Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czy syreny istnieją naprawdę?

Posted by Marucha w dniu 2016-10-06 (czwartek)

W związku z tematem syren, zamieszczamy poniższy artykuł. Gajowy standardowo mówi, że kto chce, niech wierzy.
Admin

Rzecznik Krajowej Administracji Oceaniczno-Atmosferycznej Sandy Nixon w rozmowie z tygodnikiem „World News” poinformowała, że problem ten zgłębiało aż 65 ekspertów, a efektem ich pracy było stwierdzenie, że „hybrydy ludzko-rybne żyją na Ziemi”.

Dowodzą oni, można je spotkać głównie w ciepłych wodach Karaibów i Morza Śródziemnego, ale obserwowano je również na Pacyfiku i Południowym Atlantyku.

Nixon twierdzi ponadto, że schwytano siedem syren i umieszczono w specjalnym akwarium, gdzie są obserwowane i badane. Osobiście miał je oglądać prezydent Barack Obama. Również kanał Animal Planet wyemitował film Syreny: Ciało znalezione, który potwierdza istnienie morskich humanoidów.

Ponad 70 procent powierzchni naszego globu zajmują morza i oceany. Naukowcy do dziś spekulują, czy – jako ludzie – w trakcie ewolucji wyłoniliśmy się właśnie z wód, przekształcając oskrzela w płuca? Podobne dywagacje dotyczą innych ras: Istot, które przybyły z kosmosu, by przyspieszyć rozwój cywilizacyjny na Ziemi i przekazać nam rozległą wiedzę.

Liczne wodne stworzenia: syreny, wodnice, rusałki, najady, nereidy, trytony na dobre zagościły w naszych mitach, legendach i baśniach. Jednak niektórzy naukowcy twierdzą, że w otchłaniach wód istnieją wysoko rozwinięte społeczności, prawdopodobnie związane z cywilizacjami Obcych.

Co ciekawe, ludzka krew ma niemal identyczny skład, jak morska woda! Ta ostatnia, oprócz chloru i sodu zawiera 80 innych cennych pierwiastków, w tym siarkę, miedź, fluor, tytan, stront, mangan, z czego aż 21 – na przykład magnez, potas, wapń, cynk, żelazo, krzem, fosfor, jod jest niezbędnych do życia. Także dla największego z ludzkich organów – naszej skóry, woda morska jest nieoceniona. Tonizuje ją i napina, reguluje jej równowagę kwasowo-zasadową, dzięki czemu staje się bardziej elastyczna. Likwiduje obrzęki, nawilża i wygładza, przyspiesza rozpad tłuszczu, wzmacnia naczynka krwionośne i chroni je przed pękaniem, ułatwia usuwanie toksyn i drenowanie tkanek, poprawia krążenie, dezynfekuje i leczy różne schorzenia. Budowa i skład kryształków soli morskiej są tak skomplikowane, że nie sposób odtworzyć ich w laboratorium.

O wszechstronnych właściwościach wody morskiej przekonał się pewien francuski naukowiec: przez ponad 20 lat utrzymywał w niej żywe serce kurczęcia! Natomiast podczas drugiej wojny światowej, kiedy brakowało krwi do transfuzji, lekarze używali zamiast niej… morskiej wody: nawet poziom jej zasolenia jest zbliżony do tego w naszych płynach tkankowych.

Bardzo podobnie do rybich skrzeli funkcjonują także ludzkie płuca. Zanim przyjdzie na świat, ludzki a także zwierzęcy płód doskonale funkcjonuje w macicznym płynie owodniowym – mimo braku skrzeli. Proces wymiany tlenu i dwutlenku węgla odbywa się poprzez łożysko, łączące krwioobieg matki i dziecka. Wydaje się, że tę pamięć „oddychania” płynem zachowujemy w podświadomości przez całe życie, co ilustrują poniższe badania.

Profesor Rakosh Kafadi z Uniwersytetu w Kalkucie postanowił dowieść, że u zarania dziejów doszło do rozdzielenia gatunku Homo na Homo Sapiens sapiens – ludzi lądowych i Homo sapiens aquaticus – ludzi wodnych.

W 1991 roku przeprowadził on eksperyment z 70-letnim joginem Ravindą Mishdą: pod nadzorem kamer przebywał on pod wodą bez żadnego sprzętu wspomagającego oddychanie przez 144 godziny, 16 minut i 22 sekundy!

Badania wykazały, że jogin przestawił swe płuca na tryb oddychania skrzelowego: tak, jak ryby pobierał tlen z wody. Ujawnił on, że wiedza jego przodków pozwala oddychać pod wodą każdemu, kto zgłębi tajniki jogi. Profesor Kafadi tak podsumował ten zdumiewający eksperyment: „To jest właśnie dowód, iż my wszyscy, jeśli sobie tylko tego zażyczymy, możemy być istotami dwudysznymi. Jesteśmy dziećmi Wszechoceanu, które dawno temu opanowały ląd”.

Co ciekawe, gdy o tym eksperymencie usłyszał Jorge Paquino – rybak z filipińskiej wioski Luzon, oświadczył, że pod kontrolą badaczy z Amerykańskiego Stowarzyszenia Nurków, bez akwalungu przebywał pod wodą godzinę i pięć minut. Stwierdził ponadto, że „nie wie, dlaczego słona woda jest uważana za niebezpieczną”. Innym razem przesiedział na dnie laguny przez całą dobę, kryjąc się tam przed… bandytami.

Przeprowadzano też eksperymenty medyczne z przeszczepianiem skrzeli zwierzętom i ludziom. Jeden ze znanych rosyjskich pisarzy science-fiction, z wykształcenia prawnik Aleksander R. Bielajew (1884-1942) napisał w 1928 roku powieść Człowiek-Amfibia. Na jej podstawie w 1961 roku Władimir Chebotariow i Gienadij Kazańskij nakręcili film pod tym samym tytułem; w Polsce wyświetlano go jako Diabeł morski. Opowiada on o starym profesorze Salvatore, który przeszczepia młodemu człowiekowi skrzela rekina, by ten mógł oddychać także pod wodą.

Jednak Swietłana – młodsza córka pisarza twierdzi, że do napisania książki zainspirowało go autentyczne wydarzenie, opisane w artykule z zagranicznej prasy z połowy lat dwudziestych XX wieku. Relacjonował on proces sądowy, który toczył się w Buenos Aires: lekarz, profesor Salvatore dokonywał na dzieciach – za zgodą ich rodziców – tajemniczych operacji, mających jakiś związek z motywem ichtiandra (gr. ichtys = ryba, andros = człowiek).

W toku procesu podkreślano jednak, że Salvatore uratował w ten sposób przed śmiercią setki dzieci i dorosłych, i nie miał ani jednego zgonu. W świetle prawa niczego nie można mu było zarzucić, uznano go więc winnego… boskiej obrazy i skazano na dziesięć lat więzienia.

Podobny eksperyment przeprowadzono zresztą w Rosji: wiosną 1903 roku wojskowy chirurg, kapitan Artiemij Myszkin wszczepił psom rekinie skrzela, dzięki którym mogły oddychać pod wodą. Niestety, wkrótce zmarły po odrzuceniu przeszczepów.

Potem wezwano go do Petersburga, gdzie szef Wydziału Specjalnego Uzbrojenia powierzył mu tajne zadanie wszczepienia skrzeli… żołnierzom: mieli oni podkładać miny pod burty wrogich okrętów wojennych.

Pierwszym ochotnikiem został młody wojak Ignatij Woropajew, cierpiący na ciężką chorobę płuc: operacja udała się, mężczyzna oddychał zarówno na lądzie, jak i w wodzie, ale wkrótce przeszczep został odrzucony i Woropajew zmarł. Minister obrony poprosił mimo tego o kontynuowanie prac, ale car Mikołaj II (1868-1918) odmówił: „To się udało, ale wbrew woli Boga, a wszystko, co jest Mu przeciwne, jest niebezpieczne”.

Podobne doświadczenia wykonywali naziści na więźniach obozów koncentracyjnych: wkrótce opracowali specjalne preparaty, dzięki którym nurkowie bez powietrza mogli przeżyć pod wodą nawet do 20 minut.

We współczesnych nam czasach w Centrum Medycznym Duke University sztuczne skrzela wszczepiono amerykańskiemu akwanaucie Francisowi Faleichikowi. Po udanym eksperymencie z 4-godzinnym przebywaniem pod wodą akwanauta oświadczył, że nie czuł żadnego dyskomfortu. Pozostałą część jego wypowiedzi utajniono, a potem Faleichik mieszkał przez długi czas w wodach oceanu na głębokości trzech kilometrów!

Z kolei sztuczne skrzela skonstruowali i w 1976 roku opatentowali Josef i Celine Bonawentura – pracownicy Naukowo-Badawczego Instytutu Północnej Kalifornii. Były gotowe do produkcji przemysłowej, ale… „my używaliśmy do skrzeli syntetycznego analogu hemoglobiny. Dalej proponowaliśmy zrobić co następuje: w jednej sekcji urządzenia pozyskiwać tlen wprost z wody, a w drugiej odbierać go z „hemoglobiny” przy pomocy prądu elektrycznego. Jednakże wszystkie prawa do naszych wynalazków i dalszych prac wykupiła od nas pewna japońska firma, zajmująca się produkcją syntetycznej krwi. Skrzela jako takie zupełnie ich nie interesowały…”.

A jeśli wodne Istoty, znane nam z mitów i baśni są wynikiem eksperymentów genetycznych przybyszy z kosmosu lub poprzednich cywilizacji, na przykład Atlantów? Mogłyby na to wskazywać dwie przesłanki: pierwsza dotyczy zagadkowych relacji egipskich lekarzy, którzy dokonywali operacji dziwnych hybryd, łączących w sobie ludzkie i zwierzęce części ciała. Przybyły one do państwa faraonów po światowym potopie sprzed 12 tysięcy lat.

Druga zaś dotyczy zdumiewającej kolekcji 32 tysięcy glinianych figurek niemieckiego archeologa Waldemara Julsruda (zm. 1969), który w 1944 roku wykopał je na zboczu El Toro w meksykańskim Acambaro. Badania naukowe określiły ich wiek na 3 do 6,5 tysiąca lat ! To swoiste „archiwum” mieści bardzo dokładne i plastyczne wyobrażenia nie tylko wszelkich gatunków dinozaurów i przedpotopowych zwierząt – protoplastów koni, tygrysów czy niedźwiedzi, ale także zagadkowe figurki ludzkich istot dziesiątek ras. Jedne niczym się od nas nie różnią, ale inne są zdeformowane, z dodatkowymi kończynami czy organami: wyglądają tak, jakby były poddane eksperymentom genetycznym! To samo zresztą dotyczy części zwierząt.

Istnieją także relacje naocznych świadków, którzy twierdzą, że widzieli syreny. Dotąd naukowcy podważali te opowieści dowodząc, że musiały to być lwy morskie, foki czy inne stworzenia.

I tak, towarzysz Krzysztofa Kolumba (1451-1506) o nazwisku de Neredo zapisał w swym dzienniku: „Niejednokrotnie udawało mi się obserwować takich mężczyzn i takie kobiety, u których wierzchnia część ciała jest podobna do ludzkiej, ale spodnia stanowi silny ogon, jak u ogromnej ryby. Ich głowy wydają się śmiesznie okrągłe, większe od naszych. Włosy mają zielonkawy odcień, są gęste i niejednokrotnie są zaplecione w warkocze albo swobodnie rozpuszczone. W rękach o pięciopalczastych dłoniach widziałem ryby, kraby czy wodorosty – ich pożywienie.

Władców Wód widziano także na Oceanie Indyjskim. Dostrzegano ich wielokrotnie u wybrzeży Portugalii, gdzie dochodziło do wielu spotkań z Nimi, w których uczestniczyli przede wszystkim rybacy. Będąc, jakby nie było, naszymi braćmi, zwracają się do nas w swoim niezrozumiałym języku, podobnym do przeciągłego, melodyjnego śpiewu. I Oni nigdy nam nie zagrażali, a wręcz odwrotnie – poszukiwali z nami kontaktu. Zdumiewa ich zdolność do życia w zimnej wodzie”.

Kolejną relację przedstawił w książce Historia naturalna ryb, wielorybów i innych stworzeń wodnych, opublikowanej w 1646 roku niemiecki przyrodnik Johann Jonetonus. Twierdził on, że trzykrotnie w słoneczny dzień pod sterem statku widział Syreny i ich dzieci, które – podobnie jak ludzkie, rodzą się pojedynczo, a rzadko dwójkami. Z kolei Rusałki „wydają się drobniejszej postury w porównaniu z nami, ale ich muskulatura jest bardziej widoczna, żylasta, niezwykle silna. Lekko zrywały sieci, tak, że trudno je było złowić czy uwięzić”.

Dalej Jonetonus pisze, że syrenie rodziny mieszkają na mieliznach wygrzanych słońcem i ciepłymi prądami, w jaskiniach na rafach. Prowadzą stamtąd ukryte wyjścia na ląd, plantacje wodorostów i zagrody dla ryb. „Gospodarze Wód znają ogień, który rozniecają dla ogrzania się i przygotowania jedzenia w swoich suchych jaskiniach. Znają oni także tkaną odzież, która służy im na lądzie”. Oznaczałoby to, że syreny są inteligentnymi istotami dwudysznymi.

Niezwykła historia, niejako potwierdzająca opisy Jonetonusa, wydarzyła się w lipcu 1932 roku, gdy na wybrzeże Morza Białego dotarła grupa radzieckich badaczy. Wśród nich był 32-letni wówczas ichtiolog Dawid Gierszin, który dekadę później zginął w walkach pod Leningradem.

Badacz ten pozostawił córkom notatki, które zatytułował Spotkanie z Przyszłością. Zastrzegł, że nie jest to wytwór fantazji literackiej a relacja z dramatycznego wypadku, jakiemu uległ na dalekiej Północy, gdy spadł z urwiska do wody. Od razu poszedł na dno, wciągnięty przez wir, gdy nagle uratowali go „ludzie-giganci”. „Nie pamiętam jak mnie wyciągnęli z wody i znalazłem się w systemie zamkniętych, jasno oświetlonych przestrzeni, wypełnionych urządzeniami technicznymi nieznanego przeznaczenia. Dobrze zapamiętałem dobrodusznych gigantów w srebrzystych strojach, anatomicznie nie różniących się od nas, bez jakichś rybich ogonów czy płetw, ale mających widoczne skrzela – tak, że mogli oni oddychać w wodnych głębinach, gdzie mieli plantacje jadalnych wodorostów, polowali i wydobywali ropę naftową”.

Gierszin podkreślał, że ludzie ci doskonale wiedzieli, co dzieje się na lądach i biegle władali językiem rosyjskim. Po tygodniu odstawili go w szybkiej kapsule do jego towarzyszy w bazie, ale odmówili spotkania z nimi: upoważnili Gierszina jedynie do poinformowania ludzi z lądu o ich istnieniu w głębinach a także o tym, że mogą otrzymywać energię, metale i tlen w drodze jądrowego rozszczepiania… wody! Niedoszłemu topielcowi zaś uświadomili, że przyszłość ludzkości leży w głębiach oceanów, zasobnych w niewyczerpane bogactwa.

Przez blisko 40 lat podobne relacje zbierał kanadyjski oceanograf Sten Boult: analizując je, doszedł do wniosku, że istnienie podwodnych cywilizacji jest nie tylko możliwe, ale że mają one globalny zasięg. To właśnie z nich wywodzi się lądowa odnoga, która wyrwała się „z kosmosu Wszechoceanu i przeszła w kosmos Przestrzeni, który my dopiero zaczynamy poznawać. Przejawy tego możemy zaobserwować w postaci wszelkich anomalii, jak np. UFO, USO czy niezwykłe obiekty kosmiczne, które według wielu uczonych mają czysto ziemskie pochodzenie. Boult ma nadzieję, że kiedyś obydwa odłamy ludzkiej Homo sapiens będą razem egzystować w pokoju i harmonii, gdy tylko my – „lądowi” porzucimy wojny i rabunkową gospodarkę naszej wspólnej Planety”.

Podmorskie istoty doczekały się już swej nazwy: UMAH – Unknown Mysterious Aquatic Humanoids czyli Nieznane Tajemnicze Wodne Humanoidy. Obserwowane są we wszystkich morskich akwenach globu.

W lipcu 2002 roku młody azerbejdżański biznesmen Rustam Karimow wydał przyjęcie dla greckich przyjaciół na swym jachcie pływającym po Morzu Kaspijskim. W nocy wiatr ucichł i wyłączono silnik, by świętować urodziny Karimowa. W budce sternika znajdował się tylko wachtowy stermotorzysta.

Któryś z Greków wyszedł na pokład zapalić papierosa. W jasnej poświacie księżyca zauważył dwie ludzkie sylwetki siedzące na małym pontonie, przycumowanym po drugiej stronie pokładu. Poszedł do sterówki i wraz z wachtowym skierowali tam światło reflektora. Istoty – widocznie przestraszone – skoczyły przez burtę do wody. Wachtowy włączył syrenę alarmową ogłaszając „człowiek za burtą” i załoga wraz z gośćmi oraz armatorem wybiegła na pokład, ale przeszukiwanie wody reflektorami nic nie dało. Po podniesieniu z wody pontonu znaleziono kępki wodorostów i dwie duże ryby. Zupełnie, jakby nieznane istoty weszły na ponton z zamiarem posilenia się, w czym przeszkodzili im marynarze.

Rustam wyjaśnił gościom, że byli to najprawdopodobniej Suadamowie – Wodni Ludzie, o których legendy opowiada wiele nacji, zamieszkujących wybrzeża Morza Kaspijskiego: Rosjanie, Kazachowie, Irańczycy, Kałmukowie, Dagestańczycy, Azerowie czy Turkmeni. Grecki kapitan jachtu potwierdził, że podobne stworzenia obserwowano w Morzu Adriatyckim.

Także w początkach lat osiemdziesiątych XX wieku kaspijscy nafciarze informowali o spotkaniach z Wodnymi Ludźmi. W tamtych czasach zdecydowaną większość ropy wydobywano na szelfie, więc estakady i mola biegły daleko w morze – nawet na 50 km od brzegu. Na płyciźnie powstało miasto nafciarzy – Nieftiannyje Kamni. Nadwodne platformy mieściły domy, sklepy, klub a nawet ogrody!

Pewnego dnia jeden z pracowników wieży wiertniczej wracał po zmianie do hotelu robotniczego. Musiał przejść kilka kilometrów, by dotrzeć do tego miasteczka. Nagle za słupem elektrycznym zauważył ludzką sylwetkę, siedzącą w kucki. Mężczyzna był zupełnie nagi, ale jego figura była dziwnie rozmyta, jakby trząsł się z zimna, a twarz zasłaniał słup. Przestraszony robotnik przeszedł na drugą stronę estakady i zaczął powoli iść. Kiedy dzielił ich dystans kilku metrów, skurczona postać prześlizgnęła się pod relingiem i wskoczyła do wody. Wysokość estakady wynosiła w tym miejscu 15 metrów: robotnik podbiegł do relingu, ale w wodzie nikogo nie było… Gdy dotarł do osiedla i opowiedział o zdarzeniu inni nafciarze potwierdzili, że miewali podobne spotkania.

Inny przypadek dotyczy młodej pary, która w ciepłą noc uprawiała seks na plaży. Nie zauważyli, kiedy z morza wyszły trzy nagie postacie i otoczyły ich, obserwując miłosne igraszki. Gdy po chwili dziewczyna je ujrzała, narobiła krzyku. A ten tak przeraził podglądaczy, że natychmiast zniknęli w wodzie. Co ciekawe, para potwierdziła dziwne „rozmazanie” sylwetek stworzeń. Po tym spotkaniu zszokowany chłopak trafił do szpitala psychiatrycznego.

Do spotkań z Wodnymi Ludźmi dochodziło także na krymskim wybrzeżu Morza Czarnego: relacje te mówią o osobach płci męskiej z rękami i nogami, a nie z rybimi ogonami. Wygląda więc na to, że istnieją różne formy czy też rasy morskich humanoidów. Czy powstały one w wyniku manipulacji genetycznych, czy też stanowią bliźniaczą gałąź Homo sapiens? Być może już wkrótce badania naukowców udzielą odpowiedzi na te pytania.

Postaci syren często występowały w sztuce i literaturze. Mała syrenka – bohaterka baśni Andersena, jest jedną z najbardziej ulubionych przez dziewczynki na całym świecie. W Manili na Filipinach istnieje nawet szkoła pływania dla tych, którzy chcą się poruszać jak syreny. Z kolei w Stanach Zjednoczonych co roku odbywa się międzynarodowa parada syren. Czy jednak teraz, gdy legenda zyskała status realnego zjawiska, nawiążemy kontakt z naszymi morskimi braćmi?

tekst: Margo11, FN

Bibliografia:
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/syreny-jednak-istnieja/j5bdg
A. Wołodiew, Władcy podwodnych głębin, „Nieznany Świat” nr 3/2012, s. 44-46.
W. Łotochin, Ichtiandry są wśród nas, „Nieznany Świat” nr 3/2012, s. 46-47.
G. Szymański, Szokująca kolekcja Waldemara Julsruda, „Nieznany Świat” nr 2/2012, s. 48-53; G. Szymański, Za i przeciw: wojna dogmatów, „Nieznany Świat” nr 3/2012, s. 24-27, 73; http://www.bible.ca/tracks/tracks-acambaro.htm#photo.

http://www.nautilus.org.pl

W celu pogłębienia wiedzy na temat syren polecamy m.in.:
>http://www.entertheroom.pl/life/4429-w-morskich-glebinach-czy-syreny-istnieja
>http://wiadomosci.onet.pl/nauka/syreny-jednak-istnieja/j5bdg
>http://odkrywcy.pl/kat,1038059,title,Syreny-istnieja,wid,16033414,wiadomosc.html?smg4sticaid=617db1
Admin

Odpowiedzi: 28 to “Czy syreny istnieją naprawdę?”

  1. Syreny istnieją, jak UFO i Yeti. To forsowanie przez masonów bajek i robienie z nich rzeczywistości ma na celu odwrócić ludzi od wiary w Boga.

    (…)Inny przypadek dotyczy młodej pary, która w ciepłą noc uprawiała seks na plaży.(…)

    Uprawiać to można kapustę albo ziemniaki, a ta para cudzołożyła.

    Pewien Pan jest, że nie byli małżeństwem? Bo ja nie.
    Admin

  2. Zerohero said

    Hybryda ludzko-rybia to pierwszy lepszy ryj z telewizora.

  3. AlexSailor said

    O ja p**ę.
    Psom wszczepiono rybie skrzela.
    Przeszczep wkrótce został odrzucony.
    W ciągu 5 minut???

    Przecież natychmiast zacznie się odpowiedź immunologiczna, która skończy się wstrząsem i śmiercią.

    To wszystko są wierutne bzdury.
    Świat został stworzony w ciągu 6 dni nie dalej jak 10 tys. lat temu.
    Nie było żadnej ewolucji, wszystko zostało stworzone od razu.

    Ok. 1660 lat po stworzeniu świat został zalany wodami Potopu i zmienił się nie do poznania.
    Zmieniła się atmosfera, klimat, ciśnienie, ukształtowanie terenu, wszystko.

    Co działo się przed Potopem, co wymyślali i robili ludzie wbrew zakazom Boga najczęściej, nie wiemy.
    Ocenia się, że Adam (pierwszy człowiek) miał IQ coś między 2000 a 7000, a ludzie żyli wtedy po 900 lat.
    Na dodatek praktycznie nie musieli martwić się o opał, odzież, żywność i choroby.
    Dodam, że zmysły, zręczność i siła rąk tych ludzi, też musiały być znacznie lepsze niż dziś.

    Co człowiek w takich warunkach może wymyślić i zrobić przez 500 lat, można tylko przypuszczać.

  4. AlexSailor said

    Ad. 1 @Premizlaus Crucis

    A skąd Pan wiesz, że nie byli małżeństwem???????????????????

  5. Kar said

    Czy syreny istnieją naprawdę?
    —————————————–

    – glupie pytanie..A to na dole, to co, czy nie jest namacalnym dowodem „saren” (?)..zesta ja wybrali, to mata i hołubta az do u. smierci..

    http://c.wrzuta.pl/wi16347/5b4daea50010229845bb2aae/0/hanna%20gronkiewicz%20waltz%20

  6. NICK said

  7. NICK said

    A może zdążymy usłyszeć? Te?
    http://www.us.edu.pl/uniwersytet/obrona/alarmy.php

  8. Franek said

  9. Ad AlexSailor, 5

    Hi hi.

    PS
    Jeśli „Adam (pierwszy człowiek) miał IQ coś między 2000 a 7000”, to wprost niewiarygodne, że dał się złapać na jabłko swojej pindulce, pardon, Ewuni.
    Dzisiejsi mężczyźni dają się łapać na byle co i poniżać, ale też ich IQ <= LNM (Lepiej Nie Myśleć). W związku z tym żyją krótko. Wyjątki są rzadkie.
    Na marginesie, już dawno uzmysłowiłem sobie, że „wdowiec – to albo osobnik głuchy, albo morderca”.

  10. AlexSailor said

    @Ropuszczalnik

    Istnieje legenda (chyba izraelska), że pradziadek Adam zeżarł ten owoc w pełni świadomie po to, żeby ratować naszą prababkę Ewę.
    Baba dała się zwieść wężowi (który spalał się z zazdrości o relacje człowieka z Bogiem), a Adam wiedząc, co się z nią stanie, kochając ją, dołączył do niej licząc, że Pan Bóg coś zaradzi.
    W końcu byli (teraz sobie to uświadomiłem) – Adam i Stwórca – przyjaciółmi.

    Wysoka inteligencja (pewnie również pamięć doskonała), tłumaczy karę, jaką otrzymał rodzaj ludzki za grzech Adama (i Ewy).

    Natomiast odmienne postępowanie, niż w stosunku do upadłych aniołów, może właśnie tłumaczyć poświęcenie Adama.

    No, ale możemy tylko snuć przypuszczenia, bo prawdą na 100% jest wyłącznie to, co napisano w Księdze Rodzaju, której początek jest autorstwa najpóźniej Noego, a być może Adama albo Seta.

  11. Leszek Karpinski said

    ad 10. Za tą Księgę Rodzaju to wielkie dzięki Panie AlexSailor. co do reszty Biblii to bym się kłócił lecz księga rodzaju to według mnie ruwnież 100% prawdy ,bez przenośni i poezji. Kiedyś będąc „naukowcem” wierzyłem że to największa bzdura jaką świat widział, dzisiaj będąc głupcem uważam że to prawda.

  12. Leszek Karpinski said

    ad 11 . Karpiński głupcze!!! „również” naucz się pisać!!!

  13. Boydar said

    Moje stanowisko w powyższej kwestii co do przemyśleń, pokrywa się z opinią Cara Mikołaja – „„to się udało, ale wbrew woli Boga, a wszystko, co jest Mu przeciwne, jest niebezpieczne”.

    Są, nie ma, jaka to dla nas różnica. Jest jednak inny aspekt. Tylko u Disneya syreny są cacy niunie. We wszystkich przekazach wcześniejszych – wręcz przeciwnie. Cechą podstawową jest wabienie a potem śmierć w odmętach. Nader mi to szatanem jedzie. I zapewne taki był cel autorów legend. Wskazanie na ostrożność wobec pozorów i ułomność naszych zmysłów (podobno ładnie śpiewały). Można zatem zadać sobie pytanie, czy kobiety wokół nas, w sporej liczbie egzemplarzy, nie utraciły przypadkiem jedynie ogonów ?

    I aspekt kolejny. Jeżeli przyjmiemy, że z prawdziwymi syrenami mają coś wspólnego demony, o czym Księga Rodzaju również wspomina jako związkach tamtych szatańskich emanacji z ludzkimi kobietami czy nawet zwierzętami, to czy Bóg nie wiedział o tym zsyłając potop ? Przecież woda tym akurat hybrydom zaszkodzić nie mogła; a taki był cel – zniszczyć co wynaturzone.

    Tak czy owak, Syrenka Pana NICK’a (6) jest faktem weryfikowalnym.

  14. leśnik said

    Panie Alex
    Adam na pewno dał się zwieść. Nie ma grzechu – nie ma złości, podstępu, podejrzliwości, tego co nieprawe. Właśnie dlatego dał się zwieść bo był niewinny. Inteligencja to takie pojęcie odpowiednie dla upadłego człowieka, zalatuje przyziemną przebiegłością i przemyślnością, może przewidywalnością(?) – jeśli tak to na bazie czego? Czy nie na bazie swobodnego poruszania się umysłem i znajomości tego co niebezpieczne dla życia? Upadek w grzech właśnie na tym polegał że człowiek wziął sobie dostęp indywidualnie do poznania dobrego i złego, co otworzyło mu indywidualną, niezależną od Boga drogę wewnętrzną w oparciu o swój umysł i to poznanie. Księga Rodzaju pokazuje że zaraz uzyskał przez to świadomość której nie powinien mieć: Skąd wiesz że jesteś nagi? Człowiek żyjący z Boga nie potrzebuje tego poznania do życia, chociaż w chrześcijaństwie może je posiadać.

  15. Bodzio said

    ad 46 @Siggi (w „Wolnych tematach”)
    Ludzie ! Ani to usmarzyć ,ani to wyruchać.
    Jak dla mnie przeprowadził Pan dowód na nieistnienie syren. Przecież dobry Pan Bóg nie stworzyłby tak bezużytecznego stworzenia jak syrena, zwłaszcza, że stworzył już był oddzielnie zarówno Babę jak i Rybę.

  16. Siggi said

    W tzw.”Wolnych” po drugiej stronie wypowiedziałem się o tem poniżej:

    Od czasów technikum rolniczego,które ukończyłem z wyróżnieniem w 1963 otrzymawszy tytuł technika rolnictwa, dość nagminnie używałem ten tytuł w tamtych czasach,żeby nie myśleli,żem kopletny głąb ze wsi.Kazałem se nawet wołać za sobą :..Witam pana technika ,pozwoli pan technik ,że zapytam co pan technik sądzi np…o pannach wodnych?Tak trwało do czasu kiedy z bulem zrobiłem magistra,co z kolei spowodowało,że na zebraniach wiejskich ,kółek rolniczych,ZMW ,kiedy mnię witali jak wysokiego gościa zwykle wymawiali tak:…witamy bardzo serdecznie przybyłego z powiatu Pana Margrabiego Siggi.Tak to trwało do czasu przełomu magdalenkowego…

    Wspomniałem o „Pannie wodnej” jak też nazywli kiedyś „Syreny”,która ma w naszej stolicy Warszawie dwa pomniki.Już w okresie mojej nauki w technikum bardzo nas to zjawisko społeczno-przyrodnicze obchodziło.Mieliśmy jako uczniowie z kim rozmawiać,bo wśród nauczycieli zawodu było kilku doskonałych specjalistów od biologii stosowanej I o syrenach często rozmawialiśmy.Nawet utworzyliśmy pozalekcyjną sekcję zainteresowań pod kontem badawczym.Szukaliśmy jakichkolwiek publikacji n/t temat ,a nie było lekko, bo nie było Internetu.Mielismy ogromne trudności z umieszczeniem „Syreny”w systematyce Carla Linneusza I tego zagadnienia nie udało się rozwiązać.
    Jeszcze wcześniej ,kiedy byłem całkiem mały,to w moim domu rodzinnym opowiadano,powtarzano relacje polskich marynarzy mórz i oceanów .którzy na początku XXw. widzieli I słyszeli „Syreny”.Zwłaszcza jak morze było spokojne ,bez fal ,przy wschodzie Słońca pojawiały się po kilka na powierzchni (od pasa w górę) i bardzo pięknie śpiewały.Kiedyś marynarzom niedużego kutra udało sie złapać w sieć jedną ze „Syren”,która podjęła walkę.bardzo krzyczała,gryzła,przerażliwie płakała.Majtki pokładowe przygotowały sporą beczkę z wodą morską,żeby ją tam umieścić i dostarczyc do portu,ale całe to zajście ,jej walka ,płacz,łzy zrobiło na nich takie piorunujące wrażenie,że postanowili ją uwolnić.Nie było wtedy jeszcze aparatów foto,kamer czy komórek,żeby zrobić serie zdjęć i dlatego brak materiałów dowodowych z tego wydarzenia.Jedynie przekaz słowny.
    To była sensacja w moich stronach rodzinnych,bo jeden z kuzynów mojego nieodżałowanej pamięci Dziadka był marynarzem na tym kutrze i wszystko widział.
    Ludzie go pytali :…Szczepan,no co byście z taka „Syreną” zrobili ,jak by się udało dostarczyc do portu?
    A on zwykle bezradnie odpowiadał:….Ludzie ! Ani to usmarzyć ,ani to wyruchać. O!

  17. Joannus said

    Syreny istnieją bo dwiódł tego zapewne osobnik,któremu przeszczepiono oczy od barana.

  18. Polo said

    To ja jeszcze poproszę w ramach równouprawnienia coś o wilkołakach, centaurach, satyrach.

    ——
    Ależ było.
    O wilkołakach: https://marucha.wordpress.com/2016/01/06/wilkolaki-podstawowe-prawdy-i-klamstwa-o-krwiozerczych-ludziach-wilkach/
    O retpilianach: https://marucha.wordpress.com/2011/01/26/co-zawsze-chciales-wiedziec-o-reptilianach-ale-o-co-bales-sie-spytac/

    O centaurach i satyrach chyba nie było nic, bo są to twory zupełnie nie z tej parafii.
    Admin

  19. SYRENY dzielą się na Nimfy i Rusałki. Ciemnowłose Nimfy żyły nad Morzem Śródziemnym a jasnowłose Rusałki nad Bałtykiem, Morzem Północnym i nad Atlantykiem, bo we wczesnym średniowieczu Francja była Jasnowłosa.
    Czarny pigment Murzynów pochodzi z techniki polowań NOCNYCH a Jasny blondynów z PLAŻ karaibskich. W latach 60. stało to się powodem obrzydliwej awantury z Herezją, że Stonehenge budowali MURZYNI, z czego wyciągnięto też WNIOSEK, że twórcami Cywilizacji Egipskiej byli też Negroidzi. Ja WSPIERAŁEM poglądy, że Sawannową Saharę zamieszkiwali Negroidzi rasy kromaniońskiej, którzy zostali Wyparci przez kulturę Pasterzy małoazjatyckiego byka wielkorogiego, który na Ukrainie przetrwał do czasów rosyjskich jako TUR a w Afryce jako Bydło Watussi do DZIŚ.
    Bernard Pretficz ubił ostatniego nosorożca Syberyjskiego na Ukrainie, czaszka którego jest w muzeum wiedeńskim, a teraz nosorożce syberyjskie znamy jako SUMATRZAŃSKIE ze zwierzyńców Sungów. Głosiłem, że MAMAUTY zachowały się jako Słonie Wodne, syberyjskie i afrykańskie ze zwierzyńców faraonów, a kilka lat temu pokazano film młodego mamuta kąpiącego się w rzece czukockiej zaś kilka miesięcy temu film z potężnym mamutem ALASKAŃSKIM idącym dziarsko przez śnieżną tundrę ???
    Te dywagację są potrzebne do sprawy SYREN, które w Europie żyły w średniowieczu a północnym Pacyfiku wytępili je wielorybnicy amerykańscy: http://www.o2.pl/galeria/a-jednak-istnieja-morze-wyrzucilo-zwloki-syreny-6044303377183361g/2 – Ad. 41//

    A jednak istnieją!? Morze wyrzuciło zwłoki syreny
    1 z 5: Znalezisko
    Anglik Paul Jones znalazł nad morzem martwą „syrenę”. Sądząc po zdjęciach, odkryte w Great Yarmouth ciało jest w stanie zaawansowanego rozkładu.

    Today at Great Yarmouth we found what looks like a dead Mermaid washed up on the beach. – Paul Jones
    ******************************************************
    Rok temu 2 światowe agencje podały o klinicznym RATOWANIU syreny: http://www.paranormalzone.pl/swiat-odkrywcy/dziwactwa/item/628-syrena-zlapana-w-jednym-z-polskich-jezior//, wg jednej agencji złapanej w Warszawie a wg drugiej Pod Warszawą. Na filmie Syrena była bardzo wychudzona i chora a ekipa medyczna wiozła ją do jakiejś Lecznicy. Ogon syreny Warszawskiej był TAKI SAM, jak tej z plaży angielskiej.
    Ad. 46: Siggi said – 2016-10-06 (czwartek) @ 02:55:19
    Lp.41,Wandaluzja.com said
    Od czasów technikum rolniczego,które ukończyłem z wyróżnieniem w 1963 otrzymawszy tytuł technika rolnictwa, dość nagminnie używałem ten tytuł w tamtych czasach,żeby nie myśleli,żem kopletny głąb ze wsi.Kazałem se nawet wołać za sobą :..Witam pana technika ,pozwoli pan technik ,że zapytam co pan technik sądzi np…o pannach wodnych?Tak trwało do czasu kiedy z bulem zrobiłem magistra,co z kolei spowodowało,że na zebraniach wiejskich ,kółek rolniczych,ZMW ,kiedy mnię witali jak wysokiego gościa zwykle wymawiali tak:…witamy bardzo serdecznie przybyłego z powiatu Pana Margrabiego Siggi.Tak to trwało do czasu przełomu magdalenkowego…
    Wspomniałem o „Pannie wodnej” jak też nazywli kiedyś „Syreny”,która ma w naszej stolicy Warszawie dwa pomniki.Już w okresie mojej nauki w technikum bardzo nas to zjawisko społeczno-przyrodnicze obchodziło.Mieliśmy jako uczniowie z kim rozmawiać,bo wśród nauczycieli zawodu było kilku doskonałych specjalistów od biologii stosowanej I o syrenach często rozmawialiśmy.Nawet utworzyliśmy pozalekcyjną sekcję zainteresowań pod kontem badawczym.Szukaliśmy jakichkolwiek publikacji n/t temat ,a nie było lekko, bo nie było Internetu.Mielismy ogromne trudności z umieszczeniem „Syreny”w systematyce Carla Linneusza I tego zagadnienia nie udało się rozwiązać.
    Jeszcze wcześniej ,kiedy byłem całkiem mały,to w moim domu rodzinnym opowiadano,powtarzano relacje polskich marynarzy mórz i oceanów .którzy na początku XXw. widzieli I słyszeli „Syreny”.Zwłaszcza jak morze było spokojne ,bez fal ,przy wschodzie Słońca pojawiały się po kilka na powierzchni (od pasa w górę) i bardzo pięknie śpiewały.Kiedyś marynarzom niedużego kutra udało sie złapać w sieć jedną ze „Syren”,która podjęła walkę.bardzo krzyczała,gryzła,przerażliwie płakała.Majtki pokładowe przygotowały sporą beczkę z wodą morską,żeby ją tam umieścić i dostarczyc do portu,ale całe to zajście ,jej walka ,płacz,łzy zrobiło na nich takie piorunujące wrażenie,że postanowili ją uwolnić.Nie było wtedy jeszcze aparatów foto,kamer czy komórek,żeby zrobić serie zdjęć i dlatego brak materiałów dowodowych z tego wydarzenia.Jedynie przekaz słowny.
    To była sensacja w moich stronach rodzinnych,bo jeden z kuzynów mojego nieodżałowanej pamięci Dziadka był marynarzem na tym kutrze i wszystko widział.
    Ludzie go pytali :…Szczepan,no co byście z taka „Syreną” zrobili ,jak by się udało dostarczyc do portu?
    A on zwykle bezradnie odpowiadał:….Ludzie ! Ani to usmarzyć ,ani to wyruchać. O!

  20. Boydar said

    Potwierdzam, to parafia toruńska.

  21. Siggi said

    Lp.15 ,Bodzio,
    … Przecież dobry Pan Bóg nie stworzyłby tak bezużytecznego stworzenia jak syrena, zwłaszcza, że stworzył już był oddzielnie zarówno Babę jak i Rybę.
    ————
    Szan.p.Bodzio,masz Pan absolutną,100% a nawet więcej rację.W dziele bożego stworzenia wszystko ma swoją logikę,cel,znaczenie. Ale jest pewne…A L E.
    Wszelkie hybrydy to sqrvysyńskie dzieło samego przewrotnego człowieka,który rzuca wyzwanie Stwórcy I próbuje „naprawiać”,”ulepszyć” dzieło Przedwiecznego.Za takie coś takim to tylko …jaja na sucho golić tępym jak -Antek Strateg Wszechczasów- narzędziem.
    Przykładów różnych kombinacji genetycznych jest bez liku,które wymyślili ludzie I chyba nawet niektórym dali Nobla.Dlatego nie twierdzę-tak jak Pan-,że Syren nie było I nie ma.Zgadza się,że Stwórca osobno stworzył Babę salonowo wyrażając Kobietę i stworzył Rybę,to w jakim celu miałby to mieszać?Akurat właśnie z Bab i Ryb to ja najbardziej lubiłem( w czasie przeszłym) rypanie.
    Obecnie z punktu widzenia zootechiki genetycznej,czy genetyki zootechnicznej w świecie zwierząt można dokonywać bardzo wielu krzyżówek miedzy gatunkami,może prócz jednokomórkowców z koniem.”Naukowcy”na usługach Wielkiego Kapitału skrzyżują praktycznie wszystko.Dobrze,że niedożyję czasów np.za 50,100 lat I nie bedę ogladał „stworów” poruszających sie po ulicach miast jak np.facet z łbem orła,albo kobita z długim małpim ogonem I obfitym owłsieniem itd.
    Przepraszam,że zapytam Wszystkich,a o czem mają świadczyć „dzieła” malarzy,rzeżbiarzy,którzy przedstawiają człowieka półkonia,kobieta ze skrzydłami itd?
    Zwykle futurystami z grożnym zajobem na przyszłość byli najsampierw artyści ,a potem brali się za realizacje tzw.naukowcy i Wielki Kapitał. O!

  22. Boydar said

    @ Pan Siggi

    Ja dorzuciłbym jeszcze walenie. Z ryb najlepsze są podobno właśnie walenie i rypanie. Przynajmniej tak słyszałem.

  23. Siggi said

    Lp.22 Boydar.

    W kwestii formalnej walenie to ssaki żyworodne.
    Są jednak różnice w tym waleniu I rypaniu.Nie? Szczegóły zachowamy sobie .
    Pozdr.

  24. NICK said

    Odnośnych. Syrenek. Panie Prawdzic…. .
    To był tylko dwusów. Warburg. Czy co.

  25. Boydar said

    Sssaki, powiada Pan ? No może i ssaki, ja im tam między nóżki nie zaglądałem; ale skoro tak Pan twierdzi … mnie tam bez różnicy.

  26. re1truth2 said

    ooooo
    http://www.o2.pl/galeria/a-jednak-istnieja-morze-wyrzucilo-zwloki-syreny-6044303377183361g/5
    .http://www.zeberka.pl/img/a/254_1.jpg

  27. re1truth2 said

    Re 24
    A z którego banku, ten Wartburg?

  28. Fakt, mogli i być małżeństwem, ale skoro pozwalali sobie na intymności w miejscu, gdzie każdy mógł ich zauważyć, to to swoje małżeństwo niezbyt szanowali.

    Re 17:
    Świetny komentarz.

Sorry, the comment form is closed at this time.