odbierający dźwięki spoza ram częstotliwosci dostępnych dla człowieka czyli 16-20 000 Hz.( ultradźwięki, infradżwięki) Zainteresowanym tematem polecam wzruszający film „Mój przyjaciel Hachiko” z R.Gere, oparty na autentycznej historii jaka miała miejsce w Japonii.

  23. Boydar said

    Zagadnieniem podstawowym w rozpatrywanej kwestii nie jest indykacja symptomów tylko ich istnienie. Bo jeśli coś fizycznie występuje, to prędzej czy później uda się „to” namierzyć i określić a także wyciągnąć wnioski.

    Użyte w tytule tematu słowo intuicja uważam za szczególnie nieuprawnione; pomiędzy instynktem a rzeczoną intuicją istnieje cała przepaść znaczeniowa i z całą pewnością do zwierząt się nie odnosi.

  24. errorous said

    ad 19 Bez wątpienia użycie terminu p*przenie o czymś świadczy. Natomiast co do badań nad zjawiskami paranormalnymi, to były one prowadzone na długo przed pojawieniem się telewizji. Society for Psychical Research zostało założone w 1882 roku. Specjalnie się tym nie interesuję, ale z tego co wiem, założyciele tego towarzystwa, nie byli fanatykami na siłę chcącymi coś udowodnić, a po prostu zbadać, na ile to możliwe, pewne fenomeny, występujące w życiu, które wydają się nie zgadzać z naukową wizję świata. W końcu, jednym z takich zjawisk jest na przykład zdolność do przewidywania przyszłości. I co prawda nie oglądam ani telewizji, ani też nie czytam kolorowych magazynów, ale mam takie intuicyjne przeczucie, że temat proroctw, przynajmniej tych katolickich, nie jest tam poruszany.

  25. NICK said

    Tak Panie Yah.
    Pan ma dobry węch.
    Ja. Słuch. Kiedy jeszcze nikt nic nie słyszy, rozpoznaję słowa konwersacji z np. 500 metrów i dalej nawet. Nie napiszę ile dalej. „Uszy” czasem bolą. Oczywiście, pewne warunki muszą być spełnione. Inni wzrok mają niespotykany. I inni, którzy podobnie inne zmysły mają rozwinięte. A jest tych zmysłów co najmniej pięć.

    A czy Dusza jest zmysłem? Najwyższym? Nie wykluczam.. Nawet się skłaniam.

  26. Boydar said

    No, ja tak mam do wódki. Przez dwa piętra czuję, że sąsiad napoczął flaszkę. Ale musi odkręcić; bo taka cnotliwa to mnie jakoś dziwnie nie nęci.

  27. NICK said

    Dziwna ta Aleja K.. 🙂 .
    To tam piętra są rozłożone w poziomie? Jak wtedy wyczuć?

    A szamba indywidualne we pionie?
    Muszę coś łyknąć. Chyba.
    (dobrze, że niewielu rozumie. Lubelaku.)

  28. NICK said

    Sorki. Miało być: Aleje.
    A-leje. Ale-je.

  29. Boydar said

    Skrezola Pana NICK’a chrumka. Ja nigdy nie napisałem że mieszkam przy AK. Zeznałem jedynie, że chodzę tam czasem z Bachorami do Kaplicy FSSPX. Najbliższy dziesięciopiętrowiec przy Kraśnickiej ma Pan na Krasińskiego. Niejeden zresztą. To jakieś sto pięćdziesiąt metrów licząc od osi jezdni.

    http://lublin.fotopolska.eu/820855,foto.html

  30. NICK said

    Po co zaś szambo było postawione? Indywidualne?
    Aaaa. Społecznie. Pan się nie bój. Tylko NyndrO pamięta. Nie pisałeś Pan?

    Chciałbym mieć sklerozę, czasami.
    Pamięć i słuch mi dopisują.

    Nawiasem to liczę tylko na tych, którzy i pamięć mają,. Którzy uważnie i pamiętliwie wiedzą co kto napisał.

  31. piwowar said

    Pies z cała pewnościa ma duszę, tylko inną. Nie wiadomo jak inna i na ile inną. Podobno nawet i kot.

    Zagadnieniem podstawowym w rozpatrywanej kwestii nie jest indykacja symptomów tylko ich istnienie

    Skąd wiadomo, że symptom (czy cokolwiek innego) istnieje, zanim nastąpi indykacja?

    Teraz może tak: Różnica między istnieniem, a nieistnieniem… A może lepiej nie dziś. I nie na temat.

  32. NICK said

    Oj. Oj. Są archiwa. Oj. Oj. Jeszcze są.

  33. Peryskop said

    Re 31 i wcześniej

    Ostrzegam : zagadnienie intuicja (człowieka) versus instynkt (zwierząt) czyni temat śliskim !

    Bowiem to rozróżnienie daje asumpt do kanonu, że zwierzęta nie mają duszy (kto do końca wie ?),
    a to z kolei bardzo nam ułatwia konsumowanie bułki z szynką, a innym hamburgera z wołowiny.

    Re 24

    Specjalnie się tym nie interesuję, ale z tego co wiem, założyciele tego towarzystwa, nie byli fanatykami…

    Byli pasjonatami, a to blisko fanatyków.
    Ich następcy też.

    The Society for Psychical Research is a non-profit organisation in the United Kingdom. Its stated purpose is to understand events and abilities commonly described as psychic or paranormal. Founded: 1882 …

    SPR President 1893 Sir Arthur James Balfour, 1st Earl of Balfour, KG, OM, PC, DL (1848-1930) was a British Conservative politician who was the Prime Minister of the United Kingdom 1902-1905, and later Foreign Secretary 1916-1919… known for the „Balfour Declaration” – a letter dated 2 November 1917 from the United Kingdom’s Foreign Secretary Arthur James Balfour to Walter Rothschild, 2nd Baron Rothschild, a leader of the British Jewish community, for transmission to the Zionist Federation of Great Britain and Ireland.

    = obietnica założenia państwa Israel.

    Spouse(s) None;
    Alma mater Trinity College, Cambridge, Religion Church of England and Church of Scotland
    …He oversaw reform of British defence policy and the Entente Cordiale, an agreement with France that influenced Britain’s decision to join the First World War. However, he was seen as an ambivalent personality and a weak Prime Minister. In 1905, as prime minister of Britain, he strongly supported stringent anti-immigration legislation, meant primarily to prevent Jewish immigrants fleeing the pogroms of Eastern Europe from entering the U.K. He cautiously embraced the imperial preference championed by Joseph Chamberlain, but resignations from the Cabinet left his party divided.
    He also suffered from public anger at the later stages of the Boer war (counter-insurgency warfare characterized as „methods of barbarism”) and the importation of Chinese labour to South Africa („Chinese slavery”). He resigned as Prime Minister in December 1905 and the following month the Conservatives suffered landslide defeat at the 1906 election, an election in which he lost his own constituency. After re-entering parliament through a by-election, he continued to serve as Leader of the Opposition throughout the crisis over Lloyd George’s 1909 budget, the narrow loss of two further General Elections in 1910, and the passage of the Parliament Act. He resigned as party leader later in 1911.
    Balfour returned as First Lord of the Admiralty in Asquith’s Coalition Government (1915–16). In December 1916 he became Foreign Secretary in David Lloyd George’s wartime administration, but was frequently left out of the inner workings of government, although the Balfour Declaration bore his name. He continued to serve in senior Cabinet positions throughout the 1920s, and died on 19 March 1930 aged 81, having spent a vast inherited fortune. He never married. Balfour trained as a philosopher – he originated an argument against believing that human reason could determine truth – and was seen as having a detached attitude to life, epitomised by a remark attributed to him: „Nothing matters very much and few things matter at all”…

    ===

    SPR President 1906-1907 Gerald Balfour (1853-1945), Politician, brother of Arthur Balfour

    SPR President 1926-1927 Hans Driesch (1867-1941), Professor, Universitaet Leipzig; German Biologist and Natural Philosopher, performed first animal cloning 1885
    101 lat przed Dolly 1996 !

    W SPR jest więcej ciekawych ,,, fascynatów …

    ===

    SPR powstało na fali wielkiego zainteresowania duchami, cudami, spirytualizmem, ezoteryką, itd.

    Zacytuję, bo niestety teraz mamy uaktualnioną powtórkę fascynacji tego koszernego sortu !

    Wszystko zaczęło się w połowie ubiegłego wieku, kiedy duchy romantyzmu, patronujące dotąd dogłębnym sporom, jakie wiedli samotni geniusze z obojętnym w stosunku do nich światem, zaczęły nagle bez zapowiedzi wpadać na krótkie pogawędki, choćby i do saloniku pana konsyliarza, aby go nieco rozerwać po dniu nudnej szarpaniny z influenzą, furunkułami czy – uchowaj Boże – choleryną. Tym to sposobem wirujące stoliki, a potem plotkujące duchy i wszystko, co się wokół nich działo, przybrało postać karykatury wielkich romantycznych idei, porywów i dokonań. Warto zauważyć, że była w tym pewna prawidłowość: cóż bowiem mogło powstać, skoro sztuka żywiła upodobanie do tego, co irracjonalne i fantastyczne, gloryfikowała wyobraźnię, geniusz i szaleństwo, oddziaływała silnymi środkami ekspresji, efektami grozy i frenezji… (cyt. za: Romantyzm, Wielka Encyklopedia Powszechna PWN).

    Jedną z inspiratorek dla powstania The Society for Psychical Research była :

    …osierocona w wieku 12 lat włoska szwaczka Eusapia Palladino (1854-1918), która światową karierę zawdzięczała autoreklamie twierdząc, że jest znakomitym medium, mogącym dostarczyć najbardziej nawet wybrednym seansowiczom najniezwyklejszych przeżyć. Udowadniała to zresztą za każdym razem, kiedy ją tylko gdzieś zaproszono. Ponieważ sława jej szybko rosła, Palladino przeniosła się do Neapolu, gdzie otwierały się przed nią szersze perspektywy. A kiedy poznała słynnego ówczesnego psychiatrę i kryminologa, Cesare Lombroso, wkroczyła do najlepszych salonów, a wkrótce potem do instytutów naukowych Europy i Stanów Zjednoczonych…

    Jednym z tych, którzy dość wcześnie wykryli oszustwo, był znany francuski fizyk Paul Langevin :

    ”Kilku naukowców, łącznie ze mną, postanowiło sprawdzić wyczyny Palladino. Nie miałem wątpliwości, że stosowała ona jakiś trik, aby uwolnić jedną z rąk, którą pracowała. Przed kolejnym seansem kazałem posmarować po kryjomu klejem wszystkie przedmioty, których mogła dotykać. Z początku wszystko szło gładko, ale w pewnej chwili Eusapia zdenerwowała się, zaczęła kląć jak furman i wybiegła z sali. Zapaliło się światło, wpadł Richet i oświadczył: Nie wiem, co się stało Eusapii, ale jest wstrząśnięta. Twierdzi, że chwilowo utraciła swą moc. Zacząłem się śmiać i pokazałem liczne odciski palców Eusapii na stole posmarowanym klejem.”

    Nie wszyscy uczeni byli jednak sceptyczni.

    Wszak prof. Charles Richet, wielki admirator Eusapii i autor książki o niej, był nie tylko członkiem francuskiej Akademii Nauk i Akademii Medycznej, ale i laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii. Palladino zauważyła to zaraz na początku swej kariery i wykorzystywała z wielkim powodzeniem…

    …Na seansach z Eusapią bywało wielu Polaków. Na przykład na przełomie wieków obserwowali ją Maria i Piotr Curie. Wieczny głód badań i pewne zamiłowanie do tajemniczości popchnęły ich wówczas w osobliwym kierunku: zaczęli bywać na seansach spirytystycznych ze słynnym medium Eusapią Palladino – pisze w książce pt.”Maria Curie” jej córka Ewa – nie jako uczestnicy, oczywiście, lecz obserwatorzy próbujący rozjaśnić mroki tej niebezpiecznej dziedziny zjawisk. Zwłaszcza Piotr namiętnie zainteresował się nimi i pilnie mierzył w ciemnościach „lewitacje” – istotne czy tylko skłamane. Jego bezstronny umysł z trudem godził się na ten typ doświadczeń, pozbawionych laboratoryjnej przejrzystości i kontroli. Lecz „objawy” są czasem tak nadzwyczajne, że i on, i Maria niemal gotowi są im uwierzyć, gdy nagle odkrywają zupełnie ordynarne oszustwo i fala sceptycyzmu powraca…

    Jak się okazuje, fala sceptycyzmu u Piotra powracała , ale i odpływała z powrotem…

    …In 1905, Eusapia Palladino came to Paris, where Nobel-laureate physicists Pierre Curie and Marie Curie and Nobel-laureate physiologist Charles Richet investigated her amongst other philosophers and scientists such as Henri Bergson and Jacques-Arsène d’Arsonval. Signs of trickery were detected but they could not explain all of the phenomena.

    Other members of the Curies’ circle of scientist friends—including William Crookes; future Nobel laureate Jean Perrin and his wife Henriette; Louis Georges Gouy; and Paul Langevin—were also exploring spiritualism, as was Pierre Curie’s brother Jacques, a fervent believer.

    The Curies regarded mediumistic séances as „scientific experiments” and took detailed notes. According to historian Anna Hurwic, they thought it possible to discover in spiritualism the source of an unknown energy that would reveal the secret of radioactivity. On July 24, 1905, Pierre Curie reported to his friend Gouy: „We have had a series of séances with Eusapia Palladino at the [Society for Psychical Research].”

    It was very interesting, and really the phenomena that we saw appeared inexplicable as trickery—tables raised from all four legs, movement of objects from a distance, hands that pinch or caress you, luminous apparitions. All in a [setting] prepared by us with a small number of spectators all known to us and without a possible accomplice. The only trick possible is that which could result from an extraordinary facility of the medium as a magician. But how do you explain the phenomena when one is holding her hands and feet and when the light is sufficient so that one can see everything that happens?

    Pierre was eager to enlist Gouy. Palladino, he informed him, would return in November, and „I hope that we will be able to convince you of the reality of the phenomena or at least some of them.” Pierre was planning to undertake experiments „in a methodical fashion.” Marie Curie also attended Palladino’s séances, but does not seem to have been as intrigued by them as Pierre.

    On 14 April 1906, just five days before his accidental death, Pierre Curie wrote Gouy about his last séance with Palladino: „There is here, in my opinion, a whole domain of entirely new facts and physical states in space of which we have no conception.” …

    Pierre Curie wrote : „ … we have no conception” just 5 days before his accidental death …
    Czyżby Eusapia P. pomogła znakomitemu fizykowi nobliście wpaść pod dorożkę ?

    …Professors Gustave Le Bon and Albert Dastre of Paris University examined Palladino in 1906 and concluded that she was a cheat…

    Le Bon to autor wartościowej, bo wciąż aktualnej książki „Psychologia tłumu” (1895).

    …Pierwsza profesjonalna próba jej umiejętności miała miejsce w Cambridge. Amerykanin Richard Hodgson, który przyglądał się seansowi dostrzegł w nim jedynie kuglarskie sztuczki. Do sprawy powrócono w 1908 na specjalnych sesjach pod auspicjami Towarzystwa Badań Psychicznych. Składało się na nie 11 seansów spirytystycznych, a ich efektem był tzw. raport Feildinga. Według członków komisji, to czego doświadczyli „było siłą spoza tego świata”. Dzięki obszernej dokumentacji dokładnie wiemy, jak wyglądały próby którym poddano Palladino. Seanse odbywały się w „Hotelu Victoria” w Neapolu, zwykle o 22 i trwały około trzech godzin. Eusapia przynosiła swoje własne kaszmirowe zasłony i własnoręcznie zawieszała je w pokoju. Do niej należał też stół, przy którym odbywały się spotkania, a nawet sama dobierała oświetlenie. W pomieszczeniu panował półmrok. Było na tyle jasno by dostrzec ewentualny ruch, ale zbyt ciemno aby stwierdzić co ten ruch wywołało. Palladino ubrana była w długą czarną suknię. Pieczę nad spirytystką sprawowano poprzez trzymanie jej rąk i przyciskanie jej stóp do podłoża.

    [a faktycznie butów, z których potrafiła swe stopy wyłuskać i nimi swobodnie operować !]

    W trakcie seansów opisano 470 zjawisk. Były to głównie lewitacje stołu, hałasy dobiegające spod blatu i zgłaszany przez kontrolerów dotyk. W 1992 psycholog i magik Richard Wiseman jako przyczynę zjawisk wskazał pomocnika Palladino ukrytego w gabinecie. Na łamach „Journal of the Society for Psychical Research” Wiseman wdał się w dyskusję, w której oddalał kolejne argumenty swoich przeciwników (Barringtona, Fontany, Taboasy). W rzeczywistości Wiseman wcale nie wierzył w ukrytego asystenta. Prowokacja miała obnażyć słabość kurateli, która koncentrując się na niezwykle wyszukanych oszustwach jakie stosować mogła Eusapia, zaniedbując całkowicie te podstawowe…

    Jak zawsze opinie są więc podzielone : jedni widzą brednie, a inni – święcone.

    …Ostatecznie szczęśliwa gwiazda Palladino zgasła w Ameryce w 1910 roku. Do kontroli włączyli się bowiem – bez jej wiedzy – zawodowi iluzjoniści, którzy zawsze byli pewni, że medium wszech czasów ordynarnie oszukuje. Palladino nigdy nie zgadzała się na ich kontrolę, tłumacząc, że wrogie nastawienie przeszkadza jej w skupieniu i oddala duchowe fluidy…

    na podstawie m.in.
    http://archiwum.wiz.pl/1999/99123400.asp
    https://en.wikipedia.org/wiki/Eusapia_Palladino
    http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2012/06/lewa-stopa-eusapii-palladino.html

    Zatem jak zawsze opinie są podzielone :
    jedni widzą brednie, a inni – święcone.

    autor nieNiekraszek

  34. Boydar said

    To szalenie mało prawdopodobne abym tak kiedykolwiek napisał, Panie NICK’u. Szczególnie że, ja naprawdę nie mieszkam przy Al. Kraśnickiej 🙂

    Ale będę wdzięczny jeśli wskaże Pan stosowny ustęp.

  35. Boydar said

    @ zagięta rura

    „… Byli pasjonatami, a to blisko fanatyków …”

    Ciebie naprawdę zdrowo pogięło; nie znasz polskiego innego niż z „Polish for Foreigners” ? Nie znasz … nie jesteś pasjonatem.

  36. Peryskop said

    Dopóki Boydar pochłonięty szukaniem stosownego ustępu za potrzebą – pociągnijmy wątek pokazujący manowce ludzkiej wiedzy, wywyższanie się względem naszych zwierzęcych towarzyszy, kontrowersje wokół definicji duszy, ułudę autorytetów naukowych i innych, naiwność inteligencji, oraz coś jeszcze.

    Był też seans, w czasie którego EUsapia Palladino „siłą woli” poruszyła szalkę analitycznej wagi. Złapano ją wówczas na podnoszeniu tej szalki za pomocą włosa trzymanego między palcami rozłożonych dłoni. Ten prosty trik stosowała nagminnie, uruchamiając w ten sam sposób np. dzwoneczek wiszący przed nią, a na pytanie : czemu tak często w trakcie seansu sięga ręką do głowy, burząc włosy – odpowiadała, że z powodu ogromnego wysiłku duchowego skóra na głowie jej drętwieje i musi się podrapać. A kiedy już zadzwoniła, cofała się, trzęsła rękami i głową, z miną jakby czegoś wielkiego dokonała i wydawała okrzyk podobny do rżenia koni – napisał Bronisław Rejchman, który to widział i słyszał na własne uszy, a co robiło kolosalne wrażenie na jej wielbicielach.

    ===

    Jaki to jest sort ludzi nakręcających chutzpiarskie sensacje ?

    wiki : Bronisław Rajchman, Rejchman (1848-1936), polski przyrodnik, wybitny popularyzator wiedzy przyrodniczej, publicysta, przemysłowiec i taternik, gorący zwolennik i jeden z pierwszych w Polsce propagatorów teorii Karola Darwina. W 1872 roku był współzałożycielem tygodnika „Przyroda i Przemysł”, a następnie członkiem jego zespołu redakcyjnego (pierwsze w Polsce czasopismo popularnonaukowe, propagujące nauki przyrodnicze i ich użyteczność dla przemysłu). Był też jednym z inicjatorów założenia w 1875 roku czasopisma „Wszechświat” i autorem licznych rozpraw naukowych, tłumaczeń i recenzji oraz doniesień o aktualnych osiągnięciach w nauce światowej. Od 1884 zajmował się głównie założoną przez siebie fabryką ogniw galwanicznych, a od 1892 także biurem elektrotechnicznym. Najważniejsze publikacje : „Laska czarnoksięska i poszukiwania” (1883); „Samojedzi. Studium etnologiczne” (1889).

    Polskojęzyczny „wybitny popularyzator wiedzy przyrodniczej i propagator teorii Darwina”.

    Pod wielkim urokiem Palladino był także polski filozof i hipnotyzer, dr Julian Ochorowicz, który poznał EUsapię w 1892 roku u Henryka Siemiradzkiego w jego mediolańskiej pracowni. Wkrótce zaprosił ją do Warszawy, dokąd przyjechała na przełomie 1893 i 1894 roku. Ciekawe, że Ochorowicz w początkowym okresie swego zainteresowania spirytyzmem dostrzegał w nim wyłącznie oszustwa i dopiero w czasie seansów z Palladino stał się zagorzałym zwolennikiem istnienia „sił medialnych”, tłumacząc niektóre produkcje mediów działaniem tzw. „promieni sztywnych”, których natura jest nieznana. Tej teorii, wymyślonej przez siebie, był wierny do końca, narażając się na kpiny nie tylko żurnalistów, ale i co przytomniejszych ludzi nauki…

    Nie wszystkich.

    Lekarz i noblista Charles Richet [dosł. fr. ubogacony] (1850-1935), Professor Collège de France, Paris; French Physiologist; in 1885 co-founder with Théodule-Armand Ribot and Léon Marillier of a society in France called the Société de Psychologie Physiologique (Society for Physiological Psychology), which existed until 1890 when it was abandoned due to lack of interest; członek Francuskiej Akademii Nauk; President 1905 The Society for Psychical Research; Nobel Prize in Medicine/Physiology 1913 – napisał o naszym Julianie :

    „Ochorowicz nie miał powodzenia w życiu, nie zdobył stanowiska, na jakie zasłużył. Idee, które szerzył, budziły wątpliwości albo stanowiły źródło plagiatów. Genialny ten i głęboki psycholog, który pozostawił imię niezapomniane w nauce metapsychiki, dzielił los mało godny zazdrości. Mimo to los wysoce piękny, los proroków, wyprzedził czas swój i przyszłość odda mu sprawiedliwość”.

    http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/julian-ochorowicz-niechciany-geniusz/v5839j

    Kim właściwie był Ochorowicz?

    Łatwiej powiedzieć, kim nie był. Bez wątpienia można określić go jako człowieka renesansu z epoki fin de siècle’u. Oprócz psychologii zajmował się szeregiem innych zagadnień – od filozofii po fizykę i poezję. Ochorowicz konstruował aparaty telekomunikacyjne, redagował pisma, tworzył programy społeczno-kulturalne, był historykiem oraz parapsychologiem i właśnie z tą ostatnią dziedziną zwykle się go kojarzy.

    Urodzony w 1850 roku w Radzyminie, był synem Juliana – inspektora nauczycielskiego i Teresy z Sumińskich. W Gimnazjum Lubelskim poznał Aleksandra Świętochowskiego – prekursora polskiego pozytywizmu oraz Aleksandra Głowackiego – późniejszego Bolesława Prusa, z którym dzielił zainteresowanie parapsychologią. Ten drugi sportretował potem Ochorowicza jako wizjonera Juliana Ochockiego – kuzyna Izabeli Łęckiej.

    Akademickie koleje losu Ochorowicza to bardzo rozległy temat, więc skupimy się tylko na ich najważniejszych epizodach. Początkowo studiował on nauki filozoficzno-historyczne w Szkole Głównej Warszawskiej (później Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim), skąd przeniósł się niebawem na Wydział Fizyko-Matematyczny. Najważniejszym osiągnięciem tamtego okresu była dla niego pierwsza nagroda w konkursie na rozprawę o naturze duszy. W swej pracy Ochorowicz zawarł postulat o konieczności oddzielenia psychologii od filozofii i włączeniu jej do nauk przyrodniczych, co wywołało dyskusje wśród uczonych. Miał wtedy 18 lat.

    W 1873 roku, po wojażach po Zachodniej Europie, wyjechał na studia uzupełniające do Lipska,
    a w 1874 zdobył [tam na wydziale filozofii] tytuł doktora [za pracę „O warunkach świadomości”].
    Rok później przeniósł się do Lwowa, gdzie na tamtejszej uczelni otrzymał habilitację i gdzie do 1881 wykładał. Jego zajęcia z psychologii (od kryminalnej po cywilizacyjną) były uwielbiane przez studentów, ale Ochorowicz pracował tam za darmo. Poza uczelnią, w laboratorium swojego kolegi, eksperymentował z elektrycznością i elektromagnetyzmem.

    Chwalony, ale często piętnowany za „nowatorskie warcholstwo”, nie mogąc doczekać się profesury, zostawił Lwów i wyjechał do Paryża, gdzie spędził 10 lat. Tam „zrobił” kilka wynalazków (jak się wówczas mawiało). Ponieważ najbardziej pasjonowała go kwestia przesyłania informacji na odległość, stworzył własny aparat telefoniczny oparty o konstrukcję Bella z 1876. Dwumembranowy popularny w Europie telefon Ochorowicza, produkowany przez firmę Paul Barbier, pokazano na Wystawie Powszechnej w Antwerpii. Z kolei pod koniec lat 80. Polak przedstawił teorię telewizji monochromatycznej, nazywając urządzenie do przesyłania obrazów „telefotoskopem” albo „telefotonem”.

    Nie znosząc bezczynności i braku myśli, zajmował się równocześnie wieloma innymi sprawami. Jeszcze we Lwowie przewodniczył Towarzystwu Przyrodników im. Kopernika, a także zaczął interesować się hipnozą, uznając, że wiele osób jest na nią tak podatnych, że można leczyć ich samym transem, odstawiając pigułki. W latach 1880-82 przebadał pod tym kątem kilkuset ludzi – zarówno neurotyków, jak i osoby zdrowe, ustalając, że jedna trzecia z nich jest podatna na hipnozę (on sam nie był). Wszystkiego tego dowiedział się dzięki hipnoskopowi.

    Wierząc, że pole magnetyczne w niewytłumaczalny sposób pobudza „ośrodki” odpowiadające za hipnozę, Ochorowicz zbudował urządzenie, które miało postać rurki z silnym magnesem. Uczony odkrył, że człowiek „jest podatny”, jeśli po zbliżeniu do hipnoskopu palca odczuwa w nim po chwili mrowienie, drętwienie czy inne nietypowe objawy. Choć brzmi to absurdalnie, sprawdzało się w praktyce.

    Właściwie to zagadka transów i sugestii była głównym powodem wyjazdu Ochorowicza do Paryża. Polak z biegiem lat stał się autorytetem na polu hipnozy i parapsychologii, o czym świadczy fakt, że wielki uczony francuski – fizjolog Charles R. Richet, noblista z 1913 roku, zlecił mu napisanie hasła o mediumizmie do prestiżowego „Słownika psychologii” (1911) nagrodzonego potem przez Akademię Nauk.

    Dla parapsychologii były to w ogóle szczególne czasy.

    – Takie pojęcia jak magnetyzm hipnotyczny, nitki fluidalne, telepatia, telekineza czy materializacja substancji astralnych były uważane wtedy za przymiot umysłu, ergo za przedmiot badań psychologii – tłumaczy Przemysław Nowakowski – publicysta i pisarz, autor książki „Ponadwymiarowi. 33 najbardziej tajemnicze postaci w dziejach”. – Zatem to, co dziś jest parapsychologią, wówczas uchodziło za nową, ale wciąż pełnowartościową domenę badań poważnych naukowców. Ochorowicz był z kolei orędownikiem tezy, że siłą umysłu można materializować przedmioty i zjawiska, a każdy człowiek ma swojego astralnego bliźniaka…

    Media są, duchów nie ma

    Istnieje błędne przekonanie, że Ochorowicz zajmował się badaniem duchów. Wcale nie. W zasadzie nie wierzył jako uczony w życie przyszłe.

    „Żadne badania eksperymentalne w kwestii życia po śmierci nie przyniosły jeszcze żadnego faktu naukowego, stanowczego – ani za, ani przeciw” – pisał.

    Podobnie krytycznie podchodził do wszelkich relacji o duchach, a spirytyzm uznawał za rodzaj religii. Interesował go mimo to mediumizm i wszelkie dziwaczne zjawiska, jakie manifestowały się podczas wywoływania duchów. Jego zdaniem brały się one nie z zaświatów, ale z głębin ludzkiego umysłu. Oczywiście nie każdy posiadał uzdolnienia parapsychiczne, ale raz na setki tysięcy urodzeń pojawiała się jednostka z anomaliami w budowie mózgu, u której występowały jakieś superuzdolnienia – jakbyśmy to dziś nazwali.

    A biorąc po uwagę, że dr Ochorowicz ma także spory udział w odkryciu i spopularyzowaniu Wisły i podniesieniu poziomu życia jej mieszkańców – więc czy to nie kolejny deinotaton – istota niesamowita, anioł i diabeł w jednym ciele ?

    ===

    … Pobyt Palladino w Warszawie odbił się szerokim echem nie tylko w prasie, wydano również kilka książek i broszur dotyczących tego tematu oraz, jako odrębny druk, oficjalne sprawozdanie z odbytych seansów, które Ochorowicz odpowiednio zareklamował, drukując wcześniej w „Tygodniku Ilustrowanym” długi cykl artykułów poświęconych temu medium. W czasie odbywających się seansów na łamach „Kurjera Warszawskiego” trwała ostra dyskusja: oszukuje czy nie oszukuje? Doktor Karol Herz w serii tekstów zamieszczonych w „Przeglądzie Tygodniowym” przedstawił na ten temat swój zdecydowanie jednoznaczny pogląd: wszystko, co Eusapia produkuje, jest prymitywną blagą i naciąganiem publiczności.

    Do dyskusji włączył się nawet ogólnie szanowany prof. dr Napoleon Cybulski, stwierdzając, iż „Spirytyzm po 50 latach doświadczeń nie zdołał wykazać ani jednego faktu, który by miał jakiekolwiek znaczenie naukowe.” W innych środowiskach potwierdził to znany warszawski iluzjonista Władysław Rybka, który potrafił bez trudu powtórzyć wszystkie triki Eusapii. Dyskusja osiągnęła taki poziom emocjonalny, że jeden z dyskutantów dopatrzył się w jej przebiegu intrygi semickiej skierowanej przeciwko szlachetnym dążeniom Aryjczyków do oswobodzenia się z więzów nauki oficjalnej, co zdecydowanie potępił „Izraelita”. I tak się to toczyło…

    Niestety, tak samo „to” się toczy i dzisiaj !

    Po tych nadzwyczajnych rewelacjach i tasiemcowych dyskusjach pozostały stosy zadrukowanego papieru, parę dozgonnych przyjaźni się rozpadło, wszyscy pozostali przy swych zdaniach, a Eusapia, zainkasowawszy najspokojniej w świecie honorarium, wynoszące 476 rubli srebrem, czyli równowartość dwu-i-pół-rocznej pensji przeciętnego kancelisty (cała wizyta kosztowała uczestników seansów łącznie 825 r.s.), wróciła do Neapolu, aby przez następne 16 lat robić to samo…

    ===

    OSZUSTWO ZDEMASKOWANE

    Ostatecznie szczęśliwa gwiazda Palladino zgasła w Ameryce w 1910 roku… Pasmo porażek rozpoczął seans zorganizowany pod koniec grudnia 1909 roku przez psychologa z Uniwersytetu Harvarda, prof. Munsterburga, który wszystko, co się wówczas wydarzyło, opisał w „Metropolitan Magazine” z lutego 1910 roku. W czasie tego posiedzenia najpierw pozwolono Eusapii na odegranie kilku sztuczek, a kiedy wprawiło ją to w dobry humor, za kotarę wkradł się niespostrzeżenie jeszcze jeden kontroler. Leżąc na podłodze, widział wyraźnie w półmroku, jak Eusapia z największą łatwością uwalnia stopę – wyjmując ją po prostu z buta – i jej palcami chwyta gitarę leżącą za krzesłem, a potem w taki sam sposób próbuje kołysać stolikiem. A co zaobserwowali niewtajemniczeni uczestnicy seansu ? …

    ===

    Ale wcześniej, gdy Eusapia miała aqrat 39 lat, a zauroczony nią aqrat Julian 43 … … …. ???
    http://images.nypl.org/index.php?id=1806757&t=w

    … Palladino visited Warsaw, Poland, on two occasions. Her first and longer visit was when she came at the importunities of the psychologist, Dr. Julian Ochorowicz, who hosted her from November 1893 to January 1894.

    Regarding the phenomena demonstrated at Palladino’s séances, Ochorowicz concluded against the spirit hypothesis and for a hypothesis that the phenomena were caused by a „fluidic action” and were performed at the expense of the medium’s own powers and those of the other participants in the séances.

    Ochorowicz introduced Palladino to the journalist and novelist Bolesław Prus, who attended a number of her séances, wrote about them in the press, and incorporated several Spiritualist-inspired scenes into his historical novel „Pharaoh”…

    Oto jak rodzą się mity w dziełach dobrych autorów, cytowanych potem jako źródła wiedzy.

    On 1 January 1894 Palladino called on Prus at his apartment. As described by Ochorowicz,
    „In the evening she visited Prus, whom she always adored. Though their conversation was original, because the one did not know Polish and the other Italian, when il Prusso entered she went mad with joy and they somehow managed to communicate with one another. So she saw it as her obligation to pay him a New Year’s visit.”

    Palladino subsequently visited Warsaw in the second half of May 1898, on her way from
    St. Petersburg to Vienna and Munich. At that time, Prus attended at least two of the three séances that she conducted (the two séances were held in the apartment of Ludwik Krzywicki).

    https://en.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Krzywicki

    Ludwik Krzywicki (21 August 1859 – 10 June 1941) was a Polish anthropologist, economist and sociologist. One of the early champions of sociology in Poland, he approached historical materialism from a sociological viewpoint. From 1919 to 1936 he was a professor at the University of Warsaw…

    Proszę, oto kolejny profesor pod urokiem oszustki spirytualnej bez wykształcenia podstawowego !

    A gdyby ktoś przyprowadził na seans EUsapii czułego psa lub sprytnego kota, to może jej oszukańcza kariera upadłaby dużo wcześniej, oszczędzając ludziom i wstydu i pieniędzy ?

    No i to imię wręcz prorocze – EUsapia – skrót od EUsatrapia.
    Z „ziemi włoskiej” rodem : Vaticanum, Klub Rzymski, Komisja Wenecka, Buonasera etc…

    ===

    http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/1082242,pozar-w-wisle-willa-ochorowiczowka-w-ogniu-trwa-akcja-strazakow-zdjecia,id,t.html

    http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3894343,ochorowiczowka-zmienia-sie-w-muzeum-magicznego-realizmu,id,t.html

    Jan-Victor Landowski 10 czerwca 2015 :
    „Ochorowiczówka [w Wiśle] zmienia się w Muzeum Magicznego Realizmu”

    A ślady po nazwisku „Landowski” wiodą nie tylko do EU, ale także do naszej zasłużonej klawesynistki-lesbijki Wandy oraz do Paula – autora monumentu monumentale „Christo Redentor” w Rio !

  37. Boydar said

    @ Pan Piwowar (31)

    „… Skąd wiadomo, że symptom (czy cokolwiek innego) istnieje, zanim nastąpi indykacja? …”

    Wchodzimy w doprecyzowanie łańcucha zależności; zakwestionował Pan słowo, nie myśl.

    Wraz ze zbliżaniem się frontu burzowego (czy ogólnie, ze zmianą pogody) większość z nas odczuwa różne sensacje. One nie są wirtualne. Czyli organizm musi odbierać jakieś przesłanki znacznie przed faktem. Nazwałem je symptomami. Nie wiemy dokładnie czym są, jednak ich istnienie jest bezsprzeczne i wciąż badane. Pełna indykacja nie nastąpiła i zapewne przed zmianą czasów nie nastąpi. Co nie zmienia faktu ich istnienia. Nawet twierdzenie „brak dowodu nie jest dowodem braku” nie ma już zastosowania, gdyż dowody są a brakuje jedynie ich prawidłowej interpretacji. Tak że wie Pan, Panie Piwowarze …

    Napisał Pan także – „… Pies z cała pewnością ma duszę, tylko inną. Nie wiadomo jak inną i na ile inną …”

    Myli Pan (mam nadzieję, że nie jest to zabieg celowy) pojęcie [dusza] i [świadomość]. A dylemat „na ile inną” dotyczy wyłącznie stopnia tej świadomości. Niech Pan nie zbacza z ładnego kursu na jakim dają się postrzegać Pańskie komentarze.

Sorry, the comment form is closed at this time.