Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

„Kolorowa rewolucja” w Brazylii (obalenie Prezydent Dilmy Rouseff w interesie Amerykanów i wielkich plantatorów?)

Posted by Marucha w dniu 2016-06-30 (czwartek)

Pierwsza połowa 2016 roku upłynęła w Brazylii pod znakiem ostrego kryzysu politycznego, który doprowadził do usunięcia z urzędu prezydent Dilmę Rousseff. 17 kwietnia Izba Deputowanych 342 głosami na 513 przegłosowała wszczęcie procedury impeachment wobec prezydent Rousseff, a 11 maja Senat 55 głosami na 77 zawiesił ją w pełnieniu urzędu.

Formalnym powodem były bezprawne działania jej administracji, mające na celu domknięcie budżetu państwa i ukrycie powiększenia deficytu. Wydarzenia te poprzedziły masowe demonstracje i manifestacje uliczne.

„Gazeta Wyborcza”, zachowująca rezerwę wobec brazylijskiej prezydent, skomentowała jej odsunięcie następująco:

„Jak na żenujące standardy panujące w brazylijskiej polityce przewiny Dilmy – jak potocznie zwą ją rodacy – są bardzo niewielkie. Zarzuca się jej oszustwa księgowe, które miały na celu ukrycie prawdziwego deficytu budżetowego w latach 2014-15. Jak twierdzą krytycy, lewicowa pani prezydent chciała, by dziura wydawała się mniejsza, niż była w rzeczywistości, ponieważ postanowiła – pomimo recesji gospodarczej – kontynuować kosztowne programy pomocy socjalnej. Zatem nawet jeśli istotnie dokonała cudu księgowego, to nie osiągnęła osobistych korzyści. Przynajmniej na razie nikt jej tego nie zarzuca.

Parlamentarzyści, którzy ją potępiają, raczej nie są tak bezinteresowni. W kwietniu izba niższa głosowała za odsunięciem Dilmy z urzędu – 367 posłów było za, 136 przeciw. Jak wyliczył brazylijski magazyn „Piauí”, spośród 513 deputowanych, którzy głosowali, 299 postawiono zarzuty prokuratorskie bądź toczą się przeciwko nim śledztwa czy procesy sądowe. Ze wszystkich afer korupcyjnych najgłośniejsza dotyczy Petrobrasu, państwowego koncernu naftowego. Różne prywatne firmy masowo przekupywały polityków w nadziei, że w ten sposób załatwią sobie kontrakty i intratne zlecenia. W gronie podejrzanych jest nawet przewodniczący izby niższej Eduardo Cunha, jeden z najbardziej zaciekłych wrogów prezydent”[1].

Kryzys polityczny w największym kraju Ameryki Łacińskiej ma wszelkie znamiona „kolorowej rewolucji”. Chociaż nie otrzymała ona żadnej nazwy, nie ulega wątpliwości, że jest to „kolorowa rewolucja”. Kryzys ten – zapoczątkowany wielotygodniowymi manifestacjami ulicznymi – doprowadził bowiem do zmiany władzy, która nie cieszyła się sympatią międzynarodowej oligarchii finansowej i jej politycznej ekspozytury w Waszyngtonie.

Jeśli zadamy pytanie, kto skorzystał na odsunięciu prezydent Rousseff, to odpowiedź musi brzmieć, że właśnie ponadnarodowe korporacje i światowa finansjera oraz USA. Bynajmniej nie skorzystało na tym natomiast społeczeństwo Brazylii, dla którego obalenie Rousseff oznacza w dłuższej perspektywie odejście od dotychczasowej polityki społeczno-gospodarczej, wspierającej biedniejsze warstwy społeczne.

„Kolorowa rewolucja” jako typ przewrotu politycznego charakteryzuje się przede wszystkim tym, że jest kierowana z zewnątrz, nie głosi żadnego pozytywnego programu społeczno-politycznego, swe prawdziwe cele ukrywa pod hasłami walki o demokrację, a do jej przeprowadzenia wykorzystuje się realne niezadowolenie i konflikty społeczno-polityczne występujące w danym kraju. Jako detonatora protestów społecznych używa się najczęściej zarzutu fałszowania wyborów, łamania demokracji lub uwikłania władzy w korupcję i afery.

Nieodłącznym elementem „kolorowej rewolucji” jest również to, co Marek Waldenberg nazwał „wojną medialną”. Media nie tylko kreują przekaz propagandowy, ale bezpośrednio wpływają na przebieg konfliktu, np. poprzez nagłaśnianie fałszywego i jednostronnego obrazu wydarzeń, czy torpedowanie możliwości dojścia stron do kompromisu[2]. Z tym wszystkim mieliśmy do czynienia także podczas kryzysu politycznego w Brazylii.

Afera Petrobrasu

Jak wspomniano wyżej, Rousseff formalnie zarzucono nadużycie władzy polegające na ukryciu rzeczywistego deficytu budżetowego w latach 2014-2015 po to, by można było kontynuować programy socjalne.

Detonatorem całego kryzysu stała się jednak tzw. afera Petrobrasu. Korupcja jest w Brazylii chlebem powszednim, ale afera ujawniona pod koniec 2014 roku przerosła w tej mierze wszystko, co było dotychczas. 23 prezesów i menedżerów państwowego monopolu naftowego Petrobras oraz dziewięciu wielkich koncernów było od 2006 roku uwikłanych w sieć korupcyjnych powiązań.

Z zawyżanych kontraktów wyprowadzali (kradli) ogromne sumy na prywatne konta oraz do partyjnych kas rządzącej centrolewicowej Partii Pracujących (PT) i opozycyjnej Partii Socjaldemokratycznej Brazylii (PSDB, wbrew nazwie jest to neoliberalna partia centroprawicowa). Afera stała się tym bardziej bulwersująca, że korupcyjna sieć działała w czasie, gdy prezesem rady dyrektorów Petrobrasu była późniejsza prezydent Dilma Rousseff (lata 2003-2010)[3]. Zaprzeczyła ona, że posiadała wiedzę na temat korupcyjnej ośmiornicy, ale jej autorytet w społeczeństwie został nadszarpnięty.

Rousseff nie została objęta dochodzeniem prokuratorskim, ale to na niej skupił się gniew uczestników protestów ulicznych, które miały miejsce w pierwszych miesiącach 2016 roku. Bezpośrednią przyczyną protestów była jednak pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju. Afera Petrobrasu i tzw. kreatywna księgowość administracji prezydenckiej stanowiły elementy uzupełniające obraz sytuacji kryzysowej.

Wówczas opozycja przeszła do ataku. Inicjatorem wszczęcia procedury impeachment wobec Rousseff był przewodniczący Izby Reprezentantów Eduardo Cunha. Problem w tym, że ciążą na nim podejrzenia o udział w aferze Petrobrasu, podobnie jak na kilku członkach komisji parlamentarnej, która zajmowała się wnioskiem o usunięcie Rousseff ze stanowiska. Nie można wykluczyć, że usunięcie Rousseff z urzędu miało na celu niedopuszczenie do wyjaśnienia przez nią afery Petrobrasu i ukarania winnych (co zadeklarowała) i że za protestami ulicznymi stały te same osoby i siły polityczne, które wszczęły wobec Rousseff procedurę impeachment.

Dziennikarka TVN-24 Katarzyna Guzik zauważyła, że „dziennik „Correio Braziliense” opublikował zdjęcie, które zrobiło furorę w mediach społecznościowych. Widać na nim wybierającą się na protest parę młodych białych Brazylijczyków, za którymi kroczy ciemnoskóra niania pchająca wózek z ich córeczką. Dla niektórych ta fotografia stała się dowodem na to, że w demonstracjach biorą udział przedstawiciele wyższej klasy średniej, którzy nie chcą się dzielić swoim nagromadzonym bogactwem. (…)

Brazylijska klasa średnia systematycznie się powiększa, bieda i nierówności społeczne pozostają poważnym problemem. Wiele osób wciąż ma w pamięci, że to właśnie Lula zrobił najwięcej, by tę sytuację zmienić, a za czasów rządów jego i Rousseff rzeszom obywateli przywrócona została godność i podmiotowość. Zdaniem ich obrońców uprzywilejowana, w większości biała część społeczeństwa o poglądach liberalnych i prawicowych wykorzystuje skandal w Petrobras, by odsunąć od władzy nielubianych przywódców i przejąć władzę”[4].

Sama Rousseff skomentowała usunięcie jej z urzędu krótko: „zostałam ukarana za zbrodnię, której nie popełniłam” i określiła przeprowadzoną procedurę impeachment jako „zamach stanu”[5]. Ma w tym niemało racji. Jej następcą jako p.o. prezydenta został Michel Temer – lider liberalnej Partii Ruchu Demokratycznego Brazylii (PMDB), powiązany z brazylijskim wielkim kapitałem agrarnym.

Według serwisu WikiLeaks był on od 2006 roku informatorem ambasady USA w Brazylii[6]. Temer cieszy się poparciem sondażowym w wielkości 2 proc., a ze względu na ciążące na nim zarzuty korupcji miał zakaz kandydowania w wyborach do jakiejkolwiek funkcji publicznej. Został tymczasowym prezydentem, ponieważ był dotychczasowym wiceprezydentem. A był nim tylko dlatego, że PMDB weszła w 2014 roku w koalicję z PT, ale potem z tej koalicji wystąpiła i stała się wrogiem numer jeden dla rządu Rousseff.

Przejęcie prezydentury przez Temera oznacza odejście Brazylii od dotychczasowej polityki społecznej, wspierającej uboższe warstwy, oraz emancypacyjnej i antyamerykańskiej linii w polityce zagranicznej. W nowym gabinecie znaleźli się wyłącznie neoliberałowie, którzy nawet nie ukrywają, że reprezentują interesy rodzimej oligarchii i międzynarodowych, głównie amerykańskich korporacji, spoglądających z pożądaniem na brazylijskie zasoby, które niebawem zostaną poddane „prywatyzacji”.

Siedmiu nowych ministrów ma zarzuty korupcyjne. Neoliberalna prawica zyskała dzięki wykorzystaniu sytuacji kryzysowej możliwość utworzenia rządu, który ze swoim programem drakońskich cieć budżetowych i wyprzedaży państwowych aktywów (m.in. ziemi amerykańskim korporacjom) nie miałby w Brazylii najmniejszych szans na zdobycie władzy w wyborach demokratycznych.

Polityczna uczennica Luli

Luiz Inácio Lula da Silva – współtwórca Partii Pracujących, prezydent Brazylii w latach 2003-2011, jedna z najważniejszych postaci współczesnej Ameryki Łacińskiej – może zostać śmiało określony mianem politycznego wychowawcy Dilmy Rousseff. Ameryka Łacińska po przejściu koszmaru proamerykańskich dyktatur wojskowych w latach 60. i 70. XX wieku oraz neoliberalnej „terapii szokowej” w latach 80. i 90. XX wieku, nieoczekiwanie weszła z początkiem XXI stulecia w okres emancypacji politycznej i ekonomicznej od potężnego mocarstwa z Północy.

Emancypacji tej dokonały narodowo-lewicowe ruchy polityczne, odwołujące się do różnych nurtów lewicowości: marksizmu, socjaldemokracji, boliwarianizmu, lewicy chrześcijańskiej i teologii wyzwolenia, ale także do nacjonalizmu. Ich wspólnym mianownikiem był silny antyamerykanizm, odrzucenie neoliberalizmu oraz dążenie do szukania i budowania „trzeciej drogi”. Najbardziej radykalne oblicze przemiany te przyjęły w Wenezueli (Hugo Chávez), Brazylii (Lula da Silva) i Boliwii (Evo Morales). Mniej radykalny przebieg miały w Argentynie, Chile, Urugwaju, Peru, Ekwadorze, Salwadorze, Nikaragui i Hondurasie.

Dilma Rousseff jest córką Petyra Rusewa – działacza Bułgarskiej Partii Komunistycznej – który po przyjeździe do Brazylii w latach 30. XX wieku zmienił personalia na Pedro Rousseff i został drobnym przedsiębiorcą.

W okresie dyktatury wojskowej (1964-1985) Dilma Rousseff brała udział w zbrojnym lewicowym ruchu oporu (Oddziały Wyzwolenia Narodowego). W latach 1970-1972 była z tego powodu więziona i torturowana. Legalną działalność polityczną rozpoczęła w latach 80. XX wieku, stając się z biegiem czasu znanym politykiem PT i bliską współpracowniczką Luli da Silvy. W jego gabinecie była początkowo ministrem górnictwa i energii, a od 2005 roku szefem kancelarii prezydenta.

Ze wsparciem Luli wygrała też wybory prezydenckie w 2010 i 2014 roku. Swojemu politycznemu mentorowi odwdzięczyła się, kiedy w marcu 2016 roku wszczęto przeciwko Luli da Silvie śledztwo w związku z aferą w koncernie Petrobras[7]. Zaoferowała mu wówczas stanowisko ministra stanu oraz szefa swojej kancelarii, by mógł znaleźć się pod ochroną immunitetu.

Rozmowa telefoniczna w tej sprawie pomiędzy nią a byłym prezydentem została nieoczekiwanie ujawniona przez media i odpowiednio przedstawiona opinii publicznej. Media – szczególnie prywatne – wyszły tutaj poza rolę informacyjną i stały się kreatorem kryzysu politycznego („kolorowej rewolucji”). Wspierany przez te media lider opozycyjnej PSDB Silvio Torres zarzucił władzom, że mianowanie Luli jest łamaniem prawa i narzędziem walki z demokracją, a na ulicach natychmiast znalazły się setki tysięcy manifestantów[8]. Uruchomiony został bieg wypadków, który doprowadził do usunięcia prezydent Rousseff ze stanowiska.

Nazwanie tych wydarzeń „kolorową rewolucją” lub „zamachem stanu” wydaje się zatem w pełni uprawnione. Sam impeachment jest bezpodstawny, ponieważ Rousseff nie udowodniono żadnego z przestępstw, które konstytucja Brazylii wymienia jako możliwe powody odsunięcia urzędującego prezydenta od władzy. Był to najzwyklejszy spisek opozycji, która zdołała zabezpieczyć wystarczającą liczbę głosów w parlamencie.

Udało się jej to dlatego, że znaczna część brazylijskiej „klasy politycznej” była uwikłana w aferę Petrobrasu znacznie poważniej niż Rousseff i Lula, a obalenie Rousseff pozwoliło zniweczyć zainicjowane przez nią wielkie śledztwo antykorupcyjne pod kryptonimem „Lava Jato”. Ewentualny sukces tego śledztwa groził więzieniem setkom brazylijskich polityków wszystkich opcji.

Rzeczywistą przyczyną upadku lewicowej prezydent Brazylii nie była jednak wcale afera Petrobrasu, ani zarzucane jej ukrywanie deficytu budżetowego. Przyczyną był narastający kryzys gospodarczy, który coraz bardziej podkopywał fundamenty państwa socjalnego[9].

Do załamania państwa socjalnego doszło nie tylko w Brazylii, ale przede wszystkim w Wenezueli – liderce narodowo-lewicowej emancypacji Ameryki Łacińskiej u progu XXI wieku. Stało się tak na skutek gwałtownego spadku cen ropy naftowej. Największym mankamentem państwa socjalnego w Brazylii oraz „socjalizmu XXI wieku” w Wenezueli było bowiem to, że atrakcyjne dla warstw uboższych, rozbudowane programy socjalne oparto na dochodach ze sprzedaży ropy naftowej. Z chwilą załamania się cen ropy załamał się „socjalizm XXI wieku” w Wenezueli i stało się to jeszcze przed śmiercią Hugo Cháveza w marcu 2013 roku. Jego następca – Nicolás Maduro – nie był w stanie powstrzymać bankructwa państwa, co zaowocowało utratą władzy przez chavistów w grudniu 2015 roku. Załamanie gospodarcze w Brazylii nie było tak głębokie jak w Wenezueli, ale i tak doprowadziło w konsekwencji do kryzysu politycznego.

Rodzi się pytanie jak duży wpływ na spadek cen ropy naftowej miały działania międzynarodowych korporacji oraz mocarstwa z Północy? Nie ulega bowiem wątpliwości, że spadek cen ropy uderzył w gospodarki krajów, które na dochodach z przemysłu naftowego opierają zwłaszcza swoją politykę społeczną (Brazylia, Wenezuela, Rosja). Kraje te są postrzegane przez USA jako geopolityczni przeciwnicy, co daje podstawę do podejrzeń, że za spadkiem cen ropy nie stała tylko sama „niewidzialna ręka rynku”.

Lewicowy publicysta Jarosław Pietrzak uznał za główną przyczynę obalenia Rousseff to, że wypracowana przez Lulę da Silvę filozofia rządzenia „sprowadzała się do wprowadzania umiarkowanie postępowych reform i programów społecznych na tyle, na ile to możliwe bez konfrontacji z najpotężniejszymi rodzinami Brazylii i uderzania w interesy oligarchów.

Opierała się na wierze, że można (stopniowo) rozwiązać problem biedy, nie rozwiązując problemu bogactwa. Oczywiście, że nie można. Lula potrafił takim układem w miarę skutecznie zarządzać nie tylko dlatego, że ma ogromny talent polityczny (który rzeczywiście posiada; drugą kadencję zamknął z 85-procentowym poparciem społecznym). Także dlatego, że z jego rządami zbiegła się wspaniała międzynarodowa koniunktura na brazylijskie surowce i politykę umiarkowanej redystrybucji dało się finansować ze wzrostu gospodarczego i z bonanzy eksportowej, nie odbierając nic obscenicznie bogatym brazylijskim elitom.

Koniunktura ta to już jednak pieśń przeszłości, a Brazylię dosięgły w końcu skutki światowego kryzysu. Oligarchiczne brazylijskie elity, których władzy i stopnia przywileju kilkanaście lat rządów PT nie próbowało nawet ograniczyć, postanowiły teraz tę władzę wykorzystać, żeby obalić rząd i za pomocą neoliberalnych reform przerzucić na biedniejszą większość Brazylijczyków koszty kryzysu ekonomicznego.

Błędy i zaniechania, jeśli chodzi o politykę „nieruszania” oligarchów, widać szczególnie jaskrawo na przykładzie wielkich mediów. W Brazylii wszystkie one są prywatne i znajdują się w rękach właściwie pięciu rodzin (są też mniej lub bardziej prawicowe), a telewizyjna korporacja Globo jest prawdziwą potęgą i ma tradycję popierania prawicowej dyktatury, która rozpoczęła się zamachem stanu 1964 roku. PT nigdy nie odważyła się rozbić tych gigantów, które teraz były aktywnym uczestnikiem gry o obalenie Rousseff”[10].

Jest w tej opinii sporo prawdy. Próba trwałego wprowadzenia konsensusu, polegającego na godzeniu korzystnej dla biedniejszej części społeczeństwa redystrybucji dochodu narodowego z respektowaniem interesów rodzimej oligarchii, nie mogła wytrzymać sytuacji kryzysowej. Pytanie tylko czy PT mogła prowadzić politykę uderzającą bezpośrednio w materialną pozycję brazylijskiej oligarchii i amerykańskiego biznesu bez narażania się na otwarty konflikt Brazylii z mocarstwem z Północy?

Czyszczenie przedpola?

Wraz z upadkiem politycznej uczennicy Luli da Silvy i tymczasowym objęciem prezydentury przez Temera do władzy w Brazylii doszli neoliberałowie, reprezentujący tradycję polityczną całkowicie przeciwną tej, której wyrazicielami byli Lula i Rousseff.

Tradycję tę najpełniej wyraził marszałek Humberto de Alencar Castelo Branco, który po przewrocie wojskowym z 31 marca 1964 roku powiedział, że „co jest dobre dla Stanów Zjednoczonych, jest dobre dla Brazylii”. Jest to tradycja miejscowej oligarchii, mającej oparcie głównie w wielkiej własności ziemskiej i powiązanej siecią zależności z amerykańskim kapitałem, która dla obrony własnych interesów jest gotowa uzgadniać priorytety polityki brazylijskiej z interesami Białego Domu oraz połączyć swoje siły z amerykańskimi korporacjami w dziele grabieży Brazylii z jej zasobów.

Zmiana władzy w Brazylii wpłynie na kształt świata w najbliższych latach. Jest to bowiem piąty najludniejszy kraj globu (207,8 mln mieszkańców), który przez kilkanaście lat rządów PT był jednym z najaktywniejszych podmiotów na arenie międzynarodowej. W 2003 roku Brazylia pomogła stworzyć G-20 i zorganizować szczyt IBSA (Indie-Brazylia-Afryka Południowa). W 2004 roku odegrała aktywną rolę w utworzeniu MINUSTAH (Misji Stabilizacyjnej Narodów Zjednoczonych na Haiti). Wraz z Indiami, Niemcami i Japonią utworzyła G-4, mającą na celu reformą Rady Bezpieczeństwa ONZ. W 2005 roku współorganizowała pierwszy Szczyt Państw Południowoamerykańskich i Arabskich.

W 2006 roku współtworzyła Strukturalny Fundusz Konwergencyjny Mercosur, funkcjonujący jako fundusz transferów gotówkowych z Brazylii i Argentyny na wspieranie rozwoju mniejszych krajów, takich jak Paragwaj czy Urugwaj. W tym samym roku miał też miejsce pierwszy Szczyt Południowoamerykańsko-Afrykański. W 2007 roku Brazylia uczestniczyła w powołaniu Banco del Sur (Bank Południa) i zawarła strategiczne porozumienie z Unią Europejską. W 2008 roku podpisała Traktat Założycielski UNASUR (Unia Narodów Południowoamerykańskich).

W 2009 roku Brazylia zawarła porozumienia handlowe z Indiami, co wkrótce stało się podstawą zinstytucjonalizowania sojuszu BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA). Brazylia zawarła też strategiczny sojusz z Francją, którego częścią jest daleko posunięta współpraca wojskowa. W 2010 roku miał miejsce pierwszy szczyt Ameryki Łacińskiej i Karaibów, w którym nie wzięły udziału USA, co pozwoliło na powołanie Wspólnoty Państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów (CELAC), w czym dyplomacja brazylijska miała znaczący udział.

W okresie rządów Luli i Rousseff Brazylia stała się jedną z głównych sił na świecie stawiających opór Imperium Północnoamerykańskiemu. Wraz z innymi narodowo-lewicowymi rządami Ameryki Łacińskiej Brazylia odmówiła udziału w amerykańskiej „wojnie z terroryzmem” oraz krytykowała eskalację przemocy w stosunkach międzynarodowych. Swoim potencjałem militarnym chroniła też narodowo-lewicowe rządy w sąsiednich krajach przed realnym niebezpieczeństwem amerykańskich „interwencji”.

Jeśli neoliberalna prawica po obaleniu Rousseff utrzyma władzę w Brazylii, to kraj o tak ogromnym znaczeniu dołączy do grona bezkrytycznych sojuszników i wielbicieli USA, które ponadto odzyskają swobodę kształtowania całego regionu zgodnie z własnymi interesami. Ma to miejsce w momencie coraz większej nieprzewidywalności zawsze agresywnej polityki amerykańskiej.

Prawdopodobnie nie jest przypadkiem, że ambasadorem USA w Brazylii od 2013 roku jest Liliana Ayalde, ta sama, która kierowała ambasadą USA w Paragwaju, kiedy w identyczny sposób jak w Brazylii opozycja usunęła 22 czerwca 2012 roku tamtejszego prezydenta Fernando Lugo – równie niemile widzianego w Waszyngtonie jak Dilma Rousseff[11]. Nawet jeżeli nie da się dostrzec bezpośrednio udziału USA w brazylijskiej „kolorowej rewolucji”, to można się go domyśleć.

Nie jest przecież tajemnicą, że USA przygotowują się do geopolitycznej konfrontacji (możliwe, że zbrojnej) z Chinami, które są drugą, a mają ambicję stać się pierwszą gospodarką świata.

Amerykańska geopolityka dzieli Eurazję („Wyspę Świata”) na Rimland (Obrzeża Lądu) i Heartland (Serce Lądu). Utrzymanie amerykańskiej dominacji politycznej i gospodarczej w świecie wymaga kontroli Rimlandu (Europa Zachodnia, Bliski Wschód, Azja Południowo-Wschodnia) i odpychania od niego mocarstw z Heartlandu (Rosja, Chiny).

Wyeliminowanie lub zneutralizowanie Rosji ma dla Waszyngtonu znaczenie o tyle, że jest ona sojusznikiem Chin. Z kolei głównymi sojusznikami Rosji i Chin w Ameryce Łacińskiej – a więc na obszarze zawsze uważanym przez USA za ich bezpośrednie zaplecze i wyłączną strefę wpływu – są Wenezuela i Brazylia. Z tej roli właśnie wypadły. Wenezuela na skutek wyniszczającego kryzysu gospodarczego i utraty władzy przez chavistów, a Brazylia w wyniku obalenia prezydent Rousseff.

Brazylię od dawna otaczał cały kordon amerykańskich baz wojskowych, rozlokowanych na Karaibach, w Kolumbii i Peru. Rządy PT były w Waszyngtonie postrzegane – czego nie ukrywano – jako zagrożenie dla neoliberalnego kursu i globalnego porządku określanego jako Pax Americana. Nagłe i bezpardonowe obalenie Dilmy Rousseff oznacza, że USA przystąpiły do rozbijania BRICS, a więc do czyszczenia przedpola przed konfrontacją z Chinami i Rosją.

[1] M. Zawadzki, Brazylia detronizuje prezydent Dilmę Rosusself, http://www.wyborcza.pl, 11.05.2016.
[2] R. Starosielec, Mechanizmy i istota „kolorowych rewolucji”, „Polityka Polska” nr 2 (10), Warszawa 2016, s. 75-78; M. Waldenberg, Rozbicie Jugosławii. Jugosłowiańskie lustro międzynarodowej polityki, t. I, Warszawa 2005, s. 186-193.
[3] M. Stasiński, Brazylią wstrząsa gigantyczna afera korupcyjna, http://www.wyborcza.pl, 20.11.2014.
[4] K. Guzik, Skandal stulecia zaczął się od myjni samochodowej, http://www.tvn24.pl, dostęp 11.06.2016.
[5] Prezydent Brazylii oficjalnie zawieszona w obowiązkach. Dilma Rousseff: To zamach stanu, http://www.wiadomosci.dziennik.pl, 12.05.2016.
[6] J. Pietrzak, Michel Temer i Waszyngton, http://www.jaroslawpietrzak.com, dostęp 11.06.2016.
[7] Były prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva aresztowany, http://www.rp.pl, 4.03.2016.
[8] J. Majewski, Czarne chmury zawisły nad Brazylią, http://www.pl.blastingnews.com, 22.03.2016.
[9] Polityczne trzęsienie ziemi w Brazylii, http://www.polskieradio.pl, Polskie Radio 24, 1.04.2016.
[10] J. Pietrzak, Zamach stanu, http://www.jaroslawpietrzak.com, dostęp 11.06.2016.
[11] Imperial Desings? Current US Ambassador to Brazil Served in Paraguay Prior to 2012 Coup, http://www.telesurtv.net, 14.05.2016.

Bohdan Piętka
http://konserwatyzm.pl

Komentarzy 9 to “„Kolorowa rewolucja” w Brazylii (obalenie Prezydent Dilmy Rouseff w interesie Amerykanów i wielkich plantatorów?)”

  1. Dictum said

    Kolorowa rewolucja (chwilowo bez koloru) to nowy rodzaj brazylijskiego karnawału, kolejne burzenie porządku i spokoju. Te potwory nie spoczną, dopóki nie wezmą wszystkiego. Tylko Boży cud uratuje ten świat, innego sposobu nie ma!

    Gospodarka Brazylii – siódma gospodarka świata i największa gospodarka w Ameryce Południowej. Jest zaliczana do rynków wschodzących i – według niektórych analiz – może w przyszłości stać się czwartą co do wielkości gospodarką świata, po Chinach, Indiach i Stanach Zjednoczonych.
    Brazylia jest krajem intensywnie eksploatującym wiele złóż: ropy naftowej, gazu ziemnego, rud żelaza (2. miejsce na świecie), węgla kamiennego, boksytów (4. miejsce), manganu (2. miejsce), cyny (3. miejsce), cyrkonu, rud niobu, fosforytów, cynku, ołowiu, niklu, chromu, siarki, miedzi, uranu, soli kamiennej oraz kamieni szlachetnych i półszlachetnych: diamentów, topazów, ametystów, opali, szmaragdów (2. miejsce), akwamaryny i złota.
    Brazylia od lat zajmuje pierwsze miejsce na świecie w uprawie kawy, trzciny cukrowej, bananów, fasoli, ryżu, tytoniu, pszenicy, słonecznika, bawełny, buraków cukrowych i agawy sizalskiej, a także roślin oleistych (soja) oraz pomarańcze, papai, ananasów, awokado, winorośli i warzyw. Jest również czołowym producentem soi (2. miejsce na świecie), kakaowca (2. miejsce), kukurydzy (3. miejsce), manioku (2. miejsce) i owoców cytrusowych (4. miejsce). Jest także czołowym krajem hodowli bydła (2. miejsce w świecie) oraz chowu trzody chlewnej (4. miejsce).

  2. aa said

    mozliwe ,ze tez to kara Boza za budowe potwora zwanego 3 swiatynia jerozolimska i bluzniercze „modly” tamze.. Powaznie -oczywiscie chodzi od podkopanie sojuszu gospodarczego-Rosja-Chiny. Szkoda ze Rosja nie szuka sposobu aby odplacac „pieknym za nadobne”. To skonczy sie zle

  3. NC said

    To demontaż BRICS, w czym pomogła sama nieprawdopodobnie skorumpowana brazylijska klasa rządząca.
    A sama bułgarska Żydówka Rouseff z lewicowymi ideami równości itd. też jest w tek korupcji umoczona.
    Socjalistyczne mzronki o urawniłowce zawsze kończą sie katastrofą.

  4. Maćko said

    3. NC – ma Pan na pewno racje. Moze marionetka Dilma miala takich „dobrych ” doradców zydowskich jak Gierek?
    Pare lat temu podwyzszyli ceny transportu publicznego , na pozór tylko nieznacznie, gdyz zarabiajacy minimum tracil 10% sily nabywczej. Czyli jakies 80% Brazylijczyków odczulo to bardzo bolesnie.

  5. Boydar said

    „… doradców /…/ jak Gierek …”

    A komu to Gierek doradzał ???

  6. Macko said

    5. B – Takich jakich Gierek mial… czemu ten Murphy ma zawsze racje?

  7. NICK said

    Pisałem. Drzewiej.
    BRICK’s.
    Another brick.
    Wszystko to jest znane. Wypowiedziane. Na różne sposoby.
    Dam, znowuż bez kropki. Ponieważ większość, chętnie, sobie przypomni:

  8. NICK said

    Najhooojowszym przedstawieniem, w czasach nowożytnych, było „burzenie” Muru. Berlińskiego.
    Stop.

  9. W Brazylii trwa już sprzątanie.

    Pora na RPA, Iran, Wenezuelę i część ,,klasy politycznej” Argentyny. Indonezja już dogorywa.

Sorry, the comment form is closed at this time.