Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

75 lat temu Niemcy zamordowali polskich profesorów we Lwowie

Posted by Marucha w dniu 2016-07-05 (wtorek)

4 lipca 1941 roku Niemcy dokonali rozstrzelania 22 profesorów lwowskich uczelni oraz członków ich rodzin. Wśród ofiar był między innymi Tadeusz Boy-Żeleński.

Po wkroczeniu wojsk w strefę okupowaną dotychczas przez Sowietów, specjalne grupy operacyjne rozpoczęły działalność polegającą na zabijaniu przedstawicieli polskich elit.

3 lipca 1941 żołnierze SS, Gestapo i Żandarmerii Polowej wkroczyli do domów polskich profesorów. Nazwiska oraz adresy przekazali Niemcom studenci powiązani z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów. W wyniku akcji dokonano aresztowań profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza, Politechniki Lwowskiej oraz Akademii Medycyny Weterynaryjnej.

Rankiem, 4 lipca, zatrzymanych przetransportowano na Wzgórza Wuleckie i rozstrzelano. Zginęło wówczas 40 osób, wśród nich m.in. profesorowie: Antoni Cieszyński, Władysław Dobrzaniecki, Jan Grek, Jerzy Grzędzielski, Edward Hamerski, Henryk Hilarowicz, Włodzimierz Krukowski, Roman Longchamps de Berier, Antoni Łomnicki, Witold Nowicki, Tadeusz Ostrowski, Stanisław Piłat, Stanisław Progulski, Roman Rencki, Włodzimierz Sieradzki, Adam Sołowij, Włodzimierz Stożek, Kazimierz Vetulani, Kasper Weigel, Roman Witkiewicz oraz Tadeusz Boy-Żeleński.

W kolejnych dniach zginęli także: doc. Stanisław Mączewski, Henryk Korowicz, Stanisław Ruziewicz, były premier II RP – Kazimierz Bartel. Sprawców zbrodni nigdy nie udało się osądzić.

Paweł Jaworski
Źródło: dzieje.pl
http://prostozmostu.net

Komentarzy 12 to “75 lat temu Niemcy zamordowali polskich profesorów we Lwowie”

  1. JO said

    Ukrainiec = Zydo-Hazar

    Niemcy – „Niemcy zamordowali polskich profesorów we Lwowie”.

    Niemcy i Zydzi – Syjonisci powinno byc dokladnie opisane.

    https://gajowka.wordpress.com/rocznice/#comment-3335

  2. wanderer said

    Ciekawe jaki rejwach by byl na caly swiat, jakbysmy to my, Polacy taka zbrodnie popelnili. A ze niemcy Polakom? Cicho sza. Wazniejsza jest hucpa z „pogromem kieleckim”

    Boze, jaki ten swiat jest niesprawiedliwy. Dlaczego jeszcze nie przychodzisz.

  3. JerzyS said

    Włodzimierz Bonusiak

    Kto zabił Profesorów Lwowskich?

    Krajowa Agencja Wydawnicza Rzeszów 1989
    ISBN 83-03-02876-6, Wydanie I.

    Rozdział IV.

    Mordercy i ich ofiary

    Wywiad Armii Krajowej sugerował, że „profesorów aresztowało gestapo na skutek donosów ukraińskich”1. Pierwsze opublikowane relacje i wspomnienia pochodzące z 1944 r. również jako autorów zbrodni podawały tę najbardziej znienawidzoną przez okupowane narody jednostkę policyjną. W. Bielajew pisał obrazowo: „krwawe łapy gestapo wyrywają wybitnych uczonych spośród świata medycznego”2. Ten sam autor w grudniu 1944 r. konstatował na łamach „Czerwonego Sztandaru”, że „ogólnie znanym jest fakt, że oddziały gestapowców wdarłszy się do miasta, miały na długo jeszcze przed wojną 1941 r. gotową listę wybitnych działaczy nauki i sztuki podlegających natychmiastowej likwidacji”3. W miarę upływu lat zarówno publicyści, jak i historycy przestali się kontentować samym określeniem — „gestapo” i zaczęli poszukiwać odpowiedzi na pytania: jaka konkretnie jednostka policyjna dokonała mordu i kto stał na jej czele. W. Bielajew pisał, że już jesienią 1944 r., kiedy zaznajomił się ze znalezionym w jednym ze schronów UPA dokumentem-instrukcją pt. „Walka i działalność OUN podczas wojny” pojął, że daje mu ona klucz do wykrycia morderców. S. Bandera nakazywał w instrukcji swym współpracownikom „Zbierać personalne dane o wszystkich wybitnych Polakach i zestawiać czarne listy. Zrobić spis wybitnych Ukraińców, którzy w określonym momencie mogliby próbować realizować swoją politykę”4. W sposób pośredni potwierdzony został więc współudział nacjonalistów ukraińskich w wymordowaniu lwowskich uczonych. W swoich trzech kolejnych książkach W. Bielajew konsekwentnie stawiał tezę, że listy profesorów przygotował banderowski odłam OUN, a oddział „Nachtigall” brał udział w samym morderstwie. Jego opinie podzielali liczni radzieccy historycy w swych pracach dotyczących okupacji hitlerowskiej na terenie Ukrainy.

    Tezę W. Bielajewa potwierdził Sąd Najwyższy NRD, który w dniu 29 kwietnia 1960 r. po zaocznym procesie skazał Theodora Oberländera (ówczesnego ministra w rządzie RFN) na karę dożywotniego ciężkiego więzienia i utratę obywatelskich praw honorowych na zawsze. W sentencji wyroku stwierdzono,: że batalion „Nachtigall” został przez Oberländera zorganizowany, wyszkolony i pod jego dowództwem użyty podczas agresji na ZSRR. Zgodnie z ustaleniami Sądu Najwyższego NRD Oberländer był komendantem batalionu „Nachtigall”, co zostało ustalone na podstawie zeznań świadków i dokumentów przedłożonych Sądowi podczas rozprawy. Ukraińskim dowódcą batalionu „Nachtigall” był Szuchewycz, który stale towarzyszył Oberländerowi i przekazywał do wykonania jego rozkazy. Zaraz po zajęciu Lwowa z batalionu wydzielono specjalny oddział w liczbie około 80 osób, który użyty został do masowych mordów. Według świadków zeznających na procesie, a należących do batalionu „Nachtigall”, ich koledzy, którzy należeli do wspomnianej 80-osobowej grupy twierdzili po powrocie do batalionu, że otrzymywali od Oberländera i Szuchewycza imienne listy osób, które należało rozstrzelać5. Theodor Oberländer był uważany w okresie II wojny światowej przez część osób z kierowniczych kół III Rzeszy za niekwestionowany autorytet w sprawach polskich i całej Słowiańszczyzny. Jego życiorys predestynował go zresztą w pełni do tej opinii. Piastując od października 1940 r. funkcję profesora zwyczajnego na niemieckim Uniwersytecie im. Karola w Pradze (do końca wojny) oraz od stycznia 1941 r. dziekana Wydziału Nauk Politycznych i komisarycznego zarządcy zamkniętego Wydziału Prawa, miał już za sobą rozległe doświadczenia w politycznej, propagandowej i organizatorskiej walce z polskością.

    Od czasu pierwszej podróży-praktyki — do ZSRR w 1928 r. podjął współpracę z placówkami „Ostforschung”, pełniąc w latach 1933—1937 kierownicze funkcje w Bund-Deutscher Osten — organizacji podlegającej zastępcy führera — Hessowi, mającej za zadanie prowadzenie na wschodnich terenach pogranicznych Rzeszy walki narodowościowej, walki pogranicznej, propagowanie problematyki wschodniej, zajmowanie się osadnictwem i kierowanie pracą ziomkostw byłych osadników i urzędników niemieckich, którzy po 1918 r. znaleźli się w Niemczech. W tym samym czasie zajmował się również organizowaniem siatki wywiadu politycznego wśród mniejszości słowiańskich na wschodnim pograniczu Niemiec. W 2 połowie 1937 r. służył w centrali Abwehry w Berlinie, a w 1939 r. w Abwehrstelle Breslau — głównym ośrodku działalności sabotażowo-dywersyjnej niemieckiego wywiadu wojskowego przeciw Polsce. Od listopada 1940 r. służył w Abwehrstelle Krakau jako oficer odpowiedzialny za sprawy ukraińskie. Wtedy przebywał również kilkakrotnie we Lwowie w związku z repatriacją Niemców z tego miasta.

    Zimą 1940/41 brał udział w rokowaniach między przedstawicielami Abwehry i OUN-B, by od marca 1941 r. wrócić do czynnej służby wojskowej w Abwehrze i brać udział w przygotowaniach agresji na ZSRR, a zwłaszcza gospodarczej eksploatacji okupowanych terenów Kraju Rad. To ostatnie zagadnienie wiązało się z jego zainteresowaniami naukowymi, które zawsze oscylowały wokół problemów polityki ludnościowej, osadnictwa i polityki rolnej. Miał także ścisłe kontakty z Nord-und Ostdeutsche Forschungsgemeinschaft — tajną agendą ministerstwa spraw zagranicznych i ministerstwa spraw wojskowych oraz z SS w ramach tzw. SS-Umsiedlungskommando, czyli specjalnego sztabu do przygotowania planowanych wielkich akcji osiedleńczo-przesiedleńczych na terenach okupowanych.

    T. Oberländer, były profesor nadzwyczajny w Politechnice Gdańskiej i Uniwersytetu w Królewcu,
    człowiek ściśle współpracujący z dużą liczbą placówek zajmujących się Wschodem,
    oberleutnant Abwehry, nadawał się doskonale na reprezentanta interesów niemieckiego wywiadu w Zachodniej Ukrainie6. Ambitny, przekonany o własnej wartości i swego rodzaju misji do spełnienia, usiłował pogodzić realizację swych własnych planów
    — awansu w hierarchii III Rzeszy — z zadaniami zleconymi przez Abwehrę oraz z dążeniami nacjonalistów ukraińskich.

    Podczas agresji III Rzeszy na ZSRR najpierw współdziałał z oddziałami ukraińskich nacjonalistów, późn
    całość:
    http://www.lwow.com.pl/Profesorowie/mordercy.html

  4. JerzyS said

    Podczas agresji III Rzeszy na ZSRR najpierw współdziałał z oddziałami ukraińskich nacjonalistów, później z oddziałami „ochotników” złożonymi z jeńców mieszkających uprzednio na Kaukazie, a upadek Rzeszy obserwował wspólnie z własowcami. W 1946 r. T. Oberländer powrócił z obozu jenieckiego w Wielkiej Brytanii, przybrał pozę opozycjonisty wobec „Ostpolitik” Himmlera i rozpoczął działalność polityczną. Zmieniając przynależność partyjną, na stałe związał się z organizacjami przesiedleńczymi. Z ramienia „Bund der Heimatrertriebenen und Entrechten” (BHO — partia przesiedleńców) zdobył w 1953 r. mandat do Bundestagu i od października tego roku wszedł w skład rządu kanclerza K. Adenauera jako minister federalny do spraw przesiedleńców. Koniec lat pięćdziesiątych przyniósł jednak kres kariery politycznej T. Oberländera. Opinia publiczna została poinformowana o jego udziale w eksterminacji ludności okupowanych obszarów, co w rezultacie doprowadziło do jego ustąpienia z rządu w 1960 r. Udzielając wywiadu boń-skiemu korespondentowi gazety „The Guardian”, Oberländer odrzucił oskarżenia kierowane przeciw niemu w sprawie zamordowania profesorów lwowskich mówiąc: „Nie tylko nie brałem udziału w żadnych aktach gwałtu, ale nie widziałem niczego w tym rodzaju w ciągu siedmiu dni, które spędziłem we Lwowie. Nie słyszałem ani jednego wystrzału w mieście (…). Admirał Canaris (…) rozkazał, aby oddziały policji ukraińskiej zachowywały się w sposób wzorowy. Oddział »Nachtigall« wykonywał w ciągu swego tygodniowego pobytu we Lwowie tylko funkcje wartownicze”7.

    T. Oberländer wykazał tutaj
    — zresztą nie on jeden spośród niemieckich zbrodniarzy — zadziwiająco słabą pamięć. Zarówno przewód sądowy przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze, jak i zeznania tych, którzy przeżyli, przechowywane w Archiwach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich i Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, całkowicie podważają wiarygodność jego wypowiedzi. A oto przykładowe relacje na temat pobytu we Lwowie batalionu „Nachtigall”.

    … u bramy więziennej (…) stał podwójny szpaler składający się wyłącznie z Ukraińców ubranych w niemieckie mundury. Mieli oni karabiny z nasadzonymi bagnetami. Przez ten szpaler pędzono nas na podwórze więzienne. Bito nas przy tym i kłuto, nie zważając czy trafiało to w kobiety, mężczyzn czy dzieci. Tylko niewielu przeżyło to wejście i wielkie więzienne podwórze było pokryte niezliczoną ilością trupów”8.

    „Nazwy »Ptasznicy« używano w stosunku do oddziału Ukraińców w mundurach Wehrmachtu; powstała ona wkrótce po wejściu tej grupy do akcji na terenie miasta. Nie wiem dlaczego właśnie tak nazywano tę grupę, ale domyślam się, że ze względu na symbole ptaków wymalowane na wozach i motocyklach tej grupy. „Ptasznicy” tworzyli zwarte kompanie w mundurach niemieckich i z niemieckimi oznakami stopni. Mówili po ukraińsku, a do rękojeści bagnetów mieli uczepione tasiemki z guzami koloru niebiesko-żółtego… Egzekucje masowe (pogromy Żydów i Polaków) trwały mniej więcej do 2 lipca. Później trwały egzekucje poszczególnych osób i grup. Ludzie później mówili, że »Ptasznicy« zabijali w cztery różne sposoby. Mianowicie: rozstrzeliwali, zabijali młotem, bagnetem lub bili do zabicia”9.

    Relacje te, oraz wiele innych umieszczonych w pracy A. Drożdżyńskiego i J. Zaborowskiego, wymownie zaprzeczają słowom T. Oberländera, jakoby „Nachtigall” pełnił tylko funkcje wartownicze. Trudno zresztą się dziwić, że człowiek, który był instruktorem i współpracownikiem (jeśli nie zwierzchnikiem) tego „krwawego oddziału” starał się przedstawić go z jak najlepszej strony, zwłaszcza że pełnił wówczas wysokie odpowiedzialne stanowisko w rządzie RFN.

    W 1960 r. ukazała się w Polsce wspomniana już książka A. Drożdżyńskiego i J. Zaborowskiego pt. Oberländer. Przez „Ostforschung”, wywiad i NSDAP do rządu NRF.

    Autorzy udowadniali w niej, że T. Oberländer był nie tylko dowódcą batalionu „Nachtigall”,
    ale faktycznie zwierzchnikiem całej grupy operacyjnej, w skład której wchodziły następujące jednostki: I batalion pułku „Brandenburg” pod dowództwem mjra Heinza (odpowiedzialnego równocześnie za wojskową stronę operacji), batalion ukraiński „Nachtigall” dowodzony przez por. dra Herznera (dowódca ukraiński Roman Szuchewycz), jednostka Geheime Feldpolizei pod dowództwem kpt. Krügera oraz Abwehrtruppe II kierowana przez ppor. prof. Mittelhaure.

    Cywilną część grupy Oberländera stanowiła sześcioosobowa grupa członków kierownictwa OUN-B.
    Autorzy twierdzą, że Oberländer jako „osobisty przedstawiciel admirała Canarisa” (szefa Abwehry — WB)
    jest bezpośrednio odpowiedzialny za zbrodnie dokonujące się we Lwowie podczas swego pobytu w tym mieście (do nocy z 6 na 7 lipca), gdyż dokonywały się „tylko na jego rozkaz lub za jego zgodą”10. Autorzy uzyskali również oświadczenie o rozpoznaniu Oberländera przez jednego ze świadków egzekucji. Wspomniana już uprzednio Helena Kucharowa zrelacjonowała dalsze szczegóły egzekucji i wydarzeń, które nastąpiły bezpośrednio po niej. Jak pamiętamy z jej poprzedniej relacji, po egzekucji pod jej blokiem stała grupa oficerów. A oto dalszy ciąg jej relacji: „Ci oficerowie, którzy stali za siatką pod domem (nasze bloki były oparkanione siatką) to byli ci, którzy przyglądali się egzekucji i zaraz po egzekucji. Kształt i ruchy sylwetki oficera, który przyglądał się nieco z boku grupy oficerskiej również dobrze zapamiętałam i gdy ten stojący pod balkonem spojrzał na mnie, od razu doszłam do wniosku, że to ten sam… Widziałam go bardzo wyraźnie… Oficer ten, w którym rozpoznaję dziś Teodora Oberländera był wzrostu niższego od pozostałych. Nieco starszy. Jakieś trzydzieści lub trzydzieści kilka lat. Cera na twarzy była dość blada. Wzrost raczej niżej średniego… To była chwila, w której rysy twarzy tego człowieka szczególnie utkwiły mi w pamięci”11. Oczywiście relacja ta nie stanowi dowodu rzeczowego w sensie prawnym, tym niemniej stanowiła w cytowanej książce potwierdzenie tezy o bezpośredniej odpowiedzialności T. Oberländera za zamordowanie profesorów lwowskich.

    W dniu 30 marca 1961 r. nadprokurator przy Sądzie Krajowym w Bonn umorzył śledztwo przeciw T. Oberländerowi w związku z jego działalnością w batalionie „Nachtigall” z braku dowodów winy. Prokuratura w Bonn przyjęła następujący stan faktyczny:

    Dowódcą batalionu „Nachtigall” był por. Herzner (do lata 1942 r.). Dowódca I batalionu pułku „Brandenburg” mjr Heinz, któremu podlegał również „Nachtigall”, wysłał specjalnego gońca do Canarisa, aby go powiadomić o wyczynach jednostek specjalnych (a więc SS, a nie Abwehry — WB).
    Żołnierze batalionu „Nachtigall” od swych niemieckich przełożonych nie otrzymywali żadnych rozkazów wzięcia udziału w pogromach, ale nie można wykluczyć, że część z nich samowolnie to uczyniła wspólnie z nacjonalistami ukraińskimi. Dowództwo niemieckie o tym jednak nie wiedziało12.

    W rezultacie w przeciwieństwie do Oberländera, który negował nawet fakt pogromów, prokuratura bońska nie uznała odpowiedzialności Abwehry i uzależnionych od niej jednostek za wydarzenia we Lwowie w pierwszych dniach lipca 1941 r. Sugerowano równocześnie winę samych ukraińskich nacjonalistów i Einsatzkommanda SS. Umorzenie śledztwa nie przywróciło Oberländerowi utraconego stanowiska, ale dało mu podstawę do wytaczania procesów tym wszystkim, którzy na łamach prasy zachodniej zajmowali stanowisko odmienne od bońskiej prokuratury. Posługując się sformułowaniami prokuratury występował Oberländer jako oskarżyciel prywatny twierdząc w kolejnych pozwach, że: „nie był nigdy dowódcą jednostki „Nachtigall” tylko oficerem łącznikowym do tej ukraińskiej ochotniczej formacji i na podstawie jego szczegółowej znajomości stosunków ukraińskich, doradcą i pośrednikiem między członkami cudzoziemskiej jednostki i przełożonymi niemieckimi. Nie mógł więc oskarżyciel prywatny prowadzić tę jednostkę do Lwowa i rozkazać wykonanie zarzucanych zbrodni… Poza tym jest pewne, że nazwana jednostka w ogóle nie brała udziału w masowych mordach, lecz o ile te czyny nie zostały dokonane jeszcze przed zajęciem Lwowa (czyli przez Rosjan! — WB), obciążają grupę skierowaną tam przez służbę bezpieczeństwa państwa względnie członków ukraińskiej milicji”13.

    Opierając się na umorzeniu śledztwa przez bońską prokuraturę T. Oberländer uzyskał pozytywne dla siebie wyroki w procesach przeciw „Die Tat” we Frankfurcie, „Die Volkstimme” w Wiedniu, prezesowi Związku Literatów Niemieckich Berntowi Engelmannowi i Seppowi Barankowi w Monachium14. Inną tezę o odpowiedzialności za mord uczonych lwowskich przedstawił w 1964 r. Zygmunt Albert. W artykule zamieszczonym w „Przeglądzie Lekarskim” twierdził, że mord uczonych nastąpił na skutek rozkazu Himmlera, a: „grupa Słowików Oberländera była wykorzystana do tej haniebnej roboty, ale panem życia i śmierci profesorów pamiętnej nocy lipcowej był Krüger, późniejszy kat inteligencji polskiej w Stanisławowie… Nie ulega wątpliwości, że otrzymał on bezpośrednio odpowiedni rozkaz od Himmlera”15. Swe tezy Z. Albert precyzował na podstawie artykułów K. Lanckorońskiej.

    W 1948 r. emigracyjna gazeta „Orzeł Biały” w numerach 45—47 opublikowała duży artykuł zatytułowany Niemcy we Lwowie. Jego autorką była hr. Karolina Lanckorońska, przed wojną docent Uniwersytetu Lwowskiego, w czasie wojny aktywna działaczka Rady Głównej Opiekuńczej (RGO). Była to legalna organizacja, na której działalność wyraziły zgodę władze niemieckie. Posiadała prawo udzielania pomocy finansowej i materialnej osobom znajdującym się w trudnej sytuacji. Oczywiście efekty jej pracy były tylko przysłowiową „kroplą w morzu potrzeb” polskiego społeczeństwa. K. Lanckorońska przyjechała do Lwowa w styczniu 1942 r. z mandatem RGO zorganizowania w woj. stanisławowskim filii RGO, zwanej Komitetem Polskim16. Podczas wykonywania tego zadania w maju 1942 r. została aresztowana w Stanisławowie przez gestapo.

    Szefem gestapo w Stanisławowie był kpt. Hans Krüger. Podczas przesłuchania K. Lanckorońskiej Krüger pewien, że aresztowana nie wyjdzie na wolność pochwalił się jej, że brał udział w likwidacji profesorów lwowskich, że to jego dzieło17. Twierdził, że gdy „Feldgestapo” wkraczało na nowo zdobyte tereny, posiadało gotowe spisy osób, które miały być aresztowane. Krüger na ich podstawie wymordował profesorów we Lwowie, a następnie inteligencję polską w Stanisławowie. Feldgestapo nie zatrzymywało się na dłużej w jednej miejscowości, posuwało się za linią frontu, wykonując zadania porównywalne tylko do wypełnianych przez „Einsatzkommando SS”. Po pięciu tygodniach pobytu w więzieniu stanisławowskim K. Lanckorońską w dniu 8 lipca zawieziono do Lwowa i osadzono w więzieniu na Łąckiego. W następnych dniach przesłuchiwał ją w urzędzie gestapo przy ulicy Pełczyńskiej komisarz do spraw politycznych — Walter Kutschmann. Powiedział on K. Lanckorońskiej, iż jej krewni z włoskiej rodziny panującej interweniowali u H. Himmlera i dzięki temu została ona przywieziona do Lwowa mimo gwałtownych sprzeciwów Krügera. K. Lanckorońska wyczuwając u Kutschmanna niechęć do Krügera zdecydowała się opowiedzieć o okrucieństwie i wręcz patologicznym sadyzmie, który cechował stanisławowskiego „szefa gestapo. Podczas przesłuchania powiedziała również o wymordowaniu przez niego lwowskich uczonych. Zdumiony tym oświadczeniem K. Lanckorońskiej, po upewnieniu się, że mówił jej o tym sam Krüger, potwierdził słowa szefa gestapo w Stanisławowie mówiąc: „Przecież ja byłem przy tym. Służyłem pod nim. Kazał mi owej nocy przyprowadzić drugą grupę profesorów według spisu, który mieliśmy od Ukraińców studiujących w Krakowie. Powiedziałem Krügerowi, że nikogo nie zastałem w domu, dlatego ci ludzie nie zostali zamordowani”18.

    Zamieszana w rozgrywkę między dwoma gestapowcami Lanckorońska złożyła obszerne zeznania i czekała na dalszy rozwój wypadków. Dopiero w listopadzie 1942 r. Kutschmann wrócił z Berlina i oświadczył, że wygrał batalię o Krügera i Lanckorońska wyjedzie do Berlina jako świadek w rozprawie przeciw szefowi gestapo w Stanisławowie oskarżonemu o to, że zdradził jej tajemnicę zamordowania uczonych lwowskich. Do rozprawy jednak nie doszło. W styczniu 1943 r. K. Lanckorońska została przewieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrueck, skąd 5 kwietnia 1945 r. została zwolniona dzięki interwencjom w jej sprawie czynionym przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Po wojnie w początkach 1946 r. K. Lanckorońska przesłała byłemu rektorowi Uniwersytetu Lwowskiego Stanisławowi Kulczyńskiemu, z którego rodziną była zaprzyjaźniona, swą opowieść-raport o przeżyciach w latach 1941 — 1945. Żona rektora — Maria Kulczyńska — zdecydowała się go opublikować łącznie ze swymi wspomnieniami i uwagami w 1977 r. Od tej pory tzw. Raport Karli Lanckorońskiej jest częściej niż artykuły Lanckorońskiej w prasie emigracyjnej wykorzystywany w różnorodnych publikacjach i opracowaniach. Wartość Raportu polega na ujawnieniu nazwisk dwu hitlerowców bezpośrednio odpowiedzialnych za zamordowanie lwowskich uczonych, a równocześnie wyjaśnia również sprawę gotowych list, którymi posługiwali się gestapowcy.

    Wydarzenia z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych potwierdziły wiarygodność Raportu w dość nieoczekiwany sposób.

  5. peacelover said

    add2.

    …Sprawa terminologii:
    TO NIE BYL POGROM,
    TO BYLA PROWOKACJA KIELECKA !!!!

  6. Wojtek said

    Niemcy zaczęli, a ich najlepsi uczniowie banderowcy skończyli, co świadczy, że od początku był to wspólny niemiecko-banderowski projekt ludobójstwa lcałej udności polskiej na Wołyniu. Dzisiaj banderowcy znowu pokazują swoją krwawą mordę, a ich największym sojusznikiem jest „polski rząd” i PiS, dla którego sojusz z pogrobowcami bandytów i terrorystów z OUN-UPA jest ważniejszy niż pamięć o pomordowanych Polakach i okrutnie okaleczonej Polsce. Czy można sobie wyobrazić bardziej mroczny koniec Polski?

  7. wanderer said

    re 5 Peacelover
    Prosze zauwazyc ze hucpe nazwalem hucpa a „pogrom kielecki” wzialem w nawias dajac jednoznacznie wyraz prawdziwosci tej terminologii.

  8. Macko said

    Rzeczywiscie, Szanowni, jest bardzo produktywnie nazywac rzeczy i ludzi po imieniu.
    Prowokacja, akcja zorganizowana przez UB i KGB, manipulacja, falszywak, false flag sa bardzo edukacyjne dla nowych czytelników

  9. POLACY = STADLO POLSKICH DURNYCH DOJONYCH na lewo i PRAWO BARANOW z zacisnieta piescia w kieszeni? CZYZBY?? Pomysl o tym jeszcze dzisiaj albo TERAZ, natychmiast. i rabnij piescia w stol. I NIE DAJ SIE!!! said

    JESTEM DUMNY ze jestem POLAKIEM ze WSI tzw chlopem ktorego przodkowie byli NIEWOLNIKAMI az do 1914 roku i pracowali od wiekow na polskiej ziemi. CHWALA WAM NIESKONCZONA BRACIA I SIOSTRY POLSKIE za WASZ opor i WALKE Z BESTIAMI Niemieckimi UPAinskimi i Bolszewickimi z TYMI GADAMI co SPALILI NASZ DOM UNICESTWILI NASZYCH BRACI. TO WASZEJ OFIERZE zawdzieczamy nasze ZYCIE NIECH WAS BOG na zawsze blogoslawi. Dopuku zyjemy bedziemy O WAS PAMIETAC i czcic WASZE IMEI i CZYNY. Jak sobie to wyobrazic i jak uzmyslowic NAPADAJA NA NAS I ZABIJAJA jak GADY naszych najlepszych najzdolniejszych BRACI i SIOSTRY. Niech was pieklo pochlonie i wasze pomioty wy syny DIABLA i BELZEBUBA.

  10. […] za:   https://marucha.wordpress.com/2016/07/05/75-lat-temu-niemcy-zamordowali-polskich-profesorow-we-lwowi… […]

  11. JerzyS said

    Przez kogo zorganizowana prowokacja?

    Przez tego kto osiągnął założony cel!

    Jaki był cel tej operacji i kto był podwykonawcami tej operacji?

    Co się stało po tej operacji

    Żydzi bardziej ochoczo zaczęli zasiedlać Palestynę.

    Czy był jakiś inny sposób osiągnięcia tego celu?

  12. Trak said

    Jest to zbrodnia, gdy chodzi o profesorów nauk ścisłych i technicznych i przyrodniczych a w przypadku zaś humanistycznych, to nie jestem, aż tak dogłębnie przekonany – rzecz może być dyskusyjna nawet, jeśli to polscy profesorowie.
    Dzisiaj, gdyby to się zdarzyło, także pozostał bym przy tym stanowisku.
    Zmieniłem się mocno, jeśli chodzi o profesorów.

    ——
    To byli nie tylko profesorowie, ale przede wszystkim ludzie, mający rodziny, dzieci…
    Czy sugeruje Pan, że zamordowanie profesorów nauk humanistycznych było godne pochwały, czy też czymś mniejszej wagi???
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.