Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jerzy Laudański opowiada…

Posted by Marucha w dniu 2016-08-28 (niedziela)

W dniu 10 lipca 2016 roku minęła 75. rocznica mordu Żydów w Jedwabnem, który Jan Tomasz Gross w sposób tendencyjny opisał w swojej książce „Sąsiedzi” (wydana w 2001 r.) jako zbrodnię popełnioną przez Polaków, ich sąsiadów.

Piętnaście lat temu rozmawiałem na temat tragicznych wydarzeń w Jedwabnem z Jerzym Laudańskim, byłym więźniem KL Auschwitz, który jako rzekomo jeden z głównych sprawców mordu tam popełnionego był sądzony po wojnie i blisko dziesięć lat spędził w więzieniach komunistycznej Polski.

Obecnie Jerzy Laudański, urodzony 22 kwietnia 1922 roku w Jedwabnem, ukończył już dziewięćdziesiąt cztery lata. Opowiadał mi wiele o swoim niełatwym życiu. Jego ojciec był murarzem, a matka zajmowała się wychowaniem trzech synów i córki Heleny, która zginęła tragicznie w 1935 roku, uderzona przypadkowo kamieniem przez Adama Tondsdorfa, jednego z mieszkańców Jedwabnego, podczas jego bójki z sąsiadem. Sprawca został za ten czyn osądzony i skazany na więzienie.

Kazimierz – najstarszy z braci – ukończył gimnazjum w Łomży. Chciał być zakonnikiem, ale po półrocznym pobycie u franciszkanów w Niepokalanowie zmienił życiowe plany. Ożenił się i zamieszkał wraz z żoną w Porębie nad Bugiem, pracując jako pisarz w miejscowej gminie. Na kształcenie dwóch młodszych synów: Zygmunta i Jerzego pieniędzy rodzicom już nie starczyło. Kiedy dorośli, pomagali ojcu w murarce. Kazimierz zmarł kilka lat temu.

We wrześniu 1939 roku ojciec Czesław i jego syn Zygmunt umacniali fortyfikacje w Wiznie. Matkę udało się Jerzemu wywieźć do Poręby nad Bugiem. Później wraz z bratem Kazimierzem uciekali na rowerach aż pod Krzemieniec na Wołyniu i tam dowiedzieli się o agresji sowieckiej. Napotkani w Dubnie żołnierze Armii Czerwonej mówili do nich: „Polsza propała na wsiegda”. Konie kawalerzystów sowieckich były głodne i chude, podobnie jak i ich właściciele ubrani w postrzępione mundury.

Jerzy Laudański wspominał: „Na moich oczach wygłodzony żołnierz sowiecki zjadł litr kaszy jaglanej bez soli i bochenek chleba. Potem powiedział: „Tiepier ja pokuszał, nada zakurit” i zrobił „skręta” w kawałku gazety, buchnął płomień z zapalonego papierosa. Wywarło to na nas straszne wrażenie”.

Okupacja sowiecka

W niewielkim drewnianym domu Laudańskich w Jedwabnem zamieszkali sowieci, ale na szczęście szybko wynieśli się i prawowici właściciele mogli do niego powrócić. Organizacja komunistyczna istniała w Jedwabnem długo przed wojną, teraz dorwała się do władzy – byli w niej zarówno Polacy, jak i Żydzi. Zabrali oni parafialny dom na swój użytek, wypędzając z niego dwóch księży wikarych oraz organistę z rodziną. W sali konferencyjnej domu wyświetlano filmy propagandowe, a w jednym z pomieszczeń urządzono bibliotekę z dziełami Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Ponadto dom został zamieniony na „tancbudę”, gdzie bawiono się często bardzo hucznie.

Rozpoczęła się kolektywizacja, ale tylko majątki ziemskie zdążono zamienić na kołchozy. Parafie musiały co kwartał płacić coraz większe podatki, ale wszędzie księża jeszcze odprawiali Msze Święte, chociaż po małych parafiach organiści przestali już śpiewać, bo nie było im czym płacić.

Równocześnie rozpoczęto aresztowania, które dotknęły miejscową elitę intelektualną i gospodarczą. Powszechnie panował ogólny strach przed zesłaniem. Żadnego Żyda jednak na Syberię nie wywieziono, za wyjątkiem Jakuba Cytrynowicza, który przed wojną przechrzcił się, za co został napiętnowany przez miejscową społeczność żydowską.

Jerzy Laudański kontynuuje opowieść

„I ta ówczesna władza sowiecka zaczęła represjonować ludzi. Mojego ojca zamknęli w więzieniu w Łomży, ponieważ wiele lat pracował przy budowie kościoła i stale był blisko księdza dziekana Mariana Szumowskiego, którego też aresztowali, ale nieco później. Wraz z miejscowymi komunistami tych wszystkich pozamykanych uważali za ludzi wrednych. Zarówno ksiądz dziekan, jak i nikt z pozostałych światlejszych obywateli nie wrócił już nigdy z powrotem. Ojciec miał wiele szczęścia, że z więzienia w Łomży Sowieci nie zdążyli go wywieźć. Dlaczego? Bo ciągle jeszcze w jego sprawie dniami i nocami prowadzili śledztwo, którego nie mogli skończyć.

Wryła mi się głęboko w pamięć osiemnasta rocznica moich urodzin, 13 kwietnia 1940 roku, kiedy to przyszło trzech „bojców”, aby mnie aresztować wraz z bratem Zygmuntem i matką. Brata na szczęście w domu nie było. Zaczęli stukać do drzwi. Zdążyłem z matką uciec przez okno i odtąd wraz z nią i bratem Zygmuntem musiałem się ukrywać. W tym czasie działała już podziemna organizacja, o której nikt z nas jednak nie wiedział, bo byśmy tam poszli. Później dowiedziałem się dopiero, że ukrywali się w obrębie gminy Jedwabne.

Nastąpiła tragedia, kiedy to jeden z członków podziemnej organizacji, bodajże Dąbrowski, opowiedział swojemu teściowi o tej partyzantce. Ten teść nazywał się Wiśniewski. Ja go nie znałem, lecz o nim słyszałem. On to właśnie doniósł przekazaną mu w zaufaniu informację NKWD. Sowieci okrążyli ukrywających się. Ci dzielnie się bronili, ale zabrakło im amunicji. Większość z nich zginęła. Poległa wówczas moja stryjna Jadwiga Laudańska. Pozostała po niej córka Irena. Tak ukrywając się, doczekaliśmy przyjścia Niemców. Wtedy kryć się było łatwo, bo każdy rolnik udzielił schronienia i dał jeść, mówiąc: „Przecież mnie to może jutro spotkać”.

„Dobry” zastąpiony „lepszym”

„Jak Niemcy weszli – mówi Jerzy Laudański – to chwilowo byliśmy zadowoleni, bo pozbyliśmy się koszmaru sowieckiego. Niemców u nas nie znano. Nie wiedziano, do czego są zdolni. Dopiero po kilkunastu dniach, jak pojawiły się afisze z napisami: „Szkło – rozbita butelka na jezdni – kara śmierci”, „Sabotaż – drut kolczasty na jezdni – kara śmierci”, ludzie zaczęli mówić: „Diabli wzięli dobrego, a przyszedł jeszcze lepszy”.

Miejscowi Żydzi musieli rozbić postawiony przez Sowietów pomnik, a potem – jak pamięta Laudański: „Mimo że w 1939 roku nie witali Sowietów owacyjnie, z tego wysokiego pomnika, ważącego chyba tonę, musieli nieść głowę i kawałek popiersia”.

Latem 1941 roku dziewiętnastoletni Jurek, któremu do głowy zapewne wtedy by nie przyszło, że obwiniony będzie jako jeden z głównych sprawców zbrodni na Żydach w Jedwabnem, wyjechał z tej miejscowości do swojego brata Kazimierza, mieszkającego wraz z rodziną w Porębie nad Bugiem. Tam, za jego namową, wstąpił do Związku Walki Zbrojnej/Armia Krajowa, zajmując się kolportażem prasy podziemnej. Do dzisiaj pamięta niektóre tytuły, np. „Orzeł Biały” i „Rzeczpospolita”.

Wpadł podczas dużej obławy, próbując się ukryć wraz z innymi konspiratorami w pobliskim lesie. Wtedy aresztowano także wielu mieszkańców Ostrowi Mazowieckiej. Pieszo, wraz z innymi ujętymi w Porębie, został popędzony do więzienia w tym mieście. Gestapowcom tłumaczył się, że przebywał w lesie, obawiając się wywózki na roboty przymusowe do pobliskich Prus Wschodnich. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów, lecz swoje personalia podał zgodnie z prawdą. Po dwóch dniach znalazł się w Warszawie na Pawiaku i przebywał tam do połowy września 1942 roku. Okna jego celi wychodziły na getto. Podczas śledztwa nie załamał się i nie wydał nikogo.

Auschwitz, Gross-Rosen i Sachsenhausen

15 września 1942 roku siedemdziesięciu pięciu więźniów z Pawiaka – w tym Jerzego Laudańskiego – przewieziono samochodem na dworzec w Warszawie i załadowano do pociągu. Tylko co drugi z nich miał przeżyć piekło hitlerowskich obozów koncentracyjnych.

Dzisiaj nazwiska Jerzego Laudańskiego i jego współtowarzyszy obozowej gehenny są opublikowane w wydanej w 2000 roku przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem i Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu trzytomowej „Księdze Pamięci. Transporty Polaków z Warszawy do KL Auschwitz 1940-1944”

Kiedy ustał zgrzyt kół i pociąg zatrzymał się w ciemnościach nocy na bocznicy kolejowej w Oświęcimiu, więźniów otoczył szpaler esesmanów, bijących, gdzie popadło. Wtedy strasznie został pobity Antoni Jankowski (patrz poniżej obozowe zdjęcie i akt zgonu), murarz z zawodu, który w wyniku odniesionych obrażeń wkrótce zmarł. Była to pierwsza ofiara wśród więźniów, z którymi Jerzy Laudański przybył do KL Auschwitz. W oświęcimskim obozie był także więziony jego syn Henryk Jankowski, oznaczony numerem 63783 i córka Irena Jankowska, oznaczona numerem 22524. Obydwoje pobyt w niemieckich obozach koncentracyjnych przeżyli.

Podczas rejestracji w obozie, kiedy nadano mu numer 63805, podszedł do niego starszy wiekiem więzień, mówiąc: „Chłopaki, idzie zima i ciężko tu przeżyć. Podawajcie takie zawody, co pod dach pójdziecie”.

Akt zgonu Antoniego Jankowskiego

Jurkowi stanął wtedy przed oczami warsztat szewski wujka w Jedwabnem. Bez namysłu podał: szewc – i to zapewne uratowało mu życie, bo już był bardzo wycieńczony. Na swoje szczęście otrzymał pracę w warsztacie szewskim na terenie garbarni, wykonując proste czynności przy reperacji obozowych „drewniaków”. Pracował w cieple, gdzie bito tylko za niewykonanie normy. „Kapo – dodaje – bił kijem, ile chciał, tyle lał, dziesięć, dwadzieścia, niejeden nie mógł wstać. Raz nie wykonałem normy i dostałem parę kijów”. Zelówki były robione z metalowych puszek po cyklonie B.

Pewnego razu Jerzy Laudański skaleczył u ręki palec pod paznokciem kawałkiem blachy. Wdało się zakażenie i musiał zgłosić się do obozowego szpitala. Został wprawdzie do niego przyjęty i był operowany, ale o mało nie padł ofiarą „wybiórki” przeprowadzanej wśród chorych. Z powodu wycieńczenia był kandydatem „na gaz”, ale dzięki pomocy lekarza – więźnia ocalał. Do sił wracał powoli m.in. dzięki paczkom, które wysyłali mu rodzice. Pierwszą z nich otrzymał na Święta Bożego Narodzenia w 1942 roku.

Podczas jednej niedzieli, kiedy karnie pracował w żwirowni, na jego oczach esesman zmusił wychudzonego więźnia Żyda do oddalenia się z miejsca pracy i zastrzelił go jako rzekomego uciekiniera.

Antoni Jankowski, zmarł na skutek pobicia 15.10.1942 r. W marcu 1943 roku, nocą do bloku nr 22 a, gdzie spał Jerzy Laudański, wpadli niespodziewanie esesmani, wypędzając wszystkich więźniów. Uformowano transport, w którym wyjechał do KL Gross-Rosen. Jednak słynny kamieniołom ominął go, bo po sześciu tygodniach znalazł się już w Oranienburgu. Przebywał w jednym z podobozów KL Sachsenhausen, położonym na przedmieściu Berlina, pracując przy produkcji części do czołgów.

Henryk Jankowski, syn Antoniego, przeżył

26 kwietnia 1945 roku Jerzy Laudański zobaczył pierwszych zwiadowców sowieckich, którzy uwolnili więźniów i tak ich zapamiętał: „Byli uzbrojeni, obwieszeni granatami i brudni, świeciły się im tylko oczy i zęby, krzyknęli do więźniów, żeby uciekali, bo za chwilę, w celu likwidacji esesmanów ukrywających się po barakach, zostaną one obłożone ogniem artyleryjskim. Tak się też stało. Z daleka widzieliśmy potem, jak z baraków wylatujących w powietrze posypały się tylko drzazgi”.

Później czekała go piesza wędrówka w grupie sześciu kolegów do Odry, a następnie różnymi środkami lokomocji do Jedwabnego, gdzie ostatecznie przybył 15 maja 1945 roku. Był bardzo słaby i wychudzony. W rodzinnym domu nie było go prawie cztery lata.

Rok później ożenił się z Haliną Konferowicz, biorąc ślub kościelny w Białej Piskiej i rozpoczął pracę jako sprzedawca w sklepie. Rodzice i dwaj bracia także szczęśliwie przeżyli wojnę, ale koszmar tragicznych przejść dla rodziny Laudańskich – jak się okazało – miał jeszcze trwać przez kilka lat.

Sąd – 1949 rok

Brat Jerzego Laudańskiego, Kazimierz, twierdził: „Organizacja komunistyczna [w Jedwabnem – dop. A.C.] istniała już długo przed wybuchem wojny. Policja miała z nią wiele kłopotów. Gdy po 17 września 1939 roku komórka ta, jakby w rewolucję, zorganizowała władzę – ochotniczą milicję, członkami organizacji zostali nieliczni Polacy i w większości skomunizowana młodzież żydowska. Wybrykom tej organizacji przeciwne było starsze społeczeństwo żydowskie. I tu trzeba dokładnie rozróżniać komunistów od społeczności żydowskiej. Do tej żydowskiej społeczności Polacy nie czuli nienawiści, nie było bowiem do tego żadnego powodu. I o ile Polacy współczuli tragedii żydowskiej, to byli przekonani, że komunistów żydowskich spotkała zasłużona kara boska”.

Na powyższą wypowiedź warto zwrócić uwagę. Świadczy ona być może o tym, że jednym z aspektów wydarzeń poprzedzających 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem, kiedy nie istniała polska władza, było kierowanie się „ludowym” poczuciem krzywdy i zadośćuczynieniem jej. Takie zdarzenia miały miejsce najprawdopodobniej już nazajutrz po wkroczeniu Niemców do Jedwabnego, 23 czerwca 1941 roku. Ich ofiarą padł m.in. były milicjant na służbie sowieckiej, Polak o nazwisku Czesław Krupiński, względnie Kupiecki, którego wskazano żandarmom niemieckim, a ci go zastrzelili.

Kazimierz Laudański mówił: „Epilog nikomu nie był znany do końca.(…) Po Niemcach można było się wszystkiego spodziewać, ale spalenie żywcem tylu ludzi było strasznym zaskoczeniem”.

Jerzy Laudański nie wiedział, że kiedy jeszcze był więźniem KL Sachsenhausen, Szmul Wasersztajn, funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który pochodził z Jedwabnego, ukrywany w czasie wojny przez polską rodzinę Wyrzykowskich, złożył obszerną relację przed pracownikami Żydowskiej Komisji Historycznej w Białymstoku 5 kwietnia 1945 roku. Oto jej fragment:

„W czasie pierwszych pogromów i podczas rzezi, odznaczyli się okrucieństwem niżej wymienieni wyrzutki: 1. Szleziński, 2. Karolak, 3. Borowiuk (Borowski) Mietek, 4. Borowiuk (Borowski) Wacław, 5. Jermałowski, 6. Ramutowski Bolek, 7. Rogalski Bolek, 8. Szelawa Stanisław, 9. Szelawa Franciszek, 10. Kozłowski Geniek, 11. Trzaska, 12. Tarnoczek Jerzyk, 13. Laudański Jurek, 14. Laciecz Czesław”.

Chociaż relacja Wasersztajna, który jeszcze długo pracował w resorcie bezpieczeństwa i najprawdopodobniej wyjechał z Łomży dopiero po wydarzeniach marcowych w 1968 roku do Izraela, gdzie zmarł około 2000 roku, wydaje się zbiorem bardziej zasłyszanych i niesprawdzonych do końca faktów, niż rzeczywiście widzianych przez niego zdarzeń, mimo to wystarczyła, aby wymieniony w niej Jurek Laudański został, tym razem już po wojnie, po raz kolejny uwięziony.

15 stycznia 1949 roku były więzień KL Auschwitz, nr obozowy 63805, został aresztowany przez funkcjonariuszy UB i osadzony w więzieniu w Łomży. Podczas śledztwa Jerzy Laudański zaprzeczał jakimkolwiek stawianym przeciwko niemu zarzutom co do udziału w zbrodniach popełnionych na Żydach w Jedwabnem. Śledczy, „kawał chłopa”, próbował na nim takie zeznania wymusić siłą: biciem gumą lub pięścią w twarz. Wiedząc o wcześniejszym pobycie przesłuchiwanego w KL Auschwitz, chwytał go za włosy i tłukąc jego głową o ścianę, mówił do niego: „Szkoda, że sk… tam przez komin nie poszedłeś, bo bym dla ciebie teraz zdrowia nie marnował”.

W protokole ten mówiący ze wschodnim akcentem funkcjonariusz UB pisał co chciał, nie dając przesłuchiwanemu nic do przeczytania i zmuszał go do podpisania zaprotokołowanych dowolnie zeznań, używając przy tym często przekleństwa: „Blać…, blać”.

W więzieniu w Łomży przebywał także ojciec Jerzego – Czesław Laudański wraz z synem Zygmuntem. Im również zarzucano współudział w zbrodni popełnionej na Żydach w Jedwabnem. Wszyscy trzej konsekwentnie zaprzeczali w śledztwie, a później podczas procesu popełnionym rzekomo czynom.

Sąd Okręgowy w Łomży ogłosił wyrok 17 maja 1949 roku. Ojca Czesława wprawdzie uniewinniono, lecz synowie zostali skazani z paragrafu za współpracę z hitlerowcami: Jerzy Laudański – 15 lat więzienia i Zygmunt Laudański – 12 lat więzienia. Spośród wówczas osądzonych wyższy wyrok otrzymał jedynie niemiecki żandarm z Jedwabnego, Karol Bardoń – kara śmierci. Jerzy Laudański dalej opowiada:

„W moim akcie oskarżenia było, że Niemcy dokonali tego zabójstwa, a Polacy pomagali. Byłem skazany za współpracę z okupantem. Zaprzeczyłem temu w ostatnim słowie, lecz to nie zostało wysłuchane, ale ludzie słyszeli. Niektóre kobiety, jak wyprowadzano mnie z sądu po ogłoszeniu wyroku mówiły: „ale pan im dobrze powiedział”, bo w ostatnim słowie jeszcze dodałem: „Wysoki sądzie, proszę mnie sądzić za to, że będąc więźniem Sachsenhausen pracowałem w fabryce czołgów, które były używane na pewno na froncie wschodnim i Sowietów biły, ja tam pracowałem. Proszę mnie za to sądzić”. Sędziowie spojrzeli po sobie i tylko na ich twarzach pojawił się ironiczny uśmiech. Ale miałem chociaż satysfakcję, że ludzie, których wtedy była pełna sala, to słyszeli”.

Stalinowskie więzienia

Po ogłoszeniu wyroku Jerzego Laudańskiego wywieziono do Ostrołęki, a następnie do więzienia przy ul. 11 Listopada w Warszawie. Najdłużej w odosobnieniu przebywał jednak w Goleniowie, gdzie były warsztaty mechaniczne, w których pracował jako tokarz, mając doświadczenie wyniesione z pracy w hitlerowskiej fabryce czołgów. Nad więźniami znęcano się psychicznie, wrzucając im do cel dzieła Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina i zmuszając do ich czytania.

Ponadto warunki więzienne były niezwykle uciążliwe, np. spacer trwał tylko pięć minut, ubrania były miesiącami nieprane, jedzenie mało kaloryczne, a rodzina nie mogła uwięzionemu, choćby nawet był umierający, dostarczyć leków w razie choroby. W celi o wymiarach 2 m x 4 m przebywało dziewięciu więźniów. Warunki były okropne.

Warto dodać, że w tym więzieniu, na życzenie żony Haliny – Jerzy Laudański wziął z nią ślub cywilny, bo uprzednio nie przywiązywał do tego wagi. Uroczystość zaślubin odbyła się w gabinecie naczelnika więzienia. Ten wcześniej przez godzinę namawiał Halinę, aby zmieniła decyzję: „Niech się pani zastanowi, co pani robi – przecież on ma do odsiedzenia wyrok piętnastu lat więzienia”.

5 lipca 1952 roku po operacji raka żołądka braciom Laudańskim zmarła matka. Jerzy nie mógł być na jej pogrzebie i o tym smutnym fakcie dowiedział się dopiero dwa miesiące później, podczas więziennego widzenia z żoną.

O śmierci Józefa Stalina dowiedział się w Goleniowie z kolei z gazet, które rozdawano więźniom jako papier higieniczny. W jednej z nich zobaczył „ojca narodów” leżącego w trumnie, co wszystkich więźniów bardzo ucieszyło – słusznie przewidywali, że powinny nastąpić zmiany na lepsze.
Kiedy wkrótce przewieziono Jerzego Laudańskiego do więzienia w Cieszynie, podczas Świąt Wielkanocnych zachorował na zapalenie płuc, ale wtedy praktykowano już na szczęście inne podejście do więźniów – i to uratowało mu życie.

Na koniec trafił jeszcze do jednego więzienia. Był nim zakład karny w Sieradzu, w którym nadszarpnięte długoletnim więzieniem zdrowie całkowicie odmówiło mu posłuszeństwa. W zasadzie aż do momentu uwolnienia cały już czas przebywał w celi szpitalnej, gdzie warunki odosobnienia były nieporównywalnie lepsze.

Jerzy Laudański z więzienia w Sieradzu został przedterminowo zwolniony i wyszedł na wolność 1 marca 1957 roku. Nieco wcześniej, ale również dopiero po „odwilży” październikowej 1956 roku, brama więzienna otworzyła się przed jego bratem Zygmuntem.

Prokurator z IPN

„W grudniu 2000 roku – mówi Jerzy Laudański – odwiedził mnie prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej. – Do chwili zetknięcia się z nim żadne obciążenia świadków nie były mi znane. Dopiero wspomniany prokurator mi je odczytał, ale to wszystko były zeznania wymuszone przez UB, np. zeznania Henryka Krystofczyka, który był zagorzałym komunistą i taka była cała jego rodzina. On wprawdzie mnie nie obciążał, zeznając na mój temat w sądzie: „To był taki młody gówniarz, to na niego nie zwracałem uwagi”, natomiast koniecznie chciał „utopić” mojego ojca. Oświadczył, że dobrze ukryty widział z bliskiej odległości, jak „Czesław Laudański bił Żydów i prowadził do spalenia”. Kiedy nasz adwokat poprosił go, aby powiedział, czy mój ojciec nosił wtedy wąsy – wówczas załamał się i speszony odpowiedział: „No, ja tak dokładnie tego nie widziałem”.

Każdy świadek był ponadto zastraszany przez UB, bo funkcjonariusze chcieli się wywiązać z zadania i wykazać, że wykryli sprawców.

Epilog

W niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych Jerzy Laudański przebywał prawie trzy lata, w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 roku.

dr Adam Cyra
Oświęcim, dnia 8 lipca 2016 r.
http://mysl-polska.pl/990

komentarzy 19 to “Jerzy Laudański opowiada…”

  1. Zbyszko said

    Wiadomo, że jest coś takiego jak pojęcie kłamstwa oświęcimskiego. Czy można wprowadzić niejako przez analogię pojęcie kłamstwa jedwabieńskiego, które umożliwiłoby ściganie sprawców tego kłamstwa?

  2. peacelover said

    Doswiadczenie zyciowe mowi, ze *silniejszy ustala prawo*.
    dlatego niech Pan szanowny Zbyszko zwroci sie do *silniejszego*…!

  3. Isia said

    … pod rządami żydowskimi w Polsce … wszelkie podejmowane próby rehabilitacji Pana J. Laudańskiego … skończyły się niepowodzeniem … postawa IPN w tej sprawie … bardzo wymowna …

  4. błysk said

    W gruncie rzeczy Laudański nic wie o zajściach w Jedwabnem ,bo go wtedy w Jedwabnem nie było. Więc po co ta publikacja ?

  5. Isia said

    List Waleriana Dąbrowskiego do dyr. IPN w Białymstoku, Barbary Bojaryn – Kazberuk, w sprawie umorzenia śledztwa na oprawcach i oszczercach, których kłamstwa doprowadziły do bezpodstawnego skazania Jerzego i Zygmunta Laudańskich.

    Walerian Dąbrowski
    2013. STY. 30
    94 NASSAU AVE. 352
    B’klyn, N.Y. 11222
    walerianda@gmail.com
    http://gazetawarszawska.com/2013/01/21/jedwabne-ostatni-świadek/

    INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ
    oddział w Białymstoku

    Pani dyr. Barbara Bojaryn – Kazberuk

    Na ręce dyrektora Oddziału IPN-u w Białymstoku, pani Barbary Bojaryn – Kazberuk, składam monit dotyczący natychmiastowego unieważnienia stalinowskiego wyroku, ciążącego na braciach Jerzym i Zygmuncie Laudańskich.

    Szczytem bezprawia oraz potwarzą wobec całego narodu polskiego była wizyta Waszego prokuratora, który prowadził śledztwo przeciwko jednemu z katów w/w Braci, u Jerzego Laudańskiego dwa lata temu.
    Umorzenie tego śledztwa z powodu naturalnej śmierci kata i pozostawienie ważności wyroku oskarżającego ofiary o kolaborację z niemieckim okupantem, na podstawie pomówień trzech prymitywnych zeznań, stronniczych świadków / dwie analfabetki i funkcjonariusz UB /, których zeznania są wymuszone i niewiarygodne z litery prawa, okryły hańbą cały IPN, powołany do naprawy krzywd dokonanych na narodzie polskim.

    Dlatego też zwracam się do Pani, do nowo mianowanego dyrektora tego Oddziału, o nadanie natychmiastowego trybu postępowania ze wzgl. na bardzo podeszły wiek pokrzywdzonych, celem natychmiastowej rehabilitacji obu Braci i zmycia hańby ciążącej na Waszym Oddziale.
    Hańby za ukrywanie prawdy dot. skazania więżnia hitlerowskich Obozów Zagłady i Jego brata patrioty.

    Jeszcze cięższy zarzut ciąży na Waszym Oddziale z powodu ukrywania hitlerowskich oprawców, którzy dokonali okrutnego mordu w Jedwabnem na ludności Polskiej i żydowskiej.
    Pozwalając zdziczałej i zagubionej moralnie gawiedzi przypisywać tę zbrodnię Polakom.

    Nie pobieracie bardzo wysokich uposażeń za fałsz i szkalowanie mojego Narodu i Ojczyzny, ale za weryfikowanie zbrodni dokonanych na Polakach.
    Oczekuję nie rychłego, ale natychmiastowego oczyszczenia Braci Laudańskich na podstawie niepodważalnych dowodów, będących w Waszych rękach.

    Walerian Dąbrowski

  6. Isia said

    tematyczne linki w … https://myslnarodowa.wordpress.com/…/jedwabne-ostatni-świadek-jerzy-…

  7. Akej said

    @ Isia (5)
    Za moich czasow studenckich (przelom 1950/60) byla w modzie „bajka o Repisze”: „Ze pisze, to nic! Ale czy wydrukuja?” Z pewnoscia instytut ponizania narodu tego nie zrobi! Widzialem video wywiadu z p. J. Laudanskim na ktorym wlasnie p. Bohdan Poreba poruszal to zagadnnienie – tez nic sie nie stalo a Szanowny Pan Poreba zmarl niedlugo po tym w bardzo podejrzanych okolicznosciach. Bardzo przeszkadzal pewnym ludziom fakt, ze chcial nakrecic film ukazujacy prawde o Jedwabnem.

  8. Isia said

    Re: 7 Pan Akej …

    … to prawda … Pan Bohdan Poręba ( reżyser, z pochodzenia Polak )… zbierając materiały do filmu dokumentalnego o zbrodni w Jedwabnem, dotarł do jednego z ostatnich świadków wydarzeń … Pana Jerzego Laudańskiego … skazanego na 15 lat więzienia … w procesie łomżyńskim w 1949r. …

    … Pan B. Poręba przeprowadził wywiad z Panem J. Laudańskim … w rozmowie uczestniczył także Pan Walerian Dąbrowski … nagrany na video ( dwie części ) … poniżej linki:

    https://rutube.ru/video/cf8d87209a5406086bed2876f5e94118/

    https://rutube.ru/video/eebc7ef31741360665d63c6e11e54be2/

    … studiowałam dużo póżniej, więc tych czasów nie znam z autopsji … ale poczucia humoru starszym kolegom ( studentom ) …. nie brakowało … 🙂

  9. Isia said

    Re: 9 … zapomniałam dodać … pozdrawiam Pana Akeja 🙂

  10. Isia said

    Re: 9 … oczywiście … Re: 8 … póżna pora, łatwo o pomyłkę …

  11. Boydar said

    @ Pan Błysk

    Ta publikacja nie miała na celu opowiedzenia „co było” w Jedwabnem tylko czego nie było. Były także inne cele. Dziwię się, że Pan Błysk tego błyskawicznie nie ogarnął.

  12. Akej said

    @ Isia
    Powinno byc bajka o „Rzepisze”. Jestem starym dziadem i dosc czesto zdarza ni sie przepuszczac bledy. Dzieki za pozdrowienia. Zycze Pani duzo zdrowia.

  13. re1truth2 said

    Tak, a propos Jedwabnego
    [Wykaz ludności żydowskiej, która mogła najprawdopodobniej mieszkać w Jedwabnem przed 1939 r., zestawiony na postawie źródeł archiwalnych przez Leszka Koconia, kierownika Oddziału w Łomży Archiwum Państwowego w Białymstoku (maj 2001 r.) ] – na wykazie jest 465 osób zaczyna się alfabetycznie, typowe nazwiska:
    1.ABRAMSKA Rochla
    2.ABRAMSKI Abram Szmoil
    .
    .
    415 SZYDŁO Berek
    416 SZYDŁO Jankiel
    417 SZYDŁO Moszk Szloma
    .
    .
    462 ŻYŁKOWICZ Brajna 1898 Jedwabne Icek Herszk 1877 i Bejla Estera Jedwabne OBG .
    Jakoś wtedy swoich imion się nie wstydzili. – http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed961.html

  14. Boydar said

    Tak właśnie robił Stalin, Panie Re … to dobry znak. A Protokoły nakazywały odwrotnie.

  15. re1truth2 said

    Ech, panie Boydar myślałem, że Pan załapie.
    POlecony ambasador Abramski pierwszy z kolegami był na pudle. PISowcy czekali, czekali, aż się rządów doczekali.
    A na końcu przyjdzie Brajna i nas wyżyłuje do cna… Nic ino kabała, tak to nazywała.

  16. Isia said

    Re: 12 Pan Akej …

    … nic nie szkodzi … domyśliłam się, że chodzi o Rzepichę … to mi przypomniało, z moich czasów studenckich, pewne żartobliwe powiedzenie … kiedy zaczynała się sesja, mówiło się … zaczynają się „doż(rz)ynki” …

    … dziękuję za życzenia i … wzajemnie … wszystkiego dobrego …

  17. Isia said

    … ( 2012.12.13 ) … bardzo interesujący list Bohdana Poręby do redakcji Nowego Ekranu … dotyczący … propozycji stworzenia p r a w d z i w e g o filmu o Jedwabnem … w przeciwieństwie do kłamliwego filmu Władysława Pasikowskiego, zatytułowanego „Pokłosie” …

    … w liście tym B. Poręba opisuje wyniki badań z dotychczas zebranej, w tej sprawie, dokumentacji ( m.in. w oparciu o archiwa prokuratury IPN w Białymstoku ) … pada w nim również propozycja wywiadu z Braćmi Laudańskimi … oto fragmenty:

    „… IPN w sprawie Jedwabnego, spełnił wyjątkowo parszywą rolę.
    Pracował na zamówienie, które polegało na wyeliminowaniu Niemców jako czynnika sprawczego i wykonawczego mordu. ( … )

    Chodziło o obraz niemieckiej okupacji bez Niemców.”

    „Na dwa dni przed 10 lipca 1941, a więc na dwa dni przed zbrodnią w Jedwabnem, a kilkanaście dni po spaleniu 27 czerwca około tysiąca Żydów w białostockiej synagodze, przyjechał do Białegostoku Heinrich Himmler w towarzystwie Reinharda Heidricha.

    Po co ?

    Himmler wygłosił przemówienie do zgromadzonych morderców Żydów z Einsatzengruppen:

    cyt. „dla obserwatora z zewnątrz powinno to wyglądać tak, że sama ludność miejscowa zareagowała w sposób naturalny, przeciwko dziesiątkom lat opresji dokonywanej przez Żydów, oraz przeciwko terrorowi stworzonemu ostatnio przez komunistów.”

    B. Poręba poleca w swoim liście „świetnie udokumentowane książki polemiczne” wobec pseudohistoryka Jana T. Grossa, autora paszkwilu „Sąsiedzi”…

    Lech Niekrasz – „Operacja Jedwabne – mity i fakty”

    Henryk Pająk – „Jedwabne geszefty”

    mufti.polacy.eu.org/3115/list-do-redakcji-ne-w-sprawie-jedwabnego/?str=0

  18. Isia said

    Re: 17 … prawidłowe linki:

    polacy.eu.org/3115/list-do-redakcji-ne-w sprawie-jedwabnego

    mufti.polacy.eu.org/3115/list-do-redakcji-ne-w-sprawie-jedwabnego/?str=O

    … czy Pan Gajowy mógłby zamieścić tutaj cały list p. Poręby ? … moim zdaniem warto …

  19. Boydar said

    @ Pan Re1truth15

    A ja z kolei byłem pewien że Pan załapie 🙂

    Oczywiście, że te drukowane są wdrukowane. stare szlacheckie nazwiska. A co w protokole stało ? W drugim rzędzie !!!

    Pchają się do pierwszego ? Łamią zasady. Tyle że w tym świecie nie ma przypadków. W kwestii łamania również. Znaczy się że drukowane potrzebne są w pierwszym. Żeby potem nie było na nas.

    W mordę jeża, zaczynam jak Pan Juliusz … 😦

Sorry, the comment form is closed at this time.