Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Przygody Chińczyka w Germanistanie

Posted by Marucha w dniu 2016-08-09 (wtorek)

Na odpowiedzialność autora tę śmieszną historyjkę spisuję z Facebooka – admin

31-letni chiński turysta, który wypuścił się w wojaż po Ojropie, chciał się udać do Francji i Włoch, ale na swoje nieszczęście trafił na podwórko cioci Angeli. A w ubogaconym kulturowo Germanistanie, jak to w Germanistanie – na lotnisku w Stuttgarcie od razu ukradli mu portfel. Poszedł więc na najbliższy posterunek policji.

Niestety Chińczyk znał tylko chiński, a w Niemczech mówi się po turecku, arabsku i nadal jeszcze po niemiecku, po chińsku zaś raczej rzadko, więc turysta nie potrafił wytłumaczyć, że przyszedł zgłosić kradzież. Im więcej mówił, tym bardziej go nie rozumiano.

Jak niemiecki policjant zobaczył obcokrajowca, który „sprawił wrażenie potrzebującego pomocy”, to co mógł zrobić? Dał Chińczykowi do podpisania wniosek o azyl, oczywiście. Niemiecki stróż prawa widywał tu już zapewne takich „syryjskich uchodźców”, że nawet skośnooki „przeciwnik Asada” go nie zdziwił. Tu już zresztą od jakiegoś czasu wszystko przestaje kogokolwiek dziwić.

Ze Stuttgartu przewieziono „uchodźcę” do Heidelbergu, potem do punktu przerzutowego w Dortmundzie, skąd szczęście ubogacenia kulturowego rozsyłane jest po kraju, żeby żadna gmina nie czuła się pokrzywdzona, aż w końcu wylądował w ośrodku dla azylantów w Dülmen.

Dopiero w Dülmen ktoś zauważył, że Chińczyk „jest jakiś inny” niż pozostali „uchodźcy”. Jakiś niemiecki geniusz dopatrzył się wreszcie, że przypomina on nieco Chińczyków ze znajdującej się niedaleko ośrodka chińskiej jadłodajni. Tam też udała się niemiecka delegacja z prośbą o pomoc. „Jak to nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi” – pomyśleli sobie pewnie. Pomogło. Nieporozumienie zostało w końcu wyjaśnione.

Dwanaście dni trwała niemiecka, uchodźcza odyseja turysty z dalekich Chin. Oczywiście otrzymał on od szczodrych Niemców środki pieniężne należne tu od pewnego czasu wszystkim chętnym, a także – jak się okazało – zupełnie przypadkowym osobom oraz zastępcze dokumenty, bo jego stare, chińskie, budziły jakieś wątpliwości czujnych jak żurawie Niemców.

Pozostaje zagadką, na jakie dane roztropni inaczej Teutoni wystawili Chińczykowi te zastępcze dokumenty, skoro do końca nie mieli pojęcia, że to Chińczyk, więc zapewne nie odcyfrowali jego personaliów z papierów, które miał przy sobie. Z drugiej strony, jeden „uchodźca” na ściągniętych z sufitu danych osobowych w tę czy w tamtą stronę przy tych setkach tysięcy, doprawdy nie czyni już różnicy.

I tak szczęście w nieszczęściu, że przeflancowany na „uchodźcę” Kitajec nie popadł z tego ambarasu w depresję, bo mogło się to skończyć jakimś rajdem z maczetą albo jeszcze czymś gorszym.

Uwolniony Chińczyk powędrował dalej w obranym wcześniej kierunku, a nam wszystkim żyjącym w ubogaconym kulturowo Germanistanie, pozostaje tylko cieszyć się błogą świadomością, że – jak zapewniał parę dni temu minister spraw wewnętrznych de Maizière – po ubiegłorocznych zawirowaniach i początkowym chaosie, w kwestii uchodźców zapanował wreszcie stary, dobry, niemiecki Ordnung.

Rafał Galicki
https://www.facebook.com

komentarzy 7 to “Przygody Chińczyka w Germanistanie”

  1. Edwin said

    No to wyglada na to, ze przynajmniej Chinczyk finansowo stratny nie byl skoro z miejsca wyplacili mu zasilek i karmili za friko caly czas.
    No chyba, ze jego portfel byl wyjatkowo gruby i/lub ktos sie rozporzadzil jego kartami jesli je mial.

  2. Siggi said

    Dlaczego Szanowny Panie Przewodniczący Salonu twierdzi Pan,że śmieszna historyjka?Ja,np.wzruszyłem się jak…siennik starego rektuta i popłakałem się z tego.To może wynika u mnie z powodu stępienia hamulców wydzielania łez z wiekiem,że dużó nie trzeba i już ryczę jak…niemłoda krowa przy cieleniu się dużego byczka mieszańca mięsnego.Mnię wystarczy,że zobaczę w TiVi jak w Tokio leją kogoś pałką policyjną i potem beczę przez godzinę,że nie mogą mnie uspokoić.Współczucia mam dużó ponad 100%.
    Ten Herr Chińczyk (…w żadnym wypadku nie wolno nazywać Ich „Żółkami”,bo oni są bielsi od nas czasem),to wielka nacja i w Reichu potraktowali Go okiej,bo za dużo NRD ma interesów w Państwie Środka.

  3. lopek said

    Kiedyś takie ubogacanie nazywano po prostu piekłem.

  4. Tomasz said

    Jak Chińczyk nie znał języka żadnego z językiem z Chin (nie ma języka chińskiego tak jak nie ma języka europejskiego) faktycznie trudno było poradzić sobie w Europie.

  5. Kar said

    ..ten artykul to jedna wielka pierdoła! Dzisiaj Mniemcy to juz prawie jak kanadauh (czyt. Kanada) ..na ulicy np. Hannover/Göttingen jest sporo duck-gooks. Znam taka jedna, ktora uwaza sie za 100% Mniemca..sa wszedzie. Czuja sie lepiej w Europie jak tam gdzies na zadupiu w Chinach..

  6. Henry said

    Podali w TV zachodniej, że miał tłumacza, tylko Chińczycy chcieli sprawdzić
    niemiecki system obsługi „klientów”. Ocena b. dobra.

  7. gosc po raz pierwszy said

    __ Dwanascie dni?! Polak w kanadzie na lotnisku w 5 minut obsluzony zostal . Tez tylko ich mowy nie znal .

Sorry, the comment form is closed at this time.