Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

A jednak rozporek!

Posted by Marucha w dniu 2016-06-12 (Niedziela)

„Każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka i swojego zająca, którego się boi” twierdził Adam Mickiewicz. „Stąd nauka jest dla żuka”, że każdego można nastraszyć, jeśli tylko znajdzie się odpowiedniego zająca.

Na przykład znany z żarliwego obiektywizmu pan redaktor Tomasz Lis uchodzi za człowieka nieustraszonego, ale nie jest wykluczone, że uchodzi w popłochu – na co wskazywałaby niedawna rozmowa z pisarzem Wojciechem Kuczokiem, autorem powieści „Gnój”.

W trakcie rozmowy pisarz Wojciech Kuczok uspokoił pana redaktora zapewnieniem, że „nie wyobraża sobie” publicznego wieszania zdrajców. Oto jaki mamy pożytek z pisarza: i oświeci i uspokoi – chociaż z drugiej strony wiele zależy od wyobraźni pana Kuczoka. Jeśli nie ma bujnej wyobraźni, to i jego zapewnienia nie muszą być wiele warte – ale widocznie pan redaktor Lis zdaje sobie sprawę, że nie pora grymasić, że dobra psu i mucha, niechby w postaci zapewnień pana Wojciecha Kuczoka, że sobie „nie wyobraża”.

Nietrudno bowiem sobie wyobrazić, jak pan redaktor Tomasz Lis budzi się każdej nocy zlany zimnym potem, bo właśnie przyśniła mu się scena wieszania zdrajców, w której uczestniczy, ale tym razem nie jako komentator, ani nawet obserwator, tylko jako skazaniec, wleczony na egzekucję przez mistrza świętej sprawiedliwości o przenikliwym spojrzeniu Antoniego Macierewicza.

Dzięki temu lepiej rozumiemy, dlaczego po Konstancinie krążą fałszywe pogłoski, jakoby w okolicach domu zajmowanego przez państwa Lisów noc w noc słychać było okrzyki przerażenia. Bo przecież koszmar wcale nie musi kończyć się na śmierci; najgorsze w postaci zgrai szatanów może pojawić się dopiero potem, no a w piekle, jak to w piekle – nie tylko przez cały czas będzie bolało, ale w dodatku trzeba będzie przez całą wieczność słuchać puszczanych na cały regulator kompozycji Nergala, co, jak wiadomo, gorsze jest od śmierci.

W obliczu takich perspektyw człowiek nie tylko zaczyna tracić smak nie tylko do sławy, ale nawet – do alimentów, no i chwyta się każdej nadziei, niechby nawet w postaci uspokajających zapewnień pana Kuczoka.

Wydaje się, że żydowska gazeta dla Polaków wreszcie znalazła odpowiedniego zająca nie tylko dla pana prezydenta Dudy, ale również – dla rządu, a w każdym razie – dla pana ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

Właśnie „Gazeta Wyborcza” – bo oczywiście o niej mowa – doniosła, że MSZ prowadzi śledztwo w sprawie odznaczenia przez prezydenta Andrzeja Dudę pana Bogdana Eugeniusza Kulasa, wiceprezesa Związku Polaków w Norwegii Orderem Odrodzenia Polski.

Poszło o to, że pan poseł Michał Stasiński, który w ostatnich wyborach załapał się do Sejmu z listy Nowoczesnej Ryszarda Petru, podniósł alarm, że pan Kulas jest „antysemitą” i to w dodatku „znanym”. Gdyby chociaż był antysemitą nieznanym, jak dajmy na to – nieznany żołnierz, to może by mu się upiekło, bo i czujny pan poseł Stasiński, chociaż do antysemitów musi mieć specjalnego nosa, by go nie wytropił, ale skoro jest znany, to nic mu nie pomoże.

Na ten świeży trop rzuciła się oczywiście żydowska gazeta dla Polaków i podniosła klangor aż pod niebo empirejskie i w rezultacie w ścianie sali konferencyjnej redakcyjnego Judenratu na Czerskiej ukazało się okienko, z okienka wyjrzał aniołek i powiedział: „Pan Bóg prosi, żeby było ciszej!”

Niestety – co się stało, to się nie odstanie; klangor został podniesiony, a w tej sytuacji MSZ poczuło się zmuszone („wiecie, rozumiecie, czujcie się zmuszeni!”) do wszczęcia śledztwa tym bardziej, że okazało się, iż pan Bogdan Eugeniusz Kulas jest również „putinofilem”. Na obecnym etapie putinofilia jest poważnym przestępstwem, wprawdzie nie tak ciężkim, jak „znany antysemityzm”, który jest przestępstwem ponadczasowym i że tak powiem – uniwersalnym, to znaczy – penalizowanym nawet wtedy, kiedy – jak na przykład 18 sierpnia 2009 roku – izraelski prezydent Peres namawia się z rosyjskim prezydentem Miedwiediewem co do wycofania Stanów Zjednoczonych z aktywnej polityki w Europie Wschodniej.

Jak mawiano w Hitlerjugend, „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty”, więc izraelski prezydent może namawiać się nawet z Putinem bez obawy strefienia, podczas gdy przywódcy narodów mniej wartościowych muszą bardzo uważać zwłaszcza, jak kogoś odznaczają. Okazuje się, że każdego można wytresować, żeby na rozkaz skakał z gałęzi na gałąź, a nawet „wszczynał śledztwa” – byle tylko znaleźć odpowiedniego zająca gwoli straszenia.

Skoro śledztwo zostało „wszczęte”, to musi się też jakoś zakończyć. Nie jest zatem wykluczone, że w jego następstwie zostaną sformułowane nowe zasady odznaczania obywateli. Na przykład pan Kulas został odznaczony orderem „za wybitne zasługi w działalności na rzecz organizacji polonijnych, za krzewienie polskiej kultury i tradycji narodowych”. Tymczasem ani pan poseł Stasiński, ani żydowska gazeta dla Polaków ani słowem nie zająknęła się na temat tych „wybitnych zasług” – czy pan Kulas rzeczywiście je położył, czy nie – tylko zajęli się jego opiniami na temat Żydów, w szczególności – na temat żydowskiego finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, no i oczywiście – zimnego ruskiego czekisty Putina.

Słowem – od razu bez ceregieli zajrzeli panu Kulasowi w rozporek i to wystarczyło, by odmówić mu jakiegokolwiek tytułu do odznaczenia.

Ciekawe, czy MSZ, a za nim – czy Kancelaria Prezydenta, niechby nawet dla świętego spokoju, przyjmie ten punkt widzenia. Jeśli tak, to będzie znaczyło, że ta cała napuszona retoryka o budowie IV Rzeczypospolitej, to tylko takie austriackie gadanie – bo jak przychodzi co do czego, to ostatnie słowo po staremu należy do Michnika – bez względu na to, czy występuje w postaci Henryka Jagody, czy Jakuba Bermana.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl

Jedna odpowiedź to “A jednak rozporek!”

  1. Boydar said

    Jeżeli „nasz drogi Stanisław” wypisuje takie rzeczy, to znaczy że mają przejebane; i nie „tam”, tylko tutaj i za chwilę. On wie.

Sorry, the comment form is closed at this time.