Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Prezydent Czech: obywatele mają prawo zbroić się z powodu zagrożenia terrorystycznego

Posted by Marucha w dniu 2016-07-31 (Niedziela)

Prezydent Czech Milosz Zeman proponuje, by w związku z rosnącym zagrożeniem terrorystycznym obywatele mieli większą swobodę nabywania broni.

— Wcześniej sprzeciwiałem się posiadaniu (przez ludność) dużych ilości broni – powiedział Zeman w wywiadzie dla gazety „Blesk”. – Po tych atakach (terrorystycznych) już tak nie uważam – dodał.

Jego zdaniem, ludzie, posiadający pozwolenia na broń, muszą przywyknąć do tego, że więcej nie będą jej trzymać jej w domu w szafach jako pamiątki, ale powinni być gotowi do jej użycia, jeśli zajdzie taka konieczność. – Mamy ludzi, którzy posiadają legalnie broń. Aby ją zdobyć, musieli zdać poważne egzaminy – podkreślił czeski prezydent.

http://pl.sputniknews.com

komentarzy 12 to “Prezydent Czech: obywatele mają prawo zbroić się z powodu zagrożenia terrorystycznego”

  1. jamek said

  2. marek_prawo said

    Zgoda, ale Prezydent Zeman nie idzie wystarczajaco daleko. On dalej uwaza, ze to panstwo powinno poszerzyc prawa obywatela do posiadania broni, i chwali sie tym, jakie to Czesi musza egzaminy zdawac, zeby prawo do posiadania broni „zdobyc.”

    Powinno byc odwrotnie – to Czesi maja miec prawo do posiadania broni, nie dlatego, ze panstwo daje, tylko po prostu jako niezbywalne prawo (tak w USA funkcjonuje Druga Poprawka, choc zostala juz okrojona).

  3. krzysiek4 said

    https://gifyu.com/image/rpt

  4. JerzyS said

    Car w 1905 roku jak PPS zaczęła rabować obywateli Carskiej Rosji to car
    pozwolił wszystkim obywatelom bez zezwolenia i rejestracji na posiadanie krótkiej broni palnej!

  5. JerzyS said

    „TAK dla liberalizacji dostępu do broni i rozwoju zainteresowań militarnych
    6 grudzień 2015 ·

    PEWIEN CIEKAWY FAKT Z HISTORII NA TEMAT DOSTĘPU DO BRONI W CARSKIEJ ROSJI
    Ostatnio przypomniał mi się pewien ciekawy fakt z historii- otóż w pierwszych latach XX wieku w carskiej Rosji znacząco wzrósł terroryzm. Podczas rewolucji w 1905 (która była skutkiem kryzysu po wojnie rosyjsko-japońskiej) socjalistyczne bojówki dosłownie wstrząsnęły podwalinami carskiej Rosji i wymusiły na carze Mikołaju pewne ustępstwa polityczne. W ówczesnym Królestwie Polskim (Przywiślański Kraj) były to czasy bardzo niespokojne- akty skoordynowanych zamachów na państwowych urzędników i konwoje pieniężne (w których swój udział miał przecież Piłsudski ze swoją żoną i najbliższymi współpracownikami z PPS-u) spowodowały, że tylko ok. 40% policyjnych etatów było obsadzonych- po zamachach na policjantów brakowało po prostu chętnych do służby. I co w tym trudnym dla Rosji momencie zrobił car Mikołaj II (który za pomocą bojowej amunicji rozprawił się w 1905 roku z protestującym aktywem robotniczym)?
    ZLIBERALIZOWAŁ DOSTĘP DO BRONI na terenie ówczesnej Polski.
    Dzięki temu Polacy mogli nieco odetchnąć- w tej dziedzinie zelżono bowiem ucisk narzucony dekretami carskiego generał-gubernatora o broni z 1867 i 1875 roku. Co z ironia-car, który w lekturach szkolnych był tak bardzo opluwany za prześladowanie i rusyfikowanie Polaków po zamachach terrorystycznych pozwolił im na łatwiejsze kupowanie m.in. rewolwerów czarnoprochowych (które w owym czasie były jeszcze dość poważną bronią). Przecież nawet groźni przywódcy rewolucyjni tacy jak Piłsudski mogli na zesłaniu na Syberii mieć broń myśliwską! Dzisiaj z trudem mieściłoby się to ludziom w głowie aby ktoś zesłany na wygnanie mógł jeździć sobie na koniu po syberyjskiej tajdze z dubeltówką na ramieniu.

    Od roku 1906 Polacy mogli bez pozwoleń kupować rewolwery i amunicje do nich (jako odpowiedź władz carskich na zwiększenie się liczby rozbojów), natomiast posiadacze zezwoleń mogli kupować każdą dostępną broń (jeszcze można znaleźć ślady tych dekretów carskich czytając międzywojenne ustawy i rozporządzenia odnośnie broni).

    A dzisiaj niby demokratyczna, dbająca o bezpieczeństwo i dobrobyt obywateli UE nie tylko nie ułatwia praworządnym, rdzennym europejczykom dostępu do broni ale chce ich wręcz rozbrajać ze wszystkiego co choćby tylko przypomina broń wojskową, a nią konstrukcyjnie nie jest- nie mówiąc już o broni automatycznej. I robi to w dodatku przez osobę z Polski, która podczas testów rekrutacyjnych do KE wypadła najgorzej wśród kandydatów ze wszystkich państw (kompromitując się brakiem chociażby podstawowej wiedzy o funduszach UE) i jakby tego było mało jest od spraw gospodarki, a nie wewnętrznych”

  6. peacelover said

    add 1
    …piekne obrazki…
    tylko co to ma wspolnego z tematem ?

  7. Jackl Ravenno said

    Jestem za zbrojeniem się po zęby i szkoleniem na masową skalę. Jak ktoś nie chce – jego sprawa. Niech tylko nie odmawia tego innym.

  8. JerzyS said

    A tu Instytucja Nieznanych Sprawców

    Atak na jadących do stolicy na manifestację ONR
    dzisiaj, 14:12 POg / PAP

    Dziesięć młodych osób jadących pociągiem rano do Warszawy na manifestację Obozu Narodowo – Radykalnego zostało zaatakowanych przez nieznanych sprawców. Trzy zaatakowane osoby trafiły do szpitala.

    Rafał Sułecki z zespołu prasowego mazowieckiej policji powiedział, że do zdarzenia doszło ok. godz. 10.30 w pociągu, jadącym z Bydgoszczy do Warszawy.

    Tuż przed Sochaczewem do przedziału, w którym siedziało trzy osoby jadące na manifestację ONR oraz trzech innych pasażerów, weszło około dziesięciu ubranych w kominiarki sprawców. „Zaatakowali oni kijami działaczy ONR. W wyniku bójki trzy zaatakowane osoby doznały ogólnych obrażeń ciała i trafiły do szpitala w Sochaczewie.

    Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo” – powiedział Sułecki.

    Napastnicy wysiedli na stacji w Sochaczewie i uciekli.

    Zaatakowani, to młodzi ludzie w wieku 22-25 lat, mieszkańcy Torunia i okolic oraz woj. łódzkiego.

    – Obecnie policja przesłuchuje działaczy ONR oraz świadków zdarzenia. Sprawdzany jest też monitoring na poszczególnych stacjach, na których zatrzymywał się pociąg – stwierdził Sułecki.

    W przedziale, w którym doszło do bójki, ktoś użył gazu.
    Pociąg zatrzymano, by wywietrzyć pomieszczenia.
    Pasażerowie przesiedli się do innych pociągów.
    ==============================

    Historia Instytucji Nieznanych Sprawców

    „Instytucja Nieznanych Sprawców ”
    składała się z dzielnych oficerów i była finansowana z Kapituły Orderu Virtuti Militari.

    Myślę , że warto ustalić nazwiska ofiar,
    beneficjentów,
    skład osobowy „Instytucja Nieznanych Sprawców „,
    oraz ich awanse i kariery .

    Na początek

    Ofiary to:
    1. Generał Zagórski
    2. Dołęga Mostowicz

    „Generała Zagórskiego zaatakował najpierw „Klub Mrówczy”.

    Byli to oficerowie , którzy chcieli swoimi ludźmi obsadzić węzłowe stanowiska w Departamencie Żeglugi Powietrznej.

    Skład klubu znamy:
    To pułkownicy Rayski i de Beaurain, ppłk.Grzędziński, i Zych Płodowski, majorowie Klaus, Kwieciński i Makowski, por.Piątkowski,
    oraz ten od którego powstała nazwa i którego mieszkaniu spiskowali
    kpt. Mrówka.

    Atak ten jak podają źródła był pierwszym etapem przygotowywanego przez Piłsudskiego zamachu politycznego.

    Tych znamy.

    Natomiast tych którzy zakończyli to dzieło „Nieznanych Sprawców ” nie do końca właśnie dzięki protekcji zleceniodawcy i osłonie działań II Oddziału oraz jego wpływu na śledztwo!”

    „Instytucja „nieznanych sprawców” w okresie II RP jak najbardziej miała miejsce, bardzo często w formie „nieznanych oficerów”

    Nieznani oficerowie naszli mieszkanie Jerzego Zdziechowskiego i pobili go.

    Również Nowaczyńskiego, którego wywieziono za miasto tajemniczym samochodem, uszkodzono oko.
    To samo zdarzyło się z redaktorem Dołęgą-Mostowiczem.

    „Nieznani oficerowie” czasami przyjmowali postać „znanych oficerów”

    Wtedy generał Dąb-Biernacki jako inspektor armii w Wilnie nakazał pobicie Cywińskiego i redakcji „Dziennika Wileńskiego” Oficerowie przyszli do mieszkania Cywińskiego i pobili go nieludzko na oczach żony i małej córeczki, potem udali się do redakcji, gdzie pobili równie zacnego człowieka, redaktora Aleksandra Zwierzyńskiego, byłego wicemarszałka sejmu.

    Władze zjawiły się, podziękowały oficerom i aresztowały Cywińskiego i redaktorów Zwierzyńskiego i Federowicza. (…) Młodzież uniwersytecka w Wilnie urządzała wtedy demonstracje uliczne wołając

    „Precz z bandytami w oficerskich mundurach””

    Ponieważ każdy średnio rozgarnięty wie , ze nie ma nic za darmo , to ….

    Nieznanych Sprawców musiał ktoś zadaniować , rozliczać , opłacać, i dawać im gwarancje bezkarności , bo kto jak kto , ale oficerowie którzy dostawali VM w czasie pokoju musieli być wyjątkowymi tchórzami. Bez gwarancji bezkarności na pewno , by do mordów się nie posunęli

    Stanisław Głąbiński
    Wspomnienia Polityczne
    ROZDZIAŁ VII
    INSTYTUCJA NIEZNANYCH SPRAWCÓW
    Obok policji, sądów i prokuratury istniała w całym okresie rządów sanacyjnych w Polsce osobna tajemnicza instytucja, którą można nazwać „instytucją nieznanych sprawców”. Powierzchownie instytucja ta podobna była do gangsterów amerykańskich, miała bowiem zbliżoną do nich technikę pracy. Ale różniła się od nich tym, że miała za sobą cichą aprobatę sfer rządowych, ze prokuratura rządowa nie mogła się wtrącać do jej zbrodniczych czynności, a w niektórych przypadkach nie wolno było pod surową karą głosić o jej postępkach. Skąd się wzięła ta instytucja, nieznana zupełnie w okresie przed majowym?
    Prawdopodobnie wylęgła się ona w czasach konspiracji rewolucyjnych piłsudczyzna jako kara za niewiernych lub nieposłusznych członków konspiracji i została w innych warunkach zastosowana w wolnym państwie polskim w stosunku do ludzi niemiłych lub niewygodnych dla tej organizacji, chociaż wobec obowiązującego prawa niczego złego nie popełnili. Była to więc karygodna, a niekiedy zbrodnicza samowola, sprzeczna z elementarnymi podstawami państwa nowożytnego. Była ona tak ściśle związana z niektórymi organami państwowymi, że o ściganiu jej nie było mowy. Już jako minister wyznań i oświaty w r. 1923 dowiedziałem się o działalności bezkarnej tajnej mafii. Gdy raz wyjeżdżałem z mego mieszkania do biura w ministerstwie, zobaczyłem jadącego ze mną obok szofera jakiegoś towarzysza. Na moje zapytanie, kim jest i po co ze mną jedzie, odpowiedział, że robi to z nakazu władzy, ponieważ mają informacje o planowanych za¬machach na mnie i niektórych ministrów. Wskutek mego sprzeciwu opuścił samo¬chód, ale pilnował mnie pieszo z innym towarzyszem. W nocy miałem zwyczaj pracować w biurze i pieszo powracać do swego mieszkania. Zawsze wbrew mojej woli towarzyszyli mi z oddali dwaj detektywi, powołując się na rozkaz władzy. Władza ta jednak nie śmiała niczego przedsięwziąć przeciw planom zamachowców o których wiedziała. Tak samo mafia nieznana kontrolowała rozmowy telefoniczne moje i innych ministrów. Minister poczt i telegrafów zainterpelowany przeze mnie zbadał tę sprawę i na posiedzeniu Rady Ministrów przyznał mi, że istnieje podsłuch za pomocą jakiegoś aparatu umieszczonego pod miastem na Wiśle. Nie miał jednak odwagi wystąpić przeciw mafii i zniszczyć jej urządzeń. Mówiono mi poufnie, że mafia ta znajduje się w drugim Wydziale Wojskowym, mającym cele wywiadowcze. Byłoby zapewne więcej zgodne z obowiązkami tego wydziału gdyby działalność wywiadowczą rozwinął raczej za granicą i w kraju wśród żywiołów podejrzanych, zamiast służyć partyjnym celom mafii przez kontrolowanie rządu i śledzenie tajemnic rządowych. Bardzo gorliwą działalność rozwinęła tajna insty¬tucja nieznanych sprawców po zamachu majowym. Szerokiego rozgłosu nabrała sprawa zniknięcia generała Zagórskiego, którego po wypuszczeniu z więzienia na Antokolu w Wilnie i przyjeździe do Warszawy, zaproszono do samochodu Naczelnego Wodza i wywieziono w nieznane miejsce, skąd już więcej nie wrócił. Nie tylko pozbawiono go życia, ale rzucono na niego publicznie potwarz, że był zdrajcą kraju, że uciekł do Francji, a potem do Ameryki itp. Zakazano wspominać o Zagórskim w prasie pod groźbą konfiskaty. Nawet w sejmie i w senacie nie wolno było o nim wspominać bez narażenia się na hałaśliwe okrzyki sanatorów i na surową naganę przewodniczących marszałków. W tym wypadku prokuratura milczała, a instytucja nieznanych sprawców święciła triumfy. Wielki wódz i faktyczny zwycięzca z r. 1920, szef sztabu Tadeusz Rozwadowski umarł po zwolnieniu go z więzienia na Antokolu, a głos publiczny wskazywał na zatrucie jako przyczynę śmierci. Nikt nie śmiał badać właściwych przyczyn. Później znane były publiczne napady na znakomitego pisarza Nowaczyńskiego, którego dotkliwie pobito i raniono oraz pozbawiono jednego oka, na publicystę Mostowicza, na ministra skarbu Zdziechowskiego, którego we własnym mieszkaniu gromadnie napadnięto, obito do utraty przytomności i pozostawiono prawie martwego na podłodze. Wszystkie te napady były znane i piętnowane publicznie, ale prokuratura nie miała odwagi zająć się nimi z respektu dla instytucji nieznanych sprawców. Z czasem nastąpiła decentralizacja tej instytucji z Warszawy na cały kraj. Poparciem tej instytucji wsławili się niektórzy wojewodowie, jak np. wspomniany już M. Kirtiklis, wojewoda pomorski, a później białostocki i niektórzy starostowie. Główne wypadki w Brześciu potępione przez wszystkie warstwy niezależne, odbiły się ponurym echem w procesie sądowym, ale proces ten nie był skierowany przeciw sprawcom gwałtu, lecz przeciw jego ofiarom. Między ofiarami znaleźli się ludzie, którzy z odezwą lewicy nie mieli nic wspólnego, jak Wojciech Korfanty i b. wojewoda A. Dębski, ale prokuratura nie śmiała ścigać istotnych złoczyńców, a nawet miała wielki rozpęd do oskarżania ofiar o zamiary antyrządowe. Proces ten i wyroki sądowe były kulminacyjnym triumfem nieznanych sprawców. Bóg wynagrodził Korfantego za krzywdy doznane od prześladowczej mafii, bo powołał go do siebie, zanim mógł oglądać straszliwe skutki 13-to letnich rządów takiej „sanacji” moralnej. Mieliśmy także we Lwowie występy nieznanych sprawców, z których naj¬głośniejszym był napad uzbrojonej w hełmy i gazy łzawiące policji lwowskiej, dokonany o północy w kilkaset ludzi na bezbronny dom techników zbudowany częściowo ich własną pracą. Policja w nocy bez uprzedzenia władzy akademickiej wtargnęła do domu, podrzuciła dla stworzenia pozorów jakieś rewolwery, czy inną broń, pobiła niewinnych techników zrywających się z łóżek, znieważyła oficerów rezerwowych i skonfiskowała im rewolwery jako swoje trofea, mimo interpelacji poselskiej, nikt za ten niesłychany napad nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Tak jak za Sasów, tak za rządów sanacji Polska „nierządem stała”, z tą różnicą ze za Sasów winną nierządu kraju była szlachta licząca kilkaset tysięcy osób, mających zasługi i tradycje historyczne, w sanacyjnej Polsce zaś rządzącą elitą była mafia pretensjonalna, która bratnią krwią niegodziwie przelaną dostała się do steru państwa .Instytucja nieznanych sprawców, osłanianych przez władzę państwową, bezkarnych i nieodpowiedzialnych za swe zbrodnie, nie ma przykładu w dziejach Polski, ani w dziejach innych kulturalnych narodów.

    Nie można jej porównywać z „prawem pięści” w średniowieczu w Niemczech, ponieważ to prawo było wyrazem nieuporządkowanych stosunków państwowych, instytucja zaś nieznanych sprawców cieszyła się tolerancją władzy państwowej.

    Była ona specjalnością rządów sanacyjnych, które z gwałtu się zrodziły i na gwałcie się opierały. Sanacja deklamowała nieustannie o potrzebie silnego rządu, ale ten silny rząd był jej potrzebny tylko dla ścigania i tępienia przeciwników politycznych, a zgoła nie w tym celu, aby wprowadzić w kraju sprawiedliwe rządy i zniszczyć samowolę w życiu prywatnym i publicznym. Była to kasta uprzywilejowana, żądna władzy bez odpowiedzialności, dla której prawo i praworządność były czczym frazesem.

    Najlepszym na to dowodem jest fakt, że przywódcy sanacji tolerowali tę instytucję, nigdy nie oburzali się na jej zbrodnie i traktowali ją jako uzupełnienie działalności sądów i innych władz państwowych.

    Gdy w komisji budżetowej senatu sędziwy ks. Bolt, mąż zasłużony około narodowego odrodze¬nia Pomorza, wskazał na anarchię szerzoną przez niektórych starostów na Pomorzu np. przez starostę Twardowskiego i przytaczał jaskrawe przykłady nadużyć i korupcji tych urzędników, obecny w komisji minister Kościałkowski zgromił w sposób gwałtowny i nieprzyzwoity ks. Bolta nazywając bez sprawdzenia zarzuty jego kłamstwem i oszczerstwem.

    Później dopiero rozprawy sądowe wykazały, że ks. Bolt we wszystkiem miał rację, ale pan Kościałkowski nie uznał za swój obowiązek wynagrodzić krzywdy moralnej wyrządzonej sędziwemu kapłanowi i wielkie¬mu patriocie. Wstrzymywała go od tego instytucja nieznanych sprawców związana tradycyjnie i organizacyjnie z systemem rządów piłsudczyzny.

    ====================================
    Gdyby tak podrózujący mieli broń , to mogło by się okazać że jeden z nieznanych sprawców pozostawiłby na miejscu przestępstwa swoje zwłoki

    To właśnie dlatego „władza” nie dopuszcza , aby obywatel miał prawo do samoobrony!

  9. JerzyS said

    Ciekawe ile dostanie ten kryminalista?

    Powstaniec bez broni
    Paweł Rakocz

    15 listopada 2010
    Redagował: Marcin Hugo Kosiński

    Powstaniec bez broni
    Czy sprawa karna przeciw powstańcowi i kolekcjonerowi militariów Waldemarowi Nowakowskiemu za nielegalne posiadanie broni zostanie umorzona. W czwartek taką decyzję może podjąć sąd.

    Na ten dzień wyznaczył bowiem posiedzenie. – Dostałem zawiadomienie, z którego wynika, że sąd chce umorzyć moją sprawę – przyznaje Waldemar Nowakowski.

    Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że śledczy chcą, aby sąd odebrał Waldemarowi Nowakowskiemu kolekcję i przekazał ją np. do muzeum.

    – Nie zgadzam się na to, kolekcja powinna do mnie wrócić ? mówi twardo kombatant.

    Cztery miesiące temu, po dwóch latach śledztwa, wolska prokuratura oskarżyła go o nielegalne posiadanie 171 sztuk broni. – 28 sztuk mi zwrócili – dodaje kombatant. Biegły uznał, że niemal wszystkie pistolety i karabiny z kolekcji Nowakowskiego to broń lub jej istotne elementy. Właściciel powinien posiadać na nią zezwolenie.

    Decyzja stołecznej policji o zarekwirowaniu kolekcji i prokuratury o oskarżeniu kombatanta spotkała się z protestami środowisk powstańczych. – Oskarżenie naszego kolegi było mało poważne, przecież ta broń ma tylko wartość kolekcjonerską. I jest nieużyteczna. Nie można jej użyć do żadnego przestępstwa. Miała stępione iglice i rozwiercone lufy. Pożytek z niej mogliby mieć tylko złomiarze – uważa Edmund Baranowski ps. Jur, wiceprzewodniczący Związku Powstańców Warszawskich. Dodaje, że broń powinna więc wrócić do kolekcjonera, a on sam za działania policji powinien zostać przeproszony.

    A czy sąd również sprawdzi czy Pan Waldemar posiadał broń podczas powstania zgodnie z prawem?

    Więcej na: http://www.zyciewarszawy.pl
    =========================

    Rozbroili powstańca i zawiesili śledztwo
    Janina Blikowska , Marek Kozubal 21-12-2008, ostatnia aktualizacja 22-12-2008 17:30

    Policjanci powinni oddać broń, którą skonfiskowali naszemu koledze – mówi prezes Związku Powstańców Warszawskich Zbigniew Ścibor-Rylski. I zapowiada interwencję.
    źródło: Fotorzepa
    *Mjr Waldemar Nowakowski z przetrzebioną kolekcją
    autor: Kuba Kamiński

    Chodzi o kolekcję militariów, którą w lipcu tego roku funkcjonariusze Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw zarekwirowali Waldemarowi Nowakowskiemu.

    Nie jestem terrorystą

    Nowakowski to syn powstańczego dowódcy „Żywiciela”, major Wojska Polskiego w stanie spoczynku, kawaler Orderu Odrodzenia Polski.Policjanci zabrali mu 195 sztuk karabinów i pistoletów, wiatrówki, straszaki i bagnety. Uznali, że kolekcja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Ich zdaniem, Nowakowski powinien mieć specjalne pozwolenia.

    – Większość broni miała przewiercone dziury w lufach, uszkodzone zamki – odpowiada kolekcjoner. – To prawda, popełniłem błąd: nie wiedziałem, że przepisy dotyczące broni w ostatnich latach zmieniły się. Nie jestem jednak żadnym terrorystą – tłumaczy Waldemar Nowakowski.

    Od kilkudziesięciu lat prowadził prywatne muzeum powstańcze w piwnicy swojego domu na Woli. W kolekcji miał m.in. karabiny, pistolety, mundury, odznaczenia, plakaty. Odbywały się tam lekcje historii dla młodzieży, odwiedzali je urzędnicy.

    – Nigdy nie ukrywałem, że posiadam taką kolekcję – mówi.

    Funkcjonariusze przeprowadzili nalot na jego dom 14 lipca po godzinie 6 rano, gdy był na działce pod Opatowem. Broń zdeponowali w magazynach w Starej Wsi. Jednak od pół roku nie zrobili nic, aby wyjaśnić sprawę.

    – Śledztwo zostało zawieszone do czasu otrzymania ekspertyz biegłych, którzy zbadają broń. Być może opinię otrzymamy w styczniu – mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

    BBN broni powstańca

    Postępowaniem organów ścigania oburzeni są przedstawiciele środowisk kombatanckich.

    – Moim zdaniem, ta broń nikomu nie zagrażała, nie strzelano z niej od 64 lat, powinna zostać zwrócona i przekazana do Muzeum Powstania Warszawskiego. Akcję policji zrobiono na pokaz – ocenia generał Zbigniew Ścibor-Rylski.

    W obronie rozbrojonego powstańca stanęły też Urząd do spraw Kombatantów, Związek Jaworzniaków oraz Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

    – Poprosiłem Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji o zbadanie tej sprawy – przyznaje Władysław Stasiak, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. – Dostałem odpowiedź, że działania były podjęte zgodnie z prawem. Obiecano, że sprawa zostanie załatwiona w taki sposób, iż zostaną uwzględnione zasługi osoby, której dotyczą, oraz historyczny charakter kolekcji – dodaje Władysław Stasiak.

    A Waldemar Nowakowski nie ukrywa żalu: – Żołnierz bez broni to dezerter, tak się dziś czuję.

    Rozbroili powstańca, a teraz się migają
    blik , koz 23-07-2009, ostatnia aktualizacja 24-07-2009 17:21

    Rok temu policja zarekwirowała powstańcowi kolekcję militariów. Do dzisiaj śledczy nie zrobili nic, aby wyjaśnić sprawę.
    autor: Kamiński Jakub

    W lipcu 2008 roku policjanci z Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw KSP zrobili nalot na wolskie mieszkanie 77-letniego Waldemara Nowakowskiego. Zabrali mu 195 sztuk broni, bagnety, straszaki. Większość eksponatów miała przewiercone lufy. Policjanci uznali, że nielegalnie przechowuje broń. – Zrobiono ze mnie terrorystę, choć nigdy nie ukrywałem, że posiadam taką kolekcję – wspominał Waldemar Nowakowski. Nowakowski to syn powstańczego dowódcy „Żywiciela“, major Wojska Polskiego w stanie spoczynku. W powstaniu był łącznikiem, ps. Gacek. Od lat prowadził prywatne muzeum w piwnicy domu. Odwiedzali go urzędnicy i wycieczki szkolne. W kolekcji miał m.in. karabiny, pistolety, mundury, odznaczenia i plakaty.

    Po zarekwirowaniu kolekcji w jego obronie stanęły m.in. związki powstańców, Urząd do spraw Kombatantów, w jego sprawie interweniowali w MSWiA urzędnicy Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

    Efekt? Do dzisiaj powstaniec ani nie usłyszał zarzutów karnych za nielegalne posiadanie broni, ani nie odzyskał eksponatów. Dlaczego? – Trwają badania laboratoryjne broni – tłumaczy Andrzej Kawczyński, naczelnik Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw KSP. – Nie wiem, jak długo potrwają. Jestem zainteresowany tym, aby stało się to jak najszybciej.

    – Śledztwo jest bezterminowo zawieszone, wciąż nie mamy specjalistycznej ekspertyzy – tłumaczy opieszałość śledczych Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratury okręgowej. Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji, nie odpowiedział, dlaczego Centralne Laboratorium Kryminalistyki KGP do dzisiaj nie dostarczyło wyników badań broni do prokuratury. Działania śledczych są niezrozumiałe dla powstańców.

    – Ta kolekcja nie stanowiła dla nikogo zagrożenia – mówi major Edmund Baranowski, ps. Jur, wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich.

  10. JerzyS said

    Nostradamus
    https://scontent-frt3-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/13681093_1125313224200010_5860906251965493809_n.jpg?oh=704bbd179d4b6b815e3feb4db17b1c96&oe=5859041F

  11. NICK said

    Ty, Zeman. Pstryknij. Najdalej jutro.
    Wprowadź PRAWO. DO BRONI. Posiadania.
    Nie ma wuja we wsi. Prędzej z adolfiną się ułożysz.
    Po tzw. kądzieli.

  12. ocelot said

    Parafrazując Pietrzaka: My też mamy prezydenta! Ale nasz jest bardziej zajęty…

Sorry, the comment form is closed at this time.