Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Mało znane relacje świadków odsłaniają szokujące kulisy mordu w Jedwabnem. „Jak skończymy to robić z Żydami, to samo będziemy robić z wami, Polakami”.

Posted by Marucha w dniu 2016-08-11 (czwartek)

Polacy są opisywani jako sprawcy mordu w Jedwabnem. Tymczasem relacje świadków, przytoczone przez miesięcznik „Wpis” pokazują, że główna wina spoczywa na Niemcach.

Czytamy tam m.in. że to Wacław Kujbida odnalazł i nagrał oraz spisał opowieści naocznych świadków tragicznych wydarzeń. Oto główne fragmenty:

Hieronima Wilczewska nie wygląda na swoje 80 lat. Szczupła sylwetka, elegancka sukienka, siwe włosy upięte wysoko w kok z tyłu głowy. Zawsze w ręce albo gdzieś obok nieodłączny różaniec.

– Urodziłam się i mieszkałam obok Jedwabnego, we wsi Kucze Wielkie — zaczyna opowieść pani Hieronima.

– Stamtąd chodziłam w niedziele i na nauki przed komunijne do kościoła; wtedy, w ten czwartek też przyszłam z Kucz do Jedwabnego. Kiedy wchodziliśmy do kościoła, nic specjalnego nie spostrzegliśmy. Dopiero kiedy wyszliśmy z niego, zobaczyliśmy, że pędzą tłum ludzi do stodoły. Był wielki krzyk i zamieszanie. Podbiegliśmy wszyscy za nimi. Jak to dzieci. Ciągle ich widzę. Ciągle słyszę ten ich krzyk w mojej głowie. Co dnia i na nowo. I codziennie się za nich modlę. (…) — mówi.

– Stłoczonych pędzili ich tam krzykami, do tej stodoły. Do środka. Starszych popychano jednych na drugich, a dzieci, które zostawały na końcu, wrzucali na samą górę. Ot tak, brali za kark, za ramię i wrzucali na sam wierzch.

Kto? Cywile czy umundurowani? — pytam.

– Niemcy — pewnie i bez chwili namysłu odpowiada pani Hieronima, dodając:

To byli Niemcy. Mieli mundury Gestapo. Czarne mundury.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to, co powiedziała pani Wilczewska, potwierdzało trop prowadzący do prawdziwych sprawców zbrodni. Wbrew powszechnemu mniemaniu w czasie II wojny czarne mundury nie były tylko w powszechnym użyciu SS, nosili je oficerowie i żołnierze tylko niektórych, specjalnych oddziałów, w tym Allgemeine SS, w tym Einsatzkommando SS Zichenau-Schröttersburg operujące na tych terenach pod dowództwem Hauptsturmführera SS Hermanna Schapera. O tym jednak ośmioletnie dziecko nie mogło wiedzieć. (…)

Upewniam się, co do tych Niemców, pytając:

I po jakiemu mówili?

Po niemiecku. To byli Niemcy. Nawet twarzy nie mieli jak nasi ludzie. Jak Polacy. Wtedy, jak chciałam podać tym Żydom wody, to Niemiec szarpnął mnie, wrzeszcząc: „Raus, du verfluchte Scheisse!”, po niemiecku. Ale inny oficer podszedł do mnie i powiedział, ale nie po niemiecku, tylko po rosyjsku: „Przypatrzcie się teraz uważnie, co robimy. Bo jak skończymy to robić z Żydami, to to samo będziemy robić z wami, Polakami” —mówiła pani Hieronima.

Dlaczego mówił po rosyjsku? Skąd się tam wziął Rosjanin w niemieckim mundurze? Trudno powiedzieć, ale wiadomo, że w latach 1939-1941 Gestapo ściśle współpracowało z NKWD w likwidacji podziemia i politycznej opozycji na terenach okupowanych przez Sowietów i przez Niemców. (…)

– Jak już ich tam zagonili to z takich długich karabinów zaczęli psikać na tę stodołę wodą. Jak to podpalili, to domyśliłam się potem, jak byłam starsza, że to musiała być benzyna, nie woda. Od razu się wszystko zajęło. Wkoło ten ogień tak poszedł… I ten krzyk tych ludzi w środku… Ten straszny krzyk! Ciągle to mam w uszach…  —wspomina dalej pani Hieronima.

Starsza pani zaciska dłoń w dłoni. W jej opowieści wielokrotnie powraca tych kilka utrwalonych na zawsze w pamięci dziecka obrazów. I krzyk umierających, palonych żywcem ludzi. Wcześniej ośmioletnia dziewczynka chciała koniecznie podać wodę do picia ofiarom. Nie mogła, bo Niemcy ją odgonili – ta woda wraca również w opowieściach pani Wilczewskiej.

Jako dziecko zapamiętała, że następnego dnia, po wygaśnięciu ognia i zawaleniu się resztek stodoły, niektóre z nadpalonych, nieludzko poparzonych ofiar jakimś cudem żyły jeszcze w tych popiołach, i że niemieckie oddziały otaczały kordonem to drgające w agonii ludzkie pogorzelisko, nie pozwalając do samego końca zbliżyć się tam nikomu.

Pytam, czy ktoś przed nami nie próbował przeprowadzić z nią wywiadu. Było paru dziennikarzy. Zapisywali rozmowy, ale potem nigdy nic się nie ukazało. Dlaczego?

Rozmawiamy o kamiennym pomniku, postawionym po wojnie przez mieszkańców w miejscu zbrodni. O tym, na którym napisano, że zbrodni dokonali Niemcy, a który – zniknął.

Mówimy jeszcze o oszczerstwach zarzucających Polakom udział sprawczy, o absurdach tych kłamstw. Polacy w czasie szalejącego terroru niemieckiej okupacji nie mogli po prostu fizycznie poza kontrolą Niemców przeprowadzić na własną rękę tego typu akcji. (…)

Na zakończenie mówię pani Hieronimie o innej, napisanej po angielsku książce, przedstawiającej Polaków światu z podobnej perspektywy. To „Inferno of Choices” (Piekło wyborów), antypolska publikacja sponsorowana przez polskie MSZ i promowana oficjalnie latem 2012 r. przez polskie placówki dyplomatyczne za granicą. Również w kanadyjskiej Ottawie.

Pani Wilczewska milczy zaszokowana. Ja po chwili też. Właściwie nie ma na to żadnych słów. Gdyby tylko te nieszczęsne ofiary mogły przemówić… Może kiedyś przemówią. Również i do oszczerców. Pani Hieronima apeluje do dziennikarzy o przekazywanie prawdy o Jedwabnem. (…)”

Jest również zeznanie drugiego świadka, umieszczone w tej samej relacji Wacława Kujbidy, zasłużonego działacza polonijnego walczącego jak może o dobre imię swego narodu, także na uchodźstwie. Oto obszerne fragmenty, również pochodzącego z miesięcznika „Wpis”:

„Dom państwa Boczkowskich znajdował się jakiś kilometr, półtora na południowy-wschód od miasteczka, pomiędzy Jedwabnem a wioską Grądy Małe. W ten czwartek, 10 lipca, 12-letni chłopiec, jak prawie codziennie, poszedł wraz z kolegą do Jedwabnego. Znaleźli się tam około drugiej po południu. Kiedy dochodzili do centrum, większość ludności żydowskiej już zgromadzono na rynku. Ale spędzanie ludzi trwało dalej.

Minęło zaledwie dziewiętnaście dni od wkroczenia na te tereny armii niemieckiej —przypomina Stefan Boczkowski, dodając:

– Jak doszliśmy do okolic rynku zorientowaliśmy się, że pędzą na rynek ludność polską pochodzenia żydowskiego. Z okolicznych domów. Musieli to robić już wcześniej, od rana, bo jak przyszliśmy do Jedwabnego, to już było tam całkiem sporo ludzi zapędzonych. Do niektórych domów wracali po kilka razy, bo widocznie nikogo tam nie zastali za pierwszym razem.

Kto? —pytam.

– Niemcy. Wojsko niemieckie. To nie był tylko czysty Wehrmacht tylko Einsatzkommando. Takie specjalne oddziały do czystek etnicznych. Do Cyganów, Żydów, komunistów. Einsatzkommando, po prostu siły bezpieczeństwa. To Einsatzkommando szło zresztą po kolei, od Grajewa w stronę Jedwabnego. Byli w Wąsoszu, później w Łapach, w samym Białymstoku. Po kolei. Tak jak Niemcy wchodzili. Trzeba też wymienić Stawiski. Tam ich nie spalono w stodole, jak gdzie indziej, tylko rozstrzelano – to było dzień wcześniej albo dzień później niż w Radziejowie. A Radziejów był 7 lipca.

Znowu pytam o mundury, o kolor uniformów.

– Te były różne. Były zielonkawe zwykłego feldgrau (oficjalna nazwa szarego i zielonego koloru mundurów Wehrmachtu – przyp. red. „Wpis”), czarne sił bezpieczeństwa i Gestapo. Jedni byli w butach, inni w kamaszach. Ale najwięcej było tego takiego zielonkawego feldgrau.

Mały Stefan biegał tam z kolegami, chodzili niespokojnie dookoła przez kilka godzin. Były wakacje. Przyglądaliśmy się temu wszystkiemu, spotkałem też innych naszych kolegów ze szkoły. Piotrek Dąbrowski, Henryk Mankiewicz. I nie tylko oni. Zresztą, wśród tych, których pędzili środkiem ulicy też widzieliśmy znajome osoby. Przecież wszyscy się tam znaliśmy. Widziałem jak prowadzili Bromsztejnów, Grądowskich. Bromsztejn bo do naszej klasy chodził, do piątej; to i rodzinę znałem.

Rodziny żydowskie prowadzili na rynek Niemcy. Ale mały Stefan Boczkowski zauważył też idącego z niemieckimi żołnierzami Polaka, właściciela małego warsztatu mechanicznego, do którego czasem chodził naprawiać rowery.

– Co pan z tymi Niemcami tu robi? —zapytał Stefan.

– Weszli do mojego domu i kazali iść ze sobą i pokazywać gdzie mieszkają Żydzi. Powiedzieli, że jak tego nie zrobię to zostanę natychmiast rozstrzelany. Pójdziesz teraz z nami i pokażesz, gdzie mieszkają Żydzi, których znasz. Jak nie, to kula w łeb! Mają ich prowadzić na jakieś roboty czy coś takiego.

Niemcy wybrali sobie z każdej większej ulicy po kilku mieszkańców i kazali im, pod groźbą śmierci, pokazać gdzie mieszkają ich sąsiedzi pochodzenia żydowskiego. Ten podły przymus stosowany był zresztą przez okupanta nie tylko w Jedwabnem. Cała diabelska machina tej wojny, morderstw i okupacji zarówno z niemieckiej, jak i sowieckiej strony, siała nienawiść również i w ten sposób, że szczuła na siebie różne, żyjące dotychczas przez stulecia obok siebie w symbiozie i spokoju grupy etniczne. Zresztą, czy tylko wtedy i tylko tam stosowano taką metodę?

Pod lufami niemieckich karabinów prowadzono więc Niemców do drzwi domów żydowskich, chociaż niektóre z tych domostw były już puste. Rodziny zdążyły albo uciec przed chwilą albo opuściły Jedwabne 19 dni wcześniej; ci zabrali się z uciekającymi Sowietami jako bardziej znaczni urzędnicy NKWD.

Chociaż nie dobrowolnie, to jednak ludzie szli nie próbując właściwie żadnych rozpaczliwych ucieczek, oczywistych jak by się wydawało, prób ratowania w takiej sytuacji swojego życia. Nie próbowali, bo oni po prostu nie wiedzieli, nie zdawali sobie sprawy z tego, że idą na śmierć. Niemcy okłamali ich i w tej, ostatecznej sprawie. Tak zresztą jak mieli już kłamać wszędzie i zawsze, w takich i podobnych sytuacjach, do końca wojny.

– Nie —potwierdza pan Stefan – nie wiedzieli. Niemcy mówili im, że będą ich przydzielać do jakichś prac, albo do porządkowych na rynku, albo do jakichś gałęzi przemysłu niemieckiego, zależnie od wieku. Tak samo mówili tym Polakom, którym kazali wskazywać te domy.

Wracam jeszcze pytaniem do tych oddziałów, prowadzących ofiary i do mieszkańców Jedwabnego.

Ilu było tych mieszkańców, których Niemcy zmusili do wskazywania domostw z rodzinami pochodzenia żydowskiego?

– Na każdej głównej ulicy, w stronę rynku, prowadzono tych ludzi. Na Łomżyńskiej, Przytulskiej, Wiskiej, Przestrzelskiej. Tak się podzielili. Cztery, pięć głównych ulic. Było po trzech, czterech niemieckich funkcjonariuszy z bronią i po dwóch, trzech mieszkańców Jedwabnego. No, to łatwo policzyć. Ale Niemcy im nie pozwolili odejść, jak już doszli do rynku. Powiedzieli, żeby teraz zostali i z nimi pilnowali, żeby nikt się z tego rynku nie oddalił. I niektórym dali nawet kije do rąk. W każdym razie nie pozwalali tym mieszkańcom odejść.

Ile osób pilnowano na rynku —pytam.

– Może trzysta? Trzysta kilkadziesiąt? Ja nie liczyłem. Nikt wtedy nie liczył. Ale coś koło tego. Proszę zauważyć, że rok wcześniej, w 1940 roku, w czasie okupacji sowieckiej, kiedy przeprowadzono spis ludności w sowieckiej Republice Białoruskiej, do której zostaliśmy przyłączeni, wykazano około 500 osób pochodzenia żydowskiego w Jedwabnem. No to wtedy nie mogło być więcej na tym rynku niż około trzysta kilkadziesiąt osób.

– Niemcy trzymali tych wszystkich ludzi na rynku bez jedzenia i picia przez kilka godzin. Dzieci zaczęły płakać. Okoliczni mieszkańcy zaczęli gromadzić się dookoła, ukradkiem, podawać wodę czy jakieś pożywienie. Niektóre z kobiet brały na rękę dziecko, żeby dać mu wody i uciekały z tym dzieckiem jak żołnierze nie widzieli.

– Ratowali, jak tylko było można – mówienie, że mieszkańcy brali w tym wszystkim udział to jest nieprawda! Perfidne kłamstwo! —mówi pan Stefan.

Tak było do godziny osiemnastej. W międzyczasie na rynku i obok zatrzymują się na krótki postój przejeżdżające ciężarówki i pojazdy oddziałów niemieckich, udających się na wschód, na front. Jedwabne znajduje się na ważnych w tych dniach szlakach frontowych: Grajewo – Radziłów – Przytuły – Jedwabne – Wizna – Białystok. (…)

– Wtedy to zrobiło się nagle na rynku gęsto od Niemców. Zielono od mundurów. Bo samo Einsatzkomando nie było wcale liczne. Może maksymalnie jakieś sto osób, razem z tym głównodowodzącym —rozważa pan Stefan.

– Niemcy postanowili „zabawić się”, dodatkowo poniżając tych biednych ludzi. Najpierw kazali im śpiewać rosyjskie piosenki. Potem, na komendę, kazali wszystkim głośno krzyczeć: „..przez nas wojna…”

– To wszystko było okropne, jeszcze te wrzaski, te krzyki na komendę, „…przez nas wojna! Przez nas wojna!…” —przypomina sobie, kręcąc głową mój rozmówca.

– Potem kazali im rozbić pomnik Lenina. No więc rozbili go na kawałki, tylko popiersie i głowa zostały całe. Ale przy tym rozbijaniu to sami Polacy im pomagali. Dobrowolnie. Dopiero potem rozpoczął się ten marsz. Marsz śmierci jak ja to nazywam. Niemcy kazali im nieść po kawałku z tego rozbitego pomnika Lenina. Popiersie, bo było ciężkie, to niosło dwóch. Młodszych. —mówił.

W ten sposób, poganiany przekleństwami, ruszył ten pochód śmierci w kierunku stodoły. Ledwie żywi ludzie, z tobołkami, kobiety z dziećmi na ręku.

Wszystko otoczone było przez Einsatzkomando. Uzbrojeni w karabiny, automaty, pistolety za pasem. Nawet tych dwudziestu kilku Polaków, co ich zabrali do pilnowania, to oni też byli otoczeni przez tych Niemców.

Mieli broń?

– Polacy? Skądże! Jak mogli mieć broń? Gdyby choć wtedy zorientowali się, co ich czeka. Pewnie tłum rzuciłby się, ławą, do ucieczki, bez względu na konsekwencje. Pewnie ktoś by się uratował. Ale szli przecież „do pracy”. Dopiero gdy doszli do stodoły, może zaczęli sobie zdawać sprawę z grozy sytuacji. Ale pewnie też nie do końca. Niemcy zaczęli ich kolbami, uderzeniami wpychać do środka. Rozległ się jeszcze większy krzyk, lament, płacz. Starsi inaczej, młodsi trochę inaczej. Kobiety z tobołkami krzyczały, ciągnąc za sobą dzieci. Płakały przeraźliwie. Mężczyźni chyba zresztą też – przerywa na chwilę pan Stefan

– Mniejsze dzieci to Niemcy nawet wrzucali do środka. Na górę, przez głowę, żeby prędzej. Myśmy stali z jednej strony stodoły oglądając to wszystko —zaczyna znowu swoją opowieść pan Boczkowski.

– Jak już chyba wszystkich wepchnęli, to słuchać było takie trzaski. Takie jakby metal uderzał o metal. Nie wiedziałem co się z drugiej strony działo ani w środku, ale to pewnie musiały być strzały. Teraz, po latach, przy ekshumacji, odkryto te łuski po pociskach, około dwieście. To Niemcy wtedy musieli strzelać. Przecież ani Żydzi ani Polacy nie mogli mieć przy sobie żadnej broni! Potem zamknęli te wierzeje i podparli je jeszcze od zewnątrz takimi słupami. Żeby się nie otwarły pod naporem. Potem, do tyłu, z boku stodoły, podjechała taka furgonetka, samochód dostawczy z żołnierzami. Kilku ich tam było i zaczęli wynosić jakieś naczynia i chodzić z nimi. Nie wiedziałem co tam było. Nikt nie wiedział, bo daleko staliśmy. Ale trudno się nie domyślić. Potem pojawił się ogień. I to nie w jednym czy drugim miejscu, ale od razu dookoła. Taki wieniec ognia. I krzyk okropny: „pali się!!!”…

Gdzie byli wtedy Niemcy – dalej otaczali stodołę? —upewniam się.

– Główny oddział to stał tutaj, z przodu, a tam z tyłu pewnie też byli. Nie wiem, bo nie mogliśmy tam podejść. Krzyk, wrzask był niesamowity. Okropny. Jak te bierwiona, dachy zaczęły się walić w ogniu na dół, to my już odeszliśmy. Akurat słońce wtedy zaszło. Ten słup dymu. Ogień. I ten swąd palonego, ludzkiego tłuszczu, tych warstw ludzkich…

W dalszej rozmowie przypominam panu Stefanowi „książki” i „opracowania historyczne” na temat Jedwabnego. Denerwuje się:

– Leszek Dziedzic z Przestrzela? Jaki świadek? Przecież on nawet jeszcze nie urodził się wtedy. Jeszcze go na świecie nie było. Urodził się w 58-ym albo 59-ym. Nawet się znamy. Jemu babcia opowiadała jak to mieszkańcy palili?! Kobiety, mieszkańcy z siekierami, nożami?! To nieprawdopodobne! Niemożliwe! Nie do pomyślenia! To jest okropny fałsz historyczny!

Rozmawiamy jeszcze o podobnych „świadkach zbrodni w Jedwabnem”, którzy nic nie widzieli na własne oczy, bo albo jeszcze się nie urodzili, albo nie było ich na miejscu. Pan Stefan opowiada ilu Żydom udało się uciec przed zapędzeniem na rynek Jedwabnego i którym z nich pomagano potem się ukryć – w okolicznych lasach, czy nawet wsiach i zagrodach.

– Uciekli też do naszej stodoły, do naszej wsi. U nas było czterech. Z Bromsztejnów i jacyś drudzy. Paru znalazło schronienie w Zanklewie u naszych kuzynów, niejakich Dobkowskich. Oni ukrywali na przykład cała rodzinę Lewinów. Z kolei w Przestrzelu, u Biedrzyckich, ukrywano też parę osób a i krewni Dobkowskich, też Dobkowscy, ale z Przestrzela, przechowywali jakąś rodzinę.

– Ryzykowaliśmy wiele, życie nas wszystkich, ale przecież nie mogliśmy odmówić. Przechowywaliśmy ich parę dni. Oni potem poszli, po nocach, w stronę Biebrzy. Do znajomych i rodzin. Ale na przykład Dobkowscy z Zanklewa to przechowali całą rodzinę Lewinów aż do połowy 1944 roku. Prawie przez trzy lata. Zrobili im taki bunkier, koło chaty. I tam zanosili im żywność, wodę.

– Cała wieś, całe Zanklewo wiedziało, że ci Janina i Bolesław Dobkowscy ukrywają Żydów, ale nikt nic nie powiedział i nie doniósł do Niemców. Inaczej Niemcy zabiliby wszystkich, spalili chałupy i jeszcze ubili ziemie łopatami. Dobkowscy mieli taką stara babcię, to jak Niemcy pojawiali się w pobliżu, to ona zaraz zaczynała tkać na wrzecionach i głośno śpiewać różne pieśni kościelne. Pewnie, żeby dać znać tamtym, żeby się nie ruszali i żeby odwrócić uwagę Niemców…

– Po 44 roku oni uciekli za Biebrzę, potem Rosjanie im ułatwili i oni wyjechali do Izraela. Tamci, starzy Lewinowie już nie żyją, ale ten ich syn, Jasiu Lewin, to przyjeżdżał do Jedwabnego z Izraela zawsze, jak mógł. W odwiedziny i z prezentami dla kogo mógł. Janina i Bolesław już też nie żyją, ale ich syn, Wicek Dobkowski pojechał do Izraela i posadził tam to drzewko. Bo cała ich rodzina dostała medal.

Żegnamy się panem Stefanem Boczkowskim. Odchodzi w mrok warszawskiej ulicy. Jakie to ważne – myślę – jakie to ważne, że spotkaliśmy tego człowieka i możemy zapisać jego świadectwo.

Na przekór szafarzom, handlującym cudzymi nieszczęściami i śmiercią.

Do artykułu wykorzystano fragmenty artykułu Wacława Kujbidy z miesięcznika „Wpis” (nr 1/2015).

Źródło: W Polityce

http://niezlomni.com

Odpowiedzi: 34 to “Mało znane relacje świadków odsłaniają szokujące kulisy mordu w Jedwabnem. „Jak skończymy to robić z Żydami, to samo będziemy robić z wami, Polakami”.”

  1. Akej said

    Dobry art., ale zdecydowanie nie podoba mi sie czesc podpisu pod obrazkiem, ktora odbieram jako bardzo niezreczna, lub wrecz bezmyslnie antypolska: „… glowna (!!!) wina spoczywa na Niemcach”. Nalezy bowiem pamietac, ze nie kto inny a tylko i wylacznie zydzi sporzadzali sowietom listy Polakow do wywozek na Syberie. Slowo „glowna” sugeruje bowiem, ze byly winy poboczne, ktore obciazaly Polakow. Relacje p. Wilczewskiej odnosnie zachowania sie „rasy panow” odbieram jako autentyczne gdyz pamietam dosc dobrze jak szwaby zachowywali sie wobec zydow i Polakow.

  2. Kojak said

    Szokujce ? Od samego poczatku nie bylo elementrnego sledztwa zgodnego z procedura ! Byla postawiona teza o polskich oprawcach i wszystko szlo w tym kierunku ! W czasie tego sledztwa zyl jeszcze niemiecki dowodca garnizonu z Jedawbenego ! Robiono wszystko zeby go nie przesluchac ! Ekschumacje wstrzymal nieboszczyk Kaczynski kiedy ona zaczela pr\ynosic dowody na korzysc Polakow ! Owczesny przezs IPN Kieres pojechal do USA i tam juz na poczatku sledztywa gardlowal o polskich oprawcach itd itp

  3. wanderer said

    „Pytam, czy ktoś przed nami nie próbował przeprowadzić z nią wywiadu. Było paru dziennikarzy. Zapisywali rozmowy, ale potem nigdy nic się nie ukazało. Dlaczego?”

    pytanie moznaby nazwac retorycznym. Kazdy zna na nie odpowiedz. Bo to nie w smak zydowskim mediom i politykom i klociloby sie z ogolnie narzucona przez nich wersja, ze to Polacy ich mordowali.

  4. Wimar said

    Pan Gajowy zapodał już kiedyś ten wątek z bardzo ciekawym wywiadem z naocznym świadkiem Panią Hieronimą Wilczewską:

    .https://marucha.wordpress.com/2014/11/05/hieronima-wilczewska-swiadek-mordu-na-zydach-mowcie-prawde-o-jedwabnem/#more-46309

    Mam też zdjęcie pierwszego pomnika w Jedwabnem postawionego po wojnie z wyraźnym wpisem kto dokonał tej zbrodni. A tak a propos :czy ktoś zastanawiał się ile osób można wtłoczyć na metr kwadratowy? Ile benzyny( nafty) trzeba aby spalić tylu ludzi?. Czy w Jedwabnem była wówczas choć jedna stacja benzynowa? A jeśli nie to kto miał dostęp do paliw?

    Gajowy się zastanawiał. Chyba w gajówce.
    Wyszło mu, że aby zamknąć 1600 osób w normalnej stodole, trzeba by stłoczyć ok. 16 osób na m2.
    Admin

  5. re1truth2 said


    Demontaż pomnika Lenina w Białymstoku. Kadr z kroniki filmowej, 1941 r.
    Widać w tle oddział niemiecki sil specjalnych Einsatzgruppe B przed arkadami Pałacu Branickich wszystko dzieje się po 28 czerwca 1941 roku fotografował te zdarzenia także Röder dokumentacja w Bundes archiv. Drugie zdjęcie z tej akcji czyli jak niżej po 3 lipca 1941 zdjęcie z rozwalenia pomnika chwilę później w komentarz
    https://marucha.wordpress.com/2015/07/13/wolne-tematy-55-2015/#comment-497899
    Schemat był zawsze ten sam Niemcy zganiali ludzi pod groźbą broni i robili jak widać na kadrze /nie swoimi?/.
    Dowodził najprawdopodobniej Hermann Schaper albo za Szarek [Na tym terenie działało też tzw. „Komando Białystok”. Ważną postacią jest tu Wolfgang Birkner. Na to nazwisko natknąłem się w jednym z artykułów Waldemara Monkiewicza i zacząłem szukać jego śladów. Wziąłem do ręki książkę Władysława Bartoszewskiego „Warszawski pierścień śmierci” i „Pawiak – więzienie gestapo” R. Domańskiej. I wkrótce sporo już wiedziałem o Birknerze: we wrześniu 1939 ten zdolny oficer gestapo był w Einsatzgruppe IV, która działała na Białostocczyźnie. W październiku 1939 r. został przeniesiony do Warszawy. I sprawa najważniejsza: 3 lipca 1941 r., stanąwszy na czele jednego z czterech utworzonych tu oddziałów, wyjechał z Warszawy do Białegostoku, aby wesprzeć działającą na tym terenie Einsatzgruppe B. ]

  6. Boydar said

    „… pod groźbą śmierci, pokazać gdzie mieszkają ich sąsiedzi pochodzenia żydowskiego …”

    Czyli to była tragifarsa przeznaczona dla nas, dzisiejszych ludzi. Żydoszkopy miały bardzo dokładne listy z judenratu, gdzie kto mieszka.

    http://www.geocities.ws/jedwabne/niemcy_mordowali_w_jedwabnem.htm

    Nikt nie może domniemać, że w Jedwabnem było inaczej.

  7. re1truth2 said

    A tutaj macie zdjęcie tego kronikarza co kręcił film w 1941 z którego kadr podałem w komentarzu 4…

    Widać jak żołnierze niemieccy szczerzą zęby i śmieją się…
    Tam przed pałacem był dwa pomniki Stalina i Lenina.

  8. Boydar said

    Jakby dzisiejszym żydom w Polsce brakło wyobraźni, kto naprawdę ich przodków wyrezał, to jeszcze tutaj – https://ptto.wordpress.com/2013/06/21/jak-zydzi-zdradzili-zydow-niewiniatka-z-judenratow/

    I niech się jeszcze głębiej zastanowią, jak to się stało że w ogóle są na świecie.

  9. re1truth2 said

    Ciekawe dlaczego na portalach jewish nie ma tej planszy, bo ktoś skojarzy z Jedwabnem jak faktycznie było…

  10. Wimar said

    .http://piotr.salon24.pl/535839,kto-powinien-przeprosic-za-jedwabne

  11. re1truth2 said

    A tutaj kronika filmowa widać co się dzieje w 6:08 do 6:15
    https://archive.org/details/1941-07-09-Die-Deutsche-Wochenschau-566

  12. Halszka said

    Do podobnych wniosków (o winie Niemców) doszedł kilka lat temu jeden z niemieckich korespondentów w Warszawie. Źle na tym wyszedł.
    Wkrótce potem – po latach pracy – nagle odwołano go z Warszawy i wysłano do innego kraju. Przed wyjazdem pisał z goryczą, że spodziewał się niechętnych reakcji ze strony niemieckich rodaków, ale nie przypuszczał, że zostanie także sflekowany w Polsce.

  13. Edwin said

    To oczywiste, ze Niemcy sa za ten mord odpowiedzialni I nikt kto ma choc krople oleju w glowie nie uwaza inaczej jako, ze zgodnie z IV Konwencją Haska z 1907 r. to okupant jest odpowiedzialny za bezpieczenstwo na terenach okupowanych.

    Na tej samej podstawie Niemcy sa odpowiedzialni za ludobojstwo na Wolyniu. Rzezie na Wolyniu byly Niemcom na reke, bo uzbroiwszy obie strony przygladali sie z zadowoleniem jak Ukraincy wyrzynaja Polakow, a polska partyzantka zamiast niepokoic ich proboje jakos chronic ludnosc na tamtych terenach. Chcieli rozwiazac problem ”podludzi” nimi samymi.

  14. huhulaj said

    „Kto powinien przeprosić za Jedwabne?” – np. portal salon24; „Przepraszamy i prosimy o wybaczenie” – orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich; „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – list Ukraińców do Polaków; albo to: „Kogo muszą przeprosić Żydzi?” – Jerzy Robert Nowak; czy to: „Czy Żydzi powinni przeprosić Polaków za mord w Katyniu?” – np. portal neon24. Cóż za głupie pomysły z tym przepraszaniem i wybaczaniem?! Jakżeż można przepraszać za zbrodnie?! Jakżeż można przepraszać za ich tuszowanie?! Czy ludzie już doszczętnie zgłupieli?! Zbrodnia jest najohydniejszą rzeczą, jakiej dopuszczają się psychopaci! Tu nie ma przebaczenia! Zbrodnią jest też obarczanie winą kogoś, kto się jej nie dopuścił. Każdy, kto dopuścił się zbrodni powinien zostać osądzony i skazany, nawet pośmiertnie. Mordercy, zbrodniarze, ludobójcy, czy jak ich tam jeszcze zwał, zasługują na wieczną hańbę.

  15. Piszę więc jestem said

    Niestety nie mam adresu, więc wklejam całość, choć to właśnie bylo w gajówce:

    Poniżej List który ukazuje całą potworność niemieckiej mentalności, mentalności zbrodniarzy! Polecam wam do kopiowania i rozsyłania gdzie się da i jak się da. W Historii RP takich „odruchów” podpalania nie znajdziecie, natomiast u : Żydów; Niemców; Ukraińców…
    To po prostu ich właściwa natura: mord; znęcanie się i gnębienie słabszych!
    Oto te dwa teksty:

    Gardelegen
    Zapomniana, ale jeszcze nie całkiem, zbrodnia… Berlin 22.10.2003

    Przeglądając nr.24 Niedzieli, natrafiłem na artykuł prof. R.Bendera . „Nie tylko w Jedwabnem Niemcy palili Ludzi w stodole”, od tego czasu nie miałem spokoju, aż wreszcie przed 2-ma tygodniami tj. W niedzielę 12.10.03, po Mszy św. ruszyliśmy ze znajomą, aby poznać prawdę o aktualnym stanie tego Miejsca- Pomnika ! Jadąc autem jest to ok. 230 km. I niecałe 2-godz jazdy. Wjeżdżając do miasteczka od razu rzuca się w oczy duża tablica informacyjna ( Mahn und Denkmal St.) Gardelegen, a więc miejsca , Które ma upominać i upamiętniać popełnione tu Zbrodnie !
    Miejsce to położone na peryferiach miasteczka, znajduje się ok 1.5 km od drogi, w szczerym polu ogrodzone i z dojazdem przez wąską Polną choć wyasfaltowną drogą. Ogólnie robi wrażenie dobrze utrzymanego, właściwie i odpowiednio do swego „statutu”, bo do tego po „wieczyste czasy” zobowiązani zostali jego mieszkańcy przez Armię amerykańską, która tę Zbrodnię uznała za „Potworną i niepojętą”, ale tylko do czasu kiedy idąc alejkami od bramy głównej do miejsca, gdzie usytułowane są mogiły tam pomordowanych z lasem krzyży jarzących się swoją bielą. Bo porównując to co podał nam do wiadomości prof. R.Bender, z tym co podają nam tablice informacyjne rozmieszczone po całym Miejscu-Pomniku, to choćby nie wiem jak człowiek próbował, muszą mu opaść ręce wobec − Jawnej manipulacji faktami – Jeden tylko fakt jest zgodny, a mianowicie , że nie zidentyfikowano 711 ciał, a więc uznano je za bezimienne co oznacza, że i narodowość jest nieznana. Prof.Bender pisze, że w pierwszej „turze” przeniesiono 574 ciała, natomiast tablica inf. mówi, że przez noc „pracowici” zbrodniarze, czyli Faszyści, bo tylko tak nazywa się sprawców, zdołali zakopać 586 ciał w zbiorowym grobie aby ukryć swe „dzieło”, bo gdy wkroczyli Amerykanie, zastali najpierw w stodole 430 ciał w.g tablic info, a dopiero potem odkryli zakopane ciała, a dodać trzeba, że to był 13.kwiecień 45r. i ziemia była jeszcze zmarznięta, więc strach przed odkryciem tej zbrodni musiał być ogromny, jakże więc wielka musiała być nienawiść zbrodniarzy do tych niewinnych ludzi, którzy byli częściowo nadzy tylko ze szczątkami kocy na plecach. – Oto stanęliśmy przed lasem krzyży i czytamy, że 1016 grobów oznaczonych jest krzyżami z wyjątkiem 28, gdzie zamiast krzyża są umieszczone ; Gwiazdy Dawida, jako symbol że w tych grobach są pochowani Żydzi, a o tym nie wspomina wogóle prof.Bender, że wśród ofiar byli wogóle jacyś Żydzi, ale nawet jeżeli uznamy to za nieistotne, może nie uznano tego za ważne w tak krótkiej wzmiance,
    to musimy sobie zadać parę pytań;
    – Dlaczego ustawiono tych Gwiazd 88 !!!
    – Dlaczego, po tym jak wymieniono krzyże na nowe, bo na to wskazuje bliższe ich obejrzenie, usunięto wszystkie
    numery , które Amerykanie nakazali umieścić na krzyżach ku wiecznej pamięci, przed krzyżami są tylko 2-ie tabliczki
    luźno oparte o krzyż z nazwiskami jedna dla Niemieckiej i druga dla Polskiej Ofiary tej zbrodni, potem jest kilka
    podobnych tabliczek informujących o tym, że ciała zostały przez rodziny przeniesione do Ojczyzny,
    kilku do Belgii, kilku do Francji i jeden do Polski ???
    – Dlaczego, oprócz wielkiego głazu z tablicą pamiątkową, i zabezpieczonym fragmentem muru stodoły, jakiejś wiaty o niewiadomym celu, nie ma miejsca gdzie stałby Krzyż miejsce modlitw w intencjach pochowanych tu w przważającej większości Katolików, natomiast wszędzie mamy do czynienia z symboliką Gwiazdy Dawida lub co jest b. zastanawiające Wielki trójkąt równoramienny ze szpicem na dół ???
    – Dlaczego, postać odlana z brązu, umieszczona przed miejscem zbrodni, ma tak przypadkowo twarz jednego z nielicznych jeśli nie jedynego zamordowanego tam ob. Niemiec, i to do tego komunisty ???!!!
    – Dlaczego, było możliwe aby główny sprawca tej zbrodni, oficer NSDAP Gerhard Thiele, który wydał rozkaz do tego mordu, uciekł jeszcze tej samej nocy, po czym został aresztowany 30.04.45 r. nie znajdując go winnym jakichkolwiek zbrodni został zwolniony z więzienia w 46r. i żył sobie „szczęśliwie” jako wolny obywatel Niemiec i zmarł w Düsseldorfie w 1994 roku !!!(to czytamy na tablicy info) czy to da się jeszcze wogóle pojąć, i wytłumaczyć, bo jeśli faszyści dokonali tej zbrodni, to jak jest możliwe,że niewinni Niemcy pozostawili „ Oprawcę własnego Narodu“ bez kary, chyba że tak naprawdę to go chroniono przed zemstą nieludzkich pogromców Hitlera, który „zniewolił“ Naród niemiecki ?!
    – Dlaczego rozstrzelano 22 SS-manów, w.g prof Bendera, natomiast główny wykonawca rozkazu Komendant zgrupowania 4-5 tys. Więźniów i Jeńców woj. W Gardelegen, który nadzorował całą tą zbrodnie i słynął wśród więźniów jako strach budzący oprawca, umarł w więzieniu w 1950 roku śmiercią naturalą ?!
    – Dlaczego, nie wspomina się, że w tej całej zbrodni uczestniczyli mieszkańcy miasteczka i okolicy i w jakim wymiarze, co jednoznacznie wynika z ustaleń M.Wańkowicza ?!
    – Dlaczego, jeśli w.g M.Wańkowicza, więkrzość zamordowanych to byli Polacy, a na tablicy inf. Widnieją tylko wyszczegól-nione przynależności narodowe, z pominięciem jakiejkolwiek ilościowej oceny, co daje wrażenie nie znającym faktów, że wśród zamordowanych byli przedstawiciele 12-tu Narodów i 28 Żydów , jest oczywisty kierunek gdzie to zmierza, aby z czasem uznać to miejsce jako cmentarz ofiar Holokaustu, a tymi ofiarami byli, co jest oczywiste, tylko i wyłącznie Żydzi ?!
    – Dlaczego obiekt stojący w szczerym polu nie jest absolutnie zamykany ani chroniony w nocy, o co w tym wszystkim chodzi ?! Odpowiedzi na te pytania musimy szukać od zaraz zanim po raz kolejny okaże się, że my Polacy wypędzaliśmy Niemców z ich prawowitych domostw a oni nas przecież tak niezłomnie „kochają”, może tylko trochę inaczej, ale na swój sposób, tak jak wilk kocha owcę, a najbardziej kiedy jest b.głodny, a owca tłuściutka. Z poważaniem A. B. R.
    ( Wysłałem pow i pon. tekst pod wiele adresów m.in.: RM, ND, prof.Bender, Niedziela, Ojczyzna, IPN odz.Poznań, i jeszcze parę. Do dziś t.j 05.11.2014 r. tylko prof. Bender odpowiedział, że nie badał sprawy tylko oparł się na relacji M.Wańkowicza, a kto ma zadbać o Pamięć tam pomordowanych i do dziś nie zidentyfikowanych ? – Kto jak nie prof. Historii z KUL – no Kto!)
    Dalej ww. Artykuł prof. Bendera z Niedzieli:

    GARDELEGEN…?! – Nie tylko w Jedwabnem Niemcy palili ludzi w stodole W początkowej fazie II wojny światowej, 10 lipca 1941 r., Niemcy w Jedwabnem spalili w stodole, dziś już wiemy, ok. 300, a nie 1600 żydowskich mieszkańców tego małego miasta. Dokładną liczbę zamordowanych wówczas Żydów nieprędko poznamy, gdyż na żądanie kręgów rabinackich, polskich i zagranicznych, ekshumację zwłok pomordowanych przerwano.
    Znana jest natomiast liczba więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, kilku narodowości, w przeważającej większości Polaków – bo ich ekshumowano – spalonych przez Niemców w ostatnich chwilach wojny, 13 kwietnia 1945 r., w stodole w Gardelegen pod Magdeburgiem, w Niemczech. Liczba ta wynosi 1016 osób. W wymienionym dniu, w przeddzień wejścia wojsk amerykańskich, Niemcy z obozu koncentracyjnego w Mauthausen i z okolicznych mniejszych obozów zebrali ponad tysiąc więźniów. Zgromadzili ich w Gardelegen, w stodole wysłanej słomą, gdy już nad okolicą przelatywały amerykańskie samoloty. Stodołę otaczał tłum uzbrojonych Niemców: esesmanów, żołnierzy Reichswehry, młodzieży z Hitlerjugend, cywilów. Drzwi do stodoły pozamykano, na zewnątrz słychać było głosy, rozmowy, śmiechy, tupot nóg. Stodołę podpalono. Uwięzieni w niej szmatami, kocami stłumili chwilowo ogień. Niemcy skierowali wówczas w kierunku stodoły ogień karabinowy, wrzucali granaty, wzniecające płomienie. Uwięzieni początkowo sądzili, że to alianckie samoloty bombardują stodołę. Rozległy się jęki, krzyki, wołania: Mordują! Wewnątrz stodoły była krew, miazga trupów. Siedem osób wydobyło się z morza ognia, poszerzając rękami i nożami szpary w cementowych ścianach stodoły. Przedostali się z płonącej stodoły, spod masy trupów, na zewnątrz. Pomogła noc. Trzech zostało zabitych, reszta się uratowała – wszyscy Polacy. Pozostali spłonęli w stodole. – Żołnierze 102. amerykańskiej Infantry Division, która wkroczyła nad ranem do Gardelegen (wśród nich także Amerykanie polskiego pochodzenia), zobaczyli sczerniały od ognia i dymu beton stodoły, z rozwalonymi drzwiami, a za nimi, osłupiali z przerażenia, dostrzegli stosy nadpalonych trupów. W obliczu niesłychanej zbrodni, przejęci zgrozą, rozstrzelali z miejsca 22 esesmanów znajdujących się w pobliżu, mimo że jeden, prosząc o litość, całował ich buty. – W Gardelegen Amerykanie natychmiast przystąpili do grzebania ciał pomordowanych w stodole więźniów. Pod stosem trupów znaleźli dających oznaki życia siedmiu Polaków, trzech Rosjan i straszliwie popalonego Francuza. Buldożerami amerykańscy żołnierze pogłębili pobliską fosę. Zrobili w niej miejsce na grzebanie zabitych, w większości Polaków. Do grzebania częściowo spalonych ponad tysiąca zwłok Amerykanie zmobilizowali Niemców, mieszkańców Gardelegen i okolicznych miejscowości. Część z nich przed kilkudziesięciu godzinami asystowała bądź brała udział w mordowaniu zapędzonych do stodoły Polaków i więźniów innych narodowości. – W niecodziennym, swoistym pochodzie szli teraz ku fosie elegancko ubrani, schludni, ogoleni, szacowni mężczyźni, mieszkańcy Gardelegen, by pochować w dole niedopalone strzępy ludzkie. Żonom tych mężczyzn nakazali Amerykanie wydać wszystkie prześcieradła. I szli tak z prześcieradłami, porządnie złożonymi na rękach, błyszczącymi bielą, do miejsca pomordowania więźniów. Kiedy dotarli do stodoły, Amerykanie kazali im całować resztki ludzkie, których nie strawił w stodole ogień. Następnie polecili Niemcom, mieszkańcom Gardelegen, owijać nadwęglone zwłoki w przyniesione z ich domów prześcieradła i nieść je w stronę fosy. Tam przekazywali oni owinięte ciała swoim współrodakom, układającym je w dole. Czynili to, tytułując siebie wzajemnie, z całą powagą: Herr Doctor, Herr Ingenieur, Herr Geheimrat. – W dwu turach przenieśli Niemcy ofiary z miejsca zbrodni do miejsca pochowania. W pierwszej turze przeniesiono 574 popalone ciała, w drugiej – 442. Łącznie mieszkańcy Gardelegen na rozkaz Amerykanów przenieśli spod stodoły do dołów grzebalnych, ucałowawszy uprzednio i zawinąwszy w prześcieradła, 1016 ciał pomordowanych – przeważnie Polaków. – Po pewnym czasie Amerykanie polecili Niemcom zbudować w Gardelegen, dla ofiar ich mordu, odrębny cmentarz. Przeniesiono tam ekshumowane ciała. Na cmentarzu tym stanęło 1016 krzyży. Spaleni, różnych narodowości, byli chrześcijanami. Tylko 4 krzyże opatrzone są imieniem i nazwiskiem. Na 301 widnieją wyłącznie numery obozowe. Reszta, 711 krzyży, to krzyże nie tylko bezimienne, ale nawet bez numeru obozowego, nadanego przez Niemców. – Jeden dzień dzielił ich wszystkich od wyzwolenia z niemieckiej niewoli. Dnia tego nie doczekali. Opis ich gehenny i męczeńskiej śmierci w stodole w Gardelegen przedstawił, o wiele szerzej, już przed ponad trzydziestu laty, Melchior Wańkowicz*. Wykorzystał on relacje przekazane mu przez uratowanych z masakry w Gardelegen Polaków. Poszukiwał ich nawet w Ameryce. Dotarł także do materiałów archiwalnych, ustnych relacji niemieckich i amerykańskich. W swoich publikacjach zamieścił zdjęcia resztek stodoły w Gardelegen, w której Niemcy spalili 1016 więźniów z okolicznych obozów. W jednej z książek Wańkowicz prezentuje również zdjęcie okolicznościowej tablicy w Gardelegen, informującej w języku angielskim i niemieckim o dokonanej tam zbrodni. Publikacje M. Wańkowicza zawierają zaledwie część dokumentacji dotyczącej spalenia przez Niemców w Gardelegen ponad tysiąca zniewolonych przez nich ludzi. Wańkowicz stwierdza: „Mam dokumenty, zeznania”. Pisarz już nie żyje. Dokumenty te i zeznania być może znajdują się w posiadaniu rodziny… Nie zostały dotąd udostępnione badaczom. Zawierać mogą niewątpliwie znaczące szczegóły dotyczące zbrodni ludobójstwa dokonanej przez Niemców w Gardelegen, a niewykluczone, że i w innych miejscach. – Instytut Pamięci Narodowej powinien jak najszybciej zainteresować się zbrodnią dokonaną w Gardelegen, w większości na Polakach. Idąc w ślad za spuścizną dokumentacyjną M. Wańkowicza, IPN musi dotrzeć do archiwaliów niemieckich i dokumentacji amerykańskiej oraz rychło zdobyć relacje ocalonych od masakry w Gardelegen Polaków, o ile oni jeszcze żyją. IPN nie może poprzestawać wyłącznie na badaniach okoliczności spalenia przez Niemców kilkuset Żydów w Jedwabnem. Ma obowiązek wyjaśnienia również okoliczności spalenia przez Niemców jeszcze większej liczby Polaków w stodole w Gardelegen, k. Magdeburga w Niemczech.
    Postawiono tam 1016 krzyży. Niemych krzyży. Czy jeszcze tam stoją? Obowiązkiem IPN względem narodu polskiego jest sprawdzić to i sprawę zbrodni w Gardelegen dogłębnie wyjaśnić.
    Prof.Ryszard Bender

    * Melchior Wańkowicz, „Od Stołpców po Kair”,
    Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1969, ss. 599-611, t „W pępku Ameryki”, wyd. II, Iskry 1974, ss. 273-276, ilustr. 47.
    Gorąco dziękuję p. Janowi Kopańskiemu z Tomaszowa Mazowickiego za zwrócenie mojej uwagi na powyższe prace Melchiora Wańkowicza.

  16. re1truth2 said

    Re 13
    [To oczywiste, ze Niemcy sa za ten mord odpowiedzialni I nikt kto ma choc krople oleju w glowie nie uwaza inaczej jako, ze zgodnie z IV Konwencją Haska z 1907 r. to okupant jest odpowiedzialny za bezpieczenstwo na terenach okupowanych.]
    Fakt wydawał okupant rozporządzenia UWAGA KTO RABUJE, BĘDZIE ROZTRZELANY BIALYSTOK 28.6.1941 KOMENDANT MIASTA
    http://www.bild.bundesarchiv.de/cross-search/search/_1470927503/?search%5Bview%5D=detail&search%5Bfocus%5D=43

  17. Adam Ryglowski said

    P. Re1 Thrut2 (nie wiem co to znaczy).
    NALEŻY SIĘ PANU/ PANI ZŁOTY MEDAL Z DIAMENTAMI , JAK STRUSIE JAJA”.

    BIAŁYSTOK kontra JEDWABNE !!!!!!!
    RÓŻNICA POLEGA NA TYM , ŻE NA WSI można wszystko – ale w takim np. Białymstoku , TO JUŻ NIEKONIECZNIE .

    ps
    Diamentów ,jak strusie jaja nie widziałem , nie słyszałem – ale podobny format jaj należą się Pani/Panu .
    Pańskie WYPOMINKI , TO GROBOWIEC NA CMENTARZU N I E . KATOLICKIM dla kilku preziów w rp (?)

    A chłopy w Jedwabnem poiły swe konie benzynką , i z naddatków zrobiły se holo holo wg ak , bk , ….ck itd – I TO TUŻ JEST ŻAŁOSNE – dla nas
    😦

  18. Wysłany: Nie Lip 10, 2016 3:07 pm. Temat postu: Odpowiedz z cytatem…
    Prof. Jerzy Robert Nowak, CAŁA PRAWDA O JEDWABNEM (s. 26-33), WARSZAWSKA Zakazana HISTORIA, Lipiec 2016.

    To jest Bicie Piany, bo powtarzanie po raz SETNY banałów. Prof. JRN Ujada na Jana Tomasza Grossa jako Twórcę Amerykańskiej Szkoły NEOSTALINOWSKIEJ, finansowanej przez kapitał stalinowsko-holokaustyczny, dla wymuszenia na Polsce KONTRYBUCJI.
    Gdy reżyser Bohdan Poręba zatelefonował do mnie, czy Może oprzeć film o JEDWABNEM na Mych Kategoriach to oczywiście zgodziłem się, ale nie wiedziałem, że warszawskie akta Hermana Schapera zostały wywiezione do Niemiec i UTAJNIONE. Schaper był dowódcą plutonu egzekucyjnego Sonderkommando-A z Ełku, które w Jedwabnem działało jako CIECHANÓW – prowadzone tak skrupulatnie, że mogłyby być eksponowane w szkole Handlowej: JAK NALEŻY ROZSTRZELIWAĆ ŻYDÓW.
    List Międzynarodowego Instytutu Cywilizacji Słowian w/s Akt Hermana Schapera ukradła mi policja polityczna. Akt tych szukał już SmerSz, któremu podlegały ZAMACHY NA STALINA – czym było JEDWABNE – ale Bierut ukrył je w MSZ. SmerSz zorganizował I. proces Jedwabeński w Ełku, gdzie były „ciepłe” ślady. Niejednokrotnie czytałem, że gdy w Towarzystwie mówiono, że SmerSz zamordował w Ełku 10 Świadków to stalinowiec Rzepliński zareplikował: TYLKO DZIESIĘCIU? POWINNI ZAMORDOWAĆ STU – za co Beauvois zrobił go Prezesem Trybunału Konstytucyjnego.
    Również okazało się, że Leszek Bubel – do którego odesłałem BP w/s Śledztwa Gomułki-Chruszczowa w/s Planu Rzymskiego, zerwał stosunki z BP, więc wypada zapytać ILE ZA TO ZAPŁACILI? bo publikował je z ENDEKIEM Tomaszem Wołkiem.
    JRN pisze, że wg relacji Stefana Boczkowskiego, który miał wówczas 12 lat, to Niemców było OKOŁO STU. NIEOCENIONE jest zamieszczone na str. 27 zdjęcie „Niemcy na rynku w Jedwabnem, 10 lipca 1941 r.”, z którego można wnosić, że Niemców było faktycznie ok. 100. Znaczy to jednak, że JRN pomija Śledztwo AK, które również ZAGINĘŁO.
    Śledztwo AK mówiło, że Niemcy stołowali się u Sokołowskiej a feralnego dnia zamówili 284 obiady, gdy zwykle Sokołowska dostarczała na posterunek żandarmerii 8-9 obiadów. AK ustaliło też, że to była ABWEHRA choć w różnych mundurach. Abwehra jako formacja Siłowa miała prawo nosić mundury w zależności od sytuacji, ale broni się nie zmieniała a ta była Abwehry.
    RÓWNIEŻ spalenia 800 Żydów w synagodze białostockiej 27 VI 1941 dokonał Wehrmacht. Żydów, którzy po otoczeniu synagogi przez żołnierzy próbowali uciekać zabijano KOLBAMI. Mord w Synagodze był z Powodu znalezienia w niej podczas śledztwa Abwehry w Jedwabnem uwierzytelnionej politycznie Karty Atlantyckiej, rozciągającej Folwark Żydowski od Renu do Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku Japońskiego: http://nwonews.pl/dyskusja,3577,0//
    Jest jeszcze IX punkt JEDWABNEGO – może Najważniejszy? Według Piotra Jaroszewicza to Józef Stalin dał Goldzie Meir za ZŁAMANIE Planu Barbarossa w Jedwabnem 500 miliardów dolarów, wyznaczając na płatnika Polskę, co komisarze tego Długu, Władysław Gomułka i Józef Cyrankiewicz uiścili co do grosza.
    BP zaasekurował się u Ojca Rydzyka, Cesarza Japonii i Polonii Amerykańskiej, ale został OTRUTY przez Holokaustów czyli AMERYKANÓW. Chciałem, żeby zaasekurował się u mnie, ale odmówił przyjęcia mnie w swym domu, bo się BAŁ AMERYKANÓW.

  19. W Imieniu Towarzystwa Dziennikarskiego: Sewerun Blumsztain.Krzysztof Bobiński, Jan Oryński, TOWARZYSTWO DZIENNIKARSKIE PRZECIW ZAKŁAMANIU HISTORII; W Imieniu Żydowskiego Towarzystwa B’nai B’rith Polin Jan Woleński, Sergiusz Kowalski, OŚWIADCZENIE ŻYDOWSKIEGO TOWARZYSTWA B’NAI B’RITH POLIN; Gazeta Wyborcza, 26 VII 2016, s. 13.

    Po przeczytaniu tych artykułów chciało mi się powiedzieć: JUŻ OSTATNI RAZ KIWAJĄ OGONEM. Z tym Kiwaniem Ogonem to trzeba być jednak Ostrożnym, o czym świadczy lis z Bojadła w Lubuskiem, który Terroryzujme gminę, robi w Durnia myśłiwych, że trzeba zaprosić ANGLIKÓW.
    Reżyser Bohdan Poręba został BRUTALNIE OTRUTY, gdy robił film o JEDWABNEM według moich Kategorii: Wyeksponowałem 7 dokumenty o ŚWIATOWYM znaczeniu:

    – Warszawskie akta Hermana Schapera, dowódcy plutonu egzekucyjnego Sonderkommando-A w Ełku, które w Jedwabnem działało jako CIECHANÓW

    – Opublikowane częściowo przez Leszka Bubla i Tomasza Wołka śledztwo Gomułki-Chruszczowa w/s Planu Rzymskiego

    – Znaleziona w trakcie śledztwa Abwehry w Jedwabnem w synagodze białostockiej uwierzytelniona politycznie Karta Atlantycka, rozciągająca Folwark Żydowski od Renu do Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku Japońskiego

    – ANTIKOMUNISTISCHBEFEHL Wehrmachtu jako podstawa prawna Holokaustu

    – Podjęte kilka dni po wydarzeniach w Jedwabnem śledztwo AK

    – Przyznanie przez Stalina Goldzie Meir 500 miliardów $ za ZŁAMANIE w Jedwabnem Planu Barbarossa z wyznaczeniem na Płatnika Polski. Komisarzami Długu Jedwabeńskiego byli Władysław Gomułka i Józef Cyrankiewicz.

    – ZAMKNIĘCIE Księcia Radziwiłła w Szkole NKWD w Kujbyszewie

    – I. Proces Jedwabeński w Ełku, w którym SmerSz zamordował 10 Świadków, gdyż zamachy na Stalina podlegały jurysdykcji SmerSza

    Reżyser Poręba został Otruty pomimo, że miał asekurację Ojca Rydzyka, Cesarza Japonii i Polonii Amerykańskiej. Zdążył mi tylko powiedzieć, że warszawskie akta Hermana Schapera, których szukał SmerSz, ale Bierut ukrył je w MSZ, zostały wywiezione do Niemiec i UTAJNIONE, a Bubel ZERWAŁ Z NIM STOSUNKI.

  20. Przecław said

  21. Przecław said

  22. re1truth2 said

    Re 17
    Parafrazując to co Pan wpisał [P. Re1 /Thrut2/ (nie wiem co to znaczy). W numerologii byłoby niegramatycznie Thruteń, 2 pracuje wg wpisu za eń. 😉
    W kartach kontra, prawda druga/faktyczny stan rzeczy…

  23. Easy Terran said

    „Czy w Jedwabnem była wówczas choć jedna stacja benzynowa”

    Zadaje to pytanie od lat, podpowiadam, czy moze Polacy kupili 300 l benzyny w najblizszej stacji Shell albo Chevron, ale zaden koszerny gentleman do dzis mi nie odpowiedzial.

  24. Adam Ryglowski said

    Ad 22- Re1truth2 –
    BARDZO PRZEPRASZAM – wiem , że popełniłem tzw. fui pas (po mojemu : fo pa )
    Ale co poszło , TO POSZŁO – WSTYD DLA MNIE I TO JEST CHWALEBNE – DLA 22) ŻE takie hist
    orie Pan/Pani podają dla publiki .
    Logiczne , zwięzłe , NOWE (dla mnie).
    .

  25. Eva said

    Zbrodnia w Jedwabnem to sprawa Einsatzgruppe Hermana Schapera . .Trzeba prześledzić zbrodnie grupy kommando ciechanów-płock, uwidocznione w BundesArchiv Wiem, kim są Niemcy z natury- to sĄ ZBRODNIARZE Z SS.

  26. Obnażacz Mycek said

    Ponieważ „germanie-niemcy to nadwołżańscy żydzi aszkenazyjscy” więc robi się wszystko, żeby winy żydowskie zamazać i zwalić na innych.
    Od żyda można się zawsze spodziewać tylko curestva. W tym są niedoścignieni. To była też cząsteczka NWO.

  27. Sowa said

    Obok tematu, ale może warto zauważyć,

    Siemoniak w tajemnicy przyznał honorowe obywatelstwo RP szefowi Mossadu

    http://newsweb.pl/2016/08/11/siemoniak-w-tajemnicy-przyznal-honorowe-obywatelstwo-rp-szefowi-mossadu/

  28. peacelover said

    Nalezy identyfikowac kretaczy…!!!
    szczegolnie tych, ktorzy „dla dobra zydow”, czy syjonizmu profanuja prawde.
    Trzeba ich rozpoznawac genetycznie i… permanentnie unieszkodliwiac
    dla dobra ludzkosci.

  29. Longinus said

    zydzi Uchodzicy =nachodzicy z bliskiego wschodu.I nikt nie placze ze maja takich przybyszow.Jesli chodzi o ;siemioniaka To jego nazwisko kojarzy mi sie z tzw.upainicem.Rodacy kochani „RATUJMY TA NASZA OJCOWIZNE.

    Siemoniak to Ukrainiec.
    Admin

  30. Akej said

    @ Kojak (2)
    Niezupelnie.Wpawdzie sledztwa nie bylo, ale antypolska zydokomuna wypuscila z wiezienia wszystkich Polakow z Jedwabnego i okolcy falszywie i klamkliwie oskarzonych przez zydow o wspolprace z Niemcami. Przeciez to juz powinno byc podstawa do solidnego, bezstronnego zbadania i ekshumacji. Tak zydostwo rzadzace PRL-bis okazalo sie bardziej podle i antypolskie niz to rzadzace PRL.

  31. BzdenekPosępny said

    # 24 “BARDZO PRZEPRASZAM – wiem, że popełniłem tzw. fui pas (po mojemu : fo pa )”

    Cytam ja se toto i myślę: to musi chińszczyzna – ta “fui pas“, bo we francy piszą “paux pas”.
    A może autor miał na myśli cuś nieprzyzwoitego?

    Jak PiSdy mają odkurzyć dochodzenie Jedwabnego jesli Kaczor je zablokowal, teśść Dudy pisze poematy o polskich bandytach w Kielcach, a smoleńskiem PO-PiS pogrywa jak skrzypek na dachu?

  32. Easy Terran said

    Faux Pas
    🙂

  33. alfonso van vorden said

    Najlepsze kompendium wiedzy o „Jedwabnych geszeftach” przedstawił nieodżałowany ś.p. profesor Iwo Pogonowski.

  34. błysk said

    W sprawie Jedwabnego polecam również głos Pana Czarzastego .Patrz w internecie: 122 rocznica urodzin Romana Dmowskiego,uroczystość na Kamionku w Warszawie ,9.08.2016r.

Sorry, the comment form is closed at this time.