Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

„Katecheza dziejów”? Cóż to takiego?

Posted by Marucha w dniu 2016-06-29 (środa)

Tomasz Terlikowski, znawca problematyki Kościoła, specjalista w dziedzinie ekumenizmu – tego, którego wykładnia znajduje się w dokumentach ostatniego Soboru, a także, siłą rzeczy, jaki praktykowany bywa zgodnie „z duchem” Soboru – poświęcił interesujący tekst ( „Łże-prorok Polaków”, Plus Minus 2 czerwca 2016) twórczości Jarosława Marka Rymkiewicza, głównie ostatnich kilkunastu jej lat.

Tekst zaskakujący. Trudno nie uznać, że publicysta komentujący na co dzień politykę personalną Stolicy Apostolskiej, ostatnie dokumenty podpisywane przez papieża Franciszka, i starający się tonować narastający niepokój katolików wobec zmian dyscypliny kościelnej w wypadku przekroczeń szóstego przykazania, występując w roli krytyka literackiego, który podsumowuje teologię znanego z prawicowych przekonań pisarza, odsłonił się jako niespodziewany znawca zawartości ideowej dzieł Rymkiewicza. Zwłaszcza zaś znawca języka twórcy „Kinderszenen”.

Jego diagnoza dotycząca „mroków duchowych” , jakie spowijają twórczość jednego z największych mistrzów współczesnej polskiej literatury, i jego konsekwentnej postawy moralnej – czy właśnie „religijnej”, co autor stara się wykazać – która wydaje się apoteozą pierwotnej natury człowieka, zwłaszcza zaś zemsty i ciemnych instynktów – właściwych raczej żywiołowi etnicznemu niż narodowemu – jest godna uwagi.

Jarosław Marek Rymkiewicz nie jest jednak jedynym człowiekiem w Polsce – jakby (pośrednio) wynikało z tekstu Tomasza Terlikowskiego – który z tak wielkim powodzeniem odwołuje się dziś do neopogańskich teorii. Jedna z nich nosi miano tradycji pierwotnej , a jej modnymi wśród młodej inteligencji przewodnikami są Julius Evola i Renat Guénon. („Evola, »Rzymianin«, »arystokrata ośnieżonych szczytów«, »herold Tradycji i nieprzejednany wzgardziciel współczesnego świata«, »człowiek stojący wśród ruin«…

Evola został przedstawiony jako zbawiciel, mistrz, budziciel sumień, którego egzystencja była »naznaczona dumną prawością starożytnych Rzymian, sensem honoru i walki, które liczni uważali za pogrzebane wraz z wielkimi cesarskimi marzeniami ekumenicznego« dzieła zjednoczenia wszystkich religii jest negacja zasady niesprzeczności, odmowa rozróżnienia między religią prawdziwą a religiami fałszywymi, między prawdą a błędem. To odrzucenie zasady niesprzeczności pociąga za sobą negacje logiki i logicznego myślenia”.

Gdy obniża się znaczenie rozumowania, jego role przejmują symbole. Symboliczny język jest w stanie pogodzić nawet najbardziej sprzeczne stwierdzenia. Wiedział o tym bardzo dobrze przywoływany przez Tomasza Terlikowskiego Mircea Eliade. Zatrute ziarno rzucone w glebę cywilizacji łacińskiej, chrześcijaństwa i katolicyzmu, wydało obfity plon. Przyzwolenie na ideologię gender w szkołach nie wzięło się znikąd. I nie jest tylko skutkiem zdegenerowanej kultury ostatnich lat, lecz przede wszystkim intelektualnego fałszerstwa, zafałszowania w umysłach obrazu Boga.

Człowiek jako absurd w tej nowożytnej mitologii jest samotnym rozbitkiem, pozbawionym wszelkiej pomocy i nie tęskniącym do niczego, wyzutym z pamięci, wyrzuconym na brzeg bezkresnego oceanu, który jest martwy, lodowaty i obcy. (Dlatego m.in. m u s i się otoczyć milionem gadżetów, które będą dawały złudzenie bezpieczeństwa, niczym pogańskie talizmany i fetysze, musi poszukiwać i doznawać wciąż n o w o ś c i , nowych impulsów, podniet, przeżyć, często ekstremalnych, rozbudzających zmysły, które wyrwą go choć na chwilę z odrętwienia i udręki, poczucia bezsensu, graniczącego z rozpaczą).

Sztuczne raje i powrót do Raju

Dzieła literackie zrodzone z postawy duchowego i intelektualnego buntu wobec Boga są uznawane powszechnie za europejski kanon literacki. W okresie nazywanym przez rewolucjonistów oświeceniem, i w epokach późniejszych, próbowano uczynić z nich buńczuczne manifesty, duchową strawę zastępującą sztukę katolicką (a nawet coś w rodzaju parareligii).

Wielu znawców – nie mówiąc o zwykłych czytelnikach – nie rozeznaje ich duchowego przesłania. Goethe i inni słynni twórcy tej i wcześniejszej epoki, uważani są za autorów par excellence chrześcijańskich. (Paul Claudel, przyjaciel Polski, nazywał Goethego „wielkim uroczystym osłem”).

Buntownicy z obszaru sztuki – tak jak myśliciele protestanccy – negują opatrznościowy porządek świata. Chcą wrócić do utraconego Raju lub stworzyć sobie nowy raj. Widać to na setkach filmów, na tysiącach spektakli teatralnych, a dziś na ulicach, wśród zwykłych przechodniów, w lecie po prostu półnagich, demonstrujących zwierzęcy „naturalizm”, zgodnie z zaleceniami mody; widać w aulach uniwersyteckich, w klasach szkolnych, gdzie głosi się niezmiennie od czasów komunistycznych teorię ewolucji, jako ideologię wyzwolonej ludzkości, i w parlamentach – europejskich, nie azjatyckich, czy afrykańskich – gdzie zabijanie ludzi traktuje się jak zabieg sanitarny, niezbędny etap procesu wielkiego oczyszczania świata, a zamianę płci, czy klonowanie człowieka – „prawo człowieka”! – tak, jak niegdyś zmianę rękawiczek.

„Fałszywa ideologia, która przypisuje zło i nieszczęście temu, że człowiek jest stworzony przez Boga, to gnoza. Niegodny zaś wysiłek, który próbuje osiągnąć to wyzwolenie, to rewolucja”, mówi włoski pisarz Guigo Vignelli.

Rewolucja w obyczajach – kulturze, modzie, muzyce, teatrze – to znak widzialny tego, co odbywa się w głębi, w cieniu, w ukryciu. W umyśle człowieka. Co dojrzewało, krystalizowało się przez wieki w niewielkich zamkniętych kręgach. Dziś już wszystko jest na wierzchu, wszystko jest jawne.

Nieprzeliczone rzesze ludzi stają się uczestnikami procesu rewolucyjnego, który mylnie kojarzą z „nowoczesnością”, „sztuką”, „nauką”, „modą”, „bezpruderyjnością”, „spontanicznością”, „asertywnością”, „postępem”, czy realizacją należnych rzekomo wszystkim „praw człowieka”.

Jakże to wszystko swojsko brzmi. O prawach człowieka mówi się z aprobatą w Kościele – pomijając tak często prawa Boga. Rewolucja została zasymilowana przez język, który sobie przyswoiliśmy, nie zadając pytań o sens wypowiadanych słów. Kobieta, nawet w najbardziej eleganckich czasopismach, tych dla inteligencji i dla klasy średniej, jest niezmiennie przedstawiana jako maskotka, lalka Barbie. Istota sztuczna, na pokaz. Jej prawdziwa natura musi być ukryta i zafałszowana.

Twarz tej kobiety nie ma wyrażać prawdy o niej, istoty stworzonej na obraz i podobieństwo Boga, tylko gotowość spełniania wszystkich zachcianek mężczyzny. Nie może w niczym przypominać twarzy Matki Boga, Demaskatorski Wszystkich Herezji, łącznie z dzisiejszym modernizmem. Artystyczny obraz takiej osoby, która z prawdziwą kobietą nie ma nic wspólnego, jest wspólnym dziełem ideologów, fotoreporterów, kreatorów mody i wydawców.

Znane aktorki nazywane są bez ogródek „symbolem seksu”. W taki sposób – w prasie, filmie, telewizji – tworzy się sztuczne raje.

Opozycja prawdziwa czy fałszywa?

Odkrywając „prawdziwą twarz” Jarosława Marka Rymkiewicza, „dzikie” i moralnie odstręczające oblicze twórczości wybitnego poety, Tomasz Terlikowski zderzył jego świat pojęć, wartościowań i wizji, z przesłaniem Jana Pawła II, wypowiedzianym podczas pierwszej pielgrzymki do Polski.

Czy rzeczywiście istnieje tu sprzeczność? Skąd pomysł na „hagadę” dziejów, o której pisze z wyraźną atencją autor „Łże-proroka Polaków”? Czy snucie jej to na pewno rola papieża? Opowiadanie „jej [Ojczyzny] trudnych losów”, jak pisze T. Terlikowski? I to po to, by – tutaj autor polemiki z Rymkiewiczem powołuje się na dalekiego od chrześcijaństwa religioznawcę, filozofa religii i antropologa, Mircea Eliadego – „poprzez opowiadanie” dokonała się „regeneracja, odrodzenie z nieuszczuplonymi siłami witalnymi”?

O co naprawdę autorowi „Łże-proroka…” chodzi? Autor eseju o Rymkiewiczu sam zdaje się powielać jego metodę, przekonania, światopogląd. Bo oto nie wiara katolicka, nie Kościół z jego nadprzyrodzonymi środkami danymi mu przez Boga – a w Kościele jest, zgodnie z Objawieniem i Tradycją, wszystko, co potrzebne człowiekowi (nie narodowi) do zbawienia – ale „witalne siły” mają być gwarantem przetrwania i one zostają wzmocnione podczas „świętych dni” pielgrzymki papieskiej.

Terlikowski dodaje, że Jan Paweł II zaproponował wówczas rodakom „swoistą polską hagadę” podczas której „uobecniał”, „uaktualniał” naszą historię. Żadne z tych pojęć nie mieści się jednak w katechezie pojmowanej po katolicku, a przecież wykład i obrona wiary jest podstawową rolą każdego papieża.

Tomasz Terlikowski znajduje osobliwe zajęcie dla Głowy Kościoła, twierdząc, że głoszona przez niego „historia uobecniana, uaktualniana” oparta została o fundament wcielonego Logosu, a zatem, jak pisze, „Papieska hagada nie jest już tylko opowieścią świecką, ale swoistym poszukiwaniem religijnej istoty dziejów Polski, która ze świeckiej, profanicznej narracji historycznej przekształca się w »historię zbawienia« właściwą konkretnemu ludowi”.

Hmm… Głowa Kościoła snuje, zaraz po objęciu Stolicy Piotrowej, „hagadę” (pojęcie żydowskie), żeby poszukiwać religijnej istoty dziejów Polski? I w wyniku tego opowiadania, czyli narracji, dochodzi do przekształcenia czegoś świeckiego w religijne?

Skąd w umyśle katolickiego publicysty takie wyobrażenia, jakich nie powstydziłby się sam „mistrz z Milanówka”, nie mówiąc już o Eliadem? Jak świat światem, Kościół Kościołem, główne zajęcie Jego Głowy polega zawsze na tym samym: na krzewieniu i obronie wiary, głoszeniu prawdy, która jest dana Kościołowi – i jedynie jemu – raz na zawsze i nie podlega modyfikacjom, a nie na tym, by czegoś tajemniczego „poszukiwać”, i by w tym procesie doszło do jakichś zagadkowych przekształceń religijnych.

O jaką wreszcie religię tu chodzi? Czy o tę, której wyrazem są ekumeniczne ciągoty, coraz jednak wyraźniej kurczącej się części hierarchii, w miarę jak „duch Soboru” traci wraz z upływem czasu swój wigor i sprężystość?

Chyba, że zdaniem publicysty, Jan Paweł II nie przyjechał do nas po raz pierwszy w 1978 roku jako papież Kościoła katolickiego, ale jako turysta, literat i religijny myśliciel, z zamiarem dokonania jakichś parareligijnych eksperymentów, gdzie w centrum stało „opowiadanie dziejów”, które stawało się zarazem osobliwym misterium.

Nie sądzę, że od tych wizji znanego analityka sytuacji w Kościele było tak bardzo daleko do „neopogańskich czy heideggerowskich pomysłów na Polskę”, które Tomasz Terlikowski przypisuje en block Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi, czyniąc z nich główne ostrze swoich oskarżeń. (A już zupełnie kuriozalnie brzmi zapewnienie, że część „polskiej intelektualnej prawicy”, która inspiruje się myślą Rymkiewicza, musi w tej sytuacji dokonać „wyboru cywilizacyjnego”).

Mylenie cywilizacji z religią jest zresztą dziś zjawiskiem powszechnym. Oprócz wyraźnej tendencji antychrześcijańskiej towarzyszy nam dziś przystosowanie chrześcijaństwa do potrzeb człowieka.

Tymczasem „chrześcijaństwo albo jest tym radykalnym ukierunkowaniem [na cel ostateczny], albo go po prostu nie ma. Adaptacja wartości chrześcijańskich w ramach współczesnej cywilizacji antropocentrycznej de facto prowadzi do odrzucenia religii – tyle, że nie wprost (…)

To prawda, że religia ma funkcję kulturotwórczą i wytwarza także cywilizację, o czym świadczy historia Kościoła. Ale ani jej celem, ani pierwszym owocem nie jest cywilizacja w znaczeniu doskonalenia tego co ziemskie (…) Obserwujemy [dziś], jak większość kampanii ideologicznych i batalii prawnych organizowanych przez świat zyskuje aprobatę Kościoła. Słowem, Kościół oferuje światu swe usługi i usiłuje stanąć na czele postępu ludzkości” (prof. Romano Amerio).

Kryzys religijny, kryzys wiary nie jest nigdy „zasługą” twórczości choćby najgenialniejszego poety czy prozaika. Jest on zawsze przejawem wewnętrznego osłabienia tej jedynej bosko-ludzkiej instytucji, odpowiadającej za wiarę, z boskiego nadania. I tak już było wiele razy w historii. I tu należy przede wszystkim szukać przyczyn – oddzielając zarazem starannie skutek od przyczyny – dzisiejszego zamętu intelektualnego i duchowego, który swoje odzwierciedlenia znajduje również w sztuce i literaturze. A także źródeł nadziei, bowiem ze wszystkich kryzysów Kościół zawsze wychodził zwycięsko. Tak będzie i tym razem.

Ewa Polak-Pałkiewicz
(Tekst – z niewielkimi skrótami redakcyjnymi – opublikowany w dodatku „Rzeczypospolitej” Plus Minus z zeszłego tygodnia)
http://www.bibula.com

Odpowiedzi: 28 to “„Katecheza dziejów”? Cóż to takiego?”

  1. NyndrO said

    Terlikowskiemu tak mniej wincy z oczow patrzy, jak Fronczewskiemu.

  2. Boydar said

    Odtniutniaj się Pan, Panie Nyndr0 od mojego karate miszcza. Jak byłem mały, to sobie jego zdjęcie przy stole powiesiłem. „Aż szkoda że …”. Oni wszyscy są jak YT od Pana Romana, ale trafiają się przecież (z rzadka) i jakby nieco normalniejsi. Do takich zaliczam Pana Piotrusia.

  3. NyndrO said

    Wiem, kuhwa. To boli. Wie Pan co, ja tez juz jestem powoli stary dziadek i jedyny eskimos, ktory zostal Polakiem, to ” Król Ból”. Polecam cale sluchowisko. Jest na YT.

  4. Boydar said

    LwG !

  5. NyndrO said

    LwG, Dziadzie. A Kierownik niech zapoda krolabula Wnukowi. Warto.

  6. Boydar said

    „Panie Dziadzie” ! Jeśli łaska … 🙂

  7. NyndrO said

    Otwieralem nalewke. Tak. Pszepra. Apanie adziadzia.

  8. NyndrO said

    Buddysci nie maja laski 😊, maja wspolczucie, kuhwa ego marsts.

  9. Boydar said

    Nnnnoo !

    Nie bądź Pan taki skromny; z „reklamy szeptanej” wynika, że paru innych rzeczy nie mają również. Może nie w takim stopniu jak inni upośledzeni, ale jednak. Kategorii A u mnie nie dostaniecie.

  10. NyndrO said

    Cos napisalem,ale dobra. Z reklamy wynika, ze znam sie na Tobie. A przeciez tak nie jest.

  11. Boydar said

    Ja chętnie odpowiem na każde pytanie, po to m.in. się u Gajowego Maruchy zatrudniłem 🙂

  12. NyndrO said

    Idź Ty Putinie. * Nie przejmuj sie.

  13. Boydar said

    Nie przejmam siem. Akurat do Pana, Panie Nyndr0, czuję że mogę bez obaw odwrócić się plecami.

  14. NyndrO said

    Dobry odruch . Ja bym za Was dal sie zabić. Ja nie zartuje. Jestescie z Gajowym Skarbem. Ja to mowie.

  15. Boydar said

    Gajowy okropny jest. A ja ? Milusi, i mięęęciutki jak kaczuuuszka.

  16. NyndrO said

    Tak. Mieciutki kawal Gnoja.

  17. Boydar said

    Ależ na gnoju jest właśnie mięciuuutko, i w pupę grzeje. Jak świeży.

  18. NyndrO said

    Ale jo to wim… Boydar, na Tobie kwitnie kwiot Lotosu. Ja cie od razu wyselekcjonowalem. Cie pod podstawowka zwine. Wygladasz mi na bodhisatwe. Moze i na Terlikoskigo.

  19. Boydar said

    Miał kwitnąć, Panie Nyndr0, ale się zesrałem, jak ten smok cesarza. Pan Roman to kiedyś opowiadał, dobre.

  20. NyndrO said

    Yhy Romix i Wanda jest niedozajebAnia.

  21. Dictum said

    Tekst bardzo trudny i nie wszystko od razu do zrozumienia. Rymkiewicza twórczość nie jest dogłębnie mi znana.
    Ale Panowie przedmówcy mogliby się wysilić na choć jedno zdanie na temat.
    Ale i tak pozdrawiam i gratuluję dobrych humorów.

  22. Boydar said

    Stracić humor to gorsze niż brak zdrowia albo i nawet pieniędzy; to Pan Dictum nie wiedział ? Mimo pozorów zachowujemy czujność klasową, proszę się nie obawiać 🙂

  23. gosc said

    Polnagosc ;szorty-odkryte plecy-golizny -na Mszy Swietej w Duszpasterstwie Srodowisk Tworczych-akceptowane przez nowego tzw rektora- i Metropolite !-+Apage Satanas !

  24. Boydar said

    „Oni muszą wymrzeć” (Lemański)

  25. Lily said

    Mnie osobiscie,jakos nie po drodze,z tym Terlikowskim.

  26. Joannus said

    Ad 25
    To wyjątkowo wredna menda, pamiętam ją z ”akcji” niedopuszczenia do objęcia Metropolii Warszawskiej przez Biskupa Stanisława Wielgusa, oraz innych popisów.

  27. Maćko said

    Troska o moralność w praktycznej działalności Kościoła przejawia się przede
    wszystkim w dążeniu do wywierania wpływu na wychowanie moralne społeczeństwa (a
    właściwie całej ludzkości).
    Etyka katolicka ma charakter religijny i zarówno pod względem genezy jak i
    treści jest podporządkowana religii. Nakazy religijne są traktowane jako nakazy moralne
    nadrzędne w stosunku do wszystkich innych nakazów. Wychowanie w rozumieniu
    katolickim ma prowadzić do wytworzenia i pogłębienia przekonania o prawdziwości
    wiary katolickiej, a wolność jest rozumiana przede wszystkim jako wolność
    postępowania we wszystkich dziedzinach życia zgodnie z nakazami religii.
    Pełnej integracji katolickiej etyki z dogmatyką, w jednolity system wiary
    opartej na odpowiednim fundamencie filozoficznym, dokonał św. Tomasz z Akwinu.
    Ogłoszony przez Sobór Watykański II
    Dekret o formacji kapłańskiej
    nakazuje by alumni
    w seminariach uczyli się głębiej wnikać w tajemnice zbawienia
    i wykrywać między nimi
    związek za pomocą spekulacji, mając tu za mistrza św. Tomasza
    .
    Według nauk Soboru Watykańskiego II podporządkowanie norm poznawczych
    (nauki) etyce nie oznacza krępowania swobody badań naukowych, ogłoszona przez ten
    Sobór
    Deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim
    stwierdza:
    Również szkoły wyższe otacza Kościół gorliwą opieką, zwłaszcza uniwersytety
    i fakultety. Nawet w tych, które zależą od niego, dba usilnie o to, aby poszczególne
    dyscypliny tak rozwijały się w oparciu o własne założenia, własną metodę oraz własną
    swobodę badania naukowego, iżby z dnia na dzień można było osiągać głębsze ich
    zrozumienie i aby po najdokładniejszym rozważeniu nowych problemów i badań
    bieżącej doby można głębiej poznać, w jaki sposób wiara i rozum prowadzą do jednej
    prawdy, podążając tu śladami Doktorów Kościoła, a szczególnie św. Tomasza z
    Akwinu. Takim sposobem ma wytwarzać się jakby publiczna, stała i powszechna
    obecność myśli chrześcijańskiej w całym wysiłku skierowanym ku rozwijaniu wyższej
    kultury, a wychowankowie tych instytutów mają kształtować się na ludzi naprawdę
    odznaczających się nauką, przygotowanych do spełniania poważnych obowiązków
    społecznych oraz na świadków wiary w świecie
    .
    W ogłoszonej również przez Sobór Watykański II
    Konstytucji duszpasterskiej
    o Kościele w świecie współczesnym
    czytamy:
    Święty Sobór, podejmując to, czego uczył Sobór Watykański I, głosi, że
    „istnieje dwojaki, różny porządek poznania”, mianowicie wiary i rozumu, i że Kościół
    nie wzbrania, „żeby w uprawianiu ludzkich umiejętności i nauk stosowano we własnym
    ich zakresie właściwe dla nich zasady i metody”; przeto „uznając ową słuszną wolność”,
    potwierdza Kościół prawowitą autonomię kultury ludzkiej, a zwłaszcza nauk.
    To wszystko też wymaga, by człowiek, zachowawszy porządek moralny i
    wzgląd na powszechny pożytek, swobodnie mógł szukać prawdy i opinie swoje głosić i
    rozpowszechniać oraz uprawiać jakąkolwiek umiejętność, a wreszcie wymaga, żeby
    zgodnie z prawdą był informowany o wydarzeniach publicznych

    Kto to napisal?

  28. Boydar said

    Jeznach ?

Sorry, the comment form is closed at this time.