Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jedzenie czy trucizna? Nieświadomość zabija.

Posted by Marucha w dniu 2016-06-01 (Środa)

Smak. To, co najbardziej cenimy sobie w jedzeniu. Smak truskawek. Pomarańczy. Zupy z kury. Albo wanilii. W świecie prawdziwego jedzenia smak truskawkowy pochodzi od truskawek. W świecie pożywienia przemysłowego, w świecie Nestle, Danone, Dr.Oetker jest już inaczej. Tam nawet smak produkuje się przemysłowo i z przyrodą ma on niewiele wspólnego.

Produkcja smaku to interes z przyszłością. Istnieje 10 koncernów, które dominują i maja władzę nad tą działalnością. To koncerny których prawie nikt nie zna. To nowy tajemniczy i bardzo zamknięty świat, nowa moc na świecie, moc smaku.

Dla naszego organizmu smak jest bardzo ważnym kryterium stanowiącym o wyborze jedzenia. Zmysł smaku działa tu niejako jako kontrola jakości. Decyduje o tym, co jemy. O naszych upodobaniach i niechęci. Reguluje zaopatrzenie w to, co najważniejsze, co daje nam życie: pożywienie. To najważniejsze kryterium decydujące.

W świecie pożywienia produkowanego na skalę przemysłową smak stał się zdegenerowanym oszustwem. A wśród koncernów produkujących smaki to ten odnosi największe sukcesy, który wynajdzie do tego oszustwa najtańsze surowce, słynne już wióry i trociny, z których produkuje się aromat truskawkowy, jednak zaliczane do tych bardziej apetycznych substancji.

W nowym świecie jedzenia panują zupełnie nowe maksymy. Od czasu, gdy tajemnicze koncerny odpowiadają za smaki, gdy nie czują się zupełnie odpowiedzialne za ludzi, którzy to jedzą, a chcą przypodobać się inwestorom, nie chodzi już o to, żeby jedzenie, na przykład taka kura, było dobre. Chodzi o to, aby było tanie. A im mniej tej taniej kury, tym jeszcze taniej.

O smak zatroszczą się już koncerny. Właściwie do tego nie potrzebują już żadnej kury, tylko czegoś zupełnie innego, czegoś, na temat czego wola milczeć. Na ludzi ma oddziaływać już tylko reklama. A ona pokazuje przepiękny widok świata przyrody i idyllę truskawek, które lądują w jogurcie.

Smak jest ofiarą procesu, techniki, postępu produkcji przemysłowej. A także dyktatury kosztowej. Na dobre, pełne smaku surowce przemysł spożywczy nie ma już pieniędzy: skasowali je już dawno inżynierowie, którzy skonstruowali te zupki i sosy; dalej urzędnicy patentowi, którzy kazali chronić pożywienie w takim stadium konstrukcji; później spedytorzy, którzy surowce rozwieźli po całym świecie.

Do tego dołączyły agencje reklamowe, wytwarzając w telewizji iluzje produktu, w której chodzi rzekomo o prawdziwe jedzenie, nieskażoną naturę, na której łonie brodaty pasterz górski w pięknej okolicy górskiej własnoręcznie wlewa śmietanowe mleko alpejskie do dzbanka, a wszystko po to aby uzyskać najlepszą czekoladę.

Przecież worek mleka w proszku w fabryce czy śmierdzące suszarnie przerabiające rybę zupełnie nie nadają się do reklamy telewizyjnej.

Na przykład dużym zakładzie Haarman w Holzminden inżynierowie wpadli na ciekawy i nowatorski pomysł wykorzystania drewna jako surowca. Otóż może on smakować nie tylko waniliowo, ale także truskawkowo. Jak to osiągnąć? Czy używa się do tego wielkich desek, czy raczej belek?

Nie, do tego używamy wiórów – zdradził to pewien sztukmistrz aromatów z Holzminden. Wióry i trociny w jogurcie truskawkowym? Oczywiście nie bezpośrednio.

„…bierzemy wióry i trociny, uściślając, są to wióry i trociny australijskie; dodaje się do nich alkohol oraz wodę i inne składniki (ale to tajemnica jakie); miesza do uzyskania konsystencji papki; trochę gotuje i wkrótce nabiera to przepięknego naturalnego aromatu truskawek; nieco zmieniając recepturę można uzyskać maliny, kakao czy czekoladę…”

Fragment książki dr Hansa_Ulricha Grimm „Jedzenie czy trucizna? Nieświadomość ZABIJA”

SMACZNEGO!

http://akademiacontramatrix.org

Komentarzy 13 to “Jedzenie czy trucizna? Nieświadomość zabija.”

  1. towarzysz0 said

    .https://vk.com/video190311096_456239132?list=5f8e411d801c34291c

    Wg Sterligowa – naukowcy są szkodnikami numer 1.

    99% ludzi puka się w czoło, gdy takie argumenty słyszy. W zasadzie też i ja.

    Ale wciąż podgryzają mnie wątpliwości.

    Postęp naukowo techniczny dąży do zmniejszenia cierpienia fizycznego oraz zwiększenia bodźcowania „centrum zadowolenia”.
    Czy tak dalej żyjąc nie podążamy w progresji geometrycznej do życia wg filmu Seksmisja?

    Ja tego nie chcę. I pewnie, większość czytelników Gajówki.

    Czy jesteśmy w stanie dobrowolnie rezygnować ze tzw zdobyczy naukowego postępu, np. czy zrobi tak chłop uprawiający pszenicę, sypać czy nie sypać – oto jest pytanie. Wybór staje się dla niego oczywisty, gdy jego sąsiad, używający opryski i nawozy, uzyskuje większe plony.

    Dlatego coraz bardziej przekonuję się w tym, że jest tylko kwestią czasu, gdy poznamy ukryte szkody nowinek technicznych (np. ultrasonografia, rezonans magnetyczny).

    Szkody smartfonów już są udokumentowane, ale nawet takie badania nie przekonują modernistów, czyli większości.
    Tu ciekawa dyskusja na ten temat
    .https://www.youtube.com/watch?v=b1Bhq9owPJE

  2. Marcin said

    Na wszelkie trucizny proponuje spożywanie pyłku pszczelego. Dlatego tak usilnie lucyferianie starają sie zniszczyć pszczołę. Może gospodarz zamieści jakiś artykuł o tym cudownym darze natury. Przydałoby sie panie gajowy może utworzyć jakos zakladke z sekcją zdrowie gdzie moznaby bylo dzielić sie doświadczeniami i wiadomościami nt. zdrowia, żywności itd. Pozdrawiam

  3. Zdravko said

    Re 3 pan Marcin

    Popieram

  4. piwowar said

    Piwowar siedział po uszy w przemysle przetwórstwa żywności przez trzydzieści lat. Prosze traktowac doniesienia z niefachowych mediów jak najsceptyczniej. Zgoda, sztuczne smrody są nieprawidłowym zjawiskiem, ale nie łykajmy takich bzdur jak mieszanka trocin australijskich. Produkcja preparatów smakowych to dość skomplikowany proces, głównie enzymatyczny, a konsument ostatnimi czasy czyta ingredient dec na nalepkach. Dlatego preparaty smakowe produkuje sie teraz na bazie naturalnych substancji. WONF na nalepce oznacza with other natural flavors.

    I nie jest tak, że mamy 10 koncernów produkujących smaki. Każdy w wannie może sobie mieszać smrody i piszący te słowa również to robił, choc w wiadrze raczej niż w wannie. Wyciągi z chmielu dla domowego piwowarstwa na celowniku, wyciągi emulsyfikowane z warzyw i hydrolizaty drożdżowe do produkcji pasztetów wegetariańskich, umami czy inne środki intensyfikujące natywny smak.

    Miejmy też na uwadze, że wszystko co ląduje w żarciu przechodzi przez wielostopniową kontrolę kilku agencji państwowych (woda butelkowana to troche inne zagadnienie).

    Nie mam tyle czasu, żeby rozwinąć temat, ale i tak nikt o zdrowych zmyslach nie zgodzi sie z jakims tam durnym piwowarem który robi piwo przeciez specjalnie po to żeby ludzi wpędzać w ankoholizm w celu ułatwienie manipulacji tłumem. No nie?

  5. Maćko said

    Kontrole kontrolami, a rosna zachorowania na cukrzyce tudziez nowotwory.
    Dla zasady ( nie jedz nic czego by Twój dziadek nie jadal za mlodu ) trzymajmy sie z daleka od przemyslowego zarcia… naturalniej jest zdrowiej.
    I nie ma niczego „cudownego” na wszelkie bolaczki. Ani z piszczoly ani z opakowania.

    Zawsze pamietajmy, ze jestemy fizjologicznie maszyna która prztwarza wsad ( to co jemy ) w skonczony produkt ( nas samych ).
    Maszyna ta jest owocem ilus tam milionów lat przystosowywania sie do dostepnego dookola pozywienia.
    Szanujmy ja tak, jak na to zasluguje.

  6. piwowar said

    Nie bardzo. Owa maszyna została zaprojektowana albo kompromis – wyewoluowała pod kontrolą tak, aby przetwarzać np. 8 tys do 10 tys kilokalorii dziennie. Ale w warunkach (tfu!) cywilizacji nie możemy oczekiwać od przeciętnego zjadacza hamburgerów, żeby biegał 30 km w polowaniu na dinosaurusa albo mamuta czy innego masturbanta. Faktycznie, cywilizacja na siłę ogranicza nasze potrzeby ruchowe i nie trzeba żadnych trucizn żeby nas wszystkoch wykończyc w ciągu kilku pokoleń ( a z truciznami w ciągu półtora pokolenia – codeks alimentaire powiada, że nic co wkładamy do gębynie może być niepoddane procesom przeróbki).

    Możemy tylko starać się kupować jak najmniej przetworzone produkty.

  7. Maćko said

    Piwowarze – kto moze wiecej te moze mniej. Mozemy przerabiac 10000 kcal ale niekoniecznie dlugo, bez uszczerbku i owocnie.

    Mozemy kupowac nieprzerobiona zywnosc o ile chcemy. I nie musimy mieszkac w mrowiskach jesli nam sie nie podoba, I nie musimy jadac fabrycznych hamburgerów, kazdy moze sam sobie ugniesc takowego z mielonego tartara dodajac np. czosnku…

    Najsamwprzód… trzeba chciec zaczac chciec 😉
    zdrówka

  8. Marcin said

    https://m.youtube.com/watch?v=YPKWOCudnUs jesli kogoś interesuje pyłek pszczeli

  9. piwowar said

    Najsamwprzód… trzeba chciec zaczac chciec😉
    zdrówka

    Ech, panie Maćko.

    Nic nie możemy. A reszty nam nie wolno. Juz tu i ówdzie nie można mieszkać inaczej niż w mrowiskach, czyli jaskiniach nad rzeką bez wody, jak to powiadali indianie Niewidzialni z filmu Szmaradgowy Las. A 10000 kcal nie mamy okazji przerabiać bo nie ma juz mamutów i mast…. no, tych wie Pan. Goniąc na ten przykład króliczka zużywamy o wiele mniej owej energii. Zresztą człowiek współczesny to mocno zdegenerowana odmiana człowieka natury powykręcana przez choroby cywilizacyjne.

    Wściekły kajakarz, Janusz Koszucki, sławna ongiś postać (1972) ładował w siebie kalorie pod każda postacią i jak najczęsciej. Ale trzeba było go widzieć w akcji. To był niezmordowany dizel caterpillar.

  10. Peryskop said

    Piwowar masz krechę za promo chemo syfu.
    I za granie ursusem, aż ci awatar odpadł.

    A tak niby sprytnie tu kombinowałeś…

    Peryskopie… niby często całkiem niegłupio piszesz… a potem coś takiego z Peryskopa wyjdzie…
    Gdzie Piwowar promował chemię???
    Admin

  11. Peryskop said

    Re 10 Admin : Gdzie Piwowar promował chemię???

    Promował zbijając argumenty podane we wstępniaku.

    #4 … wszystko co ląduje w żarciu przechodzi przez wielostopniową kontrolę kilku agencji państwowych…

    Tak było, a już nie jest.

    …woda butelkowana to troche inne zagadnienie…

    Dlaczego inne ?
    Zwłaszcza butelkowana „kranówa”, którą testowano w supermarketach Anglików, czy już całkiem zdurnieli. Oczywiście ktoś może podać lokalny argument, że w UK jest wciąż sporo ołowianych rur wodociągowych, więc kranówa z butelki może jednak być zdrowsza.

    …Piwowar siedział po uszy w przemysle przetwórstwa żywności przez trzydzieści lat…

    I ta auto-rekomendacja ma gojówkowiczów przekonać, że jego opinie zasługują na zaufanie ?

    …Prosze traktowac doniesienia z niefachowych mediów jak najsceptyczniej. Zgoda, sztuczne smrody są nieprawidłowym zjawiskiem, ale nie łykajmy takich bzdur jak mieszanka trocin australijskich…

    No to sceptycyzm won, czy zgoda na „sztuczne smrody [które] są nieprawidłowym zjawiskiem” ?

    Jakie to „fachowe media” są dziś bardziej wiarygodne od „niefachowych mediów” ?

    …Produkcja preparatów smakowych to dość skomplikowany proces, głównie enzymatyczny, a konsument ostatnimi czasy czyta ingredient dec na nalepkach. Dlatego preparaty smakowe produkuje sie teraz na bazie naturalnych substancji. WONF na nalepce oznacza with other natural flavors….

    Niech Piwowar vel Ursus vel etc weźmie lupę, poczyta sobie w sklepie te deklaracje drobną czcionką i pozgaduje ile dany preparat smakowy zawiera procent „bazy naturalnych substancji”, bowiem tego już zazwyczaj nie podają.

    Więc dlaczego nie 1% ? Albo 0,01% – przecież to też będzie „other natural flavors”.

    Piwowar po 30 latach w industry wie, że cały ten chemo-szajs igfarben hoechst agfa basf bayer degussa und so weiter produkuje się teraz „na bazie naturalnych substancji”. Bo czyż np cynk, azot, ołów, kadm, rtęć, chlor, brom, azot itp oraz ich związki – to nie są „naturalne substancje” występujące w przyrodzie ? Są, zatem stanowią „bazę”.

    I nie jest tak, że mamy 10 koncernów produkujących smaki…

    Tych głównych, o globalnym zasięgu, jest ok. 10 i tak to ujął autor cytowany we wstępniaku.

    …Każdy w wannie może sobie mieszać smrody i piszący te słowa również to robił, choc w wiadrze raczej niż w wannie.

    Czyli Piwowar to smrodorób profesjonalny i dlatego broni interesów branschen-kumpli.

    …Wyciągi z chmielu dla domowego piwowarstwa na celowniku, wyciągi emulsyfikowane z warzyw i hydrolizaty drożdżowe do produkcji pasztetów wegetariańskich…

    Szkoda, że Piwowar nie podał, jakich chemikaliów trzeba dosypywać do wiadra i wanny, aby z „naturalnej bazy” dostać to co poczeba – zwłaszcza aby toto miało wystarczająco długi shelf-life.

    …umami czy inne środki intensyfikujące natywny smak …

    Żargonem w „natywny smak” … brak jeszcze „delikatnej nuty” i podobnych farmazonów.

    Umami przemysłowe to jest glutaminian sodu (MSG) czyli sól sodowa kwasu glutaminowego, oznaczana E621 i używana jako substancja wzmacniająca smak i zapach wielu produktów spożywczych, przede wszystkim : gotowych mieszanek przyprawowych, kostek rosołowych, zup i sosów – także tych w proszku, wędlin, konserw, pasztetów, żywności przetworzonej – w tym garmażeria, żywności typu fastfood, przekąsek typu chipsy itd.

    Glutaminian sodu pobudza smak, przez co prowadzi do otyłości, cukrzycy itd – vide : Amerykanie.

    Aplikowany w większych ilościach jest trucizną dla fizjologii – zwłaszcza układu nerwowego.

    W naturze umami występuje m.in. w mleku kobiecym oraz w owocach – i nie szkodzi.

    Więc albo idiota albo komprador.

  12. piwowar said

    Więc albo idiota albo komprador.

    Najsampierw panie Peryskop, niech pan sie nauczy troszke kultury, bo emocjonalnie Piwowar rozmawiac nie będzie. Nie ma czasu na przepychanki. Zauważ pan, iz Piwowar nigdy pana nie nazwał rurą. na ten przykład, jak wielu, zwłaszcza zagiętą. Weź pan sie ciut nad tym drobnym szczegółem zastanów. A Piwowar po prostu nie da sie sprowokować, bo jest zwyczajnie na to za stary.

    Nic do wiadra nie trzeba dosypywać. Prowadzi sie kontrolowana reakcje enzymatyczna.

    Nie chce mi sie zabierać głosu w nawiazaniu do pańskich zarzutów, bo zachowuje sie pan jak ten kot, co sie kiedyś rzucił na moje trzyletnie wówczas dziecko, jako że go dzieciarnia ciągała za ogon, Kwas glutaminowy psychiatrzy przepisuja na zintensyfikowanie procesów myślowych. Broń Boże żadna to aluzja. Jeśli Gopspodarz da jednak sygnał, iż mógłby być zainteresowany w szczegółach dodatków do żywności, niech da znać, to rzucimy nieco więcej światła.

    P.S. Amerykanie sa otyli z uwagi na hormony w żarciu oraz wszechobecny HFCS, a nie przez glutaminian. Telewizyjne reklamy bardziej pobudzaja apetyt niż MSG. Chińczycy używają dużo MSG i nie są otyli. W Polsce hormony i antybiotyki sa nielegalne w produktach żywnosciowych.

  13. piwowar said

    Acha, ponadto, Piwowar będzie używac takich podpisów, jakie uważać będzie za stosowne, a nie takich jakie się podobaja innym. To nie należy do tematu, zatem przepraszam Gremium za dygresję.

Sorry, the comment form is closed at this time.