Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Back to the Future

Posted by Marucha w dniu 2016-06-23 (czwartek)

Jednym z podstawowych elementów odróżniających wolne społeczeństwo od dyktatury i zamordyzmu jest wolność słowa. Ojcowie założyciele obecnego postmonarchicznego „świeckiego” porządku uznali, że ludziom trzeba dać mówić.

Debata jest najlepszym sposobem na rozwiązywanie problemów między wolnymi (i wówczas zazwyczaj uzbrojonymi) ludźmi, po to by nie skakali sobie do gardeł i nie prali po pysku. Człowiek wolny winien móc wyłożyć, co mu leży na sercu.

Ten ideał jeszcze do niedawna kształtował życie publiczne „wolnego świata”. Przypisywane Wolterowi słowa „nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć” ponoć są autorstwa angielskiej pisarki Evelyn Beatrice Hall sumującej poglądy Encyklopedysty na temat wolności wypowiedzi.

To właśnie ta teza była mieczem, którym szermowali wszelkiej maści liberałowie, libertyni i libertarianie, by rozwalać tradycję, niszczyć kulturowe tabu, wprowadzić do głównego nurtu wszelkie bezeceństwa, które ponoć musimy tolerować w imię wolności wypowiedzi.

To w imię swobody ekspresji – mówiono nam – musimy tolerować nawet najbardziej idiotyczne czy odrażające poglądy. No bo nie powinniśmy zakazywać, tylko dyskutować i przekonywać…

Ale świat się zmienił. Dla kogoś pamiętającego lata 50. ubiegłego wieku, zmienił się nie do poznania. Czy jednak rzeczywiście w krajach Zachodu powiększyły się sfery wolności? Czy zniesiono wszelkie tabu i możemy pleść, co tam nam się przywidzi, a ślina na język przyniesie?

Proszę spróbować!

Obawiam się, że eksperyment może zakończyć się w „ośrodku deradykalizacyjnym” (jakoś nazwa ta blisko kojarzy się z obozami reedukacyjnymi, w których Wietkong leczył zakażonych Zachodem Wietnamczyków). Debatę publiczną zastąpiła orwellowska politycznie poprawna mantra.

Kto jej nie chce klepać, z automatu klasyfikowany jest jako wróg ludu, terrorysta i element niepewny. Kaganiec założono nam delikatnie i powoli. Dzisiaj dzieci wychowane po nowemu nie są już w stanie pomyśleć rzeczy obrazoburczych, kwestionować zasad systemu. Kulturowi bolszewicy zaatakowali wolność słowa na wszystkich poziomach, od programów przedszkolnych zaczynając.

W poniedziałek (kanadyjska – AJ) federalna minister zamówień publicznych Judy Foote zakazała poczcie dostarczania do domów gazety „Your Ward News”, którą kilka grup, m.in. Standing Together Against Mailing Prejudice, uznało za antysemicką. Pismo ponoć szerzy rasizm, homofobię, mizoginię i antysemityzm.

W wiosennym numerze możemy przeczytać m.in. o tym, że „komunistyczni Żydzi zamordowali w Związku Sowieckim ponad 50 mln chrześcijan”, i zobaczyć na okładce rysunki satyryczne, jak Bernie Farber, działacz społeczny i były dyrektor Kanadyjskiego Kongresu Żydowskiego, sypie srebrniki miejscowemu posłowi do legislatury Ontario Arthurowi Pottsowi wykonującemu salut rzymski – rzeczywiście są to niesmaczne rzeczy.

Wcześniej poczta wykazywała – o dziwo – zdroworozsądkowe podejście, twierdząc, że nie odpowiada za treść gazet, które roznoszą do domów listonosze, i jak komuś się coś nie podoba, to może iść do sądu.

Minister, której podlega przedsiębiorstwo, wydała jednak administracyjny zakaz na znanej nam z „Misia” zasadzie „tych klientów nie obsługujemy”. Sądy nie orzekły po myśli, to załatwi się sprawę inaczej…

Jak się nazywa taki system? Otóż, Drogi Czytelniku, system taki nazywa się dyktatura. Kiedy prawo tworzy pozory, a administracyjni pałkarze leją po głowie „kogo trzeba”.

Gipsowanie ust odbywa się również w Internecie, gdzie najwyraźniej wolność słowa złapała na chwilę oddech. Właściciele głównych przedsiębiorstw „forumowych” twittera, fejsbuka i innych, zgodzili się z kierownikami systemu, że będą likwidować mowę nienawiści i inne bezeceństwa. Oczywiście, w imię wolności i bezpieczeństwa nas wszystkich.

Problem jak zawsze tkwi w szczegółach, czyli w tym, kto i jak będzie definiował, co jest mową nienawiści, a co nie; co jest dozwoloną aluzją, a co nienawistną. Należę do pokolenia, które pamięta, jaki urząd mieścił się na Mysiej, ale w tamtych czasach zapisy były precyzyjne, choć tajne. W zamordyzmie komunistycznym nie wolno było, na przykład, informować o „utrzymującym się na rynku braku korków elektrycznych i żarówek”, ani pisać o „»cudzie« w miejscowości Piotrków w powiecie radziejowskim, gdzie zauważono jakoby »cudowny« odblask na wieży miejscowego kościoła”.

Było konkretnie i po nazwiskach, dzisiaj zaś człowiek sam nie wie, czym może się narazić. Tym bardziej że według jednego z orzeczeń sądowych, sam fakt, że dana informacja jest prawdziwa, wcale nie oznacza, że nie jest mową nienawiści!

Żyjemy więc w dyktaturze – na razie jeszcze „miękkiej”, ale to może się zmienić. Żyjemy w dyktaturze nazywanej demokracją, ale przecież czy my, „ludzie wschodu” (Siekiera), którzy demokrację socjalistyczną mają za paznokciami, powinniśmy się dziwić? My to już przerabialiśmy. Wiemy, że o pokój walczy się do ostatniego naboju; wiemy, że wybory to piknik, od którego niewiele zależy, a rządzący zazwyczaj są „oderwani od społeczeństwa”.

Wiemy także, że o pewnych rzeczach można mówić jedynie w gronie przyjaciół, a o innych można jedynie wymieniać porozumiewawcze spojrzenia; wiemy, jak to jest, kiedy mimo doskonałych kwalifikacji, stanowisko, o które się staramy, dostaje idiota według klucza z układu…

Nasza przeszłość jest naszą przyszłością. I chyba nie jest to jedyne deja vu.

Andrzej Kumor
Za:goniec.net
http://myslkonserwatywna.pl/

komentarzy 6 to “Back to the Future”

  1. RomanK said

    Eeebebe blebbee..niby tak- ale nie calkiem -panie Andrzeju….
    Wolnosc….w tym wolnosc expresji konczy sie tam i zawsze tam – gdzie konczy sie Prawda i zaczyna Zlo.
    O tym decyduje odpowiedzialnosc, a nie ma odpowiedzialnosci bez jawnosci!
    Kazda dysputa i debata polega i jest nia tylko wtedy , kiedy uczstnicza w niej znani z imienia i nazwiska dysputanci, reprezentuja swoje punkty widzenia danego zagadnienia, uzywaja tych samych pojeci , rozumiejac te pojecia i sa w stanie rozpoznac prawde i odroznic- ja od falszu oraz przyznac sie do tego, jesli glosili swiadomie ,czy nie- falsz, kidy im zostanie udowodnione Glosza swe poglady jawnie po to ,zeby poddac je pod ocenie publicznosci, z ktorych kazdy moze wniesc do dysputy cos, co nie wnosi zaden z jej uczestnikow.
    Zatem kazda wolna debata ma miejsce tylko wtedy ,kiedy jej celem jest gloszenie Prawdy! Za prawde nikt nie moze byc przesladpwany!!!! Kneblowanie wolnosci wypowiedzi to kneblowanie Prawdy to Zaprzeczenie Rzeczywistosci!

  2. Isia said

    … perspektywy mogą być bardziej ponure niż zakłada autor artykułu … prawo ( stanowione przez żydów ) jest rozwojowe … z nowszych „wynalazków” żydowskich mamy ostatnimi czasy tzw. mowę nienawiści prawnie usankcjonowaną …

  3. Maćko said

    KANADOLE TEZ SA POD OKUPACJA.

  4. gorol- lach said

    A tak naprawdę , to kto wymyślił Unie Europejską , albo na czyje życzenie została ona stworzona.Kto komu miał zostać podporządkowany ? Czy aby to nie podobny scenariusz organizacyjny jak kiedyś w Ameryce ??? Czytaj : Holokaust Indian w Ameryce.

  5. gorol- lach said

    Kiedyś dawno temu sąsiedzi Palestyńczyków, dobrotliwie budowali osiedla mieszkaniowe na terenach STREFY Gazy. Wszak tylko kilka ( początkowo ) mieszkań w takim bloku należało się inwestorowi. Czyli ? Uzależnienie gospodarcze ?? Teraz tych Palestyńczyków starają się wyrugować z tych osiedli , teren zając, a ” tzw. tubylców” przekształcają w przezwiska ; terroryści. Do Europy sprowadza się uchodźców – najeźdźców. Kiedyś do Kanady i Australii tez jechali ” uchodźcy” ? Co ciekawe , to Ci uchodźcy tam czuja się lepiej niż dawana ludność na tych terenach. W Polsce tez ma być to podobnie ?????????

  6. Makary said

    Istotą budowania hierarchii prawdziwej, a co za tym idzie fundamentem ładu społecznego, jest rezygnacja (najlepiej dobrowolna) z gadania tego co ślina na język przyniesie…

Sorry, the comment form is closed at this time.