Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ponowne rozważania o edukacji

Posted by Marucha w dniu 2016-09-05 (poniedziałek)

Minęły prawie dwa lata odkąd napisałem „Tragedię edukacji naszej” i właśnie rozpoczął się spór o projekt likwidacji gimnazjów.

Prawie każdy internauta piszący na tematy polityczne, przez grubo ponad dziesięć lat twierdził, że banki wyprowadzają z Polski ogromne ilości pieniędzy i należy je w związku z tym opodatkować. Gdy PiS zaproponował podatek bankowy, wszyscy okazali się być nagle jego przeciwnikami: bo wzrost kosztów dla klienta, bo ekonomiści odradzają, bo regulacje unijne, bo tak robi Orban, no a Orban to przecież Putin itp.

Tak też przez te wszystkie lata można było przeczytać, że gimnazja to hodowla patologii, że był to nietrafiony pomysł i należy natychmiast je zlikwidować. Gdy rząd chce to zrobić, większość jest nagle za ich pozostaniem.

Chciałem to wytknąć już na samym początku artykułu, by ukazać kiepską pamięć i hipokryzję moich „kolegów po fachu”. Teraz do rzeczy:

Po głębokim namyśle (a dwa lata to sporo czasu), chciałbym zaproponować coś nieco innego. Niektóre wcześniejsze pomysły odrzucam, w kwestii innych jestem tym bardziej przekonany o ich konieczności, a jeszcze inne dokładam do tego worka o nazwie ,,edukacja”. Jestem jednak otwarty na wszelkie sugestie i słowa krytyki.

  1. Osiem lat szkoły podstawowej, trzy lata zawodówki/ cztery lata liceum/ pięć lat technikum.
  2. Reaktywacja części szkół i zwiększenie ilości etatów, w celu utworzenia mniejszych grup uczniów (do 12 osób) na szczeblu podstawowym i przedszkolnym. Jest to szczególnie ważne dla młodszych uczniów, by nauczyciel mógł pomagać w ich indywidualnym rozwoju i nauce, by odkrywał ich zainteresowania, a także by mógł ich odpowiednio pokierować.
  3. Matura pełniąca jedynie rolę uzupełniającą do ocen.
  4. Egzaminy wstępne na uczelnie wyższe, tworzone i organizowane przez nie same.
  5. Propozycja dla samorządów do wprowadzenia na większą skalę edukacji zróżnicowanej (w ramach testów).
  6. Wprowadzenie dobrowolnych egzaminów z każdego roku, przeznaczonych dla zdolnych uczniów gotowych „przeskoczyć” dany szczebel edukacji.
  7. Stworzenie we współpracy z pracodawcami kursów ściśle na kierunkowanych na szkolenie zawodowe (szczególnie dla technikum i zawodówek).
  8. Stopniowanie kursów licealnych np. matematyki na 5-6 różnych stopni, których część (2-3) byłaby obowiązkowa dla wszystkich, a pozostałe byłyby obowiązkowe jedynie dla uczniów na kierunkach ścisłych i byłyby dobrowolne dla uczniów uzdolnionych w matematyce, lecz przebywających na innych kierunkach (jak i odwrotnie w przypadku humanistów).
  9. Stworzenie minimum 1-2 wyższych kursów na przedmiotach ścisłych lub językowych (w liceum), przeznaczonych dla uczniów, którzy są gotowi zdać wcześniejszy poziom po napisaniu egzaminu i wejść na całkowicie dobrowolne kursy wyższe (co byłoby premiowane przy przyjmowaniu na uczelnie). Pozwoliłoby to jednostkom najbardziej uzdolnionym na uzyskiwanie dodatkowej wiedzy i nie traciłyby one czasu na naukę programu, który już opanowały.
  10. Stosowanie metody spiralnej, szczególnie przydatnej na szczeblu podstawowym oraz w nauce języka i odrzucenie tzw. ,,metody całościowej”.
  11. Powrót do ćwiczeń pamięciowych.
  12. Korelacja przedmiotów, których programy uzupełniałby się nawzajem na wszystkich poziomach np. nauka historii XIX wieku, uzupełniana w międzyczasie przez naukę o literaturze romantyzmu na języku polskim.
  13. Tworzenie kursów i szkół pod kątem przydatności na lokalnym i krajowym rynku pracy.
  14. Powrót do lekcji ZPT.
  15. Rozwój programu Szkolnych Kas Oszczędnościowych.
  16. Zwiększenie roli rodziców w szkołach, wraz ze poszerzeniem ich uprawnień do kontroli poziomu edukacji i wychowania.
  17. Zmniejszenie wpływu polityków na wybór dyrekcji i organów kontrolnych.
  18. Wspólne projekty samorządów i NFZ nad badaniem stanu zdrowotnego uczniów i nad profilaktyką np. dotyczącą próchnicy i otyłości.
  19. Dofinansowanie szkół w celu budowy i modernizacji: laboratoriów chemicznych, klas gimnastycznych, basenów, klas muzycznych, warsztatów ZPT i sal informatycznych.
  20. Co wiąże się z powyższym: powrót do dawnej ilości godzin nauki przedmiotów ścisłych.
  21. Większy nacisk na praktyczną informatykę – programowanie, grafika, nauka szybkiego pisania na klawiaturze itp.
  22. Najwyższe oceny (za wypracowania, prace domowe, w egzaminach) za krytyczne myślenie, analizowanie faktów, podważanie źródeł i prezentowanie własnych poglądów. Konformizm, powtarzanie poglądów nauczyciela i odgadywanie ,,klucza” MEN nie byłoby dłużej premiowane.
  23. Fundament edukacji klasycznej: samodyscyplina, opanowanie, poświęcenie i odpowiedzialność.
  24. Powrót do nauki dialektyki i retoryki (wraz z gramatyką), do arytmetyki, geografii, astronomii, filozofii, sztuki itd.
  25. Wprowadzenie nauki łaciny i greki dla klas humanistycznych.
  26. Skupienie materiału na praktycznej wiedzy. Dziś np. szkoła ma lekcje przedsiębiorczości, ale nie uczy wypełniania wniosków, pisania zeznań podatkowych, ani zakładania firm.
  27. Testowa nauka kaligrafii w klasach młodszych.
  28. Odbiurokratyzowanie zawodu nauczyciela. Miałby się skupić na prowadzeniu zajęć, a nie na wypełnianiu papierków.
  29. Likwidacja zeszytów ćwiczeń. Od wymyślania zadań powinien być nauczyciel. Podstawy zapewniają podręczniki.
  30. Zmiana kanonu lektur.
  31. Zmiana wadliwego systemu finansowania instytutów i prac badawczo-rozwojowych.
  32. Zawiązanie ścisłej współpracy między przemysłem, a uczelniami.
  33. Koniec z uzależnianiem wysokości dotacji dla uczelni od ilości studentów.
  34. Premie finansowe dla szkół za wyniki uczniów w nauce.

We wpisie Głos ludzi podałem też komentarze przypadkowych internautów na temat stanu naszej edukacji, a teraz chcę przywołać parę z nich do podjęcia dyskusji:

„Polska myśl techniczna nie istnieje. Nie ma laboratoriów, instytutów, centrów badawczych. Są tanie montownie. ŁoBuzek zarżnął (nie tylko) polskie szkolnictwo. Technicy są w stanie zarobić 8000 zł na start w UK a inżynier 12000 zł jako Junior Engineer. Kraj jest skończony. Obecne polskie magistry nie zdałyby matury w PRL. O taką Polskę Bolek i inne Kwachy walczyły i prywatyzowały.”

„Dzięki kolejnym „reformom” edukacji obecny absolwent polskiej szkoły średniej ma za sobą 2-3-krotnie mniej (!) godzin nauki przedmiotów przyrodniczych i ścisłych niż za PRL-u. To jest kształtowanie populacji idiotów, tanich roboli dla zagranicznych korporacji – w Polsce czy poza nią. Poziom polskich uczelni technicznych również poleciał na pysk, a nieliczne firmy przemysłowe, jakie w Polsce zostały, swoje istnienie zawdzięczają tylko odziedziczonej po PRL-u kadrze. Zresztą najlepszych obecnych absolwentów także przejmują zagraniczne korporacje – fundują im stypendia, a potem dobre zarobki.”

„Jeszcze dodam, że brakuje kadr. Wiedza techniczna – ta najbardziej wartościowa – bo praktyczna nie jest przekazywana w warsztatach ani fabrykach. Projektuje się za Odrą u nas „przemysł” to spawacze, tłocznie, montownie i out-scouring. Młode pokolenie techników czy inżynierów nie jest szkolone przez starszych, doświadczonych inżynierów. Bo niby gdzie? Przemysł zarżnięty. Spawacz w fabryce Manna w Starachowicach zarabia 1300 zł. W UK doświadczony spawacz ma leciutko 70-100 zł na godzinę.”

,”W Polsce nie brakuje wykładowców z obszaru Automatyki i Robotyki – wręcz jest ich bardzo dużo, ale brakuje ludzi kompetentnych z wiedzą i doświadczeniem technicznym. Przyczynił się do tego NCN, który od wielu lat finansuje prace badawcze „silnych” zespołów naukowych, których jedynym efektem są stopnie naukowe ich autorów – żadnych osiągnięć w zakresie nowych technologii, zadanej współpracy z przemysłem. Za to wszystko płaci polski podatnik. W naukach technicznych prace czysto teoretyczne powinny być wyjątkiem, podobnie jak w innych krajach, a nie normą jak w Polsce.”

„Żeby wykształcić inżyniera trzeba mieć nauczycieli mat, fiz, chemii w podstawówce i szkole średniej, laboratoria i warsztaty w szkole średniej i na studiach, wykładowców na politechnikach i szkołach wyższych, a więc pieniądze i pieniądze. Żeby to wszystko odbudować, trzeba zacząć od fundamentów, tak jak się buduje dom (kiedyś się budowało), a to wymaga czasu. Nie ma wykładowców, nie ma nauczycieli przedmiotów ścisłych, którzy uczą myśleć, a nie rozwiązywać testy, nie wspominając o nauczycielach w technikach i instruktorów zawodu. Tu nie da się pójść na skróty tu trzeba czasu i cierpliwości. Mechanik, rzemieślnik i inżynier musi najpierw musi móc zepsuć, by mógł naprawić zbudować zaprojektować. Takie życie tak jak dziecko. Im wcześniej to zrozumiemy, tym szybciej staniemy na nogach jak naród.”

„Był na PW wydział Mechaniki precyzyjnej, zmienili na Mechatronikę. Właściwie uczą elektroniki. Gdyby w Polsce ktoś się znał na tym, to by zrobił twardy disk do komputerów. A co z optyką? Każdy może sprawdzić, co zostało z PZO w Warszawie. W Łodzi w dawnych zakładach kinematograficznych gdzie produkowano tez kserokopiarki, produkują prostą optykę wojskową i celowniki. Zakłady Mechaniki Precyzyjnej Mera-Blonie też zlikwidowane. Do serwisu nie trzeba inżynierów.”

„Jesteśmy technicznym zaściankiem Europy i tak zostanie, zostało to wkalkulowane w reformy po 1980 roku. Polskie zakłady: elektroniczne, mechaniczne, budowlane, inżynieryjne zostały rozwalone w tzw. procesie prywatyzacji. Kadra inżynieryjna odeszła na emerytury albo wyjechał, starych pracowników zwolniono lub też odeszli na emerytury, młodzi nie mają się od kogo nauczyć pracy i fachu.”

,”W Polsce mamy za to zdecydowanie najwięcej profesorów i doktorów habilitowanych na hektar. Oni i górnicy jakoś nie chcą wyjeżdżać. Większość z nich zajmuje się produkowaniem kolejnych magistrów i doktorów, którzy produkują następnych magistrów, W ramach pozorowania pracy naukowej, zajmują się też sklejaniem kawałków artykułów tłumaczonych z języka obcego i tworzeniem z tego tzw. publikacji. A jak jakiś bystry młodzian coś wymyśli, to i tak autorstwo i sława należy się profesorowi. Świat nie docenia potęgi polskiej nauki i nie chce zrozumieć, że żeby być naukowcem, trzeba wykazać się obsługą wyszukiwarki internetowej, usługi translator google i kilku funkcji worda, a nie robić jakieś wynalazki.”

„Naturalnie od szeregu lat następuje stopniowa degradacja środowiska uczelnianego. Płace od zawsze są w najniższym wymiarze widełek niezależnie od stażu. Kompletny brak zainteresowania pracą na uczelni dobrych studentów, bo kto przyjdzie do pracy na asystenta za 2200 zł brutto. A adiunkt to 3800 zł brutto. praca na uczelni to nie 8 godzin i kwita to przez lata zajęta cała doba święta i niedziela. to służba. I ten ciągly bat konieczności prowadzenia badań bez pieniędzy i publikacji za które nie ma się z czego zapłacić. Chory polski mechanizm stworzonych sztucznie list czasopism i cytowani zmusza do poszukiwań czasopism na się znajdujących, cena publikacji w niektórych z nich do chodzi do 3000 dolarów za kilka stron. Już w polskich czasopismach naukowych trzeba zapłacić 200-300 zł za stronę. Nie ma możliwości rozwoju naukowego bez publikacji, nie ma możliwości dłuższej pracy na uczelni bez tego, bo po kilku latach wysiudają cię. Nikt się nie pyta ilu masz dyplomantów ile masz godzin dydaktycznych… to jest paranoja. Psuje się w ciągu kilku lat ale odrobić potencjał w podobnym czasie się nie da.”

„W tej kwestii powinni zabrać głos eksperci typu petru-s balcerowicz i reszta. Oni uważają że główną atrakcją rynku pracy polski i jej jedynym atutem jest siła robocza o ile nie jest zbyt droga. dlatego tym którzy jeszcze są w kraju powinno się zmniejszyć płace i to ostatecznie pomoże a problem sam zniknie. via lotniska. „magiczna ręka rynku” czy jakoś tak.”

„A niby kto i za co ma te innowacje robić? Na badania i rozwój trzeba mieć kasę, a żeby je potem wdrożyć i mieć z nich korzyści trzeba mieć własny przemysł, który będzie nimi zainteresowany. W Polsce mamy typowa kolonialną strukturę gospodarki, rynek taniej siły roboczej i rynek zbytu dla obcych wielkich sieci, banków, koncernów. W dodatku tak sprytnie ustawionych, że polska spółka córka płaci tej zagranicznej spółce np. za użycie znaku towarowego, co powoduje że pieniądze idą za granicę, a w Polsce nie trzeba płacić podatków. I niby te sieci marketów maja być zainteresowane jakimiś polskimi innowacjami? W jakim zakresie? Nowatorskiego wykładania towaru czy ciągania paleciaka? Podobnie banki. Niby co mają wprowadzać polskiego? Wszystko co mają mieć musi mieć akceptację centrali. Podobnie w montowniach czy firmach przejętych przez globalne koncerny. Sam spotkałem się z przypadkiem, gdy wydano setki tysięcy euro na bezsensowną, nieudaną próbę wdrożenia systemu informatycznego opracowanego przez firmę z kraju spółki matki, kompletnie olewając wielokrotnie tańsze, działające rozwiązania krajowe. A podobno kapitał miał nie mieć narodowości. Jeśli nawet w Polsce ktoś, jakimś cudem, coś opracuje, to i tak nikt nie jest tym zainteresowany, nikt też nie pomoże, ani nie stać go na kosztowne zastrzeżenia i prawa patentowe. I tak musi to sprzedać (jeśli ma szczęście) wielkim firmom, które przechwycą to i opatentują jako swoje. I raczej nic w tym zakresie się nie zmieni, bo nie są tym zainteresowane ani zachodnie firmy dojące ogromna kasę, ani „polscy” politycy gotowi za koryto, za europejską synekurkę własną matkę i córkę do arabskiego burdelu sprzedać. Za to mamy sukcesy na skalę światową w „badaniach naukowych” spuścizny jednego lub drugiego wielkiego Lecha, JP2 itp. Badania są bardzo nowatorskie i innowacyjne tylko niestety tak przydatne jak dyskusje „o wyższości świąt Wielkanocy nad Bożego narodzenia lub odwrotnie”. No, ale podobno jednak jest nadzieja. Jak w ostatnich tygodniach udawadniali nam różni „wielcy eksperci” jeśli przyjmiemy islamskich imigrantów to oni uczynią naszą gospodarkę innowacyjna i nowoczesną, powołując się przy tym na przykład imigrantów w USA. Nie wspominali tylko, że USA bardzo chętnie przyjmuje imigrantów potrzebnych ich gospodarce (np. naukowców z dorobkiem, inżynierów, itp.), a dziadostwo odsyłają od razu z lotniska do domu lub stawiają gigantyczny mur. W Polsce wg. tychże „ekspertów” innowacyjność mieliby zapewnić pasterze kóz z Erytrei, poganiacze wielbłądów czy drobni handlarze z islamskich bazarów. Pierwsi (ci od kóz) zrewolucjonizują naszą hodowlę, drudzy (ci od wielbłądów) transport, a ostatni handel (głównie narkotykami importowanymi z Afganistanu).”

Na zakończenie dodam jeszcze:

,,Udział nakładów na naukę w PKB wyniesie 0,44 proc w 2016 roku”.

Nasze wydatki na naukę i badania innowacyjne, stawiają nas na szarym końcu Europy. Gorsi od nas pod tym względem są tylko Bułgarzy, Serbowie, Grecy, Chorwaci, Słowacy i Maltańczycy.

Prowadzi Skandynawia (Finowie, Szwedzi, Duńczycy), a dalej Niemcy i Austria.

Kto posiada przemysł, a kto nie?

Robert Grünholz
https://rgrunholz.wordpress.com

komentarze 53 to “Ponowne rozważania o edukacji”

  1. elo said

    Argumenty merytoryczne idące w kierunku polepszenia jakości nauczania, a potem trafiamy do wora „zlikwidować gimnazja”.
    Pan Robert zapewne poczytał coś o patologii gimnazjów, ale chyba nie miał z nią do czynienia. Kolejne wydane grube pieniądze żeby zaspokoić gawiedź. Paranoja teoretyków …

  2. Ad.1

    Jak to ,,potem”?

    Na samym początku sugeruję już powrót do sprawdzonego systemu.

    I nie, nie robię tego wcale dlatego, że gdzieś zasłyszałem o patologii gimnazjów. Jestem zwolennikiem starego systemu, ponieważ zakłada on ciągłość (szkoły, nauczycieli, uczniów) na całym etapie rozwoju dziecka. Inny autorytet ma nauczyciel w gimnazjum, gdy był też nauczycielem w podstawówce. Poza tym ten etap edukacji w głównej mierze jest od powtarzania materiału, a nie od wtłaczania nowych wiadomości.

    Dodam jeszcze, że inne kraje świetnie sobie radzą z systemem podstawówki po 8 lub 9 lat.

    Do gimnazjów zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale sam fakt, że one już istnieją i ciężko lub kosztownie jest to ponownie zmieniać, nie jest żadnym merytorycznym argumentem za ich pozostaniem.

  3. Isia said

    Panie Robercie …

    interesujący temat Pan poruszył … a ponieważ jest Pan „otwarty na wszelkie sugestie i słowa krytyki” … to pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny punkt widzenia odnośnie m.in. matur …

    … proponuje Pan …
    „maturę pełniącą jedynie rolę uzupełniającą do ocen” … czyli … obniżenie rangi „egzaminu dojrzałości” ? …

    … powszechnie wiadomo, że, od dłuższego już czasu, zaniża się poziom egzaminów maturalnych ( i nie tylko, bowiem dotyczy to wszystkich szczebli nauczania ) … a przecież … matura to cezura i „przepustka” do studiów wyższych … więc ma swoją rangę i znaczenie w życiu młodego człowieka …

    … matura to powinien być egzamin prawdziwie ( żadnych testów ) sprawdzający …
    zasób zdobytej, przez cały dotychczasowy okres nauczania, wiedzy … i … umiejętność samodzielnego myślenia ucznia … czyli … jednym słowem … wymagający ! …

    … poza tym … nie wyartykułował Pan tak niezwykle ważnej dla nas … nauki historii … czyli przywrócenia większej ilości zajęć z tego przedmiotu ( mocno dziś okrojonego )… we wszystkich typach szkół …

  4. elo said

    Faktycznie na początku, ale to akurat najmniej ważne.
    Nie rozumiem jednak argumentów. I nie zgadzam się z postawionymi tezami.
    Co ma autorytet nauczyciela do ciągłości nauczania w jednej szkole. Nic. Tym bardziej, że Ministerstwo i tak dopuszcza rozbicie nauki na dwie szkoły.
    Co do argumentu finansowego mógłbym puścić jakąś demagogię w stylu kosztów autostrad w Polsce, ale napiszę tylko ze to MA znaczenie.
    Itd. Itp.
    Ale gdzie realne argumenty za likwidacją gimnazjów? Ja nie widzę.

  5. Yah said

    Panie Robercie niestety ale kolejna „reforma” systemu oświaty – „powrót do sprawdzonego modelu” to niestety kolejna próba zniszczenia polskiej szkoły. Głównym jej celem jest nie poprawa jakości kształcenia ( bo to można zrobić zmieniając programy, siatki godzin, zmniejszając liczebność klas, lepiej finansując oświatę np . finansując ja bezpośredni z budżetu) tylko bezproblemowa likwidacja niepotrzebnych szkół w związku ze zmiana sieci placówek szkolnych. To jest GŁÓWNY CEL reformy – ale kto o tym myśli jak obiecali, że będzie tak jak dawniej. Nie będzie. Reaktywacji szkół, proszę pana nie będzie, będzie likwidacja tych resztek techników co pozostały po zawodówkach. Ale ….. poczekajmy na podstawy programowe i siatki godzin – wtedy okaże się czy to reforma czy pogrzeb polskiej szkoły.

  6. Yah said

    ad 3

    „matura to powinien być egzamin prawdziwie ( żadnych testów ) sprawdzający …
    zasób zdobytej, przez cały dotychczasowy okres nauczania, wiedzy … i … umiejętność samodzielnego myślenia ucznia … czyli … jednym słowem … wymagający ! …”

    A widział Pani arkusz maturalny. Proszę wydrukować i rozwiązać ….

  7. Boydar said

    Panie Robercie, muszę w tym miejscu zamemłać. Czy te zamki na piasku dla trwałości zamierza Pan wypalić (chyba tylko atomem) czy na razie wyłącznie pociągnąć akrylem ?

  8. Ad.3

    W mojej propozycji, uczelnie powinny także organizować swoje własne egzaminy i to na takim poziomie, jaki będzie dla nich odpowiedni. W związku z czym mogą brać pod uwagę maturę i TAKŻE oceny ze szkoły średniej, wedle woli. Nie oznacza to jednak, że matura musi być wtedy prostsza. Po prostu prestiż uczelni sam postawi wymóg danych ocen i wyników z matur.

    Jeśli chodzi o historię i PO, uznałem te postulaty za oczywiste, w kwestii których panuje między nami wszystkimi absolutna zgoda.

    Ad.4

    Jak wielokrotnie wskazywałem w swoich artykułach, sformułowanie „państwo nie ma pieniędzy” jest nieprawdziwe i przeprowadzenie słusznych reform w Polsce, winno być uzależnienie od uzyskiwanych w tym celu wyników, a nie minimalnych jak dla naszej bizantyjskiej biurokracji kosztów.

    Zakładam powrót do systemu w którym polski uczeń zdobywał znacznie lepszą wiedzę i gdy nasi specjaliści byli uznawani na całym świecie.

    Wiąże się to z inną organizacją czasu nauki.

    Szkoła podstawowa zakłada ciągłość programową od pierwszej do ósmej lub dziewiątej klasy. Jest to jedno pasmo nauki, nieprzerywane przez żadne szczeble powtórkowe.

    Demagogią jest zatem straszenie o skutkach takiej reformy, bo klasy mogą być w tych samych szkołach co wcześniej. Będą razem – świetnie. Nie będą – trudno. Liczy się jednolity program. A nauczycieli potrzeba będzie tyle samo.

    Taka reforma oznacza zatem zmianę tabliczek i programu trzech klas. Potrafię sobie wyobrazić coś gorszego.

    Ad.5

    Panie Yah, z całą pewnością reformy PiS skończą się tak jak Pan pisze. Chociażby przez opór najgorszych pijawek ze ZNP.

    Dlatego też przedstawiłem swoją reformę i swój pomysł na nowy system.

    Z propozycjami PiS nie ma on nic wspólnego. Poza tym, że dla nich gimnazja to niesprawdzony twór przy likwidacji którego liczyli na poklask, a i ja chciałbym to zmienić, tyle że po to, by nie trzymać się kiepskiego szczebla edukacji, żyjącego w kompletnym oderwaniu od reszty.

    Ad.7

    Na polską szkołę potrzeba atomówki. By sprowokować Gajówjowiczów do dyskusji, wystarczy zaledwie jedna malutka rzecz.

    A, jestem też zagorzałym zwolennikiem mundurków 🙂

  9. Boydar said

    Skoro jest okazja, niech Pan wyłoży „rzecz o mundurkach”. Bo nie jest sednem sprawy co my sobie uważamy, tylko co mundurki powodują wręcz mechanicznie oraz dlaczego jest to dobre i konieczne.

  10. Isia said

    Re: 6 Panie Yah …

    … zobaczyłam arkusz maturalny z języka polskiego ( 2016r.) … toż to „łopatologia” … omawiane teksty podane ( nie trzeba sięgać do pamięci ) … pytania łatwe, nie wymagające, moim zdaniem, większego wysiłku
    intelektualnego … a jednym z tematów wypracowania było udzielenie odpowiedzi na niewyszukane pytanie …

    … czy warto kochać, jeśli miłość może być żródłem cierpienia ? …
    na podstawie ( podanego tekstu ) „Dziadów” cz. IV A. Mickiewicza i innych tekstów kultury ( 250 słów ) …

    … z matematyki (2016r.) … test ( 25 pytań )… wystarczy zakreślić jedną z odpowiedzi … oraz … tzw. zadania otwarte ( 9 pytań ), wymagające argumentacji i istotnych obliczeń … wszystko oparte na wiedzy z zakresu dotychczasowego wykształcenia szkolnego … przykłady:

    … zadanie nr 3 …
    Liczby a i c są dodatnie. Liczba b stanowi 48% liczby a oraz 32% liczby c. Wynika stąd, że:
    A. c = 1,5 a B. c = 1,6 a C. c = 0,8 a D. c = 0,16 a

    … zadanie nr 26 …
    W tabeli przedstawiono roczne przyrosty wysokości pewnej sosny, w ciągu kolejnych sześciu lat:
    1 /10 cm 2/10 cm 3/7 cm 4/8 cm 5/8 cm 6/7 cm
    Oblicz średni roczny przyrost wysokości tej sosny w badanym okresie 6 lat. Otrzymany wynik zaokrąglij do 1 cm. Oblicz błąd względny ( podaj w procentach ).

    … Można korzystać z prostego kalkulatora i zestawów wzorów matematycznych.

    Panie Yah … według mnie, zadania są bardzo proste … ale … niech inni Forumowicze wypowiedzą się …

  11. Isia said

    Re: 8 … Panie Robercie … także popieram szkolne mundurki …

  12. Yah said

    Ad 10

    Pani Isiu , były trudne do matury powinno przystępować tak jak 40 lat temu około 20 % populacji a nie prawie 100% tak jak teraz. Niech Pani powie rodzicom, że matura ich dziecku nie jest potrzebna – prosto w ich oczy. Wytrzyma Pani ich spojrzenia ? Reformy AWS otworzyły puszke Pandory w oświacie. Nie widzę siły, która by ta puszkę zamknęła.

    Dla Pani, dla mnie, dla Pana Gajowego łatwe. Dla większości współczesnej młodzieży – niekoniecznie. Zdziwiła by się Pani co zrobił z mózgami młodzieży Internet, telefon komórkowy i śmieciowe żarcie z Biedronek …

    Zachęcam do lektury. „Proste” zadanie z procentów w 2015 roku ( 3 z kolei) rozwiązało poniżej 50% maturzystów. Nie zdaje sobie Pani sprawy ze stanu intelektualnego populacji.

    https://www.cke.edu.pl/images/_EGZAMIN_MATURALNY_OD_2015/Informacje_o_wynikach/2015/sprawozdanie/Sprawozdanie_matematyka_2015.pdf

  13. Yah said

    Przepraszam z procentami to zadanie pierwsze i rozwiązało go 78% zdających.

    https://www.cke.edu.pl/images/_EGZAMIN_MATURALNY_OD_2015/Arkusze_egzaminacyjne/2015/formula_do_2014/MMA-P1_1P-152.pdf

  14. Isia said

    Re: Pan Yah …

    … generalnie … obniżono wymagania wobec młodzieży na wszystkich szczeblach nauczania …

    … zdaję sobie sprawę, wobec powyższego, z poziomu intelektualnego naszej młodzieży …

    … świadczą o nim m.in. wyniki z egzaminów maturalnych … takie proste zadania z matematyki powinno rozwiązać 100% maturzystów … bo te przykładowe zadania są, tak myślę, na poziomie „podstawówki”…

  15. Pustelnik said

    Proponowane w artykule zmiany oznaczać mogą, że historia (i tak już okrojona) zostanie wyrugowana ze szkół, bo nie będzie na nią miejsca, a ważniejsze będą nauki ścisłe. Autor najwidoczniej historii nie lubi. Dlatego ja nie lubię ścisłowców. Najgorsze jest to jak osoba nie lubiąca i nie znająca historii zabiera się za politykę. I nie mam tu na myśli fartuszkowych historyków celowo mącących, lecz ludzi dobrej woli, którzy są ścisłowcami, a bez wiedzy o przeszłości i kulturze swojego kraju próbują go naprawiać!

    Historia (pomimo tego, że niektóre fakty zmanipulowano) jest w szkole potrzebna, jeśli nie najważniejsza!
    Należy zwiększyć ilość godzin historii w szkołach. Nauczać jej już od pierwszej klasy. Skoro dzieci w klasach 1-3 uczy się języków obcych to dlaczego nie historii?
    Wprowadzić od zerówki wychowanie patriotyczne.
    Uczyć dzieci szycia, posługiwania się młotkiem – lekcje techniki jak za PRLu! Młodzież uczyć posługiwania się bronią i surwiwalu, bo czasy idą nieciekawe!
    ŻADNYCH TESTÓW! Wszystkie te testy na koniec trzeciej klasy podstawówki, koniec szkoły podstawowej, koniec gimnazjum to jedna wielka bzdura, a testy „a,b,c,d” zamiast klasówek to już w ogóle patologia! Żadnych kursów, mieszania przedmiotów, przeskakiwania zdolnych uczniów do wyższych klas, albo zwalniania z przedmiotów, z których są dobrzy.
    Zmienić nauczanie religii w szkołach na bardziej katechetyczne. Uczyć historii Kościoła, biografii świętych, znajomości Biblii, zamiast przez kilkanaście lat wałkować te same modlitwy! Wtedy skończą się gadaniny o bredniach takich jak zakaz czynienia obrazów. Nic dziwnego, że młodzież tak myśli, skoro się ją źle naucza, albo nie naucza tego, co trzeba.
    I przede wszystkim zacząć od sprawy płci! Lekcje wf osobno dla chłopców i dziewcząt! Wyrzucić z szkoły zajęcia przygotowania do życia w rodzinie.
    Olać wszelkie manipulacje przy materiale i dzielenie uczniów klasami na lepszych i mniej zdolnych, na humanistów i ścisłowców. Każdy bez względu na idnywidualne upodobania musi opanować cały materiał z każdego przedmiotu. Nie ma, że ktoś lubi matmę i go nudzi historia i na odwrót. Jest pewna wiedza, której musi się uczyć każdy i to w podstawówce i to w liceum, zawodówce czy technikum.
    Wojskowa dyscyplina w szkole. Na baczność przed szkołą po przerwie na boisku, parami do szkoły i tak samo do klasy. Dyżury na przerwach. Ja tak miałem w podstawówce i żyję!
    Więcej doświadczeń na chemii i fizyce, zamiast samej gadaniny. Niech dzieciak zobaczy, zapamięta, lepiej zrozumie. Dzieci są doskonałymi wzrokowcami!
    Wiązać jakoś szkoły z przemysłem? Czemu nie, ale najpierw państwo musi mieć to czego dziś nie robi tzn. kontrolę nad pracodawcami. W przeciwnym razie szkoła wychowa zdolnych robotników, ale bez żadnych praw, pracujących dla swoich bogów prywaciarzy jak w XIX wieku. Już teraz zaczyna się tak dziać i trzeba pamiętać, żeby powrót do nauczania techniki w szkołach, reanimacji ginących techników i zawodówek nie spowodował zamiast wyszkolenia kadry fachowców stworzenia rzeszy najemników do fabryk złodzieja!
    Dofinansowanie laboratoriów? Tak. Polacy mają wielu zdolnych informatyków i matematyków, grafików, budowlańców, ogółem inżynierów, trzeba im pomagać, promować, niech ich będzie więcej, ale plując na przedmioty humanistyczne głównie historię zapomnimy o tym kim jesteśmy i to będzie tylko plus dla żydomasonerii!
    Żadnego wtrącania się NFZ do szkół. Autor pachnie korwinizmem i kapitalizmem i aż dziw, że popiera „wspólne projekty NFZ z szkołami”, a co za tym idzie przymusowe fluoryzacje, sprawdzanie czy dzieciak ma stulejkę, skoliozę, platfusa, a potem wysyłanie na zajęcia korekcyjne, gdzie uczeń z płaskostopiem nie dość, że go nie wyleczy to jeszcze dorobi się dodatkowych schorzeń.

  16. Isia said

    Re: 13 Pan Yah …

    … to pierwsze zadanie z matematyki, na maturze w 2015r., brzmi następująco:

    … Cena pewnego towaru wraz z 7% podatkiem VAT jest równa 34347 zł. Cena tego samego towaru wraz z 23% podatkiem VAT będzie równa:
    A. 37236 zł … B. 39842,52 zł … C. 39483 zł … D. 42246,81 zł.

    … Panie Yah … taki poziom na maturze to … katastrofa …

  17. elo said

    Dalej nie rozumiem co ma likwidacja gimnazjów z poprawą programów i ogólnie naprawą edukacji. Panie Robercie napiszę bez ogródek. Prawisz Pan komunały i liżesz Pan temat po wierzchu. To moja opinia.

  18. Miet said

    Panie Robercie, zapodał Pan tutaj temat, który wystarczyłby na wiele konferencji związanych z edukacją.
    Nie podejmuję się zabierać głosu w każdym z tych 34 zagadnień, bo to jest nawet fizycznie niemożliwe.
    Po bardzo pobieżnym przeleceniu tych pana postulatów mogę napisać, że w zdecydowanej większości je popieram.

    Podoba mi się ten postulat o maturze. Ja też uważam, że to powinien być egzamin końcowy, którego wynik informowałby ucznia w jakim procencie opanował wpajana mu wiedzę przez cztery lata szkoły średniej.

    Z własnego doświadczenia jeszcze z PRLu wiem, że matura z matematyki była zawsze farsą. Na ogół było zaledwie kilkoro uczniów, którzy samodzielnie rozwiązywali zadania – cała reszta czekała na ściągi.
    Ściągi były roznoszone nawet przez samych nauczycieli, którzy obawiali się aby ich klasa nie wypadła źle w porównaniu z innymi szkołami.

    Zadawałem zawsze pytanie: co to jest matura, co ten egzamin ma sprawdzać i czemu ma on służyć?
    Nigdy nie udało mi się uzyskać porządnej odpowiedzi, nawet od ludzi z wieloletnim doświadczeniem w szkolnictwie.
    Pytanie to zadawałem też i na forach dyskusyjnych, kiedy takowe się pojawiły u zarania Internetu – zawsze z tym samym skutkiem.
    Gadanie, że to egzamin dojrzałości, zawsze mnie śmieszyło. No bo jakie są kryteria, na podstawie których można by stwierdzić, że dany uczeń już „dojrzał”?

    Chcę jednak napisać parę dobrych słów o maturach z matematyki, które przewertowałem w ostatnich paru latach.
    Właśnie zastąpienie paru trudnych zadań dużą ilością średnio trudnych zadań, przebiegających cały materiał szkoły średniej, daje możliwość rozeznania ile z tego materiału utkwiło w umyśle ucznia.
    O to przecież chodzi.

    Każdy egzamin powinien mieć konkretnie sprecyzowany cel – to nie powinna być teatralna farsa, odgrywana przez uczniów i ich nauczycieli.

  19. Miet said

    Re. 16.

    Aha, Pani Isiu – Pani rozpoznaje poziomy nauczania poprzez skalę trudności zadań do rozwiązania.
    No to proponuję dać na maturze takie zadania aby nikt łącznie z nauczycielem ich nie ruszył – wtedy dopiero mielibyśmy poziom, że cały świat by nam zazdrościł.😀
    Mogę nawet przygotować sporo takich zadań, gdyby Pani potrzebowała.😀

  20. NICK said

    Ad. (18).
    „Z własnego doświadczenia jeszcze z PRLu wiem, że matura z matematyki była zawsze farsą. Na ogół było zaledwie kilkoro uczniów, którzy samodzielnie rozwiązywali zadania – cała reszta czekała na ściągi.
    Ściągi były roznoszone nawet przez samych nauczycieli, którzy obawiali się aby ich klasa nie wypadła źle w porównaniu z innymi szkołami.”

    Teraz jest jeszcze gorzej.
    A o pisaniu „prac dyplomowych”, uczelnianych, nawet nie wspomnę.

  21. Isia said

    Re: Panie Miet …

    … u mnie ( w liceum ) egzamin maturalny nie był , jak Pan to nazywa, farsą …

    … ja nie korzystałam z żadnych ściąg ( z matematyki ), ani ich nie oczekiwałam … a zadania były na średnim poziomie … wcale nie na najwyższym … więc można je było rozwiązać ( jeśli ktoś uczył się ) …

    … zdanie matury … daje prawo do zdawania na studia wyższe …

    … nie każdy musi ( powinien ) studiować … a zaniżanie poziomu matury to, w konsekwencji … zaniżanie poziomu studiów … a więc zaniżanie poziomu intelektualnego przyszłej elity narodu …

    … proszę zerknąć do arkuszy maturalnych … wyżej, w moich wpisach, podałam kilka przykładów zadań z matematyki … na jak niskim są poziomie … jakiej inteligencji technicznej dochowamy się ?

  22. Ad.15

    ,,Proponowane w artykule zmiany oznaczać mogą, że historia (i tak już okrojona) zostanie wyrugowana ze szkół, bo nie będzie na nią miejsca”

    Kiedyś były nauki ścisłe i historia. Jedno nie wyklucza drugiego. Tym bardziej, że zawsze pisałem o konieczności wprowadzenia lekcji historii na wszystkich specjalizacjach w liceach.

    ,,Autor najwidoczniej historii nie lubi. Dlatego ja nie lubię ścisłowców.”

    Autor uwielbiał historię, nadal ją lubi i nie jest ścisłowcem, tylko humanistą. Zawsze zdawał historię czy WOS, a z chemią miał ogromny problem. Nawet studiuje kierunek humanistyczny. Nie musi to jednak oznaczać, że nie docenia przedmiotów ścisłych, bo są one diabelnie ważne.

    ,,Najgorsze jest to jak osoba nie lubiąca i nie znająca historii zabiera się za politykę. I nie mam tu na myśli fartuszkowych historyków celowo mącących, lecz ludzi dobrej woli, którzy są ścisłowcami, a bez wiedzy o przeszłości i kulturze swojego kraju próbują go naprawiać!”

    To proszę wykazać dlaczego nie lubię i nie znam historii, bo póki co opiera się Pan na wyssanej z palca teorii, że skoro w szkołach będzie tyle matmy co kiedyś, to nie będzie w niej historii.

    ,,Historia (pomimo tego, że niektóre fakty zmanipulowano) jest w szkole potrzebna, jeśli nie najważniejsza!”

    Tak właśnie jest i dlatego też wyżej napisałem: ,,Jeśli chodzi o historię i PO, uznałem te postulaty za oczywiste, w kwestii których panuje między nami wszystkimi absolutna zgoda.”

    ,,Uczyć dzieci szycia, posługiwania się młotkiem – lekcje techniki jak za PRLu!”

    W szwedzkim gimnazjum miałem semestr zajęć z techniki (robiliśmy proste roboty), stolarstwa, plastyki i szycia. Czyjeś wspomnienia i uprzedzenia nie są tutaj jedynym wyznacznikiem.

    ,,Młodzież uczyć posługiwania się bronią i surwiwalu, bo czasy idą nieciekawe!”

    O Przysposobieniu Obronnym też było nie raz.

    ,,Zmienić nauczanie religii w szkołach na bardziej katechetyczne. Uczyć historii Kościoła, biografii świętych, znajomości Biblii, zamiast przez kilkanaście lat wałkować te same modlitwy! Wtedy skończą się gadaniny o bredniach takich jak zakaz czynienia obrazów. Nic dziwnego, że młodzież tak myśli, skoro się ją źle naucza, albo nie naucza tego, co trzeba.”

    Akurat tu MEN ma mniej do powiedzenia niż sam Kościół.

    ,,I przede wszystkim zacząć od sprawy płci! Lekcje wf osobno dla chłopców i dziewcząt! Wyrzucić z szkoły zajęcia przygotowania do życia w rodzinie.”

    Autor, jak widać w tekście powyżej, jest nawet zwolennikiem tworzenia klas i szkół tylko dla dziewcząt/chłopców. Co też nie jest nowością.

    ,,Żadnego wtrącania się NFZ do szkół.”

    Darowałem sobie populistyczny postulat gabinetów lekarskich i stomatologicznych w każdej szkole.

    ,,Autor pachnie korwinizmem i kapitalizmem”

    Pan mnie chyba czyta po raz pierwszy, co?

    ,,i aż dziw, że popiera „wspólne projekty NFZ z szkołami”, a co za tym idzie przymusowe fluoryzacje, sprawdzanie czy dzieciak ma stulejkę, skoliozę, platfusa, a potem wysyłanie na zajęcia korekcyjne, gdzie uczeń z płaskostopiem nie dość, że go nie wyleczy to jeszcze dorobi się dodatkowych schorzeń.”

    Nie, autor wspomniał o próchnicy (która dotyczy ponad 90% uczniów) i o otyłości, w związku z beznadziejnymi lekcjami wychowania fizycznego. Tylko tyle i aż tyle.

    A brak historii to sam Pan już sobie dośpiewał, tak jak ten korwinizm i kapitalizm.

    Proszę bardzo, oto ten starszy artykuł, a konkretnie jego fragment:

    ,,Historia nauczana od samego początku aż do końca edukacji, to nie tylko daty i miejsca bitew oraz nazwiska dowódców (co może rozwija pamięć, ale w małym stopniu faktycznie czegoś jeszcze uczy), lecz przede wszystkim umożliwia zrozumienie dzisiejszych czasów. To pamięć o przodkach, jak i o wszystkich ich dokonaniach. To również pamięć o błędach, które należy analizować, by nie popełniać ich już w przyszłości.

    Szczególnie istotna winna być historia Polski, ale również historia czasów antycznych, dająca nam większość odpowiedzi na pytania dnia dzisiejszego. Należy jednak skończyć z nauczaniem o ,,ciemnym” średniowieczu, czy o początku Polski wraz z jej chrztem, gdyż powielanie zarówno propagandy germanofilów jak i antyklerykałów nie ma nic wspólnego z obiektywną prawdą, a ją właśnie winna prezentować szkoła, do oceny wszystko pozostawiając jedynie samym uczniom.”

    Kłaniam się.

  23. Ad.17

    ,,Dalej nie rozumiem co ma likwidacja gimnazjów z poprawą programów i ogólnie naprawą edukacji. Panie Robercie napiszę bez ogródek. Prawisz Pan komunały i liżesz Pan temat po wierzchu. To moja opinia.”

    Przywrócenie systemu 8+4 pozwala wydłużyć czas nauki w liceum i lepiej podzielić program nauczania.

    Nie musi się wiązać z likwidacją choćby jednej szkoły, ani ze zwalnianiem kogokolwiek

    Zapewnia ciągłość programową tzn. bez dzielenia okresu edukacji na gimnazjum powtarzające podstawówkę i krótkie liceum, które nie przygotowuje należycie do studiów wyższych.

    Był to system, który sprawdzał się w czasach, gdy wydawaliśmy na świat świetnych fachowców.

    Gimnazja to stosunkowo nowy pomysł i dopóki PiS nie zapowiedział ich likwidacji, to prawie wszyscy byli ich przeciwnikami.

    Jestem publicystą i blogerem, a nie ministrem edukacji. Przedstawiam swoje poglądy i propozycje, lecz nie muszą się za nimi kryć wieloletnia wiedza i dyplomy. Dlatego właśnie, że znam swoje miejsce, to piszę tyle ile sam mogę obserwować jako młody człowiek, który zna parę systemów edukacji z różnych krajów. Nie jestem 25-letnim aptekarzem w MON 🙂

  24. Ad.18

    Panie Miet, ja nie rozumiem w ogóle dlaczego mamy wszystko uzależniać od jednego egzaminu. Czy jest on naprawdę lepszym wyznacznikiem trzech czy czterech lat nauki w liceum? Raczej może być ich uzupełnieniem. Oceny+matura i ewentualnie jeszcze egzamin uczelni, to dopiero razem przedstawia nam obraz ucznia i jego zdolności. Pojedynczo nie wskazuje na nic. Ewentualnie na to, że ktoś miał danego dnia szczęście, ktoś pecha, ktoś akurat szczęśliwie znał lepiej jedną z lektur, lub lepiej trafił a, b, c lub d.

  25. Isia said

    Re: 21 … Panie Miet … w uzupełnieniu …

    … mam za sobą studia humanistyczne … nie jestem żadnym geniuszem matematycznym … po prostu … wystarczyło … uczyć się … o tym, jakie „gamonie” przychodzą studiować na politechnikę, słyszałam z ust nauczyciela akademickiego … najgorzej, ze musi ich przepuszczać, bo inaczej … sam straci pracę !!! …

  26. NICK said

    Pan Robert. (22).
    „Był to system, który sprawdzał się w czasach, gdy wydawaliśmy na świat świetnych fachowców.”
    OT, CO. Wieluuu. Dodam: w miarę niezależnych. Argument niepodważalny.

    P.S. Rzeczony krąg fachowców, globalnie, staje się krążkiem. Bo, oczy-wiście, o TO unym chodzi.
    Krążek ten jest ściśle monitorowany. Niezależność bywa zabijana. Dosłownie. Nawet.
    Jak zwykle są wyjątki.
    Na szczęście.
    Wyjątki, apeluję, strzeżcie się.

  27. Moja odpowiedź do Pana Pustelnika jest w moderacji, ale dodam już do niej, że w klasach 7-9 miałem beznadziejne (a nie raz żadne) oceny z chemii, fizyki i matematyki. Rekompensowały je tylko o wiele lepsze oceny z historii, WOSu, geografii i religioznawstwa.

    Za nieco dziecinne uważam dzielenie ludzi na ścisłowców i humanistów. Jedna nauka uzupełnia drugą, pozwala spoglądać na wszystko z zupełnie różnych perspektyw. Nie toczy się między nimi żadna wojna.

    Kiedyś w szkole uczono matematyki i chemii. Dla uczniów te wymienione wyżej zadania z matury byłyby śmiesznie proste. Jednocześnie uczono historii czy języka polskiego. Nikt nie widział żadnego problemu. Wszystko jest ważne i wszystkiego należy uczyć.

    Języka polskiego i historii jeszcze nieco w szkołach mamy. Powinno być więcej, ale nie jest tak, że nie ma ich w ogóle. Za to np. geografii nie ma. Moi rówieśnicy z Polski nie potrafią na mapie świata wskazać Portugalii i Kanady. A przedmiotów ścisłych jest coraz mniej. Właśnie po to, byśmy nie mieli już najlepszych w świecie inżynierów, informatyków, lekarzy…

  28. Dlatego też przytoczyłem komentarze internautów, by wykazać, że polskie nauki ścisłe lecą w dół. Każda kolejna reforma je zarzyna. Kiedyś na całym świecie budowaliśmy drogi, tamy i elektrownie. Dzisiaj co budujemy?

    Jestem zwolennikiem edukacji klasycznej. Zakłada ona naukę tak przedmiotów ścisłych, jak i humanistycznych Obok historii czy filozofii jest zatem astronomia i arytmetyka.

    Nie mogę jednak (jako humanista) zdzierżyć widoku rozwalanych technikum i zawodówek. Nie mogę znieść tego, że wyrugowano ze szkół królową nauk.

    Jest to w tej chwili o wiele ważniejszy problem, niż lekcje historii 4 razy w tygodniu. Bo one i tak nam nic nie dadzą, jeśli ta historia będzie fałszywa. Jeśli przekazywana na historii wiedza będzie jeno propagandowym bełkotem. Do tego trzeba odzyskać MEN. Natomiast matematyki i chemii nie sposób przestawić tak jak historii. Wystarczy, że te przedmioty ścisłe po prostu BĘDĄ, a same się już jakoś obronią. Majstrować przy nich można nieznacznie. Z przedmiotami humanistycznymi można z kolei zrobić wszystko.

  29. W komentarzu (który dopiero się pokaże) wspomniałem o tym, że na zajęciach techniki budowaliśmy roboty.

    Pamiętam też jakieś projekty np. samowystarczalnych miast opartych na najnowszych technologiach.

    Na plastyce przekazywano nam konkretną wiedzę na temat sztuki i uczono (nawet tych mało zdolnych) jak mogą prostymi sposobami znacznie polepszyć swoje rysunki czy malunki.

    Szyć nie lubiłem, więc zapisałem się na dodatkowe zajęcia stolarki.

    Tam o ile dobrze pamiętam, to każdy robił w ramach projektu co chciał. Ktoś szafkę, ktoś dziwaczne krzesło. Ale wszyscy się przy tym czegoś uczyli.

    Były też zajęcia z gotowania, gdzie przekazywano też wiedzę o wartościach odżywczych, działaniu witamin, minerałów itp.

    Cieszę się więc, że nawet sceptyczni komentatorzy nie atakują propozycji powrotu do ZPT, bo to naprawdę nie musi wyglądać tak, że uczniowie będą przymuszani do szycia poduszek albo do nauki wbijania gwoździ. Uderzą się parę razy w palec, to się nauczą. Nie trzeba do tego nauczyciela, ani godziny teorii.

  30. Miet said

    Re.21.
    Pani Isiu, niestety Pani roztrząsa się nad poziomem matury a nie poziomem wiedzy jaką uczeń zdołał sobie przyswoić przez cztery lata.
    I z tego widać, że się nie rozumiemy.
    Ja w PRLu nie tylko miałem swoją maturę ale i organizowałem je w liceach, w których uczyłem matematyki zanim przeszedłem do pracy na politechnice, tak że wiem jak to bywało, Pani Isiu.:-))

    To zadanie, które Panią tak zbulwersowało w #16, to raczej z matury w stopniu podstawowym – czyli dla uczniów, którzy raczej o studiach nie myślą a przynajmniej o takich, które wymagają wiedzy matematycznej w większym stopniu. Co w tym złego, żeby sprawdzić, czy taki uczeń zna się na procentach?

    Uczniowie planujący studia na uniwersytecie, czy politechnice, zdają mature w stopniu zaawansowanym. Niech Pani zajrzy do takiej matury – tam Pani znajdzie dużo trudniejsze zadania – mam nadzieję, bardziej godne pani wymogom.

    Jeszcze raz podkreślę, że matura powinna być egzaminem końcowym szkoły średniej, takim aby z dużą dozą dokładności można było ocenić zasób wiedzy jaką zdobył uczeń w szkole.

    Jak taki egzamin zorganizować, to oczywiście temat nie na jedną krótką wypowiedź.
    Na tym poprzestaję i pozdrawiam.

  31. Miet said

    Re.23.
    Panie Robercie, zgadzam się z Panem na 100%.
    Tutaj w USA, mamy taki system, że każdy uczeń ma swoje konto, na którym zarejestrowany jest każdy kurs jaki brał w czasie swojej edukacji, jest tam też ocena końcowa z tego przedmiotu.
    To nigdy nie jest likwidowane i absolwent zawsze może zażądać aby to jego konto było pokazane przedstawicielom instytucji, którą on wskaże. To odbywa się drogą oficjalną, absolwent nie dostaje tego do ręki.
    Ktoś, kto stara się o przyjęcie na uniwersytet, wie, że musi taki „official transcript” do tego uniwersytetu przekazać.
    W ten sposób uniwersytet przegląda nie tylko egzamin końcowy szkoły średniej ale cały tok studiów w danej szkole. I to jest dobre i sprawiedliwe – nie widzę lepszego rozwiązania.

  32. W Szwecji to samo, Panie Miet.

    Wszystkie oceny i wyniki z kursów są w jednym miejscu, więc nawet przyjmowanie na studia odbywa się przez jedną stronę „centralną”. Co też jest bardziej sprawiedliwe niż wysłanie osobnych wniosków na różne uczelnie i płacenie za każdy z nich.

    Ja mam wszystkie swoje dotychczasowe wyniki w nauce na tej stronie.

  33. NICK said

    No. Dobre modele.
    Szkolnictwa.

    Kursanci.

    Dobre efekty.
    A te kursa to bezpłatne?
    Wzorem korepetycji polskich?

    SZKOŁA. Winna nauczać odpowiednio. SZKOŁA. Systemem prostym i bezpłatnym. A dla lepszych? Polskie. Stypendia. TAK jak było. Też bywały błędy. Nie takie jak teraz. Teraz to wolna amerykanka.

    Wtrącacie kursy i tym podobne… .
    System winien być prosty i zrozumiały. Bez bocznic.
    Kursami też rządza pewne prawa. Nie najlepsze.
    Współczesna edukacja dąży do samowystarczalności finansowej. BŁĄD.

  34. Waclaw-L said

    29 Miet
    „matury w stopniu podstawowym”
    „mature w stopniu zaawansowanym”
    Nie znalazłem na moim świadectwie maturalnym dopisku, jakiego stopnia było. Oceny mówiły o poziome wiedzy ucznia, wtedy od dwójki do piątki.
    Nigdy też nie deklarowałem przed maturą, czy zdecyduję się na studia, czy nie.
    Po prostu była jedna matura, wówczas na wysokim poziomie. Miałem wielkie szczęście, być uczonym w ogólniaku przez przedwojennego nauczyciela matematyki. To była klasa.
    16 Isia,
    pełna zgoda, żenujący poziom.

  35. Waclaw-L said

    32 NICK,
    Dokładnie.

  36. Isia said

    Re: 29 Panie Miet …

    … proszę przeczytać mój wcześniejszy wpis (3), w którym przedstawiłam, że …

    … „matura to powinien być egzamin prawdziwie ( żadnych testów ) sprawdzający zasób zdobytej, przez cały dotychczasowy okres nauczania, wiedzy … i … umiejętność samodzielnego myślenia ucznia”…

    … jak Pan widzi nie roztrząsam poziomu matury w oderwaniu od poziomu ( zasobu ) wiedzy zdobytej w szkole przez ucznia … moje rozumienie tej sprawy jest takie, jak pańskie …

    … matematykę na maturze zdawałam na poziomie podstawowym … a nie przypominam sobie, byśmy rozwiązywali takie, jak obecnie … proste w sumie zadania, przerabiane w szkole podstawowej …

    … pozdrawiam Pana 🙂

  37. Yah said

    Ad 16

    Pani Isiu szanowna to nie poziom nauczania tylko poziom inteligencji zdających. Większość ludzi wychodzi z założenia, że wystarczy zmienić metody, programy i poziom nauczania ulegnie podniesieniu. Niestety to nie jest takie proste. Liczy się nie tylko poziom nauczania ale i poziom inteligencji, geny, ciekawość świata i wiara w to, że nauka coś da, zmieni życie na lepsze. Niestety wszystko sie obniżyło, pogorszyło lub znikło u dzisiejszej młodzieży. W szerszej skali można to potraktować jako dopust Boży. Bo skoro ludzie tu i teraz nie potrafią wykorzystać rozumu do czynienia dobra, tylko wykorzystują go do niecnych celów to …….

    Matura jest dostosowana do populacji zdających. 40 lat temu maturę zdawali uczniowie zdolni – poziom mógł być wyższy. Teraz zdają prawie wszyscy – poziom jest niższy. Jednak moim zdanie egzamin , a właściwie jego wyniki dobrze pokazują poziom wiedzy zdających. Uczelniom łatwo wychwycić perełki i się nimi opiekować

  38. Waclaw-L said

    Dzięki systematycznemu obniżaniu poziomu nauki, odejściu od etyki chrześcijańskiej, nie potrafimy wykonać porządnych, trwałych, nawet najprostszych narzędzi, np. rolniczych, i to w 21 wieku. Biada nam, biada takiemu szkolnictwu.

  39. Ad.33

    Panie NICK, jestem za całkowicie bezpłatnym szkolnictwem (także wyższym).

    Obecnie studiuję na Uniwersytecie Sztokholmskim. Jeden konkretny kierunek i inne kursy wybrane z racji posiadania dodatkowego czasu.

    Nie płacę za nic. No, poza częścią materiałów, bo czasem trzeba kupić jakąś książkę. Większość da się wypożyczyć.

    Kursy powinny być także internetowe. Nie zastąpią one nigdy prawdziwych zajęć i certyfikaty nie będą nigdy równie wartościowe co dyplomy. Mimo wszystko KAŻDY (bez względu na wykształcenie, wiek, zawód) powinien mieć możliwość włączenia Internetu i wysłuchania wykładów.

    Studia powinny być bardziej elitarne, owszem. Nie każdy się na nie nadaje, zgadza się. Powinny utrzymywać wysoki poziom, tak. Jednocześnie mogą też bez większego kłopotu i dodatkowych opłat, przekazywać przydatną wiedzę tysiącom ludzi nie mającym czasu na studia.

    Im lepiej będzie wykształcone społeczeństwo, tym też łatwiej będzie uprzątnąć kraj. Zatem niech studia zdają najlepsi, ale niech wszyscy chętni mają dostęp do tych samych zbiorów wiedzy co oni. Niech z własnej woli i w wolnej chwili uczą się, słuchają, dyskutują. Wszystkim wyjdzie to tylko na dobre.

    Nie wiem jednak o co chodzi Panu z nazewnictwem. Tutaj ,,kurs” to każde osobne zajęcia na każdym kierunku studiów. Panu się to chyba kojarzy inaczej.

  40. NICK said

    Piszę z mej Ojczyzny. Waszych kursów? Nie rozumiem.
    Szkolnictwa? Zwłaszcza.
    Bez odzewu.

    Kurs oznacza po prostu cykl wykładów z danego przedmiotu.
    Admin

  41. Isia said

    Re:: 29 Panie Miet …

    … proszę przeczytać mój wcześniejszy wpis (3), w którym przedstawiłam, że …

    …”matura to powinien być egzamin prawdziwie ( żadnych testów ) sprawdzający zasób zdobytej, przez cały dotychczasowy okres nauczania … wiedzy … i … umiejętność samodzielnego myślenia ucznia” …

    … jak Pan widzi, nie roztrząsam poziomu matury w oderwaniu od poziomu ( zasobu ) wiedzy zdobytej w szkole przez ucznia … moje rozumienie tej sprawy jest takie, jak pańskie …

    … na studia „ścisłe” nie wybierałam się … a nie przypominam sobie, byśmy rozwiązywali na maturze z matematyki takie, jak obecnie … proste w sumie zadania …

    … pozdrawiam Pana 🙂

    Re: 34 Pan Wacław …

    … ja także miałam w liceum, wprawdzie nie przedwojennego, ale również bardzo dobrego i wymagającego, nauczyciela matematyki Pana Prof. Urbańskiego … nie wystarczyło pokazać dobry wynik ( z rozwiązywanych zadań domowych ), trzeba było przedstawić na tablicy … jak do tego wyniku się doszło … i tak przez 4 lata …

    … swoją drogą … z jakim respektem odnoszono się do … przedwojennej matury …

    … załączam pozdrowienia 🙂

  42. NICK said

    Jasne, Adminie. Dzięki. (39).

  43. Marucha said

    Argumentem za likwidacją gimnazjów jest to, że wprowadzają one dodatkowy stopień komplikacji do systemu edukacji.
    Po jaką cholerę?
    I co komu dają te gimnazja?

  44. NICK said

    Swoje wyłożyłem.
    Potykać się dalej?
    Nie zamierzam.

  45. elo said

    Odwrócę nieco przewrotnie.
    Argumentem za pozostawieniem gimnazjów jest wysokie prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że reforma nie da nic poza bajzlem, wydaniem setek milion złotych i co w tym wg mnie wydaje się najważniejsze : dotrzymaniem słowa wyborczego.
    Czy nagle jak za dotknięciem czarodziejską różdżką poprawią się programy nauczania ?
    Chciałbym tylko, żeby oprócz efektu: „mamy jak było kiedyś” pojawił się również „jest lepiej”. A to z tymi ludźmi, takimi nawykami, całą biurokracją w edukacji się nie uda. To nie ma się udać, nie taki jest cel tej likwidacji.
    To moja opinia. To forum polemiczne i każdy może mieć swoją, ale warto podejść do tego od drugiej strony…

  46. Marucha said

    Re 45:
    A ja się pytam: po ch… te gimnazja? Co komu dały?
    Likwidacja ich to uproszczenie systemu, a to jest ZAWSZE pozytywne, bo zmniejsza biurokrację.
    Czy od razu poprawi się poziom nauczania? Oczywiście, że nie. Bo to nie o to chodzi, ale o uproszczenie administracji.

  47. Isia said

    Re: 36 Szanowny Pan Yah …

    … zgadzam się … ale sama inteligencja ( zdolności ) nie wystarczy … z pewnością Pan wie, że liczy się też pracowitość i wytrwałość ucznia ( studenta ) w poznawaniu i przyswajaniu wiedzy … pamiętam kolegę ze studiów, może nie był taki zdolny, ale niezwykle pracowity … i z powodzeniem zaliczał egzaminy …

    … pozdrawiam 🙂

  48. Ad.45

    Jeśli reformę wykona PiS, to efekt może być różny.

    Pomysł autora jest jednak niezależny i idzie w parze wraz z innymi zmianami, w tym programowymi.

    Stanowisko rozumiem.

    Nie pojmuję jeno, co ma wspólnego mój program z kapitalizmem i korwinizmem…

  49. Up: to ostatnie oczywiście nie było już ad.45.

  50. Isia said

    Re: 36, 41 … przepraszam … myślałam,że przerwało mi łącze internetowe … stąd dwa razy …

  51. Barnaba said

    35 Wprowadzenie egzaminów z wiedzy, podejścia pedagogicznego i umiejętności przekazania trudnych pojęć na prosty język ucznia dla nauczycieli, weryfikowanie efektywności pracy i przekazanej wiedzy uczniom
    Nie każdy może być nauczycielem a nawet nie powinien.

    36 Wprowadzenie odpowiedzialności i ciągłości – nauczyciel X przygotowuje do matury i odpowiada za wyniki swoich uczniów w 80-90% zdawalności klasy
    Nazwiska nauczycieli znane przed rekrutacją do szkoły. Dzisiaj jest anonimowy totolotek.

    37 Wprowadzenie zakazu zadawania zadań do domu czyli przerzucania pracy nauczyciela na rodziców chyba że wychowuje się obywatela na pracownika zabierającego pracę do domu. Nauczycielom wygodnie jest przepisywać przykłady z podręcznika.

    38 Wprowadzenie przedmiotu podstawy prawa cywilnego, podatkowego, działalności gospodarczej itd , filozofia neotomistyczna, logika z egzaminem podstawowym

    39 Likwidacja religii wprowadzenie katechezy katolickiej

    40 Wprowadzenie w szkołach ponadpodstawowych nauczania kierunkowego ,szczegółowego oraz fakultatywnego dla chętnych czyli dla klas ścisłych tylko j.polski bez historii, wos, geografii, biologii itd

    41 Prowadzenie szkół przy zakładach państwowych, gminnych, klubach sportowych

    42 W miarę możliwości organizowanie się w społecznościach, parafiach tworzyć fundacje zakładać szkoły społeczne, przejmować od samorzadów

  52. Boydar said

    Odpowiedź na pytanie „co daje Szwedom rewelacyjny system nauczania” można znaleźć wpisując do Google zestaw [szwecja imigranci problemy marucha].

    O czym Wy wszyscy „rozmawiacie” (kurtularnie siem pytam). Co ma wspólnego to o czym piszecie (łącznie z treścią artykułu) z poziomem wiedzy, dojrzałością, przydatnością czy umiejętnością zastosowania. Generalnie rzecz ujmując – z rozwojem rozumu i człowieczeństwa. Nic qurwa ! Chcecie wyprodukować kolejną armię robotów o niższym koszcie eksploatacji i wyższej wydajności.

    Pan Gajowy protestuje przeciw gimnazjom, ale najwyraźniej też nie chce wyartykułować, co z nimi jest nie tak. W dzisiejszych realiach, gimnazja rozpier dalają tylko do szczętu psychikę dziecka; i o to chodziło przy ich wprowadzeniu. Cała reszta to mało istotne dodatki.

  53. Boydar said

    „Psychologia społeczna przyszłości będzie mieć pod kontrolą wiele klas szkolnych, na których będzie próbować różnych metod wytwarzania niezachwianych przekonań takich jak to, że śnieg jest czarny. Wkrótce będą widoczne tego skutki, po pierwsze, że wpływ domu rodzinnego jest zawadzający; po drugie, że niewiele można zrobić, chyba, że indoktrynacja zacznie się przed ukończeniem dziesiątego roku życia; po trzecie, dewizy te umieszczone w muzyce i wielokrotnie intonowane będą bardzo skuteczne; po czwarte, opinia, że śnieg jest biały będzie uznana za chorobliwą ekscentryczność. Spodziewam się, że przyszli naukowcy sprecyzują te maksymy oraz określą dokładnie koszty tego, aby dzieci wierzyły, że śnieg jest czarny i ile mniej by to kosztowało niż pogląd, że jest ciemno szary. „
    – Bertrand Russell, Prawnuk Brytyjskiego Księcia Bedford Johna Russella, Wnuk Premiera Wielkiej Brytanii Lorda Russella, Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych (Chatham House), „Wpływ nauki na społeczeństwo”, 1953.

Sorry, the comment form is closed at this time.