Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jak ubek podejrzewany o udział w „samobójstwie” bohatera z Batalionu „Zośka” został… doradcą Solidarności! „Przecież ten człowiek nas przesłuchiwał!” Kuroń na to: jak wam się nie podoba, możecie wyjść.

Posted by Marucha w dniu 2016-08-25 (czwartek)

Grób Jana Rodowicza na warszawskich Powązkach

Losy porucznika Jana Rodowicza „Anody” są gotowym scenariuszem na film akcji – powstaniec warszawski, a wcześniej uczestnik wielu akcji przeciw niemieckim okupantom, m.in. pod Arsenałem, żołnierz Batalionu „Zośka”.

Jednak równie interesujące są losy jego stalinowskiego oprawcy – Wiktora Herera, który z funkcjonariusza stalinowskiego Urzędu Bezpieczeństwa przeistoczył się w profesora ekonomii i doradcę opozycji.

Jeden z „kamieni na szaniec”

Jan Rodowicz urodził się 7 marca 1923 r. w Warszawie. Pochodził z rodziny o patriotycznych tradycjach, jego ojciec był profesorem Politechniki Warszawskiej, a matka siostrą gen. Władysława Bortnowskiego. Uczył się w warszawskim Liceum im. Stefana Batorego. Należał do 23. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej, słynnej „Pomarańczarni”, a w czasie II wojny światowej do Szarych Szeregów, przyjął pseudonim „Anoda”. Ukończył szkołę podchorążych „Agricola”, jego kolegami byli m.in. Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Jan Bytnar „Rudy”, Józef Saski „Katoda”. Był jednym z bohaterów brawurowej akcji pod Arsenałem. Dowodził wtedy jedną z sekcji zbrojnych, która odbijała „Rudego”.

Brał udział w innych akcjach, np. „Celestynów”, kiedy odbito transport więźniów do Oświęcimia, wykolejenia i ostrzelania wojskowego pociągu urlopowego, ataku na posterunek żandarmerii niemieckiej i koszary lotników w Wilanowie, wysadzeniu przepustu kolejowego pod Rogoźnem koło Przeworska. Był jednym z dowódców Batalionu „Zośka”.

Bohaterski powstaniec

Walczył w Powstaniu Warszawskim. Był wielokrotnie ranny, 10 sierpnia 1944 r. został ciężko ranny w lewe płuco podczas natarcia na gmach szkoły przy ul. Spokojnej. Został umieszczony w szpitalu na Starym Mieście.

11 sierpnia otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari V klasy oraz awans na porucznika. 31 sierpnia ewakuowano go, razem z innymi rannymi, do Śródmieścia. W pierwszym tygodniu września dołączył do oddziału walczącego na Czerniakowie. 15 września został ponownie ranny. Strzał z niemieckiej rusznicy przeciwpancernej trafił go w lewe ramię i łopatkę, pocisk potrzaskał mu kości. Następnego dnia w drodze do szpitala został ugodzony odłamkiem z granatnika w lewy łokieć, upadek z noszy spowodował złamanie lewej ręki w łokciu. W nocy z 17 na 18 września żołnierze z 3. Pułku Piechoty z armii gen. Berlinga ewakuowali nieprzytomnego „Anodę” na drugą stronę Wisły.

Przez kilka miesięcy leczył rany w Otwocku. W 1945 r. zajął się ekshumacjami i pogrzebami na cmentarzu Powązkowskim poległych żołnierzy Batalionu „Zośka”. We wrześniu 1945 r. ujawnił się przed komisją likwidacyjną AK. Jesienią 1945 r. podjął studia na Politechnice Warszawskiej.

Aresztowany w Wigilię

W Wigilię 1948 r. został aresztowany przez UB. Matka wsunęła Jankowi do kieszeni kawałek opłatka.

Formalnie nakaz wydał major UB Wiktor Herer, ówczesny naczelnik Wydziału IV Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który zajmował się inwigilacją środowisk młodzieżowych, harcerskich, akademickich. Pretekstem do aresztowania miał być rzekomy zamach na wdowę po Dzierżyńskim, która 22 grudnia 1948 r. przebywała w Belwederze. W trakcie kąpieli doszło do wybuchu kotła w jej łazience, wkrótce okazało się, że była to awaria.

Już w III RP Herer zeznał, że inicjatywa aresztowania wyszła od samej płk Julii Brystygierowej, słynnej z okrucieństwa dyrektor Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, która z tego powodu nazywana była „Krwawą Luną”.

Jan Rodowicz (z prawej) z kolegami – Sławomirem Szymankiewiczem ps. „Czarnota” (z lewej) oraz Józefem Saskim ps. „Katoda” (w środku)

Próbował przekonać, że w ten sposób chcieli razem z Brystygierową „uchronić” Rodowicza przed groźniejszym w skutkach aresztowaniem przez Departament Śledczy MBP, którym kierował płk Józef Różański, odpowiedzialny za tortury żołnierzy AK.

„Anoda” był przesłuchiwany czterokrotnie: 24 i 29 grudnia oraz 4 i 7 stycznia. Śledztwo prowadził osobiście Herer. 7 stycznia 1949 r.

„Anoda” zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Ubecy upowszechniali wersję, że popełnił samobójstwo, wyskoczył przez otwarte okno. Jeden z nich Bronisław Klejn twierdził, że „wyszedł za mną, biegiem wskoczył na parapet otwartego okna i wyskoczył”. Był prowadzony na przesłuchanie do Herera.

Od dzieciństwa w „ruchu rewolucyjnym”

Herer urodził się 19 stycznia 1920 r. w Czerniowcach pod Lwowem. W życiorysie dla MBP podał, że ojciec był sekretarzem związku zawodowego i redaktorem gazety, był aktywistą Komunistycznej Partii Polski. Matka była urzędnikiem ubezpieczalni społecznej, znała Julię Brystygierową, która pochodziła z tych okolic i była działaczką Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy.

Wiktor Herer związał się z komunistycznymi organizacjami w gimnazjum we Lwowie. Po latach w jednej z opinii stwierdzono, że „od najwcześniejszej młodości aktywny w ruchu rewolucyjnym”. W ankiecie podał, że jest „bezwyznaniowcem” i wskazał, że jest narodowości polskiej. Tymczasem w spisie kadry bezpieki sporządzonym w 1978 r. przez archiwum MSW podano „narodowość żydowska”

Już w 1933 r. wstąpił do czerwonego harcerstwa, „Pionier”. Był też członkiem Komunistycznego Związku Młodzieży Zachodniej Ukrainy. W 1934 r. został zatrzymany za kolportaż nielegalnych ulotek propagujących komunizm. W związku z tym przeniósł się do Warszawy, gdzie w 1938 r. ukończył prywatne gimnazjum. W 1936 r. ponownie policja zatrzymała Herera, ale tym razem w więzieniu przebywał sześć tygodni.

W latach 1935-1938 działał w szkolnych przybudówkach nielegalnego Komunistycznego Związku Młodzieży. Przyjął pseudonim „Adaś”. W 1938 r. został sekretarzem Rewolucyjnego Związku Niezamożnej Młodzieży Polskiej, w tym też roku przeniósł się do Lwowa. Po wkroczeniu armii sowieckiej aktywnie działał w organizacjach komunistycznych. Przyjął obywatelstwo radzieckie, zajmował kierownicze stanowiska w komunistycznej organizacji młodzieżowej Komsomole, był też kierownikiem klubu „młodzieży robotniczej dzielnicy Łyczaków”.

Wstąpił na wydział rolny Politechniki Lwowskiej, potem przeniósł się na wydział ekonomiczny Instytutu Handlu Radzieckiego we Lwowie.

Obserwując Powstanie Warszawskie

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej uciekł w głąb Związku Sowieckiego. W październiku 1941 r. rozpoczął studia w Tbilisi na wydziale ekonomicznym.

W 1943 r. przerwał studia i wstąpił do dywizji kościuszkowskiej. Herer ukończył szkołę oficerów polityczno-wychowawczych, znalazł się w korpusie oficerów oświatowych. Był kolejno zastępcą dowódcy plutonu gospodarczego, potem zastępcą dowódcy baterii w artyleryjskiej szkole w Tambowie, a następnie oficerem polityczno-oświatowym, instruktorem propagandy i lektorem pułku. W 1944 r. wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej.

Początkowo Herer – jak napisał w życiorysie, który zachował się w IPN – służył w 1. Dywizji Piechoty armii gen. Berlinga. W 1944 r. trafił do 3. Dywizji Piechoty, w której był lektorem w 3. pułku artylerii lekkiej. W sierpniu 1944 r. jednostka prowadziła walki na przyczółku warecko-magnuszewskim. W dniach 16-22 września oddziały te próbowały forsować Wisłę w rejonie Czerniakowa.

Herer musiał więc z bliska obserwować tragedię żołnierzy Powstania. Co więcej, to właśnie żołnierze 3. Dywizji Piechoty ewakuowali „Anodę” na Pragę! Być może ich drogi skrzyżowały się przypadkowo już wtedy.

Przez ręce Herera

W 1945 r. po przekształceniu jego jednostki w Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego został starszym instruktorem polityczno-wychowawczym. W 1945 r. ożenił się z Janiną Dziubanowską. Było to typowe resortowe małżeństwo. Żona była szefem kancelarii wydziału propagandy w zarządzie polityczno-wychowawczym KBW. Wkrótce za nieprzestrzeganie tajemnicy wojskowej została zwolniona z KBW. W życiorysie Herer podawał, że ukończyła technikum dentystyczne i przeniosła się do MON.

Z zachowanych w IPN dokumentów wynika, że we wrześniu 1945 r. został skierowany do służby w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego i od razu został zastępcą kierownika Wydziału IV Departamentu V. Na to stanowisko osobiście rekomendowała go właśnie Brystygierowa, szefowa tego departamentu.

Herer bardzo szybko awansował w MBP. Po roku był już pełniącym obowiązki naczelnikiem wydziału. W 1945 r. miał stopień porucznika, cztery lata później już podpułkownika. Był jedną z ważniejszych osób w Departamencie V. Pamięć o nim przetrwała przez lata PRL, nawet w wydanej w 1981 r. podziemnej broszurze „Więźniowie polityczni w Polsce” napisano: „Jednym z wybitniejszych naczelników wydziałów był mjr Wiktor Herer […]. Prowadził on często śledztwa osobiście. […] W tym okresie prawie wszyscy aresztowani przechodzili przez ręce mjr. Herera”.

Przesłuchiwał m.in. Wiesława Chrzanowskiego, który wspominał:

„Pierwsze pytanie: żebym opowiedział o swojej działalności szpiegowskiej. Odpowiedziałem, że nie prowadziłem takowej. On na to: Jeszcze zobaczymy, jak to było. I mówi mi, że będę tu siedział ileś lat, że stracę widoki na przyszłość, że tak i tak nic się nie zmieni w Polsce […]. Straszył, ale w sposób ograniczony. Mówił np., że są ludzie, którzy tu wprawdzie długo siedzieli, ale potem się odnaleźli na wolności, w nowej rzeczywistości”.

„Łatwość werbowania agentury”

W kwietniu 1946 r. Brystygierowa tak scharakteryzowała Herera:

„Samodzielny, bardzo zdolny, posiada dobrą orientację, spryt i łatwość werbowania agentury. Myśli kategoriami kierownika swoim odcinkiem pracy w skali krajowej. Reaguje natychmiast na wszelkie fakty i zachodzące zjawiska w terenie. Daje WUBP jasne, konkretne wskazówki we wszystkich bieżących sprawach. W stosunku do swych pracowników jest wymagający, ale wskazuje dostateczną cierpliwość, by uczyć ich pracy i podciągać. Moralnie stoi na wysokim poziomie. Za dobrą pracę otrzymał premię pieniężną”.

W kolejnej charakterystyce służbowej stwierdzono:

„Dobrze pracuje z agenturą, umie werbować, umie kierować agentem. Bardzo samodzielny, przejawia dużo wartościowej inicjatywy, orientuje się szybko. Decyzje podejmuje szybko, czasem jednakże niedostatecznie przemyślane”.

Nawet Brystygierowa zwróciła jednak uwagę, że także przełożeni Herera twierdzili: „Wadą jego charakteru jest porywczość i brak opanowania”.

Po śmierci „Anody” pochwały „Krwawej Luny”

Dokładnie miesiąc po śmierci „Anody” podczas przesłuchania u Herera, w lutym 1949 r. Brystygierowa skierowała wniosek o mianowanie go na stanowisko naczelnika Wydziału IV Departamentu V (dotychczas był pełniącym obowiązki).

W uzasadnieniu podała, że Herer „dał się poznać jako energiczny, dobry organizator, odpowiedzialny pracownik. Wykazuje dużo inicjatywy i dzięki temu osiągnął sukcesy w pracy swojego Wydziału. Ideowy, b. odważny, uczciwy. Z powierzonych mu obowiązków wywiązuje się należycie”.

Brystygierowa kończyła ten wniosek następującą formułką: „W zupełności nadaje się na stanowisko Naczelnika Wydziału IV Dep. V MBP”.

Herer bez przeszkód objął to stanowisko.

Na odcinku planowania i nauki

W październiku 1951 r. zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego skierował do szefa MBP wniosek o skierowanie Herera do pracy planowo-ekonomicznej w zespole wojskowym tej Komisji. PKPG powstała w 1949 r., była kształtowana na sowieckich wzorach i formą „superministerstwa”, które centralnie nadzorowało komunistyczną gospodarkę.

We wniosku o skierowanie Herera do PKPG argumentowano: „Część ludzi nie posiada politycznych i fachowych kwalifikacji do pracy w aparacie wojskowo-mobilizacyjnym i winna być z Zespołu Wojskowego zwolniona. Powoduje to wiele trudności, które odbijają się niekiedy na sprawności zaopatrzenia Sił Zbrojnych”.

W styczniu 1952 r. kierownictwo bezpieki przychyliło się do tego wniosku i Herer został przekazany do PKPG. Od tego czasu Herer uaktywnił się także na polu nauki, zajął się planowaniem ekonomicznym, wydał kilka prac, został wykładowcą uczelni.

Kandydat do pracy za granicą

Chociaż Herer odszedł z MBP, to zachowane dokumenty personalne wskazują, że bezpieka uważała Herera za „swojego człowieka”. W kwietniu 1960 r. komisja kwalifikacyjna w departamencie kadr MSW zakwalifikowała go „do rezerwy osobowej MSW w podgrupie 1”.

W lutym 1967 r. ppłk SB J. Karkoszka, zastępca naczelnika Wydziału III Departamentu I MSW, czyli wywiadu cywilnego, wystąpił do archiwum o dokumenty dotyczące Herera. Powodem tego sprawdzenia akt było to, że Herer był „kandydatem do pracy za granicą”.

W 1978 r. sam Herer skierował do MSW prośbę o wydanie zaświadczenia, że pracował w MBP. Dokument ten był mu potrzebny w celu – jak pisał – „uzyskania premii z okazji 35 lat nieprzerwanej służby, jaką rozpocząłem w wojsku polskim w 1943 roku”. MSW przychyliło się do tej prośby.
Tymczasem już dwa lata później znalazł się w gronie doradców ekonomicznych nowo powstałej opozycyjnej „Solidarności”.

„Specjalista” od rolnictwa

Profesor Mirosław Dakowski wspominał na swoim blogu, że Herer w 1980 r. był „ekonomistą – reformatorem partyjnym. Przyjeżdżał, m.in. do Instytutu Badań Jądrowych w Świerku, z wykładami na temat ’reform’”.

Natomiast Leszek Żebrowski przytoczył wspomnienie W. Chrzanowskiego, który opowiadał, że Herera na zebranie kierownictwa „Solidarności” przyprowadził Jacek Kuroń:

W 1981 roku na posiedzeniu Komisji Krajowej „Solidarności” w Gdańsku Jacek Kuroń przyprowadził nową grupę doradców. Opowiadał to prof. Wiesław Chrzanowski, współtwórca statutu związku. Usiadł koło niego starszy pan, który wydał się Chrzanowskiemu znajomy, jednak skojarzenia wydawały się niemożliwe. Gdy Jacek Kuroń przedstawił ekspertów, okazało się, że to Wiktor Herer… nowy specjalista od rolnictwa.

Tu profesor Chrzanowski nie wytrzymał. Wstał i powiedział, że ’przecież ten człowiek to jest ubek, który nas przesłuchiwał’. Kuroń na to odpowiedział: ’jak wam się nie podoba, to możecie wyjść’. Podczas przesłuchania Herer powiedział Chrzanowskiemu, że jego i jego kolegów chce nie tylko unicestwić fizycznie, ale i pohańbić w oczach społeczeństwa, zohydzić moralnie”.

Nie bez racji Leszek Żebrowski podsumował: „Jego kwalifikacją na doradcę od rolnictwa było chyba to, że jego ofiary leżą w ziemi”.

Mimo to Herer został działaczem „Solidarności”. Opublikował w „Tygodniku Solidarność”, razem z Władysławem Sadowskim, kilka artykułów ekonomicznych.

Bohater i oprawca

W połowie lat 80. był współautorem książki „U źródeł polskiego kryzysu”. W 1989 r., wspólnie z Władysławem Sadowskim i Tadeuszem Kowalikiem, krytykował z pozycji lewicowych plan Balcerowicza.

W III RP był przesłuchiwany w sprawie śmierci „Anody”. Jednak i w tym przypadku „gruba kreska” okazała się skuteczna. Herer i porucznik UB Bronisław Klejn zaprzeczali, jakoby Jan Rodowicz był w gmachu resortu torturowany. Ślamazarne śledztwo z lat 90. nie wykazało winy ubeków, nikogo nie skazano.

„Anoda” i Herer – obaj urodzili się w latach dwudziestych XX wieku. Obaj dorastali i wychowali się w II RP. Obaj uczyli się w warszawskich szkołach, być może nawet ich drogi skrzyżowały się w stolicy. Obaj uczestniczyli w II wojnie światowej. „Anoda” został bohaterskim żołnierzem Powstania Warszawskiego. Herer jako politruk „niósł prawa nowe, na których się miało oprzeć odbudowę”. 17 września 1944 r. to żołnierze liniowi z dywizji Berlinga, w której Herer był politrukiem, uratowali życie ciężko rannemu „Anodzie”, ewakuując go z Czerniakowa na Pragę.

Po 1945 r. „Anoda” stał się tropionym „wrogiem ludu”, którego zamęczono w MBP. Herer ubekiem, który prześladował i niszczył żołnierzy podziemia.

„Anoda” i Herer, ofiara i oprawca – prawdziwa kwintesencja dziejów Polski XX wieku. Także to, że były ubek w latach 80. stał się doradcą „Solidarności”, która sięgała do tradycji AK, zaś o prawdziwych losach „Anody” przez lata nie można było głośno mówić.

Piotr Bączek, źródło: „Nasz Dziennik”
http://niezlomni.com

komentarzy 17 to “Jak ubek podejrzewany o udział w „samobójstwie” bohatera z Batalionu „Zośka” został… doradcą Solidarności! „Przecież ten człowiek nas przesłuchiwał!” Kuroń na to: jak wam się nie podoba, możecie wyjść.”

  1. wanderer said

    Herer, jemu czapka nie mogla spasc z glowy, boc to uny, czyli dla okupantow naszej Ojczyzny – swojak. Stad te znajomosci z cala reszta smietanki zydoubeckiej.
    I niech mi ktos powie ze nie zyjemy pod okupacja.

  2. anonim said

    Biedacy takie opozycjonery a poradzić sobie z problemem nie mogli…im dalej w las tym bardziej żałośnie Solidurność wygląda.

  3. ? said

    Bardzo nieśmiało o tych talmudycznych zwyrodnialcach się pisze.

    Aresztowano go w wigilię Bożego Narodzenia 1948 r. i zabrano do ubeckiej katowni. Jego przesłuchiwaniami kierował naczelnik V Departamentu MBP major żydowskiego pochodzenia Wiktor Herer (później profesor ekonomii).
    https://naszeblogi.pl/50314-zydzi-wsrod-komunistow-ii-rp-i-w-aparacie-nkwd-i-ub

    O pochodzeniu Brystygierowej też nic? Nic dziwnego, to przecież jest „ich” dziennik. Ich – dla nas.

    ——
    Każdy wie, kim byli – i to dla tych, co wiedzą, jest ten artykuł.
    Admin

  4. Kar said

    re:3/Bardzo nieśmiało o tych talmudycznych zwyrodnialcach się pisze…

    ..jak zwyrodnialcy przy korycie (obstawili stolki zaraz po wojnie na zasadzie „szach mat”) moga ujawniac „smialo” swoja przeszlosc..no jak?

    ..o ile pamietam dobrze, to tylko Norwegia rozliczyla po wojnie bolszewicka swolocz. A reszta Europy zyla/zyje w zydlackim ciepelku..

  5. Zerohero said

    Kuroń to środowiska UD (zamienionej na UW), tej samej partii w której karierę zaczynał Andrzej Duda przefarbowany kilka lat później na patriotę z PiS.

  6. RomanK said

    Kto go wprowadzil??? Kuron???
    Kiedy???
    Spec od rolnictwa skupiali sie wokol Solidarnosci Rolniczej i nimi kierowal prof Stelmachowski. Tez mu nikt nie ufal.
    A solidurnsc Anonimie byla taka -jak opisano w przykladzie ..Kuron wprowadzil i natychmiast wylatywali…bo zawsze ktos kogos poznawal . Dlatego zrobili STan wojenny, zeby wyeliminowac tych co nie chcieli wyjsc na polecenie Kuronei …..ale jego i jego komilitonow-wykopali ,jak psy na I Zjezdzie Solidarnosci w Olivii.

  7. anonim said

    Pan panie Romanie wie doskonale o co mi chodzi gdy piszę solidurność…przyleciał taki jeden i zaczął głosić mniłość odnowi tą ziemię no i odnowiła mniłość do każdego wroga tylko do siebie samych jej nie mamy…ich nie należało wykopywać ze zjazdów tylko wyprowadzać za stodołę.

  8. re1truth2 said

    rychtyk

  9. ? said

    Re 6:
    Stelmachowski (laga – chciał prać nauczycieli, kretyn), razem ze Śliszem rozpirzyli Igloopol, bo Brzostowski nie chciał synalkowi Ślisza opylić firmy za pół darmo.

  10. ? said

    Re 3 – Admin: uwaga dotyczyła pominięcia ważnych informacji w tym dzienniku. Zwyczajowo „przypadkiem” tam często pomijanych. Żeby tubylcy nie kojarzyli.

  11. RomanK said

    Ja pana rozumiem panie Anonim…ale pan nie za bardzo rozumie, ze na tym swiecie od 100 lat..NIC nie jest tym za co sie podaje i na co wyglada.
    Niech pan nei zapomina ,ze i Marx i Komunizm to dzieciatka Rothschildowe….a ich funkcjonariusze to ich agenci…byli i sa.
    Dlatego wszyscy zostali, a gojow pognali…kto sie nie chcial pognic..gryzie swieta ziemie. Z mojego otoczenia gryzie ja 52 osoby.
    Prosze niech pan sie zapozna:

    http://investmentwatchblog.com/rothschild-demands-communist-operative-becomes-new-un-chief/
    Powiedzial i odmienil…..Nie JPII wprowadzil Stan Wojenny…..i nie na jego polecenie.

  12. RomanK said

    O..i za stodolke pan powiada….
    A to bym spoza tehj stodolki juz nie wyszedl.
    Bron mieli oni , nawet ORMOwcom rozdali.. i czekali na taka okazje.
    Dzieki ostrzezeniom starych dziadkow AKOwcow..nie dalo sie namowic glupkow do przyjecia oferowanych egzemplarz m ktore usprawiedliwilyby prowkacje…zatem owszem chodzilismy za stodolke ale lac..jak Polak z Polakiem:-))))

  13. Premizlaus said

    Czy nie byłoby lepiej, gdyby podczas II Wojny Światowej nie ratowano tych żydowskich kanalii, tylko pozwolono Niemcom ich wytępić? Nie byłoby takich Goldbergów, Brystygierów, Mindlów, Humerów, Morelów, itd.Ach gdyby człowiek znał, jaka przyszłość go czeka, po dokonaniu właściwego lub niewłaściwego wyboru.

  14. Anucha said

    @13
    Ależ Pan opowiada.Sąsiad ratował sąsiada.
    Mordowali biedotę żydowską, nic nie znaczących ludzi. Na czyje to było polecenie nie trzeba chyba dodawać. Teraz maskują tę zbrodnie propagandą holokaustyczną.

  15. L2P said

    ad14

    bo sie rozaniele a jak ta `biedota` kuku mi robi to ok.. ta bzdurna mentalnosc `sasiedzka`i `goscinnosc` doprowadzila do stanu bankructwa i mogily, to zadni sasiedzi, zwykla banda z nadania..gorsze Cygana..za unych wyniszczenie lub wywiezienie Niemcom nalezaloby podziekowac i przede wszystkim pomoc ! Ona to zniszczyla Krolestwo Polskie i dzis jej resztowke niszczy…wstyd ! ale co tu po proznicy, po latach upodlenia i wychowania na palcach do poljecia.

  16. anonim said

    Więc Panie Romanie nie pozostało nam nic poza liczeniem na Boga?

  17. Alina said

    Ludzie w Kościele Mariackim w Gdańsku wybuczeli dziś Wałęsę na mszy pogrzebowej „Inki” i „Zagończyka”.

Sorry, the comment form is closed at this time.