Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Przypowieść o dwóch ścieżkach

Posted by Marucha w dniu 2016-06-15 (środa)

– 73 proc. kierowców przekracza dopuszczalną prędkość – stwierdził Instytut Transportu Samochodowego. Oczywiście dalej następują rozważania co zrobić, żeby tych drani (kierowców, nie tych z Instytutu) wyłapać i przykładnie ukarać.

Normalny, rozsądny człowiek uznałby, że widać limit prędkości jest zbyt niski. Ale tak jest, niestety, z niemal wszystkim, czego się w Polsce tkną urzędnicy, zawodowi eksperci i – co szczególnie niebezpiecznie – legislatorzy.

Armia cudzego zbawienia

Polskie prawo o ruchu drogowym to drugi (obok osławionej ustawy o wychowaniu w trzeźwości) negatywny przykład do czego prowadzi przeregulowanie ludzkiego życia. Można to opisywać do znudzenia – ci sami ludzie, którzy nie wyobrażają sobie dnia pracy bez kielicha a do domu z Sejmu na pewno nie jeżdżą 50/90 – karnie i po cichu podnoszą dłoń za każdą, nawet najbardziej nieżyciową głupotą, nieważne czy będzie to dalsze obniżanie limitów prędkości, zabieranie w niekonstytucyjny sposób, decyzją administracyjną i bez prawa odwołania się prawa jazdy, eliminacja papierosów mentolowych, czy nocny zakaz sprzedaży alkoholu.

– To hipokryzja! – krzyknie ktoś, nie w tym jednak rzecz, że posłowie czynią bliźnim, co im samym nie miłe i co jakoś przeważnie sami potrafią obejść. Problem polega na tym, że bez uruchamiania wyższych funkcji wątłych, politycznych móżdżków uchwalają ustawy, o których prywatnie wiedzą, że nie mają sensu, ani związku z rzeczywistością.

I to jest dopiero dramat – bo jeśli nauczycielka przedszkolna spod Chełma przyłoży się do przyjęcia głupiej ustawy o rybołówstwie, to jest jest po prostu naturalne następstwo kretynizmu znanego jako demokracja przedstawicielska. Jeśli jednak kierowca z 30-letnim stażem bez zmrużenia powieki opowiada się np. za karalnością niezmieniania opon z letnich na zimowe albo opowiada o zbawienności jeżdżenia 30 km bynajmniej nie rowerem – to jest to już jednak przekroczenie akceptowalnych norm absurdu i dwójmyślenia zarazem.

Tymczasem przecież wystarczy pomyśleć: jeśli np. ludzie w Polsce nie umieją jeździć – tzn. że coś jest nie tak z systemem kształcenia kierowców, a nie ze np. kary są za łagodne, znaków za mało albo wszystkie zakręty za ostre.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że Polacy jeżdżą dobrze – bo jeżdżą źle, przede wszystkim nieuważanie i nieempatycznie. Tyle, że powtarzam – jest to w takim razie wielki błąd procesu kształcenia i egzaminowania kandydatów na kierowców pomimo faktu, że same testy na prawo jazdy należą w Polsce do trudniejszych.

A ponadto duża dynamika, a niekiedy wręcz agresja jazdy wynika po prostu z fatalnego stanu wąskich, marnych dróg, bez serwisówek – który taki styl po prostu wymusza. A „finansowane ze środków unijnych”, budowane często bez ładu, za to drogo neo-drogi bynajmniej tego niewesołego stanu rzeczy nie poprawiają – tak jak nie zmieni go radosna tfu-rczość prawodawców.

Jeśli zaś ktoś ma stany lękowe – to musi starać się je opanować, podobnie jak kandydat na kierowcę tajniki „jazdy ekologicznej” (czymkolwiek by ona nie była…). W końcu bardziej od przeciętnego pieszego czy innego użytkownika dróg mógłby poczuć się zagrożony taki np. przeciętny autor felietonów czytając, kto wziął się za komentowanie jego tekstów i co wypisuje – a jednak piszący taki nie pęka, pisze dalej i nawet wychodzi z domu nie czekając, aż z jesiennymi chłodami skończą się niektórym przepustki…

Podobnie rzecz się ma z powszechnymi w Polsce absurdami, czyli niemal ze wszystkim, czego dotknęła ręka ustawodawcy podtrzymywana fanatyzmem „ekspertów”: z fatalnymi zapisami ustawy antyalkoholowej, a także antynikotynowej, czy z inżynierią społeczną rządzącą przebudową (czyt: zwężaniem) ulic i rond w polskich miastach.

Nie ma się co ich bać, za to trzeba wytykać wskazując na realną przyczynę, czyli przede wszystkim s..ę legislacyjną na bazie dobrych (?) chęci, a także realne skutki – czyli ich brak albo jeszcze częściej jeszcze spotęgowanie kłopotów.

Niestety, jeśli już w Polsce pojawia się przebłysk normalności – jak np. propozycja podniesienia dopuszczalnego limitu alkoholu w organizmie, który już dawno spełnił swoje wychowawcze i nader restrykcyjne zadanie – to już jego inicjatorzy są okrzykiwani niemal mordercami za biurek, lejącymi w gardła polskich kierowców hektolitry alkoholu.

Co innego, rzecz jasna, zwolennicy tego czy innego zakazu – np. godziny policyjnej dla małego piwka; ci wprawdzie chrzanią coś bez sensu – ale od razu widać po nich szlachetność intencji i szczytność ideałów, godnych kwakrów czy innej Armii Zbawienia! Szaleństwo jednych, a mimikra drugich rozlewają się zatem po Rzeczypospolitej coraz szerzej…

Rozbrojenie min przeciwpiechotnych

Chodzi jednak nie tylko o zwykły fałsz i głupotę (tzn. zwykłe dla demokracji w ogóle, a dla Polski w szczególności), ale także o inną specjalność – tym razem już szczególnie krajową, naszą, swojską, jak mlekiem polana partytura Szopena.

Oto wiele lat temu opisałem fundamentalną różnicę w podejściu do obywatela, a co za tym idzie także do jego praw i obowiązków, zaobserwowaną na przykładzie… ścieżek wydeptywanych przez przechodniów w Polsce i w Anglii (przykład się na tyle przyjął, że widziałem go później nawet w poważniejszych opracowaniach).

Otóż na Wyspach, jeśli w pewnym miejscu na trawniku pojawia się ścieżka – to znaczy, że jest ona tam potrzeba ludziom, a więc trwa sobie w najlepsze, a w razie potrzeby podsypuje się ją żwirkiem, czy nawet nadaje nazwę.

W Polsce najpierw parę razy się taką ścieżkę obsiewa i stawia tabliczkę „Nie deptać pod groźbą kary!”. Następnie rzuca się na nią ścięte krzewy (przykład z życia!), grodzi, drutuje, obstawia gazonami z kwiatami, a gdyby pod ręką były miny przeciwpiechotne, skorzystano by z nich na pewno – byle tylko hołota nie łaziła tam, gdzie przecież jej nie kazano!

Ta mentalność od ścieżki przechodzi (nomen omen) potem na kolejne sfery życia. Kierowca ma kategorycznie wysiąść z auta i jechać autobusem – bo taki jest jego psi obowiązek i nie ma nic do gadania na co sam ma ochotę. Ma jeść, pić, spać, s..ć i kochać się na rozkaz, w miejscach i porach wyłącznie wyznaczonych, śmieci wrzucać do osobnych kubełków, chociaż potem trafiają z nich do jednej śmieciarki – słowem ma czuć się zadbany, pilnowany, z całkowicie wyinżynierowanym życiem. Wygoda, zdrowy rozsądek, jakaś naturalna skłonność by żyć łatwiej i prościej, a nie trudniej i nieprzyjemnie – nie mają żadnego znaczenia. A zaczyna się od jednej niewinnej ścieżynki…

Prawo o czerwonym samochodzie

Polska rzeczywistość jest zdominowana, niestety, przez prawników-kazuistów, którzy wszystko co widzą uwielbiają zapisywać w paragrafach, oczywiście zakazowych i możliwie detalistycznych („bo jeśli napisane jest, że zakaz dotyczy samochodów, to przecież nie jest oczywiste, że czerwonych też – więc musimy wydać nowe rozporządzenie do ustawy, że „czerwonych też”! A potem zajmiemy się żółtymi…”) .

Dotyczy to zresztą nie tylko stanowienia prawa, ale także jego stosowania i nadzoru nad nim, w dodatku wspieranego przez dyżurne zastępy tych wszystkich babć dumnych, że są w telewizji i powtarzających „tak, dobrze, gdyby tak nie zabijali tych bidoków na drogach”, czy uczennic prymusek zawsze wiedzących co powiedzieć do kamery, żeby było nowocześnie i poprawnie, niczym na klasówce z WOS.

I dlatego z tego, że jakiś przepis jest głupi i nieżyciowy – konsekwentnie w Polsce będzie się tylko wyciągać wniosek, że trzeba wprowadzić przepis kolejny. Najlepiej taki o czerwonym samochodzie…

Konrad Rękas
http://konserwatyzm.pl

komentarzy 25 to “Przypowieść o dwóch ścieżkach”

  1. Jerzy said

    Identycznie wygląda sytuacja z ograniczeniami prędkości w Kanadzie, a zwłaszcza w Ontario, gdzie nadal obowiązuje 100 km/godz. Pod względem idiotycznych przepisów i ograniczeń (w Kanadzie, na przykład, istnieją bariery celne między prowincjami) te kraje są tak do siebie podobne, że aż nie chce się wierzyć. Więc to nie tylko cecha polskiej administracji.

  2. Marcin said

    Bez przesady. Polska pod względem legislacyjnych kretynizmow nie jest jeszcze taka zla przy czym należy pamiętać ze lwia ich czesc to gnioty unijne a co tyczy sie systemu kształcenia kierowców jak i egzaminowania w Polsce to jest nastawiony na zmaksymalizowanie zysków, przepisów jest za duzo i co najważniejsze wciąż uboga siec dróg i autostrad.

  3. AlexSailor said

    @Jerzy

    To jest cecha rządów kompleksu birokratyczno-mundurowo-budżetowego.
    On z tego, z tych głupich zakazów żyje, to jest w ogóle sens jego istnienia.
    W wielu krajach taki kompleks nie funkcjonuje, bo są tarcia na styku biurokracji, mundurówki i budżetówki, a do tego silna kontrola polityczna przez społeczeństwo i działających w jego imieniu polityków.
    Poza tym są tam inne kompleksy, które blokują potwora.

  4. Yah said

    Nie do końca się z tym zgodzę. Ja po mieście średniej wielkości jeżdżę 45 km/h. Dlaczego? Bo to jest prędkość bezpieczna. Kilkanaście razy, tylko dlatego, że jeżdżę tak wolno uniknąłem potracenia pieszego lub rowerzysty, który wtargnął na jezdnię. Odezwa sie glosy – sam by był sobie winien …. i co z tego miałbym zdrowie lub życie człowieka na sumieniu. Ja się sam ograniczam prędkościowi. Przepraszam ile minut wcześniej będę gdy pojadę 40 km/h a nie 60/km/h. Czy warto dla tych kilkunastu minut ryzykować życie innego człowieka. A pie….lenie sam sobie winien świadczy tylko o bezmyślności, znieczulicy itd.

    Moim zdaniem temat prędkości to temat zastępczy ale nośny bo dotyczy ograniczenia”wolności” kierowców a ponadto zniesienie ograniczeń może zwiększyć ilość potencjalnych dawców ( już transplantolodzy przebierają nóżkami) i ….. pewnie o to w tym wszystkim chodzi.

  5. Boydar said

    Przyznaję, dał Bóg Rękasowi lekkość pióra, ale już o rozumie Staruszek zapomniał.

    Panie Rękas, Pan czytasz Gajówkę, po to również ona jest. Odezwij się Pan czasem, może ja się mylę, będzie okazja wyjaśnić. Obiecuję zero brzydkich wyrazów.

  6. Marucha said

    Na temat przepisów drogowych można dyskutować.
    Natomiast fakt przeregulowywania naszego życia mnóstwem szczegółowych nakazów i zakazów nie ulega najmniejszej wątpliwości – i tu stoję po stronie autora.

  7. Boydar said

    „mnóstwo szczegółowych zakazów i nakazów” nie wpływa na nasza ocenę co jest czarne a co białe. Natomiast permanentna akceptacja samego ich istnienia i obowiązywania już tak. Przyzwyczajamy się z biegiem czasu, że kółka są naturalnie kwadratowe; takie talmudycznie zawikłane pranie miózgu.

    Niezbędna krzywizna banana, oczywistość; ślimak rybą słodkowodną, normalka; gów.na spłukujemy trzema litrami, przecież to jasne; pedofil wychowawcą twego dziecka, jakże by inaczej; kozojebca z maczetą twoim bratem, zawsze …

    I jakoś to qurwa większości za bardzo nie przeszkadza, moja chata z kraja.

    Niech się więc autor przyssie do meritum, a nie jako wzór debila stawia przedszkolankę spod Chełma.

    ——
    Czepia się Pan. Zakazy/nakazy może i nie wpływają na naszą ocenę rzeczywistości (choć wpływają na ocenę innych) – natomiast cholernie wpływają na to, co nam wolno, a czego nie. I o to chodzi, a nie o jakieś fikcyjne przykłady, mające służyć do zrozumienia problemu nawet przez ludzi mniej lotnych umysłowo, niż Pan.
    Admin

  8. Yah said

    Ad 6

    A wszystko zaczęło się pod koniec lat 80-tych od słynnego „co nie jest zabronione jest dozwolone” – nawet jeśli to ewidentne bandyctwo , kurewstwo itd. No i od tego momentu rozpoczęła się talmudyzm prawa pełną gębą. Niestety tam gdzie nie ma etyki ( etyki chrześcijańskiej wynikającej z serca człowieka), która mu mów , że pewnych rzeczy nie wypada robić tam zaczyna obowiązywać, opisany przez autora system zakazów.

    U mnie sąsiedzi wyrzucają przez okno na trawnik co się da – puszki po piwie, niedopałki, śmiecie, reklamówki z nieświeżą wędliną. Nie przeszkadza im widok śmieci wśród kwiatów, który widza z balkonu. I co z takimi zrobić . Nic się nie da zrobić – im to nie przeszkadza. Dlaczego? Pan Boydar wie dlaczego. A zakazy? Zakazy nie dla nich tylko tutejszych , żeby wlepić mandat za upuszczony papierek od cukierka.

  9. AlexSailor said

    @Yah

    A wiesz Pan, że prawdopodobieństwo wypadku jest wprost proporcjonalne do natężenia ruchu, a ten odwrotnie proporcjonalny do prędkości poruszania się pojazdów?

    Poza tym, takich zawalidróg jest więcej.
    Pan jeździ 45 km/h (to jest pewnie od 35 do 45, bo inaczej prędkości się nie da utrzymać.
    Inni są jeszcze lepsi, bo od 30 do 40 km/h.

    A jak komuś się spieszy, to musi się wlec za takimi o 1/4 do 1/2 wolniej niż nawet idiotyczne przepisy pozwalają.
    A później zaiwaniać jak szalony poza miastem koło dwóch setek, jeśli warunki pozwalają.

    Pańskie myślenie jest zupełnie dziwne.
    Może zamiast 45 km/h, bezpieczniej będzie 40 km/h, a jaszcze bezpieczniej 30 km/h.
    Co się zresztą będziemy patyczkować, ofiar śmiertelnych prawie nie będzie, jak się wprowadzi ograniczenie do 25 km/h, a przy 5 km/h to już będzie super.
    No może jeszcze zakazać ludziom poruszania się samochodami prywatnymi w ogóle, bo jak wiadomo tych rządowych, służb, policyjnych, czy prowadzonych przez osoby władzy nikt nawet zatrzymać się nie ośmieli.

    Zakazać też używania noży, bo się potną, gotowania w domu – bo się spalą i jeszcze sąsiadów – niech jedzą paszę w rodzaju zalewanych płatków na zimno, prąd też im wyłączyć, bo pokopie.

    Dla przypomnienia.
    W Polsce w czasie znacznie gorszych dróg i samochodów, zarówno funkcjonalnie, jak i technicznie, obowiązywało ograniczenie prędkości do 60 km/h i było adekwatne.
    Obecnie powinno zostać podniesione, jeśli warunki pozwalają do 70km/h, a tam gdzie nie pozwalają do 60.
    Przypomnę, że kierowcę obowiązuje ograniczenie się do prędkości bezpiecznej, a tą on sam sobie wyznacza, przy nie przekraczaniu ogólnych ograniczeń.
    Prędkość bezpieczna inna jest dla trabanta i inna dla nowoczesnego szybkiego samochodu z układami wspomagającymi, inna dla dziadka 75 lat, młodzieńca uczącego się jeździć i objeżdżonego kierowcy z przejechanym 500 tys. km.
    Inna też dla miejscowego znającego drogę, a inna dla jadącego nią pierwszy raz.

    Dlatego nie można mieć pretensji, gdy ktoś jedzie 45 czy nawet 35 km/h, gdy ograniczenia pozwalają na 50 km/h.

  10. Yah said

    Ad 6

    A wszystko zaczęło się pod koniec lat 80-tych od słynnego „co nie jest zabronione jest dozwolone” – nawet jeśli to ewidentne bandyctwo , ku…..wo itd. No i od tego momentu rozpoczęła się talmudyzm prawa pełną gębą. Niestety tam gdzie nie ma etyki ( etyki chrześcijańskiej wynikającej z serca człowieka), która mu mów , że pewnych rzeczy nie wypada robić tam zaczyna obowiązywać, opisany przez autora system zakazów.

    U mnie sąsiedzi wyrzucają przez okno na trawnik co się da – puszki po piwie, niedopałki, śmiecie, reklamówki z nieświeżą wędliną. Nie przeszkadza im widok śmieci wśród kwiatów, który widza z balkonu. I co z takimi zrobić . Nic się nie da zrobić – im to nie przeszkadza. Dlaczego? Pan Boydar wie dlaczego. A zakazy? Zakazy nie dla nich tylko tutejszych , żeby wlepić mandat za upuszczony papierek od cukierka.

  11. Yah said

    „Obecnie powinno zostać podniesione, jeśli warunki pozwalają do 70km/h, a tam gdzie nie pozwalają do 60.”

    Z tym mogę się zgodzić.

    Panie a widziałeś Pan, trzepnięte przez jadącego przepisowo młodego kierowcę nowoczesnym samochodem, tylko buty na jezdni zostały. Ja widziałem. I gdzieś mam teorię naukowe. Panie, jak jełopów, którzy nie pojmują rzeczywistości chcesz Pan przekonać do tego by prędkość dostosowali do okoliczności i warunków jazdy. Rozejrzyj się Pan dookoła – widzisz Pan myślących o bezpieczeństwie innych. Jak by ludzie myśleli to w ogóle by nie potrzeba wprowadzać żadnych przepisów ograniczających prędkość, bo ludzie wiedzieliby jak szybko mogą jeździć. Niestety tak nie jest.

    Zresztą poziom wprowadzających ograniczenia jest teki sam jak większości kierowców. Ograniczenia są tam, gdzie mogłoby ich nie być, natomiast tam, gdzie się aż prosi o ograniczenie – nie ma go i giną ludzie.

    „W Polsce w czasie znacznie gorszych dróg i samochodów, zarówno funkcjonalnie, jak i technicznie, obowiązywało ograniczenie prędkości do 60 km/h i było adekwatne.”

    Tylko że wtedy ulicą przejechało 20 samochodów na godzinę

  12. cedric said

    „Kilka tygodni temu Parlament Europejski uchylił Jackowi Kurskiemu immunitet, by polskie władze mogły ukarać go wreszcie za popełnione wykroczenie drogowe. Słynący z brawurowej jazdy Kurski najwyraźniej nie przejął się decyzją swoich kolegów. „Fakt” przyłapał go bowiem na kolejnym samochodowym przewinieniu. Tym razem polityk miał mknąć przez Warszawę z prędkością 156 km/h.

    Wyposażeni w fotoradar reporterzy „Faktu”, którzy śledzili Kurskiego, twierdzą, że europoseł jechał stołeczną Wisłostradą, gdzie obowiązuje ograniczenie do 80 km/h, z prędkością dochodzącą do… 156 km/h. Ponadto Kurski miał nie zatrzymać się na czerwonym świetle, gdy wyjeżdżał z ulicy Myśliwieckiej. Tabloid szybko wyliczył, że polityk Solidarnej Polski powinien zostać ukarany mandatami w łącznej wysokości 1000 złotych oraz otrzymać 16 punktów karnych. Co ciekawe, subaru legacy, którym Kurski mknął przez Warszawę, nie należy do niego. Jego właścicielem jest Zbigniew Ziobro.

    Być może Kurski nie przywykł jeszcze do myśli wskazującej, że przepisy Prawa o ruchu drogowym stosują się także do niego. Immunitet, którym cieszył się do niedawna jako europoseł, został bowiem uchylony dopiero kilkanaście dni temu. Parlament Europejski nie chciał chronić swojego członka, ponieważ uznał, że ściganie go za popełnione wykroczenia drogowe nie ma związku z pełnieniem przez niego funkcji deputowanego i nie zaszkodzi jego działalności politycznej.”

    http://natemat.pl/65805,jacek-kurski-znow-szalal-za-kierownica-156-km-h-w-warszawie-w-samochodzie-ziobry

    Ciekawe jak głosował J.Kurski?

  13. wanderer said

    Pan Boydar znowu szuka dziury w calym. I slusznie, ma do tego prawo.
    Ja osobiscie uwazam, ze ogolne przeslanie artykulu jest calkowicie rozsadne.

  14. Boydar said

    Około dwudziestu lat temu w Białej Podlaskiej opinia publiczna zupełnie nie widziała co zrobić ze swoimi poglądami; walec drogowy rozjechał dziecko. Trzeba by Hitchcock’a żeby wymyślić, na jakiej ulicy zdarzenie miało miejsce; na ulicy Twardej.

  15. pawel said

    ad 4.

    45 km/h to pewnie stan licznika. W rzeczywistości jedzie Pan około 37 km/h. Chyba że to dane z nawigacji.

    Coś na temat:
    Kampania społeczna „Wyłącz światła – włącz myślenie”
    .http://dadrl.pl/

  16. Boydar said

    To wszystko co mówicie Panowie, jest oczywiście prawdą. Czy jednak jeśli Michnik wyrecytowałby poprawnie i bez jąkania tabliczkę mnożenia do stu, to też uważalibyście go za drugiego Prometeusza ? Pan Rękas akurat z Chełmem i chełmskie związany jest „bardzo”. I nagle mu przedszkolanki stamtąd się nie nrawią. Niech sobie przypomni, to i owo. Tego wilka zaufaniem nie darzę, i nie życzę sobie aby to właśnie on wykłuwał nam oczy „takimi” igłami. Bo on się znikąd nie wziął, i swój udział ma. Nawet jeśli stara się zatrzeć wszystkie ślady. A popierdułki o fałszowaniu świadectw to niech sobie w buty włoży; komisja musi coś znaleźć, nawet i kurz na szafie. Bo jak nie znajdzie kurzu, to zabierze się za magazyn.

    Niech sobie żyje i robi co uważa, nawet pisze; ale niech nie udaje ani świętego ani nagle oświeconego w przeciwieństwie do nas, zwykłych głupków wsiowych. Jak za władzy socjalistycznej trzeba było poprawić wizerunek, to się pisało o niedoborach na rynku biustonoszy, ewentualnie o nierytmicznych dostawach sznurka do snopowiązałek. I wszyscy srali z radości, jaka ta publicystyka zrobiła się nagle rzetelna i krytyczna.

  17. snag said

    Jerzy @ 1 ,…

    Bariery celne sa z innego powodu i sa potrzebna, np. ciagniesz pan lajbe ktora plywales po wielkich jeziorach obecnie zarazonych inwazyjna muszla ‚zebra’ z Azji i jedziesz odwiedzic BC czy wracasz do BC. Na wschodzie gor Cascades maja jakas bariere ktora ja troche kontroluje (ostre zimy) na zachod od Cascadow woda rzadko zamarza – Niszcza wszystko, potrafia nawet zatkac kanal ,…

    Widzialem juz psa na takim punkcie ktory zamiast narkotykow szukal zebra muscle ,…

    http://www.haidagwaiiobserver.com/news/378330421.html

    .https://www.nps.gov/glac/planyourvisit/images/quagga.jpg
    .http://el.erdc.usace.army.mil/zebra/zmis/image/zmcray.gif
    .http://wac.450f.edgecastcdn.net/80450F/929nin.com/files/2012/05/Zebra-Mussels-in-a-Pipe.jpg

    Podobnie z inwazyjny zielskiem ,…

    .http://tpwd.texas.gov/huntwild/wild/images/plants/salvinia_trailer.jpg

  18. j23 said

    Zgadzam się z Yahem. Ci lekce nawołujący do jazdy po mieście 60 czy 70 km/h powinni w ramach edukacji oglądać zdjęcia ofiar wypadków drogowych. Prawdą jest, że są miejsca, gdzie powinno zamiast ograniczenia 50km/h stać np. do 70 km/h, ale przyjmując że teraz tacy wyrywni jadą na takim ograniczeniu te 70 km/h to po zmianie znaku jechaliby po 90 km/h. Codziennie ktoś ginie przez tych co się spieszą, bo muszą dojechać 2 minuty wcześniej lub muszą wyprzedzić, bo się zesrają jak tego nie zrobią. 1000 razy się uda, za 1001 razem zrobią z kogoś kalekę lub zabiją…

  19. Niedźwiedź wytężył łeb swój kudłaty i liczy:

    Załózmy że udajemy się w punktu A do punktu B. Odległośc wynosi 100 km. Jeśli pojedziemy 50 km na godzinę średnio, przebędziemy ten dystans w dwie godziny. Jeśli 60 km/h, to w sto minut, czyli godzine i dwadzieścia minut. Czy warto ryzykować szybsze zużycie podzespołów, wyższe zużycie opon, paliwa i nerwy? Bo przecież trzeba wyprzedzać, wymijać, dawać po hamulcach i po garach i jeszcze hamować z większego rozpędu ujrzawszy pijanego w dupę gościa na szosie. Te dwadzieścia minut wątpliwej oszczędności nie jest warte tego wszystkiego.

    Inna sprawa, jeśli mamy autostradę z Chicago do LA, odległośc wynosi 2050 mil czyli 3.298,45 km Powiedzmy że jeden trucker jedzie około 60 mph (powiedzmy 100 km/h) a drugi 70 mph (powiedzmy 115 km/h). Wtedy ta różnica daje nam oszczędnośc czasu rzędu 33 godziny minus 28 godzin, a więc kierowca jeszcze ma dodatkowe 5 godzin na spanie (trucker odda pół królestwa za kilka dodatkowych godzin snu).

    Z Niedźwiedziem nikt nie chce jeździć, szczególnie potomstwo. Bo Niedźwiedź jedzie akurat tyle, ile głosi ograniczenie prędkości. A czasem, gdy nie ma ruchu, to i wolniej. Wystawia łokieć za okno, ustawia muzykę klasyczną, jedzie, rozgląda się po świecie i się cieszy życiem. Wie, że przepis służy tylko do pomnażania dochodu lokalnej władzy w formie mandatów, i najczęściej z logiką niewiele ma wspólnego, ale jedzie pomału nie dla głupiego przepisu, ale dlatego, że nie lubi sie naciągać.

    Chociaz należy uczciwie przyznać, że niektóre maszyny nie lubia takie spokojnej jazdy. Dziś pod nieobecność Potomstwa, Niedźwiedź pojechał do roboty sportowym volvem. I to cacko na autosradzie starało sie udawac samolot. Już nie będe używac cudzej własności, nawet za zgoda właściciela…

    Ot, takie luźne refleksje w temacie drogowym.

  20. Maćko said

    Polska, jak wiele innych krajów, jest pod okupacja demokratury której celem jest trzymanie w ryzach niewolników. W GB moze robia sciezki przez trawniki ale z dugiej strony maja najwiecej kamer podgladajacych ludzi.

    Pan Konrad dobrze pisze, tylko mi brakuje wskazania kto konkretnie kontroluje te sterty praw, nakazów, zakazów i przepisów.
    Sama z siebie je administracja wymysla? Moze, prawo Parkera to przewiduje, ale ktos na to pozwala.

    Co prawda zasada Parkinsona byla sformulowana inaczej ( Prawo Parkinsona − prawo, mówiące że „praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie” (oryg. ang. work expands as to fill the time available for its completion). Autorem tego prawa jest Northcote Parkinson. Prawo to odnosi się do organizacji formalnych typu biurokratycznego. Oznacza ono, że jeżeli pracownik ma określony czas na wykonanie danego zadania, zadanie to zostanie wykonane w możliwie najpóźniejszym terminie. W praktyce implikuje to żywiołowy wzrost liczby urzędników, niezwiązany z ilością i rodzajem pracy do wykonania. Parkinson przedstawił swoją tezę w postaci „prawa” w Economist z 1955, żartobliwie szydząc z biurokracji i pokazując przyczyny i skutki jej rozrostu )
    ale bardzo mi sie podoba jej ewolucja:
    Kazda admnistracja dazy do stanu w którym jej wlasna praca wewnetrzna potrzebuje 100% jej mocy przerobowej.

    Widac, ze im wiecej przepisów tym trudniej je stosowac tym wiecej burrokratów potrzeba którzy stworza wkrótce jeszcze wieksze zapotrzebowanie na dalszy rozrost burrokracji…
    Hiszpanski bardzo diagnostycznie parafrazuje biurokracje jako burrokracje, a burro to osiol.

  21. Marucha said

    Tak nawiasem mówiąc zbyt szybka jazda to tylko jeden z problemów.
    Dochodzi do niego – wymieniam przykładowo i bezplanowo, nie wyczerpując tematu:
    – jazda slalomem
    – wyprzedzanie przy złej widoczności albo na trzeciego (!)
    – wymijanie stojącego przed pasami samochodu
    – używanie klaksonu zamiast hamulca
    …..

    Pomijam tu sprawy związane z kulturą jeżdżenia, jak np. wjeżdżanie pędem w kałuże.

  22. Maćko said

    Co do samochodów, to przy dzisiejszym zatloczeniu dróg i ulic czekam na zdalnie sterowane pojazdy w których zamiast sie stresowc bede mogl czytac i pisac. Coraz rzadziej dymie oponami… hmm… po namysle… trzeba bedzie podymic wieczorkiem

  23. „praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie” (oryg. ang. work expands as to fill the time available for its completion). Autorem tego prawa jest Northcote Parkinson.

    Wydawało misie, że autorem tej tezy jest Robert Tousand. („Jak zdobyć szklaną górę…. itd).

  24. Panie Gajowy, przejawów skrajnego kretynizmu na szosie jest tak dużo, że Gajówki nie starcza aby wymienić. Kultura to jest kluczowe słowo. Gdy nie ma kultury jazdy, to żadne przepisy nie pomogą. Dochodzi jeszcze zwykły rozsądek, ale to już średnia szkoła jazdy. Wyższą szkołę jazdy przewiduje zwykły, zwierzęcy strach, wynikający z wyobraźni. Dobrzy, najlepsi kierowcy zawodowi muszą wiedzieć, co to jest strach.

    Niedźwiedź zdaje sobie sprawę, że jest złym kierowcą. Starość.

  25. Maćko said

    Szanowni, w USA ginie na drogach 37000 osób rocznie. W Polsce 3600? W Chile 1800.
    Na Swiecie – 1230000. MILION+.

Sorry, the comment form is closed at this time.