Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Rewanż za Culloden?

Posted by Marucha w dniu 2016-06-13 (poniedziałek)

Sympatycznym aspektem referendum 23. czerwca jest fakt, że niezależnie od wyniku – wygrać je mogą… Szkocja wraz z Polską.

Tego referendum nie da się przegrać

Jeśli przewagę utrzymają zwolennicy „LEAVE” – wówczas, zgodnie ze stanowiskiem swojej krajowej większości parlamentarnej – Szkocja uzyska oczywistą możliwość pilnego przeprowadzenia kolejnego własnego referendum niepodległościowego (w związku z zasadniczą zmianą statusu UK). A w takim ponowionym głosowaniu zwolennicy pozostania w UE chcąc nie chcą będą musieli zagłosować YES, za zerwaniem unii z Anglią.

Jeśli jednak 23. czerwca przeważą zwolennicy „REMAIN” – to stanie się tak zapewne właśnie głosami pro-unijnej Szkocji (oraz Irlandii Północnej). Będziemy więc mieli do czynienia z arcyciekawą sytuacją, w której mieszkańcy Anglii, Walii i Kornwalii opowiedzą się za wyjściem z UE, podczas gdy to Szkoci zmuszą ich do pozostania.

Czy w takiej sytuacji londyńscy eurosceptycy, obecnie stojący również na gruncie integralności terytorialnej UK – nie zdecydują się powiedzieć Północy „a to idźcie w diabły! Ogłaszajcie sobie tę niepodległość, a my bez was spróbujemy niedługo jeszcze raz!”?

Tak, jakkolwiek nie ułożą się głosy 23. czerwca – jest duża szansa, na rewanż za Culloden… A ponieważ tamtą, przykrą dla Szkotów bitwę 270 lat temu przegrał wszak Bonnie Prince Charlie Stuart, prawnuk Jana III Sobieskiego – nie tylko z tego zresztą względu moglibyśmy wspólny rachunek uznać wstępnie za wyrównany…

Problem liderów

Jednocześnie jednak – jak trafnie zauważają obserwatorzy na Wyspach – ich mieszkańcy w dniach, które zostały jeszcze do głosowania, będą zaabsorbowani procesem z jednej strony jasno potwierdzającym, że bez wątpienia są Europejczykami, ale zarazem cholernie przywiązanymi do barw swoich narodowych reprezentacji!

Póki co mecze (i związane z nimi kibicowskie oraz… bukmacherskie atrakcje) są o wiele ważniejsze dla Anglików, Szkotów, Walijczyków, mieszkańców Ulsteru – niż kampania referendalna, skądinąd zresztą prowadzona jak to w UK, rzetelnie i nudno na polu informacji, ale dowcipnie i złośliwie w spotach propagandowych – zwłaszcza zwolenników wyjścia.

Jasne, że gdyby w jednej, jedynej chwili decydowali kibice – to wystarczyło usłyszeć krzyk zachwytu, jaki rozległ się w pubach w Glasgow po bramce Bieriezuckiego, by uznać, że Zjednoczone Królestwa właśnie zakończyło istnienie. Ale nawet na Wyspach – po meczu wstaje kolejny dzień. Z coraz wyraźniejszą przewagę zwolenników BREXITU, zwłaszcza na południe od Tweed.

Niezależnie jednak od wyniku 23. czerwca, który w ostatecznym rozrachunku może wszak być dziwniejszy nawet od rezultatu wyborów prezydenckich w Austrii – sama kampania może wywołać określone skutki na brytyjskiej scenie politycznej. Nawet zwolennicy torysów przyznają, że gdyby nie referendum – David Cameron, skompromitowany Panama Papers i (mimo wyniku swej partii) raczej zdepopularyzowany w społeczeństwie musiałby już w najbliższych tygodniach opuścić 10 Downing Street.

Zresztą najprawdopodobniej i tak w końcu dojdzie do zmiany na stanowisku premiera – oczywistej w przypadku LEAVE, a tym bardziej koniecznej, gdyby jednak wygrało REMAIN.

Z kolei lider Partii Pracy, James Corbyn, któremu wieszczy się odsunięcie właściwie co chwilę, tak bardzo swą stonowaną, ale jednak socjalistyczną platformą drażni elity nie tylko partyjne – w przypadku BREXITU ma niemal pewne rzucenie wyzwania przez kogoś z socjal-liberalnego skrzydła partii (np. Sadiq Khana, burmistrza Londynu, który już radośnie zaczął zapominanie swoich pro-socjalnych obietnic wyborczych, od kwestii zamrożenia cen biletów komunikacji publicznej do 2020 r. począwszy).

Jeśli zaś UK zostanie w UE – to laburzyści będą musieli (zwłaszcza w swym mateczniku, na północy Anglii) jakoś zmierzyć się z faktem, że w ostatnich tygodniach mówią niemal jednym głosem z torysami. To trudne, od lat już bowiem wyborcy Partii Pracy osładzają swoje kolejne porażki wyborcze, po których po staremu i tak wszyscy głośno psioczą na „konserwatystów” plakietkami z hasłami w rodzaju „Na mnie nie patrz, ja głosowałem na Labour”. Stając w jednym rzędzie z D. Cameronem – J. Corbyn wydaje się mieć świadomość, że przynajmniej dla części swojego tradycyjnego elektoratu ustawia się poniekąd pod ścianą.

Grzech gorliwości

Liderów głównych partii może pocieszać, że ich przeciwnicy (?) wypadają tak żałośnie, jakby zostali wysłani na stronę LEAVE w charakterze sabotażystów – o co w niektórych kręgach i Nigel Farage, i np. Boris Johnson są zresztą podejrzewani. Lider UKIP wypadający chaotycznie przy mającym przecież urok starej skarpety premierze Cameronie i ekstrawagancki ex-burmistrz Londynu dający się przegadać pani premier Szkocji jednak wyraźnie odstają od dynamicznej przecież i dobrze wizerunkowo prowadzonej kampanii na rzecz BREXITU, umiejętnie odwołującej się do chęci zatrzymania pieniędzy w kraju będącym płatnikiem netto do Brukseli – niezależnie od tego co potem z zaoszczędzonymi pieniędzmi kto chciałby co zrobić – zostawić w kieszeni podatników, czy wydać na krajowe programy socjalne czy rozwojowe.

Mając przede wszystkim na uwadze przyszłą niepodległość swojego kraju – pani premier Nicola Sturgeon jest osobiście w nieco tylko lepszej sytuacji niż liderzy partii angielskich. SNP pod jej kierunkiem ma jasno skrystalizowane stanowisko na REMAIN i prowadzi na rzecz zostania dynamiczną kampanię, mając na uwadze zarysowane na wstępie OBA potencjalnie pozytywne scenariusze.

Jednocześnie jednak w szkockim ruchu niepodległościowym daje się zauważyć głośny, acz nie pierwszoplanowy nurt eurosceptyczny. Wprawdzie nie stoi za nim nikt z liderów czy posłów Partii – nie mniej na spotkaniach czy forach organizacyjnych wielu jednoznacznych zwolenników YES (czyli niepodległości Szkocji) i wyborców SNP mówi: „hola, jesteśmy z wami, ale Brukseli nie chcemy tak samo jak Londynu!”.

W swoim czasie decydując się nadać ugrupowaniu wyrazistszy charakter programowy, a więc rezygnując z charakteru amorficznego ruchu niepodległościowego – liderzy SNP przyjęli formulę narodowej lewicy, lokującej się po stronie europejskiej (np. w drażliwej na południu Wysp kwestii imigrantów).

Część bardziej tradycyjnie nastawionych szkockich wyborców przyjęło taką opcję nie tylko ze względów patriotycznych, a zarazem społecznych – ale i ze względu na szczególny odcień dumy narodowej – Szkocja była w Europie przed Anglią! – to częsty pogląd części miejscowych elit, wskazujących na datujący się już na XII wiek The Auld Alliance z Francją, na uczestnictwo Szkotów w kulturze Kontynentu, na wcześniejsze niż w Anglii ulegnięcie Reformacji (tak, tak, prezbiterianizm to wciąż jest tu element tożsamościowy, choć przecież społeczeństwo jest całkowicie zlaicyzowane, a miejscami nawet – nie tylko pod wpływem imigrantów – ulegające pewnej rekatolicyzacji).

Część jednak głosujących, akceptując dominację SNP na szkockiej scenie politycznej (w ostatnich wyborach nieco tylko uzupełnioną dobrym wynikiem jeszcze bardziej niepodległościowo nastawionych miejscowych Zielonych) – oczekiwałaby jednak o dziwno chyba mniejszej, a nie większej wyrazistości i większego zniuansowania postaw, zwłaszcza w sporach ogólnobrytyjskich, w których – jak wspomniano – tym razem wreszcie Szkocja przegrać niemal nie może. Zwłaszcza, że łowiąca wyborców po centrowej i lewej stronie sceny politycznej SNP miałaby szansę dotrzeć do tych wyborców Labour, dla których stanie u boku torysów nawet „tylko” w kampanii referendalnej – to jednak za wiele.

Jak przekonuje więc choćby „The Guardian” – pani premier w ogóle nie musi być aż taką prymuską pro-europejską jak się stara, bo złote jabłuszka poparcia i tak jej zlecą na podołek, a za mocne potrząsanie drzewkiem może raczej zakończyć się nabiciem guza i również pojawieniem jakichś poważniejszych krytyków, dotąd przytłoczonych kolejnymi wyborczymi zwycięstwami SNP pod kierunkiem N. Sturgeon.

Małpy losujące orzechy

Ostatnie dni kampanii referendalnej nakładające się na wszechobecne kibicowanie – dobrze kończą sam proces dochodzenia do decyzji europejskiej, najlepiej chyba opisywany właśnie przez fakt doboru pytań – a zwłaszcza odpowiedzi na karcie do głosowania. Ustalając, że zamiast TAK i NIE będzie na nich WYJŚĆ i ZOSTAĆ politycy wprost przyznali, że to jedyne wyjście, gdyż jak wynikało z badań spora część uprawnionych do głosowania… nie wiedziała, czy Zjednoczone Królestwo należy do Unii Europejskiej [sic! – admin], czy też dopiero np. ubiega się o członkostwo, w związku inaczej sformułowane pytanie na ten temat mogłoby być mylące…

Jak wiadomo procedura podejmowania decyzji przez szeroko rozumiane społeczeństw jest jednak tą gorszą metodą i lepsze wyniki uzyskano by zapewne każąc małpie przebierać orzechy w ciemnym pokoju. Skoro już jednak postawiono na rozrywkę mniej wyrafinowaną i bardziej nieobliczalną, czyli głosowanie powszechne – warto zauważyć, że w przeciwieństwie do np. piłki nożnej mamy wreszcie, przynajmniej jako Polacy – do czynienia z sytuacją „win-win”.

A więc albo 23. czerwca zostanie uczyniony duży krok w stronę rozpadu Unii Europejskiej, albo wyraźny ruch w stronę osłabienia jednego z głównych podmiotów NATO, czyli skazanego na rozpad Zjednoczonego Królestwa. Mamy więc o to mistrzostwa, w których wszyscy się kopią – a koniec końców i tak wygrywa Polska. No i Szkocja, przy okazji.

Konrad Rękas
http://konserwatyzm.pl

Komentarze 2 to “Rewanż za Culloden?”

  1. Lam said

    BORIS JOHNSON (B. BURMISTRZ LONDYNU)
    Uchylone drzwi więzienia,
    Pada słońce.
    Tam wolne wiatry wieją,
    To Brexit –
    On jest naszą nadzieją.
    08-03-2016

    http://www.telegraph.co.uk/news/newstopics/eureferendum/12184958/EU-referendum-Boris-Johnson-outlines-case-for-Brexit-on-Andrew-Marr-Show-live-updates.html

  2. Adam Ryglowski said

    Polska już WYGRAŁA (na dudach ) bazy NATO .
    Jeżeli wyobraża Pan sobie , że Szkocja , – po uzyskaniu „niepodległości” – i ucieczce spod kurateli Londynu , będzie krajem miodem i mlekiem płynącym – to gratuluję .
    Ja Szkotów lubię , – kilku jest moimi znajomymi ,- i nie wyobrażam sobie , żeby W CELACH SAMOBÓJCZYCH odcięli by gałąż , na której -wygodnie- siedzą.

    Koniec stoczni ,koniec przemysłu , koniec ochrony granic, platformy wiertnicze i tak nie są własnością Szkotów , ….
    …co ze swoich wyrobów sprzedadzą Angolom (z cłem)?
    Za to , za parę sekund będą mieli inwestorów z Brukseli.
    Powtórka z Warszawki 1990/ 1998 ?

Sorry, the comment form is closed at this time.