Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ręka w rękę z Hitlerem

Posted by Marucha w dniu 2016-06-02 (Czwartek)

Polska aneksja Zaolzia została uznana przez opinię międzynarodową za bezprawną agresję

Jesienią 1918 r. między odradzającymi się państwami polskim i czeskim doszło do sporu o Śląsk Cieszyński, położony między płynącą przez Ostrawę Ostrawicą a Białą, nad którą leży Bielsko-Biała. Strona czeska podnosiła argument historyczny – przynależność Księstwa Cieszyńskiego do ziem Korony Czeskiej (od XIV w.).

Równie ważny dla Czechów był jednak argument gospodarczo-strategiczny, ponieważ w regionie znajdowały się złoża węgla kamiennego, zlokalizowano tu wiele fabryk, hut i kopalń, tędy przebiegało też najważniejsze połączenie kolejowe ze Słowacją – kolej bogumińsko-koszycka.

Strona polska z kolei powoływała się na argument etniczny, ponieważ największa grupa mieszkańców Śląska Cieszyńskiego posługiwała się językiem polskim lub opartą na nim gwarą cieszyńską. Taka motywacja nie przeszkadzała bynajmniej naszym władzom toczyć w tym samym okresie wojny z Zachodnioukraińską Republiką Ludową w imię argumentu historycznego stawianego ponad etnicznym.

5 listopada 1918 r. lokalne władze: polska Rada Narodowa dla Księstwa Cieszyńskiego (RNKC) i czeski Zemský národní výbor pro Slezsko, chcąc powstrzymać narastający konflikt, zawarły tymczasową umowę: „Ugoda niniejsza ma charakter przejściowy i w niczem nie przesądza ostatecznego rozgraniczenia terytorialnego, które pozostawia się w całości rozstrzygnięciu przez czynniki powołane, tj. przez Rząd polski w Warszawie i Rząd czeski w Pradze”.

28 listopada 1918 r. Warszawa ogłosiła przeprowadzenie 26 stycznia 1919 r. wyborów, również na terenach znajdujących się pod władzą RNKC. Czesi uznali to za złamanie umowy z 5 listopada 1918 r., a kiedy ich oficjalne protesty zostały przez polskie władze zlekceważone, 23 stycznia 1919 r. zaatakowali przeważającymi siłami. W czasie krótkiej, siedmiodniowej wojny Czesi dopuścili się przestępstw wojennych, np. w Stonawie, gdzie dobijano rannych i jeńców polskich.

Państwa ententy doprowadziły do zawarcia rozejmu. Jednak próby międzynarodowej mediacji, różne warianty podziału Śląska Cieszyńskiego zostały odrzucone. Przygotowano więc plebiscyt, lecz w trakcie poprzedzającej go kampanii obie strony sięgnęły po najbrutalniejsze metody (np. zamachy bombowe), doprowadzając niemal do wojny domowej, co uniemożliwiło przeprowadzenie głosowania.

Wreszcie 10 lipca 1920 r. na konferencji w Spa oddały sprawę przynależności spornego terenu pod arbitraż mocarstw. Po wysłuchaniu stanowisk obu krajów, 28 lipca 1920 r. konferencja ambasadorów w Paryżu podzieliła Śląsk Cieszyński. Polska i Czechosłowacja zaakceptowały ten podział i mimo protestów społeczeństwa polskiego 10 sierpnia 1920 r. (bolszewicy podchodzili właśnie pod Warszawę) wprowadziły go w życie.

Trudne sąsiedztwo

W latach 1920-1938 na Zaolziu (tzn. utraconym Śląsku Cieszyńskim za rzeką Olzą) mimo formalnego poszanowania praw mniejszości narodowej władze czeskie prowadziły działania zmierzające do czechizacji Polaków. Wymuszano przepisywanie dzieci do szkół czeskich, polskich działaczy zwalniano z pracy, fałszowano spisy ludności itp.

W rezultacie do 1938 r. Zaolzie opuściło dobrowolnie, a częściej pod przymusem, ok. 10 tys. Polaków. Jednak mimo krzywd i niesprawiedliwości mniejszość polska w Czechosłowacji miała nieporównywalnie lepsze warunki niż Polacy mieszkający w innych krajach. Na Zaolziu z sukcesami rozwijał się polski ruch spółdzielczy i gospodarczy. Kwitła polska kultura i oświata, m.in. ponad 80 szkół polskich, w znacznej części finansowanych lub współfinansowanych z budżetu czechosłowackiego, i dziesiątki stowarzyszeń, fundacji, chórów, bibliotek, klubów sportowych itp. Stale ukazywało się kilkanaście polskich gazet. Działały także partie polityczne (od lewicy do prawicy), a w parlamencie w Pradze zasiadali polscy posłowie, Polacy wybierali też swoich burmistrzów, radnych czy wójtów.

Nie można również zapomnieć o czechosłowackiej pomocy w ratowaniu resztek polskiej demokracji, czyli udzielaniu azylu politycznego m.in. Wincentemu Witosowi i Wojciechowi Korfantemu, którzy ratując wolność i życie, uciekli przed Berezą Kartuską.

Trudne relacje międzypaństwowe stopniowo się normalizowały i w latach 1925-1933 były poprawne. Jednak po podpisaniu polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy z 26 stycznia 1934 r. w polskiej polityce nastąpił wyraźny zwrot antyczeski. Autorytarne rządy sanacyjne coraz bardziej potrzebowały słabych wrogów i „wielkich” zwycięstw nad nimi.

Cios w plecy

W styczniu i lutym 1938 r. w czasie polsko-niemieckich rozmów na najwyższym szczeblu Niemcy poinformowali, że dążą do konfrontacji z Czechosłowacją. Choć nie ustalono szczegółów ewentualnej współpracy, można zaryzykować stwierdzenie, że między Polską a Niemcami doszło do zawarcia nieformalnego antyczeskiego porozumienia [2].

Coraz ściślejsze kontakty z hitlerowskimi dygnitarzami znalazły swój finał w okresie tzw. kryzysu sudeckiego, wywołanego żądaniami Niemców, by Czechosłowacja oddała tereny zamieszkiwane przez trzymilionową niemiecką mniejszość narodową.

We wrześniu 1938 r. zapadły już konkretne polsko-niemieckie ustalenia dotyczące polskich roszczeń na Zaolziu. 20 września 1938 r. w oficjalnej rezydencji Hitlera, w Berghofie na stokach Ober­salzbergu, odbyło się spotkanie, podczas którego polski ambasador Józef Lipski poinformował Hitlera, że Polska czterokrotnie odrzuciła prośby państw zachodnich (w tym Francji) o pomoc w rozładowaniu narastającego kryzysu międzynarodowego.

Hitler odwdzięczył się zapewnieniem, że na wypadek konfliktu polsko-czeskiego Niemcy staną po stronie Polski.

Dzień później rozpoczęto formowanie Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Śląsk” gen. Władysława Bortnowskiego, liczącej 36 tys. żołnierzy, która miała zająć lub zdobyć Śląsk Cieszyński za Olzą. Tego samego dnia Polska wypowiedziała Czechosłowacji umowę o ochronie mniejszości narodowych. Także 21 września tajny Komitet siedmiu (K7) wydał rozkaz rozpoczęcia działań terrorystyczno-dywersyjnych na Zaolziu.

Jednocześnie w Polsce rozpętano wielką antyczeską kampanię pełną szowinistycznych haseł, m.in. wzywających do walki z „czeskim imperializmem” i „Czechokomuną”. 26 września 1938 r. niemiecki ambasador w Warszawie Hans Adolf von Moltke depeszował do Berlina: „Nieprawdą jest też, iż p. Beck odrzucił myśl współdziałania (…), przeciwnie, podczas rozmowy całkiem nie pytany dał mi bardzo poufną informację o koncentracji polskich oddziałów”.

28 września polscy dyplomaci i urzędnicy hitlerowskiego MSZ (Auswärtiges Amt) z Ernstem von Weizsäckerem na czele wspólnie ustalili plan „rozgraniczenia interesów polskich i niemieckich” na Zaolziu, m.in. przebieg nowej granicy w rejonie Bogumina.

Zanim rozpoczęła się konferencja monachijska (29-30 września 1938 r.), minister Beck zdążył jeszcze zerwać połączenia kolejowe, lotnicze i telefoniczne z Czechosłowacją oraz odrzucić kompromisową propozycję Czechów popartą przez Francję i Anglię. Podczas samej konferencji dzięki Hitlerowi powstał załącznik, który dotyczył polskich i węgierskich roszczeń wobec Czechosłowacji.

30 września minister Beck zwrócił się nawet do hitlerowskich Niemiec z pytaniem, czy w razie wybuchu wojny polsko-czeskiej III Rzesza zajmie życzliwe wobec Polski stanowisko, na co minister Ribbentrop odpowiedział pozytywnie. Tego samego dnia około godz. 23.45 w Pradze złożono polskie ultimatum z żądaniem niezwłocznego przekazania Zaolzia. Termin odpowiedzi określono na 12 godzin, a jej brak lub odmowa groziły interwencją zbrojną.

Osamotniona i „sprzedana” w Monachium Czechosłowacja ugięła się pod tym „ciosem w plecy” i przyjęła ultimatum. Wkraczające na Zaolzie między 2 a 11 października wojska polskie witała ze wzruszeniem i z autentyczną radością ludność polska, nieprzeczuwająca, jak błędy Becka odetną ją na zawsze od kraju. 10 października 1938 r. w Boguminie doszło do oficjalnego spotkania oficerów polskich i niemieckich, którzy w atmosferze wzajemnych uprzejmości i komplementów kończyli I rozbiór Czechosłowacji.

Europa Zachodnia (nawet kraje Polsce przychylne) niezwykle ostro krytykowała działania naszego rządu. Nigdy w 20-leciu międzywojennym II Rzeczpospolita nie miała tak złej opinii – była nazywana m.in. szakalem, sępem na smyczy Hitlera…

Czystka etniczna

Na anektowanym Zaolziu „sanacyjni demokraci” przeprowadzili bezwzględną antyczeską czystkę. Oficjalnie chciano tylko wygnać czeskich szowinistów (większość i tak uciekła tuż przed aneksją) oraz czeską ludność, która osiedliła się po roku 1920. Jednak od początku aneksji rozpoczęto planową, brutalną akcję oczyszczania Zaolzia z ludności czeskiej, nawet jeśli mieszkała tu od kilku pokoleń i wobec polskich sąsiadów zachowywała się przyzwoicie.

Nastąpiły masowe zwolnienia z pracy według kryterium etnicznego i już w połowie listopada 1938 r. (po zaledwie sześciu tygodniach) zwolniono ok. 8 tys. czeskich robotników, a całkowitą „polonizację przemysłu” planowano sfinalizować do końca 1939 r. Większość zwolnionych, pozbawiona środków do życia, nawet bez urzędowego wygnania musiała „dobrowolnie” emigrować wraz z rodzinami. Zmuszono do emigracji całą czeską inteligencję techniczną, lekarzy, nauczycieli itp.

Jednocześnie Czechom, którzy jeszcze pozostali, odebrano wszelkie podstawy identyfikacji narodowej i kulturowej, w każdej sferze życia. Już w październiku 1938 r. zamknięto wszystkie czeskie szkoły i biblioteki, rozwiązano czeskie organizacje społeczne, kulturalne, sportowe itp., a ich majątek przejęło państwo polskie. Przymusowo spolszczano czeskie nazwiska, a bez zadeklarowania polskiej narodowości odmawiano przedłużenia lub wydania koncesji na działalność gospodarczą. Za pozdrowienie w języku czeskim w miejscach publicznych karano mandatem w wysokości 4 zł, Czesi zaczęli więc witać się słowami: čtyři zlaté.

Zakazano odprawiania w języku czeskim mszy w kościołach, niekiedy zmuszano nawet do przejścia na katolicyzm. Dochodziło do niszczenia grobów z czeskimi napisami czy profanacji czeskich świątyń.

Jakiekolwiek próby protestów były tłumione z wyjątkową brutalnością przez wojsko i policję. W Pietwałdzie pokojowa manifestacja Czechów została rozpędzona przez konną policję polską, która wjechała w tłum i bezlitośnie pałowała ludzi. Dodatkowo żołnierze straży granicznej spuścili ze smyczy kilka wilczurów, które pogryzły wielu manifestantów. Jedną z kobiet policjant ciągnął za włosy po ziemi, zostawił ją nieprzytomną na drodze.

Od pierwszych dni aneksji dochodziło także do napadów na czeskie domy i mieszkania. Czechów zgłaszających takie przestępstwa polska policja informowała, że nie mogą liczyć na ochronę, i sugerowała im natychmiastową emigrację. Stałą praktyką były pobicia przez zawsze bezkarnych „nieznanych” sprawców i pałowanie na posterunkach policji pod byle pretekstem.

Tymi i podobnymi metodami zastraszano Czechów, chcąc wytworzyć wśród nich psychozę, która zmusi ich do masowej „dobrowolnej” emigracji. Prowadzono też cały czas legalne akcje wydalania Czechów, wydając „Przepustki Graniczne Ewakuacyjne – bez prawa powrotu do Rzeczypospolitej Polskiej”. Bardzo często na wyprowadzkę z domu dawano zaledwie od sześciu do 12 godzin.

W Ostrawie mimo zaadaptowania na przytułki publicznych i prywatnych budynków i lokali stale brakowało miejsc dla wygnańców z Zaolzia. Chociaż część odesłano w głąb kraju, wielu długo koczowało w 60 wagonach kolejowych stojących na stacji Moravská Ostrava-Přívoz.

Jedną z licznych masowych akcji wysiedleń rodzin czeskich przeprowadzono wyjątkowo perfidnie dokładnie w Wigilię 1938 r. Obraz kolumny wygnańców wkraczającej w wigilijny wieczór na ostrawski rynek na długo pozostał w pamięci świadków. W wyniku takiego traktowania z Zaolzia do 31 sierpnia 1939 r. wyemigrowało ponad 30 tys. Czechów, z czego ok. 20 tys. pod przymusem.

Pochodzący z Zaolzia polski historyk dr Grzegorz Gąsior ocenił te działania jednoznacznie: „Ciemną stroną polskich rządów na Zaolziu były bezwzględne represje wobec ludności czeskiej, stanowiące akt krótkowzrocznego odwetu, któremu towarzyszyło poczucie bezkarności i lekceważące przekonanie, że upokorzony i pogardzany przeciwnik nigdy nie podniesie się z upadku”.

Ultimatum dla Spisza i Orawy

Współpraca polsko-niemiecka i czystka na Zaolziu to nie jedyne działania mające na celu rozbicie południowego sąsiada. Już bowiem 7 października 1938 r., kiedy wojsko zajmowało Zaolzie, z inicjatywy ministra Becka rozpoczęto bezpośrednie przygotowania do kolejnego ataku na Czechosłowację – akcji terrorystycznej „Łom”.

Od 22 października liczące ponad 600 ludzi, nieumundurowane oddziały terrorystyczne (składające się również z oddelegowanych oficerów i żołnierzy wojska polskiego) zbrojnie atakowały terytorium czechosłowackiej Rusi Podkarpackiej. Tylko w listopadzie 1938 r. przeprowadzono 30 ataków m.in. na mosty, szkoły, bibliotekę itp. Zamordowano, najczęściej skrytobójczo, kilkunastu czeskich pograniczników oraz kilka osób cywilnych. 19 czeskich celników porwano, uwięziono w Polsce i oskarżono o wtargnięcie na terytorium RP w celu przeprowadzenia zamachów terrorystycznych.

Kiedy na Rusi Podkarpackiej trwała akcja „Łom”, a z Zaolzia tysiącami wyganiano Czechów, rząd polski nowym ultimatum z 1 listopada 1938 r. pod groźbą użycia siły wymusił kolejne ustępstwa terytorialne, tym razem na Orawie i Spiszu. Mimo gwałtownych protestów tamtejszej ludności słowackiej wytyczono nową granicę. Gdy jednak 25 listopada pod Čadcą i dwa dni później na Zdziarskiej Przełęczy na Spiszu wojsko polskie obsadzało nową granicę, doszło do starć z oddziałami armii czechosłowackiej, po obu stronach byli ranni i zabici. Takie działania zniszczyły propolskie sympatie wśród Słowaków, którzy 1 września 1939 r. pod hasłem odwetu wzięli udział w ataku na Polskę.

Prof. Stanisław Żerko tak podsumował politykę Becka z 1938 r.: „Z kryzysu sudeckiego Polska wyszła z opinią państwa będącego de facto sprzymierzeńcem Rzeszy i naśladującego jej metody. Stosunki z Francją były zrujnowane, a na granicy ze Związkiem Radzieckim doszło niemalże do zbrojnej konfrontacji, przy czym Moskwa w nocie dyplomatycznej otwarcie zagroziła Warszawie wypowiedzeniem paktu o nieagresji z 1932 r.”.

Zaolzie znowu czeskie

Polska aneksja Zaolzia jako część tzw. kryzysu monachijskiego została uznana przez opinię międzynarodową za bezprawną agresję. Po zakończeniu II wojny światowej nowe, ludowe władze Polski upominały się o Zaolzie, były nawet na tyle zdeterminowane, żeby użyć wojska. Szybko jednak zostały utemperowane przez radzieckich towarzyszy. Nie tylko zresztą Stalin, lecz także pozostałe zwycięskie mocarstwa uznały prawo Czechosłowacji do powrotu w granice przedmonachijskie, sprzed października 1938 r.

Daniel Korbel
Autor jest absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego. Zajmuje się tematyką doktryny społeczno-politycznej ruchu husyckiego w XV w. oraz polsko-czeskich sporów o Śląsk Cieszyński w XX w.

  1. Dokument archiwalny ze zbiorów Książnicy Cieszyńskiej: http://zaolzie.kc-cieszyn.pl/index.php/content,634/
  2. J. Tomaszewski, Polska wobec Czechosłowacji w 1938 r., „Slezsky Sbornik”, 94-1996-1, s. 9
  3. K7 – powołany w 1935 r., złożony z wysokich urzędników MSZ i oficerów Oddziału II Sztabu Głównego, [w:] A. Skibniewski, Zakarpackie podchody w przededniu katastrofy, „Przemyski Przegląd Kulturalny”, nr 2 (9), 2008, s. 10
  4. J. Tomaszewski, Polska wobec…, op. cit., s. 10
  5. M.P. Deszczyński, Ostatni egzamin. Wojsko Polskie wobec kryzysu Czechosłowackiego 1938-1939, Neriton 2003, s. 267
  6. S. Żerko, Polska, Niemcy i geneza II Wojny Światowej, „Przegląd Zachodni”, nr 2, 2009, s. 22
  7. Memoriał naczelnika Wydziału Polaków Zagranicą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (E.II) Władysława Józefa Zalewskiego o sytuacji na Zaolziu z 4.10.1938 r. [w:] J. Tomaszewski, Projekty polityki polskiej wobec Czechów na Zaolziu po 1 października 1938 r., „Slezsky Sbornik”, 100-2002-4
  8. J. Tomaszewski, Położenie klasy robotniczej Śląska Zaolziańskiego październik 1938-wrzesień 1939, „Kwartalnik Historyczny”, z. 2, 1969, s. 343
  9. M. Juřica, Ze vspominek generala Aloise Vicherka na okupaćni leta 1938-1939, „Vlastivědné Listy”, 1/2001
  10. M. Borák, Neznáme dokumenty k ćinnosti tzv. Odboj na uzemi ceskeho Slezska w letech 1938-1945, „Slezsky Sbornik”, 95 (54)/1998, s. 307
  11. J. Benda, praca doktorska „Do vlasti z vlasti emigrujía zpátky zase…”. Migrace z okupovaného phranićive druhé republice, Univerzita Karlova v Praze 2011, s. 97-98
  12. L. Nenicka, Druhá republika na Ostravsku 1938-1939, Ustav historickych ved FPF Slezke Univerzity v Opave, 2010, s. 211
  13. m.in.: S. Zahradnik, M. Ryczkowski, Korzenie Zaolzia, s. 89: „Szacuje się, że blisko 10 tys. rodzin dobrowolnie lub pod przymusem opuściło Zaolzie i wyjechało do Czechosłowacji”. F. Emmert, Ceśi ve Wehrmachtu: „Na przełomie lat 1938-1939 musiało pod przymusem wyemigrować z zajętego przez Polskę Zaolzia od 20 do 30 tys. Czechów”. Ostrawskie urzędy i policja na dzień 1 czerwca 1939 r. zarejestrowały ponad 24 tys. uchodźców (tysiące innych nie dopełniło formalności rejestracyjnych). Skalę tego exodusu potwierdzają także polskie dokumenty źródłowe, np. Sprawozdanie wojewody śląskiego dr. Michała Grażyńskiego z prac związanych z objęciem Ziem Odzyskanych Śląska Cieszyńskiego z 7 stycznia 1939 r., według którego już 30 listopada 1938 r. na Zaolziu nauki ponownie nie podjęło 7 tys. uczniów, zdecydowana większość wraz z rodzicami wyemigrowała lub została wygnana
  14. G. Gąsior, Zaolzie. Polsko-czeski spór o Śląsk Cieszyński 1918-2008, Ośrodek KARTA, Warszawa 2008, s. 151
  15. S. Żerko, Polska, Niemcy…, op. cit., s. 21

http://www.tygodnikprzeglad.pl/

Komentarze 23 to “Ręka w rękę z Hitlerem”

  1. Milan said

    Zaolzie jest polskie! To jego zajęcie przez Czech(uj)ów w 1920 r. było ciosem w plecy Polski walczącej z bolszewizmem. Kolej bogumińsko-koszycka i tak nie posiadała wielkiego znaczenia dla Protektoratu, prędzej dla Niemiec od 1941 r., jako linia komunikacyjna do wysyłania sprzętu i żołnierzy na front wschodni. A poza tym zdanie:
    „Nie tylko zresztą Stalin, lecz także pozostałe zwycięskie mocarstwa uznały prawo Czechosłowacji do powrotu w granice przedmonachijskie, sprzed października 1938 r.”
    jest bzdurą. A co z Rusią Podkarpacką?

  2. outsiderR said

    „Daniel Korbel
    (…) Zajmuje się tematyką doktryny społeczno-politycznej ruchu husyckiego w XV w. ”

    Powyższe zainteresowania ruchem husyckim świadczą, że Autor ma czeskie korzenie.
    Mówiąc oględnie.

    Z przedstawionej bibliografii wyraźnie widać, że Pana Korbela interesuje przede wszystkim czeski punkt widzenia. Zobaczmy na autorów:

    M. Juřica, Ze vspominek generala Aloise Vicherka na okupaćni leta 1938-1939, „Vlastivědné Listy”, 1/2001
    M. Borák, Neznáme dokumenty k ćinnosti tzv. Odboj na uzemi ceskeho Slezska w letech 1938-1945, „Slezsky Sbornik”, 95 (54)/1998, s. 307
    J. Benda, praca doktorska „Do vlasti z vlasti emigrujía zpátky zase…”. Migrace z okupovaného phranićive druhé republice, Univerzita Karlova v Praze 2011, s. 97-98
    L. Nenicka, Druhá republika na Ostravsku 1938-1939, Ustav historickych ved FPF Slezke Univerzity v Opave, 2010, s. 211
    m.in.: S. Zahradnik, M. Ryczkowski,

    Tyle, bo by się poważnie odnieść do artykułu, należałoby napisać komentarz o podobnej długości.

    PS A jeśli „Zaolzie” chodzi – nie było by problemu, gdyby w 1918 na terenie dawnego Księstwa Cieszyńskiego przeprowadzono referendum. „Zaolzie” zostało przyłączone do Czech bez takich, „demokratycznych” wymysłów.

  3. akej said

    Ponoc niejaka pani Madelein Albright jest z domu Korbelova (korbel to po czesku kufel). Kufel – autor tego art. z pewnoscia popadl w przesade gdy to pisal. Wiadomo, ze Czesi nas zaatakowali bez powodu w styczniu 1919 r. Powod podany przez Korbela jest chybiony. Pozniej, za wszelka cene, Praga nie chciala dopuscic do plebiscytu na Zaolziu, bo wiedziala, ze go przegra. Klamstwani oraz swinska dyplomacja, przy pomocy bardzo niechetnych nam mocarstw zachodnich, pepiki wydarly nam polskie Zaolzie. Taka jest prawda. Wszystkim nas obszczekujacym o zajecie Zaolzia w 1939 r. odpowiem, ze Czesi napadli na nas w 1919 r. gdy na smierc i zycie zmagalismy sie z bolszewikami. Dlatego nie widze niz zlego gdy Polska w 1938 r. przyszla po Zaolzie, ktore nalezalo sie nam jak psu buda. Wszystkim zas nowiacym, ze Polska powinna zostawic Zaolzie Hitlerowi powiem otwarcie, ze sa skonczonymi durniami. Autor wybiela pepikow ktorzy w okresie Miedzywojnia masowo czechizowali Zaolzie, a od 1945 r. do dzis robia dokladnie to samo.

  4. anonim said

    Czeuje działały jak uje to prawda…ale wszyscy wyżej komentujący zapomnieli chyba zauważyć że w tamtym czasie Polska napadu ze strony Niemiec się nie spodziewała.
    Gdyby się spodziewała i chciała na serio przeciwdziałać to zbrojeniówka i armia czeujecka stała przed nami otworem…ale wtedy nie potrzebowalibyśmy gwarancji angoli.

  5. Milan said

    Ad 4. Racja.

    Ad 3. Dodajmy, że Josef Korbel (ojciec Albrightowej) był członkiem loży „Baruch Spinoza”, a Pavel Korbel został w 1945 r. sekretarzem odnowionej loży w Pradze. O żydowskich korzeniach chyba nie muszę tu wspominać.

  6. Ad.4

    Zdaje się, że Polska miała możliwość budowy wielkiej fabryki Skody i produkcji kilkuset samolotów wojskowych na długo przez II wojną światową, co postulował gen. Tadeusz Rozwadowski, a czego nie życzył sobie Marszałek Piłsudski.

  7. Marta1973 said

    „Polska aneksja Zaolzia została uznana przez opinię międzynarodową za bezprawną agresję”

    Ciekawe jaka to była „opinia miedzynarodowa”? Czy ta sama, która uznała sowiecki najazd 17 września 1939 roku za „marsz dla wyzwolenia braci zamieszkujących Zachodnią Ukrainę i Białoruś”? Dodajmy, że agresja ta była przeprowadzona „ręka w rękę z Hitlerem”.
    Autor podobnej pracy dotyczącej inwazji z 17 września zostałby prawdopodobnie zlinczowany medialnie w Rosji.

  8. akej said

    @ 4
    Zapomnialem jeszcze dodac, ze wbrew temu co autor gledzi. Zaolzie pozostawalo terenem spornym az do 1948 r. Prosze sobie zobaczyc owczesne mapy Polski pokazujace Zaolzie jako teren sporny. Dopieo wtedy, pod nardzo silna presja Stalina Gomulka sie poddal.

  9. Boydar said

    Jak wielokrotnie podkreślałem, nie jestem żadnym historykiem; nawet nie amatorem. Niech mi ktoś naświetli, jakie straty poniosła Polska w wyniku inwazji 17 września, powiedzmy przez następny rok. Ilu straciliśmy żołnierzy, ilu cywilów, ile zbombardowano miast wsi, fabryk etc. Taki ogólny remanent w dwóch zdaniach.

  10. Marta1973 said

    Po pierwsze – proszę sobie spojrzeć na mapę z roku 1939 i mapę obecną. Po drugie – proszę nie zapominać, że to od roku 1944 Naród Polski musi dzielić swoje terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, której nie zainstalował tutaj bynajmniej Adolf Hitler.

  11. Boydar said

    Jeśli (10) Pani Marty 1973 było do mnie, to zwracam uwagę że pouczenie jest kompletnie bez sensu. Zapytałem wyraźnie – od 17.09.1939 do 17.09.1940, a nawet jeszcze pół roku dłużej. W tak zwanym międzyczasie (do 1944) zmieniło się wiele i wielokrotnie.

    Pytam raz jeszcze; co zniszczyła Armia Czerwona na zajętym terenie RP i jakie ponieśliśmy z tytułu zajęcia straty w ludziach.
    Nie ukrywam, że te liczby posłużą mi do porównania z analogicznymi obszarami strat poniesionych w wyniku ataku III Rzeszy.

  12. Isia said

    … zgadzam się z moimi przedmówcami w tej kwestii, że autor bardziej wyeksponował czeski punkt widzenia … a o mordach Czechów na Polakach ( m.in. na jeńcach !!! ) napisał krótko i ogólnikowo …
    … temat warto pogłębić … tu ukłon w stronę p. Gajowego …

  13. Ja said

    Chyba nie powinno się pomijać korespondencji Mościckiego z Beneszem we wrześniu 1938 r.. Różnie można oceniać, że wymuszona korespondencja itp, ale miała miejsce, – nie była pełna wrogości, lecz właściwie dążenia do kompromisu, uwzględniającego zmianą granic.

    „W dniu 22.9.1938, a więc na cały tydzień przed „Monachium” – czyli dyktatem monachijskim Benesz pisał do Mościckiego:

    … „Przedkładam … w imieniu … Państwa Czechosłowackiego … propozycje … wyrównania … problemu polskiej ludności w Czechosłowacji. Pragnąłbym ułożyć tę sprawę na płaszczyźnie zasady rektyfikacji granic.””

  14. jazmig said

    @Boydar po 17 września 1939 r., Polska straciła tysiące oficerów zamordowanych w Katyniu, Miednoje i w innych miejscach, a ponadto straciła setki tysięcy obywateli wymordowanych przez bolszewików, albo wywiezionych na Sybir. Resztki z tej wywózki, umożliwiły stworzenie armii Andersa, a później korpusu Berlinga.

    Panie Jazmig – konkretne cyfry prosimy do celów porównawczych, a nie jakieś „tysiące” czy „setki tysięcy”.
    Nie wiem, czy Pan sobie zdaje sprawę, że takich Katyniów – tylko zorganizowanych przez szkopów – było w Polsce wiele.
    Nie wiem, czy znajdę źródła, ale jeśli mnie pamięć nie myli, ofiar ZSRR było coś 10-krotnie mniej, niż ofiar niemieckich.
    Admin

  15. Adam -z ch.n.g. said

    Ad 4) i ad 6) Panowie – PILNUJMY TEKSTÓW ŻRÓDŁOWYCH. Podaliście Panowie prawdę , a szczególnie P. Grunholtz(R).
    Złośliwie dodam , na pohybel rządcom sanacyjnym , że Czechosłowacy w 1939 chcieli sprezentować nam swoje bojowe samoloty .
    TERAZ WIEM , DLACZEGO PEPIKI TRAKTUJĄ NAS GORZEJ OD HITLEROWCÓW

  16. Boydar said

    Nie „… tysiące …” tylko około dwudziestu dwóch tysięcy. Taka liczba jest jak na razie przez nikogo nie kwestionowana i taką przyjmijmy. Jak coś się zmieni, to się zmieni. Wyłapało i wymordowało ich NKWD w znanym składzie osobowym. Mimo wszystko, NKWD to nie to samo co Armia Czerwona. Czerwonoarmistów mordowano wedle zapotrzebowania w stopniu równym lub większym; tam samo zresztą gdzie i Polaków oraz wielu innych miejscach a czasem po prostu na miejscu

    No więc ilu Polaków zabili ROSYJSCY żołnierze z użyciem typowych narzędzi wojny – czołgów, samolotów, armat, min, granatów, szrapneli etc. ???

    Bo szacunkowe dane dotyczące osiągnięć żołnierzy NIEMIECKICH zaraz będzie można przytoczyć.

    Celnie, panie Boydar.
    Admin

  17. Codreanu said

    Polityka sanacji do mądrych nie należała, to prawda. Ale to Czesi wbili nam nóż w plecy w 1920 roku. I jeszcze to źródło – tygodnik Przegląd o lewicowej orientacji….

  18. NICK said

    Polityka czeska jest, wbrew pozorom, dość jasna i konsekwentna. Potrafią się ustawić. Żyją.

    Polityka tzw. sanacji (jaka tam sanacja) doprowadziła wprost do stanu obecnego. Beznadziei.

    Generał Rozwadowski to jedna z bardziej pozytywnych postaci Wojska Polskiego. Rozumiał postawę Czech a oni starali się zrozumieć Polaków poprzez Rozwadowskiego.
    Militarna współpraca z Czechami, skorzystanie z ich ofert w latach trzydziestych zwłaszcza tuż przed 1939, mogłaby zmienić dość znacząco losy wojenne i powojenne.

    Tylko, że Polska istniała około ośmiu lat. potem to była „sanacja”. Tak obecnie hołubiona.
    Teraz spoczywają obok siebie. Selman i Kalkstein. [podobno]

    P.S. Wszyscy „wielcy” wichrzyciele nie umieraja tak łatwo. Nie, nie.

  19. Wełna said

    Pani Marto (10),
    proszę zapytać Litwinów, Białorusinów, Ukraińców – teraz mogą sami zdecydować – może zechcą wrócić pod polskie rządy i jeszcze jedno – kto zainstalował tę wspólnotę?

    Panie Jazmig (14),
    niech Pan sobie odpowie, to sporo Pan zrozumie, dlaczego przerwano egzekucję polskich oficerów dokładnie w dniu napaści Hitlera na Francję w maju 1940 r. (wycofano nawet ostatni transport oficerów wiezionych na egzekucję)

  20. Wełna said

    Admin (14),
    Panie Gospodarzu, a może warto wreszcie zadać głośno pytanie ilu Polaków ocaliło życie, dlatego, że wschodnie tereny Polski zajął ZSSR a nie Niemcy.
    6 mln. do 150 tys. to nie 10x.

    Jak zaznaczyłem – pisałem z pamięci, nie mając pod ręką danych. Rząd wielkości jednak się zgadza.
    Admin

  21. Janek said

    Byłem tam parę dni temu i co zauważyłem to, że ludzie tam żyjący nazywają siebie Morawianami, kraj zowie się Moravsky, a dominuje tam katolicyzm, co widać z resztą po barokowym wystroju kościołów. Pewien kustosz w Olomouc zagadnął mnie w j. polskim i szczycił się swoim powiązaniami rodzinnymi ze Śląskiem. No cóż autor widzi to jednak inaczej.

  22. anonim said

    „Zabawne” jest to że utratę szansy stworzenia przez Polskę takiego międzymordzia znaczy „międzymorza” tudzież jakiejś federacji z Czechami nikt sanacji nie wypomina 🙂
    Taka szansa dziejowa a wszyscy praficowi historycy o niej milczą czyżby milczeli dlatego bo wzmacniało by to Polskę ?

  23. Majster said

    Ciekawe kto tymi akcjami przeciwko Czechom kierował. Może to były prowokacje. Na przykład przed wojną akcją niszczenia cerkwi kierował Bruno Olbrycht. W czasie wojny był w AK, potem wstąpił do LWP i dostał awans na generała dywizji. Przecież inni, mniej znaczący siedzieli w więzieniach, a w najlepszym razie mieli problemy ze znalezieniem pracy

Sorry, the comment form is closed at this time.