Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Byłem w Rząbcu

Posted by Marucha w dniu 2016-09-23 (piątek)

11 września br. byłem w Rząbcu koło Włoszczowej. Była to moja druga wizyta, nazwijmy ją oficjalną, na zaproszenie organizatorów. Reprezentowałem oczywiście tylko siebie, a poza mną, z osób odwołujących się do tradycji polskiego ruchu narodowego, był także kol. Sławomir Zakrzewski z Ruchu Suwerenność Narodu Polskiego.

Tak, byłem w TYM Rząbcu, gdzie znajduje się pomnik poświęcony pamięci zabitych przez pododdział Brygady Świętokrzyskiej NSZ/ONR AL-owców i żołnierzy radzieckich.

Nie mam tutaj miejsca na odnoszenie się do wszystkich okoliczności samej zbrodni dokonanej 8 września 1944 r. w Rząbcu, ani tym bardziej, do całokształtu problemu działalności Brygady Świętokrzyskiej, gdyż jest to kwestia niezwykle rozległa i obejmuje takie zagadnienia, jak działania przeciwko polskiej partyzantce lewicowej, oddziałom radzieckim, współpraca z Niemcami (i jej skala) od mniej więcej połowy 1943 r., kiedy w ośrodku kierowniczym NSZ/ZJ uznano, że głównym wrogiem jest odtąd ZSRR, mordy dokonywane na zwolennikach scalenia NSZ z AK w 1944 r., wreszcie wycofanie Brygady pod okiem i za zgodą Niemców do Czechosłowacji, przekazanie czynnikom niemieckim kilkudziesięciu żołnierzy BŚ celem odbycia szkolenia wywiadowczego i przerzucenia drogą lotniczą na terytorium Polski, wreszcie udział wyselekcjonowanej grupy żołnierzy w szkoleniu wywiadowczym pod auspicjami amerykańskiego wywiadu wojskowego CIC, wraz z faszystami węgierskimi, rumuńskimi i banderowcami.

Są to wszystko bardzo trudne sprawy, które nadal wymagają wyświetlenia i wyjaśnienia. Z wielu powodów, tak się nie dzieje.

Głównym jest narzucona przez apologetów NSZ-ONR agresywna narracja, nie znosząca jakiejkolwiek dyskusji, zaś wszystkich mających zdanie odmienne kwalifikująca natychmiast jako komunistów, ich pachołków lub wręcz zdrajców. Jak widać, w istocie nie jest to dyskusja, to jednostronny wykład, w którym apologeci są faktycznie sędziami we własnej sprawie i jako tacy, dokładnie wszystkie wątpliwości rozwiązują na korzyść obiektu swoich westchnień.

Ważnymi elementami tej białej legendy NSZ/ONR jest, de facto, narzucenie opinii publicznej skojarzenia, że i sam ośrodek kierowniczy, jak i Brygada równa się Narodowym Siłom Zbrojnym jako takim, po drugie zaś narzucenie narracji, w której w całości i bez wyjątku, lewicowy ruch oporu oparty o ZSRR, to bandyci, mordercy, złodzieje, gwałciciele itd., co służy uzyskaniu jedynego dopuszczalnego wniosku – zabijanie ich nie tylko nie było niczym złym, ale było obowiązkiem.

Doszło do tego, że o zabijaniu tych ludzi mówi się zupełnie bez emocji, jakby przedstawiając tylko pozycje statystyczne. PPR-owiec, AL-owiec, to nie człowiek, jego zabicia nie traktuje się w kategoriach pozbawienia życia istoty ludzkiej. Kiedy to pasuje powołuje się żydowskie pochodzenie niektórych działaczy lewicowych, ale kiedy indziej potrafi się piętnować ich za… antysemityzm.

W takiej atmosferze trudno o rzetelne badania naukowe, trudno też o odważnych historyków w sytuacji perspektywy oczywistego narażenia się na najgorsze kalumnie. Wbrew propagandzie odważyli się iść Jędrzej Giertych na emigracji i Wiesław Barański w Polsce, wydawca i redaktor „Szańca” tzw. gdańskiego.

Dlaczego zatem pojechałem do Rząbca? Nie, nie chodzi tu o odwagę. Nie przypisuję sobie takich przymiotów. Pojechałem dlatego, że wyznaję kilka zasad, które wedle mojego najgłębszego przekonania, stanowią fundament polskiej myśli narodowej, tj. przede wszystkim monizm etyczny w opozycji do etyki sytuacyjnej (tzw. etyki Kalego), po drugie zaś mój pogląd na II wojnę światową i udział w niej Polski i Polaków nie przyjmuje do wiadomości kolaboracji (enigmatycznie – współpracy) z okupantem hitlerowskim, zwłaszcza współpracy w zabijaniu innych Polaków, choćby nawet wrogich ideowo, zabijania sojuszników naszych sojuszników (Stanisław Bóbr-Tylingo, historyk związany z emigracyjnym ośrodkiem NSZ/ONR napisał w liście do „Zeszytów Historycznych” nr 102 z 1992 r., odnosząc się do postaci Leonarda Zub-Zdanowicza, że: „Wziętych do niewoli Rosjan kazał rozstrzeliwać, po odkryciu w Katyniu nie mogło być inaczej”), wreszcie współpracy wywiadowczej przeciwko Polsce powojennej, szczególnie ręka w rękę z banderowcami. Jestem zwolennikiem tezy o jednolitym froncie walki narodu polskiego z Niemcami w czasie II wojny światowej.

Nie miejsce tu także na dowodzenie takiego stanowiska. Myślę, że jest ono zrozumiałe i oczywiste dla większości PT Czytelników. Tytułem przykładu jedynie chciałbym zwrócić uwagę na postać Jana Mosdorfa, przedwojennego wodza ONR, który wrócił na początku wojny do Stronnictwa Narodowego i w czasie okupacji trafił najpierw na Pawiak, a potem do Oświęcimia. Jak napisał Jerzy Patkowski w swej znakomitej książce „Oświęcim bez cenzury i bez legend” Mosdorf: „Respektował w pełni zasadę utrzymywania wspólnego frontu walce z hitleryzmem i opieki nad wszystkimi prześladowanymi narodowościami, włączają w to i Żydów”.

Mosdorf spotkał się za swą działalność z uznaniem ze strony swoich współwięźniów, działaczy PPS, a potem prominentnych działaczy PZPR na polu polityki i literatury – Józefa Cyrankiewicza i Tadeusza Hołuja. Paradoksem jego życia okazało się, że śmierć przyniosła mu denuncjacja ze strony zacietrzewionych kolegów ideowych, dla których najwidoczniej nienawiść do „komuny” była priorytetem.

Patkowski tak o tym pisze: „Wśród częstych krytyków wyróżniali się zwłaszcza dwaj młodzi Pflegierzy, dobrze znani długoletnim więźniom: Zenek Ławski, nr 6561 i Adaś Dembiński, nr 667. Stawiali oni Mosdorfowi zarzut współpracy z komunistami, uciekając się nawet do gróźb: «My Mosdorfowi nigdy tego nie zapomnimy!» Według informacji, jakie otrzymaliśmy od podziemnego wywiadu, Ławski zrobił donos do gestapo obozowego na Mosdorfa, oskarżając go o udział w konspiracji komunistycznej. Na podstawie tego donosu szereg więźniów ze szpitala dostało się do bunkra na bloku jedenastym”.

Tam też, 11 października 1943 r. Jan Mosdorf został zamordowany. To m.in. dlatego byłem w Rząbcu. Ale także z tej przyczyny, że uważam, to co się dzieje dzisiaj, zwłaszcza na kanwie kultu tzw. żołnierzy wyklętych za dalszy ciąg dzielenia Polaków w interesie niepolskim.

Atmosfera, jaką wytworzono w ostatnich latach, z zachowaniem proporcji, ale jednak zaczyna przypominać tę z lat wojny i po niej. To dzisiaj młodzi Polacy, nadający sobie historyczne nazwy przejmują podejście do innych Polaków skąpane w nienawiści i agresji.

Jak niedawno napisał do mnie mój ideowy Przyjaciel: „środowisko, które dziś przybrało historyczną nazwę to kalka jedynie w sferze działalności zewnętrznej (pochody, marsze itp.) przy równoczesnej impotencji umysłowej. Gdyby jeszcze ich akcje nie szły „rąsia w rąsię” z PiS-em, a podobnymi metodami próbowali odwojować nieco „historycznej” młodzieży od obłędnego kultu żołnierzy wyklętych, to widziałbym w tym jakiś sens, ale te wszystkie happeningi pod TK i cała reszta, to pomyłka i jedynie bardziej radykalny PiS”.

Na pewno nie służy to Polsce, natomiast służy ludziom, dla których utrzymywanie stanu „Polak Polakowi wilkiem” jest przyczynkiem do sukcesu politycznego. Zamiast zwrócenia ku przyszłości w trosce o Polskę, akcentuje się wyłącznie punkty zapalne z przeszłości, rozbijając zwykłą codzienną wspólnotę polską.

Widzi się tylko zabitych wyklętych, a zabitych przez nich już nie. Służba w tzw. ludowym Wojsku Polskim ma być co najmniej przyczynkiem do wstydu, zaś agenci obcego wywiadu są stawiani na piedestał.

Pointę do powyższych rozważań dopisało życie. Oto, następnego dnia po uroczystości w Rząbcu dowiedziałem się, że „bohaterowie” neo-ONR dokonali profanacji pomnika. Wyrwali krzyż, polali cokół ciemną farbą, pomazali drugi krzyż i przystawili pieczątki z jaszczurkami. Tym samym wystawili sobie „najlepsze” świadectwo, o wiele więcej mówiące o nich od – pustych, jak się okazuje – haseł typu „wielka Polska katolicka”.

Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 39-40 (25.09-2.10.2016)
http://mysl-polska.pl

Odpowiedzi: 4 to “Byłem w Rząbcu”

  1. jamek said

  2. AlexSailor said

    „wreszcie wycofanie Brygady pod okiem i za zgodą Niemców do Czechosłowacji”

    No, nie wzięli udziału w „akcji Burza”, nie ujawnili się, nie dali się zabić, katować przez lewackich bandziorów najczęściej niepolskiego pochodzenia, a na dodatek przestali bezsensownie walczyć z Niemcami i nie uzyskali efektu odwetowego tychże, i jeszcze po prostu spokojnie wycofali się na zachód ocalając choć część niedobitków polskich elit.

    „W takiej atmosferze trudno o rzetelne badania naukowe, trudno też o odważnych historyków w sytuacji perspektywy oczywistego narażenia się na najgorsze kalumnie.”

    Podobnie jak przez 44 lata rządów PPRowców, lewaków, komunistów trudno było o rzetelne badania naukowe.
    Coś mają pecha ci z BŚ do tych badań naukowych.

    „po drugie zaś mój pogląd na II wojnę światową i udział w niej Polski i Polaków nie przyjmuje do wiadomości kolaboracji (enigmatycznie – współpracy) z okupantem hitlerowskim, zwłaszcza współpracy w zabijaniu innych Polaków”

    Co innego z okupantem radzieckim, kolaboracja wskazana, a zabijanie Polaków jak najbardziej usprawiedliwione, nieprawdaż?

    ” Zamiast zwrócenia ku przyszłości w trosce o Polskę, akcentuje się wyłącznie punkty zapalne z przeszłości, rozbijając zwykłą codzienną wspólnotę polską.”

    Autor chyba kpi z czytelnika.

  3. Ad 2

    Zgroza mnie przejmuje, gdyż czytając tenże artykuł jestem przerażony „naukowym” uprawianiem historii w Polsce. Od wielu lat za główną podstawę formułowanych w pracach tez służą nie dowody jak na porządnego naukowca przystało, ale opinie innych „autorytetów”. W przedmiotowym przypadku to nawet opinii „autorytetów” nie za wiele – całe dwa cytaty. Zapytam się – gdzie kwerenda archiwów polskich czy niemieckich, gdzie np. wywiady z żyjącymi jeszcze świadkami lub członkami ich rodzin, którzy mogliby coś ciekawego powiedzieć?

    No a tezy i wnioski autora powstałe na podstawie tychże „naukowych” dowodów są dokładnie takie jak należało się spodziewać od tej części naszych drogich paleoendeków, których niektórzy nazywają endokomuchami (ze względu na upartą i bezwzględną obronę wszystkiego co w PRL).

    Żenada!

    P.S.

    Co się stało, że już kolegi na prawica net nie można spotkać?

    Pozdrawiam!

    ——
    Jasne, każdy kto znajdzie COKOLWIEK dobrego w PRL – uparcie i bezwzględnie broni WSZYSTKIEGO co było w PRL. No i „endokomuch”.
    Logika zaiste naukowa i nie do obalenia.
    Admin

  4. L2P said

    `Smiech` na sali po prostu zygota ale nie dziwi juz nic, to./

Sorry, the comment form is closed at this time.