Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Żydzi a komunizm

Posted by Marucha w dniu 2016-06-20 (poniedziałek)

Żydzi a komunizm (I)
(Niektóre przemilczane fakty – małe kompendium)

W najbliższym czasie ukaże się w „Warszawskiej Gazecie” moja bardzo krytyczna recenzja zafałszowań i dysproporcji w książce Piotra Zychowicza „Żydzi”. Tu pragnąłbym skupić się głównie na sprawach zafałszowań i wybielań w tej książce na temat roli wielkiej części zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Rosji i krajów tzw. demokracji ludowej.

Wyliczone tu fakty dotyczą sprostowania kłamstw zamieszczonych w publikowanych w książce Zychowicza jego rozmowach z dwoma bardzo znanymi żydowskimi naukowcami: Antony Polonskym i Yehudą Bauerem. Fałsze te zostały podane w książce Zychowicza bez sprostowania i jakiegokolwiek krytycznego komentarza, być może z powodu zaskakującej ignorancji autora.

Zniekształcenia te sprowokowały mnie do przedstawienia tu na mym blogu swoistego kompendium na temat udziału zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Polski i innych krajów Europy. Zapewniam czytelników mego blogu: w tym dwudziestokilkustronnicowym tekście znajdziecie Państwo z dziesięć razy więcej informacji, na dodatek udokumentowanych, o stosunku dużej części Żydów do komunizmu niż w 463-stronnicowej książce P. Zychowicza: „Żydzi”.

Aby tym mocniej uwypuklić wiarygodność przytaczanych przeze mnie szokujących informacji o rozmiarach udziału zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Polski i innych krajów świata podkreślam, że przeważająca część podawanych niżej faktów została opisana przez autorów żydowskich, względnie filosemitów takich jak Czesław Miłosz.

Rola zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Polski

Znany ze skrajnego filosemityzmu i równocześnie bardzo mocnych fobii wobec Polski i Polaków, Czesław Miłosz stwierdził w wywiadzie dla żydowskiego czasopisma „Tikkun” w USA (nr 2 z 1987 r.) na temat roli żydowskich komunistów: „Oni zajęli wszystkie czołowe pozycje w Polsce, również w bardzo okrutnej policji bezpieczeństwa (podkr- J.R.N)., ponieważ byli po prostu bardziej godni zaufania niż miejscowa ludność”. (They occupied all the top positisons in Poland and also in the very cruel security police, because they were more reliable, simply, than the local population)

W tym stwierdzeniu Miłosz nieco przesadził, bo były jednak i nieżydowskie postacie na szczycie zarówno partii komunistycznej jak i bezpieki (choćby B. Bierut i S. Radkiewicz). Generalnie biorąc jednak Miłosz trafnie ocenił wyjątkową, dominującą rolę komunistów żydowskich w stalinizacji Polski.

Związany z Jerzym Giedroyciem i paryską „Kulturą” Instytut Literacki w Paryżu był jak najdalszy od ąntyżydowskości. Tym wymowniejszą w tej sytuacji była nader szokująca informacja zawarta w wydanej przez ten Instytut w 1967 r. książce Georga Fleminga (ewidentny pseudonim) „Polska mało znana”: „W okresie stalinowskim na przeszło sto dzienników, tygodników i miesięczników, wychodzących w samej tylko Warszawie było tylko dwóch nie Żydów”. (Podkr.- J.R.N.)

Żydowski korespondent wojenny J. Sack o zbrodniach S. Morela na Polakach

Warto przypomnieć, co pisał o zbrodniach ubeków żydowskiego pochodzenia na Śląsku znakomity dziennikarz żydowskiego pochodzenia z USA John Sack w dawno wyczerpanej i świadomie przemilczanej książce „Oko za oko”.

Przez siedem lat Sack badał zbrodnie Salomona Morela i pomagających mu w tych zbrodniach żydowskich ubeków i ubeczek w obozie w Świętochłowicach. Wymordowali tam w niecały rok – w 1945 r. ponad 1600 niewinnych Polaków i Niemców. Jak pisał John Sack: „W miejscach takich jak Gliwice Polacy stawali przy więziennych ścianach, a ludzie z Wydziału Wykonawczego przywiązywali ich do wielkich żelaznych pierścieni, mówili: „Gotów! Cel! Pal! „zabijali ich i ostrzegali polskich strażników: „Trzymajcie język za zębami!”

Strażnicy jako Polacy nie byli tym zachwyceni, ale Jakubowie, Jozefowie i Pinkowie z wyższych szczebli Urzędu pozostali wierni Stalinowi, ponieważ uważali się za Żydów, nie zaś za polskich patriotów. Oto, dlaczego Dobra Wróżka Stalin (… ) zatrudnił wszystkich Żydów i umieścił ich w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, swojej instytucji w polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. (Podkr.- J.R.N). (Cyt. za : J.Sack: „Oko za oko”, Gliwice 1995, ss.228-229).

Wcześniej w tej samej, znakomicie napisanej i bardzo znaczącej intelektualnie książce „Oko za oko” John Sack pisał (s.96): „ Dlaczego więc Stalin był stronniczy wobec Żydów (…) Z jego rozkazu pewien Żyd, którego ojciec zginął w Treblince, miał zostać szefem Urzędu Bezpieczeństwa, a szefami wszystkich jego departamentów mieli także zostać Żydzi, aczkolwiek od tego momentu ich nazwiska nie miały być żydowskie, tylko takie jak „generał Romkowski”, albo „pułkownik Różański”. Z czasem ci ludzie wyznaczyli wszystkich dowódców bezpieczeństwa w Polsce”.

Sack powoływał się na informacje Pinka Mąki, byłego sekretarza Urzędu Bezpieczeństwa publicznego na terenie Śląska, że w podległym mu regionie liczba żydowskich oficerów bezpieczeństwa wynosiła od 150 do 225. Według Sacka, od 70 do 75 procent oficerów bezpieczeństwa na tym terenie było Żydami. (Por. J. Sack : op.cit.,s.174).

Jakub Berman i inni żydowscy szefowie bezpieki

Zychowicz cytuje w swej książce (s.115) bez odpowiedniego krytycznego komentarza wypowiedź żydowskiego naukowca – prof. Anthony Polonskego, pomniejszającą rolę Żydów w kierowaniu komunistyczna bezpieka w Polsce. Polonsky stwierdził (tamże, s.115): „Andrzej Paczkowski zbadał ten problem i okazało się, że Żydzi zajmowali 29 procent stanowisk kadry kierowniczej UB. To spory odsetek, ale większość funkcjonariuszy komunistycznej policji politycznej była Polakami”.

Polonsky tłumaczył też ukształtowany w Polsce „stereotyp Żyda ubeka” tylko tym: „Bo na wysokich szczeblach zasiadali tacy ludzie jak Berman czy Fejgin, którzy byli bardzo widoczni”.

A jaka była prawda? Zgodnie z tym, co powiedział Polonsky „większość funkcjonariuszy komunistycznej policji politycznej była Polakami”, tylko, że byli usadowieni na niskich szczeblach bezpieki i nie mieli dosłownie nic do powiedzenia, gdyż w bezpiece całkowicie dominowali wysocy funkcjonariusze żydowskiego pochodzenia. Całą komunistyczną bezpieką dyrygował Jakub Berman, przez cały okres stalinowski pełniący najważniejszą funkcję członka Biura Politycznego KC PZPR, odpowiedzialnego za bezpiekę.

To Berman (mający równocześnie ogromny wpływ w sferze życia ideologicznego i kultury) nadzorował nieubłaganą walkę z wieloma sferami polskiego dziedzictwa narodowego. Robił to zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą, że „wszelki flirt z polskim uczuciem narodowym” doprowadzi do „wypuszczenia złych duchów Polski”, z antysemityzmem włącznie. (Por. książkę filozofa A. Walickiego: „Zniewolony umysł po latach”, Warszawa 1993, s.329).

To Berman już w 1944 roku jako pierwszy zaczął oskarżać AK o rzekomą współpracę z gestapo i nazywał akowców bandytami. Znany był ze szczególnej bezwzględności i okrucieństwa wobec więźniów politycznych. Zapamiętano powiedzenie Bermana w odniesieniu do ułaskawionych więźniów, którzy później rzekomo ginęli śmiercią „samobójczą”: „Towarzysz Bierut was ułaskawił, ale ja was nie ułaskawię”. (Cyt. za: Pamięć ofiar, „Tygodnik Solidarność” z 14 marca 2003 r.)

P. Zychowicz całkowicie, a niechlubnie milczy o niebywałych rozmiarach walki z polskim patriotyzmem, którą prowadzili obok Bermana także inni czołowi żydowscy komuniści. Dość przypomnieć powiedzenie osławionego dyrektora X Departamentu stalinowskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Polsce Anatola Fejgina: „Trzeba zabić polską dumę, rozstrzelać patriotyzm”.

Komunistyczna bezpieka była całkowicie zdominowana przez Żydów, poza jednym wyjątkiem – ministrem bezpieczeństwa Stanisławem Radkiewiczem. Tyle, że był on faktycznie ubezwłasnowolnionym. Nici wszystkich spraw w bezpiece znajdowały się wyłącznie w rękach żydowskich podwładnych Radkiewicza. Wiedzieli oni bowiem, podobnie jak na górze J. Berman o bardzo kompromitującej tajemnicy Radkiewicza, która ułatwiała całkowite trzymanie go w ręku. Chodziło o to, że Radkiewicz po aresztowaniu przed wojną jako sekretarz KZMP podpisał na policji tzw. lojalkę. (Wg. notatek R. Romkowskiego (właść. Nasieka (Natana) Grinszpan-Kikiela – w książce S. Marata i J. Snopkiewicza; „Ludzie bezpieki”, Warszawa 1990, s.141).

W mojej książce „Nowe kłamstwa Grossa” (Warszawa 2006, ss.171-172) całą stronę wypełnia przytoczony przez mnie wykaz szefów polskiej bezpieki żydowskiego pochodzenia. Przypomnijmy tu, że sowiecki ambasador w Warszawie Wiktor Lebiediew, który „nieźle znał Polskę” (w ocenie historyka prof. A. Paczkowskiego) w raporcie wysłanym do Moskwy 10 lipca 1949 r. zwrócił uwagę, że „w MBP (Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego – J.R.N.), poczynając od wiceministrów, poprzez dyrektorów departamentów, nie ma ani jednego Polaka. Wszyscy są Żydami”. (Podkr.- J.R.N.). (Cyt. za : A. Paczkowski: Żydzi w UB: próba weryfikacji stereotypu, w: „Komunizm, ideologia, system, ludzie”, red. T.Szarota, Warszawa 2001, s.2020.)

Długa lista świadectw o żydowskich zbrodniach w UB

Wybielaczom roli Żydów w UB i w stalinizacji Polski warto przypomnieć również jakże uczciwe świadectwo Polaka żydowskiego pochodzenia Andrzeja Wróblewskiego (do roku 1940 noszącego rodowe nazwisko Fejgin). Andrzej Wróblewski, wybitny krytyk teatralny, ojciec redaktora „Polityki” Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego i dziadek obecnego naczelnego redaktora ‘Wprost” Tomasza Wróblewskiego, stanowczo protestował przeciwko relatywizowaniu spraw żydowskiej odpowiedzialności za UB.

Jednoznacznie akcentował: „Proporcjonalnie więcej było Żydów wśród katów niż wśród ofiar. I chociaż nie wszyscy Żydzi byli równie gorliwi, to jednak powszechnym odbiorze postrzegana była ich aktywność. Przeważnie przedwojenni komuniści, często ze stażem więziennym, byli zaślepieni wiarą, że rzeczywiście biorą udział w walce o nowy wspaniały świat. Nie zdawali sobie sprawy, że swoim postępowaniem wywołują zjawisko antysemityzmu”. (Por. A. Wróblewski: „Być Żydem”, Warszawa 1993, s.181).

W innym miejscu swej książki Wróblewski ubolewał, że w 1968 roku „pod płaszczykiem dotkniętej godności wyjeżdżali z kraju Żydzi, którzy służyli w UB, byli sędziami czy prokuratorami z rękami umaczanymi po łokcie w krwi”. (Podkr.- J.R.N.).

Najwybitniejszy chyba polski twórca pochodzenia żydowskiego w okresie po 1945 r., zawsze niezależny i „niepoprawny politycznie” Leopold Tyrmand tak pisał w 1972 r. w niegodnie przemilczanej dotąd w Polsce „Cywilizacji komunizmu”: „Amerykańskie uniwersytety przygarniają dziś Żydów, którzy przez ponad 25 lat swych służb w policjach politycznych Europy Wschodniej ciężko prześladowali ludzi – w tym także innych Żydów – walczących o prawo do niezawisłości i sumienia. Dziś Żydzi ci chronią się za swe niegdyś tak łatwo zapomniane żydostwo (Podkr.- J,.R.N.) (…) ludzie ci nie mają moralnego prawa do obrony przede wszystkim jako niestrudzeni architekci tej rzeczywistości, w której po 25 latach dojść mogło do tak karykaturalnych zwyrodnień myśli i pojęć, jako inżynierowie tej struktury, w której monstrualne kłamstwo tak łatwo jest uczynić prawem życia. Trudno jest zapomnieć ich fanatyczną wiarę w zło, jaką głosili w komunistycznych gazetach, książkach, artykułach, filmach”.

Żydowska badaczka sytuacji Żydów we współczesnej Polsce Irena Irwin Zarecka pisała w wydanej w 1989 r. książce o sytuacji w Polsce w pierwszych latach po wojnie m.in.: „Nowy reżim był przynajmniej początkowo reżimem obcym, z minimalnym tylko poparciem wewnątrz polskiego społeczeństwa. Był to reżim okrutny, szczególnie w swej fazie stalinowskiej, choć nie tak okrutny jak jego sowiecki autor. A Żydzi znaleźli się w szeregach jego najokrutniejszych sił (podkr.- J.R.N.), przy o wielu więcej Żydach wspierających go w bardziej pasywny sposób”. (Według: I. I Zarecka: „The Jew in Contemporary Poland”, New Brunswick 1989, s.58).

Słynny znawca historii Polski prof. Norman Davies napisał w 1986 r. wręcz o „tysiącach polskich Żydów, którzy utracili twarz poprzez związanie się z okrutnym powojennym reżimem stalinowskim” (Por. tekst N. Daviesa w „The New York Review of Books” z 20 listopada 1985 ). [„Utracili twarz”, ale żaden nie stracił głowy… – admin]

Przypomnijmy tu też, co pisała przed laty znana publicystka żydowskiego pochodzenia Alina Grabowska, po 1989 r. „wsławiona” jako tropicielka rzekomego polskiego „antysemityzmu”. Otóż jeszcze w 1969 roku napisała ona w paryskiej „Kulturze”: „W pierwszych latach powojennych (a nawet później) znakomitą, niestety, większość pracowników UB stanowili Żydzi”. (Por. A. Grabowska: Raj utracony – raj odzyskany, paryska „Kultura” 1969,nr 12, s.127).

Można by długo wyliczać podobne oceny roli Żydów w UB i polskim życiu publicznym. Oto na przykład świadectwo najwybitniejszej polskiej pisarki po 1945 roku Marii Dąbrowskiej, zapisane w jej słynnym dziennikach pod data 17 czerwca 1947 roku: „UB, sadownictwo są całkowicie w ręku Żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden Żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków”. (Por. M. Dąbrowska: „Dzienniki powojenne 1945-1965”, Warszawa 1996, t.1, s.146).

Rola Żydów polskich w szkoleniu kadr dla sowieckiego podboju

Występujący w książce Zychowicza żydowski historyk Yehuda Bauer stara się maksymalnie pomniejszyć rolę żydowskich komunistów w Polsce po 1918 r. stwierdza, że przecież „w 1922 roku istniała polska partia komunistyczna, która poparła bolszewicką inwazję”. (Por. P. Zychowicz: op.cit., s.446).

Bauer zaciera w ten sposób niebywale wielką rolę, jaką Żydzi odgrywali w polskiej partii komunistycznej w Drugiej Rzeczypospolitej i ich znaczenie w szkoleniu kadr dla przyszłego sowieckiego podboju Polski. Oddajmy więc w tej sprawie głos prawdziwie wybitnemu żydowskiemu ekspertowi w sprawie roli Żydów komunizmie – Yuri Slezkinowi. Ten naukowiec żydowski, przybyły do Stanów Zjednoczonych w 1982 r. z Rosji Sowieckiej napisał podstawowe wręcz dzieło o udziale Żydów w komunizmie „Wiek Żydów” (Warszawa 2006 ), niestety w Polsce już od dawna niedostępne, bo wykupione. O dziwo, książkę tę chwalił nawet J.T.Gross, choć odpowiednio przekręcił przy cytowaniu.

Otóż Slezkine stwierdza jednoznacznie (op.cit., s.106 ), że: „W Polsce „etniczni” Żydzi stanowili większość w pierwszym kierownictwie partii komunistycznej (7 z około 10).”(Podkr. J.R.N.). W latach trzydziestych stanowili 22-26 procent wszystkich członków partii, 51 procent członków młodzieżówki komunistycznej (1930), około 65 procent ogółu komunistów warszawskich (1937), 75 procent aktywistów Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom i większość członków Komitetu Centralnego KPP”. Faktycznie ze środowiska żydowskiego wywodził się trzon kierownictwa komunistycznej Partii Polski, w tym sam jej przywódca Adolf Warszawski (Warski).

Niewielu Żydów przeprosiło za żydowskie zbrodnie na Polakach

Tylko niewielu Żydów lub Polaków żydowskiego pochodzenia przeprosiło za zbrodnie popełnione przez Żydów w UB na Polakach. Tym bardziej warto przypomnieć dziś już zupełnie zapomnianą wypowiedź Stanisława Krajewskiego, żydowskiego współprzewodniczącego Rady Chrześcijan i Żydów z 1994 r.

Krajewski zdobył się wówczas na publiczne przyznanie: „Czuję się zawstydzony z powodu przestępstw popełnionych przez żydowskich komunistów”. (Por. „Gazeta Wyborcza” z 10 lipca 1998 r.). Przypomnijmy tu również wystąpienie w 2001 r. odważnego Polaka żydowskiego pochodzenia Anatola Lawiny, niegdyś więzionego za udział w anty-PRL-owskiej opozycji, a po 1989 r. zdecydowanego tropiciela afer gospodarczych III RP. W nawiązującym do sprawy zbrodni S. Morela tekście publikowanym na łamach „Rzeczpospolitej” z 5 czerwca 2001 r. Lawina zdecydowanie wystąpił przeciwko tym, którzy próbują zanegować konieczność przeproszenia przez Żydów za popełnione przez ich ziomków zbrodnie na Polakach.

Pisał m.in.: “Jestem gotów przeprosić za tych Żydów, którzy jak Lila Potok, Szlomo Morel, Pinka Mąka, przeżyli obozy hitlerowskie i przyznając sobie prawo odwetu, sami stali się okrutnymi oprawcami, wręcz zbrodniarzami, będąc, komendantami w obozach przez siebie zorganizowanych, w Gliwicach, w Świętochłowicach i innych miejscowościach na Śląsku.” (Por. „Rzeczpospolita” z 5 czerwca 2001).

Przypomnijmy też, co mówił w wywiadzie w 2001 r. architekt i działacz polityczny żydowskiego pochodzenia Czesław Bielecki, wówczas przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. W wywiadzie udzielonym „Najwyższemu Czasowi” Bielecki powiedział m.in.: „Są sprawy, za które też Żydzi muszą przepraszać. Nie może być tak, że jeżeli prokurator Helena Wolińska zabiła sądowo naszego bohatera, gen. Emila Fieldorfa, to społeczność żydowska nie jest za to odpowiedzialna.” (Por. „Najwyższy Czas” z 7 lipca 2001).

Ciekawe, że Zychowicz, który tak skwapliwie poświęcił szereg stron swojej książki sprawom polskich szmalcowników (Por. P. Zychowicz: „Żydzi”, op. cit. ss. 319-328) nie znalazł miejsca na choćby kilka zdań na wspomnienie sprawy S. Morela i pomagających mu żydowskich ubeków, którzy zamordowali ponad 1600 niewinnych Polaków i Niemców.

Oczywiście Zychowicz kontynuuje tu starą taktykę „poprawności politycznej”, która każe tak rzadko wspominać o sprawie zbrodni Morela et consortes. Ciekawe, czy nowe PiS-owskie władze zdecydują się na rozpoczęcie gruntownego śledztwa w sprawie zbrodni, Morela, tak jak zrobiono w sprawie zbrodni w Jedwabnem? [Bua ha ha ha ha! – admin]

Na koniec przypomnę tu jakże niesłusznie zapomniany i niestety, nigdy nie wysłuchany jakże mądry „List Żydów z Izraela do Żydów w Polsce” z listopada 1946 r. Podpisany przez 120 Żydów izraelskich list znajdujący się w Arch. Deleg. Win, Dział II A. zawierał m.in. oceny: „(…) Nie możemy jednak oprzeć się stwierdzeniu, że rządzące dziś w Polsce komunistyczne sfery żydowskie nie nauczyły się niczego (…) Nie nauczyły się wielkiej i praktycznej prawdy, że do szczęścia i niepodległości własnego narodu nie można zdążać przez nieszczęście i niewolę drugiego narodu (Podkr.- J.R.N.). Żydzi rządzący w Polsce, a należący do partii komunistycznej, myślą o sobie, a nie o ludności żydowskiej w Polsce i dlatego powiązali się z tymi obcymi czynnikami, którym zależy na tym, aby Polska pozostała krajem małym, słabym i bezwolnym narzędziem w ich ręku. Niech nad tym postępowaniem komunistycznej żydowskiej góry w Polsce zastanowią się prawdziwi żydowscy patrioci (…) Może przyjść zawierucha i zamieszanie w Europie i Żydzi będą tak przyparci do muru, że nie znajdą innego wyjścia, jak szukać schronienia w Polsce i u Polaków. Wtedy może być za późno”. (Podkr.- J.R.N.). (Cyt. za „Myśl Polska” z 17 czerwca 2001 r.)

Prof. Jerzy Robert Nowak
Za: Jerzy Robert Nowak – blog oficjalny (5 czerwca 2016)
http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/06/zydzi-komunizm-i.html

*                                     *                                      *

Żydzi a komunizm (II)
Przeciw przemilczaniu roli zbolszewizowanych Żydów na Kresach od września 1939 r.

Najbardziej zafałszowany i zdeformowany obraz stosunków polsko-żydowskich znajdujemy w książce Piotra Zychowicza „Żydzi” w odniesieniu do okresu od września 1939 do 1941 r. na Kresach. Zabrakło tam podstawowych wręcz informacji o zbrodniach zbolszewizowanych Żydów przeciw Polakom.

Stało się tak nieprzypadkowo, bo Zychowicz oddaje głos w tej sprawie tylko dwóm kłamliwym historykom żydowskim Yehudzie Bauerowi i Antony Polonskiemu oraz prof. Krzysztofowi Jasiewiczowi, który potrafił zmienić swe poglądy jak rękawiczki (od niebywale oszczerczej wobec Polaków książki „Pierwsi po diable”, wydanej w 2001 r. po całkowicie różniącą się z nią w swej wymowie i bez porównania uczciwszą książkę “‘Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów”, wydaną w 2009 r.).

Nawet i ten prof. Jasiewicz posuwa się w wywiadzie zamieszczonym w książce Zychowicza (s. 422) do jawnego kłamstwa, twierdząc: „Jako historycy stajemy przed koniecznością ogromnych badań na temat tego, co się działo na Kresach, ale rozbijamy się o skałę. Nie ma bowiem chętnych do pisania na ten temat. (Podkr.- J..R.N.) W wielu wypadkach właśnie z obawy przed łatką antysemityzmu”.

Prof. Jasiewicz ewidentnie kłamie w tej sprawie¸ bo już w 1999 r. ukazała się moja rzeczywiście pionierska i bardzo „niepoprawna politycznie’ gruntownie udokumentowana ponad 250–stronnicowa książka „Przemilczane zbrodnie. Żydzi i Polacy na Kresach w latach 1939-1941”. Prof. Jasiewicz starannie przemilczał ją w wydanej zaledwie dwa lata później swojej książce. Będąc wówczas zajadłym zwolennikiem Grossa nie przytoczył mojej książki nawet w swej ogromnej bibliografii. Przemilczał moją publikację również nawet w swej jakże zmienionej w wymowie książce z 2009 r.

Tak niegodnie przemilczał tę książkę Jasiewicz krajowy polski historyk w badaniach do okresu po 17 września 1939 r., choć potrafili do niej dotrzeć polscy autorzy za Oceanem. Polecam tu zwłaszcza recenzję o mojej książce pióra polonijnego autora z Chicago Jana Peczkisa, opublikowaną w wydawnictwie 27 lutego 2007 r. pod tytułem „The Other Side of the Coin: Large-Scale Jewish Crimes against Poles”.

Warto przypomnieć, że tenże „dziwny” naukowiec Jasiewicz przemilczał w bibliografiach obu swych książek m.in. tak ważne z punktu podejmowanej przezeń tematyki, ale „niepoprawne politycznie” dzieła jak dwutomowa książka prof. R. Szawłowskiego „Wojna polsko-sowiecka” (wyd..1997) prof. M. Wierzbickiego: „Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim” (wyd.2000), T. Piotrowskiego: „Poland’s Holocaust”, Jefferson, North Carolina (wyd. 1998), tekst M. Paula: Jewish-Polish Relations In Sowiet –Occupied Poland 1939-1941), zamieszczony w książce: „The Story of Two Shtetls, Bransk and Ejszyszki”, Toronto-Chicago, 1998, cz.2), czy książkę żydowskiego autora H. Sarnera: „General Anders and the Soldiers of the Second Polish Corps”, (Brunswick Press 1997), wspominającą o zbrodniach żydowskich na Polakach.

W bibliografii zamieszczonej w książkach Jasiewicza zabrakło nawet tak fundamentalnego dzieła jak „Zapomniany holocaust” Richarda C. Lukasa (wyd. po polsku 1995), z którym zrobił wywiad P. Zychowicz. Muszę powiedzieć, że to absolutny cynizm ze strony prof. Jasiewicza – przemilcza różne ważne książki, piszące w sposób „niepoprawny politycznie” o zachowaniu zbolszewizowanych Żydów na Kresach, a potem głośno i faryzejsko lamentuje, że nikt nie pisze takich książek! Za to w swej bibliografii Jasiewicz nie omieszkał zamieścić wielu propagandowych komunistycznych śmieci. I taki z niego uczciwy naukowiec!

Moja książka została całkowicie przemilczana w Kraju, bo była aż nazbyt niepoprawna politycznie. Ja sam nie miałem zbytnio czasu na jej upowszechnienie, bo w rok po jej wydaniu całkowicie pogrążyłem się w walce z oszczerstwami J. T. Grossa (wielki cykl artykułów w katolickiej ‘Niedzieli” i książka „Sto kłamstw Grossa” (Warszawa 2000).

Bardzo źle się stało jednak, że moją książkę o zbrodniach zbolszewizowanych Żydów na Kresach tak przemilczano w pierwszych latach po jej wydaniu, bo zamiast ciągłej obrony przed oszczerstwami Grossa wytyczyłaby ona inny kierunek walki z tego typu kłamstwami: ofensywny i demaskatorski.

No, cóż my Polacy nie umiemy się bronić, a winę za to ponosi ogromna część polskich historyków i publicystów, którzy milczeli po ukazaniu się paszkwilanckich „Sąsiadów”. Gdyby zabrali wtedy głos, problem Grossa w Polsce i w świecie w ogóle by nie zaistniał. Powszechnie uznałoby go bowiem za hochsztaplera, jak należało zrobić! Dziś za to mamy rozlicznych „spóźnionych bohaterów” publicystyki, którzy teraz w 2016 r. demaskują Grossa. Rychło w czas! Takim „spóźnionym bohaterem” jest też P. Zychowicz, który nawet teraz opowiada się przeciwko sądowemu ukaraniu Grossa za jego antypolskie oszczerstwa.

Zafałszowany obraz zachowań zbolszewizowanych Żydów na Kresach od września 1939 r. w książce P. Zychowicza

W książce P. Zychowicza w uwagach na temat antypolskich zachowań Żydów na Kresach od 17 września 1939 r. znajdujemy drastyczne wręcz pominięcia. Jako wyraz antypolskich zachowań autor podaje poprzez cytowanych autorów tylko stawianie bram triumfalnych na cześć Sowietów, całowanie przez Żydów sowieckich czołgów, tworzenie milicji i wyszydzanie klęski Państwa Polskiego, kuksańce i wyzwiska wobec Polaków prowadzonych do więzień.

Tylko półgębkiem w małym fragmencie jednego zdania Zychowicz pisze (na s. 416) o atakach na żołnierzy WP. A przecież chodziło o przemilczaną przez Zychowicza i jego rozmówców bardzo dużą skalę zbrojnej dywersji zbolszewizowanych Żydów przeciw Wojsku Polskiemu we wrześniu 1939 r. i licznych przypadkach mordowania Polaków przez Żydów w tym okresie. Dlaczego milczą o tym Zychowicz i jego interlokutorzy?

Przemilczane przez Zychowicza fakty o mordowaniu Polaków przez zbolszewizowanych Żydów w latach 1939-1941

Zdumiewające jest całkowite pominięcie w książce Zychowicza sprawy zamordowania licznych Polaków przez zbolszewizowanych Żydów na Kresach, choć była to największa zbrodnia popełniona na tamtejszych Polakach. A było takich przypadków niemało, zwłaszcza w pierwszych tygodniach po 17 września 1939 roku, i w okresie pospiesznej „ewakuacji” więźniów po napaści Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 r.

Są wśród tych zabójstw historie szczególnie spektakularnych i bezwzględnych zbrodni, tak jak jawny mord na kilku polskich działaczach studenckich na Politechnice Lwowskiej październiku 1939 roku, zabitych pod zarzutem rzekomego antysemityzmu, czy wymordowanie 8 dominikanów z klasztoru w Czortkowie przez żydowskich NKWD-istów na początku lipca 1941 r.

Znamienny był fakt, że zabójstwa Polakowi dokonywane przez skomunizowanych Żydów na ogół wcale nie ograniczały się do osób, z którymi sami Żydzi mieli osobiście poprzednio jakieś konflikty osobiste. Częstokroć zabijano przypadkowo wybranych polskich żołnierzy, oficerów, urzędników, duchownych , czy po prostu ludzi zamożniejszych – tak jak hrabiostwo Skirmunt.

Jak zbolszewizowani Żydzi zadbali o powiększenie „listy katyńskiej”

Nierzadko zabójstwa na Polakach były dokonywane przez prosowieckich Żydów wspólnie ze zbolszewizowanymi Białorusinami czy Ukraińcami. Wiązała się z tym sprawa udziału wielu Żydów w wyłapywaniu polskich oficerów, przebranych po cywilnemu, lub jako zwykłych żołnierzy, co w rezultacie doprowadziło do ich przyszłej śmierci, powiększając „listę katyńską”.

Pisał o tym wprost uczciwy żydowski autor ze Stanów Zjednoczonych Harvey Sarner. W książce „Generał Anders i żołnierze Polskiego Drugiego Korpusu” Sarner napisał bez ogródek: „Jan Karski, wyraźnie żaden antysemita, twierdził, że niektórzy Żydzi współpracowali z Rosjanami w ujawnianiu polskich oficerów, którzy byli w następstwie tego aresztowani. Żeby zrozumieć, jak poważnie zaciążyły takie postępki na stosunkach polsko-żydowskich, należy uświadomić sobie, że większość złapanych oficerów polskich została później stracona przez Sowietów w Katyniu i innych miejscach kaźni”. (Por. H. Sarner: op.cit, s.4).

Zamordowanie grupy dominikanów w Czortkowie

W wydanej w 1999 roku mojej książce ‘Przemilczane zbrodnie’ podałem na stronach 47-68 liczne udokumentowane przykłady mordowania Polaków przez Żydów w latach 1939-1941. Przypomnę tu te tak niegodnie przemilczane przez Zychowicza informacje. Szczególnie wstrząsające fakty na ten temat przyniosła relacja księdza Zygmunta Mazura, poświęcona wymordowaniu przez Żydów z NKWD grupy dominikanów z klasztoru w Czortkowie.

Jak pisał ksiądz Mazur: „Sytuacja klasztoru uległa gwałtownej zmianie 22 czerwca 1941 r. z chwilą wybuchu wojny. Jak to było w zwyczaju systemu stalinowskiego przede wszystkim przystąpiono do likwidacji prawdziwych i domniemanych wrogów rządów komunistycznych. Do tej grupy zaliczono przede wszystkim duchownych. Skierowane tam władze bezpieczeństwa w porozumieniu z jednostką wojskową wpadły w nocy z 1 na 2 lipca i wywlokły z klasztoru byle jak odzianych o. Justyna, o. Jacka, o. Anatola oraz brata Andrzeja. Wywiezieni nad rzekę w Starym Czortkowie na tzw. Groblę zwaną Berda zostali pomordowani strzałami w tył głowy. Wykonawcami wyroków byli miejscowi Żydzi, służący w NKWD, co potwierdzają zachowane zeznania mieszkańców Czortkowa (jeden z uczestników mordu był w PRL po 1945 roku generałem Wojska Polskiego). (Podkr.-J.R.N).

O pozostałych zakonnikach nie można było się niczego dowiedzieć, ponieważ wojsko broniło dostępu do klasztoru, a kościół pozostawał zamknięty. Mimo tych trudności jednemu uczniowi udało się przedostać do kościoła, a stamtąd do cel położonych na parterze. To, co zobaczył, było przerażające. W poszczególnych łóżkach leżeli pomordowani strzałami w głowę bracia R. Czerwonka, M. Iwaniszczew i tercjarz J. Wincentowicz (…) Sowieckie władze bezpieczeństwa równocześnie z mordowaniem splądrowały kościół (…) Chcąc zatrzeć ślady dokonanej zbrodni wojsko 4 lipca 1941 podpaliły kościół”. (Por. ks. Z.Mazur: Męczeński klasztor dominikanów w Czortkowie, polonijne czasopismo „Gazeta” (Toronto), nr 45 z 1992 r.)

Ofiarami mordu w klasztorze w Czortkowie padli ojcowie: Justyn Spyrlak, Jacek Misiura, Antoni Zambrowski i Hieronim Longana, bracia zakonni: Andrzej Bujakowski, Reginald Czerwonka i Metody Iwaniszczew, wreszcie kościelny Józef Wincentowicz. (Wg. ks. W. Szetelnicki: Zapomniany lwowski bohater – ks.Stanisław Frankl (1903-1944), Rzym 1983, s.122). Według wspomnień Lesława Juriewicza w książce „Niepotrzebny” jednym z zabójców i ich przewodnikiem był NKWD-zista, miejscowy Żyd, nazwiskiem Blum”. (Por. L.Juriewicz: „Niepotrzebny”, Londyn 1977, s.29).

Zamordowanie lwowskich działaczy studenckich

Jedną z najohydniejszych zbrodni popełnionych pod hasłem rozprawy z „polskimi antysemitami” było zamordowanie kilku działaczy studenckich na politechnice Lwowskiej w październiku 1939 r. Inspiratorem całego mordu był rosyjski Żyd, ppłk. Jusimow, mianowany komendantem Politechniki.

Zbysław Popławski tak opisał na łamach periodyku „Semper Fidelis” przebieg okrutnej rozprawy z polskimi działaczami studenckimi: „Następnie komisarz Jusimow zorganizował likwidacyjne zebranie Bratniej Pomocy, które odbyło się między 15 a 20 X 1939 r. Większość obecnych na sali stanowili Żydzi, Ukraińców i Polaków było mało; tzw. likwidacja odbywała się niezgodnie ze statutem, gdyż dokonywali jej nie-członkowie.

Na sali orkiestra wojskowa grała marsze; nie wiedziano wtedy, że były to mundury NKWD. Za katedrą zasiadła grupa 6-8 osób, a wśród nich jako zagajający Żyd rosyjski w skórzanej kurtce i skórzanym kaszkiecie, którego nie zdjął w czasie zebrania,. Przedstawił się jako komisarz Politechniki. Był to właśnie tow. Jusimow, ppłk z zarządu politycznego Armii Czerwonej.. Przemawiał po rosyjsku, wykazując, że teraz po upadku „jaśniepańskiej Polski” należy zlikwidować jej nadbudowę, tj. organizację studencką, powołaną do gnębienia ludu pracującego; za to wszystko, co było, odpowiedzialni są członkowie kierownictwa tej organizacji, którzy znajdują się na tej sali”.

Jako drugi wystąpił Jan Krasicki, już wtedy II sekretarz Miejskiej Organizacji Komsomołu. Odegrał on rolę prowokatora do zaplanowanego ludobójstwa (…) omawiając działalność antysemicką i prześladowanie Żydów (…) Następni mówcy – komuniści żydowscy – stwierdzili, że na sali są obecni działacze organizacji antysemickich. Komisarz polecił ich wskazać. Wyciągnięci przemocą z miejsc i bici, doprowadzeni zostali do mównicy, aby się tłumaczyli. Tam zostali znowu pobici i skopani, wreszcie wywleczeni przez członków orkiestry w mundurach na korytarz.

W czasie, gdy orkiestra znów grała, usłyszałem wyraźne strzały na korytarzu. Po zebraniu otworzono drzwi sali; wszyscy musieli przechodzić przez korytarz, a tam za ławkami w kałużach krwi leżeli nieruchomo wyprowadzeni uprzednio studenci. Oto nazwiska ofiar, które udało się ustalić: Ludwik Płaczek, stud. IV roku, kierownik IDT, członek korporacji „Scytia”; Jan Płończak, stud. III roku, członek wydziału „Bratniaka”, również należący do korporacji „Scytia”; Henryk Różakolski, stud. IV roku, pochodzący z Wielkopolski”. (Wg. Z.Popławski: Represje okupantów na Politechnice Lwowskiej (1939-1945), „Semper Fidelis” 1991, nr 4, ss.3-4).

Szczególnie złowieszcza była atmosfera, w której publicznie zorganizowano swoisty „sąd” nad polskimi działaczami studenckimi za rzekomy „antysemityzm”, aby ich wkrótce potem zabrać jako ofiary kaźni. Autor polonijny z Kanady Mark Paul porównał atmosferę tamtego zgromadzenia, które faktycznie „skazało” studentów na śmierć, do atmosfery niektórych wieców w nazistowskich Niemczech. (Por. tekst M. Paula: op.cit., cz, s.307). Jewish-Polish Relations In Sowiet Occupied Poland 1939-1941, zamieszczony w książce: “The Story of Two Shetls, Bransk und Ejszyszki”, Toronto – Chicago 1998, cz.2, s.307).

Rozprawa z Polakami w Grodnie i powiecie grodzieńskim

Karol Liszewski (prof. Ryszard Szawłowski) pisał w swej książce o wojnie polsko-sowieckiej 1939 roku o roli komunistów żydowskich – obok białoruskich – w okrutnej rozprawie z Polakami w powiecie grodzieńskim po ostatecznym opanowaniu go przez Sowietów. Stwierdzał: „Najgorsze były pierwsze dni po opanowaniu przez Sowietów miasta. Ludzie, w szczególności młodzież, byli rewidowani i jeśli znaleziono nawet duży nożyk u chłopaka – rozstrzeliwano na miejscu. Podobno na placu przed Farą leżał cały wał ludzi w ten sposób zamordowanych (…)

Trzeba też odnotować morderstwa dokonane w tych dniach i tygodniach w powiecie grodzieńskim i w dalszych okolicach. Dokonywane one były – z błogosławieństwem sowieckim – przez miejscowych komunistów białoruskich i żydowskich (podkr.-J.R.N.), jak również przez samych Sowietów. Podobno bolszewicy dali wówczas miejscowym komunistom dwa tygodnie dla „swobodnego” mordowania wrogów klasowych, w każdym razie na wsi”. (Por. K. Liszewski (R. Szawłowski): „Wojna polsko-sowiecka 1939 r.), Londyn 1988, s. 75).

Mordowani w Grodnie Polacy częstokroć padali ofiarą „zabójczych” donosów ze strony znających ich Żydów. Na przykład Mirosław Kurczyk, syn zamordowanego wówczas w Grodnie nauczyciela szkoły powszechnej, pisał: „Po załamaniu się obrony wojska sowieckie zajęły wszystkie ważne punkty miasta, jak gmachy urzędów, policji, więzienie itp. W miasto ruszyły w pełnym rynsztunku bojowym plutony egzekucyjne (…) Jeden z tych oddziałów, sowieckich, przyprowadzony przez cywila z czerwoną opaską, mieszkańca domu, w którym mieszkaliśmy, narodowości żydowskiej, aresztował mojego ojca.

Ojciec mój, Jan Kurczyk, lat 45, z zawodu nauczyciel, po wyprowadzeniu z domu został rozstrzelany (Podkr.- J.R.N). (…) Ojciec mój nie brał udziału w obronie Grodna, ale wystarczyło, że wskazano na niego palcem, bo był Polakiem, inteligentem, ażeby bez sądu zamordować w stylu hitlerowskim”. („Wojna polsko-sowiecka 1939″ ,Warszawa 1997, t.1, s.364).

W kolejnym wpisie na blogu przedstawię dalsze liczne przykłady tak przemilczanych przez Zychowicza faktów o mordowaniu Polaków na Kresach przez zbolszewizowanych Żydów oraz informacji o ich dywersji zbrojnej przeciw wojskom polskim we wrześniu 1939 r. Dlaczego te sprawy okrutnego mordowania Polaków przez zbolszewizowanych Żydów na Kresach zostały całkowicie przemilczane w książce P. Zychowicza? Gdzie jego elementarna uczciwość? I taki „historyk” kieruje dodatkiem historycznym „Do Rzeczy”. Pogratulować “Do Rzeczy”!

Przeciw przemilczaniu zbrodni zbolszewizowanych Żydów na Polakach na Kresach w latach 1939-1941, zbrodni żydowskiej policji na 400 Żydach w Oszmianie w 1942 r. i zbrodni żydowskich ubeków w Świętochłowicach na ponad 1600 niewinnych Polakach i Niemcach w 1945 r.

W książce P. Zychowicza czytamy na s. 430 stwierdzenie prof. K. Jasiewicza, głoszące o polskiej reakcji na ujawnienie spawy Jedwabnego: „To dziecinne pójście w zaparte było dla mnie nie do zniesienia”. A ja pytam się, dlaczego ze strony polskiej miano bezkrytycznie godzić się z ewidentną stronniczością i manipulacjami ówczesnego prezesa IPN-u Leona Kieresa w sprawie Jedwabnego? Pytam też, dlaczego Polacy mieli się godzić z jakże niefortunnym przerwaniem pod naciskiem Żydów ekshumacji w Jedwabnem, właśnie w momencie, gdy można było do końca wyświetlić sprawę niemieckiego udziału w tej zbrodni.

Przypomnę, że już pierwsze prace ekshumacyjne w Jedwabnem dowiodły fałszu tezy Grossa, że w Jedwabnem zamordowano ponad 1600 Żydów. Okazało się, że zamordowano tam 250 Żydów. Później znaleziono niemieckie naboje przy miejscu zbrodni. Gdyby prowadzono dalej ekshumację przypuszczalnie można było znaleźć jakieś ciało czy głowę Żyda przestrzelone niemieckim pociskiem. Dowiodłoby to raz na zawsze, że przy sławetnej stodole w Jedwabnem stali na straży niemieccy żołnierze i strzelali do próbujących stamtąd uciec Żydów. Najlepiej dowiodłoby to zbrodniczej roli Niemców w tej sprawie.

I właśnie w takiej sytuacji pod naciskiem Żydów (rabina M. Schudricha i in.) przerwano ekshumację w Jedwabnem, co wywołało m. in. protest kilkudziesięciu znanych osobistości polonijnych. 9 stycznia 2013 naczelny redaktor „Najwyższego Czasu” Tomasz Sommer ujawnił i skomentował tzw. „raport Koli” (raport prof. Andrzeja Koli, wybitnego archeologa, prowadzącego prace przy ekshumacji w Jedwabnem). Prof. Kola w swym raporcie wysuwał zdecydowane zastrzeżenia wobec przerwania ekshumacji Jedwabnem przed całkowitym wyjaśnieniem okoliczności zbrodni.

W świetle tych faktów można uznać, że to prof. K. Jasiewicz „idzie w zaparte”, przemilczając fakt zablokowania pełnego wyjaśnienia zbrodni w Jedwabnem przez przerwanie ekshumacji. Prof. Jasiewicz powinien do końca życia bić się w piersi za swą jakże kłamliwą wydaną w 2001 r. książkę „Pierwsi po diable”, która w pełni podtrzymywała oszczerstwa Grossa przeciw Polakom, i robiła to w skrajnie nieprzyzwoity sposób.

Sam Jasiewicz tylko częściowo wycofał się z zawartych w owej książce kłamstw. We wstępie do swej, głoszącej zupełnie odmienne tezy książce „Rzeczywistość sowiecka 1939 1941 w świadectwach polskich Żydów” (Warszawa 2009, s.9 ) prof. Jasiewicz pisał: ”Dziś zapewne wycofałbym się z niektórych tez i zauroczeń, zwłaszcza przewijającego się w książce filosemityzmu i wątków pobocznych, jednakże z pewnością nie zmieniłbym meritum, popełniłem w niej jednak fundamentalny błąd merytoryczny”.

Stwierdzenie tego typu nie wystarcza – prof. Jasiewicz powinien publicznie przeprosić za wszystkie godzące w Polaków skrajne wręcz uproszczenia zawarte w jego pierwszej książce, a nie zabierać teraz mentorskiego głosu w sprawie Jedwabnego. Wiadomo, że prof. Jasiewicz został w 2013 r. w sposób skandaliczny odwołany z funkcji kierownika Zakładu Analiz Problemów Wschodnich w PAN za „niepoprawny politycznie” wywiad w sprawach żydowskich. Niemniej uważam, że i tak powinien w pełni rozliczyć się ze swymi niedopuszczalnymi kłamstwami z książki „Pierwsi po diable” z 2001 r., które miały bardzo zły wpływ na ówczesną dyskusję o Grossie. [Bardziej niż przeprosiny Jasiewicza ucieszyłoby mnie skucie mu mordy – admin]

Zychowicz wychwala sam siebie za swą rzekomą „niepoprawność polityczną” i postawioną w jego książce „obrazoburczą” część tez. W rzeczywistości jego książka nie jest ani „obrazoburcza”, ani „niepoprawna politycznie”. Wręcz przeciwnie.

Prawdziwym skandalem jest pominięcie przez Zychowicza jakichkolwiek informacji o dywersji zbrojnej zbolszewizowanych Żydów przeciw Polakom we wrześniu 1939 r. o mordowaniu Polaków przez Żydów na Kresach w okresie po 17 września 1939 r., o rabunku polskiego mienia przez Żydów-komunistów, o niebywałej skali walki zbolszewizowanych Żydów przeciw patriotyzmowi i religii.

Przedstawiany przez P. Zychowicza obraz historii Żydów w drugiej wojnie światowej byłby bez porównania pełniejszy, a nie zdeformowany, gdyby Zychowicz ośmielił się przypomnieć sprawę zamordowania ponad 400 Żydów przez policję żydowska w Oszmianie w 1942 r., w końcu fakt bardzo znaczący (w Jedwabnem zginęło 250 Żydów). Jest to prawdziwym skandalem, że na całym świecie od lat huczy się o „polskiej zbrodni” w Jedwabnem, podczas gdy w ogromnej mierze przemilcza się sprawę dokonanej przez Żydów zbrodni w Oszmianie.

Zychowicz dowiedział się o niej z otrzymanej ode mnie mojej książki „Żydzi przeciw Żydom” (Warszawa 2012, ss.143-144). Powoływałem się w niej na informacje trzech znanych żydowskich historyków: Reubena Ainszteina, Leonarda Tushneta i prof. Saula Friedländera na powyższy temat. Dodam, że w Internecie można znaleźć na temat zbrodni żydowskich policjantów w Oszmianie jeszcze jedno żydowskie świadectwo tej zbrodni – dziennik Żyda z wileńskiego getta Hermana Kruka, wydany w 2002 roku pod tytułem „Last Days of the Jerusalem of Lithuania. Chronicles from the Vilna Ghetto and the Camps, 1939-1944“. Dlaczego „obrazoburczy” Zychowicz milczy o tej tak niewygodnej dla Grossa i innych antypolskich oszczerców sprawie?

Zapytajmy dalej, dlaczego „obrazoburczy” Zychowicz nie zdobył się na choćby jedno zdanie informacji o wymordowaniu przez Salomona Morela i wspomagających go żydowskich ubeków i ubeczki zbrodni na ponad 1600 niewinnych Polakach i Niemcach w obozie Świętochłowicach.

Dlaczego Zychowicz tak „odważnie” wyliczający opinie o Żydach w Palestynie (Izraelu) nie zdobył się na przytoczenie informacji o najstraszniejszej zbrodni popełnionej tam przez Żydów. O straszliwej masakrze na bezbronnych Arabach przeprowadzonej przez bojówki późniejszych premierów Izraela Menachema Begina i Icchaka Szamira w Deir El Jasin w dniu 9 kwietnia 1948 r. Według Jacquesa de Reyniera, szefa Międzynarodowego Komitetu delegacji Czerwonego Krzyża w Palestynie, który przybył do Deir el Jassin 11 kwietnia 1948 r. zginęło tam ponad 200 Palestyńczyków, mężczyzn, kobiet i dzieci”. (Przypomnę, że w rzekomym „pogromie” w Kielcach w wyniku prowokacji NKWD i polskiej bezpieki zginęło 42 osoby). Jak wygląda w świetle tych faktów rzekoma „obrazoburcza” odwaga autora „Żydów” P. Zychowicza?

Prof. Jerzy Robert Nowak
Za: Jerzy Robert Nowak – blog oficjalny (7 czerwca 2016)
http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/06/zydzi-komunizm-ii.html

*                                     *                                      *

Żydzi a komunizm (III)
Przeciw przemilczaniu roli zbolszewizowanych Żydów na Kresach od września 1939 r. (III)

Już w poprzednim wpisie pokazałem jak wielkim skandalem i fałszerstwem jest całkowite przemilczenie w książce P. Zychowicza licznych faktów mordowania Polaków na Kresach od września 1939 r. przez zbolszewizowanych Żydów oraz roli tychże Żydów w organizowaniu zbrojnej dywersji antypolskiej we wrześniu 1939 r. Tutaj przedstawiam dalszy ciąg dokumentacji na ten tak ważny temat, niezwykle często przemilczany przez tchórzliwych naukowców i publicystów.

Osoby te (vide np. P. Zychowicz) mają dość szczególną „odwagę” tylko w popieranym przez „warszawkę” i „ krakówek” głupawym pastwieniu się nad historią Polski w II RP i w czasie wojny światowej. Brak im natomiast zupełnie tej odwagi, by upomnieć się o pamięć polskich ofiar, zamordowanych przez zbolszewizowanych Żydów.

Przemilczane przez Zychowicza fakty o mordowaniu Polaków przez zbolszewizowanych Żydów w latach 1939-1941 –cd.

Wymordowanie polskich policjantów w Sarnach

Profesor Ryszard Szawłowski zamieścił w swej dwutomowej monografii wojny polsko-sowieckiej 1939 roku relację pani J.R. z Wołynia o mordzie na polskich policjantach w Sarnach, wkrótce po wkroczeniu Sowietów do tego miasta. Pani J.R. pisała: „Żydzi z bronią krótką w ręku wraz z kilkoma żołnierzami radzieckimi prowadzili polską policję granatową, plując na nich, krzycząc „przepuścić tych psów”. Policja szła bez pasów, z rękami w górze, szli na śmierć. Szli w pięciu grupach, około 300 osób. Szli w stronę mostu na rzece Słucz w las.

Przez te ciężkie lata nigdy żadna wzmianka o ich losie, grobach, nie przywróciła ich pamięci. Więcej w tej sprawie nie mogę powiedzieć, ponieważ musieliśmy uciekać w stronę Lwowa na Przemyśl (…) Cześć ich pamięci! Chyba w tej sprawie znajdą się inni Polacy, co widzieli”. (Cyt. za : R. Szawłowski : op.cit., t.1 ,s.390)

Relacja ta ukazała się w książce prof. Szawłowskiego w 1997 r. Pytanie, czy IPN zrobił cokolwiek od tego czasu dla wyjaśnienia tej sprawy?

Zbrodnie Żydów z „czerwonej milicji”

W rozlicznych relacjach powtarzają się informacje o zbrodniach popełnionych przez skomunizowanych Żydów na polskich żołnierzach i oficerach w pierwszych tygodniach po najeździe sowieckim na Kresy Wschodnie. Drugiej Rzeczpospolitej. Jak pisał polonijny autor Krzysztof Marek Raczyński: „W 1939 r. niektórzy Żydzi urządzali obławy na żołnierzy polskich, pochodzących z rozbitych przez wojska sowieckie oddziałów i oddawali ich w ręce komisarzy ludowych. I nie były to przypadki pojedyncze. Znane są też sytuacje, gdy mordowano żołnierzy na miejscu”. (Podkr.- J.R.N.) Szczególnie bezlitośnie wobec Polaków zachowywali się Żydzi wchodzący w skład samozwańczej tzw. „czerwonej milicji”, pewni bezkarności za swe zbrodnie, popełnione w imię bolszewizmu.

Historyk Kazimierz Krajewski, świetny znawca działań AK na ziemi nowogródzkiej, tak pisał w monografii poświęconej temu tematowi o roli tzw. czerwonej milicji, zorganizowanej przy współudziale Żydów na tamtych terenach: „Z przykrością trzeba odnotować fakt poparcia sowieckiej agresji przez części obywateli narodowości białoruskiej i żydowskiej. Przyłączyli się oni do zorganizowanych przez sowieckich agentów band samozwańczej tzw. czerwonej milicji i komitetów rewolucyjnych (…) „Czerwona milicja” dopuściła się w okresie przejściowym niezliczonych zbrodni, morderstw i grabieży wobec ludności polskiej. (Podkr.- J.R.N.)

Zjawisko to miało charakter powszechny i nastąpiło we wszystkich powiatach województwa nowogródzkiego”..(Por. K. Krajewski : „Na ziemi nowogródzkiej „Nów”- Nowogródzki Okręg Armii Krajowej”, Warszawa 1997, s.7).

Przytaczając w swej monografii przykłady zbrodni popełnionych na Polakach bezpośrednio po 17 września 1939 roku, Krajewski pisał : „Do zbrojnego incydentu doszło też w Borówce, gdzie żydowsko-białoruska czerwona milicja wymordowała grupę oficerów i żołnierzy KOP przygotowujących się do stawiania oporu bolszewikom”. Ten sam autor pisze, że bandyci żydowscy lub białoruscy z czerwonymi opaskami na rękach byli sprawcami większości zabójstw w powiecie nowogródzkim po 17 września 1939 r. (Por. tamże, s.8 ).

Dziennikarz Krzysztof Czubara opisał w „Tygodniku Zamojskim” z 18 września 1996 r. bardzo brutalne zachowanie Żydów z czerwonej milicji na terenie Zamościa po opanowaniu go przez wojska sowieckie: „Na rozkaz komendanta (sowieckiego-J.R.N.) wojennego milicjanci zatrzymali zakładników. m.in. prof. Stefana Millera i adwokata Wacława Bajkowskiego. Aresztowali oficerów i podoficerów WP, policjantów, pracowników przedwojennego starostwa, działaczy Stronnictwa Narodowego i duchownych (…) Setki aresztowanych osób przetrzymywano pod gołym niebem, w więzieniu przy ul.. Okrzei (…)

Milicjanci, szczególnie Żydzi , nie mieli żadnych skrupułów. Rozbrajali żołnierz polskich, a rannych rozbierali do bielizny, zabierali im buty, zegarki ,rowery, furmanki i inne cenne przedmioty. Na Nowym Mieście żydowski wyrostek w czerwonym szaliku z pistoletem przy pasie z koalicyjką, formował z polskich żołnierzy kolumnę marszową. Sam jechał przodem na koniu i wprowadzał ich na Rynek, gdzie rozwrzeszczany tłum Żydów gwizdał i obrzucał żołnierzy obelgami. Niektórych jeńców zabijano. Np. w pobliżu Rotundy rozstrzelano kilku policjantów” (Cyt. za przedrukiem artykułu K. Czubary : Pod sowiecką okupacją z „Tygodnika Zamojskiego” z 18 września 1996, zamieszczonym w książce prof. R. Szabłowskiego „Wojna polsko-sowiecka 1939”, Warszawa 1997, t.2, s.434).

Zamordowanie 12 polskich oficerów przez Żydów w Grabowcu

W ważnej syntetycznej publikacji polonijnego autora Tadeusza Piotrowskiego „Poland’s Holocaust” czytamy o zamordowaniu dwunastu polskich oficerów przez Żydów w Grabowcu (pow. Hrubieszów, woj. lubelskie). Według relacji szwagra autora książki – Ryszarda Pedowskiego polscy oficerowie zostali zamordowani w piekarni bogatego Żyda grabowieckiego, zwanego Pergamen. Następnie inny Żyd, znany w miejscowości jako „Kuka” (woziwoda) przetransportował ciała dwunastu innych polskich oficerów na cmentarz i tam zostawił je w rowie. Ciała zamordowanych nie miały nic na sobie poza bielizną. Gdy je znaleziono na cmentarzu następnego dnia, mieszkańcy zapewnili zamordowanym chrześcijański pogrzeb.

Później doszło do otrucia „Kuki” jako potencjalnego niewygodnego świadka. Według Ryszarda Pedowskiego zarówno dwunastu polskich oficerów, jak i woziwodę zamordowali miejscowi grabowieccy Żydzi, sympatyzujący z komunistami. (Por. T. Piotrowski: „Poland’s Holocaust”, Jefferson, North Karolina 1998, s.55). Profesor Tadeusz Piotrowski akcentował – w 1998 r., że sprawa zbrodni na polskich oficerach powinna być poddana szczegółowi śledztwu. (Por. tamże, s.55.). Ciekawe, czy przez 18 lat, jakie upłynęły od wydania książki T. Piotrowskiego IPN cokolwiek zrobił w tej sprawie?

Mordowanie polskich więźniów w czerwcu 1941 roku

Jedną z najczarniejszych plam w historii antypolskich działań zbolszewizowanych Żydów w czasie wojny był ich bardzo aktywny udział w mordowaniu polskich więźniów w czasie sowieckiego odwrotu po napaści na ZSRR w czerwcu 1941 roku. Chodziło o mordy na masową skalę.

Autorzy dokumentalnej pracy na ten temat: Krzysztof Popiński, Aleksander Kukurin i Aleksander Gurjanow oceniali, że w toku pospiesznej „ewakuacji” więźniów zginęło od 20 000 do 30 000 polskich obywateli, głównie Polaków i Ukraińców. Zginęli zamordowani w więzieniach i w toku samej ewakuacji. (Wg. tekstu K. Popińskiego, A. Kukurina i A.Gurianowa: „Drogi śmierci”, Warszawa 1995, s.69).

Z kolei – według ocen Stanisława Kalbarczyka w czasie czerwcowej „ewakuacji” z wszystkich więzień sowieckich zginęło razem około 50 000 do 100 000 ofiar. (Por. tekst S. Kalbarczyka: „Wykaz łagrów sowieckich, miejsc przymusowej pracy obywateli polskich w latach 1939-1943”, Warszawa 1993, cz.1, ss 11-12). Tylko w więzieniu w Łucku masakrę przeżyło tylko ok. 90 z 2000 więźniów. Zdumiewa, że tak mało pisze się dotąd w polskich książkach o ilości ofiar „zbrodniczej ewakuacji” z 1941 r., przewyższającej swą liczebnością zbrodnie katyńską.

Ze względu na zmasowany charakter mordowania polskich więźniów (a także ukraińskich ), w więzieniach i w czasie „ewakuacji” w czerwcu 1941 roku, tym istotniejsze jest pełne zbadaniem konkretnej odpowiedzialności zbolszewizowanych Żydów, uczestniczących w roli katów w owych masakrach. A była to rola, niestety, dość znacząca.

Jak pisał polonijny autor z Kanady Mark Paul w swej bardzo ważnej udokumentowanej pracy w odniesieniu do zbrodni w czerwcu 1941 roku: „Istnieje wiele autentycznych raportów o miejscowych Żydach w służbie sowieckiej, uczestniczących w egzekucjach więźniów przeprowadzonych na szeroką skalę przez sowiecką służbę bezpieczeństwa w owym czasie. (Podkr.- J.R.N.) (Por. tekst M.Paula: „Jewish-Polish Relations in Soviet-Occupied Poland 1939-1941”, zamieszczony w książce: „The Story of Two Shtetls, Bransk and Ejszyszki”, Toronto- Chicago 1998, cz.2., s.218).

W książce „Zbrodnicza ewakuacja więźniów i aresztów NKWD na Kresach wschodnich II Rzeczypospolitej w czerwcu-lipcu 1941 roku” napisano między innymi o udziale zbolszewizowanych Żydów w mordowaniu więźniów w Lucku, Oszmianie i Wołożynie. (Por. „Zbrodnicza ewakuacja więzień i aresztów NKWD na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w czerwcu-lipcu 1941 roku. Materiały sesji naukowej w 55 rocznicę ewakuacji więźniów NKWD w głąb ZSRR. Łódź 10 czerwca 1996 r., Warszawa 1997, ss.82,102-103,118),.

We wspomnianej książce wymieniono po nazwisku – w oparciu o wyniki śledztw – niektóre osoby narodowości żydowskiej, które pełniły służbę w więzieniach, gdzie popełniono masakry. Były wśród nich między innymi takie osoby jak Szlema Szlut, Karp –kobieta narodowości żydowskiej, Mohylów, Żyd-kierowca, Krelensztejn, również narodowości żydowskiej.(Por. tamże, s.102-103). Szczególną brutalnością wyróżniły się strzelające do więźniów ustawionych na dziedzińcu więziennym dwie Żydówki z Łucka: Blumenkranz, lat 20, córka właściciela sklepu obuwniczego z ulicy Jagiellońskiej i Syglówna (brak bliższych danych). (Por. tamże, s.118).

Masakry Polaków w Tarnopolu

Ksiądz Wacław Szetelnicki pisał, że 21 czerwca 1941 roku wraz z wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej wycofujący się Sowieci wymordowali w więzieniach w Tarnopolu zamkniętych tam Polaków i Ukraińców. Stwierdzono, że w więzieniu tarnopolskim w mordowaniu brali udział trzej Żydzi z Trembowli: dorożkarz Kramer, Dawid Kümmel i Dawid Rosenberg. W tym przypadku dokładne nazwiska żydowskich katów Polaków są więc dobrze znane. Pytanie, czy polska strona wszczęła śledztwo w tejk sprawie?

Mord na Polakach w okolicach Brańska

Szokujące informacje na temat zbrodni popełnionej przy współudziale Żydów na 40 Polakach z okolic Brańska znajdujemy w publikowanym w 1998 r. szkicu Zbigniewa Romaniuka. Jego autor jest człowiekiem znanym z niezwykle gorącej troski o pielęgnowanie śladów żydowskiej przeszłości w Brańsku i stwarzanie możliwości prawdziwie głębokiego dialogu polsko-żydowskiego.

Przejęty tymi ideami w latach 90-tych nazbyt naiwnie zaufał w dobre intencje żydowskiego reżysera z USA Mariana Marzyńskiego, kręcącego film „Shtetl”, który później okazał się tendencyjnym polakożerczym paszkwilem. Tym godniejsze uwagi są stwierdzenia Z. Romaniuka, oparte na prowadzonych przez niego badaniach historii miasta Brańska w 1939 roku. Romaniuk mówił między innymi: „Główna komisja Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu bada obecnie sprawę szokującego mordu na około 40 osobach z Ciechanowca, Brańska i otaczających je terenów. W czerwcu 1941 roku, dosłownie na godzinę przed wejściem Niemców do Brańska, sowieckie NKWD w towarzystwie dwóch żydowskich policjantów z Brańska eskortowało wyżej wspomnianą grupę do więzienia w Białymstoku. Po drodze natrafili oni na działania wojenne i musieli zrobić odwrót. Blisko wioski Folwarki Tylwickie niektórych więźniów rozstrzelano, innych z braku kul, zabito bagnetami i kolbami karabinów”. (Por. tekst wywiadu W.A.Wierzewskiego z Z. Romaniukiem; opublikowanego w książce „The Story of Two Shtetls… op.cit., cz.1, s. 26 ).

Romaniuk w odrębnym tekście przytoczył nazwiska niektórych zamordowanych 23 czerwca 1941 r. w Folwarkach Tylwickich. Byli wśród nich między innymi nauczycielka Helena Zaziemska, nauczycielka Szlezinger (z domu Klukowska?) i przedsiębiorca, Ignacy Płoński.

Zbrodnie Żyda Szechtera we Lwowie

Były mieszkaniec Lwowa – Zbigniew Schulz, w skierowanym do mnie liście z dnia 28 marca 1996 roku pisał o swych informacjach na temat antypolskich działań współwłaściciela kamienicy, w której mieszkał – młodego, żonatego Żyda o nazwisku Szechter. (Chodziło o kamienicę we Lwowie przy ul. Św. Kingi 10 ). Według listu Z.Schultza –„współwłaściciel kamienicy Schechter wraz ze swym bratem i matka mieli przed wojną duży sklep spożywczy.

Po wkroczeniu 22 września 1939 r. sowieciarzy do Lwowa rozpoczął pracę w NKWD. Jego służąca, młoda Żydówka o imieniu Tinka, w tym czasie przychodziła do nas i opowiadała, że jej pan przychodzi z pracy często w pokrwawionej koszuli. Przekonywała nas, że jej pan morduje więźniów w więzieniach lwowskich”. (Wg. listu p. Z. Schultza, znajdującego się w moim posiadaniu).

Zbrodnie na Polakach w Berezweczu

Była mieszkanka Kresów Wschodnich Maria Antonowicz pisała w nadesłanej do mnie relacji o udziale żydowskiej bojówki w mordowaniu polskich więźniów w Berezweczu. Według jej relacji: „Prawie wszystkich mężczyzn z naszego transportu (w tym mego ojca )przetransportowano do więzienia w Berezweczu (dawny klasztor) koło Głębokiego i tam zaczęła się ich gehenna, wołająca na próżno o pomstę do nieba (…) Po wkroczeniu Niemców otwarto bramy więzienia w Berezweczu. Miejscowi Polacy szukali swoich bliskich. Na terenie więzienia zastali doły pełne okaleczonych trupów, powiązanych drutem. Część ciał nie posiadała kończyn, uszu, języka. Wszystko wskazywało na to, że przed śmiercią byli okrutnie torturowani. Według relacji świadków mordu dokonało NKWD przy udziale żydowskiej bojówki (…) Za polski holocaust nikt nas nawet nie przeprosił (poza Niemcami) (…)

Polacy znają mord kielecki, a nie znają liczby ofiar naszych dzieci, które zginęły na Syberii z głodu i zimna oraz hekatomby ofiar zsyłek, więzień i łagrów sowieckich. A przecież do tych ofiar przyczynili się w dużej mierze Żydzi, współpracujący z NKWD, a potem z UB”. (Podkr.- J.R.N.) (Wg. relacji M.Antonowicz z 28 marca 1996, znajdującej się w moim posiadaniu).

Z uwagi na objętość tego wpisu nie zamieszczam licznych innych relacji na temat mordów dokonanych na Polakach na Kresach przez zbolszewizowanych Żydów. Odsyłam w tej sprawie do lektury moich „Przemilczanych zbrodni” (ss. 57-58,59,61-62 ).

Zbrodnia w Brzostowscy Małej

Historyk Marek Wierzbicki (obecnie profesor) przytoczył w wydanej w 2000 r. książce sporo ważnych informacji o mordowaniu Polaków przez zbolszewizowanych Żydów na Kresach po 17 września 1939 r. Szczególnie drastyczna była zbrodnia w Brzostowicy Małej we wrześniu 1939 r. W miejscowości tej komunistyczna banda, składająca się z Żydów i Białorusinów, w większości byłych więźniów politycznych i kryminalnych, zamordowała około 50 Polaków.

Żydowscy i białoruscy bandyci napadli na dwór hrabiostwa Ludwiki i Antoniego Wołkowickich oraz na miejscowe urzędy. Wierzbicki tak opisał szczególnie okrutny przebieg rozprawy żydowsko-białoruskiej bandy z uwiezionymi przez nią Polakami: „Przewodzić miał im Żyd Ajzik – handlarz mieszkający w majątku Wołowickich, oraz Białorusin Siergiej Kopiejko – kryminalista. Nad ranem, kiedy już cała grupa była mocno pijana, wywleczono uwięzionych z aresztu w Brzostowscy Małej, ciągnąc za włosy sparaliżowaną hrabinę Wołkowicką i ustawiono w pobliżu dołów z wapnem. (…) W krótkim czasie „napojono” ofiary wapnem i nieprzytomne wrzucono do dołu.

Ponieważ hrabina Wołkowicka nie zachowała milczenia w obliczu okrutnej śmierci, grożąc zebranym sądem i słuszna karą, „napojono” ją najpierw wapnem, a następnie nieprzytomną dołączono do reszty ofiar. Na koniec zasypano je w dole, mimo, że większość jeszcze żyła. Przez pewien czas gromada chłopów ugniatała to miejsce nogami, ponieważ ziemia ciągle pękała, wreszcie szczeliny zniknęły”. (Wg. M. Wierzbicki: Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim”, Warszawa 2000, s.71.). Wierzbicki pisał o uhonorowaniu herszta bandy Żyda Ajzyka za rządów sowieckich „Sam Ajzyk otrzymał stanowisko przewodniczącego kooperatywy, co jeszcze wzmocniło jego pozycję społeczną”. (Por.tamże, s.72).

Mordy na Polakach w Tomaszówce i Szacku

Wierzbicki przytacza w swojej książce (op.cit., ss.98-99) opis mordów na Polakach w osadzie Tomasówka powiatu brzeskiego, cytując zeznanie autorstwa Jechela Szlachtera, kupca drzewnego narodowości żydowskiej (.…) Bandy, które tam grasowały, składały się z Żydów, Ukraińców i Białorusinów (…) Działalność tych band polegała na niszczeniu uciekającej z terenu niemieckiego inteligencji polskiej. Banda taka, chwyciwszy polskiego inteligenta, oficera, niezwłocznie bez żadnego sądu dokonywała na nim mordu. Takie masowe mordy były popełniane na szosie wiodącej z Tomaszówki do Lubomli, oraz na drodze z Tomaszówki do Polenca, w lasku sosnowym, w którym grzebano ciała pomordowanych, następnie w Szacku w odległości 200 m od cmentarza znajdują się groby pomordowanych Polaków w liczbie około 2000 osób.”.

Wierzbicki komentował te zeznania słowami: „Z dalszej części tego przejmującego świadectwa dowiadujemy się, że szczególne usługi w organizowaniu i działaniach wspomnianych „band” świadczyło kilku mieszkańców osady Tomasówka narodowości żydowskiej i ukraińskiej. Zeznania Szlachtera znajdują do pewnego stopnia potwierdzenie w innych relacjach z tego terenu. Natomiast duże wątpliwości budzą podane przez niego liczby ofiar tych mordów”. (Por. M. Wierzbicki: op.cit., ss.98-99). Ciekawe, czy IPN przeprowadził w końcu szczegółowe śledztwo w tej sprawie?

Mordy Polaków w Sokółce i Boguszy

Wierzbicki pisze również o mordowaniu Polaków przez skomunizowanych Żydów w powiecie Sokółka, stwierdzając m.in.: „Po wycofaniu się wojsk niemieckich nastąpił tam okres anarchii i bezprawia, w czasie którego zamordowano wielu funkcjonariuszy policji, leśników, oraz żołnierz polskich wracających z frontu (np. w Sokółce szewc Gołdacki, Żyd, zastrzelił trzech policjantów. Tego samego dokonał kowal Abel Łabędych we wsi Bogusze 24 września”. (Por.M.Wierzbicki : op.cit., s.116).

M. Wierzbicki pisał o rozlicznych mordach i grabieżach na Kresach Północno-Wschodnich m.in.: Powstawały tam „bandy”, złożone z komunistów, byłych więźniów politycznych i kryminalnych, które grabiły i niejednokrotnie wyrzucały ofiary z ich własnych domów. Wśród napastników przeważali Żydzi (podkr.-J.R.N.), ale nie brakowało też Polaków (…)” (Por.tamże, s.117).

Przemilczany przez Zychowicza bardzo znaczący udział zbolszewizowanych Żydów w antypolskiej dywersji zbrojnej na Kresach w 1939 r.

Zychowicz w swej książce szeroko przedstawia rzekome winy Polaków – m.in. przez skrajnie stronniczy tekst kłamczuchy A. Skibińskiej, twierdzącej, że Polacy zamordowali kilkadziesiąt tysięcy Żydów w czasie wojny (s.188), opis zbrodni popełnionych przez Polaków na Żydach (ss. 284-295), czy historii o polskich szmalcownikach (ss. 319-328). Równocześnie tylko półgębkiem w kilku słowach wspomina o żydowskich „atakach na żołnierzy WP”.

A chodziło o bardzo znaczący udział zbolszewizowanych Żydów w zbrojnej dywersji przeciw wojskom polskim na Kresach we wrześniu 1939 r. Dywersja ta była szczególnie haniebna. Chodziło bowiem o podstępny, zdradziecki atak na wykrwawione już w walkach przeciw najeźdźczym wojskom hitlerowskim wojsko polskie. Zbrojne grupy dywersantów żydowskich, atakujące Polaków, splamiły się atakiem na pierwsze w drugiej wojnie światowej wojska stawiające czynny opór ludobójczemu nazistowskiemu najeźdźcy.

Zbrojna antypolska dywersja żydowska w Grodnie

Szczególnie groźną dywersję zbrojną przeciwko wojskom polskim stanowiła żydowska ruchawka w Grodnie. Pod względem skali wydarzeń i zagrożeń dla wojsk polskich można ja porównywać z dywersja niemiecka w Bydgoszczy, tyle, że jest wciąż o wiele za mało uwzględniana w syntetycznych opracowaniach historii Polski w drugiej wojnie światowej i w podręcznikach.

Profesor Ryszard Szawłowski tak pisał w swej monografii wojny polsko-sowieckiej 1939 roku o zagrożeniu dla Polaków, stworzonym przez dywersję Żydów w Grodnie: „Nim jeszcze nastąpiła obrona Grodna przed wojskami sowieckimi, wybuchła w mieście zakrojona na szeroką skalę dywersja komunistycznej „V kolumny”. Złożona była ona prawie wyłącznie z miejscowych Żydów, którzy (…) stanowili w 1939 roku połowę ludności miasta”. (Por. R. Szawłowski: op.cit., t.1, s.106)

Po ciężkich walkach wojskom polskim udało się rozbić żydowską rebelię w Grodnie. Niestety, podobnie jak w Bydgoszczy, Polacy w Grodnie bardzo mocno zapłacili za stłumienie antypolskiej żydowskiej ruchawki. Przez całe tygodnie, a nawet miesiące trwało wyłapywanie polskich obrońców Grodna, przy ogromnie aktywnej pomocy zbolszewizowanych Żydów-donosicieli.

Jak pisał profesor Tomasz Strzembosz: „Po zajęciu Grodna rozpoczęły się represje wymierzone głównie przeciwko młodzieży, przy pomocy zresztą tych samych dywersantów. Kim oni byli? Według jednogłośnej opinii, zarówno mieszkańców Grodna, jak jego obrońców ( w tym także policjantów i żołnierzy ścierających się z dywersantami) byli to Żydzi, zapewne w większości mieszkańcy tego miasta. (Podkr.- J.R.N.) Uzbrojeni byli w karabin, a nawet broń maszynową (…)”. (Wg. T. Strzembosz: Rewolucja na postronku (2), „Tygodnik Solidarność”, 1998, nr 9).

Doszło do bardzo wielu przypadków rozstrzeliwania wziętych do niewoli żołnierzy polskich, a także aresztowanych przez Sowietów cywilów, zwłaszcza harcerzy i gimnazjalistów. Jak pisał prof. R. Szawłowski: „Najgorsze były pierwsze dni po opanowaniu miasta przez Sowietów. Ludzie, w szczególności młodzież byli rewidowani i jeżeli na przykład znaleziono mały kozik u chłopaka – rozstrzeliwano go na miejscu. Podobna na placu przed Fara leżał cały wał z ciał ludzi w ten sposób pomordowanych”. (Por.R.Szawłowski: op.cit., t.1, ss.363-364).

W nadesłanej do mnie relacji ówczesnej mieszkanki Grodna, Wiktorii Dudy można znaleźć szczególnie dramatyczny opis represji na polskich obrońcach Grodna. Jak pisała p. Duda: „Bardzo okrutny los spotkał żołnierzy polskich i mieszkańców Grodna, wziętych do niewoli, których wskazały bojówki żydowskie i białoruskie. Mężczyzn najpierw okrutnie okaleczano, obcinając nosy, członki, uszy, wydłubywano oczy, następnie wiązano po piętnastu drutem kolczastym, przywiązywano do czołgów i wleczono kamienna drogą po kilkaset metrów. Wrzucano ich następnie do przydrożnych rowów i lejów po bombach. Jęki, krzyki mordowanych słychać było w promieniu kilku kilometrów od miasta. Grozę sytuacji potęgowały pożary – to płonęły polskie domy, niszczone przez młodych Żydów, przystrojonych w czerwone chusty i kokardy”. (Cyt. za relacją W.Dudy, spisaną przez T. Mikulskiego z Szydłowca, znajdującą się w moim posiadaniu ).

Do dywersyjnych akcji żydowskich przeciw wojskom polskim poza Grodnem doszło również w licznych innych miejscowościach na kresach, między innymi w Skidlu, Zborowie, Skałacie Lubomli, Kołomyi, Bożyszczach, Izbicy, Stepaniu, Byteniu i Uściługu. (Por.szerzej: J.R.Nowak: „Przemilczane zbrodnie”, Warszawa 1999, ss.22-30).

Przemilczane przez Zychowicza inne przejawy działań zbolszewizowanych Żydów, rozprawiających się z Polakami w latach 1939 -1941 na Kresach

Piotr Zychowicz konsekwentnie milczy w swej pseudoobiektywnej „obrazoburczej” książce o rozlicznych innych przejawach rozprawiania się Polakami w latach 1939-1941. Milczy o tak znaczących zjawiskach jak panoszenie się skomunizowanych Żydów w administracji na Kresach, o depolonizacji szkolnictwa, o nadzorowaniu aparatu przemocy, o antypolskiej propagandzie i zajadłej walce z Kościołem. Milczy o rozmiarach żydowskiej Targowicy inteligenckiej. Odsyłam w tej sprawie do cytowanej już mojej książki „Przemilczane zbrodnie” (op.cit., ss.99- 194).

Kogo sponsorowano w Polsce po 1989 r.

Przez wiele lat (od 1999 r.) na próżno szukałem w Kraju i wśród Polonii sponsora do wydania nagromadzonych przeze mnie na około tysiąca stron relacji o prześladowaniach Polaków na Kresach przez zbolszewizowanych Żydów. No cóż, jak pisał Józef Piłsudski: „Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, by ta niepodległość kosztowała dwa grosze wydatków i dwie krople krwi”.

Za to obrzydliwy paszkwil na Polskę i Polaków K. Jasiewicza „Pierwsi po diable” bardzo elegancko wydany w 2001 r. w objętości 1262 stron, nie mógł w żadnej mierze uskarżać się na brak sponsorów. Tę antypolską książkę sponsorowali: Fonds d’Aide auź Lettres Polonaises Independantes (Paryż), Fundacja z Brzezia Lanckorońskich (Londyn) i Polonia Aid Foundation Trust (Londyn). Równocześnie zaś książka ta ukazała się dzięki finansowemu wsparciu Komitetu Badan Naukowych, Ministerstwa Obrony Narodowej, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Tak wsparto książkę paszkwilancką i antypolską, w której aż roi się od antypolskich uogólnień.

Podaję dla przykładu stwierdzenia Jasiewicza. Na s.223 : „A tak staliśmy się małym, prostackim, pamiętliwym narodem, chełpiącym się wszystkim. Skwapliwie wytykającym w ustawicznych ripostach tylko cudze grzechy i dudniący w cudze piersi (…) To nigdy nie zrównoważy tej zwykłej podłości i obojętności wyniesionej z polskiej tradycyjnej katolickiej obłudy (…)”. Na s.227: ”Musimy przyjąć, że udawanie, iż nie partycypowaliśmy w Holocauście nie odpowiada prawdzie historycznej, że taką postawę należy nazywać – per analogiam do „kłamstwa oświęcimskiego” „kłamstwem jedwabieńskim”. I takie świństwa dofinansowywało Ministerstwo Obrony Narodowej. Oto w jakim kraju żyliśmy po 1989 r.!

Największy polski komediopisarz, a zarazem uparty patriota Aleksander Fredro pisał w atmosferze zaborów: „Naród, który nie ma siły i woli powiedzieć łotrom, że łotry, nie wart być narodem!”. Ja wierzę w mój naród, wierzę, że się obudzi i odsunie różnych antynarodowych tchórzy i manipulatorów! Czas skończyć z bezmyślnością i masochizmem narodowym!

Prof. Jerzy Robert Nowak
Za: Jerzy Robert Nowak – blog oficjalny (9 czerwca 2016)
http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/06/zydzi-komunizm-iii.html

*                                     *                                      *

Żydzi a komunizm (IV)
Stalinizacja Rosji i krajów Europy Środkowej przez zbolszewizowanych Żydów

Piotr Zychowicz zdaje się sobie sam wielkim, ba niemal jedynym, wręcz niepowtarzalnym ekspertem w kwestii Żydów. Równocześnie zaś nie dostrzega w ich XX–wiecznej historii tego, co było jej niebywałym oryginalnym fenomenem: ogromnego zauroczenia komunizmem przez nieproporcjonalnie wielu Żydów, ich bardzo wielkiego zagęszczenia w aparatach wielu partii komunistycznych świata, od sowieckiej po amerykańską.

Przypomnijmy tu, co prawdziwie wielki ekspert w sprawach żydowskich, żyjący w USA Żyd z Rosji Yuri Slezkine pisał o ilości Żydów w partii komunistycznej w USA. Według niego w latach trzydziestych „w Stanach Zjednoczonych wśród członków partii komunistycznej było od 40 do 50 proc. Żydów (w większości imigrantów z Europy Wschodniej), co najmniej tyle samo wśród przywódców tej partii, dziennikarzy, teoretyków i organizatorów”. (Por. znakomitą, choć niestety wyczerpaną w Polsce ponad 400-stronnicową książkę Y. Slezkina: „Wiek Żydów”, Warszawa 2006, s.106).

Jak pisał słynny socjolog francuski Alain Besancon w 1986 r.: ”Spektakularny akces części narodu żydowskiego do ruchu komunistycznego miał poważne skutki. Zwiększył jego siłę (…) Oto u wejścia na scenę historii, Żydzi skompromitowali się udziałem w przedsięwzięciu destrukcyjnym”. (Por. A. Besancon: Uwagi o współczesnej historii narodu żydowskiego”, paryska „Kultura”, 1986, nr 12, s.22). Aby w pełni docenić rolę zbolszewizowanych Żydów w rozwoju systemu stalinowskiego trzeba przyjrzeć się ich działaniom szerzej, poza Polską, także w Rosji i różnych krajach Europy środkowej.

Rola zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Rosji

Aleksander Sołżenicyn w głośnej, choć wydanej w Polsce z ponad dziesięcioletnim opóźnieniem, wielkiej syntezie stosunków rosyjsko-żydowskich: „Dwieście lat razem 1795-1995” pisał o bardzo znaczącym wpływie komunistów pochodzenia żydowskiego już w pierwszych latach Rosji Sowieckiej.

Według niego „żydowscy odszczepieńcy przez parę lat bezpośrednio przewodzili bolszewizmowi, stali na czele walczącej Armii Czerwonej (Trocki), WCIK-u (Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego (Swierdłow), obu stolic (Moskwy i Petersburga- J.R.N.) (Zinowiew i Kamieniew), Kominternu (Zinowiew), Profinternu (Czerwonej Między anodówki Związków Zawodowych (Dridzo- Łozowski) i Komsomołu (Komunistycznego Związku Młodzieży (Oskar Rywkin, a po nim Łazar Szackin, kierujący także Komunistyczną Międzynarodówką Młodzieży). (Por. A. Sołżenicyn: „Dwieście lat razem” Warszawa 2014, s.65)

Według Slezkina (op.cit. s.196) w Radzie komisarzy Ludowych przewodzonej przez Lenina na 101 członków, w tym 62 bolszewików, wśród tych ostatnich było 23 Żydów, 20 Rosjan, 6 Ukraińców, 5 Polaków, 4 „Bałtów”, 3 Gruzinów i 2 Ormian. W 1918 roku Żydami było około 54 procent „czołowych” funkcjonariuszy partii w Piotrogrodzie.

Według syjonisty, profesora Icchaka Varsat-Warszawskiego: „W sowieckiej Rewolucji Październikowej Żydzi odegrali bardzo poważną rolę: znaczna część jej kierownictwa i późniejszego aparatu władzy rewolucyjnej była pochodzenia żydowskiego”. (Por.: Jak Żyd z Polakiem. Rozmowa z profesorem Icchakiem Varsat-Warszawskim, rozmawiał I. Różdżyński, „Przegląd Tygodniowy”, 27 maja 1990 r.).

W ocenie innego syjonisty, słynnego angielskiego uczonego żydowskiego pochodzenia sir Isaiaha Berlina, rewolucja rosyjska była rzeczywiście „spiskiem żydowsko-bolszewickim”. (Wg. G.Sorman: „Prawdziwi myśliciele naszych czasów”, Warszawa 1993, s.359).

Winston Churchill, skądinąd znany z filosemityzmu, przerażony tym, co się działo w bolszewickiej Rosji, napisał w londyńskim „Illustrated Sunday Herald” (nr z 8 lutego 1920 r.) w artykule: „Syjonizm kontra bolszewizm: spór o duszę narodu żydowskiego”, iż „bolszewizm jest to złowieszczy spisek międzynarodowego żydostwa (…) W końcu owa banda wybitnych osobistości podziemnego światka wielkich miast Europy i Ameryki chwyciła naród rosyjski za kołtun na łbie i stała się niekwestionowanymi panami tego olbrzymiego imperium”. (Cyt. za: artykułem J.Z. Müllera: „Komunizm, antysemityzm, Żydzi” w książce „Arabowie i Żydzi”, Warszawa 1990, ss.21-22).

Były sekretarz Stalina Borys Bażanow, autor wspomnień wydanych w przekładzie polskim za aprobatą KOR-owskiej „Krytyki” w podziemnej oficynie „Nowa” przytoczył jeden z popularnych dowcipów, krążących w Rosji bolszewickiej lat 20:

Dwóch Żydów Moskwie czyta gazetę. Jeden z nich mówi do drugiego:
-Abrahamie Osipowiczu, ministrem finansów mianowali jakiegoś Briuchanowa. Jak się on naprawdę nazywa?
Abram Osipowicz odpowiada:
– To właśnie jest jego prawdziwe nazwisko – Briuchanow.
Jak to?- wykrzyknął pierwszy. – Prawdziwe nazwisko Briuchanow! To on jest Rosjanin?
– Ależ tak, Rosjanin.
– No proszę – mówi pierwszy – ci Rosjanie to taki zdumiewający naród, wszędzie wlezą”. (Cyt. za: B. Bażanow : „Byłem sekretarzem Stalina”, wyd. podziemne NOWA, Warszawa 1985, s.121).

Niebywałe wpływy żydowskich komunistów w sowieckiej bezpiece

Szczególnie dużo nienawiści do Żydów wzbudzała w Rosji rola odgrywana przez nich w kolejnych odmianach organizacji sowieckiego terroru (Czeka, GPU, NKWD). W wielu miejscach w Rosji żydowscy bolszewicy wyraźnie dominowali w organach Czeka. Oto jakże wymowne dane w odniesieniu do Ukrainy, podane przez Alberta S. Lindemana w wydanej w 1997 r. w Londynie książce o nowoczesnym antysemityzmie: „W niektórych miejscach, jak na Ukrainie, kierownictwo Czeka było w znakomitej większości żydowskie.

Na początku 1919 r. urzędy Czeka w Kijowie w 75 procentach były żydowskie – w mieście, gdzie (…) Żydzi stanowili około 1 proc. ludnosci (podkr.- J.R.N.) na jesieni 1918-1919 (sic!) czekiści w Kijowie rozpoczęli orgię przemocy, gwałtów i rabunków. Przeprowadziła je żydowska „żulia, która nie była zdolna do żadnej innej pracy (ale była), odcięta od żydowskiej społeczności, choć starała się oszczędzać żydowskich rodaków”. (Cyt. za M.J.Chodakiewicz: ”Żydzi i Polacy 1918-1955. Współistnienie-Zagłada–Komunizm”, Warszawa 2000, s.100) Por. szerzej o roli Żydów w sowieckiej bezpiece: J.R.Nowak: ”Nowe kłamstwa Grossa”, Warszawa 2006, ss.127-134)

Świetny znawca problematyki żydowskiej w XX wieku pochodzący z Rosji żydowski historyk w USA Yuri Slezkine pisał w swym doskonałym syntetycznym opracowaniu „Wiek Żydów”, niestety książce dziś wyczerpanej: „Bezpieka-nienaruszalne jądro reżimu, po 1934 znane jako NKWD – była jedną z najbardziej żydowskich instytucji ZSRR. W przededniu Wielkiego Terroru w styczniu 1937 roku, wśród 111 najwyższych funkcjonariuszy NKWD było 42 Żydów, 35 Rosjan, 8 Łotyszy i 26 osób innej narodowości”. (Por. Y. Slezkine: „Wiek Żydów”, Warszawa 2004, s.277).

Twórcy i nadzorcy systemu łagrów

Yuri Slezkine tak pisał o rozmiarach opanowania kierownictwa sławetnego obozu pracy budującego Kanał Białomorski w latach 1931-1934 przez zbolszewizowanych Żydów: „Wszystkie stanowiska w najwyższym kierownictwie zajmowali Żydzi: G.G.Jagoda z ramienia OGPU, L.I.Kogan , kierownik budowy, M.D. Berman, szef Głównego Zarządu Obozów (Gułagu), S.G.Firin, szef obozu budowy Kanału, J.D. Rapaport, zastępca kierownika budowy, N.A.Frenkiel, kierownik organizacji pracy na Kanale. (Por. Y.Slezkine; „Wiek Żydów”, Warszawa 2004, s.219).

Przypomnijmy tu za jednym z najsłynniejszych więźniów Gułagu – pisarzem Aleksandrem Sołżenicynem, że cały ogromny system łagrów–Gułagów stworzył i nadzorował turecki Żyd Naftali Aronowicz Frenkiel. Według Sołżenicyna Frenkiel był „duszą Archipelagu”, to on „odsłonił przed Ojcem Narodów olśniewające perspektywy budowy socjalizmu kosztem pracy więźniów” w 1929 r. (Por. A. Sołżenicyn: „Archipelag Gułag 1918-1956”, wyd. podziemne „Pomost”, Warszawa 1988, t.3-4, s.65).

Z kolei przewodniczący rosyjskiej komisji partyjnej, badającej charakter zbrodni stalinowskich, były członek Biura Politycznego KC KPZR Aleksander Jakowlew ujawnił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że na czele 11 spośród 12 istniejących w Sowietach kompleksów łagrów stali Żydzi (12. – miński, kierowany był przez Ormianina).

Prowodyrzy w walce z religią

Nastroje antyżydowskie w Rosji w wielkim stopniu były prowokowane przez bardzo znaczącą rolę odgrywaną przez bolszewików pochodzenia żydowskiego w walce z religią prawosławną i katolicką w ZSRR. Walce tej przewodził wieloletni przywódca kilkumilionowego Związku Bezbożników, bolszewik pochodzenia żydowskiego Jemieljan Jarosławski (właśc. Miniej Izraelewicz Gubelman).

Jak pisał o nim znany publicysta katolicki Andrzej Grajewski, od wielu lat zastępca redaktora naczelnego tygodnika “Gość Niedzielny” „Ten zawodowy rewolucjonista, syn żydowskich zesłańców w czasach caratu, stworzył wielki koncern prasy ateistycznej oraz opracował system wychowania ateistycznego i plan zniszczenia Cerkwi prawosławnej i innych grup religijnych. Do końca swego życia, tj. do 1943 roku, nadzorował przygotowanie wszystkich kampanii antyreligijnych(…) uzasadniał konieczność bezwzględnej ateizacji wszystkimi dostępnymi państwu środkami. Ten morderca zza biurka był odpowiedzialny za katorgę tysięcy duchownych i ludzi świeckich, zniszczenie bezcennych zabytków starej kultury rosyjskiej, ruinę tysięcy cerkwi”. (Podkr.- J.R.N.). Por. A.Grajewski: „Rosja i Krzyż”, Wrocław 1989, s.13)

Przypomnijmy tu, że według oficjalnego raportu wspomnianego już członka Biura Politycznego KC KPZR Aleksandra Jakowlewa, od 1917 r. zamordowano w Związku Sowieckim aż 200 tysięcy duchownych różnych wyznań, a dalsze 300 tysięcy uwięziono.

Sprawcy okrutnej rozprawy z chłopami

Żydowscy bolszewicy dominowali w okrutnej rozprawie z chłopami, których rekwizycjami pozbawiano ostatnich resztek żywności. Paul Johnson pisał w głośnej “Historii Żydów”: „Żydowscy bolszewicy byli liczni w Czeka jako komisarze, inspektorzy podatkowi i biurokraci. Odgrywali wiodącą rolę w rajdach organizowanych przez Lenina i Trockiego, by wydobyć ziarno od gromadzących zapasy chłopów. Nienawidzono ich z powodu tej działalności”. (Por. P.Johnson: „Historia Żydow”, Kraków 1991, s.481).

Aleksander Sołżenicyn pisał (op.cit., t.2., s.70): “Zupełnie niedawno opublikowano szczegóły dotyczące przyczyn wielkiego zachodniosyberyjskiego powstania chłopskiego z 1921 roku („buntu Szymskiego”). Tiumeński gubernialny komisarz żywnościowy Indemnbaum, po okrutnych rekwizycjach zboża w 1920 r., kiedy to obwód do 1 stycznia 1921 roku zrealizował 102% planu ogłosił jeszcze dodatkowy tydzień na „zakończenie przydziału”, od 1 do 7 stycznia, czyli akurat przed Bożym Narodzeniem. Wśród innych rejonowych komisarzy także ten rzymski otrzymał dyrektywę: Przydziały powinny zostać zrealizowane bez liczenia się z następstwami, aż do konfiskaty całego zboża we wsi”. W osobistym telegramie Indenbauma znalazło się żądanie (…) najbardziej bezlitosnej rozprawy aż do ogłoszenia skonfiskowania całego ziarna w wiosce”.

Ostrzeżenia światlejszych Żydów przed skutkami skompromitowania ich nacji udziałem w narzucaniu reżimu bolszewickiego

[E tam, ta nacja jest niemożliwa do skompromitowania. Zawsze wyjdą na swoje. – admin]

Niektórzy światlejsi Żydzi od początku z ogromnym zaniepokojeniem reagowali na dominację środowisk żydowskich w bolszewickim aparacie władzy. Najwybitniejszy żydowski historyk w Rosji Szymon Dubnow zanotował w swym dzienniku pod datą 7 stycznia 1918 r.: „Rewolucja utonęła w błocie niskich instynktów… Kiedyś chyba wyjdziemy z błota epoki przejściowej, ale nigdy nam nie wybaczą, że żydowscy spekulanci rewolucji wzięli udział w bolszewickim terrorze. Żydowscy towarzysze i współpracownicy Lenina, Troccy, Uriccy, zaćmiewają swego mistrza. Instytut Smolny po cichu nazywają Centro-Żydem. Później będą o tym mówić głośno, i antysemityzm wszystkich warstw rosyjskiego społeczeństwa zapuści głębokie korzenie”. (Według artykułu J.Z. Müllera: „Komunizm, antysemityzm, Żydzi” w „Arabowie i Żydzi”,Warszawa 1990, s.23).

Cytowany już żydowski historyk z USA Yuri Slezkine pisał (op.cit., s. 203): „Kilku rosyjskich intelektualistów pochodzenia żydowskiego przyznało się do winy. W zbiorze tekstów ”Rosja i Żydzi”, opublikowanym w Belinie w 1923 roku, wezwali oni „Żydów ze wszystkich krajów” do oparcia się bolszewizmowi i przyznania się do „ciężkiego grzechu” uczestnictwa w jego zbrodniach.

Jak pisał I.M.Bikerman: „jest oczywiste, że nie wszyscy Żydzi są bolszewikami, i nie wszyscy bolszewicy są Żydami, ale równie oczywiste jest nieproporcjonalnie wielkie i niezmiernie ochocze uczestnictwo Żydów w dręczeniu półżywej Rosji przez bolszewików”. (Podkr.- J.R.N.).

Rola zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji krajów Europy Środkowej (generalnie)

Cytowany już słynny intelektualista pochodzenia żydowskiego Leopold Tyrmand napisał niezwykle wymowną ocenę roli odegranej przez zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Europy Środkowej. W książce „Cywilizacja komunizmu Tyrmand stwierdził m.in.: „Gdy Armia Czerwona przystępowała do sowietyzowania Europy Wschodniej, na czele czechosłowackiej ekipy partyjnej stał Żyd (R.Slánsky – sekretarz generalny partii komunistycznej- J.R.N.), Węgry kneblował Żyd (M.Rákosi- J.R.N.), w Rumunii rządziła Żydówka (A. Pauker – J.R.N.), a Polska miała u władzy figuranta Polaka, za którym na wpływowych pozycjach stali żydowscy komuniści, wypełniający z fanatycznym oddaniem najbezwzględniejsze rozkazy Kremla. (Podkr.- J.R.N.)

Za przywódcami zaś stały lojalne szeregi komunistów żydowskiego pochodzenia, którzy jedynie byli w stanie uruchomić gospodarkę i administrację w Polsce, Rumunii, na Węgrzech, czyli w krajach drobnomieszczańskich, w których antykomunizm był rodzajem ogólnonarodowej religii, o czym Stalin wiedział. Wiedział, że tylko fanatycznie oddani komunistyczni Żydzi mogą zrobić dlań tę wstępną i niezbyt czystą robotę, co było częścią nr 1 planu.

Z nadgorliwym zapałem rzucili się (Żydzi- J.R.N.) do sowietyzowania wschodnioeuropejskich społeczeństw, do budowania socjalizmu, do zacieśniania komunistycznej pętli na szyjach narodów starych, odpornych na przemoc i doświadczonych w walce o psychiczna niepodległość. Swym zelanctwem przekreślili największą szansę, jaką mieli Żydzi na tych terenach od średniowiecza. (Podkr.- J.R.N.) Eksponowany serwilizm Żydów–komunistów w służbie sowieckiego imperializmu sprawiał wrażenie samobójczego obłędu”. (Por. L.Tyrmand „Cywilizacja komunizmu”, Londyn 1972, ss. 211,212,213 ).

Rola zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Węgier

Wybitny węgierski historyk pochodzenia żydowskiego György Litván stwierdził w referacie wygłoszonym na Hebrajskim Uniwersytecie w Jerozolimie w 1991 roku m.in.: „Komunistyczna Partia Węgier była od samego początku w przeważającej mierze żydowska. Z 55 ludowych komisarzy (odpowiednik ministrów- J.R.N.) w 1919 r. 33 było Żydami. Ten charakter nie zmienił się podczas nielegalnego okresu lat międzywojennych, ani po II wojnie światowej (…) Po 1945 r. wszyscy czolowi przywódcy (wszyscy czterej z kierowniczej „czwórki” KP – Mátyás Rákosi, Ernö Gerö, Mihály Farkas i Józef Révai– oraz większość innych przywódców była żydowskiego pochodzenia, a opinia publiczna była oczywiście świadoma tego faktu (…) Członkowie nowej partii w pierwszych latach po wyzwoleniu byli również w wielkiej części Żydami” (Cyt. za tekstem referatu G. Litvána, publikowanego w Király Béla Emlékkönyv. Haború és Társadalom”, wyd. P.Jónas i In., Budapeszt 1992, ss.237-238).

Z licznych prac wiadomo, że przeważająca część policji bezpieczeństwa (AVH – bestialskich awoszy) składała się z osób pochodzenia żydowskiego. Według oceny znanego węgierskiego historyka emigracyjnego z USA Charlesa Gatiego (nota bene zbliżonego do G. Sorosa, i przeciwnika V.Orbána), zawartej w jego książce „Magyarország a Kreml arnyékában” (Węgry w cieniu Kremla, Budapeszt 1990, s.103), wydanej z posłowiem amerykańskiego ambasadora na Węgrzech Marka Palmera: „Sztab generalny policji politycznej, straszliwego AVO, a później AVH, składał się w 70 proc. z Żydów; awoszom przewodzili również dwaj szefowie żydowskiego pochodzenia: G. Péter (Auspitz) i V.Farkas (Wolf).”

Rola zbolszewizowanych Żydów w stalinizacji Rumunii

Słynny sowietolog żydowskiego pochodzenia Paul Lendvai (zajadły przeciwnik V.Orbána) pisał na temat czołowej komunistki żydowskiego pochodzenia w Rumunii Any Pauker: „Trzon ukształtowanych przez Sowietów komunistów był kierowany przez Anę Pauker, córkę żydowskiego rabina (…) To ona, a nie nominalny przywódca Gheorghiu Dej liczyła się jako najpotężniejsza figura po 1945 roku. Tak było aż do usunięcia Pauker w maju 1952 roku”. (Por. P. Lendvai “Antisemitism In Eastern Europe”, Londyn 1971, s.335).

Warto przypomnieć tu również fakty podane w tekście Jerry Z.Müllera na łamach miesięcznika żydowskiej inteligencji w USA „Commentary” w sierpniu 1988 r. Według Müllera: „W Rumunii prawdziwym przywódcą była Ana Pauker, sekretarz KC. (Podobno Pauker zadenuncjowała swego męża, Marcela, działacza Międzynarodówki, pod zarzutem trockizmu. Aresztowano go w 1936 r. i zlikwidowano w 1937 r.)” (Cyt. za Z. Müller: op.cit., s 37).

Michael Szafir pisał w 2001r w wydawanym w Londynie żydowskim czasopiśmie „East European Jewish Affairs”, że Pauker była de facto głową Rumuńskiej Partii Komunistycznej (KPR), akurat wówczas, gdy ta miała rozpocząć politykę gwałtownej stalinizacji (…) Nie ma żadnej wątpliwości, że wspierana przez Vasila Lukę i Teohari Georgescu (…) dominacja Pauker w sekretariacie partii stała się jasna”. (Według M. Shafir: „Stalinizm with a Human Face? The Rice and Fall of Ana Pauker” w czasopiśmie „The East European Jewish Affairs”, 2001, nr 2, s.100).

Czy komuniści pozostawali Żydami?

Niektórzy w odpowiedzi na przypominanie zbrodni popełnionych przez żydowskich czelistów, enkawudzistów, ubeków i awoszy lubią podkreślać, że i my Polacy mamy na swym koncie słynnego bolszewickiego kata – Feliksa Dzierżyńskiego. To prawda, jest czego się wstydzić! Na szczęście jednak Dzierżyński był tylko jeden, podczas gdy żydowscy komuniści dostarczyli jakże licznych zbrodniarzy komunistycznych, wcale nie mniejszych pod względem rozmiarów zbrodniczości od ”krwawego Feliksa”. (Vide m.in.: J.Unszlicht, M.Uricki, I.Jakir, B.Kun, G.Jagoda, N.A.Fremnkel, M.Berman,Ł.Rajchman).

Były ambasador Izraela w Warszawie Szewach Weiss znany jest z zakłamania i faryzejstwa. (Dlatego byłem zaszokowany powtarzaną przez Roberta Mazurka groteskową sugestią, aby S.Weissa odznaczyć orderem Orła Białego). Kiedyś Szewach Weiss próbował zanegować potrzebę przepraszania przez Żydów za zbrodnie Żydów – ubeków, głosząc, że Żyd, który staje się komunistą, przestaje być Żydem. Ciekawe więc, jak wytłumaczy, że osławiony okrutnik Józef Różański (Goldberg) został zgodnie z życzeniem pochowany na cmentarzu żydowskim. Czy to, że zgodnie z żydowskim rytuałem religijnym został pochowany – również na wcześniej wyrażone życzenie – największy kat bezpieki węgierskiej, odpowiedzialny za bezpieczeństwo członek Biura politycznego KC węgierskiej partii komunistycznej, Mihály Farkas.

Warto również zapytać S.Weissa, jak to się dzieje, że różni Żydzi – komunistyczni kaci, byli KGB-owcy, czy ubecy jak Salomon Morel, tak chętnie szukali schronienia dla siebie właśnie w Izraelu. Czy to oznacza, że dopiero na starość odkryli, że są Żydami?

Trochę to dziwne, zwłaszcza w świetle faktu, że do Izraela – jako do ojczyzny – zawędrowała cała chmara byłych ubeków i jeszcze większa liczba byłych KGB-owców. Znany pisarz izraelski Amos Oz mówił w wywiadzie dla tygodnika „Wprost”, iż: „Nagle zjechało do Izraela sześciuset wykładowców marksizmu-leninizmu. Według moich ocen znalazło się też u nas co najmniej dwadzieścia tysięcy oficerów KGB. Co można z nimi zrobić?”- zapytał Amos Oz, i ironizując, sam sobie tak odpowiedział: „Najlepiej byłoby zlecić im śledzenie profesorów marksizmu – wtedy czuliby się bardziej swojsko”. (Por. ”Wprost” z 2 października 1994 r.)

Prof. Jerzy Robert Nowak
Za: Jerzy Robert Nowak – blog oficjalny (125 czerwca 2016)
http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/06/zydzi-komunizm-iv.html

http://www.bibula.com

Odpowiedzi: 21 to “Żydzi a komunizm”

  1. APA said

    Zydzi sa zdolni do wszystkiego z wyjatkiem ciezkiej pracy !
    Stworzeni zostali na wzor i podbienstwo ….. .
    No,wlasnie kogo ???

  2. Joannus said

    Wygląda na to, że źli żydzi zaprowadzili komunizm, a dobrzy naprawili szkody.Obalili komunizm, wywalczyli Polsce i krajom sąsiednim wolność demokrację, otwarcie granic na świat
    .
    Co najważniejsze dobili nam wraży nieefektywny, antypolski i totalitarny PRL.

    Piłsudski na kasztance wywalczył wolność i ma mnóstwo pomników i tablic, a tak zasłużeni niezłomni bojownicy o wolny kraj, o likwidację PRL, Gieremek, Kuroń czy Mazowiecki nie mają nic.
    Pora zacząć to naprawiać.

  3. Boydar said

    Doczytałem do końca części pierwszej. Nie tyle ciekawe co przygnębiające. Jest też tam taki fragment –

    „… rządzące dziś w Polsce komunistyczne sfery żydowskie nie nauczyły się niczego (…) Nie nauczyły się wielkiej i praktycznej prawdy, że do szczęścia i niepodległości własnego narodu nie można zdążać przez nieszczęście i niewolę drugiego narodu /…/ Żydzi rządzący w Polsce /…/ myślą o sobie, a nie o ludności żydowskiej w Polsce i dlatego powiązali się z tymi obcymi czynnikami, którym zależy na tym, aby Polska pozostała krajem małym, słabym i bezwolnym narzędziem w ich ręku. Niech nad tym postępowaniem komunistycznej żydowskiej góry w Polsce zastanowią się prawdziwi żydowscy patrioci …”

    Tak sobie pomyślałem, że to wszystko co się teraz dzieje, łącznie z „naszymi znakomitymi publicystami”, „szlachetnymi autorytetami”, „bezlitosnymi smagaczami” etc., to może być skutek wzięcia sobie do wątroby owej sugestii – po prostu się zastanowili. Zastanowił się także Orban oraz nawet nie śmiem myśleć kto jeszcze. A my ? Czy nie powinniśmy zastanowić się, że bez względu na poziom lub głębię ich zastanowienia, dalej to oni dzierżą władzę nad nami. Czy pozostaje nam tylko z wdzięcznością rzucić przez zaciśnięte zęby – „ludzki pan …” ?

  4. Franz said

  5. Isia said

    Ogromna erudycja, wiedza i umiejętność jej przekazywania ( także nadzwyczajna, według mnie, pamięć i pracowitość ) Pana prof. J. R. Nowaka wprawia w podziw … natomiast odnośnie treści artykułu … z tego co mi wiadomo, F. Dzierżyński w rzeczywistości nie był Polakiem, choć za takiego się podawał … nie chcę podważać kompetencji Pana Profesora ( nie śmiałabym ), ale … może inni forumowicze zabiorą głos w tej sprawie …

  6. RomanK said

    Pani Isiu zanim pani wpadnie w zachwyt i stan extazy…niech pani popatrzy na facty.
    JOhn Sack napisal swoja ksiazke w roku 1993…i zaraz po jej ukazaniu sie wybuchl skandal. Pisalismy o tym w prasie polonijnej zarowno w Przewodniku Polskim jak i w Dzienniku Zwiazkowym.
    Te informacje docieraly do polskich intelektualistow.. ale kolejne korespondencje na temat byly odrzucane=- jak koc z HiVem….
    Pan Profesor Nowak wtedy jakos nie ujal sie za Johnem Sack…przynajmniej sobie tego nie przypminam,,probowal cos pan Lysiak…ale chyba to mu na dobre nie wyszlo…
    JOhn Sack tez nie zrobil tego z milosci do Polski i dla Jej Chwaly…ale uczciwie przyznal , ze zrobil to dla pieniedzy…
    Ksiazka miala byc takim graniem do kotleta….
    W owym czasie apogeum sukcesow Holocaust Industry swiecilo swoje najwieksze tryumphy..i zaczali wylazic uszlachcone prchyszlachy…ktorym upiekly sie zbrodnie i swinstwa…i zachcialo sie jeszcze slawy:-)))
    Jedna z takich wzbogacnych na kapitale mlodosci w UB pani Lola Potok….zapragnela zostac boghaterka i upamiateniona w literaturze jako bohaterka okresu pohitlerowskiego..a co..kasa kupi wszystko…
    Pogadali zgodzili sie i John zaczal zbierac materialy….Ale jak tylko zaczal zbierac szybko zorientowal sie ,ze nie wlazl do ogrodka roz..ale wlazl w sam srodek cuchnacej latrynuy…i kazdy krok dalej odkrywa jej coraz bardziej smierdzace smiertelnie otchlanie../..
    Kiedy poinformowal o tym pania Lole Potok..pani Lola slyszac co jej przypomina…zerwala kontrakt:-))) Tu narracja sie urywa ,ale widzac nie kupila od Johna materialow i mordy w kubel..Nie wiadomo tez ile zazadal,,,..byc moze nie chciala mu nic zaplacic…Od slowa do slowa..jak to wsrod Zydow kiedy nie chodzi o jakies duperele , czyli czesc Honor, dobre imie …..ale o PIeniadze…poszli na ostre….i potem tego goraco pozalowali wszyscy….
    Sack wylal kubel kloaczny na lby „bohaterow” ujawniajac ich bandycka preszlosc ….a bohaterowie zrobili mu tak kolo piora, ze dzis moze pisac reklamy bajgelles////

    Polacy ja zwykle zamiast odpalic Johnowi kase za ksiazke i ja rozpowszechnic…obwozic go po sklupiskach i pokazywac za pieniadze..podbijajac bebebnek…..uznali, ze sie im to wszystko slusznie nalezy…. bo pisze sprawiedliwie:-))))) i paru profesorow go pochwalilo publicznei na swoich spotkaniach za pieniadze w zaufanych kregach:-))))i sie skonczylo:-000000/////
    Polacy w urzedach i rzadzie sposobem odwiecznei polskim udali jak zawsze- ze nie wiadomo o co chodzii bez wiekszych wysilkow wcale nei muszac udawac glupich pozostali soba,,,,, i prokuratura, ani IPN z urzedu oplacani za szukanie zbrodniarzy wojennych do dzis udajaq ze wszystko cacy…
    Tfu…..
    Ten tu fragment:

    …rządzące dziś w Polsce komunistyczne sfery żydowskie nie nauczyły się niczego (…) Nie nauczyły się wielkiej i praktycznej prawdy, że do szczęścia i niepodległości własnego narodu nie można zdążać przez nieszczęście i niewolę drugiego narodu /…/ Żydzi rządzący w Polsce /…/ ….etc emmpstrembzdrem,.,,.

    Panie Nowak…..Zanm pan zacznei nentorzyc Zudowm..powied zmi pan na takie proste pytanuie>???? A pan czego sie nauczyl???? I inni Polacy????
    Wylizujecie zady kolejnej ekipie potomkow zydowskich Ubeckich bandytow komunistow udajacej Polakow.,,,,wdzieczni ..bo z doswiadczenia i literatury wiecie , ze moglo by byc calkiem gorzej….np mogliby was wyrzucic z pracy na uczelni jak pania prof Razny….i paru innych.

  7. Ad. 1

    „Stworzeni zostali na wzor i podbienstwo ….. .
    No,wlasnie kogo ???”

    – Przecież Chrystus wyraźnie powiedział, kto jest ich ojcem… Wystarczy przeczytać. 🙂

  8. MatkaPolka said

    Mówi Józef Światło

    Za kulisami bezpieki i partii 1940-1955

    Fragmenty
    (…)
    3. Kto rządzi Polską

    „Gospodarze”

    Wyjątkowo, w tym wypadku, zacznę od przytoczenia słów Józefa Światły:

    Zjawisko niewolniczej, służalczej uległości reżymu warszawskiego najjaskrawiej ujawniło się w czasie pierwszego urzędowego obiadu, w którym brałem udział wraz ze swoim wiceministrem. W czasie tego obiadu prezydował i nadawał ton rozmowie Bjerut. Opowiadał on o zamiarach i decyzjach gospodarza. Gospodarz postanowił, gospodarz chce, gospodarz odmawia. Wpierszej chwili nie zorientowałem się, o kogo chodzi. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że gospodarzem, o którym mówił Bierut z taką rewerencją i namaszczeniem, jest Stalin.

    Polską więc rządzi „gospodarz” oraz z jego nominacji pomniejsi gospodarze – Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy – przydzieleni do wszystkich ważniejszych resortów jako tzw. doradcy, czasem nawet na szczeblach wojewódzkich, w rejonach szczególnie uczulonych.

    Raz jeszcze powtórzę to, co wiemy wszyscy: Polską rządzi tylko i wyłącznie Moskwa.

    Trzeba tutaj wyróżnić dwa piony. Jest pion sowiecki, a więc Kreml, ściśle – biuro polityczne partii sowieckiej, ,, doradcy ” sowieccy w Polsce – w warszawskim MBP i ambasador sowiecki w Warszawie. Tak to wygląda od strony sowieckiej, a zatem od strony decyzji i instrukcji. Na niższym stopniu jest tzw. pion polski. Należą tutaj Bierut i biuro polityczne, Rokossowski i ministerstwo bezpieczeństwa. To jest szczebel wykonawczy.

    Jak wygląda stosunek i wzajemne podporządkowanie sobie tych członów mechanizmu władzy w Polsce?

    Ogólną linię polityczną ustala się na konferencjach w Moskwie, dawniej u Stalina, dziś u Malenkowa, razem z niektórymi członkami biura politycznego partii sowieckiej. Tam decydują się zwroty polityczne o podstawowym znaczeniu. Po instrukcje te jeździ do Moskwy zawsze Bierut, który najczęściej zabiera ze sobą Bermana i Minca. Nie znaczy to, żeby od czasu do czasu nie jeździli z Bierutem inni członkowie warszawskiego biura politycznego, zwłaszcza jeżeli zapowiadają się decyzje, które na lokalnym
    szczeblu polskim będą przeprowadzać np. Ochab, Mazur czy jakiś inny. Bywa często i tak, że Berman powiada tow. Tomaszowi, to jest Bierutowi, ,,zabierzcie tym razem Ochaba, bo dawno już w Moskwie nie był”. W każdym razie jedynym odbiorcą podstawowych instrukcji politycznych jest zawsze Bierut. Ale tylko politycznych.

    Wytyczne wojskowe, decydujące o rozpracowaniu planów i zadań armii otrzymuje wprost ze sztabu sowieckiego Rokossowski. Bierut najczęściej wojskowych instrukcji nie zna. Instrukcje polityczne i wojskowe idą więc odrębnymi kanałami i na miejscu, w Polsce, nie mają również punktów stycznych. Właściwie można by powiedzieć, że kontrola sowiecka na szczeblu polskim nie jest potrzebna.

    Bierut i jego współpracownicy są już tak wychowani, że rozkazy moskiewskie wykonują gorliwiej niż trzeba, wybiegają często naprzód w odgadywaniu życzeń i zamiarów Kremla.

    Ale mimo to całość życia politycznego i gospodarczego Polski ujęta jest w żelazne kleszcze kontroli, która koncentruje się w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Wykonuje ją grupa tzw. doradców sowieckich z głównym „doradcą” generałem Lałinem na czełe. Przybył on do Warszawy na krótko przed moim wyjazdem z Polski. Ci ,,doradcy” otrzymują swoje instrukcje w sprawach bezpieczeństwa bezpośrednio z Moskwy i ze swej strony z ramienia Moskwy kontrolują realizację zadań politycznych i gospodarczych wyznaczonych Warszawie.

    Reżym warszawski jest bardzo czuły na tym punkcie. A z drugiej strony Moskwie zależy na utrzymaniu w stosunkach dyplomatycznych wszystkich pozorów niezależności Warszawy. Dlatego między innymi Bierut i biuro polityczne doprowadzili do odwołania ambasadora Lebiediewa, który był za bardzo agresywny i brutalny.

    MBP jest tak zorganizowane, że w jego departamentach koncentruje się kontrola wszystkich dziedzin życia w Polsce.

    W takim układzie stosunków rola ambasadora sowieckiego w Warszawie ogranicza się do raportowania sytuacji. Ambasador sowiecki jest w tej chwili już wyłącznie niemal dyplomatą, który nie ingeruje w sprawy polskie, bo nie ma potrzeby. Są do tego inni. Czasem tylko występuje z jakimiś dodatkowymi sugestiami, ale robi to zawsze w formie bardzo kurtuazyjnej i delikatnej.

    Tak wygląda mechanizm rządów w Polsce od strony Moskwy, tzn. od strony decyzji i instrukcji. Jak to wygląda na polskim szczeblu wykonawczym?

    W sprawach wojska Rokossowski jest poza mechanizmem władzy wewnętrznej. On komunikuje się bezpośrednio ze sztabem sowieckim. Do sztabu wprost przysyła raporty najczęściej bez wiedzy i bez informowania Bieruta. Na odcinku politycznym i gospodarczym rządzi Polską wielka trójka. Rządzi, to znaczy rozpracowuje instrukcje sowieckie i decyduje, w jaki sposób mają być wykonane. Wszystkie decyzje i wytyczne w tych sprawach są dyskutowane i zapadają W gronie wielkiej trójki, to znaczy Bierut, Berman i Minc. Jeżeli jakieś zagadnienie wymaga dalszego rozpracowania i pomocy specjalistów, to do narad wzywa się dodatkowo następną grupę, drugi garnitur w hierarchii biura politycznego, to jest Ochaba, Mazura i Zambrowskiego. W dalszej kolejności, jeżeli trzeba rozpracować więcej szczegółów, w konferencjach takich biorą udział dodatkowo Zenon Nowak i Aleksander Zawadzki. Na końcu wreszcie, i bardzo rzadko, do tych narad we własnym wewnętrznym gronie wzywani są Jóźwiak i Chelchowski. Oni w hierarchii biura politycznego stoją najniżej. Ci dwaj są jedynymi pozostałymi u steru przedstawicielami tak zwanego elementu krajowego w partii, pracującego w kraju pod okupacją niemiecką. Dlatego trzyma się ich dla zachowania pozorów jedności partii i łączności z tymi, którzy byli w kraju.

    Są jednak sprawy, które trzeba formalnie i dla zachowania legalnego parawanu wnieść na biuro polityczne. Wtedy z grzeczności informuje się uprzednio Cyrankiewicza o tym, co będzie się omawiać. Zwołuje się plenum i obraduje się.

    Tu trzeba jeszcze parę słów powiedzieć o wzajemnym stosunku między ministerstwem bezpieczeństwa a partią. Kierownictwo MBP musi co jakiś czas zdawać Bierutowi szczegółowe sprawozdania z całej swojej działalności operacyjnej. Musi też od niego otrzymać uprzednio zgodę i zatwierdzenie wszystkich operacyjnych planów i zamierzeń. Dawniej konferencje te odbywały się u Bermana, który był odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Mniej więcej od początku roku 1953 sprawy te zabrał od niego Bierut i on regularnie konferuje z kierownictwem ministerstwa. Ze strony ministerstwa w konferencjach tych biorą udział Radkiewicz, wiceministrowie Romkowski, Mietkowski, Świetlik i Ptasiński. Jeżeli omawia się tam sprawy szczególne, które były prowadzone przez nasz departament, wtedy na konferencjach obecny jest mój szef płk Fejgin i ja sam. Tak było np. w okresie gomułkowszczyzny, w sprawie Spychalskiego i innych.

    Dla całości obrazu trzeba dodać, że wzajemne stosunki między członkami politbiura – na zewnątrz przykład przyjaźni i serdeczności – są w gruncie rzeczy „podbudowane”, na wszelki wypadek, aktami poważnych, nierzadko kryminalnych obciążeń w tajnych teczkach X Departamentu MBP, w szafach żelaznych, do których dostęp ma tylko Józef Światło.

    Mówi on o tych „rozpracowaniach” w szczegółach i identyfikuje je z poszczególnymi dygnitarzami.
    (…)
    6. APARAT TERRORU

    Sierow-Iwanow, twórca bezpieki

    Faktycznym twórcą polskiej bezpieki i jej organizatorem był generał Sierow-Iwanow, w okresie, kiedy został głównym pełnomocnikiem NKWD na Polskę w 1944 r. Miał ku temu znakomite kwalifikacje. Był prawą ręką Berii i Abakumowa w Moskwie. On też zwabił do kwatery głównej marszałka Żukowa szesnastu politycznych przywódców Polski Podziemnej z gen. Okulickim i delegatem rządu Jankowskim na czele. W kwaterze Żukowa Sierow-Iwanow działał jako główny przedstawiciel
    NKWD. Jemu przywódcy polscy mieli złożyć memoriały polityczne określające – jak mówi Światło – stanowisko kierownictwa polskiego ruchu podziemnego w ówczesnej sytuacji. Zamiast dyskusji politycznej przywódcy polscy zostali aresztowani, przewiezieni do Moskwy i wtrąceni do więzienia. Po czym zorganizowano im proces pokazowy w Moskwie, na którym, na podstawie sfałszowanych dowodów, oskarżono ich o organizowanie walki z armią sowiecką.

    Organizator tej konspiracji i procesu, gen. Sierow-Iwanow, jest obecnie (1955) przewodniczącym Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego w Moskwie. Ale uprzednio, pod koniec wojny i tuż po wojnie, przez szereg lat organizował i kontrolował aparat bezpieczeństwa w Polsce – mówi mi Światło. Kontrolował bezpiekę również w Niemczech Wschodnich. Sierow-Iwanow
    opracował dla aparatu bezpieczeństwa w Polsce plan tzw. ujawnienia członków Armii Krajowej, metody procesów pokazowych, strukturę Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Osobiście uczył Radkiewicza, Romkowskiego i innych, jak należy werbować agentów, sam brał udział w werbowaniu. Uczestniczył w śledztwach.

    Dziś niejeden z agentów zwerbowanych za czasów Sierowa zajmuje czołowe stanowisko w aparacie państwowym. Józef Światło mówi:

    Kim jest gen. Jwanow-Sierow? Poznałem go w 1944 r. jako głównego pełnomocnika NKWD na Polskę. Podlegały mu liczne grupy operacyjne NKWD rozsiane po całej Polsce i posuwające się stopniowo na zachód za Armią Czerwoną. Sierow nie zajmował się operacjami wojskowymi. Jego zadaniem było zorganizowanie polityczne kraju na tyłach frontu, a więc, mówiąc po prostu, przygotowanie terenu do narzucenia Polsce rządu komunistycznego. Pamiętamy, że w owym czasie PPR była nieliczną grupą
    polityczną, a niedobitki starych członków KPP ściągano na gwałt z całego świata. Bierut nie posiadał jeszcze rozbudowanego aparatu bezpieczeństwa i czuł się bardzo niepewny na swoim stolcu przewodniczącego Krajowej Rady Narodowej, wśród wrogiego mu społeczeństwa. Reżymowi komunistycznemu brakowało ludzi i środków technicznych. Wszystkiego miał dostarczyć gen. Sierow, szef jedynej wówczas zorganizowanej siły policyjnej i faktyczny dysponent środków technicznych na terenach
    uwolnionych od Niemców. Sierow dostarczył znacznie więcej. Dostarczył niezaradnej grupce Bieruta plan działania na wielu odcinkach, a między innymi na odcinku religijnym.

    W roku 1944 zostałem odkomenderowany z wojska do jednej z grup operacyjnych Sierowa. Siedzibą tej grupy był początkowo Otwock, a potem Włochy pod Warszawą.

    Dowódcąjej był płk Lichaczew. Z tego tytułu byłem często w sztabie głównym gen. Iwanowa-Sierowa w Lublinie, przy ul. Chopina. Przekonałem się wówczas, że Sierow wnikał we wszystkie szczegóły życia publicznego w Polsce. Interesował się każdym członkiem KRN. Gromadził informacje o członkach PPR, rozpracowywał z wielką dokładnością wszystkie stronnictwa i grupy polityczne, od lewicy do prawicy. W tym samym również czasie gen. Iwanow-Sierow zwabił do siebie członków polskiego kierownictwa podziemnego i dostarczył ich na proces do Moskwy. A jednocześnie zaopatrywał powstający reżym Bieruta w maszyny drukarskie, papier, samochody, a w razie potrzeby również w żywność.

    Sierow pracował niezmordowanie. Nawet podczas obiadów u niego, na które zapraszał głównych referentów swego sztabu, gen. Mieszka, gen. Szelwianowskiego I Miełnikowa oraz przygodnych gości z terenu, takich jak ja, toczyła się dyskusja na tematy polityczne dnia. Sierow przylatywał często do Włoch samolotem późną nocą i budził mnie pytaniami: „ Co słychać? Wszystko u was w porządku? „. Często wyjmował z kieszeni karteluszek papieru z nazwiskiem jakiegoś działacza polskiego.

    „Znajdźcie go, muszę z nim porozmawiać”. Nawiasem mówiąc, Sierow lubił mnie i jemu zawdzięczam, że otrzymałem wówczas mieszkanie we Włochach.

    Skazany w procesie Abakumowa w Moskwie płk Lichaczew był prawą ręką Sierowa od pierwszych dni okupacji sowieckiej w Polsce i działalności sowieckich tzw. grup operacyjnych, którymi kierował Sierow-lwanow. Polski aparat bezpieczeństwa formował się więc na podstawie starannie wypracowanych wzorów sowieckich.

    Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego

    Na czele MBP stoi formalnie gen. Stanisław Radkiewicz, a w praktyce jego tzw. doradca, gen. sowiecki Lalin. Światło podaje szczegóły organizacji ministerstwa i ludzi, którzy zajmują w nim kluczowe stanowiska:

    W ministerstwie funkcjonują przede wszystkim tzw. pomocnicy ministra: gen. Juliusz Hibner – pomocnik ministra do spraw Wojsk Ochrony Pogranicza i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego; płk Wolański – komendant Milicji Obywatelskiej; płk sowiecki Grzybowski – dyrektor Departamentu Ochrony Rządu; płk sowiecki Dowkan – dyrektor Departamentu Ogólnego odpowiedzialnego za magazyny broni.

    Z drugiej strony ministrowi podlega czterech wiceministrów bezpieki: gen. Roman Romkowski (nadzoruje departamenty 1, VII, X, departament śledczy, szkoleniowy i inwigilację); gen. Mieczysław Mietkowski (nadzoruje departamenty V i XI); gen. Jan Ptasiński (nadzoruje departamenty VIII i IX); gen. Konrad Świetlik (nadzoruje departamenty II, III i VI).

    Adiutantem ministra jest ppłk M. Drzewiecki.
    Ludzie ci kierują działalnością i nadzorują operacje 19 departamentów ministerstwa, które swymi mackami sięgają we wszystkie dziedziny życia w kraju, we wszystkie niemal zakamarki życia publicznego i prywatnego. W sumie więc składają się na misternie zorganizowany aparat terroru i wyzysku politycznego, gospodarczego i społecznego. Ci ludzie, którzy pod kierownictwem „doradców” sowieckich kontrolują absolutnie każdą dziedzinę życia, są faktycznymi lub potencjalnymi wrogami każdego
    człowieka w Polsce, nie wyłączając członków partii i rządu.

    Co to za ludzie? Cały skład personalny bezpieczeństwa to przede wszystkim oficerowie sowieccy i agenci sowieckiego wywiadu, a potem: szabrownicy, spekulanci, zboczeńcy, których przeszłość partyjna i polityczna, delikatnie mówiąc, pozostawia wiele do życzenia. Komunistyczna dyktatura boi się ludzi ideowych, ponieważ prędzej czy później muszą oni przejrzeć i zerwać z tym systemem. Komuniści dobierają wobec tego świadomie ludzi o nieczystych sumieniach, których trzymają w ręku strachem przed ujawnieniem ich przeszłości. W tym celu aparat bezpieki gromadzi nieustannie materiał obciążający czołowych funkcjonariuszy PZPR.

    Na krótko przed moim wyjazdem byłem na specjalnej odprawie u Radkiewicza, w czasie której sprawozdanie składał szef biura dla spraw funkcjonariuszy, płk Siedlecki.

    Podał on nam dane statystyczne, z których wynikało, że rocznie zwalnia się ze służby i aresztuje personel sześciu kompletnych powiatowych Urzędów bezpieczeństwa. Słuchając tego Radkiewicz nie wytrzymał. Uderzył pięścią w stół i krzyknął:
    „Z czego wy się chwalicie, tow. Siedlecki?

  9. MatkaPolka said

    CD..
    Organizacja i szefowie departamentów

    Departament I

    to właściwie centrala kontrwywiadu, skierowanego przeciwko działalności wywiadów zagranicznych. Sowiecką kontrolę nad tym departamentem pełni tak zwany doradca, płk Gajewski. Polskim dyrektorem jest płk Antosiewicz, stary komunista przedwojenny, życiowiec. Przeszedł po 1939 r. szkołę NKWD pod Moskwą i został zrzucony do Polski w czasie okupacji jako agent Wywiadu sowieckiego. Po wojnie w Polsce zrobił szybko karierę, jak wszyscy ‚agenci wywiadu sowieckiego. Był najpierw
    szefem Urzędu Bezpieczeństwa w Katowicach, później w Poznaniu i stamtąd przeszedł do centrali na dyrektora I Departamentu.
    Płk Antosiewicz ma dwie kompromitujące sprawy: jedną w biurze do spraw funkcjonariuszy w centrali bezpieczeństwa, drugą w X Departamencie, w moich teczkach. W czasie swego pobytu w Katowicach, jako szef UB w 1947 r. i przedtem, Antosiewicz słynął jako mistrz w szabrownictwie. Szabrował z ziem zachodnich wszystko, co się dało, najcenniejsze obrazy, meble i porcelanę. Urządził sobie w ten sposób komfortowo swoją willę w Katowicach, później w Poznaniu, a teraz komfortowe sześciopokojowe mieszkanie w Warszawie przy al. Przyjaciół 1. Są tam nie tylko obrazy i meble-antyki, ale też biżuteria, stara porcelana, wspaniale sztucery – bo Antosiewicz jest zamiłowanym myśliwym. Te właśnie materiały kompletowało biuro do spraw funkcjonariuszy. Ale była też druga sprawa, założona przeciwko niemu w X Departamencie. Mieliśmy tam materiały archiwalne przedwojennej dwójki polskiej. I w tych materiałach, wśród fotografii byłych pracowników dwójki, była też fotografia brata matki Antosiewicza, a więc jego wuja. W związku z tym Radkiewicz i kierownictwo partii polecili założyć sprawę do wyjaśnienia i rozpracować Antosiewicza.

    Przypominam to, bo sprawa ta istniała jeszcze w chwili mego wyjazdu z Polski. Wiem z doświadczenia, że materiały te pozostaną w teczce Antosiewicza na wszelki wypadek i na chwilę, kiedy będą potrzebne.

    Szef I Departamentu ma też duże zasługi w dziedzinie tzw. moralności socjalistycznej, o której tow. Bierut tak wiele mówi, kiedy sobie przypomniał, że trzeba mnie zaatakować. Otóż płk Antosiewicz miał taką młodą pomocnicę, która zajmowała się podsłuchem. Szef I Departamentu nie pominął żadnej okazji, żeby spędzać z nią razem w pokoju, na podsłuchu, długie godziny. I nie na podsłuchu kończyła się ta współpraca, bo Antosiewicz lubi żyć bardzo wesoło i nie traci czasu w stosunkach z kobietami.
    Młoda pracownica z podsłuchu tak go uwikłała, że Antosiewicz rozszedł się z żoną zostawił żoną i dziecko i żyje sobie w najlepsze ze swoją kochanką. Dodam tylko jeszcze, że jego najbliższym przyjacielem jest Jerzy Albrecht, przewodniczący Warszawskiej Rady Narodowej

    Departament II.

    Tu znajdują się archiwa, tu cenzuruje się korespondencją zagraniczną i zapewnia pomoc techniczną dla innych departamentów. Szefem tego departamentu jest sowiecki płk Taboryski, stary działacz komunistyczny z Polesia i Białorusi. Ożeniony z Rosjanką Taboryski był naprzód wicedyrektorem departamentu, a później objął kierownictwo i zamieszkał w Warszawie w luksusowym apartamencie przy al. Przyjaciół. Co to za człowiek? Najlepiej określił go jego brat, który powiedział:
    bardzo źle jest w tym waszym ministerstwie, jeżeli nawet mój brat mógł zostać dyrektorem departamentu. To wszystko o Taboryskim.

    Departament III

    prowadzi akcje przeciwko wszelkim ruchom podziemnym. Doradcą i kierownikiem sowieckim jest płk Szaraburin, a polskim dyrektorem departamentu – płk Leon Andrzejewski. Nazwisko to przyjął dopiero, kiedy został dyrektorem gabinetu Radkiewicza, przed objęciem departamentu. Andrzejewski ożenił się z Krystyną Żywulską, autorką książki Przeżyłam Oświęcim. Z tą samą Żywulską która pisuje w „ Szpilkach” i jest tak zwaną intelektualistką w kołach literackich i w Teatrze Satyryków. Ale dzięki właśnie Żywulskiej jest przeciwko Andrzejewskiemu sprawa w X Departamencie, bo Żywulską była przed wojną związana z trockistami. Między innymi z płk. Leonem Gecowem, powojennym pełnomocnikiem Ministerstwa Obrony Narodowej w PCK. Z tym samym Gecowem, którego ja aresztowałem na polecenie Bieruta w związku ze sprawą Noela i Hermana Fielda. Żywulska i Gecow pochodzą z Łodzi i znali się doskonale z tego terenu. Ale to nie wszystko. Żywulska żyła zawsze bardzo wesoło i nie gardziła mężczyznami. W okresie okupacji była kochanką niejakiego doktora Srednickiego, który pracował na peryferiach styku z Armią Krajową i przez swoje kontakty wyrobił jej fałszywe dokumenty na nazwisko Krystyna Żywulską.

    Żywulska potem dostała się do Oświęcimia. Nie broniła swych wdzięków nikomu i wobec tego była w obozie w oddziale „Kanady”. W oddziale tym Niemcy gromadzili wszystkie ubrania zdarte z więźniów i wszystkie paczki, które przychodziły do obozu, i stąd wysyłali te rzeczy do Niemiec. Dlatego oddział nazywał się Kanada, bo żyło sięw nim tak dobrze. Żywulska dzięki swym stosunkom z Niemcami opływała we wszystko i sypiała nawet w jedwabnej koszuli. Ale nie na tym jeszcze kończy się jej kariera.
    Poprzedni mąż Żywulskiej pracował w przemyśle i popełniał ogromne nadużycia, które jej drugi mąż, pantoflarz, płk. Andrzejewski, obecny szef III Departamentu, pokrywał swoim stanowiskiem i nazwiskiem. Za karę został zdjęty z gabinetu Radkiewicza i przeniesiony do szkoły bezpieczeństwa w Legionowie. Ale wkrótce wypłynął znów, tym razem już na stanowisku dyrektora III Departamentu.

    Tak więc towarzysz Andrzejewski ma bogatą kartotekę w X Departamencie. Odznacza się też twardą moralnością komunistyczną, razem zresztą ze swoją żoną, Krystyną Żywulską. Jest bliskim przyjacielem Wiktora Grosza i przez czas, kiedy Grosz był ambasadorem w Pradze, Andrzejewscy mieszkali w jego pięknej, luksusowej willi w al. na Skarpie, z widokiem na szosę wilanowską. Mimo że mieszkali razem, żyli oddzielnie. Krystyna Żywulska jest w tej chwili kochanką Zbigniewa Mitznera, a płk
    Andrzejewski sypia w rewanżu z żoną Mitznera. Miodowe miesiące przeżywali w Juracie, gdzie Andrzejewski spędzał urlop ze mną.

    Zadaniem Departamentu IV

    jest walka ze szpiegostwem, sabotażem i dywersją w przemyśle lekkim, w rolnictwie, bankowości i spółdzielczości. Departamentem kieruje dyrektor płk Gałczewski, Polak z pochodzenia, robociarz z Łodzi, stary komunista. Jak cały niemal wyższy personel bezpieki i członkowie KC Gałczewski mieszka w luksusowym apartamencie w Warszawie. Niewiele mogę o nim powiedzieć, bo go bliżej nie znałem i wyjątkowo żadnej sprawy nie było przeciwko niemu w X Departamencie.

    Szefem Departamentu V

    jest słynna tow. Luna Brystygierowa. Najwybitniejsza to moralistka w wydaniu tow. Bieruta. Do oficjalnych zadań jej departamentu należy tępienie dywersji i zagranicznych niesowieckich wpływów w tak zwanych polskich partiach politycznych, z wyjątkiem PZPR, oraz w związkach zawodowych iorganizacjach młodzieżowych. Luna Brystygierowa to rozdział sam dla siebie. Liczy ona już dzisiaj ponad 50 lat i jest raczej zużyta, bo życie miała bogate i pełne. Swą karierę rozpoczęła we Lwowie z chwilą wkroczenia armii sowieckiej w 1939 r. Jako była żona dr. Natana Brystygiera, lwowskiego działacza syjonistycznego, Luna miała wszystkie potrzebne kontakty i znajomości.

    Natychmiast po wkroczeniu wojsk bolszewickich do Lwowa w 1939 r. Brystygierowa zaczęła tak ordynarnie donosić i sypać, że naraziła się nawet wielu towarzyszom partyjnym, bo dała im się we znaki. Z tego okresu datuje się ostra walka między nią a płk. Różańskim. W tym czasie ona. Różański i zmarły niedawno Jerzy Borejsza, brat Różańskiego, donosili do NKWD na wyścigi. Rywalizacja między nimi w tej dziedzinie była bardzo zacięta. Aby ją wygrać, Brystygierowa zgodnie z moralnością tow. Bieruta napisała raport do NKWD, że Różański pochodzi z syjonistycznej rodziny. Rzeczywiście, ojciec jego, dr Goldberg, był przed wojną redaktorem „ Hajntu ” w Warszawie. Różański znał ten raport i pamiętam, jak skarżył się do mnie: „Pomyślcie, towarzyszu, że ta… napisała raport na mnie. Ale tow. Luna zapomina, że ja mam dłuższą karierę w NKWD niż ona”.

    Różański ma istotnie długą karierę w NKWD i dzięki temu trwa na swoim stanowisku.

    Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Lwowa Brystygierowa prowadziła swą działalność donosicielską w ten sposób, że zorganizowała tak zwany Komitet Więźniów Politycznych. Przy pomocy tego komitetu NKWD wyłapywało wszystkich odchyłeńców partyjnych i w ten sposób Brystygierowa dała się we znaki swoim towarzyszom. Ale dziś ma w centrali bezpieki mocną pozycję.

    Nazywa się ją piątym wiceministrem bezpieczeństwa. Przyczyna jest bardzo prosta: w swej bogatej karierze Brystygierowa była w Rosji przez dłuższy czas równocześnie kochanką Bermana, Minca i Szyra. Dwaj pierwsi zwłaszcza mają w związku z tym wobec niej poważne zobowiązania. I dzięki temu, jak Brystygierowa chce coś przeprowadzić, nawet przeciw Radkiewiczowi czy Romkowskiemu, to wszystko może zrobić.

    Ileż to razy Radkiewicz nie zdążył jeszcze zreferować jakiejś sprawy Bierutowi, a już Bierut czy Berman dzwonili do niego z zapytaniem:,, Słuchaj no, jest u ciebie taka a taka sprawa, dlaczego nam o tym nic nie mówisz?”. Radkiewicz nie zdołał im jeszcze zreferować, a oni już wiedzieli, bo oczywiście Brystygierowa referuje im wszystko nocami. Moralnie, co, towarzyszu Tomaszu?
    A przecież ona właśnie dzięki wam i waszym najbliższym współpracownikom, Bermanowi i Mincowi, siedzi mocno na swej funkcji.

    Departament VI

    organizuje i nadzoruje obozy pracy przymusowej i więzienia. Dyrektorem jest płk Duliasz, stary komunista z Kieleckiego i robociarz. Poprzednio kierował Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa w Sandomierzu, a potem Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa w Rzeszowie. W tym czasie tak naszabrował, że musieli go nawet zdjąć z urzędu bezpieczeństwa, bo całe biuro o tym mówiło. I nie można było pociągnąć do odpowiedzialności podległych mu szabrujących pracowników, skoro sam szef dawał najlepszy przykład. Duliasz miał w związku z tym sprawę w centrali, w biurze do spraw funkcjonariuszy, która jak zwykle skończyła się na niczym.

    Departament VII

    prowadzi wywiad na zagranicę. „ Doradcą” sowieckim jest płk Ryzy, dyrektorem polskim – inny oficer sowiecki, płk Sienkiewicz. Z pochodzenia Litwin czy Łotysz, mówi doskonale po polsku, liczy koło trzydziestu lat, uprawia sporty, jest zgrabny i wesoły. Mieszka oddzielnie od innych szefów departamentów nie przy al. Przyjaciół, ale przy ul. Wiśniowej. Nie potrafię powiedzieć, czy jest to jego prawdziwe nazwisko.

    Departament VIII

    prowadzi walkę z tzw. szpiegostwem, sabotażem i dywersją w transporcie lądowym, wodnym i powietrznym. Na czele departamentu stoi oficer polski, z pochodzenia Białorusin, ppłk Jan Zabawski. Mieszka dziś przy al. Przyjaciół 6. Jest starym działaczem komunistycznej partii Białorusi Zachodniej i z tej racji w 1938 r. miał tragiczny wypadek. Jako znanego agenta komunistycznego na terenie Polski dwójka polska doprowadziła do granicy sowieckiej i przekazała w ręce sowieckie. Tam
    towarzysze sowieccy zamknęli go natychmiast do więzienia i przeprowadzili z nim takie śledztwo, że został kaleką na całe życie. Z obozu w Rosji zwolniono go dopiero w 1946 r. Zabawski jest bliskim przyjacielem wiceministra Romkowskiego i jemu głównie zawdzięcza swoje stanowisko.

    Departament IX

    ma zapewnić ochronę przemysłu ciężkiego, chemicznego i górnictwa przed szpiegostwem, sabotażem i dywersją. Szefem tego departamentu jest ppłk Górecki, oficer polski. Objął on kierownictwo na trzy miesiące przed moim wyjazdem, dlatego nie znam go bliżej. Wiem tylko, że był szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Poznaniu czy też w Bydgoszcz.

  10. MatkaPolka said

    Departament IX

    ma zapewnić ochronę przemysłu ciężkiego, chemicznego i górnictwa przed szpiegostwem, sabotażem i dywersją. Szefem tego departamentu jest ppłk Górecki, oficer polski. Objął on kierownictwo na trzy miesiące przed moim wyjazdem, dlatego nie znam go bliżej. Wiem tylko, że był szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Poznaniu czy też w Bydgoszcz.

    Departament X omówię oddzielnie z uwagi na jego wagę w całym mechanizmie władzy w Polsce. Dyrektorem był płk Anatol Fejgin, wicedyrektorem włamie ppłk Józef Światło, a „doradcą” płk Sigaczow, oficer sowiecki.

    Oficjalnie się twierdzi, że departament XI ma chronić wyznania religijne przed wpływami zachodnimi i dywersją. W istocie, jak mówi mi Światło, departament ten kieruje walką z Kościołem. W praktyce jest to ogniwo wykonawcze W komunistycznej maszynie likwidacji Kościoła. W Biurze Politycznym, jak już pisałem, sprawy religii i Kościoła należą do Franciszka Mazura. On jeździ z Bierutem zawsze do Moskwy po nowe wytyczne w polityce antykościelnej. Mazur a do swojej dyspozycji Urząd do Spraw Wyznań.

    Urząd ten prowadzi dywersję śród księży, kontroluje i cenzuruje kazania i okólniki kleru, montuje ruch tzw. katolików postępowych. Na jego czele stoi minister Jan Izydorczyk, były ambasador reżymu we Berlinie Wschodnim.

    Główną natomiast rolę w walce z Kościołem i religią na szczeblu wykonawczym odgrywa właśnie Departament Xl, którym kieruje ppłk Więckowski, padochroniarz, oficer wywiadu sowieckiego, zrzucony do Polski w czasie okupacji, Białorusin z pochodzenia. Światło kontynuuje:

    i Podczas okupacji bolszewickiej Lwowa w 1939 r. Więckowski studiował na Uniwersytecie Lwowskim. A potem poszedł na szkołę wywiadowczą NKWD. W 1945 r. został odkomenderowany przez NKWD do reżymowego aparatu bez-ieczeństwa. Tak więc walką z Kościołem i religią na polskim szczeblu wykonawczym, kieruje agent NKWD, Franciszek Mazur. A szefem departamentu bezpieki, który działa w terenie i rozpracowuje sprawy przeciwko duchowieństwu, prowadzi dywersję i akcję rozkładową jest
    inny agent NKWD, dla pewności oficer sowiecki, Więckowski.

    Departament Śledczy

    Dyrektorem jest płk Józef Różański, syn doktora Goldberga z Warszawy, przedwojennego redaktora „Hajntu” i brat zmarłego Borejszy.

    Departament ten prowadzi śledztwo we wszystkich sprawach z wyjątkiem tych, które podlegały Departamentowi X, gdzie ja byłem wicedyrektorem. Myśmy rozpracowywali członków partii i rządu i dlatego mieliśmy własny wydział śledczy. \Wyjątek w pewnym sensie stanowiła sprawa Włodzimierza Lechowicza i Alfreda Jaroszewicza.

    Rozmowy z nimi prowadzili wiceminister Romkowski i właśnie Różański. Do mnie należała ochrona Gomułki i innych aresztowanych, prowadzenie kartotek i podsumowywanie śledztwa. W tym okresie byłem z Różańskim w stałej walce.
    Przede wszystkim Różański to stary agent sowiecki. Przed 1939 r. pracował z ramienia wywiadu sowieckiego na Bliskim Wschodzie, m.in. w Palestynie i w krajach arabskich.

    W chwili wkroczenia Armii Czerwonej na polskie ziemie wschodnie znajdował się we Lwowie i tam słynął z donosicielstwa. Sypał do NKWD wszystkich, w tym wielu towarzyszy partyjnych, za różne odchylenia. Jest przebiegły, bardzo zdolny, ale też z gruntu nieuczciwy, nawet w stosunku do towarzyszy partyjnych i dlatego jest przez nich bardzo nielubiany.

    Kiedy w ramach akcji tzw. rozgromienia gomułkowszczyzny Różański został odkomenderowany do śledztwa w sprawie Lechowicza i towarzyszy, stworzył sobie koncepcjąpolityczną, która odpowiadała życzeniom partii, i pod nią chciał podciągnąć zeznania. Wpadał często do gabinetu wiceministra Romkowskiego i chwalił się, że dziś w nocy na przykład zdobył takie czy inne sensacyjne zeznania od Lechowicza czy Jaroszewicza, że wydostał nazwiska takich czy innych prowokatorów lub konfidentów. Ja otrzymywałem wszystkie protokoły ze śledztwa, rozsyłałem je codziennie Bierutowi i Bermanowi i prowadziłem szczegółową kartotekę wszystkich ludzi, których nazwiska padły w rozmowach. Po każdej takiej wizycie Różańskiego Romkowski dzwonił do mnie i polecał założyć nowe kartoteki. A tymczasem ja przeglądam wszystkie protokoły i często nie znajduję nawet takich nazwisk czy szczegółów, o których opowiadał Różański. Mówię o tym Rom-kowskiemu, który nie wierzy. Przedstawiam mu protokoły i okazuje się, że mam rację, że Różański chwalił się tym, czego nie osiągnął, zagalopował się ustnie i fabrykował zeznania po myśli swojej koncepcji politycznej.

    Był to czas, kiedy Różański starał się mnie pozyskać… Zapraszał mnie często do swego gabinetu na długie rozmowy i starał się imponować swoimi stosunkami z czołówką partyjną. Nieraz na przykład mówił mi z pogardą o Bermanie, którego znał od dawna. Twierdził zawsze, że Berman kiedyś nie liczył się zupełnie i gdyby nie to, że dziś siedzi tak wysoko, wiele spraw znalazłoby się przeciwko niemu. Różański wtedy wiedział jeszcze znacznie więcej ode mnie. Ja byłem stosunkowo świeży w tej robocie.

    Do starcia między mną i Różańskim doszło właściwie u Bieruta, kiedy śledztwo w sprawie Lechowicza i Jaroszewicza stanęło na martwym punkcie. Różański je prowadził i znów opowiadał wiele, czego to nie zrobił, i znów zagalopował się w relacjach o rzekomych zeznaniach. Na polecenie Bieruta zrobiłem podsumowanie śledztwa, z którego wynikało, że wbrew temu, co mówił Różański, oskarżeni do niczego się nie przyznali. W rezultacie Biuro Polityczne powołało specjalną komisję, która urzędowała w bezpiece, w tym samym korytarzu, gdzie były gabinety Romkowskiego i mój. W skład komisji weszli Franciszek Mazur, Leon Kasman i płk Dobrowolski, ówczesny zastępca szefa Informacji, a dziś dyrektor departamentu w Ministerstwie Obrony Narodowej. Było to wiosną 1949 r. Ja właśnie komisji tej przedstawiłem moje podsumowania i dostarczyłem wszystkie prawdziwe materiały i protokoły ze śledztwa. Komisja ciągle jeszcze nie dowierzała. Pojechali więc do Miedzeszyna, gdzie Lechowicz i inni siedzieli w willi-więzieniu, i w oddzielnym pokoju, przez specjalnie założone mikrofony, przez cztery godziny przysłuchiwali się rozmowom Różańskiego z aresztowanymi. Wtedy jeszcze nie tylko Lechowicz, ale i Nienaltowski nie mówili niczego i do niczego się nie przyznawali.

    Dopiero na podstawie tego podsłuchu komisja stwierdziła, że w podsumowaniach napisałem prawdę. Komisja złożyła więc Bierutowi raport, w którym stwierdziła, że istnieje zasadnicza rozbieżność między tym, co referuje Różański, a tym, co aresztowani oświadczyli w dokumentach i rozmowach. Bierut wezwał mnie do Belwederu. Pojechałem tam z Romkowskim i ze wszystkimi taśmami z nagranych rozmów. W pokoju obecni byli, Bierut, Berman, Minc, Aleksander Zawadzki i Zambrowski. Przesłuchiwaliśmy wszystkie taśmy. No i okazało się, że miałem rację. Bierut mi podziękował, zabrałem aparaturę i wyszedłem. Romkowski został jeszcze na konferencji, która trwała do czwartej rano, po czym wrócił do ministerstwa i Różański został zdjęty ze śledztwa w sprawie Jaroszewicza, Lechowicza i innych. Do roboty tej przydzielono mego szefa, dyrektora X Departamentu, płk. Anatola Fejgina. Różański, jednym słowem, nie spisał się w tym śledztwie. Mocny był w języku i w swoich ustnych referatach, ale nie potrafił z oskarżonych wydobyć zeznań, które były potrzebne partii. Fejgin miał uratować sytuację. I w procesie „ Startu ” Pajor, Ojrzyński i Nienałtowski przyznali się już do wszystkich nie popełnionych przestępstw. Fejgin już się o to postarał w myśl praworządności ludowej.

    Wtedy, w 1949 r., była to moja pierwsza wizyta u Bieruta. Później bywałem U towarzysza Tomasza często: w Belwederze, w jego rezydencjach w Konstancinie, Natolinie i gdzie indziej. Później coraz częściej otrzymywałem bezpośrednio od niego poufne misje i tajne zadania do wykonania. Przypominam mu teraz te zlecenia, a on mówi nagle na plenum KC, że to „szczeliny” w praworządności ludowej, które ja zbrodniczo wykorzystuję. A dlaczego wobec tego przez tyle lat wynagradza sowicie Różańskiego i Fejgina, którzy tak spisali się w śledztwie Lechowicza i „ Startu „.

    Cały Departament Śledczy, nie wyłączając jego szefa, odznaczał się niesłychaną brutalnością i gwałtownością, które świadczą najlepiej o metodach stosowanych przez Różańskiego w dochodzeniach. Światło opisywał metody stosowane przez Różańskiego w śledztwie przeciwko towarzyszkom partyjnym H. Siedlik i Piwińskiej. Bił on je po twarzy, kopał, wybijał zęby i wyrywał włosy. W czasie badania przez oficerów śledczych departamentu wiele osób postradało życie, a wiele zostało kalekami. I tak:

    zamordowany został ppłk Dobrzyński, dyrektor departamentu w Ministerstwie Bezpieczeństwa, którego zmuszano do obciążenia zeznaniami Gomułki. Zamordowany został przez kpt. Kędzię aresztowany Cesanis. Oficer śledczy Różańskiego, porucznik Laszkiewicz, przemyślnymi torturami zmuszał do zeznań Adama Doboszyńskiego. W śledztwie przeciwko płk. Franciszkowi Niepokólczyckiemu z AK oficerowie Różańskiego tak znęcali się nad jednym ze świadków, Strzałkowskim, że usiłował on popełnić samobójstwo, wyskakując z trzeciego piętra. Światło podkreśla z naciskiem:

    Wszystkie te sprawy były znane Centralnej Komisji Partyjnej, która prowadziła dochodzenia i przesłuchiwała świadków. Mimo to, kiedy wyjeżdżałem z Polski, płk Różański nadal urzędował i badał Postać Różańskiego przewija się cały czas w relacjach Światły, w procesach, o których mówi, w przebiegu przeróżnych dochodzeń, których był świadkiem lub w których uczestniczył.

    Departament Personalny

    Cały niemal personel to Rosjanie i Białorusini. Płk Nikołaj Orechwa rozpracował mnie od kołyski, zbadał najdokładniej całą moją przeszłość, doszedł do wniosku, że nie ma na niej cienia plamy i że nadaję się do najbardziej poufnych misji i zadań. Orechwa, Białorusin z pochodzenia, mówi po polsku. Był członkiem KC Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. W latach dwudziestych uciekł z Polski do Rosji i tam pozostał. Zastępcą Orechwy jest sowiecki ppłk Banułewicz, a starszym inspektorem sowiecki major Wackieł, Białorusin. U niego znajdują się teczki wiceministrów, dyrektorów i wicedyrektorów departamentów.

    Orzechwa to człowiek, który łączy w sobie najgorsze cechy rosyjskie. Jest znienawidzony przez wszystkich, nie ma do nikogo zaufania. Nie potrafi się nawet uśmiechnąć, ma wiecznie na twarzy ostry i zły grymas. A poza tym jest butny, zarozumiały i chamski. Traktuje wszystkich z pogardą i z wyższością. Pamiętam taki wypadek: w pięćdziesięciolecie urodzin otrzymał wysokie odznaczenie. I wtedy to miał okazję zamanifestować swą wyższość, jako oficer sowiecki. Kiedy Radkiewicz wręczał mu order
    w imieniu Bieruta na specjalnym zebraniu wyższych funkcjonariuszy ministerstwa, Orechwa po prostu odpowiedział: „Śluzu Sowiec-komu Sojuzu „. To nawet tam na nich zrobiło złe wrażenie.

    Albo inny wypadek. Po likwidacji Berii zebrał się aktyw ministerstwa w sali konferencyjnej. Z ramienia KC referat wygłosił Antoni Ałster, kierownik wydziału organizacyjnego KC. I natychmiast zabrał głos Orechwa, który zaczął po wiecowemu wykrzykiwać: „My, towarzysze, domagamy się kary śmierci dla zdrajcy Berii”.

    I nawet Alster nie wytrzymał tutaj i odpowiedział mu tylko: „Niech towarzysz Orechwa będzie już spokojny o wymiar sprawiedliwości”.

    Innym razem, kiedy przyszła z Moskwy decyzja, żeby członkowie WKP(b) odesłali swoje legitymacje członkowskie i przyjęli legitymacje PZPR oraz obywatelstwo polskie, towarzysz Orechwa kategorycznie odmówił Wezwany, pojechał do Moskwy. Tam mu kazali przyjąć legitymację PZPR, ale obywatelem sowieckim pozostał do dziś. Mieszka sobie wygodnie i luksusowo w apartamencie przy al. Przyjaciół 1 w Warszawie. Chodzi z pieskiem na spacery, a żona jego, Rosjanka, jest osobistą stenotypistką towarzysza Bieruta. W ten sposób towarzysz Bierut dobrze jest pilnowany ze wszystkich stron.

    Departament Ochrony Rządu

    jak sama nazwa wskazuje, ma za zadanie fizyczną ochronę członków rządu i przywódców partyjnych. Fizyczną ochronę Bieruta zapewnia osobiście wicedyrektor departamentu, sowiecki oficer, ppłk Lachowski, dysponujący specjalnymi oddziałami ochrony.

    Na czele departamentu stoi inny Rosjanin, płk Faustyn Grzybowski. Cały personel tego departamentu składa się z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów, wielu Z nich z Dywizji Kościuszkowskiej. Drugim wicedyrektorem departamentu jest także Rosjanin, ppłk Klarow. Szef departamentu Grzybowski kierował kiedyś urzędami bezpieczeństwa w Białymstoku, a potem we Wrocławiu. Przeszedł w swoim czasie szkołę wywiadowczą w Kujbyszewie. Jako szef UB we Wrocławiu należał do najenergiczniej szych szabrowników. Uskładał sobie cały majątek z antycznych mebli, ubrań, biżuterii i futer. Wyszabrowany majątek szedł samochodami do jego apartamentu. Nie tylko zresztą dla niego. On, jako szef UB we Wrocławiu, dostarczał sztucerów myśliwskich i meblował mieszkania Radkiewiczowi i drugiemu wiceministrowi bezpieczeństwa, Mieczysławowi Mietkowskiemu.

    Światło opowiada mi również o tzw. referatach ochrony, które istnieją nie tylko w większych przedsiębiorstwach przemysłowych, ale w każdej niemal fabryce. Idzie w pierwszym rzędzie o ochronę obiektów, maszyn i urządzeń przed sabotażem – a zatem ochronę fizyczną.

    Referaty ochrony rekrutują się spośród agentów urzędów bezpieczeństwa i ludzi zmobilizowanych, przepatrzonych i przesłuchanych przez urzędy bezpieczeństwa. Pracownicy referatów ochrony płaceni są z junduszów fabryk, ale są w rzeczywistości agentami bezpieczeństwa. Do ich głównych zadań należy przede wszystkim pilnowanie robotników i mobilizowanie ich do pracy ponad normę. Poza tym naturalnie pełnią funkcję fizycznej ochrony obiektu przemysłowego.

    Departament Ogólny

    wydaje broń funkcjonariuszom bezpieczeństwa, wysiedla z pasów granicznych osoby niepożądane i wydaje przepustki graniczne. Na czele departamentu stoi płk Dowkan, który przed wojną pracował w cenzurze pocztowej w Warszawie.

    Departament Łączności zakłada i utrzymuje rządowe linie telefoniczne i telefony personelu bezpieki.
    W jego dyspozycji znajdują się wszystkie telegraficzne i telefoniczne połączenia z zagranicą oraz cała obsługa samopisów. On wreszcie prowadzi podsłuch zagranicznych stacji radiowych i kieruje operacją zagłuszania audycji nadawanych z Zachodu w języku polskim. Wszystkie stacje zagłuszeniowe w Polsce zakładają władze sowieckie.

    Departament Łączności

    prowadzi je i nadzoruje. Największa z tych stacji znajduje się w zamaskowanej willi w Miedzeszynie pod Warszawą. Dyrektorem departamentu i szefem całej operacji zagłuszeniowej jest sowiecki płk Suczek, dawniej szef łączności w Dywizji Kościuszkowskiej, a później szef łączności w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

    Słuchanie radia zagranicznego nie jest w Polsce oficjalnie zabronione. Ale ci, którzy słuchają, będą zawsze prędzej czy później uderzeni przez bezpiekę. Fakt słuchania obcych stacji jest zanotowany w kartotekach. Administracyjnie zabronione jest słuchanie grupowe. Światło, na przykład, kiedy sam słuchał „służbowo” zagranicznych stacji mówiących po polsku, wyłączał radio, jeżeli do pokoju wchodziła służąca.

    Wszystkie stacje zagraniczne, mówiące po polsku, są monitorowane. Przede wszystkim RWE, VOA i BBC. Biuletyny codziennie rano otrzymują przede wszystkim: Bierut, Rokossowski i Radkiewicz. A poza tym członkowie politbiura i niektórzy członkowie KC. W Ministerstwie Bezpieczeństwa otrzymują je wszyscy wiceministrowie i dyrektorzy departamentów, a poza tym niektórzy wicedyrektorzy.

    Ja otrzymywałem taki biuletyn codziennie rano. Jest w praktyce pewne cenzurowanie tych biuletynów.
    Jeżeli np. w jakiejś audycji jest coś nieprzyjemnego lub drażliwego na Bermana, to w jego biuletynie opuszcza się tę audycję. Ale naturalnie dochodzi to do niego przez przyjaciół i znajomych, najczęściej z Biura Politycznego i najczęściej tego samego dnia.
    Departament Szkoleniowy prowadzi szkolenie wywiadowcze, głównie dla personelu ministerstwa, ale też w miarę możności dla całego aparatu bezpieczeństwa.

    Dyrektorem jest płk Józef Kratko, który jednocześnie pełni funkcję łącznika bezpieki do tzw. sektora specjalnego w KC partii, który decyduje o metodach ideologicznego i politycznego szkolenia aparatu bezpieczeństwa.

    Departament Finansowy zarządza finansami ministerstwa, z wyjątkiem specjalnych funduszy operacyjnych, które kontroluje wyłącznie pierwszy wiceminister bezpieki i przyjaciel Światły, gen. Romkowski. Departamentem kieruje sowiecki płk Kisielew.
    Biuro Wojskowe przygotowuje plany mobilizacyjne i obozy internowania na wypadek wojny. Ono też przeprowadza aresztowania tzw. podejrzanych reakcjonistów.

    Dyrektorem biura jest oficer polski, płk Garbowski, którego Światło bliżej nie zna.

    Tajna kasa Biura Politycznego

    Wiceminister bezpieczeństwa, gen. Roman Romkowski, dysponuje tzw. tajną kasą biura politycznego. O istnieniu tej kasy i jej przeznaczeniu decyduje Biuro Polityczne KC, ale w praktyce wyłącznie Bierut, Berman i Minc. Mieści się ona w oddzielnym pokoju w gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa, w trzech potężnych kasach ogniotrwałych, do których dostęp ma tylko Romkowski lub ktoś, kogo on upoważni. Czego tam nie ma w tych kasach! Miliony dolarów i innych obcych walut, sztaby złota, brylanty i inne
    drogocenne kamienie. Wiem o tym, bo raz, z upoważnienia Romkowskiego, sam otworzyłem jedną z tych szaf.

    Fundusze te pochodzą z mienia obywateli polskich skonfiskowanego przez reżym po wojnie oraz z własności poniemieckiej, pozostałej z czasów okupacji. Dochody do tej kasy płyną także z konfiskaty przemytu granicznego i wreszcie ze skupu waluty zagranicznej na czarnym rynku. Z tej kasy Biuro polityczne finansuje działalność komunistyczną na Zachodzie, przede wszystkim akcję dywersyjną, sabotażową i szpiegowską.

    Ale nie tylko na to idą te pieniądze. Z funduszu tego np. Romkowski wypłacał swemu koledze tow. Mietkowskiemu wiele razy po 500 i 1000 dolarów, kiedy Mietkowski musiał wyjechać na tzw. urlop zdrowotny albo na kurację.

    Cenzura korespondencji zagranicznej

    Cenzurę korespondencji zagranicznej prowadzi departament drugi.

    Odbywa się to w ten sposób, że we wszystkich większych, zbiorczych urzędach pocztowych są przydzieleni agenci urzędów bezpieczeństwa pracujący jako urzędnicy pocztowi. Agenci ci zbierają całą korespondencję zagraniczną i przekazują ją do Departamentu II. Tutaj właśnie są możliwości prześlizgnięcia się listów zagranicznych dlatego, że do jednego czy dwóch, a w większych urzędach trzech takich agentów i zarazem urzędników pocztowych korespondencja zagraniczna dochodzi tylko wtedy,
    jeżeli w tych zbiorczych oddziałach i rozdzielczych oddziałach normalni urzędnicy pocztowi przekażą im taką korespondencję. W każdym razie całe paczki tej korespondencji odchodzą do Departamentu II w Warszawie i tam są cenzurowane. Nie jest prawdą że każdy, kto prowadzi korespondencję z zagranicą, ma swoją ewidencję w bezpieczeństwie. Cenzurę przeprowadza się w ten sposób, że zakłada się kartoteki osób korespondujących Z zagranicą, ale tylko w takich wypadkach, jeżeli listy są podejrzane, albo wyraźnie, albo też przypuszcza się, że jest w nich coś podejrzanego. Listy takie najczęściej zatrzymuje się i dołącza się do kartoteki osobnika.

    Departament Dziesiąty

    Zajmuje on specjalną i kluczową pozycję w MBP, w całym aparacie bezpieczeństwa w kraju. Bez przesady można powiedzieć, że tutaj zbiegają się wszystkie nici sieci terroru i kontroli nad społeczeństwem. W zasadzie zadaniem departamentu jest dbać o czystość szeregów partyjnych, wykrywać, śledzić i likwidować wszystkie zagraniczne, niesowieckie wpływy w PZPR i gromadzić materiały obciążające członków partii, z wyjątkiem pierwszego sekretarza KC Bieruta, którego kartoteka znajduje się w Moskwie, ale której zawartość Światło zna. Jest to, w pełnym tego słowa znaczeniu, kontrwywiad partii, skierowany przeciw wszelkim odchyleniom, zwłaszcza frakcjom prawicowo-nacjonalistycznym, titoistowskim i trockistowskim. Najlepszy dowód, że frakcje takie istnieją. Jest to również zwalczanie wywiadu obcego w Polsce, wpływów przedwojennego wywiadu wojskowego, rozpracowywanie działalności przedwojennej policji i jej konfidentów, gromadzenie materiałów dotyczących konfidentów i agentów gestapo w czasie okupacji.

    Dla usprawnienia działalności departament rozporządza własnym wydziałem śledczym, własnymi willami-więzieniami, m.in. w Miedzeszynie pod Warszawą, i własnym pawilonem więziennym.

    W więzieniu mokotowskim zbudowano po wojnie specjalny pawilon do dyspozycji X Departamentu. Siedzą w nim tylko uprzywilejowani więźniowie i mają bardzo porządne i wygodne cele. W każdej celi jest bieżąca woda, ciepła i zimna, i wygodny tapczan. Poza tym jest wygodne krzesełko i kombinowane biurko. Z tego biurka można wysunąć umywalnię, sekretarzyk, stolik do jedzenia i kilka szuflad. Otrzymują oni książki, ale nie otrzymują gazet.

    Ale w praktyce zadania X Departamentu są znacznie rozleglejsze. Departament np. zatwierdza kandydatów na posłów do Sejmu, na radnych, delegatów na zjazdy partyjne, na członków władz partyjnych i administracji rządowej. Tam również prowadzi się kartoteki członków Biura Politycznego oraz naczelnych władz partyjnych i rządowych.

    Wiem o tym doskonale, bo w moim gabinecie stały dwie żelazne szafy, w których przechowywałem kartoteki członków politbiura. Nikt o tym nie wiedział, bo byłem za nie osobiście odpowiedzialny i otrzymałem je za pośrednictwem wiceministra Romkowskiego na wyraźne polecenie Bieruta. Tylko Bierut był ich dysponentem. Ja, oczywiście, miałem do nich dostęp w każde j chwili.

    Departament X zaczął organizować Romkowski w 1948 r. Zaczęło się od małej specjalnej komórki, do której Romkowski wciągnął Światłę, jako pierwszego współpracownika, jeszcze w stadium organizacyjnym. Na początku było ich tylko dwóch i sekretarka. Komórka przekształciła się z czasem w Biuro Specjalne, na czele którego stanął płk Anatol Fejgin. On też objął kierownictwo Departamentu X, który rozwinął się z Biura Specjalnego. Dziś w tej dawnej „komórce” zbiegają się nici wszystkich obciążeń, którymi wzajemnie rozporządzają przeciw sobie dygnitarze reżymu. Najzabawniejsze w tym wszystkim i jednocześnie najgroźniejsze jest to, że żaden z nich nie wie, co „przeciw niemu” znajduje się we właściwej teczce i co w innych teczkach znaleźć można „przeciw innym”. Wie natomiast Józef Światło.

    Departament podlega bezpośrednio Romkowskiemu i – zdaniem Światły -Romkowski odgrywa w bezpiece rolę decydującą, w pewnym sensie ważniejszą od Radkiewicza.

    W każdym razie „trzęsie ministerstwem”. Dyrektor departamentu, płk Anatol Fejgin, kierował sekretariatem i miał dwóch zastępców: pierwszym jest ppłk Józef Światło, drugim ppłk Piasecki. Fejginowi podlegał wydział IV departamentu, czyli śledczy, oraz tzw. inspektorat, do którego kompetencji należała kontrola i pomoc operacyjna udzielana przez centralę lokalnym, regionalnym wydziałom departamentu. W każdym wojewódzkim urzędzie bezpieczeństwa znajduje się wydział dziesiąty, który podlega X Departamentowi w centrali.

    Choć Fejgin był odpowiedzialny za ten odcinek, instrukcje i rozkazy wychodziły z reguły za podpisem Światły. On też kierował wydziałami I, III i V. Do wydziału I należy prawicowe odchylenie w partii, odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, trockiści. Do kompetencji wydziału III należy wywiad zagraniczny, policja wojskowa i przedwojenna policja polska, gestapo, konfidenci z czasów wojny. I wreszcie wydział V to bezpieczeństwo fizyczne, obiekty, instalacje, oddziały straży. Natomiast ppłk Piasecki kierował tylko wydziałem II, w zasadzie kontrwywiadem, bo określono to jako „kontrola i walka z wywiadem zagranicznym w Polsce”.

    Podsłuch wewnętrzny

    Wszystko, wydawałoby się, zorganizowano w MBP precyzyjnie i bez możliwości niepotrzebnego poślizgu, ale na wszelki wypadek, jak mi mówi Światło, zainstalowano podsłuch zarówno w budynku MBP, jak i w pawilonie specjalnym X Departamentu w więzieniu na Mokotowie.

    Podsłuchy znajdują się we wszystkich celach, a poza tym we wszystkich pokojach, w których oficerowie śledczy departamentu czy inni funkcjonariusze bezpieki prowadzą rozmowy czy przesłuchania oskarżonych lub świadków. Podsłuch taki był w moim pokoju. Taki podsłuch był w pokoju Fejgina i we wszystkich pokojach, w których odbywały się jakiekolwiek rozmowy. Podsłuch był oczywiście włączony do aparatu nagrywającego i dosłownie każde słowo wypowiedziane przez więźnia w celi lub świadka w pokoju, w którym był przesłuchiwany, każde Słowo wypowiedziane przez oficera śledczego czy jakiegokolwiek funkcjonariusza prowadzącego rozmowy, było uwiecznione na taśmie.
    Ja i Fejgin o tym wiedzieliśmy, bo sami to organizowaliśmy. Natomiast nie wiedzieli i nie wiedzą do dziś o tym, że są podsłuchiwani w czasie prowadzenia dochodzeń, oficerowie śledczy MBP.

    Często sam, czasem z Fejginem czy Romkowskim sprawdzałem, co się dzieje poszczególnych pokojach i celach. W więzieniu mokotowskim i w budynku WP jest taki specjalny pokój, centrala, gdzie są przełączone wszystkie podsłuhy i gdzie się te rzeczy nagrywa.

    Po prostu wchodziłem sobie do takiego pokoju, naciskałem odpowiedni guzik i słyszałem sposób prowadzenia śledztwa przez oficerów śledczych, przesłuchiwania, rozmowy. Oczywiście, musieliśmy pilnować cerów śledczych i dlatego podsłuchiwaliśmy ich sposób prowadzenia śledztwa. Chodziło o to, że nie byliśmy pewni, czy zawsze możemy na nich polegać, ” nie powiedzą oni jakiegoś głupstwa i czy nie zagalopują się zanadto w tym, sami mówią.

    Bardzo często podsłuchiwałem śledztwo prowadzone przez oficerów śledczych X Departamentu i oficerów śledczych specjalnego departamentu śledczego bepieki. Kiedy dowiedziałem się jakichś rzeczy, z punktu widzenia oficera śledczego może nieprzyjemnych dla niego i niebezpiecznych, to oczywiście trudność polegała na tym, w jaki sposób później prowadzić rozmowy z tym oficerem, żeby się nie spostrzegł, że on jest i był zawsze podsłuchiwany.

  11. MatkaPolka said

    W kierownictwie MBP o Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk
    http://lustracja.net/index.php/zydokomuna/103-w-kierownictwie-mbp-o-zydzi-zajmowali-niemal-polowe-stanowisk

    Przez lata w historiografii polskiej obowiązywał powszechny pogląd, zgodnie z którym teza o nadreprezentacji Żydów w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa jest mitem. Gdy jednak podjęto badania nad narodowością kadr “bezpieki” w oparciu o przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej akta osobowe funkcjonariuszy, i opublikowano dane statystyczne, okazało się, że blisko 40 proc. kierowniczych stanowisk Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowali oficerowie pochodzenia żydowskiego.

    Wynik naukowych ustaleń nie spotkał się jednak z uznaniem środowisk opiniotwórczych, dla których uzyskany efekt badań świadczył jedynie o… antysemityzmie ich uczestników.
    Równolegle z analizą kadr aparatu bezpieczeństwa prowadzono studia nad obsadą personalną innych struktur tworzących stalinowski aparat represji: wojskowego i powszechnego wymiaru sprawiedliwości, Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicji Obywatelskiej czy wchodzącego w skład MBP więziennictwa. W każdym przypadku liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w sprawowaniu funkcji kierowniczych wynosiła od kilku do kilkudziesięciu procent, a badań dokonano w odniesieniu do czasu, gdy Żydzi stanowili niespełna 1 proc. ludności Polski.
    Od początku budowy systemu komunistycznego tworzący go napotkali ogromne problemy związane z koniecznością sformowania obsady personalnej powstających stanowisk aparatu władzy. Bazą kadrową dla rządzących stały się środowiska partyzantów Gwardii i Armii Ludowej oraz przedwojennych działaczy komunistycznych, wśród których znaczny odsetek stanowili Żydzi. Część z nich okres wojny przeżyła w Związku Sowieckim i po 1944 r. z silnym zaangażowaniem usiłowała przeszczepić nad Wisłą tamtejszą ideologię. Ich liczbę zwiększyli ci spośród ocalałych z holokaustu, którzy w nowym ustroju politycznym widzieli szanse na realizację własnych – prywatnych i narodowych – interesów. Nagrodą za akces znacznej części społeczności żydowskiej do procesu budowy systemu komunistycznego były eksponowane etaty w aparacie władzy i systemie represji oraz związane z nimi profity. W powszechnej opinii symbolem udziału Żydów w tworzeniu stalinizmu w Polsce stała się służba wielu z nich w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa.

    Wbrew intencjom przypisywanym historykom zgłębiającym to zagadnienie, badania nad narodowością kadr “bezpieki” nie obejmują jedynie jednej nacji. Stanowią element szeroko zakrojonych studiów nad całością budowy i funkcjonowania tajnej policji politycznej komunistycznego państwa polskiego, w tym nad jej obsadą personalną, gdzie pochodzenie narodowościowe funkcjonariuszy jest tak samo ważne, jak ich pochodzenie społeczne czy wykształcenie. Dająca się już dziś zdefiniować teza o “internacjonalistycznych kadrach bezpieki” w Polsce powstała w oparciu o analizę głównie ich akt osobowych, z których wynika, że w latach 1944-1956 obok oficerów sowieckich pracowali przedstawiciele narodowości: polskiej, żydowskiej, białoruskiej, ukraińskiej, litewskiej, a nawet niemieckiej i greckiej.

    Polityczna poprawność a statystyka

    Wstępujący do UB Żydzi nie ukrywali swego pochodzenia. We własnoręcznie wypełnianych ankietach personalnych w rubryce “narodowość” wpisywali zazwyczaj “żydowska”. Dane takie ujawniali nawet ci, którzy już w okresie międzywojennym zerwali związki ze środowiskiem żydowskim i stali się gorącymi zwolennikami idei komunistycznej. Deklarację światopoglądową ujawniano natomiast w rubryce “wyznanie”, gdzie obok powszechnie używanego terminu “niewierzący” nie brakowało określenia “mojżeszowe”.
    O pozycji funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego w ministerstwie, ale też o ich postrzeganiu w społeczeństwie decydowały dwa zasadnicze czynniki. Pierwszy dotyczył ich liczby w “bezpiece”; drugi zaś zajmowania przez nich eksponowanych stanowisk. Jesienią 1945 r. doskonale zorientowany w sprawach “bezpieki” w Polsce sowiecki doradca przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego płk Nikołaj Seliwanowski w raporcie do Moskwy informował, że połowę stanowisk kierowniczych w MBP zajmują Żydzi, a w całym ministerstwie ich odsetek sięga 18,7 procent. Zapewne nawet on się nie spodziewał, że tak duża liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w centrali aparatu bezpieczeństwa będzie się nadal zwiększać. W kolejnych latach udział Żydów polskich w kierowniczych strukturach MBP stale rósł, ostatecznie przekroczył 37 procent. Wśród 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (dyrektorów i zastępców dyrektorów departamentów, kierowników samodzielnych wydziałów) pochodzeniem żydowskim legitymowało się 167 oficerów.

    Na czele ministerstwa stał gen. Stanisław Radkiewicz, wspomagany m.in. przez wiceministrów: Romana Romkowskiego (Menasze Grynszpana) i Mieczysława Mietkowskiego (Mojżesza Bobrowickiego). W okrytej ponurą sławą centrali “bezpieki” wyżsi oficerowie o żydowskich korzeniach kierowali: kadrami – Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), śledztwami – Józef Różański (Goldberg), finansami – Edward Kalecki (Ela Szymon Tenenbaum), ochroną zdrowia – Kamil Warman, Leon (Lew) Gangel, Ludwik (Salomon) Przysuski, cenzurą – Michał Rosner, Hanna Wierbłowska, Michał (Mojżesz) Taboryski, Biurem Prawnym – Zygmunt Braude, Witold Gotman, konsumami – Feliks (Fiszel) Goldsztajn, Centralnym Archiwum MBP – Jadwiga Piasecka, Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Biurem Wojskowym – Roman Garbowski (Rachamiel Garber) oraz Departamentami: I – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Julian Konar (Jakub Julian Kohn), II – Leon (Lejba) Rubinstein, Michał (Mojżesz) Taboryski, III – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), IV – Aleksander Wolski (Salomon Aleksander Dyszko), Józef Kratko, Bernard Konieczny (Bernstein), V – Julia Brystiger, VI (więziennictwem) – Jerzy Dagobert Łańcut, VII – Wacław Komar (Mendel Kossoj), Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Marek Fink (Mark Finkienberg), X – Józef Światło (Izaak Fleischfarb), Henryk Piasecki (Chaim Izrael Pesses).
    Niższymi strukturami MBP – wydziałami, kierowali wówczas m.in.: Anatol (Natan) Akerman, Marian Baszt, Mieczysław (Mojżesz) Baumac, Jan Bernstein, Adam Bień (Bajn), Ignacy Bronecki, Izrael Cwejman, Tadeusz (Dawid) Diatłowicki, Michał Holzer, Maurycy (Aron) Drzewiecki, Michał (Mojżesz) Fajgman, Leon Fojer (Feuer), Tadeusz Fuks, Edward (Eliasz) Futerał, Artur Galewicz (Glasman), Henryk Gałecki (Natan Monderer-Lamensdorf), Łazarz Gejler, Jakub Glidman, Leon Goryń, Karol Grabski (Hertz), Helena (Gitla) Gruda, Borys (Boruch) Grynblat, Józef Gutenbaum, Herman Halpern, Henryk Jabłoński (Chaim Grinsztajn), Michał Jachimowicz, Zbigniew Józefowicz, Bronisława Juckier, Leon Kesten, Abram Klinberg, Leon Klitenik, Ignacy Krakus, Michał-Emil Krassowski, Mieczysław Krzemiński (Mojżesz Flamenblaum), Icek Lewenberg, Mieczysław Lidert (Erlich), Juliusz Litoczewski, Kazimierz Łaski (Cygier), Samuel Majzels, Ignacy Makowski, Aleksander Marek (Markus) Malec, Walenty Małachowski, Ignacy Marecki, Marian (Mojżesz) Minkendorf, Bronisław Nechamkis, Artur Nowak (Abraham Lerner), Jerzy Nowicki (Lipszyc), Dawid Oliwa, Róża (Gina) Poznańska, Stanisław Rothman, Mieczysław (Moralich) Rubiłłowicz, Irena Siedlecka (Regina Reiss), Michał (Mowsza) Siemion, Wolf Sindel, Zygmunt Skrzeszewski (Salomon Halpern), Marceli Stauber, Józef Stępiński, Ernest Szancer (Schanzer), Ignacy Szemberg, Antonina Taube-Knebel, Juliusz Teitel, Adam (Abram) Wein, Salomon Widerszpil, Józef Winkler (Szaja Kinderman), Stanisław Witkowski (Samuel Eimerl), Roman Wysocki (Altajn), Edward Zając, Marek Zajdensznir, Maria Zorska, Emanuel Żerański.

    W tym samym czasie, w rozbudowanym systemie więzień i obozów liczącym 179 więzień i 39 obozów pracy, stanowiska naczelników i komendantów zajmowali: Salomon Morel – komendant obozów w Świętochłowicach-Zgodzie (1945) i Jaworznie (1948-1951), naczelnik więzień m.in. w Opolu (1945-1946), Katowicach (1946-1948) i Jaworznie (1951); oraz Mieczysław (Moszek) Flaum – komendant obozu we Włocławku (1945-1946) i Mielęcinie (1946); Beniamin Glatter – naczelnik więzienia w Goleniowie (1949); Franciszek (Efroim) Klitenik – naczelnik więzienia we Wrocławiu (1946-1947), Dzierżoniowie (1947-1951) i Łodzi (1951-1958), Henryk Markowicz – naczelnik więzienia przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu (1945-1946), Sewer Rosen – naczelnik więzienia w Barczewie (1947-1951), Oskar Rozenberg – naczelnik więzienia w Potulicach (1951-1954), Kazimierz Szymanowicz – naczelnik więzienia w Rawiczu (1945-1947) i Saul Wajntraub – naczelnik więzienia w Kłodzku (1948-1951) i więzienia nr III w Warszawie (1951-1954).

    Znaczący procent (13,7) oficerów pochodzenia żydowskiego znalazł się także wśród szefów i zastępców szefów Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego/ Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego. Najwięcej z nich znalazło zatrudnienie w wojewódzkim UB we Wrocławiu, gdzie wśród osiemnastu zastępców szefów WUBP/ WUdsBP sześciu (33 proc.) było Żydami: Władysław Wątorek (Adolf Eichenbaum), Jan Stesłowicz (Lemil Katz), Adam Nowak (Adaś Najman), Adam Kornecki (Dawid Kornhendler), Eliasz Koton i Karol Grad, a w niektórych wydziałach i sekcjach urzędu przedstawiciele tej narodowości stanowili niekiedy 1/3 ich całego stanu osobowego. Zjawisko takie występowało np. w Wydziale ds. Funkcjonariuszy, Wydziale V, VIII i Gospodarczym.

    W latach 1945-1956 poszczególnymi wydziałami kierowali: personalnym – Leonarda Opałko (Lorka Nadler) (1945-1946); I – Roman Wysocki (Altajn) (1950-1951); V – Józef (Jefim) Gildiner (1951-1952); X – Józef (Jefim) Gildiner (1952-1954); “A” – Edward Last (1946); śledczym – Antoni Marczewski (1946-1947), Feliks Różycki (Rosenbaum) (1950-1952); Wydziałem ds. Funkcjonariuszy – Bronisław Romkowicz (Maks Bernkopf) (1946-1947); Sekcją Finansową – Stanisław Ligoń (Lemberger) (1949-1954); Służbą Mundurową – Arnold Mendel (1949-1950). Stanowili oni także trzon istniejącej przy WUBP komórki partyjnej PPR/PZPR (Jefim Gildiner, Karol Grad, Zygmunt Kopel, Henryk Lubiński, Grzegorz Rajman, Felicja Rubin) – 26 proc. w 1954 roku.
    Podobną, wynoszącą 30 proc. statystykę, można dostrzec w gronie kadry kierowniczej powiatowego UB w Dzierżoniowie. Na jej wielkość wpływ miało piastowanie urzędu szefa przez: Artura Górnego (1946-1947); Michała (Mojżesza) Wajsmana (1947-1948) i Adama Kulberga (1951-1954). Jeszcze wyższy odsetek wystąpił na stanowiskach ich zastępców, wśród których trzy z ośmiu etatów zajmowali oficerowie żydowscy: Edward Last (1945-1946), Adam Kulberg (1950-1951) i Izaak Winnykamień (1952).

    Od sprawcy do ofiary

    Łącznie w latach 1945-1956 we wszystkich komórkach tylko wojewódzkiego UB na Dolnym Śląsku pracowało ponad 500 osób pochodzenia żydowskiego. Pytanie o pełną liczbę zatrudnionych w aparacie bezpieczeństwa Polski Ludowej/ PRL pozostaje nadal otwarte, podobnie jak problem związany z próbą określenia świadomości narodowej oficerów “bezpieki”, wśród których część już przed wojną manifestacyjnie odcinała się od swych żydowskich korzeni. Oderwani od rodzimego środowiska deklarowali swą polskość i światopogląd materialistyczny, w których wiarę głęboko zachwiały dopiero wydarzenia 1968 r., gdy w wyniku antysemickiej nagonki 1968 r. kilkanaście tysięcy polskich Żydów zostało zmuszonych do opuszczenia kraju. Ich wyjazd upowszechnił na świecie pogląd o ksenofobicznej Polsce i rzekomym antysemityzmie jej mieszkańców. Milczeniem pomija się przy tym fakt, że całą operację przeciwko Żydom zorganizowali ich niedawni towarzysze z “bezpieczeństwa”, a pośród wyjeżdżających do Izraela znalazło się kilkuset niedawnych sekretarzy partii, stalinowskich sędziów i prokuratorów, oficerów Informacji Wojskowej, Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa.

    Żaden z nich nigdy nie poniósł odpowiedzialności za dokonane czyny, a nieliczne próby doprowadzenia do ekstradycji osób oskarżonych o zbrodnie stalinowskie każdorazowo kończyły się niepowodzeniem. Wymownym komentarzem do tej sytuacji może być fragment uzasadnienia sporządzonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości Izraela z 5 czerwca 2005 r., odmawiającego zgody na ekstradycję do Polski Salomona Morela: “…uważamy, iż nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełnienia poważnych
    przestępstw, nie mówiąc już o ‘ludobójstwie’ czy ‘zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu’. Jeżeli już, to wydaje się nam, że Morel i jego rodzina byli ewidentnie ofiarami zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców i Polaków z nimi współpracujących”.

    Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk

    Autor jest historykiem, naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu.

  12. MatkaPolka said

    Józef Światło, Anatol Fejgin, Julia Brystygierowa, Józef Różański – wielka mistyfikacja komunistycznych służb specjalnych
    Aktualizacja: 2011-01-28 11:55 pm

    http://www.bibula.com/?p=31479

    Najsłynniejszy uciekinier polityczny z czasów PRL realizował element wielkiej gry komunistycznych służb specjalnych.

    – Tu mówi Józef Światło – tymi słowami zaczynała się najbardziej popularna w latach 50. audycja zakazanego “imperialistycznego Radia”, w której były wysoki funkcjonariusz PRL-owskiej bezpieki opowiadał o kulisach wielkiej polityki, o najważniejszych urzędnikach komunistycznego kraju i popełnianych przez nich zbrodniach. Audycje rozpoczęły się we wrześniu 1954 roku i emitowane były regularnie, raz w tygodniu, przez ponad dwa lata, przyciągając przed anteny wielotysięczne rzesze Polaków. Każdy z nich chciał usłyszeć co ma do powiedzenia były funkcjonariusz MBP, który w amerykańskim studio RWE spokojnym, opanowanym, mocnym głosem dzielił się ze słuchaczami swoją wiedzą o aparacie represji w ludowej Polsce. W opowiadaniach pułkownika wciąż powtarzały się konkretne informacje: nazwiska, daty, wyroki, kryptonimy poszczególnych akcji. Dużo było szczegółowych informacji na temat metod pracy operacyjnej bezpieki, zbrodniczych śledztw i tortur, nazwisk ofiar.

    Józef Światło, fot. Marek Skorupski/FORUM
    Słuchając radiowych audycji, Polacy mogli poznać okrutną prawdę o Urzędzie Bezpieczeństwa i nazwiska kierujących nim funkcjonariuszy, odpowiedzialnych za brutalne zbrodnie. W tym brutalnym świecie, udzielający wywiadów oficer jawił się jako romantyczny bohater, który wprawdzie pracował w zbrodniczym resorcie, jednak zrobił to z pobudek patriotycznych, chcąc służyć ojczyźnie. Gdy jednak zdał sobie sprawę z prawdziwego oblicza bezpieki, uciekł, aby – z tych samych patriotycznych pobudek – o wszystkim poinformować Zachód i zwrócić jego uwagę na tragedię Polaków.

    Dzięki odtajnionym archiwom komunistycznych służb specjalnych, zachodni i polscy historycy mogli lepiej przyjrzeć się roli słynnego oficera. Ich publikacje odkrywały nowe, nieznane wcześniej wątki i przynosiły odpowiedzi i rozwiązania wielu zagadek. Z archiwów wynika, że “ucieczki” szpiegów były w wielu przypadkach grą kontrolowaną przez służby specjalne państw komunistycznych. Dzięki nim można było bowiem znakomicie dezinformować przeciwnika. Uwagę na to zwracał w rozmowie z brytyjskimi agentami m.in. Wasilij Mitrochin, który wywiózł z ZSRR swoje słynne “archiwum”, a także uciekinierzy, którym za dezercję z ojczyzny groziła śmierć. Tak samo było w przypadku Józefa Światły. Już w krótki czas po jego ucieczce, analitycy CIA zwrócili uwagę, że mówi on w sposób wybiórczy, celowo przemilczając istotne wydarzenia, o których musiał mieć wiedzę.

    Uciekinier przeklęty

    Wiele lat później, sam dźwięk nazwiska Józefa Światły, u byłych szefów PRL-owskiej bezpieki wywoływał przekleństwo. Franciszek Szlachcic publicznie twierdził, że “osobiście zastrzeliłby drania”, a Anatol Fejgin bezskutecznie próbował odżegnywać się od jakichkolwiek związków z nim. Również Józef Różański – przez długi czas najbliższy współpracownik i bezpośredni przełożony Światły – konsekwentnie nazywał go zdrajcą. Sam Gomułka domagał się stanowczo jego śmierci. Komuniści stali się jego śmiertelnymi wrogami nie tylko dlatego, że zdradził ich, ustrój i partię, lecz przede wszystkim dlatego, że występując na antenie RWE w audycjach “Za kulisami partii i bezpieki”, pokazywał intrygi z udziałem najważniejszych osób w państwie.

    Znamienna jest wypowiedź, którą podczas jednej z audycji, Światło scharakteryzował pułkownik Julię Brystygierową – szefową V Departamentu MBP, wyjątkowo brutalną śledczą, słynącą z bestialskich, zboczonych tortur na więźniach: “Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Lwowa Brystygierowa prowadziła swą działalność donosicielską w ten sposób, że zorganizowała tak zwany Komitet Więźniów Politycznych. Przy pomocy tego Komitetu NKWD wyłapywało wszystkich odchyleńców partyjnych i w ten sposób Brystygierowa dała się we znaki swoim towarzyszom. Ale dziś ma w centrali bezpieki mocną pozycję. Nazywa się ja piątym wiceministrem bezpieczeństwa. Przyczyna jest bardzo prosta: w swej bogatej karierze Brystygierowa była w Rosji przez dłuższy czas równocześnie kochanką Bermana, Minca i Szyra. Dwaj pierwsi zwłaszcza mają w związku z tym wobec niej poważne zobowiązania. I dzięki temu, jak Brystygierowa, chce coś przeprowadzić, nawet przeciw Radkiewiczowi czy Romkowskiemu w bezpiece, to wszystko może zrobić. Ileż to razy Radkiewicz nie zdążył jeszcze zreferować jakiejś sprawy Bierutowi, a już Bierut czy Berman dzwonili do niego z zapytaniem: »Słuchaj no, jest u ciebie taka a taka sprawa, dlaczego nam o tym nic nie mówisz?«. Radkiewicz nie zdołał im jeszcze zreferować, a oni już wiedzieli, bo oczywiście Brystygierowa referuje im wszystko nocami”.

    Alergiczne reakcje prominentów bezpieki na samo nazwisko zbiega, wplatały się w obowiązującą wówczas modę całkowitej krytyki wszystkiego, co tylko związane było z osobą Józefa Światły. Moda ta wynikała z trendu tzw. “światłoczułości”, czyli powszechnego strachu przed dokumentami schowanymi w szafie zbiegłego dygnitarza. Ich ujawnienie mogło zaważyć nie tylko na karierze aparatczyków bezpieki lecz również zadecydować o ich dalszym życiu. Dlatego powszechne stało się wówczas w resorcie potępianie samego Światły, jego wcześniejszych działań i przede wszystkim jego ucieczki. Kto ośmieliłby się nie przyłączyć do chóru potępiających głosów, mógł zostać podejrzanym o sprzyjanie mu i ciche wspieranie go, co mogło grozić natychmiastowym aresztowaniem.

    Z pomocą przyjaciół

    W pierwszych dniach grudnia 1953 roku Józef Światło – wraz z kilkoma innymi dygnitarzami MBP – udał się na delegację służbową do Berlina Wschodniego. Polscy przedstawiciele spotkali się tam z delegacją STASI. Celem spotkania było omówienie współpracy operacynej oraz – przede wszystkim – współdziałanie w celu zamordowania działaczki niepodległościowej Wandy Brońskiej.

    Dzień swojej wielkiej ucieczki – 5 grudnia 1953 roku – podpułkownik Józef Światło tak wspominał półtora roku później, w wywiadzie dla RWE: “Wraz z pułkownikiem Fejginem udaliśmy się na nowo do Berlina Zachodniego; Ja z zamiarem ucieczki, on z zamiarem zakupienia rzeczy, które mu się podobały. Gdy przejechaliśmy do Berlina Zachodniego, wstąpiłem do jednej takiej budki z zamiarem wymieniania pieniędzy na zachodnie. Pułkownik Fejgin był na ulicy przed tym sklepem, czekał na mnie. Umówiliśmy się w ten sposób, że następnie on wejdzie i wymieni walutę. Liczyłem, że po jego wejściu do sklepu będę mógł odejść od niego i zwyczajnie uciec, będę miał trochę czasu na odłączenie się. W Berlinie Zachodnim zgłosiłem się do władz amerykańskich. Było to dla nich zupełne zaskoczenie, kiedy się wylegitymowałem i kiedy dowiedzieli się, kim jestem”.

    Kiedy ucieczka oficera wyszła na jaw, służby specjalne trzech państw (PRL, ZSRR i NRD) wszczęły śledztwo, które miało wyjaśnić okoliczności tego zdarzenia i jego skutki. Odtajnione po 1990 roku akta STASI (przekazane po upadku muru berlińskiego do Instytutu Gaucka) wskazują, że wersja podawana przez zbiega nie była prawdziwa. Publikacja zbiorowa “STASI – pierwsze lata tajnej służby” (“STASI – erste Jahre der geheimen Dienst”) – opracowana przez niemieckich historyków i wydana w Berlinie w 1991 roku – pokazuje dokumenty związane m.in. z ucieczką tego agenta.

    Śledczy odkryli, że kiedy Światło dostał się w ręce Amerykanów, miał z sobą walizkę z dokumentami obciążającymi kierownictwo resortu MBP. Tej walizki nie miał, kiedy wchodził wraz z towarzyszami na naradę do szefów STASI i nie miał jej również wtedy, kiedy z niej wychodził. Za to miał ją w ręku, kiedy przechadzał się wraz z Anatolem Fejginem po Berlinie Zachodnim. On sam tłumaczył później, że walizkę tą wziął z hotelu po naradzie. Skrupulatni wschodnioniemieccy śledczy odkryli jednak, że w tym czasie (około 3 kwadransów) nie można było dojechać metrem z powrotem do hotelu i potem przejechać do Berlina Zachodniego. Płynął z tego wniosek, że w ucieczce pomagała jeszcze inna osoba, która przekazała Światle walizkę w momencie, gdy ten na krótką chwilę rozstał się z Fejginem!

    Ucieczka oficera zawierała jeszcze o wiele więcej takich dziwnych okoliczności. Światło nie znał Berlina Zachodniego, ale natychmiast znalazł drogę do budynku zachodnioniemieckich służb specjalnych. Nikt nie śledził jego i Fejgina, gdy podczas służbowej delegacji bez pozwolenia przekroczyli granicę kraju kapitalistycznego. – Okoliczności te wskazują, że Światło nie działał sam, lecz ktoś mu od początku do końca pomagał – mówi Rafał Brzeski, dziennikarz zajmujący się służbami specjalnymi i tłumacz “Archiwum Mitrochina”. Również Henryk Piecuch – pisarz i historyk służb specjalnych nie wierzy, by ucieczka Światły mogła być przypadkowa. – W tajnych służbach nigdy i nigdzie nie było przypadków – mówi Piecuch. – Ucieczki wielkich szpiegów zazwyczaj były wyreżyserowane i stanowiły element jakiejś gry. Tak samo było w tym przypadku.

    Odsunąć oprawców

    Ucieczka pułkownika Światły postawiła na nogi cały resort bezpieczeństwa publicznego w Polsce. Kierownictwo bezpieki natychmiast wszczęło postępowania wyjaśniające i sprawdzające. Nadzorowali je sowieccy doradcy wojskowi i polityczni, oraz rezydenci sowieckich specsłużb. Kierował nimi Iwan Sierow, po wojnie odpowiedzialny za utworzenie i pracę resortów bezpieczeństwa w krajach obozu komunistycznego. Jako pierwszy, konsekwencje ucieczki pułkownika poniósł jego bezpośredni przełożony – Anatol Fejgin, aresztowany w 1954 roku. Jego losy podzielili kolejni prominenci: Stanisław Radkiewicz, Roman Romkowski, Jakub Berman i dziesiątki innych. Tylko pułkownik Brystygierowej udało się wywinąć sprawiedliwości. W grudniu 1956 roku, w Warszawie rozpoczęły się procesy stalinowskich oprawców, które między kwietniem a grudniem 1957 roku zakończyły się wieloletnimi wyrokami więzienia. Ich miejsca zajęli nowi ludzie związani z obozem Gomułki, który od października 1956 roku był I sekretarzem KC PZPR.

    W następstwie tych procesów, w ostatnich tygodniach 1956 roku zaczęła działać również tzw. “komisja Nowaka”, która wskazała sędziów i prokuratorów odpowiedzialnych za “nadużycia” (wyrażenie “zbrodnia sądowa” w oficjalnej terminologii nie funkcjonowało). Efektem jej prac było oczyszczenie wymiaru sprawiedliwości z najbardziej aktywnych stalinowców (zwolniono m.in. osoby odpowiedzialne za skazanie na śmierć gen. Fieldorfa). Ich miejsce również zajęły osoby lojalne wobec nowego obozu rządzącego.

    Dokumenty KGB odtajnione podczas tzw. “Puczu Janajewa” oraz akta bezpieki znajdujące się dziś w archiwach IPN-u wskazują, że procesy stalinowskich oprawców i dojście do władzy ekipy Gomułki były następstwem ucieczki pułkownika Światły i jej prawdziwym, rzeczywistym celem. Zaś sama wielka “ucieczka” była tak naprawdę wymyślona i w najdrobniejszych szczegółach wyreżyserowana w Moskwie, a potem całkowicie przez nią kontrolowana i z sukcesem przeprowadzona aż do końca.

    Zmiana warty na Kremlu

    Aby wyjaśnić ten fenomen, trzeba prześledzić wydarzenia, które rozegrały się w Moskwie tuż po wyjeździe Światły i bezpośrednio wcześniej. Wieczorem, 5 marca 1953 roku, po kilkunastu godzinach agonii, w swej daczy w Kujbyszewie umarł Stalin. Kremlowski tron czekał na sukcesora. Do walki na śmierć i życie przystąpili najważniejsi ludzie w ZSRR: Ławrientij Beria (szef ministerstwa spraw wewnętrznych, kontrolujący służby specjalne), Gieorgij Malenkow (były minister spraw wewnętrznych, członek prezydium KC KPZR), Wiaczesław Mołotow (były minister spraw zagranicznych, w ostatnich latach odsunięty przez Stalina od wielkiej polityki), Nikita Chruszczow (I sekretarz KZPR, kontrolujący wojsko) i marszałek Gieorgij Żukow – bohater Związku Radzieckiego i osławiony dowódca frontu, który w 1945 roku zdobył Berlin i przyjął bezwarunkową kapitulację Niemiec.

    Liczyli się również inni zaufani współpracownicy Stalina, m.in. Łazar Kaganowicz, Andriej Żdanow*. Rozgrywka między nimi mogła zakończyć się rozlewem krwi. Największym i najsilniejszym potentatem był sławny sadysta Beria – znienawidzony przez pozostałych pretendentów do władzy. Dlatego wszyscy oni połączyli swoje siły i we wrześniu 1953 roku, podczas narady na szczycie, aresztowali Berię (osobiście dokonał tego Żukow) i doprowadzili do jego egzekucji w więziennej celi.

    Po wielu miesiącach zakulisowych walk, w grudniu 1953 roku władzę w ZSRR przejął Chruszczow, który później odsunął i Malenkowa i Mołotowa i wszystkich pozostałych, a najważniejsze stanowiska w państwie obsadził swoimi ludźmi. Zwieńczeniem jego sukcesu był słynny referat wygłoszony na zjeździe partii, w którym Chruszczow potępił zbrodnie stalinizmu i jako następca Stalina zapoczątkował okres liberalizacji i zmian.

    Celem Chruszczowa było to, aby jego polityka przeniosła się również do krajów demokracji ludowej, pozostających pod kontrolą ZSRR. To mogło być jednak trudne, gdyż władzę w nich sprawowali ludzie, których wybrał Stalin. To mogło w krajach socjalistycznych doprowadzić do podziału na dwa obozy walczące o władzę: spadkobierców Stalina i zwolenników Chruszczowa. W Polsce, na którą Chruszczow od początku zwracał największą uwagę – rządziła ekipa skupiona wokół Bieruta i Bermana.

    Do jej skompromitowania wykorzystano rewelacje Józefa Światło. Radzieccy doradcy dopilnowali aby z aparatu władzy usunięto wszystkich funkcjonariuszy skompromitowanych przez uciekiniera. I tak skompromitowanych stalinowców, nowa ekipa kierowana przez Władysława Gomułkę, z pomocą sowieckich specsłużb, odsunęła od władzy i wsadziła do więzień. Finałem tej przemiany było wezwanie Bieruta w trybie pilnym do Moskwy, skąd gensek wrócił w trumnie. Rządy w Polsce objął lojalny wobec Chruszczowa Gomułka, który z kolei poobsadzał swoimi ludźmi stanowiska pozostawione przez zagorzałych stalinowców. W październiku 1956 roku rozpoczęła się odwilż. Rok później, najważniejsi stalinowscy oprawcy siedzieli już w więzieniach, skazani na wieloletnie wyroki. Chruszczow i jego zwolennicy tryumfowali.

    Zaufany Berii

    W chytrym planie Nikity Siergiejewicza, Józef Światło miał odegrać główną rolę. Jak twierdzi Henryk Piecuch w swojej książce “Służby specjalne atakują”, do tej roli osobiście wybrał go Sierow, a zgodę na to wyraził sam Chruszczow. Obu dygnitarzom potrzebny był człowiek, który swoimi informacjami skompromitowałby niewygodną ekipę rządzącą. Chruszczow musiał doskonale zdawać sobie sprawę, że dzięki tej sztuczce zyska w oczach opinii publicznej, gdyż przedstawi siebie jako człowieka, który odsunie od władzy oprawców odpowiedzialnych za setki brutalnych zbrodni. A taki wizerunek Chruszczowowi był bardzo potrzebny w związku z jego koncepcjami polityki zagranicznej i decyzją bardziej aktywnego w niej udziału.

    Wszystko wskazuje na to, że nieprzypadkowy był dla tej gry wybór Józefa Światło. Najbardziej zaufany polski współpracownik Berii i Sierowa dawał duże prawdopodobieństwo powodzenia operacji. Pozostając w Polsce, Światło ze swoimi dokumentami i wiedzą mógł być niebezpiecznym przeciwnikiem dla nowej ekipy. Mógł również utrudniać przejęcie władzy przez Gomułkę, który nienawidził go jako sprawcę swego aresztowania.

    Kim więc był Józef Światło? Odpowiedź na to pytanie znalazł historyk IPN – dr Karol Jaros, który zebrał i opublikował archiwalne akta na jego temat. Z dokumentów tych wynika, że oficer bezpieki (urodzony w 1915 roku w żydowskiej rodzinie na Kresach, jako Izaak Fleischfarb, nazwisko Światło przyjął po pierwszej żonie, po ślubie w 1943 roku) do organów bezpieczeństwa wstąpił w 1945 roku. Swoją wielką karierę rozpoczął od stanowiska zastępcy komendanta Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, potem w Olsztynie i Krakowie, by po 3 latach, w końcu 1948 roku, osobistym rozkazem Romana Romkowskiego, zostać przeniesionym do nowotworzonego X Departamentu MBP.

    Jeszcze w tym samym roku objął funkcję zastępcy jego szefa, jednak bardzo szybko zdobył największe wpływy w resorcie. Odbierał polecenia od Bieruta, pomijając swojego przełożonego. Był jedynym człowiekiem w aparacie bezpieczeństwa komunistycznej Polski, który miał przywilej dzwonienia specjalnym telefonem do Ławrentija Berii. W szafie pancernej stojącej w jego gabinecie, do której nikt poza nim nie miał dostępu, przechowywał dokumenty kompromitujące najważniejsze osoby w państwie. Kilka lat później na antenie radia, tak mówił o niej pytającemu go dziennikarzowi. “Były tam dowody i zeznania każdego czołowego działacza partii przeciw każdemu innemu, zarówno w partii jak i poza nią, gotowe do wykorzystania w chwili politycznie właściwej”.

    Dr Jaros i inni historycy IPN, którzy analizowali dokumenty bezpieki z przełomu lat 40. i 50. zwracają uwagę, że Józef Światło był jednym z najbardziej okrutnych stalinowskich oprawców. Osobiście uczestniczył w brutalnych przesłuchaniach, podczas których aresztowanym wyrywano zęby, paznokcie, a także bito ich pałkami i polewano lodowatą wodą. Także sam prowadził aresztowania przeciwników władzy ludowej, w tym (na osobisty rozkaz Bieruta) marszałka Rolę – Żymierskiego i Władysława Gomułkę z żoną Zofią. Nie ukrywał również, że wykorzystywał seksualnie podległe sobie funkcjonariuszki.

    Ostatni epizod gry

    W ostatnich tygodniach września 1954 roku, Józef Światło rozpoczął cykliczne występy na antenie Radia Wolna Europa. Trwały one przez 3 lata i przyciągały przed odbiorniki tysiące Polaków. Oficer podawał setki konkretnych informacji, z których każda kompromitowała polskich stalinowców. Po zmianie obozu władzy, audycję zdjęto z anteny. Jej kontynuacją była książka “Za kulisami partii i bezpieki” wydana przez Zbigniewa Błażyńskiego – dziennikarza, który rozmawiał ze Światłą. Wielka gra dobiegła końca, a wraz z nią zakończyła się kluczowa rola głównego bohatera.

    Amerykańscy historycy stawiają tezę, że pułkownik Światło miał w tym czasie jeszcze jedną rolę do odegrania: informowanie agentów sowieckich o kulisach funkcjonowania RWE i o oficerach CIA, którzy przesłuchiwali go. Tezę tę uprawdopodabniają dwa fakty: po pierwsze przez długi czas uciekinier bardzo obawiał się o swoje życie. Po drugie: nigdy nie wyjawił żadnych szczegółów obciążających Chruszczowa i jego współpracowników. A przecież szczegóły te musiał znać choćby ze swoich wielokrotnych wizyt w Moskwie. Być może więc wyjawił je amerykańskim służbom, a te nie nie ujawniły tego… Czy najsłynniejszy w latach 50. szpieg – uciekinier odegrał tylko swoją rolę czy też zmienił front i przeszedł na stronę Stanów Zjednoczonych – tego dziś nie wiadomo.

    Fałszywa legenda

    Z przywołanych wyżej publikacji wynika, że wizerunek Józefa Światło jako uciekiniera, który z pobudek patriotycznych ujawnił zbrodnie i kulisy stalinizmu w ludowej Polsce, nie jest prawdziwy. W rzeczywistości podpułkownik MBP został świadomie wykorzystany przez jednych komunistów przeciwko innym komunistom. Na jego zasługach kładzie się cieniem również jego zbrodnicza działalność przed grudniem 1953 roku. Jak zauważył Jan Nowak – Jeziorański (który osobiście podjął decyzję o emitowaniu audycji z udziałem oficera): Zasługi Józefa Światło dla ujawnienia bolesnej prawdy o zbrodniach komunistycznego reżimu, nie mogą przysłaniać faktu, że był on częścią tego reżimu i był osobiście odpowiedzialny za wiele jego zbrodni.
    Leszek Szymowski

  13. Isia said

    Re: 6 … Panie Romanie … z tym „stanem extazy” … to chyba Pan przedobrzył : ))) … oczywiście dziękuję, że zwrócił mi Pan uwagę na pewne fakty … tak celnie i obrazowo przez Pana opisane ( zresztą jak zawsze ) … nie mogę wypowiadać się za Pana Profesora, bo do niego skierowane były Pana pytania … choć częściowo odpowiada on na nie w w/w publikacji ( m.in. o trudnościach w wydawaniu niektórych swoich książek … od siebie dodam, że miał też sprawy sądowe, zdaje się w związku z wypocinami niejakiego pseudohistoryka Grossa ) … natomiast o książce J. Sack’a zatytułowanej „Oko za oko” Pan Profesor wyrażał się ( także w tym artykule ) jako znakomitej …

  14. MatkaPolka said

    Zdzisław Stolzman, tate Olka Kwaśniewskiego i inne wątki w pliku do pobrania

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/zdzislaw-stolzman-tate-olka-kwasniewskiego-i-inne-watki-w-pliku-do-pobrania-2016-04

  15. MatkaPolka said

    https://marucha.wordpress.com/2010/07/01/kim-sa-kaczynscy

    WILHELM Świątkowski – bliski kuzyn Kaczyńskich
    http://www.ivrozbiorpolski.pl/index.php?page=swiatkowski
    PREZES NACZELNEGO SADU WOJSKOWEGO
    Kaczyński vel Świątkowski…czyli – kim pan jest?
    http://www.raportnowaka.pl/doc/sw.pdf
    Kim był ojciec Kaczyńskich?

  16. MatkaPolka said

    WILHELM Świątkowski – bliski kuzyn Kaczyńskich
    http://www.ivrozbiorpolski.pl/index.php?page=swiatkowski
    PREZES NACZELNEGO SADU WOJSKOWEGO
    Kaczyński vel Świątkowski…czyli – kim pan jest?
    http://www.raportnowaka.pl/doc/sw.pdf

  17. Siekiera_Motyka said

    Ad. 16 – Na stronie – http://www.ivrozbiorpolski.pl

    „Motto: Cała prawda o IV Rozbiorze Polski z 17 września 1939r.

    Nasz cel: Ustanowić w Polsce dzień „17 Września” – świętem państwowym – „IV Rozbioru Polski z dn. 17 września 1939” ku pamięci pomordowanych i deportowanych obywateli II RP przez III Rzeszę Niemiecką, ZSRR oraz nazistowskich ukraińskich faszystów z OUN-UPA.

  18. […] 2016-06-20 (poniedziałek) @ 23:46:54 https://marucha.wordpress.com/2010/07/01/kim-sa-kaczynscy […]

  19. JO said

    https://gajowka.wordpress.com/matka-polka/

  20. Dzięki Panie Janie (19) i Matko Polko za tą kopalnię wiedzy.

  21. Greg said

    I jeszcze ,,niektórzy powiedzą” że protokoły to wymysł ,,Carskiej ochrany”
    np. Łysiak
    100 Lecie Kłamców.
    Reszta, to prawda ale TO JEDNO zdanie?
    Dla tego jednego zdania, to się wydaje!

Sorry, the comment form is closed at this time.