Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Bitwa pod Grunwaldem

Posted by Marucha w dniu 2016-07-15 (piątek)

Jest to jedna z największych bitew w historii średniowiecznej Europy (pod względem liczby uczestników) w czasie trwania Wielkiej wojny, między siłami zakonu krzyżackiego (ok. 32 tys.), pod dowództwem wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena, a połączonymi siłami polskimi, litewsko-ruskimi i posiłkowymi oddziałami czeskimi, mołdawskimi, pod dowództwem króla Polski Władysława II Jagiełły (ok. 34 tysiące).

Tylko rycerstwo polskie dorównywało w pewnym stopniu uzbrojeniem i wyszkoleniem ciężkiemu rycerstwu krzyżackiemu reprezentującemu ówczesny najwyższy poziom europejski. Siły po obu stronach były wyrównane, gdyż większa liczebność wojsk polskich zrównoważyła lepsze uzbrojenie i wyszkolenie wojsk krzyżackich. W bitwie uczestniczył (z miernym skutkiem) oddział olsztyński po stronie Krzyżackiej (wystawiony przez kapitułę).

Wojska krzyżackie były ulokowane koło Grunwaldu, polskie pod Stembarkiem, a litewskie pod Łodwigowem.

W nocy przed bitwą Krzyżacy kopią wilcze doły, aby ciężka jazda polska wpadła w pułapkę. Krzyżacy pierwsi wyszli na pole bitwy, aby zająć dogodne pozycje. Średniowiecznym zwyczajem wielki mistrz krzyżacki stał na czele armii (walczył w centrum), zaś Jagiełło zajął punkt obserwacyjny na wzgórzu (wschodni styl bitwy).

Wojska polsko-litewskie oczekiwały na bitwę w lesie. Dnia 15 lipca rano Władysław Jagiełło zamawia mszę, którą odprawia ks. Barosz, oraz drugą mszę (ok. godz.9:00). Wtedy przybywają posłowie krzyżaccy z dwoma mieczami. Krzyżacy byli już zmęczeni upałem.

Jagiełło wysyła najpierw lekkie wojska litewskie, które wpadły w wilcze doły, ale bez większych strat. Plan Krzyżaków się nie udał. Wtedy Krzyżacy, aby zaatakować musieli się przeformować i objechać wilcze doły. Od razu ruszyła polska ciężka jazda (50 chorągwi).

O wygranej zadecydował manewr obwodowy (obejście od tyłu) zastosowany przez Jagiełłę. Na końcu ruszyła polska piechota (chłopi z prymitywnym uzbrojeniem). Część wojsk krzyżackich uciekła. Sama bitwa trwała 6 godzin i skończyła się o godz. 19:00. Była przykładem pierwszego zastosowania armat. Po bitwie pod nogi Jagiełły jako hołd rzucono flagi (m.in.Olsztyna) oraz przyniesiono ciało wielkiego mistrza i gości zakonu.

Wolska polskie nocowały na polu bitwy, a resztki Krzyżaków uciekła do Malborka (nikt im tam nie uwierzył w przegraną).

Malbork był nieprzygotowany do obrony, a więc błędem Jagiełły był zbyt późny wymarsz na Malbork (po 4 dniach). Wszystkie zamki krzyżackie były oddalone między sobą co 30 km, co pozwoliło Krzyżakom przez te 4 dni pozbierać wojska i zapasy z pobliskich zamków.

Malbork był oblegany 5 tygodni i bezskutecznie, po czym Jagiełło się wycofał. To był jego drugi błąd, ponieważ po 5 tygodniach w Malborku właśnie skończyły się zapasy (rycerze jedli już konie).

Po wycofaniu się z oblężenia Krzyżacy jeszcze przeprowadzili akcję odwetową i ponieśli klęskę w bitwie pod Koronowem w październiku. Konflikt skończył się pierwszym pokojem toruńskim w 1411 roku, który nie przyniósł zbyt wiele korzyści dla Polaków.

Pomnik Grunwaldzki – pomnik króla Władysława Jagiełły, który znajduje się na placu Matejki w Krakowie. Pomnik został postawiony w 1910 r. dla upamiętnienia pięćsetnej rocznicy bitwy z zakonem krzyżackim. Ufundował go wybitny kompozytor i polityk Ignacy Jan Paderewski. Pomnik ma 24 metry wysokości, na szczycie cokołu umieszczono konny posąg króla Władysława Jagiełły, u stóp pomnika poległy mistrz Urlich von Jungingen.

Podczas II wojny światowej pomnik był systematycznie burzony od listopada 1939 r. do kwietnia 1940 r. W 1946 roku odbudowano pomnik. Kilka ocalonych fragmentów cokołu pomnika z 1910 r. można zobaczyć u wejścia na plac Matejki, a inne zostały w 1976 r. przetransportowane na pole bitwy grunwaldzkiej. Inny pomnik grunwaldzki został postawiony w Nowym Jorku w 1939 r.

W latach PRL bitwa grunwaldzka służyła jako oręż przeciwko Niemcom oraz jako przykładny udział chłopów w bitwie. [Dziś najlepszym orężem przeciwko Niemcom są takie kreatury, jak Angela Merkel, Martin Schulz czy Bendit-Cohen. – admin]

http://www.grunwald.mazury.pl/

B. dobry, wyczerpujący artykuł: 
>http://www.historycznebitwy.info/bitwy/duze/grunwald1410ne/wstep.php
Admin

 

Odpowiedzi: 49 to “Bitwa pod Grunwaldem”

  1. Swarożyc said

    Bitwa Grunwaldzka jest najlepszym przykladem nieudolnosci politycznej Polakow: Wygrane bitwy, czesto we wspanialym stylu, nie przekuwaly sie w zwycieskie wojny…
    Błąd grunwaldzki do dzisiaj niestety nie został naprawiony i dalej w Królewcu nie stacjonuje polska załoga…

    Popełniono błędy, ale złamano raz na zawsze potęgę Zakonu.
    Admin

  2. Swarożyc said

    Ad Marucha
    Proszę pamiętać ze Zakon był tylko częścią Rzeszy Niemieckiej, a dla nas jednak stanowił śmiertelnego przeciwnika.
    …a błędy popełniamy nadal. Po Grunwaldzie mieliśmy drugą szansę w 1525 roku i też jej nie wykorzystaliśmy. Prusy oczywiście swoją szansę wykorzystały i uwolniły się od Polski w trakcie Potopu.

  3. ojojoj said

    Panie Gajowy, nie bylbym taki pewny czy do konca zlamano potege krzyzacka. Prosze sie przyjrzec emblematom III Rzeszy w czasie 2-ej WS – miedzy innymi na czarne krzyze z biala obramowka na niemieckich czolgach i samolotach. Nawet swastyka jest czarna na bialym tle.

    Chodzi mi o ten krzyz:

    A tutaj typowy order zelaznego krzyza:
    .https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/31/Iron_Cross_-_2nd_Class.jpg

  4. Przecław said

    Anonimowy autor artykuły podał nieprawdziwą datę odbudowy pomnika, najwyraźniej nie ma o tym pojęcia. Pomnik odbudowano nie w r. 1946, ale 1976 za Gierka, czyli 30 lat później.
    Ciekawe czy wystawiono rachunek „mniemcom” za ten akt bandytyzmu i złośliwego wymazywania nam historii, a jeśli nie to najwyższy czas to zrobić.? W razie odmowy wytoczyć sprawę przed Trybunałem w Hadze !

  5. Przecław said

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Grunwaldzki_w_Krakowie

  6. Ad. Przedmówcy: Panowie! Proszę wziąć pod uwagę, że mieliśmy króla Litwina, i to sprawującego bezdyskusyjnie funkcję naczelnego wodza, który niekoniecznie chciał dalszego wzmocnienia Korony względem rodzinnej, macierzystej Litwy. A m.in. taka byłaby właśnie nieuchronnie konsekwencja zdobycia Malborka i doszczętnego rozbicia Zakonu. To oczywiście tylko przypuszczenia, a nawet spekulacje, myślę jednak że nie pozbawione podstaw. Z drugiej strony proszę mieć na uwadze, że gdyby nie sojusz z Litwą, zbrojna wyprawa czysto polskimi siłami w głąb państwa zakonnego z zamiarem stoczenia walnej bitwy i fizycznego sprawia „brodaczy” byłaby praktycznie nie do pomyślenia. Coś za coś. Proza polityki…

  7. Olo said

    Nie ma się co podniecać bitwą pod Grunwaldem, skoro Polska cały czas okupowana jest przez azjatyckich chazarów z PiS w sojuszu z banderowcami.

  8. Tekla said

    15 lipca 1943 roku – w 533. rocznice zwycięstwa bitwy pod Grunwaldem w Sielcach nad Oką w ZSRR, odbyła się przysięga żołnierzy 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Przysięga została poprzedzona mszą odprawioną przez kapelana 1. Dywizji ks.Wilhelma Kubsza. Po zaprzysiężeniu żołnierze przedefilowali przed trybunę honorową. Czytaj dalej →

    https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/

  9. Boydar said

    Nikt się tu nie podnieca; wspominamy okoliczność że „się da” i pokazujemy dobry przykład.

  10. guła said

    #5 „Przeskakuje klawiatura” mnie też Panie Przecławie.

    Temat:
    No, a co do wykorzystania wygranej bitwy pod Grunwaldem przez króla Jagiełłę, to proszę pamiętać, że Zakon miał potężnego mecenasa, mającego wielkie wpływy nawet i w Królestwie Polskim.

  11. guła said

    Po stronie Zakonu brało udział (całe?) rycerstwo zachodniej Europy. Wygląda to na krucjatę wymagającą stosownej organizacji i propagandy.

    Chyba nie całe. Prawdopodbnie elita.
    Admin

  12. Marucha said

    Re 3:
    Nawiązywanie do dawnej symboliki nie jest niczym więcej, niż… nawiązywaniem do symboliki.
    Zakon Krzyżacki istnieje zresztą do dziś: Orden der Brüder vom Deutschen Haus Sankt Mariens in Jerusalem
    Obecną siedzibą wielkiego mistrza jest dom zakonny w Wiedniu przy Singerstraße 7
    Ale już się go od dawna nie boimy.

  13. Marucha said

    Re 7:
    A Panu co odbiło?
    Mamy zapomnieć naszą historię? Historię pełną wojen OBRONNYCH, których nigdy nie przegrywaliśmy?

  14. Swarozyj Krug said

    Ad 11

    „Wygląda to na krucjatę wymagającą stosownej organizacji i propagandy.”

    To byla „krucjta”

    „oni” za wszelka cene chca niszczyc SLOWIAN !

    W tym samym okresie wprowadzili na SLOWIANSKIE ZIEMIE TRU(n)TKI czyli al-koh-ol , tak, tak, to tez „oni”

    .https://www.youtube.com/watch?v=rTYaWoCTb3c

    Wódka – technologia rozpijania ludzi

    .https://www.youtube.com/watch?v=T7cWQ6a2tcI

  15. Swarozyj Krug said

    „spirytus winogronowy przywiezli KUPCY z Genewy na ruskie ziemie w XIV wieku” Teraz jasniej kto i po co tak probuje rozpijac SLOWIAN !

    Nasz SLOWIANSKI system genetyczny i neurologiczny praktycznie wszystkim bakteriom i wirusom daje rade..

    .tylko alkohol jest w stanie przejsc przez BLONE PLODOWA !!!

  16. Joannus said

    Ad 10
    Jakby nie było Zakon miał też poparcie świata chrześcijańskiego włącznie z Rzymem. Unicestwienie jego po bitwie grunwaldzkiej, może śnić się tylko ignorantom tamtych rzeczywistych
    uwarunkowań.
    Nie zapominajmy też, że o mały włos bitawa mogła zakończyć się klęską gdy upadla Chorągiew królewska. Wówczas zdobycie chorągwi praktycznie znaczyło zwyciestwo.
    Dzięki Panu Bogu szybko została odebrana i wzniesiona wysoko.
    Na wielkość i doniosłość zwycięstwa sprzed ponad 6 wieków należy patrzeć, mając wyobrażenie co stałoby się po jej przegraniu.

    Moim zdaniem lamentowanie nad ”niewykorzystaniem” zwycięstwa, jakoś stoi na gruncie niewdzięczności za to co sprawił Pan Bóg Nasz i nasz oręż.

  17. Archer said

    Ad6.

    Niekoniecznie. Jakby nie śmierć Kazimierza Wielkiego w 1370r. na wskutek nieszczęśliwego wypadku na polowaniu (gromadzono żywność dla wojska na wojnę z Czechami), to Polska miała realne szanse na przyłączenie Śląska. Z takim potencjałem Polska mogłaby śmiało samodzielnie stawić czoła Zakonowi Krzyżackiemu. Poza tym, od wejścia tych nieszczęsnych Jagiellonów na tron Polski zaczęło się psucie państwa, które zakończyło się kilka wieków później rozbiorami.

  18. Ad. 11 i 12 (p. Guła);
    Ad, 16 (p. Joannus):

    Oczywiście macie Panowie wiele racji: Zakon miał mocne oparcie w Rzymie, a jeszcze mocniejsze w cesarzu Zygmuncie Luksemburczyku, i takoż w całym świecie niemieckim, który choć mocno rozdrobniony i politycznie rozproszkowany, ciągle bardzo wiele znaczył w skali całego kontynentu. Po części też w innych państwach zachodnioeuropejskich (to lista jego protektorów i sojuszników sporządzona tak w największym skrócie). W tym kontekście jego unicestwienie nawet po świetnym triumfie grunwaldzkim nie wchodziło naturalnie w grę.
    Jednakże zdobycie Malborka mogło dać Jagielle i panom polskim (głównie krakowskim) wystarczającą kartę przetargową co najmniej do formalnego odzyskania na drodze dyplomatycznej utraconego wiek wcześniej Pomorza Wschodniego, po uprzednim jego zbrojnym zajęciu, tym bardziej, że w pewnym momencie patrycjat gdański przerzucił się w zasadzie na stronę polską. Warto tu zresztą wspomnieć, że w pewnym momencie w polskim rękach znajdowało się wiele pomniejszych krzyżackich zamków i miast, które jednak trzeba było opuścić i porzucić bez walki, jako że siedzącemu w nim polskiemu rycerstwu śpieszno było do domu i do żon. Do przeprowadzenia sprawnego, długotrwałego oblężenia ówczesnych krzyżackich zamków, zwłaszcza potężnego Malborka, potrzebna była odpowiednia ilość fachowych wojsk zaciężnych – polskie ciężkozbrojne rycerstwo nie za bardzo do tego się nadawało i nie miało też żadnego interesu, by nadstawiać karku na murach. Litwini z kolei, na czele z samym Witoldem, tym bardziej do tego się nie palili, bo zbyt wielkie osłabienie Zakonu tym bardziej nie było w ich interesie, i w zasadzie raczej tylko pozorowali walkę. W końcu zresztą podjęli decyzję o powrocie do domu, co przesądziło sprawę.
    Wojsk zaciężnych natomiast nie można było w wystarczającej ilości zwerbować, bo skarbiec Królestwa już wówczas był pustawy a aparat skarbowy słabo rozwinięty – ot taka smutna prawda.
    Tracąc Pomorze, tj. znaczną część terytorium i posiadanych zasobów, Zakon zostałby zepchnięty do trwałej defensywy, jego klęska byłaby bardziej widoczna i utrwalona, i nie fikał i bruździł już tak Koronie w następnych latach. Jeśli nawet, to w znacznie mniejszym już stopniu.
    Naturalnie ziemie, które wcześniej wydarł o pogańskim Prusom i które nie były nigdy wcześniej w polskim władaniu, były faktycznie nie przejęcia na tamta chwilę. Do tego trzeba było dopiero podniecić i zainspirować wewnętrzny konflikt i opozycję stanową przeciwko samowładnym dotychczas rządom zakonnym, którą to operację skutecznie przeprowadzono u schyłku rządów Jagiełły, kładąc tym samym podwaliny pod wykrystalizowanie się Związku Pruskiego, formalną inkorporację całego państwa zakonnego do Polski przez Kazimierza Jagiellończyka, z czego wyłoniła się wojna trzynastoletnia i w rezultacie podział państwa zakonnego na dwie części połączony ze zhołdowaniem tej, która pozostała przy Krzyżakach. Ale i wtedy sprawę można było załatwić dla Polski znacznie lepiej, można powiedzieć kompleksowo – najbardziej jednak w tym przeszkadzali oczywiście legaci papiescy…
    Ale słusznie pisze p. Joannus, że i tak jest za co dziękować Bogu, zważywszy, że przed Grunwaldem Korona (wraz z Litwą) była w dwustronnym uścisku krzyżacko-węgierskim (luksemburskim) i miała bardzo ograniczone pole manewru. Już samo wybranie dogodnego terminu zbrojnej rozprawy z Zakonem było nie lada sztuką i przejawem lada kunsztu dyplomatycznego ówczesnych polskich elit.
    Ale była to, zdaje się, nie tylko sprawa boska, ale i ludzka, gdy całe przedsięwzięcie przeprowadzono wręcz wzorcowo – najpierw skutecznie sprowokowano Krzyżaków do wywołania wojny (dla jej lepszego zalegitymizowania w świecie chrześcijańskim, niezależnie od poniesionych kosztów ludzkich i materialnych), potem bardzo skutecznie i sprawnie przeprowadzono koncentrację ogromnej armii polsko-litewskiej (wraz z posiłkami ruskimi, czeskimi, a nawet tatarskimi), zdołano utrzymywać Zakon bardzo długo w nieświadomości co do faktycznego kierunku ataku. Pod Grunwaldem armia Jagiełły miała zaś wyraźną przewagę liczebną i była bardzo dobrze dowodzona, lepiej od krzyżackiej. Jeśli wystąpiła nawet jakieś błędy i zachwiania (jak np. utrata chorągwi), to Krzyżacy popełnili ich zdecydowanie więcej.

  19. Maria said

    Stefan Czesław Anders: Niepokonani (cz. 1) – wstęp do prawdziwej historii Polski:
    http://www.piens.pl/niepokonani-cz-1-wstep-do-prawdziwej-historii-polski/
    podrozdział:
    Krótkie sprostowanie wydarzeń mających miejsce w czasie bitwy pod Grunwaldem

    Weźmy dla przykładu 15 lipca – kolejną rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Czego naucza „komunistyczna historiografia”? Wielkie zwycięstwo kompletnie nie wykorzystane politycznie. Naród idiotów. No i król półgłówek, co to przed bitwą trzech Mszy Świętych słuchał, a Malborka nie chciał zdobyć, chociaż mógł.

    Jak było naprawdę? Choćby w temacie tych trzech Mszy Świętych. 15 lipca 1410 roku to był wyjątkowo upalny dzień. Historycy klimatu twierdzą, że temperatura doszła wówczas do co najmniej 30 stopni Celsjusza w cieniu. Bitwa rozpoczęła się około godziny drugiej po południu. Do tego czasu wojska polskie i litewskie stały w przyjemnym cieniu drzew w lesie, a Krzyżacy, ich wojska najemne i goście z zachodu rozwinięci w szyku bojowym w szczerym polu. W tych warunkach ludzie i konie zakuci w stal ociekali potem. Dlatego w czasie bitwy bardzo szybko opadli z sił. Wysłuchanie trzech Mszy Świętych miało więc swój głęboki sens nie tylko duchowy ale i taktyczny, bo doprowadziło do wyczerpania przeciwnika zanim jeszcze rozpoczęło się starcie.

    W czasie bitwy Litwini nie zaatakowali bohatersko lewego skrzydła Krzyżaków, gdzie stało 10 tysięcy rycerzy – głównie gości zakonu z Europy (wraz z giermkami oddział ten liczył najmniej 20 tys. ciężkozbrojnej konnicy) – ale wojska litewskie wykonały stary tatarski manewr pozorowanego ataku (nauczyli się go w czasie walk z Tatarami o panowanie nad ukraińskimi stepami) i odciągnęły tę masę wojska z pola bitwy w momencie decydującego starcia. Krzyżacy być może nie daliby się na taką sztuczkę nabrać (w końcu wojowali z Litwinami od dawna) ale niedoświadczeni goście zakonu pognali za jazdą litewską. Nikt z nich nigdy nie wrócił. Po odciągnięciu oddziału Litwini dokonali gwałtownego zwrotu, rozwinęli się w tatarski półksiężyc i strzelając z łuków do nieosłoniętych końskich boków wybili cały zastęp gości. Dowody archeologiczne pokazują, że ok. 10-12 km od głównego pola bitwy rozegrała się druga, mniejsza, „europejsko”-litewska walka. (Piszę „dowody archeologiczne” – ale my w USA możemy to tylko oglądać na zdjęciach satelitarnych, zresztą powstałych do wykrywania masowych mogił. Po bitwie chowano zabitych i konie po prostu w pobliżu miejsca, gdzie zginęli. Historycy w Polsce – czemu mając dostęp do miejsc walk – po prostu nie kopiecie?). Po rozgromieniu gości zakonnych w końcówce bitwy – około godziny osiemnastej – kawaleria litewska powróciła na miejsce głównego starcia i wzięła czynny udział w pościgu za próbującymi ucieczki niedobitkami wojsk krzyżackich.
    C.d. pod linkiem

  20. Ad. 17 (p. Archer): Śmiem wątpić, czy przy nawet największym wysiłku Polska Kazimierza Wielkiego miała szanse przyłączyć (odzyskać) cały Śląsk i doprowadzić to porządku rozliczne tamtejsze książątka, w znacznej mierze już zniemczone i, proszę wybaczyć drastyczność określenia, politycznie sprostytuowane.
    Natomiast nie da się zaprzeczyć, że wejście na tron Polski Jagiellonów było początkiem psucia państwa przez coraz większe podważanie modelu stanowego i coraz większe koncesje dla rycerstwa/szlachty, które ci musieli sobie zjednywać coraz to nowymi przywilejami, chcąc samemu utrzymać się na tronie i uzyskać prawo dziedziczenia dla swego potomstwa.
    Przy rodzimej dynastii sprawy wyglądałyby z pewnością inaczej.

  21. Archer said

    @ Krytyczny Komentator

    Nie twierdzę, że udałoby się Kazimierzowi Wielkiemu przyłączyć od razu cały Śląsk do Polski. Byłoby to przeprowadzane etapami, tak samo jak przyłączenie Rusi Halickiej i Podola. Kazimierz III Wielki miał bardzo dobrze zorganizowane państwo, działał to z rozmysłem i chłodną kalkulacją. A przygotowania do wojny były przeprowadzone szczegółowym wywiadem, żeby uderzyć w najlepszym momencie. „Sprostytuowanie” Piastów śląskich nic by nie dało, bo by groziła im przedwczesna śmierć i utrata swoich włości. Zresztą, Kazimierz Wielki zdołał przekonać do siebie najsilniejszego księcia na Śląsku.

  22. Antares said

    Tak, zakon miał bardzo mocne poparcie w rzymie, wszelkie kwestie sporne rozstrzygał na korzyść tych skurwieli. To tylko potwierdza ile Polska miała pożytku z tej religii i z tego kierunku religijnego. Kraje które odłączyły się od Rzymu albo poprostu przestał im być potrzebny jak miedzy innymi Anglia bardzo dobrze na tym wyszły. W końcu i krzyżacy podziękowali Rzymowi. Tylko głupia Polska, której rzym ciągle szkodził i dalej szkodzi pozostała mu wierna.

    Durnyś Pan.
    To właśnie wtedy, gdy katolicyzm był w Polsce najsilniejszy – najsilniejsza był Polska. Z tym faktem tylko idiota może dyskutować.
    Łaski na Polskę spływały od Boga, a nie od papieży.
    Admin

  23. Ad. 19. P. Maria bardzo słusznie podnosi (wskazuje) bardzo istotne aspekty i niuanse bitwy grunwaldzkiej („komunistyczną historiografię” i jej wytwory sobie tu już darujmy).
    Faktycznie samą bitwę rozegrano w sposób świetnie przemyślany, wręcz genialny. Nie tylko zgromadzono w miejscu generalnego starcia znacznie silniejszą armię od przeciwnika, ale przewaga oraz inicjatywa taktyczna była praktycznie cały czas po polsko-litewskiej stronie (w czym największa zasługa samego Jagiełły) i jednym właściwie zaskoczeniem i nieprzewidzianym ruchem przeciwnika była ów zmasowany atak 16 chorągwi zakonnych, które wielki mistrz trzymał w odwodzie, dokąd tylko się dało. Ale i strona polska wydzieliła odpowiednio duże odwody, wprowadzając je do bitwy w stosownych, najbardziej dogodnych jej etapach.
    Jest może kwestią nieco dyskusyjną, czy litewsko-ruski odwrót był jednoznacznie celowo pozorowany, czy też był po części spontaniczną, wymuszoną miażdżąca przewagą przeciwnika w czołowym starciu, ucieczką. Tego tak naprawdę do końca nie wiemy. Tak czy owak, Litwini spełnili tu swoją rolę, bo po pierwsze najpierw rozpoznali przygotowane przez dowództwo krzyżackie pole bitwy (wilcze doły), spowodowali szybką i prawie bezbolesną eliminację nader groźnych łuczników i kuszników krzyżackich, a potem odciągnęli skutecznie znaczną część ciężkozbrojnego rycerstwa w służbie krzyżackiej z głównego pola bitwy. I to był największy błąd krzyżacki, bardzo pożądany i w gruncie rzeczy oczekiwany, a nawet przewidywany przez króla i jego doradców. Prawdopodobnie zresztą król nakazał Witoldowi również zachować znaczne odwody, które ukryły się przejściowo w lasach i potem skutecznie zastąpiły drogę powracającym w triumfalnym uniesieniu chorągwiom krzyżackim. Dodatkowo zostały one wsparte kilku doborowymi chorągwiami polskimi. Reszta całych sił litewskich dopadła ich z tyłu i z boków.
    Jest również niewykluczone, że dużo większą rolę, niż im się to oficjalnie przypisuje, odegrali tu sami Tatarzy, którzy wzięli dość liczny udział w bitwie zarówno w składzie wojsk zgromadzonych przez Witolda, jak w i w posiłkowym korpusie przyprowadzonym przez jednego z włodarzy Złotej Ordy.

    Ale żeby w ogóle mogło dojść do rozprawy grunwaldzkiej, i to podyktowanej na polskich warunkach, trzeba było długoletniej wręcz genialnej polityki samego Jagiełły i wspierających go (choć i zarazem pilnujących) panów małopolskich – wymieńmy tu zwłaszcza podkanclerzego Mikołaja Trąbę, późniejszego Prymasa.

    Malbork faktycznie w normalnych warunkach był nie zdobycia, ale będę się upierał przy wyrażonym wyżej zdaniu, że gdyby Jagiełło naprawdę bardzo tego chciał, mógł się o to pokusić, najpierw wysyłając bez zbędnej zwłoki choćby lekkie odziały litewskie, ruskie i tatarskie w celu odcięcia krzyżackiej stolicy od dostaw dodatkowego zaopatrzenia, żywności i także posiłków w ludziach; potem nie rozpraszając sił na zdobywanie pomniejszych krzyżackich zamków, wreszcie przedłużając oblężenie jeszcze dłużej, a było na to jeszcze przynajmniej kilka tygodni czasu.

  24. Ad. 21 (p. Archer): Częściowo się zgadzam. Ma Pan wiele racji zarówno w ocenie śląskich planów Kazimierza Wielkiego, które były całkiem rozsądne i dla Polski pożądane, jak i całokształtu jego polityki. Proszę jednak pamiętać, że Czesi, a także i pobliski świat niemiecki nie przyglądali by się temu biernie. Tak że może by się udało, a może nie, a najpewniej udałoby częściowo.
    Istota rzeczy jednak w tym, że Polska, nawet wzmocniona Śląskiem, nie byłaby nadal dość silna do generalnej rozprawy z Zakonem, rzecz to co najmniej wątpliwa, oczywiście tylko w mojej opinii, mogę się mylić.

  25. Archer said

    AD.22

    Panie Gajowy, chłop ma rację. Dla chrześcijaństwa w Polsce nie jest potrzebny do szczęścia Watykan. Szkoda, że na całym obszarze ówczesnej Rzeczpospolitej nie powstał Kościół Narodowy. Nie wiem, może się mylę, ale czy nie lepiej jakby w Polsce była religia protestancka, albo prawosławna? Niektórzy papieże byli niechętni Polsce jeśli chodzi o rozbiory, czy o zrywy narodowe Polaków przeciwko zaborcom.

    Niektórzy byli niechętni, a inni nie.
    A to że byli przeciwni „zrywom narodowym”? Mieli 100% racji. Co nam te inspirowane przez nasonerię „zrywy” dały?
    Admin

  26. Antares said

    Admin.
    Panie Gajowy, ja Pana durniem nie nazywam. Proszę przeczytać co napisałem. Nie pisałem o laskach spływających od Boga na Polskę tylko kłodach i knowaniach rzymu (watykanu) przeciw Polsce. Skoro Pan mówi ze Polska największą potęgą była gdy była katolicka, to czemu jak ta sama katolicka Polska padła i znikła z mapy świata, i odwrotnie, czemu w tym samym czasie właśnie protestanckie kraje mocno urosły w siłę. Widać Bóg miał swoje powody aby Jego łaski spływały na protestantów.

    Gówno a nie urosły w siłę. Zobacz Pan ich „siłę” – niebotyczne długi, pedalstwo etc.
    Polskę zgubiło właśnie odejście od chrześcijaństwa.
    Admin

  27. Antares said

    Admin.
    Jeszcze jedno chciałem dodać. Swoim wyrażeniem o mnie, sam Pan tylko potwierdził że Watykan do niczego nie jest nam potrzebny, bo wszelkie dobro jakie człowiek otrzymuje pochodzi on Boga a nie od papieży czy jakiejkolwiek innej organizacji religijnej. Swoją drogą, myślę że ówczesny Rzym doskonale wiedział co robią Krzyżacy, a mimo to praktycznie cały czas był po ich stronie. Mnie chodzi tylko o to co Polska jako kraj z tego miała – nic, same problemy. Wtedy realizowała politykę Watykanu (miedzy innymi wojny z Turcją- przegrana pod Warną, obrona tych skurwieli habsburgów), a dziś realizuje interesy usa i jebanej unii i efekt ten sam. Anglicy i Rosjanie mają swoje kościoły, które podlegały władcom – i co? Największe globalne potęgi. Polska też w XVIw.miała szansę na własny narodowy kościół, no ale niestety z „pomocą” szybko pośpieszył watykan. Uważam, że sytuacji gdyby Polska miała własny kościół narodowy to też stosunki z Rosją byłyby inne. Rosji protestanckie Prusy nie przeszkadzały.

    „Narodowy Kościół”… taki może jak w Szwecji?
    Admin

  28. Anucha said

    A ja pytałem kilku Litwinów jaki mają stosunek do Króla Jagiełły który według mnie był wspaniałym politykiem i strategiem.
    Radził sobie w tych trudnych czasach na wszystkich frontach nie tylko z krzyżakami ale i ze złotą ordą oraz księstwem moskiewskim.
    Miał nie bez kozery propozycję objęcia tronu czeskiego.
    Ale Litwini uważają go za zdrajcę!
    Zarzucają mu ,że budował potęgę Polski a nie Litwy. 😦

  29. Swarożyc said

    AD 26
    Malbork byl jak najbardziej do zdobycia; zaloga czeska chciala sie poddac zadajac w zamian jakiejs sumy. Jagiello nie mial albo nie chcial zaplacic.
    Uwazam ze nalezalo dac, a po wyjsciu zalogi, zabrac, ewentualnie zaloge wyciac w otwartym polu.
    Nie takie numery sie przeciez robilo.

  30. Peryskop said

    Re 3 i inne

    Szkop
    uł także w tym, że Zakon Teutoński Marii Panny był oficjalnie „likwidowany” już kilka razy – a jednak wciąż odrasta jak …
    filantropijna hydra.

    1525 – Wielki Mistrz Zakonu Albrecht von Hohenzollern-Brandenburg-Ansbach konwersją na luteranizm wyjął ten katolicki Zakon spod kontroli papiestwa i położył kres istnieniu państwa zakonnego na rzecz utworzonego Księstwa Pruskiego;

    1809 – Cesarz Napoléon Bonaparte rozwiązał Zakon, zamykając jego oficjalną militarną historię;

    1938 – Führer Adolf Hitler po Anschlussie Austrii zlikwidował Zakon na terenie III Rzeszy;

    1991 – REAKTYWACJA – na uroczystej audiencji z okazji 800-lecie założenia Zakonu za pontyfikatu Klemensa III, papież Jan Paweł II przyjął w Watykanie Wielkiego Mistrza Zakonu dr Arnolda Othmara Wielanda OT, z braćmi i siostrami.

    ===

    Dlaczego pomimo klęski III Rzeszy oba egzemplarze znamiennego dokumentu dotyczącego historii Polski i Niemiec – przejęte przez hitlerowców podczas okupacji i wywiezione z Królewca oraz z Warszawy – są wciąż przechowywane pół-potajemnie pół-legalnie w centralnych archiwach w Berlinie ?

    Dlaczego zagrabiony przez hitlerowskiego okupanta polski egzemplarz tego dokumentu nie został jeszcze poddany repatriacji i zwrócony ?

    Chodzi tu o powstałe w roku 1235 dwa identyczne egzemplarze „falsyfikatów kancelaryjnych”, zatwierdzających ex post przez Świętego Cesarza Rzymskiego nadanie przez Konrada Mazowieckiego Ziemi Chełmińskiej w lenno Zakonowi w 1226 roku, co Krzyżacy zaczęli realizować w 1228 roku, a „falsyfikaty” miały zalegalizować nadanie Zakonowi tych ziem wobec zmiany decyzji Konrada Mazowieckiego i jego nastawienia do krzyżactwa po poznaniu faktycznych ukrytych planów i łupieżczych działań Zakonu.

    Prof. dr hab. Tomasz Jasiński, Dyrektor Biblioteki Kórnickiej : Krzyżacy to byli żadni duchowni, kiepscy wojownicy, ale skuteczni biznesmeni i doskonali dyplomaci – prekursorzy późniejszej potęgi Prus, a więc historyczni współautorzy militaryzmów w Europie i na świecie. Działania Zakonu od XII wieku, a wobec Polski od 1226, dały asumpt do ekspansji II Rzeszy, utworzenia Prus oraz III Rzeszy, i przez to przyczyniły się do wybuchów I i II w.ś. i wciąż mają istotny wpływ na wydarzenia światowe. Przetrwali w wielu miejscach Europy mimo sekularyzacji ich państwa w Prusach w 1525 roku; w XVI wieku w Rzeszy w konwentach krzyżackich mieszkali razem bracia Krzyżacy protestanci i katolicy; istniały i nadal istnieją siostry Krzyżaczki…

    http://www.radiomaryja.pl/multimedia/krzyzacy-prekursorzy-postepu-czy-barbarzyncy-cz-i/
    http://www.radiomaryja.pl/multimedia/krzyzacy-prekursorzy-postepu-czy-barbarzyncy-cz-ii/

    ===

    Niefortunna jest ta wspólna emblematyka…

  31. Adam Ryglowski said

    Ad 8) – Dzięki , Pani Teklo ( chyba Krajanka – od wspólnego pochodzenia ).
    Takie informacje – to uderzenia płonącą pochodnią w ślepia , – M.W.z W.M.
    Niby komunizm , niby WALKA Z KLEREM , a tu takie rzeczy . Ksiądz kapelan św. p. pułkownik Wilhelm KUBSZ – OMI poświęcał sztandar 1 – szej Armii W.P . i ODPRAWIAŁ MSZĘ ŚW . ZA ŻOŁNIERZY I D Ą C Y CH WALCZYĆ ZA OJCZYZNĘ .

    W połowie drogi do grobu moich rodziców spoczywa drugi WOJOWNIK – oficer W.P. , a potem ksiądz (prałat -wyświęcony przez Piusa XII ) – Dominik KOSTIAL .

    Kiedyś już tu pisałem , że za kazanie , jakie wygłosił jeszcze przed moim urodzeniem na sumie – nie miał kto odprawić nieszporów . Proboszcz wrócił na parafię po kilku latach ( Chwała Bogu , że wrócił ).

    A od jednego z NAJLEPSZYCH POLSKICH (?) KRÓLI PROSZĘ SIĘ ODBIMBAĆ . (zresztą był tylko mężem Króla Polski – Jadwigi ). Potem był Zygmunt III , był też Stefan Batory , dalej Bolesław Chrobry i ….
    ….. i dalej nie mam pojęcia KOGO WYMIENIĆ .

    A bajkę o złotej rybce i ” arcymądreńkiej babie ” rybaka kontestujący osiągnięcia Władysława Jagiełły znają ?
    Jak nie znają – niech poczytają .
    🙂

  32. Peryskop said

    Re 29 23 i inne

    Spotkałem opinię, że Jagiełło po chłodnej analizie sytuacji po Grunwaldzie mógł skalkulować, że zdobycie Malborka i zmiażdżenie Zakonu nie opłaca mu się, bo tym samym zadarłby już śmiertelnie z papiestwem i z Cesarstwem, a to jednak były potęgi.

    A de facto JEDNA, od czasu gdy Henryk III Salicki, z Bożej łaski cesarz Rzymian (Teutońskich) 1046-1056, tak zreformował Kościół, że go podporządkował Cesarstwu. Zatem potęga to była jedna, choć ze względów taktycznych i strategicznych dwugłowa – jak ta :

    A na dodatek nieprzychylne Jagielle frakcje polskiej magnaterii, wyzwolone od zagrożenia krzyżackiego, mogłyby odesłać go na Litwę skoro jak murzyn zrobił już swoje.

    Więc w takim układzie mógł taktycznie odpuścić.

    ===

    Pod oryginalnym artykułem http://www.grunwald.mazury.pl/ podczepiony jest link : Najnowsze:

    a pod
    http://www.grunwald.mazury.pl/Grunwald/poczet-wielkich-mistrzow-krzyackich.html

    Poczet Wielkich Mistrzów Krzyżackich

    1. Henryk Walpot (1198-1208)

    2. Otto von Kerpen (1209)

    3. Henryk von Tunna (1209)

    4. Herman von Salza (1210-1239)

    5. Konrad z Turyngii (1239-1240)

    6. Gerhard von Mahlberg (1241-1244) – obalony. †-1245

    7. Henryk von Hohenlohe (1244-1249)

    8. Guenter von Wuellersleben (1250-1252)

    9. Poppo von Osterna (1252-1256) – rezygnacja. †-?

    10. Anno von Sangershausen (1256-1273)

    11. Hartmann von Haldrungen (1273-1282)

    12. Burchard von Schwanden (1282-1290) – rezygnacja. †-1304?, 1309?, 1310?

    13. Konrad von Feuchtwangen (1291-1296) – pochowany w Trzebnicy

    14. Gotfryd von Hohenlohe (1297-1303) – obalony. †-1310

    15. Zygfryd von Feuchtwangen (1303-1311) – zmarł w Malborku, pochowany w Chełmży

    16. Karol z Trewiru (1311-1324)

    17. Werner von Orseln (1324-1330) – zamordowany w Malborku, pochowany w Kwidzynie

    18. Luther z Brunszwiku (1331-1335) –† w Sztumie, pochowany w Królewcu

    19. Dietrich von Altenburg (1335-1341) – † w Toruniu, pochowany w Malborku

    20. Ludolf Koenig (1342-1345) – obalony. †-1348 w Pokrzywnie, pochowany w Kwidzynie

    21. Henryk Dusemer (1345-1351) – rezygnacja. †-1353 w Bratianie, pochowany w Malborku

    22. Winrych von Kniprode (1351-1382) † w Malborku

    23. Konrad Zoellner von Rotenstein (1382-1390) † w Malborku

    24. Konrad von Wallenrod (1391-1393) † w Malborku

    25. Konrad von Jungingen (1393-1407) † w Malborku

    26. Ulryk von Jungingen (1407-1410) – zabity pod Grunwaldem, pochowany w Malborku

    27. Henryk von Plauen (1410-1413) – obalony. †-1429 w Lochstadt, pochowany w Malborku

    28. Michał Kuechmeister (1414-1422) – obalony. †-1423 w Gdańsku, pochowany w Malborku

    29. Paweł von Russdorf (1422-1441) – obalony. †-1441 w Malborku

    30. Konrad von Erlichshausen (1441-1449) † w Malborku

    31. Ludwik von Erlichshausen (1450-1467) † w Królewcu

    32. Henryk Reuss von Plauen (1469-1470) † w Morągu, pochowany w Królewcu

    33. Henryk Reffin von Richtenberg (1470-1477) † w Królewcu

    34. Marcin Truchsess von Wetzhausen (1477-1489) † w Królewcu

    35. Jan von Tieffen (1489-1497) † we Lwowie, pochowany w Królewcu

    36. Fryderyk Saski (1498-1510)

    37. Albrecht von Hohenzollern (1511-1525) †-1568 w Tapiawie, pochowany w Królewcu

    ===

    Poza historycznym, uzasadnieniem dla tego wykazu jest ósemka Wielkich Mistrzów obalonych 🙂

    Oraz fakt, że matką Wielkiego Mistrza krzyżackiego Albrechta Hohenzollerna (#37) była królewna polska, księżniczka litewska, margrabina brandenburska na Ansbach i Bayreuth, córka Kazimierza IV Jagiellończyka i jego żony Elżbiety Rakuszanki – Zofia Jagiellonka (ur. 6 maja 1464 w Krakowie, zm. 5 października 1512 w Ansbach), która 14 lutego 1479 roku poślubiła Fryderyka Hohenzollerna, margrabiego brandenburskiego na Ansbach i Bayreuth. Imię Zofia otrzymała na cześć swojej babki po mieczu – Zofii Holszańskiej, wdowy po Władysławie II Jagielle. Jej braćmi byli Władysław II Jagiellończyk, święty Kazimierz, Jan I Olbracht, Aleksander Jagiellończyk, Zygmunt I Stary i Fryderyk Jagiellończyk, a siostrami – Jadwiga, Elżbieta (I), Elżbieta (II), Anna, Barbara i Elżbieta (III).

    Takie były układy…

  33. Zenon K. said

    Tekst hołduje nieco nieprawdziwej wersji bitwy grunwaldzkiej:
    1. Nie było żadnych „wilczych dołów” pod Grunwaldem- w rejon pola bitwy obie armie dotarły maszerując-Krzyżacy nie mogli oczekiwać nadejścia sił Jagiełły na z góry wybranym polu, nie mieli też czasu, aby je przygotować.
    2. Przewaga technologiczna była po stronie rycerstwa polskiego- i to zdecydowana. Rycerze państwa krzyżackiego, dzierżący ziemię z nadania Zakonu mieli na ogół mniejsze możliwości finansowe, niż rycerze polscy. Większość rycerstwa najludniejszej części państwa Zakonu- ziemi chełmińskiej była drobnymi władykami, służącego „lekko”- lekkim pancerzu, z kuszą zamiast kopii i w towarzystwie jednego pacholika. Część chorągwi zakonnych(np. te, które do ostatniego, rozpaczliwego kontrataku powiódł Wielki Mistrz) przez lata walcząca z Litwinami, zamiast nieprzydatnych na Litwie kopii, używała sulic, czyli zwykłych włóczni. W starciu z ciężkimi kopijnikami polskimi tak uzbrojeni Krzyżacy mieli nikłe szanse na zwycięstwo. Doskonale obrazuje to stan strat poniesionych w bitwie: niewielkie po stronie wojsk Jagiełły, olbrzymie po stronie krzyżackiej.
    3. Po stronie polskiej formalnie nie walczyła żadna piechota- nie ma o niej wzmianki w żadnym źródle. Przy rozmiarach wojsk Jagiełły i czasie trwania bitwy, mniej przydatna w polu piechota musiała zapewne iść na końcu kolumny i z racji odległości- w bitwie udziału nie wzięła. Czy wzięła choć udział w szturmie obozu, do którego rozbici Krzyżacy się schronili- także pozostaje zagadką.
    Najwiecej chłopów służyło za zbrojną służbę rycerzy: przeciętnie każdy rycerz dysponował ok.10 osób liczącym oddziałem- czyli pocztem, w tym zazwyczaj 2-3 konnymi, zbrojnymi w kusze i miecze i opancerzonymi żołnierzami- „pocztowymi” (niekiedy pocztowy był ledwie jeden, a czasami było ich aż kilkunastu, w zależności od zasobności kiesy rycerza). Pozostali to służba, zbrojna w porządną, plebejską broń. Każdy rycerz ruszający do pieszej walki stawał się na polu bitwy dowódcą co najmniej kilkuosobowego oddziału swoich poddanych, bynajmniej nie uzbrojonych „prymitywnie”, a najporządniej, jak tylko było rycerza stać, bo od tego także mogło zależeć jego życie.
    Kontyngenty piechoty wysłały na wojnę polskie miasta- milicje miejskie miały zazwyczaj dobrej jakości broń i pancerze, z morale różnie bywało, za to wyszkolenie strzeleckie było na ogół dobre (bractwa kurkowe). Poza ewentualnymi oddziałami najemnymi, mieszczanie byli trzonem naszych wojsk pieszych. Walka w polu nie była ich przeznaczeniem.
    4. Pierwsza wzmianka o bojowym użyciu armat w Polsce to czasy 30 lat przed Grunwaldem.

    Mam wrażenie, że autor artykułu z lenistwa odmalował nam Grunwald jako żywo z ekranizacji ‚Krzyżaków”, a nie jakim był on naprawdę.

  34. Ad. Peryskop: Wzgląd na reakcję papieża i cesarza mógł rzeczywiście wpływać na postawę i kalkulacje Jagiełły stojącego pod Grunwaldem, ale rzekoma opcja wysłania go jako użytego murzyna z powrotem na Litwę przez jakąś nieprzychylną mu frakcję polskich magnatów jest do początku do końca urojona. Po pierwsze był to bowiem król „z Bożej łaski” w całym swym majestacie, którego w tym momencie można było co najwyżej próbować skrytobójczo otruć, a nie gdziekolwiek odsyłać, po wtóre – co może ważniejsze – równałoby się to automatycznie zerwaniu polsko-litewskiej unii, co przekładałoby się praktycznie na bardzo szybką utratę uzyskanych dzięki niej korzyści i siły państwa. Polscy panowie różnych frakcji i klik możnowładczych mogli się ze sobą kłócić, ale w kwestii potrzeby utrzymania i dalszego pogłębiana unii byli akurat całkowicie zgodni. Poza tym Jagiełło był przecież kryty świeżym laurem wielkiego zwycięzcy spod Grunwaldu i już choćby z tego tytułu nie do ruszenia.

  35. Ad. p. Zenon (kom. nr 22): Bardzo cenne poprawki i korekty. Gratuluję wiedzy. Pełna zgoda, że tak czy inaczej w ostatecznym rozrachunku o wyniku bitwy zadecydowało przede wszystkim ciężkozbrojne rycerstwo polskie.

  36. Ad. Panowie Antares i Archer: Może to zabrzmi nazbyt autorytatywnie, ale przynajmniej moim zdaniem nadmiernie upraszczacie Panowie bardzo skomplikowane kwestie i doszukujecie się głównej przyczyny upadku Polski nie tam, gdzie trzeba.
    Stosunek papiestwa do Polski był na przestrzeni tysiąca lat jej istnienia faktycznie różny, raz przychylny, raz nieprzychylny, a jego wpływ raz korzystny, raz niekorzystny. To temat na dłuższy wywód, więc nie będę go tu szerzej rozwijał; gdybyś ktoś sobie tego życzył, to najwyżej w kolejnych komentarzach.Wydaje mi się jednak, że nie mamy specjalnych powodów do uskarżania się w tym przedmiocie na tle innych katolickich nacji. W końcu papieżee mieli zawsze owieczki różnego pokroju, chowu i autoramentu i niezwykle ciężko im było wszystkie naraz zadowolić i usatysfakcjonować. W dodatku nie wszyscy byli świętymi, często przeciwnie zaś łajdakami, przede wszystkim za doczesnego żywota ludźmi z krwi i kości, często jeszcze poddanymi politycznego i finansowemu naciskowi możnych tego świata w danej dobie historycznej.
    Istota rzeczy leży gdzie indziej, a wyraził ją bardzo celnie, jakkolwiek trochę bezceremonialnie (takie jednak prawo gospodarza) Admin w odręcznym dopisku do kom. nr 22 (właśnie p. Antaresa). Nietrudno udowodnić, że w tych okresach, gdy naród i państwo (a także i hierarchia kościelna) stały moralnie najwyżej, gdy panował ład i harmonia pomiędzy narodem i państwem, gdy cele polityki kościelnej i i racja stanu państwa autentycznie się równoważyły i harmonizowały ze sobą, gdy panowała elementarna, możliwa do osiągnięcia na tym świecie sprawiedliwość społeczna, bez ostentacyjnego lekceważenia i wyzysku warstw niższych, Polska niezawodnie rosła w siłę…

  37. Marucha said

    Re 33:
    Jest Pan niezawodny, Panie Zenonie.
    Dziękuję za poprawki i uzupełnienia.

  38. Peryskop said

    Re 33

    Dziękuję.

    Dalsze uzupełnienia

    za doktorem JJ ogólnie :

    Przypadki z historii wywiadów
    © Jerzy Jaśkowski 12.09.2014

    „JEŚLI CHCESZ ZNALEŹĆ KRĘGI POWIĄZAŃ, ZAWSZE SZUKAJ PRZEPŁYWU PIENIĄDZA, nie zajmuj się niebieskimi migdałami” © J.J.

    Archeolodzy robią podstawowy błąd, oceniając wiek wykopaliska na podstawie warstw ziemi. Czym głębiej, tym warstwa starsza. Odwołam się do powodzi z 1997 roku. Jeżeli krowa ze Śląska przeniesiona falą powodziową wylądowała na wyspie Wolin i została przykryta naniesionym przez wodę mułem, a po wielu latach zostanie znaleziona i w jej żołądku będą resztki roślin górskich, to czy znaczy to, że te rośliny rosły na Wybrzeżu? [fakt autentyczny]

    Prościej mówiąc, nie wiemy, w jaki sposób powstawały warstwy w danej okolicy, więc nie możemy oceniać na tej podstawie co jest starsze, co młodsze. Nawet stosunkowo dokładne badania C-14 w ocenie wieku do 5000 lat, często nie są przeprowadzane z powodów ekonomicznych [tak twierdzą].

    W ogóle, w archeologii stosunkowo rzadko stosuje się badania chemiczne, czy izotopowe, do oceny na przykład składu zapraw murarskich.

    W Polsce przyjmuje się, za propagandą pruską, że zamki na Warmii i Mazurach budowli Krzyżacy, chociaż sami Krzyżacy piszą, że odkupywali je od lokalnych właścicieli.

    Tzw. grupy rekonstrukcyjne pokazują prastarych Słowian jako mieszkających w kurnych chatach, a jeszcze w XIX wieku z morza na wyspie Wolin wystawały kamienne kolumny greckie. Kolumny te rozebrały władze pruskie do budowy portu w Szczecinie. Piszą o tym XIX-wieczne podręczniki.

    Kapitanowie rzymskich statków podają w swoich księgach okrętowych, że płynąc na wschód od Danii Długim Morzem [obecnie nazywanym Bałtykiem] widzieli liczne miasta i twierdze. Trudno zakładać, by kapitanowie znający Rzym z milionem mieszkańców, czy Konstantynopol, ponad milion, nie umieli rozróżnić wioski, od miasta.

    Podobnie hełmy wikingów z rogami nigdy nie istniały w rzeczywistości. Nie znaleziono ani jednego takiego hełmu w wykopaliskach. Udowodniono, że są wytworem Hollywood z 1936 roku! Nie przeszkadza to nadal produkować takie gadżety, widoczne potem w grupach rekonstrukcyjnych.

    A nasi politrucy po 1945 roku włożyli to wszystko między nieudowodnione bajki. I tak zostało, że kultura techniczna przybyła dopiero z Krzyżakami…

    http://ngjr.pl/artykulyrozne/jaskowskiwywiady/wywiady.htm

    ===

    wycinkowo, ale poglądowo, bo szczegółowo :

    15 lipca 1410. Grunwald.
    Polskie rycerstwo z Bogurodzicą na ustach uciszyło ten ichny Tan tara dei

    opublikowano: 15-07-2014 cc: BY liczba odsłon: 499 autor: Stanisław Czuszel

    cytaty z: „Przez Mazowsze pod Grunwald 1410 r. Szkice historyczno–regionalne„, ks. Władysław Mąkowski, Dyrektor Biblioteki Seminarium Duchownego i Archiwum Diecezjalnego w Płocku, Wydawnictwo B-ci DETRYCHÓW w Płocku, 1934 r

    Wielkie zwycięstwo polskiego rycerstwa nie do końca wykorzystane. Moi przodkowie od strony mamy śpiewali wtedy na polach Grunwaldu Bogurodzicę jak potwierdzały to zapisy ksiąg parafialnych. # Majstersztyk na owe czasy od strony logistycznej!

    Niesamowity owoczesny wysiłek finansowy, technologiczny, organizacyjny polskiego królestwa zakończony zwycięstwem. Ta wojna była nieuchronna. W królestwie polskim czyniono już ostatnie przygotowania; wszystkie zawody miały pełne ręce roboty! Zamówienia było przeogromne tak od strony dworu, jak poszczególnych szlacheckich rodów! Na porządne wyekwipowanie rycerza na tę wyprawę trzeba było poświęcić minimum dwie duże, zasobne wsie. Taka była cena pełnego porządnego uzbrojenia, koni, pachołka(ów) – giermka. Podwody; jedzenie – solone mięsiwo, napoje, jakieś medykamenty, piernaty. Za nim wyruszono niejeden szlachcic ostro się zadłużył. Niejeden musiał sprzedać swoją majętność. Wyprawa wielkiego ryzyka z jednej strony! Z drugiej zaś w razie zwycięstwa łupy wszystko wynagradzały z olbrzymia nawiązką! Dzisiejszym językiem rzecz ujmując w razie zwycięstwa …..rentowność kolosalna. Po wielokroć wszystkie wydatki, nakłady się zwrócą w skali wręcz kosmicznej!

    Mój pra, nasz pra po kądzieli wtedy już herbowy (zanim do tego doszło łupił przygraniczne tereny polskich książąt mazowieckich, ziemie ruskie i wielkoruskie, nawet po dolny Dniepr, potem ochrzczony – ucywilizował się, spolszczył się jak wielu jemu podobnych i PRZYLGNĄŁ do owoczesnej cywilizacji chrześcijańskiej, społeczności polskiej! Tak więc szykował się na tę wojnę z królem Jagiełłą jako ciężkozbrojny, doskonale wyekwipowany rycerz. Aby tak się stało musiał sprzedać dwie duże zamożne wsie.

    (# jeszcze przed II wojna był tego ślad w księgach ziemskich i parafialnych, po 17 września 39 sowieci wywieźli oraz zniszczyli bardzo wiele polskich archiwalnych, wiekowych zapisów na Kresach. Tak więc nie wiem, czy dziś cokolwiek jeszcze tam się zachowało).

    Od strony logistycznej był to majstersztyk króla polskiego.
    Jego doradcy, stratedzy w najdrobniejszych szczegółach dopracowali drogę, przemarsz wojsk królewskich oraz sojuszników. Trzeba było zebrać te wielkie siły w kilku punktach zbornych, przeprawić je przez rzeki i dotrzeć na pole bitwy! I tym zaskoczył polski król Krzyżaków, niespodziewających się, że tak sprawnie polskie wojska dotrą na miejsce decydującego starcia.

    Przeprawić tyle tysięcy zbrojnych i podwody przez rzeki, szczególnie zaś przez Wisłę, to była nie lada sztuka! Od strony przygotowań, zabezpieczenia przejścia, przeprawy szczególnie przez Wisłę.
    cyt.: „30 czerwca gościńcem na Sochaczew i przeprawiwszy się przez Bzurę pomknął drogą nadrzeczną krańcem puszczy ku Wiśle. Minął po drodze oddziały i tabory chorągwi wielkopolskich, które, idąc poprzez Gąbino i Iłowo w ziemi gostyńskiej, zdążały ku Czerwińsku.” W tym czasie cyt. „nad Narwią, pod biskupim Pułtuskiem stanął brat stryjeczny Jagiełły, wielki książę litewski Witold wiodąc około sześciu tysięcy rycerstwa z Litwy i Rusi. Z Pułtuska podążył Witold z wojskiem i taborem na Nasielsk, pod Cieksynem i Borukowem, które należały wtedy do Junoszyców, Przeprawił się przez rzekę Wkrę i stamtąd ruszył na Południe ku Czerwińskowi.” Król stanął na pobrzeżu Wisły z orszakiem rycerskim, cyt. „wojsko rozłożyło się na błoniach dwóch wsi – książęcej podówczas Śladowa i opackiej Kromnowa.”

    I tam oto zastosowano cud techniki na owe czasy most pontonowy-łyżwowy.
    cyt.: „Poprzez Wisłę, nieco w górę rzeki, naprzeciw starego dojazdu do miasta rozpostarło się dziwo dotąd na Mazowszu nie widziane, długi most łyżwowy na łodziach. Podziwiano jego wielkość, jak również to, że tak nagle, jakby za dotknięciem różdżki czarodziejskiej wyłonił się z wiślanych fal.”

    Ileż pracy i dokładności saperzy owocześni musieli w to włożyć. Jaki kunszt techniczny!
    cyt.: „Całą zimę pracował nad nim mistrz Jarosław na Kozienicach biegły w rzemiośle wojennym. Ogromne puszcze Kozienickie dostarczyły drzewa, król sporo kóp groszy krakowskich wysypał, a pan starosta radomski Dobrogost Czarny z Odrzywołu herbu Nałęcz miał pieczę nad budową. Spuszczono go Wisłą pod koniec czerwca z Kozienic do Czerwińska Tym sposobem połączone zostały wybrzeża dwóch księstw – Januszowego, który władał ziemią wyszogrodzką i zakroczymską oraz Ziemowitowego, do którego Sochaczew i Gostynino należały.”

    Nad przeprawą czuwał sam Jagiełło cyt.:
    „król pilnował przeprawy. Wyznaczył zbrojne oddziały aby nie dopuścić natłoku i nieporządku – wchodziło wojsko na most w ścieśnionych i równych szykach.” A było tych wojsk mrowie. cyt.: „Nad Wisłę ściągnęły wszystkie siły zbrojne królestwa polskiego jak i zaciężne cudzoziemskie poczty a także obaj książęta mazowieccy ze swoim rycerstwem. Na polach i błoniach pod Czerwieńśkiem, aż po biskupią Wolę, Gawarzec, Sedlec, Parlino, Wilkowyje i Zarębino rozłożyły się wojska obozem. Jeszcze tego dnia w poniedziałek nadciągnął spoza Narwi wielki książę litewski Witold, ze swoim rycerstwem z Litwy i Rusi. Król wyjechał mu na spotkanie i do obozów swych zaprowadził. Przybył i biskup płocki Jakub ze swoimi prałatami, kanonikami, kapelanami oraz dworem, wśród którego dumnie nosili się marszałek biskupi i starosta pułtuskiego grodu. Nigdy jeszcze Czerwieńsko i okolice jego tak świetnych gości i takiego mnóstwa rycerzy nie oglądały. Rozbrzmiewały przeróżne języki – polski, czeski, litewski, ruski, dalekich Galów i Burgundów oraz oczywiście uniwersalny czyli łacina. Opat Stanisław podejmował dostojników w konwencie kanoników regularnych. Blisko cztery dni spędził król Władysław z księciem Witoldem w Czerwińsku, dopóki nie pościągały chorągwie wszystkich ziem Królestwa i nie przeprawiły się przez Wisłę.”

    Jednak wielki mistrz wątpił w sprawną przeprawę i tak ją skomentował
    cyt.: „Bajki to są wierutne, … przybyli do Torunia godni wiary szpiegowie nasi i opowiadają, jako król polski na Nadwiślu błąka się i nie może przeprawić przez Wisłę i że wielu już z jego rycerstwa szukając brodów potonęło. Wiemy także, iż książę Witold stoi nad Narwią, lecz nie ma odwagi przekroczyć jej!”

    Nie dał wiary, bo wyczyn, bo ten logistyczny wprost cud był nie do wiary nawet dla takich wielkich rycerzy jak wielki mistrz! To w historii bitew, dziejów wojskowości nadal niedoceniany, nieopisywany i celowo przemilczany niesamowity wysiłek logistyczny! Zanim wojska polskiego króla i jego sprzymierzeńców dotarły na pole bitwy musieli pokonać jeszcze niejedną nieznaną rzekę, szli przez nieprzebyte bory. Przewodnicy polskiego wojska doskonale orientowali się na nowo pokonywanych terenach jakże odległych od ziem królestwa. Cały ekwipunek oraz żywność wieźli ze sobą aby nie grabić mijanych terenów, taka była wola króla. Zbliżali się do granicy.
    cyt.: „Na linii granicznej Krzyżacy byli mocno umocnieni – jedynie między Brodnicą a Lidzbarkiem, koło miasta biskupiego Górzna był łatwy przystęp do Ziemi Chełmińskiej z Mazowsza, bo szło się suchą nogą. Tam zmierzał Władysław Jagiełło z Czerwińska.”

    Do Grunwaldu, pod Grunwald było jeszcze daleko! I na tym zakończę!

    Bo resztę powinien znać każdy Polak, chyba, że to ciężkie przypadki typu Rózia von coś tam Tan Tara dei i Tuska und Grasia!?, którym polskość, nasze dzieje, nasza wielkość tak uwiera! Choć i panu Bronkowi zbyt dużej wiedzy o naszych chlubnej przeszłości nie przypisuję pamiętając o jego …genialnej!! pracy mgr napisanej w … dwa tyg. do spółki ze swym ubeckim teściem, jak to sam nie wiedzieć czemu publicznie opowiadał!

    pzdr

    http://www.radiownet.pl/publikacje/15-lipca-1410-grunwald-polskie-rycerstwo-z-bogurodzica-na-ustach-uciszylo-ten-ichny-tan-tara-dei

  39. Peryskop said

    Re 34

    Dziękuję za uwagi.

    Widzę, że Krytyczny Komentator zna zakulisy pobieżnie i/lub wybiórczo, bo cóż z tytułu „króla w całym majestacie z Bożej łaski”, kiedy już dokumentem z 24 września 1243 roku papież Innocenty IV polecił dominikanom krakowskim głosić krucjatę do Prus i Liwonii dla wspomożenia Zakonu krzyżackiego, a jego następcy tamtego wezwania nie odwołali, a wręcz czynnie pilnowali interesów Zakonu, śląc podobne apele.

    W tej sytuacji naturalne były nieprzychylne oceny polityki Jagiełły choćby wśród wpływowego duchowieństwa, przedkładającego głosy papiestwa ponad postawę nowo-ochrzczonego Litwina na polskim tronie. Dla dostojników o tak pryncypialnej mentalności siła państwa nie mogła bazować na sprzeciwianiu się woli Namiestnika św. Piotra z Rzymu ! Przejawem takiej postawy był brak poparcia dla polskich interesów ze strony krakowskiego biskupa Mikołaja Trąby podczas soboru w Konstancji, co było powiązane z perturbacjami w Kościele wobec 3 zwalczających się papieży.

    Oczywiście zwycięstwo grunwaldzkie doraźnie umocniło pozycję Jagiełły, ale czas płynie, i gdy zagrożenie i strach mijają, pojawiają się wtedy naturalne reakcje ludzkie (wcale nie unikatowe tylko wśród Polaków) – ambicjonalne pokusy, zawiść, a niekiedy i upokorzenie – tym silniejsze, gdy gloria przypada komuś nie z naszych, dumnych Lachów.

    Z drugiej strony decyzja króla Władysława II o rezygnacji z oblegania Malborka i zdobywania innych fortec oraz folwarków krzyżackich zapewne wśród części polskiej szlachty budziła zawód wobec utraty spodziewanych łupów – choćby dla powetowania nakładów poniesionych na udział w wyprawie 1410. Bo nie bądźmy pruderyjni – oprócz honorów zwycięzcom należał się udział w podziale zdobytych korzyści materialnych – broni, kosztowności, niewolników, terenów.

    Wszystkie te okoliczności Jagiełło musiał brać pod uwagę przy ustalaniu swej polityki po 15 lipca 1410 – zarówno w perspektywie najbliższych dni, jak i lat. Rozwój wydarzeń zdaje się potwierdzać, że wybrał rozsądnie i wyegzekwował od Zakonu znaczącą kontrybucję tytułem rekompensaty za poniesione koszty wojny oraz za uwolnienie 600-900 jeńców. Wielki Mistrz Zakonu Heinrich von Plauen zobowiązał się zapłacić 100 tysięcy kop – czyli 6 milionów – groszy czeskich w czterech równych ratach do stycznia 1413 – po przeszacowaniu na dzisiejsze pieniądze jest to kwota ok. 2 mld dolarów. Szczegóły zacytowałem tu :

    https://marucha.wordpress.com/2016/04/18/chrystianizacja-europy-srodkowo-wschodniej/#comment-572965

  40. Zenon K. said

    Warto nadmienić, że w planie Jagiełły znalazło się miejsce na atak dywersyjny, odciągający część sił krzyżackich ze spodziewanego teatru działań wojennych: znaczna część wojsk litewskich wpadła wtedy od wschodu na tereny Państwa Zakonnego i spustoszyła z wielką starannością m.in. dostatnie tereny Sambii. Siły, które Krzyżacy oddelegowali do powstrzymania tego najazdu okazały się zbyt szczupłe, by przeszkodzić łupiestwom Litwinów, a zabrakło ich na polu decydującej bitwy. Aż do sekularyzacji państwa tereny Sambii nie podźwignęły się po najeździe sprzed ponad 100 lat.
    Odrębnym rozdziałem jest walka propagandowo-dyplomatyczna Polski, wygrana- dzięki niej „goście” Zakonu zmieścili się w jednej chorągwi, a w większości pochodzili z krajów niemieckich- niewielu rycerzy dało się nabrać na kłamstwa krzyżackie.

  41. Peryskop said

    Feliks Koneczny – Teoria Grunwaldu
    Movere nihil aliud est, quam educere aliquid de potentia in actum.

    Chcąc określić należycie znaczenie Grunwaldu, należy ten czyn dziejowy badać na tle historii myśli europejskiej, badając, jaki był do niej stosunek Polski, młodszej cywilizacyjnie.
    Kultura powstaje najpierw w myśli, a to przez generalizowanie, stanowiące nieodzowny warunek myślenia oderwanego. Brutalne strony życia (cała wielokształtna walka o byt) dostarczają materiału do ustroju społecznego, który o tyle może się rozwijać w kulturę,
    o ile myśl ludzka zapragnie dane przez przyrodę niejako prymitywne stosunki regulować celowo (w granicach możliwości) czyli, o ile objawią się w społeczeństwie jakieś dążenia. Folklor zna ludy, istniejące od tysięcy lat, nie posiadające żadnych dążeń, nie umiejące myśleć oderwanie, nie nauczone generalizować i „dzikie”. Są też inne – w Azji i nieco bliżej – których myśl ograniczyła się do pewnych kierunków, a wyczerpawszy je skostniała; te społeczeństwa przestały myśleć twórczo, bo zaniechały badać nowych stron życia, nasuwanych biegiem dziejów, nie wcieliły ich do swej twórczości i skutkiem tego przestały mieć dążenia lub mają dążenia zacofane, które muszą doprowadzić je do upadku, o ile nie będą porzucone. Jest trzecia kategoria ludów, których cała kultura polega na asymilacji, na przejęciu wyższej od sąsiada starszego cywilizacyjnie i na powtarzaniu przebytego już biegu myśli ludzkiej w nowym tylko języku, mutatis mutandis. Czwarta dopiero kategoria i przejmuje i tworzy, bo nie naśladuje, lecz tylko uczy się u starszych, ażeby po pewnym czasie stanąć z nowym, własnym dorobkiem kulturalnym, nie będącym konsekwentnem snuciem coraz dalszych wniosków z przejętych od innych starych założeń, lecz samychże założeń rewizją.
    Ograniczoność rozumu ludzkiego i w tym bowiem się objawia, że ani jedno z założeń teorii społecznych nie da się wyzyskać z całą konsekwencją, żeby nie doprowadzić do absurdu. Można to obserwować na wszystkich: od egiptologii do socjalizmu. Nawet dobro – o ile przez człowieka wymyślone – jest tylko ograniczenie dobrem i gdy w rozwoju swem dotrze do tej granicy, musi być wyręczone przez nowe pojęcia dobra społecznego, bo inaczej nastanie zastój i upadek. Asymilowani naśladowcy stają się więc tylko epigonami i giną niebawem po swych mistrzach, bez których nie mogą sobie radzić, podczas gdy lud prawdziwie twórczy może stanąć nawet w przeciwieństwie do byłych swych mistrzów.
    Takim twórczym społeczeństwem najwyższej kategorii była Polska aż do połowy XVII wieku, Na ogólnym tle chrześcijaństwa wytworzyliśmy swą własną kulturę, której – niestety – wyrzekliśmy się w XVII w. i do dziś dnia – stokrotne niestety – nie umiemy się zdobyć na zbiorowe dalsze snucie przerwanego wątku. Mieliśmy własne dążenia, bośmy się zdobyli na własne pojęcia o ustroju społecznym i porządku europejskim. Mieliśmy myślicieli, w których umysłach samodzielnych powstały idee, zamieniane w czyn przez statystów i wodzów. Żyliśmy celowo w chrześcijaństwie.
    Narzędzia pod snucie osnowy historycznej otrzymaliśmy z zewnątrz. Stało się to w Rzymie w r. 996, skąd Św. Wojciech przywiózł prowincję kościelną polską, zorganizowaną w cztery lata potem. Oznaczało to uznanie równorzędności nowego żywiołu chrześcijańskiego wobec Rzymu ze starszemi. Dzieło św. „Wojciecha przybiera pod również twórczą dłonią Bolesława Wielkiego kształt olbrzymiej monarchii słowiańskiej, której pomysł waha się, to kurczy, to rozszerza w wykonaniu, ale trwa ciągle w okresie tzw. bolesławowskim. Szalonemu rozmachowi na zewnątrz nie odpowiada siła wewnętrzna, siła społeczna. Tej nabywa społeczeństwo w tzw. okresie dzielnic książęcych, ku którego końcowi ludność polskiej prowincji kościelnej staje się narodem polskim, kiedy-to pomysły i dążenia, skrystalizowane najlepiej w umyśle arcybiskupa Świnki, zamienia w czyn Władysław Łokietek, którego ja zwykłem zwać Władysławem Niezłomnym. Niebawem potem zrywa się Polska do powtórnego rozmachu na zewnątrz i już za Kazimierza Wielkiego kładą się fundamenty pod olbrzymią znowu monarchię Jagiellońską.
    Wszystko to dokonywało się zgoła odmiennie, niż wśród społeczeństw zachodnich, ale też nie po orientalnemu, nie po bizantyńsku, lecz swoiście, po polsku.
    Polska weszła w koło kultury zachodniej, a nie przyjęła zasadniczej podstawy ustroju społeczeństw europejskich, tj. feudalizmu naśladowanego jednak dalej poza Polską, na Rusi. Nigdy nie miano w Polsce pojęcia o tym, że wszystko, co jest pomiędzy monarchią a niewolnikiem, ma być ujęte w ryzy hierarchiczne, tak, że każdy ma być i czyimś suwerenem i czyimś wasalem. Feudalizm wyhodował życie publiczne na Zachodzie, nadał formy ustrojowi społecznemu, był esencyą europejskości do tego stopnia, że przystosowywał się do niego Kościół, ażeby mógł wejść wewnątrz społeczeństw – a Polska go nie przyjmuje i pomimo to pozostaje o własnych siłach córą Zachodu, rozwijającą się na podstawie rodzimego ustroju rodowego, stanowiącego jak najjaskrawsze przeciwieństwo feudalizmu.
    Wobec takiego przeciwieństwa musiały być nieporozumienia. Jakoż ślady tego stanu rzeczy sięgają aż w głąb wieku XII.
    Czy rozumieli wojownicy Bolesława Krzywoustego, o co chodzi cesarzowi, że gotów nie tylko pozostawić go na tronie w spokoju, ale zostawić mu najzupełniej własną wolę, byle tylko dał jakiś mały znak, że uznaje nad sobą zwierzchnictwo cesarskie? Wielkie wojny o to, czemu poddawało się bez szemrania tyle rodów na Zachodzie, świetniejszych w oczach świata od Piastów! W Burgundii np. musiał się taki opór wydawać uporem barbarzyńców, nie ucywilizowanych jeszcze należycie. Wszak wszyscy panowie chrześcijańscy są wasalami cesarza „rzymskiego”, bo tego wymaga prawo, porządek europejski i dobro „całej familii chrześcijańskiej”. Tak ustanowiono w zgodzie ze Stolicą apostolską za Karola Wielkiego, monarchy prawdziwie wielkiego, od którego zaczyna się nowy okres dziejów.
    Święty Augustyn potępił imperium rzymskie i całą historię rzymską w latach 413-426, kiedy pisał swe dzieło „De Civitate Dei” – a swoją drogą w tymże samym jeszcze wieku powstają nowe państwa europejskie na tradycjach, uchwyconych z resztek tegoż imperium, a w trzy wieki potem, w r. 800, sam papież wznawia imperializm, koronując Karola Wielkiego. Św. Augustyn miał zupełną słuszność, zżymając się nad zbrodniczością dziejów rzymskich, ale ta Afryka, która się przejęła jego wywodami, nie obudowała po upadku imperium sama nic nowego, podczas gdy państwowość rozkwitnęła na nowo w zachodniej Europie, przyznającej się do spadku po zbrodniczym Rzymie.
    Nie daje się bowiem w dziejach nic budować zupełnie na nowo. Afryka, przejęta już romanizmem, wyrzekając go się nagle, zagwoździła sobie dźwignie rozwoju, bo na miejsce imperializmu nie miała nic, prócz marzeń. Zdezorganizowana skutkiem tego, uległa też kulturze mahometańskiej niemal bez oporu.
    Gdziekolwiek sięgała kultura rzymska, nigdzie nie dało się jej dominować bezkarnie. Tkwiły bowiem w niej pewne zasadnicze dane organizacji państwowej, której raz zakosztowawszy, nie można już było obejść się bez niej. Teoria dwoistości najwyższej władzy, duchownej papieskiej i cesarskiego brachii saecularis, nie jest też niczym innym, jak zdobytym z doświadczeń czterech blisko wieków kompromisem pomiędzy teorią św. Augustyna a… możliwością. Jest to drugie z kolei w chrześcijaństwie pojęcie dobra społecznego.
    I to pojęcie było tylko do pewnego stopnia czynnikiem organizacyjnym, a przeprowadzane z bezwzględną konsekwencyą wiodło do dezorganizacyi. Już też w XII wieku traciło wyznawców, ale że nie powstało żadne pojęcie nowe o ustroju Europy, dawne trzymało się formalnie siłą bezwładności, zastosowywane w praktyce tylko jako upozorowanie niemieckiej zachłanności względem Słowian. Najmocniej akcentowali zwierzchność cesarską tacy, którzy nie uznawali papieskiej. Cała ta teoria była już zwiędła i grubo sprofanowana – ale że innej nie było, a bez teoretycznych podstaw w wielu wypadkach nie można było dojść do ładu, więc uznawano ją w braku innej.
    Scholastyka nowej teorii w tej dziedzinie myśli nie wymyśliła, tylko próbowała dawną udoskonalić, zreformować. Tomiści i skotyści wciągali w swe dociekania nieraz spór o wyższość władzy papieskiej, czy cesarskiej; można powiedzieć, że filozofowie ci dostarczyli tylko nowych oręży, nowych argumentów pro i contra, nie zmieniając niczego w rzeczy samej. Osadzona lepiej spekulatywnie, dzięki św. Tomaszowi z Akwinu (+ 1274), wykwita cała sprawa jeszcze raz wspaniałym kwiatem w arcydziele Dantego, młodszego w sam raz o jedno pokolenie (+ 1265). Słusznie powiedział Klaczko, że był to utopiste du passe.
    Był jednak jeden kraj, gdzie cała owa teoria nie była spóźnioną utopią, lecz wielce „aktualną”, znajdującą nieustannie praktyczne zastosowania: to Polska, a zwłaszcza stosunki polsko – krzyżackie.
    Zdajmyż sobie sprawę z tego, że duch Danta byłby w tym sporze z całą stanowczością po stronie krzyżackiej. Broniłby ważności nadań cesarskich choćby do całej Litwy.
    To, co zapełniało najtęższe głowy Europy, zwracało się z całą stanowczością przeciwko Polsce. I w tem tkwi najgłębsze zagadnienie dziejów polskiego średniowiecza, a przedstawia się ono tak…
    Polska garnie się do kultury zachodniej, czerpie stamtąd pojęcia o życiu i ustroju cywilizacyjnym, kształci się na nich – i przeciwi im się równocześnie, bo-feudalizmu nie przyjmuje, a teorię imperializmu cesarza „rzymskiego” odrzuca. Wyrasta więc z tej cywilizacyi i na niej, lecz zachowuje się względem niej tak, iż każdy mógł orzec, że znajduje się poza jej obrębem, że nie należy do „familii chrześcijańskiej” w znaczeniu polityczno – społecznym. W pojęciu rycerza burgundzkiego nie mogło być porządku społecznego bez feudalizmu i całej związanej z tem specjalnej kultury, a więc Polska była w jego oczach dziczą. Ruś wydałaby mu się o wiele bardziej cywilizowaną, bo miała coś z feudalizmu. Powiedziałby, że Ruś jest na dobrej drodze, ale z Polski nic nie da się wykrzesać. Ludziom Zachodu wydawała się Polska nie tylko niezdatną do przyjęcia kultury zachodniej, ale zasadniczym tej kultury wrogiem, skoro odczepia się od wszelkiego związku ze świętym rzymskim cesarstwem, a więc z jedyną znaną formą powszechności chrześcijańskiej.
    Tak głęboko sięgało nieporozumienie, a które musiało oczywiście być wzajemnym. To też kultura polska robiła postępy powolne, zmagając się w największej rozterce pojęć, która u wyższych umysłów musiała być tragiczną. Niektóre dziwne załamania w dziejach kultury naszej od XI do XV wieku zdają się mieć źródło w tych przeciwieństwach i nieporozumieniach.
    Nie zaasymiłowaliśmy się, jak Czechy, gdzie rozwiązano kwestię w sposób najprostszy, wchodząc w skład cesarstwa i starając się wkońcu stanąć na samym jego czele. Kiedy czescy królowie są cesarzami, polscy najbardziej właśnie zarzekają się wszelkiego związku z systemem imperialistycznym. Kultura polska rozwinęła się przez to później od czeskiej, lecz za to głębiej.
    W rozterce poglądów na świat uczyniła się myśl polska najbardziej krytyczną z całej Europy, aż doszła do tego, iż przystąpiła do krytyki samychże założeń europejskiej teorii społeczno – państwowej i wytworzyła wkońcu swoje własne, polskie pojęcie dobra społecznego, jako trzecią z kolei teorię tego rodzaju w chrześcijaństwie.
    Zanim do tego doszło, przecierpiano wiele; a potem? Potem było jeszcze gorzej, bo musiała nastąpić walka dwóch poglądów na ustrój państw i społeczeństw: walka młodszej cywilizacyjnie i słabszej materialnie Polski z Zachodem, walka zaiste rozpaczliwa, nie rokująca według prostego rozsądku zgoła powodzenia. To też bywało, że się jej wyrzekano. Jak się to stało, że ostatecznie Polska zwyciężyła, z czego zrodził się Grunwald, pragnąłbym tutaj wyłuszczyć. Była to bowiem istotnie walka dwóch idei.
    Podczas gdy inne narody słowiańskie poprzestawały na asymilowaniu się z kulturą zachodnią lub bizantyńską, pomnażając chrześcijaństwo i cywilizację tylko kwantytatywnie, jedna Polska pomnażała je kwalitatywnie. „W niej jednej był duch inny, niż w Paryżu lub w Kolonii (względnie w Konstantynopolu), było coś swoistego, co było słowiańskim nie tylko z języka, lecz z pracy ducha. Sama tylko Polska wytwarzała kulturę słowiańską i dlatego bieg wypadków postawił ją na pierwszym miejscu w Słowiańszczyźnie, dlatego jej „wielka wojna” stała się rozprawą orężną nie tylko o Polskę, lecz o Słowiańszczyznę. Pod Grunwaldem starły się pojęcia zachodnio-europejskie, feudalistyczno – imperialistyczne z pojęciami polskimi, które były zarazem jedynymi Słowian oryginalnymi, tak, że Polska była w r. 1410 pod względem duchowym istotnie całą Słowiańszczyzną.
    Wszystkie słowiańskie narody dostały się na madejowe łoże kultury wyższej, sobie mniej lub więcej wrogiej, a którą trzeba sobie było przyswoić, chcąc żyć wogóle. Na wschodzie słowiańskim nastąpiło pewnego rodzaju samozatruwanie się, gdyż kultura bizantyńska nie znosi zmiany form. Szczęśliwsze ludu zachodniej Słowiańszczyzny znalazły się na łonie kultury, znoszącej doskonale zmianę form i mogły na jej tle wytworzyć sobie formę nową, własną, dla siebie stosowną, podczas gdy wschodnie nie miały wyjścia. Wraz z formą trzebaby tam rzucić samą treść, wyrzec się kultury bizantyńskiej, jedynej sobie znanej, a więc i wszelkiej kultury zarazem. Ludy te wyboru nie miały; możliwość wyboru miała im być nastręczona dopiero później, gdy Polska stała się mocarstwem i niosła idee zachodnio-europejskie w polskiej, słowiańskiej formie, daleko na Wschód.
    Madejowym łożem była dla Polski szkoła kultury zachodniej, przez którą, przejść musiała. Sprawa polska stawała po wielokroć w poprzek europejskim zapatrywaniom na prawo narodów. Spotkano się z czymś nowym, niepojętym wprost dla zachodniej Europy. Sprawa nasza nie dawała się wciągnąć do teorii imperialistycznej, Stosunki faktyczne były tego rodzaju, że teoria ta, stosowana tu na Wschodzie, stawała się absurdem, spaczeniem, ohydnym nieraz wykoszlawieniem tkwiącej w niej pierwotnie myśli i mającej jej przyświecać chrześcijańskiej zasady. Ale o tem wiedzieli tylko tacy, którzy te stosunki badali i poznali bliżej, a takich było mało, że przypadał może ledwie jeden na dziesiątki tysięcy. A choć ten i ów czuł, że po naszej stronie słuszność i żałował, że prawo jest przeciw nam, ale czyż zarzucać prawo dlatego, że w wyjątkowym jakimś wypadku ono nie domaga?
    Dlatego to w sporze Polski z Krzyżakami sympatie Europy były stale po stronie Zakonu. Była to walka Polski nie tylko z Krzyżakiem, lecz z Europą. Nie tylko bowiem Niemcy wspierali Zakon, ale i Czesi (król Otokar II, założyciel Królewca), Francuzi, Anglicy, Szkoci. Pomóc Krzyżakom, to najwyższa zasługa; zdobyć pod ich poręką ostrogi, najwyższy honor; zapisać mienie na fundację dla nich, z dobrych uczynków najlepszy i najtrafniejszy!
    Nasze dążenia i nasze postępowanie było łamigłówką dla ludzi Zachodu i dlatego to pamflety na Polskę znajdowały długo chętny posłuch i wdzięcznych słuchaczy nie tylko w Niemczech, lecz w całej Europie (z wyjątkiem środkowych Włoch, o czem niżej).
    Ale co gorsza, my sami sobie poczynaliśmy być zagadką. Przyjmując z Zachodu kulturę, czerpaliśmy też stamtąd wiedzę i jej kwiat – teorie naukowe. Bez teorii nie można się rozwijać umysłowo (myślenie oderwane, generalizowanie), nie można się cywilizować i stać się ogniwem w łańcuchu kultury powszechnej, a tymczasem teorie te były dla nas zabójcze. Znać też w dziejach naszego rozwoju istne męki ducha polskiego, rwącego się do światła. Na tych torturach moralnych, wśród walki między miłością światła i prawdy a miłością narodu mógł się złamać duch narodu i wejść pomiędzy narody europejskie, jako coś połowicznego, nijakiego i okaleczonego, wiecznie niedomagającego i rzeczywiście pod względem kulturalnym zasadniczo niższego. Tylko wynalezienie nowej formy dla kultury zachodniej, tylko jakaś polska a pozytywna teoria mogła nas wykształcić na naród w całem znaczeniu tego wyrazu, pogodzić z samymi sobą i uczynić zdatnymi do czynów dziejowych.
    Owoc bytu – to kultura czynu. A ta wymaga zgodności myśli ze słowem, słowa z czynami, czynów z wewnętrznym przeświadczeniem.
    Była kraina w Europie jedna, gdzie rzadki w owych czasach przybysz Polak mógł się takiej zgodności często (jakkolwiek nie zawsze) dosłuchać, dobadać, gdy zadał sobie trud pogłębiania myśli swojej i cudzej.
    Uderzało mnie zawsze, że w spisach rycerzy, spieszących nad Bałtyk, przeciw Polsce i Litwie, po honor i zasługę, brak nazwisk włoskich. Nie łatwo było z Włoch tam się dostać, ale nie trudniej niż ze Szkocji! Północno-włoskie księstwa i republiki nie wysyłają do Malborka ani ludzi, ani pieniędzy – ale bo też nie zajmują ich wówczas te północne sprawy. Natomiast Włochy żywo się tem interesują, boć tam Rzym, centrum światowe, najwyższa duchowna instancja Zakonu i ognisko główne apostolstwa – a wszak chodziło o walkę z poganami, o nawrócenie Litwy.
    Watykan bywał częściej przeciw Zakonowi, niż za nim. Gdyby nie pomoc papieży i soborów, nie bylibyśmy rozwiązali zagadnienia naszego stosunku do kultury zachodniej.
    Bo też tylko papiestwo mogło dopuścić do uprawnienia nowej formy społeczno – państwowej na tę kulturę. Ono tylko było powołanym interpretatorem, że się tak wyrażę, ustawy europejskiej, obowiązującej moralnie. Gdy teoria imperialistyczna na złe się obracała, mógł zrobić w niej wyłom, zawiesić ją dla sumień chrześcijańskich tylko następca tego, który koronował Karola W. Wszak w imię chrześcijańskiego porządku w Europie papiestwo dało było sankcję teorii imperialistycznej; ono też tylko mogło dać sankcję, lub odmówić jej, teorii innej.
    Niema tu nic do rzeczy, że papieże bywali w sporach z cesarzami, że mieli do czynienia z teorią wyższości władzy cesarskiej nad papieską. W roztrząsaniu niniejszem chodzi o stan rzeczy moralnie obowiązujący, a ten walor posiadała teoria imperyalistyczna w zastosowaniu do sprawy polsko – krzyżackiej najzupełniej, bo w tym wypadku ingerencja cesarska posiadała wszelkie cechy bracchii saecularis, służącego Kościołowi, a więc zgodną była z czystą teorią dwoistości najwyższej w chrześcijaństwie władzy.
    Krzyżacy powoływali się na darowizny cesarzów i na to, że ziemia pogańska jest rzeczą niczyją. Wywody o cesarskich nadaniach były pod względem prawniczym nienaganne i zupełnie logiczne dla każdego, kto przyjmował założenie, tj. zwierzchność cesarską nad państwami chrześcijańskiemi, a władzę nieograniczoną nad pogańskimi, jako nie posiadającymi właściwego pana. Res nullius.
    A jednak Zakon był kilka razy pod klątwą i to nie tylko o Polskę, ale i o pogańską Litwę! Tu się okazuje w całej pełni, czym był Kościół, jako kierownik sumienia zbiorowego, jako interpretator dobra i zła. A zarazem odkrywa się istota różnicy pomiędzy bizantynizmem a latynizmem, którego najwyższa instancja, Stolica apostolska, odznaczała się wprost brakiem ślepego przywiązania do formy, gotowa ją zawsze poświęcić dla ocalenia treści.
    Siłą bezwładności rozwijała się dalej popularność Zakonu w dalekich od papiestwa krajach, gdy w Rzymie obkładano go już klątwą. Schizma papieska ogromnie też pomagała Krzyżakom, gdy na papieża mieli antypapę. I tak pozostał Zakon, „poświęcający się” nawracaniu pogan, „źrenicą w oku chrześcijaństwa”. Gdy dwie armie zmierzały pod Grunwald, sympatie Europy były nie po naszej stronie. W armii krzyżackiej dopatrywano się obrońców krzyża i chrześcijańskiego ładu w Europie, tem bardziej, że pamflety krzyżackie, rozrzucone po całym świecie, zrobiły swoje.
    Zakon odgrywał największą komedię, jaką widziały dzieje. Jak bowiem miały się w istocie rzeczy z ową „źrenicą”, poznamy, przerzuciwszy się na chwilę na grunt ekonomiczny.
    Była to bowiem zarazem walka ekonomiczna, prowadzona o prowincję, posiadającą nadzwyczajną doniosłość w ówczesnych szlakach handlu powszechnego. Z polskiej strony prowadzono ją w imieniu całego społeczeństwa, potrzebującego spławu i dostępu do morza, z niemieckiej atoli w interesie jednego tylko stanu. Szlachta i miasta pruskie były w tej walce po stronie polskiej (już w r. 1410), bo z Polską wiązały ich interesy ekonomiczne. Panowanie krzyżackie było więc tam niekorzystnem dla rozwoju rolnictwa, handlu i przemysłu, skoro sami przedstawiciele tych zawodów pragnęli gorąco pozbyć się Zakonu. Nie reprezentowali tedy Krzyżacy nad Bałtykiem niczyjego interesu ekonomicznego, jak tylko swój własny.
    Czymżeż byli oni pod względem ekonomiczno – społecznym ? Cała odpowiedź w tych słowach: młodszymi synami szlachty niemieckiej. Zakon stał się instytucyą zapomogową dla tego stanu, mającą fortuny szlacheckie w Niemczech nie tylko chronić od rozdrobnienia, ale wzmacniać je finansowo. „Rycerz” taki nie tylko nie potrzebował niczego od rodziny, ale sam mógł jej dawać i niejedną podnieść na nowo. Sami przyznawali bez ogródki, że sprawa tak się ma i nazywali rzecz po imieniu, gdybyli sami pomiędzy sobą. Do Flandrii, Francji i Anglii pisało się: „Ratujcie chrześcijaństwo!” ale odezwy przeznaczone dla krajów niemieckich nie odgrywały komedii, lecz wołały jasno i po prostu: „Ratujcie szpital szlachty niemieckiej!” A wyraz „szpital” oznaczał wówczas schronisko dla pielgrzymów, zakład dobroczynny z bezpłatnem utrzymaniem.
    Ze stanowiska ekonomicznego byli ci „rycerze” wyzyskiwaczami i pasożytami warstw produkcyjnych, nad którymi panowali. Wbrew ich woli, przemocą. Ten sposób załatwiania swej walki o byt mieli już we krwi, w tradycji: wszak byli potomkami „rycerzy-rabusi”. Istota państwa krzyżackiego polegała na tym, że zajęcie rycerza – rabusia zorganizowało się na wielką skalę, korporacyjnie.
    Polacy walczyli o Pomorze w imię pracy i wytwórczości; Niemcy w imię pasożytnictwa.
    Ale opinia europejska była po stronie krzyżackiej, po stronie „źrenicy w oku chrześcijaństwa”.
    Dnia 15 lipca 1410 wygraliśmy jedną z najważniejszych bitew w dziejach wojennych Europy, pod Grunwaldem, a dnia 10 października tegoż roku drugą walną bitwę pod Koronowem i odzyskaliśmy zaledwie Ziemię Dobrzyńską, zastawioną nieprawnie przez Opolczyka. Żmudź wracała do Jagiełły i Witolda tylko w dożywocie, pozostając w zasadzie własnością Zakonu. Takie były warunki pokoju. Ileż wypisano z tego powodu zarzutów i ubolewań nad polską niezdatnością do wyzyskiwania własnych zwycięstw! Wszystko to niesłuszne.
    My, wielkich ojców nie zawsze godne potomki, zatraciliśmy świadomość, jak się robi historię. Zdaje nam się, że do tego starczy zapał, jedna i druga chwila triumfu i poświęcenia skoncentrowane na pewien moment dziejowy. Zdaje się nam, że historia miewa takie chwile słabości, w której można ją robić i byle „sposobność” wyzyskać, już wszystko! Ale rzeczywistość jest inną. Historię robi się zawsze, całymi pokoleniami, z dnia na dzień, bez dnia jednego przerwy, a gdy się jest przygotowanym do czynu, wtedy wywołuje się samemu „sposobność”, o co już bardzo łatwo, bo chcący a mogący zawsze ją znajdzie.
    Nie znam większego bólu przy studiowaniu dziejów polskich, nad ten, gdy się musi słuchać, jak pokolenie, pozbawione do reszty twórczości politycznej, wyczekujące „sposobności”, jako jałmużny losu (żeby przyjść do gotowego), śmie robić zarzuty pokoleniom, które same sobie wytwarzały „sposobności”, robiąc historię wśród gigantycznych wysiłków, zapełniających wszystkie dni żywota i każdy kąt kraju i wykuwając przy tym kulturę narodową…
    Bitwy grunwaldzkiej nie można traktować epizodycznie, wyrywając z całości „wielkiej wojny”. Powszechnie mniema się, jakoby pokonanie Zakonu było dziełem kilku miesięcy, podczas gdy owa „wielka wojna” trwała całych lat 30, bo zaczęła się już w roku 1406, a skończyła się dopiero 31 grudnia 1435 (pokój brzeski). Całe pokolenie!
    Były jednak ciągłe przerwy, rozejmy a nawet pokoje w ciągu tych lat 30 i przez to ogół zatracił wątek pragmatyczny tych wydarzeń, które stanowią razem jedno zjawisko dziejowe. Są związane z sobą ściśle nie tylko przyczynowo, ale – co ważniejsza – w świadomości współczesnych celowo, z programem określonym z obydwóch stron tak ściśle i jasno, jak rzadko kiedy w dziejach powszechnych.
    Przerwy owe były zresztą względne, bo tyczyły tylko polsko – pruskiego placu boju. Wojna miała zaś zakres i politycznie i terytorialnie znacznie szerszy. Obejmowała nie tylko Polskę, Litwę, Ruś Białą, Prusy i Inflanty, ale pograniczne kraje niemieckie, Czechy i Węgry, a zahaczała pośrednio o Moskwę i Tatarów i wciągała całą Rzeszę Niemiecką, wywołując rozmaite nowe kombinacje polityczne aż do Francyi i Włoch.
    Wojna zaczepna z Zakonem obmyślona była i ułożona już na r. 1396 (na sierpień), ale nie doszła do skutku przez Witolda, który na własną rękę zawarł rozejm, a nawet darował im w ten czas całą Żmudź, byle mieć wolne ręce do swych planów wschodnich, które zlikwidowała następnie klęska nad Worsklą w r. 1399. Szlachcie wielkopolskiej za dużo było tego zwlekania, żeby się dał utrzymać na wodzy animusz wojenny i w r. 1406 zaczęła się faktycznie wojna na linii Noteci, chociaż oficjalnie był pokój pomiędzy Krakowem a Malborkiem. Zakon chciał go bezwarunkowo utrzymać, bo… dobywał właśnie Pskowa.
    Wie się o udziale pułków smoleńskich w bitwie grunwaldzkiej (przekręca się to na rzekomy udział w niej „Rosji”!), ale nie wie się o tym, że Ruś Biała była poważnie przez Krzyżaków zagrożona. Już w XIII wieku starali się zagarnąć z Inflant Psków i część Rzpltej nowogrodzkiej, zwaną Watland. Otóż w latach 1406 -1409 odbyli Krzyżacy cztery wyprawy pskowskie, a wszystkie pomyślne. Jeszcze jedna, a sam gród Psków miał paść wyczerpany. Spodziewano się w r. 1410 skończyć z tą republiką białoruską.
    Właśnie podczas trzeciej wyprawy pskowskiej nastąpiło wypowiedzenie wojny ze strony polskiej (9 września 1409). Zakon prosił o rozejm, uzyskał go do czerwca 1410, nie załatwił aż do tego czasu z Pskowem, przedłużenia rozejmu nie otrzymał i dnia 9 lipca 1410 przekroczyły wojska polskie powtórnie granicę krzyżacką, a bitwa grunwaldzka (15 lipca) pierwsze korzyści niosła nie Litwie i nie Polsce, lecz tej Rusi północnej, uwalniając ją raz na zawsze od niebezpieczeństwa niemieckiego.
    Pokój zawarto 1 lutego 1411, a już w r. 1414 wybuchła wojna na nowo (tzw. „głodowa”), poczym rozejm dwuletni, przedłużony do kwietnia 1419 i znowu wielka wyprawa (t. z. „odwrotowa”) i rozejm na samej granicy na nowo przedłużony, a w r. 1422 czwarta wyprawa (tzw. „gołubska”), trwająca siedem tygodni (przerwana ze względu na sprawę czeską) i pokój nad jeziorem melneńskiem, przerywający „wielką wojnę” na tym terenie na lat dziewięć, podczas gdy wrzała ona w najlepsze na terenie czeskim. I tu i tam chodziło o to samo, chociaż innymi metodami. Zdawał sobie z tego sprawę Zakon, nie strzymał, zerwał pokój melneński, gdy nadarzyła się sposobność osaczenia Polski z kilku stron (tzw. bunt Świdrygiełły), a gdy w r. 1432 prosił o rozejm, dano mu go dopiero w roku następnym, dotarłszy przedtem orężnie do samego wybrzeża Bałtyku. Upokorzony Zakon zawiera rozejm aż na lat 12, ale tylko z Prus, pozostawiając na wszelki wypadek wolną rękę swej inflanckiej gałęzi; tamtędy znajduje sobie wojna dalsze ujście, aż wreszcie walna bitwa pod Wilkomierzem dnia 1 września 1435 roku (stawiana przez współczesnych na równi ze zwycięstwem grunwaldzkiem) zmusza Zakon do zawarcia pokoju brzeskiego, drugiego „wieczystego” po kaliskim.
    Zwróćmy uwagę, że pomiędzy wojnami „wielką” (1406-1435), a „trzynastoletnią” (1454-1466) jest tylko 19 lat przerwy. Nie dłużej trwał pokój, niż wymagała konieczność wzajemna wypoczynku, nabrania tchu na nowo. Ogólne wypowiedzenie posłuszeństwa Zakonowi przez własnych jego poddanych i prośba o przyłączenie do Jagiellońskich dzierżaw, nie były oczywiście w r. 1454 jakąś improwizacyą polityczną. Trzeba roboty lat wielu, żeby coś takiego stać się mogło jawnie i Związek Jaszczurczy musiał się do tego dobrze przygotowywać, nie bez tego żeby się nie porozumiewać z Polakami. Zawierając więc pokój stały, według ówczesnej terminologii, „wieczysty”, tj. na czas nieograniczony, nie tylko nie myślano wcale o tym, żeby miał trwać wiecznie, lecz przeciwnie, zdawano sobie sprawę z tego, że trzeba przysposabiać się na nową wojnę, żeby nie tylko w polu Zakon pokonywać, ale i odebrać zagarnięte przez niego polskie ziemie.
    Gdybyśmy weszli w szczegóły, dlaczego mianowicie nie można było dotychczas zwycięstw wyzyskiwać, okazałoby się, że przyspasabianie się do odzyskania Pomorza trwało stosunkowo niedługo i że ta przerwa 19-letnia nie mogła być krótszą. Jest ona zapełniona pracą usilną u obydwóch stron walczących, pomnych dobrze, że je czeka w niedalekiej przyszłości ponowna ciężka rozprawa. Lata te nie rozrywają bynajmniej perspektywy dziejowej dwóch wojen, lecz owszem, łączą je z sobą w jeden obraz niezmordowanej, nieprzerwalnej, systematycznej, celowej pracy dwóch pokoleń polskich 1396-1466. Wyrwany z tej całości epizod roku 1410, rozpatrywany luźnie, musi być mniej zrozumiałym i pod niejednym względem zagadkowym, bo z dziejów jednego roku nie da się oświetlić wszechstronnie.
    Zwracałem wyżej uwagę, jak papiestwo celowało brakiem ślepego przywiązania do formy. Ale rzecz prosta, że formy ogólnie przyjętej, która okazywała się dobrą długim czasem i szerokim krajem, nie rozbija się na prędce, pod wpływem jednego lub drugiego zdarzenia, nawet takiego, dla którego robi się wyjątek od obowiązującej normy. Odsunięcie się Kościoła od teorii imperializmu chrześcijańskiego nie nastąpiło nagle i wymagało również pracy pokoleń. Zaczęło się to (o ile w takich rzeczach można dawać ścisłe daty) w r. 1320 (pierwszy proces kanoniczny przeciw Zakonowi), a dokonało dopiero 1424 r. (ostateczne potępienie Falkenberga przez Marcina V).
    Papież wezwał obie strony walczące przed forum soborowe. Polacy wiedzieli, że w Konstancji dużo znaczy i wiele może cesarz Zygmunt Luksemburczyk, Polski wróg największy, że siła biskupów, prałatów i uczonych mężów sympatyzuje z Zakonem. Wiedząc to, pojechali. Przechodzili tam nieraz chwile nadzwyczaj przykre, przez sytuacje najcięższe; zostali, wytrwali całe trzy lata i dzięki temu na koniec wygrali.
    Wieźli z sobą broń nowo wynalezioną, która wprawiła w zdumienie zebranych Ojców soborowych, a zgromadzony kwiat inteligencji europejskiej nieraz w osłupienie, zwłaszcza prawników.
    Wieźli uczony traktat, scholastyczny: Tractatus de potestate papae et imperatoris respectu infidelium. Autorem był Paweł Włodkowic z Brudzewa [właśc. Brudzenia – przyp. Peryskop], doktor dekretów, rektor uniwersytetu jagiellońskiego, kanonik i kustosz katedralny krakowski, geniusz, godzien, by go stawiać, jako odkrywcę, obok Kopernika, by go czcić i szczycić się nim na równi z tamtym.
    Dokonał on dwóch odkryć:
    1) że względem pogan obowiązują te same prawa, co względem chrześcijan,
    2) że nie wolno przemocą narzucać wiary.
    Z tych dwóch tez wypływała już konsekwentnie ruina i teorii imperialistycznej i związanej z nią racji bytu Zakonu.
    Twierdzenia Brudzewskiego, tak proste dziś dla nas, a i w poprzednich epokach spotykane, były na owe czasy rewolucyjnymi. Rozbijały pośrednio formę ustroju europejskiego, co też miało się niebawem okazać jawnie.
    Strona przeciwna tem bardziej akcentowała zasady imperialistyczne i wysnuwała z nich jak najdalsze konsekwencye. W roku 1916 będą mogli Niemcy obchodzić pięciowiekowy jubileusz hasła ausrotten. Falkenberg głosił bowiem w r. 1416, że nie może być większej zasługi wobec chrześcijaństwa, jak walczyć z Polakami; dla obrony porządku chrześcijańskiego wolno bez grzechu zabić każdego Polaka, dostojnikom zaś polskim i królowi należą się szubienice. Takich rzeczy nasłuchali się polscy delegaci w Konstancji i zostali, (nie myśląc ustępować pola nieprzyjaciołom). Dzisiejsze pokolenie zarzuciłoby im „brak godności narodowej”, gdyby się bardziej interesowało historią polską i wiedziało o tych faktach.
    Brudzewski zadał Zakonowi klęskę jeszcze cięższą, niż Witold i Zyndram z Maszkowiec. Ludzie dobrej woli poczęli opuszczać sprawę Zakonu. Odtąd mógł Zakon trzymać się już siłami tylko tych, dla których był „szpitalem”. Wysychać poczęły źródła, z których płynęły opieka i wsparcia całej zachodniej Europy, Zachód był odtąd neutralnym w dalszych wojnach krzyżacko – polskich.
    Do wypędzenia Krzyżaków trzeba było jednak czegoś więcej, niż „życzliwej neutralności” dalekich widzów; trzeba było sojuszów z ościennymi. Położenie było pod tym względem fatalne; wszak w Czechach i na Węgrzech panował Zygmunt Luksemburczyk. Węgierska wyprawa na Kraków wpłynęła na przyspieszony odwrót z Prus po zwycięstwach grunwaldzkiem i koronowskiem.
    Niebawem wypowiedzieli Czesi posłuszeństwo Luksemburczykowi, a w kwietniu 1420 przybyło do Krakowa pierwsze z poselstw czeskich, ofiarujących koronę Władysławowi Jagielle.
    Ruch narodowy przeciw Niemcom rozpoczął się w Czechach w roku 1409, a Zyzka przebył pierwszą szkołę wojenną na wyprawie grunwaldzkiej. I w Pradze i w Krakowie odczuwano wzajemnie doskonale, że się ma wspólne cele. Zresztą związek inteligencji czeskiej a polskiej był jak najściślejszy jeszcze od ostatnich lat życia królowej Jadwigi, której działalność odegrała wielką rolę w zbliżeniu obydwóch narodów. Poczucie solidarności słowiańskiej zrodziło się właśnie w tych czasach z wymiany myśli pomiędzy uniwersytetem krakowskim a praskim. Posiadamy mnóstwo dowodów źródłowych, że poczucie to było w Polsce żywe i głębokie; akty XV wieku roją się od powoływań na pobratymstwo słowiańskie. „Wojny husyckie i potem jeszcze sprawy Jerzego Podiebradzkiego oddziaływały stale na politykę polską względem Zakonu. Były to dwa objawy jednej i tej samej rzeczy: wojny „z całą nacją niemiecką”, jak wyrażają się źródła polskie, a rozumiano przez to wojnę z systemem imperialistycznym.
    Różnica objawów tej samej sprawy w Czechach a Polsce jest godna głębszej uwagi. Czesi poprzestawali na asymilacyi kulturalnej i własnych teorii politycznych nie snuli. Praktyka, (zmiana ordynacyi uniwersyteckiej przeciw Niemcom, wypowiedzenie posłuszeństwa Zygmuntowi) obywała się u nich bez teorii. Obalali to, co było dla nich szkodliwym, nie zajmując wobec teorii imperialistycznej samej żadnego stanowiska, ani positive ani negative. Ich walka „z całą nacją niemiecką”, chociaż na zewnątrz efektowniej szła od polskiej, była w gruncie rzeczy słabszą i płytszą. Jakoż husytyzm nie wyrwał Czech z zaczarowanego koła Rzeszy niemieckiej i systemu imperialistycznego, a nawet w dalszych swych następstwach przykuł Czechy jeszcze bardziej do Rzeszy, Czechy pozostały Rzeszy cząstką, solidaryzowały się potem na nowo z jej sprawami, walczyły w imię stronnictw rzeskich i los swój związawszy ze sprawą jednego obozu niemieckiego, za niemiecką sprawę położyły głowę w r. 1620.
    Ruch polski zaczyna się kosmopolityczno – abstrakcyjnymi dociekaniami Brudzewskiego i staje się wybitnie narodowym, nie znoszącym na sobie żadnej obcej powłoki. Ruch czeski zaczyna się od wypędzenia Niemców z Pragi, a kończy się na zupełnem ugrzęznięciu Czechów w sferze interesów niemieckich. „Król zimowy”, mający być ostatnim przedstawicielem niepodległości narodu czeskiego, był w istocie rzeczy tylko przedstawicielem jednego ze stronnictw niemieckich.
    Bez teorii niema świadomych dążeń, niema kultury czynu. Czesi walczyli z Niemcami żywiołowo, odruchowo – Polacy systematycznie, z uświadomieniem tej walki do najgłębszej jej istoty. Czesi zwalczali Niemców tylko, jako niebezpiecznych cudzoziemców; Polacy jako reprezentantów i wykonawców pewnego systemu międzynarodowego.
    Rewolucyjność myśli polskiej zwróciła się od razu na pole świeckie, nie tykając w niczem katolicyzmu, mogąc mieć w papiestwie nawet siłę sprzymierzoną. Inaczej myśl czeska. Była ona bardziej „średniowieczną”, tj. zależną od wykształcenia teologicznego, zdolna patrzeć na sprawy świeckie tylko przez pośrednictwo aparatu teologicznego. Podczas gdy Brudzewski sięgał do samych głębin zasady chrześcijańskiej i z etyki wysnuwał wnioski polityczne, husytyzm czynił to samo z dziedziny absolutnie do tego się nie nadającej, a mianowicie z dogmatyki. Gdy Polacy wygrywali swą sprawę wobec soboru i papieża, wypowiadając w zasadzie uznanie cesarzowi, równocześnie Hus głosił, że nie można uznać papieża zwierzchnikiem Kościoła, bo ani Piotr św. głową jego nie był, a papiestwo i jego przywileje są dziełem cesarzy. Stawał więc Hus na stanowisku skrajnie imperialistycznym, a był równocześnie (boć to fakt) ojcem odrodzenia narodowego, skierowanego przeciw cesarstwu niemieckiemu.
    Biorąc rzeczy teoretycznie, tezy Husa były o wiele mniej rewolucyjne, niż to, co głosił Brudzewski. Cała nauka Husa mieściła się w teorii doskonale w dotychczasowym ustroju europejskim, dla którego istnienia obojętnem było, kto jest praescitus a kto praedestinatus (fundamentalne założenie Husa).
    W praktyce jednak wyglądało to inaczej. Brudzewski burzył jedno, ale stawiał od razu drugie; w jego teorii tkwiła zasada braterstwa narodów, system unii, a obok tego druga, że prawo publiczne ze społeczeństwa wypływa, a nie z dynastyczności.
    Hus w dziedzinie życia politycznego niczego nie burzył, ale robił wszelkie życie społeczne niemożliwem. Wystarcza jego teza, że osoba, piastująca urząd (duchowny czy świecki), traci władzę, popadłszy w grzech śmiertelny, aż do oczyszczenia się z grzechu. Najmniejsza próba wprowadzenia tego w praktykę wiodłaby do anarchii i jest związek genetyczny pomiędzy tą tezą, a Adamitami. To też husytyzm miał w sobie ogromną siłę żywiołową, ale brak mu było pierwiastka twórczego, pozytywnego. Nie dał się z niego wykrzesać nowy ustrój. Zamienił się też na wojny domowe, które miały tylko rozstrzygnąć, kto kogo będzie prześladować, czy katolicy czescy husytów, czy husyci swych katolickich rodaków.
    Naprzeciw temu świeci zasada, wypowiedziana przez samego Brudzewskiego krótko i po prostu: fides ex necessitate esse non debet. Urządzane na husytów krucjaty nie miały znaczenia dla umysłów polskich, bo sprzeciwiały się zasadzie, że nie wolno nawracać przemocą.
    Wiadomo, że do pomyślnego rozstrzygnięcia drugiej części „wielkiej wojny” przyczynili się w znacznej części husyci, którzy okazali się dzielnymi sprzymierzeńcami.
    Pomagali nam wbrew królowi czeskiemu, Zygmuntowi Luksemburczykowi. Korzystaliśmy z pomocy „buntowników”. Nie tylko to! Buntowaliśmy z całą świadomością poddanych przeciwko ich rządom. Można wskazać ze źródeł po imieniu wysłanników buntujących Węgrów przeciw Zygmuntowi, stany pruskie przeciwko Zakonowi. Otrzymali oni i tu i tam zapewnienia, że stany będą z całych sił przeszkadzały wypowiedzeniu wojny Polsce. Ale posunięto się jeszcze dalej.
    Kiedy w r. 1433 układano się o pokój, podano z polskiej strony dwa warunki, iście rewolucyjne na owe czasy. Ani papieska, ani cesarska władza nie mają odtąd mieć znaczenia w sprawach pomiędzy Polską a Zakonem; pokój ma być poręczony przez stany obydwóch państw.
    Warunek ten, podany ze strony polskiej całkiem poważnie, wywołał oburzenie w zachodniej Europie. Dopatrywano się w takiej teorii państwowej zmiany cywilizacji i wszelkiego ładu. Jako żywo nie słyszano o prawach ludów, znało się tylko prawa królów! Rozprawiano o polskich wymysłach z wielkiem ubolewaniem na soborze bazylejskim. Cesarz, Zakon i Świdrygiełło domagali się, żeby Jagielle wytoczyć proces kanoniczny. W Niemczech cesarz i książęta oświadczyli, że wyprą się Zakonu, jeżeli przystanie na tak horendalny warunek, burzący wszelki ład w ustroju europejskim!
    Odrzucił go też Zakon i chciał zabrać się na nowo do wojny, ale stany pogroziły, że poszukają sobie innego pana, który pokój zabezpieczy. I musiał W. Mistrz zawrzeć choć rozejm 12-letni, przyczem wyraźnie zastrzeżono, że gdyby go nie dotrzymał, poddani mają prawo wypowiedzieć mu posłuszeństwo!
    Jak widzimy, sprawa przechodziła szybko z uczonych traktatów do praktyki.
    Polska ówczesna sprawiała Europie raz wraz niespodzianki. Dnia 15 października 1432 przeprowadził Oleśnicki równouprawnienie schizmatyków. Prosta konsekwencya nauki Brudzewskiego! Skutek był cudowny; całe powiaty wyrzekały się Swidrygiełły. Dzięki temu sojuszowi z husytami można było ukończyć „wielką wojnę”, zwłaszcza, że Zygmunt Luksemburczyk, chociaż panował na Węgrzech, nie śmiał już urządzać stamtąd drugiej wyprawy na Kraków, bo Stany węgierskie zawarły poza jego plecami przymierze ze Stanami polskimi!
    Wygraliśmy więc „wielką wojnę”. Dzięki temu, żeśmy (nie wyrzekając się ani katolicyzmu, ani jak najgorliwiej uprawianej propagandy katolickiej) nie byli wrogiem nikomu za to, że był innej wiary (husyckiej, schizmatyckiej); żeśmy na miejsce poddaństwa państwowego wstawili pojęcie obywatelstwa; żeśmy głosili zasadę, że nie społeczeństwo ma służyć tronowi, lecz tron społeczeństwu i pozyskaliśmy dla tej zasady ościenne ludy; żeśmy burząc imperializm podnieśli sztandar braterstwa narodów, a pozostając sami katolikami, pojmowali to braterstwo bez względu na wyznanie.
    I odtąd rośliśmy stale, pókiśmy zostali wierni teorii Brudzewskiego.
    Oto „teoria Grunwaldu”, podana w najogólniejszym szkicu. Do należytego jej opracowania trzeba, żeby była zbadana i opracowana naukowo scholastyka polska. Kto tego doczeka, niech pisze dalej …
    Odniosłem z badań nad tym przedmiotem wrażenie, że pozostaje on w związku ze sporami o to, czy unwersalia ante rem, czy in re, czy też post rem? Nominalizm zachowywał się obojętniej względem dogmatycznej części teologii, a w uniwersytecie krakowskim mieliśmy świetnych nominalistów. Największy geniusz twórczy średniowiecza, św. Tomasz z Akwinu, był umiarkowanym realistą (in re).
    Te rzeczy trzeba dopiero badać. Mówi się, że byliśmy tu w Krakowie epigonami scholastyki. Jakież to epigonostwo, co wydaje nowe teorie, wiodące na wieki całe do nowego, a lepszego ułożenia stosunków społeczeństw. Nigdy z epigonostwa nie wykuje się kultura narodowa, a wszak to stało się na tle naszej scholastyki.
    Kultura ta opartą była na tak głębokich podstawach, że nie poruszył jej ani legizm. Przyjęliśmy humanizm oprócz legizmu i u nas nie było recepcji prawa rzymskiego i związanego z tym nowego rozwoju teorii imperialistycznej, przeinaczonej w zmienionych czasach i warunkach na zasady despotyzmu i wszechwładzy państwa.
    Rzut, dokonany przez krakowskich scholastyków z początkiem XV wieku, był tak potężny, że starczył na półtrzecia stulecia. Epigonowie nie miewają takiej dużej ręki. W scholastyce naszej kryje się jakaś tajemnica. Mnie nie jest danem więcej, jak wskazać jej istnienie innym, szczęśliwszym, którzy ją odkryją. Ale to zrobione być musi, i jest to obowiązkiem tej Szkoły, której rektor stał się prawdziwym Ojcem Ojczyzny na cały okres jej świetności. Teoria Grunwaldu musi być zbadaną do gruntu.
    Wygraliśmy i staliśmy się nie tylko mocarstwem, lecz nowym, samodzielnym czynnikiem kulturalnym, dzięki temu, że czyny nasze nie były ślepe, lecz oparte na wielkiej a pozytywnej teorii. Poruszyliśmy pół Europy do nowego życia, bo mieliśmy w sobie kulturę czynu, mając najpierw dokładnie uświadomione inpotentia, co się ma wprowadzić in actum, w myśl wielkiej tezy św. Tomasza z Akwinu:
    Movere nihil aliud est, quam educere aliquid de potentia in actum.
    Plemię Brudzewskiego miało czym movere, bo miało teorię, posiadło własny pogląd na świat, pogląd wywołujący postęp, twórczy pogląd.
    Dziś pisać o tym ogromnie smutno, w otoczeniu pokolenia, które karmi się teoriami niemieckimi i rosyjskimi i bierze je za własne, gdy po polsku spisane, już nawet rozpoznać nie umie, że to tylko… wolny przekład. Czym my mamy Polskę movere nie mając jej w samych sobie in potentia ? Wszak stając się polską imitacją Prusaków i Moskali, tracimy władzę nad dalszym biegiem sprawy polskiej.
    Lęk zdejmuje w smutną rocznicę Grunwaldzką nie dla ustawy o wywłaszczeniu, nie dla nacjonalistycznej reakcji rosyjskiej. Od takich rzeczy my silniejsi. Ale co pomogą serca polskie, gdy mózgi polskie będą zgermanizowane i zrusyfikowane?
    Wyrzeknijmyż się w tę rocznicę stosowania do sprawy polskiej pruskich i moskiewskich poglądów na świat, a gdy to nastąpi, będzie można zawołać pomimo wszystko: Sursum corda.

    © 2011 Jacek Zieliński | kontakt@rownajwgore.pl
    http://www.rownajwgore.pl/teoria_grunwaldu.htm

  42. guła said

    A czy to nie było przypadkiem tak, że ten sojusz Polsko – Litewski wymuszony był przez zakusy cesarstwa rzymskiego Niemiec? To niewielkie Królestwo Polskie nie miało innego wyboru. Zostało by zmiecione z kart historii przez cesarstwo niemieckie pospołu z Krzyżakami i Litwinami dla których wojny podjazdowe z Królestwem Polskim nie były żadną nowością.
    A później przyszła by kolej na WKL.

    W tej sytuacji, śmiesznie brzmią zakusy na księstwa śląskie. Tak śmieszne jak plany dalekosiężne panów małopolskich. Rozejm z Litwą niweczył zwycięstwo grunwaldzkie i niczego w ówczesnym zagrożeniu nie zmieniał.

  43. Ad. p. Guła: Zgadzam się za wyjątkiem dwóch ostatnich zdań: jakie to niby plany (dalekosiężne) panów małopolskich były śmieszne, i o jaki rozejm z Litwą chodzi?

  44. Peryskop said

    Gdańskie Środowisko Tradycji Katolickiej zaprasza na Mszę św. na zamku krzyżackim w Malborku.

  45. guła said

    Panie Krytyczny Komentarzu w tych dwóch zdaniach ustosunkowałem się do niektórych wypowiedzi komentujących. O których tu i ówdzie głośno w temacie nie tylko pod tym artykułem.

  46. JO said

    ad.41. Ja jakos po latach czytania na temat historii Polski, nie widze Polski „młodszej cywilizacyjnie”, chyba , ze chodzi o wszelkie dewiacje, ale nie sadze, by Konecznemu o to chodzilo.

    Zwiedzajac Europe, nasze budowle niczym nie roznily sie od tych „zachodnich”… Czym, my cywilizacyjnie bylismy „mlodsi”?.
    Okazuje sie, ze do Polski, czy tego co bylo przez Polska – Mieszkiem, na nasze ziemie Chrzescijanstwo dotarlo ….

  47. NICK said

    Ale jaja.
    Rura Nam się prostuje.
    Tylko się cieszyć.
    Cieszę się, Ruro.

  48. Peryskop said

    Zastanawia mnie kolejny brak uczciwości i symetrii we wzajemnych trudnych stosunkach, jeśli znany za czasów PRL fotogram zwalonej wierzy zegarowej na tle ruin zbombardowanego we wrześniu 1939 Zamku Królewskiego w Warszawie, został usunięty z ekspozycji na Zamku nt jego historii.

    Zapewne za tą decyzją stanęło kilka ważkich argumentów, i zapewne wśród nich także ten bolesny, że samoloty Luftwaffe, które dokonały tamtego aktu barbarzyństwa, były oznaczone krzyżami podobnymi jak na fotografii przytoczonej w poście #3 powyżej ?

    Emblematy zmieniały się w czasie – od klasycznej formy : https://marucha.wordpress.com/2014/04/30/jak-daleko-siegaja-macki-fundacji-adenauera/

    Uppssss !
    error 404 – zamiast foty kanclerza Adenauera w płaszczu krzyżackim.

    Ale ten plakat propagandowy z 1982 roku jest jeszcze dostępny tu :

    A tu ciekawy wykaz plakatów z tamtych lat :
    http://www.archeion.net/atom/tools/index.php?oper=pokaz#active

    Z mroków średniowiecza Krucjata przeciwko Polsce (1982)
    NATO zagrożeniem pokoju (1983)
    NATO aby zniszczyć Ziemię (1983)
    Podpalacze z NATO (1983)
    Amerykańska polityka militarnego szaleństwa (1983)

    No więc emblematy teutońskie zmieniały się w czasie – od klasycznej formy krzyża – do tzw Balkenkreuz dla obniżenia widzialności znaku :

    Late in World War II it became increasingly common for the Balkenkreuz national insignia to be painted on without the black-color „core cross”, using only the quartet of right-angled „flanks” for its form to reduce its visibility

    .http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/dc/FW_190_F.jpg/450px-FW_190_F.jpg

    Balkenkreuz jako symbol bardziej dyskretny jest i dziś stosowany na egzemplarzach uzbrojenia armii niemieckiej, a także bywa na strojach współczesnych krzyżaków, co jest przykładem metamorfozy taktyki…

    ===

    Czy te powracające wciąż zagrożenia zza Odry i Nysy nie są skutkiem zbytniej łagodności nas Słowian ?

    Prof. Koneczny wspomniał (#41) o napastliwym antypolskim wystąpieniu Jana Falkenberga w roku 1416 na soborze w Konstancji. Ale jako polskiemu patriocie i gorliwemu katolikowi nie przeszło przez pióro ujawnienie, że urodzony w Gdańsku Falkenberg był dominikaninem i wykładowcą Akademii Krakowskiej, a więc reprezentował jakby nie było wpływowe środowiska : katolickie, zakonne, pruskie, niemieckie, krakowskie i akademickie.

    Jak duchowny katolicki – i to mieszkający w Polsce – mógł bezkarnie szczuć przeciwko Polsce, Polakom i ich królowi, pisząc do uczestników soboru te słowa : „…nie może być większej zasługi wobec chrześcijaństwa, jak walczyć z Polakami; dla obrony porządku chrześcijańskiego wolno bez grzechu zabić każdego Polaka, dostojnikom zaś polskim i królowi należą się szubienice.”

    Czy (auto)cenzura w takich przypadkach nie jest moralnym współuczestniczeniem w czynieniu zła ?

    Komu służy pomijanie tego rodzaju bolesnych okoliczności ?

    Czy obecna zła kondycja Kościoła nie wynika z kumulowania przez wieki podobnych przemilczeń ?

  49. Jagiełłowy wątek said

    Jestem pod wrażeniem! Właśnie piszę esej „Jagiełło w gimnazjum” w celu przywrócenia uczniom, ale i radom pedagogicznym, świadomości zasług Jagiełły i jego ekipy, więc ta dyskusja niejako uniepotrzebnia mój wysiłek (znacie kryminał Josephine Tey „Córka czasu” o Ryszardzie III ?) A już tekst Konecznego jest rewelacją – w moim pytam uczniów, czy Jagiełło był husytą czy protestantem? Jest kilka wątków jednak, waznych dla mnie, a których tu, w tej dyskusji nie znajduję. Podam dwa z nich, choć to może dwie strony tego samego medalu:
    1. dlaczego Jagiełło kazał odśpiewać rycerzom właśnie „Bogurodzicę”, czyli THEOTOKOS? co jest jej treścią zasadniczą, a użyteczną Jagielle, sprawie Polski-Litwy/WKL w sensie właśnie takim ,jak go naświetla Koneczny…?
    2. dlaczego Tatarzy Dżelal ed-Din’a w armii naszych? militarnie nie byli decydujący, byli zaś skandalem, więcej – myślę sobie – bo byli prowokacją, demonstracją: tylko czego? po co? Jagiełło pokazał cesarzowi Luxemburczykowi cesarski swój pazur? czy właśnie koncepcję wspólnoty narodów monoteistycznych?
    Czyli: „Bogurodzica” i Tatarzy w tej jednej Bitwie… Nie rozumiem tego jeszcze. A Wy?
    A w ogóle: jaki jestem z Was dumny! Jagielloński sztab pracuje…

Sorry, the comment form is closed at this time.