Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Trzy argumenty przeciw koedukacji

Posted by Marucha w dniu 2016-06-30 (czwartek)

Postulat koedukacji jest dziś niemal powszechnie realizowany. Wiele osób jest wręcz przeświadczonych, że klasy składające się z dziewcząt i chłopców istniały „od zawsze”, a tworzenie osobnych szkół dla obu płci to niezrozumiały ekscentryzm.

Nic bardziej mylnego: pierwsze szkoły koedukacyjne powstały dopiero w XIX w., przy czym koncepcja wspólnego nauczania dziewcząt i chłopców stała się edukacyjną normą nie wcześniej niż w drugiej połowie XX w.

Bohater Ferdydurke Gombrowicza – nawiasem mówiąc, absolwenta gimnazjum męskiego im. św. Stanisława Kostki w Warszawie – zapewne nie byłby w stanie wyobrazić sobie wspólnej nauki z dziewczynami…

Zaznaczmy więc: przez całe stulecia standardem w oświacie była edukacja zróżnicowana, czyli stawiająca na odrębne nauczanie obu płci. Zakłada ona, że chłopcy i dziewczęta rozwijają się i dojrzewają w innym tempie – zarówno pod względem umysłowym i emocjonalnym, jak i fizycznym.

Obranie takiego punktu wyjścia ma zresztą całkowite uzasadnienie w biologicznych faktach: dziewczynki osiągają dojrzałość intelektualną i psychiczną kilka lat wcześniej niż chłopcy (w literaturze naukowej mówi się o różnicy od 2 do nawet 6 lat), co oznacza, że przeciętna 13- czy 16-latka jest o wiele bardziej „dorosła” i poważna niż jej kolega z klasy.

Drugim fundamentem edukacji zróżnicowanej jest pogląd mówiący o odmiennych predyspozycjach intelektualnych kobiet i mężczyzn. O tym, że dziewczynki mniej chętnie (i z mniejszym powodzeniem) zabierają się do fizyki, matematyki, historii i WF-u niż np. do plastyki, muzyki bądź języków obcych, można naocznie przekonać się w każdej szkole.

Trzecią koncepcją stanowiącą podstawę edukacji zróżnicowanej jest rozróżnienie metod pedagogicznych, które byłyby najbardziej korzystne dla obu płci. Uczennice łatwiej przyswajają bowiem wiedzę przez współdziałanie (ze sobą i z pedagogiem), są bardziej nastawione na zdobywanie dobrych ocen i pochwały, podczas gdy motorem rozwoju umysłowego chłopców jest rywalizacja z innymi chłopcami (konkurowanie z dziewczynami czy podlizywanie się nauczycielkom dla oceny uważane jest przez nich za kompromitujące) oraz, w wielu przypadkach, bunt wobec dydaktycznego autorytetu.

Te trzy założenia – mające oparcie w twardych faktach – cementowane są ponadto zasadnym argumentem, że osobne uczenie się chłopców i dziewcząt sprzyja koncentracji uczniów i uczennic na zdobywaniu wiedzy, a nie na kokietowaniu płci przeciwnej.

Ale to nie wszystko. Są i inne ważne względy, które w 2008 r. wyłożył w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” Józef Maria Barnils, prezes Europejskiego Stowarzyszenia na Rzecz Edukacji Zróżnicowanej (EASSE).

„Do dziewcząt powinno się zwracać melodyjniej, cichszym głosem, częściej używając imion. Do chłopców powinno się mówić głośniej, bardziej stanowczo i konkretnie. Polecenia powinny być krótsze, a artykulacja wyrazista. Gdyby zwracać się tak do dziewczynek, większość bałaby się nauczyciela. Chłopcom to nie przeszkadza. Są bardziej skupieni, wynoszą z lekcji więcej. Kolejna rzecz: naturalne odczuwanie ciepła. Udowodniono, że dziewczęta powinny uczyć się w temperaturze wyższej niż chłopcy. Przy temperaturze 21 stopni dziewczęta marzną i są rozkojarzone, a optymalne ciepło dla nich to ok. 24 stopnie. Chłopcy przy tak wysokiej temperaturze zasypiają i nie potrafią się skupić. Nie da się w jednej klasie uzyskać dwóch temperatur”.

Choć wyżej wymienione, podważające sensowność koedukacji racje są dziś w najlepszym razie przez postępowców bagatelizowane (w najgorszym: wyszydzane lub zwalczane) – żaden z nich nie ma ochoty zauważyć, że jaskrawą pozostałością po osobnych szkołach dla dziewczyn i chłopców są dziś lekcje wychowania fizycznego.

W związku z tym codziennie w niemal każdej szkole publicznej w Europie dochodzi do paradoksu: za naturalne uważa się, że na WF-ie chłopcy grają w piłkę nożną sami z sobą, a nie w mieszanych składach z dziewczętami (i dzięki temu osiągają w tym przedmiocie lepsze rezultaty) – a jednocześnie „oczywistością” jest, że ci sami uczniowie i uczennice wspólnie uczą się fizyki, choć większość nastolatek interesuje się termodynamiką i energią kinetyczną tak samo jak futbolem, czyli wcale.

Co ciekawe, z badań podawanych przez dr. Artura Góreckiego wynika, że dziewczęta w klasach koedukacyjnych tracą na tym, że nauczyciele znaczną część swojego zaangażowania kierują na dyscyplinowanie chłopców, gdyż ci z powodu dostosowania metod nauczania do potrzeb uczennic częściej nudzą się podczas zajęć.

Magdalena Żuraw
http://www.pch24.pl

Odpowiedzi: 23 to “Trzy argumenty przeciw koedukacji”

  1. ojojoj said

    Jak nawet w kosciele na mszy posoborowej wszyscy stoja (a raczej siedza) wymieszani miedzy soba, to dlaczego ma byc inaczej w swieckiej szkole?

  2. Isia said

    … przytoczone w artykule argumenty przeciw koedukacji są, moim zdaniem, popartym własnym doświadczeniem, racjonalne i sensowne ( zresztą, do dziś istnieją odrębne szkoły, klasy, dla dziewcząt i chłopców … ) … w szkole podstawowej byłam w klasie koedukacyjnej, ale w liceum „wylądowałam” w tzw. „babińcu”… z powodu większej ilości dziewcząt przyjętych tego roku do szkoły i profilu klasy, obejmującego m.in. języki angielski i łaciński ( nie każdy chciał uczyć się „łaciny” … ) … jeśli mogę pozwolić sobie na osobiste wspomnienia … mieliśmy świetną „łacinniczkę” Panią Prof. Oberon … pamiętam, jak wchodziła do klasy i witała nas słowami … salvete puellae … a my wstawałyśmy i odpowiadałyśmy … salve magistra …

  3. ; said

    U nas w technikum Chemicznym (1964) w klasie było czterdziestu pięciu byków.

    (łolaboga…)

  4. Adam Ryglowski said

    Ojojoj – w szkole pani nauczycielka przesadzała dzieciska (znam to z autopsji) parami – dziewczynka i chłopczyk .
    Było to arcywygodne dla „ciała” pedagogicznego , ale dla nas, gomółkowskich szczunów – już niekoniecznie .

    A w kościele „jaki pan , taki kram” – i Vice Versa .
    🙂
    …..
    …..
    ….
    Złośliwie przypominam , że kościołem nie jest pleban , biskup , czy „jakiś tam biskup Rzymu” – tylko MY – wierzący i praktykujący katolicy.
    (amen)

  5. Marucha said

    Nie.
    Kościół to Mistycxne Ciało Chrystusa.

  6. Boydar said

    Ciurka, ciurka; już od jakiegoś czasu.

  7. michalk said

    Szkoly nie powinny byc koedukacyjne, bo takie zle ksztalca. W tym temacie zgadzam sie calkowicie z pogladem Mikkego, ktory twierdzi, ze taki system zostal wprowadzony w celu obnizenia poziomu nauczania. Nie wiem jakie maja odczucia i doswiadczenia ze szkola inni na Gajowce ale za moich czasow juz wyraznie bylo widac, ze szkola w obecnej formie jest jedynie strata czasu, bo co tak naprawde czlowiek z niej wyniosl procz czytania, pisania i liczenia do stu? Nie ma w kraju specjalistow w konkretnych zawodach (murarz, mechanik id), bo juz nikt takowych prwaie nie ksztalci. Za to jest cala masa idiotow po ‚uniwersytetach’. Ja tez takowym ‚produktem’ zostalem po skonczeniu ‚studiow’, dwudziestokilkuletnie dziecko bez jakiegokolwiek przygotowania nie tylko do pracy ale do zycia. Wszystkiego co sie przydaje trzeba bylo uczyc sie samemu.

  8. Boryna said

    Koedukacja to przesąd postępaków. Rzetelne badania dowodzą ,że szkoły osobne dla płci maja lepsze wyniki w nauczaniu i wychowaniu. Zob. S. Możdżeń : Fałszywe drogi wychowania, Sandomierz 2013

  9. Marucha said

    Re 7:
    Zadaniem żadnej chyba szkoły nie jest nauczenie młodego człowieka wszystkiego, co powinien umieć w konkretnym zawodzie – tak, aby z marszu był gotów podjąć pracę.
    Szkoła, czy uniwersytet mają przede wszystkim dać szeroką i stabilną bazę wiedzy, która da absolwentowi odpowiedni aparat pojęciowy do dalszego kształcenia się – na kursach zawodowych, w przedsiębiorstwach, w instytutach naukowych itd.

    Szkoły powinny uczyć, jak się dalej uczyć.

  10. Aguirre said

    Kłania się edukacja klasyczna:
    http://www.edukacja-klasyczna.pl/

  11. Archer said

    @;

    To strasznie duża to była klasa jak 45 osób. Pewnie jak tyle was było w klasie, to krówki już nie było ani jednej.

  12. Putinistka said

    W szkole, w której miałam praktyki nauczycielskie miałam jedną klasę samych dziewcząt. Miały najlepsze wyniki. Jestem zwolenniczką oddzielnych szkoł dla chłopców i dziewcząt. Ponadto chłopcy wykazują się agresywnością, która jest naturalna, ale gdy obok nich są dziewczynki, nie tylko niewieścieją, ale same dziewczynki całkiem niechcący „obrywają”. Dziewczynki inaczej się uczy – chłopców inaczej. Gdy są wymieszani, dużo trudniej utrzymać dyscyplinę, a chłopcy nie mają jak się odstresować. To tak po krótce.

  13. ojojoj said

    Nie wiem czy ktos z was zauwazyl, ale mimo mieszanych klas (szczegolnie w podstawowce) jakos chlopcy i dziewczynki zawsze siedzieli oddzielnie – i to jeszcze w latach 80-ych. A wiec byl to odruch naturalny dzieci, bo nikt z nauczycieli nie ustalal kto ma gdzie siedziec. Ministry, pedagogi i inne uczeni z tytulem zamiast pisac kolejne prace dyplomowe czy inne bzdurne wypracowania powinni sobie usiasc na takiej lekcji w ostatnim rzedzie i sie najpierw poprzygladac na zachowanie uczniow.

  14. Boryna said

    Badania potwierdzają,że lepsze wyniki nauczania mają szkoły niekoedukacyjne. Tak było zawsze. Socjalistom to się nie podobało.

  15. Isia said

    Re: 11 … Pan Ojojoj … to prawda … w „podstawówce” wolałam siedzieć z koleżanką … ale rozsadzano nas … kierując się m.in. także wzrostem … niższe z przodu, wyższe z tyłu … co do dziś pamiętam … bo w którejś klasie ( chyba trzeciej, czwartej ) posadzono mnie w ostatniej ławce z kolegą … i z tego powodu byłam po dziecięcemu „nieszczęśliwa”…

  16. michalk said

    Re: 8
    Problem jest taki, ze nic co Pan napisal nie ma obecnie miejsca. Juz nawet sama wiedza teoretyczna zostala ograniczona (zwlaszcza w ogolniakach i nizej). Tak jest juz od lat. Mialem nauczycielskie praktyki ok 10 lat temu i powiem tylko tyle, ze poziom nauczania i wiedzy ucznow spadl znacznie w porownaniu nawet do lat 90. Nie chce nawet myslec jak jest teraz.

  17. Adam Ryglowski said

    Ad 5) W. Sz. Gospodarzu.
    Wie Pan , że w Zesłanie Ducha Św. ( 14 VI 2011) – Papież zapodał :
    „…Od początku Kościół jest jeden , katolicki i apostolski .
    Jest święty nie dzięki przymiotom jego członków , ale dzięki temu , że sam Bóg mocą swojego Ducha nieustannie go stwarza , oczyszcza i uświęca .”…

    …..
    Takiej prawdy nikt wcześniej nie zapodał ( z tego , co pamiętam).

    A że Kościół , to Mistyczne Ciało Chrystusa – to KANON.
    (katechizmu).
    ….
    A w ogóle to gadamy o SZKOLE I NAUCE !

    A szkoła się zacznie wtedy ,gdy :
    1- zero komór , PC , tabletów i innych ogłupiaczy na TERYTORIUM SZKOŁY
    2- NAUKA TYLKO NA TERYTORIUM SZKOŁY
    3 – ZERO – ZADAŃ DOMOWYCH ,WYPRACOWAŃ ET.C.
    4- Skuteczne zorganizowanie zajęć związanych z hobby , lub predyspozycjami MAŁEGO , ALE ( DAJ BOŻE) NIE WYKOLEJONEGO LUDZIA (!) -(wiem , że powinno być człowieka )
    5-…
    6->
    …….

  18. Isia said

    Re: 8 … Panie Gajowy … wszystko to prawda … ale, niestety, poziom nauki na wszystkich szczeblach nauczania jest, według mnie, zaniżany ( ze wszystkimi tego konsekwencjami … ) … powody … m.in. celowa polityka rządzących… temat jest szeroki… przywołam tu słowa nauczyciela akademickiego, pewnej pani profesor z politechniki, która na spotkaniu ( prywatnie ) ze swoimi dawnymi studentami powiedziała … że przychodzą teraz na studia takie „głąby”, którym się na dodatek nie chce uczyć … a ona musi ich przepuszczać, bo inaczej sama straciłaby pracę … wy chociaż chcieliście się uczyć …

  19. Powrót do osobnych szkół, lub na dobry początek do osobnych klas dla dziewcząt i chłopców, to zaledwie początek.

    Chodzi o powrót do EDUKACJI KLASYCZNEJ!

    Opiera się ona w szczególności na cnotach, których wymagano w starożytnym Rzymie od obywateli tego miasta, czyli między innymi na samodyscyplinie, opanowaniu, poświęceniu, patriotyzmie i na odpowiedzialności. Podstawowy zasób wiedzy ogólnej w tejże edukacji składał się na siedem sztuk wyzwolonych (artes liberales), w tym tzw. trivium czyli trzech sztuk literackich – gramatyki, dialektyki i retoryki, jak i na uzupełniające je: arytmetyki, geometrii, muzyki i astronomii.

  20. NICK said

    Nieco Pan fantazjuje, Robercie.(19).
    Nie pasuje ani wstecznictwo ani awangarda.
    „Chodzi o powrót do EDUKACJI KLASYCZNEJ!” – do tego nawiązuję.

    Coś jakby nie te czasy.

  21. Panie NICK, edukacja klasyczna to nie to samo co edukacja staroświecka.

    Jest to konkretny proces edukacyjny i wychowawczy, który przetestowano na niezliczonej ilości pokoleń. W porównaniu do ,,nowoczesnych metod”.

    Edukacja klasyczna jak najbardziej znajduje swe miejsce we współczesności. Przystosować się musi, lecz nieznacznie.

    Czytał Pan?

    http://www.edukacja-klasyczna.pl

  22. ; said

    To strasznie duża to była klasa jak 45 osób. Pewnie jak tyle was było w klasie, to krówki już nie było ani jednej.

    To była klasa samych byczków. Ciekawe były późniejsze losy tej klasy. Zaczęło się od tego, że cała klase wywalono ze szkoły. Ale nie jest naszym zadaniem nudzic u Gajowego.

    Poco komó tyle szkuł?

    Moja klasa liczyła chyba jeszcze więcej, niż 45…
    Admin

  23. Boydar said

    Poszedłem do szkoły w ’68. Lista obecności kończyła się na 41. Były trzy klasy. Ja trafiłem do Cymbałów.

Sorry, the comment form is closed at this time.